Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Plac główny
AutorWiadomość
Plac główny [odnośnik]16.07.19 21:04
First topic message reminder :

Plac główny

Główny plac Doliny Godryka to sporych rozmiarów, prostokątny, brukowany dziedziniec, na którym zbiega się większość ulic przebiegających przez wioskę. Położony w samym centrum zabudowań, przylega bezpośrednio do jedynego odwiedzanego kościoła, odgrodzonego szpalerem drzew cmentarza, poczty (również sowiej, ukrytej sprytnie za zaczarowaną witryną z widokówkami), ratusza i magicznego pubu Pod Rozbrykanym Hipogryfem.
Na samym środku placu znajduje się – wzniesiony stosunkowo niedawno – kamienny pomnik ofiar wojny, stojący w samym środku imponującej, okrągłej fontanny. Mimo upływu czasu, tuż pod pomnikiem wciąż można znaleźć składane regularnie kwiaty i zamknięte w kolorowych lampionach świece, po zmroku oświetlające cały plac ciepłym blaskiem. Naprzeciwko fontanny znajdują się wygodne, drewniane ławeczki z żeliwnymi okuciami; jeżeli na którejś z nich usiądzie czarodziej, pomnik zmienia się w statuę mężczyzny w gwieździstej pelerynie, z długą brodą i charakterystycznymi okularami-połówkami. Albus Dumbledore stoi dumnie wyprostowany, z różdżką wyciągniętą ku górze, z której do fontanny spływa mgiełka rozproszonej wody.
Na dnie fontanny błyszczą monety, które wrzucają tam zarówno mieszkańcy, jak i nieliczni turyści, wiedzeni starym przesądem, że niewielka ofiara zapewnia szczęście i ochronę bliskich przed chorobami; co ciekawe, pod powierzchnią wody można znaleźć zarówno mugolskie pięćdziesięciopensówki, jak i czarodziejskie knuty.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Plac główny - Page 8 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Plac główny [odnośnik]19.01.20 21:23
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 8
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Plac główny - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Plac główny [odnośnik]20.01.20 1:17
Gdy przyuważyła dwóch przedstawicieli służb, zmarszczyła brwi. Rozejrzała się raz jeszcze po okolicy, tym razem uważniej, próbując jakby odruchowo sprawdzić, czy nic tu się takiego nie dzieje. Przecież dopiero co pomogła w ujęciu szemranego typa. Może ktoś jeszcze się czai w okolicy?
Gdy osoby na scenie zaczęły przemawiać, poczuła, że Heath ciąży jej w ramionach.
Warzysz trochę, wiesz? – mruknęła. – A twojego taty jak nie było, tak nie ma. Pewnie po wszystkim go znajdziemy – powiedziała, odkładając chłopca na ziemię.
W tym samym czasie został odczytany numerek, a na scenie po dłuższej chwili pojawił się… Johnatan Bojczuk. Oczy Gwen otwarły się szeroko. Nie mogła na niego natrafić przez cały wieczór, a teraz, pijany w sztos, wygrał loterię? Naprawdę? Szczęka Gwen uchyliła się ze zdziwienia. Klaskała jednak razem ze wszystkimi.
Jeśli znajdzie opiekuna młodego Macmillana, pewnie później spotka się z Johnym, ale przecież nie mogła zostawić chłopca samego. A nie zabrałaby go przecież na spotkanie z ledwo trzymającym się na nogach Bojczukiem.

| rzucam na spostrzegawczość (II)


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Plac główny [odnośnik]20.01.20 1:17
The member 'Gwendolyn Grey' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 29
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Plac główny - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Plac główny [odnośnik]20.01.20 14:13
Nie spodziewała się, że kogoś może spotkać, albo odnaleźć coś w rodzaju przyjemności ze znalezienia się właśnie tutaj. Ojciec chyba jednak miał jakieś przeczucie, albo zwyczajnie strzelał na ślepo licząc, że jakoś to będzie. Trochę za bardzo jej zdaniem pozostawiał wszystko przypadkom, ale nie mówiła tego głośno. Nie kłóciła się też z nim, nie chcąc by się denerwował. Choć zdenerwowanie nie wpływało w żaden sposób na jego stan. Zmarszczyła wspomniane przez niego brwi zastanawiając się nad odpowiedzią.
- To chyba też po tacie. On też ma takie i mój brat i kuzyn. - stwierdziła w końcu marszcząc do kompletu lekko nos. - Ponoć oczy mam mamy. - wzruszyła lekko ramionami jakby sama nie do końca pewna tego faktu. Pamiętała jak przez mgłę, że miała jasne oczy, ale czy rzeczywiście takie same - nie była pewna. Zatrzymała się obok słuchając wypowiadanej przez niego odpowiedzi. Brwi po raz kolejny zmarszczyły się przez kilka chwil milczała rozglądając się po tłumie.
- Mój ojciec pracował jako auror zanim zachorował. Brat poszedł w jego ślady, choć obecnie jest poza krajem. Ja klątwy łamie. Zjawiam się, gdy ktoś mnie zawoła, znajduje to, co nie gra i pozbywam się tego. - testowała jeszcze zaklęcia, ale to nie miało w sumie znaczenia w tym, o co jej chodziło. W przypadku klątw zazwyczaj zjawiała się na wezwanie, ktoś inni najpierw sprawdził miejsce, wiedział że jest tam klątwa, że ona może okazać się przydatna - a nawet potrzebna. Nigdy jednak nie wchodziła w środek niebezpieczeństwa. Nie stawała do walki. - Ale jak w Banku kilka trolli skrytkę chciało okraść, to zawiodła mnie różdżka, odmawiając posłuszeństwa. I gdyby nie pomoc, pewnie miazga by ze mnie została, ot co. Zastanawiam się więc, czy to kwestia tego że strachu nie znacie, czy wiecie jak się z nim obchodzić. - wyjaśniła neutralnie wzrok swój zaraz skupiając na scenie na której głos zabrał jeden z prowadzących. Przekrzywiła głowę słuchając jak wypowiadają wygrany los. - Cóż, to nie ja. - stwierdziła zupełnie tym nieprzejęta. Nie miała szczęścia, zwłaszcza, jeśli chodziło o gry losowe. Szczerze wątpiła, że cokolwiek może wygrać. - Chcesz podejść bliżej? - zapytała przesuwając spojrzeniem po tłumie, który znajdował się przed nimi. Sporo ludzi, choć nie dostrzegła znajomych, większość z nich zwrócona była do niej plecami.
Tangwystl Hagrid
Zawód : Łamacz Klątw, tester nowych zaklęć
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And it's to cold outside
for angels to fly
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6463-tangwystl-hagrid https://www.morsmordre.net/t6471-ansuz#165284 https://www.morsmordre.net/t6474-o-cholibka-chwytliwa-nazwa#165288 https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6472-skrytka-bankowa-nr-1634#165285 https://www.morsmordre.net/t6837-tangie-hagrid
Re: Plac główny [odnośnik]20.01.20 14:33
Północ miała zgromadzić na Placu Głównym wszystkich, którzy do tej pory nie znajdowali się właśnie tam zwiedzeni różnorakimi atrakcjami, które zagwarantowali organizatorzy. Wchodząc pod scenę rozglądała się uważnie, przesuwając spojrzeniem po jednostkach zgromadzonych wokół, co nie było wcale proste z jej wzrostem. Miała jednak nikłą nadzieję jeszcze raz zobaczyć Skamandera. Tylko tyle, nic więcej. Nie podeszłaby, chcąc uszanować jego wybór. Nie potrafiła jednak nic poradzić na słabości jej własnego serca. Na to, że na jego widok biło mocniej i wywijało się w ekscytacji, gdy istniała szansa, że choć na chwilę na nią spojrzy. Nie umiała tego wyjaśnić. Może właściwie nie chciała. Rozdarta i zmęczona własnymi uczuciami, które starała się niezmiennie możliwie jak najbardziej wyciszać i ignorować. Najbardziej zawodziła samą siebie, mimo mijających miesięcy nadal miała nadzieję. pustą, głupią, niczym nieuzasadnioną.
Przesuwała spojrzeniem po tłumie, nie spodziewając się dostrzec więcej niż obce twarze. Plac był duży i szcze wątpiła, by Keaton jeszcze pamiętał o rozmowie, którą przeprowadzili na Trakcie Kolejowym. Rozglądała się więc, szukając nieprawidłowości i niebezpieczeństw chcąc, by chociaż inni mogli wejść w Nowy Rok z radością i entuzjazmem odnośnie tego, co miał dla nich wszystkich przynieść. I dostrzegła ją; dwie nieznajome twarze przyciągnęły jej spojrzenie na dłużej. Miały co prawda odpowiednie umundurowanie, jednak nie kojarzyła żadnej z twarzy. Skierowała się w ich kierunku wsadzając dłoń w kieszeń, zaciskając palce na białej różdżce. Zatrzymała się kawałek od nich.
- Jesteście w zastępstwie za Mayersa i Smitha? - zapytała, wymyślając na poczekaniu dwa nazwiska. Może powinna była podejść ich inaczej, umiejętniej, ale to było pierwszym, co przyszło jej na myśl. Może po prostu powinna kazać im się wylegitymować. Na razie jednak, dopiero zaczynała kurs, niewiele potrafiąc jeszcze przełożyć na życie. Jasne tęczówki jednak przesuwały się po parze policjantów uważnie i dokładnie, chcąc znaleźć coś, co nie pasuje, coś co jej podpowie, albo ją uspokoi.

przyglądam się uważnie policjantom, próbuję znaleźć jakieś nieprawidłowości



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : auror, rebeliant
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +3
UROKI : 36 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Plac główny - Page 8 Atomic-blonde-ice-bath
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Plac główny [odnośnik]20.01.20 14:33
The member 'Justine Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 43
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Plac główny - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Plac główny [odnośnik]20.01.20 16:53
- Hahaha~! - zarechotałem jak ropucha co się rozłożyła na liściu jak władca stawu zaraz po tym, jak jej cienki, piskliwy głosik przeciął przestrzeń dookoła moim imieniem - Nie zlecisz, nie zlecisz - przecież cie nie puszczę! Jak mógłbym...? - Zapewniałem ją wesoło przekonany o tym, że przecież no nie mógłbym. Poszurałem jedną dłonią po przyciskanym do barku udku w głaskająco-uspokajającym geście. Nie ma co się martwić! Inna sprawa, że w ogóle nie brałem pod uwagę opcji w której to ja się wywracam i ciągnę ją za sobą ku ziemi bo przecież jak to - ja miałbym się przewrócić? Ja?! Suszyłem wiec zęby w zadowoleniu kiedy to spódnicowa kotara podniosła się pokazując mi kawałek świata na oczy. W zasadzie to faktycznie jednym uchem wpuszczałem, a drugim wypuszczałem jej jojczenie. Obleczone w rajstopy ciepłe uda grzały mi uszy, szyję i okolicę lędźwi, hehe. Było wesoło, głośno, a te jej marudy i żądania stałego gruntu to brzmiały też tak całkiem urokliwie.
- Ajajajajaj... - przymknąłem oko czując ciągnięcie za ucho instynktownie przesuwając w głowę w tym też kierunku - Nie udaję... - skłamałem starając się brzmieć jak niewinny oskarżony o coś co najmniej niewłaściwego - ...tu jest po prostu trochę głośno - tłumaczył się, jednak nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego, że chochliki w oczach mnie zdradzały. Ostatecznie przystałem na żądanie Lily przykucając by mogła się zgramolić. Poniekąd uległem jej prośbie ale też swoje zrobiło to, że kociak siedzący w kieszeni wydawał się bardziej żywy niż powinien, a ja nie byłem w stanie zapanować na raz nad dwiema wierzgającymi kocicami tym bardziej, kiedy to jedna mogła zostać z łatwością zadeptana na śmierć. Druga w sumie też - Dobra, dobra...już, już...tak ci lepiej już? - zerknąłem na nią kiedy to już stała na swoich własnych nogach, a ja stałem obok - I tobie też...? - zerknąłem do przepastnie głębokiej kieszeni szaty odklejając kociaka od jej krawędzi by zleciał na nowo w jej głąb.
- O nie, siedemdziesiąt siedem...? Powiedziała siedemdziesiąt siedem, nie...? - psia kość, tak blisko... Zwróciłem spojrzenie w stronę sceny by zwrócić uwagę na to co to za frajer sprzątną mi sprzed nosa nagrodę

|spostrzegawczość


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Plac główny [odnośnik]20.01.20 16:53
The member 'Matthew Bott' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 18
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Plac główny - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Plac główny [odnośnik]20.01.20 17:36
- Matt, nie żartuję, jesteś pijany, polecisz zaraz i mnie puścisz ze sobą. - jojczała, czując na plecach zimne dreszcze nie mające nic wspólnego z chłodem nocy. Łapała się jego głowy jak tylko mogła to za ucho to za nos, to pod brodą, bo głowa to mało wygodna do łapania jest, tak się okazuje. W końcu jednak skończył te wygłupo-tortury i odetchnęła z ulgą, wstając powoli, choć kolana miała już jak z waty i ewidentnie potrzebowała kieliszka szampana. Rozglądała się więc, czy ma gdzieś w najbliższej okolicy tackę, choć znów widziała głównie cudze plecy, ramiona i głowy.
Darowała sobie więc póki co i na nowo przytuliła się plecami do Matta, może i mniej widząc ale czując się przy tym zdecydowanie pewniej.
- Zdecydowanie lepiej, wredoto. - przyznała z zadowoleniem. Spojrzała na kieszeń Matta, bardziej co prawda zainteresowana zawartością, niż samym elementem odzieży. Uśmiechnęła się lekko, bo choć pewnie wiele osób by się co do tego nie zgodziło, cholernie pasował jej wizerunek Matta siedzącego z małym kociakiem.
- Nieeestety. - uśmiechnęła się lekko, słysząc za sobą przeżywanie. W sumie to się nie dziwiła, musiało to być frustrujące bo w sumie był blisko. - Widzisz tu gdzieś szampany? - spytała zaraz, bo teraz to i Matt się pewnie chętnie pocieszy. Odwróciła się też w jego stronę i dała mu buziaka w policzek tak na pocieszenie, czy coś. - Kojarzysz w ogóle co jest nagrodą? - spytała jeszcze ciekawsko, bo w sumie kompletnie się tym nie interesowała i pojęcia nie miała nawet czy to było jawne, czy w sumie nikt prócz organizatorów nie wiedział.
- Widzisz, kto to? - dopytała jeszcze, stając przy tym na palcach. I nie, z pleców Matta wcale nie byłoby łatwiej. W sumie to i tak marna szansa, że ktoś kogo znają, a jednak ciekawsko zerkała na Botta, który pewnie ma lepszy obraz od niej. Zaraz stanęła normalnie, bo w sumie i tak byli dość daleko, więc nawet jak coś dojrzy to marna szansa, że pozna.


Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Lily MacDonald
Zawód : Ex iluzjonistka, obecnie wytwórca i naprawiacz mebli.
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Creagan an fhithich!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t4801-skrytka-bankowa-nr-878#102962 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Re: Plac główny [odnośnik]20.01.20 18:17
Heath wcale nie sprawiał wrażenia przejętego tym, że znalazł się sam na głównym placu. Przecież napotkał Gwen, którą znał i lubił. No i anomalie zdążyły go już trochę zahartować w kwestii „gubienia się”. Przynajmniej rudowłosa nie musiała się teraz zajmować płaczącym pięciolatkiem, prawda?
-Jesteś śpiąca? - zapytał tylko słysząc jej ton głosu. Podobny miały jego ciotki, gdy bolała je głowa albo coś w tym stylu. Nie męczył jednak panny Grey o odpowiedź, bo sam musiał jej udzielić.
-On się zgubił!- odpowiedział z pewną miną -Wcale nie. Nic by mi się nie stało! Tu Jest dużo miłych czarodziejów, wiesz? – widać mały Macmillan miał nieco inne zdanie na ten temat. Dzięki swoim bliskim młody lord jeszcze nie zdawał sobie sprawy jak niebezpieczne mogły być jego niektóre przygody ostatnimi czasy.
-To już?- zdziwił się tylko gdy Gwen mu oznajmiła, że wkrótce powitają Nowy Rok. W trakcie dobrej zabawy czas naprawdę szybko leciał. -No… chyba nie- zgodził się z czarownicą. Wcale mu to jednak nie przeszkadzało, skoro był z rudowłosą.
Gdy go podniosła, Heath zaczął rozglądać się dookoła z tłumu zapewne wyłapując parę znajomych twarzy z szukania skarbu. -Nie widzę…- pokręcił głową raz jeszcze. -Ale tu strasznie dużo ludzi…- dopiero gdy Gwen go podniosła zorientował się, że prawie cały plac był zajęty. Chyba ostatnio tylu czarodziejów na raz widział na festiwalu lata.
-Chcę być obrońcą… chociaż oni mało latają, więc może szukającym?- odpowiedział kobiecie.
Gdy na scenę wkroczył czarodziej w szacie w fajerwerki Heath skupił swoją uwagę na losowaniu.
-Ooo! Jaki masz numer? Wygrałaś? Ja mam inny…- od razu zarzucił Gwen pytaniami. Szybko jednak się okazało, że to nie ona była szczęśliwcem. Heath w pierwszym odruchu był trochę rozczarowany, ale z drugiej strony… jako Macmillan musiał się szybko nauczyć przegrywać.
-Dobrze- zgodził się tylko z Gwen i bez protestów dał się postawić z powrotem na ziemię. Dużo mniej teraz widział, ale… no trudno.
-Gwen, pójdziemy pod fontannę? Tam są ławki. Jak stanę na jednej to będę lepiej widzieć!- zaproponował. Może to nie było zbyt eleganckie rozwiązanie, ale na pewno skuteczne.
-Jak myślisz? Co było wygraną? Może kociołek musów świstusów? Znasz tego czarodzieja? Może będzie jeszcze coś losowane?- zasypał biedną czarownicę pytaniami, ale cóż zrobić ciekawskie było z niego stworzenie i właśnie ta cecha wzięła nad nim górę.

Rzucam kością na magię dziecięcą - ciekawość!
Heath Macmillan
Zawód : n/d
Wiek : 7
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6203-heath-macmillan#151883 https://www.morsmordre.net/t6876-listy-do-heatha#179597 https://www.morsmordre.net/t6233-bo-jak-nie-my-to-kto https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6237-heath-macmillan#216112
Re: Plac główny [odnośnik]20.01.20 18:17
The member 'Heath Macmillan' has done the following action : Rzut kością


'k10' : 8
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Plac główny - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Plac główny [odnośnik]20.01.20 19:35
Słuchał Tange czerpiąc przyjemność ze względnie przyziemnej rozmowy, z bycia na chwilę jednym z licznie zebranych na placu równie zwyczajnych ludzi. Może to trochę dziwne, lecz zwyczajnie dziś pozwolił sobie na odcięcie się od mnogo piętrzących się problemów, od spraw Biura, Zakonu, od mugoli, śmierciożerców. Łapał oddech. Czuł w kościach, że w nowym roku nie będzie miał już ku temu możliwości.
- Ach... - mruknął ze zrozumieniem, kiedy doszedł do niego cel jej pytania - To kwestia wiedzy i przyzwyczajenia, które jest wypracowywane na drodze szkolenia, a potem doświadczenia. Jeżeli przeszkolono by cie z wiedzy na temat troli i kilkanaście razy przeżyłabyś podobną sytuację to założę się, że nawet jakby zawiodłaby cie różdżka to wiedziałabyś jak się zachować. Nie byłoby to już coś strasznego, a rutynowego, zwyczajnego. Człowiek do wszystkiego jest w stanie się przyzwyczaić - było to nieco niepokojące tym bardziej, kiedy to Skamanderowi przeszło luźno przez myśl wszystko to do czego on zdołał się przyzwyczaić, wszystko to czego już się nie bał. Przeszedł go nieprzyjemny dreszcz - To czego boją się aurorzy nie ma zazwyczaj nic wspólnego z ich pracą. Przynajmniej nie powinno. Inaczej nie mogliby być dobrymi aurorami. Nie oznacza to jednak, że niczego się nie boją. Też są ludźmi nawet jeśli czasem wydaje się inaczej - uśmiechną się nieco gorzko wiedząc, że społeczeństwo miało swoją wizję tego jak pracowali, rozwiązywali sprawy. Oburzenie na wieść o tym, że mogliby używać avady przeciw czarnoksiężnikom była tego wyrazem. Wiedział też, że jego własny lęk kwalifikował się do grona tych, które uniemożliwiały mu bycie najlepszym aurorem jakim mógłby być. Poczuł się niezręcznie. tak właściwie nie podobało mu się to, że rozmowa schodziła na około aurorskie tematy. Dziś chciał się przecież od tego zdystansować.
- Interesujesz się poza runami czymś jeszcze? Historią magii lub antykami? - zaczął trochę zgadując, jednak trzymając się w dalszym ciągu około runowych powiązań. Chwilę później poniósł się dźwięk zapowiadający zwycięski numerek. Skamander sięgnął do kieszeni szaty by wyciągnąć zwitek papieru i stwierdzić - To również nie ja. Nie ma tego złego, nie wiem czy chciałbym porzucać twoje towarzystwo na rzecz wątpliwej nagrody - pochwalił jej obecność, a potem przytakną uznając, że skoro sugerowała podejście to tego też chciała. Wyciągną ku niej ramie. Może dziś się troszkę spanachał nie oznaczało, że się kompletnie zezwierzęcił - W porządku, podejdźmy - przyznał prowadząc siebie i Tange bliżej sceny. Nie zamierzał się śpieszyć, czy też na siłę przepychać bo nie miał po co, a i nie bardzo uważał że to było na miejscu kiedy to był w towarzystwie kobiety.  

|wraz z Tange w miarę możliwości skracamy dzielącą nas odległość od sceny.


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Plac główny [odnośnik]20.01.20 19:40
Po niedługiej chwili do Charlie i Susanne podeszła kolejna znajoma osoba, której widok bardzo ucieszył alchemiczkę. W końcu najlepiej świętowało się w towarzystwie znajomych twarzy, nawet jeśli nie rodziny, to przynajmniej znajomych. A obie Zakonniczki, i Sue i Poppy, bardzo lubiła.
- Poppy! – przywitała uzdrowicielkę ciepło. – Naprawdę się cieszę, że cię widzę. Bawię się... całkiem dobrze, dziękuję. Byłam na szukaniu skarbów, a los oczywiście kupiłam. – Pokazała świstek z numerkiem. Nie liczyła że to jej numerek wygra, ale liczyła się zabawa oraz wsparcie słusznych celów. Oby tylko rzeczywiście pieniądze z loterii zostały przeznaczone na słuszny cel, na jaki obiecano je przekazać. W końcu to inni Zakonnicy ucierpieli w napaściach na Pokątnej, ludzie których kojarzyła ze spotkań.
Jak na okoliczności rzeczywiście próbowała bawić się dobrze, nie myśleć tyle o Verze, nawet jeśli siostra i tak nie chciała opuścić jej umysłu. Nigdy dotąd nie musiała przybywać do Doliny Godryka sama, miała przecież rodzeństwo, ale teraz jej siostra była zaginiona, a brat znajdował się za granicą. Dlatego była sama, choć na szczęście znalazła towarzystwo koleżanek, z którymi mogła oczekiwać na wynik loterii oraz wybicie północy.
Z miejsca, w którym stały, był dobry wynik na scenę; były na tyle blisko, że Charlie nie musiała podskakiwać, by zobaczyć cokolwiek nad głowami tłumu, co musiałaby robić, gdyby stała gdzieś dalej. Do najwyższych nie należała. Nic dziwnego nie przyciągnęło jej uwagi, więc wpatrywała się w to, co działo się na scenie, kiedy czara wypluła bilecik, a Celestyna Warbeck odczytała szczęśliwy numerek.
Charlie zerknęła na swój, ale to nie ona była zwycięzcą losowania, tak jak się zresztą spodziewała. Może to i lepiej, bo przynajmniej nie musiała wychodzić na scenę i wystawiać się na widok wszystkich zgromadzonych. Naprawdę nie lubiła być w centrum uwagi, ale gdy zwycięzca wtoczył się na scenę, Charlie od razu go rozpoznała i ucieszyła się, że to ktoś znajomy. Johnatan nie wyglądał zresztą na w żaden sposób zawstydzonego; alchemiczka mogła odnieść wrażenie, że wcześniej dużo wypił. Ona sama należała do osób pijących rzadko, i mimo smutków wybrała dziś objadanie się łakociami. Mogła się poczuć speszona jego swobodą, z jaką wypowiadał niektóre słowa. Jego przemowa była odważna, nie tylko w obyczajowym sensie. Głoszenie równości nie było teraz bezpieczne, nawet tutaj, i Charlie nie odważyłaby się na podobny krok. Jako osoba z natury zachowawcza i ostrożna wolała zatrzymywać swoje poglądy dla siebie, jeśli nie była w zaufanym towarzystwie.
W głębi duszy poczuła też smutek na myśl, że w jej życiu nie było nikogo, kogo mogłaby pocałować ani kto mógłby pocałować ją. Była sama, coraz bardziej zbliżając się do smutnego staropanieństwa. W nowym roku miała skończyć dwadzieścia cztery lata, jej matka w tym wieku miała już męża i przynajmniej jedno dziecko, a ona nigdy nawet się nie całowała. Nie wątpiła jednak, że Johnatan całował już niejedną, skoro mówił o tym z taką swobodą. Zawsze wydawał się bardzo wyzwolony i śmiały, podczas gdy Charlie była grzeczną, nudną i poukładaną panienką nie widzącą życia poza nauką i pracą.
- Prawda, że to bardzo... postępowe słowa? – spytała swoich towarzyszek, ciekawa, czy i one miały podobne refleksje na temat słów Johnatana. Wiedziała że Poppy, podobnie jak i ona, pochodziła ze wsi, i miała bardzo poukładane podejście do życia, może nawet bardziej niż Charlie, która mimo wszystko miała w sobie dużo tolerancji wobec innych i była skłonna akceptować wiele, jeśli tylko ktoś był dla niej miły i zachowywał się w porządku. – Pewnie niedługo północ... – dodała cicho, naprawdę pragnąc wierzyć, że będzie lepiej. Że skoro anomalie się skończyły, to może na dniach Vera stanie na progu domu jak gdyby nigdy nic? Że może czarodzieje pójdą po rozum do głowy i przestaną walczyć ze sobą nawzajem z chorej nienawiści? Chciałaby, żeby okazało się, że najgorsze mają za sobą. Niestety były to bardzo naiwne nadzieje, ale i tak westchnęła cicho, splatając dłonie i spoglądając na koleżanki. Potem znów spojrzała na scenę, ciekawa, co konkretnie wygrał Johnatan oraz co jeszcze planowali organizatorzy, skoro wszyscy zgromadzili się tłumnie na placu.
Nie zwróciła uwagi na czarodzieja, który stał za nimi, przez cały czas skupiając się to na scenie, to na swoich towarzyszkach. Nie przyglądała się zbytnio innym ludziom, było ich w końcu bardzo wielu.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Plac główny [odnośnik]20.01.20 20:33
Po dłuższej chwili spędzonej w odnalezionym z trudem towarzystwie w nozdrza uderzyła go intensywna woń alkoholu. Wszystko wskazywało na to, że nie wylewali darmowego szampana za kołnierz. Chociaż wiedział, że nie potrzebuję zbyt wiele, aby rozkręcić zabawę. Kwestia pochodzenia, gdy nie ma się wiele, człowiek szybko się przystosowuje.
- Żałuję, że nie mogłem tego zobaczyć. - Parsknął śmiechem na krótkie podsumowanie Johnatana. Pewnie Keat próbował się przed kimś popisać albo chciał wygrać za bardzo. Zaraz jednak przesunął swoją uwagę z Bojczuka na Philppę. Przyjrzał się jej przez chwilę, dając się porwać jego instynktowi uzdrowiciela. Rzeczywiście miała zaróżowione policzki, ale prawdopodobnie każdy stojący dłużej na mrozie musiał tak wyglądać.
- Sądząc po stężeniu alkoholu w powietrzu, którym muszę dzięki wam oddychać z przykrością stwierdzam, że to nie gorączka. Zatrucie alkoholowe z prognozą na noworocznego kaca. - Odparł z rozbawieniem na komplement. - Ale lepiej nie zdejmuj tego fluorescencyjnego futerka zanim wrócisz do domu, bo naprawdę się pochorujesz. - Może teraz brzmiał jak matka kwoka martwiąca się o swoje kurczęta, ale naprawdę dbał o swoich przyjaciół. Zresztą, gdyby zachorowali to właśnie on będzie musiał ich leczyć, za darmo, więc wolał nie dokładać sobie pracy.
Do ich i tak dużego grona dołączył Steffen wraz z towarzyską, której imię nic Oliverowi nie mówił. Nie poświęcił im więcej uwagi, bo nagle ogłoszono zwycięzcę loterii i ku jego zdziwieniu, szczęśliwy los należał do Bojczuka. Nie zdążył nawet mu pogratulować, bo ten już mknął w kierunku sceny i już po chwili zaczął ich wszystkich zawstydzać wyjątkowo barwną przemową. Naprawdę, ile szampana zdążyło się tu przelać. Rozbawiony rozejrzał się po swoich towarzyszach i dopiero za sprawą Cattermole'a dostrzegł stojących nieopodal funkcjonariuszy. Dlaczego do nich zagadywał? Ich barwna grupa mogła się odrobinę wyróżniać z całego zebranego tu tłumu, ale zwracanie na siebie jeszcze większej uwagi raczej nie było pomocne. Zresztą zaraz wybije ta cholerna północ i będą mogli się stąd zwinąć. Zmarszczył brwi i odwrócił głowę z powrotem w kierunku sceny, ale swoje słowa skierował do stojącej obok Philippy.
- Naprawdę ominął mnie tylko Keat zubożający swój uśmiech? - spytał niezbyt głośno.



seems like time has stopped
oh that would be my first death
i been always afraid of
Oliver Wilde
Zawód : portowy uzdrowiciel
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
i'm mixing poisons and expecting a cure
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 full of faint sadness
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7975-oliver-wilde https://www.morsmordre.net/t8168-howl#234648 https://www.morsmordre.net/t7997-isohel#228566 https://www.morsmordre.net/f146-doki-hatfields-street-7
Re: Plac główny [odnośnik]20.01.20 22:10
Na placu głównym Doliny Godryka muzyka i zbliżająca się pólnoc przyciągała kolejnych czarodziejów i czarownic, w barwnych szatach i szampańskich nastrojach, aż wreszcie zapewnił się całkowicie. Poppy cieszyła się, że przyszła tu chociaż odpowiednio wcześniej i odnalazła kilka znajomych twarzy, inaczej byłoby to trudne w tym tłumie. Odwzajemniła ciepły uśmiech Charlene i spojrzała na trzymany przez nią świstek pergaminu z wypisanym numerkiem.
- To cudownie... Och, no i jak wrażenia? Udało ci się odnaleźć jakiś skarb? Opowiedz więcej! - zachęciła alchemiczkę, ciekawa przebiegu organizowanej zabawy; sama nie czuła się w nastroju, by brać w niej udział, ale chętnie posłucha jak bawili się inni. - Ja również, choć szczerze wątpię w swoją wygraną... Pierwszy raz, kiedy udało mi się coś zwyciężyć, to chyba bukiet na weselu Eileen i... - mówiła z uśmiechem, dopóki imię męża zielarki nie stanęło jej w gardle jak ość z ryby przy świątecznym stole. Urwała nagle, kąciki ust opadły, westchnęła ciężko. Fala smutku i żalu znów rozlała się po jej ciele, aż nie wiedziała, czy to przez to zrobiło się jej tak zimno, czy przez chłodny wiatr.
Przeniosła spojrzenie na scenę, gdzie śpiewała uwielbiana przez czarodziejską społeczność Celestyna Warbeck, wsłuchując się w jej piosenki. Nie mogła temu zaprzeczyć - poruszały także i serce Poppy. Znała na pamięć co najmniej połowę jej piosenek. Aż żal, że przestała śpiewać, by ogłosić zwycięzcę loterii! Rozejrzawszy się wokół widziała na twarzach zebranych podekscytowanie. Wyciągnęła z kieszeni własny los, by przypomnieć sobie numer, ale to nie on został wytypowany - zgodnie z jej przypuszczeniami. Fortuna uśmiechnęła się do kogoś innego, może bardziej potrzebującego? To nic. Poppy zaczęła klaskać razem z innymi, by zachęcić posiadacza numeru siedemdziesiąt siedem do wyjścia na scenę i skupiła na nim wzrok, by wysłuchać tego co miał do powiedzenia. Pozdrowienia dla znajomych i podziękowania dla kochanej matki wydawały się uzdrowicielce naprawdę urocze. Uśmiechnęła się lekko, nie spodziewała się, że z ust młodzieńca padnie aż tyle.
Wbrew pozorom nie przestała się uśmiechać, nawet pomimo kontrowersyjnego fragmentu o całowaniu się.
- Tak... dość liberalne - odpowiedziała Charlene ostrożnie. - Miejmy nadzieję, że miał na myśli całowanie w rękę, oczywiście - powiedziała, choć jakoś tak miała co do tego wątpliwości. Zerknęła na swój zegarek noszony na nadgarstku lewej ręki. - Owszem. Zbliża się północ. Ciekawe, czy będą fajerwerki... - zastanowiła się, rozglądając się uważnie wokół i próbując dostrzec inne znajome twarze, cokolwiek interesującego. Wśród tłumu przewijali się funkcjonariusze magicznej policji - ale mimo to nie czuła się w ich towarzystwie bezpieczniej przez świadomość, że pracują dla skorumpowanego Ministerstwa Magii, poddanego Cronusowi Malfoyowi, będącego marionetką w rękach Czarnego Pana.

| na spostrzegawczość rzucam
Poppy Pomfrey
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285

Strona 8 z 24 Previous  1 ... 5 ... 7, 8, 9 ... 16 ... 24  Next

Plac główny
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach