Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Horseshoe Green
AutorWiadomość
Horseshoe Green [odnośnik]16.07.19 20:47
First topic message reminder :

Horseshoe Green

Równiny Horseshoe Green to głównie piesze szlaki turystyczne ciągnące się między odległymi wioskami i miasteczkami. Choć widoki są cudowne, wręcz magiczne, bo zieleń pól i niewielkie skupiska drzew, pod którymi doskonale odpocząć, przyciągają wzrok, to jednak w okolicy znacznie częściej można zobaczyć tutaj mugoli – jadących na rowerach, przewożących na starych wozach siano, dzieci grające w piłkę albo bawiące się w berka. Latem grupka czarodziejów z Koła Magicznych Rolników organizuje festyn ogrodniczy, w którym jesienią co roku wybiera się najbardziej dorodne warzywo, które oczywiście wyhodowane zostało naturalnymi metodami – od trzech lat prym prowadzi Penny Bigsy ze swoją niemalże tonową dynią.
Te spokojne okolice należą do jednych z najbardziej urokliwych w hrabstwie Kent.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Horseshoe Green - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Horseshoe Green [odnośnik]07.09.20 0:29
Twarda glina wzniosła je obie, grubą warstwą pokrywała delikatną, kobiecą skórę i pozwalała dokonywać rzeczy, które w oczach innych - wielu - wymagałyby wyklęcia. Bez cienia zwątpienia odbierały życia w imię egoistycznej pobudki, skazywały na podzielenie ponurego losu nie tylko te, których rzeczywiście potrzebowały - a może również towarzyszących im bliskich, przyjaciół, ukochanych. Pragnęły posłać do grobu młodych i starych, w swym osądzie były zatem łaskawe, dziwnie sprawiedliwe - bo śmierć nie zna żadnych ulg. Po każdego nadchodziła tak samo, zabierała do krainy niebytu, pogrążała w wiecznej, niezbadanej jeszcze ciemności, sięgała swym miłosnym pocałunkiem po króla i żebraka, damę i dziwkę, starca i dziecko. I Wren czuła przyjemność móc dzielić ten obowiązek akurat z Lyanną. Wiedźma nie wzdrygała się bowiem na krwawe widoki, jej dłoń nie zachwiała się ani razu gdy prowadziła ją po ciele niewinnej mugolki, gdy wbijała ostrze w jej skórę i rozdzierała nim żyły. To z jej życzenia tu były, powiększały niejako spektrum oferty jednoosobowego przedsiębiorstwa handlarki; nigdy dotąd nie przyszło jej organizować podobnego przedsięwzięcia, a to okazało się interesujące. I do tego kosztowne. Miało w sobie wszystko, za czym Chang szczerze przepadała - i przyszło jej teraz liczyć, że niegdyś będzie im dane ten wieczór powtórzyć.
- Powinnyśmy pochować je razem z pozostałymi - stwierdziła westchnieniem, odrobinę rozczarowana. Kontrola przepływu magii potrzebna do rzucenia obliviate na mugolski umysł nie była dziś warta marnowania nań energii i czasu. Należało użyć zaklęcia odpowiednio delikatnie, a jednocześnie odpowiednio mocno, by trwale usunąć ostatnie wspomnienie bez uszkodzenia psychiki jako integralnej całości, a Wren, wciąż upojona dominującą nad ciałem adrenaliną, nie miała ochoty kłopotać się zanadto przy uprzątnięciu osobliwej sceny zbrodni. - Wrzucić ich tam żywych, spetryfikowanych, niech wiedzą, co ich czeka, gdy ziemia zacznie opadać na bezwładne ciała, przygniatać. Byłybyśmy w ich myślach do ostatniego tchnienia duszących się płuc. To prawie romantyczne - zaczęły tę makabrę, winny również zakończyć ją makabrą.
Ale Lyanna zdecydowała inaczej.
Podczas gdy Zabini zajmowała się tworzeniem odpowiednio głębokiego dołu, by pogrzebać martwe nieszczęśniczki, czarownica przystąpiła do procesu przelewania posoki z mis do butli. Spoczywały w drewnianej skrzynce, ich liczbę oceniła stosownie jeszcze przed wyruszeniem na wyprawę; za pomocą magii wydobyła jeden pojemnik utkany z przezroczystego szkła, do jego krańca przykładając odkażony purusem lej, by następną inkantacją unieść misę i łagodnie przechylić ją do gardła metalowego nalewu. Powoli, precyzyjnie, tak, by nie uronić ni jednej kropli. Za wszystko płaciła Lyanna, należało zatem zapewnić jej dokładnie to, o co prosiła. Wren nie oszukiwała swoich klientek - nie marnowała także zdobywanego przez siebie towaru, stawiając na dokładniejsze ruchy niż te prędkie, podekscytowane, nawet jeśli po jej własnym ciele rozchodziła się przyjemna adrenalina. Gdy szkarłat dosięgnął szyjki butli, odłożyła misę na bok, szkło zakorkowała zaklęciem i zamieniła je na puste naczynie, proceder zaczynając ponownie. Aż do momentu, w którym wszystkie z pięciu czar nie zostały opróżnione, a drewniana paleta nie ugięła się pod nowym ciężarem. Ułożyła je dokładnie, pomiędzy każdym ze zbiorników układając czarną gąbkę. Przezorny zawsze ubezpieczony - porzekadło miało w sobie sporo racji, a Wren nie lubiła tracić dóbr. Nie godziła się na szkody wynikające ze swego niedopatrzenia, nieuwagi; niwelowała ich zalążki tak szybko, jak tylko mogła, z pedantyczną wręcz uwagą oceniając teraz rezultat swojej pracy. Na wszelki wypadek całość obwiązała jeszcze rzemykiem, by ukrócić chybotliwość podczas podróży. Aportować się z takim ładunkiem nie było wcale łatwo - musiała więc rozważyć każdy możliwy scenariusz o niepochlebnym końcu i wyeliminować przynajmniej większy procent jego prawdopodobieństwa.
Do pozbawionego witalnej cieczy truchła powinni byli dołączyć pozbawieni możliwości ruchu mugole. Byli świadomi - wiedzieliby, czuli to, jak spadają do głębokiej wyrwy w ziemi, widzieli leżące obok zwłoki pozbawione ubrań. Ale ci wciąż spoczywali bezpiecznie w zaroślach, oczekiwali cierpliwie swojej szansy - łaskawości, jaką okazywała im Zabini. Szmaty wcześniej będące kreacjami dziewcząt Wren wrzuciła do środka zanim zaklęciem jęły przesypywać z powrotem odsłoniętą ziemię. Kawałek po kawałku, ciężar po ciężarze. Gleba przygniotła pozbawione krwi ciała, pochowała na zawsze. I gdy pozostał po nich jedynie ślad świeżo zakopanej dziury, czarownica przechyliła delikatnie głowę, przeszła kilka kroków przez szerokość niemego grobowca, sprawdzała, jak jej umysł zareaguje na świadomość, że za sprawą jej wyborów poległo dziś tyle ofiar. Koniecznych, przypadkowych, jakichkolwiek; oswajały ją z naradzającym się w niej ciężarem narodzonym z początkiem lipca. Miała na dłoniach krew już nie tylko dwóch dziewcząt przywiedzionych do katedry w imię nauki Frances - tym razem pojawiła się w Horseshoe Green wiedząc czego zamierza się dopuścić. I zdecydowała się, mimo wszystko, sięgnąć po kolejne niewinne istnienia. Reszcie zmodyfikowały wspomnienia; zajęła się tym przede wszystkim Wren, mając odpowiednie doświadczenie w suplementacji potrzebnej do tego magii. Towarzyszka nie była z tym obyta, z usuwaniem pamięci mugolom, a na jej naukę poświęciłyby stanowczo zbyt dużo czasu.
- To zależy od ciebie, Lyanno. Płacisz, wymagasz. A krew nigdy nie będzie świeższa niż teraz - odparła spokojnie, potwornie spokojnie, zdając sobie sprawę, że ani na chwilę nie powróciła myślami do zbiorowej mogiły po tym, jak znów stanęły w szopie. - Jeśli chcesz, możemy aportować się do ciebie i urządzić kąpiel jeszcze dziś. A jeśli wolisz odpocząć - zróbmy to jutro, lecz nie później - urwała na chwilę, zamyślona. - Może to byłoby wręcz wskazane. Obie oczyścimy umysły, wodą obmyjemy się z kurzu i brudu, a jutrzejszego wieczora skupimy się wyłącznie na twoim pięknie. Poświęcimy mu odpowiednią uwagę. Hm? - zaproponowała. Chciała, by przeżycie było dla Lyanny autentyczne w swym przekazie, by mówiło o prawdziwym priorytecie - jej urodzie, nie o pochwyconych wśród zielonych przestworzy dziewczętach. - W takim wypadku wolałabym zostawić krew już w twoim mieszkaniu, by nie wzbudzić podejrzeń na Pokątnej. Jest zabezpieczona - schłodzę ją i poczeka cierpliwie na swój użytek - bo zawsze czekała. Nie miała wyboru, jako ofiara zebrana z żył pięknych i młodych owieczek, jej przeznaczeniem było służyć na potrzeby godnych, czasem zdesperowanych czarownic.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Horseshoe Green [odnośnik]08.09.20 13:13
Podobało jej się to uczucie władzy nad życiem i śmiercią młodej dziewczyny, kiedy wiedziona ręką Wren wbijała sztylet w jej naczynia krwionośne, uwalniając życiodajną posokę. Zrobienie tego bez magii nabierało głębszego wymiaru, bardziej przybliżało Zabini do jej ofiary, której krew wkrótce miała wydłużyć jej urodę i młodość. Wszystko to, co tu robiły, działo się w wyższym celu. Nie dla zabawy, a dla wymiernych korzyści, które miały zyskać obie. Tylko mugolki było poszkodowane w tym równaniu, ale ich zdanie się nie liczyło. Zginęły dla wyższego dobra – dla dobra Lyanny. Ich nieruchomi towarzysze mogli ponieść podobny los, jednak Zabini uznała za marnotrawstwo zakopanie ich nie pobrawszy wcześniej krwi ani innych tkanek, które mogłyby przydać się do nakładania klątw. Lepiej było zatem wymazać ich pamięć, ale samej o nich pamiętać – i kiedyś zawsze mogła po nich wrócić, jeśli będzie potrzebowała kogoś do poćwiczenia czarnej magii, lub z pomocą kogoś odpowiednio obeznanego łatwo zdobyć tkanki potrzebne do klątw. Była praktyczna. Poza tym nagłe zniknięcie zbyt dużej ilości okolicznych mugoli w ciągu jednej nocy na pewno nie pozostałoby niezauważone, a zależało jej na dyskrecji. Mugole mieli więc szczęście, że myślała praktycznie i nie była zaślepiona bezmyślnym pragnieniem okrucieństwa. Choć gdyby któryś z nich miał przy sobie metalową różdżkę i skierowałby ją na nią, to na pewno też leżałby już w tym dole. Mierzenia w nią tym czymś na pewno by nie darowała.
- Mogą się później przydać, gdy będę potrzebowała większej ilości części do klątw. Dziś chyba nie mamy warunków, by je pobrać – powiedziała na słowa Wren, nieco zdumiona jej zapędami; najwyraźniej panna Chang szybko przeszła do porządku dziennego nad zabiciem dziewcząt i pochowanie żywcem reszty nie budziło w niej wyrzutów sumienia. Lyannę mimo wszystko odrzucała idea pochowania żywcem, tego typu karę pozostawiłaby raczej dla ludzi, którzy realnie jej podpadli i zaszkodzili. Gdzieś głęboko tkwił ten pierwotny, wspólny dla wszystkich ludzi strach przed pogrzebaniem za życia. Mugole byli jak zwierzęta, to prawda, ale mogła jeszcze w przyszłości odnieść korzyści z tego, że dziś nie kazała ich zakopać. Wiedziała w końcu, gdzie powrócić, jeśli zabraknie jej składników do baz pod klątwy lub testerów do zaklęć. Wolała nie urządzać polowań w najbliższej okolicy swego domu, zaś w Londynie obecnie już trudno było natrafić na mugola, wielu uciekło lub zginęło. A tutaj… Ta okolica była pełna mugoli, nieświadomych wieśniaków całkowicie bezbronnych wobec magii. – No i szlamolubni mogą zauważyć nagły znaczny ubytek okolicznych mugoli – dodała. W końcu ci brudni mugole mogli mieć krewnych po magicznej stronie w postaci szlam, a lepiej byłoby, żeby szlamoluby nie zainteresowali się okolicą obfitą w łatwe ofiary dla potencjalnych przyszłych działań Lyanny.
Patrzyła jednak na zakopywane ciała dziewcząt, już martwe i pozbawione krwi. Jedna jej zachcianka przyniosła tej nocy pięć ofiar. Pozostali mieli czekać na swój czas w nieświadomości tego, co dziś się stało, dzięki czemu nie będą wiedzieli, że powinni zachować ostrożność lub nawet uciec stąd byle jak najdalej. Pozwoliła Wren zająć się usuwaniem wspomnień, choć sama w ramach treningu postanowiła zająć się choć jednym z mugoli. Modyfikowanie pamięci mogło się przydać, a choć zaklęcie znała, nie była w nim jeszcze mocno wprawiona, zaś mugol był dobrym obiektem testowym. Nawet jeśli coś spapra, nie będzie jej go szkoda. Znajomość uroków również musiała pielęgnować, przydawały się tam, gdzie nie zawsze można było sięgnąć po czarną magię. Dbała o wszechstronny rozwój magiczny, nie skupiając się tylko na jednej dziedzinie. Umiejętności należało szlifować nieustannie, z równą skrupulatnością co charakter. Temu również nadała dziś dodatkowych szlifów, sięgając po czyn niemoralny. Miała na rękach krew. Bardziej dosłownie niż kiedykolwiek przedtem, bo dziś zabiła nie różdżką, a własnymi dłońmi. I wciąż pozostało trochę śladów posoki na skórze oraz ubraniu.
- Jutro to dobry czas, o ile dasz radę schłodzić ją na tyle, by wytrzymała bez uszczerbków dla świeżości – rzekła. W końcu na zajmowaniu się mugolami, i dziewczętami i resztą, minęło im tyle czasu, że niebawem chyba miał wstać świt. Straciły poczucie czasu, praktycznie całą noc spędziły w tym miejscu, ale Lyanna dopiero teraz, już po wszystkim, zaczęła to odczuwać, wcześniej napędzana emocjami i koniecznością podejmowania określonych działań. – Czy raczej dzisiaj wieczorem, bo chyba już mamy kolejny dzień – sprostowała, spoglądając ku jaśniejącemu powoli na wschodzie niebu, choć samo słońce miało pojawić się pewnie dopiero za jakiś czas. Latem świt wstawał szybciej, dni były długie, a noce krótkie. Mugole niebawem pewnie przebudzą się, zastanawiając się, dlaczego spali w zaroślach. Chyba że były to zachowania normalne dla niemagicznych, Lyanna nie znała się na tym, co dla mugoli normalne, a co nie. Cały ich świat był dziwny i pokręcony. – Chcę przeżyć to w sposób odpowiedni, wolna od zmęczenia, które teraz zaczynam odczuwać. – Bo teraz, po nieprzespanej nocy, to zmęczenie zdominowałoby doznania, dlatego zregenerowanie sił było wskazane przez pierwszym tego typu aktem, który musiała odpowiednio przeżyć i odczuć. – Tak zróbmy, niech zaczeka u mnie.
Mogły więc przetransportować krew do domu Lyanny, tego nowego, w którym zamieszkiwała od paru dni. Wren miała być pierwszą osobą poza nią, która przekraczała jego progi, a wieczorem miała powrócić tu ponownie, by zadbać o urodę Zabini i uczestniczyć wraz z nią w grzesznym akcie kąpieli w krwi niewinnych dziewic.

| zt. x 2
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Horseshoe Green
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach