Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Plumpkowa studnia
AutorWiadomość
Plumpkowa studnia [odnośnik]16.07.19 21:05
First topic message reminder :

Plumpkowa Studnia

Stara, kamienna studnia, znajdowała się w Dolinie Godryka od zawsze. Dosłownie; wykopana w trakcie powstawania wioski, przez długi czas stanowiła dla mieszkańców główne ujęcie wody, umiejscowiona wygodnie w miejscu, w którym krzyżowały się aż trzy mieszkalne ulice. Wielokrotnie niszczona i odbudowywana, służyła uparcie kolejnym pokoleniom, użytkowana (zapewne z sentymentu) nawet wtedy, gdy w okolicznych domach pojawiła się bieżąca woda. Przestała pełnić swoją rolę dopiero kilka lat temu, kiedy w jej głębinach zadomowiło się stado plumpek. Niemagiczna część mieszkańców wioski była co prawda skłonna wyplenić rybki, ale tutejsi czarodzieje, nie chcąc do tego dopuścić, rzucili na studnię urok, który zmienił smak stojącej w niej wody na wyjątkowo nieprzyjemny, skutecznie zniechęcając mugoli do dalszego jej wykorzystywania. Dzisiaj malowniczo położona studnia nadal jest jednym z ulubionych miejsc schadzek mieszkańców, spragnionych plotek lub kilku romantycznych chwil, ale schludną przeszłość ma już dawno za sobą: jej kamienne boki zarosły mchem, a pod powierzchnią wody (nietypowo wręcz przejrzystej) można dostrzec okrągłe, cętkowane plumpki.

Według krążących po Dolinie Godryka opowieści, studnia ma jeszcze jedną, magiczną właściwość: w ciemnej tafli odbijają się gwiazdy, które – tylko w ostatni dzień miesiąca, i tylko przy bezchmurnej pogodzie – dzielą się przebłyskami przyszłości, układając się w słowa krótkich, często tajemniczo brzmiących wróżb.

Aby otrzymać wróżbę, należy napisać post w tym temacie oraz wykonać rzut kością k20, a następnie odczytać treść przepowiedni zgodnie z poniższą rozpiską. Losować można tylko raz – przy każdej kolejnej próbie, gwiazdy na powierzchni studni będą jedynie migotać, nie układając się w żadne słowa.

1. Srebrne punkty na wodzie układają się w zdanie: Mroźny wieczór przyniesie spotkanie, które odmieni twoje życie.
2. Gwiazdy na powierzchni studni migoczą, układając się w słowa: W domu czeka na ciebie złoty uśmiech od losu.
3. Spoglądając w studnię, widzisz własne odbicie - a gwiazdy, zamiast w słowa, układają się w koronę tuż nad twoją głową.
4. Gdy spoglądasz w wodną taflę, dostrzegasz siebie - a srebrne punkty, zamiast w słowa, układają się w połyskujący supeł na twojej szyi.
5. Srebrne punkty na wodzie układają się w zdanie: Szmaragdowozielony blask zabarwi Twoją twarz.
6. Gwiazdy na powierzchni studni migoczą, układając się w słowa: Twoja ścieżka jest stroma, ale na jej końcu odnajdziesz to, czego pragniesz.
7. Srebrne punkty na wodzie układają się w zdanie: Nie uciekaj przed przeznaczeniem: poddaj się mu.
8. Gwiazdy na powierzchni studni migoczą, układając się w słowa: Nie popełniaj błędów swoich rodziców i przodków.
9. Srebrne punkty na wodzie układają się w zdanie: Posłuchaj następnej rady, jaką otrzymasz od przyjaciela lub od wroga - przyniesie Ci wiele dobrego.
10. Gwiazdy na powierzchni studni migoczą, układając się w słowa: W trakcie następnej kwadry Księżyca spotkasz kogoś, kto poruszy twe serce.
11. Srebrne punkty na wodzie układają się w zdanie: Bądź czujny - ktoś, komu ufasz, zada ci cios w plecy.
12. Gwiazdy błyszczą niezwykle jasno, lecz równie szybko nikną wszystkie, pozostawiając w studni jedynie Twe ciemne, samotne odbicie.
13. Gwiazdy na powierzchni studni migoczą, układając się w słowa: Nie oglądaj się za siebie. Zrobiłeś dobrze. Uwierz swemu przeczuciu.
14. Srebrne punkty na wodzie układają się w zdanie: Ciemnooka kobieta okaże się twoją zgubą.
15. Gwiazdy na powierzchni studni migoczą, układając się w słowa: Wybór drogi na skróty skończy się dla ciebie ślepą uliczką.
16. Srebrne punkty na wodzie układają się w zdanie: Jeśli chcesz stać się lekki jak pióro, zdejmij ze swoich barków ołowiany ciężar.
17. Gwiazdy na powierzchni studni migoczą, układając się w słowa: Zamknij oczy. Odwróć się. Zrób dwa kroki w prawo. Trzy w lewo. To, co znajdziesz, będzie twoje. (Po wylosowaniu tej kości i wykonaniu polecenia, zgłoś się do Mistrza Gry.)
18. Srebrne punkty na wodzie układają się w zdanie: Jeśli chcesz zakończyć wojnę, uciesz najpierw tę, która rozgorzała w twoim sercu.
19. Gwiazdy na powierzchni studni migoczą, układając się w słowa: Zagłuszenie bólu sprawi, że powróci ze zdwojoną siłą.
20. Na tafli studni, wśród odblasków gwiazd, dryfuje odłamek spadającej gwiazdy. Możesz wychylić się i go zabrać (zgłoś się po niego w aktualizacjach).

Lokacja zawiera kości.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Plumpkowa studnia - Page 11 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Plumpkowa studnia [odnośnik]24.08.21 22:26
Może było to jego zamyślenie, może jeszcze kwestia nieprzespanej i nieodespanej nocnej zabawy, a może dziewczyna złapała go z opuszczoną gardą - ale przez moment, kiedy tyko ją ujrzał, serce mu stanęło. Pierw kątem oka, odganiał jednak od siebie myśli i wspomnienia o tej, która była mu tak bliska jeszcze nie tak dawno temu. Może jego brak niedowiarstwa co do magiczności i obietnic nowego roku miała się objawić tu i teraz? Może ktoś miał go uświadomić, że prawdziwe cuda się zdarzały na tym świecie pogrążonym wojną i otulonym cienką warstwą śnieżnego puchu?
Była zima, było mroźnie, a on był zmęczony. Może powinien wrócić do domu Bathildy Bagshot, do reszty prawdopodobnie wciąż śpiących przyjaciół i rodziny?
Chociaż zaraz, kiedy usłyszał głos, poczuł mieszankę emocji. Ulga, radość, smutek. To nie był jej głos, który zapamiętał - chociaż może to już jego wspomnienia oszukiwały go w tej kwestii? Może to była ona? Może jednak wspomnienie sprzed dwóch lat, kiedy po utracie przytomności obudził się w lesie obok niej…
Przeniósł wzrok na dziewczynę może nieco niepewnie. Nie dziwił się, że kiedy kątem oka ją dostrzegł był niemalże pewny, że zna jej imię, ale… Nie, nie brzmiało ono Jeanie. Powinien się tego spodziewać, przecież było to jasne, że nie znalazłaby się tutaj.
Jeanie była martwa od dwóch lat. I to przez niego.
Zaraz posłał jej wesoło spojrzenie, nie przerywając wcale gry, skoro dziewczyna chciała posłuchać. Czymże były dla niego występy przed publiką, a tym bardziej na życzenie tak pięknych pań? Nie mógłby odmówić!
Chociaż im dłużej i częściej zerkał na nieznajomą mu dziewczynę, tym bardziej czuł lekkie zażenowanie początkową myślą. Były identyczne wzrostem, sylwetką… Ale ich włosy się różniły już samym tym jak się układały. Pamiętał cienkie fale Jeanie, delikatne tak że musiał uważać kiedy plótł jej warkocze. Nie były wcale podobne do włosów jego siostry, słabe i podatne na łamanie, ale i tak piękne - to jak cudownie prezentowały się na nich błękity i niebieskości Ravenclawu. Pamiętał wstążkę, którą sprawił jej na jednej z randek, a którą codziennie przyozdabiała swoje włosy od tamtego momentu…
Zaraz jednak wstał, nie przerywając gry na instrumencie, który tak uwielbiał. Uchwycił go jedną dłonią, drugą wyciągając do blondynki w zaproszeniu do tańca.
Nie mógłby tego zrobić na gitarze, na akordeonie, na skrzypcach czy harfie - czy jakimkolwiek innym instrumencie. Grać i zabawić panny. Może dlatego tak uwielbiał harmonijkę? To do niego pasowało, ten mały i niepozorny instrument. Nie musiał wywierać wielkiego wrażenia na tłumach, wystarczyło mu wywieranie dobrego wrażenia na pojedynczych osobach.
Zaraz pociągnął dziewczynę do prostego tańca, kiedy tylko chwyciła jego dłoń. Zaraz nią obrócił, wesoło podskakując w rytm granej melodii, ciesząc się w duchu że płuca mu na to pozwalały, chociaż ani mróz, ani sylwestrowa noc z pewnością mu tego nie ułatwiały. Krok w bok, i obrót, i po chwili zaraz zawirował razem z nią.
Może żeby nowy rok był bardziej radosny sami powinni zadbać o miłe towarzystwo i wspomnienia?


Plumpkowa studnia - Page 11 EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Plumpkowa studnia - Page 11 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Plumpkowa studnia [odnośnik]25.08.21 16:57
Mama opowiedziała jej kiedyś starą irlandzką opowieść o tym, że jeśli w jakimś miejscu doszło do magicznego cudu, powrót tam po czasie może zaowocować serią niespodziewanych zdarzeń, o których tylko los wie, jak i dlaczego się potoczą. Była wtedy bardzo młoda, obserwowała swoje rodzeństwo znikające po kolei na dziewięć miesięcy - magiczne cuda kojarzyły jej się tylko z wielkimi zamkami, czarodziejskimi różdżkami, cukierkami wywołującymi lewitację... i z samotnością. To zdecydowanie. W życiu Kerstin nie dochodziło do magicznych cudów, nie do tego ją świat stworzył. Największą wspaniałą niespodzianką, jaką kiedykolwiek los jej zgotował, było ponowne zamieszkanie z całym rodzeństwem, o którym na tyle lat zapomniała, że żyją. Gdyby nie wojna, może do śmierci odwiedzałaby ich tylko raz do roku w święta, bo byli przecież tak niedopasowani. Zderzenie dwóch rzeczywistości, tej mugolskiej i tej czarodziejskiej, wywróciło ponurą przepowiednię do góry nogami.
I choć świat nabrał barw szarości i szkarłatu, Kerstin zaczynała doświadczać magicznych cudów; jak przy tej studni, gdzie późną nocą wyłowiła raz gwiazdkę z nieba. Czy to było przeznaczenie, że zboczyła ze ścieżki, by znowu tutaj przyjść? Nie musiała tu przecież nikogo spotykać, a jednak był ten chłopiec, jej niespodziewane zdarzenie.
Był ładny w sposób, o którym dziewczyny na jej studiach zwykły mówić "ciasteczko". Chłopiec, na którego widok przyspiesza ci serce i policzki pokrywają się różem, ale poza motylkami w brzuchu pojawia się też pewność, że to zwyczajnie chodzący kłopot. Dawno nie spotkała się z takimi donżuanami, jak do tej pory w Exmoor zawiesiła spojrzenie tylko na jednym mężczyźnie, lecz to, co do niego czuła wykraczało poza zwykłe zauroczenie. Hagrid był czymś innym, czymś więcej. Czuła przy nim spokój i bezpieczeństwo, jakiego nie mogli jej dać nawet Gabriel i Michael.
Z nagłym impulsem bólu musiała przypomnieć sobie, że odszedł. Od tak dawna nie dał żadnego znaku życia, że nie wiedziała nawet, czy dotarł do niego jej grudniowy prezent.
Może by się wzruszyła i rozkleiła, ale uspokajała ją muzyka. Harmonijka miała coś w sobie, że ciągnęła za kąciki ust, unosząc je w górę. W mroźne, styczniowe popołudnie nie mogłaby wymarzyć sobie lepszego ciepła, niż to, które płynęło z melodii i dobrego towarzystwa. A już na pewno nie ośmieliłaby się marzyć, że dzień po sylwestrze ktoś zaprosi ją do tańca.
- Och - wyrwało się z jej ust, coś między zwątpieniem i ekscytacją, ale po chwili wahania pozwoliła schwycić się za dłoń i pochłonąć skocznym krokom.
Nie za bardzo potrafiła tańczyć, więc kopiowała ruchy chłopca, aż pęki złotych loków zawirowały w powietrzu razem z ciepłą, zieloną spódnicą. Zachichotała, gdy pomógł jej zrobić piruet, choć chyba nie poruszała się przy tym najzgrabniej na świecie. Donżuan, doprawdy. Radosna atmosfera udzieliła się Kerstin na tyle, że przestała zwracać uwagę na lód pod niestabilnymi podeszwami kozaczków. I w końcu - tak, to musiało się wydarzyć - poślizgnęła się i malowniczo wpadła w zaspę, a jakby tego było mało, śnieg z gałęzi świerka zechciał dołożyć swoje trzy grosze do jej upokorzenia i runął jej na głowę, pokrywając ją całą białym puchem. Z zimna na moment odebrało jej dech, ale zaraz otrzepała czapkę i włosy, próbując wydostać się z lodowej pułapki.
- Przepraszam, to... to przez przypadek, ten lód, źle stanęłam - wymamrotała, ocierając rękawiczkami bez palców czerwoną z zażenowania twarz. - Mogę prosić o pomoc? - Wyciągnęła rękę, bo podniesienie tyłka z zaspy okazało się trudniejsze, niż na początku myślała. - Nazywam się Kerry - dodała szybko, jakby to był najwłaściwszy moment na to, aby się przedstawić.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
and sometimes,
against all odds,
against all logic,
we still hope
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks
Re: Plumpkowa studnia [odnośnik]25.08.21 18:06
Możliwe, że to był znak od gwiazd - może to Merlin, którego tak często wszyscy wzywali dawał im sygnał, a może to jeszcze inna siła bytujące gdzieś ponad nimi chciała im przekazać, że pierwszy stycznia był dowodem na to, że mimo wszystkich smutków i krzywd, które sprowadziła na nich wojna, coś nowego i dobrego następowało zawsze po smutku i żalu, który wypełniał pustkę po minionych śmiechach. Może oboje potrzebowali wpaść na kogoś obcego i nowego, nawet jeśli w trakcie wojnie ciężko bo ufać takim osobom.
Słuchał jej śmiechu z zadowoleniem był inny, bardziej melodyjny, ale równie radosny. Może właśnie poznał samą panią wiosnę, która delektowała się zimą? Nikt nie powiedział, że nie mogła! Odrobina zimy potrafiła być piękna i orzeźwiająca, i cieszyć mimo ponurej atmosfery. Pamiętał w końcu wspólne zimowe wieczory z rodziną, z taborem, z przyjaciółmi. Może dlatego tak zawsze ciągnęło go do gadziów? Bo bał się być sam - tak jak wtedy w Birmingham, kiedy teleportował się nie panując nad swoją magią i nie rozumiejąc, dlaczego ich ojciec krzyczy i wymachuje rękami. Bał się wtedy. Pamiętał samotność że strachem, który również towarzyszył mu przez dwa lata, kiedy był daleko od swojej rodziny.
Może się zapatrzył na ruch jej loków, może zasłuchał się w jej głosie, bo nie zdążył zareagować zanim upadła, kiedy wypuścił spomiędzy palców jej dłoń, nie przygotowany na to że powierzchni drogi była aż tak śliska.
Jednak od razu schował harmonijkę do kieszeni, zjawiając się przy niej i wyciągając do niej ręce.
- Oczywiście, oczywiście! Ah, ja przepraszam, powinienem nie pozwolić ci upaść... Kerry - zawahał się na chwilę, wymawiając jej imię z uśmiechem, kiedy pomagał jej wstać ze śniegu. - Wybacz, pozwól że ci pomogę - powiedział, wycofując się o krok, zaraz wyciągając różdżkę i wykonując nią prosty ruch.
- Evanesco - wypowiedział, a po tym uśmiechnął się wesoło. - Miło mi cię poznać Eostre... Znaczy się, Kerry. Wybacz, wciąż jeszcze jestem pewny, że to sama pani wiosny stoi przede mną, ale wyraźnie musi to być tylko przypadek, że niesiesz za sobą to miłe uczucie pierwszy promieni słońca i przebiśniegów... - powiedział na jednym ciągu, zaraz udając nieco zawstydzonego swoją wypowiedzią, jakby przez moment pozwoli się zbyt mocno ponieść słowom i chwili, odwracając wzrok od dziewczyny.
Raz, dwa... odliczył w głowie, zaraz wracając spojrzeniem na pannę jakby sobie o czymś przypomniał.
- Oh, wybacz, prawie zapomniałem się przedstawić! Jestem Tom - przedstawił się, po momencie jakby udając znów zawstydzonego i kierując się z powrotem, aby przysiąść na studni - chociaż przez tym wyciągnął jeszcze w stronę Kerstin zapraszająco dłoń.
- Przepraszam jeszcze raz... nic ci nie jest? Mam nadzieję, że nie skręciłaś kostki przez moją nieuwagę. Tańczenie na lodzie chyba nie jest najmądrzejszym posunięciem... - przyznał, cicho się śmiejąc, aby po chwili znów zerknąć na jej policzki, nos, zerknąć na jej szaro-niebieskie oczy . - ... Chociaż chyba żałuję tylko, że ten taniec trwał tak krótko.


Plumpkowa studnia - Page 11 EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Plumpkowa studnia - Page 11 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Plumpkowa studnia [odnośnik]25.08.21 20:03
Zazwyczaj przestrzegała reguły ostrożności. Nie chciała wystawiać na próbę zaufania, jakie pokładali w niej Tonksowie, pozwalając jej samotnie przechadzać się po okolicach Doliny Godryka pomimo tego, że miałaby problem, by obronić się przed agresywnymi czarodziejami. Jeżeli spotykała kogoś nowego - dlatego, że zjawił się w ich okolicach po raz pierwszy albo po prostu nie mieli okazji na siebie wpaść - zawsze zaczynała od ostrożnego dystansu i wybadania terenu. Z nieznajomym chłopakiem było inaczej, bo i jakie zagrożenie mógł sprawiać ktoś, kto w noworoczne popołudnie tak pięknie grał na harmonijce? Może byli przy studni zupełnie sami, może był odrobinę zbyt czarujący, aby było to bezpiecznie dla jej głowy, ale na dobrą sprawę, dlaczego miałaby od czasu do czasu nie pozwolić sobie na odrobinę ryzyka? Kiedy przeczucie mówiło, że może złapać jego dłoń i dać się pociągnąć do tańca, starała się mu zaufać. Zazwyczaj się nie myliło, choć dziś po kilku wesołych piruetach i podskokach spektakularnie utraciła grunt pod stopami. Brązowy płaszczyk ze sztruksu nasiąkający śniegiem przywrócił ją do surowej rzeczywistości. Wspaniale było się cieszyć, tańczyć, patrzeć w zielone oczy i czuć ciepło cudzej dłoni, ale wciąż się nie znali.
- Nie, nie, to moja wina - powiedziała szybciutko, kiedy pomagał jej stanąć na nogi. Czapka zupełnie zsunęła jej się z włosów, złote fale rozsypały na ramionach, gdy niezręcznie przeczesywała je palcami. - Pomoż... Ach tak - poprawiła się raz dwa, jak zwykle w ostatniej chwili przypominając sobie, że nie powinna każdej nowo napotkanej osobie od razu zdradzać, że nie ma własnej różdżki. - Dziękuję - powiedziała ciepło, poprawiając na powrót suchą spódnicę.
Uniosła głowę akurat w momencie, w którym chłopak zwrócił się do niej dziwnym słowem; zsunęła nieco szalik, aby mógł ujrzeć jej wielkie, błękitne oczy i skonsternowaną minę. Kiedy wyjaśnił, uśmiechnęła się wstydliwie, zmarznięte policzki nie potrzebowały ani sekundy dłużej, by pokryć się wymownym różem.
- Nie żartuj sobie - szepnęła, w głowie powtarzając jak mantrę: zachowaj spokój, Kerry, nie daj się zbałamucić, Kerry, jesteś rozsądną dziewczyną, Kerry - Ty mi się zdajesz trochę... trochę jak elf. Słyszałeś o elfach żyjących w lesie? Też jesteś taki tajemniczy, utalentowany, zgrabny - urwała, dochodząc do wniosku się zagalopowuje. - Ale chyba mnie nie porwiesz, prawda? - zapytała żartobliwie, nawiązując do legend. - Tom to piękne imię! Mam kota, który się tak nazywa. - Uśmiechnęła się, rozpromieniając na myśl o czymś, co dobrze znała i czego mogła uczepić się w tej dziwacznej chwili.
Nie miała pewności, czy siadanie na studni z kimś obcym jest właściwym pomysłem, ale jakoś nie spieszyło jej się do Doliny, więc powoli podreptała w kierunku wyciągniętej dłoni, podpierając się na niej, kiedy przysiadała na chłodnym murku.
- Nie, wszystko w porządku, naprawdę się nie przejmuj - zapewniła, zastanawiając się, czy powinna położyć mu dłoń na ramieniu. Lepiej nie... - Znasz historię tej studni? - wypaliła na wydechu, chowając się po nos w szaliku, gdy wypowiedział ostatnie zdanie. Chociaż wokół panował styczniowy mróz, miała wrażenie, że w płaszczu robi jej się zbyt gorąco.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
and sometimes,
against all odds,
against all logic,
we still hope
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks
Re: Plumpkowa studnia [odnośnik]25.08.21 20:38
Z pewnością wiele osób które znał, lub które znał a dowiedziałyby się szczegółów z jego życia, mogłyby krzyczeć, że Thomas jest ostatnią osobą, której wypadało zaufać. To nie tak, że umyślnie krzywdził innych - bo tak nigdy nie było! A przynajmniej nie często. Robił czasem na złość i się mścił, ale to nie tak że spędzał na to całe swoje życie! Po prostu… czasem rzeczy nie szły po jego myśli i czasem dokonywał złych wyborów, co kończyło się różnie.
Curhbert Mason.
Ilu więcej zginęło z rąk tower? Carterowie też mieli problemy? Nie znał nawet tych ludzi, a mimo to…
Jednak szybko odgonił te myśli. Nie chciał ich, nie chciał się na nich skupiać, tym bardziej kiedy usłyszał słowa Kerr o elfach. Uśmiechnął się wesoło, bo w końcu regularnie zajmował się takimi sprawami! Musiał opowiadać dzieciom na ich temat, bo jeszcze byłyby gotowe o nich zapomnieć.
- Nie potwierdzam ani nie zaprzeczam jeżeli pytasz czy byłem na dworze króla elfów w Schiehallion, ale mogę zapewnić, że sama ta góra jest niezwykle piękna… I może sztuczki czy dwóch od elfów się nauczyłem - powiedział z uśmiechem, który tylko się powiększył po słowach dziewczyny o porwaniu.
W końcu to były naturalnie absurdalne oskarżenia co do osób jego kultury! Jednak wizja porwania sobie żony czasem była kusząca, choć bardziej miał na to wpływ fakt, że tabory były przeganiane z miejsca na miejsce, a gdyby jakiś gadź dostrzegł Roma interesującego się jego córką to od razu by takiego kawalera przegonił - nie można było się dziwić, że porwanie było momentami jedyną opcją! A jeśli panna sama sobie tego życzyła to czy było coś złego w podobnym czynie?
- Mógłbym to zrobić w gruncie rzeczy. Chociaż nie tak jak to robią elfy. Mógłbym porwać cię daleko, pokazać samo Schiehallion, a może i inne zakątki? W wozie, z koniami, w wiecznej podróży i tułaczce z miejsca na miejsce. Z muzyką i tańcem, z ogniskami wieczornymi po ciężkiej pracy, kiedy z rodziną i przyjaciółmi zasiada się do kolacji… Mógłbym, gdybyś tylko chciała -zaczął mówić spokojnie, lekko zapatrzony w przestrzeń jakby wracał wspomnieniami do samego tego jak wyglądał ich tabor i jak spędzał czas z rodzeństwem, z dziadkami i innymi z taboru. Starsi pili i grali, kobiety tańczyły, a on z Jamesem ganiali się z braćmi Eve i innymi cygańskimi chłopcami.
Zaraz jednak znów wrócił spojrzeniem do Kerr.
- Oh? Już mnie przygarniasz jako swojego kota? - rzucił z uśmiechem, zaraz jednak kręcąc głową. - Żartuję, żartuję… Też mam kociaka. Wabi się Dynia. Właściwie to stara znajoma z Doliny go tak nazwała, znalazłem go nie tak dawno tutaj. Słyszałem miauczenie w ogrodzie domu Dumbledora i wydawał się tam utknąć… No i jak go stamtąd zabrałem to już ze mną został.
Zerknął na nią, kiedy tak siedzieli przy studni, a ona wspomniała o jej historii. Posłał jej delikatny uśmiech, całkiem śmiało obserwując jej buzię i to jak próbuje ukryć rumieniec. Zaraz po tym jednak bardziej obrócił się bokiem, przesuwając wzrok na taflę wody.
- Mmm.. Nie, ale chętnie posłucham. Nie znam zbyt wielu historii z Doliny, znam znacznie więcej ze Szkocji i wybrzeży Anglii. Więc? Jakaś piękna i romantyczna historia się tutaj kryje? - dopytał, znów zerkając ukradkiem na Kerr.


Plumpkowa studnia - Page 11 EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Plumpkowa studnia - Page 11 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Plumpkowa studnia [odnośnik]27.08.21 19:58
Zaraz jak tylko wymyśliła ten cały komplement z elfami, zrobiło jej się potwornie głupio i doszła do wniosku, że chyba jednak wciąż nie potrafi rozmawiać z ładnymi chłopcami. Jej intencje były czyste jak rosa i chciała ubrać pochwałę w bardziej poetyckie słowa, tak jak zrobił to Thomas, ale jak to mówili - wyszło jak zwykle. Była niezmiernie zaskoczona, gdy chłopiec zdecydował się jednak pochwycić temat i to z tak sympatyczną miną, jakby mu nawet przez myśl nie przeszło, że Kerstin próbowała go w zawoalowany sposób obrazić, a o to bała się najbardziej. Gdy wspomniał o elfich sztuczkach, z ust Kerry wydobył się cichy chichot, którego nie zdołała pohamować nawet przyciśnięciem dłoni do ust. Ten rumieniec na policzkach to chyba przykleił się do nich na stałe, miała jednak nadzieję, że Thomas uzna to za efekt mrozu.
- A jakich sztuczek można nauczyć się od elfów? - zapytała zaraz, uśmiechając się i robiąc wielkie oczy, zupełnie jakby mówiła na serio i naprawdę chciała poznać sekrety z mitycznego Schiehallion.
Jej entuzjazm przygasł minimalnie po pierwszych słowach potwierdzenia o porwaniu, ale szybko pozbierała się z zaskoczenia i opuściła wstydliwie głowę, chowając usta za złotymi loczkami.
- Naprawdę byś mógł? - zapytała po chwili, zniżając głos do szeptu. Wyglądał na tak zamyślonego, rozmarzonego, jakby opowiadał o czymś, czego sam doświadczył. Czy w tych czasach było to w ogóle możliwe? A może przeceniła jego wiek i był starszym, zaprawionym podróżnikiem? Przełknęła ślinę i odetchnęła głębiej, wypuszczając spomiędzy warg biały obłoczek pary. - To brzmi chyba zbyt pięknie, żeby mogło być prawdziwe, Thomas - dodała nieśmiało, bo racjonalna część jej duszy, ta, która ostatnio rządziła przez większość dni, trzymała się twardo ziemi i nie dawała wiary marzeniom o wyprawach, ognisku i muzyce. A może nie chodziło o to? Może szło o zwyczajną beztroskę, której nie czuła od miesięcy?
Policzki zadrżały Kerstin, gdy próbowała wyobrazić sobie Thomasa z kocimi uszami i wąsikami. Potem jednak wzięła się wreszcie na odwagę i wyciągnęła rękę, żeby złapać go za łokieć. Gest był łagodny i przyjacielski, ale bała się jeszcze próbować oprzeć dłoń na jego dłoni.
- Ale urocze imię! Ja swojego kota też znalazłam w Dolinie, a właściwie kawałek za Doliną. Porzuconego, błąkał się pod krzakami, malutki... przygarnęłam go, od tamtej pory nie wyobrażam już sobie, żeby miało go nie być - Przygryzła usta i obejrzała się przez ramię na taflę czystej wody, w której odbijały się ich sylwetki. O tej porze dnia nie było mowy o ujrzeniu gwiazd w studni, a szkoda, bo właśnie z nimi wiązała się najważniejsza miejscowa legenda. - Podobno jeśli ostatniego dnia miesiąca o północy udasz się do studni, a niebo będzie bezchmurne, w tafli zobaczysz gwiazdy układające się w przepowiednię. Przyszłam tutaj ostatniego dnia listopada, ale nie udało mi się z wróżbą... znalazłam za to w wodzie świecący kamyk i wzięłam go ze sobą. Mój brat mówi, że to odłamek spadającej gwiazdy, ale chyba mu nie wierzę... - Spojrzała Thomasowi w oczy, chyba po raz pierwszy utrzymując kontakt wzrokowy na tyle długo, aby zaczęło jej się robić gorąco. - A poza tym żyją tutaj plumpki. To plumpkowa studnia. - Nie znała dobrze magicznych stworzeń, ale o tych zdążyła się naczytać. - A jaką piękną historię ty mi opowiesz? - zapytała po chwili, nie mając odwagi dodać słowa "romantyczną".




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
and sometimes,
against all odds,
against all logic,
we still hope
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks
Re: Plumpkowa studnia [odnośnik]27.08.21 20:36
- Jeśli król elfów jest łaskawy, może udzielić ci daru rozmowy ze zwierzętami… A jeśli nie to zawsze możesz nauczyć się od elfów jak tańczyć. Chociaż w tej kwestii nie musisz podróżować i poszukiwać elfów, ja ci mogę pomóc - powiedział z uśmiechem, a na kolejne pytanie, zaraz pokiwał głową.
- Oczywiście, ale jest tylko jeden kruczek - dodał zaraz poważniejąc przy tym. - Jestem Cyganem. Mogę porwać każdą pannę, która zgodzi się zostać moją żoną i zamieszkać ze mną w wozie, i dbać o naszą rodzinę, jak i wóz, i konie, i żyć w naszej społeczności jako jedna z nas - mówił i przez moment mogłoby się wydawać, że jest śmiertelnie poważny, proponując coś podobnego, szczególnie kiedy umilkł jakby czekając na odpowiedź dziewczyny.
Jednak już po chwili zaśmiał się wesoło i przyjaźniej.
- Takie rzeczy są piękne. I podróże są utrudnione przez wojnę… Ale czasem warto chyba zaryzykować, nie uważasz? - rzucił spokojnie, zaraz jednak skupiając się na jej słowach, kiedy to ona przejęła pałeczkę w opowiadaniu - zarówno o Tomie jak i o studni. Miała przyjemny głos, mógłby tak siedzieć i słuchać jak opowiadała o gwiazdach z nieba, albo mógłby siedzieć z nią do zmroku i obserwować te gwiazdy.
Zaraz obrócił się do niej bardziej przodem, podciągając nogę na murek studzienki i opierając podbródek na kolanie. Uśmiechnął się, zauważając jej dłoń… I jej wzrok. Nie przerywał, nie uciekał. Po prostu tak trwał, delektując się na moment chwilą, którą chciał aby trwała.
- Może ta gwiazda była przepowiednią? Moja babka wróżyła, ale czasem dla dobra innych nie zdradzała co ich czeka w życiu. Czasem wróżby nie są tak oczywiste… A gwiazdy z nieba spadają. Sam taką mam, znalazłem ją… Może mnie przywiodła do ciebie? A może to twoja była zapowiedzią, że zawsze przy studni będzie czekać na ciebie niespodzianka? - rzucił, zaraz się wesoło uśmiechając i odwracając wzrok w stronę tafli wody.
- Hmm… Jaką historię… - zastanowił się przez moment, spoglądając na studnię, na wodę. Mógł czymś zaimponować dziewczynie, a mógł zdecydować się na coś prostszego. Ale szukał czegoś, co dziewczynie przypadnie do gustu i zaraz wrócił do niej wzrokiem.
- Oh, wiem! - zaraz zawołał z uśmiechem. - Może to niekoniecznie historia… Ale podobno kociaki, które znajdujesz w opuszczonych miejscach, w takich, w których mogłyby zostać przeoczone to wcielenia zmarłych, którzy byli ci bliscy, a którym na tobie zależało - zaczął spokojnie, może nieco ostudzając optymizm w swoim głosie. W końcu nie powiedziała, jakiej historii pragnie, prawda?
- Mówi się, że czuwają one nad nami, pilnują i prowadzą do odpowiednich ludzi, do odpowiednich celów… Do właściwych osób - dodał, chociaż w rzeczywistości wszystko zmyślał. Może właśnie tworzył własną baśń, która kiedyś zostanie przekazana dalej i zacznie żyć własnym życiem?
- A skoro opowiedziałem ci historię to może… w kwestii porwania… Może nie ukradnę cię na zawsze, bo tak w końcu nie wypada. Ale może mógłbym ukraść cię na wieczór? Nad wybrzeże, do jakiejś portowej wioski… - zaproponował… właściwie to randkę. Uważnie ją obserwował, na moment również wstrzymując oddech. Jeśli się nie zgodzi, najwyraźniej los tak chciał. Nie znali się, nie musiała się przecież zgadzać - byłaby nawet rozsądna, gdyby odpowiedziała w tym momencie, że wolałaby nie ryzykować!
Ale w głębi duszy, do czego Thomas w tym momencie by się nie przyznał za żadne skarby świata (może poza domową i świeżą szarlotką z cynamonem), liczył że Kerstin nie odmówi mu spotkania.


Plumpkowa studnia - Page 11 EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Plumpkowa studnia - Page 11 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Plumpkowa studnia [odnośnik]28.08.21 16:13
Czy to serce biło tak mocno, czy może w jej piersi zamieszkał motyl trzepoczący skrzydłami w kościanej klatce? Nie wiedziała, skąd Thomas zaczerpnął taki dar opowieści, ale im więcej opowiadał, im częściej spoglądał na nią z ukosa, tym częściej łapała się na tym, że nie wie, co powiedzieć - albo inaczej, wie, ale obawia się, by nie zrobić złego wrażenia. Był od niej sporo wyższy, więc musiała unosić brodę, aby śledzić ruch jego warg w czasie rozmowy, uważając przy tym, aby skupiać się na tym co mówi, a nie jak mówi.
- Naprawdę? Nawet, jeżeli jesteś...? - ugryzła się w język, zanim niemądry zdążyłby palnąć, że jest mugolką. Opowieść Thomasa zapewne była jedynie zabawną historią, nie powinna wykorzystywać jej jako środka do tego, by zdradzać ważne tajemnice! - Co to znaczy, że jesteś cyganem? - Zmieniła temat, żeby zatrzeć chwilowe potknięcie w słowach. Na dobrą sprawę wiedziała, kim są Romowie, mieszkała w końcu w Londynie, a w tak dużym mieście można było spotkać ludzi różnych nacji i różnego statusu. Pracowała w szpitalu, gdzie czasami trafiali się i tacy, ale chociaż z przysięgi pielęgniarskiej szanowała każdego człowieka w równym stopniu, oferując mu tak samo dobrą opiekę jak wszystkim, nie była w zupełności wolna od stereotypów. Od jednej nauczycielki na studiach usłyszała, żeby uważać na Cyganów, bo są złodziejami i bałamucą porządne panny.
Zaczerwieniła się na tę myśl i nieśmiało zagryzła wargę, zastanawiając się, czy nie daje się teraz właśnie zbałamucić jak głupia trzpiotka. Czy Thomas mógł traktować ją tak miło po to, żeby ją okraść i wykiwać? Zacisnęła zęby. Cóż, jeśli tak, to źle trafił, bo ja nic przy sobie nie mam.
- Naprawdę porywacie kobiety? - zapytała cicho, patrząc na niego wielkimi oczami, choć dopiero co zaśmiał się, co mogło sugerować żart. Chciała jednak wiedzieć i uparcie przyciskała nogi do siebie, powtarzając w myślach, że myśl o byciu porwaną na wielkie przygody i podróże w nieznane nie powinna być dla niej ekscytująca! Owszem, życie miała dość monotonne, ale to dobrze! Takie marzenia były płonne! Zamiast przygód dostałaby pewnie koszyk, żeby chodzić i wybierać drobne spomiędzy kostki brukowej. - Może i warto - szepnęła, walcząc sama ze sobą, ze swoim lękiem, z uprzedzeniami, z niepewnością i z tym pięknymi, zielonymi oczami, które patrzyły na nią tak ciepło. Powoli zsunęła rękę z łokcia Thomasa i oparła dłoń na krawędzi studni, tak że wystarczyło pół cala, może mniej, żeby ich małe palce się zetknęły.
Czy mogła uwierzyć mu w cokolwiek? W spadające gwiazdy, wróżby i w przeznaczenie? Mętlik w głowie z jednej strony kazał jej zachwycić się magiczną chwilą, a z drugiej podpowiadał, że to wszystko było chyba zbyt piękne, aby być prawdziwe. Wysłuchała w milczeniu historii, którą chciał opowiedzieć, ale już w połowie oddech ugrzązł jej w krtani, a w oczach zabłysły łzy jak małe kryształki.
- Och - wydusiła tylko, przykładając na moment dłoń do ust i próbując wziąć się w garść, nie myśleć o tym, że to może być prawda, że kociak, którego znalazła pod krzakiem i który tak bardzo ją teraz kochał mógł mieć w sobie coś z jej zmarłej mamy. To nie było możliwe. Nie mogło, mama odeszła. - Przepraszam - powiedziała szybko, odwracając się na moment. - Przepraszam, to tylko... ja... pomyślałam o mamie - przyznała z niezręcznym uśmiechem, miarowo udeptując śnieg podeszwami butów.
Proponował spotkanie, a ona nie wiedziała, czy może mu zaufać. Będzie musiała spytać kogoś o zdanie, tylko kogo? Spojrzała na jego twarz jeszcze jeden raz. Był taki szarmancki, pogodny... fałszywy?
- Na pewno nie ukradniesz mnie na zawsze? - zapytała ze śmiechem, a potem otarła policzek. W rzeczywistości w pytaniu kryło się więcej lęku niż była gotowa przyznać. - Myślę, że możesz - przyznała niepewnie, a jej usta zmartwiały, bo zdała sobie sprawę, że być może będzie to jej ostatnia zła decyzja w życiu. - Pod jednym warunkiem. Nauczysz mnie tańczyć i pokażesz mi swoją gwiazdkę z nieba. Ja też przyniosę swoją - Uśmiechnęła się ciepło, myśląc o tym, jakby wyglądali tańcząc wieczorem na plaży. Czy takie marzenie miało w ogóle prawo spełnić się w prawdziwym świecie? - Jak masz na nazwisko, Thomas? Gdzie będę mogła cię znaleźć? - dopytała szeptem. Nic o sobie nie wiedzieli!
Wreszcie zdobyła się na odwagę, aby przesunąć dłoń i delikatnie nakryć jego. Nie splątała ich palców razem, w zasadzie dotyk ten przypominał bardziej ostrożne sprawdzanie, czy jego skóra nie jest dla niej zbyt gorąca. Kto wie, czy będzie mieć okazję naprawdę się przekonać.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
and sometimes,
against all odds,
against all logic,
we still hope
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks
Re: Plumpkowa studnia [odnośnik]28.08.21 16:58
- Nawet jeśli - zapewnił mimo, że nie domyślał się zakończenia zdania przez dziewczynę. Nie znał jej obaw, jej lęków... Tego jakie mogło czekać na nią niebezpieczeństwo, gdyby tylko stanęła twarzą w twarz z niewłaściwą osobą. A z drugiej strony - całe życie Thomasa wydawało się wręcz ściągać niebezpieczeństwo. Na niego samego, na jego bliskich.
- To znaczy, że cenię rodzinę i muzykę, że podróżuję z miejsca na miejsce... A niektórzy uznają, że jesteśmy wolnymi duchami, a jeszcze inni wyzywają nas od złodzieji - stwierdził bez jakiejś zawiści w głosie. Yvette mu powiedziała nie tak dawno temu, że to nie tak świat powinien działać - ale nie był w stanie z tym niczego zrobić więc decydował się na akceptację tego, że to wszystko działo się jak chciało. Co miałby zrobić z wyzwiskami? Nie było żadnego rozwiązania.
Słysząc jej pytanie, znów się zaśmiał cicho, kręcąc głową.
- Może... Czasem się zdarza. Ale to nie tak, jak myślisz. Nie porywamy siłą, bo to inni mówią, że porywamy. Takie kobiety chcą iść same, a jeśli znajdą wśród nas męża to nic nie stoi temu na przeszkodzie - wyjaśnił z uśmiechem, aby już po chwili pokiwać głową i odwrócić wzrok na moment od dziewczyny. - No i młodzi... Sami wybierają z kim chcą spędzić życie. Nie ma umów, podpisów, zgód rodziców. Jest twój wybranek i ty, i przysięga, że będziecie przy sobie do samego końca - dodał, bo też nigdy nie rozumiał tej brytyjskiej kultury proszenia o rękę czy starania się przypodobać rodzinie. Co prawda żona spoza taboru... To było bardziej problematyczne niż ktokolwiek mógłby przypuszczać, ale było możliwe. I było warte każdego wysiłku jaki został w to włożony.
Wrócił do niej spojrzeniem, kiedy usłyszał pierw westchnięcie, a później przeproszenie... I zaraz posłał jej ciepły uśmiech - ten który zazwyczaj rezerwował dla swojego rodzeństwa i dla bliskich, kiedy w chwilach sam na sam potrzebowali wsparcia i pocieszenia. Zawsze stawiał się w takich sytuacjach - kiedy był z kimś sam na sam nagle okazywał się być troskliwy. Ale tylko wtedy, kiedy inni nie spoglądali.
- Hej, to o to chodzi, nie uważasz? Nie przepraszaj... - rzucił cicho, chcąc ją zapewnić. Chociaż wydawał się teraz nie ruszać, nie zmieniać pozycji - jakby bojąc się, że ją spłoszy. - To dobrze, że o niej pomyślałaś... Że jest ktoś, kto się o ciebie troszczył w ten sposób, wiesz? Ktoś, kogo chciałabyś przy sobie... I może to zwykła bajka dla dzieci, ale czasem takie są potrzebne. Szczególnie w czasie wojny... Może Tom to zwykły kot, a może rzeczywiście to kot zesłany od twojej mamy? Na pewno by chciała, żebyś miała przy sobie kogoś, kto się tobą zaopiekuje- mówił spokojni, nieco sciszając glos. Nie potrzebował krzyczeć, bo byli przecież na tyle blisko siebie, że mogli się usłyszeć...
Nie odpowiedział na to pytanie, uśmiechając się jedynie. Cóż, jeśli by nie chciała - nie ukradłby jej na zawsze. Ale gdyby go poprosiła...
- W takim razie układ. Nauczę cię tańczyć, i przyniosę gwiazdkę - zapewnił z uśmiechem, a na pytanie, lekko wzruszył ramionami. - Trochę tu, trochę tam... Głównie w Londynie, ale przez ostatnie dwa lata podróżowałem i po Szkocji, po Anglii, trochę po półwyspie kornwalijskim... Ale zawsze mogę przyjść tam, gdzie ty będziesz - stwierdził, a czując jej dotyk tylko na moment wstrzymał powietrze. Tak drobny gest, a cieszył niesamowicie. Nie odrywał jednak od niej wzroku, jakby bojąc się że przy każdym gwałtowniejszym ruchu ona wyparuje - zniknie i rozpłynie się w powietrzu.
- Doe, Thomas Doe - przedstawił się. - Jeśli znasz Sproutów tutaj w Dolinie... Albo Cattermole to są moi dobrzy przyjaciele. Ale zawsze możesz do mnie wysłać sowę. Jak ty masz na nazwisko? Na pewno napiszę... - powiedział z uśmiechem, zaraz niepewnie wyciągając w jej stronę dłoń i odgarniając delikatnie jeden z jej kosmyków, aby nie zasłaniał jej twarzy. Chociaż ruch Thomasa był powolny i ostrożny, jakby bał się że dziewczyna zaraz od niego miała odskoczyć, gdyby był inny.
- Droga z Londynu do Doliny nie jest daleka, zawsze mogę przylecieć, później się teleportować... Są drogi. Chyba, że w Dolinie też jesteś tylko przelotnie..? - dopytał z uśmiechem, bo jeśli tak to przecież musiał się dowiedzieć, gdzie panna mieszka. Może mógłby jej zrobić któregoś dnia niezapowiedzianą wizytę?


Plumpkowa studnia - Page 11 EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Plumpkowa studnia - Page 11 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Plumpkowa studnia [odnośnik]29.08.21 9:29
Sylwestra spędził bardzo miło, bawił się przednio, tak jak przewidywał. Znajomi, którzy pojawili się na zorganizowanej imprezie na wrzosowisku też chyba dobrze się bawili. Były tańce, śmiechy i wiele zabawy, na którą Gabriel liczył. Trudy wojny i wszystkiego co było z nią związane wszystkim dawało się we znaki. Ostatnimi czasy Tonks odczuwał to wszystko bardziej, pomimo jego rozwijającej relacji z Prudence, miał wrażenie, że coś się wydarzy, coś złego, na co nikt nie będzie miał wpływu. Starał się odpędzać od siebie te myśli, ale nie zawsze mu to wychodziło, dlatego ostatnio jeszcze bardziej niż wcześniej zaczął zwracać uwagę na bezpieczeństwo, zwłaszcza jego najbliższych.
Do domu wrócił w okolicach godziny 9. Nie mógł zostać na dworze Macmillanów za długo i tak dużo ryzykował spędzając tam noc. Pewnie gdyby Anthony się dowiedział, że w ogóle jego stopa postanęła w jego dworku, a już w ogóle, że był tam z Prudence, sztylet, którym mu groził w listopadzie, z pewnością wylądowałby w jego tyłku.
Kiedy pojawił się przed domem od razu skierował się do łazienki. Szybki prysznic, po czym zszedł do rodzeństwa na śniadanie, aby potem zasiąść w salonie z kawałkiem książki. Dzisiaj był dzień wolny, nie miał w zamiarze robić za dużo, chyba, że pomóc coś w domu, ale nic poza tym, dorzucił więc do kominka i zasiadł na kanapie. Kątem oka zanotował, że Kerstin wyszła z domu. Była jego najmłodszą siostrą i nawet jeśli czasami potrafił ją doprowadzić do szewskiej pasji, to nigdy w życiu nie pozwoliłby aby spadł jej chociaż włos z głowy. Jeśli musiałby oddać życie za którekolwiek ze swojego rodzeństwa, zrobiłby to bez mrugnięcia okiem.
Niby czytał książkę, ale co jakiś czas zerkał w kierunku drzwi, oczekując, że za moment zobaczył w nim najmłodszą Tonksównę, która wróci do domu. Co jakiś czas również jego spojrzenie kierowało się na zegarek. Zdecydowanie nie było jej zbyt długo, a jemu znów zaczęła włączać się paranoja, że coś jej się stało. Nic więc dziwnego, że odłożył książkę, ubrał się i wyszedł z domu. Nie padał śnieg, powietrze było mroźne, z domu nikt inny nie wychodził, więc po prostu na spokojnie podążył za śladami, które zostawiła młodsza siostra. Z rękami w kieszeniach skórzanej kurtki, szedł spokojnie rozglądając się za blondynką, aż w końcu kierując się śladami pozostawionymi przez siostrę dotarł do miejsca, o którym mu opowiadała.
Prawie się przewrócił widząc, że Kerstin nie jest sama. Ile razy jej powtarzał, że nie powinna rozmawiać z obcymi? Ile razy prosił by uważała? Może i znajdowali się w miarę przyjaznej okolicy, ale to nie zmieniało faktu, że nigdy nie można było opuszczać gardy. Przetworzył w głowie wszystkie scenariusze, po czym trzymając nadal ręce w kieszeni, a prawą rękę spokojnie na różdżce ruszył do przodu.
- Kerrie - powiedział głośno i wyraźnie, żeby go usłyszała - Wydaje mi się, że czas wracać już do domu. - odparł spokojnie patrząc przez moment na siostrę, a potem przenosząc spojrzenie niebieskich tęczówek na delikwenta, który stał obok.


Between life and death
you will find your true self, you will know what you are and what you never expected to be
Gabriel Tonks
Zawód : Szpieg
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony - no nie powiedziałbym.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 Ten co martwy chodzi wśród żywych
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9947-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t9987-pimpek#301926 https://www.morsmordre.net/t9990-zombie-zbiera-znajomych#301965 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10857-skrytka-nr-2261#330979 https://www.morsmordre.net/t9988-gabriel-tonks#301946
Re: Plumpkowa studnia [odnośnik]29.08.21 13:12
Nigdy nie lubiła ludzi, którzy opierali swoje zachowanie wyłącznie na stereotypach. Od tego właśnie zaczynały się wojny, bo czy nie podobne stereotypy powstawały na temat mugoli? Czarodziei, jeżeli stanąć po tej drugiej stronie? Poza nielicznymi przypadkami pacjentów, cyganów znała przede wszystkim z opowieści innych i choć nie było to absolutnie wystarczające, nie mogła tak całkiem zrezygnować z ostrożności i pewnej dozy... sceptycyzmu, wynikającego już chyba ze smutnego przeświadczenia, że zawsze należało oczekiwać najgorszego. Thomas był zwyczajnie zbyt. Zbyt miły, zbyt przystojny, zbyt zabawny, zbyt uroczy. Szukała w tym wszystkim haczyka i przez moment czuła, że Thomas sam podsunął go jej na tacy - ale sposób, w jaki opisywał cygańskie życie ani trochę nie pokrywał się z tym, co sama sobie na jego temat wyobrażała.
- Czyli to wszystko, co ludzie opowiadają, to nieprawda. Nie jesteście złodziejami? - zapytała szeptem i aż głupio jej było z powodu tego, jak szybko starała się schwycić tej wiotkiej nadziei. - Życie wolnego ducha brzmi pięknie - dodała już nieco cieplej, już z uśmiechem, który starała się ukryć, żeby nie pomyślał, że tak łatwo ją oczarować. Porządne dziewczyny nie pozwalały zawrócić sobie w głowie po pierwszej rozmowie.
Nogi zsunęły jej się lekko po lodzie przy studni, gdy Thomas zasugerował, że czasem zdarza im się kogoś porwać. Chyba cała by spadła i uciekła na czworakach, gdyby zaraz nie rozwinął myśli w sposób, który sprawił, że wypuściła z płuc wstrzymywany oddech.
- To... to w sumie jest piękne - powiedziała, mrugając szybko i spoglądając na stalowoszare niebo, z którego powoli zaczynały sypać niewielkie, roztańczone w powietrzu płatki. Myśl o tym, że podstawą małżeństwa jest tylko sama miłość wydawała się jak wyciągnięta z książki z baśniami. Tylko czy Kerry byłaby się na to w stanie zdobyć? - Gdy znajdę męża, chciałabym, żebyśmy złożyli sobie taką przysięgę. I dotrzymali jej na zawsze, w zdrowiu i w chorobie, w szczęściu i w nieszczęściu - dodała z namysłem. - Ale myślę, że powiedziałabym o tym najpierw mojemu tacie. Albo Michaelowi. Michael to mój najstarszy brat. - Pomału zaczynała się otwierać, słowo po słowie odkrywać więcej faktów na swój temat. Co takiego Thomas miał w sobie, że tak szybko zaskarbiał sobie jej zaufanie? Atmosfera była tak zadziwiająco swojska, że w ogóle nie czuła upływu czasu do momentu, gdy temat nie zszedł na zmarłych członków rodziny i ich czuwające nad nimi dusze. Thomas nie wydawał się z tego powodu smutny, a jakoś nie chciało jej się wierzyć, że opowiedziałby to, gdyby sam nie doświadczył śmierci wśród najbliższych. Nie chciała być słabsza i się rozklejać, ale mimo tylu miesięcy, które upłynęły od czasu śmierci mamy, wciąż nie była w stanie w pełni się z nią pogodzić.
- Naprawdę? - Otarła łzy, żałując, że nie ma przy sobie haftowanej chusteczki, żeby zrobić to nieco grzeczniej niż wierzchem dłoni. - Cieszę się, że to mówisz. Tom naprawdę jest wyjątkowym kotem. Zawsze wie, kiedy mam gorszy nastrój i przychodzi, żeby położyć mi się na kolanach. Kiedyś... - wyrwał jej się wilgotny chichot. - Kiedyś zdenerwowałam się na brata i go okrzyczałam, a Tom wskoczył mu na stopę i wbił w nią pazury, aż krew pociekła, bo myślał, że mi w ten sposób pomoże. Głupio mi było, ale to trochę urocze. - Dobre wspomnienia rozwiały ciężką atmosferę sprzed kilku minut, znowu mogła unieść brodę i spojrzeć na Thomasa bez obaw, może tylko resztki łez trzymały się wciąż na jej rzęsach jak rosa na trawie w wiosenny poranek.
- Jesteś niemożliwy - Zaśmiała się, kręcąc głową, gdy zasugerował, że przyjdzie wszędzie tam, gdzie będzie ona. Tacy chłopcy nie istnieli, musiał sobie żartować. - Ja nie ruszam się z Doliny, mieszkam w okolicy. - Nie precyzowała gdzie dokładnie, nie mogła, nie zamierzała ryzykować. - Często bywam na rynku, sprzedaję tam czasem jajka od swoich kur, przetwory albo wełniane koce, które sama szyję. - Starała się nie zabrzmieć tak, jakby się chwaliła, ale podświadomie chciała zrobić dobre wrażenie. - Doe... - powtórzyła pod nosem. - Łania. Zapamiętam - Uśmiechnęła się i na moment uciekła spojrzeniem, zastanawiając się, czy powinna zdradzać mu swoje prawdziwe nazwisko. Znał Cattermole'ów i Sproutów, więc jeśli nie blefował, to chyba niemożliwe, by był złym człowiekiem? - Ja... - Urwała, gdy nachylił się w jej kierunku, by odgarnąć złoty loczek, który zsunął jej się na czoło. Instynktownie zabrała dłoń, którą oparła na jego, ale nie odsunęła się dalej, pozwalając mu założyć kosmyk jej włosów za ucho. Przyłapała się na tym, że nie oddycha, patrząc mu głęboko w oczy i lekko przygryzając wargę. Wszystko, co miała powiedzieć, w sekundę wyleciało jej z głowy.
Dopóki nie usłyszała kroków. Bez zastanowienia odsunęła się prędko i wyciągnęła z kieszeni płaszcza wełnianą czapkę, nerwowo miętosząc ją w palcach. Była różowa jak piwonia i unikała spoglądania na Thomasa, czując, że dała się przyłapać na czymś nieprzyzwoitym, choć na dobrą sprawę nic się nie wydarzyło. Nic, poza tym, co poczuła.
Spodziewała się przechodnia, kogoś, kto też przyszedł pod studnię. Za nic by nie pomyślała, że jeden z jej braci wyjdzie z domu, żeby jej poszukać.
- Gabriel... - wydusiła, wstając ze studni i naciągając czapkę na włosy. - Co ty tutaj robisz? Nie powinieneś... Ja tylko... - Ależ było jej wstyd! - To jest Thomas, mój kolega - powiedziała z naciskiem, choć dopiero co się przecież poznali. Za nic nie dałaby jednak bratu dowiedzieć się, że usiadła tak blisko kogoś obcego i pozwoliła mu założyć sobie kosmyk włosów za ucho. Nie ważne jak bardzo byłby czarujący i miły i wrażliwy. - Thomas, to mój brat, Gabriel - przedstawiła brata z wymuszonym uśmiechem, który przygasł, gdy Gabriel zasugerował, że powinni wracać do domu. Już? Nie zdążyła się jeszcze przecież pożegnać ani... ani zrobić czegokolwiek z rzeczy, które zamierzała! - Idę do Trixie - zaprotestowała cicho, ale żeby nie sprawić bratu przykrości, dodała cicho: - Możesz mnie odprowadzić... Przejdziemy się polami. - Opuściła wstydliwie głowę i nerwowo wykręciła palce. Chciała powiedzieć coś jeszcze, ale przytłoczyły ją wstyd, smutek i zawód. - Cóż, to... do zobaczenia za tydzień, Thomas - powiedziała nerwowo. Teraz na pewno już nie mogła mu się przedstawić, Gabriel wiedziałby, że się nie znali. - W sobotę będę na targu i przyniosę ten dżem z żurawiny, o którym mówiłam, jest tani, a żurawina jest świetna na zimę - Uśmiechnęła się do niego ciepło, ale i z nutą niemej prośby.
Proszę, przyjdź.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
and sometimes,
against all odds,
against all logic,
we still hope
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks
Re: Plumpkowa studnia [odnośnik]29.08.21 13:19
Leniwy poranek wschodził nad Doliną powoli; nie przywykł do porannego wstawania, po przyjęciu nie zebrał się jako jeden z pierwszych, jeszcze chwilę przewracając się z boku na bok na kocu, na którym spał na podłodze jednego z licznych pokoi olbrzymiego domu. Bolały go plecy, brakowało mu materaca, ale chyba bardziej bolała go głowa. Trochę go też mdliło. Wczorajszy - nie wziął ze sobą ubrań na zmianę - ze zmierzwionymi włosami wolnym krokiem zszedł z piętra, pokonując schodek za schodkiem, nieśpiesznie, na tyle, na ile pozwalał mu stan. Miał wrażenie, że ziemia osuwała mu się spod stóp - na tyle, że jego myśli nie krążyły teraz wokół dosłownie niczego. Pod powiekami miał piasek, wyraz twarzy zaspany. Niektórzy wokół wciąż jeszcze drzemali, niektórych już nie było, nie zwracał uwagi na bałagan wokół siebie, przypadkiem kopnął pustą butelkę, zatrzymując się w pół kroku, póki jej echo nie ucichło - miał nadzieję, że nikogo nie obudził.
Skierował się do kuchni, gdzie słyszał szmery, Sheila?, pytające spojrzenie odnalazło dziewczynę, kiedy odnalazł szklankę, wypełnił ją wodą, i w kilka haustów wypił ją całą, usiłując zgasić niegasnące pragnienie. Na niewiele się to zdało, na jednym z talerzy leżały podsmażane ziemniaczane obierki - chwycił je między palce, pożerając bez zawahania. Chrupał je, kiedy jego wzrok odnalazł niezjedzoną wciąż bułeczkę drożdżową - przerzucił się na nią od razu, ponownie wypełniając szklankę zimną wodą. Przysiadł obok, na jednym z krzeseł, czując słabość w całym swoim ciele. Nieprzytomnie rozejrzał się wokół, to trzęsienie ziemi czy po prostu kręciło mu się w głowie? Nie był rozmowny, mamrotał półsłówka, póki nie pochłonął w końcu śniadania i nie odsapnął dwóch chwil, niezbędnych, żeby się rozbudzić. Nie mógł spędzić w ten sposób całego dnia, nie był do tego przyzwyczajony. Podpytał Sheilę o samopoczucie, rzucił obierka Marsowi, a w końcu zaprosił ich na spacer - świeże powietrze i ruch mogły pomóc mu wrócić do siebie. Zimowe powietrze było rześkie, a bielejące się połacie śniegu zalewające pobliskie polany naprawdę malownicze. Rzadko nocował poza Londynem, nie znał wsi ani mniejszych miasteczek, miał niepowtarzalną okazję zachwycić się tym urokiem.
- Ładnie tu - rzucił na głos po dłuższej chwili, początkowo był markotny, śniadanie trochę przewracało mu się w żołądku, a falujący horyzont ciągnął z powrotem do łóżka. W miarę, jak chłodne powietrze podszczypywało czerwieniące się na chłodzie policzki zaczynał trzeźwieć. - Spokojnie, inaczej niż w mieście - dodał, bez przekonania, Dolina Godryka zdawała się śnić innym snem niż stolica. Dawało to ułudę bezpieczeństwa, choć pokój mógł tutaj runąć w każdej chwili, wypierał te myśli, skupiając się na tym, jak przyjemnie było wokół w tym konkretnym momencie. - Mars - zawołał psa, podnosząc z ziemi patyk - zamierzając zachęcić go do aportu. Kątem oka wyłapał w tym momencie Thomasa. I czarodzieja, który zmierzał w jego stronę... z różdżką? Jego pierwszym skojarzeniem były patrole przemierzające ulice Londynu, czy tutaj jednak też patrolowały ulice? Wydawał się silniejszy, na pewno był starszy, bardziej doświadczony. A Thomas nie wyglądał, jakby akurat ładował się w kłopoty. - Łap, Mars - zawołał bez zawahania, ciskając ciężki patyk w taki sposób, by przeleciał prosto przed nosem wzburzonego jegomościa - niby przypadkiem, choć tak naprawdę wcale nie. Chciał odwrócić jego uwagę ku sobie.
- Przepraszam pana! - zawołał, szybszym krokiem kierując się w jego stronę; obejrzał się na Thomasa, porozumiewawczo. - Nic panu nie jest? - Zmiataj stąd, Thomas, ale już. Była z nim jakaś dziewczyna, to o nią chodziło? Nie wyglądała, jakby działa się jej krzywda. - Nie zauważyłem pana, rzucałem za psem, to niechcący było. Mars lubi aportować - Lubił? W Londynie nie było na to miejsca.

rzut do celu: rzucam z jakichś 15 metrów, ST 40, +80 do rzutu


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali



Ostatnio zmieniony przez Marcelius Sallow dnia 29.08.21 13:50, w całości zmieniany 1 raz
Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 3 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Plumpkowa studnia [odnośnik]29.08.21 13:19
The member 'Marcelius Sallow' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 99
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Plumpkowa studnia - Page 11 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Plumpkowa studnia [odnośnik]30.08.21 13:06
Poranki po przyjęciach były najcięższe….cóż, przynajmniej ona tak twierdziła, wiedząc, że potrafiło to być o wiele bardziej przytłaczające, kiedy było się osobą taką jak ona – obowiązkową i potrzebującą wstać wcześnie aby móc zadbać o wszystkich. Dlatego podniosła się, kiedy inni jeszcze spali, wiedząc, że potrzebuje tego nie tylko dla siebie ale też dla innych. Ciepła woda, która pozwoliłaby im na oczyszczenie się po przyjęciu, jak również taka, którą można by wypić aby żołądek poczuł się lepiej. Dodatkowo Mars na pewno będzie chciał wyjść na spacer, a można też było napalić w piecu bo do rana wszystko zdążyło się wyziębić i wychłodzić. Sama też wrzucała parę drewienek do pieca i przygotowała koce, na wypadek, gdyby ktoś wstał wcześnie rano ale jeszcze nie do końca odnalazł się w rzeczywistości.
Nie wiedziała, że taką osobą okaże się Marcel, ale uśmiechnęła się jedynie do niego, zawijając go w puchaty koc który przyniosła Demelza i pozwalając, aby sam poruszał się po miejscu i częstował czym chciał. Zmęczenie było typowe, więc wiedziała, że czasem cisza mogła stanowić przyjemny odpoczynek, chociaż później zaczęli drobną konwersację. Zresztą, wystarczyło już, że Mars sam zainteresował się swoim nowym kolegą, ostrożnie kładąc łeb na kolanach i czekając na pieszczoty, przymykając lekko oczy wciąż z niedospania. Na pewno nie było to lekkie, ale raczej nie obraziłby się na zepchnięcie pyska.
Wyszli na zewnątrz, opatuleni ze względu na dobrą pogodę, pozwalając, aby pies biegał to w jedną i drugą póki nie był na smyczy. Chciała mu dać się wyszaleć, jednocześnie mogąc podpytać Marcela o to, jak sprawy toczyły się w cyrku i kiedy by mogła odwiedzić Olliego – słoń pozostał w jej myślach i miała nadzieję, że nie spanikuje na widok zwierzęcia. Nie zamierzali zapuszczać się daleko, ale też Dolina była raczej bezpieczną okolicą.
- Podoba mi się ta okolica. Przypomina mi jak jeździliśmy z rodziną i widoki się zmieniały. Tu też są domy, ale znajdziesz kawałek wolnej przestrzeni i może…może miło by było tu stanąć? Z wozami i konikami…albo nawet zrobić hodowlę? Kurek na początek, byłyby jajka i mięso… - Zaczęła gdzieś snuć marzenia, rozmyślając nad wszystkim, co mogła im przynieść przyszłość. Póki co siedzieli w Londynie, ale kto wie, mogło się to zmienić, a i ona mogła udać się gdzieś daleko. Uśmiechnęła się, kiedy Marcel podniósł kij, z zainteresowaniem sięgając w stronę Marsa, a ten zachwycił się jej obecnością, a ona zaś obserwowała jak patyk leci…w stronę mężczyzny. Był tam jeszcze Thomas? I jakaś kobieta? Od razu schowała się za Marcelem, nie przywołując do siebie psa ani też nie wychylając się. Obserwowała, co zrobi nieznajomy, ale jeżeli tylko zrobi coś pędzącemu na niego psu, to nawet Marcel i Tomek nie będą w stanie jej powstrzymać. Ale póki co obserwowała, jak pies pędzi gdzieś na Gabriela.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 5 +4
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1 +1
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Plumpkowa studnia [odnośnik]30.08.21 20:35
Nie wiedział po części jak odpowiedzieć na jej pytanie. Cóż… on sam… był złodziejem. Zresztą, jego brat również - jak i ich wspólny przyjaciel. Czasem parali się tym, do czego zmusiło ich życie. Zresztą, ich największe problemy dopiero co miały miejsce - i to właśnie przez zachłanność Thomasa.
- To nie jest tak, że nie wszystko jest prawdą czy nie prawdą. Powiedziałabyś, że każdy mugol jest zły? Albo że każdy czarodziej chce tylko mordować ludzi, którzy nie mają magii? - zdecydował się obrać ten tor, uśmiechając się lekko do dziewczyny. - Jako Cyganie żyjemy w… taborach. Coś w rodzaju społeczności, naszej rodziny. Zawsze trafi się ktoś, kto nie jest wzorem cnot, jak i ktoś kto popełnia błędy - rzucił, zdając sobie w pełni sprawę jak silne były to więzi. Nie byłby w stanie nikomu wyjaśnić tego - w żaden sposób. Nie dało się, jeśli ktoś sam tego nie rozumiał lub nie doświadczył. Za rodzinę był w stanie oddać wszystko, w pełni się poświecić. Przyjąłby każdy cios i każdą krzywdę wycelowaną w jego rodzeństwo, tak samo jak w Eve. Bo byli jego rodziną. Rozumiał to już wcześniej, już kiedy byli dziećmi - ale ostatnie lata pokazały mu to jeszcze dosadniej. Musiał ich bronić. Nie przeżyłby, gdyby wtedy na płacy Jamesa złapali i zabrali do Tower. Co by z nim zrobili? Z Finnie? Z Marcelem?
- Najstarszy? Masz dużo rodzeństwa? - podpytał, bo skoro dziewczyna już sama się otworzyła… No i zanotował imię mężczyzny. Może będzie musiał mieć z nim do czynienia, kto wiedział?
A później już słuchał jej opowieści o Tomie, uśmiechając się delikatnie i ciepło. Obserwował ją z zainteresowaniem, bo coś go ciągnęło do niej - i chciał wiedzieć o takich drobiazgach jak to, kiedy jej kot zaatakował jej brata, czy to jak pierwszy raz rozlał sok na jej ulubiony obrus. Albo czy kiedyś jej rodzeństwo rozbiło jej ulubiony kubek, który zaraz naprawiali szybkim reparo. Albo to, jaką wstążką lubiła przewiązywać włosy czy które polne kwiaty wywoływały u niej największy uśmiech.
Zapamiętywał również to, gdzie mógł ją spotkać. W Dolinie… To było przecież tak niedaleko od Londynu. Miotła, teleportacja i już był na miejscu! Może mógł wpaść do Steffka czy Castora w pretekście, zabrać ich na rynek i kupić coś - w końcu oni na pewno musieli robić jakieś drobne zakupy i zapasy. A Sheila w domu z takiego dżemu również by się ucieszyła… Chociaż stanowczo musiał znaleźć lepiej płatną pracę, gdyby…
Spojrzał zaskoczony, kiedy tak uciekła od niego, ale szybko zrozumiał, kierując wzrok do mężczyzny. Uśmiechnął się przyjaźnie, również wstając ze studni i otrzepując swoje ubranie.
- Oh, miło mi pana w końcu poznać - powiedział jak gdyby nigdy nic - bo w końcu miał odgrywać dobrze znanego dziewczynie kolegę. Może to nie było najlepsze pierwsze wrażenie, że takie kłamstwo przyszło mu z aż taką łatwością, ale… może rzeczywiście mogło to jej pomóc?
Chociaż ton tego jej całego brata stanowczo mu się nie spodobał. No i reakcja… Była nieco… zestresowana przy nim? Tak to przynajmniej odbierał. Bo w końcu on przy swoim rodzeństwie raczej zawsze był spokojny i zrelaksowany, raczej nie było wiele rzeczy, które musiałby przed nimi ukrywać.
- Wybacz, że ja cię nie odprowadzę do panny Beckett, ale wierzę, że jesteś w dobrych rękach swojego brata… Proszę, pozdrów ją ode mnie i pana Becketta również. Mam nadzieję, że zima im nie doskwiera i dobrze spędzili święta, jak i nowy rok - powiedział z uśmiechem, słysząc wspomnienie o Trixie.
W końcu mówił, że zna Sproutów i Cattermolów, a teraz na wspomnienie Beckettów powinien ją tylko uświadczyć w przekonaniu, że nie kłamał, prawda?
Spojrzał znów na nią, wyłapując tę prośbę. Ucieszyła go, i nie mógłby jej odmówić. Zaraz się uśmiechnął do niej delikatnie.
- Będę, nie mógłbym sobie wybaczyć, gdyby ktoś wykupił przede mną ten dżem. Brzmi przepysznie - zapewnił i już się miał nieco wycofać, kiedy tylko w momencie usłyszał znajomy głos Marcela, a już po chwili zauważył jak patyk przeleciał tuż przed twarzą Gabriela. Intuicyjnie objął Kerstin w pasie, odsuwając ją dwa kroki do tyłu, tak że znów znaleźli się przy samej studni i przygarnął do siebie, wiedząc że na ich trasie właśnie biegł rozpędzony gdzieś już pięćdziesięcio kilogramowy szczeniak, który z pewnością mógł zrobić krzywdę, gdyby tylko na nią wpadł!
- Hah… Nic ci nie jest Kerrie? - zapytał, zerkając na nią z uśmiechem. - Wybacz, to Mars. Jest szczeniakiem, a to… Marcel, już wstałeś? - rzucił, zerkając zaraz na blondyna i zaraz zerkając na swoją młodszą siostrę. Posłał jej lekki uśmiech.
- Paprotko! Wyspałaś się? - zapytał również i siostry, nieco zapominając się i nie wypuszczając z objęć panny, z którą dopiero co prowadził konwersację - choć wcale nie trzymał jej na tyle mocno, aby sama nie mogła się odsunąć.


Plumpkowa studnia - Page 11 EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Plumpkowa studnia - Page 11 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Strona 11 z 13 Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12, 13  Next

Plumpkowa studnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach