Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Stadion Harpii, Walia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Stadion Harpii, Walia   23.07.15 10:40

First topic message reminder :

Stadion Harpii z Holyhead

Miejsce treningów i meczy Harpii. Położony w okolicach rodzinnej miejscowości drużyny, czyli Holyhead w Walii. Obłożony zaklęciami chroniącymi przed wtargnięciem mugoli, dla niemagicznych wygląda jak... bagno. Prócz widowni gotowej pomieścić do 3 tysięcy widzów, można tu znaleźć biuro, sklepik z drużynowymi akcesoriami i oczywiście dwie szatnie.

Możliwość gry w quidditcha


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Neala Weasley
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t4086-neala-weasley-prosze-pana#79724 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Zawód : siostra na pełen etat
Wiek : 15!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stadion Harpii, Walia   10.06.18 1:28

Bren nie zostałby by u cioteczki - wiedziałam, że nie. Był od kiedy pamiętam, aż nadto samodzielny i czasem zdawało mi się, że zapomina, że czasem ktoś inny obok się przydaje. Nawet jeśli niewiele może pomóc, to chociaż może wysłuchać. Dlatego zdecydowałam udać się razem z nim, żeby obok kogoś miał, bo mieć powinien. Należał mu się ktoś, a tym kimś byłam ja. I choć kochałam cioteczkę i wujaszka, a Ria i Urien byli dla mnie jak druga siostra i brat, to jednak nie mogłam zostać. Moje serce, ciało i dusza, od zawsze i na zawsze miały trwać u boku starszego brata.
I wiedziałam, ze robię dobrze.
Tak samo jak wiedziałam, że nigdy nie dotknę się czarnej magii, bo przysięgłam i to nie na byle co, a na wszystkie sasanki świata.
Ale cieszyłam się na ten dzień z siostrzyczką. No i chciałam trochę się poruszać, bo ostatnio to niewiele miałam okazji, żeby prawdziwie polatać, a co dopiero zobaczyć stadion Harpii i to od środka! Fenomenalne, fascynujące wręcz miejsce. Moje oczy rozbiegane jak nadpobudliwe chochliki lustrowały całe miejsce, a gdy stopy odbiły się od podłoża przez chwilę nawet prawie poczułam się jak jedna z zawodniczek. Trochę się zastanawiałam, czy jakbym była w Hogwarcie, to czy i do drużyny bym się zgłosiła. Pewnie tak, bo Ria zaszczepiła we mnie mocną chęć do latania na miotle jeszcze lata temu.
- Jestem za fenomenalnie! Fenomenalnie to ładne słowo, takie dźwięczne i oddające fenomen czegoś całkowicie, nie sądzisz? - spytałam jej, zataczając krąg na miotle. Lubiłam latać, latanie zdawało się przynosić wolność. Wiatr we włosach przy nabieraniu prędkości, tak to było coś fenomenalnego!
Dopiero po chwili zauważyłam, że Ria, to normalnie zahamowała na miotle tak nagle, że z początku nie wiedziałam, gdzie się podziała. Obleciałam ją i ustawiłam się na przeciw niej.
- Najprawdziwsza prawda! - zapewniłam ją, ciesząc się z prychnięcia, które tylko świadczyło o tym, że podziela dokładnie moje zdanie. Ale już ostatnie z jej pytań sprawiło, że mimowolnie się skrzywiłam. - Titus to pajac. Tylko żarty mu w głowie. Wiesz co jeszcze powiedział? - zapytałam oburzając się po raz kolejny, bo naprawdę się we mnie gotowało na samo wspomnienie tego dnia. - Że robię się zdatna. - powiedziałam ze zgrozą i złością. - ZDATNA! - powtórzyłam, a właściwie to krzyknęłam raz jeszcze na chwilę puszczając trzon miotły i rozkładając w geście tylko potęgującym oburzenie. - i że to moja lordowska powinność znosić swaty. Rozumiesz to? LORDOWSKA POWINNOŚĆ. - aż zakipiałam ze złości na wspomnienie tej rozmowy. I na te słowa, bo ja doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, jakie mam powinności i wychodzenie za mąż nie było jedną z nich. Aż mi się policzki zaczerwieniły z tego wszystkiego. Wzięłam wdech i zmarszczyłam lekko nos, tylko chwilę się zastanawiając. - Powiedziałam mu, że zdatne to grzyby w occie mogą być. - kontynuowałam dalej swoją opowieść, to nic, że w dość nietypowym miejscy, bo kilka dobrych metrów nad ziemią. - A potem opowiedziałam mu o tym, jakie my mamy powinności. - dodałam pewnie, całkiem poważnie. - Głośno i przy pomocy poduszki. - zakończyłam swoją opowieść, jeszcze przytakując głowę, by wiedziała, że odpowiednio zajęłam się sprawą.




Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Powrót do góry Go down
Ria Weasley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
inhale courage
exhale fear
OPCM : 25
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Stadion Harpii, Walia   12.06.18 0:52

Każdy z Weasley’ów nosił dumę jak dodatkowy pancerz chroniący go przed ciosami z zewnątrz - te zawsze były i zawsze będą. Nie każdy rozumiał istotę równości oraz tolerancji, nie znał też wagi ludzkiego życia. Ria nie spodziewała się innego rozwiązania tamtego dnia, gdy Brendan oznajmił wyprowadzkę. Nie winiła ani jego, ani tym bardziej Neali za podjęte decyzje - Harpia doskonale zdawała sobie sprawę z powinności jakimi zostali obłożeni przez znamienitych przodków. Będąc dzieckiem światłe, patetyczne słowa o odwadze, męstwie oraz odpowiedzialności stawały się jedynie rozmytymi w powietrzu frazami, których nie rozumiała. Dojrzałość nadeszła z czasem - wraz z nią przyszło oczekiwane od tak dawna zrozumienie. Niestety nie zniweczyło ono troski o matkę oraz kuzynostwa zdanych na samych siebie w wielkim mieście. Ottery St. Catchpole było znane Weasley w stopniu perfekcyjnym - rudowłosa wiedziała czego mogła się po nim spodziewać. Londyn widniał na liście obcych miejsc; niezaufanych, stanowiących potencjalne zagrożenie. Choć mama, Elaine, nie czuła się dobrze w samotności, choć otaczały ją znajome lasy i wciąż to samo jezioro czekające na sąsiadów letnią porą. Te wszystkie detale rozrywały Rhiannon na dwa światy - w jednym istniała czekająca na nią samotnie rodzicielka; wyraźnie widziała jej strapioną minę pochylającą się nad podniszczonym stołem kuchennym, jak zatroskana wypatrywała powrotu nie tylko córki, ale również męża. W drugim widniała samodzielność Brendana-aurora, który na pewno potrzebował radości siostry, jej ciepłego uścisku oraz pomocnych dłoni. Ria nie zamierzała mu tego odbierać, nigdy. Pobudki targające piegowatym sercem może nie zaliczały się do grona egocentrycznych, aczkolwiek wciąż egoistycznych. Nie mogła stawiać dobra matki nad dobro całej ludzkości - ta prosta prawda bywała trudna do przełknięcia, ale Weasley nauczyła się z nią już żyć.
Spotkania także były trudniejsze przez wzgląd na oddzielne miejsca zamieszkania, ale czarownicom nie przeszkadzało to ani trochę. Zawsze znajdywały dla siebie czas i Neala mogła być pewna, że starsza siostra była dla niej dyspozycyjna o każdej porze dnia lub nocy. Dla niej zrezygnowałaby z meczu o puchar świata jeśli miałaby akurat potrzebę rozmowy - zrozumiałaby to. Tym bardziej mogły dać się porwać szaleństwu lipcowego dnia i spożytkować go na konwersacji w przestworzach. Na najprawdziwszym boisku Harpii. Pięknym; nie to co podupadłe mokradła w Puddlemere, ale Rhiannon daleka była od wytykania kogokolwiek palcami.
- Tak, zdecydowanie - zaśmiała się donośnie. Uwielbiała rudowłosy entuzjazm - wszystkie rudzielce, jakie Ria zdążyła poznać, były energiczne i gotowe do walki. To w nich (w sobie?) ceniła najmocniej. Nie przepadała za tymi, którzy odpuszczali zbyt łatwo, choć i taką wiedzę należało posiadać. Bywały chwile, w których naprawdę należało spasować. Odsunąć się i nabrać dystansu. - A wiesz jak to zrobić? Najlepiej pochylić się wzdłuż trzonka, o tak - zaczęła instruować Nealę korzystając z chwili uwagi. - Zakręty najlepiej brać po wewnętrznej i przyspieszyć na koniec. Przed zakrętem dobrze jest lekko wyhamować. A prostą pokonywać przy pełnej prędkości - dodała śmiejąc się. Zrobiła nawet popisowy okrąg w powietrzu - zdążyła nim zatrzymała się gwałtownie oburzona śmiałością pewnego młodzieńca. Nie, nie śmiałością, wróć. Bezczelnością. Starsza Weasley’ówna aż się zapowietrzyła po usłyszeniu dalszego ciągu tej historii. Zdatna? Na Gryffindora, co to za głupiec odważył się tak obrazić potomkinię Mac Rossy? Rudowłosa rozdziawiła gębę z powodu zdziwienia. - Bardzo dobrze mu powiedziałaś. Co za tupet! - oburzyła się nie na żarty. Minę miała marsową jak sobie pomyślała o biednej siostrze obrażanej przez tamtego padalca. Czy on się z Malfoy’em na rozumy pozamieniał? - Lordowska. To nawet nie zauważył, że jesteś kobietą? - prychnęła oburzona. Nawet nie spostrzegła, że coraz mocniej zaciska dłonie na miotle. Pobielały jej aż knykcie. - Jestem z ciebie dumna kochana. Byłaś naprawdę dzielna, że to przeżyłaś - orzekła Ria. Złość minęła, spojrzenie oprócz wspomnianej dumy kryło jeszcze zatroskanie typowe dla starszej siostry. Godryku, czym taka niewinna dziewczyna ci się naraziła, że karzesz ją lordowskimi dyrdymałami? Harpia pokręciła głową, powoli wznawiając powolny lot. Wiedziała już, że nie polubi tego całego Titusa. Gardziła osobami, które przez swoje bogactwa mieli w poważaniu biednych - między innymi Weasley’ów. - Lepiej będzie trzymać się od niego z daleka - zawyrokowała rudowłosa. Wystawiła chłopcowi surowy osąd, ale może nie powinna? Może miał wyprany mózg przez arystokratyczną propagandę? Miała za mało informacji.




Her courage was her crown
she wore it like a queen



Powrót do góry Go down
Neala Weasley
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t4086-neala-weasley-prosze-pana#79724 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Zawód : siostra na pełen etat
Wiek : 15!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stadion Harpii, Walia   17.06.18 20:48

Od dziecka, jeszcze jak mała byłam i jak mama mi opowiadała historię, uczyłam się na nich tego, co prawdziwie ważne jest. Potrafiłam rozróżnić dobro od zła i potrafiłam je też dostrzec w ludziach i ich spojrzeniach. I miałam szczęście, naprawdę dużo szczęścia, że otaczali mnie sami dobrzy ludzie, a złych spotykałam tylko czasem - choć ciągle zdawałam sobie sprawę, że są. Gdyby ich nie było, gdyby nie istnieli  Brendan nie miał by pracy, bowiem nie potrzeba by było aurorów, którzy łapali szkodników. Gdyby ich nie było, nie przysięgałaby na sasanki, że nie sięgnę po najczarniejszą z magii. Nie chciała, nie zamierzała, doskonale zdawała sobie sprawę, że magia tego rodzaju wprowadzała też mrok do środka, do serca. Ten, kto krzywdził innych jedynie dla własnej uciechy już dawno musiał zaprzedać swoją duszę.
Nie przeszkadzało mi to, że widujemy się rzadziej. Tak już był skonstruowany ten świat, ze im dalej się w życie szło, tym mniej czasu w ogóle było, tym więcej wypełniał się obowiązkami i powinnościami. A ja, to w ogóle, potrafiłam sobie czas zorganizować, bo i robić miałam co. Cieszyło mnie też to, ze Ria zgodziła się ze mną co do fenomenalności słowa fenomenalnie. Czyż to nie fenomenalne, jak się rozumiałyśmy? Była dla mnie bardziej jak siostra, niż kuzynka. Miałam Brendana na zawsze - wiedziałam, że tak. Taką samą pewność miałam co do Rii, mimo, że miałyśmy inne mamy. To nie miało znaczenia, bo i cioteczka Elaine była dla mnie jak druga mama. Miałam szczęście, mogąc mieć je dwie. Miałam pecha, musząc z jedną pożegnać się tak szybko. Słuchała uważanie wskazówek, kiwając głową, zapisując i zapamiętując każdą. Pochylić się wzdłuż trzonka - odnotowywałam w myślach sumiennie - zakręt od wewnętrznej, a na koniec przyśpieszać. Tych zakrętów oczywiście, a przed nimi lekko wyhamować. Tak, miałam tego spróbować już za chwilę, ale najpierw musiałam jej powiedzieć o mojej ostatniej przygodzie. Bo właściwie mówiłam jej o wszystkim, tak jak Brenowi, cóż, jak właściwie każdemu, komu ochotę powiedzieć miałam.
Jeszcze raz mocno skinęłam głową, dla podkreślenia własnych słów widząc oburzenie malujące się na twarzy kuzynki, które tylko mówiło mi, że bardzo dobrze zrobiłam tego dnia. Trochę winna się czułam z tego powodu, bo zazwyczaj to tak nie wybuchałam. Ale też miałam w sobie trochę z lwa, chyba i jakoś tak te moje gniewne wybuchy były takie, ze najpierw wszystko wybuchało trząsało się i katastrofa, ale chwilę później mi już przechodziło, gdy złość ta ujście znalazła. Wzruszyłam lekko ramionami gdy wspomniała o lordowskiej powinności. Nie zastanawiałam się nad tym jakoś mocniej wcześniej bo nie wydawało mi się to - w porównaniu z resztą - aż tak ważne. Zaśmiałam się lekko, odrzucając głowę, jednak pilnując, coby przypadkiem nie spaść z tej miotły na której latałam właśnie.
- Titus dobre serce ma, ale żart głupie. - wytłumaczyłam siostrze, wiedziałam że istnieje jeszcze duże prawdopodobieństwo, że spotkam się z nim. Pewnie nie raz i nie dwa, zważywszy uwagę na fakt, że Titus za Lottą często biegał. - Zgrywał się, ale ze mnie się tak nie zgrywa. - powiedziałam jej jeszcze, pokazując rząd białych zębów. Może i mała - niska w sensie - byłam, ale głos donośny miałam i z niego użytek zrobić też potrafiłam. Bren aż wcięło wtedy w kuchni, co się o to kawę kłóciliśmy. - Zresztą, on chyba Lottę lubi - a ona jego. A zaręczać mu się mama każe. Tak przynajmniej z jego słów wywnioskowałam. - informowałam ją dalej. O Lottcie to słyszała już ode mnie nie raz. Trochę podziwiałam ją, że taka odważna była. Sama, a pracowała już dawno i no magii nie potrafiła używać, bo nieszczęśliwie los jej jej poskąpił.
Potem ruszyłam, zgodnie ze wskazówkami pochylając się do trzonka i robiąc zakręt wedle wytycznych wróciłam do kuzynki, by zatrzymać się przy niej.
- Dobrze? - zapytałam ciekawa, co jeszcze powinnam poprawić w swoim lataniu - pewnie dużo, ale miałam jeszcze sporo czasu na doszlifowanie umiejętności.




Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Powrót do góry Go down
Ria Weasley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
inhale courage
exhale fear
OPCM : 25
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Stadion Harpii, Walia   21.06.18 1:45

Zło było obecne od zawsze - bez niego nie byłoby dobra i na odwrót. Niby prosta prawda, a nie wszyscy o tym pamiętali. Duża część ludzi wolała zignorować niewygodne prawdy rządzące światem w celu zapewnienia spokoju własnego sumienia oraz rodziny, ale to nie była właściwa droga. Na szczęście coraz więcej czarodziejów oraz mugoli zauważało istotne przemiany społeczne i te odnoszące się do rzeczywistości; nie tylko związane z anomaliami zaburzającymi magię, acz również trudny temat istoty czystości krwi, zwiększanie się fanatyzmu oraz radykalizmu. Ministerstwo spłonęło trawione atakiem czarnoksiężników, tajemnicze mordy, inferiusy oraz dementorzy chodzący lekko po świecie, w którym nigdy nie powinni się znaleźć - dramaty zbijające się w popapraną całość to już nie tylko skrywane za kurtyną niewygodne przypuszczenia, to już namacalne fakty. Ukazane na forum całego świata, przed publicznością, nabierające realności oraz bolesnej świadomości - ludzie nie mogli już uciec od tego, co działo się na ich oczach. Ria nie mogła podjąć innej decyzji jak przyjęcie z pokorą zastanej rzeczywistości; zewsząd otaczali ją aurorzy, czyli osoby przygotowane na apokalipsę i walkę ze złem, ich miejscem nie był kominek rodzinnego domu oraz wspólne pieczenie ciasta, ktoś musiał walczyć za nich wszystkich - słabych, lękliwych, zbyt młodych, jeszcze niegotowych do walki. Weasley miała o tyle problem, że w jej przekonaniu istnieli tylko aurorzy, że nikt więcej nie podniesie różdżki na wyrządzane krzywdy; nie wiedziała o istnieniu grupy ludzi dzielących jednakie, prawe poglądy i z równie walecznymi sercami. Z drugiej strony stając w obliczu takiej wiedzy serce rudowłosej znów pękłoby na pół - czy lepiej było walczyć za cały świat czy widzieć matkę szczęśliwszą? Albowiem kiedy ona, Rhiannon, jej córka, kiedy i ona chwyci za broń i zmierzy się z przeciwnikiem niosącym śmierć na ustach, czy ma szansę przeżyć? Czy nie zostawi zrozpaczonej matki samej, w wiecznej żałobie, poczuciu winy oraz przygnębienia? Co z Nealą? O nią również kobieta się troszczyła, a Quidditch oraz beztroska jawiła się jako idealny pretekst do tego, żeby na chwilę oderwać się od ziemi. Dosłownie i w przenośni.
Ria nie potrafiła wytłumaczyć tego fenomenu, ale to najprawdziwsza prawda. Lot w przestworzach uspokajał, odejmował z umęczonych skroni wszelkie troski, a z ramion odrywał ciężar wyrzutów sumienia. Były na boisku we dwie, mogły ze sobą spędzić miło czas na rozmowach oraz podniebnych lotach ponad słupami stadionu. Rudowłosa podzieliła się z młodszą siostrą wszystkimi znanymi jej trikami na nabranie odpowiedniego rozpędu oraz aerodynamiki podczas skrętu; te bywały dużo ważniejsze od szybowania po prostej. Rzadko zdarzało się, żeby trzeba było rozwinąć pełną prędkość mknąc wprost przed siebie, raczej walka o kafla czy znicza przebiegała w slalomach oraz innych kaskaderskich popisach.
Weasley zdarzało się żałować, że Neala na pewno nie pójdzie w jej ślady zostając prawdziwą, waleczną Harpią, ale rozumiała poczucie obowiązku oraz serce wyrywne do pomocy innym. Kiedy piegowaty chochlik zaczynał karierę to świat jeszcze nie trząsł się w posadach i wybranie lekkiej kariery nie wydawało się niczym złym bądź niewłaściwym; a sprawiało nieopisaną radość.
Może jednak źle go oceniła? Rhiannon zaczęła się zastanawiać nad wypowiedzianymi przed minutą słowami; nie żałowała, ponieważ nawet żarty okazały się paskudne. Paskudnie krzywdzące i uwłaczające godności prawdziwej lisicy jaką była siostrzyczka - dobrze, że znała swoją wartość i byle żarty dzieciaka nie podkopały jej pewności siebie, ale nie każda czarownica mogła mieć takie szczęście.
- Właśnie, nie powinien tak robić. Żarty żartami, aczkolwiek obrażanie drugiej osoby jest niesmaczne i bezczelne. Dobrze, że dałaś mu nauczkę - odpowiedziała mrugając do Neali. Potem Ria uśmiechnęła się, nie będąc już tak złą jak jeszcze przed chwilą. Ciekawość wynikająca z kolejnych zasłyszanych słów okazała się być ciekawsza - poza tym młodsza Weasley poradziła sobie z niegrzecznym dowcipnisiem. - Lotta? Kim jest Lotta? - spytała poprawiając uchwyt na miotle. Prawdopodobnie powinna kojarzyć to imię, nie pierwszy raz pojawiające się na ustach kuzyneczki, ale rudowłosej musiało to gdzieś umknąć; czas nieubłaganie zacierał pewne ścieżki pamięci. Celowo zresztą zadała pytanie - dlaczego nie mógł się jej oświadczyć? Sprawa musiała rozbijać się o czystość krwi, tak podejrzewała Harpia.
Z letargu myśli wybudziło ją pytanie zawieszone w powietrzu - nieprzytomnie zerknęła na poczynania siostry z zakrętami. Rhiannon uśmiechnęła się szeroko powodując przemieszczenie kilku złocistych piegów. - Dobrze! Technicznie dobrze, acz trochę za bardzo zachowawczo - przyznała, zbliżając się do młodszej czarownicy. Kaskada ognistych włosów falowała wraz z pędem powietrza, aż zatrzymała się na nakrapianej twarzy. Wraz z miotłą. - Chodź, pokażę ci - rzuciła Ria, jedną ręką chwytając za drewniany trzonek służący Neali. Rozpędziła się wraz z nią, pokazując konkretne manewry oraz momenty, w których powinna się zatrzymać. - Wybierasz się na Festwial Lata do Prewettów? - zagadnęła nagle, gdy zwalniały tempa.




Her courage was her crown
she wore it like a queen



Powrót do góry Go down
Neala Weasley
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t4086-neala-weasley-prosze-pana#79724 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Zawód : siostra na pełen etat
Wiek : 15!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stadion Harpii, Walia   09.07.18 18:21

Było coraz gorzej, ale ja wiedziałam, że będzie. Znaczy, no nie byłam pewna - oczywiście, że nie i raczej dobrych rzeczy starałam się poszukiwać niźli tych złych. Jednak mina Brendana każdego dnia była coraz bardziej ponura - niektórzy powiedzieliby pewnie, że bardziej się nie da, ale ja potrafiłam dokładnie dojrzeć nawet najmniejsze, milimetrowe zmiany - w końcu znałam go najlepiej. Mocniej rozciągnięte usta, sznurujące się w podłużną linię. Ale najmocniej zdradzały go oczy, ich nie potrafił skryć za powłoką kamiennej twarzy. One zawsze mówiły najwięcej. A od czasu, gdy Brendan wrócił cały w krwi i gdy złożyłam przysięgę wiedziałam, że czegoś się obawia. Czegoś większego. Dużo i o wiele groźniejszego. Bo Brendan martwił się ciągle i o wszystkich, ale ta obawa była wyraźniejsza i mocniejsza niż wszystkie inne. Dostrzegalna. I od tego momentu działo się tylko coraz gorzej, jakby ten moment, ta noc, zmieniła wszystko dla wszystkich.
Nie wiedziałam dokładnie dlaczego, ani jak. Ale ufałam swojemu bratu i ufałam jego spojrzeniu które nigdy nie kłamało - tak jak i on. Nie tylko Bren się zmienił, zmienili się też inni - tak jak i ich spojrzenia. Więc gdzieś podskórnie wiedziałam, że trzeba mocniej rozważnym i uważniejszym się stać. Bo nic już nie było takie samo, jak jeszcze chwilę wcześniej. Ale chyba ogólnie czas miał to do siebie, że zmieniał rzeczy i ludzi. Tylko nie tak, mocno, nagle i drastycznie. Zazwyczaj działał inaczej, wolniej tak jakby trochę. A zmian nie dało się dostrzec od razu. Przychodziły właśnie z tym czasem, powoli, czasem zaskakując tych, którzy sami byli zmianom poddawani. Ja też się zmieniałam, wiedziałam że tak. A jednak jakoś sama zmian tych zauważyć nie mogłam. Bo ja sobie samej, zawsze mną się zdawałam i nikim innym. Tak jak Bren był Brenem, a Ria Rią. Trochę to pogmatwane było, a jednak jakby oczywiste. Przynajmniej dla mnie, ale chyba też nie tylko, bo przecież żadną tajemnicą to nie było. Wystarczyło jedynie zrozumieć. Każdy kto chciał, był w stanie to zrobić. Każdy, kto choć na chwilę się zatrzymał i zastanowił.
Miło było móc na kilka chwil wznieść się w powietrze, porozmawiać i oczyścić myśli. Nie miałam sekretów przed nikim z rodziny, bo też nie sądziłam, że powinnam mieć. Więc naturalnym zdawało się, że zaraz wzięłam i opowiedziałam jej wszystko. Bo przecież nie mogło być tak, żeby siostra wszystkiego nie wiedziała, prawda? No oczywiście, że prawda. Dlatego tym bardziej zadowolona byłam, że przyszło nam się spotkać. Bo ostatnio, to każdy zabiegany i spotkać sie nie ma kiedy. To inaczej, niż jak wtedy gdy mieszkałam w domu cioteczki i wujaszka. Trochę mi głupio było, że tak rzadko pojawiałam się w drugim domy, starałam się chociaż z raz na tydzień wejść do cioci i pomóc jej co tam pomocy potrzebowała. Ale czasem w nauce i gotowaniu i w ogóle wszystkim czasu jakby coraz mniej było.
Zaśmiałam się serdecznie na słowa kuzynki i skinęłam głową. Potem nią zaś pokręciłam - głową oczywiście. Ale śmiech cały czas trochę się rozchodził. Bo złość na Titusa mi już przeszła dawno, właściwie zaraz po tym, jak przepuściłam na niego atak poduszką.
- Chyba nie sądził, że mnie obraża. - wzruszyłam lekko ramionami naprawdę tak uważając. Titus zawsze wydawał mi się typem lekkoducha i żartownisia. I niewiele się zmienił. A głupot tyle gadał, że czasem trudno słuchać go było. Ale serce dobre miał, tylko jeszcze w głowie nie za wiele. - Lotta w zwierzyńcu pracuje. Nie ma magii, anomalie teraz pewnie jej się we znaki mocno dają. - zastanowiłam się chwilę. Właściwie długo nie widziałam się z Lottą i postanowiłam postanowienie, że jak tylko do domu wrócę to poślę do niej Victorię, żeby sprawdzić jak się ma.
- Zachowawczo. - przytaknęłam, zapamiętując sobie, by tak nie robić. Znaczy zachowywać się zachowawczo. W sensie, jeszcze nie wiedziałam jak. Bo to chyba pewność trzeba było mieć co do tego co się robi, by to mocniej nawykiem było i wyczuciem niż zachowawczym poczynaniem, ale nim zdążyłam te myśli zwerbalizować Ria pociągnęła moją miotłę od razu prezentując mi co miała na myśli. Skupiałam się mocno, by zapamiętać wszystko odpowiednio gdy wyrwało mnie z zamyślenia pytanie. Zamrugałam kilka razy, jakby dopiero sobie uświadamiając istnienie tego wydarzenia. Brwi zeszły się ze sobą, gdy zastanawiałam się nad odpowiedzią. - Właściwie nie wiem. - przyznałam szczerze unosząc dłoń i zakładając za ucho kilka rudych kosmyków. - Wianka i tak puszczać nie będę. A we wróżby z wosku nie wierzę. - wzruszyłam ramionami. Bo naprawdę wątpiłam w to, że wosk może mi przyszłość pokazać. A wianek miłość złapać. Zresztą, chłopcy i tak głupi byli. Wszyscy bez wyjątku, a Pan Lis pewnie bo wianek małolaty i tak nie sięgnie. - Chociaż zmagania z Wiklinowym Magiem mogą być ciekawe. - zawyrokowałam rozciągając na twarzy uśmiech i częstując nim Rię.




Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Powrót do góry Go down
Ria Weasley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
inhale courage
exhale fear
OPCM : 25
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Stadion Harpii, Walia   14.07.18 1:20

Nie istniała inny scenariusz ponad świadomość - z początku nikt Rii nie mówił, że na świecie działo się źle. Zarówno po stronie magicznej jak i tej mugolskiej. Nikt nie przypuszczał widocznie, że drobna, niepozorna istota mogła domyślać się wielu spraw. Ponure miny, strapione spojrzenia - na Gryffindora, znała rodzinę od początku swego istnienia, wiedziała doskonale, że coś się święciło. Swego czasu spędzała z matką i bratem dużo czasu; rudowłosa nauczyła się wyłapywać drobne niuanse rozszyfrowujące te dwa charaktery. Z Elaine sprawa przedstawiała się prościej, ponieważ kobieta stanowiła otwartą księgę pod względem emocji. Urien zawsze skrywał największe bolączki, ale i one wreszcie wypływały na wierzch piegowatej twarzy. Najwięcej problemów z analizą mimiki dostarczał córce ojciec - widywali się z nim coraz rzadziej, co nie wpływało dobrze na poznanie sekretów mężczyzny. Dai skrupulatnie maskował wszystkie obawy, każdą bolączkę i myśl kiełkującą w głowie. Tego od niego wymagano w pracy, którą z naturalnym odruchem przerzucał do życia prywatnego. Ale kiedy i on, wiecznie zaniepokojony auror pozwolił Rhiannon ryzykować zdrowiem dla treningu zaklęć oraz obrony przed czarną magią - to był dla Weasley ostateczny znak, że świat zmierzał ku zagładzie. Bała się, oczywiście, że tak. Drżała na myśl o najbliższych, ale nie tylko. Martwiła się również o wszystkich słabych, uciśnionych oraz niesprawiedliwie szykanowanych i prześladowanych. O tych, którzy nie mogli bronić się sami. Niestety rodzina trzymała swą harpię pod szczelnym kloszem niewiedzy - w przeciwnym razie Ria od razu rzuciłaby się w wir walki, nawet nie zastanawiając się nad tą decyzją. Może w tym tkwił problem? W przesadnej energii, w porywczości oraz brawurze, jaką cechowała się rudowłosa. Matce nigdy nie udało się przytemperowanie ognistego charakterku najmłodszej latorośli i ona, była gryfonka, doskonale widziała odbijający się zawód w ciemnych oczach rodzicielki. Jednak nie mogła inaczej. Poczucie misji było zbyt silne.
Jednocześnie wiedziała, że Neala poradziłaby sobie z zagrożeniem. Niestety będąc tą starszą, to ona wykoncypowała sobie teorię, w której miałaby bronić swą siostrę do utraty tchu. Może nie powinna, patrząc na opiekuńczość młodszej czarownicy. Na to, jak traktowała Brena, jak podawała mu pomocną dłoń (co przez pewne okoliczności brzmi dość groteskowo. Ale wciąż zabawnie), aby on jako auror mógł koncentrować się wyłącznie na szumnemu poczuciu sprawiedliwości. I to, że cierpiały osoby postronne - to nie miało znaczenia. Wojna wymagała poświęceń. Choć Harpia zawsze zgadzała się z tym stwierdzeniem, to jednocześnie nierzadko gdzieś na dnie serca pojawiał się zgrzyt nawołujący cicho do buntu. Nigdy, przenigdy nie dałaby mu dojść do głosu.
Bojowy nastrój jaki trzymał się Weasley’ówny opuszczał ją jedynie sporadycznie. Osiemnasty lipca nie był tym dniem. Gdyby rzeczony Titus znajdował się w zasięgu wzroku zawodniczki, na pewno sprałaby go na kwaśne jabłko nie przejmując się konwenansami. To nie tak, że Rhiannon bawiła przemoc - w sprawie ukochanych osób przejawiała raczej ogromną terytorialność, a każdą krzywdę uważała za powód do wszczęcia działań wymiaru sprawiedliwości, jakim mianowała sama siebie, nieoficjalnie. Nie mogła wytrzymać durnej paplaniny typowego szlachcica, bez względu na jego zamiary - jeśli to był żart, to wyjątkowo niskich lotów. - Głupota nie może być usprawiedliwieniem - westchnęła ostatecznie. Tak jak nieznajomość prawda nie zwalniała z jego przestrzegania. Neala broniła tego patałacha, to musiało coś znaczyć. Ta wiadomość uspokoiła trochę wojowniczą Rię i sprawiła, że rudowłosa zamknęła się na dalsze niewybredne komentarze o tym dzieciaku.
Och, charłak. To rzeczywiście niełatwa sytuacja dla nich obojga. Jednak świat rudzielca malował się nadzwyczaj prosto, ponieważ czystość krwi nie miała żadnego znaczenia. Według niej ten cały Titus powinien rzucić wszystko w cholerę i brać ślub z Lottą skoro się kochają, ale w rzeczywistości arystokracji ta sprawa nie jawiła się aż tak prosto. - I wykoncypowali sobie, że zaręczą go z tobą? Czego to ci szlachcice nie wymyślą… - mruknęła kręcąc z niedowierzaniem głową. Naprawdę, wstydziliby się. Najpierw ubliżają, a później zapraszają na swaty? Pomieszało im się we łbach, to pewne. Jak nic zgubny wpływ Malfoy’ów-idiotów. - To nic takiego. Na początku każdy się trochę cyka. Nawet Weasley - Błysnęła rzędem zębów, zmieniając nastrój; z rozzłoszczonej Rhiannon przemieniła się w czarująco rozbawioną czarownicę. - Kwestia wprawy - poinstruowała ją jeszcze chwilę, nim przeszły na temat festiwalu. - Ja nigdy tam jeszcze nie byłam. Ciekawi mnie za to mecz Quidditcha! - wykrzyknęła radośnie, robiąc kilka piruetów w powietrzu. Z tej radości, oczywiście. - Ale ten wiklinowy mag też brzmi fantastycznie. To głupie, że kobiety nie mogą wziąć w nim udziału, też tak uważasz? - spytała, kiedy znów zrównały lot. Podłużna bruzda przecinająca upstrzone złocistymi plamkami czoło wyraźnie sugerowała niezadowolenie czarownicy. Phi, na pewno poradziłyby sobie z posągiem lepiej od nich!




Her courage was her crown
she wore it like a queen



Powrót do góry Go down
 

Stadion Harpii, Walia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Rezerwat przyrody [Cardiff, Walia]
» Gard Manor [Swansea, Walia]
» Drużyny quidditcha
» Dom państwa Everett - Walia
» Dzikie wybrzeże, Walia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia-
Styl: Caelan + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18