Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kancelaria
AutorWiadomość
Kancelaria [odnośnik]22.07.19 9:53
First topic message reminder :

Kancelaria

Północne skrzydło ciągnące się długim korytarzem - holem głównym - na wprost wejścia zajmują biura i pokoje administracyjne. Eleganckie drzwi kolejnych pokojów ozdobione są złotymi tabliczkami z imionami, nazwiskami i stanowiskami kolejnych pracowników; smokologowie mają swoje pokoje dalej, w tej części rezerwatu załatwiane są sprawy oficjalne, związane z zewnętrzną reprezentacją rezerwatu. Pośród sal należących do administracji należy wyróżnić dział księgowy, dział kadr, sekretariat zajmujący się sprawami bieżącymi oraz akredytacją, a także gabinet zarządcy. Akredytacja przeważnie udzielana jest czarodziejom delegatom z innych naukowych placówek naukowych, znacznie rzadziej osobom, które ze smokami wiele wspólnego nigdy nie miały.
Wystrój tych sal jest do siebie podobny, wysokie, ciężkie biurka wykonane z rzeźbionego drewna zapewniają czarodziejom komfort, nie mniejszy, niż obite szkarłatnym atłasem krzesła. W kolejnych pokojach, podobnie jak wzdłuż korytarzu, wznoszą się wysokie regały przepełnione archiwami, dokumentami oraz smoczymi preparatami i grzecznościowymi podarkami zza granicy, zyskanymi na mocy międzynarodowej współpracy. Na ścianach porozwieszano obrazy będące głównie krajobrazami Kentu, w większości przedstawiające mniej lub bardziej oczywiste figury smoków oraz wielkich czarodziejów - głównie Rosierów - na przestrzeni lat wywierających wpływ na kształt i siłę rezerwatu.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kancelaria - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Kancelaria [odnośnik]12.08.21 18:59
Kenneth Fernsby nagle zmienił swoje nastawienie, zauważalnym stała się jego ekscytacja całą sytuacją, która nagle narosła do ogromnej rangi. Zabawne i zaskakujące. Mathieu dostrzegł w nim odbicie samego siebie, równie zafascynowany młody mężczyzna – tyle, że ich zainteresowania były wyraźnie różne. Mathieu ekscytował się smokami, uwielbiał o nich mówić, słuchać, rozmawiać. W kwestii Albionów uważał się za swoistego eksperta, niemal wychowany wśród nich. To samo dla Kennetha oznaczały mapy, a zapewne i sama żegluga była jego ogromną pasją, która kiełkowała w nim od najmłodszych lat. Rosier był ciekaw kto zaszczepił w Fernsbym to zainteresowanie, kto wprowadził go chętnie w życie na statku, był jego przewodnikiem i mentorem. Każdy naśladował jakiś wzór, z zaciekawieniem patrzył w kierunku osób, które były obeznane w temacie i posiadały rozległą wiedzę. Nie miał jednak zamiaru pytać, żeby przypadkiem pierwszy na Brzasku nie pomyślał, że go to interesuje.
Ciekawe rozwiązanie, dwufazowa mapa, która inaczej układała się nocą, a inaczej w ciągu dnia. Mathieu sam nie wpadłby na ten pomysł, bo na mapach znał się jak na gotowaniu – ani trochę. Dlatego wolał zasięgnąć porady kogoś, kto mapę dzierżył w dłoniach wcześniej i miał jakiekolwiek pojęcie na temat ich funkcjonowania, a choć Fernsby ekspertek nie był, co sam przyznał, nadal miał z mapami większą styczność od niego samego. Sprawdził mapę, na której pojawił się napis i to chyba sprawiło Kennethowi zawód, a dla Mathieu było całkiem nieuzasadnione. Uniósł brew ku górze, może faktycznie mogli odczytać ją jedynie wybrani.
- Przecież wyraźnie widać. – stwierdził, przesuwając się bliżej mapy. – Linia brzegowa Rezerwatu. – wskazał palcem i nawet przesunął po niej, mieniły się na niej różne znaczki i symbole, może tylko on potrafił je dostrzec? Może o to chodziło dziadkowi, aby ta mapa funkcjonowała jedynie dla wybranych? – Smocza jama Cataractusa, a tutaj zdaje się jest wyspa… – mruknął ciszej, o ile dobrze rozpoznał miejsce przysiągłby, że to Bezimienna Wyspa, na której omal nie zginął z początkiem października. Przekręcił lekko głowę w bok, może Kenneth tego nie widział, ale dla Mathieu wszystko było jasne i klarowne. Co z tego, że połowy zwyczajnie nie rozumiał lub nie był w stanie w logiczny sposób umiejscowić w rzeczywistości. Może gdyby Kenneth widział to co on, może gdyby znał terytorium należące do Rosierów, byłby bardziej ogarnięty w temacie. Mało ważne.
Zwinął mapę, dość patrzenia na średnio zrozumiał znaki, które niewiele mówiły. Najważniejsze, aby dojść do pewnego porozumienia i zrealizować plan, który dotyczył obojga mężczyzn. Kenneth miał go nauczyć żeglarstwa, a Mathieu musiał przed podróżą załatwić jeszcze kilka spraw. Spotkanie z Primrose, Calypso czy przygotowanie Rezerwatu było jedną z wielu.
- Panie Fernsby, muszę niestety Pana przeprosić, ale obowiązki mnie wzywają. Wydanie rozporządzeń pracownikom jest dość istotne, aby Rezerwat funkcjonował prawidłowo pod moją nieobecność. – powiedział całkiem poważnie stając naprzeciw niego, wyprostował się i przekręcił lekko głowę w bok. – W razie gdyby jutro pewne kwestie nie poszły po mojej myśli poinformuję Pana sową, że moja obecność w trakcie tejże wyprawy będzie niemożliwa. – dodał jeszcze. Nie wiedział jak mogą potoczyć się sprawy w Staffordshire, mogło być różnie, mógł ucierpieć i znów spędzić długie tygodnie przykutym do łóżka. Nie mógł niczego zakładać. – Jeśli jednak nie poślę sowy zjawię się w porcie o omówionej porze. – mruknął, miał nadzieję, że Fernsby nie będzie robił problemów, ani tym bardziej nie będzie dopytywał co takiego może robić Mathieu, że jego obecność na wyjeździe jest zagrożona.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Kancelaria [odnośnik]12.08.21 19:23
I tu go miał. Żeglarstwo i morski żywot to był jego świat i poznawanie go fascynowało młodego mężczyznę. Mapa była jedną z rzeczy należącą do tego świata więc było dla Kennetha ekscytująca. Zwłaszcza, że dwufazowe mapy nie były czymś często spotykanym. Wymagały wiedzy i umiejętności aby nanieść na nie odpowiednio wszystko informacje. Niestety, jak się okazało, on nie miał do nich dostępu. Napis go kuł w oczy aż bolało, bo domyślał się o co chodzi, a Rosier nadal nie miał zielonego pojęcia. Czy kusiło go aby mu powiedzieć wszystko, ale co by z tego miał? Dziką satysfakcję, to na pewno. Jednak nie czas i miejsce na takie informacje.
Nie pozostało mu nic innego jak wodzić wzrokiem za palcem czarodzieja, który wskazywał na mapie niewidoczne dla Pierwszego miejsca.
-Niestety, ja nic nie widzę. - Odpowiedział ukrywając swoje rozczarowanie jakie mu towarzyszyło. Pomógł jak mógł, na pewno porozmawia z Barnesem o tych mapach aby dowiedzieć się na ich temat czegoś więcej. Obawiał się, że nie da rady obejść zabezpieczenia jakie nałożył dziadek Rosiera. -Najwidoczniej tylko godni mogą.
Niech was szlag Rosierzy - pomyślał gorzko, choć miał ochotę to wykrzyczeć. Dlaczego nie mogli dać mu spokoju. Nie wystarczy, ze zbałamucili jego matkę, zostawili by radziła sobie sama. Dobrze, że była silną kobietą to i dała radę sobie w życiu. Chwała za wuja, który czuwał nad małym Kennethem ale uraz pozostał.
Poczuł lekkie ukłucie żalu kiedy Mathieu sprzątnął mu sprzed nosa mapę. Być może wersję nocna by rozczytał, może ta nie była zapieczętowana. Jednak na razie nie miał się o tym przekonać, i raczej nigdy bo przecież nie był Rosierem. Nigdy nie chciał nim zostać. Gardził tym nazwiskiem, a jedynymi przedstawicielami szlachty, których szanował to rodzina Travers. Prawdziwi marynarze, którzy nieraz pokazali swoją siłę na morzu, hart ducha i niezłomność, pracując na pokładzie wraz z innymi marynarzami.
-Statek sam się nie przygotuje na podróż. - Odpowiedział, nie chcąc jednak wymieniać czym dokładnie musi się zająć. Lepiej aby o tym Rosier nie wiedział, nie byłby zachwycony. Poprawił kurtę na grzbiecie i spojrzał jeszcze raz na swoje, starsze odbicie. Czy Mathieu nie dostrzegał podobieństwa? Czy może wypierał je z umysłu? -Lepiej proszę się zjawić, lordzie Rosier. - Odpowiedział chłodno, nie uznawał spóźniania się i niesubordynacji. W tej kwestii był nieugięty o czym załoga doskonale wiedziała. -Nie chcę za lorda świecić oczami przed Traversami.
Z tymi słowami skinął krótko głową na pożegnanie.
-Znajdę drogę do wyjścia. - I jak powiedział tak też zrobił.

|zt x 2
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : 18
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t10122-devil-of-the-seas#306723 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Kancelaria [odnośnik]03.10.21 10:00
01/03/1958
Kiedy zaczynał swoją karierę smokologa w Rezerwacie Albionów Czarnookich miał nieco inne plany na swoją przyszłość zawodową. Wtedy widmo wojny nie roztaczało się nad Anglią, a on nie był Rycerzem Walpurgii, służącym sprawie Czarnego Pana, z ambitnymi planami na własny rozwój i dążenie do celu. Tego dnia wchodząc do Kancelarii w Smoczych Ogrodach był już zupełnie innym człowiekiem. Z wolna wyzbywał się wszelkich oporów, dopuszczając do siebie mrok, z którym przez ostatnie tygodnie ciężko było mu się uporać, a wypłynięcie na szerokie wody na statku Brzask pozwoliły mu uzyskać zupełnie inne spojrzenie na świat. Praca była dla niego najważniejsza, opieka nad smokami w Ogrodach była częścią jego egzystencji, istotną i bardzo ważną. To pewna cząstka normalności, która pozostała z jego dawnego życia. Dostrzegał popełnione błędy, docierało do niego, że zmiany są naturalną częścią życia i należy je w pełni zaakceptować. Pozwolił, aby mrok zajmował coraz większą część jego duszy, a im bardziej jej na to pozwalał, tym bardziej znośne stawały się efekty, które odczuwał.
Kawa czekała na niego przy biurko w gabinecie. Obszerny stół zastawiony był przygotowanymi wcześniej materiałami, które kazał zebrać. Z prawej strony pierwsze dwa miesiące poprzedniego roku, po lewej zaś zestawienie nowego roku, a raczej dwóch minionych miesięcy. Xavier uświadomił mu wiele bardzo ważnych kwestii, istotnych lub mniej, związanych z ekonomiczna częścią pracy Smoczych Ogrodów. Mathieu zajmował się tym wcześniej, wszak nie był tylko opiekunem smoków, ale również wspierał Tristana w jego działaniach. Dostrzegał to, że jego kuzyn miał coraz mniej czasu, a pełnienie istotnych obowiązków na wielu frontach nie było łatwym zadaniem. Zawsze robił co mógł, aby ułatwić mu życie, okazać swoje wsparcie w sposób niemy, w ciszy realizując część jego zadań. Smocze Ogrody należały do rodziny od bardzo dawna, byli z nimi związani i powinni zajmować się ogrodami tak, aby nie zawieść swoich przodków. Okazywało się, że wszelkie sprawy finansowe – po otwarciu oczu przez Xaviera – wcale nie były tak trudne, choć części z nich nadal nie pojmował i pewnie zajmie mu trochę czasu zanim zacznie rozumieć każdy aspekt. Upił łyk kawy, zamaczając przy okazji pióro w atramencie i przedzielił leżący przed sobą pergamin na pół. Dla biegłych, którzy znają ekonomię bardziej niż laik na pewno było to o wiele łatwiejsze zadanie i różnice dostrzegali na pierwszy rzut oka. Mathieu pluł sobie w brodę za to, że tematem zainteresował się tak późno.
Przedzielona kartka na pół, a na górze starannymi literami zapisał czego dokładnie tyczy się każda kolumna. Po lewej stronie bieżący rok, z starannym napisem „styczeń”, po lewej analogicznie – rok poprzedni. Aby mógł dostrzec różnice, musiał je najpierw wyłapać. Podzielił wszystko na kategorie: zamawiany towar – ilość, zamawiany towar – cena. Tak na dobry początek. Wiedział doskonale, że w zeszłym roku ceny były niższe, wojna nie wpływała na ich wzrost, towar był dobrej jakości, w ilościach o wiele większych. Jedzenie w Ogrodach nie marnowało się nigdy, tutaj ciężko było mówić o wyrzucaniu pieniędzy w błoto, niektóre smoki preferowały wszak padlinę, więc to, co było wpuszczane na tereny Smoczych Ogrodów i padło – niekoniecznie zostało zmarnowane. Niemniej jednak, musiał się skupić na tych najważniejszych aspektach. Zanurzył pióro w kałamarzu i zanotował w lewej kolumnie ilość zamawianego jedzenia – towar sprowadzany był raz w tygodniu, więc skrupulatnie przepisał wszelkie liczby. Pięćdziesiąt sztuk owiec, trzydzieści sztuk jagniąt, trzysta sztuk ryb. Smoki podobnie jak ludzie mieli swoje preferencje smakowe, a Mathieu znał je z wieloletniej obserwacji. Valsharessa nie lubił owiec, preferowała jagnięcinę doskonałej jakości, dlatego sprowadzana była chociażby z uwagi na nią. Valencier otrzymywał przetworzoną żywność, brak uzębienia doprowadziłby go na skraj śmierci głodowej. Rosier nie rozumiał i nigdy nie pojmie, jak można było w taki sposób skrzywdzić żywą istotę. Magiczne stworzenia nie były zabawkami ani tym bardziej rozrywką dla pospólstwa. Odłożył wszelkie dokumenty dotyczące zamówień ze stycznia tego roku, kiedy do ilości dopisał kwoty. Zanim zabrał się za zapełnianie drugiej kolumny podliczył ilość zużywanego pokarmy, było tego całkiem sporo – musiał przyznać. Wcześniej zwyczajnie tego nie zauważał. Do ilości dopisane były kwoty, które również podliczył. Zapłacili całkiem sporo za mięso dostarczane do Rezerwatu. Mathieu wiedział, że towar dostarczany dla smoków był najlepszej jakości i taki winien pozostać. Bo problemach z czwartego kwartały poprzedniego roku zlecał badania tegoż mięsa, nie mógł dopuścić, aby zwolennicy robactwa i szlamu zagrozili ich smokom. Był przewrażliwiony na tym punkcie, ale te smoki były dla niego jak dla niektórych psy. Mathieu niemal wychował się z nimi, znał je na wylot – jak własną kieszeń – i nie po to został smokologiem, aby pozwolić komukolwiek na niszczenie smoczych istnień. W jakiejkolwiek formie. Podliczył pierwszy miesiąc pracy Smoczych Ogrodów i finanse, które musieli wyłożyć na każde z zadań, przeanalizował to ze szczegółami i to samo zrobił z drugą tabelą. Od samego początku zauważył, że ilości były większe. Towar był jednak o wiele bardziej dostępny, a i dostawca był zaufany. Zeszły rok dotkliwie pokazał komu winni ufać, a komu niekoniecznie – a przy okazji, jak bardzo łatwo jest stracić zaufanie. Mężczyzna, który dostarczał im mięso do września 1957 roku był związany z Ogrodami przez wiele lat. Ceny dla Rosierów miał nieco niższe, a i towar był doskonały. Niepojętym było dlaczego postanowił ich zdradzić, a Mathieu bez zawahania stracił go na egzekucji w Dover. Zdrada była zdradą, bez znaczenia kim była osoba zdradzająca. Wziął głęboki oddech i przesunął wzrokiem z prawej, na lewą stronę. No tak, towaru było więcej zeszłego roku, dzisiaj problemem była nie tylko dostępność, ale i braki. Wojna wyniszczała gospodarkę, wpływała na nią destrukcyjnie i efekty było widać choćby w takich zestawieniach, z których nietrudno było wyciągnąć wnioski. Zaraz po ilości ważna była cena. Nowe źródło nie sprzedawało towaru taniej, a Mathieu dostrzegł że od początku stycznia tego roku cena podskoczyła, gdzie w poprzednim roku była stała przez cały miesiąc. Tego roku stopniowo wzrastała, powoli, a jednak była coraz większa. Podsumowanie pierwszego miesiąca zajęło mu sporą chwilę. Zeszły rok był bardziej stateczny, ten natomiast był z tendencją wzrostową cen. Wojna, niczym innym nie mogli tego tłumaczyć. Dokładnie te same czynności powtórzył odnośnie lutego – zeszłego roku i roku bieżącego. Posegregował wszelkie papiery i dokumenty, którym przez ostatnie godziny zajmował się tak skrupulatnie. Obie kartki finalnie powiesił jedna pod drugą na tablicy, stanął przed nią z kubkiem zimnej kawy w dłoni i zamyślił się na chwilę.
Ceny wzrosły, jakoś nieznacznie spadła. Nic dziwnego, skoro nawet dla ludzi brakowało towarów i prowadzenie hulaszczego życia, pełnego rozpusty i rozrzutnego musiało zostać ukrócone. Wielu głodowało, cierpiało z tego powodu, chociaż w zasadzie to miał głęboko w poważaniu. On nie miał co narzekać, mieli co jeść, mogli korzystać ze swoich możliwości i znajomości. Dla niego istotnym były zapasy w Różanym Zamku i tutaj, w Rezerwacie. Nie mogli dopuścić do tego, aby smoki zaczęły głodować. To mogłoby doprowadzić do katastrofy, a głodne stworzenia mogłyby wyrwać się z Rezerwatu i narobić niezłego bałaganu. Woleli tego uniknąć. Chwilę przemyśleń wolał jednak poświęcić tematowi redukcji kosztów, które narastały – bez konieczności utraty jakości towary. Poszukanie innego dostawcy wchodziło w grę, będzie musiał zająć się tymi sprawami w najbliższym czasie. Być może uda się uzyskać kogoś, kto nie będzie podnosił cen średnio raz w tygodniu. Żałował, że tamten dopuścił się zdrady. Ich współpraca zawsze przebiegała pomyślnie, nigdy nie sprawiał problemów. Teraz jednak gryzł piach, bo Rosierowie nie tolerują zdrajców i buntowników na własnych terenach. Wszystko się zmieniało, a do zmian należało się przyzwyczaić i zaakceptować je w pełni takimi, jakimi były. Dopiero teraz to dostrzegł. To nie tyczyło się tylko jego, ale wszystkiego wokół. On musiał zaakceptować zmiany, które zaszły w nim. Wszyscy musieli zaakceptować nowy porządek świata, zmieniające się reguły, czy nawet wojnę, która otaczała ich zewsząd. Wojnę, która swe odbicie znajdywała nawet w liczbach, zapisanych przez niego skrzętnie na kartkach.
Wrócił do biurka, sięgnął po przygotowaną teczkę na dokumenty, na której starannie zapisał słowo „analiza”. Musiał się tym zainteresować bardziej. Jeśli zmieni dostawcę, znajdzie nowego, będzie musiał mieć się do czego odnieść. Skrupulatność wykonywanego przez niego zadania na pewno pozwoli mu dostrzec więcej szczegółów. Wypełnił teczkę swoimi notatkami, a później schował ją w szufladzie biurka, zamkniętej na klucz. Przez chwilę jeszcze siedział z nogą założoną na nogę, pogrążony w zamyśleniu, aby ostatecznie spojrzeć za ciemne okno i zorientować się, że jedynym źródłem światła jest to włączone w gabinecie. Powinien już wracać… Drzwi Kancelarii zamknął a klucz, często wychodził jako ostatni. Później wrócił do domu.

- koniec -




Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Kancelaria [odnośnik]07.04.22 16:39
20-26 luty 1958
Wprowadzone środki ostrożności wykluczały obecność problematycznych gości na terenie rezerwatu, a jednak kiedy przeglądał kartoteki nowych pracowników nie mógł nie zadumać się nad ich nazwiskami. Naturalnie, od wszystkich zażądano przedstawienia odpowiednich dokumentów, które następnie sprawdzono z danymi Ministerstwa Magii - możliwość, jakby któryś z nich próbował się tu prześlizgnąć pomimo tego wszystkiego, wydawała się szalona, lecz gdzie było więcej szaleńców niżeli wśród miłośników szlamu? Drobne zdjęcia młodych ludzi nic mu nie mówiły, z trójką przyjętą na noworoczne staże nie rozmawiał ani nie przeprowadzał rozmów kwalifikacyjnych, delegując te obowiązki na niżej postawionych smokologów - naturalnie, na tych, którym ufał. Obiecał sobie, że kiedy będzie miał chwilę, za parę miesięcy spotka się z tymi, którzy wytrwali wstępny okres. Teraz - przeglądał spisane przez nich raporty z niedawnych odkryć na południowych klifach, związanych z odkryciem kilku szkieletów smoków, które w zasadzie nie pasowały swoimi cechami do albionów ani też żadnych innych gatunków spotykanych wolno na terenie krajów, za to wyraźnie wywodziły się z jednego, na razie zagadką było, czy stanowiły oddzielny gatunek - cóż by to było za sensacyjne odkrycie! - czy raczej jego zmodyfikowaną gałąź, karykaturalną odmianę, słowem: na ile nowoodkryte kości mogły wywodzić się od albionów, a na ile mogły mieć z nimi tylko wspólnego przodka. Raporty nie przedstawiały jednak żadnych zaskakujących wniosków, miały dokładne opisy - wraz z rysunkami - cech gatunkowych i godziny odnalezienia poszczególnych szczątków. Odłożył raporty na stos pozostałych, zamiast tego otwierając wielką grubą księgę leżącą na jego biurku, jedną z trzech. Kazał je sobie przygotować - bo choć zwlekał z tymi sprawami już od dawna, doskonale wiedział, że one nie będą uciekały przed nim z równie dużą zapalczywością.
Upił łyk przygotowanego wina, księgi stanowiły księgi obrachunkowe z ostatnich lat, sprowadzona na kraj wojna odbijała się we wszystkich dziedzinach życia, gospodarka wisiała na głosku, znużona przedłużającym się nienaturalnym dla niej stanem. Kraj, państwo, było jak delikatny organizm, którego nie można było wystawiać na długie działanie negatywnych zjawisk, jednak czasem, jak przy leczeniu wyjątkowo złośliwych chorób, było to koniecznością, z której wynikające korzyści zwyczajnie przewyższały odniesione straty. Wyplewienie mugolskiej zarazy zdawało się być tutaj całkiem trafnym porównaniem.
Efekt był jeden - pogłębiał się kryzys. Nie dało się ukrywać, odczuwali go przecież również tutaj: pożywienie dla smoków stanowiło nie tylko coraz wyższe koszty, ale było też coraz trudniej dostępne, a nie mogli pozwolić sobie na głodzenie bestii, wściekłe zerwą się z łańcucha i same rozpoczną łowy - nikt jednak nie będzie miał kontroli nad kierunkiem, w jakim się skierują. Gdyby udało wypuścić się je na półwysep, mogłoby to przynieść wymierne korzyści, lecz rozjuszone równie dobrze mogą udać się prosto na Londyn albo nawet Dover. Kartkował księgę, roczniki, o które poprosił, rozpoczynały się dekadę wstecz, jego celem było dokładne zbadanie przepływu finansowego rezerwatu od tamtych lat, zawartych zobowiązań, ale i wierzytelności, które nie zostały zrealizowane - pogłębienie się kryzysu to najprawdopodobniej najlepszy moment na ich ściągnięcie, póki dłużnicy byli jeszcze wypłacalni. Na razie w rezerwacie pieniędzy nie brakowało - ale tworzenie rezerw w tym momencie stanowiło już absolutną, i tak opóźnioną konieczność. Ostatnie rozmowy z Mathieu tchnęły go do pochylenia się nad tym tematem, doskonale wiedział, że wojenne widmo nie odnajdzie swojego końca ani dzisiaj ani jutro ani w najbliższym czasie w ogóle. Spodziewał się, że wojna skończy się szybciej, miesiąc, może dwa, ale siły Harolda stanowiły opór, który dość krępująco stanął im okoniem w drodze ku zwycięstwu. Nie przygotował się do tak długo przeciągających się trudności.
Księgi wydawały się prowadzone skrupulatnie, lecz do archiwalnych nikt nie zaglądał już od lat; nie robił tego wcześniej, był bardzo młody, obowiązki spadły na niego nagle, starał się im sprostać na każdym szczeblu - lecz z każdym mijającym tygodniem, miesiącem, w końcu rokiem, obowiązków wydawało się więcej, niż wyglądało to na pierwszy rzut oka i niż wydawało mu się, kiedy tylko przyglądał się nestorowi z szacunkiem, na jaki zasługiwał, ale i drobiną niezrozumienia wobec otaczającej go aury dostojności. Wtedy nie rozumiał jeszcze, że za władzą podążała odpowiedzialność i że wszystko, co robił, robił też dla niego. Dziś historia zatoczyła koło, wskazówki zegara przesuwały się powoli i niezgrabnie, słońce zachodziło, a blask księżyca nie naruszał światła bijącego od zapalonych świec, kiedy, ślęcząc nad kolejnymi stronicami, postanowił sobie doprowadzić tę sprawę do końca; kiedy powracał, dzień po dniu, bo jeden to za mało, badając transakcje tak, by móc przewidzieć ich przyszłość.
Sprawdzał dokładnie dokąd wypływały środki finansowe z rezerwatu, choć głównie zasilały rodowy skarbiec, spora część zysków - a niekiedy rezerw - przeznaczona była na hodowców krów i czarowiec, z Kentu, o ile było to możliwe, od których zakupywano ogromne ilości tych zwierząt przeznaczonych na rzeź, które wypuszczano na smocze łowiska na terenie rezerwatu. Część zwierząt kupowano już ubitych, lecz tego rodzaju karma oddawana była głównie smokom starym i chorym, przebywającym na kwarantannie w terrarium, a także tym bardzo młodym - choć im najczęściej rzucano żywe kury lub kurczęta. Część majątku szła również na komponenty do eliksirów - rzadko tych, które hodowali w rezerwacie, znacznie częściej tych odzwierzęcych i pochodzących z bardziej egzotycznych bądź trudniejszych do odhodowania roślin. Nie mieli w tej materii wybitnych specjalistów, przez lata zmieniło się niewiele. Duże zasoby były przeznaczone również na infrastrukturę i jej zabezpieczenia - obejmowało to jednak głównie większe inwestycje poczynione przez ostatnie lata i majątek niezbędny do naprawienia szkód wyrządzonych przez minione anomalie - doskonale pamiętał, że wcale i w ogóle nie oszczędziły tego miejsca. U jednego z dostawców byli zadłużeni na wysoką kwotę kilku tysięcy galeonów, jednak dług powstał przed pięcioma laty. Nigdzie nie odnalazł wskazówek, dlaczego wierzyciel nie upomniał się o tę zaległość - nie zamierzał jednak wychodzić przed szereg, pięcioletnie odsetki mogły uczynić tę kwotę znacznie większą. Być może zapiski na ten temat zostały zagubione u dostawców - przetarł dłonią brodę, a gdyby tak zapłacić komuś za upewnienie się, że wpis z tych ksiąg zniknie? Rozwinął pergamin, notując na nim skrótowe hasła, smokolog odpowiedzialny za zaopatrzenie rezerwatu winien być w stanie odnaleźć taką osobę.
Napływ gotówki związany był głównie ze sprzedażą smoczych komponentów, momentami smoczych pazurów, dopiero od momentu rozpoczęcia również - najdroższych - smoczych serc. Decyzję to podjął z trudem, czując, że w jakiś sposób narusza w ten sposób rodzinne sacrum - stworzenia, którymi opiekowała się jego rodzina, zasługiwały przecież na odpowiedni pochówek i pośmiertny szacunek - lecz w tym momencie najistotniejsze okazało się podjęcie środków będących odpowiednimi, by osiągnąć zamierzony cel. W księgach obrachunków odnalazł sprzedaż smoczych włókien za wysoką kwotę - wiedział jednak, że ta transakcja nie odbyła się faktycznie. Nie robiono tego wcześniej, jego rodzina nie podjęła takiej decyzji. Musiał być to zatem wpis, który zakrył coś, czego w księgach wykazać nie chciano: zadumawszy się nad tym dłużej, doszedł do wniosku, że przemytnicze kontakty, które miał zawrzeć na dniach, mogły pozwolić mu na odsprzedaż również smoczych pazurów: a środki, jakie napłyną z tego do rodowego skarbca, powinny wystarczyć, by zabezpieczyć przyszłość dostaw żywnościowych dla smoków przynajmniej na najbliższe miesiące. Zyski płynące z pracy badawczej - dotacje z Ministerstwa Magii, wpływy z wydanych ksiąg, konferencji i szkoleń - choć wciąż napływały, były wyraźnie niższe, niż w okresie pokoju. Odnalazł jednak kilka nieopłaconych wierzytelności za smocze kły - spisał daty , nazwiska i kwoty, od razu kreśląc też listy do dłużników rezerwatu, w których wezwał ich do spłacenia długów. Uzbrojony w nową wiedzę - mógł przysiąść do aktualnych rachunków, szukając nieszczelnych upływów gotówki. Zawahał się nad płacami pracowników, nie nad tymi, którzy pracowali u niego już od lat i których wiedza oraz doświadczenie pozostawały dla rezerwatu niezwykle cenne, a nad trójką zatrudnionych stażystów, którzy nie przedstawiali sobą zbyt wiele: od kolejnego miesiąca winni otrzymywać niższą opłatę. Doświadczenie, które tu zdobywali, było przecież bezcenne. W zasadzie mogliby otrzymywać tylko nocleg i jedzenie, tak młodzi ludzie z natłokiem wolnego czasu i tak nie robią nic mądrego.
Mijały dni, kolejne wieczory, kolejne noce, lektura była długa i trudna, ale potrzebna; tylko dokładne przebadanie tych bilansów pozwoli na zapanowanie nad kondycją finansową Smoczych Ogrodów.

/zt



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 40
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Kancelaria - Page 2 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Kancelaria [odnośnik]10.04.22 18:11
05/04/1958
Rozwój Smoczych Ogrodów był dla Mathieu jednym z głównych celów w najbliższym czasie. Stąd decyzja o podjęciu kroków celem usprawnienia wielu kwestii, koniecznych do realizacji danego zadania. Ekonomia i aspekty finansowe Ogrodów były priorytetem, czasy wojny odciskały solidne piętno na działalności, którą prowadzili. Utrudniony dostęp do materiałów, konieczność solidnego sprawdzania dostaw celem uniknięcia zagrożeń sabotażystów, cholernego Zakonu, który gotów był zrobić wszystko, aby stawiać im opór. Jeszcze w zeszłym roku dotarło do niego jak ważnymi były kwestie bezpieczeństwa. Dlatego nie czekał, nie zastanawiał się i nie analizował – musiał działać, ale te działania musiały mieć poparcie nie tylko logistyczne, ale i finansowe, a im dłużej trwała wojna, tym trudniej było zapanować nad wszystkim.
Dzisiejszy dzień miał rozpocząć się od spotkania z Evandrą Rosier i jednym z pracowników zajmujących się analizą finansów Rezerwatu. To istotne, aby posiadać wszelkie informacje na temat działalności, bieżące i prowadzone w solidny sposób, wszak tylko tak mogli wyciągnąć konkretne wnioski. Peter posiadał wszystkie informacje i miał je przygotować w Kancelarii na długo przed ich przybyciem, na prośbę Mathieu. Nie chciał czekać, nie mógł czekać i nie zamierzał tego robić. Doceniał zaangażowanie Evandry, która w tak otwarty sposób wspierała ich działania każdorazowo. Żadna inna kobieta nie udźwignęłaby roli najważniejszej kobiety w rodzie, a osoba Evandry uświadomiła Mathieu w którym kierunku powinien iść poszukując żony. Była wzorem, dla wielu kobiet, a on o tym doskonale wiedział. On sam znał ją z nieco innej perspektywy, była powierniczką jego tajemnic i wiedział, że może na nią liczyć. Cenił sobie jej opinię i zdanie na wiele tematów, doceniał jej działania i starania. Śmiało mógłby nazwać przyjaciółką własną bratową, ale zażyłe relacje od zawsze były dla niego priorytetowe.
- Evandro, dobrze Cię widzieć. – przywitał ją jeszcze w murach zamku, który opuścili chwilę później wspólnie, kierując się do kancelarii Smoczych Ogrodów. Drogę znał na pamięć, mógłby podążać nią w kompletnej ciemności, nie zważając na jakiekolwiek utrudnienia. Niewiele czasu zajęło im dotarcie na miejsce, a tam czekał już gorący napój i posiłek – rozmowy z pewnością zajmą im wiele godzin, muszą więc być odpowiednio przygotowani. Peter również czekał na nich w obszernym gabinecie, gdzie na szerokim blacie ustawione były księgi i dokumenty, z których musieli dzisiaj korzystać. Spojrzał na moment w kierunku mapy hrabstwa, tej na którą ostatnimi tygodniami patrzył każdego dnia, analizując wszelkie możliwości, które musieli wykorzystać. Plan działań na najbliższe miesiące był obszerny, ale to nie pierwszy i ostatni raz, kiedy natłok obowiązków i lista rzeczy do zrobienia była tak ogromna.
- Peter zgodził się wprowadzić nas głębiej w kwestie, którymi zajmuje się od lat. – rozpoczął, kierując swoje słowa do Evandry. – Wojna, którą toczymy ma istotny wpływ na funkcjonowanie każdej sfery życia. Niestety, im działania zbrojne trwają dłużej, tym bardziej odbija się to na Smoczych Ogrodach. Sam przeanalizowałem ostatnio kwestie cen produktów, które sprowadzamy, są na coraz wyższym poziomie i jest to niepokojące zjawisko. Wierzę jednak, że uda się znaleźć jakieś rozwiązania, może sami wpadniemy na jakieś pomysły. – dopowiedział, przerzucając wzrok z Evandry na Petera. Wiedział, że potrzebują kogoś z doświadczeniem, kto idealnie sprawdzi się w tej roli. Jeśli zajdzie taka konieczność, spotkania będą powtarzać aż do skutku.
- Lady Rosier, Lordzie Rosier. Przygotowałem dokumenty, o które Lord prosił. Kryzys pogłębia się, ograniczenie środków ogranicza nasze możliwości. Włączając w to oczywistą kwestię wydalenia pracowników, co również wpływa na nasze możliwości. – przedstawił sytuację, po krótce oczywiście. – Rozumiem, że chcecie poznać ekonomiczną kwestię sytuacji w Smoczych Ogrodach? – upewnił się poprawiając okulary i przesuwając wzrok z Mathieu na Evandrę.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Kancelaria [odnośnik]21.04.22 17:07
Sobotni poranek dla wielu mógł oznaczać upragniony od pracy odpoczynek, jednak w dobie panującego w Anglii konfliktu, należało dołożyć wszelkich starań, by zapewnić swojej rodzinie godną przyszłość. Nie inaczej było u Rosierów.
- Mathieu, gotów na dzień pełen wyzwań? - zapytała z uśmiechem, poprawiając zapięcie długiego płaszcza, kiedy stojąc w holu Château Rose zbierali się do opuszczenia pałacu. W Smoczych Ogrodach bywała już niejednokrotnie, lecz jak na lady doyenne rodu Rosier nadal zdecydowanie zbyt rzadko. Powinna była bardziej zainteresować się zarówno samymi zamieszkującymi rezerwat istotami, jak i sytuacją z dokumentami rodzinnej działalności. O tym, że natłok pracy rósł wciąż w zastraszającym tempie miała świadomość od dawna, nie zgłaszając jednak dotąd chęci pomocy. Pogrążona w chorobie po wydarzeniach z anomaliami, smutku i żałobie po stracie brata, a później w działalności charytatywnej, mającej złagodzić straszny wizerunek szalejącej wojny, nie wiedziała jak może pomóc w obecnej sytuacji, godząc ze sobą wszystkie obowiązki. Z biegiem czasu wzmocniła pewność siebie, czując że panuje nad kolejnymi zadaniami, nawet jeśli nie wykonując ich wszystkich osobiście, to zawsze wiedząc do kogo może się zwrócić po pomoc. Lady Cedrina, choć przekazała jej większość potrzebnej do prowadzenia domu wiedzy, nadal służyła jej radą, co Evandra chętnie wykorzystywała, lecz nie ze względu na nieporadność czy niepewność, a z potrzeby zacieśniania rodzinnych więzi. Miała świadomość, że każdy chciał czuć się potrzebny i o ile młodsi czarodzieje mogli spełniać się w pracy czy przy zainteresowaniach, to osoby starsze najlepiej sprawdzały się przy kształceniu młodych. Kto, jak nie oni, pełnić mogą rolę mentorów, posiadając doświadczenie, jakiego nie sposób zdobyć we wczesnym życiu? To za jej sprawą najmłodsza lady doyenne nie czuła już lęku, sięgając po księgi z rachunkami, mając w ciągu ubiegłych miesięcy niejedną okazję, aby porównując spisy, móc z rozwagą zaplanować wydatki na najbliższy czas. Dlatego też kiedy dowiedziała się, że z powodu sytuacji kryzysowej finanse Smoczych Ogrodów wymagają dodatkowego nadzoru, nie wahała się, natychmiast oferując swoją pomoc. Nie było to wprawdzie to samo, co zarządzanie domem, lecz zasady oszczędzania i zarabiania pieniędzy rządziły się w tych dwu przypadkach podobnymi prawami.
Dotarłszy do kancelarii zdjęła z ramion płaszcz i wygładziła wełniany materiał sukienki o barwie głębokiej morskiej toni. Współczesny fason z wąską, sięgającą połowy łydek spódnicą coraz częściej gościł w garderobie doyenne, zupełnie wypierając długie, zwiewne suknie. Na lewej piersi krótkiego żakietu zapinanego rzędem obciągniętych materiałem guzików znajdowała się broszka z kwiatowym motywem. Wysadzana drobnymi perełkami ozdoba korespondowała zarówno z kolczykami, jak i szpilkami podtrzymującymi upięte w niski kok włosy. Skinęła głową na słowa szwagra i w ramach powitania posłała pracownikowi uśmiech. Z uwagą słuchała wstępu Mathieu, a wieść o coraz wyższych cenach sprowadzanych produktów nie była żadnym zaskoczeniem. Pracując przy zbiórkach ubrań i żywności dla najbiedniejszej, najbardziej dotkniętej przez wojnę ludności, miała świadomość ile kosztuje utrzymanie i wyżywienie rodziny.
- O tym, czy wydalenie pracowników jest kwestią oczywistą i niezbędną, jeszcze porozmawiamy - powiedziała z uprzejmym uśmiechem, gestem dłoni zachęcając Petera, by na blacie stołu rozłożył zebrane przez niego dokumenty, od których należało zacząć. Mężczyzna spojrzał na Evandrę z uniesionymi brwiami, zaskoczony, że ma ona jakiekolwiek pomysły względem poprawy stanu finansowego rezerwatu. Nieco skrępowany nieznanym sobie dotychczas gościem zerknął ukradkiem na Mathieu, jakby poszukując na jego twarzy wskazówki, lecz zaraz odchrząknął, przywracając się do porządku i machnął różdżką na stos przyniesionych ksiąg. Pod wpływem powiewu magii rozległ się szelest papieru, a półwila zdjęła rękawiczki, pochylając się już nad pierwszym spisem.
- Jak lord zdążył nadmienić, problemem jest kwestia stale rosnących cen sprowadzanych przez nas zasobów. Zgodnie z poczynionymi przez lorda nestora zmianami, udało się zdobyć zabezpieczenie dostaw żywności dla smoków na najbliższe dwa miesiące. Dostawcy niechętnie podpisują umowy z większym wyprzedzeniem, obawiając się, że obecnie ceny będą dla nich niekorzystne przy przedłużającym się konflikcie. - Czarodziej ponownie poprawił zsuwające się z nosa okulary. - Mając na uwadze obecne przychody i prognozę wzrastających cen, nie będziemy mogli sobie pozwolić na prawidłowe funkcjonowanie. Jeśli mogę zasugerować, im dłużej zwlekamy z cięciami kosztów, tym większa może czekać nas tragedia.
Evandra pokiwała głową na znak, że zgadza się z jego opinią.
- Nie prowadzimy jedynego rezerwatu smoków w kraju, nie tylko my borykamy się z podobnymi problemami. Im dłużej będziemy się zastanawiać nad rozwiązaniem, tym większa szansa, że ktoś nas uprzedzi w pozyskiwaniu nowych kontaktów z dostawcami. - Nie życzyła upadku konkurencyjnych im rezerwatów, na szali leżało cenne istnienie smoków, lecz nie mogli sobie pozwolić na żadne straty. - W jaki sposób dbamy obecnie o przychody? Co przynosi nam zyski? - zapytała, unosząc wzrok Mathieu, a następnie przenosząc go na Petera.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Kancelaria [odnośnik]29.04.22 23:09
Zakres wiedzy z dziedziny ekonomii był niewątpliwie bardzo rozległy i opierał się na doświadczeniach wielu pokoleń. To nie tylko zwykłe liczby i proste kalkulacje, ale również konieczność orientowania się w wielu kwestiach z nimi związanych. Wcześniej nie skupiał się na tym, ufając w ocenie innym, tym którzy znali się na tym dużo lepiej. Nauczył się w swojej karierze niejako kontrolować dostawy mięsa do rezerwatu, ktoś pokazał mu jak to robić i właśnie w ten sposób działał – nie zwracając uwagi na szczegóły związane z ekonomicznymi aspektami, na system działania tego wszystkiego. Teraz, kiedy wojna trwała w najlepsze, a wiele towarów stało się trudniej dostępnych lub w ogóle niedostępnych pochylił się nad tą dziedziną. Obserwował Tristana, szczególnie kiedy mówił o ekonomicznych aspektach hrabstwa przy okazji ich spotkań. Wieloletnie doświadczenie starszego kuzyna było wspaniałą bazą do wnikliwych obserwacji i wyciągania wniosków. Wsparcie Xaviera w zgłębianiu tych kwestii było nieocenione, to dzięki niemu powoli pojmował podstawy i próbował działać na własną rękę. Stąd chęć tego spotkania i rozmowy o możliwościach, Peter jako doświadczony Mentor na pewno poprowadzi Mathieu i Evandrę w odpowiednim kierunku.
Na prośbę Lady Rosier Peter rozłożył wszelkie dokumenty. Doświadczony pracownik wiedział co robi, wiedział o każdej decyzji Lorda Nestora w kwestiach zatrudnieni i podejmowanych działań, celem których było usprawnienie działalności i ograniczenie strat w tak trudnych czasach, w jakim przyszło im żyć. Wysłuchał słów Petera, później Evandry. Nie podzielał zdania ekonomisty, ani tym bardziej tezy, którą właśnie wysunął. Cięcia były ostatecznością.
- Czas wojny jest trudny dla wszystkich. Cięcia kosztów nie przyniosą efektów. Zwolnienie większej ilości pracowników wpłynie negatywnie na funkcjonowanie Smoczych Ogrodów. Cięcia kosztów wynagrodzeń pracowników wpłynie na jakość pracy. Na żywności nie możemy oszczędzać aż tak bardzo. Smoki muszą dostawać pożywienie, możemy spróbować minimalnie ograniczyć ilość podawanego im pokarmu i obserwować ich zachowanie. Kiedy zaczną głodować mogą podjąć próbę uwolnienia się i zdobycia pożywienia na własną rękę, a to zaś może doprowadzić do tragedii. – powiedział spokojnym tonem, sięgając po księgę zawierającą wykaz zamawianych towarów, które trafiają do Rezerwatu. Pierwszą tą jeszcze z poprzedniego roku, nim rozpoczęła się wojna i wszystko zaczęło się komplikować. Wziął głęboki oddech i przez chwilę wpatrywał się w skrupulatne zapiski z kwietnia poprzedniego roku. Zaraz obok otworzył księgę zawierającą bieżące wydatki na żywność smoków. Spojrzał na Evandrę przez krótki moment.
- Smocze komponenty? – odpowiedział na słowa bratowej, a później przeniósł wzrok na Petera, u którego wolał się upewnić w swoich słowach.
- Również zyski z dotacji Ministerstwa na prace badawcze. Ostatnio Lord proponował Walterowi pewien pomysł? – spytał, kierując na krótką chwilę wzrok na Mathieu.
- Tak. Rozmawiałem z opiekunem szklarni. – mruknął i spojrzał na Lady Rosier. – Szklarnie, którymi dysponujemy nie są duże, ale można byłoby przemyśleć kwestię rozbudowania ich. Zainwestowanie środków mogłyby wpłynąć na dochód Smoczych Ogrodów w przyszłości. Musimy jednak przemyśleć czy zatrudnienie jeszcze jednego pracownika i sprowadzenie nowych gatunków roślin przyniesie nam wymierne korzyści. – powiedział spokojnym tonem. Peter był tu z nimi po to, aby kontrolować puszczane wodze fantazji tych, którzy niewiele jeszcze doświadczenia posiadali i wciąż uczyli się, aby w przyszłości móc polegać na własnej intuicji. Mathieu bardzo intensywnie przykładał się do nauki. Wiedza pozyskana u Xaviera, ta wynikająca z obserwacji. W wolnych chwilach czytał księgi, w których zanotowano najważniejsze informacje na temat ekonomii, oszczędzania i tworzeniu odpowiednich ścieżek.
- Zatrudniając nowego pracownika i zakupując sadzonki roślin inwestujemy, koszty mogą nie być natomiast najwyższe, prawda? W takim razie jakie korzyści przyniosłaby nam rozbudowa szklarni? – spytał, siadając na krześle naprzeciw nich. Spojrzał najpierw na Mathieu, a później na Evandrę. Rosiera znał dłużej, w końcu Rezerwat był jego drugim domem. Niemniej jednak, nadal uważał, że jeśli mają się czegoś dziś nauczyć i coś wynieść z tego spotkania, coś więcej niż jedynie zmęczenie – muszą działać i zacząć myśleć.
- Spójrz tutaj Evandro. – powiedział cicho, przesuwając w jej stronę kolejną księgę i prezentując kolejny bilans. – Właśnie w tej kwestii spotkałem się z Walterem. Część funduszy, którymi dysponujemy idzie na zakup komponentów roślinnych do eliksirów. To dodatkowe zestawienie przygotował Walter na moją prośbę… – dodał, przesuwając pergamin w jej stronę. – Na tyle jego zdaniem powinniśmy mieć możliwość zwiększenia zasobów szklarni. Mniej funduszy przeznaczalibyśmy na sprowadzanie komponentów na miejsce. – przesunął wzrok na Petera, który jedynie na chwilę obecną świdrował ich wzrokiem. Może Evandra miała jeszcze jakiś pomysł odnośnie korzyści, które mogłyby z tego płynąć. Mathieu nie chciał wychodzić przed szereg, szczególnie, że to spotkanie miało być edukacyjne dla ich obojga, a on już odrobinę działał w tym temacie.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Kancelaria
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach