Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Schronisko, Torridon
AutorWiadomość
Schronisko, Torridon [odnośnik]05.06.19 1:59
First topic message reminder :

Schronisko Sùgh-Mhonaidh

★★
Sùgh-Mhonaidh oznacza Górską Stokrotkę, usytuowane w górskich rejonach schronisko jest ostoją turystów przemierzających malownicze okolice. Trójkondygnacyjny budynek oferuje ciepłe posiłki, alkohol i przytulne pokoje na piętrach. Główna sala jest obszerna, wypełniona niedużymi stolikami otoczonymi prostymi drewnianymi krzesłami, wokół których lawiruje obsługa realizująca zamówienie. Wnętrze wyłożone jest drewnianą ciepłą boazerią gdzieniegdzie ozdobioną malunkami ze szkockimi, górskimi lub celtyckimi motywami, z kominka bucha ciepły ogień, a za ladą stoi stary siwy Szkot o twarzy usianej piegami, osłonięty białym fartuchem, który mrukliwie obsługuje kolejnych petentów. W powietrzu unosi się zapach palonego drewna, rozlanego alkoholu i grochówki. Im późniejsza pora, tym obfitsza klientela - i tym większy gwar. W kącie sali lewitują instrumenty, flet oraz harfa, które przygrywają zaczarowane melodie. Schronisko ukryte jest za upiorną iluzją walącej się górskiej skały, która skutecznie odstrasza mugoli.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 21:03, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Schronisko, Torridon - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Schronisko, Torridon [odnośnik]26.11.21 10:01
« Drzewo niesmagane wichrem, rzadko kiedy wyrasta silne i zdrowe »
Tak naprawdę szczera rozmowa była ciężka do zorganizowania. Jayden z uwagi na aktualną sytuację życiową nie miał tyle czasu co wcześniej, a i Elric nie był człowiekiem wiecznie wolnym. Ich osobiste sprawy stały na pierwszym miejscu, nawet jeżeli musieli poświęcić dla nich swoją przyjaźń. Ale co miało się stać i tak musiało — dwójka czarodziejów spotkała się w wolnym momencie, ceniąc sobie urwane chwile spędzone w swoim towarzystwie. Kiedyś na pewno nie myśleli o tym, jak ciężko miało im przyjść się zobaczyć, jednak dorosłość weryfikowała wiele młodzieńczych przekonań. Być może mimo wszystko mieli silniej doceniać rzadsze spotkania aniżeli wyjątkowo częste i pobieżne. Szczególnie że Lovegood był jedną z niewielu osób, przy których Jayden czuł się jeszcze sobą. Chociaż nie mógł całkowicie zrzucić maski, tkwiącej na jego twarzy... Zauważał to coraz częściej i nie był w stanie z tym walczyć. Z ojcem. Z Maeve. Z Sheltą. Z Dippetem. Być może nigdy już nie miał całkowicie pozbyć się takowej maniery, a może była to część życia i każdy ją posiadał. Nie tylko on. Nawet — a może w szczególności — w obecności swoich bliskich, których chciało się chronić przed własnymi słabościami. Każdy miał także prawo do tajemnic. Prawda?
Na słowa przyjaciela astronom odetchnął, czując, jak napięcie zeszło mu z barków. Nie po to się spotkali, by implikować złość, a przecież to nie sylwetka Lovegooda była tak bardzo drażliwa dla profesora. - Wiem. Przepraszam. Po prostu to wszystko powoduje we mnie frustracje - przyznał, łagodniejąc, ale dając wybrzmieć ostatnim kilku słowom o wiele silniej niż reszcie. Do tego mimika jego twarzy potwierdziła irytację tematem oraz prawdomówność mężczyzny. Tego nie dało się zafałszować ani odmówić istnienia. Wszyscy zdawali się zresztą już na granicy wytrzymałości i tolerancji aktualnych wydarzeń. - I nie przepraszaj. Mój prapradziadek dostał list jako głowa naszej rodziny. Widziałem jego treść. Chcieli pomocy, ale my i tak mamy swoje sprawy do załatwienia. Nie możemy pomóc całemu hrabstwu, gdy w Irlandii ludzie także potrzebują wsparcia. Zresztą... - umilkł na chwilę, bawiąc się kuflem i obserwując przelewający się w jego wnętrzu trunek, zupełnie jakby miał tam znaleźć odpowiedź. - Może faktycznie niektórzy kierują się dobrem innych, ale powiedz mi — który z nich faktycznie myśli o ogóle? Gdy czujesz zagrożenie, myślisz o swoich najbliższych. Z tego, co się dzieje i jak działają, odnoszę wrażenie, że w ogóle nie biorą pod uwagę innych ludzi. - Urwał na chwilę, dopijając resztę miodu i łapiąc się na tym, że jedne ze słów przyjaciela zwróciły jego uwagę. Jayden podniósł wzrok, by skupić się na Elricu. - A co? Do was też pisali?
Jednostki niczego nie osiągną, gdy problem leży w społeczeństwie.
Na twarzy profesora pojawił się gniew i srogość w momencie, w którym dotarły do niego słowa drugiego czarodzieja. - To nieprawda. Właśnie takie nastawienie spowodowało, że to wszystko się wydarzyło. Społeczeństwo składa się z jednostek. Jedna osoba może coś zmienić, a wszyscy powinni tego spróbować. - Jako nauczyciel, jako człowiek pragnący coś zmienić, nie mógł zgodzić się z przyjacielem. Nie uważał także, iż zrzucanie winy na społeczeństwo usprawiedliwiało bierność pojedynczych ludzi. Nie każdy miał zasięg taki, jaki posiadał Minister Magii, lecz Jayden wierzył w to, że jedna osoba mogła coś zmienić. Mogła mieć więcej władzy, niż o to się podejrzewała. I właśnie to coś sam kultywował w swoim życiu — teraz być może miał zrobić to wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej. Zaraz jednak uwaga mężczyzny została zwrócona na inny temat.
Powiem tylko, że gdybym znał sposób na to, by odjąć od ciebie, choć część tego bólu, zrobiłbym to.
Na twarzy astronoma pojawił się krótki, wyraźnie smutny, lecz równocześnie szczerze wdzięczny uśmiech. - Wiem, Elric. Wiem - powiedział jedynie, ucinając na tym temat tragicznie zmarłej żony. Dość wdzięcznie jednak obaj zajęli się obmawianiem Maeve, co kolejny raz przerzuciło rozmyślania Vane'a na inny tor. - Nie wiem. Wydaje mi się, że ciągle jest w niej jakiś gniew, którego nigdy wcześniej nie widziałem. A teraz... Łatwo mylić dobro ze złem w takich czasach. - Zerknął przelotnie, acz wymownie na swojego towarzysza. Nie chciał mówić więcej, ale wiedział, że przyjaciel czuł się zaalarmowany. Taki miał być. Jeśli to miało go pchnąć ku zapoznaniu się z aktualnym stanem kuzynki, astronom nie czuł żadnych wyrzutów sumienia dzieląc się własnymi obawami z Lovegoodem.
Gdy dotarły do nich dania, a oni zajęli się jedzeniem, przez jakiś czas nie mówili nic. Pozwoliło to jednak na opadnięcie chmurnej atmosfery i pojawieniem się innej. Niespodziewanej co prawda, ale nie niepożądanej. Chciał rozwinąć co? - Mówisz o Maeve? - Jayden trochę nieelegancko odezwał się, gdy miał jeszcze kawałek ryby w policzku i zerknął znad talerza na Elrica, jakby chciał się upewnić. Nie wydawał się przesadnie zaskoczony czy może tknięty tym, co usłyszał. Był wszak pewien tego, jak postrzegał kuzynkę Lovegooda i jak ona postrzegała jego. Zresztą... - Nie. I nie zrozum mnie źle — kocham ją, ale przez przyjaźń z Calebem, stała się dla mnie jak młodsza siostra, więc... Nie. Jesteśmy blisko, ale nic z tych rzeczy. - Nie byli wszak jedynie przyjaciółmi. Byli rodziną, jaką sobie wybrali. Wspierali się nawzajem, nigdy nie dając sobie nawzajem żadnych znaków, aby myśleć inaczej. Czy interpretować własne intencje na nowo. - Nie chciałbyś zresztą, żebym się związał z twoją kuzynką. Miałbym pełne prawo zarzucić ci twoją obojętność. - Błysk w oku astronoma oznaczał jednak, że nie do końca traktował podobną kwestię poważnie. Uśmiech rozbawienia wyginający jego usta potwierdzał także lekkoduszność wypowiadanych słów. W końcu jako przyjaciel miał o wiele większe kompetencje do strofowania Elrica za brak kontaktu z Maeve i miał to jak najpewniej uczynić. Zamiast kontynuowania jednak owej kwestii profesor wskazał na puste puchary po trójniaku. - Jeszcze jedna porcja?

zt x2?


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Schronisko, Torridon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach