Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Tunele ewakuacyjne

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Tunele ewakuacyjne - Page 8 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Tunele ewakuacyjne - Page 8 Empty
PisanieTemat: Tunele ewakuacyjne [odnośnikTunele ewakuacyjne - Page 8 I_icon_minitime12.07.19 1:16

First topic message reminder :

Tunele ewakuacyjne

Wiodły z licznych fabryk, przewidziane na wypadek konieczności szybkiej ucieczki. Obecnie stanowią istny labirynt, w którym orientują się nieliczni. Na wysoko-sklepionych skrzyżowaniach, które mogą zmieścić nawet setkę ludzi, odbywają się przyjęcia, o których istnieniu i dokładnej lokalizacji wiedzą tylko zaproszeni. Tematyka imprez jest przeróżna, od słuchania mugolskiej muzyki, po wiece poparcia dla idei czystości krwi. Czasem nawet takie spotkania potrafią odbywać się jednocześnie, w dwóch różnych częściach tuneli. Łączy je zwykle jedno - duża ilość alkoholu i dym papierosów, który snuje się pod sufitami. A także brak możliwości, by trafił na nie ktoś przypadkowy. A gdyby zjawiła się policja, uczestnicy do perfekcji opanowali znikanie w setce korytarzy, które prowadzą we wszystkich możliwych kierunkach.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Elvira Multon
Elvira Multon

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Zdradliwa i wierna,
i dobra i zła,
i rozkosz i rozpacz,
i uśmiech i łza,
i gołąb i żmija,
i piołun i miód,
i anioł i demon,
i upiór i cud
OPCM : 3
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 27
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
choking on my pride

Tunele ewakuacyjne - Page 8 Empty
PisanieTemat: Re: Tunele ewakuacyjne [odnośnikTunele ewakuacyjne - Page 8 I_icon_minitime25.11.20 19:12

Przygotowana była na to, że wieczór spędzony z osobowością tak specyficzną jak Schmidt to nie będzie akademicki wykładzik w przyjemnej scenerii i przy udziale pierwszorzędnie przygotowanych preparatów. To nie była Burroughs i jej magazyny, skalpele, Petryficusy, rękawiczki - wszystko gotowe i podane na tacy. Elvira miała dziś przetestować coś więcej niż tylko własną bezwzględność oraz wiedzę na temat przesłuchań; trenowała przede wszystkim wytrzymałość, choć nie tę na widok krwi lub wnętrzności. Merlinie, ileż to razy jej się pacjent wytrzewił przez błędną teleportację, czy przewlekłą chorobę przeżerającą tkanki? Nie, teraz chodziło o coś więcej, o pracę w trudnych, surowych warunkach, o umiejętności organizacyjne, które pracując na czyjejś zlecenie nietrudno było zatracić - wszystko od początku do końca musieli zorganizować sami, łącznie z tropieniem mugolaka w śmierdzących, przemokniętych tunelach.
Jak się okazało, już na wstępie popełniała błędy. Nie miała natury tropiciela, przywykła wpadać wszędzie jak burza, ale przyrzekła sobie, że następnym razem (a może już w drodze powrotnej?) będzie zwracać znacznie większą uwagę na własne stopy. Przede wszystkim dla ćwiczenia skradania się, w drugiej kolejności natomiast, żeby Schmidt nie miał powodu jej już niczego wyrzucać. Facet miał burkliwą naturę, a przy tym obnosił się z typowo męską pewnością siebie; Elvira miała ochotę go pokąsać za te krótkie, prześmiewcze uwagi - a to nie był na to najlepszy moment.
- Nie wywracaj oczami, bo ci wypadną, to było tylko pytanie - powiedziała cicho, ostatkiem woli powstrzymując się przed obnażeniem zębów. - I nie bądź taki wrażliwy, ja jeszcze nawet nie zaczęłam pyskować. - Jak na siebie to całkiem uprzejmie się zachowywała; naprawdę ciekawiło ją, co takiego szmalcownik może pokazać, a mając już na linach podwieszoną szlamę, trochę zbyt późno było na zmienianie zdania. - Na poważnie; przyjmuję tę odpowiedź do wiadomości, pytaj do woli.
Zresztą, mały wywiad przygotowawczy obierał ciekawsze w jej oczach kierunki. Musiała powoli przesunąć językiem po wardze, zanim zebrała się na tyle, by uchylić rąbka tajemnicy własnej przeszłości. Partnerom w zbrodni nie wypadało kłamać.
- Trudno powiedzieć. Jeżeli odłożymy magię na bok, zdarzyło mi się otworzyć żywego człowieka wzdłuż kręgosłupa, innemu obcięłam język. Ale to nie były tortury. - Stwierdziła z pewnością, kiwając głową sama do siebie. - W obu rzeczach finalnie chodziło o coś zupełnie innego, podjęte kroki stanowiły wyłącznie przygotowanie. A pierwsze tortury, jakie mi na myśl przychodzą, to wyrywanie paznokci, zrywanie skóry z prącia...- rzuciła, a podwieszony na sznurach mężczyzna wyraźnie zadygotał. - Nie wiem, co się najlepiej nada na przesłuchanie. - Zaplotła dłonie za plecami, opuściła głowę i uśmiechnęła się filuternie, jak dziewczynka przyłapana na podglądaniu dorosłych. - Ale pokażesz mi, prawda? Pokażesz co robi na nich największe wrażenie? - Zniżyła głos do szeptu.
Kogo obchodziły uczucia jakiejś szlamy? Elvira miała się dziś nauczyć jak wywierać efekt na ofiarach, a wojna była krwawa i bezlitosna, i czasami umiejętność wyciągnięcia informacji bez względu na okoliczności stanowiła prawdziwą żyłę złota.
Od kiedy dołączyła do nich ofiara, Multon nie odczuwała już równie silnego stresu przed plątaniem się ze Schmidtem po w większości opuszczonych tunelach, lecz jeszcze parę razy zdarzyło się, że mężczyzna ją rozdrażnił - przede wszystkim śmiechem na widok jej doskonale zadbanych skalpeli. I z czego się tak chichrał? Najwyraźniej nikt nigdy nie dotknął go ostrzem, przy którym wystarczyła jedynie minimalna siła, aby tkanki rozstąpiły się niczym modelina. Mogłaby mu tym skalpelem odciąć fiuta właściwie bez wysiłku, ale ugryzła się w język zanim podobna uwaga odnalazła sobie drogę do jej ust. Może innym razem, kiedy nie będą oboje w zamkniętym pomieszczeniu.
I nie będzie tego pieprzonego psa.
Uderzenie szlamy własnoręcznie stanowiło dla Elviry jedynie próbę, kierowaną egoistycznym pragnieniem dorównania Schmidtowi w działaniu. Poza tym było w tym coś pociągającego, niepoznanego, zamachnąć się ze swobodą, bez przemyślenia, po to tylko, by wyładować złość. Ostrzegła, że to nie jest dla niej codzienność, że nie miała okazji ćwiczyć, ale i tak czuła na karku prześmiewcze spojrzenie. I w tej sytuacji nawet nie mogła go winić; nagi mężczyzna ledwo drgnął, za to ona od razu oderwała pięść i spojrzała z niepokojem na własne palce. Jeszcze bardziej zaczerwienione. I bolały, kiedy na nowo próbowała je rozprostować.
Merlinie, chyba nie wybiła sobie kości ze stawu?
- Zazwyczaj mi wystarcza różdżka - warknęła, a potem odetchnęła głęboko, żeby odzyskać trzeźwość myślenia. - Słuchaj, wiem, że to było żałosne, ale o to właśnie chodzi, że się chcę nauczyć. Od ciebie. Jestem pewna, że jakbym ja ci kazała rzucić jakieś zaklęcie lecznicze, to co najwyżej byś sobie różdżkę połamał - dodała marudnie, niezadowolona z własnej nieudolności; żeby uczyć się nowych rzeczy, trzeba było od czegoś zacząć, a ona tych początków najmocniej nie mogła zdzierżyć.
Ale Fried był jako takim nauczycielem i miała zamiar z tego skorzystać. Próbowała zaciskać pięści tak jak mówił, nie wzdrygnęła się też, gdy doszedł do niej i złapał ją od tyłu. Skupiła się na ruchach, które symulował jej ramionami, starając się przy tym zignorować fakt, że z tymi twardymi mięśniami i potężną sylwetką wystarczyłoby chyba, żeby ją mocniej ścisnął i miałaby po żebrach. Było to dla niej nowe - i nieprzyjemne - uczucie. Do tej pory jedynym mężczyzną, któremu pozwoliła się do siebie tak zbliżyć był Drew, a on był prawie równie szczupły co ona. I paradoksalnie pasowało jej to o niebo lepiej.
- Z biodra? - dopytała, nie rozumiejąc z początku, co dokładnie Schmidt ma na myśli, ale po niedługiej chwili załapała, przynajmniej wstępnie. - Rzeczywiście jest lepiej. Czekaj, spróbuję - Zamachnęła się jeszcze raz, tym razem w okolice górnego żebra. - Jakbym potrafiła, to bym biła - uznała cicho, bo w tym momencie z walką wręcz nie było jej zbyt po drodze. I minie sporo czasu, nim zacznie. - Skoro facet jest uwiązany, to aż się prosi o upuszczenie krwi. - Podparła dłonie na biodrach. - No to co masz w tej torbie, panie myśliwy?

Wyważony w klatkę piersiową?




Wszyscy zachowywali się tak, jakbym była jakąś niebezpieczną substancją chemiczną na granicy samoczynnego wybuchu, a byłam tylko sobą.

Do bólu nieprzewidywalną
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Tunele ewakuacyjne - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Tunele ewakuacyjne - Page 8 Empty
PisanieTemat: Re: Tunele ewakuacyjne [odnośnikTunele ewakuacyjne - Page 8 I_icon_minitime25.11.20 19:12

The member 'Elvira Multon' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 95


Powrót do góry Go down
Friedrich Schmidt
Friedrich Schmidt

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : 16
UROKI : 19
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Tunele ewakuacyjne - Page 8 Empty
PisanieTemat: Re: Tunele ewakuacyjne [odnośnikTunele ewakuacyjne - Page 8 I_icon_minitime30.11.20 11:30

Ciężkie westchnienie wyrwało się z jego piersi. Podobne zachowania tolerował jedynie u jednej osoby, która i tak nie raz przypłacała je silnymi palcami zaciśniętymi wokół jej krtani. Multon tolerować nie miał zamiaru, niezależnie od jej uzdrowicielskich umiejętności. Nigdy nie lubił, gdy ktoś próbował wejść mu na głowę.
- Jeśli chcesz się ze mną bawić, nie powinnaś pyskować. Nie lubię tego. I nie umiem tolerować. - Ostrzegł ją, a zielone spojrzenie niebezpiecznie błysnęło. Jego zajęcia, jego zasady, jeśli chciała uczestniczyć w polowaniach, nie miała innego wyjścia jak nauczyć się obcować z tym mrukiem. Inaczej, zapewne ona jednego dnia stanie się ofiarą.
Uroki Friedricha Schmidta, część pierwsza.
Uważnie wsłuchiwał się w słowa, wypowiadane przez czarownicę. Nic z tego, o czym mówiła nie zaliczyłby do tortur, nawet jeśli wykonywane czynności z pewnością przyprawiły ofiary o naprawdę spore pokłady bólu. Pomruk zamyślenia wyrwał się z jego ust, a gdzieś po plecach przemknął mu nieprzyjemny dreszcz na wspomnienie o tym, co chciała robić z męskimi przyrodzeniami.
- Jeśli masz faceta, to mu współczuję. - Mruknął, kręcąc z rozbawieniem głową. Zielone spojrzenie na dłużej zatrzymało się na jej twarzy, gdy wdzięczyła się niczym pełnoprawna sześciolatka. Schmidt założył ręce na piersi, by wydać z siebie dziwny pomruk. Może kiedyś Multon nauczy się rozróżniać jego pomruki, którymi zwykł się komunikować. - Pokażę, ale musisz słuchać i być grzeczna. - Mruknął niemal ojcowskim głosem, wydając się być rozbawiony abstrakcją jej prezencji w tamtym momencie.
Obserwował z rozbawieniem jak ta pozbywa się odzienia szlamy, czekając z odpowiednim wykładem na moment, gdy będzie posiadał jej pełną uwagę oraz skupienie. Nigdy nie lubił się powtarzać. Obserwował więc z dziwnym rozbawieniem, które towarzyszyło mu również w momencie, gdy dziewczyna próbowała uderzyć złapanego mężczyznę. Nie potrafił się powstrzymać, nawet jeśli doskonale wiedział, iż dziewczyna nie ma najmniejszego pojęcia o tym, jak powinno się walczyć.
- Możliwe. - Przytaknął, doskonale wiedząc, że jeśli chodzi o magię leczniczą nie posiadał w niej większego doświadczenia... Umiał jedynie ignorować obrażenia, by zbierać później rugi od narzeczonej, która zwykle decydowała się zająć jego obrażeniami. Czasem odwiedzał lecznicę na Nokturnie, jeśli obrażenia były na tyle poważne, iż nie był w stanie inaczej się nimi zająć. To jednak zdarzało się wyjątkowo rzadko, normalne rany był w stanie lizać w zaciszu swojego domu.
Przystąpił do tłumaczeń. Na tyle dokładnych, na ile potrafił, by chwilę później zamknąć ją w ramie silnych ramion. W ten sposób najlepiej mógł pokazać jej, jaki ruch powinna wykonać. Które mięśnie powinny pracować aby cios był najefektowniejszy. Podstawy walki wręcz, doskonale znane mu od wielu długich lat.
-Uderzając z biodra, angażujesz więcej mięśni. Cios jest wtedy silniejszy. - Wyjaśnił, po czym odsunął się, pozwalając dziewczynie ponowić atak. Zielone ślepia uważnie przyglądały się jej postawie oraz ciosowi, jaki wystosowała, a paskudny uśmiech wyrysował się na jego ustach. Szlamolub rzucił się, próbując jednocześnie wyrwać się z więzów, jak i skupić pod wpływem bólu.
- Chyba złamałaś mu żebro. - Rzucił, w rama specyficznej pochwały. Nigdy nie chwalił otwarcie, kierując się zimną, wymagającą szkołą jego ojca. Pewnych rzeczy powiązanych z wychowaniem nie dało się wyplenić. - Bicie to nie numerologia, szybko idzie pojąć podstawy. Kiedyś mogę ci pokazać. - Mruknął, wzruszając obojętnie ramionami. Fakt, iż jego lekcja po legałaby na bójce z jego osobą wolał pominąć, pewien, iż nie jest to istotnym czynnikiem.
Schmidt wywrócił zielonymi ślepiami, po czym wyciągnął z torby ostry, myśliwski nóż z ostrzem zdobionym wygrawerowaną sceną polowania.
- Celem tortur jest wyciągnięcie odpowiednich informacji w taki sposób, aby ofiara nie umarła zbyt wcześnie, nim wyjawi wszystkie tajemnice. - Zaczął, podchodząc do mężczyzny by omieść jego sylwetkę swoim spojrzeniem. - Zwykle zaczynam od prostych rzeczy. Odpowiednie uderzenia w odpowiednie miejsca, a później... - Dodał, po czym przystawił nóż do piersi mężczyzny, by wykonać na niej dziesięciocentymetrowe, dość głębokie nacięcie. Zupełnie jakby miał zaraz skórować dziką zwierzynę. - Lubię zdzierać z nich skórę. Jeśli dobrze to robisz, nasz kolega powinien wytrzymać kilka przeraźliwych godzin. Chodź. - Rzucił, po czym na chwilę wyjął różdżkę z kieszeni by rzucić proste Lumos mające ułatwić jej dostrzeżenie wszelkich szczegółów. Później jego palce znów zacisnęły się na ostrzu noża. Uważnie wsunął je w ranę, czubek ostrza kierując w jego tkanki. - Musisz uważać, aby nie zacząć ciąć mięsa. Wtedy mijasz się z celem. Wsuwasz ostrze powoli między odpowiednie warstwy, od czubka aż po rękojeść, a później ostrożnie oddzielasz je od siebie, o tak. - Mruknął, po czym zatopił ostrze w męskim ciele. Ostrożnie przejechał nożem kilka centymetrów w dół, ignorując próby wyrwania się szlamoluba. Następnie wyjął nóż, by delikatnie naciąć tkanki poprzecznie, tuż nad miejscem w którym zatopił ostrze. Płat skóry wywinął się, ukazując swoje wnętrze, a ślepia Schmidta powędrowały na Multon.

| Szlamolub: 190/204 PŻ




Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Powrót do góry Go down
Elvira Multon
Elvira Multon

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Zdradliwa i wierna,
i dobra i zła,
i rozkosz i rozpacz,
i uśmiech i łza,
i gołąb i żmija,
i piołun i miód,
i anioł i demon,
i upiór i cud
OPCM : 3
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 27
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
choking on my pride

Tunele ewakuacyjne - Page 8 Empty
PisanieTemat: Re: Tunele ewakuacyjne [odnośnikTunele ewakuacyjne - Page 8 I_icon_minitime09.12.20 19:38

Schmidt był mężczyzną oschłym, marudnym i nieprzyjaźnie usposobionym; im więcej czasu spędzali ze sobą w tej zatęchłej mordowni, tym intensywniej przebijały cechy charakteru, na które w mglistej atmosferze Białej Wywerny mogła nie zwrócić uwagi. Choć niektóre jego słowa, przypadkowo protekcjonalne zachowania wzbudzały w Elvirze złość, w dłuższej perspektywie nie dostrzegała elementów budzących stałą antypatię. Znacznie trudniej byłoby jej zdzierżyć osobę niepewną swego, zmienną w nastrojach, obrażalską, fałszywą, zwyczajnie słabą - Schmidt był skurwysynem, ale przynajmniej pozostawał w tym skurwysyństwie stały i szczery, a Multon mogła docenić idący za tym brak skrupułów.
Nawet jeżeli czasami musiała ugryźć się w język mocno, prawie boleśnie, aby nie palnąć czegoś, za co zapewne w ułamku chwili oberwałaby po głowie. W tymże celu ostała na milczącym wzdychaniu i splataniu okrytych czarnym materiałem ramion za plecami, gdy zarzucił jej dalsze pyskowanie. Wznosiłaby oczy ku niebu, gdyby było je tu widać; z braku lepszych możliwości ostała na krytycznym wodzeniu spojrzeniem po szczegółach jego masywnych dłoni. Czy w tak topornych palcach byłby w ogóle w stanie utrzymać skalpel?
- Czego współczujesz? - odgryzła się w końcu, utrzymując jednak ton na niskiej, słodkiej nucie. Paskudnie obłudnej, lepkiej i zwodniczej jak miód wabiący mrówki. - Tego, że się nie pieszczę? Niektórzy z was nie zasługują na nic innego. - Przechyliła się w jego stronę, wyzywająco wsuwając do ust paznokieć małego palca. - Ale takiego bym sobie nie wybrała. Pomyśl, Schmidt. Jak masz na oknie ulubionego kwiatka, to będziesz go obcinał razem z łodygą? - Oblizała koniuszek palca, udając zastanowienie. - Nie. A przynajmniej dopóty, dopóki nie uschnie.
Później zamknęła usta i starała się być grzeczna, przyjmując uwagi i nie wnosząc zbyt wiele własnych obiekcji, czy poprawek, nawet jeżeli czasem same cisnęły się na myśl. W tym temacie rzeczywiście nie posiadała znaczącego doświadczenia, a już z pewnością nie tak znaczącego jak on, chciała więc korzystać z przebłysków dobrego nastroju, jakie najwyraźniej dawało mu spełnianie się w roli mentora.
Drugi cios wyszedł jej bowiem znacznie lepiej i byłaby gównianym uczniem, gdyby nie dostrzegła w tym wagi zastosowanych poprawek. Żeby drugiego czarodzieja doścignąć (i prześcignąć) należało przetrwać najgorsze okresy nauki. Przeżyła to jako adept anatomii, przeżyje i dziś. A niewielkie wymuszone komplementy tu i ówdzie stanowiły wyłącznie środek do celu.
- Mhm, masz na myśli mięśnie grzbietu i pośladków? - Obejrzała się na bok, wyginając kręgosłup i wodząc dłońmi po własnej nodze. Kostki palców nadal zdawały jej się zsiniałe, czuła też pulsujący ból głęboko w torebkach stawów, ale robiła wszystko, by udać, że efektów silnego ciosu o mocy łamiącej kości wcale nie odczuła. - Chętnie potrenuję. Bycie nauczycielem przychodzi ci naturalnie, czyżbyś minął się z powołaniem? - W zasadzie uznawała to sarkastyczne pytanie za komplement, a przynajmniej starała się niewielkim uśmiechem zasygnalizować intencje.
Skupiła się na rzeczy innej niż ból w dłoni dopiero wtedy, gdy Friedrich wyciągnął z torby połyskujący, myśliwski nóż. Przyglądała mu się łapczywie, zainteresowana artystycznym grawerem na tyle, że pierwsze słowa małego wykładu jakoby przeleciały jej obok uszu. Elvira nigdy dotąd nie spotkała się z taką formą ozdabiania noży, nie tych służących do mordowania - nasuwało to skojarzenie zbeszczeszczonego ideału, tym samym budząc jej dalszą ciekawość.
Błękitne oczy błysnęły zainteresowaniem, gdy ostrze odnalazło drogę do roztrzęsionego ciała. Zbliżyła się bez zawahania jeszcze zanim ją do siebie przywołał. Stanęła bardzo blisko, nieszczególnie zmartwiona myślą, że pierwsze krople posoki mogłyby ją zachlapać. Serce znacząco przyspieszyło biegu, stawy rozpostarły w nieudolnie tłumionej ekscytacji. Bo przecież nie była to dla niej pierwszyzna, nie pierwsze ciało poddane woli, nie pierwsze preparowane tkanki.
Z początku obserwowała ze skupieniem, słuchając, delikatnie jedynie marszcząc brwi, gdy wiodła wzrokiem za gładką linią nacięcia; przyznać musiała, że było równe, gładkie i płytkie jak na brutalnego mężczyznę, po którym nie spodziewała się podobnej finezji.
- Robisz to już długo, więc pewnie wiesz; które partie są najbardziej bolesne, najbardziej... prowokujące do współpracy? Czy te długie, jak na grzbiecie, czy tam, gdzie tkanki są najwrażliwsze?
Żachnęła się dopiero, gdy zwrócił jej uwagę na ostrożność.
- Nie musisz mówić mi, gdzie zaczyna się mięso. Wiesz ile trupów trafiło już pod mój skalpel? Ile klatek otworzyłam, ile flaków wyjęłam? - Wygięła usta z nieszczerą obojętnością. - Preparując tkanki oddziela się je warstwa po warstewce. Potrafię to robić, ale na razie tylko tym. - Sięgnęła do kieszeni, raz jeszcze wyciągając saszetę ze skalpelami. - Ty jesteś myśliwym, ja anatomem. Skórujesz zwierzynę i ofiary, ja: zwłoki. Zazwyczaj - Wysunęła cienkie, błyszczące ostrze, które w porównaniu z jego pięknym nożem musiało wyglądać wyjątkowo marnie. Z zagryzionymi w namyśle wargami obserwowała krwiste płaty, dużo barwniejsze i wilgotniejsze niż u trupa, wywijające się gładko na drugą stronę. Szlamolub rozwarł usta, lecz żaden dźwięk nie poniósł się echem po tunelach. - Proponuję pojedynek. Myśliwy kontra patolog. Komu uda się wyciąć cieńszy płat skóry, ten potem stawia kolejkę w Wywernie - Pochyliła się nieco, by sięgnąć dłonią do rozdygotanego, bladego uda. - Weźmiesz lewe, a ja prawe, tak będzie sprawiedliwie, bo skóra tu będzie miała taką samą bazową grubość. - Oparła czubek ostrza na wybranym miejscu i uśmiechnęła się podle do Schmidta. - No weź, chyba nie stchórzysz?




Wszyscy zachowywali się tak, jakbym była jakąś niebezpieczną substancją chemiczną na granicy samoczynnego wybuchu, a byłam tylko sobą.

Do bólu nieprzewidywalną
Powrót do góry Go down
Friedrich Schmidt
Friedrich Schmidt

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : 16
UROKI : 19
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Tunele ewakuacyjne - Page 8 Empty
PisanieTemat: Re: Tunele ewakuacyjne [odnośnikTunele ewakuacyjne - Page 8 I_icon_minitime13.12.20 20:12

Friedrich Schmidt wywrócił ślepiami, słysząc jej słowa. W swym sposobie bycia przypominała mu ratlerka - małego, nie potrafiącego dobrze złapać zębami, lecz nieznośnie dużo szczekającego. Czasem nawet, przynajmniej w pojęciu milkliwego Austriaka, o wiele, wiele za dużo. Nigdy nie należał do mężczyzn rozmownych, nie czując oporów przed wypowiadaniem większej ilości słów jedynie w dwóch, niezwykle prywatnych przypadkach.
- Że musi słuchać twojego gadania... I tego, że pewnie nie wie, jak prędko mógłby stracić klejnoty. - Mruknął, wzruszając szerokim ramieniem. Jeśli papla tyle w domu, zapewne na jego miejscu zastanawiałby się, jak skutecznie ją uciszyć. Na tydzień, może dwa albo i miesiąc.
- Nie lubię kwiatów. Za długimi rozmowami oraz gdybaniem również nie przepadam. - Rzucił, a pomruk niezadowolenia opuścił jego pierś. Cóż, nigdy nie należał do mężczyzn rozmownych, skorych zagłębiać się w wielkie teorie. Wolał proste rozmowy polegające na wymianie konkretów oraz faktów.
Kolejny cios dziewczyny wyszedł lepiej, a Austriak był pewien, że gdyby nie jego rady, z pewnością nie udałoby się jej naprawić prostego błędu. Czy tylko Brytyjki posiadały takie głupie zapędy? A może Elvira była dziwnym wyjątkiem? Nie wiedział. I chyba, zwyczajnie nie chciał wiedzieć.
Mężczyzna uniósł brew ku górze, gdy ta przejechała dłonią po swojej nodze. Była zgrabna, tego nie można było jej nie przyznać. Był jednak szczerze przekonany, iż nie był mężczyzną, na którego działałyby podobne podchody.
- No... Nad pośladkami mogłabyś popracować, nie prezentują się najlepiej. - Mruknął, wykrzywiając usta w złośliwym uśmieszku. Odrobina treningów z pewnością dziewczynie by nie zaszkodziła, zwłaszcza, jeśli chciała nauczyć się bić. Tężyzna fizyczna niezwykle sporo ułatwiała.
Pokręcił głową w dziwnym rozbawieniu, gdy wspomniała o pominięciu się z powołaniem. Nie raz słyszał te słowa, lecz z ust swojego ojca, cały czas próbującego wymóc na nim zmianę zawodu. Nie udało się. I zapewne nigdy, nikomu się to nie uda.
-Mam wiele talentów. - Mruknął, przyjmując do wiadomości, iż była chętna na kolejne lekcje. Zapamięta. I jeśli nadarzy się kolejna okazja, z pewnością wyśle odpowiednie zaproszenie na odpowiednią lekcję. O ile dziewczyna nie stchórzy przed wyzwaniem.
Pokazywał jej dokładnie to, czego umiał. Wyjaśniał, rzeczy, których do tej pory nie wyjaśniał innym i przez chwilę miał wrażenie, że miało to sens.
- Wszytko zależy od osoby. Teoretycznie można wskazać odpowiednie partie, wiele zależy jednak od płótna. Szukasz blizn, szukasz miejsc, przed którymi najbardziej będzie się wzdrygał... Z początku bywa to problematyczne. - Tłumaczył, kątem oka zerkając ku ich ofierze. - Ten tutaj pierś znosi całkiem nieźle, ale widzisz to? To znamię? - Spytał, wskazując podłużną szramę na ramieniu. - Tu może być ciekawie. - Dodał i już miał zabrać się do pracy, gdy ta wypowiedziała kolejne słowa, burząc pozytywne wrażenie, jakie odniósł. Pies z zaciekawieniem podszedł do właściciela, gdy ten założył ramiona na piersi.
- Skończ. Nie jestem tu po to, żeby słuchać przechwałek. Chcesz się uczyć, to zamknij pysk i się ucz, a jeśli chcesz się przechwalać to rób to gdzie indziej. - Rzucił chłodno, wyraźnie urażony jej słowami. Zgodził się pokazać jej coś, czego nie pokazywał innym, a ona nie dość że gadała tyle, iż głowa zaczynała boleć, to jeszcze śmiała wyskakiwać z podobnymi tekstami. Otto zawarczał nieprzyjemnie, słysząc złość w głosie swojego pana.  - Tu nie chodzi o wyjęcie lub odcięcie czegoś, lecz zadanie bólu. Naruszenie tkanek tak, żeby nie zabić. - Mruknął jeszcze, nie zadowolonym przenosząc spojrzenie wprost na chłopaczka wiszącego pod sufitem. Korciło, aby wbić nóż w dziewczynę. Zatopić ostrze głęboko w jej piersi, przebić ją na wylot i obserwować, jak ucieka z niej życie.
- Później. - Odpowiedział równie chłodno, nieprzyjemnie, z groźbą czającą się gdzieś w jego głosie. - Nie mamy dużo czasu więc słuchaj i obserwuj. I nie graj mi na nerwach, bo zajmiesz jego miejsce. - Mruknął, wracając do przerwanej lekcji. Ofiara była świeża, a takiej okazji lepiej było nie marnować... Przynajmniej, jeśli Elvira nie chciała zawisnąć pod sufitem.




Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Powrót do góry Go down
Elvira Multon
Elvira Multon

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Zdradliwa i wierna,
i dobra i zła,
i rozkosz i rozpacz,
i uśmiech i łza,
i gołąb i żmija,
i piołun i miód,
i anioł i demon,
i upiór i cud
OPCM : 3
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 27
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
choking on my pride

Tunele ewakuacyjne - Page 8 Empty
PisanieTemat: Re: Tunele ewakuacyjne [odnośnikTunele ewakuacyjne - Page 8 I_icon_minitime17.12.20 17:04

Sceptycyzm Schmidta nie robił na Elvirze większego znaczenia ani też nadzwyczaj nie przeszkadzał; sama spędziła sporo lat w szpitalu jako kobieta mrukliwa i małomówna, z takiego wyłącznie powodu, że nie miała nikogo, przy kim chciałaby marnować tlen na dyskusje. Musiała także zachowywać dodatkową ostrożność, by paroma ostrzejszymi słowami nie ściągnąć na siebie skargi, czy zupełnie nie przekreślić kariery. Jej rozwój zawodowy w roli uzdrowiciela oddziałowego był już jednak skończony, nie miała dla czego się starać ani z jakiego powodu powstrzymywać. Chociaż do damek paplących na dworskich salonach było jej wciąż daleko (ona poruszała przynajmniej ciekawsze tematy), to zdawała sobie sprawę, że swą pewnością siebie i bezpośrednim obyciem może wzbudzać niepewność. Ewentualnie frustrację, ale z tego to się tylko wewnętrznie podśmiewała.
Ciekawe, czy on miał jakąś kobietę, a jeśli tak, to czy zdążył już zaszyć jej usta na stałe, żeby nie drażniła jego wrażliwych męskich uszu.
- Schlebiasz mi, Schmidt - skontrowała, unosząc brwi na myśl o tym, że zechciał ją postawić w pozycji kobiety zdolnej pozbawić mężczyzny godności. Cóż, zapewne, gdyby sobie na to zasłużył, nie widziałaby w tym rozwiązania problematycznego. Choć tylko i wyłącznie wtedy, gdyby sama nie zamierzała już czerpać z jego męskich walorów żadnego egoistycznego użytku. - Oczywiście, zapamiętam to na wypadek, gdybym chciała ci kiedyś wysłać kwiaty. - Drażniła się odrobinę nad granicą złośliwości, ale jedyne, co miała na celu, to rozrzedzić zgęstniałą atmosferę i poczuć się pewniej w jego towarzystwie. Na narkotyczne przywiązanie nie było już co liczyć, lecz skoro chciała częściej korzystać z jego nauk, nie mogła, nie zamierzała kulić się przed nim jak szlama przed prawdziwym czarodziejem.
Szczerze nie miała też zamiaru przyciągać jego spojrzenia, kiedy wodziła dłonią po własnym udzie, by wyczuć i odnaleźć dobrze znane mięśnie. Nie były najlepiej zbudowane, owszem, ale na jej szczupłym ciele ze święcą byłoby też szukać śladów cellulitu, więc gdy Fried wciął się ze swoją stereotypowo męską uwagą, zmarszczyła brwi i rzuciła mu naburmuszone spojrzenie. Nie najlepiej, też coś.
- Swoimi się pochwal... - mruknęła, memłając w ustach parę innych słów, na które w obecnym wypadku nie było miejsca. Przyjdzie czas, gdy będzie czuła się dość pewnie, aby mu wszystko bez obaw wygarniać. Dzisiaj była wyłącznie adeptem.
Nie miała zamiaru tchórzyć, krew jej nie przerażała, przemoc... czasami jeszcze, choć więcej niż strachu było w tym niepewności, dziwacznego rodzaju zniechęcenia. Niektóre rodzaje przemocy były wciąż dla Elviry nowe, lecz miała zamiar wyplenić z siebie niepewność, systematycznie, krok po kroku, aż pozbędzie się każdej emocji, która miała potencjał ściągać ją w dół.
- Brzmi z sensem - odparła, wpatrując się w miejsce na ramieniu ofiary, wskazane przez Schmidta przy pomocy czubka ostrza. Blizny, znamiona... one z pewnością były wrażliwe, lecz co, gdy ktoś ich nie posiadał? Od razu, jak to miała w zwyczaju, zaczęła analizować tę wiedzę z anatomicznego punktu widzenia, dopatrując się równie ciekawych efektów na spodniej części stóp, dłoniach, pachwinach, niekoniecznie w najbardziej oczywistym sensie.
Do momentu, w którym Fried naburmuszył się znów, tym razem dość, by wzbudzić uwagę psa. Elvira wiele wysiłku włożyła w to, by nie dać zwyciężyć instynktownemu pragnieniu odsunięcia się pół kroku w tył. Tylko przyciągnęłaby uwagę drapieżnika, a na to sobie pozwolić nie mogła. Podobnie jak zresztą na warczenie, niefortunnie, ponieważ słowa przygany okraszone kpiną od razu podniosły jej ciśnienie, zapiekły w policzki... zaskoczyły.
- Gadaj dalej. - wcięła się, ponieważ w skroniach aż pulsowało od ilości zdań, jakich mogłaby użyć, by go dalej prowokować, dopchnąć do brzegu przepaści (z której koniec końców i tak spadłaby tylko ona), a nie chciała ani zepsuć sobie szansy na nowe umiejętności ani skończyć z pogryzieniami kundla, które były zawsze brudne, obleśne i trudne do zaleczenia. Skoro tak go uderzało w ego to, że delikatna blondynka nie jest zupełnym nowicjuszem, to mogła z milczeniem patrzeć mu wyzywająco w oczy do końca spotkania. - Kusisz. - dorzuciła ironicznie, kiedy poważył się na groźbę. Myśl o tym, że mógłby uwiązać ją na równi ze szlamolubem była śmieszna, zresztą skoro już zaczęli, powinni skończyć i posprzątać truchło.
Gdyby jej ktoś zapytał, to pewna była, że szwab nie podjął się wyzwania, bo najzwyczajniej obawiał się porażki - ale nikt jej nie zapytał, nikt też zapewne nie chciał o tym teraz słuchać, więc skupiła się na powrót na tym, co miało znaczenie.
I tak już zwlekali - nie wypadało pozwolić szlamolubowi zbyt długo czekać na troskliwą uwagę.

/zt x 2 :pwease:




Wszyscy zachowywali się tak, jakbym była jakąś niebezpieczną substancją chemiczną na granicy samoczynnego wybuchu, a byłam tylko sobą.

Do bólu nieprzewidywalną
Powrót do góry Go down
 

Tunele ewakuacyjne

Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Isle of Dogs-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21