Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Leopold Street

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Leopold Street - Page 8 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Leopold Street - Page 8 Empty
PisanieTemat: Leopold Street [odnośnikLeopold Street - Page 8 I_icon_minitime16.07.19 20:48

First topic message reminder :

Leopold Street

Leopold Street to długa, wąska alejka prowadząca pomiędzy pobliskimi domami. Niezbyt znana, zdawałoby się – przeciętna i szara, ale odznacza ją wyjątkowa uczynność ludzi zamieszkujących dwa rzędy upakowanych, typowo brytyjskich mieszkań. Wszystkie z nich należą do czarodziejów, którzy co jakiś czas wystawiają przed swoje domy stoły z przeróżnymi starociami na sprzedaż. Można tam znaleźć przedwojenne pamiątki i porzucone przez dzieci zabawki, wiekowe książki i albumy pozbawione zdjęć, napy na kanapy wydziergane przez starsze czarownice i serwetki. Czasami odbywa się tu również kiermasz ciast, a uzyskane fundusze oddawane są w pełni Stowarzyszeniu Skrzatów Umęczonych – niewielka społeczność Leopold Street raczej nie należy do osób o konserwatywnych poglądach względem krwi.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Marcelius Sallow
Marcelius Sallow

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Zawód : Akrobata
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

red - the blood of angry men

OPCM : 5
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 29
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Leopold Street - Page 8 Empty
PisanieTemat: Re: Leopold Street [odnośnikLeopold Street - Page 8 I_icon_minitime21.12.20 23:27

stąd przyszliśmy

- Co? - spytał, jeszcze w kuchennym zaciszu, po drodze gubiąc myśl, pokręcił głową przecząco, po prawdzie nie był przyzwyczajony do troski okazywanej mu przez kogokolwiek. Może poza mamą - ale ona już nie wróci. - Ach, to. To nic - odpowiedział szybko, nieco zdawkowo, zdarzało mu się przecież już mierzyć z większym bólem. Poruszał różdżką zgodnie ze wskazówkami Billy'ego, starając się być mu wsparciem, nie balastem.
- Świetny pomysł - dodał zaraz, szczerze, na wieść o boisku. Chyba rzeczywiście tu tego brakowało, miejsca, w którym można było przynajmniej udawać, że coś jest normalne - między domami, na osamotnionych brzegach, o które złowieszczo rozbijały się fale oceanu, między pracującymi czarodziejami nie było wcale łatwo. Zadziwiało go i przerażało zarazem, jak wiele pałętało się tu dzieci. - Boisko, ale lot też - sprecyzował. - Polećmy gdzieś, gdzie nie ma nikogo. Gdzie tego nie widać. Nad Szkocją albo Irlandią, nad górami albo dzikimi wybrzeżami. Myślisz, że da się o tym choć na chwilę zapomnieć? - O Niemcu, o mamie, złudne uproszczenie, o wojnie, o wszystkim, co działo się w Londynie. Brzmiało jak scenariusz powieści, kiepskiej na dodatek, nie coś, co mogło zadziać się w jego życiu. Słyszał o wojnach, o Grindelwaldzie, ale niewiele z tego pamiętał. - Mogę ci jakoś pomóc przy tym boisku? Ci ludzie byli dla mnie bardzo mili - Zazwyczaj przynajmniej - chciałbym móc jakoś... też dać coś od siebie. Nie potrafię za wiele, ale to pewnie trochę fizycznej pracy, a ja już doszedłem do siebie. Wystarczy, że powiesz, co robić - zadeklarował się, wykonując kolejne polecenia; starał się podawać Billy'emu odpowiednie narzędzia i oświetlać te miejsca, które były mu akurat potrzebne, przykładając się do tych drobnych gestów, choć wykonując je raczej mimowolnie. - Co za szmata - Zdawało mu się, że jego zęby zgrzytnęły jak dwie ocierające się o siebie śruby; nie był pewien, co szokowało go bardziej: to, że jego matkę zabito dla pieniędzy, uznając te drugie za bardziej wartościowe od ludzkiego życia czy jednak to, że znalazł się ktoś, kto faktycznie za to płacił. Nawet jeśli nieoficjalnie. - Są szaleni - odniósł się do jego słów, zaślepiony - to za mało powiedziane. - Może ich czymś zaczarowali? Otruli? To możliwe, że zachowują się tak sami z siebie? - Jak opętane żądzą śmierci twory najczarniejszej magii? Może chciał w to wierzyć, podskórnie woląc ich usprawiedliwić, niżeli pojąć, że najstraszniejsze diabły były na ziemi, nie w piekle. Wzdrygnął się na samą myśl, a ta złość, ten gniew, skierowany może przeciwko temu konkretnemu mężczyźnie o niemieckim akcencie, a może przeciwko wszystkim, których symbolizował, sprawiał, że oczekiwanie na werdykt Billy'ego było jeszcze bardziej nieznośne. Naprawdę mu na tym zależało. Naprawdę nie mógł dłużej siedzieć z założonymi rękoma. Nikt nie powinien - tylko dlatego tym draniom to wszystko uchodziło płazem, że większość nie robiła nic. Nie chciał być pośród nich.
- Wiem - odparł, może nieco zbyt szybko, kiedy Billy wspomniał o jego mamie, spinając gardło, by powstrzymać pieczenie oczu. Wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby rzeczywiście istniał sposób na przywrócenie jej życia. - Ale może ocalić innych. Nikt... nikt nie powinien cierpieć tak jak ona, Bily. Nie życzyłbym takich tortur nawet tym, którzy dziś po nie sięgają - Wtedy - wtedy chyba sam przestałby już być człowiekiem. - Ale... czy uciekanie od tego, zamykanie oczu, czy to nie jest pozwalaniem im na to... to... - Cokolwiek to właściwie było, toczyli wojnę, którą sami wypowiedzieli, a w którą nikt więcej nie miał ochoty się bawić. Pragnął pokoju. Ale pokój runął bezpowrotnie, a okrucieństwo rycerzy jak nacierająca fala - zdawało się niepowstrzymane. - Nie chcę stać z boku, Billy. Nie pozwól mi - ponowił prośbę. - Chyba mniej boję się tego, co mogą zrobić mi, od tego, co mogą zrobić z tym światem. - Co nie znaczyło wcale, że się nie bał się o siebie. Ale to, co widział, to, o czym słyszał w Oazie, pozwoliło mu zrozumieć, że innej drogi już nie ma. - Nie zrobię nic głupiego - mówił dalej, choć Billy się już zgodził, mówił dalej, jakby bał się, że się z danego słowa wycofa. Kiedy go zawołał, nie trzeba było mu powtarzać dwa razy - lekko zaskoczył z szafki, nie musząc brać ze sobą nic: bo też nic nie miał, kilkoma szybszymi krokami zrównując się z przyjacielem.
- To na obrzeżach, daleko od centrum - odparł szybko na jego pytanie, nie chcąc tracić czasu. Jego mama nie była bogata, jej towarzystwo też kręciło się po uboższych dzielnicach. Chodziło o jego ciocię, ale on nawet jej nie znał - mama trzymała go z dala od swoich znajomych, kiedy jeszcze wydawało jej się, że musi przestrzegać Kodeksu Tajności. Później zresztą też. Pewnie przeczuwała, co może się stać, zawsze widziała więcej od niego. - Kamienica - przytaknął - jej przyjaciółka mieszkała na trzecim piętrze, ale grały w karty z jeszcze dwiema kobietami. W tym budynku mieszkali raczej sami mugole, ale myślę, że nie chodziło o żadne z mieszkań. Mama nie była głupia, musieli się ukrywać. Strych? Może piwnica? Od tyłu były podwórka, śmietnik? - mówił dalej, rozważając różne opcje. Kiedy dostrzegł, że Billy się zatrzymuje, poszedł jego śladem - lecz z duszą na ramieniu, z duszą, bo bał się, że się rozmyślił, że może teraz, kiedy powiedział za dużo, jednak poprosi go o powrót, spojrzał na niego z powagą, taką samą, jaką dostrzegał w jego oczach.
- Zostawić cię? - jęknął ze sprzeciwem pobrzmiewającym w głosie, ale skapitulował; dobrze wiedział, że Billy nie odpuści. Wziął głęboki oddech, na moment zatrzymując powietrze w płucach. - Obiecuję - przyrzekł na wydechu, i choć wcale nie czuł się z tym dobrze, wiedział, że w tym miejscu - wyboru nie miał.

Wydostając się z Oazy po raz pierwszy świadomie przeszedł przez portal; kiedy pojawił się na wyspie, był nieprzytomny. Dostrzegał niezwykłą moc magii, która pomagała ukryć tę bezpieczną przystań - i czyniła ją bezpieczną dla wszystkich, którzy szukali w niej ukrycia.
- Harold to zrobił? - zapytał, instynktownie sięgając myślą do najpotężniejszego i najbardziej doświadczonego czarodzieja związanego z Oazą. Chciał wiedzieć jak najwięcej, choć jednocześnie czuł, że nie wszystko wiedzieć powinien. Trochę go podziwiał - a trochę podziwiał każdego, kto włożył wysiłek w to, by to miejsce przez ostatnie miesiące stało się tym właśnie, czym było dzisiaj.
Ciche pyknięcie towarzyszyło aportacji, kiedy pojawili się w małej miejscowości pod Londynem; to tam dosiedli miotły, a Billy poprowadził ich pod samo miasto; w innej okoliczności Marcel zapytałby go pewnie, czy może poprowadzić, ale teraz jego myśli zajęte były czymś znacznie ważniejszym - i mimowolnie znów wracały do mamy, kiedy widział puste ulice, gdzieniegdzie oznaczone chyba - wydawało mu się? - plamami krwi. Kierował go w odpowiednie miejsce, w myślach szukając tych ulic, na których nigdy przez ostatnie miesiące nie natknął się na policyjny patrol.
- To za tamtą przecznicą, zaraz będziemy na miejscu - szepnął, nie chcąc zwracać na siebie nadmiernej uwagi. - Słyszysz coś? - zapytał, bez przekonania oglądając się przez ramię; czy aby na pewno byli tutaj sami?




jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Leopold Street - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Leopold Street - Page 8 Empty
PisanieTemat: Re: Leopold Street [odnośnikLeopold Street - Page 8 I_icon_minitime21.12.20 23:27

The member 'Marcelius Sallow' has done the following action : Rzut kością


'Londyn' :
Leopold Street - Page 8 MnaQjjD


Powrót do góry Go down
Reggie Weasley
Reggie Weasley

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Zawód : co się nawinie pod rękę
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
zepsuty
OPCM : 21
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Leopold Street - Page 8 Empty
PisanieTemat: Re: Leopold Street [odnośnikLeopold Street - Page 8 I_icon_minitime23.03.21 16:09

| 4 października ’57 |

Kolejny żmudny dzień, kiedy jeden ze stałych klientów postanowił ściągnąć go na nieco mniej szemraną ulicę, za co metamorfomag miał dostać dodatkowy procent. Zwykle to on wybierał miejsca spotkań, jednak zdarzały się momenty, w których musiał potulne przytakiwać świadom tego, że wyjdzie tylko i wyłącznie na dobre. Poza samym pozbywaniem się towaru miał również dodatki w postaci informacji, które zbierał od tak skrajnych postaci z czarodziejskiego świata. Tym razem niestety słowa wypowiadane przez nabywcę nie były zachwycające, choć dały trochę do myślenia o ewentualnych planach kontynuacji działalności. Każda informacja była na wagę złota, nawet jeśli pierwotnie zdawały się one nie mieć zbyt szczególnego sensu w tej właśnie chwili, dlatego słuchał. Oparty bokiem o murek lustrował całą ulicę, kiedy tamten jakby już był na niezłym haju, skakał jak mały piesek, gestykulując żywo. Zdecydowanie wpadali w oczy, bez dwóch zdań pstrokaty towarzysz był tego przyczyną, nie mówiąc już o jego ubiorze, który zdecydowanie kontrastował z jego obdartym płaszczem, wręcz krzycząc o powodzeniu materialnym. Takich w porcie dosyć szybko pozbawiali wszystkiego, dlatego być może nawet z premedytacją metamorfomag spotkał się z nim na Leopold Street. Niby to przypadkiem pozwolił sobie na lekkie nachylenie w kierunku mężczyzny, podając mu w dłoń woreczek o tylko mu znanej zawartości jakby w geście pojednania. Jego przemienione tęczówki spojrzały nad ramieniem klienta, prosto na postać młodziutkiej, znajomej dziewczyny, która nawet nie miała świadomości, że znała go jako Małego Jima. Oczy rozszerzyły się w lekkim szoku, żeby zaraz ściągnąć się niebezpiecznie. Bardzo głupio było wiedzieć o takich nieprzyjemnych interesach, kiedy ktoś komuś daje w rękę. Była świadkiem, a takich należało eliminować.
- Ktoś nas obserwuje. Idź przez Bagford. – warknął do niego, praktycznie od razu robiąc krok wzdłuż uliczki. Nawet nie próbował ukrywać, że idzie w jej kierunku, choć oczywiście trzymał się drugiej strony, jakby niby wcale nie miał ochoty jej dorwać i przemówić do rozsądku. Czy ojciec nigdy jej nie mówił, żeby nie wściubiała nosa w nieswoje sprawy? Złapał jej wzrok, jeszcze bardziej marszcząc brwi. Wyglądało to źle. Sheila, uciekaj stąd…




Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Powrót do góry Go down
Sheila Doe
Sheila Doe

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Zawód : Krawcowa
Wiek : 18
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Leopold Street - Page 8 Empty
PisanieTemat: Re: Leopold Street [odnośnikLeopold Street - Page 8 I_icon_minitime24.03.21 11:56

Przeczuwała, że prędzej czy później wpadnie w jakieś kłopoty, nawet jeżeli sama ich nie szukała. Naprawdę tak było, bo przecież nie zamierzała sama pakować się w tarapaty – dlatego za każdym razem, kiedy dostała polecenie aby wyjść na zewnątrz, ściskała wszystkie swoje rzeczy i przemykała z jednego miejsca na drugie, tak aby nikt nie zwrócił na nią uwagi, ani też nie spróbował jej zaczepiać. Co w końcu miałaby odpowiedzieć? I gdyby coś się stało, to kto by jej pomógł? Nie mogła jednak spędzić całego życia w jednym pomieszczeniu, zwłaszcza, że próbowała się też zorientować, gdzie mogłaby rozpocząć poszukiwania brata, bo na ten moment nie wiedziała, jak zacząć szukać jego samego a co dopiero śladów po nim. Czy mogła poprosić Adelaidę? Ciężko by było, bo jednak to wymagało większych nakładów czasu. Może Jayden by coś pomógł, ale tutaj pojawiała się sytuacja tego, że Vane potrzebował jeszcze trochę czasu.
Na początku więc skręciła w tę ulicę aby skrócić sobie drogę, nie wiedząc nawet, na co natrafiła. W końcu przecież kto robi cokolwiek podejrzanego gdzieś na widoku publicznym, w biały dzień? Kiedy jednak mężczyźni się rozeszli, a jeden z nich zmierzał bardziej w jej kierunku, w głowie Sheili już zapaliła się czerwona lampka. Od czasu ucieczki z obozu stała się wybitnie podejrzliwa, a widocznie starszy, większy mężczyzna, który niekoniecznie wyglądał na kogoś uprzejmego, sprawiał, że Paprotka zdecydowała, że na nią już czas. Nie wiedziała nawet, z kim miała do czynienia, ale w takich wypadkach przecież wcale nie chciało się wiedzieć. Takie informacje były całkiem zbędne do ucieczki.
Przyśpieszyła znacząco, mając nadzieję, że nikt jej nie będzie ścigał – musiała umknąć gdzieś w jakąś boczną uliczkę, licząc na to, że nie będzie tam kolejnych podejrzanych osób ani też nie wpadnie na kolegów tego człowieka. Mimo wszystko drogi w dziwacznej okolicy zaczynały się jej plątać, więc z pewnym przerażeniem zaobserwowała, że udała się tam, gdzie nie chciała. Co teraz? Musiała chyba improwizować, oglądając się jeszcze, czy podejrzany mężczyzna wciąż jej się trzyma.

Idziemy od razu poganiać się w Greenwitch Park




Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Powrót do góry Go down
 

Leopold Street

Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21