Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Martwe drzewo
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Martwe drzewo

Na skraju otaczającego Dolinę Godryka lasu, tuż przy końcu jednej z uliczek, rośnie rozłożyste, martwe drzewo: przez cały rok pozbawione liści, rozciąga nad niewielką polaną łyse gałęzie, dla niektórych z mieszkańców stanowiąc sól w oku, dla innych – ulubione miejsce spotkań. Chociaż nie wiadomo, dlaczego właściwie obumarło, to okoliczni czarodzieje jednogłośnie łączą ten moment z dniem, w którym Albus Dumbledore, przez wiele lat mieszkający w Dolinie Godryka, odszedł, przegrywając sławny pojedynek z Gellertem Grindelwaldem. O ile wierzyć można tym opowieściom, to właśnie wtedy z drzewa opadły wszystkie liście, a kora zaczęła wysychać, przybierając jasną, prawie białą barwę, na której ciemniejszymi liniami wyryte są inicjały poległego czarodzieja.
Drzewo samo w sobie wygląda dosyć tajemniczo, najpiękniejsze staje się jednak późnym wieczorem, gdy robi się ciemno, a na jego gałęziach zasiadają setki zamieszkujących pusty pień elfów, które z jakiegoś powodu – być może ze względu na porzucenie tego miejsca przez nieśmiałki – szczególnie upodobały sobie martwą roślinę. Ich skrzydełka, lśniące jasno w świetle księżyca, przypominają poruszane wiatrem, srebrzyste liście, a z samej korony przez całą noc dobiegają elfie śpiewy i radosne chichoty, rozpoznawalne tylko dla zaznajomionych z tym gatunkiem czarodziejów.
Elfy zamieszkujące drzewo rzadko kiedy zaczepiają ludzi, uwielbiają jednak słuchać opowieści. Jeżeli historia im się podoba, zlatują niżej, obsiadając mówiącego i obsypując go kolorowym brokatem; mówi się też, że za najpiękniejsze historie odwdzięczają się dobrymi życzeniami, a te wypowiedziane w ich kierunku lubią się spełniać. Należy jednak uważać, bo próżne elfy łatwo jest urazić, narażając się na ich gniew.

Aby opowiedzieć historię elfom, należy – znajdując się bezpośrednio pod drzewem – zawrzeć ją w poście, a następnie wykonać rzut kością k100, do wyniku doliczając bonus z biegłości retoryki. Otrzymany wynik należy zinterpretować zgodnie z poniższą rozpiską:
krytyczna porażka – opowiadającemu udaje się, dosyć pechowo, urazić elfią dumę; podnoszą zbiorowy krzyk, otaczają delikwenta chmurą i zmuszają do opuszczenia polany (należy opuścić lokację); mimo że zazwyczaj nie bywają pamiętliwe, będą reagować podobnie przez kolejny miesiąc – za każdym razem, gdy osoba, która wypadła z ich łask, znajdzie się blisko;
10 lub mniej – elfy stają się rozdrażnione i zdenerwowane; zlatują niżej, ale tylko po to, by dmuchnąć opowiadającemu kolorowym brokatem w oczy;
11 - 50 – elfy przysiadają na niższych gałęziach i przysłuchują się uprzejmie, ale zachowują dystans;
51 - 90 – elfy przysiadają na niskich gałęziach, trawie i szacie czarodzieja, śpiewają w akompaniamencie do historii i obsypują opowiadającego (oraz jego ewentualnych towarzyszy) kolorowym pyłkiem;
90 i więcej – elfy są oczarowane opowieścią; nie tylko zlatują na polanę, przyozdabiając ją całą trzepoczącymi skrzydełkami, ale też obdarowują opowiadającego dobrymi życzeniami, chroniącymi przed nieszczęściem: przez cały trwający miesiąc fabularny nie dotyczą go efekty krytycznych porażek;
krytyczny sukces – zachwycone elfy godzą się na spełnienie jednego życzenia postaci* – należy skontaktować się z Mistrzem Gry.

*Na miarę swoich możliwości; magia elfów jest słabsza niż ta należąca do czarodziejów, nie są zdolne do odebrania komuś życia urokiem ani zaprowadzenia pokoju na świecie.

Lokacja zawiera kości.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Martwe drzewo - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Czy prawda miała jeszcze jakąś wartość? Miałem nadzieję, że w moim świecie jeszcze tak, choć przecież milsze oku potrafiło być piękne kłamstwo. Szlachta uwielbiała gry pozorów, mówienie o pięknych ideach, spoglądanie na "prostaków" ze swoich szklanych wież. Każdy ród miał swoją wieżę, nawet te które nie wybrały powabnego fałszu wyższości czarodziejskiej krwi nad magiczną. Bo czy nawet tacy szlachetni Longbottomowie zaakceptowaliby związek z kimś pozbawionym magii u jednego ze swoich? Śmiałbym wątpić.
Przed nami jeszcze długa droga i wiele mogliśmy się nauczyć nawet w takim porcie, mimo tego jak prawda potrafi być nieatrakcyjna.
- Twoja strata, byłby pyszny - skwitowałem, trochę się w duchu dziwiąc o jakich głupotach rozmawialiśmy. Z drugiej jednak strony, kiedy świat ociekał śmiertelną powagą, to może właśnie czegoś takiego potrzebowaliśmy? - Właśnie za takie słowa Bertie Bott chce nas wykończyć - mruknąłem, teatralnie odwracając się w poszukiwaniu jakiś niebezpiecznych cukierników.
Rodzina, choć tak powszechna, nie była wcale prostym układem. Nikt nie ułożył uniwersalnego zbioru wskazówek, niezawodnego przepisu na szczęście. To przypominało poligon, na którym próbowano unikać dawnych błędów, jednocześnie tworząc nowe. Z lepszym lub gorszym rezultatem trzeba było jakoś walczyć, znaleźć strategię, która w tym konkretnym przypadku. Najgorsze było jednak to, że wiele złego można zdziałać z dobrymi intencjami. Mugole mawiali, jak to szło... dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane?
- To chyba jakaś nasza wada projektowa, że dobrymi chęciami potrafimy tyle napsuć - wysnułem teorię. - Cieszę się... cieszę się, że znalazłaś w ten sposób szczęście. Żałuję tylko, że nie na dłu... - zacząłem mówić bezwiednie, gryząc się jednak pod koniec w język. Co ja najlepszego wyrabiałem, po co ryzykowałem rozdrapanie starych ran. Spojrzałem na Yv przepraszającym wzrokiem, była tak daleko od domu. W przestrzeni i czasie. - Wolność jest błogosławieństwem i przekleństwem, nie dziwię się uznaniu odpowiedzialności za synonim dorosłości... chyba wszystko ma w końcu jakąś cenę - powiedziałem łagodnie, wpatrując się w poskręcane gałęzie dziwnego drzewa. - Zadaję sobie pytanie, czy nie lepiej by było inaczej. Sprzeciwić się aranżowanemu małżeństwu, dać się ponieść nierozsądnym podszeptom serca. Czy bylibyśmy wtedy szczęśliwsi, ile by to nas tak naprawdę kosztowało... - odpowiedziałem na pytanie ze szczerością, którą na pewno wśród arystokracji się by nie pochwalało. - Jednak jako dorosły trzeba brać odpowiedzialność za swoje decyzje, nawet jeśli wynikają one z decyzji innych... - Yv w moim głosie nie mogła usłyszeć żalu, bo rzeczywiście to wszystko było moją decyzją i tylko siebie za to mogłem winić. Sprzeciw był drogą trudniejszą, ale wykonalną. Yvette nie miała takiego luksusu, za nią w pewnym momencie zadecydował los.
Artur Longbottom
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Martwe drzewo - Page 6 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495

Powrót do góry Go down

Miała możliwość poznania dwóch skrajnie odmiennych od siebie światów. Oba z nich miały swoje plusy i minusy. Często powtarza o zaletach portowego życia, ale to nie było takie łatwe. Gdzie by się nie odwróciła gryzło ją to, że wszelkie wartości moralne upadały. Człowiek nie był już dla drugiego człowiekiem. Obawiała się też, że to nie była wyłącznie kwestia wojny, próby przetrwania w nowym świecie. Nic nie było oczywiste. Ni na salonach, ni poza nimi. - Jak będziesz wszystko zjadał, to wykończy cię zatrucie pokarmowe, albo co gorsze jakaś trucizna, a nie Bertie Bott. - Dobrze było czasem nie być tak... poważnym, sztywnym. Ostatnio nie potrafiła robić nic innego prócz zamartwiania się. Przy Arturze mogła sobie jednak pozwolić na chwilę mało konstruktywnej rozmowy, która miała na celu choć na krótką chwilę przywołać na ich ustach uśmiech nie stłamszony myślą.
Kochała swoją rodzinę. Nawet Estelle, z którą nigdy nie potrafiła dojść do porozumienia. Mogła na nich polegać, a na pewno mogła na nich polegać kiedyś. Za dużo jednak ich dzieli. Za bardzo sama się odizolowała. Nie wyobraża sobie powrotu do Francji, do domu. Nie ma po co wracać. Tu miała równie, o ile nie bardziej bliskie jej osoby, lecznicę, misję. Zresztą, powrót teraz za bardzo przypominałby ucieczkę, a tego na pewno nie chciała robić. Już nie. Słysząc jego słowa i widząc przepraszające spojrzenie uśmiechnęła się tylko lekko i pokiwała głową na znak, że się nie gniewa. Rozumiała co miał na myśli. Była szczęśliwa. Kiedyś. Chciałaby się okłamywać, że to praca była szczytem jej życiowych celów, ale koniec końców była tylko przyjemnym dodatkiem dla ambitnej, chcącej pomóc innym dziewczyny. Jest tylko jedna rzecz, którą przełożyłaby nad pracę. Rzecz, którą miała krótko, za krótko. Może odnalezienie swojego miejsca, posiadanie rodziny było mało górnolotnym marzeniem, a już definitywnie takim, którego nie przyzna się do posiadania przed samą sobą. Uznawała, że nie zasługuje na jego spełnienie, że straciła daną jej lata temu szanse. - Nie ma co gdybać. Podjęliśmy już te decyzje. Nie ma na świecie człowieka, który by czegoś nie żałował, który nie zastanawiałby się co by było gdyby. Musimy brać konsekwencje za swoje czyny. - Nie była do końca bez winy. Wszystkie jej wcześniejsze decyzje doprowadziły do tego momentu, do miejsca gdzie jest. Nie mogła mieć o to żalu wyłącznie do innych. Ona sama też była winna. - I zrobiło się depresyjnie. - Zaśmiała się krótko obchodząc drzewo z opartą na nim dłonią.


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Yvette Baudelaire
Yvette Baudelaire
Zawód : Portowy uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f315-doki-darnley-street-142 https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466

Powrót do góry Go down

Słyszałem kiedyś, że ludzie są jak karaluchy. Nie pamiętam, czy te słowa wypowiedział rasistowski fanatyk czystej krwi o mugolach, czy może zwolennik Zakonu Feniksa o czarnoksiężnikach. Zabawnym było jak ten "drobny szczegół" niknął w pamięci, zupełnie jakby to było kompletnie nieistotne... może tak rzeczywiście było?
Ludzie są jak karaluchy, zdolne gnieździć się wszędzie, znosząc najgorsze warunki i żywiąc się szczątkami współbraci. Głęboko w swej naturze mamy zakodowany instynkt przetrwania, pozostałość po bardziej zwierzęcych przodkach. Tak jak karaluchy, trudno nas całkiem wyplenić, ponieważ nie zważając na koszta chcieliśmy przeżyć. Obojętna była "cała reszta" - w rynsztoku portu oraz w balowej sali człowiek chce przetrwać tak samo. To jedno nas wszystkich łączyło.
- Na coś trzeba umrzeć... - zażartowałem, choć nie mogłem pozbyć się tej niezbyt wesołej myśli.
Teraz oboje nie musieliśmy walczyć o przetrwanie, jednak zaraz wrócimy do swoich światów, do swoich obowiązków i powinności, które niebezpiecznie kierowały kroki do ryzyka.
Mogłem gdybać nad tym co tak naprawdę kierowało Yv, może pewnego dnia wprost o to zapytam, ale chyba jeszcze nie nastał ten czas. Jej postępowanie było szlachetne, godne pochwały, kto wie czy nawet ukryte pobudki tym bardziej - w końcu czy było coś złego w potrzebie przynależności, posiadania "rodziny"? Oby dała radę kiedyś wyrwać dla siebie ponownie choć trochę szczęścia od losu.
- Pamiętaj, że nie jesteś sama w tych konsekwencjach - zapewniłem w pełni przekonany, w końcu nim się obejrzałem była dla mnie jak siostra. - Ech, nie męczy cię to, że zawsze masz rację? Niestety, nie mamy już chyba luksusu braku odpowiedzialności - przyznałem ze śmiechem, chcąc nieco rozluźnić atmosferę. - Nie myśl sobie, że rozweselę cię kolejnym fasolkowym ryzykiem - odpowiedziałem na jej uwagę, pozwalając sobie na zaczepny uśmiech.
Nie ruszyłem się z miejsca, kiedy Yv obchodziła martwe drzewo. Jakby tańczyła wokół niego, wokół reliktu, który już dawno powinien obrócić się w proch. Materia mogła być słaba, ale wola była ponad to wszystko. Sam nie wiem... to skojarzenie wydało mi się dziwnie trafne...
Artur Longbottom
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Martwe drzewo - Page 6 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495

Powrót do góry Go down

Gatunek ludzki wyraźnie odznaczał się na tle innych zwierząt, nie tylko samą inteligencją, ale też i zachowaniem. Mamy wiele wad. Potrafimy być samolubni, okrutni bez przyczyny. Możemy być jednak też empatyczni, skłonni do poświęceń, działań dla nas nieopłacalnych, ale z korzyścią płynącą dla innych. Człowiek to w istocie przedziwne stworzenie. Kierował nimi jednak pierwotny instynkt przetrwania. Każdy pragnął żyć, nawet podświadomie. - Mi się tam do umierania nieszczególnie śpieszy. – Jak wielu z nich będzie jednak mogło cieszyć się przywilejem śmierci ze starości? Czy w ogóle tejże starości dożyją? Tego nie wiedział nikt. Czasy były tak niepewne, że nawet bez podejmowania ryzyka mógł czekać ich ponury koniec. A przecież oboje od tegoż ryzyka nie stronili podejmując takie, a nie inne decyzje, czy działania. Oboje podążając za swymi przekonaniami, oboje chcąc czynić dobro i nie odwracać się od tych w potrzebie. W przypadku Artura jednak dodatkowe ryzyko stanowiło samo jego nazwisko. Nie był bezpieczny gdziekolwiek by się nie pojawił. Nie teraz. Martwiła się o niego. Obawiała, że pewnego dnia po prostu zniknie, że nie pozostanie po nim nic. Nie miała na to jednak żadnego wpływu, nie mogła zrobić z tym nic, co tylko bardziej ją frustrowało.
Słysząc kolejne słowa mężczyzny spojrzała na niego przyglądając mu się przez chwilę z czystą wdzięcznością wypisaną w oczach. Artur pomógł jej bardziej niż mógłby sobie wyobrazić, wciąż jej pomagał zwykłą chęcią wysłuchania jej. Okazał się być prawdziwym przyjacielem. Podobnie zresztą było z Thalią i Vincentem. Nie była sama i była za to po stokroć wdzięczna. - Hmm, nieszczególnie. – Udała, że się szczerze nad tym zastanawia, aby po chwili odpowiedzieć mu na zadane pytanie. Żartobliwie oczywiście. Nie miała zawsze racji. Myliła się jak każdy inny człowiek, ale słowa mężczyzny jej schlebiały. – Tchórzysz? – Zapytała posyłając mu równie zaczepny uśmiech. – Co się stało z twoją Gryfońską odwagą? – Podpuszczała go w dalszym ciągu spokojnie obchodząc drzewo badając strukturę suchej, obumartej kory pod swymi palcami.

|ztx2


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Yvette Baudelaire
Yvette Baudelaire
Zawód : Portowy uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f315-doki-darnley-street-142 https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466

Powrót do góry Go down

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Martwe drzewo

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach