Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Plac główny
AutorWiadomość
Plac główny [odnośnik]16.07.19 21:04
First topic message reminder :

Plac główny

Główny plac Doliny Godryka to sporych rozmiarów, prostokątny, brukowany dziedziniec, na którym zbiega się większość ulic przebiegających przez wioskę. Położony w samym centrum zabudowań, przylega bezpośrednio do jedynego odwiedzanego kościoła, odgrodzonego szpalerem drzew cmentarza, poczty (również sowiej, ukrytej sprytnie za zaczarowaną witryną z widokówkami), ratusza i magicznego pubu Pod Rozbrykanym Hipogryfem.
Na samym środku placu znajduje się – wzniesiony stosunkowo niedawno – kamienny pomnik ofiar wojny, stojący w samym środku imponującej, okrągłej fontanny. Mimo upływu czasu, tuż pod pomnikiem wciąż można znaleźć składane regularnie kwiaty i zamknięte w kolorowych lampionach świece, po zmroku oświetlające cały plac ciepłym blaskiem. Naprzeciwko fontanny znajdują się wygodne, drewniane ławeczki z żeliwnymi okuciami; jeżeli na którejś z nich usiądzie czarodziej, pomnik zmienia się w statuę mężczyzny w gwieździstej pelerynie, z długą brodą i charakterystycznymi okularami-połówkami. Albus Dumbledore stoi dumnie wyprostowany, z różdżką wyciągniętą ku górze, z której do fontanny spływa mgiełka rozproszonej wody.
Na dnie fontanny błyszczą monety, które wrzucają tam zarówno mieszkańcy, jak i nieliczni turyści, wiedzeni starym przesądem, że niewielka ofiara zapewnia szczęście i ochronę bliskich przed chorobami; co ciekawe, pod powierzchnią wody można znaleźć zarówno mugolskie pięćdziesięciopensówki, jak i czarodziejskie knuty.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Plac główny - Page 15 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Plac główny [odnośnik]02.02.20 20:01
Steffen, nadal kaszląc, krzyknął – a chociaż dookoła wciąż panowało zamieszanie, jego słowa zdołały dotrzeć do przyjaciół. On sam ruszył w stronę krawędzi placu, starając się wydostać z zasięgu trujących oparów i jednocześnie wyciągając różdżkę; zaklęcie, które wybrał, nie należało jednak do najprostszych – a on był coraz bardziej osłabiony, wdychanie różowawej mgły sprawiało, że stawał się senny; magia, po którą sięgnął, nie usłuchała go, rozpraszając się, nie powodując żadnego efektu.

Michael nie mógł spodziewać się tego, co nastąpi po wybuchu fajerwerków, ale doświadczenie w zawodzie aurora pozwoliło mu zareagować natychmiast – podbiegł do nieznajomej kobiety, osłaniając ją przez grożącym stratowaniem tłumem i pomagając jej podnieść się z ziemi. Czarownica oparła się o niego ciężko, zawisając na jego ramieniu; była przytomna, ale oszołomiona, jej włosy pozostawały w nieładzie, szminka w odcieniu czerwieni była rozmazana, a na kości policzkowej zaczynał już wykwitać malowniczy siniak. Przeniosła spojrzenie na Michaela, jedynie kiwając głową, zamiast odpowiedzieć; słaniała się na nogach, ale starała się nimi przynajmniej powłóczyć, idąc tam, gdziekolwiek nie poprowadziłby jej mężczyzna. Rzucenie poprawnego zaklęcia w tych warunkach nie należało do rzeczy łatwych, ale Tonks zrobił to bezbłędnie – wokół jego głowy pojawiła się przejrzysta powłoka, pozwalając mu swobodniej odetchnąć i odcinając go od trujących oparów.

Policjant niosący Heatha odwrócił głowę słysząc wołanie Gwendolyn; przez moment szukał w ogólnym rozgardiaszu źródła krzyku, aż wreszcie zatrzymał na niej spojrzenie. – Tędy. Do Rozbrykanego Hipogryfa, na zapleczu są ewakuacyjne świstokliki – odpowiedział. Przełożył nieprzytomnego chłopca na jedno ramię, drugie wyciągając w stronę Gwen, żeby osłonić ją przed napierającym od strony placu tłumem. – Pomogę wam się wydostać – zapewnił jeszcze, starając się brzmieć pokrzepiająco, ale w jego głosie słychać było napięcie. Nawet jeżeli chciał powstrzymać czarownicę przed rzuceniem zaklęcia, nie zdążył; Gwendolyn wzniosła różdżkę ku niebu, sięgając po zaklęcie trudne i ryzykowne, ale naginając magię posłusznie do swojej woli – w jednej chwili gwiazdy i resztki fajerwerków zniknęły za ścianą granatowych, kłębiących się chmur, z których poleciało coś, co w normalnych warunkach byłoby ulewą – ale co ujemne temperatury zmieniły w mieszaninę śniegu, lodu i deszczu; lodowaty opad runął w dół, na głowy i ramiona spanikowanego tłumu, w kilka sekund przenikając przez materiał płaszczy, częściowo rzeczywiście przerzedzając różowawe opary, ale powodując też inny problem: zmrożony deszcz spadał na powierzchnię placu, przymarzając do niego i tworząc coś w rodzaju lodowiska, czyniąc już i tak trudne przemieszczanie się zadaniem karkołomnym.

Po to samo zaklęcie sięgnął Anthony, jednak coś – być może próba podtrzymania słaniającej się na nogach kobiety – nie pozwoliło mu na wystarczające skupienie uwagi. Czarownica, którą uchwycił auror, oparła się o niego ciężko. – Dz-dziękuję, tak mi… słabo – wymamrotała, kurczowo łapiąc się materiału męskiego płaszcza. Stojąca obok Tangwystl zdołała utrzymać równowagę, ale nie próbowała wspomóc towarzysza zaklęciem; wyciągnęła za to różdżkę, ściskając ją pewnie w palcach.

Zaklęcie okazało się nieudane również w wykonaniu Kierana – pył nadal unosił się obok niego, wywołując osłabienie i duszności; stojąc na ławce, szef biura aurorów był w stanie jednak dostrzec, że plac stopniowo pustoszał – dzięki temu, że jedynie część kieliszków zawierała podstępny dodatek w postaci eliksiru, część uczestników zabawy zdołała się w porę deportować; inni zmierzali w stronę ścieżek prowadzących do wyjść z placu, choć od czasu do czasu ktoś wciąż omdlewał; pozostali leżeli nieruchomo na ubitym śniegu. Część magicznych policjantów starała się pomóc, w górę mknęły czerwone iskry, wzywano wsparcie; inni wciąż stali z boku i wyglądało to tak, jakby na coś czekali. Kilku zatrzymywało uciekających ludzi, coś do nich krzycząc – ale w ogólnym zamieszaniu trudno było dostrzec ich dokładne działania.

Maeve, rozdarta między chęcią pomocy Poppy, a wydostania poza plac siebie, Justine i staruszki, ostatecznie wybrała tę drugą opcję; starsza czarownica nie protestowała, gdy wiedźmia strażniczka uchwyciła jej łokieć, pozwalając jej prowadzić się na ślepo, a samej wciąż chowając twarz w szaliku. Maeve czuła, że jej towarzyszka wyraźnie słaniała się na nogach, ciążąc jej coraz bardziej i wyślizgując się z uścisku – i być może właśnie to spowodowało, że czarownicy nie udało się rzucić poprawnie przywołującego ulewę zaklęcia. Zrównała się za to z Tonks, przed sobą mając dwóch mężczyzn, który wciąż mierzyli różdżkami w jasnowłosą kobietę.

Poppy, popchniętej przez jednego z uciekających czarodziejów, udało się podnieść z kolan nim otoczyłby ją tłum ludzi. Chociaż znajdowała się w podobnej sytuacji jak reszta, otoczona przez różowawe opary, zdawała się nie myśleć o własnej ucieczce, zamiast tego kierując różdżkę na własne gardło. Niestety, sięgała po dziedzinę jej obcą, która nawet w normalnych warunkach sprawiłaby jej trudności – kiedy więc zaczęła krzyczeć, robiła to głosem podniesionym, ale nie wzmocnionym magicznie. Jej słowa, zwięzłe i sensowne, nie poniosły się po całym placu, dotarły jednak do tych, którzy znajdowali się w najbliższym otoczeniu, w promieniu kilku metrów; Poppy mówiła przekonująco, pewnie, mogła więc dostrzec, jak większość osób zatrzymuje się, po czym zmienia kierunek, rzeczywiście starając się przepchnąć do miejsc, które wskazała, wybierając te, które znajdowały się najbliżej. Sama uzdrowicielka ruszyła w kierunku sceny, ku Johnatanowi – nadal leżącemu bez ruchu na scenie.

Philippa również postanowiła nie rzucać się do ucieczki; czując potęgujące się osłabienie, przeszła ponad magiczną taśmą, różdżką celując ku scenie, jednak po wypowiedzeniu inkantacji, poczuła zaledwie słabe szarpnięcie; pozostała w tym samym miejscu, nie dostrzegając, że nad jej głową zgromadziły się burzowe chmury, dopóki mieszanina deszczu, lodu i śniegu, nie lunęła wprost na jej głowę, przyklejając włosy do karku i mocząc imponujące, różowe futro. Zrobiło jej się zimno, jej zęby zaczęły niekontrolowanie szczękać – ale najgorsze było podłoże, na jej oczach zmieniające się w lodowisko, niemal całkowicie odbierające butom przyczepność.

Charlene, dzięki rozległej alchemicznej wiedzy, bez trudu mogła rozpoznać charakter otaczającego ją eliksiru – obecnego, zdawałoby się, zarówno w kieliszkach z szampanem, jak i otaczających ją oparach. Nad decyzją wahała się jedynie przez chwilę, instynkt kazał jej uciekać – ruszyła więc w stronę najbliższej krawędzi placu, wyciągając przed siebie różdżkę i wypowiadając znajomą inkantację. Jej różdżka szarpnęła się lekko, ktoś jednak w ostatniej chwili na nią wpadł, strącając ramię z obranego toru i nie pozwalając na wykonanie poprawnego ruchu nadgarstkiem. Pozostała w miejscu, wciąż w otoczeniu różowawej mgły, z każdą chwilą czując się jeszcze bardziej sennie.

Jamie również nie potrzebowała dużo czasu na reakcję; refleks wyćwiczony w czasie sportowych treningów pozwolił jej na szybkie odskoczenie do tyłu, poza zasięg toksycznych oparów, które trzymały się jeszcze jej ramion, ale już rozmywały się w mroźnym powietrzu. Mogła odetchnąć swobodniej oraz rozejrzeć się dookoła siebie; po wykrzyczeniu ostrzeżenia, skierowała różdżkę ku jednemu z policjantów, wypowiadając w myślach niewerbalną inkantację, ale ciało mężczyzny nie poderwało się do góry; być może zawodniczce Quidditcha zabrakło skupienia, a może rozproszyło ją to, co działo się właśnie nad jej głową. Jamie nie wiedziała, skąd wzięły się nad nią gęste chmury, mogła jedynie podejrzewać, że powstały na skutek czyjegoś zaklęcia – dotkliwie poczuła jednak jego skutki, gdy w jej ramiona, plecy i głowę zaczęły uderzać fale marznącego deszczu.

Matthew nie zwracał uwagi na szalejącą gdzieś za jego plecami nawałnicę, wyłapując z okrzyków miejsca ewakuacji i ruszając w stronę wejścia do mugolskiego kościoła, ciągnąc za sobą coraz bardziej słabnącą Lily. Próba rozgonienia oparów okazała się nieudana, różowa mgła nadal ich otaczała, powodując senność - ale przed sobą Matthew mógł dostrzec dwóch funkcjonariuszy magicznej policji, którzy robili co mogli, żeby skierować jak najwięcej ludzi do świstoklików, prowadząc tych słaniających się na nogach. Wystarczyło jedynie do nich dotrzeć.

Keat ruszył za Philippą, podobnie jak ona, zmierzając w stronę sceny; strażnik, do którego się odezwał, ruszył do przodu - prawdopodobnie wcześniej, nim sam zdążyłby się zastanowić, co właściwie robi - wchodząc w opary i niemal natychmiast zaczynając kaszleć. Jego towarzysze krzyknęli coś za nim, zrobili krok do przodu - ale zatrzymali się, póki co powstrzymywani jeszcze chmurą różowego dymu. Keat skierował różdżkę ku scenie, powtarzając inkantację za Philippą, ale również w jego przypadku zaklęcie okazało się nieudane; pozostał w miejscu, wciąż stojąc obok przyjaciół. Podobny zawód spotkał Olivera, jego różdżka również ledwie drgnęła po rzuceniu czaru; coś - opary, być może - zdawało się zaburzać działanie magii w tym miejscu. A może winą należało obarczać falę lodowatego deszczu ze śniegiem, która lunęła pozornie znikąd, mocząc ubrania i wprawiając zęby w szczękanie.

Justine nie potrzebowała dużo czasu, żeby zorientować się, że mężczyźni nie mieli zamiaru jej posłuchać; zareagowała błyskawicznie, sięgając po białą magię, przywołując pozytywną moc patronusa - silnego, wzmocnionego dodatkowo energią Zakonu Feniksa; z jej różdżki wydobyło się jaskrawe światło, na moment oślepiające przeciwników, a zaraz za nim pomknęła świetlista postać koziorożca, który rzucił się między nią a wiązki zaklęć, wchłaniając je w siebie. Stojący naprzeciwko jej czarodzieje na sekundę osłupieli, cofając się o krok; było pewne, że mieli zaatakować ponownie, ale póki co tego nie robili, wpatrując się w postać patronusa, który zatoczył jeszcze pętlę wokół Justine, nim rozmył się w półmroku. Tonks podążyła za mężczyznami, robiąc krok do przodu i tym samym wychodząc poza zasięg toksycznych oparów; mogła odetchnąć swobodniej.

Małe sprostowanie: spoiler z żywotnością i karami do rzutów uwzględnia kary wyłącznie od obrażeń; kary od działających zaklęć należy uwzględnić osobno. Kara od ilości wypitych kieliszków szampana dotyczy wyłącznie próby deportacji. Kieran, poprawiłam twoją żywotność.

Nadal do odwołania obowiązuje mechanika poruszania się w trakcie pojedynku, ale jeżeli chcecie, możecie przemieścić się o dodatkowe 5 pól (bez akcji). Wyjście poza krawędź mapki oznacza ucieczkę z placu, próbując to zrobić, należy jednak wskazać kierunek, w którym postać się udaje. Białe kropki (uczestnicy zabawy) są oznaczeni orientacyjnie, ale należy uznać, że poza tymi nieprzytomnymi, cały czas się poruszają - możliwe więc jest stanięcie na polu z białą kropką. Różowym przejrzystym maziajem zaznaczony jest obszar, nad którym unoszą się opary. Obszar niebieski to zasięg zaklęcia Pluviasso.

Opary zwietrzeją po dwóch turach, wdychane zadają obrażenia w wysokości 70 PŻ na turę (osłabienie). Konkretny rodzaj eliksiru, jaki został wykorzystany do ich wywołania, są w stanie rozpoznać Charlene oraz Poppy.

Zaklęcie Pluviasso redukuje obrażenia od oparów o połowę. Zamarzająca woda tworzy lodową pokrywę i utrudnia poruszanie się - wszyscy, znajdujący się na obszarze działania zaklęcia, jeżeli się przemieszczają, muszą wykonać dodatkowy rzut kością na utrzymanie równowagi. ST utrzymania się na nogach wynosi 40, do rzutu dodaje się podwojoną zwinność.

Johnatan pozostaje nieprzytomny, dopóki nie zostanie ocucony.

Deportacja z placu jeszcze w tej kolejce jest możliwa, ale wiąże się z ryzykiem rozszczepienia; jeśli ktoś chciałby podjąć próbę deportacji, to jej ST wynosi 70, a do rzutu dolicza się najwyższą spośród statystyk: opcm, uroki lub transmutację. Jeżeli postać wcześniej piła szampana (rozpiska w spoilerze), to otrzymuje dodatkową karę do rzutu: -5 za każdy kieliszek.

Philippa - twój niuchacz pozostaje bezpieczny w kieszeni Johnatana. Jeżeli uda ci się go odzyskać, odkryjesz, że przed zakopaniem się w płaszczu, zwinął trochę złotych monet. Możesz dopisać do swojej skrytki 30 PM.

Jeżeli kogokolwiek pominęłam lub przesunęłam lub odpowiedziałam źle – upominajcie się śmiało, przy tylu osobach jest to możliwe.

Oprócz tego: w sytuacjach, których wasza postać znajduje się w odległości nie większej niż kilka kratek od innej, nic nie stoi jej na drodze, ktoś podkreśla w poście, że do was krzyczy/macha, podchodzi i się odzywa, albo rozmowa toczy się gdzieś obok - możecie uznawać, że dostrzegliście/usłyszeliście daną akcję, nie czekając na post Mistrza Gry. W kwestiach wątpliwych można dopytać na pw.



Aktywne zaklęcia i eliksiry:

Veritas Claro (Jamie) - 3/5
tajemniczy eliksir - 2/2
Amicus (Keat na policjanta)
Pluviasso (Gwendolyn, Heath, Cordelia, Philippa, Keat, Oliver, Steffen, Jamie): -10 do wszystkich rzutów, obrażenia od mgły zredukowane o połowę
Bąblogłowa (Michael) - 1/5

Wykorzystane moce organizacji:

Justine - 1/4


Czas na odpis wynosi 48 godzin. W razie pytań zapraszam.

żywotność i kary do rzutów:
wypite kieliszki magicznego szampana:
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Plac główny - Page 15 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Plac główny [odnośnik]02.02.20 20:53
Wszystko było dobrze i nawet pod wpływem fajerwerków nie wystraszyła się bardzo. Do czasu. Stała mocno wtulona w Matta i oglądała pokaz nad ich głowami, kiedy ludzie dookoła zaczęli po prostu upadać. Nie rozumiejąc sytuacji mocniej zacisnęła dłonie na dłoniach Matta. Czy to jakaś epidemia? Trucizna? Zaklęcie? Odwróciła się w jego stronę czując, że powinni uciekać, ale nie będąc w stanie się ruszyć, chcąc po prostu się jak najlepiej jak najdokładniej schować. Mocno się napięła i w miarę możliwości skuliła, kiedy poczuła drapanie w gardle.
Możliwe, że w pierwszej chwili jej reakcja była na wyrost. Bała się, że zacznie się dusić i z samego lęku od razu z przerażeniem zaczęła łapać powietrze, zaraz jednak drapanie samo wywołało kaszel, zaledwie chwilę później już kręciło jej się w głowie.
- Matt... - odezwała się czując, jak kolana jej miękną ze strachu, ale w tej chwili została po prostu pociągnięta. Ledwie rejestrując co się dzieje dookoła, objęła mocno ramię Matta jakby miał jej zaraz zniknąć i po prostu trzymała się go mocno idąc tam gdzie on z zamkniętymi oczami w nadziei, że to wszystko tylko jakiś koszmar. Czując, jak twarz robi jej się dziwnie chłodna, ją też wtuliła w jego ramię, usiłując nie rozluźniać uścisku mimo upływu sił.

|jestem tam gdzie Matt, przyklejona kropelką, tego nie rozdzielicie.


Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Lily MacDonald
Zawód : Ex iluzjonistka, obecnie wytwórca i naprawiacz mebli.
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Creagan an fhithich!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t4801-skrytka-bankowa-nr-878#102962 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Re: Plac główny [odnośnik]02.02.20 21:11
Natłok bodźców otumaniał - krzyki, ostrzeżenia, tłum ruszający z miejsca i ponad tym wszystkim tajemnicza mgła, niespodziewanie pogarszająca sytuację. Bez trudu rozpoznała głos pana Rinehearta, ostrzegający przed szampanem - w tym samym momencie dostrzegła nieprzytomnego Bojczuka, który osunął się na scenę. Serce biło zdecydowanie zbyt szybko, kiedy fakty łączyły się ze sobą, lecz nie mogłaby powiedzieć, że to wszystko było jednym wielkim zaskoczeniem. Trudno było zapomnieć, w jakich czasach żyli, a sylwester aż prosił się o kłopoty - rozglądała się gorączkowo, kątem oka widząc coraz nieprzyjemniejszą sytuację na ścieżce do Fontanny Życia. Słowa Poppy dotarły do niej bez trudu, tak jak i ostrzeżenie Charlie, trafnie i szybko identyfikującej eliksir. Przebywając w oparach nie zdałaby się na wiele, rosnąca senność przedzierała się przez rozsądek - właśnie dlatego ruszyła na zewnątrz placu jak najszybciej, nie chcąc ucierpieć bardziej, ani przez truciznę, ani przez napierający tłum; rezygnowała z uroków, do których nie miała talentu, nie znalazła też na czas żadnego rozwiązania z bliższej jej transmutacji albo obrony - nic, co mogłoby pomóc przynajmniej kilku osobom nie przyszło jej do głowy w ciągu tych paru chwil. Pragnęła pomóc Charlene, Poppy, ale i wszystkim nieznajomym, lecz w takim stanie nie mogła zrobić wiele - miała wrażenie, że przez ten dylemat zwlekała zbyt długo z podjęciem tak prostej akcji, jak ruszenie się z miejsca, tracąc cenne chwile, jakie mogła poświęcić na działanie. Nie mogła więcej popełnić tego błędu. W pośpiechu sięgnęła do torby, odszukując eliksir niezłomności, wierząc, że odzyska dzięki niemu choć trochę sił i jasności umysłu. Bez dłuższych namysłów wypiła zawartość fiolki, nie przestając się poruszać, bo jeśli miała komukolwiek pomóc, na pewno nie była w stanie zrobić tego pośród otumanionego, wciąż poruszającego się tłumu - choć już szykowała różdżkę do działania.

| piję eliksir niezłomności (stat. 23, moc = 106), poruszam się jedno pole (chyba że mogę trzy, ale chyba jedno, jeśli piję w tej kolejce eliksir?) w stronę Justine i Maeve


through the silence where it hides
let's just hold our hands and not let it drown



and like leaky roof let's cover our holes
let's become the blow of our own woes


Susanne Lovegood
Zawód : opiekunka zwierząt, zaklinacz królików
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

and like pack of wolves
let's not separate

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Plac główny - Page 15 0eeef1df769718811325b39738397252
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t5129-skrytka-bankowa-nr-1094 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
Re: Plac główny [odnośnik]02.02.20 22:33
Opary eliksiru osłabiały ją w szybkim tempie. Gdyby wypiła go w szampanie, zapewne padłaby nieprzytomna znacznie szybciej. Opary działały wolniej, ale wiedziała, że choć lada moment się rozwieją, zdążyły już wyssać z niej większość sił. Może dlatego zaklęcie jej się nie udało? A może zdecydowało o tym to, że w momencie, kiedy je rzucała, ktoś na nią wpadł, uniemożliwiając poprawne wykonanie ruchu różdżką. Zderzenie nie przewróciło jej, ale zdekoncentrowało na tyle mocno, by nie udało jej się rzucić zaklęcia. Nigdy nie była przesadnie dobra w różdżkowych dziedzinach magii, z wyjątkiem transmutacji, którą zawsze lubiła i którą chętnie przyswajała również w dorosłym życiu, po szkole. Miała podstawowe umiejętności z zakresu magii obronnej, ale w tym przypadku okazały się niewystarczające. A z każdym kolejnym oddechem powietrzem wypełnionym otumaniającą mgiełką eliksiru czuła się coraz gorzej, coraz słabiej. I czuła, że jej szanse poprawnego rzucenia zaklęcia znacząco spadły, nie mówiąc o szansach na deportację bez rozszczepienia.
Pozostało jej tylko jedno – uciekać pieszo, bez pomocy magii.
Oczywiście, że w jej otumanionym umyśle pojawiły się wyrzuty sumienia. Czuła w duchu, że inni Zakonnicy pewnie nie tego by po niej oczekiwali. Tyle że Charlie nigdy nie miała w sobie zbyt wiele bohaterstwa. Była altruistką czerpiącą szczerą radość i satysfakcję z niesienia pomocy innym, ale zawsze była to pomoc w bezpiecznych warunkach szpitala, gdzie tworzyła ratujące zdrowie i życie medykamenty. Nigdy nie szkolono jej do narażania życia w terenie. Również w Zakonie jej pomoc sprawie opierała się głównie na dostarczaniu innym niezbędnych eliksirów i gotowości do dzielenia się wiedzą. Nie była ratowniczką, magicznym policjantem ani tym bardziej aurorem, a tylko alchemiczką. Ponadprzeciętnie uzdolnioną w swoich wiodących dziedzinach, ale fatalną, jeśli chodzi o uroki i pojedynki. I łatwo tracącą głowę w sytuacjach takich jak ta, kiedy zagrożenie wydawało się realne i sama odczuwała fatalne skutki zatrucia usypiającymi oparami. Wiedziała, że nie byłaby w stanie zrobić zbyt wiele, skoro tyle samozaparcia kosztowało ją już samo brnięcie do przodu, w tym samym kierunku który obrała wcześniej. Przepychała się między ludźmi, starając się utrzymać równowagę i nie upaść. Wiedziała, że wtedy inni uciekający z łatwością mogliby ją stratować. Nie zamierzała bawić się w bohatera. Zareagowała tak, jak większość ludzi obecnych na placu, trzeźwo oceniając swoje potencjalne szanse. Krew Leightonów wzięła górę. Zachowawczość i asekuranctwo, nie odwaga i brawura. Uparcie brnęła przed siebie, zamierzając wydostać się zarówno z chmury oparów, jak i z placu. Pragnęła go opuścić zanim wydarzy się coś jeszcze gorszego i miała nadzieję, że jak największej liczbie ludzi uda się wydostać. Liczyła na to, że Poppy i Sue także uciekną i nic złego im się nie stanie. Kiedy uciekała mogła przysiąc, że jej biała czupryna mignęła jej gdzieś wśród ludzi. Susanne była dzielniejsza od niej, zauważyła to już Tiara Przydziału, która posłała Lovegood do Gryffindoru, a ją samą do Ravenclawu.
Biegła dalej, stawiając kolejne kroki i stopniowo oddalając się od placu, który coraz bardziej się wyludniał, gdy większość bawiących się gości, przynajmniej tych, którzy byli w stanie uciekać, próbowała się wydostać. A Charlie, uciekając wraz z nimi, zastanawiała się, co jeszcze się wydarzy. Do czego wstępem była ta paskudna, odrażająca intryga z eliksirem senności, który wypuszczono na niewinnych ludzi, w tym dzieci? Nic złego nikomu nie robili, jedynie świętowali nowy rok, ale komuś, być może nowej władzy, to przeszkadzało.
Już nie myślała o świętowaniu, o tym, że przed chwilą powitali kolejny rok, że jeszcze kilkanaście minut temu beztrosko gawędziła z Poppy i Sue, słuchając występu Celestyny. Jeśli jego początek był tak parszywy, to co będzie dalej?

| uciekam w górę mapy, cały czas w tym samym kierunku co wcześniej, zamierzając wydostać się poza krawędź mapy; pokonuję 2 pola wynikające z mojej zwinności, plus 5 pól, na które pozwolił MG - razem 7 kratek, więc powinnam znaleźć się poza krawędzią mapki




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Plac główny [odnośnik]03.02.20 7:55
Z ulgą złapał w płuca czyste powietrze. Choć osłabiony oparami, zauważył, że zmęczenie nie postępuje, a bąblogłowa skutecznie go chroni.
Pomagając kobiecie utrzymać się na nogach, ruszył z nią w stronę przeciwną od sceny (prawo), tam gdzie tłum był już nieco przerzedzony. Widział, że ludzie uciekają z placu w popłochu, ale skutecznie - co dało mu nadzieję na uspokojenie sytuacji.
Nie opuszczał go jednak niepokój i świadomość, że spanikowani i osłabieni ludzie są obecnie bezbronni i zdani na łaskę losu oraz własnych nóg. Jeśli ktokolwiek trzymał się z dala od oparów i chciał zwabić ich w zasadzkę, to miał ku temu doskonałą okazję. On sam, jako auror, czuł już osłabienie i na domiar złego nie mógłby zobaczyć napastników ze środka placu, a minie chwila zanim znajdzie się z boku i będzie miał lepszy ogląd sytuacji. Chcąc uniemożliwić postronnym spiskowcom skorzystanie ze słabości zgromadzonych na placu, skupił się na pozostałych siłach, mocno zacisnął palce na różdżce i pomyślał zaklęcie pola antymagicznego.
Chciał kupić zgromadzonym czas na bezpieczniejszą ucieczkę z placu, bez obaw o atak znienacka. Chociaż zaklęcie zamrozi jego bąblogłowę, to liczył, że pomoże także na trujące opary (choć nie był pewien, czy są wynikiem magii czy eliksiru lub czegoś innego) i spowolni ewentualny rozwój spisku.
Ale oby chodziło tylko o to, o zepsucie zabawy i panikę. Z całego serca miał nadzieję, że ta koszmarna sytuacja zakończy się na ewakuacji.

próbuję rzucić zaklęcie pola antymagicznego i idę o kratkę w prawo, w linii prostej
kara -15



You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Plac główny - Page 15 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Plac główny [odnośnik]03.02.20 7:55
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 18
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Plac główny - Page 15 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Plac główny [odnośnik]03.02.20 8:04
Krztusząc się oparami, Steffen zrozumiał, że jego zaklęcie się nie powiodło. Chwiejąc się na nogach, postąpił krok do przodu, chcąc znaleźć się dalej od trującej mgły. Zaczął jednak ślizgać się na nogach, a za kołnierz wpadały mu lodowate krople deszczu i zmrożone kawałki gradu. Spróbował utrzymać równowagę i złapał świeższe (miał nadzieję) powietrze, wytężając wzrok.
Ku swojemu przerażeniu, niedaleko siebie dostrzegł sylwetki znajomych-nieznajomych policjantów - deszcz nieco utrudniał mu widoczność, ale z każdym krokiem był coraz bliżej nich. Zapamiętał też, gdzie stali wcześniej i widział, że nie zmienili położenia. Powinni uciekać, tak jak tłum, bo że nie pomogą, to było oczywiste. Ale dlaczego nadal tu stali, napawając się swoim dziełem chaosu?
Zacisnął pięści, gotów rzucić się na nich i żądać wyjaśnień, ale zrozumiał, że jest osłabiony, a deszcz ogranicza mu nawet swobodę ruchów.
Za to... wokół byli przecież ludzie, niektórzy spanikowani, a niektórzy pewnie żądni wyjaśnień i ukarania tych, którzy zepsuli im zabawę. W grupie siła, nawet przestraszonej.
-Sonorus! - mruknął, kierując różdżkę na swoje gardło. Odchrząknął, i nie czekając nawet na upewnienie się w tym, że magia zadziałała, zaczął WRZESZCZEĆ.
-UWAGA, CI DWAJ FUNKCJONARIUSZE PO PRAWEJ STRONIE SCENY TO OSZUŚCI PO WIELOSOKOWYM!!!! SKRZYWDZILI PRAWDZIWYCH POLICJANTÓW, A WAM ZEPSULI ZABAWĘ!!! TAK, TEN RUDY BEZ CZAPKI I TEN DRUGI Z GŁUPKOWATĄ GĘBĄ!
- krzyczał, oskarżycielsko wskazując dwójkę palcem. W drugiej ręce ściskał różdżkę, którą skierował w ich stronę, żeby nie przyszło im na myśl, że mają do czynienia z bezbronnym smarkaczem, co to to nie!
-SĄ NIEBEZPIECZNI I PLANUJĄ COŚ JESZCZE! MUSIMY ICH POWSTRZYMAĆ, OBEZWŁADNIĆ, UJĄĆ! TO SPISKOWCY!!!!!!
- wrzeszczał, mając nadzieję, że jego (oby wzmocniony magicznie) głos dosięgnie ludzi, którzy przebiegali niedaleko. I do wrednych policjantów - wolał, aby poczuli się zdemaskowani i uciekli, niż żeby złowrogo stali tu nadal!

przesuwam się o kratkę w dolne lewo (w tej samej linii co Jamie, ale jedną kratkę odległości od niej)
pierwsza kostka: utrzymanie się na nogach
druga kostka: zaklęcie
jeśli udane zaklęcie wzmocni mój głos już w tej kolejce, to proszę MG o uwzględnienie wzmocnionej siły głosu - a jeśli zacznie działać od kolejnej kolejki, to po prostu zdzieram sobie płuca!


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 30 +4
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 35 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Plac główny [odnośnik]03.02.20 8:04
The member 'Steffen Cattermole' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 5

--------------------------------

#2 'k100' : 90
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Plac główny - Page 15 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Plac główny [odnośnik]03.02.20 13:12
Postąpiła krok do przodu, dalej ciągnąc za sobą panią Roots, a raczej - próbując wyprowadzić ją z obszaru objętego działaniem zdradzieckich oparów. Magia znów odmówiła posłuszeństwa, może przez to, że dużo siły wkładała w pomoc starszej czarownicy, a może dlatego, że sama czuła się coraz gorzej, coraz słabiej z każdą kolejną chwilę. Znowu się rozkaszlała, kątem oka zerkając w lewo, ku dzielnie stawiającej opór Justine - lecz jak to, jak tego dokonała...? Czy to patronus wchłonął promienie lecących ku niej zaklęć? Zamrugała gwałtownie, nie do końca wierząc w to, co zobaczyła. Poczuła zawroty głowy i nudności, przez krótką chwilę wątpiła, czy uda jej się stąd wydostać o własnych siłach, nie mogła jednak się poddawać. Nie dopóki inni potrzebowali jej pomocy.
Wtedy w głowie strażniczki pojawiła się nieoczekiwana, podyktowana chyba majakami myśl. Gdzie był Wroński? Czy zniknął z Doliny Godryka nim doszło do fatalnego w skutkach finału zabawy, czy może wciąż gdzieś się tu kręcił? Nie chciała wierzyć, że leżał gdzieś na placu, tratowany przez uciekających ku świstoklikom czarodziejów... Paniczny strach kontrolował tłumy; ten, kto stał za sprowadzeniem na nich oparów, doskonale wiedział, co robi. Jak się to skończy.
Wyciągnęła przed siebie różdżkę, po raz ostatni chcąc spróbować się na coś przydać i wesprzeć pannę Tonks - czy podążającą tuż za nimi Susanne, której nie postrzegała jako zagrożenie - resztką sił. - Magicus Extremos - powiedziała słabo, nie spuszczając z oczu zdziwionych policjantów, zmierzającej ku nim Justine. Wiedziała, że nie jest w stanie pomóc jej na tyle, na ile by tego chciała; osłabienie mąciło w głowie, sprawiało, że każdy krok był niemałym wyzwaniem. Niechętnie rozważała odeskortowanie pani Roots do najbliższego świstoklika i zabranie się nim daleko stąd, ku bezpieczeństwu.

| dalej prowadzę ze sobą panią Roots, idę jedną kratkę po skosie z lewo i próbuję rzucić zaklęcie


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Plac główny [odnośnik]03.02.20 13:12
The member 'Maeve Clearwater' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 49
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Plac główny - Page 15 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Plac główny [odnośnik]03.02.20 17:11
To nie był czas na dalsze bohaterstwo.
Zaklęcie się udało, ale Gwen nie miała czasu, aby nad tym dłużej myśleć. Heath dalej był nieprzytomny, a choć mgła się przerzedziła, dziewczyna czuła się coraz słabiej. Podejrzewała, że policjant również. A musieli stąd uciekać, i to już. By sprawdzić, czy z dzieckiem wszystko jest w porządku, by jakoś go ocucić, przywrócić do życia, cokolwiek.
W innych okolicznościach może próbowałaby sprawdzić, kim owy policjant jest, jednak teraz nie miała ani sił, ani czasu, by weryfikować, kim jest nieznajomy. Oferował jej pomoc i to było teraz najważniejsze. Sama nie dałaby rady. Widziała jednak jego zdenerwowanie: starał się, ale taka sytuacja wpływała na każdego. Nawet specjalistę.
Dobrze. Chodźmy, szybko – powiedziała. – Tylko ostrożnie… ten lód… przynajmniej mgły jest mniej – pocieszyła samą siebie. Chyba lepiej zachować ostrożność, ale nie zemdleć tak szybko… prawda?
Przez myśl jej przeszło, że powinna pomóc Johnatanowi. Że nie powinna zostawiać przyjaciela samego, na scenie. Nie mogła jednak uratować wszystkich. Była coraz to słabsza, a Heath nieprzytomny. Przez deszcz, mgłę i zamieszanie nie miała pojęcia, co dzieje się z Bojczukiem. Może nawet już uciekł? A chłopiec leżał nieprzytomny. To on teraz był dla dziewczyny priorytetem, a nie mogła zostawić Macmillana z obcym policjantem.
Idziemy! powtórzyła głośniej, ruszając starając się jak mogła osłaniać chłopca, ale jako niska i osłabiona osoba niewiele mogła w tej materii zdziałać.

| idę ile mogę po skosie w dół, lekko w lewo, próbujemy dojść do pubu Rozbrykany Hipogryf.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Plac główny [odnośnik]03.02.20 17:55
The member 'Gwendolyn Grey' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 22
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Plac główny - Page 15 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Plac główny [odnośnik]03.02.20 18:54
Mokre futerko zaczęło ciążyć na dziewczęcych ramionach. Zatrzęsła się mocno. Pod stopami lód, wokół zimowy deszcz, a wewnątrz klatki czuła całkowicie zrezygnowanie. Osłabienie sprawiło, że ledwo stała na nogach, ale przecież musiała dalej iść. Musiała pomóc Johnatanowi. Nie wyobrażała sobie,  by on na jej miejscu pozostawiłby nieprzytomnego przyjaciela na pastwę niewiadomego wroga. Zaklęcia nie wyszły żadnemu z nich. Keat i Oliver posłusznie spróbowali jej metody, najwyraźniej widząc sens w całym planie. Kapryśne czary jednak nie zadziałały, a oni wciąż stali pod sceną. Ludzie wokół padali. Nie potrafiła oprzeć się wrażeniu, że najgorsze dopiero przed nimi. Popatrzyła na chłopaków. Skąd wzięła się ta ulewa? Prawie czuła, jak mokre ubranie przywiera do marznącego ciała. Wyglądało na to, że przywitają nowy rok ledwo żywi.
– Spróbuję jeszcze raz. Może to ten deszcz nas blokuje. Nie wiem. Nie zostawię go tak tam –
mówiła zdenerwowana, patrząc to na Keata, to na Olivera. Zanim jednak wyciągnęła różdżkę, odezwała się znów: – Widzieliście gdzieś wejście na scenę? Którędy wszedł Bojczuk? – zapytała, poszukując wspomnianego punktu w pomazanym przez zimne krople widoku sceny. Nie była jednak pewna, czy dadzą radę się tam dostać na własnych nogach. Strażnicy mogliby w każdej chwili stanąć im na drodze, a te opary, ten deszczy czy Merlin jeden wie co odbierały jej siły z minuty na minutę. Podniosła więc różdżkę i spróbowała jeszcze raz, choć podejrzewała, że ma zbyt mało energii, by ten czar zakończył się powodzeniem. Spróbowała, nie było innego wyjścia. Musiała natychmiast znaleźć się przy Bojczuku. Miała nadzieję, że tylko spał i zaraz znów ujrzy błysk w tym figlarnym oku.
– Ascendio! - wymówiła na tyle mocno, jak tylko potrafiła. Nie poruszyła się na lodowatej skorupie. Miała nadzieję, że różdżka zechce pociągnąć ją jak najbliżej poszkodowanego przyjaciela. Cokolwiek się tutaj działo, nie chciała zwiewać bez niego. Skupiła się w pełni na zaklęciu. To mogła być ostatnia szansa na działanie.
Philippa Moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Re: Plac główny [odnośnik]03.02.20 18:54
The member 'Philippa Moss' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 30
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Plac główny - Page 15 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Plac główny [odnośnik]04.02.20 2:12
Udało jej się uciec poza zasięg mgły. Była szybka, więc kilkoma susami wyskoczyła poza jej obręb, co nie byłoby możliwe, gdyby stała gdzieś pośrodku placu. Mogła się więc cieszyć, że wraz ze Steffenem, Keatem i resztą postanowili stanąć blisko ścieżek. Ten, kto wypuścił różową mgłę, musiał dość dobrze wyliczyć zasięg jej oddziaływania, bo obejmowała tylko plac, nie docierając do większości policjantów. W każdym razie na pewno nie do tych oszukanych, którzy najwyraźniej dobrze wiedzieli, gdzie się ustawić, by nie paść ofiarą nieznanej substancji, skierowanej wobec niewinnych czarodziejów świętujących sylwestra.
Mogła zaczerpnąć w płuca świeżego powietrza, choć wcześniejsze osłabienie nie zanikło, najwyraźniej to coś, co wisiało w powietrzu, cokolwiek to było, zdążyło wniknąć w jej organizm i zaszkodzić jej. Próbowała ostrzec znajdujących się w pobliżu ludzi, by nie ufali tej trójce policjantów, którzy byli przebierańcami po wielosokowym, a potem rzuciła zaklęcie. Niestety nie wyszło. Może mgła osłabiła ją bardziej niż sądziła, a może miał na to wpływ fakt, że po chwili z góry lunął na nią deszcz. Był zbyt nagły jak na zjawisko naturalne, wydawało jej się, że ktoś postanowił pozbyć się mgły z pomocą zaklęcia wywołującego deszcz. Ciężkie, lodowate krople nieubłaganie spadały w dół, uderzając w nią, mocząc włosy i ziębiąc dotkliwie. Natychmiast zarzuciła na głowę kaptur, ale przy takiej ulewie i to niewiele pomagało, w dodatku deszcz utrudniał widoczność oraz celowanie zaklęciami. Może i mgła została częściowo unieszkodliwiona, ale ulewa niosła ze sobą inne problemy i komplikacje. Teraz próba zaatakowania policjantów mogła być jeszcze trudniejsza, podobnie jak rzucanie jakichkolwiek innych czarów, którymi mogłaby chcieć spróbować pomóc komuś z otaczających ją ludzi. Przez chwilę myślała, czy także nie ruszyć do sceny, by pomóc nieprzytomnemu Johnatanowi, ale widziała, że reszta jej grupki już tam zmierza, a nie tylko on padł zemdlony. Na placu wciąż leżeli także inni ludzie, których większość uciekających mijała obojętnie. Trudno było ich winić, że próbowali w pierwszej kolejności ocalić własną skórę. Ona pewnie też by to zrobiła, gdyby nie zasady wpojone jej przez ojca. Ojca, który poświęcił życie, by ratować innych z płonącego ministerstwa.
Rozejrzała się; może w pobliżu, w jej najbliższym otoczeniu był ktoś, komu mogła pomóc bez magii? Wypatrywała ludzi zbyt osłabionych, by uciec samodzielnie. Potem spojrzała na trzymającego się blisko Steffena, próbując podchwycić jego spojrzenie, a następnie znowu spojrzała w kierunku fałszywych policjantów. Wiedziała, że powinna zrobić cokolwiek, by utrudnić im dalsze szerzenie chaosu. A skoro urok nie wyszedł, zdecydowała się na coś z dziedziny, którą znała trochę lepiej.
- Expelliarmus – mruknęła, licząc że przez deszcz i zamieszanie tamci nie usłyszą inkantacji. Dyskretnie wycelowała różdżką w tego samego policjanta-oszusta co wcześniej, samej się nie przemieszczając. Czuła, że podłoże stało się zdradliwe i śliskie, z kolei wydostając się poza zasięg ulewy znalazłaby się zbyt blisko fałszywych policjantów i wtedy na pewno nie przegapiliby żadnej akcji skierowanej w ich stronę. A jej umiejętności pojedynkowe wciąż były zbyt mizerne, by próbować starcia jeden na dwóch, zwłaszcza mając w pamięci, co spotkało policjanta w domu Dumbledore’ów. Ci dwaj także mogli znać jakieś plugawe zaklęcia, ale liczyła, że deszcz, chaos i biegający we wszystkie strony ludzie ukryją jej poczynania i przebieraniec nawet nie zauważy, kto pozbawił go różdżki. Czy raczej, próbował jej pozbawić, bo nie mogła być pewna, czy zaklęcie jej się uda, przez opary nie była już w pełni sił.

| nie zmieniam położenia i próbuję rzucić zaklęcie w tego samego fałszywego policjanta co wcześniej






Jamie McKinnon
Zawód : ścigająca Harpii
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie działa, pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7499-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/t7507-listy-do-j https://www.morsmordre.net/t7506-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/f285-dolina-godryka-popielniczka https://www.morsmordre.net/t7514-skrytka-bankowa-nr-1818 https://www.morsmordre.net/t7508-jamie-mckinnon

Strona 15 z 24 Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16 ... 19 ... 24  Next

Plac główny
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach