Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Salon
AutorWiadomość
Salon [odnośnik]30.06.19 18:54
First topic message reminder :

Salon

Salon, nieoddzielony w żaden sposób od kuchni (o ile zmianę materiału podłogowego nie uznajemy za barierę), kolorystycznie zdaje się z nią zlewać - dominacja ciepłych barw, podsycanych przez światła żarówek, wydobywających się spod kremowych abażurów lamp, sprawia że pomieszczenie staje się przytulne. Tutaj, w przeciwieństwie do kuchni, można znaleźć naturalne, acz mugolskie, ozdobne rośliny doniczkowe, niewymagające od Michaela przesadnej opieki. Za dnia, Mike używa kanapy do celów głównie czytelniczych (choć czasem zdarza mu się na niej zdrzemnąć); wieczorem zaś ją rozkłada, by nadać jej wymiary dwuosobowego łóżka. Co prawda materac nie należy do tych z kategorii miękkich, jednak Scaletta nie ma z tym większego problemu - wszystko jest dla niego kwestią przyzwyczajenia. Drewnianą podłogę częściowo przykrywa tani dywan z bazaru; na stole zawsze można znaleźć najświeższe wydanie Proroka i popielniczkę. W kącie natomiast stoi niewielka szafa z drewnianej sklejki, gdzie mężczyzna trzyma wszystkie swoje ubrania, a pomiędzy nimi - niewielką sumę zaoszczędzonych przez niego galeonów. W salonie okno znajduje się na wschodniej części budynku, więc promieni słonecznych można tam znaleźć więcej; pomimo tego, pokój jest dużo zimniejszym od kuchni. Część ciepła płynącego z pieca ociepla salon, jednak nieszczelne okno i średnio zaizolowane mury kamienicy wpływają na duże amplitudy temperatur, w zależności od pory roku.
Michael Scaletta
Zawód : kradnie, co popadnie
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
surely goodness and mercy will follow me all the days of my life
and I will dwell on this earth forevermore
said I walk beside the still waters and they restore my soul
but I can't walk on the path of the right because I'm wrong
OPCM : 4 +2
UROKI : 7 +3
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7515-michael-anthony-scaletta#207763 https://www.morsmordre.net/t7521-volare#208020 https://www.morsmordre.net/t7520-michael-the-thief#208017 https://www.morsmordre.net/f293-crimson-street-11-2 https://www.morsmordre.net/t7660-skrytka-bankowa-nr-1828#211185 https://www.morsmordre.net/t7522-m-a-scaletta#208023

Re: Salon [odnośnik]14.06.21 23:28
Dziwnie było widzieć ją po tylu miesiącach. Zwykle za nikim nie tęsknił. Nie wysyłał rozlazłych emocjonalnie listów. Rzadko odwiedzał kogoś znienacka. Tak długa rozłąka też nie robiła na nim wrażenia, nawet jeśli od dawna już dogasał cicho we własnej klitce. Chyba przyzwyczajony był do samotności. I tego naturalnego dystansu, jaki samodzielnie wyznaczał w każdej relacji. Zdawało się, że i tak było w tym przypadku; że bezpieczna rezerwa chroniła go przed przywiązaniem albo inną ludzką reakcją. Celowo wyzbywał się tej formy człowieczeństwa, zasłaniając się przy tym własnym dobrem. Bo przecież wojna pożerała ze sobą wszelkie istnienia, a podejrzane, portowe towarzystwo prędzej czy później trafiało do cel w Tower. Ludzie nieustannie przychodzili i odchodzili. Wierzył, że w takiej rzeczywistości łatwiej było istnieć bez tej niepotrzebnej fasady uczuciowości. Ale dzisiaj coś w nim jednak pękło. Zatwardziałość przekonań ustąpiła nostalgicznej melancholii. W umyśle zaczęły krążyć obrazy dawnych wspomnień; niewyraźne retrospekcje przyćmiły już początkową złość. Aż głupio było się przed nią przyznać. Niepewną mimikę zastąpił już łagodny wyraz twarzy. Tak cieszył się jej obecnością raptem przez moment, zaraz bowiem w tonie pełnym pretensji zrzuciła mu na głowę dramat, z którym nie chciał się mierzyć. Zdemaskowała go. Okrutnie, bez ogródek i naiwności. Od zawsze wiedział, że jest bystra, nie sądził jednak, że aż tak. Byle sakiewka pełna cudzych groszy zdołała podważyć jego wiarygodność. I naruszyć dość solidny fundament zaufania. Najpierw Moss, teraz ona. Zaraz pół miasta kojarzyć go będzie z rolą niegodziwego złodziejaszka. Nie po to, z chorobliwą wręcz dbałością o szczegóły, walczył o teorię własnej anonimowości w pozie łatwowiernego idealisty. Jak się okazywało brak tożsamości był jednie nierealnym wymysłem jego względnie wygodnego życia. Kiepsko kłamał lub miał zbyt błyskotliwych znajomych. Co gorsza, nie potrafił w takiej sytuacji, tak po prostu, tych zażyłości porzucić. Dusza polemizowała wówczas z umysłem. Tak miało być też dzisiaj, gdy poczucie zdrady zastygło w cząsteczkach chłodnego powietrza. Za oknem wybrzmiały głosy kłócących się moczymord. Oni zabijali się o flaszkę taniego rumu, a ci tutaj wrzeli w narastającym napięciu. Brakowało tylko, żeby się na niego rzuciła albo trzasnęła jakimś paskudnym zaklęciem. Na ten moment wystarczało jej rzucanie absurdami, ale kto wie, do czego się mogła posunąć. Była naprawdę wściekła. A on sam już nie wiedział, jak powinien się bronić. Dalsze wciskanie kitu chyba nie wchodziło w grę. Zakwestionowałaby w każde kłamstwo, choć jej dowody wcale nie były takie jednoznaczne. Zapewne widziała w nim sprytnego chłystka już od początku, ale powstrzymywała oskarżenia, bo nie miała fizycznego potwierdzenia. Coś parszywego było w tej kobiecej intuicji. Być może była wyjątkowo trafna, bo opierała się na empirycznych doświadczeniach. Złodziej złodzieja pozna. I tak obie odkrywały z wolna jego oblicze, począwszy od wypunktowania jego najcięższego grzechu.
- Sądziłem, że wiesz o tym już od dawna - wydusił w końcu, nawiązując chyba do bycia świnią, acz i to pozostawało niejednoznaczne. Równie dobrze mogła uznać to za niedosłowne przyznanie się do winy. Nieodpaloną jeszcze fajkę wcisnął sobie za ucho. Odechciało mu się palić. - Bądźmy poważni - zaczął, jak tylko zobaczył, że obrażona zamierza wyjść, sekundę wcześniej stanąwszy jej jeszcze na drodze. - Przecież sama dobrze wiesz, że nie ma się czym chwalić - dodał po chwili, patrząc na nią ze swoistym politowaniem.
No już, przestań się niepotrzebnie dąsać. Lepiej myśl nad tym, co można wspólnie ogołocić.


they've tortured and scared you for twenty-odd years
they hate you if you're clever and they despise a fool
till you're so fucking crazy you can't followtheir rules

Michael Scaletta
Zawód : kradnie, co popadnie
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
surely goodness and mercy will follow me all the days of my life
and I will dwell on this earth forevermore
said I walk beside the still waters and they restore my soul
but I can't walk on the path of the right because I'm wrong
OPCM : 4 +2
UROKI : 7 +3
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7515-michael-anthony-scaletta#207763 https://www.morsmordre.net/t7521-volare#208020 https://www.morsmordre.net/t7520-michael-the-thief#208017 https://www.morsmordre.net/f293-crimson-street-11-2 https://www.morsmordre.net/t7660-skrytka-bankowa-nr-1828#211185 https://www.morsmordre.net/t7522-m-a-scaletta#208023
Re: Salon [odnośnik]11.07.21 0:51
Trud jakiejkolwiek przeprawy przez zachłanną i domagającą się wyjaśnień prawdę, został przez niego zignorowany. Nie zajmował się priorytetami, jak chęcią zaufania i budowania ich dalszej, wspólnej drogi. Być może miał inne, bo zaprzepaścił to kilkoma decyzjami, wyborami... Nie chciała się na niego złościć, wszak nie miała nikogo bliższego. Nadszarpnął jednak jej zaufanie, emocje, których od dawna nikt nie dotknął. Zamknął ją jak byle jaką książkę, gdy zaczęła odsłaniać swoje punkty kulminacyjnie, w momencie najbardziej nieprzewidywalnym i najbardziej bolesnym, gdy wszystko zdawało się brnąć naprzód. Wiedziała, że musi mu przebaczyć, z tym, że on nie próbował przepraszać. Co rusz, z jego ust padały szorstkie usprawiedliwienia, a natura Alex nie pozwalała odpuszczać takich przewinień, bo miała go za przyjaciela... Czasem myślała nawet, że wspólnie mogą zrobić jeszcze krok do przodu, a tymczasem on cofnął się o pięć w tył. Trudno przychodziła jej akceptacja tego stanu rzeczy. Diabelska mara wciąż trwała, ciągnąc ją za jedną nogę na samo dno. Kurczowo trzymała się tego obrazu, nie chcąc odpuścić i dać za wygraną. Była zaangażowana, pragnęła wyjaśnień, ale ich nie dostawała. Wciąż myśli Scaletty wirowały wokół jednego. Niesprecyzowana emocjonalność Davies była dla niej karą i najgorszym, co mogło ją w takiej sytuacji zastać. Nie podzielała wszak optymizmu rozmówcy. Nie ukrywała żalu ani zwykłej, tak ludzkiej wściekłości. Na wierzch wychodziły demony, z którymi od dawna się nie zmagała, zastanawiając się, czy teraz zdoła wygrać tę walkę. Być może za chwilę ulegnie, a jej konsekwencja rozłoży się pod stopami Michaela. Wstrzymywała się jednak od tego scenariusza, by wypruć się z ostatków negatywnych emocji i zacząć myśleć chłodną głową - gdy to wszystko się ostudzi i zostanie tylko prosta, nużąca analiza, która pomoże jej znaleźć wyjście z tej niewygodnej sytuacji. 
━  Wiem od dawna? Wybacz, ale nie podejrzewam przyjaciół o szemrane interesy, szczególnie gdy nie raczą mnie o nich poinformować!  ━  uderzyła go w ramię. Niezbyt mocno, ale chciała, żeby się skwasił i złapał za złodziejską rękę. Dręczyła się, ale szybko zdała sobie sprawę, że tego czego żąda, nie dostanie tak łatwo. Michael nie za często o sobie mówił, nie był wylewny i nie wykładał wszystkich kart na stół. Zdążyła do tego przywyknąć, znacząco także nie nalegała. Nie czuła się także z tym gorzej, po prostu czekała na dzień, kiedy sam jej wszystko wyśpiewa, bo co do tego, nie miała żadnych wątpliwości. Teraz było inaczej, bo jego tajemnice dogłębnie zmieniły obraz osoby, którą poznała, próbując zwinąć mu z kieszeni kilka galeonów. Nie wiedziała co ma o nim myśleć, ponieważ czuła się obca, wypruta ze wszystkich wspomnień, które razem dzielili. Jakby to, co było za nimi przestało istnieć za sprawą tego drobnego kłamstewka. Nie chciała być jednak zbyt pochopna, wciąż dawała mu szansę na rehabilitację i na przeprosiny. To byłby jej triumf, gdyby ją przeprosił.
━  Bądźmy poważni? Ja jestem śmiertelnie poważna, Scaletta. Zastanów się kto w tym rozrachunku naprawdę jest poważny, zanim znowu otworzysz usta.  ━  widziała jego bezsilność. Davies trudno było okiełznać, podobnie zresztą jak doprowadzić do takiego stanu. W myślach zaczęła już bagatelizować to, co się wydarzyło. Jego wina zaczęła maleć, jednak dalej tak samo bolała i oddziaływała na nią. Zranił jej zaufanie, zburzył podwaliny, które razem zbudowali, a ona miała mu teraz tak po prostu przytaknąć, wysłuchać i na końcu uścisnąć albo zapalić coś lepszego niż wymięte papierosy spod łóżka.
━  Może i nie ma, ale nie zaszkodziłoby gdybyś przynajmniej coś napomknął.  ━  mówiła już spokojnie, bez zbędnych emocji, którym dała upust. Wracała do normalności, rytm jej serca powoli zwalniał. Usiadła na fotelu, jej ulubionym miejscu w tej przeklętej klitce. Był teraz pozaciągany od kocich pazurów, a gdy wyobrażała sobie zdenerwowanego na kota Scalettę, humor jedynie się jej poprawiał.  ━  Albo mówisz wszystko, albo darujmy sobie.  ━  miała nadzieję, że spełni jej oczekiwania. Chcąc, nie chcąc, taki stan rzeczy dawał im dużo korzystnych możliwości. Perspektywa wspólnych rabunków, jedynie podsycała zmieniający się nastrój Davies w oczekiwaniu na rewanż Michaela.
━  To jak teraz będzie, Scaletta?  ━  zapytała niepewnie. Myślała o przyszłości, o wspólnej robocie i pieniądzach, jakie mogą z tego mieć. Nie wiedziała jednak czy on ma to samo wyobrażenie, czy również tego chciał, więc pozwoliła mu pierwszemu się określić. Trudno było jej bowiem przewidzieć tego człowieka, po tym wszystkim, co zaszło....


Success is the abilityto go from one failure to another with no loss of enthusiasm.


Alex Davies
Zawód : złodziejka
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Wyglądaj jako kwiat niewinny,
ale niechaj pod kwiatem tym
wąż się ukrywa
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8378-alex-davies#243400 https://www.morsmordre.net/t8390-kontakt-listowny#243696 https://www.morsmordre.net/t8400-alex-davies#243778 https://www.morsmordre.net/f166-crimson-street-3-2?fbclid=IwAR2pgqNrs8LyM0RQ9UySn1DwTO4iunwHMw6k08mJrAYDlyMPvO0ZCDlko2c https://www.morsmordre.net/t8391-skrytka-bankowa-nr-2005#243697 https://www.morsmordre.net/t8389-alex-davies#243694
Re: Salon [odnośnik]27.07.21 19:06
Krótkim westchnieniem przypieczętował własne wyznanie. Trudno było ubrać w słowa ciężar swoich grzechów, ale i tego powoli się uczył, przelewając na papier część myśli, które nieznośnie kotłowały się w głowie. Głupie to były posunięcia, to znaczy ten cały dziennik i poszukiwanie odkupienia, ale mleko się już rozlało. Byle zeszyt skrywał teraz wszystkie jego wzloty i upadki, każdy sukces i kryzys; przede wszystkim był jednak kopalnią dowodów na to, jak w obliczu głodu i postępującej wraz z wojną biedy, bez zastanowienia wyciągał łapy po rzeczy, które bynajmniej do niego nie należały. Zapiski odkrywały też coś zgoła innego - nienazwane dotąd prawdy emocjonalne, zwykle z premedytacją ignorowane. Całe szczęście, że bezceremonialnie nie odważyła się zajrzeć też do wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki. Przeczytałaby bezwstydnie stronę lub dwie i dręczyłaby go bardziej, niźli za te znaleziska z szuflady. Z dwojga złego nie wyszło to wszystko tak paskudnie, nawet jeśli próbowała go teraz przekonać, że jest inaczej. Swojego był pewien i wiedział, że łatwiej było się przed nią tłumaczyć z tych kilku świecidełek. Los chciał, iż nie znała innych jego sekretów, toteż uznała milczenie za najwyższą formę zdrady, podburzenie priorytetów i jakichś tam wartości. Pochopna była w swoich ocenach, dodatkowo kierowała się niezrozumiałą dla niego przesadą. W takim świecie egzystowali i do takich właśnie kłamstw byli zmuszeni. Chyba powinna być tego świadoma? Miał ją za mądrą i silną, wyrozumiałą i zdeterminowaną. Nic się w tym temacie zapewne nie zmieniło, teraz była po prostu zła. I choćby walczył z nią hasłami rozsądku i pragmatyzmu, doskonale wiedział, czego oczekiwała. Tych cholernych przeprosin.
- Nie nazywaj tego szemranymi interesami, to po prostu ludzka zaradność. - Gadał ładnie, jakby z wizją wytłumaczenia jej co, jak i dlaczego. Z tym że ona znała to przecież równie dobrze co on, nie była też swoistą obrończynią moralności. Dźwigali bowiem brzemię tych samych win. Z nim sobie jakoś radził, z jej rozżaleniem też musiał. Przyjął cios bez zająknięcia, podobnie jak kolejną falę oskarżycielskich fraz. Sterczał naprzeciw niej, oparłszy się o ścianę, wciąż blokując przejście do drzwi. Niech nawet nie próbuje uciekać, tak jak to miały w zwyczaju wszystkie głupie, wzburzone dziewuszyska. Niech po prostu się wyżyje. W końcu na to dawał jej przyzwolenie, na tenże właśnie cholerny triumf, rodzaj metafizycznej przewagi. Słuchał grzecznie zarzutów, cicho i z pokorą, bodaj raz nie spuszczając wzroku ze zdezorientowanej twarzyczki. W palcach tłamsił nieodpalonego papierosa, w umyśle kisił myśli wszelkiej maści. Zaraz jednak wcisnął sobie fajkę do ust, a szmer odpalanej końcówki zakłócił wzajemny, acz chwilowy bezczyn.
- A jak ma być, Davies? - zaczął, wypluwając z siebie niewyraźną mgłę dymu i hańbiącego poczucia zatracanego ego. Ale spieprzył, wyszedł na hipokrytę i naruszył granicę zaufania. - Wybacz. Przepraszam. Mogłem ci powiedzieć, bo wiem, że byś mnie nie wydała. Ale raczej wychodzę z założenia, że lepiej się tym nie chwalić. Lojalność - według tych wszystkich chciwych skurwysynów - bywa niestety względna - dodał po chwili, spojrzenie skupiwszy gdzieś z dala jej własnych oczu. Byle rum albo woreczek ze złotem potrafił przekonać najwierniejszych kompanów i najbliższych przyjaciół. Sam tego nie doświadczył, bo ostrożnie zacieśniał granice własnych znajomości, lecz niejedną już historię słyszał w zdradzieckim porcie. Ją podejrzewałby o taki ruch jako ostatnią na liście, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże. - A teraz, zamiast się dalej gniewać, zastanów się nad tym, jak możemy sobie wzajemnie pomóc - zasugerował, powróciwszy z powrotem do salonu. Nie ciągnął jej za sobą, nie zmuszał do niczego, po prostu zostawił w ciasnym korytarzyku; jeśli chciała, drzwi wyjściowe stały teraz dla niej otworem, tak samo jak i niewielka przestrzeń, gdzie Scaletta gasił właśnie niedopałek w popielniczce.
- Dobrze byłoby spieniężyć możliwości dwóch młodych talentów - wydusił poważnie, choć z cwanym uśmieszkiem na twarzy. Była to ledwie idea, zwykły pomysł, inicjatywa współpracy prawie jak każda inna. Ona mogła jednak przełożyć ją na rzeczywiste czyny. Do niej należał głos decyzji.


they've tortured and scared you for twenty-odd years
they hate you if you're clever and they despise a fool
till you're so fucking crazy you can't followtheir rules

Michael Scaletta
Zawód : kradnie, co popadnie
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
surely goodness and mercy will follow me all the days of my life
and I will dwell on this earth forevermore
said I walk beside the still waters and they restore my soul
but I can't walk on the path of the right because I'm wrong
OPCM : 4 +2
UROKI : 7 +3
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7515-michael-anthony-scaletta#207763 https://www.morsmordre.net/t7521-volare#208020 https://www.morsmordre.net/t7520-michael-the-thief#208017 https://www.morsmordre.net/f293-crimson-street-11-2 https://www.morsmordre.net/t7660-skrytka-bankowa-nr-1828#211185 https://www.morsmordre.net/t7522-m-a-scaletta#208023
Re: Salon [odnośnik]27.07.21 20:31
Oblicze najszczerszego okrucieństwa momentu i zmarnowanych nadziei, wobec którego teraz stała, napawało ją zwykłą reakcją agresji. Mimowolnie jednak złe emocje koił głos Michaela, który starał się zrekompensować jej te drobne, w jego mniemaniu, kłamstewka. Davies obserwowała jego starania z zachłannością, jakby dumna z siebie, choć wiedziała, że nie ma powodów do głupiego triumfu. Nic wszak z tego się nie zdało, bo każde kolejne słowa Scaletty, wywracały jej już opanowany układ nerwowy w sąsiednim kierunku. Mimo tego co uważał, Alex również siedziała (nawet po uszy) w podobnych interesach. Jednak na pewno nie była dumna z własnej złodziejskiej natury, choć zauważalnie czasem potrafiła cieszyć się z łupów i adrenaliny. Przy tym wszystkim, opanowywała ją jednak skrajna emocja buntu i niezgody, przez co trudniej było jej zaakceptować własną sytuację życiową, a tym bardziej materialną. Kiedyś śniła o włościach ciotki, o pięknych strojach i biżuterii, jednak w porę zrozumiała próżność i zawiść, którą nią wtedy kierowała. Z czystym umysłem zaakceptowała więc przytulną klitkę, w której przyszło jej żyć i czworonoga, który dodawał jej codzienności koloru. Trudno było wejrzeć w emocje i historię Scaletty, bo choć nie był wylewnym człowiekiem i tak pozostawał po sobie ślady, z których dużo dało się wyczytać. Przynajmniej niej, a być może tylko tak się jej wydawało? W każdym razie, każda próba podniesienia się z tej porażki napawała Davies nieprzychylną energią. Starała się nie poczęstować nią rozmówcy, aby nie rozdmuchiwać konfliktu na nowo. Zresztą, być może żadnego nie było? Sama już nie wiedziała. Na pewno czuła się rozdarta, jednak nie miała zamiaru się na niego gniewać w nieskończoność. Pomimo tego bałaganu, którego narobił, dobrze się znała i wiedziała, że nie będzie w stanie przez dłuższy czas z nim nie rozmawiać, a raczej funkcjonować w takiej atmosferze. Dobrze było więc zakończyć tę maskaradę na wczesnym etapie, by później nie musiała przychodzić pod jego drzwi z podkulonym ogonem. 


━  Dobra. Powiedzmy, że tam ci spokój.  ━  lekko musnęła pięścią jego ramię w ramach pokojowego znaku, a być może sojuszu. Wszystko mieli rozliczyć w najbliższych minutach, a jej wzrok mówił sam za siebie. Skończyły jej się fajki, więc miło byłoby znów zapolować na jakiegoś głupka, który niechlujnie trzyma własne rzeczy w kieszeniach. Nie... Teraz możliwości były większe. Takie, którym nie można było dopisać znaku równości do tego, co do tej pory robiła Alex. Po znaleziskach w komodzie Scaletty wiedziała, że drobne kradzieże to jedynie jego rozrywka. Widać musiała trafić na specjalistę, a ci potrafią się mistrzowsko maskować, czego zresztą dowiódł. W milczeniu obserwowała jak zmierza w głąb pomieszczenia. Chciała zrobić za nim duży krok, jednak zawahała się. Na pewno tego chcesz, Davies? Skazywać się na wspólną pracę z nim? Nie było się nad czym zastanawiać. Nie chciała wszak chować do niego urazy, jednak wiedziała, że zadane rany nie zabliźnią się tak szybko. Z jakiegoś powodu pragnęła dać im szansę, patrząc na przyszłe zyski, które mogą oboje wynieść bez żadnych przeszkód. Dołączyła więc do niego, patrząc jak ostatnie kłęby dymu opuszczają papierosa, którego przed sekundą zgasił.


━   Właściwie, też o tym myślałam. Nie mam fajek, przydałoby się trochę kasy w zanadrzu... na większe zakupy. Właściwie, na dużo większe zakupy, jeśli się nam uda... I nie będziesz robił nam pod górkę, rzecz jasna.  ━  skwitowała jego propozycję, wypowiadając ostatnie słowa lekko po czasie z wymuszonym uśmiechem. Oczywiście żartowała, jak zawsze zresztą. Sama się dziwiła, że po emocjach ostatnich chwil, było ją stać nawet na tak marne poczucie humoru.


Success is the abilityto go from one failure to another with no loss of enthusiasm.


Alex Davies
Zawód : złodziejka
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Wyglądaj jako kwiat niewinny,
ale niechaj pod kwiatem tym
wąż się ukrywa
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8378-alex-davies#243400 https://www.morsmordre.net/t8390-kontakt-listowny#243696 https://www.morsmordre.net/t8400-alex-davies#243778 https://www.morsmordre.net/f166-crimson-street-3-2?fbclid=IwAR2pgqNrs8LyM0RQ9UySn1DwTO4iunwHMw6k08mJrAYDlyMPvO0ZCDlko2c https://www.morsmordre.net/t8391-skrytka-bankowa-nr-2005#243697 https://www.morsmordre.net/t8389-alex-davies#243694
Re: Salon [odnośnik]27.07.21 23:42
Głupio było sprzeczać się o takie pierdoły. Zwłaszcza gdy w pamięci wciąż tkwiły mniej lub bardziej wyraźne wizje wspomnień. Sporo już razem przeszli. Na tym etapie bynajmniej nie powinni kwestionować wspólnego zaufania. Nie po tym, jak sprytnie wyłoniła się z ponurych zakamarków Crimson Street, próbując bezwstydnie przetrzepać wszystkie jego kieszenie. Nie po tym, jak próbowali złapać razem chłystka, co to wisiał Alex kasę; nie po tym, jak dusznego, kurewsko gorącego wieczora zjarali się okrutnie. Na pewno nie po tych przepitych litrach tanich sikaczy, przegadanych godzinach i steku rzucanych naprzemiennie, cholernie podłych słów. Może i nie wiedzieli o sobie wiele, ale wspólna przeszłość zdawała się być wystarczającym spoiwem dla ich znajomości. Dla ich przyjaźni. Nie chciał, by wszystko rozliczane było przez byle kłamstewko. Tak bowiem traktował to niedopowiedzenie, jako nieszkodliwe nagięcie rzeczywistości. Najwyraźniej potraktowała to inaczej, obruszyła się bowiem dość poważnie, wcale też nie chciała ustąpić. Upartość była chyba domeną kobiet. A przynajmniej tych, z którymi się zadawał. Tak właśnie zmuszony był męczyć się z ich przesadzonym obruszeniem; tak właśnie zmuszony był znosić gromadę oskarżeń, nie zawsze zresztą zasadnych. Czasami wystarczało milczenie, w większości przypadków oczekiwano jednak choćby bladego słówka przeprosin. A jednak nie kajał się przed obrażonymi dziewuchami za często. Nie wszystkim pozwalał na ten satysfakcjonujący triumf i poczucie słuszności w danej sprawie. Przed Davies się ukorzył, nawet jeśli sądził, że więcej w tym dramaturgii, niż wstydliwego grzechu. Powinna o tym pamiętać, gdyby próbowała mu coś kiedyś wytknąć. Duma Scaletty ucierpiała, ale ich więź nie aż tak bardzo. Tak przynajmniej postrzegał cały ten konflikt, gdy kurz po odbytej walce już opadł, a ona ot, po prostu, przypieczętowała kłótnię pokojowym symbolem. Mógł się założyć, że przez co najmniej tydzień będzie jeszcze łaziła z nieco urażoną miną; jednocześnie wierzył też, że w końcu jej przejdzie. Naiwniak.
Między nogami wychłodzonego przez późny listopad mieszkania zakręcił się poszukujący przekąski kocur; kaflowy piecyk w kuchni wypluwał z siebie ostatki ciepła, gorączkowo prosząc o bodaj kawałek drzewa. Zniknął na chwilę, nim jeszcze zdążyła zdecydować; podłożył do wygasającego żaru, zajrzał do niemalże pustych szafek. Ostatnio nie było lekko, stolica zaściełana była trupem od przedmieścia aż po same centrum. Bez znajomości albo sakiewki wszyscy snuli się zgoła wygłodzeni. Nawet on, ten sprytny złodziejaszek, ten specjalista, co to wyłącznie dla rozrywki uczestniczył w ulicznych łowach. Nie teraz, gdy po kieszeniach ludzie chowali co najwyżej swoje ostatnie porcje sucharków albo czerstwego chleba. Brakowało mu fajek, brakowało mu codziennej sterty zaplutych knutów i podłego rumu z Parszywego.
Jej też mu brakowało.
W ręce wziął opakowanie paskudnej herbaty od Davies, sekundę później był już w salonie, gdzie czekała na niego, niby pozytywnie nastawiona na ten cały sojusz, ale cholera wie, co tak naprawdę sobie myślała.
- Chciałbym tylko zwrócić uwagę na to kto - jak do tej pory - robił nam pod górkę... - zaczął, ale powstrzymał się od zbędnego uszczegółowiania. Odpuściła mu, to i od razu zapomniał o dawnej pokorze. - Zaparzyć ci pysznej herbatki? To ta od ciebie - zaproponował po chwili, ironicznie przeciągając ostatnie sylaby. Tylko ona mogła podrzucić mu takie paskudztwo. Zaraz jednak postanowił wrócić do przewodniej dyskusji, konwenanse typowe dla gospodarza odsuwając gdzieś daleko, razem z pudełkiem parszywej mieszanki. - Możemy... dzielić się codziennymi zdobyczami. Ale też ogarnąć razem coś większego. Czasem ktoś znajomy podsunie jakiś cynk w porcie, ale teraz mało kto chce gadać... Dlatego musimy zasadzić się na coś innego - oznajmił analitycznie, przypomniawszy sobie dawny napad na wystawy złotnika. Naszyjnik z tamtej akcji wciąż leżał na dnie szuflady. Tej samej, w której znalazła trochę kasy i błyskotek ze wspólnych poszukiwań z Moss. - Kiedyś wkradłem się wieczorem do jubilera. Wyniosłem parę rzeczy i była z tego niezła kasa. - Zajrzał do komody, pogrzebał intuicyjnie między złożonymi w kostkę koszulami i znalazł zamszowe opakowanie. Ze środka wyciągnął perły, o jednolitym rozmiarze i połysku, w śnieżnobiałym kolorze. Po chwili już zakładał je Davies na szyję. - Możemy załatwić coś podobnego. Wybrać jakiś porządny sklep i zakraść się tam po zmroku - kontynuował gadkę, zręcznie zapinając klamrę ozdoby.
- Na tobie jakoś lepiej to leży. - skwitował tylko szczerze. Wcale się nie podlizywał. Przecież sytuacja była już załagodzona. Podobno.


they've tortured and scared you for twenty-odd years
they hate you if you're clever and they despise a fool
till you're so fucking crazy you can't followtheir rules

Michael Scaletta
Zawód : kradnie, co popadnie
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
surely goodness and mercy will follow me all the days of my life
and I will dwell on this earth forevermore
said I walk beside the still waters and they restore my soul
but I can't walk on the path of the right because I'm wrong
OPCM : 4 +2
UROKI : 7 +3
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7515-michael-anthony-scaletta#207763 https://www.morsmordre.net/t7521-volare#208020 https://www.morsmordre.net/t7520-michael-the-thief#208017 https://www.morsmordre.net/f293-crimson-street-11-2 https://www.morsmordre.net/t7660-skrytka-bankowa-nr-1828#211185 https://www.morsmordre.net/t7522-m-a-scaletta#208023
Re: Salon [odnośnik]02.08.21 21:31
Dumnie patrzyła przez życie, choć ckliwe okoliczności i niezbyt dobre warunki do funkcjonowania tłamsiły pod sobą naturalną u Davies pewność siebie, czy poczucie bezpieczeństwa, którego przecież nie czuła. A jednak w ostatnich miesiącach odczuwała cudowną błogość, mimo że była sama, zamknięta w domu, zmagająca się z własnymi demonami. Wszystkie jednak udało się jej przezwyciężyć, a swoista regeneracja zapewniła jej zapas energii, którą teraz pragnęła spożytkować. Nie za wiele ostatnio jadała. Nie miała pieniędzy, w końcu siedząc w domu, ciężko było cokolwiek ukraść, a także żołądek nie domagał się dobrego jedzenia. Znalazła jedynie kilka papierosów pod własnym łóżkiem, niektóre z nich były zwykłymi niedopałkami, jednak Alex wiedziała dobrze jak należy oszukać głód, gdy nie ma się innego wyjścia. Wyjście do ludzi, do codziennego gwaru i minionych wspomnień, które zostawiła za drzwiami swojego mieszkania, nie okazało się tak proste, jakby się wydawało. Musiała minąć spora chwila nim przywykła ponownie do dawnego trybu życia, a śmiałe kłamstwa Scaletty jedynie upewniły ją w tym, że mogła jeszcze na moment schować się przed światem i dumać nad własnymi rozterkami. Jednak nic tak nie pobudzało jej humoru i nerwów, jak czysty zawód, którego się dopuścił, choć formalnie już mu przecież wybaczyła. Wiedziała jednak, że to nie wystarczy. Musiał się bowiem jeszcze sporo nagimnastykować, by mogła z nim normalnie porozmawiać, a i tak gdzieś z tyłu nawiedzał ją ten cholerny niesmak, którego chciała się pozbyć. Problem w tym, że nie umiała, choć była pewna, że z czasem sam zacznie się niwelować. Powiedziała tyle, na ile było ją stać. On zresztą też, a przynajmniej chciała w to wierzyć, dlatego zdecydowała, że nie będzie jątrzyć rany, lecz postara się ją załatać. Miała przy tym nadzieję, że Scaletta jej pomoże i wszystko pójdzie jak po maśle. Należało przy tym skupić się na robocie. Być może on miał w zanadrzu jeszcze parę rupieci do sprzedania, jednak Alex nie miała zamiaru oddawać naszyjnika po ciotce i innych bibelotów. Chociaż być może powinna, skoro tak bardzo pragnęła odciąć się od dawnego życia i dawnych ideałów.

━  Tak, pamiętam jak nieudolnie rzucałeś zaklęcia, Scaletta.  ━  rzuciła z dość wymowną miną. Jeśli uważał, że przypominanie jej o tym chłystku to dobry żart, mylił się zważywszy, że mieli za sobą ostrą wymianę zdań i nieprzeciętne podstawy do tego, by Alex jeszcze raz dała mu w twarz. No nic, trzeba było puścić to mimo uszu i skwitować jego propozycję uśmiechem, mówiąc, że takiego świetnego towaru z przyjemnością się napije. Głupia babska duma, przecież po to przyniosła mu to ścierwo, żeby to on musiał się tym dławić. Nie pił chyba jej za często, zważywszy na to, że wciąż miał opakowanie.
━  Wiesz, jak mam być szczera, to nie mam za sobą podobnych skoków. Jedynie drobne, kradzieże w zależności od potrzeb, ale od czego trzeba zacząć, prawda? Taki krętacz na pewno dużo mnie nauczy.  ━  zaśmiała się szczerze, po czym wzięła łyk herbaty.
━  Wiesz co, zmieniłam zdanie. Tylko nie dawaj tego kotu, chyba że chcesz się go pozbyć.  ━  odkaszlnęła, a dreszcz mimowolnie przeszedł jej po plecach. Skok? Nie mogła powiedzieć, że nie była zainteresowana. Bardziej obawiała się tego, że Scaletta będzie miał później dużo powodów żeby się z niej nabijać.
━  Brzmi dobrze. Nawet bardzo dobrze...  ━  patrzyła, jak Scaletta uprzednio grzebie w tej cholernej komodzie, a za chwilę zakłada jej na szyję perły.
━  Mam nadzieję, że to nie twoje znalezisko, które odkryłam chwilę wcześniej.  ━  uśmiechnęła się do niego, a drugą ręką odsuwała już kubek z herbatą jak najdalej od siebie.  ━  Tak całkiem poważnie, to dzięki.


Success is the abilityto go from one failure to another with no loss of enthusiasm.


Alex Davies
Zawód : złodziejka
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Wyglądaj jako kwiat niewinny,
ale niechaj pod kwiatem tym
wąż się ukrywa
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8378-alex-davies#243400 https://www.morsmordre.net/t8390-kontakt-listowny#243696 https://www.morsmordre.net/t8400-alex-davies#243778 https://www.morsmordre.net/f166-crimson-street-3-2?fbclid=IwAR2pgqNrs8LyM0RQ9UySn1DwTO4iunwHMw6k08mJrAYDlyMPvO0ZCDlko2c https://www.morsmordre.net/t8391-skrytka-bankowa-nr-2005#243697 https://www.morsmordre.net/t8389-alex-davies#243694
Re: Salon [odnośnik]27.08.21 1:02
Wspólny napad. Byle myśl wywołała w nim dziwaczny entuzjazm. I nieposkromiony optymizm, pomimo świadomości potencjalnych konsekwencji. Zawsze było jakieś ryzyko, we dwójkę pewnie i większe, zwłaszcza z nią, mistrzynią dramaturgii. Ale ufał też swojej intuicji. Ta podpowiadała mu, że jedna taka udana akcja wykarmi go na następne dwa miesiące i pozwoli żyć w trochę mniejszej presji wojennego głodu. Myślał nad tym, by podjąć się czegoś podobnego w pojedynkę, ale cała ta ponura rzeczywistość odebrała mu zapał do działania. Wizja współdziałania trochę go nakręciła. I poprawiła humor, nawet jeśli w pierwszej chwili serce stanęło mu za sprawą niedawnego konfliktu. Szybko jej przeszło, toteż równie szybko odetchnął z głęboką ulgą. Każdą inną osobę gotów byłby mamić kłamstwami dalej, ale względem niej chyba nie chciał. Teraz wiedzieli o sobie już wszystko. A przynajmniej na tyle dużo, by wzajemnie się wkopać. Tego nie planował i pokładał wiarę w to, że ona też nie. Mieli na siebie tak samo paskudnego haka. Nie pozostało nic innego jak zbratać się w imię wspólnego dobra, albo zdradzić się przy sprzyjającej okazji. Cień sympatii wskazywał na to pierwsze, tak samo jak mrzonka o nieco dogodniejszym życiu w pogrążonym batalią kraju. W pewnym sensie chyba mu nawet ulżyło, tak jakby sumienie nie pozwalało mu nadal tego przed nią ukrywać. Nie musiał już być hipokrytą. Teraz mógł być tylko lojalny - jej i obopólnej idei.
- Bo tobie szło wtedy lepiej? - wypalił od razu, na wspomnienie o akcji z tamtego baru. Nigdy nie był najlepszy z zaklęć, miał jednak dość krzepy by gołą pięścią powalić tamtego chłystka. Zapewne by tak zrobił, gdyby cwaniak nie zaczął uciekać. I tak jedyną artylerią pozostała mu wówczas różdżka i bynajmniej nie niezawodne umiejętności. Wcale nie musiała mu tego wypominać. Po prostu chciała dać upust swojej złośliwości. Jemu zresztą rozchodziło się o co innego, ale wolał nie sprostowywać. Doczekałby się tylko kolejnej zjeby, a tych miał już dość.
- Trochę w tym racji. Widziałem cię w akcji i, jak oboje dobrze wiemy, nie poszło ci najlepiej - odpowiedział, zerknąwszy na nią wymownie. Skoro już wspominają stare dzieje, to czemu by nie przywołać okoliczności, w których się poznali? Złodziejka na złodzieja trafiła i nie oskubała go z choćby zaplutego sykla. Dobrze to wszystko pamiętał. Jej zaskoczoną, jednocześnie też przerażoną minę, kiedy to z pełną premedytacją odciągał od swojej kieszeni jej lepkie łapska. Szczerze mówiąc już wtedy powinna zacząć go podejrzewać. Nikt normalny nie uciąłby sobie z nią pogawędki, a na pewno nie po tym, jak przed chwilą została przyłapana na kradzieży.
Zaraz już widział, jak krzywi się pijąc herbatkę, obmyśla cały ten skok i promienieje w drogich perłach na szyi. Mógłby je sprzedać i zrobić całkiem pokaźne zapasy zaopatrzenia. Z jakiegoś jednak powodu wolał zostawić je na jasnych obojczykach. - Zatrzymaj je. - I potraktuj jako prezent na przeprosiny.

ztx2


they've tortured and scared you for twenty-odd years
they hate you if you're clever and they despise a fool
till you're so fucking crazy you can't followtheir rules

Michael Scaletta
Zawód : kradnie, co popadnie
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
surely goodness and mercy will follow me all the days of my life
and I will dwell on this earth forevermore
said I walk beside the still waters and they restore my soul
but I can't walk on the path of the right because I'm wrong
OPCM : 4 +2
UROKI : 7 +3
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7515-michael-anthony-scaletta#207763 https://www.morsmordre.net/t7521-volare#208020 https://www.morsmordre.net/t7520-michael-the-thief#208017 https://www.morsmordre.net/f293-crimson-street-11-2 https://www.morsmordre.net/t7660-skrytka-bankowa-nr-1828#211185 https://www.morsmordre.net/t7522-m-a-scaletta#208023

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Salon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach