Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Leśny staw

Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 13, 14, 15
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Leśny staw - Page 15 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Leśny staw - Page 15 Empty
PisanieTemat: Leśny staw [odnośnikLeśny staw - Page 15 I_icon_minitime16.07.19 21:06

First topic message reminder :

Leśny staw

Skryty za ścianą starych drzew staw, mimo że położony jest na uboczu Doliny Godryka, niemal przez cały rok tętni życiem, gromadząc wokół siebie młodzież nie tylko magiczną, ale i mugolską, często bawiącą się ramię w ramię, i zupełnie nie zwracającą uwagi na uprzedzenia. Wygodne, kamieniste dno oraz przejrzysta woda, niezawodnie zachęcają do spontanicznych kąpieli – zażywających jej śmiałków można spotkać tutaj od wczesnej wiosny do późnej jesieni, w większości niezrażonych niskimi temperaturami ani obecnością królujących tuż przy brzegu pijawek. Z kolei zimą, gdy woda zamarza, tworząc na jeziorze grubą pokrywę, cały staw zamienia się w lodowisko, funkcjonujące z powodzeniem przez kilka najmroźniejszych miesięcy: zarówno dzięki naturalnym warunkom, jak i dyskretnej pomocy magii.
W pobliżu wodnego zbiornika znajduje się również użytkowane regularnie obozowisko, na którym – wśród powalonych pni i zapewniających ustronność drzew – organizowane są liczne zabawy i ogniska; po drugiej stronie zlokalizowano niewielką stadninę koni, dzięki czemu wśród drzew spotkać można nieśmiałe sylwetki kudłoni. Magiczni strażnicy, ze względu na wrodzoną nieśmiałość, niezwykle rzadko zbliżają się do ludzi, ale czasami zdarza im się podchodzić do spokojnie zachowujących się wybrańców – zwłaszcza tych, z którymi udało im się zaprzyjaźnić.




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 26.12.19 21:49, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Roselyn Wright
Roselyn Wright

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#259225
Zawód : uzdrawiam w Leśnej Lecznicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Isn't all that rage so ugly?
And isn't it mine still?
Good god, isn't it mine?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?

Leśny staw - Page 15 Empty
PisanieTemat: Re: Leśny staw [odnośnikLeśny staw - Page 15 I_icon_minitime25.03.20 1:20

Nie udało jej się odwzajemnić uśmiechu Anthony’ego. Wciąż czuła się w jego towarzystwie zbyt spięta, kontrolując każde słowo, najmniejszy ruch, by emocje nie uciekły spod jej pilnego nadzoru i nie obróciły się przeciwko niej. Zabawne. Kiedyś, bardzo dawno temu, wszystko zdawało się przychodzić im naturalnie. Nie trzeba było ważyć każdego następnego słowa, szukać ukrytych znaczeń czy trzymać emocje na wodzy, by nie zanieczyściły rozmowy żalem. Powtarzała sobie, że ma prawo czuć to wszystko. Pielęgnowała swoje złości i rozżalenie od wielu lat, a jednak oczyszczenie wydawało się być teraz najgorszą z rzeczy jaką mogła im zrobić. Chciała być wściekła i rozgoryczona, chciała żeby zrozumiał, jednak rzeczywistość zrewidowała wszystko. To już było niepotrzebne. Zbyt wiele działo się wokół, była zbyt bardzo zmęczona strachem by znów do tego wracać. Jątrzenie starych ran nie przynosiło ulgi, więc może przyszedł czas żeby się z nimi w końcu pogodzić, a do tego potrzebowała spokoju. Całych pokładów anielskiej cierpliwości, by nie pozwolić by nawet rzucone z dobrą myślą wyrażenie, przerodziło się w coś co rozpocznie kolejną kłótnię. Więc starała się słuchać go cierpliwie, nie przerywała mu, chociaż raz za razem na usta cisnęła się jej strona opowieści.
- Nienawiść to mocne słowo - odparła po dłuższej chwili - Szczególnie teraz - dodała, robiąc kolejną pauzę, próbując stworzyć czas na jasne ułożenie myśli - Czy nie chce się znać, widzieć? To wszystko pozostaje poza moją mocą. Byłam wściekła i rozgoryczona przez tak długi czas, ale nigdy nie życzyłam ci źle. Chyba tego właśnie bym chciała gdybym cię nienawidziła, prawda? - Sama nie znała odpowiedzi na to pytanie. - Żebyś skończył jak najgorzej. Ale nigdy nie chodziło o to. Nie zrozumiesz tego jaką potwarzą był każdy wysłany przez ciebie galeon. I dlaczego nauczyłam się szukać wsparcia wszędzie indziej byle nie u ciebie. Nigdy nie chodziło o nienawiść czy o to, że chciałabym cofnąć czas, wyciąć cię z mojego życia. Sam z niego zniknąłeś, a ja musiałam dopasować się do nowej sytuacji. W końcu wróciłeś, ale czy to cokolwiek zmieniło? Wszystko pozostało takie same jak wtedy gdy zniknąłeś.
Być może była rozsądna i wyrozumiałą kobietą. Czasami tego żałowała. Może gdyby była apodyktyczną sekutnicą byłoby jej łatwiej. Łatwiej brać od ludzi, którzy na to pozwalali. Łatwiej było ich zawodzić i się od nich odwracać, gdy w swojej wyrozumiałości na to pozwalali. Prawdą było, że była temu pośrednio winna, nie potrafiąc egzekwować swoich potrzeb. Godziła się, bo wydawało jej się że na tym to powinno polegać - na partnerstwie, współpracy, wspieraniu się jedno o drugie, gdy przychodziły gorsze dni. Powinna to dostrzec wcześniej. Jednak czuła się przy nim bezpiecznie, ufała mu. Nie doszukiwała się w nim znaków niechybne nadchodzącej zdrady. Może nie odszedł do innej kobiety, a jednak porzucił ją i Melanie na rzecz własnych wartości. Postawił siebie wyżej niż je obie. Żyjąc z nim przez tak wiele lat być może powinna to wiedzieć, ale nie bez powodu mówiono, że miłość była ślepa. Dlatego chociaż może nie chciał powodować jej gniewu, być może nie mówił tego w złośliwości, ale każde jego następne słowo godziło równie mocno co precyzyjnie wymierzony cios. Mógłby to powiedzieć z uśmiechem na ustach, nie uczyniłoby to żadnej różnicy. Wydźwięk jego słów był ten sam. - Owszem. Zaskoczyła mnie - powiedziała, pocierając o siebie dłonie, siląc się na to by chociaż jej słowa brzmiały spokojnie - Wydawało mi się, że wiedziałam jaki jesteś, ale nigdy nie sądziłam, że porzucisz nas obie. Chciałam ci ufać i niepotrzebnie to zrobiłam. Wiedziałam, że gdy zaczynasz kalkulować, odkładasz sentymenty na bok. Nigdy jednak nie sądziłam, że twoje dziecko również nim będzie. I nigdy nie sądziłam, że zostawisz mnie z tym samą. Może ceniłam cię zbyt bardzo, by to podejrzewać. Polegałam na tobie. Teraz widzę własną głupotę. Myślałam, że jestem rozsądna. To mnie najbardziej zaskoczyło. Ostatecznie okazałam się głupia jak inni.




there's a storm in my head
and it's killing all the flowers
Powrót do góry Go down
Anthony Skamander
Anthony Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Zawód : Rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 45
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Leśny staw - Page 15 Empty
PisanieTemat: Re: Leśny staw [odnośnikLeśny staw - Page 15 I_icon_minitime23.12.20 0:43

Chciał w tą kanciastość wkraść nieco swobody, jednak wyglądało na to, że nie było mowy o tym, by czarownica zrezygnowała chociażby z częściowej ostrożności. Otoczona wysokim murem przezorności, rozsądku, ostrożności wciąż stała ważąc nie tylko swoje, lecz i jego słowa dając do zrozumienia Skamanderowi, że nie zamierzała unosić kącików ust  dla pozorów. Czego innego się zresztą mógł spodziewać..? Przecież nigdy nie była z tych utkana. Nie próbował więc już więcej dodać w ten sposób zwyczajności do rozmowy. Wątpił by jakiekolwiek słowa zasiały w niej lub nim samym swobodę. Zaczesał pasmo pokręconych włosów za ucho. Mógł się trzymać tylko rzeczowych kwestii. W porządku. Przejdźmy zatem do rzeczy.
Zaczął więc od tego co myślał i od tego co pragnął ustalić. Jeżeli czarownica żywiła do niego wyłącznie nienawiść i niechęć to próby podejmowania jakiegokolwiek dalszego dialogu nie miały sensu. Nie  zamierzał na siłę przekonywać jej do siebie, nachodzić, nagabywać. Jeżeli chciała zerwać jakiekolwiek więzi - miała do tego prawo, a on by zaakceptował jej zdanie. Przez te lata prowadziła w końcu życie w którym go nie było i jak się okazywało o to właśnie wszystko się rozchodziło. Nie o nienawiść, a żal o jego nieobecność. Emocje o których mówiła niosły za sobą echo jakiejś przeszłości bo to przecież była, czuła, chciała - to wszystko już kiedyś miało miejsce. Czy mógł wnioskować, ze to już teraz wyblakło, nie miało znaczenia...?
Nie mógł nie rozszerzyć oczu w zdziwieniu, kiedy przyznała, że się nie spodziewała. Nie był pewien, czy nie robi tego w tym momencie złośliwie, czy jednak faktycznie do momentu wyjazdu był w jej oczach chodzącym wyobrażeniem cnót. Mierziło go, jak określała wydarzenia, jak określała siebie. Trudno jednak powiedzieć czy to dlatego, że uważał ją za mądrą, a ona twierdziła inaczej, czy dlatego, że właśnie stwierdzała, że jego wybór na partnerkę był głupi. Jego wybory nie były głupie.
- Nie porzuciłem - podkreślił na początek znacząco bo przecież nigdy nie wyparł się Melanie, ani też Roselyn - Ty to tak nazwałaś, uparłaś się na to. Miało mnie po prostu nie być w Anglii przez jakiś czas. Przecież to nie tak, że nigdy bym nie wrócił. To prawda, że zostałyście we dwie, lecz jak moja obecność by na cokolwiek wpłynęła? Dalej mogłem zapewniać wam utrzymanie i to też chciałem robić, jak wyjechałem wysyłając galeony. To były tylko pieniądze, Rose, nie znaczyły nic więcej ani mniej i naprawdę trudno byś mnie winiła za to, że sama przypisałaś im jakieś większe znaczenie - już wcześniej, kiedy wspomniała o tym, jak parzyły jej ręce miał ochotę westchnąć. On tych monet nie podsycał przecież żarem. Sama to robiła - Melanie była mała, to prawda, lecz gdyby wszystko potoczyło się inaczej, gdybym mógł po prostu robić dalej to co robiłem, gdybym został, a ona dorosła to czy wówczas zarejestrowałaby w ogóle obecność mojej osoby? Jestem aurorem - teraz pasowałoby bardziej powiedzieć byłem, lecz nie potrafiłby tego przepchnąć przez usta. Konkluzja była taka, że tak w zasadzie trudno byłoby powiedzieć, czy dziewczynka kiedykolwiek bardziej miała zaznać w swoim życiu jego obecności, bliskości. Tak po prostu już było - Nie jest sentymentem, ty również nie. Jest moją córką, a ty kobietą, którą cenię. Okoliczności i powody się zmieniły, lecz ten stan nie ulenie zmianie. Dalej możesz na mnie polegać - być może blado to brzmiało, jednak czy naprawdę uważała, że nie można było na nim polegać? Był obowiązkowy, skrupulatny...wszystko to przestało mieć znaczenie bo nie postąpił w danej chwili tak jak sobie wyobrażała? Nie bardzo chciał dopuszczać podobny pomysł do własnych myśli.




What kind of monster do you think I am...?


Powrót do góry Go down
Roselyn Wright
Roselyn Wright

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#259225
Zawód : uzdrawiam w Leśnej Lecznicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Isn't all that rage so ugly?
And isn't it mine still?
Good god, isn't it mine?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?

Leśny staw - Page 15 Empty
PisanieTemat: Re: Leśny staw [odnośnikLeśny staw - Page 15 I_icon_minitime16.01.21 1:15

Nie czuła potrzeby by przed nim grać. Oblekać ich rozmowę w sztuczną serdeczność, tylko po to żeby zdjąć z barków jej ciężar. Utrzymywać pozory, że nie w tej prostej sytuacji nie ma żadnych komplikacji, że wszystko jest tak proste jak wymuszenie zwykłego uśmiechu, który nie kosztował przecież tak wiele. Nie miała ochoty robić dobrej miny do złej gry. Ale nie mogła tego uniknąć, prawda? Musiała zdusić w sobie emocje, ubrać gesty w ascetyczną szatę, kreować pozorny spokój. Wszakże z ich dwojga to ona była bardziej skłonna do porywczości, jej emocje znacznie łatwiej uciekały spod kontroli. Dziś usilnie starała się by te nie zaburzyły przebiegu ich spotkania, bo przecież nie po to tu przybyła. Nie po to, żeby się z nim kłócić, wzburzać konflikt. Tym była już zbyt zmęczona. Nawet jeśli od niepowstrzymanego wybuchu złości dzieliło ich zaledwie zły dobór słów. Chciała tego sobie oszczędzić. Przede wszystkim sobie. Miała dość gniewu. Ten w tym momencie skupiał się na zupełnie innych kwestiach, chociaż jeśli chodziło o Anthony’ego - zawsze gotów by oderwać na chwilę uwagę i dać upust małostkowości, podsycanej od lat frustracji.
Jego słowa balansowały na jej granicy. Rozgniewane spojrzenie spotkało się na chwilę z tym jego, ale kilka krótkich oddechów pozwoliło zachować spokojny, rzeczowy ton. - Odszedłeś. Wyjechałeś. Zostawiłeś mnie samą. Nie będę kłócić się z tobą o semantykę, Tony - weszła mu w słowo. Zdrobnienie przeszło przez usta machinalnie, pozostawiając po sobie krótki niesmak; widmo wspomnień rozmów kiedy faktycznie tak się do niego zwracała, gdy wszystko między nimi było inaczej. Dziś był obcy, a niegdysiejsza nić zrozumienia już dawno była zerwana. - Dokładnie, to były tylko pieniądze. Nie mniej. Nie więcej -  powtórzyła za nim -  Już ci wytłumaczyłam co myślę o ich wysyłaniu, jeśli nie potrafisz tego zrozumieć, nie ma sensu dalej  o tym dyskutować.  - spojrzenie jeszcze raz zahaczyło o te jego. Oboje pamiętali jaką reakcję wywołało i do tej pory swojego zdania nie zmieniła. Gest tak bardzo pragmatyczny, być może jego zdaniem otaczający je troską, jedynie podsycał złość. Stawiał ją na pozycji, na której nie chciała się widzieć. Nie chciała się zatapiać w kolejną potyczkę, bo przecież znała go na tyle, aby wiedzieć, że po prostu lubił wygrywać. Jaki sens miało narzucanie sobie kolejnych argumentów, gdy ich sensem była tylko wygrania, a nie dojście do rozsądnego konsensusu.  
- To bardzo leniwa wymówka, Anthony - wargi wygięły się w krótkim grymasie. Nie. Nie oczekiwała od niego bycia wzorem cnót, bycia spełnieniem marzeń. Oczekiwała odpowiedzialności. Za własne czyny. Za własne decyzje. Za dziecko, którego był ojcem. Leniwym było zrzucenie tej odpowiedzialności na nią. Leniwym było stwierdzenie, że była to wina jego zawodu. On wybrał co było dla niego ważniejsze. On wybrał milczeć. Nie wykazywać zainteresowania. Nie ingerować w wychowanie Mel. Po prostu nie być. Odrzucał od siebie to, że jego obecność czy wkład by coś zmieniły. Z miejsca wyrokował, że nie miałoby to znaczenia. Miałoby. Ale wytłumaczenie mu tego było jak walka z wiatrakami. Nie mogła kłócić się z tym jaką wizję względem jej oczekiwań miał on. Jaką rolę jego zdaniem ojciec pełnił w życiu córki. Zdawał się balansować między dwoma skrajnymi obrazami. Temu, który odpowiadał czczym marzeniom o rycerzu na białym koniu, które przepisywał jej  i obojętnością.
”Dalej” implikowało ciągłość
Ta myśl sama cisnęła się na usta. Czepienie się słówka przyniosłoby jednak tylko krótką satysfakcję. Czy jeszcze kilka chwil temu nie wytknęła mu właśnie podobnej techniki odbicia argumentu?
Przystanęła gwałtownie, stając naprzeciwko niego, a podbródek uniósł się do góry, by chociaż w najmniejszym stopniu się z nim zrównać. - Powiedz mi. Czego oczekujesz ode mnie? - zapytała, skupiając spojrzenie na jego twarzy  - Że mam na tobie polegać? Że mogę cię prosić o pomoc? Nie ma cię. Więc polegam na tych, którzy są przy mnie. Nie mogę ci zaufać, bo wszystko co cię otacza jest ważniejsza od nas. Nie będę na ciebie czekać jak dama w opałach, aż w danym momencie będziesz miał czas i chęci mi pomóc. Potrzebowałam cię już wiele razy. Zastanawiałeś się nad tym co się działo z Melanie w czasie anomalii? Zareagowałeś od razu, gdy dotknęło cię to co się działo w Londynie? Próbowałeś nas szukać? A jeśli sam nie byłeś w stanie, to czy zająłeś się tym by nas odnaleźć? Wysłałeś kogoś na pomoc?
- Jeśli chcesz być obecny, jeśli chcesz być kimś na kim można polegać, po prostu taki bądź. Nie zabraniam ci się interesować naszą córką. Kłócimy się o to bez celu, ale po co nam te wszystkie słowa. Po prostu coś z tym zrób - wyrzuciła z siebie. Miała dość tego sporu. Ciągłe kłócenie się o to, że wcale nie były mu obojętne. Nie słowa, a czyny w tym momencie miały wartość, a te jego odbijały się jedynie w słowach zapisanych na pergaminie.




there's a storm in my head
and it's killing all the flowers
Powrót do góry Go down
Anthony Skamander
Anthony Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Zawód : Rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 45
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Leśny staw - Page 15 Empty
PisanieTemat: Re: Leśny staw [odnośnikLeśny staw - Page 15 I_icon_minitime20.01.21 3:05

A może ja powinienem...? Przeszło mu przez myśl bo przecież nie uważał by jedno miało związek z drugim. Porzucenie to nie było to samo co wyjechanie, zostawienie kogoś samego na jakiś czas. Gdyby iść tym tokiem rozumowania to przecież w tym momencie stojąc tu, Roselyn czy nie porzuciła Melanie? Co prawda, na zawrotne kilka godzin no ale jednak - nie pasowało to pod jej definicję? Świadomość tego drażniła, lecz w porządku, mógł się nie kłócić. O to. I nie dla tego, że miała rację, a dlatego, że wiedział, że nie zrozumie. Będzie go postrzegała jako sprawcę i co by nie powiedział, będzie to złe. Wcześniejsze wyznania jedynie go w tym utwierdziły. To samo tyczyło się pieniędzy.
- Możesz na chwilę odstawić tę dumę na bok? Ja rozumiem, że odmowa była i może ciągle jest jakimś aktem buntu wobec mnie ale, Merlinie, upłynęło od tego momentu tyle czasu, że chyba możesz spojrzeć na to szerzej? Nie potrzebujesz i nie chcesz pieniędzy bo sobie dopowiadasz do nich swoją filozofię z którą ci niewygodnie - nie wiedzieć po co i czemu. Ku jakiej chwale? - lecz czy to takie złe je mieć, odkładać, nawet jak nie dla siebie to dla Melanie? Teraz jest w porządku, lecz wojna przybiera na sile, nie będzie lżej. Potem Hogwart, a co dalej...? Chociażby z tej głupiej praktyczności jest tak źle je mieć...? I czy to ważne, od kogo właściwie są? - Chciała by był odpowiedzialny, a czy to właśnie nie był akt odpowiedzialności z jego strony? Chciał zapewnić jednej i drugiej możliwie jak najbardziej sytuowane życie w którym nie będą musiały martwić się o codzienne wydatki nawet, gdy nie będzie obok. Skoro jednak nie potrafiła tego zaakceptować, że proponował to dla ich dobra, to może ostatecznie zaakceptuje argument, że skorzystać mogła na tym ich córka. Jak nie teraz to być może w przyszłości. Podejrzewał, że tego argumentu nie będzie potrafiła tak od razu odepchnąć. Czy była to taka brzytwa, której nie zamierzała chwycić nawet tonąc...?
Fuknął pod nosem wywracając niedowierzająco oczami po przestrzeni wokół. Schował niedbale, lekceważąco ręce w kieszenie szaty bo tez sam się czuł lekceważony. leniwa wymówka. Czy jakakolwiek byłaby lepsza, odpowiedniejsza? Nie wiedział, co ona sobie za życie z nim wyobrażała, lecz nie potrafił siebie w nim umiejscowić.
- Mówisz, że wiele razy potrzebowałaś pomocy, a czy choć raz mi o tym powiedziałaś? Dałaś mi możliwość bym coś zrobił? I przestań mnie odcinać w ten sposób. Nie ma cię obok, więc ci nie ufam. To śmieszne. Nie znasz mnie od wczoraj. Więc wyobraź sobie, że tak chciałbym byś potrafiła prosić mnie o pomoc lub chociaż pozwoliła mi pomóc. Gdybym siedział na kanapie z gazetą w ręku to nagle stałbym się bardziej godny zaufania? Czy wtedy brałabyś mnie pod uwagę, gdyby coś się zdarzyło...? Nie byłbym przecież innym człowiekiem. Nie nazywanie tego pomocą tak cię pali, to chciej chociaż wykorzystywać okazję. Mogę pomóc finansowo, zabezpieczyć mieszkanie... - problem polega na tym, że nie wiedział co mógł zrobić więcej, czego ona oczekiwała - ...kontaktować się częściej, odwiedzać...?- w tym ostatnim kryła się bardziej pytanie bo właściwie to nie zależało od niego. Czuł się ogólnie dość niezręcznie bo nie potrafił odeprzeć zarzutów - nie szukał, nie upewniał się, wysłał sowę tylko raz po krwawej, kwietniowej nocy. Ciągle walczył. Przez ten cały czas nieustannie pojawiali się nowi wrogowie, a on odnosił wrażenie, ze nieustannie przegrywa. Ze wszystkimi, z każdym - Mówisz, że muszę chcieć, lecz ty najpierw musisz pozwolić mi móc - bo to nie wszystko zależało wyłącznie od niego. Ona również maniakalnie odwracała się od niego plecami. To co mówił było swego rodzaju propozycją, a może bardziej kompromisem. Czy odpowiednim? czy mogącym być jakimś krokiem na przód...? Patrzył z góry na jej brązowe oczy, zadarty podbródek. Sylwetkę z której emanowała pewność siebie i zdecydowanie. Wszystko to w dalszym ciągu go w niej pociągało. Chrząknął, wracając do meritum - Możemy się tak umówić...?




What kind of monster do you think I am...?


Powrót do góry Go down
Roselyn Wright
Roselyn Wright

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#259225
Zawód : uzdrawiam w Leśnej Lecznicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Isn't all that rage so ugly?
And isn't it mine still?
Good god, isn't it mine?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?

Leśny staw - Page 15 Empty
PisanieTemat: Re: Leśny staw [odnośnikLeśny staw - Page 15 I_icon_minitime25.01.21 0:04

W Anthonym było coś co sprawiało, że miała ochotę wymalować mu swoją rację na twarzy. Nie słuchał. Nie wychodził naprzeciw. Trzymał się twardej logiki. Swojej logiki. I w starciu z tym czuła się bezsilna. Znała to. Dawno temu ta pewność własnego zdania, siła przebicia sprawiły, że chciała go mieć w  blisko, bliżej. Bliżej niż kogokolwiek innego. Dziś jednak znała to zbyt dobrze. Wiedziała, że powie wszystko żeby udowodnić w to co wierzy. Żeby pokazać, że rację ma on, a nie ona. Wrodzona, pielęgnowana latami upartość przemiawała wbrew rozsądkowi. By mimo wszystko nie odpuszczać, nie ułatwiać. - A czy ty możesz odstawić na chwilę to, że zawsze musisz mieć rację? - odpowiedziała szybko. Ciężko było znaleźć wspólny grunt gdy, tak jak zresztą słusznie stwierdził, nie chciała porzucić swojej dumy, a on swojej nieomylności. Przecież oboje spierali się o coś co było jednak większe od tego konfliktu. Losy ich dziecka. I chociaż to Rose ją wychowywała, była przy niej w chwilach złych i tych radosnych, nie zmieniało to faktu, że Anthony był ojcem Melanie. W jej żyłach płynęła nie tylko krew Wrightów, ale także ta Skamanderów. - Złe jest to, że zdaje się że przez te lata wydawało ci się, że przesyłanie galeonów to wystarczająco jeśli chodzi o twoją rolę w jej życiu. I ja również myślę o przyszłości, Anthony. Myślę o tym, że za kilka lat zrozumie, że oprócz mnie powinien być w jej życiu ktoś jeszcze. Próbujesz wcisnąć mi, że pieniądze były troską. Wiesz co by nią było? Jeśli faktycznie byś zainteresował się tym co się z nią działo. Ile czasu minęło odkąd wróciłeś? Odwiedziłeś ją? Przez te wszystkie miesiące chociaż zapytałeś o to co właściwie się z nią dzieje? Jak dla mnie wysyłałeś pieniądze, by uciszyć poczucie obowiązku. A ja nie miałam zamiaru ci w tym pomagać. Traktuj to jako mój bunt, ale na Merlina, twoja córka nie wie jak wyglądasz i kim jesteś i chociaż teraz nie rozumie, to za kilka lat będzie. I wątpie, żeby wtedy wystarczyło jej to, że wysyłałeś jej pieniądze.
Czuła, że mięśnie wibrują pod skórą, że jeszcze kilka wypowiedzianych zgłosek i głos straci swoją pewność i twardość. Że znów zamiast mówić, nie oprze się pokusie by po prostu dać upust kotłującym się emocjom. Chociaż to nie miało najmniejszego sensu, prawda? Jedynie stawiało w pozycji rozhisteryzowanej kobiety, która zamiast ubierać myśli w słowa, daje się porwać najprostszym instynktom. - Naprawdę, chcesz to wciąż robić? - zapytała zrezygnowana. - Ty coś powiesz, ja ci odpowiem. Ty nie zmienisz zdania, ja nie zmienię swojego. Moglibyśmy tak w nieskończoność. Tylko po to, żeby sobie coś udowodnić. To nie ma żadnego sensu - spojrzenie przemknęło po tafli wody. Bezcelowym było kłócenie się za każdym razem, gdy spotkali się na sam na sam. Jeszcze dziwniejszym było omijanie się wzrokiem, gdy byli w towarzystwie. Wydawało się, że mogłaby przez to przebrnąć, ale bez ciężaru tych wszystkich słów. Bez tego, że za każdym razem rozdłubywali swoją przeszłość. Być może nie przyniosłoby to oczyszczenia, ale przynajmniej byłoby… prostsze. Imitacja czystej karty. Niczego z tego co się stało nie dało się wymazać, ale mogli po prostu przestać rzucać w siebie argumentami, swoimi racjami. Skupić się na tym co jest teraz, a nie na tym co było kiedyś. Było to jednak zbyt trudne, przynajmniej jak na ten moment. Wystarczyło pytanie czy próba oczyszczenia atmosfery by to wszystko do nich wróciło.
- Uczepiłeś się tego, że chciałabym usidlić cię i usadzić na kanapie - wyrzuciła z siebie słowa tak jakby smakowały popiołem. Denerwowało ją, że właśnie w taki sposób ją widział. Jakby tylko tego od niego chciała. Żeby rzucił wszystko, wzięli ślub, uwili gniazdo - on znalazłby inną pracę, a ona rzuciłaby wszystko by być matką i żoną. Że bawienie się w tą tragikomedię sprawiłoby jej przyjemność? Że bycie razem po kres swoich dni ze świadomością, że jest z mężczyzną, który jej nie chce przyniosłoby satysfakcję? Mogli znaleźć dziesiątki innych rozwiązań tej sytuacji, gdyby tylko działali razem i szanowali się na tyle, by wziąć zdanie drugiego pod uwagę. Ale chyba właśnie w tym problem? Szanował ją na tyle, aby pozostawić pod jej opieką swoje dziecko, ale nie tak bardzo by wziąć jej zdanie pod uwagę.  - ale między nie byciem w ogóle, a siedzeniem na kanapie jest całkiem spora przestrzeń. - rzuciła. Chociaż wciąż miała ochotę robić wyrzuty, wymieniła je na brzmienie krótkiego zdania.
- Powinieneś się postarać, żeby znaleźć tam swoje miejsce. To nie staranie się dla mnie, Anthony. Tylko dla niej - wbiła w niego spojrzenie.  - Nie mogę ci zaufać, bo nie wiem czego mogę się po tobie spodziewać. Nie mogę na ciebie czekać. - Tym  razem nie chciała być złośliwa. Stwierdziła coś co było dla niej codziennością. Nie pokładała w nim nadziei, bo nie miała żadnej pewności, że weźmie na siebie odpowiedzialność skoro do tej pory tego nie robił. Nie wołała o pomoc, bo nie wiedziała czy ta w ogóle przyjdzie. Albo bała się, że przyjdzie zbyt późno, bo będzie miał coś ważnego na głowie [/b]- a przecież wszystko to jak do tej pory było ważniejsze. Tym razem ona kierowała się suchą logiką. Faktami, które stanowiły o tym, że lepiej było liczyć na siebie niż na niego.
Przez chwilę badała jego twarz wzrokiem. Coś egoistycznego w środku, coś co wciąż buntowało się przed jakąkolwiek obecnością Skamandera w jej życiu podpowiadało by kategorycznie mu odmówiła. Wzięła głębszy oddech, próbując ukraść troche czas na zebranie myśli. - Możemy, ale nie będę szukać cię po całej Wielkiej Brytanii. Jeśli tego chcesz, to masz być obecny - powiedziała stanowczo, mierząc go spojrzeniem.




there's a storm in my head
and it's killing all the flowers
Powrót do góry Go down
Anthony Skamander
Anthony Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Zawód : Rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 45
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Leśny staw - Page 15 Empty
PisanieTemat: Re: Leśny staw [odnośnikLeśny staw - Page 15 I_icon_minitimeYesterday at 21:10

Nie musiał. Prawdopodobnie często tej racji też nie miał. Nie było jednak nikogo, kto by odważył się wyjść mu na przeciw, postawić granicę. Nie potrafił tak po prostu wypuścić kontroli z rąk, tego przyjemnego poczucia stabilizacji, władzy. Za wiele wokół niego się zmieniało. Zbyt wiele decyzji podejmował - tych małych, znaczących, złych i dobrych. Chłodna logika którą się posługiwał miała kruszeć i zniechęcać chcących zakołysać fasadą jego pewności siebie. Koniec końców dopiero dziś, pierwszy raz od dawna poczuł z cudzej strony opór, którego nie mógł zignorować. Zresztą nie tylko to - nie dość, że stawała na swoim to z zapalczywością starała się modelować jego myśli na obraz i podobieństwo swoich. Poczuł frustrację zmieszaną z uznaniem i coś nie przyjemnego, kiedy napierała kolejnymi myślami. To nie tak, że nie myślał o tym w ten sposób, lecz się wzbraniał. Im więcej czasu upływało tym bardziej niechętny był by być.
- A co jeżeli za kilka lat to będzie najlepsza rzecz jaką mogłem dla niej zrobić? - zawiesił w powietrzu pytanie - Nie wiemy jak skończy się ten konflikt. Ile będzie trwał. Zastanawiam się, czy nie będzie lepiej jak będzie o mnie myślała jak większość -kimkolwiek miała być ta większość za trzy lub cztery lata. Zwolennikami czystości krwi? Promugolską opozycją? Nie był optymistą, pozwalało mu to patrzeć na sprawy dwojako. Przede wszystkim wiedział, że wciąż będzie działał, wciąż będzie przyciągał spojrzenia i na pewno nie odejdzie cicho. Stanie się symbolem oporu lub porażki - nie widział dla siebie innej możliwości. Mógł jednak zdecydować jak bardzo piętno to odbije się echem na jego dziecku. Nie było w tym nic z użalania się, czy smęcenia. Czasem o tym myślał właśnie w tych kategoriach - wciąż praktycznych, lecz jednak nie obracających się wokół niego. Podniósł spojrzenie na Roselyn, które tym razem naprawdę było ciekawe tego, co zaś sądzi o tym. Zupełnie jakby chcąc jakoś wyjść poza faktycznie sztywne ramy przepychania się prowadzącego donikąd na które zwróciła uwagę. Bo jakby nie było, słuchał i starał się wyjść poza ten sztywny schemat, znaleźć rozwiązanie.
- Tak jak ty uczepiłaś się tego porzucania - odbąknął jednak trochę nie poważnie, prawie nieobruszony - Mogę przestać, jak ty też przestaniesz - zmarszczył czoło, oczy wybałuszył trochę bardziej wskazując na nią spojrzeniem. To kuriozalne, lecz poczuł się jak kłócący się dziesięciolatek. Jednak mimo wszystko taki dość poważny bo jednak drażniło go to, że nieustannie tego się łapała odejmując mu odpowiedzialności. Miał jej przecież dużo. Nie powiedział jednak nic o przestrzeni pomiędzy, skinął krótko głową rozumiejąc albo przynajmniej sprawiając bardzo dobre wrażenie kogoś, kto miał to na uwadze. Kolejne słowa i propozycja jawiły się jako swoista obietnica przypieczętowująca niespisany kontrakt. Kąciki ust podniosły się na koniec przełamując atmosferę niepowagi - Wracajmy - Alex prawdopodobnie zastanawiał się gdzie przepadł. Oby nie wpadł jeszcze na pomysł by go szukać po lesie...




What kind of monster do you think I am...?


Powrót do góry Go down
 

Leśny staw

Powrót do góry 
Strona 15 z 15Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 13, 14, 15

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Somerset, Dolina Godryka-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21