Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pod Raptuśnikiem
AutorWiadomość
Pod Raptuśnikiem [odnośnik]16.07.19 21:28
First topic message reminder :

Pod Raptuśnikiem

★★
Czarodziejski pub, zlokalizowany na obrzeżach Londynu, swoją nazwę zawdzięcza porastającym prowadzącą do niego drogę drzewom raptuśnika (obwieszonym ostrzeżeniami, przestrzegającymi przed zjadaniem charakterystycznych, kropkowanych listków); schowany za ścianą zieleni tak dokładnie, że z głównej ulicy jest niemal niewidoczny, mimo to od lat przyciąga do siebie liczną, stałą klientelę, lubującą się w serwowanych tutaj, tradycyjnych czarodziejskich trunkach – głównie piwie. Wnętrze budynku składa się z kilku kameralnych pomieszczeń, w których porozstawiano okrągłe, drewniane stoliki o wypolerowanych blatach, otoczone krzesłami i stołkami pochodzącymi z różnych kompletów. W każdej z sal znajduje się niewielki kominek (niepodłączony do sieci Fiuu), a kamienne ściany przyozdobione są fotografiami i portretami sławnych czarodziejów i czarownic, którzy odwiedzili pub.
Niewielu z odwiedzających wie, że właściciele Raptuśnika (starsze małżeństwo, które na skutek działań obecnego rządu utraciło obu dorosłych już synów – aurorów) zajmują się w tajemnicy dystrybucją nielegalnego już Proroka Codziennego. Najnowsze wydanie gazety można przeczytać na miejscu: wystarczy, że przy składaniu zamówienia użyje się tajnego hasła, prosząc o podanie karty duńskich alkoholi. Wszystkie egzemplarze w istocie wyglądają dla postronnego obserwatora jak piwne menu, ale gdy czytający weźmie je do rąk, ujawnia się ukryty pod zaklęciami tekst artykułów. Otrzymanej gazety nie wolno wynieść poza lokal, a po przeczytaniu powinno się zwrócić ją właścicielom – lub spalić, wrzucając do jednego z zawsze płonących kominków.

W lokacji można przeczytać najnowszego Proroka Codziennego.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:33, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pod Raptuśnikiem - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pod Raptuśnikiem [odnośnik]10.08.21 0:53
Syknął z bólu, głośniej, niż rzeczywiście ból odczuwał, trochę dla zaznaczenia boleści, trochę dla stłumienia cichnących dźwięków; zgiął palce, umyślnie wyciskając z rozcięcia więcej krwi, niby przypadkiem kładąc dłoń na osypanym szkłem blatem, by zabrudzić go krwią.
- To wypadek, proszę się nie przejmować  - zapewnił go z przekonaniem, głęboko w sercu odczuwając zażenowanie własnym zachowaniem. Już nawet nie chodziło o te palce, o to rozcięcie, o okradanie gościa rozprowadzającego Proroka po Londynie, a o robienie z siebie aż takiej pierdoły. Pośpiesz się, Jimmy. Usiłował się dyskretnie rozejrzeć wokół siebie, kiedy barman zajęty był rozmową z dziewczyną, zaczynał mu się palić grunt pod nogami, a James dalej nie wychodził, wówczas jednak napotkał wzrok barmana. Spoglądał na niego znacząco, na tyle, by nie wziął tego za przypadek - domyślał się, że ten krótki kontakt miał mu pozwolić zorientować się, na ile ten zlepek wyrażeń mógł paść z jego ust przypadkowo. Starał się, by na jego twarzy nie pojawiło się zawahanie ani zaskoczenie jego reakcją, a jedynie - zrozumienie tego, co rozumieli obydwoje i najpewniej nikt poza nimi. Umknął jednak spojrzeniem od razu, gdy mężczyzna zaczął rozglądać się na boki, upewniając się, że nikt ich nie słyszał, starając się zachowywać naturalnie - przyjął od dziewczyny ściereczkę, ocierając dłoń z krwi. Syknął, znów głośniej, niż musiał, gdy ziołowy płyn zetknął się z rozcięciem. Uwierzą mu, że zranienie doskwierało mu aż tak? Miał delikatną twarz, był niewysoki, cały się taki pewnie wydawał - rozciągnięte mięśnie ukrywały drzemiącą w ciele siłę, a dyskomfort był przecież odczuwalny tak czy inaczej. Otarł spływającą strużkę, po czym przycisnął tkaninę do rany, niedokładnie, znał podstawy pierwszej pomocy, na Arenie przecież cały czas ktoś robił sobie krzywdę, ale o tym nikt nie musiał wiedzieć, przeciągnął dłoń bliżej siebie, zrzucając ją z lady, by nikt nie widział tego, co robił; materiał miał się znaleźć tuż obok rozcięcia, pchnięcie palca miało podrażnić ranę i wycisnąć z niej więcej krwi, którą zamierzał zgarnąć tkaniną, spodziewając się, że szybko przesiąknie niepokojącą czerwienią. - Niech pan poczeka - zawołał za nim. - To tak powinno wyglądać? - dopytał, wyciągając rękę. - Chyba mam tam szkło - poskarżył się bezradnie, przenosząc spojrzenie między barmanem a młodszą dziewczyną. - Powinienem chyba... - Urwał, wahając się, uchwyciwszy spojrzenie mężczyzny jeszcze raz, znaczące. Pamiętaj, podczas spaceru po linie nie można się zatrzymać ani zawahać. Herbata z rumem, na koszt barmana, zabrzmiało jak bajka. - Pomoże mi pan? Zabandażować? - Wpatrywał się w jego twarz, szukał jego spojrzenia, mieli porozmawiać o jego kuzynce, nie o bandażach, ale rana przecież wciąż krwawiła. - Powinienem z tym chyba zajrzeć potem do uzdrowiciela. Myśli pan, że można  z tym długo zwlekać? - zapytał bez przekonania, zwracając się ku niemu pytającym spojrzeniem. Na pewno nie można, miało mówić jego wystraszone spojrzenie, iskrą rozpalającą to uczucie był raczej James niż rozcięta skóra. Zawzięcie ignorował hałas, uznając, że próby jego przetłumaczenia mogłyby zabrzmieć podejrzanie, nie wiedział, co mogło go wywołać, choć spodziewał się zabezpieczeń - starał się pozostać skupiony na sobie i przeciągnąć uwagę barmana ku sobie. - Zróbmy to szybko - poprosił. - Niech pan ze mną pójdzie - Opowie mi pan o tych duńskich alkoholach, wie pan.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 3 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Pod Raptuśnikiem [odnośnik]13.08.21 22:42
Drzwi, którymi James dostał się do kuchni, wciąż pozostawały lekko uchylone; wycofując się w ich kierunku, Doe był w stanie dostrzec niewielki, widoczny w prostokątnym prześwicie fragment korytarza, który wydawał mu się pusty – nie poruszała się w nim żadna sylwetka, nie dobiegał dźwięk przybliżających się kroków. Ściśnięty w dłoni worek z cukrem ciążył mu nieco, ale nie na tyle, by utrudnić ewentualną ucieczkę. – Och. Ile ma lat? – zapytała dziewczyna, odrywając spojrzenie od rozsypanego na podłodze cukru i przenosząc je na Jamesa; na jej ustach malował się lekki uśmiech, a między ciemnymi brwiami pojawiła się zmarszczka, która mogła oznaczać zarówno troskę, jak i zastanowienie. – Pana siostra – doprecyzowała, spoglądając na Jamesa pytająco. Zaraz po tym machnęła jednak ręką, nie czekając na odpowiedź. – Niech pan zaczeka – powiedziała, po czym zrobiła krok w stronę jednej z szafek, dłonią sięgając szuflady; odsunęła ją lekko, przesunęła czymś w środku, po czym wyciągnęła z niej niewielki, prostokątny przedmiot – który okazał się stugramową tabliczką mlecznej czekolady, zawiniętej w prosty, brązowy papier. Takie słodkości kiedyś można było bez trudu dostać na każdym rogu w Hogsmeade; dzisiaj należały do rzadkości. – Proszę to dla niej wziąć – powiedziała, robiąc krok w stronę Jamesa i podając mu czekoladę. Uśmiechnęła się zachęcająco. – Czarodziej, który przywozi nam towar, czasami mi je zostawia. Myślę, że nie miałby nic przeciwko – dodała. – Następnym razem pokażę mu ten fałszoskop, może da się go naprawić. Dzisiaj rzeczywiście trzeba uważać – przyznała. Gdy James zaoferował, że pójdzie poszukać mężczyzny, zawahała się widocznie. – Jest pan pewien? Jeśli jest niebezpieczny… Proszę na siebie uważać! – krzyknęła za nim, ale James zdążył już wysunąć się na korytarz. Tak, jak wcześniej mu się wydawało, był pusty – nie miał więc problemu ze schowaniem worka z cukrem pod kurtkę, choć ze względu na swoje rozmiary nie pozostał całkowicie niewidoczny, tworząc pod materiałem sporej wielkości wybrzuszenie. Idąc szybkim krokiem, Doe zdołał dotrzeć z powrotem na główną salę, gdzie mógł rzucić okiem w stronę lady – zauważając niewielkie pobojowisko: rozbitą butelkę, rozlany na posadzce płyn i Marceliusa, który zaciskał w dłoni białą, zakrwawioną szmatkę. Po drodze do drzwi wyjściowych nikt go nie zatrzymał, ale gdy znalazł się tuż przy nich, gdzieś za jego plecami rozległy się szybkie kroki. – Proszę pana! Cukier! – krzyknęła dziewczyna, ta sama, którą spotkał w kuchni; wbiegła na salę, zatrzymując się tuż przy wylocie prowadzącego na zaplecze korytarza, lewą dłoń przyciskając do klatki piersiowej na wysokości serca. Z wyrazu jej twarzy wynikało, że już rozumiała, co przed chwilą zaszło – i patrzyła prosto na Jamesa z mieszaniną prośby i rozczarowania.

W tym samym czasie Marcelius, wspinając na wyżyny umiejętności aktorskich, zdołał wycisnąć z niezbyt głębokiego rozcięcia nieco więcej krwi; kilka kropel spłynęło po skórze, barwiąc na czerwono jasną tkaninę i sprawiając, że zranienie wyglądało na poważniejsze niż było w rzeczywistości. Pozornie, wprawne oko czarodzieja obeznanego z podstawami uzdrowicielstwa byłoby w stanie od razu stwierdzić, że do zaleczenia skaleczenia wystarczyłby prosty opatrunek i odrobina czasu, ale póki co nikt nie przyglądał mu się aż tak dokładnie. – No, rzeczywiście nie wygląda to najlepiej – przyznał barman, zatrzymawszy się po raz kolejny, żeby spojrzeć na wyciągniętą przez Marceliusa dłoń. Dylemat malował się na jego twarzy wyraźnie, z jednej strony wiedział, że powinien sprawdzić zaplecze – ale z drugiej, nie chciał zostawiać zranionego klienta samemu sobie. Wypowiedziana wprost prośba o pomoc zdawała się przeważyć szalę. – No dobrze, ma pan rację, niech pan pójdzie za mną. Zobaczymy, jak to wygląda… I w razie czego zawołam żonę, trochę się na tym zna, nasi synowie czasami do niej przychodzili, kiedy jeszcze… – Potarł dłonią brodę. Odchrząknął. – No, ale tak, nie ma co czekać – podsumował. Stojący po drugiej stronie lady Marcelius mógł dostrzec kątem oka Jamesa, który wyłonił się z korytarza prowadzącego do kuchni; szedł szybko, z dłońmi ułożonymi jakoś dziwnie, a jego ubranie wybrzuszało się widocznie z przodu. Gdy dotarł do drzwi, wybiegła za nim dziewczyna – ciemnowłosa, młoda, z obsypaną piegami twarzą, teraz zaczerwienioną od krótkiego biegu. Jej okrzyk poniósł się po sali wyraźnie, zwracając uwagę nie tylko barmana i Millie, ale i wszystkich siedzących w pobliżu klientów, których głowy odwróciły się ku rozgrywającej się scenie.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pod Raptuśnikiem - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pod Raptuśnikiem [odnośnik]13.08.21 23:36
Otworzył oczy szeroko, kiedy barman kolejny raz cofnął się w jego stronę, bardzo starając się zrobić minę rzeczywiście świadczącą o bólu. Palec nie bolał ani trochę, a krew sączyła się z coraz większym trudem, nie zostało mu dużo czasu - wstał, gotów iść na zaplecze, które proponował wcześniej, skinąwszy głową na kolejną przedstawioną przez niego propozycję. Wierzył, że im szybciej stąd znikną, tym lepiej będzie dla nich wszystkich, a na pewno dla Jamesa. Nie było go już długo, zbyt długo, a to nie wróżyło niczego dobrego. Znalazł albo cukier albo kłopoty, a po takim czasie prawdopodobnym było, że udało mu się połączyć dwa w jednym.
Kiedy jeszcze, spojrzał na niego z powagą, co się z nimi stało, żyli, umarli, zostali uwięzieni? Byli w ogóle czarodziejami? A może się go wyparli? Facet rozdawał tutaj Proroka Codziennego, ryzykował sobą wiele, czy dlatego, że nie miał już nic do stracenia? Pokiwał głową ze zrozumieniem, kiedy zapowiedział przyjście żony: w najgorszym razie wyjdzie na hipochondryka, bardziej się już i tak nie skompromituje po tym wystąpieniu. Mógł mieć tylko nadzieję, że następnym razem nikt go tutaj nie pozna. Ale wtedy: kątem oka dostrzegł Jamesa, początkowo z ulgą w sercu, pewien, że to czas zwijać się do domu, ale wyglądało na to, że ciągnął się za nim ogon. W postaci młodej dziewczyny: nie potrafił sobie z nią poradzić? Spojrzał na jej twarz, robiła się czerwona, zmęczona, na reakcję miał ledwie kilka sekund. Nie mógł tego dłużej ignorować, patrzeli na niego już wszyscy w pomieszczeniu. I barman, barman tez już nie odpuści. Ukradł cukier, wszyscy słyszeli.
- To złodziej? - dopytał barmana na jednym tchu, szybko wyrzucane słowa wypowiadane były w pośpiechu; zdawało mu się, że nikt nie miał już wątpliwości co do istoty jego przewin. Trochę jakby zapomniał o ranie - odrzucił zakrwawioną szmatkę na ladę. - Niech pan zostawi wiadomość, przyjdę po nią - dodał, odskakując od lady, starczy mu adres kuzynki, żeby sprawdzić, czego potrzebowała. Tak w ramach zadośćuczynienia chociaż. - Złapię go! - krzyknął w stronę zmęczonej dziewczyny, rzucając się biegiem za przyjacielem, powinien w kilka susów znaleźć się przy drzwiach. - Stać! Zatrzymać się! - zawołał jeszcze, zamierzając wyskoczyć za nim za próg gospody, zwalniając kroku na tyle, by zachować między nimi rozsądny dystans, a jednocześnie zasłonić tor ewentualnych zaklęć. Biegnij, Jimmy, biegnij co sił.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 3 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Pod Raptuśnikiem [odnośnik]14.08.21 22:27
Kiedy jego słowa wyraźnie zaczęły odnosić skutek, a ona podchwyciła rozmowę, płynnie i bez wyrzutów sumienia pozwolił temu płynąć. Uśmiechnął się do niej lekko, czarująco, próbując uchwycić spojrzenie jej oczu. Nie był przecież zły, nie mogła widzieć w nim kogoś niegodnego zaufania, jeszcze nie. Nie przez najbliższą minutę. Troska, zastanowienie. Miała ładne oczy. Patrzył w nie przez chwilę nim odpowiedział, choć ociągał się z nią umyślnie.— Pięć. Ale jest chora. Czasem traci przytomność, musi zjeść coś słodkiego, jeśli nie ma nic przy sobie do jedzenia, coś dzieje się niedobrego. Słodycze jej pomagają, ale o nie dziś trudno. Traci przytomność, nie da się jej dobudzić — mówił, poważniejąc powoli. Obserwował ją, jak odchodzi do szafki — zerknął wtedy raz jeszcze na korytarz — a gdy wyciągnęła z niej czekoladę, przełknął ślinę, po raz pierwszy czując szczere wyrzuty sumienia. — Ja... — Zawahał się, ale czuł, że jeśli zrobi to teraz i jej odmówi wzbudzi jej podejrzenia po tym, co właśnie jej powiedział. Spuścił wzrok na owiniętą w brązowy papier słodycz i wyciągnął po nią rękę. Palcami musnął jej dłoń delikatnie, uniósł też wzrok. Kiedyś cię za to przeproszę, naprawdę. Kiedyś ci to wynagrodzę. — Dziękuję. To... jest naprawdę wiele warte dzisiaj. Dla mnie to dużo znaczy. Naprawdę dziękuję.— Istnieli jeszcze dobrzy ludzie; nie należał do nich. Czuł się podle, paskudnie, wiedząc, co zaraz uczyni. Przygryzł policzek od środka, wahał się. —Zdradzi mi pani swoje imię? Proszę, muszę mieć jak cię znaleźć. Zrobię to. Za jakiś czas, jeśli uda mi się stąd wyjść i wszystko ucichnie. Wiedział, że w Raptuśniku będzie spalony, ale może istniała jakaś inna droga, by jej to wynagrodzić. Podziękować za życzliwość, przeprosić za to, co zrobi. — Poradzę sobie. Proszę na siebie uważać. I nie ufać ludziom, nastały podłe czasy. — Nie powinna ufać takim jak on, ale od zawsze wykorzystywał młodą, łagodną twarz chłopca; szczególnie, kiedy już go schwytali. Skinął jej głową — a już po chwili mijał Marcela, barmana, pierwszych klientów. I wtedy usłyszał jej głos. Odwrócił się za siebie — jej wzrok, a raczej żal, który w nim zobaczył był dotkliwy. W dłoni wciąż trzymał czekoladę. Chciał bezgłośnie ją przeprosić. Wahał się wciąż — może powinien wrócić, rżnąć idiotę. Ach, cukier. Wrócić się, oddać. Nie powinien był tego robić. Ale wtedy usłyszał krzyk Marcela. Trochę go otrzeźwił i przypomniał, że w tych czasach nie było litości dla nikogo. Obrzucił ją ostatnim spojrzeniem, zanim ruszył biegiem przez drzwi, na zewnątrz, aleją. Jedną ręką przytrzymując ukryty cukier, drugą ściskając czekoladę. Zatrzymał się za rogiem, dysząc ciężko, by poczekać na Marcela.

| Jeśli Mistrz gry pozwoli, to uciekam(y?) z tematu tutaj. Pod Raptuśnikiem - Page 4 1f625


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Pod Raptuśnikiem [odnośnik]15.08.21 17:10
Dziewczyna przez moment uśmiechała się jeszcze do Jamesa, widocznie poruszona opowiedzianą przez niego historią o chorej siostrze. Nie cofnęła ręki trzymającej czekoladę, zrobiła to dopiero, kiedy młodzieniec ją zabrał; później kiwnęła głową. – Mam nadzieję, że chociaż trochę jej to pomoże – odpowiedziała. Pytanie o imię ją zaskoczyło, jej oczy otworzyły się nieco szerzej. – Alisa – przedstawiła się, spojrzeniem odszukując jeszcze wzrok Jamesa. Później została za nim, przez chwilę – na tyle długą, by Doe zdążył się wycofać – nie zwracając uwagi na cukier. Usłyszał ją ponownie już przy drzwiach, on – i wszyscy inni, zdawał sobie sprawę, że spoczęły na nim spojrzenia klientów i właściciela, ale jego zawahanie trwało krótko. Krzyk Marceliusa zdawał się wyrwać wszystkich z sekundowego odrętwienia, barman spojrzał na niego z zaskoczeniem, gdy odrzucał zakrwawioną szmatkę na bok, choć jeszcze przed chwilą sprawiał wrażenie osłabionego. Refleks nie zawiódł akrobaty, rzucił się w stronę przyjaciela jako pierwszy, a zaraz potem obaj wypadli za drzwi, na chłodne, zimowe powietrze. Zdążyli przebiec kilkanaście metrów zanim na alejce pojawił się również barman, nie wyglądał jednak na wysportowanego – i było raczej jasne, że nawet jeśli rzuci się w pogoń, nie zdoła dogonić dużo szybszych od niego czarodziejów.
Gdy zatrzymali się za rogiem, nie usłyszeli za sobą pogoni – okolica wydawała się cicha i spokojna.

Mistrz gry dziękuje za wspólną rozgrywkę i jej nie kontynuuje, możecie grać dalej w wybranym przez siebie temacie.

James - ukradłeś wszedłeś w posiadanie 1,7 kg cukru i 100-gramowej tabliczki czekolady mlecznej, możesz dopisać je do swojego zaopatrzenia.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pod Raptuśnikiem - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pod Raptuśnikiem [odnośnik]10.09.21 11:32
2 stycznia

Wciąż miał wyrzuty sumienia. Za każdym razem, kiedy był w okolicy i patrzył w tę stronę, gdy drzwi się otwierały odwracał głowę w obawie, że zostanie rozpoznany po tamtej kradzieży. A jednak stopy czasem go wiodły tą uliczką, chociaż powinien trzymać się z daleka dla własnego bezpieczeństwa. Czuł się paskudnie z myślą, że to zrobił. Pierwszy raz w życiu. Okradał różnych ludzi i nigdy nie miał z tym najmniejszego problemu, ale wciąż miał przed oczami twarz dziewczyny, którą okłamał w tak perfidny sposób, i która łapiąc się na jego bajeczkę o chorej siostrze nie dała mu mleczną czekoladę. Takie rarytasy były trudno dostępne, wyjątkowe. Nie zasłużył na nie, tym bardziej, że wbrew swoim słowom ten cukier nie był sprawą życia i śmierci — potrzebowali go z Marcelem do upędzenia alkoholu, bez którego mogli się przecież obyć. Może właśnie dlatego nie potrafił zapomnieć jej twarzy, spojrzenia, które wzbudzało w nim wciąż to paskudne poczucie winy. Z początkiem Nowego Roku zjawił się pod Raptuśnikiem z małą, zawiniętą w materiał paczkuszką i listem zaadresowanym do Alisy. Nie miał pewności, czy Leonora znajdzie ją po samym imieniu, czy jeśli tu przyleci to rzeczywiście paczka trafi do niej. Nie chciał jej zostawiać pod drzwiami baru, nigdy nie trafiłaby w jej ręce, dlatego poprosił jednego z chłopców, którzy bawili się niedaleko na ulicy, a raczej przekupił go paroma zręcznymi sztuczkami i syklem, który włożył do materiałowej sakiewki — a przynajmniej tak widział go chłopiec. Powiedział, że jeśli to zrobi i dostarczy paczkę dziewczynie, sykl pojawi się w środku. Dał mu więc pusty woreczek, uprzednio magicznymi sztuczkami wyciągając pieniądz zza ucha, z nosa chłopca, udowadniając, że jest magiczny. Z odległości obserwował, jak gówniak wchodzi do Raptuśnika z paczką, a później z niej wychodzi i szuka w sakiewce pieniążka. Bezskutecznie.

| zt


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Pod Raptuśnikiem
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach