Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Dom nad jeziorem
AutorWiadomość
Dom nad jeziorem [odnośnik]16.07.19 20:58
First topic message reminder :

Dom nad jeziorem

Jest położony nad jeziorem Windermere, przy jednej z najbardziej malowniczych jeziornych plaż w Kumbrii, a został założony przez czarownicę-artystkę, która po tym, jak jej dzieci opuściły rodzinny dom, postanowiła porzucić życie w gwarnym Londynie i spędzić resztę swoich dni, oddając się tworzeniu. Domek jest niewidoczny dla mugoli, ale czarodzieje za pewną opłatą mogą wynająć tu pokój z przepięknym widokiem na jezioro, w którym wieczorami odbija się zachodzące słońce, barwiąc wodę na czerwonawy kolor. Z tyłu domku znajduje się taras z kilkoma stołami i krzesłami, gdzie można oddawać się twórczości, a przy odrobinie szczęścia zobaczyć najprawdziwszą kelpię. Właścicielka, która upodobała sobie te stworzenia, obwiesiła dom mnóstwem obrazów wyłaniających się z jeziora kelpii, a dla gości piecze ciasteczka w ich kształcie.

By sprawdzić, czy udało się zobaczyć kelpie, należy rzucić kością k6:
1, 2 - Żadne stworzenie się nie pokazuje. Powierzchnia jeziora jest spokojna i gładka, odbija się w niej niebo.
3 - Pod powierzchnią wody można zaobserwować ruch, jakby w pobliżu pali, na których wspiera się taras i tylna część domu, przepłynęło coś naprawdę dużego. Zwierzę nie wypływa jednak na powierzchnię.
4 - Kilkadziesiąt metrów od domu można zaobserwować wychylające się z wody dwa łby; kelpie przez chwilę suną przez jezioro, by następnie zniknąć.
5 - Wyjątkowo dorodna kelpia przepływa w pobliżu. Nagle wyskakuje z wody i ochlapuje siedzących na zewnątrz czarodziejów.
6 - Wygląda na to, że macie szczęście. Jedna z kelpii z zaciekawieniem wynurza się z wody i obserwuje was, jest dobrze widoczna przez dłuższą chwilę; jeśli potrafisz szybko szkicować, być może zdążysz ją uwiecznić?

Lokacja zawiera kości.


Lokal zamknięty

Podchodzicie do drzwi wejściowych i dostrzegacie panującą wewnątrz pustkę. Dopiero po chwili odszukujecie spojrzeniem brzydki napis spisany w pośpiechu zamknięte. Domyślacie się, że wojna musiała zmusić właścicieli do wycofania się z prowadzenia biznesu. I kto wie? Może również ucieczki?


Lokal został zamknięty do odwołania. Można jednak prowadzić rozgrywki mające miejsce przed budynkiem.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 14.01.21 21:16, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Dom nad jeziorem - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Dom nad jeziorem [odnośnik]05.02.21 20:29
12.11.1957

-Cześć. Widziałeś kiedyś mugolskie bronie? - rzucił Steffen na powitanie, a potem pobladł lekko, bo on tutaj zaczął z grubej rury o czekających ich przeżyciach, a Florean próbował przełamać napiętą atmosferę ciekawostką.
-Nigdy nie widziałem kelpie. - bąknął głupio. -W każdym razie, mama mi opowiadała o tych broniach, a tata że działa na nie Confundus, ale nigdy nie widziałem... żołnierzy, no. Myślisz, że nas posłuchają? Słuchaj, a może po prostu z nimi pogadamy, wytłumaczymy, że niesłusznie uwięzili tego czarodzieja? - zaproponował, święcie wierząc w możliwość negocjacji ze swoimi. Mugole, mugolacy, Zakon Feniksa, wszyscy stali w końcu po tej samej stronie!
Wieści o uwięzionym czarodzieju dotarły do Steffena i Floreana za pośrednictwem Zakonu i panowie zgodnie ruszyli aby go odbić. A przy okazji, zgodnie z idealistycznymi założeniami Cattermole'a, pomóc żołnierzom. Nie wiedział jak - czy mieli w ogóle szanse utrzymać ten bunkier w Cumberland? Fawleyowie nie angażowali się bardzo czynnie w wojnę, ale stali raczej po stronie Ministra Malfoya.
-Opowiesz mi o Kumbrii? Jaki interes mają Fawleyowie w popieraniu tej wojny? Przecież wojna zawsze... wyniszcza, a tu jest tak ładnie. - poprosił Floreana, który lepiej znał się na historii i polityce.
Ostrożnie ruszyli w stronę tajnego bunkra, ściszając głos, gdy znaleźli się już bliżej. Steff, znając się na mugolskich obyczajach, pilnie rozglądał się w poszukiwaniu żołnierskich mundurów albo odgłosów strzałów. Korciło go, by przemienić się w szczura, ale zwalczył ten nieco tchórzliwy instynkt. Musiał mieć różdżkę w pogotowiu, ale - przede wszystkim - nie chciał straszyć mugoli i chciał z nimi porozmawiać. Od razu. Może z rękami w górze. Ale nie da się mieć rąk w górze, mając różdżkę w pogotowiu. No to z różdżką.
Steff miał na sobie trochę-mugolski płaszcz (kupiony od znajomych mugoli w Somerset), pochował po kieszeniach eliksiry i zabrał tajemnicze białe kryształy. Czuł, że mogą się przydać. Ale naprawdę wolałby rozwiązać sprawę pokojowo.

różdżka (R), kryształ, kryształ, Eliksir niezłomności (1 porcja, stat. 0), - Eliksir kociej zwinności (1 porcja, stat. 30, moc +15), - [?] Eliksir przeciwbólowy (1 porcja, stat. 0)
/zt idziemy dalej


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Dom nad jeziorem [odnośnik]31.05.21 12:35
| 21.12

Święta zbliżały się wielkimi krokami i w dworku Fawleyów czuć było już świąteczną atmosferę. Kiedy opuszczała dworek, skrzaty przystrajały korytarze oraz wtaszczały do jadalni ogromną choinkę, której zapach przywodził dziewczątku na myśl rodzinny dom. Dzisiejszego dnia jednak jej myśli pochłaniało przede wszystkim to, co miała zrobić, zainspirowana wspaniałym pomysłem swojej kuzynki Aquili. Choć ich ostatnie spotkanie obfitowało w trudne rozmowy, Cressie naprawdę chciała pomóc jej w przedsięwzięciu pomocy potrzebującym. Oni, jako szlachetnie urodzeni, powinni dawać dobry przykład, inspirować i opiekować się ludem zamieszkującym ich ziemie. Wiedziała, że potrzebującymi czarodziejami z Londynu i okolic świetnie zajmie się Aquila, więc Cressie postanowiła, że powinna zainteresować się przede wszystkim magiczną społecznością ziem Fawleyów. Czarodzieje z Kumbrii musieli przecież wiedzieć i pamiętać, że Fawleyowie o nich dbają i że w trudnych czasach wcale o nich nie zapomnieli. Przez wrodzoną wrażliwość od czasu koncertu charytatywnego dużo rozmyślała o tym, jak trudno musiało się wieść czarodziejom, którzy ucierpieli z rąk mugoli i buntowników, i bardzo im współczuła. Jak okropne musiało być zwłaszcza położenie kobiet, których mężowie zginęli, oraz dzieci, które straciły bliskich. Zgubna ideologia równości wywoływała tyle zła i nienawiści ze strony gminu wobec lepiej urodzonych oraz wobec tych, którzy po prostu wykonywali swoje obowiązki wobec ministerstwa i kraju – a przynajmniej w taki propagandowy obraz Cressida wierzyła, drżąc w strachu przed prymitywną, promugolską tłuszczą, która mogłaby zrobić jej krzywdę tylko dlatego, że wiodło jej się lepiej i że miała czystą krew. Nie można było dopuścić do tego, by mieszkańcy ich ziem stali się częścią takiej tłuszczy, tak mówił jej mąż. Dlatego tym bardziej musieli zadbać o to, by nie stracić przychylności czarodziejów z Kumbrii, żeby ci nie zwrócili się pewnego dnia przeciw nim, a z głodu i desperacji mogliby to zrobić.
Naturalnie Cressida, jako osóbka nieśmiała, niepewna siebie i pozbawiona siły przebicia, nie wzięła organizacji na swoje barki. Miała zbyt słaby charakter, nie posiadała tego zmysłu organizacyjnego i pewności Aquili, była tylko zahukanym dziewczątkiem nie znającym świata poza murami posiadłości. Poprosiła jednak swego męża i jego rodziców, a ci już zajęli się sprawą. Kilka dni temu rozesłali służbę, by rozeznali się w sytuacji i zorientowali się, gdzie zamieszkują najbardziej potrzebujące rodziny pilnie wymagające wsparcia. Mieli też odszukać rodziny, które byłyby gotowe również zaangażować się w zbiórkę. Cressie, jako delikatna i wrażliwa osóbka, miała być jedynie twarzą całego przedsięwzięcia, swą niewinnością i urokiem osobistym zjednująca sympatię ludzi znacznie skuteczniej, niż zrobiliby to wyniośli i dumni mężczyźni.
Na sam początek służba wytypowała kilka czarodziejskich rodzin, którym wiodło się naprawdę źle. Cressida chciała ich odwiedzić, porozmawiać z nimi i być przy przekazywaniu im jedzenia. Trochę się tego bała; naprawdę nie znała realiów życia zwykłych czarodziejów ani trudności, z jakimi się borykali, gdyż jej samej nigdy niczego nie brakowało. Żeby jednak nie kłuć w oczy bogactwem zrezygnowała tego dnia z wszelkich ozdób, jej jedyną biżuterią była obrączka ślubna i pierścionek zaręczynowy, i tak skryte pod materiałem rękawiczek. Suknia i zimowy płaszcz w granatowym kolorze były eleganckie, ale skromne. Podróż odbyła na grzbiecie swojej aetonanki, a towarzyszyło jej kilka oddelegowanych przez Williama osób ze służby, a także dwie z jego kuzynek, które, jako część rodu Fawley także chciały się zaangażować w pomoc, oczywiście w sposób który nie godził w ich reputację. Służba była objuczona pakunkami z produktami żywnościowymi; część z nich zgromadzili Fawleyowie, inne zostały ofiarowane przez te z kumbryjskich rodzin, którym powodziło się na tyle dobrze, że mogli podzielić się z najuboższymi.
Śnieg ugiął się miękko pod jej stopami, gdy zeskoczyła z grzbietu aetonanki. Było zimno, ale ciepły płaszcz chronił przed chłodem. Gdy zeskakiwała z jej włosów zsunął się kaptur, odsłaniając ciemnorudą barwę kosmyków. Rozejrzała się dookoła; choć zebrali się w okolicach domu nad jeziorem, obecnie najwyraźniej zamkniętego i trącącego przygnębiającą pustką, wiedziała że niedaleko stąd znajdowały się pierwsze zabudowania, gdzie mieszkały trzy magiczne rodziny znajdujące się w trudnej sytuacji materialnej. Z tego co szepnęła jej do ucha służka, w pierwszym domu, znajdującym się za niewielkim zagajnikiem, mieszkała wdowa po zabitym pracowniku ministerstwa magii, która z ogromnym trudem próbowała samotnie wychować trójkę dzieci. To ją Cressie chciała odwiedzić w pierwszej kolejności, przejęta współczuciem wobec jej strasznego losu, ale nie myślała, że w miejscu zbiórki pojawi się jeszcze ktoś, kogo zupełnie się nie spodziewała…


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Dom nad jeziorem [odnośnik]02.06.21 22:51
Wstała wraz ze wschodem słońca. To zimowe szczególnie bezwzględne, wkradało się promieniami pod przymknięte powieki z determinacją godną najjaśniejszej z gwiazd. Biały puch skutecznie wybudzał z ostatniej mary snu, a napięty plan dnia skłaniał do pośpiesznego, aczkolwiek jak zawsze precyzyjnego treningu. Stałe doskonalenie się w sztuce wushu stanowiło dla Ronji niezmienny element każdego dnia i nawet dzisiaj, wiedząc jak daleka podróż ją czeka, systematycznie zapamiętany schemat kolejnych ćwiczeń pomógł jej w odpowiednim nastawieniu do kolejnych zadań. Droga do Kumbrii z Derbyshire nie była szczególnie męcząca, zważywszy na wykorzystanie wcześniej już przygotowanego przez przyjmującego jej wizytę uzdrowiciela, dość szybko Fancourt odnalazła się wraz ze swoimi pakunkami w okolicach jeziora Windermere.
Długi pikowany płaszcz szczelnie okrywał skromną, czarną sukienkę o standardowym kroju, niewykraczającym poza dobrze zaprojektowany nabytek domu handlowego wyższej klasy średniej, a niewielki w porównaniu do reszty przygotowywanych przez służbę rodu zapasów, kufer zajmował bezpieczne miejsce u jej boku. Chociaż Fancourt znajdowała się w swoim żywiole, pracy w terenie, jasnym równocześnie było dla mieszkańców Kumbrii, że mieli do czynienia z obcą. I to pod wieloma względami.
Kiedy znajomy uzdrowiciel, doświadczony starszy stażem, pamiętający jeszcze czasy jej stażu w Mungu wspomniał kobiecie o organizowanej przez Fawleyów akcji, naturalnie wręcz Ronja musiała zapytać się o możliwość udziału w całej procedurze. Już od dłuższego czasu chodziło czarownicy po głowie zaawansowane studium nad obecnym stanem świadomości przeciętnej grupy mieszkańców czarodziejskiego pochodzenia, zmagającymi się z problemami ludności zamieszkującej odległe od centrum kraju miejsca. Rosnący, zwłaszcza przed okresem zimowym, głód, niepokoje związane z ubogimi planami lata, składały się na niepokojący obraz, który dodatkowo potęgowała świadomość, iż większość z tych ludzi w jakimś stopniu władała magią. Wystarczyło dodać do tego aspekt panującego wszędzie konfliktu, a w myślach pojawiał się jasny obraz powoli traconej kontroli nad zmysłami czarodziejskimi, wskutek czynników zewnętrznych. Tak brzmiał badawczy opis inicjatywy, którą miała tutaj prowadzić, jednocześnie oferując pomoc uzdrowicielską najuboższym.
W praktyce jednak, oczywistym było, że nie przejdzie obojętnie wobec w niektórych przypadkach tragicznego, stanu ich obecnej egzystencji. Arystokracja zbyt zajęta własną dewizą mordu mugoli, zdawała się praktycznie w równej mierze pogardzać swoimi dawnymi lennikami, którzy przejawiali czystszą od “szlam” krew. Kto nie jest z nami, ten przeciw nam. Nasuwała się na myśl dewiza, którą Ronji przyszło zweryfikować u samych podstaw, na wieść o przybyciu do miejsca zbiórki lady Fawley.
Po raz kolejny, Fancourt cieszyła się, że chociaż w stopniu podstawowym, przykładała dbałość do orientacji w geopolitycznym umiejscowieniu poszczególnych rodów, kojarząc jasny herb, podtrzymywany przez dwie eteryczne nimfy. Nie miała pewności, czy lady poinformowano o przybyciu mało znaczącego dla całej sprawy badacza, ale Ronja uprzedzona wystarczająco wcześnie przez ich nadwornego uzdrowiciela dołożyła starań, by zgodnie z umówionym czasem rozpoczęcia wędrówki do pobliskich domostw oczekiwać przybycia młodej arystokratki. W międzyczasie zajęła się pobieżnym wywiadem środowiskowym, rozmawiając z dotychczas zgromadzoną służbą, jak również pomagając w segregacji i zebraniu podarków. Niewielki orszak na czele z elegancką aetonanką i jej właścicielką zastał zatem Ronję właśnie w takiej pozie, zatopiona w rozmowie z jednym z dawnych pracowników Domu nad jeziorem, który teraz pozostawał ledwo chłopcem na posyłki, łapiącym się dowolnych zleceń prostej pracy fizycznej. Nie musi rozmawiać z nim długo, żeby pod uwagę wziąć również smętny szyld informujący o zamknięciu przybytku, najwyraźniej jak wiele innych, boleśnie dotkniętego przez skutki wojny. Trzymany w dłoniach obszerny notes, zamknęła szybko, w miejsce zakładki dając pióro i wysuwając się na czoło zgromadzonych pracowników.
Podczas gdy reszta dokonywała rozporządzenia nowoprzybyłymi, Ronja zbliżyła się do drobnej szlachcianki, nawet niższej od niej i obdarzonej charakterystyczną dla błękitnokrwistych, delikatną urodą. Na pierwszy rzut oka dało się zauważyć, że dziewczyna bardzo rozsądnie zrezygnowała z krzykliwych ozdób, a co nawet ciekawsze, wydawała się żywo i dogłębnie przejęta sytuacją. Czyżby do tego stopnia zależało jej na krzywdzie dawnych poddanych? Oczywiście, dosyć ironicznie, również i ta troska musiała być wybiórcza, bo z pewnością nie rozciągała się na bezmagicznych, ale nie Fancourt nie zamierzała poświęcać więcej czasu na surową ocenę tej powierzchownej obserwacji. Skinąwszy głową stosunkowo nisko, w geście kulturalnego powitania, odłożyła notatnik na skrzynię, splatając dłonie za sobą.
- Lady Fawley, mam nadzieję, że wybaczy mi lady śmiałość, ale pragnę się odpowiednio przedstawić. Nie wiem, czy została lady poinformowana, ale nazywam się Ronja Fancourt i przybyłam w ramach współpracy z uzdrowicielem pracującym dla dworze lady. Jestem magipsychiatrą, mam wspomóc zbiórkę charytatywną uzdrowicielskimi umiejętnościami, a także zebrać dane badawcze. - Po miękko wypowiedzianych słowach przedstawienia się, przeniosła wzrok na stojące z tyłu kobiety, również szlachcianki, zważywszy na podobną, dumną i pełną gracji postawę i im również złożyła grzeczny ukłon.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Dom nad jeziorem [odnośnik]04.06.21 14:11
Cressida, jak przystało na dziewczę żyjące w swoim świecie i dość mocno oderwane od prozy życia, nie była świadoma wielu rzeczy towarzyszących kulisom przygotowań do inicjatywy pomocy potrzebującym. Wymyśliła ją Aquila, Cressida tylko zainspirowała się i szepnęła o pomyśle kuzynki swemu mężowi, a on już popchnął sprawy dalej, angażując do tego służbę, która miała wybadać sytuację i wybrać rodziny potrzebujące pilnej pomocy, bo przecież młodej lady nie wypadało chodzić od domu do domu i samodzielnie szukać tych ludzi. Były to oczywiście rodziny czarodziejskie, nie posiadające żadnych znanych powiązań z buntownikami, bo Cressie nie wystawiłaby swojej reputacji na szwank pojawiając się u jawnych przeciwników ministerstwa bądź ludzi wątpliwego pochodzenia. Nie wystawiłaby także na szwank swojej relacji z Aquilą, która zapewne pokładała w niej zaufanie, że Cressida nie popsuje jej inicjatywy, a godnie rozszerzy ją na ziemie przynależące do Fawleyów. Troska młodych szlachcianek nie obejmowała mugoli; choć Cressie nie życzyła im śmierci, wiedziała że nie wolno jej było przejmować się ich losem, że owszem, pomagać mogła, ale tylko czarodziejom, których pochodzenie nie było wątpliwe. Pod takim warunkiem mąż pozwolił jej na uczestnictwo w tej akcji, uznając ją za nieszkodliwy kaprys młodych dziewcząt, mogący przy okazji pomóc Fawleyom pokazać się jako dobrym panom, którzy nie zapomnieli o swoich poddanych i nie pozwolą im pomrzeć z głodu w trudnych czasach. Ze słów Aquili wynikało, że inne młode damy takie jak one również organizowały podobne inicjatywy na swoich ziemiach, bo w całym kraju na pewno znajdowali się czarodzieje w potrzebie, a działalność dobroczynna dobrze wpasowywała się w kobiece role. Nie wypadało im przecież uczestniczyć w polityce ani tym bardziej wojnie, ale nie znaczyło to, że musiały jedynie siedzieć w domu przy dzieciach i wyszywać koronki. Cressida była co prawda właśnie taką kobietą, która zajmowała się dziećmi, malowała i wyszywała, ale tego dnia chciała spróbować być trochę bardziej jak Aquila. Chciała na chwilę zejść ze swoich obłoków na ziemię, choć zarazem bała się tego zetknięcia z prawdziwym światem, mimo że wszystko zostało przygotowane przez kogoś innego i upewniono się, że nic jej nie grozi.
Kiedy zbliżyła się do niej nieznajoma kobieta, Cressie spojrzała na nią z uwagą, ale i ciekawością. Uroda nieznajomej była bardzo niespotykana, od razu rzucała się w oczy; do tej pory dziewczątko poznało może jedną kobietę o podobnym typie urody, w Anglii nie spotykało się ich często. Kobieta była jednak bardzo ładna i może jedynie kilka lat starsza od niej. Po jej słowach przypomniała sobie, że rzeczywiście, uzdrowiciel z którego usług Fawleyowie korzystali, wspominał parę dni temu, że na zbiórce może się pojawić jego znajoma uzdrowicielka. Cressida i jej mąż nie mieli nic przeciwko, im więcej czarodziejów zaangażuje się w pomoc, tym lepiej, przecież to wszystko nie musiało być na barkach wyłącznie szlachetnych rodów, inne rodziny, którym szczęśliwie powodziło się dobrze, także mogły pomagać. O tym wspominał też jej mąż – mieli inspirować i dawać przykład. Poza tym uzdrowicielka naprawdę mogła się przydać tym biednym, skrzywdzonym ludziom, więc z jej obecności mogły wyniknąć dodatkowe zalety. Ta część kraju była położona daleko od Londynu i tym samym Munga, więc Cressida nie była pewna, jak tutaj sytuacja wyglądała z łatwością dostępu do uzdrowicieli. Nie znała życia zwykłych ludzi ani ich trudności.
- Miło mi panią poznać, pani Fancourt – odezwała się nieśmiało, nie będąc jednak pewna, czy ma do czynienia z panią, czy może panną, choć w swoim tradycyjnym i dość staroświeckim postrzeganiu świata odruchowo zakładała, że starsza od niej kobieta powinna być mężatką lub wdową, choć może się myliła. Ostatecznie kobiety niższego stanu nie były poddane aż tak silnej presji wpisania się w określone role i więcej im wybaczano, tak jej się przynajmniej wydawało. Nie wiedziała też, jakiej krwi jest kobieta, ale nazwisko Fancourt znała jako czarodziejskie, więc wydawało się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. – Pani pomoc na pewno bardzo się przyda, zwłaszcza że mamy do czynienia z ludźmi pokrzywdzonymi przez działania buntowników, którzy ledwo wiążą koniec z końcem i na pewno jest im teraz trudno – dodała, a w jej oczach błysnęło przejęcie, bo w jej wyobrażeniach położenie tych ludzi musiało być straszne. Jako naiwne dziewczę łatwo pozwalała się formować propagandzie i naprawdę wierzyła w to, że czarodzieje w kraju cierpią przez mugoli i zwolenników równości, że to przez nich jest ograniczony dostęp do żywności i innych potrzebnych produktów, choć oczywiście nie wiedziała dokładnie, co owi buntownicy robią. Słyszała tylko tyle, że działali na szkodę społeczeństwa, szczegółów jej oszczędzano jako nieodpowiednich dla dziewczęcych uszu. Współczuła zwłaszcza tej osamotnionej, pozbawionej opieki męża kobiecie z dziećmi, którą mieli odwiedzić najpierw, oraz innym jej podobnym, które żyły gdzieś na terenie całego kraju. Dla niej, jako dziewczyny wychowanej w modelu silnie patriarchalnym i nienauczonej radzić sobie samodzielnie, utrata męskiej opieki jawiła się jako niewyobrażalna tragedia – choć jako lady i tak była w o tyle dobrej sytuacji, że gdyby pewnego dnia straciła męża, nadal miałaby opiekę rodu i nie musiałaby się martwić o dach nad głową i wyżywienie. Ale co miały zrobić kobiety z ludu, takie jak ta mieszkająca za zagajnikiem? Poza tym sama utrata męża, który zginął z rąk szlamolubów jedynie wykonując swoją pracę, musiała być wielką tragedią. – Całą szlachetną inicjatywę wymyśliła moja droga kuzynka, lady Aquila Black. – Być może pani Fancourt, jeśli bywała w Londynie, miała okazję słyszeć o zbiórce Aquili? Cressie chciała podkreślić, że to część czegoś większego. - Wraz z moim mężem uznaliśmy, że możemy spróbować pomóc czarodziejom mieszkającym na naszych ziemiach, i cieszę się, że chce nam pani pomóc swoimi umiejętnościami. Może pójdzie pani z nami do pierwszej z rodzin?
Może tej samotnej kobiecie z dziećmi rozmowa z uzdrowicielem pomoże równie skutecznie, co paczki z żywnością? Zaraz się okaże. Cressie skinęła głową na służbę; dwie służki podeszły bliżej, niosąc w rękach paczuszki, w których wnętrzu znajdowały się podstawowe produkty żywnościowe, mogące uczynić święta tej rodziny bardziej znośnymi. Ruszyły przodem, a Cressie, wraz z panią Fancourt oraz dwiema kuzynkami Williama, mogły udać się za nimi. Jej aetonanka została pod opieką pozostałych paru osób ze służby, na odchodne Cressie pogładziła ją po lśniącej grzywie. Idące przed nimi służki zaklęciem oczyściły ścieżkę ze śniegu, żeby młode damy nie zamoczyły brzegów sukien i płaszczy. Pochód zamykał jeden z dwóch mężczyzn przydzielonych młodym damom do ochrony, na wypadek gdyby ktoś o wrogim nastawieniu postanowił je zaatakować, ale okolica wyglądała na zupełnie spokojną i cichą. I oby tak zostało.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Dom nad jeziorem [odnośnik]11.06.21 22:40
Otoczka wokół wydarzenia nie dodawała Ronji pewności siebie, a zwyczajowa czujność ustępowała wobec wzmożonego wkładu w poprawność odpowiedzi i sposobu wysławiania się. Nie chciała zwrócić na siebie uwagę, bardziej niż miała w to naturze swojego wyglądu. Kiedy stary znajomy zaproponował jej udział w wydarzeniu wiedziała, że na próbę zostaną wystawione nie tylko jej umiejętności uzdrowicielskie, ale też zręczność poruszania się w nietypowym towarzystwie. Sprawa bowiem istotnie wymagał dyskrecji. Śnieg pod stopami zaskrzypiał lekko, kiedy pewne kroki Ronji w wyważony sposób zrównały się z lekkim chodem Cressidy. Nie zajęło wiele czasu uzdrowicielce, zauważenie, że nie ma do czynienia z archetypem przysłowiowej arystokratki, które wspominała z czasów Hogwartu. Dziewczyna mówiła stosunkowo cicho i miękko, jakby nie do końca pewna siebie i swoich słów. Robiła to jednak tak naturalnie i autentycznie, że nie sposób było odrzucić poczucie sympatii jakie Fancourt wystosowała do nowo poznanej wraz z uprzejmym uśmiechem. - Mi również, lady Fawley. - Odparła nie zamierzając poprawia rozmówczyni w założeniu jej stanu cywilnego. Zwrócenie uwagi tamtej nie leżało w priorytetach Ronji, a założenie nie wydawało się w żaden sposób ukierunkowane na pretensjonalność, a po prostu typową uprzejmość. Miały dzisiaj przystąpić do rozmów na tematy dużo trudniejsze, oraz być świadkami sytuacji znacznie bardziej przejmujących niż brak pierścionka zaręczynowego na palcu Azjatki. - Dziękuję za udzielenie mi pozwolenia w uczestnictwie, nie jestem w prawdzie mistrzynią swojego fachu, ale zawsze chętnie udzielę wsparcia potrzebującym czarodziejom, zwłaszcza tym położonym w niefortunnej sytuacji materialnej. - Przytaknęła słowom damy, płynnie omijając temat buntowników, który nie miała ochoty poruszać. Kwestia, czy zgadzała się z określeniem powodowanych przez nich szkód prezentowała się skomplikowanie i wymagała znacznie głębszego wejścia w temat niż propagandowe przytakiwanie głowami na zgodę słów pilnie drukowanych w kolejnych edycjach “Walczącego Maga”. Nie zmieniało to faktu, że równie i z tą pozycją Ronja zapoznawała się pilnie w regularnych odstępach, tak by pozostawać na bieżąco obecnie kreowanej sytuacji politycznej, nawet jeśli mogła pilnie śledzić stanowisko tylko jednej strony. Wkrótce też nastąpić miała premiera książki Jaydena - znacznie bardziej zaufanej, pod względem zawartych w nich informacji, pozycji, którą Fancourt zamierzała niezwłocznie zakupić tuż po wydaniu. Pochodzenie magii w końcu stanowiło ciekawy odłam dyskusji nad wpływem umiejętności władania nią na czarodziejskie organizmy, a co za tym idzie, wszelkich odstępstw od norm jak choroby i przypadłości. W tym oczywiście, najbardziej prymitywni z  wrogów człowieka - bieda i głód.
- Tak szeroko wykonany pomysł musiał z pewnością zająć wiele czasu lady Black, jej inicjatywa jest godna podziwu. - W słowach Ronji brakowało sarkazmu, czy ironii, gdyż szczerze interesowała kobietę aktywność publiczna szlachcianek. Utrzymujące się zwykle na uboczu konserwatywnego wychowania, nie miały zbyt wiele okazji do zaoferowania swojego wsparcia, lub poparcia jakiejkolwiek sprawie. Sama Fancourt zresztą, odbierając wykształcenie godne młodej damy z dobrego domu często miewała okazję obserwować ich zamknięte grono z dalekiej odległości korytarzy, najpierw szkolnych murów, a potem codziennego życia w Londynie i jego bogatszych okolicach. Wykluczenie osób pochodzenia mugolskiego z pomocy było zatem dla Ronji niczym zaskakującym, chociaż oczywiście nieszczególnie radosnym. Lwia część z tych ludzi nie miała żadnego powiązania z Zakonem Feniksa, co więcej, na pewno znalazłoby się grono takich, głośno mówiących o niechęci do zgromadzenia, który swoimi partyzanckimi działaniami sprowadza coraz to gorsze konsekwencje na “pospolitych” obywateli.
W między czasie rozmowy, zdążyły dotrzeć do niepozornie wyglądającego budynku gospodarstwa, którego otoczenie kazało zakładać wyjątkowo ubogi stan majątkowy właścicieli.
- Czy wie lady coś więcej na temat tej rodziny? Jakieś konkretne problemy, z którymi mogą się zmagać? Jeśli lady to nie będzie przeszkadzać, pozwolę sobie zanotować te informacje na poczet dalszych badań. Nie chciałabym onieśmielać, czy straszyć domowników swoimi notatkami już po wejściu do środka. - Zagaiła, rozglądając się jednocześnie po niewielkim zagajniku. Ich pochód zamykała dwójka postawnych mężczyzn, najwyraźniej oddelegowanych do ochrony kobiet, a przy okazji towarzyszącej im Ronji. Ta nie planowała jednak dzisiaj wdawać się w żadnego rodzaju konflikty. Rozłożyła na chwilę trzymany pod pachą notes, by zakreślić piórem kilka spostrzeżeń odnośnie usytuowania miejsca i informacji pozyskanych od starego uzdrowiciela.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Dom nad jeziorem [odnośnik]14.06.21 12:56
Cressida, choć niewątpliwie była idealnym produktem patriarchalnego wychowania, a więc dziewczątkiem cichym, uległym, posłusznym i przestrzegającym wpojonych jej zasad, już na pierwszy rzut oka odstawała od typowych szlachcianek. Brakowało jej charakterystycznej dla większości rówieśniczek pewności siebie i buty graniczącej niekiedy z arogancją, nie zadzierała nosa, a wręcz była dość skromna i stonowana. Miała niskie poczucie własnej wartości i była niepewna siebie, nawet jej głos oraz gesty zdradzały nieśmiałość, trudność sprawiało jej też utrzymywanie kontaktu wzrokowego z rozmówcą, zwłaszcza jeśli był to ktoś, kogo nie znała. Mimo to przez całe życie ze wszystkich sił pragnęła wpisać się w normy i zadowolić rodzinę, pragnęła by pan ojciec, a później i mąż mogli być z niej dumni. Przejmowała wartości swoich krewnych, od dziecka czując, że kluczem do zdobycia ojcowskiej miłości jest dostosowanie się i posłuszeństwo wobec zasad, które jej wpoił. Stąd nawet w szkole, daleko od domu nie pozwalała sobie na zakazane znajomości, nie miała przyjaciółek mugolskiego pochodzenia ani nie wzdychała do nawet najprzystojniejszych chłopców nieczystej krwi. Choć z jednej strony była osóbką słabego charakteru, pod pewnymi względami była silna, zwłaszcza jeśli chodzi o unikanie pokus, którym ulegało wielu jej rówieśników. Dla niej na pierwszym miejscu zawsze stała rodzina i nigdy nie naraziłaby swoich relacji z nią.
Wobec obcych zawsze była nieśmiała, ale uprzejma, nawet wobec czarodziejów niższego niż ona stanu. Nie traktowała nieznajomej z wyższością, odnosiła się do niej grzecznie, a w pewien sposób nawet była jej ciekawa. Kobieta musiała być mądra, skoro została uzdrowicielką, uwagę przykuwała też jej niecodzienna uroda, choć Cressie starała się nie gapić na nią nachalnie, gdyż byłoby to niegrzeczne.
- Wraz z moim mężem uznaliśmy, że pomoc uzdrowiciela może przynieść wiele dobrego tym ludziom – rzekła; uzdrowiciele mogli łatwiej zauważyć różne niepokojące oznaki i w razie czego udzielić niezbędnej pomocy, poza tym udział zwykłych obywateli mógł uczynić to wszystko bardziej przystępnym i mniej onieśmielającym dla tych ludzi, do których mieli się udać.
Jak przystało na tak uległe i naiwne dziewczę żyjące w znacznym oderwaniu od prawdziwej rzeczywistości Cressie łatwo łykała propagandę i potulnie kiwała główką, pragnąc wierzyć, że Ministerstwo Magii rzeczywiście chciało dobrze, i że to, co złego się działo, czyli niedobory produktów i niebezpieczne incydenty są dziełem mugoli oraz promugolskich buntowników, którzy pragnęli obalić stary porządek i zaprowadzić nowy, oparty na tym, że wszyscy będą sobie równi – bo zawiść nie pozwalała mugolakom i ich miłośnikom akceptować tego, że ktoś miał lepiej i że stare rody pragnęły dbać o swoje tradycje i kontynuować czystość krwi. Ale że idea równości (w uformowanym przez propagandę rozumieniu Cressidy) zakładała równanie wszystkich w dół, to Cressie na taką równość się nie godziła. Nie chciała, by jej dzieci wychowywały się w nędzy, ani żeby były w przyszłości zmuszone do wiązania się z osobami brudnej krwi. Zachowanie tradycji, w których się wychowała było niezwykle ważne, i pragnęła by jej dzieci również dorastały tak jak ona – w dostatku i odpowiednich wartościach. Nie pochwalała przemocy i krzywdzenia, ale wolała siedzieć cicho i nie interesować się sprawami niewygodnymi, co by jak najmniej wiedzieć i spokojniej spać w nocy. Nie znała więc prawdy o tym, co się w kraju działo, dopuszczano do niej tylko niewielki wycinek wydarzeń, w dodatku odpowiednio uformowany.
- Lady Black jest niezwykle bystrą i ambitną czarownicą, a także wspaniałomyślną, skoro wymyśliła to wszystko i zaangażowała inne znajome sobie damy – powiedziała z wyraźnym podziwem wobec swojej kuzynki, choć miała w pamięci to, że ich ostatnia rozmowa była dość trudna. Ale skoro inne damy angażowały się w działalność charytatywną, to czemu nie Cressida? Jej wrażliwe serduszko też chciało pomóc, oczywiście w taki sposób w jaki wypadało. Możliwości kobiet były mniejsze niż możliwości mężczyzn, ale działalność dobroczynna jawiła się jako sprawa bardziej kobieca niż męska, w końcu współczucie, empatię i wrażliwość postrzegano jako cechy płci pięknej. Za to polityka i wojna z pewnością były męskie, a więc od tego Cressida trzymała się z daleka.
Mały pochód dotarł do pierwszego gospodarstwa. Prawdę mówiąc, Cressida nigdy dotąd nie miała okazji gościć w takim miejscu. W dotychczasowym życiu odwiedzała jedynie dwory innych szlacheckich rodów, ewentualnie domy dobrze sytuowanych rodzin czystej krwi. I choć czarownica, którą mieli odwiedzić podobno również miała czystą krew, to Cressida nigdy nie widziała tak ubogiego domostwa i nie potrafiła pojąć, że ludzie naprawdę potrafili tak żyć. Przecież to było straszne, niewyobrażalne!
- Czarownica którą odwiedzimy najpierw jest wdową po pracowniku Ministerstwa Magii, który kilka miesięcy temu zginął z rąk promugolskich buntowników, ma trójkę dzieci, z którymi została sama i pilnie potrzebuje pomocy – wyjaśniła pokrótce to, czego dowiedziała się wcześniej od służby. Dla niej ta wizyta niewątpliwie miała być pewnym zderzeniem z rzeczywistością poza szklanym kloszem, pod którym sama żyła. Uświadomieniem sobie, jak trudne życie mieli zwykli, szarzy obywatele, którym nie dane było urodzić się w takiej rodzinie jak ona, więc mogła przy okazji naprawdę docenić swoje szczęście.
Zostali wpuszczeni do środka, gdzie Cressie zderzyła się z naprawdę przejmującym dla niej obrazem ubogiego domostwa. Po śmierci męża będącego jedynym żywicielem rodziny zamieszkująca go czarownica podobno została bez stałych dochodów, sama z trójką dzieci, z których żadne nie osiągnęło jeszcze wieku szkolnego. Najmłodsze, spoczywające w ramionach znękanej życiem, smutnej kobiety wydawało się być w wieku jej bliźniąt, co sprawiło, że Cressida jeszcze bardziej się przejęła.
- Przybywamy z pomocą, jako przedstawiciele rodu Fawley, który nawet w obecnych trudnych czasach nie zapomniał o czarodziejach zamieszkujących nasze ziemie. Towarzyszy nam Ronja Fancourt, która jest uzdrowicielką i zgodziła się wspomóc naszą akcję, zapoczątkowaną w Londynie przez lady Aquilę Black. Chcemy dotrzeć także do innych potrzebujących magicznych rodzin mieszkających w Kumbrii – zaczęła nieśmiało; do kobiety mimo wszystko łatwiej było jej mówić niż gdyby miała się zwracać do mężczyzny. Poza tym wcześniej jeszcze w dworku mąż dokładnie ją poinstruował, co powinna mówić, bo jej samej często brakowało właściwego wyczucia. Nigdy nie miała talentu do przemawiania, zawsze tego typu nauki sprawiały jej ogromny problem, i szczególnie jako dziecko musiała walczyć ze sobą, żeby podnieść wzrok i nie dukać wpatrzona w czubki swoich butów. W dorosłości było już łatwiej, ale i tak czuła pewne zakłopotanie w obecnej tak bardzo nowej dla niej sytuacji. I żałowała że obok nie ma męża, który mógłby mówić za nią, ale niestety natłok męskich obowiązków nie pozwolił mu na uczestnictwo. – Mamy świadomość, jak wiele złego przynosi wszystkim fałszywie pojmowana idea równości, i ogromnie współczuję pani doznanej straty, pani mąż z pewnością był wspaniałym czarodziejem dbającym o to, by nam wszystkim żyło się bezpieczniej. – Niestety przez miłośników mugoli i równości zginął, mimo że po prostu wykonywał swoje obowiązki. To wszystko było tak bardzo smutne i przejmujące! A poza tym budzące w Cressidzie jeszcze większy lęk przed Zakonem Feniksa i promugolską tłuszczą, którzy potrafili zabić czyjegoś kochającego męża i ojca. – Mam nadzieję, że jedzenie które przynieśliśmy pomoże przetrwać nadchodzące tygodnie. – Kobieta niewątpliwie potrzebowała tej pomocy, wyglądała na wzruszoną tym, że ktoś o niej pamiętał, i najwyraźniej jako czystokrwista czarownica mimo ubóstwa w którym po owdowieniu żyła była na tyle dobrze wychowana, że wiedziała jak należy traktować młode damy. Z wdzięcznością przyjęła paczki z żywnością, które podała jej służka Cressidy. Nie były to może żadne wyszukane produkty, ale w obecnych czasach niedoboru dla zwykłych obywateli mogły wiele znaczyć.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Dom nad jeziorem [odnośnik]20.06.21 22:47
Gdzieś ponad powierzchnią widziała w niej siebie. Odbicie wzruszone kroplą marszczącą taflę w falach i nieidealny obraz tego kim byłaby w innych okolicznościach, w innym ciele. Gdyby nie trzymała w korzeniach Fancourt surowa rzeczywistość i doświadczenia, upadki na kolana po własnych porażkach, przed którymi nie broniła ją żadna służka ani aksamitne poduszki. Skromna, spokojna, cicha. Prawie zgaszona w potencjale rozwoju osobowości, jakiej zalążek krył się pod kanwą arystokratycznych ograniczeń. Bo przecież oni wszyscy nie byli osobami samymi w sobie, nie rośli w pełni dowolności, a raczej naginali się mniej czy bardziej chętnie do woli skorowidzu i starszyzny.
Spojrzenie ociepliło się na myśl o tej przedziwnej mieszance wspomnienia młodszej siostry, samej siebie, aż wreszcie odległego świata możnowładców skupionego w drobnej postaci kroczącej obok Ronji lady Fawley. Musiała oddzielać ich prawie dekada, a mimo tego obie zachowywały stosowne dla decorum zasady dobrego wychowania, nieprzerwane nawet przez kilka ukradkowych spojrzeń młodej kobiety, jakie zapewne powodowała nietypowa uroda Ronji. Ona sama nawet jeśli zapominała momentami, jak wygląda, dość szybko mogła liczyć na poprawkę otoczenia, które wydawało się mimo upływających lat, przyjmować czarownicę równie podejrzliwie co jej matkę. Fancourt nie prowadziła statystyk, ale zdawała sobie sprawę z niedorzecznie wręcz małej ilości ludzi o podobnym pochodzeniu, w dodatku rozsianych po terenach całej Anglii, zatem niekiedy praktycznie niedostrzegalnych punktów na mapie. Poniekąd pomagało to utożsamić się jej z poczuciem wyobcowania czarodziejów biednych i potrzebujących. Rzekomo należących do ich społeczeństwa, ale w gruncie rzeczy postawionych na szarym marginesie tego co reszta wolała widzieć jako piękne i adekwatne do pokazywania przy chwaleniu się.
- To niezwykle łaskawe ze strony lady i lorda, że znaleźli chwilę czasu na poświęcenie się charytatywnym celom. - Przytaknęła łagodnie, mimowolnie jednak zastanawiając się jakie połączenia z rządzącym stalowym uściskiem rządem miał mąż Cressidy. Czy z czystym sumieniem popełniał gorsze czyny, potem miłosiernie planując rozdawnictwo własnych resztek? Tego nie wiedziała, a zarazem nie traktowała jako priorytet informacyjny, chcąc wpierw skupić się na potrzebujących. W milczeniu wsłuchiwała się w pochwały kierowane ku Blackównej, zastanawiając się, ile z tego zachwytu opierało się na faktycznej znajomości młodszej kobiety z tamtą, a ile na niezmąconym poczuciu, że jej własne pomysły nigdy nie osiągnęłyby takiej perfekcji. Pewność siebie z natury obdarowywała nielicznych, ale niestety najczęściej nigdy po równo, czasem aż do przesady, wlewając w osobników niedorzeczne chojractwo. W przypadku lady Cressidy, osobowością ta zdawała się wpasowywać w tradycyjny przykład podążającego za czyimś pomysłem, bardziej niż samego jego autora. Bynajmniej w takim zachowaniu Ronja nie widziała nic złego, przeciwnie, z doświadczenia wiedząc, że to właśnie ci najskromniejsi, najczęściej mieli na sercu najszczersze chęci.
- Z pewnością nie można odmówić lady Black zmysłu organizacyjnego. - Po raz kolejny posłużyła się ogólną formułką, która, chociaż brzmiała niczym komplement, w gruncie rzeczy nie przyczyniała się do dalszej rozmowy na temat rodu. O ile samo nazwisko brzmiało znajomo, o tyle jedynym Blackiem mocniej wybijającym się w pamięci Ronji pozostawał jedynie młodszy magipsychiatra, który w czasach rezydencji Fancourt kończył swój własny kurs. Na pewno byli spokrewnieni, jak zresztą większość błękitnokrwistych, ale dokładniejsze powiązania między wysoko urodzonymi pozostawały poza sferą bezpośrednich zainteresowań Fancourt.
Dotarły prawie do pierwszych zabudowań, podczas gdy uzdrowicielka cierpliwie wysłuchała opisu sytuacyjnego towarzyszącej jej damy, a następnie otrzymały pozwolenie na wejście do skromnej izby. Pomieszczenie wydawało się wyzute z wszelkiego koloru, a bladość dodatkowo potęgował chłód zimowego powietrza, oraz nieco wychudzona sylwetki najstarszej kobiety. Ukłoniła się lekko na powitanie właścicielki, jak zawsze miała to w zwyczaju, praktykując pozostałości chińskiego ukłonu, który nie ograniczał się wyłącznie do skinięcia głową, ale sięgał aż do ramion. W swojej karierze wielokrotnie musiała wysłuchiwać różnego rodzaju przemów, a być może jeszcze częściej sama je wygłaszać, toteż z zaciekawieniem wysłuchała słów lady Fawley, dostrzegając pewnego rodzaju sztywność formułowanych konstrukcji. - Jeśli pani pozwoli, zerknę na maluchy, dobrze? - Rzuciła dla pewności, kierując potem wzrok w stronę średniego z trójki dzieci, syna trzymającego się sukni matki w niepewnym uścisku. Miał lekko zaczerwieniony nos, zapewne od kichania, a chociaż ubrany ciepło w chłodnej izbie, na czole lśnił mu kropelki potu. - Mam coś dla was, lubicie z siostrą płatki owsiane? Można je podgrzać z mlekiem na przepyszne śniadanie! - Podniosła nieco głos z udawanym zachwytem, wyjmując z torby własny pakunek i kładąc go przed stopami chłopczyka, który z zainteresowaniem pochwycił zawiniątko w pulchne dłonie. Pozwoliło to Ronji wyciągnąć z szerokiego rękawa różdżkę, oraz wierzchem dłoni sprawdzić rozpalone czoło malca. Wypowiedziała niewerbalnie diagno haemo, sprawdzając drożność jego płuc, a po upewnieniu się w diagnozie podniosła z kucek.
- Gdyby gorączka nie ustąpiła sama, trzeba będzie zamówić eliksiry przeciwzapalne. Sprawdziłam też drożność płuc, ale na szczęście to raczej zwykłe przeziębienie. Na wszelki wypadek, lepiej trzymać go w łóżku przez kilka dni. - Zwróciła się znacznie ciszej do wdowy, podczas gdy malec w jej ramionach pisnął rozkosznie na widok nowej twarzy. Kobieta zdawała się być wzruszona pomocą, zbyt przejęta, by w pełni pojąć słowa wypowiadane przez Cressidę, które jednak nie uszły uszom Fancourt.
Fałszywie pojmowana idea równości. Niezależnie od której strony nie patrząc na konflikt, temu domu brakowało ojca, żonie męża, a trójce dzieci ojca, której roli nikt inny nie mógł wypełnić w tej samej formie do końca ich życia. Doświadczała ostatnimi czasy tego typu rozłamów coraz częściej w terapii, ale okoliczności wyjątkowej biedy nawet mocniej dotknęły serce Ronji, która w pełni swojego profesjonalizmu zachowała kamienny wyraz twarzy. Dopiero gdy pochód odpowiednio pożegnał kobietę, a wszyscy ruszyli do następnej lokacji, skierowała bursztynowe spojrzenie na Cressidę, zbliżając się odrobinę bliżej do jej boku. - Mam nadzieję, że te widoki nie są dla lady zbyt ciężkie. Jeśli potrzeba będzie lady odpoczynku, lub rozmowy, jestem do dyspozycji. Okoliczności nie są łatwe do przyswojenia dla nikogo, a zaangażowanie lady z pewnością potrzebne i doceniane.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Dom nad jeziorem [odnośnik]22.06.21 13:16
Nie wiadomo, kim byłaby Cressida, gdyby urodziła się w zwyczajnej rodzinie, gdzie nie byłaby od maleńkości wtłaczana w określone ramy i przygotowywana do podjęcia określonych ról. Nie miała pełni dowolności, droga dla niej była jedna – po ukończeniu szkoły miała wyjść za mąż, a następnie powić mężowi dzieci. Nikomu nie zależało na tym, by była zaradna i samodzielna, skoro i tak miała być pod opieką męża. Wszelkie próby wyłamywania się ze schematów były źle widziane, choć Cressida miała na tyle uległą i potulną naturę, że nigdy nie próbowała się buntować i wchodzenie w przypisane jej role nie kłóciło się z jej charakterem. To było dla niej naturalne, wręcz pragnęła tego, by być żoną i matką, i w latach szkolnych panicznie bała się, że nikt jej nie zechce i że spotka ją straszny i smutny los starej panny, kobiety wzgardzonej, niechcianej i na zawsze bezdzietnej. W jej świecie staropanieństwo było synonimem życiowej porażki i nieudacznictwa, takie przekonanie wpojono jej w rodzinnym domu. Niezamężnym kobietom współczuła, gdyż samotność jawiła jej się jako smutny los, i jej konserwatywny umysł nie umiał pojąć, że niektóre kobiety z ludu decydowały się na to dobrowolnie. W świecie wyższych sfer nawet jeśli kobieta była nieurodziwa lub w inny sposób odbiegała od schematu, to i tak ród mógł zaaranżować jej związek, by uchronić ją od hańby. Taka myśl pocieszała ją w latach szkolnych; wiedziała, że pan ojciec nie pozwoliłby jej zhańbić się staropanieństwem, i gdyby jakiś mężczyzna sam nie poprosił o jej rękę (jak zrobił to jej obecny mąż), to i tak kogoś by dla niej znaleziono. Niewykluczone że byłby to ktoś w wieku jej ojca, ale i tak lepsze byłoby dla niej to niż zostanie starą panną.
W ich zamkniętym, hermetycznym świecie rzadko spotykało się inne typy urody, dlatego osoby odbiegające od normy pod względem wyglądu zawsze przyciągały uwagę. Cressida była jednak po prostu zaciekawiona, stąd spojrzenia rzucane początkowo w stronę kobiety, która była ładna w sposób zupełnie inny niż dziewczęta o typowo angielskiej urodzie. Była bardzo ciekawa, skąd kobieta pochodzi, bo choć nosiła czystokrwiste angielskie nazwisko nie wyglądała jak Angielka, ale grzeczność nie pozwoliła jej o to zapytać. Miała też świadomość tego, że ona na salonach też się wyróżniała, rudość i piegi nie były częstym widokiem, a w obecnych czasach budziły negatywne skojarzenia, dlatego pozostawało jej się tylko cieszyć, że jej kosmyki z wiekiem ściemniały i nie były tak mocno rude jak w dzieciństwie. Zawsze trudno było być jedynym rudzielcem w rodzinie, i wszyscy się dziwili, że choć jej rodzice i rodzeństwo cechują się klasyczną szlachecką urodą, to Cressida jako jedyna z nich była ruda i piegowata, co najpewniej było skutkiem genów przejętych po babce od strony matki.
Cressidzie brakowało pewności siebie i wiary we własne możliwości, więc rzeczywiście była przekonana, że inni robią różne rzeczy lepiej i że ona sama nie wpadłaby na taki pomysł, a nawet gdyby wpadła, to i tak nie wystarczyłoby jej odwagi na jego realizację. Ośmieliła ją Aquila, to ona popchnęła do działania ją i jeszcze kilka innych dziewcząt. Łatwiej było podążać za kimś niż samemu wytyczać ścieżki – zwłaszcza że Cressida właściwie od małego podążała za kimś i zawsze stała w czyimś cieniu, w końcu urodziła się jako najmłodsza z rodzeństwa, co było jedną z głównych przyczyn jej kompleksów i niskiego poczucia wartości. Gdyby urodziła się kilkadziesiąt lat później, zapewne określono by ją klasycznym przypadkiem osobowości zależnej, zdanej na innych i bojącej się działać bez aprobaty rodziny, a zwłaszcza ojca i męża. Nie zdecydowałaby się także na tego typu akcje, gdyby były one źle widziane przez szlacheckie towarzystwo; bała się kontrowersji i niepochlebnych plotek, a także tego, że ktoś mógłby ją uznać za zbuntowaną. Ale skoro Aquila i inne damy mogły działać charytatywnie, to mogła i ona.
- Dla mnie nie był to problem, i tak mam sporo wolnego czasu, kiedy akurat nie muszę poświęcać się obowiązkom żony i matki. Mój mąż ma swoje zajęcia, ale popiera to, co teraz robię. Sama nie pochodzę z tych ziem, ale teraz, po ślubie, też jestem ich częścią – odpowiedziała z uśmiechem. Jej mąż czasu miał mniej, męskie sprawy ciągle go absorbowały, dlatego go tu dzisiaj nie było. A Cressida, choć urodziła się w zupełnie innej części kraju, po ślubie stała się częścią rodu Fawley. – Dzięki lady Black wielu potrzebujących ludzi zyska przed świętami nie tylko trochę jedzenia, ale i nadziei na lepsze jutro, które, miejmy nadzieję, wkrótce nadejdzie, gdy Ministerstwu Magii uda się zaprowadzić w kraju spokój – dodała, naprawdę wierząc w ten propagandowy obraz wtłoczony jej do głowy. Musieli po prostu przetrwać chwilowe trudności, ci którzy mieli więcej mogli wesprzeć tych, którzy mieli mniej, aby wszyscy mogli doczekać tego lepszego jutra. – Tak bardzo chciałabym, żeby wszystko wróciło do normy, i żeby żadnemu czarodziejowi nie musiało już brakować jedzenia.
Cressida nie miała talentu do przemawiania, stąd sztywność w niektórych jej słowach, zwłaszcza że po wejściu do ubogiego domostwa poczuła się niepewnie, widoki które zastała wprawiły ją w zakłopotanie, a jej serduszko wypełniło współczucie wobec ludzi, którzy musieli żyć w ten sposób. Skinęła z aprobatą głową, kiedy pani Fancourt postanowiła zająć się dziećmi osamotnionej wdowy korzystając ze swoich uzdrowicielskich umiejętności. Cressida na uzdrawianiu nie znała się kompletnie, ale nawet ona mogła dostrzec, że dzieci nie wyglądały na w pełni zdrowe, więc tym lepiej, że uzdrowicielka z nimi była i mogła się tym zająć, bo dbanie o zdrowie było nie mniej ważne niż jedzenie.
Zanim wyszli z domostwa wdowy i jej dzieci, Cressie na odchodne zaproponowała jeszcze, że później wyśle trochę ubranek po swoich dzieciach, które mogłyby pasować na najmłodszą pociechę kobiety. Julius i Portia mieli dużo ubranek, więc wysłanie paru kompletów, z których już powoli wyrastały nie zrobi im różnicy, a dla tej kobiety mogło wiele znaczyć. Mimo różnicy w statusie społecznym łączyło je przecież to, że obie były matkami kochającymi swoje dzieci i chcącymi dla nich jak najlepiej.
- Dziękuję, że zajęła się pani tymi dziećmi – zwróciła się do Ronji, kiedy już wszyscy szli w stronę kolejnego domu, oddalonego od pierwszego o jakieś sto metrów. – Sama jestem matką, więc tym bardziej przykro było mi patrzeć na głodne i przeziębione dzieci. Chciałabym żeby nadchodzące dni były dla nich choć trochę lepsze. Rzeczywiście nie jest do dla mnie łatwe, zwłaszcza że… no cóż, sama nigdy nie żyłam w ten sposób i nie wiem, jak to jest, i nie wiem, jak dobrze dotrzeć do tych ludzi. – Nie znała przecież ich świata, od zawsze chowana pod kloszem. Jak kwiat, który od wykiełkowania wzrastał w szklarni, nigdy nie stykając się z trudami życia na zewnątrz. Była osóbką bardzo wrażliwą i delikatną, choć to, co dla niej było trudnością, i tak nie mogło się równać z tym, co przeżywali ci wszyscy czarodzieje. – Ale dam sobie radę, możemy iść dalej. Tu niedaleko mieszka kolejna uboga rodzina…
Dotarli do kolejnego domu, gdzie też zamieszkiwała dość biedna rodzina, złożona tym razem z małżeństwa z piątką dzieci, z którymi mieszkali także dziadkowie owych dzieci. Zanim weszli do środka Cressie szeptem opowiedziała Ronji to, co wiedziała o ich sytuacji. Wszyscy oni żyli ze skromnej pensji pana domu, więc także im się nie przelewało w obecnych czasach. I im Cressida z towarzyszącymi jej kuzynkami męża oraz służkami zaproponowali żywność; zgodnie z poradami Aquili na pomoc potrzebującym wybrano proste produkty, które nie powinny wprawić zwykłych czarodziejów w zakłopotanie i niezręczność. Podobnie jak i w poprzednim domu tu wygłosiła podobną formułkę o tym, że ród Fawley pragnie zadbać o czarodziejów żyjących w Kumbrii, starając się przy tym nie patrzeć w czubki swoich butów, a zmusiła się, by unieść wzrok i patrzeć prosto na twarze tych ludzi. Walka z wrodzoną nieśmiałością i niepewnością siebie nie była łatwa, ale chciała, żeby Aquila była dumna z tego, że sprostała zadaniu i godnie rozszerzyła jej inicjatywę na ziemie Fawleyów. Chciała, by był z niej dumny także mąż i jego rodzina, a także żeby wszyscy ci odwiedzeni ludzie zapamiętali dobroć i łaskawość Fawleyów i żeby stali po tej samej stronie co oni.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Dom nad jeziorem [odnośnik]29.06.21 13:07
Dobrze czuła się w towarzystwie pokrewnych, łagodnych dusz. Chociaż spokój obu kobiet wywodził się ze zgoła dwóch przeciwnych źródeł, to krocząc wspólnie zaśnieżoną ścieżką tworzyły duet z pewnością niecodzienny i przyciągający spojrzenia, ale w jakiś sposób do siebie pasujący. Sama Ronja nie potrafiła określić jak kształtowałaby się jej osobowość i profesja gdyby nie wybrała obecnego kierunku. Mało tego, podobnie jak Cressida, nie zastanawiała się nad innymi opcjami ani przez chwilę, utwierdzona w przekonaniu, iż każda pojedyncza decyzja jaką podjęła w swoim życiu, miała ją zaprowadzić w to, a nie inne miejsce. Gdyby znała lady Fawley dogłębnie, zapewne dostrzegłaby ogromny potencjał spokoju i łagodności jaką roztaczała wokół siebie jako przykładna żona i matka, a być może nawet śmiało proponowałaby poszerzanie własnych pasji i aktywizację w tym, do czego mniemała, iż jest stworzona. Bowiem chociaż wiele osób ze średnich oraz niższych warstw społecznych pogardzało szlacheckim wychowaniem arystokratek, które częściej niż rzadziej prezentowały charakter co najmniej nieprzyjemny, a w najgorszych przypadkach wredny i niecierpiący sprzeciwu, sama Fancourt z pewnego rodzaju smutkiem i respektem postrzegała środowisko owych kobiet. Ile z nich musiało ograniczać swoją inteligencję, marzenia, oraz myśli, nigdy niewypowiedziane na głos wobec zasad tego co dobre, a co złe, wpojonych im jeszcze za dziecka? Ile z nich nienawidziło ludzi, których w innym życiu mogły uznać za przyjaciół, a wobec siebie nawzajem stosowały wszelkiego rodzaju podpuszczenia i plotki, byleby wywalczyć sobie ulotne miano najpiękniejszej na salonach. Ulotne, bowiem każdy kolejny sabat brutalnie ściągał te piękne, wymuskane anioły na ziemię. Ciągnął drobne stópki obute w kryształowe pantofelki, wytykał skostniałymi palcami starszych kobiet rodów ich staropanieństwo, szarpał gładkie policzki wyimaginowanymi zmarszczkami, a na kruche ciała nakładał obowiązek płodzenia synów lordów, którzy już wkrótce mieli swoje siostry traktować równie chłodno i przedmiotowo co swoje żony. Nie krytykowała zatem żadnej z nich, ani też perspektywy tego, że nawet w aranżowanych związkach, które zresztą w kulturze chińskiej nie stanowiły niczego absurdalnego, ani odrzucającego, mogły koniec końców znaleźć nawet i prawdziwe uczucia, a jeśli nie gorący żar miłości, to szacunek życiowego partnera, który zapewniał im bezpieczeństwo i dobrobyt, do którego przyzwyczajano je od zawsze. Odwieczne pytanie pozostawało na ustach wielu magipsychiatrów, a gdyby okoliczności prezentowały się idealnie niczym z baśni, być może któryś z badaczy mógłby przeprowadzić dogłębne studium na temat tego, ile z nas jest w gruncie rzeczy nami samymi? A ile z nas zostało ulepione przez krewnych, bliskich oraz życiowe doświadczenia.
- Czego by tu nie kochać w tak pięknych okolicach? Nie dziwię się, że lady czuje się z nimi związana, nawet jeśli tylko i aż przez lady męża. Sama odwiedziłam niedawno Kelpi Staw, jego surowe piękno budzi wiele pięknych emocji. - Odparła z mglistym uśmiechem na ustach. Z lekką ciekawością zwróciła spojrzenie na profil Cressidy, kiedy tamta opowiadała o obietnicy pokoju wprowadzonego przez Ministerstwo. Faktycznie, wizja ta w okrojonych słowach prezentowała się jako pełna nadziei, ale sama Ronja nie mogła odeprzeć od siebie przeświadczenia, że za takowy pokój przyjdzie im zapłacić niezwykle wysoką cenę. Im wszystkim.
Kiedy kroczyły już drogą do następnego domostwa, Fancourt powoli odzyskała pełnię swojego skupienia po szybkiej rozmowie z wdową. Nie była pewna ile gospodarstw przyjdzie im odwiedzić, ale miała nadzieję, iż nikt więcej nie będzie wymagał poważniejszych interwencji uzdrowicielskich. Odległe od najbliższych mieścin zabudowania nie wróżyły obecności doświadczonego medyka w okolicy, a ona sama przecież była tutaj zaledwie tymczasowym gościem.
- Czasami wystarczy nam zwykła rozmowa. Czasami nawet sama obecność i uśmiech od lady, sprawi, że nie będą się czuć aż tak samotni w swoich trudach. Ludzie to zwierzęta stadne, nawet jeśli nie utożsamiają się z tymi wyżej od nich, samo pojawienie się i zaoferowanie pozytywnego podejścia może już wiele zdziałać. Nic jednak ponad lady siły, nie ma nic złego w przerwie czy odpoczynku. Zwłaszcza przy tak mało sprzyjającej spacerom pogodzie. - Fawley już od pierwszego rzutu oka jawiła się jako istota delikatna i krucha. W dodatku młoda, o zielonych oczach wpatrujących się w ludzi z autentycznym, co rzadkie, współczuciem. Ronja doskonale wiedziała jakie to uczucie być złożoną z misternego szkła i porcelany, obawiając się o każdy swój ruch, tak by nie wyglądał mniej doskonale niż zazwyczaj. Może dlatego najtwardszym kamieniem był diament. Piękny, ale ponad powierzchownością trwały i ostry niczym brzytwa. Taki blask nigdy nie gaśnie.
Tym razem Ronja nie odzywała się już niczym więcej prócz kilkoma zdawkowymi pytaniami, pozwalając by cała uwaga skupiła się na Cressidzie. Szybka inspekcja wprawionym okiem upewniła czarownicę w bezpieczeństwie zdrowotnym mieszkańców i już wkrótce mały orszak znajdował się w dalszej drodze. Gdzieś w pewnej odległości od nich, dało się usłyszeć szum fali na jeziorze, a spomiędzy muru drzew wystawały czubki postawionych na palach domków.
- Słyszałam, że ten większy dom został założony przez artystkę - malarkę. Dopiero po dłuższym spacerze wyobrażam sobie co mogło ją przyciągnąć do tego krajobrazu, wygląda wspaniale jako kanwa jakiegoś pięknego obrazu, nie sądzi lady? Samotne, ale cudowne miejsce do mieszkania. - Pokierowała tematem na lżejsze tory, tak by im obu, a zwłaszcza arystokratce dać chwilę oddechu przed poniekąd przytłaczającym widokiem mieszkańców.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Dom nad jeziorem [odnośnik]01.07.21 12:00
Cressida była rzadkim przypadkiem lady pozbawionej wredności, fałszu i buty. Była urocza, miła i prostolinijna, obdarzona przez naturę bardzo łagodnym temperamentem, przez co wielu mogłoby ją uznać za mdłą i nudną osobę, zwłaszcza że żyła w zgodzie z wpojonymi zasadami i próżno było u niej szukać szaleństwa i buntu. Akceptowała swoje życie takim, jakie było, przyjmowała narzucone jej ramy i wpisywała się w oczekiwane schematy, choć i jej czasem w dzieciństwie było przykro, że nie może lubić się ze wszystkimi dziećmi w szkole, bo niektórych jej pan ojciec nie zaakceptowałby w roli jej przyjaciół. Ale nigdy też nie była wroga i nieprzyjemna dla tych, z którymi z powodu ich pochodzenia nie wypadało się zadawać, bo z natury była osobą, która unikała wszelkich konfliktów. Po prostu trzymała się na dystans od nieodpowiednich znajomości, choć w innym życiu, gdyby urodziła się jako zwykła młoda dziewczyna, może to właśnie wśród nich znalazłaby najlepszych przyjaciół. Ale urodziła się jako lady i musiała uważnie dobierać znajomości, a także miejsca w których bywała i sposoby spędzania czasu. Takim jak ona nie wszystko wypadało robić, nie wszędzie wypadało pójść. Wszystko co związane z mugolami było zakazane, podobnie jak bliskie relacje z ich czarodziejskimi potomkami. Cressidzie nie zależało też na byciu najpiękniejszą na salonach; dobrze wiedziała, że taka nie jest, i dobrze jej było w cieniu, z dala od centrum uwagi. Zwłaszcza że męża już miała, więc nie musiała się martwić o to, czy jakiś mężczyzna ją zauważy i zechce wybrać ją na swoją żonę.
- Kumbria jest piękna, urzekła mnie od pierwszych chwil, kiedy tu zamieszkałam. To idealne miejsce dla artystycznych dusz, choć lasy Charnwood, wśród których dorastałam, również były piękne, chociaż w zupełnie inny sposób – uśmiechnęła się z sentymentem, tęskniąc do rodzinnych stron, które po ślubie musiała opuścić i teraz była tam już tylko gościem. Ale taki już los kobiet w ich świecie, że musiały porzucić swoje nazwisko i dom, by zamieszkać u boku męża.
Cressida naprawdę pragnęła wierzyć w zapewnienia Aquili i innych konserwatywnych krewnych, że Ministerstwo Magii dba o ich bezpieczeństwo, a także o zaprowadzenie pokoju w kraju. Chciała żeby powrócił spokój, żeby już nie trzeba było się dłużej bać buntowników z Zakonu Feniksa oraz prymitywnej mugolskiej tłuszczy. Propaganda kierowała strach młodych dam właśnie w tym kierunku, ministerstwo stawiając w roli tego, które musiało podejmować konieczne środki, by zaprowadzić spokój w kraju.
- Mam nadzieję, że nasza obecność rzeczywiście im pomoże – zastanowiła się, ciekawa jak na to patrzy ktoś z zewnątrz, bo mąż zapewniał ją, że tak właśnie będzie, że obecność przedstawicielek rodu sprawującego pieczę nad tymi ziemiami podniesie morale mieszkańców, ale czy ktoś obcy patrzył na to w ten sam sposób? – Chcę, żeby czuli, że o nich, jako Fawleyowie, pamiętamy. Że nie jest nam obojętny ich los. Mamy dość jedzenia, żeby nie ucierpieć, jeśli trochę oddamy potrzebującym, a i kilka innych magicznych rodzin Kumbrii będących w dobrej sytuacji zgodziło się pomóc. – Dla tych ludzi nawet zwykły bochenek chleba mógł mieć teraz wielką wartość, bo nie każdemu powodziło się na tyle dobrze, żeby mieć stabilny dostęp do jedzenia, tak mówił jej mąż. Szczególnie trudno było takim osobom jak samotna wdowa odwiedzona na początku, czy wielodzietna rodzina, u której byli później. Nie wszyscy czarodzieje, nawet czystokrwiści, byli bogaci. Na Cressidę również padł blady strach, że promugolska tłuszcza może chcieć zgotować taki sam los także jej, przez zawiść że tacy jak ona mieli więcej. Prymitywny szlamolubny lud był podobno pełen zawiści wobec najwyższych warstw społeczeństwa, a zazdrość pchała ludzi do najgorszych uczynków. W imię fałszywej i zgubnej ideologii równości niszczyli spokój w kraju i niepokoili normalnych ludzi, którzy chcieli po prostu żyć w zgodzie z tradycją.
- Kumbria przyciąga wielu artystów, więc wcale się nie dziwię, że ta kobieta mogła wybrać właśnie takie miejsce na swój dom. Choć mam wrażenie, że teraz nikogo tam nie ma, może wyjechała? – zastanowiła się nad tym, co też mogło się stać z właścicielką domu nad jeziorem. Miała nadzieję że nic złego. – Smuci mnie to, co się dzieje, do czego prowadzą działania buntowników, ilu normalnych i uczciwych czarodziejów przez nich cierpi. Ale czuję i pewien… lęk. Moje dotychczasowe życie było spokojne i szczęśliwe, nie pamiętam poprzedniej wojny. – Spojrzała uważnie na kobietę. Czy ona kiedyś tego doświadczyła? Cressida była wtedy dzieckiem, a jej bliscy nie odczuli tamtych wydarzeń zbyt mocno, więc nie miała żadnego punktu odniesienia. Jeśli chodzi o obecne wydarzenia, także wielu rzeczy pozostawała nieświadoma, choć Aquila i tak odarła ją z części złudzeń, dość brutalnie sprowadzając na ziemię. Pozostawało mieć nadzieję, że i teraz ani ona, ani ważne dla niej osoby nie ucierpią w żaden sposób. Zarówno Fawleyowie, jak i Flintowie poparli przecież obecny ład, bezpieczniej było podążać za silniejszymi, zwłaszcza jeśli ci mieli zapewniać spokój i bezpieczeństwo. Propaganda wmówiła jej i kazała wierzyć, że źródłem społecznego niepokoju są promugolscy buntownicy oraz sami mugole, z kolei ministerstwo stało na straży tradycyjnych wartości. W takim myśleniu mogło ją zresztą utwierdzić odwiedzenie kolejnego domu, gdzie jak się okazało, mieszkały dwie rodziny. Jedna z nich zmuszona była osiedlić się tu, u swoich krewnych, ponieważ mugole spalili ich rodzinny dom, by pozbyć się czarodziejów ze swojej wioski. Cressida słysząc ich opowieść aż pisnęła z trwogą, i była przejęta także podczas przekazywania im jedzenia. Dopiero gdy po wszystkim wyszli na zewnątrz znowu zwróciła się do Ronji.
- Może chwila odpoczynku jednak dobrze mi zrobi… - odezwała się, niespokojnie pocierając dłonie, które mimo ciepłego materiału rękawiczek zaczęły marznąć. A może to nie tylko kwestia samego zimna, a także zderzenia z rzeczywistością oraz lęków, które zaczęły się kłębić pod ciemnorudymi włosami?


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Dom nad jeziorem [odnośnik]11.07.21 15:00
Wędrówka dawała Ronji wiele do myślenia. Doskonale świadoma była tego, że ofiarowana pomoc nie robiła ogromnej różnicy w skali tragedii całego kraju, ale z drugiej strony nie była też czymś złym. Cressida mogła nie mieć pojęcia o polityce i dwóch stronach medalu, jednak słowa wychodzące z ust młodej lady brzmiały szczerze i empatycznie. Pod pewnym względem niewiele mogła jej zarzucić. Jako kobiety, obie musiały dostosować się do pewnych standardów, które obowiązywały w społeczeństwie przez długie lata i nie wydawały się w najbliższym czasie odejść w niepamięć, zwłaszcza w przypadku dobrze urodzonych dam jak Fawley. Fakt, że młoda dziewczyna, ledwo sama przekraczająca próg dorosłości była już żoną i matką wprowadzał Fancourt w stan niepewności i wahania. Jak wiele wiedziała ona o życiu, by przekazać cokolwiek następnemu pokoleniu? Jak mogli walczyć z brakiem edukacji i dezinformacją, gdy najwyższy stopień ich ciasnego, magicznego społeczeństwa zajęty był w większej mierze eleganckimi kreacjami, oraz organizowaniem sabatów niż faktycznym stanem czarodziejów jakich miały ich włości pod opieką? Symboliczna, wręcz propagandowa wizyta w pojedynczy dzień nie wystarczyła, a Ronja szczerze wątpiła, żeby Cressida, naturalnie jedna z wielu i bynajmniej nie sprawczyni całej tej winy, wykonała więcej poświęceń niż to, które obecnie wybiło ją z tradycyjnego trybu życiowej sielanki.
- Każde miejsce potrafi mieć swój indywidualny czar. Niestety, do znawcy sztuki mi daleko. Gram zaledwie na jednym instrumencie i to nie wystarczająco dobrze, by sprawiać tym radość innym. A lady ma swoje zainteresowania w malarstwie bądź muzyce? - Spróbowała odwrócić uwagę kobiety od wspomnień rodzinnego domu. Jej rodzice nigdy nie zmuszali dzieci do związków, ale sama Ronja nie doskonale znała swoje obowiązki, których możliwości już i tak naciągnęła do granic możliwości, biorąc pod uwagę wysoki jak na pannę wiek, oraz rozwój zawodowej kariery. Niczego nie żałowała, ani żadnego kroku nie uczyniłaby inaczej, jednak honor rodziny, a także oczekiwania wobec najstarszego dziecka po zniknięciu brata bliźniaka, skumulowały się na szczupłych ramieniach Azjatki.
- Każdy krok, nawet najmniejszy jest wciąż krokiem do przodu. Niektórzy taką pomoc mogliby uznać za okazanie słabości rodu, ale z mojej strony, jako naukowca który codziennie zajmuje się analizują ludzkich umysłów, uważam to za niesamowitą przewagę. Gdy ma się tak wiele, by chociaż trochę odstąpić innych, nie świadczy to o niczym innym jak tylko sile i mocy. - W idealnym świecie mogliby wszyscy usiąść przy jednym stole i mimo różnic między nimi wypracować skuteczny plan funkcjonowania dla dobry tajemnicy magicznej, ale też dla dobra samych mugoli, którzy własnym istnieniem nie różnili się od nich samych. Niewiele wiedziała o tamtym świecie, ale oczywiste było, że zapewne pod względem hierarchii odstępstwa od normy bywały nieliczne, jak w każdym skoncentrowanym społeczeństwie. Bogaci i biedni, mądrzy i głupi, dobrzy i źli. Wszystkie pojęcia tak względne w swoim znaczeniu i całkowicie uzależnione od tego pod jakim kątem dokonywało się ich analizy.
- To luksus dla ciała i umysłu, nie musieć nosić w sobie śladów tamtego konfliktu. - Ronja była dość młoda, gdy do Anglii dotarła Wielka Wojna Czarodziejów, toteż nie mogła pochwalić się wyraźnymi wspomnieniami, które dawałyby do myślenia więcej, niż wiedziała na tamtą chwilę.
Następnie odwiedzone rodziny przedstawiły im znacznie mroczniejszą historię i Fancourt, chociaż zajęta medyczną inspekcją, co jakiś czas zerkała w stronę towarzyszącej jej lady, by upewnić się o dobrym samopoczuciu kobiety. Prawda potrafiła być okrutna, a rzeczywistość rozdrapywać rany, o których nie mieliśmy pojęcia.
- Oczywiście. Wydaje się, że zostało nam już niewiele drogi, więc odpoczynek nie powinien nikomu przeszkodzić. - Pokiwała głową, zatrzymując się wraz z nią i odnotowując kilka spostrzeżeń w obszernym notesie. Podniosła następnie wzrok na młodą czarownicę, by spojrzeć na nią z troską w oczach i głosie. - Mam nadzieję, że lady nie będzie zbyt wiele z tych emocji przyjmować na siebie.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Dom nad jeziorem [odnośnik]12.07.21 13:50
Wychowane pod kloszem dziewczątko nie miało zbyt wiele pojęcia o polityce, poza nacechowanymi propagandą skrawkami, którymi ją uraczono. W ich świecie kobiety siedziały cicho za plecami mężów, rodziły dzieci i ładnie wyglądały na salonach, zainteresowanie polityką nie było czymś pożądanym, bo ta sfera życia była domeną mężczyzn. Dla zwyczajnego czarodzieja Cressida najprawdopodobniej jawiłaby się jako osoba całkowicie oderwana od rzeczywistości, w wielu kwestiach polegająca głównie na wyobrażeniach i nie znająca prawdziwego życia zwykłych ludzi. Niewiele wiedziała o życiu, mimo osiągnięcia pełnoletności tak naprawdę była wciąż dzieckiem, ale obowiązki płynące z urodzenia sprawiły, że w tak młodym wieku zdążyła już wyjść za mąż i powić dzieci. Był to obowiązek wobec rodu, pan ojciec nie liczył się z tym, że nie była dość dojrzała, jego tradycjonalistyczne podejście nakazywało mu szybko wydać córki za mąż i tak się stało. Po ślubie musiała natomiast udowodnić swoją wartość i podarować mężowi syna; William co prawda nigdy nie wywierał na nią w tym względzie presji, ale ona sama za sprawą swojego wychowania czuła, że musi to zrobić, aby poczuć się pełnowartościowa jako kobieta.
Teraz natomiast starała się wypełnić inny obowiązek wobec rodu, choć podjęła się go dobrowolnie, chcąc krzewić wspaniałą inicjatywę Aquili na ziemiach Fawleyów, dbając o to, by ich magiczni mieszkańcy nie odwrócili się od nich. Cressie co prawda nie myślała w takich kategoriach, gdyż nigdy nie była osobą wyrachowaną i nie potrafiła zimno kalkulować, ale jej mąż, który wcześniej zajął się przedsięwzięciem od strony organizacyjnej, potrafił widzieć więcej i dla niego cała inicjatywa nie była tylko altruistyczną próbą pomocy, a czymś więcej. Cressie natomiast mogła uspokoić swoje dobre serduszko rozmawiając z ludźmi i zostawiając im jedzenie, nie rozumiejąc w pełni politycznych aspektów swojego działania.
- Owszem, jestem malarką, ale zapoznano mnie i z podstawami muzyki. – Szlacheckie wychowanie obejmowało wszechstronne nauki artystyczne, dziewczątka takie jak Cressida już w dzieciństwie zapoznawano z podstawami muzyki, malarstwa i literatury, choć Cressie odnalazła szczególne zamiłowanie właśnie w malowaniu, i to w tym kierunku przejawiała talent. Potrafiła też trochę grać na fortepianie i śpiewać, ale nie była w tym wybitna, bo zawsze najwięcej czasu i energii poświęcała na szlifowanie malarstwa.
Uśmiechnęła się lekko; odnosiła wrażenie, że pani Fancourt jest interesującą i mądrą osobą, wiedzącą o świecie wiele rzeczy, których nie wiedziała Cressida. W innych okolicznościach na pewno chętnie by z nią porozmawiała dłużej, jednak dziś miały inne zadanie, i jedynie pomiędzy odwiedzinami w kolejnych domach mogły wymieniać uwagi. Żadna z nich nie przyszła tu w celach prywatnych, były tu, by zająć się akcją pomocy potrzebującym rodzinom magicznym. Na razie kilku, niby niewiele w skali całego kraju, ale dla tych kilku rodzin była to różnica, a jeśli więcej czarodziejów zaangażuje się w podobne inicjatywy, może wkrótce wszyscy pokrzywdzeni uzyskają odpowiednie wsparcie, i niedługo całe magiczne społeczeństwo Anglii odzyska spokój. Grunt, żeby dawać przykład i inspirować, jak mówił jej mąż. Nie mogła zmienić świata i pomóc wszystkim, czasem trzeba było zacząć od małych rzeczy, od drobnych gestów.
Podobały jej się słowa kobiety, chłonęła je z ciekawością, kiwając rudowłosą główką i pragnąc wierzyć, że to rzeczywiście oznaka siły jej rodu, który był na tyle mocny, a przy okazji i wspaniałomyślny, że mógł dzielić się z innymi samemu na tym nie cierpiąc.
- Mam nadzieję, że ci ludzie będą wdzięczni i że będą o tym pamiętać, tak jak i my pamiętaliśmy dziś o nich. Całego świata może nie zmienimy, ale jeśli chociaż kilka rodzin poczuje się bezpieczniej i spokojniej to znaczy, że to co teraz robimy jest dobre i słuszne – odezwała się, wspominając przelotnie czasy dzieciństwa i momenty, kiedy próbowała ratować leśne ptaki przed polowaniami organizowanymi przez jej panieński ród. Nie była wówczas w stanie ostrzec i ocalić wszystkich, ale jeśli choć jeden ptak mógł dzięki niej zawczasu umknąć, wiedziała że to co wtedy robiła miało sens, choć kiedy pan ojciec się dowiedział, zachwycony nie był. Ostrzeganie ptaków było właściwie jedyną w jej życiu formą buntowania się przeciwko rodowym zasadom, gdyż wrażliwość nie pozwalała jej obojętnie podchodzić do tego, że jej bliscy pozbawiają życia jej ptasich przyjaciół. Pan ojciec nie rozumiał nigdy jej miękkości i sentymentów, ale sam nie posiadał daru rozumienia ptasiej mowy, więc nie potrafił pojąć jej punktu widzenia i uważał że jej uparte odmawianie jedzenia mięsa upolowanych ptaków to bezsensowna fanaberia. Teraz, w dobie kryzysu czasem była zmuszona jeść ptasie mięso i zawsze czuła się z tym bardzo źle.
Źle poczuła się też po usłyszeniu historii kolejnej rodziny. Jej delikatne serduszko ścisnęło współczucie, ale i strach. Po wizycie w tym domu potrzebowała chwili przerwy, zwłaszcza że chyba w pewnym momencie, może pod wpływem nieco stęchłego zapachu dochodzącego z sieni ubogiego domostwa, zrobiło jej się odrobinę niedobrze. Musiała zaczerpnąć świeżego powietrza i chwilę odpocząć, choć w głębi duszy trochę nie mogła się już doczekać powrotu do swoich komnat i odpoczynku z dala od przygnębiających widoków ludzi, którzy żyli w sposób niepojęty dla wychowanej od urodzenia w luksusach młódki.
- Dla mnie to po prostu… Pierwsze takie spotkanie z… problemami ludzi żyjących inaczej niż… my. Do tej pory nawet nie wiedziałam, że ludzie… żyją w taki sposób i mają takie problemy – wyznała, trochę się przy tym jąkając i z zawstydzeniem spuściła wzrok, jakby wstydząc się swojej ignorancji. Czy pani Fancourt myślała teraz o niej bardzo źle? Cressie często nadmiernie przejmowała się opinią innych i bała się negatywnej oceny. Ona żyła w swojej mydlanej bańce, dziś na chwilę z niej wyszła i zobaczyła, że wielu zwykłym czarodziejom wcale nie żyje się dobrze, a w każdym razie nie tym, których przyszło im odwiedzić. Krewni mówili, że to wina promugolskich buntowników, którzy mącili i przez których kraj miał problemy z zaopatrzeniem, przez co cierpieli niewinni, w dodatku wielu mugoli zaczęło przejawiać wrogie nastawienie wobec czarodziejów. – Ale wiem też, że to… ważne. Aquila, to znaczy lady Black, też na pewno robi to samo w Londynie, jej ród pomaga tamtejszym czarodziejom, a my, Fawleyowie, musimy zadbać o nasze ziemie i ich mieszkańców. Musimy być silni w obliczu zagrożenia, jakie niesie zgubny postęp i to, że wielu ludzi zapomina dziś o tradycyjnych wartościach. – Bo postęp nie zawsze był dobry, a jeśli był połączony ze szkodliwą ideologią równości i odchodzeniem od tradycji, to należało temu przeciwdziałać, i rozumiała to nawet kompletnie nieobeznana z polityką Cressida. Podczas wizyt w domach czarodziejów także o tym wspominała; każdego zapewniała o trosce Fawleyów o czarodziejów żyjących na ich ziemiach, a także o trosce o tradycje, które przecież zawsze zapewniały społeczeństwu pokój i dobrobyt. Powtarzała to, co kazał jej mówić jej mąż, który zawsze był lepszy we wszelkich przemowach, i naprawdę żałowała że nie mogło go tu dzisiaj z nią być, ale zarazem była mu wdzięczna za zaufanie, którym ją obdarzył. Najwyraźniej uznał, że da sobie radę bez niego, otoczona jedynie towarzystwem jego kilku kuzynek, służby oraz pani Fancourt. Działalność charytatywna była odpowiednia dla kobiet, to one miały być tymi empatycznymi i wrażliwymi, podczas gdy mężczyźni mieli być silni i wieść społeczeństwo w lepszą przyszłość.
Już po wszystkim, gdy obeszli ostatnich parę domostw i zostawili ostatnie paczki z żywnością, Cressie zwróciła się do towarzyszącej jej kobiety. Od początku wyprawy minęło kilka godzin, o czym przypominało chylące się ku zachodowi słońce; niedługo miał nastać zmierzch, grudniowe dni były bardzo krótkie.
- Naprawdę dziękuję za to, że zgodziła się pani do nas dołączyć i pomóc potrzebującym mieszkańcom naszych ziem swoją wiedzą uzdrowicielską – podziękowała jej, wiedząc że obecność uzdrowicielki na pewno wywarła dobry wpływ i mogła się przysłużyć przynajmniej części odwiedzonych ludzi. Poza tym sama Cressie w pewien sposób szanowała tę kobietę za jej wiedzę, zachowywany spokój oraz sam fakt, że poświęciła swój czas, by tu być, choć na pewno miałaby wiele ciekawszych i przyjemniejszych zajęć.
Pożegnała się z nią, a później wraz z resztą swoich towarzyszy mogli wrócić do Ambleside, choć wciąż rozmyślała o tym, co się dzisiaj wydarzyło i miała nadzieję, że rzeczywiście z ich działań wyniknie jakieś dobro.

| zt. x 2


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Dom nad jeziorem
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach