Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Kuchnia
AutorWiadomość
Kuchnia [odnośnik]07.07.19 9:09

Kuchnia

Wąskie pomieszczenie z pojedynczym oknem ukrytym między drewnianymi szafkami, dokładnie na przeciwko drzwi. Nie mieści się w nim wiele oprócz wspomnianych szafek, kuchenki i niewielkiego stoliczka z dwoma krzesłami.
[bylobrzydkobedzieladnie]
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Kuchnia [odnośnik]07.07.19 10:08
23 grudnia

Czas przed samymi świętami Bożego Narodzenia to nie najlepsza pora na odwiedziny, zwłaszcza w progach drugiej kobiety; Poppy doskonale zdawała sobie sprawę, że to okres gruntownych porządków, wielkiego sprzątania domostwa - ona zawsze nazywała to wielkim sprzątaniem, chociaż nie robiła więcej niż zwykle, zazwyczaj po prostu czyściła i tak doskonale czyste szafki, miała naturę pedantki - oraz przygotowań do tego niezwykłego i magicznego święta. Zwłaszcza w kuchni. Poppy w swojej spędziła długie godziny, przygotowując świąteczne smakołyki, zwłaszcza ciasta, ciasteczka i inne słodkości; miała potwornie gruby pęk listów z życzeniami, cały stół w salonie zastawiony był drobnymi paczkami, które Sabrina, pomimo parszywej niepogody, dzielnie dostarczała w każdy zakątek Wielkiej Brytanii, by przyjaciele i znajomi panny Pomfrey uśmiechnęli się choć odrobinę.
Zbliżało się Boże Narodzenie, a na ustach mało kogo gościł właściwy, radosny uśmiech; ponad świątecznie przystrojone choinki i prezenty nie było powodów, by się cieszyć. Sytuacja polityczna w Wielkiej Brytanii od miesięcy to równia pochyła, a do tego jeszcze... Tuż po świętach zaplanowano spotkanie Zakonu Feniksa w starej chacie. Poppy wiedziała, że to będzie noc, kiedy jej przyjaciele wyruszą do ponurego Azkabanu - nie mogli dłużej już zwlekać. Sama ich tam wysłała, czuła się temu winna, czuła się z tym paskudnie. Nocami nie mogła zmrużyć oka, martwiąc się o dzieci, o Zakonników, o to czy sobie poradzą. Czy zdążą użyć kamienia wskrzeszenia na czas? Poppy dobijało przejmujące poczucie winy.
W jednym z listów, które niosła Sabrina w śnieżną, upiorną zamieć, obiecała ukochanej kuzynce, że ją odwiedzi; tyle czasu minęło od ich ostatniego spotkania, a czyż nie było lepszej pory niż Boże Narodzenie? Oczywiście, byłoby lepiej, gdyby pojawiła się tu dwudziestego piątego, czy dwudziestego szóstego, albo najlepiej po świętach, Maeve pewnie chciała spędzić święta z rodzicami i bratem, ale...
... co jeśli potężna anomalia w Azkabanie wybuchnie znów? To tak potężna siła, że przekraczała czyjekolwiek pojęcie.
Popołudniu dwudziestego trzeciego grudnia, wystrojona w odświętną, błękitną sukienkę z białymi guziczkami na piersi i zdobieniami z misternego haftu, włożyła na siebie gruby płaszcz i wezwała Błędnego Rycerza. Dostanie się na Cockerell Road 3 zajęło jej zaledwie kilka minut i kosztowało parę knutów; mieszkały w różnych częściach Londynu, a Prang pędził po nim jak szalony. Poppy czasami wolała zamykać oczy i nie widzieć co się dzieje na drodze. Wyszła z magicznego autobusu lekko skołowana, musiała chwilę trwać na klatce schodowej kamienicy Maeve, opierając się o ścianę, by to paskudnie uczucie przeminęło. Dopiero potem wspięła się po schodach, z wiklinowym koszem przewieszonym przez przedramię, odnajdując mieszkanie z numerem czternaście - i zapukała lekko, czekając na otwarcie drzwi, bądź zaproszenie.
Poppy Pomfrey
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
Re: Kuchnia [odnośnik]07.07.19 18:30
Żałowała, że nie udało im się spotkać wcześniej. Od wspólnego wypadu do schroniska, z którego wróciły z pustymi rękami, minęły całe wieki. W międzyczasie stało się tyle dziwnych, przerażających rzeczy... Od prawie dwóch miesięcy nad Anglią szalała burza, która z upływem czasu przemieniła się w potężną śnieżycę. To nie tylko utrudniało podróżowanie, ale i kontaktowanie się drogą listowną; Maeve ograniczała korespondencję do niezbędnego minimum, nie chcąc ryzykować zdrowiem swej sówki Artemizji. Cieszyła się więc, że mimo tych przeszkód nie tylko udało im się skontaktować, ale i Poppy zamierzała złożyć jej przedświąteczną wizytę.
Zamierzała spędzić święta w rodzinnym domu, z tego powodu nie przygotowała się na przyjmowanie w mieszkaniu gości; nie ubrała choinki, nie rozwiesiła żadnych ozdób. Dopiero plany, które poczyniły z kuzynką sprawiły, że zadbała o porządek trochę bardziej niż zwykle, wciąż jednak na próżno było szukać łańcuchów i stroików. Za to szklana kula z kotem bawiącym się w śniegu, którą od niej dostała, zajmowała honorowe miejsce na stoliczku przy łóżku. Zarówno ona, jak i szkicownik oraz ciasto przyniesione przez Sabrinę wywołały na jej twarzy szeroki uśmiech; Poppy potrafiła poprawić humor nawet w tak strasznych czasach jak te.
Oczekiwała jej odrobinę zdenerwowana - miała nadzieję, że Ernie prowadził Błędnego Rycerza spokojniej, wszak przez ten nieustający deszcz i niskie temperatury drogi musiały być skute lodem. Ulżyło jej dopiero wtedy, gdy usłyszała ciche pukanie, to musiała być ona. Poderwała się z zajmowanego do tej pory łóżka, odkładając na bok trzymany w dłoniach szkicownik; próbowała zrelaksować się rysowaniem, choć troska o zdrowie Poppy uniemożliwiała skupienie się. Odruchowo wyciągnęła z kieszeni różdżkę, choć była praktycznie pewna, że na korytarzu stoi jej gość. Spojrzała przez wizjer, by następnie odryglować i otworzyć szeroko drzwi.
- Poppy! - powitała ją z mimowolnym uśmiechem wyginającym usta; naprawdę cieszyła się, że mogą się w końcu zobaczyć. Dopiero, gdy wypuściła ją z ramion, pozwoliła jej przekroczyć próg i rozebrać się z pokrytego śniegiem płaszcza.  - Dziękuję, że jesteś. Mam nadzieję, że Prang nie jechał jak wariat... - urwała, spoglądając ku twarzy kuzynki z troską i uwagą. Po tym, jak odebrała od niej okrycie i wiklinowy koszyk, obie skierowały się ku niewielkiej, rozświetlonej sztucznym światłem kuchni. - Śmiało - mruknęła i wskazała dłonią jedno z krzeseł, odstawiając przy tym koszyk na szafkę. - Czego się napijesz, Poppy? Kawy, herbaty? - Spojrzała ku niej ponownie, ruszając ku komodzie z kubkami i filiżankami. Zanim przejdzie do podziękowań, wręczania prezentu i wypytywaniu, co u niej, musiała zadbać o samopoczucie gościa.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Kuchnia [odnośnik]09.07.19 20:30
Od wizyty w schronisku dla zwierząt minęło rzeczywiście kilka tygodni, ale tyle się działo, że Poppy nie zauważyła ich upływu. Miała tyle pracy i obowiązków, czas przeciekał jej przez palce i nie wiedziała kiedy to się dzieje, a wciąż brała nowe na swoje barki. Czuła wyrzuty sumienia, że za mało czasu poświęca rodzinie - a przecież niewiele Poppy jej zostało. Niedawno pogrzebali wuja Manfreda.
- Cudownie cię widzieć, Maeve, tyle czasu! - odparła pogodnie, ujrzawszy bliską sercu twarz kuzynki; dostrzegła też różdżkę w ręku, ale nie zareagowała na nią w żaden sposób. To już nie budziło w Poppy zdziwienia. Raczej zadowolenie, że o tym nie zapomniała. W tak trudnych czasach należało pamiętać o wszelkich środkach bezpieczeństwa. Nie ruszać się nigdzie bez różdżki, nie ryzykować. Poppy robiła tak samo, choć gdyby czarnoksiężnicy zapukali do jej drzwi, to na nic by się jej zdała - w ogóle nie potrafiła się pojedynkować. Mimo wszystko czuła się jednak dość bezpieczeństwa; wiedziała, że inni członkowie Zakonu Feniksa dbają o jej bezpieczeństwo, była dla nich cenna, zwłaszcza teraz, kiedy pozostali członkowie jednostki badawczej rozpłynęli się w powietrzu. - Och, moja droga, to ja dziękuję, że znalazłaś dla mnie chwilę przed świętami, pewnie macie z mamą mnóstwo roboty - odparła Poppy, ciesząc się, że znalazła się w ciepłym pomieszczeniu. Nieźle zmarzła. Zsunęła z ramion płaszcz i oddała go kuzynce. Wiklinowego koszyka od niej nie odbierała. - Oczywiście, że jechał jak wariat. Tak jak zawsze. Tak bardzo bym chciała, by przeminęły już problemy z teleportacją. Za każdym razem, gdy wysiadam z Błędnego Rycerza jest mi trochę niedobrze - stwierdziła kwaśno uzdrowicielka, przechodząc krótkim korytarzem za kuzynką do kuchni. Potarła dłonią o dłoń, chcąc je rozgrzać. - Najchętniej to herbatki, kochana. Masz cytrynkę, albo miód? W taką niepogodę to najlepiej z nimi pić. Świetnie rozgrzewa. W koszu znajdziesz jeszcze trochę świątecznego ciasta z orzechami i dżemem jagodowym. Mogę skroić do herbatki. - Jeśli kuzynka potrzebowała pomocy, to wystarczyło, że by powiedziała, ale kuchnię miała tak niewielką, że ciężko byłoby im się tu plątać we dwójkę. Zajęła wskazane krzesło, czekając na jej decyzję. - Wszystko u ciebie w porządku? - dopytała z troską.
Na tyle w porządku, na ile w ogóle może, biorąc pod uwagę wszystko, co działo się wokół. O tym nie musiała mówić głośno, Maeve z pewnością rozumiała. Pewnie i wiedziała sporo więcej od samej Poppy; jako wiedźmia strażniczka zarabiała na chleb, zdobywając poufne informacje. Pannę Pomfrey naszła myśl, czy ich biuro posiada jakieś informacje o tajnej organizacji jaką był Zakon Feniksa - ale o to nie mogła jej zapytać.
Poppy Pomfrey
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
Re: Kuchnia [odnośnik]13.07.19 16:22
- Jak mogłabym nie znaleźć dla ciebie czasu, Poppy - odpowiedziała, wyginając przy tym usta w bladym uśmiechu. To prawda, że przedświąteczne przygotowania, które trwały w domu rodzinnym, wymagały od niej dodatkowego wysiłku i pochłaniały część czasu wolnego. Nie mogła jednak powiedzieć, by Ronan wraz z ojcem nie pomagali; robili co mogli, by podnieść na duchu osowiałą, nie tak przejętą tegoroczną gwiazdką mamą. - Zawsze znajdzie się coś do roboty, ale na szczęście nie jestem z tym sama. Ale Ernie, ja nie wiem, czy on się kiedyś zmieni, czy przybędzie mu rozsądku... - Pokręciła głową, spojrzeniem przekazując kuzynce wyrazy najszczerszego współczucia. W tych czasach nie miały większego wyboru, Błędny Rycerz był jednym z podstawowych środków komunikacji, lecz siedzący za kółkiem Prang zaliczał się do grona niezbyt odpowiedzialnych, brawurowych kierowców; zrezygnować z jego usług nie mogły, nie wszędzie dało się dotrzeć na piechotę, zaś korzystanie z teleportacji było zbyt ryzykowne. Latanie na miotle, zwłaszcza w tej śnieżycy, nie prezentowało się wiele lepiej.
Pokiwała głową, gdy Poppy zdradziła, czego najchętniej by się napiła. Zmarszczyła brwi, próbując przypomnieć sobie, czy posiadała choćby jeden ze wspomnianych dodatków do herbaty. - Miód powinnam mieć, zaraz poszukam, jednak cytryny nie kupiłam - odpowiedziała przepraszającym tonem głosu i powiodła wzrokiem po zawieszonych na ścianach szafkach; nie miała tu wiele miejsca, musiała więc opracować plan, co i w której trzymać. Inna sprawa, że nie posiadała tak wiele rzeczy, jak powinna, by móc nazywać to mieszkanie prawdziwym domem. - Nie kłopocz się, i tak nie ma tu wiele miejsca, a sama mówiłaś, że nie czujesz się najlepiej po podróży. - Posłała jej kolejny uśmiech, by zaraz po tym wyciągnąć z komody dwie porcelanowe filiżanki. Nastawiła wodę, nasypała herbaty i odnalazła miód w szafce pod oknem, na szczęście nie musiała go szukać długo. W końcu wróciła do wiklinowego koszyka, który ważył swoje. - Dziękuję za ciasto i dżem, rozpieszczasz mnie. - Posłała kuzynce kolejny uśmiech. Poppy myślała o wszystkich, nawet w tak strasznych czasach; miała tylko nadzieję, że nie robi tego kosztem siebie i swojego samopoczucia. Po chwili wszystko było naszykowane - na stoliczku pojawiły się dwie parujące filiżanki, talerzyki na ciasto i kolejny z kilkoma ukrojonymi kawałkami, którymi mogły się częstować. Doniosła jeszcze łyżeczki i usiadła w końcu z cichym sapnięciem, skupiając swą uwagę na siedzącym na przeciwko gościu. - Gdybyś potrzebowała więcej miodu, to daj znać. I tak, myślę, że można powiedzieć, że w porządku. - O ile cokolwiek w tych czasach mogło być w porządku. - Cieszę się, że mam Ronana pod ręką, wiesz? Myślałam, że już nigdy nie wróci do Anglii. Żałuję tylko, że do powrotu nakłoniła go ta tragedia... - urwała, przelotnie spuszczając wzrok, smętnie mieszając w swej filiżance. - W pracy mam trochę zamieszania, ale to w sumie nic nowego. Klub pojedynków jest doskonałą okazją do poćwiczenia ofensywy i defensywy. - Umilkła, gdy przypomniała sobie pojedynek z Floreanem i to, w jaki sposób się zakończył. Nie miała jeszcze okazji porozmawiać z Poppy o potańcówce, lecz nie chciała zalać jej potokiem informacji o sobie. Był ciekawa, co słychać u niej, jak się trzyma. - W sumie, muszę opowiedzieć ci o jednej dziwnej sytuacji, ale najpierw powiedz mi, co u ciebie. Jak się czujesz? Dbasz o siebie?


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Kuchnia [odnośnik]19.07.19 14:06
- Myślisz, że nie zdaję sobie sprawy z tego, że pewnie macie mnóstwo pracy, co? Wiem, że nie możesz mi o niczym opowiedzieć, ale takie mamy czasy, że się domyślam... - odparła Poppy, kręcąc przy tym głową i unosząc dłoń w energicznym geście, jakby odganiała od siebie muchę, dając Maeve do zrozumienia, że na pewno mogłaby nie znaleźć czasu na pogaduszki - ale ona bynajmniej by się o to nie pogniewała. Ją samą w ostatnich miesiącach przytłaczał nadmiar obowiązków. Zdecydowanie niezwiązanych ze świątecznymi przygotowaniami. - W domu zawsze jest coś do roboty - stwierdziła Poppy z ciepłym uśmiechem. To znaczy: dobra gospodyni zawsze znajdzie coś do zrobienia. Zawsze można coś posprzątać, przetrzeć, uporządkować, firanki wyprać, by na pewno były czyste, poukładać w szafie ubrania kolorami, wyprasować skarpetki. Poppy zawsze znajdowała sobie podobne zajęcia i czasami jej mieszkanie, choć przytulne, było tak pedantycznie uporządkowane, że przywodziło trochę na myśl salę szpitalną.
- Ernie chyba nigdy się nie zmieni, obawiam się - burknęła z zawodem. Prang po prostu nie widział w swoim zachowaniu i stylu prowadzenia Błędnego Rycerza nic niestosownego, nie widział zarazem powodu do zmiany. Dopóki anomalie będą zakłócać działanie energii w eterze, będzie skazana na te szalone podróże, bo lot na miotle w taką pogodę mógł być dla Poppy jeszcze bardziej nieprzyjemny w skutkach.
- Jeśli nie masz, to nie szkodzi, sama herbata wystarczy, oczywiście - zapewniła ją łagodnym tonem, nie było się czym przejmować, ani miód, ani cytryna nie były niezbędne. - Ależ to żaden kłopot! - zapewniła kuzynkę, ale została na krześle, świadoma, że jeśli będą krzątać się po tej niewielkiej kuchni obie, to wszystko zajmie im więcej czasu i jeszcze narobią bałaganu. - Zasługujesz na rozpieszczanie, kochana!
Dobrze było widzieć na twarzy Maeve uśmiech, choć blady, ostatnie miesiące jej także nie rozpieszczały. Strata brata była dotkliwa i odbijała się w jej oczach, Poppy to dostrzegała, bo sama dobrze znała to uczucie. Zbyt dobrze. Starała się więc być obok, choć nie zawsze mogła, robiąc wszystko, by przynieść Maeve pocieszenie - w jakiejkolwiek formie, nawet domowego ciasta.
- Dziękuję, słodziutka - powiedziała z uśmiechem, kiedy kuzynka zajęła już miejsce naprzeciwko, a na stole pojawiły się filiżanki i ciasto. Spróbowała swojej herbaty bez zwłoki. - Jest idealnie - stwierdziła; choćby nawet lubiła większą ilość miodu, to wolała nie kłopotać już krewnej. - Dobrze to słyszeć, jeszcze lepiej, że w końcu do nas wrócił. Mam nadzieję, że uda mi się z nim niebawem zobaczyć, pewnie ma dużo do opowiadania. - Na chwilę ożywiła się, słysząc, że brat Maeve był już w kraju, ale zmarkotniała przypominając sobie o powodzie. Ciężkie westchnięcie wyrwało się z ust Poppy. - Tak, to wielka szkoda... - szepnęła, obracając w dłoniach filiżankę; tyle razy składała już kuzynce kondolencje, zapewniała jak jej przykro i próbowała pocieszać, że kolejna próba przyniesienia jej pociechy wydawała się Poppy w tym momencie nie na miejscu. Nie chciała wsadzać palca w ranę, która jeszcze się nie zasklepiła. - Ważne, że wrócił - dodała ledwie słyszalnie, obdarzając Maeve pełnym współczucia spojrzeniem. Ona sama zmieniła temat, uzdrowicielka nie naciskała na zwierzenia.
Skrzywiła się trochę, słysząc o klubie pojedynków, ale zacisnęła usta w wąską kreskę. Nie popierała celowego robienia sobie krzywdy i wystawiania na urazy, ale jednocześnie była świadoma, że Maeve powinna była ćwiczyć zaklęcia ofensywne i defensywne. Miała niebezpieczny zawód - to, że go miała to był już zupełnie inny temat i Poppy mogła nad tym zawodzić godzinami... - i powinna była być przygotowana na każdą ewentualność.
- Nie jest źle, Maeve, nie jest źle - westchnęła znów ciężko. Dobrze nie było, bo jakże by mogło? Nie chciała jednak mówić więcej, bo o prawdziwych przyczynach swego zmartwienia mówić po prostu nie mogła. - Dużo pracuję, czuję się jedynie trochę przemęczona, pobieram dodatkowe nauki astronomii i alchemii, wiesz? Myślałam nawet o podjęciu dodatkowego kursu alchemicznego, by uzyskać licencję alchemiczną... - zastanowiła się. - Ale to nic. Tylko takie mrzonki. Opowiedz mi lepiej co to za sytuacja.
Poppy Pomfrey
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
Re: Kuchnia [odnośnik]22.07.19 10:26
- Wszyscy mamy mnóstwo pracy, Poppy, takie czasy - odpowiedziała z krzywym uśmiechem. Oczywiście, departament przestrzegania prawa był wyjątkowo zajęty, lecz nowy minister robił wszystko, by nie wtykali nosa w nieswoje sprawy. Czarodzieje innych profesji nie mieli lżej: Mung pękał w szwach, a uczniowie Hogwartu potrzebowali szczególnej opieki. Anomalie utrudniały zaś życie wszystkim, bez wyjątku. - Masz rację - dodała, mówiąc zarówno o domowych obowiązkach, jak i o brawurowej jeździe Erniego. Zamieszała w swojej herbacie, z jej piersi wyrwało się ciche westchnienie. Próbowała odgonić od siebie te niezbyt wesołe myśli dotyczące szpitala, ministerstwa i panujących w kraju niepokojów, jednak nie było to takie proste. Musiała się skupić na tu i teraz, na swym gościu, by wykorzystać obecność Poppy do maksimum - kto wie, kiedy znowu znajdą czas na rozmowę? Wzniosła wzrok na twarz kuzynki i wygięła usta w weselszym uśmiechu. - Jesteś zbyt dobra, mam nadzieję, że jesteś tego świadoma - zaśmiała się krótko; nie znała wielu takich czarodziejów jak panna Pomfrey. Uczynnych, pomocnych, służących dobrą radą, a do tego rozpieszczających ciastem domowej roboty. Kuzynka była prawdziwym skarbem, zaś ona - pogrążona w żałobie, z piersią ściśniętą żalem i goryczą - obawiała się tylko, czy ktoś nie postanowi tego wykorzystać. Trudno było nie dostrzegać w otaczających ich ludziach samych najgorszych cech: chciwości, tchórzostwa, egoizmu... Może przemawiała przez nią uraza, a może był to po prostu przygnębiający realizm.
Pokiwała energicznie głową, gdy temat zszedł na Ronana. - Oczywiście. Najważniejsze, że wrócił. Nie wiem, czy słyszałaś, ale zaczął pracować dla Rosierów... - urwała, wymieniając z kuzynką znaczące spojrzenia. Obie doskonale wiedziały, co stało się w Stonehenge i że wybór rezerwatu Greengrassów byłby wiele bezpieczniejszą decyzją. - Mam jednak nadzieję, że szybko się stamtąd wyniesie. - Nie mogła go do niczego zmusić, nie chciała również witać go w Anglii naciskami i kłótniami z powodu wybranego rezerwatu. Rozumiała, że pewnie nie chciał wracać do nich bez znalezienia nowego miejsca pracy, że potrzebował tego, by czuć się pewniej. Wolałaby jednak, by porozmawiał z nią o tym pomyśle, nim dopełnił wszelkich formalności.
Widziała smutek w oczach kuzynki; nie chciała sprawić, żeby czuła się źle, jednocześnie nie umiała nie myśleć o Calebie. Wiedziała też, że Poppy nie popiera pojedynkowania się, lecz nie mogła zrezygnować ze spotkań, jeśli nie chciała wyjść z formy. Westchnęła ponownie, powoli nakładając sobie kawałek ukrojonego chwilę temu ciasta. Wzniosła wzrok z talerzyka na siedzącą na twarz towarzyszki, mimowolnie wyginając usta w niewielkim uśmiechu. - Dlaczego mrzonki? Uważam, że to dobrze, że chcesz się dalej rozwijać, Poppy. Jeśli tylko masz na to siłę, to trzymam kciuki. Nie miałabyś problemu z łączeniem pracy i uczęszczaniem na ten kurs? - zapytała z entuzjazmem. nie miała pojęcia, jak często odbywały się spotkania i czy Poppy mogłaby bez problemu kursować między Hogwartem a miejsce, gdzie chciała zgłębiać alchemię. - Sama jednak mówisz, że czujesz się przemęczona... Pomyśl, czy nie będzie to dla ciebie zbyt wiele. Albo co możesz zrobić, żeby znaleźć czas na naukę alchemii i astronomii, a jednocześnie nie zamęczyć się. - Spojrzała na nią z troską; z jednej strony uważała to za bardzo dobry pomysł, dalszą naukę, rozwijanie się, alchemia szła w parze z uzdrowicielstwem. Z drugiej jednak, nie chciała, by kuzynka ugięła się pod ciężarem nałożonych na siebie obowiązków i stawianych przed sobą wymagań. - Och. To nic wielkiego - mruknęła, machając przy tym lekceważąco dłonią. Sama nie wiedziała, jak zabrać się do tego tematu, a przy tym nie zacząć się rumienić. Poza tym, w emocjach obiecała Floreanowi, że nie będzie o tym z nikim rozmawiać... Lecz dopóki nie wspomni jego imienia, to nie powinien być problem, prawda? - Jakiś czas temu przechadzałam się Pokątną i nieznajomy zaprosił mnie na potańcówkę. Tak po prostu. - Wzruszyła ramionami, próbując trzymać nerwy na wodzy. - Zgodziłam się, choć nie wiem dlaczego. Kupiłam nową sukienkę, szykowałam się, jakby to była nie wiadomo jaka okazja... - urwała, z każdym kolejnym słowem czując się coraz gorzej. Zrobiła z siebie idiotkę, czy naprawdę chciała o tym opowiadać Poppy? - Było bardzo miło. Choć dziwnie. Zachowywałam się, jakbym nie była sobą, wiesz? Później... wpadłam na niego jakiś czas później, ale powiedział, że to był taki... jednorazowy wypad. - Skrzywiła się na wspomnienie tamtej rozmowy w herbaciarni. Bardziej była jednak zła na siebie, na swą głupotę i emocje, których nie potrafiła kontrolować, niż na Floreana.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Kuchnia [odnośnik]25.07.19 17:07
Machnęła dłonią, zbywając komplement kuzynki, wcale nie była taka znowu dobra. We własnym mniemaniu nigdy nie była dość dobra, co najwyżej przeciętna, ot co. Zawsze znajdywało się coś, co mogła jeszcze zrobić. Wtedy czuła się sama lepiej na duchu; czy to z jednej strony nie było egoistyczne? Zastanawiała się nad tym czasami.
Akurat wbiła widelczyk w ciasto i unosiła do ust, by choć słodycz kremu przyniosła pocieszenie na smutek, który przyniosło wspomnienie Caleba, kiedy... zaczął pracować dla Rosierów... Widelczyk upadł z brzdękiem na talerzyk, a Poppy wybałuszyła oczy, po twarzy przemknął cień szoku i strachu zarazem. - Jak to dla Rosierów? Dla Tristana Rosiera? - Mordercy i czarnoksiężnika? Człowieka, który zdarł zaklęciem twarz Benjaminowi i pozbawił jego siostrę oka? Serce Poppy prawie wyskoczyło z piersi na myśl, że jej kuzyn może pracować w rezerwacie tego obrzydliwego człowieka. - Maeve, on nie może. Musisz go przekonać, aby stamtąd odszedł - wyszeptała nerwowym tonem, czując, że drżą jej ręce; ukryła to pod stołem, splatając je na podołku. Na usta cisnęly się jej kolejne słowa, ostrzegające Maeve, by wymusiła to na Ronanie, jeśli nie chce stracić kolejnego brata, ale ugryzła się w język. Nie mogła drążyć tego tematu, nie mogła powiedzieć dlaczego Clearwater nie powinien pracować w rezerwacie tego mordercy, nie wyjawiając jednocześnie sekretu istnienia Zakonu Feniksa.
- Nie sprawdzałam jeszcze godzin, w których odbywają się zajęcia, ale jeśli byłby możliwy kurs wieczorowy... Może udałoby mi się dogadać z profesorem Dippetem. Myślę, że i on byłby zadowolony, mając w skrzydle alchemicznym wykwalifikowanego alchemika - podjęła temat kursu ochoczo, chcąc odejść od grząskiego gruntu; wzruszyła ramionami, lekceważąc to, że mogłoby to być już dla niej zbyt wiele. Uzdrowicielka miała naturę pracoholika. Brała na swoje ramiona cały ogrom obowiązków, nigdy się na nie nie skarżyła, nawet gdy uginała się pod ich ciężarem. Inaczej jednak żyć nie potrafiła: bezczynność wprawiała ją poczucie marnotrawienia czasu i bezużyteczności. Potrzebowała czuć się komuś potrzebną: jako uzdrowiciel, alchemik, przyjaciółka. - Zresztą: nauka astronomii sprawia mi ogromną przyjemność. Żałuję, że nie przyłożyłam się do niej mocniej w szkole - stwierdziła z żalem Poppy; czuła wyrzuty sumienia, prawda była jednak taka, że wątpliwe było wówczas wygospodarowanie kolejnych godzin na naukę następnego przedmiotu, kiedy intensywnie przygotowywała się do kursu uzdrowicielskiego.
Sączyła w milczeniu herbatę, czasami jedząc kawałeczek ciasta - gdy dłonie przestały drżeć na myśl, że ukochany kuzyn mógł paść ofiarą obrzydliwego, paskudnego mordercy - i słuchała opowieści Maeve.
- Hmmm... - zastanowiła się brunetka, a między ciemnymi brwiami pojawiła się płytka zmarszczka; w pierwszej kolejności przyszło jej do głowy, że to może po prostu jakiś bawidamek postanowił zabawić się uczuciami niewinnej, skrzywdzonej dziewczyny. Maeve cierpiała i potrzebowała bliskości, każdy tego potrzebował, nietrudno wtedy człowieka zwieść. Z drugiej jednak strony... Opowiadała o tym tak, jakby nie bardzo wtedy wiedziała co robi, a przecież czytała w Proroku Codziennym o... - A kiedy to było, Maeve? To nie czasem początek listopada? Czytałam w gazecie o pewnym... skrzacie. Uciekł z Hogwartu, miał na imię Kupidynek, myślał, że robi dobrze... Wiesz: bardzo dosłownie potraktował swoje imię i strzelał w czarodziejów i czarownice z procy strzałkami nasączonymi amortencją. Ludzie zakochiwali się w pierwszej osobie, którą ujrzeli.
Być może w tym tkwiła przyczyna całego tego jednorazowego wypadu? Jeśli nie: będzie musiała go znaleźć i wytargać za uszy, bo mącenie w uczuciach i myślach Maeve było absolutnie nie do przyjęcia.
Poppy Pomfrey
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
Re: Kuchnia [odnośnik]26.07.19 15:35
- Poppy? - odezwała się z troską, gdy widelczyk kuzynki z brzękiem upadł na talerzyk z ciastem. Nie spodziewała się aż tak gwałtownej reakcji; nie wiedziała również, czy słyszała ona o obecnym miejscu zatrudnienia Ronana, czy ta informacja nie dotarła jeszcze do jej uszu. Równie dobrze mogli wymienić kilka listów, poruszyć już ten temat... - Tak, znalazł pracę w rezerwacie w Kent - dodała cicho, wyginając przy tym usta w grymasie smutku. Nerwowość siedzącej przed nią Poppy nie umknęła jej uwadze. Brakowało jej świadomości, do czego zdolni są Rosierowie; wiedziała, że na wiecu w Stonehenge otwarcie poparli Czarnego Pana, lecz to nie oddawało ogromu okropieństw, których dopuścił się ich nestor. Znała Hannę jeszcze z czasów Hogwartu, gdyby tylko wiedziała, co się stało, kto za to odpowiadał... Pokiwała głową, podchwytując przy tym płochliwe spojrzenie kuzynki. - Będę z nim o tym rozmawiać, obiecuję. Żałuję, że nie wspomniał o tym choćby słowem zanim zaczął tam pracować. - Nie przypuszczała nawet, że napięcie to wywołane było czymkolwiek innym niż deklaracją, o której przeczytać mogły na łamach Proroka. Żałowała, że poruszyła ten temat, nie chciała jej przecież denerwować. Z drugiej strony, musiała podzielić się z nią tą niezbyt radosną wieścią. Nie wyobrażała sobie, by miała pomówić na ten temat z pogrążonymi w żałobie rodzicami.
- Och, mam nadzieję, że uda się wam dogadać. Niewątpliwie, nie tylko ty skorzystałabyś na tym szkoleniu. Lepiej wykwalifikowany pracownik to cenniejszy pracownik. - Przyglądała się twarzy siedzącej na przeciwko czarownicy z uwagą; nie było łatwo zmienić temat, tak samo jak nie było łatwo ocenić, czy dodatkowe szkolenie nie przytłoczy jej. Maeve znała kuzynkę wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że tej trudno usiedzieć w jednym miejscu; ciągle musiała coś robić, a najlepiej pomagać innym. - Myślę, że nie masz czego żałować. Najważniejsze, że odnalazłaś to w sobie i wiesz, że nauka astronomii sprawia ci przyjemność. Masz jakiegoś nauczyciela, czy poszerzasz horyzonty na własną rękę? - Wygięła usta w pokrzepiającym uśmiechu; łatwiej było uspokajać innych niż siebie. Doskonale rozumiała, skąd brały się wyrzuty sumienia Poppy. Sama wolałaby mieć w Hogwarcie czas nie tylko na naukę do SUMów i Owutemów, ale i na rozwijanie artystycznych pasji. Takie wybory nie należały do prostych, lecz poświęcenie się temu, co uznały za najważniejsze, doprowadziło je do celu.
Podzieliła się z kuzynką wspomnieniem tamtego przedziwnego wieczoru, by w końcu zająć się jedzeniem przepysznego ciasta. Mało nie zakrztusiła się jednym kęsem, gdy napomknęła ona o Kupidynku. Wiedziała, że gdzieś już o nim słyszała. Po krótkiej chwili - w trakcie której otwierała szeroko oczy, zdziwiona tym, co stale jej umykało, a co miała pod samym nosem - przypomniała sobie o liście od rzeczonego skrzata, a także o artykule, który pojawił się w Czarownicy. Gdyby tylko przestała się nad sobą użalać i dodała dwa do dwóch...
- Tak, to był początek listopada - przyznała po chwili, kiedy już przełknęła i popiła herbatą. Policzki Maeve pokryły się rumieńcem. W takim razie oboje byli ofiarami, Florean nie miał wobec niej złych intencji. A gdyby to od niego zależało, z pewnością nie miałby żadnych intencji. Nie zwróciłby na nią nawet uwagi, gdyby Kupidynek nie zaczął raczyć ich amortencją. Miała ochotę zapaść się pod ziemię. - To... wiele wyjaśnia - dodała słabo, wbijając wzrok w blat stołu. - Chyba nawet dostałam list od tego skrzata, tylko nie rozumiałam wtedy, że... - urwała i wzruszyła ramionami. Westchnęła z bólem, próbując przestać o tym myśleć.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Kuchnia [odnośnik]27.07.19 18:01
Zacisnęła usta w wąską kreskę, kręcąc przy tym głową; nie odpowiadając Maeve od razu. Chciała, aby kuzynka zdała sobie sprawę z powagi sytuacji, z tego czym groziła praca w smoczym w rezerwacie w Kent komuś, kto miał nieczystą krew. Matka Maeve i Ronana była krewną ojca Poppy, a on poślubił mugolkę, ich rodzina nigdy nie kierowała się durną ideologią czystości krwi. Tyle wystarczyło, by znaleźć się w niełasce nowej władzy. Nie wiedziała jedynie jak to Maeve i Ronanowi wytłumaczyć, bez zdradzania jak weszła w posiadanie podobnych informacji i dlaczego jest taka pewna grożącego smokologowi niebezpieczeństwa. Czy uwierzyliby jej o zbrodniach Rosiera, o których usłyszała od innych członków Zakonu Feniksa? Opuściła wzrok na ciasto, unikając spojrzenia Maeve, która na całe szczęście nie zdecydowała się ciągnąć jej za język. Być może, jako Wiedźmia Strażniczka, posiadała więcej informacji, niż Poppy przypuszczała. Może polegała wyłącznie na tym, o czym przeczytała w gazetach, gdy pisali o Stonehedge. Obiecała jednak z bratem się rozmówić - Poppy pozostało wierzyć, że zdoła przemówić bratu do rozsądku.
Inaczej ona sama będzie musiała się z nim rozmówić. Nie będzie biernie patrzyć, gdy kolejny członek jej rodziny naraża się na niebezpieczeństwo.
- Jest pani Findlay, ale ma już swoje lata... Pewnie niebawem odejdzie na emeryturę... - westchnęła z żalem. Naprawdę lubiła starszą czarownicę, z którą dzieliły się obowiązkami w Skrzydle Szpitalnym. Dzięki temu, że było ich dwie, panna Pomfrey nie musiała być obecna w Hogwarcie przez okrągłą dobę siedem dni w tygodniu, dzięki czemu mogła część czasu przeznaczyć na badania i pracę na rzecz Zakonu Feniksa. Wygospodarowanie dodatkowych godzin na kurs alchemiczny i lekcje astronomii byłoby wyzwaniem, cóż jednak miała innego do roboty? Ani męża, ani dzieci, poza pracą nie zajmowała się niczym innym.
Czasami jedynie marzyło się Poppy spokojne, niedzielne popołudnie spędzone na nauce robótek na drutach.
- Panna Charlene Leighton jest mi ogromnym wsparciem w nauce astronomii. To wybitna alchemiczka, a taka młoda! Wróżę jej świetlaną karierę, naprawdę. Jeszcze o niej usłyszysz. Mało kto wie tyle o gwiazdach co ona. Mam szczęście, że chętnie udziela mi lekcji - odparła Poppy. Sporo uczyła się sama, obserwowała niebo - przynajmniej dopóki nie zasnuły go pierwszego listopada burzowe chmury - czytała mapy, wertowała księgi. Intrygująca to dziedzina, nie można było temu zaprzeczyć.
Uwadze Pomfrey nie umknęła reakcja Maeve, która mało co się nie zakrztusiła kawałkiem ciasta na wspomnienie Kupidynka. Uzdrowicielka wyciągnęła rękę, by poklepać kuzynkę pokrzepiająco po dłoni i obdarzyła ją pełnym współczucia spojrzeniem. Clearwater miała wyjątkowego pecha, że padła ofiarą niesfornego skrzata. Poppy nie mogła oprzeć się wrażeniu, że rozbudziło to w kuzynce pewne nadzieję na uczucie... Nic dziwnego, była dorosłą kobietą, potrzebowała mężczyzny u swojego boku. Najlepiej odpowiedzialnego, rozważnego czarodzieja, który wsunie obrączkę na jej palec. Najwyższa to pora.
- Och, Maeve, nie czuj się źle z tego powodu. Nie ty jedyna padłaś ofiarą tego okropnego dowcipu - powiedziała troskliwie Poppy. - Dalej o nim myślisz? Tak wpadł ci w oko? - dopytywała, ciekawa, czy może było w tym coś więcej niż krople amortencji. Inaczej przecież uczucia wyparowałaby z głowy Maeve razem z eliksirem opuszczającym krwiobieg.
Poppy Pomfrey
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
Re: Kuchnia [odnośnik]28.07.19 17:49
Widziała, że wzmianka o rezerwacie w Kent wybiła Poppy z rytmu; nie tak wyobrażała sobie ich spotkanie, nie chciała przecież jej niepotrzebnie denerwować czy dokładać zmartwień. Złożoną obietnicę traktowała poważnie. Zamierzała rozmówić się z Ronanem, by wytłumaczyć mu, skąd biorą się ich obawy, a także podkreślić, że wcale nie są bezpodstawne. Od wielu lat nie mieszkał w Anglii, rozumiała więc, że mógł nie zdawać sobie sprawy z powagi sytuacji i tego, że przyjmując tę pracę sam pchał się w paszczę lwa. Nie chciała witać go w domu krytyką podjętej przez niego decyzji, a może i kłótnią, lecz nie pozostawił jej wielkiego wyboru. Był jej bratem, jedynym już bratem, i musiała chronić go za wszelką cenę. Zastanawiała się, czy złapanie Poppy za rękę byłoby dobrym pomysłem, dlatego powstrzymała się. Zamiast tego przeprosiła ją i na chwilę wyszła z kuchni, przypominając sobie o niewielkiej paczuszce, którą chciała jej wręczyć, a o której zapomniała, gdy tylko zobaczyła kuzynkę. Kiedy wróciła, przysiadła na krześle z uśmiechem; miała nadzieję, że jej się spodoba.
- Prawie o tym zapomniałam! Dziękuję, Poppy, za list i prezenty. Ta kula z kotem jest naprawdę urocza, a ciasto zjadłam do ostatniego okruszka. Szkicownik na pewno się przyda, jak tylko zapełnię ten obecny. - Wyglądała, jakby nie mogła się doczekać, aż będzie mogła zaobserwować reakcję Poppy; w jej oczach pojawiła się dawno niewidziana iskra. Położyła na stole paczkę owiniętą pstrokatym papierem prezentowym i obwiązaną bordową wstążką, a następnie przesunęła ją po blacie w stronę krewniaczki. - Mam nadzieję, że będziesz zadowolona - dodała tylko, nie spuszczając wzroku z twarzy gościa. Jeśli panna Pomfrey zajęła się rozpakowywaniem zawiniątka, mogła znaleźć w nim oprawiony w ramkę szkic będący jej portretem a także książkę zatytułowaną Kasandra i jej kot Gustavus.
Po chwili wróciły do poruszonego wcześniej tematu, a Maeve pokiwała krótko głową. - Tym bardziej dobrze byłoby wziąć udział w tym kursie. I to szybko, zanim odejdzie na emeryturę - przyznała. Kiedy pani Findlay opuści mury Hogwartu, wyrwanie się na dodatkowe szkolenia będzie graniczyć z cudem. Skoro kuzynka była zdecydowana i nie wątpiła, że da sobie radę... Nie pozostawało jej nic innego, jak tylko motywować ją. - O, wydaje mi się, że kojarzę to nazwisko... - Zmarszczyła brwi, gdy Poppy kontynuowała i wspomniała o Charlene. Po chwili uznała, że wspomnienie musi dotyczyć jeszcze czasów szkolnych; nie łączyła go z ministerstwem. - Bardzo się cieszę, że możesz liczyć na jej pomoc. Nie wątpię, że jeszcze wszyscy o niej usłyszą. - Pokiwała z przekonaniem głową, biorąc kolejny kęs ciasta. Zapał Poppy dał jej do myślenia. Może sama powinna się jeszcze czegoś nauczyć? Co prawda dopiero ukończyła kurs na wiedźmiego strażnika, ale...
Próbowała przywołać na usta choćby cień uśmiechu, lecz zamiast tego wygięła je w żałosnym grymasie. Wszystko nabrało sensu, odkąd Poppy wspomniała o Kupidynku. Z drugiej strony, nie mogła dłużej dzielić się żalami, skoro całe to rozdmuchiwanie potańcówki wynikało z jej gapiostwa. Jak mogła tego nie połączyć? Artykuł w gazecie, list od Kupidynka, niecodzienne zachowanie.
- Ja... - urwała, nie mogąc spojrzeć rozmówczyni w oczy. Nerwowym ruchem odgarnęła opadające na czoło kosmyki niesfornie kręcących się włosów. - Chyba po prostu za dużo o tym myślałam. Nie mieliśmy okazji się poznać, nie znam go i pewnie już nigdy się nie zobaczymy. - Próbowała mówić z przekonaniem, choć przecież wiedziała, że kolejne spotkanie klubu pojedynków mogło przynieść jeszcze jedną niespodziankę. Mimo to, spotkanie w herbaciarni wystarczyło, by zrozumieć, że choćby Florean wpadł jej w oko, nic by z tego nie wyszło.
Dziewczęta rozmawiały jeszcze przez dłuższą chwilę, aż talerzyki opustoszały a herbata wystygła. W końcu Poppy musiała wracać do siebie, pozostawiając Maeve samą ze swoimi niezbyt radosnymi przemyśleniami o rezerwacie w Kent czy Kupidynku.

| 2 x zt :pwease:


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Kuchnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach