Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Stare mieszkania robotnicze

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stare mieszkania robotnicze - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Stare mieszkania robotnicze - Page 3 Empty
PisanieTemat: Stare mieszkania robotnicze [odnośnikStare mieszkania robotnicze - Page 3 I_icon_minitime12.07.19 1:14

First topic message reminder :

Stare mieszkania robotnicze

Równe uliczki z identycznymi oknami, zbudowane z brudnej cegły zdają się ciągnąć w nieskończoność w zagmatwanej plątaninie. Łatwo wśród nich zgubić zarówno kogoś jak i siebie. To właśnie w taki niekończący się labirynt trafiają mugole, którzy chcieliby zagłębić się w pozostawioną przez nich przed laty wyspę. Dla czarodziejów większość mieszkań pozostaje pusta, w nielicznych postanowili zamieszkać ludzie. Znaczna część wykorzystywana jest na rozmaite pracownie przez tych, którzy ze swoją działalnością nie chcą być zbyt widoczni. Można tu znaleźć taniego prawnika w zaniedbanej szacie, który zgodzi się na wszystko za butelkę ognistej albo mistrza eliksirów, który w przebłysku trzeźwości uwarzy upragniony eliksir. Trzeba tylko znać odpowiednią walutę, którą zaskakująco często okazują się nie być galeony.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Jade Sykes
Jade Sykes

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7327-jade-sykes https://www.morsmordre.net/t7337-carnelian#200427 https://www.morsmordre.net/t7340-dziewczyna-z-tatuazem#200443 https://www.morsmordre.net/f266-lancashire-abbeystead-peregrine-hill https://www.morsmordre.net/t7338-skrytka-bankowa-nr-1785#200430 https://www.morsmordre.net/t8674-jade-sykes#256273
Zawód : łamaczka klątw, paserka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Her attitude kinda savage
but her heart is gold
OPCM : 20
UROKI : 0
ELIKSIRY : 16
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Stare mieszkania robotnicze - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Stare mieszkania robotnicze [odnośnikStare mieszkania robotnicze - Page 3 I_icon_minitime28.11.20 22:31

Wzmiankę o przyjacielu syren skomentowałam jedynie gestem, przykładając opuszki do obu skroni, po czym wzruszyłam ramionami i opuściłam dłonie, tym samym niewerbalnie komunikując jej Nie znał się. Jakiś idiota.
Byłam pewna, że zrozumie ten przekaz. Choć gdybym dowiedziała się wtedy, że chodziło o Francisa, ta rozmowa z pewnością miałaby inny finisz.
- Nie wiedziałam. - Przyznałam sucho, bez zbędnego rozczulania się nad jej losem - sama też tego nie robiła, a przynajmniej nie tak odczytałam jej słowa. Nigdy nie rozmawiałyśmy o swojej przeszłości - choć słuchy o tym, że przyczyniłam się do śmierci własnego męża z pewnością dotarły do uszu Moss. W porcie każdy o tym wiedział, co niechlubnie przekuwałam w swój pancerz ochronny. Byłam całkowicie niegroźna, w pojedynku nie padłabym jak mucha zapewne tylko dzięki wieloletniej praktyce w łamaniu klątw, co nierozerwalnie łączyło się z magią obronną. Plotki pomagały ukryć te mankamenty, czyniły mnie jedną z nich. Z nieczystym sumieniem, z przeszłością, która starła się z prawem. Równą. I znacznie bardziej niebezpieczną, niż byłam w rzeczywistości. - Ale wiesz, to, co mówisz teraz… i siła z jaką to mówisz. Sama po nią sięgnęłaś, nawet, jeśli ktoś inny pokazał ci drogę. Myślę, że takie doświadczenia kształtują nas najmocniej. - Była twarda - jak stal, zahartowana w lodowatej wodzie.
Wiedziałam, że lubi złoto i diamenty, że kocha uwagę - teraz mogłam jedynie domyślać się, że w ten sposób odzyskiwała dawne lata, w końcu żyjąc poza własnym cieniem. Ja nie znałam tego uczucia - wychowana pośród lasów Lancashire od dziecka wiedziałam, gdzie leżał mój dom, kto spisał moją historię, jakie wyznawać wartości - ale przede wszystkim, że najlepiej po prostu być sobą. Nie potrafiłam wejść w jej buty, nie potrafiłam wyobrazić sobie, jak to jest być kimś bez przeszłości… i być może zrobiłoby mi się jej szkoda, ale błysk w jej oczach, łebski uśmiech, pewność kroku - to wszystko sprawiało, że bliżej było mi do podziwu. Za drogę, którą przeszła.
- Jestem pewna, że teraz nie zapomni już nikt. - Podsumowałam. Sama tego pragnęłam - stanąć obok własnej, słynnej siostry, na równi, na językach. Poniekąd nawet mi się to udało - choć sława, którą wywalczyłam, mocno rozminęła się z moimi oczekiwaniami/
Nie byłam zainteresowana błyskotkami, które Moss ochoczo zaczęła upychać po kieszeniach. Nie znałam się na jubilerstwie, nie byłam w stanie oszacować ich wartości, a gra mogła okazać się nie warta zachodu - zdecydowanie wolałam obracać ochronnymi artefaktami niż pozbawionymi runicznej mocy świecidełkami.
- Jeśli będzie węszył w porcie, to dowiesz się o tym pierwsza. - Zauważyłam; Parszywy był kopalnią wiedzy, czujne oko i ucho Phils zapewne miało stać się w najbliższym czasie jeszcze wrażliwsze. Na wypadek, gdyby ktoś szukał nieboszczki. - Poza tym nie wygląda na kogoś, kto był tutaj stałym bylwacem. - Zbyt ładnie ubrana. Zbyt bogata. Zbyt nieportowa.
A jeśli ktoś miał nas na oku w tej chwili, musiałby mocno przyłożyć się, aby przebić moją barierę.
W ten sposób udało nam się dotrzeć do rzeczonego bajora, gdzie raz na zawsze pożegnałyśmy kobietę. Byłam znacznie spokojniejsza, niż za pierwszym razem - może przez jej obecność, a może właśnie przez to, że nie był już to pierwszy raz. Londyn ścielił się trupem - a ja zastanawiałam się, czy znieczulica na kolejne martwe czarownice była we mnie od zawsze, czy wzrastała wraz z napinającą się polityką, wobec której pozostawałam obojętna
- Próbujemy. - Skinęłam krótko głową; chwilowa dywersja nie była powodem do mojej rezygnacji.




Za mądra dla głupich a dla mądrych zbyt głupia
Za łatwa dla trudnych a dla łatwych za trudna
Zbyt czysta dla brudnych
A dla czystych za brudna
Powrót do góry Go down
Philippa Moss
Philippa Moss

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?

Stare mieszkania robotnicze - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Stare mieszkania robotnicze [odnośnikStare mieszkania robotnicze - Page 3 I_icon_minitime01.12.20 21:54

Blady uśmiech przelotnie zamigotał na jej suchych ustach. Powoli objęła palcami lewej dłoni prawe ramię i potarła ciało przez ubranie. – Prawie nikt nie wie. Nie żyję już tamtym życiem – odparła niewzruszona, a słowa pusto obijały się o kruszące się ściany okolicznych ruder. Miała za dużo czasu na przepłakiwanie wyimaginowanego życia, życia, którego nigdy już nie sprawdzi i nie doświadczy. Dorosła. Dorosła i zamierzała przyjmować wyzwania, a nie przed nimi uciekać. Odcięcie się od obrazów z sierocińca pomogło jej to przetrwać. W dokach po raz pierwszy uwierzyła, że coś znaczy i może własnoręcznie wymodelować przyszłość, wydostać się z bagna dręczącego porzucenia. Żadna z niej ani gwiazda czy  bohaterka, choć ewidentnie lubiła wskakiwać w te role, czasami przeliczając możliwości. Nie lubiła przeciętności, nie lubiła bycia ofiarą. Przestała nią być z chwilą, kiedy opanowała lęki zbyt bezczelnie wkradające się do codzienności. Wiedziała, że nie zniknęły, ale przynajmniej póki co siedziały w mocnej klatce. Żyła dość szybko, bez mozolnych refleksji, które jak kamienie przywiązane do łydek utrudniałyby wędrówki. Fantazje nie czyniły z niej naiwnej marzycielki, fantazje były słodką grą, dokładka przydatną do załatwienia wielu spraw, ale tak naprawdę miała łeb na karku. Jade oceniła ją dobrze. Philippa wiedziała, że jest w tym prawda. Nauczyła się realnie oceniać samą siebie (a przynajmniej w kontekście bolączek dzieciństwa), choć sieroce kompleksy przez wiele lat utrudniały jej to.
– Wyszłam z tego –
przyznała zupełnie otwarcie. – Ale nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Trzymam się tego, co mam, ale czasem czuję, że mogłabym sięgnąć  po jeszcze więcej. I jednocześnie jest mi tu za dobrze, Jade. Właśnie tu, w zawszonym porcie – skwitowała, kręcąc lekko głową. Philippę kiełkująca ambicja prowadziła w górę, o ile można tak mówić w kontekście portowego życia i zawodowych przygód w Parszywym. Mogłaby poszukać swojego miejsca dalej, mogłaby zrzucić fartuszek i podziękować pani Boyle za lata niesamowitych doświadczeń. Nie bała się zaryzykować, ale przywiązanie robiło swoje. Trudno wydostać się z miejsca, które ofiarowało tak wiele. Ofiarowało życie.
O tak, od dawna już nie drżała, a już na pewno nie przez dramaty dzieciństwa czy inne koszmary przeszłości. Liczyło się życie, które działo się teraz, tutaj oraz ludzie, dla których była gotowa przeskoczyć najwyższe przeszkody. Unikała odwracania się i melancholijnych oczu gotowych zgnić w dawnych krzywdach. – Pewnie, że nie zapomni – potwierdziła z cwanym uśmiechem. Przecież o to też zabiegała, taką się postacią stała. Nie płoszyła się jak pensjonarka. Skupiała spojrzenia i nie bała się być na językach. – Dzięki, Jade – dorzuciła po cichej pauzie. Pojęła otuchę kryjącą się w słowach Sykes. Choć nie wołała o to, potrafiła docenić odrobinę sympatii i kilka kropel ofiarowanej odwagi. Gdy nie była sama, wszystko stawało się lżejsze, możliwe do pokonania. Przyjaźnie w tak gównianych czasach to naprawdę coś, czego nie należało zaniedbywać. Wyczuwała, że jeszcze chwila i obudzą się w jeszcze gorszej rzeczywistości, a martwa nieszczęśniczka zdawała się być kolejną oznaką zbliżającej się masakry. – Może ją tu ściągnęli, a może wcale nie była tak niewinna i to tylko pozory. Zginąć tutaj, przewalone – rzuciła gorzko i pokręciła lekko głową. – Posłucham, może wpadnie mi w ucho kilka informacji, ale raczej wątpię. Może pół roku temu doki kipiałyby od plot. Teraz nowe zwłoki nie robią już na nikim wrażenia – uznała z pesymizmem. Zimna damulka stała się towarem do ograbienia, wspomnieniem zupełnie splugawionym. I niczym więcej.
Bajoro przyjęło tajemnice, odeszły powoli, odgłosy kroków pożegnały martwą zupełnie beznamiętnie. – Tędy – powiedziała, skręcając znów w tamtą robotniczą uliczkę. Przez nietypowy punkt w planie nieco się rozproszyła, ale powoli przypominała sobie wszystkie szczegóły. Stary lichwiarz, kamienica, zwłoki i łup. To był ich plan. Gdy wspinały się po schodach, wyciągnęła różdżkę. Adres powtarzała w myśli, odliczała kolejne numery mieszkań. – Faktycznie cuchnie – uznała, marszcząc odruchowo nos. – I chyba się spóźniłyśmy… - zauważyła, kiedy przystanęły przed właściwymi drzwiami. Uchylone, próbowały ostatkiem sił osłonić swój sekret. Pchnęła je delikatnie, a wtedy zaskrzypiały. Powiew martwych oparów natychmiast zaczepił nosy. – Nie wygląda na splądrowane – stwierdziła cicho, wchodząc ostrożnie na korytarz. Dziwne. Wnętrze raczej wyglądało normalnie. Chałupa starego dziada, który na oczy nie widział miotły.


Powrót do góry Go down
Jade Sykes
Jade Sykes

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7327-jade-sykes https://www.morsmordre.net/t7337-carnelian#200427 https://www.morsmordre.net/t7340-dziewczyna-z-tatuazem#200443 https://www.morsmordre.net/f266-lancashire-abbeystead-peregrine-hill https://www.morsmordre.net/t7338-skrytka-bankowa-nr-1785#200430 https://www.morsmordre.net/t8674-jade-sykes#256273
Zawód : łamaczka klątw, paserka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Her attitude kinda savage
but her heart is gold
OPCM : 20
UROKI : 0
ELIKSIRY : 16
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Stare mieszkania robotnicze - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Stare mieszkania robotnicze [odnośnikStare mieszkania robotnicze - Page 3 I_icon_minitime24.01.21 21:15

Nie wiedziałam, dlaczego akurat ze mną zechciała podzielić się sekretem swojej przeszłości - uszanowałam ten wybór, postanawiając zachować opowieść dla siebie. W Moss było coś, co sprawiało, że podziwiałam ją jako kobietę, a teraz, z odpowiednim tłem jej historii, mogłam podziwiać ją dwa razy bardziej. Nawet jeśli w jej słowach to pan Boyle przyczyniła się do tego, kim była. A ja? Co mogłam powiedzieć? Bez Solasa nigdy nie zostałabym łamaczką klątw. Nigdy nie poznałabym run w stopniu, który zdołałam, spędzając sześć lat u jego boku. Nie odważyłam jednak odwzajemnić się tą historią. Jeszcze nie dziś.  
- Każdy potrzebuje rodziny. Całkowicie cię rozumiem. - Jej rodziną był Port. Nie miała tyle szczęścia co ja - przyjść na świat w otoczeniu wieków przekazywanej tradycji, dorastać wśród ludzi, którzy wspierali swoją obecnością, precyzyjnie ciosali charakter, kształtują młodego człowieka na swoje podobieństwo - z dumą, która pozwalała kroczyć przez życie z wysoko uniesioną głową. Moss tego nie miała; i z dnia na dzień rosła liczba dzieciaków jej podobnych. Czy któraś z nas mogła temu zapobiec? Pewnie nie. Zawsze jednak mogłyśmy liczyć na kobiecą solidarność. I w jakiś dziwny sposób wierzyłam, że ta działa w naturze lepiej niż wiele innych praw.
Nie musiałam pouczać Phils, co powinna robić. Wiedziała najlepiej jak o siebie zadbać. Zwłaszcza w miejscu, które było całkowicie jej. Rozumiałam to przywiązanie do Portu; choć lubiłam tutejszy klimat, moim domem były lasy Lancashire, i nigdzie indziej nie czułam się bezpieczniej. Tam drzewa były moimi oczami i uszami, las dawał schronienie i otulał szczelnie przed światem zewnętrznym. Tam miałam rodzinę, przyjaciół i wsparcie. Tam nie musiałam obawiać się samotnych nocy i kolejnego poranka. Wszystko było takie jak należy, a wschodzące Słońce rozganiało troski i wygładzało zmarszczkę na czole.
Podążyłam za nią w kierunku mieszkania, w wyuczonej ostrożności rzucając zaklęcia wykrywające klątwy i pułapki - niczego jednak nie wykrywając. Przyczyna szybko się wyjaśniła. Moss najpewniej miała rację - zamiast rzeczonych bogactw powitał nas zapach rozkładającego się ciała. - Obrzydliwe - Mieszkanie pachniało gorzej niż byłam w stanie sobie wyobrazić; przytaknęłam przedramię do nosa, z trudem powstrzymując odruch wymiotny i zmuszając się do oddychania przez usta. - Zróbmy to szybko. Jeśli o mnie chodzi, jest bezpiecznie. - Zapewniłam ją, szukając rzeczy, które uznałbym za użyteczne. Księgi, zapiski, mapy. Nie byłam jednak w stanie długo kręcić się po mieszkaniu. Odór wdzierał mi się do głowy, skutecznie odciągając od skupienia, które potrafiłam osiągnąć. Nie wiem, czy to on był czynnikiem, który przeważył o tym, że nie znalazłam dla siebie niczego wartościowego. - Mam nadzieję, że przynajmniej dla ciebie gra okazała się warta świeczki. Chodźmy stąd, zanim ktoś nas złapie. - Rzuciłam pospiesznie, rzucając na nas obie evanescentio, zanim opuściłyśmy mieszkanie. Nawet jeśli port nam sprzyjał, lepiej, by nie przyłapał nas na szabrowaniu.

zt




Za mądra dla głupich a dla mądrych zbyt głupia
Za łatwa dla trudnych a dla łatwych za trudna
Zbyt czysta dla brudnych
A dla czystych za brudna
Powrót do góry Go down
Elvira Multon
Elvira Multon

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Zdradliwa i wierna,
i dobra i zła,
i rozkosz i rozpacz,
i uśmiech i łza,
i gołąb i żmija,
i piołun i miód,
i anioł i demon,
i upiór i cud
OPCM : 3
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 27
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
choking on my pride

Stare mieszkania robotnicze - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Stare mieszkania robotnicze [odnośnikStare mieszkania robotnicze - Page 3 I_icon_minitime25.03.21 18:20

25.10

Isle of Dogs to miejsce paskudne. W każdym calu odpychające, wrzucające człowieka w dołującą plątaninę uliczek tak przeciętnych, że przeciętność owa zdawała się piąć po zawilgoconych nogawkach spodni, jak wirus gotowa, by zaatakować organy. Każdy budynek, każda kostka bruku miała swoje miejsce, lecz równocześnie nie miało go nic; wypuszczony spomiędzy palców pet, srebrna moneta między żebrami studzienki, szmata zwisająca z parapetu opuszczonego mieszkania - wszystko skazane na wieczne zapomnienie, gnicie w rozmokłym i lepkim powietrzu wiszącym pośród bloków. Zastały smród tylko od czasu do czasu naruszały prądy znad Tamizy, ale i rzeka była w tej okolicy gęstsza, brudniejsza, niosąca na wierzchniej warstwie stare plamy po oleju. Ciężko poruszać się tu bez klipsa na nos, jeszcze ciężej w wystawnych butach, gdyż za każdym rogiem istniało zagrożenie ufajdania ich płynem niewiadomego pochodzenia.
Elvira Multon pojawiła się we właściwym miejscu przed czasem, przygotowana do warunków, choć w ciągu lat mieszkania w Londynie była tu może raz. Dwa, ale z przymrużeniem oka i za pijacką mgiełką. W wysokich, skórzanych butach na twardej podeszwie, opatulona grubym płaszczem, z szarą czapką nasuniętą na włosy wciąż nie mogła dopasować się do otoczenia. Była na to zwyczajnie zbyt urodziwa, jasne pukle wystające zza krawędzi okrycia i tak zbierały promienie chłodnego słońca, a blada twarz spowiła się jasnoróżowym rumieńcem. Po drodze na skraj dzielnicy przyciągnęła kilka spojrzeń, ale poruszała się wystarczająco pewnie, by onieśmielić rozochoconych delikwentów. Z nią nie należało podejmować gry; nie wahała się używać czarnej magii w chwili, gdy ktoś jej zagroził.
Za początek ich wspólnego spaceru z lordem Rigelem Blackiem wybrała punkt bliski miejsca, do którego przybywały wszelkie środki transportu na wyspę. Nie zamierzała ciągać go daleko bez towarzystwa, nie zamierzała także zgrywać niedobrej nauczycielki. Obowiązek był dla niej równie nowy i nieprzyjemny, jak dla niego; dotąd uczyła wyłącznie anatomii, a nie przygotowania do wstąpienia na wojenną ścieżkę. Wymiana listów z Drew oraz Cassandrą dała jej jednak sporo do myślenia; oboje mieli rację, twierdząc, że jest to dla niej zaszczyt, że musi podejść do zadania poważnie, ale pamiętać, że to ona ma wyższą pozycję.
Na pogrzebie Alpharda Blacka i wśród śmietanki magicznego Londynu Rigel mógł być dla niej lordem, lecz tutaj, na Isle of Dogs, nie miał władzy. Elvira Multon może stanowiła dla wielu synonim bezczelności, ale sprawowała pieczę nad tym miastem, tak samo jak każdy inny Rycerz.
- Immunitaris - szepnęła nim ujrzała na horyzoncie sylwetkę mężczyzny. Dodawała sobie pewności, dodawała odwagi, wzmacniała szczupłe ciało mocą, która normalnie nie była mu typowa. I czekała.
Czekała, splatając dłonie uprzejmie za plecami, chowając protezę pod rękawiczką i unosząc brodę bez ani krztyny wstydu. Nie teraz. Już nie.
[bylobrzydkobedzieladnie]




Wszyscy zachowywali się tak, jakbym była jakąś niebezpieczną substancją chemiczną na granicy samoczynnego wybuchu, a byłam tylko sobą.

Do bólu nieprzewidywalną
Powrót do góry Go down
Rigel Black
Rigel Black

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Zawód : Praktykant w Departamencie Tajemnic
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
To właśnie cali śmiertelnicy - mają tylko parę chwil na tym świecie, a poświęcają je na komplikowanie najprostszych spraw.
OPCM : 5
UROKI : 15
ELIKSIRY : 11
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Stare mieszkania robotnicze - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Stare mieszkania robotnicze [odnośnikStare mieszkania robotnicze - Page 3 I_icon_minitime08.04.21 23:58

Isle of Dogs daleko było do w miarę czystych i zadbanych ulic, otaczających Grimmauld Place 12 czy Ministerstwo Magii - trasy, którą Rigel przemierzał prawie codziennie. Brudne, obskurne domy z równie odrapanymi, szarymi oknami. Prawdopodobnie nawet promienie słońca nie dałyby rady “naprawić” tego widoku. Rozświetlić mroku, przegnać gnieżdżące się w ciemnych, zakurzonych zakamarkach wszechogarniającą bezsilność i drobiny ludzkich tragedii.
Przygnębiający widok.
Dlaczego, mimo zwycięstwa w Londynie, to miejsce nadal tak wygląda?
Black zdawał sobie sprawę, że było to pytanie retoryczne. Ostatecznie nie każdy miał możliwość, z różnych przyczyn, wyjść z tej pułapki. Alkohol, ubóstwo, pech i wszelkie inne problemy, o których pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy. W końcu prawie w ogóle nie obcował z biedniejszą częścią społeczeństwa.
Do spotkania z Elvirą Multon przygotował się odpowiednio. Na swoje szczęście zdarzyło mu się parę razy w życiu zapuścić się w te gorsze dzielnice stolicy. Dobrą lekcją stały się również nocne eskapady, kiedy na wszelkie możliwe sposoby próbował radzić sobie ze stratą brata. Dlatego zdawał sobie sprawę, czego kategorycznie nie ubierać oraz nie brać ze sobą.
Jeśli chodzi o ubranie, to postawił na prostotę - klasyczny czarny płaszcz, który od nadejścia zimniejszych dni stał się nieodłącznym atrybutem jego żałobnej garderoby, równie prosty czarny kapelusz, zwykłe czarne spodnie i buty, bardziej pasujące do spacerów po lesie, jednak sprawdzające się idealnie w starciu z błotem, w którym o tej porze roku tonęły biedniejsze dzielnice. Jedyne, co mogło się rzucić w oczy po bliższym przyjrzeniu się, a czego niestety nie dało się zamaskować, to pierwszorzędna jakość materiałów, z jakich został wykonany każdy element garderoby Blacka. Zresztą, czarodziej nawet nie chciał tego ukrywać. Nie mógł wyglądać niegodnie.
Jedna jedyna rzecz wyróżniała się na tle tej monotonii barw - brązowa, wysłużona skórzana torba, której zawartość cicho pobrzękiwała z każdym jego krokiem.
W końcu trzeba być gotowym na każdą ewentualność, prawda?
Idąc na miejsce, Rigel próbował zrozumieć, dlaczego właśnie to miejsce zostało wybrane na spotkanie. Opcji było kilka. Pokazać mu coś? Przestraszyć? Złamać? Niestety na tym etapie mógł się tylko domyślać. Gdzieś w myślach zanotował, żeby się o to dokładniej dopytać, kiedy tylko nadarzy się okazja. Niekiedy ciężko mu było walczyć z wrodzoną ciekawością świata i motywów, kierujących ludźmi. Tak naprawdę, gdyby nie pragnienie wiedzy, prawdopodobnie w ogóle by go tu nie było. Nie miał parcia, aby walczyć i ginąć jak Alphard, a polityka nie obchodziła go zupełnie, jednak perspektywa zobaczenia na własne oczy starożytnego miejsca mocy, a może nawet zbadania go, były czymś, za co mógłby zapłacić. Oczywiście - nie własnym życiem.
Bez przesady, jakieś granice musiały istnieć.
Szedł więc tak, z rękami wsadzonymi w kieszenie płaszcza, zastanawiając się, co będzie dalej, aż zauważył na horyzoncie kobiecą figurę. Lekko przyspieszył kroku, żeby znaleźć się obok jak najszybciej, mimo że był na czas. Kazać czekać kobiecie było w bardzo złym tonie.
-Dzień dobry, Panno Multon. - przywitał się, unosząc kąciki ust w lekkim uśmiechu. - Proszę wybaczyć za spóźnienie. Mam nadzieję, że Panna nie zmarzła.
Przekrzywił lekko głowę.
-W pewien sposób jest to niesamowite - w powietrzu już czuć zimę, jakby miała za chwilę nawiedzić nas potworna śnieżyca, chociaż to dopiero koniec października, a i chmury są zupełnie inne. Nie zwiastują żadnych niespodzianek.
Oficjalny temat do rozmów, czyli pogoda, zostały odhaczone.
Wybornie. Można przejść do kolejnych tematów.




Sometimes you wake up.Sometimes the fall kills you. And sometimes, when you fall, you fly.


Powrót do góry Go down
Elvira Multon
Elvira Multon

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Zdradliwa i wierna,
i dobra i zła,
i rozkosz i rozpacz,
i uśmiech i łza,
i gołąb i żmija,
i piołun i miód,
i anioł i demon,
i upiór i cud
OPCM : 3
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 27
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
choking on my pride

Stare mieszkania robotnicze - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Stare mieszkania robotnicze [odnośnikStare mieszkania robotnicze - Page 3 I_icon_minitime10.04.21 19:59

Spóźniał się. Elvira nienawidziła spóźnialskich i w każdej innej sytuacji szykowałaby surową reprymendę, lecz przez wzgląd na okoliczności tym razem ucięła pretensje w głowie od razu, gdy tylko zaczęły narastać. Musiała pamiętać o własnej wartości, ale i o tym, że jej protegowany nie jest zwykłym czarodziejem znalezionym na ulicy. Los jeden wiedział, czy w ogóle może mówić o nim "protegowany" - lord nestor Blacków nie powierzyłby jej tego zadania, gdyby nie istniał w nim jakiś haczyk. Pytanie Cassandry w jednym z listów podniosło alarm w jej głowie; skoro był właściwym czarodziejem, dlaczego jeszcze nie znalazł się wśród nich? Czy Alphard nie chciał go wprowadzić z obawy o to, że spotka go tragiczny los? A może uważał, że jest zbyt młody, co w oczach Elviry było wierutną bzdurą, gdyż wśród Rycerzy zdarzali się i młodsi. Rodzinne tajemnice pozostawały poza jej zasięgiem; nie będzie mieć do nich dostępu zapewne nigdy, choćby i nawet lord Rigel obdarzył ją zaufaniem. Szkoda.
Lecz właśnie z tej obawy nienasycenia nie zamierzała przywiązywać się do ekscentrycznego zadania; skoro z marszu znajdowała się na straconej pozycji, wykona jedynie to, co było absolutnie koniecznie i dalej pozwoli wydarzeniom toczyć się własnym biegiem.
Od dłuższego momentu obserwowała taflę Tamizy, urozmaicając sobie czas liczeniem pływających w rzece śmieci; nieopodal mignęła jej metalowa puszka, kawałek dalej podarta koszula i potłuczony kawałek mebla. Na terenie Isle of Dogs mieszkały obecnie same pokraki, i nawet Tamiza, ich narodowa duma, była tu wyłącznie tym - grząskim bagnem odrzuconych nadziei.
W pierwszej chwili dobiegły jej przyspieszone kroki; była wyczulona na dźwięki, spodziewając się w otoczeniu awanturnictwa i groźby. Zaklęcie Immunitaris dodatkowo usztywniło mięśnie jej kręgosłupa, dodając pewności, siły szczupłym barkom. Odwróciła się sekundę przed tym, jak się odezwał. Na wąskich wargach zawitał niewielki uśmiech pozbawiony znaczenia - tak jak on, stawiała początkiem wyłącznie na uprzejmość. Jak mawiali, małe kroki były kluczem do dużego sukcesu.
- Dzień dobry, lordzie Black. Proszę się nie martwić, nie czekałam długo. - Odwróciła się na pięcie, wskazując ramieniem wąską alejkę pomiędzy dwoma kamienicami. Nie wyglądała zachęcająco, deptak tchnął kurzem i szczynami, ale im obrzydliwiej wyglądało miejsce, tym lepiej dla niej. Pozwoliła mu mówić, choć temat pogody zupełnie jej nie interesował. Nie znała się na szlacheckich konwenansach i wzorach rozmowy, wolała przechodzić od razu do sedna, choć wiedziała, że tutaj ta taktyka mogłaby zostać odebrana jak przedwczesne rozpoczęcie biegu. - Ja w powietrzu czuję głównie mocz - powiedziała cicho, lecz nie schodząc z uprzejmej nuty. - Choć owszem, jest dość chłodno. Bliżej rzeki temperatura zawsze doskwiera mocniej. Na całe szczęście, za moment się oddalimy - Nie wiedziała, czy powinna wyciągnąć do niego ramię, czy chciał ją dotykać. Mgliście kojarzyła, że w spisie reguł zapewne ów ruch należał do mężczyzny. O zgrozo. - Zanim przejdziemy dalej, pozwól, że wspomnę oczywistość. Wiem... domyślam się, co do mnie czujesz. Napisałam już listy, ale pozwól, że przekażę to także osobiście; jest mi wstyd za to, co wydarzyło się na pogrzebie - Skrzyżowała dłonie za plecami, odwróciła głowę i zapatrzyła się na odrapane okna. - Nie powinnam była się tam znaleźć. Nie czułam się tego dnia najlepiej. - Nie śmiem prosić o wybaczenie? Nie, klisza, do tego mdła... Cholera, radziła sobie z tym o wiele gorzej niż wtedy, gdy pisała na pergaminie kilka wersji przeprosin, a potem wybierała najlepszą. Co jeszcze powinna powiedzieć? Co zrobić, aby nie zacząć tej misji ze stopy wzajemnej pogardy? - Orchideus - szepnęła, sięgając po różdżkę i myśląc o trzech białych różach o ciemnozielonych łodygach, szerokich liściach, smętnych płatkach poszarzałych na końcach. Nie mogłaby wykrzesać ze swojej magii niczego bardziej kolorowego. Schwyciła róże w szczupłe palce i wyciągnęła bez słowa, marszcząc lekko brwi, nieszczególnie pewna słuszności własnych intencji.
[bylobrzydkobedzieladnie]




Wszyscy zachowywali się tak, jakbym była jakąś niebezpieczną substancją chemiczną na granicy samoczynnego wybuchu, a byłam tylko sobą.

Do bólu nieprzewidywalną
Powrót do góry Go down
 

Stare mieszkania robotnicze

Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Isle of Dogs-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21