Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Przed wejściem

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Philippa Moss
Philippa Moss

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?

Przed wejściem - Page 2 Empty
PisanieTemat: Przed wejściem   Przed wejściem - Page 2 I_icon_minitime06.07.19 17:50

First topic message reminder :

Klatka schodowa

Długi sznur schodów wijących się ku chmurom, obdrapane ściany, o które nikt dawno już nie zadbał, a na każdym piętrze kolorowe przesmyki zapraszające do zajrzenia w czyjeś podejrzane sprawy. Klatka schodowa jest dość wąska. Na dole od lat stoi stos przykurzonych gratów niewiadomego pochodzenia. Przed drzwiami leży poszarpany kawałek starego dywanu, w który mieszkańcy wcierają brud ulicy. Gdzieś jest przycisk, niewielka iskra rozpalająca magicznie światełko w tej ciasnej wieży. Nim wyjdziesz, spoglądasz jeszcze ostatni raz na wiekowe, przybrudzone lustro wiszące na ścianie przed drzwiami wyjściowymi. Nim wejdziesz, bierzesz głęboki wdech, bo nie wiesz, co poczujesz w środku. Nieprzyjemny zaduch, zapach starości i mokrej sierści. Czasami słychać wycie rur, czasami skrzypią żałośnie czyjeś kości, ale nigdy nie płakało tu dziecko. Tu nie ma dzieci. Tu wszyscy oczekują własnej śmierci.


[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Philippa Moss dnia 13.07.19 12:50, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Philippa Moss
Philippa Moss

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?

Przed wejściem - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Przed wejściem   Przed wejściem - Page 2 I_icon_minitime13.02.20 1:57

Wymykające ze ślicznych ustek tłumaczenia nie potrafiły zaskoczyć Fils. Spodziewała się, że wyraźny brak pewności szybko spróbuje przyblokować te pierwsze, skąpane w tak ważnych emocjach opowieści. Nie zamierzała wyrywać z niej szczegółów, wiedziała, że jeśli tylko Frances zechce, sama je odsłoni, ale z drugiej strony najprawdopodobniej uciekłaby, zanim oswoiłyby się we wspólnej szczerości. Tak się jednak nie stało, z pomocą zaintrygowania Moss, mówiła coraz więcej. Ten wieczór miał być przyjemnym wyrwaniem od tej nazbyt ponurej rzeczywistości. Miały kolorowe alkohole z egzotycznych wysp, miały słodycze, o którym nie śniło się biedniejszym londyńczykom. Miały siebie.
– Pierwsza i nawet nie taka najgorsza. To obiecujący początek. Wiesz, jeszcze wiele ich przed tobą – rzuciła, by dodać jej otuchy, i puściła oczko. Ostatecznie świat nie kończył się na chłopaku z zaaranżowanej randki. Franka była piękną kobietą, jej talenty, bystry umysł i nienaganne maniery mogły przyciągnąć wielu obiecujących gości. Dobrze widziała, jak niektórzy w porcie wodzili za nią spojrzeniem. Pytanie tylko czy bali się Keata czy może Philippy? Dopóki którykolwiek z nich nie przeskrobał sobie u Fil, mogła kiwać zachęcająco głową, choć nie chciała porzucać kontrolnego spojrzenia. Jej młodość i niewinność wabiły też z pewnością i tych niewskazanych, choć podobno trudno czasem pogodzić oczekiwania z porywami serca. Niestety o tym drugim Moss niewiele wiedziała, odgradzając własne namiętności od tak lirycznej miłości. – Żałujesz? Mama najwyraźniej dobrze zrobiła, zachęcając cię. Mężczyźni bywają czasami całkiem niezłym towarzystwem – stwierdziła, przeczuwając, że Burroughs należało odrobinę pokierować. Pozwolić jej na poczucie tego odważnego powiewu. Oczywiście narzekania matki bywały okrutne i nieprzyjemne, ale ta chyba nie miała złych intencji. Kiwnęła głową, gdy rozmówczyni poszukiwała zrozumienia. Tak, znały się już od lat, choć nieco sprzeczne usposobienia nie pozwalały Philippie w pełni pojąć Frances, ale mimo to starała się zbliżyć do jej wrażeń. Gdy o tym rozmyślała, mimowolnie wracała do obrazów ze swoich szkolnych lat, kiedy to i jej, wtedy jeszcze jako Annie, brakowało tej pewności i błysku w oku, gdy wycofywała się, zamiast odważnie stawiać krok. Dziś już nikt nie mógłby przywołać takiego wizerunku Philippy. Wypracowanie tej postawy wymagało jednak sporo wysiłku, sporo długich miesięcy zgłębiania siebie, wrzucania w ekstremalne sytuacje, których Frances pewnie wolałaby sobie nie wyobrażać. Nikt jednak nie powiedział, że i jasnowłosa miała któregoś dnia przeobrazić się w Moss, choć mnogość doświadczeń z pewnością zaowocuje zmniejszonym lękiem.
Pozwoliła jej mówić. Słuchała, poszukując faktycznych wrażeń, do których nie przyznałaby się otwarcie sama. Nasuwał jej się jeden wniosek, ale był chyba zbyt wczesnym osądem. Frances raczej nie okazywała podekscytowania. Może randką, może i tym całym chłopakiem. Mówiła o tym wszystkim tak ostrożnie, dość trzeźwo. To się Philippie nawet podobało, ale z drugiej strony te bardziej poukładane dziewczęta zwykły przeżywać pierwsze miłosne gry w większym ożywieniu. Być może jednak Frances potrzebowała czasu, o wiele więcej niż parę godzin przy stoliku. – Nie ma niczego dziwnego w niezręczności, dla was obojga to nowe doświadczenie. Byliście sobie obcy, ale chyba… dziś wiesz już o nim więcej. Udało wam się odnaleźć później wspólny język? – zapytała ostrożnie, nie chcąc też przesadzić z nadmiernymi osądami. Gdyby to była Belvina, albo nawet Keat czy Bojczuk, to nie patyczkowałaby się tak jak w przypadku Frances. Wciąż za mało alkoholu wypełniły. Należało to szybko zmienić.
– A powinnaś. Wiedzą o nim wszystko. Nie podsunęliby nam żadnego świństwa. Nie ośmieliliby się – odrzekła nadzwyczaj pewnie. Triumfalny uśmiech ani na moment nie przygasał na jej ustach. – Śmiało, Frances – dodała, biorąc kilka przyjemnych łyków. Te nowe smaki podobały jej się. Były inne, rozkosznie inne, kiedy tydzień za tygodniem zalewała ich wciąż ta sama rzeka wódki i rumu. Kobiety podobno potrzebowały urozmaiconych alkoholowych opcji. Dziś mogły mieć wszystko. – Jak pani Boyle kogoś złapie, na pewno szybko się dowiemy. Do tego czasu musimy sobie jakoś radzić. Ona wybiera, wiesz, po swojemu – oznajmiła z charakterystycznym tonem, który wskazywał na drugie dno tej kwestii. Obie wiedziały przecież, że Dorothea miała świetne oko do barmanek – brała je znikąd, brała je niepewne, wyciągała z ulicy, a potem przeradzały się w prawdziwe portowe syreny. – Skup się na swoim zajęciu, Frances. Ty jedna możesz zajść dalej, niż ktokolwiek z nas. Jesteś naprawdę zdolna. Podejrzewam, że jeszcze trochę i porzucisz ten port. Stolica na ciebie czeka. – Bo i o porcie rzadko kiedy mówiło się jak o części wielkomiejskiego, londyńskiego świata. To był raczej konieczny odmęt, do którego przyznawano się niechętnie. – Więc nic byś nie zrobiła? A co jeśli jakiś mężczyzna naprawdę by ci się spodobał? – zapytała, przechylając lekko głowę. Zamyślonym spojrzeniem mknęła po idealnie gładkiej skórze towarzyszki. – Czasem ryzyko związane ze wstydem jest niewielkie w porównaniu z tym, co możesz zyskać.
Przymioty owego młodzieńca zdawały się dość dobrze komponować z obrazem potencjalnego kandydata dla siostrzanej duszy. To jakiś mądry typ, wiek podobny, maniery poprawne. Czy nie tego chciała? Oczywiście, że nie działało to tak – cechy same w sobie mogły nie zachęcać jej serca, ale najwyraźniej nie dobrano ich aż tak kiepsko w tym konkursie. – W ministerstwie. Brzmi jak dobra partia. Jest jakąś szychą? Chociaż nie, skoro młody, to pewnie dopiero tam zaczyna – rozmyślała głośno, ale i pozwoliła sobie na nutę uznania. – Zaraz… Dudley? Tamten typ też się tak chyba nazywał. Albo jakiś Daniel? Nie pamiętam – wymruczała, sięgając znów po kilka łyków. Raczej wątpliwe, by ci dwaj Dudley'owie byli jednym i tym samym dzikim chłopcem od książek.– Doleję ci – wtrąciła, skupiając się na dalszej części opowieści podczas wypełniania kieliszka. Podsunęła też talerz ze smakołykami. Skradła jedno ciasto i wygodniej rozsiadła się na ulubionej sofie. – No proszę, rozkręcasz się,  trzy spotkania. To nie brzmi jak jedna ustawiana, niezbyt zachwycająca randka. Lubisz go. Opowiadałaś coś Keatowi?
Oczywiście, że nie, ale przecież coś musiała odpowiedzieć.


Powrót do góry Go down
Frances Burroughs
Frances Burroughs

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f132-doki-flat-street-6-4 https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Zawód : Alchemiczka w Św. Mungu, przyjmuje prywatne zlecenia
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Such a waste of time
You don't ever have to walk alone, you see
Come on take my hand
Baby won't you walk with me?
OPCM : 5
UROKI : 2
ELIKSIRY : 20
LECZENIE : 3
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Przed wejściem - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Przed wejściem   Przed wejściem - Page 2 I_icon_minitimeYesterday at 4:25

Panna Burroughs nie posiadała tej pewności siebie, jaką posiadała Phillie. Może i była ładna oraz posiadała sporo wiedzy w swojej dziedzinie i umiała się zachować, nie należała jednak do śmiałych, pewnych siebie kobiet, za którymi mężczyźni najchętniej wodzili wzrokiem. Była nieśmiała, nie posiadała pewności siebie, a nie raz w obecności przystojnych i szarmanckich przedstawicieli płci przeciwnej serduszko dziewczyny niebezpiecznie przyspieszało a ona czasem gubiła język w różowych ustach. Pozostało jej mieć nadzieję, że jeśli pojawią się kolejne randki będą one z mężczyznami co najmniej na poziomie pana Sheridana. Dziewczyna miała świadomość, że mogła trafić o wiele gorzej niż uprzejmy, oczytany i dobrze wychowany młody czarodziej. Delikatny, nieśmiały uśmiech zarysował się na jej ustach, gdy kolejne pytanie opuściło siostrzane gardło.
-Nie, nie żałuję. W zasadzie… - Urwała, by zastanowić się nad odpowiednim doborem słów. - Cieszę się, że pierwsza randka minęła mi w jego towarzystwie. Mogłam trafić gorzej. - Tajemnicze słowa opuściły jej usta. Frances nie widziała sensu, by dokładniej określać swoje słowa. Była pewna, że panna Moss doskonale odczyta sens jej słów. Jednocześnie blondynka nie była bardzo chętna do zwierzeń, ze swoich własnych uczuć. Owszem, polubiła tamtego mężczyznę, była to jednak znajomość świeża i niepewna, nawet jeśli planowali trzecie spotkanie, jedynie jedno z nich panna Burroughs nazwałaby pełnoprawną randką. Blondynka nie miała pewności, że ta znajomość do czegoś doprowadzi, nie tylko w romantycznym sensie relacji między czarodziejem a czarownicą. Równie dobrze mogli się po prostu zaprzyjaźnić, biorąc pod uwagę łączące ich zainteresowania. Było jednak za wcześnie, aby dziewczyna mogła cokolwiek jasno określić. Zapewne miną długie tygodnie, nim Frances zauważy, jakie jest podłoże ich znajomości i kolejne kilkanaście dni, nim zaakceptuje stan rzeczy (bądź ucieknie w bezpieczne ściany swojej bańki) oraz pogodzi się z własnymi odczuciami.
- Właśnie dlatego nie żałuję, że padło na niego. Czułam się… swobodniej wiedząc, że nie tylko dla mnie jest to ciężkie przeżycie. - Kolejne pytanie sprawiło jednak, że policzki blondynki zarumieniły się w delikatnym zawstydzeniu. Och, czy Phillie naprawdę sugerowała coś, co przeszło jej przez myśl? - Nie doszło do niczego nieprzyzwoitego… Ale oboje dzielimy podobne zainteresowania, mieliśmy o czym rozmawiać. - Odpowiedziała, przenosząc spojrzenie gdzieś, na zniszczone klepki podłogi. W swej niewinności Frances czuła się zawstydzona samymi, skrzętnie ukrytymi sugestiami wszelkich nieprzyzwoitości. Romanse znała jedynie z książek, tych przyzwoitych bez obfitych scen miłosnych uniesień dwóch splecionych ze sobą ciał.
Mimo swojego wieku mogła pochwalić się zupełnym brakiem jakichkolwiek doświadczeń w tej kwestii. Nawet słodkie pocałunki były dla niej czymś tajemniczym nieznanym.
Blondynka zaśmiała się pod nosem, na kolejne słowa siostry, zadowolona z chwilowej zmiany tematu. Dziewczyna uniosła nawet kieliszek do ust, by upić kolejny łyk. Och, to z pewnością namiesza jej dziś w głowie!
- Owszem, wiedzą. Jednak to co zwykli pijać jest w stanie powalić mnie na łopatki już po kilku, nawet najmniejszych kieliszkach. - Odpowiedziała z wyraźnym rozbawieniem w głosie. Ach, nie było tajemnicą, że panna Burroughs nie należała do kobiet, które posiadały mocną głową. Nie była również kobietą, która chciałaby się upijać - wychodziła z założenia, że takie zachowania jej nie przystoiły młodej pannie takiej, jak ona. Poraz kolejny kieliszek powędrował do jej ust powoli, stopniowo wprowadzając jej mięśnie w stan delikatnego rozluźnienia.
- Ach tak, ja z pewnością nie byłabym jej wyborem. - Dodała równie rozbawionym tonem, co wcześniej. W jej pojęciu, nie było trudno się domyślić, że panna Burroughs z pewnością nie pasowała do dziewczyn pani Boyle. One zawsze wydawały jej się pewne siebie, stanowcze i silne co stanowiło przeciwieństwo eterycznej blondynki, jaką była Frances. Delikatny uśmiech ponownie rozjaśnił buzię dziewczyny, gdy usłyszała kolejne słowa. Miłym było usłyszeć, że ktokolwiek wierzył w jej umiejętności i szanse na lepszą przyszłość. Zależało jej na tym, na wyrwaniu się z doków; osiągnięciu sukcesów i zdobycia sławy w naukowym świecie.
- Każdy byłby w stanie się tego nauczyć, nie osiągnęłam jeszcze nic wielkiego. - Odpowiedziała skromnie, wzruszając delikatnie ramionami. W końcu, nie było jeszcze czego wychwalać. Każdy był w stanie nauczyć się warzenia eliksirów, ukończyć kurs bądź przy dobrych znajomościach zająć jej posadę. Jak mawiają, jedna jaskółka wiosny nie czyniła.
I gdy już myślała, że niezręczny temat się oddalił, ten znów powrócił niczym bumerang.  ust blondynki wyrwało się ciche westchnienie, po którym panna Burroughs wypiła pół kieliszka na raz. Nie wiedziała, czy powinna odpowiadać na zadane pytanie które było skomplikowane w swojej naturze, to też w pierwszym odruchu pokręciła przecząco głową. Dając sobie czas na zastanowienie się ile powinna ujawnić. A może właśnie tego potrzebowała, aby nabrać odwagi? Porady doświadczonej kobiety, wiedzącej jak obchodzić się z mężczyznami?
- Dopiero zaczyna w Ministerstwie. - Sprostowała, wzruszając ramionami. W końcu to nie zawód decydował o wartości czarodzieja, chociaż był w stanie wiele o nim powiedzieć. Po dwóch spotkaniach Frances była w stanie stwierdzić, że pan Sheridan z pewnością należał do bardzo ambitnych mężczyzn.
- Keat nie interesuje się tym, co się ze mną dzieje. - Odpowiedziała, może trochę za hardo, niż powinna. Była jednak pewna, że brata nie obchodzi to, z kim się spotyka. Śmiałaby nawet stwierdzić, że nie zainteresowałoby go, gdyby nagle miała stanąć na ślubnym kobiercu. Ten temat wydawał jej się jednak nawet bardziej niezręcznym, niż wspominanie o byłych miłostkach. W końcu siedziała tu z kimś, kto dla jej brata był o wiele ważniejszy od niej. I Frances doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
Kolejna porcja alkoholu wylądowała w gardle panny Burroughs, odrobinę rozwiązując jej język. Gdzieś, podświadomie czuła, że powinna zmienić temat… I potrzebowała kilku rad w tej, jakże nieznanej jej materii.
- Wiesz, ja naprawdę nie odważyłabym się czegokolwiek zrobić, gdyby mężczyzna mi się podobał… - Zaczęła, sięgając do talerza i wyciągając z niej ulubioną czekoladkę, by jej kawałek mógł wylądować w jej ustach, zapewniając jej chwilę zwłoki. - W piątej klasie, podobał mi się taki jeden krukon. Był bardzo inteligentny, a gdy opowiadał o gwiazdach w pokoju wspólnym... Ach, to trzeba było zobaczyć. Zanim się odważyłam, zaczął umawiać się z jedną ślizgonką. - Frances upiła kolejny łyk. - Później, w szóstej klasie spodobał mi się jeden gryfon. Historia była podobna, z tym, że zaplątała mi się stopa w szatę i spędziłam kolejne kilka godzin w skrzydle szpitalnym... - Przerwała z wyraźnym wahaniem, nie wiedząc czy powinna wyjawić kolejny sekret, będąc w nim w pewien sposób zawstydzona. W końcu, Frances upiła kolejny łyk rozwiązującego język alkoholu. - Ostatnio podobał mi się nauczyciel z kursu. Nie był dużo starszy... Och, Phillie, jakbyś usłyszała jak opowiadał o temperaturze warzenia eliksiru przebudzenia! Jak się zakończyło, pewnie będziesz w stanie się domyślić. Brakuje mi odwagi. - Zakończyła, wlepiając spojrzenie szaroniebieskich oczu gdzieś na talerz ze smakołykami.




Our life dictates a certain  .
kind of wardrobe.

Powrót do góry Go down
 

Przed wejściem

Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Dalsze dzielnice :: Doki, Pont Street 13/5-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20