Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Solsbury Hill
AutorWiadomość
Solsbury Hill [odnośnik]16.07.19 20:47
First topic message reminder :

Solsbury Hill

Solsbury Hill to urokliwe miejsce, które co roku na wiosnę zakwita we wszystkich odcieniach oranżu i żółci, odmienną barwą zdaje się być jedynie przebijająca spod spodu zieleń liści i łodyg. Nie znajdziecie tutaj żadnych drzew ani krzewów, jedynie ciągnące się przez kilka kilometrów łąki. Czasami można tu spotkać mugoli pasających niedaleko krowy, innym razem przebiegające stepami duchy dzikich koni, jeszcze innym niewielkie zbiorowiska strzygących uszami jeleni i saren. Wśród wysokich kwiatów i traw zawsze odnajdzie się odpowiednie miejsce na koc i koszyk z łakociami.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Solsbury Hill - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Solsbury Hill [odnośnik]10.07.22 19:03
Całe niebo jest różowe.
Dzień chyli się ku końcowi, ale właśnie teraz Solsbury Hill wygląda najpiękniej. Mariaż różu z żółcią i pomarańczami jest tak ślicznym widokiem, że Maria nie może powstrzymać się od drobnego westchnienia, przyciśnięcia drobnej dłoni do serca, rozgrzanej promieniami słonecznymi skóry skrytej pod materiałem skromnej, białej koszuli z podwiniętymi rękawami i haftami zdobiącymi wyprasowane kołnierzyki. Nadchodzący wieczór pachnie wilgocią i jest to dobry znak — cały dzień spędziła przecież panna Multon właśnie tutaj, przechadzając się ciągnącą się kilometrami łąką. Wypatrywała nadbiegającej z oddali leśnej zwierzyny, ciesząc się spokojem, o który przecież ostatnio było tak bardzo trudno; od wciągnięcia w meandry wojny, od zerwania oślepiającej opaski, którą nałożył jej na oczy ojciec, by w typowej dla siebie manierze nie pozwolić córce przejmować się wojną, minęły już dwa miesiące. Dziś jednak jest niedziela, niedziela szczególna, bo jutrzejszy poniedziałek nie oznacza wcale konieczności pójścia do pracy, dobrzy państwo Parkinson przedłużyli świętowanie dnia dziecka, pozwalając opiekunkom jednorożców na jeszcze jeden dzień wytchnienia. Maria może więc poświęcić się swej ulubionej rozrywce, spacerować wśród natury, korzystać z dnia, który powoli przeradza się w noc.
Ma przy sobie wiklinowy koszyk, ten sam, którego używa na wszystkie pikniki w dobrej pogodzie, w nim cienki koc w kratkę, dwie książki, do połowy opróżnioną karafkę z wodą i pół kanapki z chleba razowego przełożonego pastą z gotowanego grochu. Koszyk przypięty jest bezpiecznie do miotły, którą ma na plecach, spacerują we dwójkę — nierozłączne przyjaciółki. Głowa zadarta do góry obserwowała, jak ostatnie promienie słońca raczą gasnąć, powoli pogrążać świat w ciemności. Ciemność budzi wtedy do życia inne stworzenia, te aktywne nocą. Słychać więc pohukiwanie ze zbliżającego się raz po raz lasu, w którym znajduje się przecież ścieżka, po której może wrócić do swojego domu. Do Okruszka z Solsbury Hill nie jest szczególnie daleko i gdyby tylko zebrała się wcześniej, mogłaby wrócić pieszo. Ale natura woła ją — woła szczerze, a ona niezdolna jest jej odmówić, zostaje więc na polanie odrobinę za długo, ale z każdym krokiem zbliża się coraz bardziej do wysokich sylwetek leśnych drzew.
Za nią dogasający róż, żółć i pomarańcz kładzące się do snu.
Aż krzyk rozdziera wieczorną sielankę, a Maria zatrzymuje się w połowie kroku, napięta jak struna, blada jak świeżo przygotowane pod obraz płótno.
Uciekaj.
Jest wojna i okrzyku takiego jak ten nie słyszy po raz pierwszy. Jest histeryczny, topi się w panice, jest co gorsze szczery. I powtarza się. Trzy razy uciekaj, ktokolwiek to jest, z a l e ż y mu. I jeżeli aż tak mu zależy, sam musi być w tarapatach, więc Maria nie myśli wiele, nie myśli dużo, odwraca się w kierunku, z którego nadbiega dźwięk.
Tylko po to, by zobaczyć rudowłosego mężczyznę, w ostatnich promieniach słońca odcień ten mieni się jak miedź i byłby to piękny widok, jak żywcem wyjęty z książek, które nosiła w koszyku, gdyby nie to, że targało nim coś bolesnego, coś, czemu nie potrafił się przeciwstawić, coś, przed czym pragnął ją ostrzec. Ją, nieznajomą, przypadkowego gościa łąk na granicy lasów Gloucestershire.
— Co się dzie— — pragnie zapytać, w szarozielonych oczach, otwartych teraz szeroko w zdziwieniu splątanym z przerażeniem błyskają iskry, to niema obietnica, nie bój się, proszę, pomogę... Ale nie jest dane jej skończyć, mężczyzna krzyczy coś o zmianie, ostatnie słowa są chyba najgorsze, rozdzierające duszę wyznanie skroplone krwią, którą pić będą kwiaty na skraju tej biednej łąki.
Wszystko dzieje się szybko, ale Maria nie może dać się sparaliżować. Ciało działa prędzej od rozumu, bo gdyby było inaczej, wpatrywałaby się w to sadystyczne przedstawienie, nie zważając nawet, że oto zza jednej z chmur wyłania się srebrzysta tarcza księżyca i to ona będzie dziś świadkiem ich spotkania, nie słoneczne promienie. Ręce prędko umożliwiają ściągnięcie miotły z pleców, wiklinowy koszyk chybocze się nieco, ale nie wypuszcza z siebie zawartości, Maria zabezpieczyła go przecież wcześniej odpowiednim zaklęciem. W kolejnej sekundzie błękitna spódnica wznosi się razem z podniesioną nogą, Maria odbija się obiema nogami od ziemi, by znaleźć się na wysokości koron drzew, szumiących cicho — pohukujący ptak musiał zostać spłoszony krzykami, zostaje tylko łąka po prawej, las po lewej i cierpiący katusze człowiek pod nią.
— Proszę się nie bać! — krzyczy więc Maria z góry, krzyczy ile ma sił w płucach, ale nigdy nie potrafiła być szczególnie głośna, nie wie, czy wilkołak jest w stanie ją usłyszeć. Wie o tych stworzeniach co nieco, nie jest przecież głupim dziewczęciem, klątwa likantropii straszyła nawet z podręczników w błękitnej oprawie spisanych we francuskiej mowie. Ale wierzy — może chce wierzyć — że tam w środku wciąż jest człowiek, że ktoś tak dobry, by ją ostrzec, nie będzie chciał jej skrzywdzić, że jest w swym losie po prostu tragicznie bezradny. Ale nie musi w tym tkwić przecież sam, a Maria, pomimo własnego strachu, pomimo serca bijącego tak prędko, że ma wrażenie, że przy kolejnym krzyku podejdzie jej ono do gardła i wypadnie z ust — musi być dzielna. może i za ich dwójkę, bo choć kocha te okolice i uznaje je za bezpieczne — nie wie, czy są bezpieczne dla wilkołaków. Wie, że jeden z chłopców z jej rocznika zapisał się do brygady w Ministerstwie Magii, ale on był z Surrey, nie z Gloucestershire, może nie trafią na niego, to tylko jedna noc. — Ja... ja będę tutaj, bezpieczna! Nie zostawię cię tu samego! — krzyczy więc dalej, wbrew logice i instynktowi samozachowawczemu, bo uczono ją, by od wilkołaków uciekać, ale wyobraźnia pracuje zbyt szybko, zbyt prędko, zbyt mocno. I wie, że gdyby coś stało się temu dobremu mężczyźnie, nie potrafiłaby sobie tego wybaczyć.


you will be waiting, child, for spring — and spring will
FOOL YOU.
Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożców
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
there's always been a little sadness
inside my happiness
i've never been able to
separate the two
OPCM : 9 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t11146-maria-multon#342866 https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#342861
Re: Solsbury Hill [odnośnik]10.07.22 19:03
The member 'Maria Multon' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Solsbury Hill - Page 4 DkueKwD
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Solsbury Hill - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Solsbury Hill [odnośnik]13.07.22 23:19
Harmider jęków i bestialskich krzyków przeobraża się w nicość. Donośny, wilczy skowyt spłoszył okoliczną faunę; przez moment jedynym słyszalnym dźwiękiem staje się podmuch letniego wiatru, jakby nawet świerszcze eksmitowały się z okolicy w przestrachu. Odważna pannica nie rwie się jednak do ucieczki; stawia opór panice, w trymiga podrywa się na miotle i góruje nad miriadami szumiących drzew, spod granatowej kopuły gwieździstego nieba przyglądając się temu, co z rudzielca zostało. Makabryczny obraz mężczyzny poddanego torturze deformacji wnet przekształca się wyłącznie w powidok — instynkt może podpowiadać, że na jego miejscu nie ma już dobrego człowieka, który przestrogą chciał odgonić ją z miejsca. Humanoidalna istota staje na równe nogi i patrzy ku sklepieniu; zauważając ludzką obecność, warczy głośno z niezadowolenia, jakby w ramach ostatniego ostrzeżenia. Rdzawe futro jeży się z dezorientacji, długi pysk obnaża kły, które błyszczą bielą w księżycowej poświacie, a niedostrzegalna w mroku zieleń ludzkich oczu przybiera świetlisty odcień i bystrzejszy wyraz. Bestia stawia wreszcie pierwsze kroki — z początku mozolne, co przywodzi na myśl ludzi, którzy po długiej łóżkowej kuracji na powrót uczą się chodzić — szybko jednak zmienia swą posturę; z gracją pada na cztery umięśnione łapy i rusza pędem w głąb lasu, gdzie przysłania ją korona drzew.
Dynamizm reakcji na obecność nowego drapieżnika daje się odczuć od pierwszych chwil. Rutyna nocnych stworzeń ulega zachwianiu; te, wyczuwając zagrożenie, poszukują schronienia lub oddają się ucieczce w popłochu, by zwiększyć swoje szanse na przeżycie tej nocy. Nawet najmniejszy ruch czy szelest nie ulega uwadze wyczulonych zmysłów likantropa. Słyszalny nawet dla lotniczki staje się hurtowy trzepot skrzydeł; przygasa pohukiwanie sów, nocne ptactwo ucieka jeszcze głębiej lub kryje się wśród drzew i chyba tylko kruki w bezpiecznej odległości wyczekują nadchodzącej uczty. Nawet najmniejsze gryzonie starają się ukryć w gęstwinie krzaków czy systemie podziemnych nor, w których spędzają regularnie swoje dni. Tylko czy rzeczywiście jest się czego bać?
Wielki, zły wilk kieruje się zwierzęcymi instynktami, ale nie stracił nad sobą kontroli; niezupełnie, jak też zdarzało się zazwyczaj w pełnię. Wyjątkowo okiełznana drapieżna intuicja to rezultat walki, która zadziała się w jego głowie; walki, którą toczy z samym sobą, ujarzmiając bestię w imię człowieczeństwa. Do tej pory każda samotna eskapada Garfielda Weasley kończyła się napadami furii, nad którą nie miał kontroli, której nawet nie pamiętał, mając w głowie tylko strzępki krwawych obrazów, jak wtedy, gdy przypalany czarnoksięskimi metodami uwolnił z oków potwora, który pożarł jego wrogów. Dziś czuje się inaczej; wciąż wielkim wysiłkiem jest opanowanie głodu, lecz potrafi okiełznać potrzebę ataku poruszających się obiektów. Węch tropi wyłącznie w poszukiwaniu krwi; nad tym nie ma kontroli — ta żądza jest zbyt silna, zbyt podniecająca, by przejść obok niej obojętnie. Jednakże, kiedy unosi głowę ku górze, ku niebu, wbijając wielkie ślepia w Marię, w jego spojrzeniu da się odnaleźć cień świadomości, jakby niemo zaakceptował rolę swojej przewodniczki — i choć z pewnością nie raz zboczy z wytyczonego kursu, coś mogło jej podpowiadać, że zakotwicza się w bezpiecznej myśli o uzyskaniu pomocy, której będzie potrzebował — jeśli nie on, być może ktoś inny.
Chciałby się odezwać, lecz może pozwolić sobie wyłącznie na przeciągły skowyt. Wyje więc, do księżyca i do swej przewodniczki, niby w grymasie bólu i cierpienia, bo nie przemawia przez niego bestia. Wewnątrz wilkołaczej głowy animalne odruchy zderzają się z ludzkimi przebłyskami świadomości, które pragną wyzwolić się z ciała, w którym ugrzęzły; które nie mogą znieść mnogości rozrywających nozdrza zapachów z promienia kilku kilometrów. Woni pyłków kwiatów, które zakwitły w słońcu; odoru zwierzęcych odchodów, którym mógłby tropić swoje ofiary; nawet przebijających się przez nie ludzkich zapachów... i metalicznego, słodkiego aromatu, który od razu wytrąca go z rytmu.
Traci nad sobą kontrolę. Widoczny przed chwilą przejaw człowieczeństwa zostaje wyparty w ułamki sekundy wyłącznie przez głód. Tempo jego biegu nieznacznie przewyższa zdolności lotnicze Marii, której problemem jest ograniczona widoczność; bestia nie skrada się, jednak zdaje się mknąć prosto do celu, pewna swojej siły i szybkości, gotowa pożreć swoją ofiarę, kiedy tylko znajdzie się w jej zasięgu. Jeśli to człowiek, jest w niebywale dużym niebezpieczeństwie; przed Marią stoi decyzja, czy zawczasu ingerować w splot zdarzeń, czy pozwolić wilkołakowi oddać się własnej naturze.
Garfield Weasley
Zawód : Biuro Informacji i Propagandy "Memortek"
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15 +5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11219-garfield-weasley#345390 https://www.morsmordre.net/t11265-persymona#346336 https://www.morsmordre.net/t11272-futerkowy-problem https://www.morsmordre.net/f426-devon-appledore-wooda-road-12 https://www.morsmordre.net/t11264-skrytka-bankowa-nr-2454#346322 https://www.morsmordre.net/t11263-garfield-weasley
Re: Solsbury Hill [odnośnik]04.08.22 19:35
Cenna lekcja przypada w udziale pannie Multon. Jest to lekcja o przemijaniu, jest to lekcja o lekkości bytu i istnienia, jest to też wreszcie nauka o tym, że gdy świat jednego człowieka się kończy — historie innych ciągną się dalej. Wśród krzyków, harmidru, pojękiwań i wycia kończy się bowiem świadomość Garfielda Weasleya, ale zaczyna się coś nowego.
Życie nienawidzi próżni, pragnie wypełnić ją jak najprędzej, często kosztem tych, którzy znajdują się najbliżej.
Ale Maria decyduje się przecież pozostać przy tym, który — według jej wciąż jeszcze naiwnej definicji lojalności — ochronił ją przed sobą samym. Pamięta przecież książki, które wertowała wielokrotnie, więcej razy, niż byłaby zdolna teraz przywołać z pamięci w formie konkretnej liczby. Pamięta, że rozdział o wilkołakach i likantropii rozpoczynał się ryciną likantropa, na którą naniesiono kontury człowiecze w celu porównawczym i że la lycanthropie była problemem niemal wyłącznie czarodziejskim, przede wszystkim dlatego, że ciała mugoli nie były aż tak silne jak umagicznionych, a rany zadane przez wilkołaka były dla nich często śmiertelne. Potrafi przywołać też z pamięci szelest pergaminu, gdy przewracała kartę na drugą stronę (rycina znajdowała się po prawej, więc do dalszego tekstu musiała przejść na lewo) i że to właśnie na drugiej stronie rozdziału zapisano, że do zakażenia likantropią dochodzi rzadziej w wyniku nałożenia klątwy, najczęściej w trakcie pełni — takiej jak ta — i że kluczowe jest zmieszanie się śliny likantropa z krwią jego ofiary. Oraz to, by czarodziej taki przeżył. Martwi przecież nie mogli ulegać transformacjom.
Wszystkie te informacje wracają do niej w jednej sekundzie, w momencie wybrzmienia najgorszego chyba, najbardziej przerażającego ryknięcia. Tego, które zaczyna się tragicznym, bo ludzkim jeszcze krzykiem, ale z każdym mijającym ułamkiem sekundy zmienia się w wilczy skowyt, bo przestaje krzyczeć człowiek, zaczyna krzyczeć bestia i nie ma już żartów, trzeba zachować jak najwięcej uwagi, skupić się na stojącym przed nią zadaniu, dotrzymać złożonej niewerbalnie, w prywatności czystego serca obietnicy.
Czy się boi? Oczywiście, że tak. Każdy, kto znalazłby się w jej sytuacji, wzbiłby się na miotle w górę, wysoko ponad las, z nadzieją, że umknie wilkołaczemu atakowi, że zaraz dostanie się wprost w bezpieczeństwo swego domu, zarygluje drzwi i dopiero wtedy odetchnie z ulgą. Maria jest jednak zbyt uparta w swym zamiarze, zbyt naiwna dla swego dobra. Wznosi się wyżej — tylko dla własnego bezpieczeństwa — dopiero, gdy wilcze ślepia spoglądają wprost na nią. Mięśnie napinają się wtedy, gotowe do ucieczki, gdyby nastała taka potrzeba. Nie chce myśleć o tym, kogo dobro należałoby priorytetyzować, gdyby naprawdę zrobiło się nieciekawie. Gdzieś podskórnie wie, że musiałaby podjąć decyzję egoistyczną, ale jedyną słuszną (gdzieś w zakamarku świadomości stwierdzenie to dźwięczy jej chłodnym głosem Elviry i drugim, męskim, gorącym od złości). Tylko żywa mogłaby udzielić mu pomocy później.
Bestia — a wraz z nią zniewolony w środku człowiek — zrywa się do biegu. Gorący impuls, kark palący ogniem nerwowości każe jej ruszyć za nim. Chciałaby znajdować się bezpośrednio nad nim, w odpowiedniej odległości tak, by nie mógł jej dosięgnąć, nawet gdyby próbował podskoczyć. Jej ukochana miotła nie jest jednak najlepszą, jaką można dostać, nie należy nawet do tych, które jako dobre mogą służyć specjalistom, po prostu nie stać jej na taki wydatek, mimo kumulowanych powoli oszczędności. Z tego też powodu wilkołak wychodzi na prowadzenie, Multon jest już przekonana, że podjął trop. Stara się, jak może wyczuć zapach krwi, to ona przecież pobudzała najmocniej wilcze zmysły.
I kiedy wreszcie metaliczny zapach uderza w jej nozdrza, trafia ją również myśl paniczna, choć chłodna jak stal.
Zaraz będzie za późno.
Leci więc dalej przed siebie, ściska miotłę mocno udami, zaplata wokół niej nogi, kładąc się na niej niemal, bo teraz trzyma się tylko jedną ręką i nogami właśnie. Prawa ręka majstruje chwilę przy pasie, aż wreszcie różdżka z drewna migdałowca trafia do dłoni, a Maria ma już plan, który musi wcielić w życie.
Jak najprędzej.
Caneteria Fictaróżdżkę kieruje za siebie, w kierunku przeciwnym do tego, w którym zmierzał wilkołak. Tam nie było żadnego człowieka, tego była pewna, a może wiedzieli o tym oboje. Chciała, by iluzja zabrzmiała jak ludzki krzyk, lecz zaklęcie nie było wystarczająco silne, a teraz dziewczyna nie była już pewna, jak dobrym słuchem dysponują likantropowie. Dla upewnienia się, że wilkołak złapie się na jej małe oszustwo, skierowała różdżkę na jeden z pni obalonych drzew, bardzo niedaleko miejsca, w które trafiła pierwsza, niezbyt mocna wiązka zaklęcia. Odore mutatiokolejne zaklęcie, może dzięki sile determinacji Marii, odniosło pożądany wreszcie efekt, zmieniając woń obumarłego już drzewa w poznany już przez ich dwójkę, metaliczny zapach krwi.
Marii zostało mieć tylko nadzieję, że fortel odniesie sukces. Że ktokolwiek — cokolwiek — miało pecha krwawić w lesie w trakcie pełni, zostanie uratowane.

| i poglądowo rzucę na latanie na miotle (II, +60)


you will be waiting, child, for spring — and spring will
FOOL YOU.
Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożców
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
there's always been a little sadness
inside my happiness
i've never been able to
separate the two
OPCM : 9 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t11146-maria-multon#342866 https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#342861
Re: Solsbury Hill [odnośnik]04.08.22 19:35
The member 'Maria Multon' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 87
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Solsbury Hill - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Solsbury Hill
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach