Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Kawiarenka "Barć"

Go down 
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kawiarenka "Barć" Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Kawiarenka "Barć" Empty
PisanieTemat: Kawiarenka "Barć" [odnośnikKawiarenka "Barć" I_icon_minitime16.07.19 21:14

Kawiarenka "Barć"

Widoczna z okien Domu Miodu kawiarenka zbudowana została wokół pnia rozłożystego, wiekowego dębu. Kawiarenka zbudowana jest na planie sześciokątu, lecz poza tym cały budynek jest niezwykle prosty i skromny - i to właśnie w tym swojskim minimalizmie tkwi duch "Barci". Ściany zarówno na zewnątrz jak i w środku pomalowane są na biało, jedynie listwy przy podłodze oraz pod sufitem mają przyjemny, miodowo żółty kolor. Żółte są również i firanki wiszące w oknach, a na parapetach wiszą skrzynki z kwiatami o intensywnej, przyjemnej woni. Meble z ciemnego drewna mają minimalną ilość zdobień - na oparciu każdego z wyłożonych miękkimi, jasnożółtymi poduszkami krzeseł została wyryta podobizna okrągłej pszczółki. Centralną część kawiarenki zajmują jednak nie stoliki, a sześciokątna lada zbudowana wokół pnia. Za jej szklanymi szybami znajdują się wszystkie smakołyki, możliwe do stworzenia z wykorzystaniem miodu: od ciast i ciasteczek, przez musy, koktajle i syropy, a na kanapkach z dodatkiem świeżych owoców skończywszy. Lokal oferuje też cały szereg napojów zarówno ciepłych jak i zimnych, do których przygotowania również wykorzystywany jest miód - oczywiście z tutejszych uli. Dla pełnoletnich czarodziejów dostępna jest również karta domowej roboty nalewek, likierów oraz rzemieślniczych piw - wytwarzanych, naturalnie, również na bazie miodu. Zawsze uśmiechnięta obsługa w żółtych fartuszkach tylko czeka na pytania dotyczące oferowanych w kawiarence przysmaków, gotowa rozwiać wszelkie wątpliwości swoich gości, niejednokrotnie przy tym opowiadając różnie ciekawostki dotyczące pszczół czy też miodowych kulinariów.


Lokal zamknięty

Podchodzicie do drzwi wejściowych i dostrzegacie panującą wewnątrz pustkę. Dopiero po chwili odszukujecie spojrzeniem brzydki napis spisany w pośpiechu zamknięte. Domyślacie się, że wojna musiała zmusić właścicieli do wycofania się z prowadzenia biznesu. I kto wie? Może również ucieczki?


Lokal został zamknięty do odwołania. Można jednak prowadzić rozgrywki mające miejsce przed budynkiem.




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 14.01.21 21:56, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, head of ravenclaw house, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Kawiarenka "Barć" Empty
PisanieTemat: Re: Kawiarenka "Barć" [odnośnikKawiarenka "Barć" I_icon_minitime01.08.19 15:15

charlene & jayden5 lutego
Odetchnął ciężko i przejechał dłonią po zmęczonej twarzy, chcąc pozbyć się kolejnych oznak wyczerpania. Był prawie pewien, że znów wróciła do niego bezsenność, bo sen okazywał się kolejną męczarnią zamiast błogim wypoczynkiem. Wymęczone oczy nie płonęły dawną iskrą, ruchy stały się bardziej mozolne, tak bardzo odmienne od energicznych, które sympatyzowały z profesorem. Nawet jego głos uległ zmianie, gdy dobiegał teraz jakby spod ziemi, otumaniony dziwną warstwą dystansu i nieprzenikliwości. Utrzymanie trzeźwego umysłu było praktycznie niemożliwe — w momencie, w którym Jayden nie potrafił rozróżnić prawdy od ułudy zaczynało się robić zdecydowanie bardziej niebezpiecznie. Ludzie dokoła starali się mu wyperswadować branie eliksirów, które miałyby mu pomóc w funkcjonowaniu, jednak prócz uspokajających wywarów, nie chciał tykać się niczego więcej, nie chciał rozmawiać z ojcem, nie chciał, żeby ktokolwiek się wtrącał w to, co robił. Jednak to prawda — nie czuł się dobrze na żadnej płaszczyźnie. Nie, kiedy lekarstwo na trawiącą go chorobę było nieosiągalne. Nie był w stanie spokojnie odpocząć, złapać oddech i powiedzieć, że nastąpiła jakakolwiek zmiana na lepsze, bo dobrze wiedział, że tylko jedna rzecz mogła wrócić wszystko na dawne tory ładu. Tylko jedna osoba mogła w jakikolwiek sposób przynieść mu błogie zapomnienie i ukojenie. Próbował, starał się coś z tym zrobić, zmienić nieuniknione, ale jakiekolwiek próby kończyły się fiaskiem i trafiał na gruby mur, którego w żaden sposób nie był w stanie sforsować. Odpychała go boleśnie, a on nie wiedział, dlaczego tak się działo. Nie rozumiał... Nie potrafił. Wyrzucał sobie wszystkie swoje słowa, próbując się jakoś je odpowiednio ułożyć i doszukać konkretnej winy, lecz nie potrafił. Przecież nie kłamał. Nie zmieniał zdania. Nie odtrącał. Kolejny już raz czuł boleść odrzucenia i zaczynał myśleć, że właśnie to było mu przeznaczone — odbieranie mu osób, które najbardziej kochał. Starał się pilnować rodziców, jednak nie odwiedzał ich tak często jak kiedyś, preferując skupić się na pracy z daleka od towarzystwa i jakichkolwiek prób podniesienia go na duchu. Jedynymi momentami, w których nie poddawał się tej znienawidzonej przez siebie nostalgii, były właśnie chwile spędzone z astronomicznymi tematami. Jay nie zamierzał pozwalać sobie na zastanie się we własnych myślach, więc szedł naprzód nieważne jak bardzo ból rozrywał mu mięśnie, a płuca nie nadążały z łapaniem powietrza. Robił to, co umiał najlepiej — pracował. Rzucił się w wir pracy, biorąc na swoje barki zbyt dużo, jednak nie interesowało go to w żaden sposób. Ten sposób działał i sprawdzał się tak długo, jak profesor zamierzał być przytomny. Chciał jakoś dostosować się do nowej, wyjątkowo pustej rzeczywistości; nie miał w końcu wyjścia. Minął prawie miesiąc, odkąd starał się nie szukać spojrzeniem znajomej sylwetki, równocześnie nie marząc o niczym innym, jak dostrzeżeniu jej na szkolnych korytarzach. Nie potrafił tak po prostu zapomnieć. Nie potrafił oddzielić się od emocji, wspomnień i uczuć, które szarpały jego wnętrzem na boki i czyniąc z niego cień dawnego siebie. A zdawać by się mogło, że po połowie zeszłego roku, gdy wyszedł z kryzysu, mogło być już tylko lepiej i nic nie mogło go złamać. Mylił się, ale równocześnie nie spodziewał się uderzenia ze strony najbliższych — kolejny już raz. Nie mógł... Nie chciał o tym myśleć, chcąc utrzymać się na powierzchni, zamiast dać się porwać głębinom bezsensowności i okrutnego marazmu.
Dlatego też przyjął propozycję wykładu na sympozjum w Irlandii, mając nikłą nadzieję na abstrakcyjny odpoczynek. Za każdym razem, gdy pojawiał się na tych ziemiach, odczuwał spokój, ale teraz było mu bardzo od tego daleko. Zachowywał się jak maszyna, jedynie podczas wykładu ożywając odrobinę i wygłaszając prelekcję. Wyłączając ten moment, usuwał się w cień, woląc być samemu i poza zasięgiem ludzi. Dlatego też z samego rana, zanim wszyscy wstali, wybrał się na spacer po okolicy, nie wiedząc, kiedy przełożył się on w bieg — wyczerpujący, ale oczyszczający myśli, serce i ciało. Zupełnie jakby astronom próbował wraz ze zmęczeniem wyzbyć się wszelkich trosk i niepokojów. Nie miał pojęcia, o której godzinie zdecydował się na śniadanie w kawiarence, ale wciąż towarzystwo było grubo przerzedzone. Sądził, że po kilkudziesięciu minutach dawania sobie w kość, będzie bardziej głodny, ale zamiast tego siedział nad szklanką kakao i obliczał kolejne etapy związane z badaniami sieci Fiuu. Zdawało się niemal, że nic się nie zmienił.




father

He knew himself a villain—but he deem'd
The rest no better than the thing he seem'd;
And scorn'd the best as hypocrites who hid
Those deeds the bolder spirit plainly did.

Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
Charlene Leighton

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Zawód : mieszkanka Oazy, alchemiczka
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ELIKSIRY : 46
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/45
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Kawiarenka "Barć" Empty
PisanieTemat: Re: Kawiarenka "Barć" [odnośnikKawiarenka "Barć" I_icon_minitime01.08.19 23:24

Dawniej witała tego typu wydarzenia z wielkim entuzjazmem. W przerwach między zajęciami kursu alchemicznego uwielbiała uczęszczać na spotkania naukowe, wykłady i tego typu rzeczy powiązane z alchemią i astronomią. Często wybierała się w tym celu do Wieży Astrologów, a także innych miejsc, z wypiekami na twarzy słuchając wypowiedzi prawdziwych naukowców i chłonąc wiedzę, którą przekazywali. Żywo interesowała się dziedziną, która była nie tylko jej pracą, ale też pasją nawet po godzinach. Śledziła wszelkie wzmianki w „Horyzontach zaklęć” i innych naukowych periodykach, czytając nie tylko artykuły, ale i poznając terminy naukowych spotkań otwartych dla pasjonatów.
Teraz była już niemal trzy lata po skończeniu kursu, a jej umiejętności znacząco wzrosły od czasów, kiedy była tą podekscytowaną kursantką. Wciąż poszerzała umiejętności, stając się coraz lepszą alchemiczką, a także godną partnerką do rozmowy dla naukowców, bo dobrze rozumiejącą zawiłości, o których mówili.
Niestety trudno było zapomnieć o tym, że była wojna – ale mimo jej trwania Charlie chciała kurczowo chwytać te chwile normalności, korzystać z życia póki mogła, bo nie wiadomo, który dzień miał być tym ostatnim. Poza tym właśnie dlatego, że była wojna, tym bardziej niż kiedykolwiek potrzebowała pielęgnować swoją wiedzę i umiejętności. Zresztą to właśnie praca i nauka pozwalały jej nie zwariować po tym, jak zaginęła jej siostra, a kraj nawiedziło tyle różnych tragedii. Zajmowanie się alchemią trzymało ją przy zdrowych zmysłach i sprawiało, że miała większą motywację do tego, by w ogóle wynurzać się z domu.
Lutowe sympozjum alchemiczno-astronomiczne miało odbyć się w Irlandii, a wyciągnęła ją na nie znajoma również będąca alchemiczką. Dzięki końcowi anomalii znów można było się teleportować, więc podróż nie przysporzyła Charlie większych problemów. Jako że całość miała trwać dwa dni, musiała wziąć urlop od pracy w Mungu, ale musiała przyznać, że noc w Irlandii była dla niej dość miłym doświadczeniem. Nigdy nie polubiła w pełni życia w Londynie, o wiele bardziej ceniąc sobie wiejskie przestrzenie podobne tym, w których się wychowała, dlatego lubiła wyrywać się z miasta i przebywać bliżej natury.
Rankiem wstała dość wcześnie, zamierzając wybrać się na spacer przed śniadaniem. Później znowu miały rozpocząć się wykłady i spotkania z ludźmi nauki, których Charlie miała zamiar podpytać o pewne rzeczy, które wzbudziły jej ciekawość już podczas wczorajszych prelekcji. Jako że i tu było mroźno, do kawiarenki weszła z intensywnymi rumieńcami wywołanymi zimnem. Zrzuciła z głowy kaptur i zdjęła robioną na drutach czapkę, pozwalając długiemu warkoczowi o barwie pszenicy opaść na plecy. Rozejrzała się po wnętrzu ciepłego, przytulnego pomieszczenia, aż dostrzegła znajomą sylwetkę.
Wiedziała, że Jayden Vane był zdolnym naukowcem i astronomem, nauczycielem w Hogwarcie. Jednak znała go nie tylko jako człowieka nauki, był także przyjacielem jej kuzynki i byłym już członkiem Zakonu Feniksa, który odszedł od nich w sierpniu, nie będąc najwyraźniej gotowym na poważniejsze kroki, które Zakon musiał podjąć, by ratować świat. Jego pamięć została wyczyszczona, więc zapewne jej nie pamiętał – na pewno nie jako członkinię Zakonu. A i Charlie nie wiedziała, co robił później, po sierpniu, poza tym że przebywał przez pewien czas u jej kuzynki, której opowiedziała o jego odejściu z Zakonu. Tak naprawdę jednak jej zdanie na temat mężczyzny było niejednoznaczne – z jednej strony szanowała go jako naukowca i potrafiła zrozumieć, że nie każdy był gotowy na prawdziwą walkę (ona sama też przecież nie była, więc walczyła jedynie zza kociołka), z drugiej czuła, że jego postępek był przejawem chowania głowy w piasek, może nawet tchórzostwa. Niesprawiedliwie ocenił działania Zakonników, którzy przecież byli tymi dobrymi i jeśli czasem sięgali po ostrzejsze środki to właśnie dlatego, że byli do tego zmuszeni przez przeciwników, którzy dysponowali znacznie mroczniejszymi narzędziami i krzywdzili innych często po prostu dla zabawy.
Decyzja o podejściu do niego była spontaniczna. Chciała porozmawiać z nim o jego wczorajszej prelekcji, a przy okazji zorientować się, czy w ogóle ją pamiętał. Być może miała tego później żałować, ale zbliżyła się do jego stolika. Było jeszcze trochę wolnych miejsc, ale z widocznych tu ludzi tylko jego kojarzyła, bo znajoma alchemiczka, z którą tu przybyła, najwyraźniej jeszcze nie wstała.
- Przepraszam... Pan Vane? – odezwała się. – Charlene Leighton, alchemiczka. Byłam na pana wczorajszym wykładzie i... czy mogę się dosiąść? – spytała, czując lekkie zakłopotanie, bo pamiętała wciąż tamten sierpniowy dzień, który zaskoczył chyba wszystkich Zakonników.






Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, head of ravenclaw house, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Kawiarenka "Barć" Empty
PisanieTemat: Re: Kawiarenka "Barć" [odnośnikKawiarenka "Barć" I_icon_minitime02.08.19 11:57

Było ciężko. Przeskoczyć pewien próg i udawać, że na powrót było normalnie. Że nic się nie zmieniło, chociaż tak naprawdę zmieniło się wszystko. Jayden nie potrafił grać w przekonujący sposób, nigdy zresztą nie potrafił — patrzeć na tych samych ludzi jak gdyby nic się nie wydarzyło. Jakby czuł się coraz lepiej, a prawda była zupełnie inna. Oddychał, ruszał się, prowadził zajęcia i nawet wyczerpujące, potrzebujące skupienia rozmowy, ale to nie był on. Czuł jakby ktoś wyrwał mu część jego samego i zamknął z daleka od niego, nie zamierzając wkładać nic w zamian. Był po prostu pusty. Nie wiedział, kogo ani co obwiniać za taki stan rzeczy. Pogłębiał się więc w swoim smutku, nie zamierzając w żaden sposób go przerywać. Nie widział przyszłości, w której funkcjonowałby jak wcześniej i nawet nie chciał, bo wszędzie był po prostu sam, a nie o to absolutnie chodziło w życiu. Była to marna egzystencja, ale nie mógł tego nazwać czerpaniem. Przeżycie dla... No, właśnie. Dla czego? Co było jego celem? Nie. Nie znosił tych natrętnych myśli, które wprowadzały go tylko w jeszcze większą otchłań zgryzoty. Spakował rzeczy i przeniósł się ze Szkocji do Irlandii, nie wybierając jednak drogi teleportacji. Przez ostatnie miesiące poruszał się głównie świstoklikami i na dobrą sprawę przywykł do nich, często łapiąc się, że wolał przejść wyznaczoną drogę na własnych nogach niż z łatwością się teleportować. Nie ufał temu, że wszystko szło ku lepszemu. W każdym momencie coś mogło się wydarzyć i ponownie zesłać na nich chaos. Nie można było nikogo winić za podobne myślenie, bo w końcu nie żyli w czasach pokoju, a wojna podziemna wylewała się na ulice i sam był tego dosłownym świadkiem. Uderzenie wyprowadzone ku cukierni oraz lodziarni na Ulicy Pokątnej było aktem barbarzyństwa, ale również i specjalnie wykalkulowanego ataku. Tamten obrzydliwy napis wciąż tkwił w głowie Jaydena, który nie potrafił zrozumieć, dlaczego ludzie musieli, chcieli sięgać po przemoc do wypowiedzenia swoich racji. Czyżby chwalący swoją dyplomację politycy utracili swój dar?
Pogrążony w obliczeniach i przemyśleniach nie usłyszał ani nie dostrzegł pojawienia się nowej osoby. Dopiero głos tuż przy nim wytrącił go z równowagi, a mężczyzna podniósł spojrzenie, by natrafić na kobiecą twarz. - Dzień dobry - rzucił mechanicznie, automatycznie przy tym wstając i patrząc na czarownicę przed sobą. Zmusił się do bladego uśmiechu, który przecież nie był naturalny. Nie tak jak kiedyś, gdy nie opuszczał jego ust cały dzień. Teraz było inaczej i ciężar rzeczywistości wraz ze zmęczeniem podejmowanymi wysiłkami zneutralizowała ów odruch. Pozwalał sobie na przybranie rozluźnionej maski, dopiero gdy przebywał wśród uczniów — dzieci jak nikt inny wyczuwały nastroje, ale nie musiał ich oszukiwać. Naprawdę kochał to, że mógł się nimi opiekować i to dla nich, przez nie chciał się stawać lepszym człowiekiem. Wiedział, że pod koniec zeszłego roku poniósł klęskę i musiał szukać ponownie sensu swojego życia; łatwo było więc uplasować go wśród nauczania młodego pokolenia i skupiania się w stu procentach właśnie na tym. Spotkania z innymi przedstawicielami pokrewnych zawodów nie były już tak częste jak niegdyś, ale brak aktualnego, gęstszego rozkładu zajęć zmusił go do wybrania się właśnie do Irlandii. Nie mógł tkwić w miejscu i nawet podejmowanie się wysiłku fizycznego nie wystarczało, bo miał zwyczajnie za dużo czasu. A rzucił się jak gargułka w ćwiczenia i aktywności. - Oczywiście, zapraszam - dodał, wskazując młodej alchemiczce krzesło naprzeciwko i zaraz zabierając się za porozrzucane po całym stoliku rzeczy. - Przepraszam, ale nie spodziewałem się towarzystwa - bąknął pod nosem lekko zawstydzony tym rozgardiaszem. Nigdy nie należał do pedantów i to się nie miało zmienić już nigdy. Dopiero gdy wrzucił część papierów do torby i odsłonił przynajmniej połowę stolika, spojrzał raz jeszcze na pannę Leighton. - Czym mogę służyć? - spytał, czekając, aż kobieta zajmie miejsce i dopiero wtedy sam usiadł.




father

He knew himself a villain—but he deem'd
The rest no better than the thing he seem'd;
And scorn'd the best as hypocrites who hid
Those deeds the bolder spirit plainly did.

Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
Charlene Leighton

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Zawód : mieszkanka Oazy, alchemiczka
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ELIKSIRY : 46
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/45
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Kawiarenka "Barć" Empty
PisanieTemat: Re: Kawiarenka "Barć" [odnośnikKawiarenka "Barć" I_icon_minitime05.08.19 2:15

W czasach takich jak te chyba każdy zmagał się z jakimiś wewnętrznymi demonami. O wiele częściej niż zwykle widywała zmartwionych, zestresowanych ludzi. Każdy bał się o swoich bliskich i wielu kogoś straciło, także Charlie – choć nadal jeszcze próbowała mieć nadzieję na pomyślne odnalezienie się siostry. Gdy wieczorami zasypiała samotnie w ich niegdyś wspólnym domu, gniazdku które uwiły sobie na obcych dla nich ziemiach Londynu i do którego wracały po kolejnych dniach stażów, a później prac, zastanawiała się, gdzie mogła się podziewać i dlaczego jeszcze nie wróciła.
Rozmyślała o niej również w Irlandii, choć nie tak często jak podczas samotnych wieczorów w domu. Spotkania z naukowcami i innymi pasjonatami astronomii i eliksirów stanowiło ucieczkę od myśli, które pozostawiła w Londynie. Nie chciała tutaj myśleć zbyt wiele o przykrych sprawach, a wznieść się wysoko ponad ziemię, przybliżając do gwiazd, które, obserwowane przez teleskop, wydawały się tak spokojne i stałe. Może dlatego że wszystko co widzieli z poziomu ziemi, już dawno się wydarzyło, na długo przed tym zanim światło pokonało tak ogromne odległości.
Większość spotkanych tu ludzi nie była w ogóle powiązana z Zakonem ani z jej miejscem pracy, ani z gronem znajomych. Była wśród prawie samych obcych twarzy, w większości ludzi sporo starszych, z którymi nie miała okazji dzielić szkolnych lat. I był też on – Jayden Vane, ten który opuścił Zakon, pozostawiając jego członków w niesmaku lub niedowierzaniu. Zastanawiała się nad jego pobudkami i nad tym, kim był teraz. Nie sądziła, by był złym człowiekiem, choć nie mogła mu ufać tak, jak Zakonnikom. Już nie był jednym z nich, a kimś obcym, z zewnątrz. I nie wyglądało na to, by ją pamiętał, ale wszystkie spotkania oraz inne powiązane z Zakonem sprawy zostały dokładnie usunięte z jego wspomnień. Mógł też nie skojarzyć jej jako kuzynki Roselyn, bo zwykle gdy u niej bywała, akurat go wtedy nie było.
Niezależnie od braku wspomnień nie wyglądał na kogoś radosnego i pozbawionego trosk. Te dręczyły także ludzi, którzy nie byli zaangażowani w wojnę jako członkowie Zakonu. Zwykli, przeciętni obywatele też przeżywali tragedie i tracili bliskich, też słyszeli różne rzeczy. Czy więc odejście go wyzwoliło? Nie sądziła, by cokolwiek mogło go uwolnić, może poza wyjazdem na drugi koniec świata, w miejsce gdzie nie było wojny.
Usiadła naprzeciwko niego, przygładzając materiał szaty. Kawiarenka wydawała się naprawdę miłym miejscem przesyconym zapachem miodowych wyrobów. Przed powrotem do Londynu chyba powinna kupić sobie trochę miodu i innych zrobionych z niego smakołyków, bo dawno ich nie jadła. A teraz zamierzała zamówić sobie śniadanie – także zawierające w sobie miód.
- Moja towarzyszka jeszcze nie wstała, a jakoś tak dziwnie być w takim miejscu i jeść śniadanie w samotności, więc... dziękuję – zaczęła nieco kulawo; tego typu powitalne konwersacje nie były jej mocną stroną. Ale był w tym pomieszczeniu jedyną osobą, którą znała, dlatego padło na niego. Przez krótką chwilę przyglądała się jego twarzy, doszukując się jakiegoś błysku rozpoznania, ale skoro go nie znalazła, to dobrze, to znaczyło że zaklęcia modyfikujące pamięć wciąż działały. To, że siedziała naprzeciwko kogoś, kogo pamiętała, a on jej nie, samo w sobie było dziwaczne, tym bardziej że ona pamiętała jego odejście ze Świńskiego Łba, a on nie. Co zatem pamiętał? Miał w pamięci wyrwę i białe plamy, czy może to tak nie działało? Nigdy nie miała zmodyfikowanych wspomnień.
- Zaciekawił mnie pański wczorajszy wykład. Był... pełen nie tylko dużej wiedzy, ale i zaangażowania. Astronomia musi być pańską ogromną pasją, prawda? – Wydawał się kimś, kto naprawdę kochał to, co robił. Niewielu było takich ludzi, dlatego mimo wszystko przynajmniej za to go podziwiała. Bo odejścia z Zakonu nadal nie do końca potrafiła sobie zracjonalizować. – Ja też się nią zajmuję, choć głównie w tym czysto alchemicznym ujęciu. Fascynuje mnie to, jak ciała niebieskie wpływają na moc eliksirów, i jak odpowiednie wykorzystanie tajników astronomii wpływa na siłę tego, co mogę tworzyć. Prowadził pan kiedyś jakieś badania na ten temat?
Charlie marzyła o przeprowadzeniu własnych badań. Posiadała zaplecze w postaci wiedzy, ale wiedzy nigdy za wiele. Poza nią potrzebowała też doświadczenia, a to można było gromadzić także rozmawiając z badaczami o dłuższym od niej stażu. Ciekawe tylko, czy Jayden będzie skłonny podzielić się jakimiś opowieściami o swojej pracy badawczej?






Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, head of ravenclaw house, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Kawiarenka "Barć" Empty
PisanieTemat: Re: Kawiarenka "Barć" [odnośnikKawiarenka "Barć" I_icon_minitime08.08.19 12:22

Wojna toczyła się w ludzkich sercach i nie było przed nią ucieczki. Gdziekolwiek by się nie udał, czegokolwiek by nie robił, rozdarcie wciąż by w nim pozostało bez względu na odległość, która dzieliłaby go od miejsca fizycznego konfliktu. Byli niewolnikami aktualnego czasu, niewolnikami swojego serca, chociaż zdawać by się mogło, że to umysł wszystko kontrolował. Jakże było to krótkowzroczne myślenie, bo tak naprawdę człowiek kontrolował bardzo niewiele aspektów swojego życia, przyrody, świata. Nie miał nad niczym władzy, ale dlaczego więc utracenie czegoś istotnego musiało się równać z takim bólem? Obwinianiem się? Analizowaniem jednej sytuacji za drugą setki, jak nie tysiące razy, starając się dostrzec gdzie zrobiło się błąd. I czym był on spowodowany. Gdzie... Gdzie znajdowała się ta zła decyzja, która w jednym momencie przekreśliła całe szczęście, pozostawiając już jedynie drogę ku samozatraceniu? W jego przypadku nic nie było w stanie poskładać złamanego serca ani zranionej duszy. Odseparował się od bliskich, poddając się dziwnej rutynie dnia codziennego, bo bez tego, bez schematu, nie wiedziałby, co ze sobą zrobić. Czy tak żyły setki, tysiące, miliony ludzi na całym świecie, starając się dotrwać do kolejnego dnia? A więc stał się człowiekiem. Jednym z nich, szarych obywateli czujących jedynie smutek i żal do siebie samego za popełnione grzechy. Miał teraz odpokutować? Za coś, co wywołało w nim najwięcej szczęścia w całym życiu? Jeszcze więcej niż znalezienie swojego pierwszego meteorytu, zdobycie papierów nauczyciela czy dostrzeżenie narodzin gwiazdy. Równocześnie można było coś kochać i wiedzieć, że równało się to z wyrywaniem własnej duszy? Absurdalne szaleństwo bez zgodności z logiką... Czy właśnie dlatego znajdował się właśnie tutaj? Żeby nie zwariować?
Jakoś tak dziwnie być w takim miejscu i jeść śniadanie w samotności.
Uśmiechnął się blado, słysząc słowa czarownicy i starając się nie dać popchnąć w tereny zgubne i czarne, z których ciężko było się wydostać. Dlatego przyjął propozycję wspólnego posiedzenia, chociaż jego śniadanie diametralnie różniło się od kobiecej wersji — wydawać się mogło, że Jayden żył samymi notatkami. Jakoś wszystko zdawało mu się nie mieć smaku, tracić na wyrazistości, więc zapewne, gdyby faktycznie żywił się gazetami, nie dostrzegłby różnicy. Skinął głową ponownie, nie odzywając się i uciekając spojrzeniem przed uwagą kobiety naprzeciwko, ale nie przestawał jej słuchać. Tak. Kiedyś astronomia stanowiła jego matkę, ale teraz Vane'owi zdawało się, że trzymał się jej, bo... Nie miał już niczego bliskiego. Nie został przez nią odrzucony, nie był niechcianym dzieckiem, którego należało się pozbyć. Nauczał, wykładał, obliczał, bo był w tym dobry. Bo ostatnie iskry szczęśćia odnajdywał w dawnej miłości. - Dziękuję - odparł, w końcu podnosząc wzrok na kobietę. Zaraz jednak zaprzeczył. - Opierałem się na współpracy i doświadczeniu alchemików, z którymi korespondowałem oraz koordynowałem prace, jeśli chodzi o zaplecze związane stricte z samymi wywarami. To oni odpowiadali za tę część badań. Ale inną kwestią był przepływ magii skumulowany w ciałach niebieskich i dokoła nich. To coś na zasadzie fal na wodzie — swobodnie przepływają jedna za drugą, ale jeśli wrzucimy kamień, ich tor się zmieni, wydłuży, zniekształci. Wystarczy obliczyć które ustawienie jest najkorzystniejsze i w czasie którego magia nie będzie miała problemu z rozbudzeniem mocy w danym eliksirze. Lub kiedy go wyjątkowo wzmocni - wytłumaczył spokojnie i powoli, odtwarzając sobie w głowie wspomnienia z tamtych czasów. To było niczym prehistoria. - Trzeba też pamiętać, że różne ustawienie planet czy naszego Księżyca wywołuje napór grawitacyjny, dlatego nie można się dziwić, jeśli kiedyś eliksir nie wyszedł czy się zważył. To naturalny proces. Jak odpływy i przypływy, wpływ pełni na wilkołaki i rozbudzenie wśród ludzi - dodał, zamykając pewną zdecydowanie bardziej rozszerzoną wersję odpowiedzi na zadane pytanie. - To dość zabawne, bo już w starożytności o tym wiedziano, a współcześnie nie przykłada się do tego wielkiej wagi... - umilkł na moment, bawiąc się swoją filiżanką. - Czym dokładnie się pani zajmuje, panno Leighton? - spytał, po raz pierwszy patrząc jej bezpośrednio w oczy. Jeśli kiedyś je znał, to teraz w jego błękitnych tęczówkach nie było po tym śladu.




father

He knew himself a villain—but he deem'd
The rest no better than the thing he seem'd;
And scorn'd the best as hypocrites who hid
Those deeds the bolder spirit plainly did.

Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
Charlene Leighton

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Zawód : mieszkanka Oazy, alchemiczka
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ELIKSIRY : 46
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/45
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Kawiarenka "Barć" Empty
PisanieTemat: Re: Kawiarenka "Barć" [odnośnikKawiarenka "Barć" I_icon_minitime10.08.19 14:12

Przyszło im żyć w trudnych, niespokojnych czasach. Podczas poprzedniej wojny była zbyt młoda, by ją pamiętać i realnie odczuć, ale teraz była dorosła i o wiele bardziej świadoma. To, co się działo, co spotykało często niewinnych, zwyczajnych ludzi, napawało ją lękiem i przerażeniem. Żałowała czasem, że sama jest tak słaba i bezbronna, że nie może zrobić nic poza warzeniem eliksirów. Jej jedyną siłą był jej bystry umysł, dzięki któremu mogła tworzyć coraz lepsze i silniejsze eliksiry. Myśl, że nie miała na nic realnego wpływu, i ją napełniała rozgoryczeniem, smutkiem i niepokojem, zwłaszcza odkąd zniknęła jej siostra, a ona nie potrafiła zrobić nic, by ją odnaleźć, nic poza biernym czekaniem na cud i pomaganiem tym, którym jeszcze mogła pomóc.
Praca i nauka były jej ucieczką, gruntem, po którym poruszała się zdecydowanie pewniej. Skupiając się na warzeniu eliksirów i zgłębianiu wiedzy nie zastanawiała się tyle nad bardziej przykrymi sprawami, nie rozmyślała bez przerwy o zniknięciu siostry i innych tragediach, na które nie miała wpływu, ponieważ potrzebowała trzeźwego i skupionego umysłu.
Spoglądała na mężczyznę nieco niepewnie, chcąc nie chcąc pamiętając tamten sierpniowy dzień i jego odejście z Zakonu. Poza tym nie chciała mu przeszkadzać, jeśli był zajęty, ale zauważyła, że i on wydawał się czymś strapiony, choć może tylko jej się wydawało? Choć z drugiej strony, czy istniał w tych czasach ktoś, kto nie był ani trochę strapiony?
Wysłuchała jego słów z uwagą. Posiadała dużą wiedzę z zakresu astronomii, zwłaszcza tej powiązanej z tworzeniem mikstur, ale w każdej dziedzinie wciąż dokonywały się nowe odkrycia, więc musiała być z nimi na bieżąco. Czasem okazywało się, że coś, co przez lata uważano za pewnik, było błędne, bo ciągle udoskonalano zarówno sprzęt, jak i techniki badawcze i odkrywano nowe ciała niebieskie, a także powiązania między tymi znanymi wcześniej. To, co działo się na niebie można było odnieść do tego, co działo się w kociołku i wykorzystać moc gwiazd i planet do tego, by mikstury były doskonalsze, a składniki bardziej wydajne. Wciąż pamiętała jak dawno temu, jeszcze gdy była w wieku wczesnonastoletnim, ogromnie zafascynował ją bezkres nieba nad głową i to, jak te wszystkie odległe obiekty wpływały na życie na Ziemi i na pracę alchemików.
- Więc pan sam nie warzy mikstur, a skupia się typowo na astronomii? Odkrywanie nowych ciał niebieskich i ich magicznych powiązań? – zapytała, choć tak podejrzewała po jego wykładzie, Jayden Vane wydawał się przede wszystkim badaczem nieba, nie alchemikiem. Ale niezależnie od tego jego prace badawcze były cenne dla alchemików. – Chętnie poznałabym też tych specjalistów, którzy zajmowali się stroną alchemiczną tych badań. Mam trochę pytań, które chętnie bym im zadała i wątpliwości, które chętnie skonsultuję. – W końcu ich cenna wiedza mogła jej się przydać, gdy już uda jej się stworzyć własne badania. Kiedyś to nastąpi, ale na razie altruistycznie poświęcała swój czas pracy dla Munga i Zakonu. W czasach wojny własne aspiracje i ambicje musiały zejść na dalszy plan, zostać poświęcone dla wyższego dobra, bo to, co się działo, wymagało wyrzeczeń i trudnych wyborów. Jeśli dożyje jej końca, może wtedy uda jej się spełnić marzenie o zostaniu naukowcem i opracowaniu jakiejś przełomowej receptury, leczącej z do tej pory nieuleczalnej choroby. Póki co oddawała się sprawom bardziej przyziemnym, choć chętnie uczestniczyła w projektach badawczych innych i czasem rozmyślała o podjęciu współpracy z jakimś alchemikiem lub astronomem, któremu mogłaby pomóc w badaniach, stać się jego adeptką.
- Jestem alchemiczką w Mungu, więc specjalizuję się w eliksirach leczniczych, ale po godzinach ćwiczę się w warzeniu również innych – odpowiedziała. Zdawała sobie sprawę, że jej praca nie była zbyt ambitna, na pewno nie z punktu widzenia prawdziwych naukowców. Nie pragnęła jednak sławy czy splendoru, a przede wszystkim dobra tych wszystkich ludzi, którzy potrzebowali jej mikstur. Zakon Feniksa i potrzebujący pacjenci Munga byli ważniejsi niż śmiałe marzenia i wysokie aspiracje. – Bardzo fascynuje mnie powiązanie między alchemią i astronomią, więc od dawna staram się być na bieżąco z nowymi odkryciami i nie zostawać w tyle, skoro świat nauki stale się rozwija i ciągle dowiadujemy się czegoś nowego. Jestem stałym gościem Wieży Astrologów i czytelnikiem naukowych czasopism, i to stamtąd dowiedziałam się o tych prelekcjach. Miło było posłuchać pańskiego wykładu.
Uśmiechnęła się, a po chwili podano jej śniadanie, więc zaczęła pałaszować swoje tosty z miodem i sączyć herbatkę, osłodzoną również miodem, którego smak przywodził na myśl lato i kwitnące kwiaty.






Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, head of ravenclaw house, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Kawiarenka "Barć" Empty
PisanieTemat: Re: Kawiarenka "Barć" [odnośnikKawiarenka "Barć" I_icon_minitime10.08.19 17:36

Musieli sobie radzić z wieloma problemami, nie będąc nawet bezpośrednio zaangażowani w konflikt czy walki. Jayden pomimo braku przynależności do dawnej organizacji starał się jednak dawać wyraz swojemu sprzeciwowi co do aktualnie panujących rządów. Nie potrafił robić absolutnie niczego, równocześnie mając przed sobą tyle zła i niesprawiedliwości, które szerzyły się po całym kraju, równocześnie niszcząc tak wiele ludzkich istnień. Jego pasywność nie współgrałaby z charakterem oraz przeżyciami. Miał o kogo się troszczyć, nad kim sprawować opiekę i czy pozostanie kompletnie wycofanym nie równałoby się ze zwykłym brakiem chęci obrony najbliższych? Wciąż martwił się o rodziców czy swoich uczniów, nie będąc pewnym czy anomalie zupełnie zostały wyplenione z ich świata, czy może mogły wrócić w każdym momencie? Szalejąca na zewnątrz pogoda wcale nie sprzyjała pozytywnemu myśleniu, jednak coś musiało się zmienić. Coś musiało spowodować, że zaczną żyć lepiej i porzucą ten bezsensowny konflikt, który nie miał żadnej racji bytu. Mugole byli i mieli być częścią ich społeczności, bo czym tak naprawdę się różnili od czarodziejów? Pomijając sam fakt magii. Vane nie chciał być tym, który jedynie mówi o swoich obiekcjach. Nie tego był uczony. Nie to miało go motywować i ciągnąć do dalszych działań. Wraz z końcem roku sądził, że jego życie właśnie stawało się pełne, a poziom szczęścia osiągnął apogeum, co pozwoliłoby mu patrzeć inaczej na to, co się działo. Najwyraźniej jednak nie było mu pisane odczuwać je zbyt długo, gdy kilka słów zmiotło go z nóg, odbierając wszystkie siły. Tęsknił za nią i nie potrafił się odnaleźć w tej rzeczywistości, w której go zostawiła.
Dlatego pracował. Dlatego rzucił się w ten wir obowiązków, nakładając na siebie zbyt dużo i równocześnie czując, że robił zbyt mało, by się otrząsnąć. By ruszyć dalej, chociaż w głębi serca wiedział, że nie było to możliwe. Pod pewnymi względami był nawet wdzięczny za takie rozmowy, jakie właśnie prowadził, bo odciągały go od szarości i brudu. Od zmierzenia się z własnymi słabościami, które wcześniej zdawały się być atutami. Grał swoją część roli, uważnie słuchając i chcąc skupić się na jak najbardziej teoretycznym podejściu do tematu, żeby się nie rozpraszać. Właśnie dlatego też jego wypowiedź miała taki wydźwięk, chociaż kobieta może chciała usłyszeć nieco inną wersję. Niestety w tym momencie nie miał siły ani sposobu, by to rozwiązać. Poddawanie się emocjom mogło prowadzić do katastrofy, a tego wolał uniknąć.
- Nie - odpowiedział krótko, gdy czarownica spytała go o warzenie eliksirów i astronomię. Nie zamierzał jednak tylko na tym kończyć wytłumaczenia, dlatego zaraz też kontynuował i rozszerzył lakoniczne wyjaśnienie. - Nie znam się na tych procesach, ale obie dziedziny łączy kilka wspólnych elementów, które dla jednej, jak i drugiej strony są jasne i zrozumiałe. Dzięki temu łatwo odnaleźć nam wspólny język, a czysto naukowa astronomia daje wam, alchemikom nowe spojrzenie na niektóre kwestie. Tak samo i wy dajecie nam, astronomom, możliwość poszerzenia spektrum i wzbudzacie motywacje do pomocy. Strumień magii docierający do Ziemi i siła grawitacji są dla nas czymś naturalnym i doskonale znanym. Dla was — już nie do końca, bo chodzi głównie o sam proces tworzenia eliksiru. Resztą otoczki zajmujemy się chociażby my, kiedy mówimy wam, kiedy najlepiej jest coś uwarzyć. Kiedy indziej pomagają wam zielarze, uzdrowiciele, numerolodzy. To jeden wielki krąg nauki i to jest wspaniałe. Wszystko łączy się w jedną, spójną całość - zakończył, biorąc łyk swojej herbaty i od razu skinął ochoczo głową. - Oczywiście. Mogę przesłać pani nazwiska badaczy biorących udział w projekcie. Niektórzy są... Cóż. Wie pani, jacy potrafią być alchemicy, dlatego spokojnie będzie mogła pani powołać się na mnie. - Nie wszyscy byli otwarci, nie wszyscy lubili dzielić się swoimi tajemnicami z innymi, dlatego delikatna pomoc na pewno miała się przydać w niektórych przypadkach. Dalsza część wypowiedzi młodej alchemiczki niezwykle go zaciekawiła i przez moment milczał, chcąc zebrać swoje myśli i klarownie je przedstawić. Skinął głową w międzyczasie, słysząc pochwałę, jednak jego umysł był już w innej galaktyce. Dlatego Charlene musiała mu wybaczyć pauzę w rozmowie, którą po chwili przerwał. - Nie byłaby pani chętna do uczestniczenia w kolejnych badaniach, które rozplanowuję? - spytał, patrząc na nią poważnie. - Alchemik, z którym miałem je prowadzić wyjechał. - Cyrus nie dawał znaku życia, a Jayden nie miał głowy w ostatnim czasie do poszukiwania zastępstwa. - Znalazł on cenny meteoryt, nad którym zamierzaliśmy pracować. Celem badań miało być sprawdzenie działania wydobytego pyłu międzyplanetarnego, by zastąpić nim podobne ingrediencje. Oczywiście po wcześniejszym sprawdzeniu jego reakcji z pasującymi ingrediencjami. Chodziłoby o stworzenie odpowiedniego specyfiku do wykorzystania w lecznictwie - wyjaśnił. Sądził, że ten projekt miał zostać porzucony, ale jeśli Leighton wyraziłaby chęć, przysiadłby nad nim i w końcu uporał się z rozpiską.




father

He knew himself a villain—but he deem'd
The rest no better than the thing he seem'd;
And scorn'd the best as hypocrites who hid
Those deeds the bolder spirit plainly did.

Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
Charlene Leighton

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Zawód : mieszkanka Oazy, alchemiczka
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ELIKSIRY : 46
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/45
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Kawiarenka "Barć" Empty
PisanieTemat: Re: Kawiarenka "Barć" [odnośnikKawiarenka "Barć" I_icon_minitime11.08.19 3:05

I dla Charlie praca i nauka nie były już tylko przyjemnością, hobby czy w dalszej kolejności źródłem zarobku, ale też ucieczką od rzeczywistości w której zaginęła jej siostra i zaczęła się wojna, pochłaniając kolejne istnienia, rozdzierając rodziny i wywracając ich ustalone, dotąd toczące się w utartych ramach życie do góry nogami. Gdy była kursantką alchemii miała głowę pełną marzeń i wiary w to, jak piękne i wspaniałe życie ją czeka, jak wiele możliwości będzie się przed nią rysować, gdy już ukończy kurs. Marzyła o przyszłej pracy naukowej, o poszerzaniu horyzontów alchemicznej wierzy i w końcu, w jakiejś dalekiej przyszłości, stworzeniu nowego, przełomowego specyfiku, który odmieni życie wielu czarodziejów na lepsze.
- Ma pan całkowitą rację, że my, alchemicy, potrzebujemy wielu innych dziedzin, które są ściśle powiązane z eliksirami. Dlatego właśnie tak cenne są dla mnie i myślę że dla wielu innych alchemików również, okazje do poszerzenia wiadomości i spotkania z badaczami zajmującymi się innymi wycinkami tej wiedzy – przytaknęła. Bez względu na to co zrobił Vane w sierpniu, nie mogła odmówić mu inteligencji i wiedzy. – Potrzebujemy astronomii, by wykorzystać moc gwiazd do warzenia mikstur, wiedzy o zielarstwie i magizoologii, by lepiej radzić sobie z ingrediencjami i odpowiednio je ze sobą łączyć, numerologii by rozumieć cały proces przemiany składników, a w mniejszym stopniu niekiedy i innych rzeczy. – Ale czy to nie było piękne? To, że trzeba było czasem sięgnąć do innych gałęzi wiedzy, porozmawiać z zajmującymi się nimi pasjonatami i badaczami, by umieć wykorzystać to, jak to wszystko się ze sobą łączyło. Dlatego Charlie nie zamykała się, bo wiedziała, jak bardzo potrzebuje wszechstronnej wiedzy. Im więcej wiedziała nie tylko o alchemii i astronomii, ale też o magicznych stworzeniach i roślinach, tym lepsze były jej eliksiry i tym rzadziej popełniała błędy w sztuce ich tworzenia i tym większe miała szanse na to, by w przyszłości rzeczywiście użyć tej wiedzy do przeprowadzenia własnych badań nad jakimś nowym eliksirem. – I chętnie przyjmę te nazwiska, i oczywiście powołam się na pana, jeśli nie będą zbyt skorzy do rozmowy. – Ale kto wie, może się okaże, że i ona znała tych naukowców lub znał ich ktoś z jej rodziny? Wśród Leightonów przez lata było wielu alchemików, miała kilka ciotek i wujków którzy zajmowali się tą dziedziną. Z ich wiedzy też czasem korzystała, choć nie wszyscy znajdowali się w Anglii i czasem musiała poczekać dłuższy czas, by uzyskać odpowiedź na wysłany do nich list. W każdym razie świat alchemików nie był nie wiadomo jak rozległy, bo nie każdy czarodziej znał się na tej dziedzinie i w Hogwarcie była jedną z niewielu osób na swoim roku, które lubiły eliksiry i nie traktowały tych lekcji jako cotygodniową udrękę.
Uniosła brwi z zaskoczenia, słysząc jego propozycję. Badania z Jaydenem Vane? Jak zapatrywaliby się na to Zakonnicy, gdyby wiedzieli, że współpracuje z osobą, która ich opuściła w dość ciężkiej i gorzkiej atmosferze, następnie tracąc pamięć? Dlatego się zawahała, chociaż sama propozycja bardzo ją zaciekawiła i była dla niej szansą na to, by po raz kolejny musnąć świata naukowych badań. Pomagała już przy badaniach Poppy i w przeszłości uczestniczyła w kilku innych projektach bardziej doświadczonych naukowców, i zawsze jej się to podobało i było dobrą okazją do zdobycia dodatkowej wiedzy i doświadczenia. Poza tym Roselyn ufała temu mężczyźnie, i przez wzgląd na to mogła przynajmniej to rozważyć bez poczucia winy. Bo ufała Roselyn i wierzyła, że jej kuzynka nie przyjaźniłaby się ze złym człowiekiem.
- To... brzmi naprawdę ciekawie – odezwała się w końcu. – Nie wiem, jak pozwoli mi czas, bo moją wiodącą pracą jest i pozostanie ta dla Munga, ale jeśli okaże się, że dałabym radę... To chętnie pomogę na miarę moich możliwości i posłużę alchemiczną wiedzą. Myślę, że udział w czymś takim byłby dla mnie bardzo pouczający, więc aż żal byłoby przepuścić taką okazję koło nosa.
Bo nie wiadomo, kiedy znowu się nadarzy taka sposobność. A naprawdę potrzebowała gromadzić badawcze doświadczenia u boku innych czarodziejów.
- Napisze pan do mnie, kiedy przygotuje projekt i będzie potrzebny udział alchemika? I opowie coś więcej o tym meteorycie? – spytała jeszcze. Tego zdecydowanie się nie spodziewała, podchodząc do jego stolika by pochwalić jego wykład i zarazem uniknąć samotnego jedzenia śniadania. Ale zdawała sobie sprawę że dużo mogło się zmienić i że jej udział w projekcie nie był stuprocentowo pewny, choć wstępnie wykazała zainteresowanie i chciała uczestniczyć w badaniach.






Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, head of ravenclaw house, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Kawiarenka "Barć" Empty
PisanieTemat: Re: Kawiarenka "Barć" [odnośnikKawiarenka "Barć" I_icon_minitime11.08.19 22:53

To dobrze, że ludzie nie zapomnieli jeszcze o czymś takim jak własne marzenia i patrzyli w przyszłość z wizją świata bez wojny. Jayden również tego chciał, chociaż teraz wszystko zdawało się po prostu puste. Może za jakiś czas miało się to zmienić, ale nawet nie wyobrażał sobie takiego rozwoju sytuacji. Na razie trwał w jakimś zawieszeniu bez perspektyw i bez większego pomyślunku. Liczył na to, że poświęcenie się pracy naprowadzi go na odpowiednie tory i ukształtuje tak jak kiedyś. Nawet pomimo przeszkód. Wszystkich dotykały jakieś tragedie, a z kolejnymi miesiącami jedynie ich przybywało — radzenie sobie z takim nasyceniem negatywów potrafiło być deprymujące, jednak codziennie można było odnaleźć drobne skrawki nadziei. Parę miesięcy wcześniej i Vane nie miałby problemu z wydobyciem pozytywów nawet z najgorszej chwili, ale teraz było inaczej.
Z miłą chęcią słuchał słów młodej alchemiczki, zdając sobie sprawę, że jej obecność oraz ta krótka wymiana spostrzeżeń była wyjątkowo przyjemna. Potrzebował takiego oddechu od męczących go codziennie wyrzutów sumienia oraz zmęczenia. Rozmowa z kimś tak młodym, a równocześnie zaangażowanym w swoją pracę mobilizowała, dawała nowe światło na sytuację oraz równocześnie dodawała otuchy. W czasach gdy wydawało się, że wszyscy są przytłoczeni panująca rzeczywistością, takie przełamanie schematu było jak najbardziej potrzebne. Chociaż nie znał swojej rozmówczyni, widział w niej to światło, które było w stanie rozświetlić mrok dokoła i wspomóc znajdujących się w jego zasięgu. To dobrze. Czy to był znak dla niego? Czy powinien był to odebrać w ten sposób i chcąc chociaż na chwilę nasycić się tym ciepłem dawnych emocji? Być może. Być może przypominał żebraka, który wyciągał ręce ku dawnym, niemalże zapomnianym wspomnieniom, chcąc poczuć je nawet w najdrobniejszym odłamku. Dlatego nie przerywał, czekając, aż dziewczyna skończy i słuchając jej uważnie. - Cóż... To nie do końca moc gwiazd, ale czysta nauka... Jednak to naprawdę ważne, żeby dostrzegać tę współzależność. Dzięki temu nie tylko rozwijamy naukę, ale również i siebie samych. Miło słyszeć takie słowa z ust kogoś tak młodego - umilkł.
Nie mógł pamiętać działań, które widziała w nim czarownica, ale nie umniejszało to w żaden sposób wagi propozycji, jaką wysunął w jej stronę. Byli naukowcami, a to sprawiało, że wszystkie wątpliwości powinny usunąć im się z drogi. Jayden od zawsze chciał, żeby ta sfera była bezkonfliktową sceną, w której każdy mógł wymienić się poglądami bez znaczenia na własne przekonania. Wiedział jednak, że było to niemożliwe. Tak samo, jak dojście do porozumienia w kategoriach politycznych, ale czy nie było to wpisane w naturę człowieka? Wieczny konflikt? Wojna z samymi sobą? Niekiedy mogły rozwijać, najczęściej jednak bywały wyniszczające. - To i tak nie będzie projekt, który rozpocznie się w tym miesiącu lub nawet następnym. Praca w Hogwarcie jest dość... Wyczerpująca momentami - odpowiedział, czując jak usta wygięły mu się w bladym uśmiechu. Szczególnie teraz nie potrafił poczuć się swobodnie w znajomych murach. Mimo to ucieszył się, że panna Leighton zamierzała rozważyć tę propozycję. Bez Cyrusa było mu ciężko ruszyć dalej, a nawał obowiązków i zmian uniemożliwiały mu tak swobodne poszukiwania alchemicznego zastępstwa. Szczególnie że ludzie także mieli swoje zadania. Wizja wyciągnięcia ręki w stronę młodego czarodzieja była jednak bardzo kusząca — Vane od zawsze pokładał o wiele więcej nadziei w młodszym pokoleniu niż jego starsi koledzy, co nie zawsze spotykało się z pozytywnym odbiorem. Ale nie przejmował się tym. Liczył na to, że gdy wszystko dojdzie do skutku, Charlene znajdzie czas i będzie mogła przyjąć propozycję współpracy. Teraz jednak nadszedł czas rozstania. Obowiązki wzywały, a Jay nie chciał też przeszkadzać kobiecie w cieszeniu się jedzeniem. Zebrał notatki i wstając, odpowiedział na zadane pytania:
- Oczywiście. Skontaktuję się z panią, gdy teoretyczna część zostanie zakończona i będzie można podchodzić do praktycznych etapów. Życzę smacznego. Oraz miłego dnia. Mam nadzieję też, że do zobaczenia w niedługiej przyszłości - uśmiechnął się ciepło, obdarzając ją spojrzeniem, które tak często widzieli jego uczniowie. Skinął czarownicy głową na pożegnanie, po czym opuścił kawiarenkę, odnotowując w myślach, żeby jeszcze przed końcem dnia zrobić listę alchemików, o którą prosiła. Nie wybaczyłby sobie, gdyby zapomniał.

|zt




father

He knew himself a villain—but he deem'd
The rest no better than the thing he seem'd;
And scorn'd the best as hypocrites who hid
Those deeds the bolder spirit plainly did.

Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
Charlene Leighton

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Zawód : mieszkanka Oazy, alchemiczka
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ELIKSIRY : 46
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/45
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Kawiarenka "Barć" Empty
PisanieTemat: Re: Kawiarenka "Barć" [odnośnikKawiarenka "Barć" I_icon_minitime12.08.19 0:40

Charlie miała wiele marzeń, choć ostatnimi czasy coraz częściej w jej umysł wkradały się obawy, że może nie dożyć ich spełnienia. Aktualnie musiały zresztą zejść na dalszy plan, nie mogła myśleć tylko o sobie i swoich aspiracjach, kiedy ludzie znikali i ginęli. Zaginięcie Very dość brutalnie sprowadziło ją z obłoków na ziemię i uzmysłowiło powagę sytuacji, a także to, że zniknąć mógł każdy i nie dotyczyło to już tylko bezimiennych, obcych ludzi. Nawet ona pewnego dnia mogła przepaść. A jeśli upadną słuszne wartości i świat oparty na sprawiedliwości i tolerancji, jakie znaczenie będą mieć jej marzenia i to, o czym fantazjowała już od lat nastoletnich?
Nie mogła wiecznie żyć z głową w chmurach, czasem należało zejść na ziemię i stanąć na niej obiema nogami, choć nadal przychodziło jej to z pewnym trudem. To nie była jej rzeczywistość. Sielankowa młodość nie przygotowała jej na to, co się działo w ostatnich miesiącach i teraz. Ale tym, co łączyło to stare życie z obecnym, była alchemia. Jej praca i pasja była stabilną przystanią, jedną z nielicznych stałych w obecnym czasie, a dzięki niej jednocześnie mogła pomagać innym i być użyteczną nawet bez chwytania za różdżkę.
Pokiwała głową i ugryzła kolejny kawałek tosta z miodem, który był naprawdę smaczny i pożywny. Jayden, bez względu na to, co zrobił w sierpniu, wydawał się człowiekiem nauki wkładającym dużo serca w to, co robił i pragnącym poszerzać horyzonty wiedzy. Ale czy ona nie chciała tego samego? Pragnęła dołożyć choć małą cegiełkę do rozwijanego od wieku dorobku czarodziejów. Nie zależało jej na sławie i złocie, a właśnie na tym, by odkryć coś, co przysłuży się kolejnym pokoleniom. Nawet jeśli jej nazwisko nie zostanie zapamiętane, chciała coś po sobie na tym świecie pozostawić dla tych którzy przyjdą po nich. Chciała wierzyć że jakaś dobra przyszłość będzie i że mrok obecnie ogarniający ich kraj zostanie pewnego dnia odegnany. Chciała tego doczekać.
Również wolałaby świata bez konfliktów i podziałów, zwłaszcza świata nauki, który powinien pozostać neutralny i służyć dobru ogółu, ale i ona wiedziała, że to tak nie działa i obecnie praktycznie każda sfera życia została skażona polityką. Że ludzie byli istotami, które dążyły do konfliktów, lubiły się dzielić na „my” i „oni”, budować podziały i wynajdować kolejne powody do negatywnych emocji wobec tego co inne.
- Zdaję sobie sprawę, że ma pan dużo zajęć, ucząc młode pokolenie tajników astronomii. Zawsze podziwiałam nauczycieli za ich zaangażowanie i wyrzeczenia, które podejmowali, żeby nas czegoś nauczyć – odezwała się. – W każdym razie gdy uda się znaleźć dogodny termin proszę o kontakt, bo ja również nie narzekam na brak pracy i obowiązków, i muszę rozplanować swój czas.
Będzie więc mogła się zastanowić, a po zapoznaniu z planem badań określić, czy podoła czasowo. Niemniej jednak chciała przynajmniej spróbować, bo to mogła być dobra okazja do tego, by przebadać rzadką ingrediencję i spróbować odkryć jej potencjalne, wciąż nieznane właściwości.
Vane po chwili jednak zaczął zbierać notatki, najwyraźniej obowiązki go wzywały.
- Ja także życzę panu miłego dnia. I dziękuję za rozmowę oraz możliwość wysłuchania wczorajszego wykładu – powiedziała na odchodne. Gdy odszedł, wróciła do jedzenia, wciąż rozmyślając o usłyszanej propozycji. Akurat kończyła śniadanie, gdy do kawiarenki weszła jej znajoma.

| zt.






Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kawiarenka "Barć" Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Kawiarenka "Barć" Empty
PisanieTemat: Re: Kawiarenka "Barć" [odnośnikKawiarenka "Barć" I_icon_minitime14.01.21 21:56

Lokal zamknięty

Podchodzicie do drzwi wejściowych i dostrzegacie panującą wewnątrz pustkę. Dopiero po chwili odszukujecie spojrzeniem brzydki napis spisany w pośpiechu zamknięte. Domyślacie się, że wojna musiała zmusić właścicieli do wycofania się z prowadzenia biznesu. I kto wie? Może również ucieczki?


Lokal został zamknięty do odwołania. Można jednak prowadzić rozgrywki mające miejsce przed budynkiem.



Powrót do góry Go down
 

Kawiarenka "Barć"

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Irlandia :: Miododajnia-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21