Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Stadion Harpii, Walia
AutorWiadomość
Stadion Harpii, Walia [odnośnik]23.07.15 10:40
First topic message reminder :

Stadion Harpii z Holyhead

★★
Miejsce treningów i meczy Harpii. Położony w okolicach rodzinnej miejscowości drużyny, czyli Holyhead w Walii. Obłożony zaklęciami chroniącymi przed wtargnięciem mugoli, dla niemagicznych wygląda jak... bagno. Prócz widowni gotowej pomieścić do 3 tysięcy widzów, można tu znaleźć biuro, sklepik z drużynowymi akcesoriami i oczywiście dwie szatnie.

Możliwość gry w quidditcha


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:27, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stadion Harpii, Walia - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Stadion Harpii, Walia [odnośnik]31.08.21 19:45
Widać bliskość śmierci, kilka miesięcy ukrywania się i ciągłe poczucia zagrożenia spowodowały, że Jackie musiała lekko utemperować swój charakter. Musiała być ostrożniejsza, rozważniejsza i przede wszystkim, nie podejmować zbyt pochopnych decyzji, choć nie zawsze jej się to udawało. Nie zawsze można było trzymać umysł na najwyższych obrotach, nie dawała rady i choć próbowała, to czasem musiała odpuścić. W chwilach takich jak ta, o niewiadomym zagrożeniu jednak wysilała swoje wszystkie szare komórki, poświęcając je na czujność i grę ciała oraz słów. Czasem tylko spokój mógł uratować człowieka.
Plecy były ważne w tych czasach. Najlepszymi byli lordowie, lub wysoko postawienie członkowie Zakonu, a po przeciwnej stronie, Rycerzy. Co prawda ci drudzy mieli jakoś więcej opcji do wyboru, smutna, acz gorzka pigułka do zgryzienia. Dlatego członkowie Zakonu Feniksa ciągle walczyli o przetrwanie w tym nieprzychylnym świecie, ciesząc się z każdego kawałka terenu i każdego skrawka informacji, zepchnięci do defensywy. Chroniący siebie nawzajem, bo nie dało rady inaczej.
- Ufam więc, że te ci pomogą, gdy zajdzie potrzeba. Wiem, że ochrona samej siebie jest opcją najlepszą. Czasem jednak się nie da. Choć uwierz, z trudem przechodzi mi to przez gardło - pokreciła głową, jakby sama nie wierzyła, że mówi te słowa. - Spokojnie, będę milczeć, nie chcę ci robić kłopotów - zgodziła się z Ritą bez wahania, choć sama nie była pewna, czy naprawdę dochowa tej tajemnicy. Ona zbyt wiele nie traciła. W końcu według Jackie Zakon nie powinien zabijać każdego podejrzanego, jak co poniektórzy.
Miło było powspominać część przeszłości, która w obecnych czasach wydawała się snem, mirażem, nierealnym obrazem. A jednak naprawdę siedzieli w barze, pili razem, śmiali się i narzekali na przełożonych. Żyli życiem tak bardzo beztroskim. Innym niż te, które mieli teraz.
- Zwyczajnie i normalnie. Tęsknie za tym, nieważne jak często mówiłam wtedy, że chcę jakiej przygody - uśmiech zdobił jej twarz, gdy znów kręciła głową na swoją własną głupotę. - Pamiętam go! Lubiłam czasem z nim zagadać, naprawdę miły z niego gość. Co u niego? Mam nadzieję, że wszystko w porządku? Przekaż mu, że jedna ze starych klientek tęskni za podwójną whisky. Albo i nie, przecież dopiero co stwierdziłyśmy, że możesz mieć przeze mnie kłopoty - westchnęła, przeczesując włosy. Nie ważne co, z Londynu najbardziej brakowało jej ludzi. Wszystkich, z którymi niestety urwała kontakt, gdy uciekała, walcząc o swoje życie.
Właśnie to robiła podczas bezksiężycowej nocy. Wiele zmieniła ona w jej życiu, dla Jackie stanowiła punkt przełomowy, może dlatego ona rozdzieliła swoje życie. Na te w miarę spokojne i na te, w którym walczyła i uciekała.
- Nie kojarzę, przynajmniej nie świadomie - odpowiedziała zgodnie z prawdą, bo nie wiedziała, czy jakieś jej działanie nie miało skutków ubocznych. Nie lubiła zabijać. Nie leżało to w jej naturze. Skinęła na krótki komentarz, więcej się zresztą od Rity nie spodziewała. Otworzyła się przez tę chwilę i choć wiedziała, że w tym momencie nie było to nic złego, to jakoś nie czuła się z tym dobrze, maskowała jednak to wahanie pod kamienną twarzą, która się rozświetliła na propozycję Rity.
- Jasne, dzięki, choć wysyłanie sowy do Londynu może być w moim przypadku ryzykowne. Nie mniej jednak może się przyda. Gdybyś ty straciła swoje plecy, lub też czegoś potrzebowała, to pamiętaj, Zakon nie ocenia nikogo i pomaga tym, którzy potrzebują, jeśli tylko zaakceptują, że mugole to tacy sami ludzie jak my - rzuciła z uśmiechem. Nie prosiła, by Rita kontaktowała się z Jackie, bo nie chciała podawać jej informacji o tym, gdzie się znajduje. Nie ufała Ricie, bo nie wiedziała, czego się po niej spodziewać. Po prostu obserwowała ją, starając się wyłapać oznaki kłamstwa, choć było to piekielnie trudne. I tego można było oczekiwać. Dlatego Runcorn musiała zrozumieć, czemu Rineheart tak uważała.
I dobrze, że nie rozmawiały o Weasleyu. Miały trochę inne zdanie w tej sprawie, więc spotkanie mogłoby przebiec mniej pokojowo.
Jackie Rineheart
Zawód : Wiedźmia Strażniczka i najemniczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And suddenly life wasn't about living. It was about surviving.
OPCM : 19
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10316-jackie-n-rineheart https://www.morsmordre.net/t10385-ansgar https://www.morsmordre.net/t10386-one-woman-army https://www.morsmordre.net/f388-lancashire-fleetwood-kent-st-12 https://www.morsmordre.net/t10384-skrytka-bankowa-nr-2299 https://www.morsmordre.net/t10383-jackie-rineheart
Re: Stadion Harpii, Walia [odnośnik]08.09.21 18:51
Było jasne, że Jackie stawia na samodzielność. Jej słowa, jakoby najlepiej byłoby się bronić samemu, tylko mi to potwierdziły. Nie żyłyśmy już w czasach, gdzie mogłyśmy wszystko zawierzyć starszemu ze straży, rodzicom, albo zwyczajnie mężowi. Rineheart była wrogiem publicznym, a ja ścigałam takich jak ona, tak więc ta sytuacja opisana z boku mogłaby zadziwić przypadkowego czytelnika. W swojej formie jednak wszystko to wydawało się nawet logiczne. Obydwie grałyśmy na zwłokę, nie wiedząc, co stanie się dalej i chyba ten element był najbardziej ekscytujący. Mogłam podjąć teraz decyzję, która zaważyłaby na jej dalszym życiu, albo decyzję, która doprowadziłaby do mojego upadku. Mimo to wisiałam wciąż w powietrzu, trzymając się kurczowo miotły i spoglądając w oczy, które przez ostatni rok widywałam na porozklejanych w mieście plakatach. Londyn odcięto. Zamknięty był bezpieczniejszy, bo tak wmawiano obywatelom tego miasta. Dla mnie noc pierwszego kwietnia była oczyszczeniem i ucieleśnieniem sadystycznych zapędów każdego człowieka. Bawiło mnie udawanie, że się ich nie ma. Przejrzałam nazbyt wiele głów, aby móc razem z nimi siać propagandę dobroci serca. Dłoń mi zadrżała, gdy wspominała o plecach mogących mi pomóc. Na pewno byłam ustawiona znacznie lepiej niż poszukiwana zakonniczka, ale nie zamierzałam dzielić się z nią informacjami na temat własnej przyszłości i tego kto mnie chronił. Dobrze spełniałam się we własnej roli i najprawdopodobniej o to w tym wszystkim chodziło. Kiwnęłam głową na jej potwierdzenie, że będzie milczeć. Tak było wygodniej dla naszej dwójki, chociaż motywacje były skrajnie wręcz różne. Zatrzymałam się wzrokiem, gdy wspomniała o przygodzie, spojrzeniem podążając za jej. Teraz było trudniej chwycić normalny dzień, niż udać się w nieznane. Człowiek tęsknił za zwykłym niczym. - Nie odwiedzałam tego miejsca od kiedy odeszliście - wzruszyłam ramionami, siląc się za mdły uśmiech wywołany nostalgią. Doskonale wiedziałam, że to miejsce pozostaje pod wpływem buntowników takich jak Jackie. Moja brew poszła w górę, gdy ona wspomniała, że nie kojarzy, jakoby miała kogoś zabić. Nie chciałam prychnąć śmiechem prosto w twarz, ale szczerze wierzyłam, że gdyby to zrobiła, to doskonale by o tym wiedziała. Takie przeżycie zmienia, nawet jeśli jest przypadkowe, albo gdy odebranie życia innemu istnieniu, to efekt zemsty, czy też nienawiści. Nie sposób zapomnieć uciekającego ze spojówek tchnienia i ostatniego oddechu, które zmęczone płuca wypuszczają, tracąc objętość. Kiwnęłam więc głową i nie odezwałam się słowem. Nie byłam pewna, czy próbuje przekonać mnie do swoich ludzi, ale nie zamierzałam szerzej tego komentować. Wolałam pogrążyć się we własnych rozmyślaniach. - Pisz pod pseudonimem, a mnie nazwij Maggie. Jak rozpoznam cię? - poleciłam jej, od razu dopytując, jakiego imienia ona użyje. To wydawało się być nieco bezpieczniejsze dla niej, mi było tak naprawdę wszystko jedno. Oczywiście moja wewnętrzna potrzeba utrzymania własnej tożsamości w tajemnicy jedynie oddychała w sytuacjach, w których mogłam pozostać anonimowa. - Głęboko liczę, że nigdy nie będę musiała z waszej pomocy skorzystać, bo utrzymam się na powierzchni - właściwie nie skłamałam, chociaż uśmiechnęłam się szczodrze, pochylając ponownie nad miotą. Faktem było, że nie chciałam korzystać z ich pomocy, ale Jackie nie wiedziała, że mogłam bez zawahania się wbić nóż w serce każdemu zakonnikowi, jakiego spotkam. Czemu więc jednak nie zrobiłam tego jej? Przypatrywałam się dziewczynie jeszcze przez chwilę, niepewna, czy może jednak nie powinnam chwycić za różdżkę, ale w końcu pierwotny instynkt wygrał. - Może do zobaczenia, Jackie - powiedziałam spokojnie, gdy moja miotła powoli startowała do przodu. - Przeżyj - złota rada. Ruszyłam przed siebie, nabierając prędkości i szybując prosto w stronę Londynu, chociaż przede mną wciąż była długa droga. Miałam jednak wiele do przemyślenia po tym spotkaniu i zamierzałam wykorzystać ten czas.


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : 16
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Stadion Harpii, Walia [odnośnik]10.09.21 20:07
Mierzyły się, próbując rozgryźć się nawzajem. Rita miała o wiele łatwiej, sytuacja Jackie była w końcu dość oczywista, Ministerstwo lubiło o niej trąbić jako dodatek do gazet, tak, by przypadkiem nikomu nie umknęła. Aby każdy wiedział, że tę osobę należało schwytać, albo przynajmniej, by zdradzić jej położenie. Bo nie powinna być wolna, może dla niektórych nie powinna być żywa.
Mimo to grała w tę niebezpieczną zabawę testowania swoich granic, wypowiadania kłamstw i półprawd, mamienia i prób odkrycia, co się kryje za drugą osobą.
Tak wielu mówiło o zwierzęcych instynktach, o żądzy krwi, która podobno przepełniała każdego człowieka. Uwalniali ją, pozwalając wyszczerzyć jej swoje kły, rozszarpywać tchawice, odbierać życie z łatwością, która zatrważała. Jackie mimo wszystko nie potrafiła wyjść tej bestii na zewnątrz. Starała się ją pętać, czy to wysiłkiem fizycznym, odgradzała się swoim poczuciem sprawiedliwości, etyki i honoru. Czymś, co ją kształtowało. Wiedziała, że w każdym jest odrobina zła. Ale też odrobina dobra. Od nas zależało, co pielęgnowaliśmy, niczym w przypowieści o dwóch wilkach.
Uśmiechnęła się smutno, na słowa Rain, które mówiło o jej nieobecności w pubie. Słowa te znów poruszyły kilka jej szarych komórek, które mówiły, że powinna to sobie zapamiętać.
- Rozumiem. Teraz pewnie bezpieczniej pić alkohol w domu. Szkoda, jeśli jednak kiedyś tam się pojawisz, wspomnij nasze wspólne wypady i wypij za powrót do nich i do normalności - jeden z kącików jej ust powędrował wyżej.
Rita mogła się śmiać, Jackie jednak czasem się zastanawiała, które jej czyny mogły doprowadzić do katastrofy, choć wcale jej nie miała w planach. Ratunek nie tej istoty co trzeba, śmierć tego, kto mógł uratować potem setki innych… Zwykła decyzja mogła prowadzić do zagłady niewinnych. Na przykład stworzenie skorowidzu. Kto by pomyślał, jakie myśli sprowadzi on na świat czarodziejów.
Zawahała się, gdy ta podała swój pseudonim, i choć była to tylko sekunda, by móc na szybko przemyśleć za i przeciw, wprawne oko mogło zauważyć tę chwilę milczenia, potem jednak pokręciła głowę z uśmiechem na ustach. Skinęła głową, nie była jednak pewna, czy dobrze robi.
- Nazywaj mnie w listach Oiche. Miło wiedzieć, że tak ci mnie brakowało, że nie odpuścić możliwości popisania listów. Pewnie wiele nie opowiem, ostatnio nudno u mnie, przynajmniej oficjalnie - pokręciła głową. Wolała uprzedzić, że nie miała zamiaru za mocno wtajemniczać Rity w swoje życie. Tak, by nie było niespodzianek.
- Też liczę, że nigdy nie będziesz musiała z nich skorzystać, dobrze jednak wiedzieć, co robić, gdy świat się zawali - twój, lub nasz, który w końcu nie wytrzyma targających nim walk i wojen, tych czarodziejskich i mugolskich, tak przynajmniej dodała w myślach.
Jackie odpowiedziała Ricie na spojrzenie, samej rozmyślają o spotkaniu, nie do końca wiedząc, jak powinna je interpretować. Zakamuflowany wróg, czy przyjaciel. Miała przesłanki za jednym i za drugim. Niepewność była ekscytująca i przerażająca.
- Niech nasze następne spotkanie będzie w podobnych, lub milszych warunkach - miała na to szczerą nadzieję. Nie chciała się zobaczyć z nią na polu walki, ani po tej samej stronie, ani po przeciwnych. - Ty też bądź cała - usmiechnęła się znów lekko, patrząc, jak Runcorn odlatuje. Dopiero wtedy przestała zaciskać dłoń na różdżce i odetchnęła lekko. Miała jeszcze kawałek drogi przed sobą i wolała, by obyło się bez większych niespodzianek.

|ztx2
Jackie Rineheart
Zawód : Wiedźmia Strażniczka i najemniczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And suddenly life wasn't about living. It was about surviving.
OPCM : 19
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10316-jackie-n-rineheart https://www.morsmordre.net/t10385-ansgar https://www.morsmordre.net/t10386-one-woman-army https://www.morsmordre.net/f388-lancashire-fleetwood-kent-st-12 https://www.morsmordre.net/t10384-skrytka-bankowa-nr-2299 https://www.morsmordre.net/t10383-jackie-rineheart

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Stadion Harpii, Walia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach