Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Ołtarz światła

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ołtarz światła - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Ołtarz światła - Page 3 Empty
PisanieTemat: Ołtarz światła   Ołtarz światła - Page 3 I_icon_minitime22.07.19 9:54

First topic message reminder :

Ołtarz Światła

Na tyłach oazy, w mglistej dolinie, gdzie przestrzeń zdaje się cichsza i chłodniejsza niż wszędzie indziej, znajduje się głaz - podobny do kamiennego stołu obryty jest runami, których nie są w stanie rozpoznać nawet najbardziej obeznani w temacie czarodzieje. Prawdopodobnie jest pozostałością Azkabanu - lub czegoś, czym Azkaban był wcześniej. Pośrodku głazu ustawiono zaklęty przez Harolda Longbottoma lampion, który jarzy się jasnym, błękitnawym światłem - dotknięcie przyjemnie rozgrzanej ściany lampionu wywoła wybuch płomieni, z których utworzy się ognisty portal - wejście w niego nie poparzy, a porwie czarodzieja jak sieć Fiuu i wyrzuci na odludnych terenach Irlandii. Przez ciszę, poza szumem pobliskiego morza, można usłyszeć subtelną melodię pieśni feniksa.

Rzuć kością k100:
1-84: nic się nie dzieje.
85-100 (każdy posiadany poziom szczęścia obniża ten przedział o 5 punktów): na jednej z pobliskich żerdzi dostrzegasz feniksa, to Fawkes, ptak należący niegdyś do Dumbledore'a - przygląda Ci się z zainteresowaniem i jest tak blisko, że możesz go dotknąć, przygładzić jego pióra. Epatuje od niego kojący spokój, otacza pozytywna aura wypełniona nadzieją i dobrem. Chwilę później wzbija się w powietrze i odlatuje, nieprzerwanie nucąc swoją pieśń.
Lokacja zawiera kości


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I am the Lizard King
I can do anything
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Ołtarz światła - Page 3 29dcd797e08c26682d2d5e08269b2561

Ołtarz światła - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Ołtarz światła   Ołtarz światła - Page 3 I_icon_minitime29.01.20 13:34

Uśmiechnął się blado. Nie chciał zastanawiać się nad uzdrowicielami, a na pewno nie chciał przypominać sobie tego, że właściwie powinien bardziej regularnie zażywać eliksiry uspakajające. Strach było pomyśleć co tak właściwie przeżywał Bertie, który miał poważniejsze obrażenia na swoim „koncie”. Z tego powodu Macmillan próbował skupić się na instrukcjach dawanych przez towarzysza. Chwycił kolejny gwóźdź i zaczął ustawiać go w miarę równolegle, przynajmniej na tyle na ile potrafił wycenić odległość. Następnie zaczął trochę niezdarnie, trochę zbyt delikatnie przybijać gwóźdź, mając nadzieję, że tym razem zrobił to dobrze.
W ten sposób? – zapytał dla pewności, przyglądając się na wpół wbitemu gwoździowi.
Wolał także pominąć kwestię Rii. Za bardzo się o nią martwił i może lepiej było wiedzieć znacznie mniej niż powinien. Mimo wszystko nigdy mu o tym nic nie powiedziała, więc zakładał, że chciała przekonać samą siebie i innych, że uderzenie pioruna było niczym. Słowa jednak mimo wszystko nie potrafiły zniknąć mu z głowy, a przy tym i fakt, że mimo wszystko Weasleyówna zataiła to wydarzenie. Tak samo jak to, co działo się przed Nowym Rokiem, a o czym dowiedział się dopiero na spotkaniu. Mimo wszystko ufał swojej narzeczonej i miał nadzieję, że ta nie zamierzała niczego więcej zatajać byleby tylko on się nie martwił.
Nawiałem z domu? – powtórzył niepewnie za Bertiem. Nie rozumiał tego sformułowania, ale to szybko zostało wyjaśnione. Macmillan był wyraźnie zaskoczony tym, kto został towarzyszem czarodzieja w ucieczce z domu. – Ollivander? – Powtarzał dalej, wciąż nie dowierzając w to, co usłyszał. Nie wiedział, że Ollivanderowie mieli wśród swoich członków „buntowników”. Zaśmiał się także na stwierdzenie Botta dotyczące bufonów. Było to całkiem możliwe, szczególnie w środowisku Zakonu, w którym z kolei było kilku szlachciców. I tu Bertie miał rację, bufonów zapewne tutaj nie było. – Raczej nie – przytaknął.
Był w ogóle wdzięczny, że sam Bertie zdawał się go akceptować w organizacji. Raczej nie zdawał się być osobą oceniającą; był bardzo sympatyczny i skory do pomocy przy... teoretycznie trywialnych rzeczach, jak na przykład wbijanie gwoździ. Macmillan kolejny raz z kolei sprawdził czy aby dobrze wbija gwoździe i czy czasem nie wbił ich zbyt wiele... przy czym w tym momencie właśnie zamachnął się młotkiem i uderzył się prosto w kciuk. Syknął przeraźliwie i zaklął w obcym języku, co było jego nawyką. Zaraz jednak przeprosił za swoje zachowanie i zaczął wymachiwać dłonią, mając nadzieję, że ból w ten sposób szybciej przejdzie.
Uch... – jęknął, trochę się uspokajając. W zamian za to próbował się skupić na tym, co miał mu do powiedzenia czarodziej o swoich podróżach. – Masz motor? – Zapytał ponownie zdziwiony. – Działa? Nie psuje się od magii? – Anthony widział w swoim życiu motor kilkukrotnie, ale nigdy nie odważył się usiąść na tej wyjątkowo dziwacznej, mugolskiej maszynie. – Widziałem jak niektórzy jeżdżą na motorze. Zawsze się bałem tego dziwnego dźwięku na początku.
Dalej jednak nie dziwił się skąd Bertie wziął motor i jak nauczył się jeździć. Wychowywanie się w okolicy z mugolami musiało być ciekawe. Na pewno zobaczył wiele interesujących rzeczy. Bawienie się z mugolskimi dziećmi... to musiało być coś!
Mają super rzeczy. Ta wielka maszyna z ruchomymi obrazkami, prawie jak magia, ale bez magii! I ten!... Jak się nazywał... telefon! Mieć taki telefon na całe Puddlemere... jeju, jakby to przyśpieszyło komunikację! Bez czekania dniami na odpowiedź! – Wyraźnie się zainteresował wynalazkami mugoli. Zapomniał przy tym o bólu, który niedawno poczuł, ale jednocześnie przestał przybijać kolejne gwoździe. – Chociaż... może ktoś w ten sposób by nas podsłuchiwał... te rzeczy, które wymyślają mogą jednak czasem okazać się niebezpieczne. Sowy to jednak bardzo przyjemne towarzyszki. – Dodał trochę bardziej ponuro. Wizja podsłuchiwania kogoś przy pomocy magii przez telefon mogłaby okazać się codziennością, jeżeli telefon trafiłby do użytku czarodziejów.




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
Bertie Bott

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 25
UROKI : 40
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Ołtarz światła - Page 3 Giphy

Ołtarz światła - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Ołtarz światła   Ołtarz światła - Page 3 I_icon_minitime06.02.20 17:24

Spojrzał na przybitego gwoździa, utkwionego po samą główkę w drewnie jak należy i wzruszył ramionami.
- Tak. Jak widać wielkiej filozofii w tym nie ma. - uśmiechnął się przyjaźnie, nie chcąc by MacMillan nadmiernie się stresował. Ostatecznie dadzą radę, tego mogli być pewni. Wbijał kolejne gwoździe, przytrzymywał belki i po chwili kolejna ściana była już obita i w sumie to zbliżali się do końca w całkiem niezłym tempie. Jeszcze chwila, a do ich wioski dołączy jeszcze jeden krzywy domek.
- Taaak. W sumie to ciekaw jestem co z Tito. Dawno go nie widziałem, a jakiś czas temu dopiero co wrócił z zsyłki z Francji. - przyznał. Będzie musiał napisać do przyjaciela, jakoś nienaturalnie mu było z tym, że ten nie wpadał i w sumie to Bertie zaczynał podejrzewać, że znów władował się po prostu w rodzinne tarapaty. Czy raczej rodzinne - szlacheckie - tarapaty znów dorwały jego.
Na chwilę zamilkł, bo nawet skupił się na pracy, a z zamyślenia wyrwał go sam Anthony. Spojrzał w jego kierunku.
- Gratuluję, zdobywasz pierwszy punkt ofermy. Pierwszy raz ktoś zdobył go przede mną. - stwierdził i znów zsunął się niżej (ciągle bowiem siedział na miotle i wykańczał górę budynku. - Wszystko okej? - podleciał trochę bliżej żeby się upewnić czy szlachcicowy palec nie spuchł jakoś strasznie albo nie oblewa się krwią. Zdaje się jednak, że tym razem będzie bez większych uszczerbków na zdrowiu - na szczęście.
- Mhm, mam. I radzi sobie całkiem nieźle. Mam też samochód. - wzruszył zaraz ramionami, znów wzlatując ku górze. - Oba latają. O czym nie paplaj, ale gdybyś potrzebował przetransportować większą grupę ludzi bez użycia wykrywalnej magii, jestem do usług. - nie krył takich rzeczy przed Zakonnikami, bo i wiedział że tego typu rzeczy mogą któregoś razu okazać się użyteczne. W czasie anomalii to był w sumie jego główny środek transportu, a gdyby nie mieć świstoklika, znów samochód wydaje się być najlepszym wyjściem dla osoby która nie zna się na teleportacji łącznej.
- No, hałasuje całkiem nieźle, ale w sumie jak jesteś za kierownicą to nie robi takiego wrażenia. - uśmiechnął się ponownie. - Mhm. Jak lusterko dwukierunkowe, tylko na więcej osób. Ułatwiłoby życie niesamowicie, aż dziwne że jeszcze czegoś podobnego nie mamy. - przyznał. Na pewno dałoby się coś wymyślić, jakoś to zrobić. Wiele rzeczy jakie patentował Bott było z resztą inspirowane mugolskimi wynalazkami.
- Sowę też można przechwycić. Ale no, fajnie mieć pierzastego kumpla. - przyznał. Lubił Jerry'ego nawet jeśli ten czasem gubił drogę czy znikał na całe noce. - Nie ma co popadać w paranoję. - w końcu cofnął się na miotle, żeby móc z odległości obserwować efekt.
- Moim zdaniem udało nam się genialnie. - stwierdził, patrząc na ich wspólne dzieło z zadowoleniem.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I am the Lizard King
I can do anything
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Ołtarz światła - Page 3 29dcd797e08c26682d2d5e08269b2561

Ołtarz światła - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Ołtarz światła   Ołtarz światła - Page 3 I_icon_minitime15.02.20 13:16

Być może w przybijaniu gwoździ nie było jakiejś szczególnej filozofii… dla kogoś kto robił to stosunkowo często. Dla Anthony’ego było to jednak coś nowego; coś czego nie robił codziennie i właściwie coś, co inni robili za niego, a i tu powinno pojawić się pytanie czy czasem skrzaty lub inne osoby nie używały przy tym magii. Nawet podróż na „surowy” Wschód i przebywanie wśród mugoli niewiele zmieniło w tej kwestii (tj. kwestii poznawania pracy przy młotku). Przecież tam i tak korzystał z magii, o ile tylko mógł, a jeżeli nie mógł – zdawał się właściwie na dobrą łaskę ludzi, których spotykał podczas swojej podróży.
Raczej nie – stwierdził mimo wszystko. Wbijanie gwoździ nie było aż tak trudne jak myślał, ale bał się pomyśleć jak biedni mugole musieli męczyć się z tego typu zadaniami w swoim życiu. A i bał się pomyśleć jak ich praca będzie wyglądać po tym jak to on, Anthony, wziął się za pomoc przy niej. Wiedział jedynie, że na pewno uda im się minimalnie wspomóc wybudowanie Oazy.
Na dźwięk pseudonimu trochę wydał się zaskoczony. Kojarzył skądś tę ksywkę. Kiedy podróżował po Jugosławii ludzie cały czas wspominali o jakimś Tito, który był dla nich niczym prawdziwy Minister Magii, lord Longbottom. Stąd też wzięło się zdziwienie Anthony’ego, który nie zrozumiał, że chodziło o lorda Ollivandera, z którym Bott się kolegował. I to nie zrozumiał tego, nawet jeżeli w danej chwili mówili przecież właśnie o nim (o Ollivanderze). Zagubienie jednak, dla Macmillana, przychodzi czasem bardzo szybko, tak więc nagłym rozmyślaniom nie było końca w głowie blondyna. A sam dźwięk pseudonimu i wcześniejsza rozmowa o podróżach zapewne wspomogła jego dezorientację. Tak też rozmyślał nad wieloma rzeczami w danej chwili, a wśród tych myśli pytał samego siebie: jakim cudem ktoś tak ważny (jak mu się wydawało) mógł trafić do „zsyłki” do Francji? Jak Bertie poznał tego mugola? Przecież mówił, że nie był na Bałkanach. JAK?
Znasz tego Tito, który jest jak nasz Minister Magii lord Longbottom? Skąd? Jak? Naprawdę widziałeś go na żywe oczy? Widziałem go tylko na zdjęciach. – Pytał wyraźnie zainteresowany i podekscytowany. – Kiedy byłem w Jugosławii to wszyscy traktowali go niczym… jakby to powiedzieli mugole… em… jak bóstwo? Tak to oni mówią?
Wciąż nie potrafił uwierzyć w to, co powiedział Bott. I wciąż nie potrafił zrozumieć, że jednak chodziło o Ollivandera. Jednak uderzenie młotkiem w palec szybko zmieniło jego uwagę na swoją dłoń. Machał ręką jak oszalały, mając nadzieję że w ten sposób ból szybciej przejdzie. Zaśmiał się jednak na tytuł, który przyznał mu Bertie.
Tak, w porządku. Zaraz przejdzie – westchnął. – Dobrze, że Rii tu nie ma, bo pewnie by zmieniła swoje zdanie o ślubie – wymamrotał cicho. Gdyby Weasleyowie dowiedzieli się, że nie radził sobie z takimi sprawami, pewnie by go wyśmiali. Ale nie zamierzał się poddawać, a dalej przybijać gwoździe.
Ból z kolei minął tak szybko, jak szybko pojawił się temat motoru… i samochodu. Entuzjazm na twarzy Macmillana ponownie powrócił. Ile by dał, żeby móc spróbować jazdy na czymś takim!
Nie zamierzam! – przysiągł natychmiast. – Ale… przewieziesz mnie kiedyś na tym motorze? Uwielbiam takie mugolskie wynalazki pomieszane z naszą magią. Na pewno przyda się to, gdyby przyszło nam ewakuować kogoś.
A potem spojrzał na to, co stworzyli i stwierdził, że chyba im dobrze poszło. Może poza tymi deskami, które on sam przybijał. Tu zdawało się, że gwoździe były trochę… zbyt krzywe. Ale i tak się starał! I jak na kogoś, kto nigdy nie przybijał gwoździ, na pewno poszło mu dobrze.
Myślę, że jest w porządku… Ale… teraz idziemy na whisky. Zasłużyliśmy – dodał, klepiąc Bertiego po plecach, a z kieszeni wyciągnął piersiówkę bezdenną.  – Domowa, bardzo dobra.

|zt x2?




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Marcella Figg
Marcella Figg

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Zawód : by walczyć i chronić
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wszyscy śnimy swój sen
o wzbiciu się w
niebo
OPCM : 35
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Ołtarz światła - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Ołtarz światła   Ołtarz światła - Page 3 I_icon_minitime17.05.20 18:04


16 czerwca


Tutaj przydawała się każda para rąk. Chodź mała wyspa powoli zaczynała coraz bardziej przypominać niewielką wieś, wciąż wielu ludzi musiało mieszkać w maleńkich chatkach, czasami nawet nie do końca przystosowanymi do zamieszkania - kawałek koca i goła podłoga była na porządku dziennym. I chodź wszyscy dawali z siebie wszystko, dostawy były coraz trudniejsze w zorganizowaniu. Z każdym dniem korzenie Ministerstwa sięgały coraz głębiej, na razie zajmując tylko Londyn, jednak to zapewne tylko kwestia czasu. Kolejne kilka kocy, jakieś jedzenie. Wydatków właściwie ciągle tylko przybywało. Ludzi również. Widziała gdzieś niedaleko kilku zupełnie nowych sojuszników, którzy angażowali się w życie nowej społeczności. Pytanie tylko jak długo będą mogli się chować... To nie będzie trwało wiecznie. Chodź może to tylko ją nawiedzały czarne myśli. Każdego dnia coraz gorsze.
Mogłyby odejść gdzieś daleko. Choć na chwilę dać jej spokój.
Wydawałoby się, że straszniejszych widoków już nie uraczy. Po wyprawie, która zmieniła to miejsce, tak właśnie sądziła. Wizje przepełnione czarną magią były tak trudne do odróżnienia od rzeczywistości, zupełnie jakby się z nią scalały. Kolejnie - Londyn, niemal w popiołach, wydawało się, że gorzej być nie mogło. Myliła się. Zawsze mogło.
Jeden, drugi, trzeci krok. Trzy następne w stronę źródła. W wyznaczone miejsce wbiła kołeczek. Tu będzie dobrze. Należało zaczynać robić miejsca na kolejne chaty. I naprawdę aż można było zazdrościć tym, któremu trafi się to miejsce. Miało przyjemną aurę - nawet bez dachu po prostu czuło się tutaj atmosferę bezpieczeństwa, takiego domowego bezpieczeństwa. I apropo bezpieczeństwa, będzie trzeba zabezpieczyć też przejście, które wyrzuca ludzi w Irlandii, mogłoby być to problematyczne. Może wystarczą jakieś deski? Lub taśma?
Wysłała kilka osób, które jej pomagały po więcej kołków i desek. Gdy zaś na tę chwilę została w swoim towarzystwie, przymknęła oczy delikatnie. Szum wiatru, zapach bryzy, delikatna melodia drzew wypełniała okolicę. Kto by pomyślał, że niedawno było to jedno z najstraszniejszych miejsc w Wielkiej Brytanii. Czasami przywołując te myśli tonęła w wyobrażeniu, jakoby światło naprawdę kiedyś miało w jakiś mistyczny sposób wskazać im kierunek do lepszego jutra. Jednak im więcej lat przybywało tym mniej zawierzała w ręce przeznaczenia, a zamiast tego przychodziło zrozumienie, że to jej postępowanie może wszystko zmienić...
Cicha melodia na chwilę przyciągnęła jej spojrzenie w kierunku zupełnie innym niż ołtarz. Zamiast tego spojrzała w zupełnie przeciwną stronę.
I nie wiedziała jeszcze jaka reakcja będzie tą właściwą.





You don’t have to be a hero to save the world.
You don’t have to know what to say, or what to think.


Ostatnio zmieniony przez Marcella Figg dnia 16.08.20 23:10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ołtarz światła - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Ołtarz światła - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Ołtarz światła   Ołtarz światła - Page 3 I_icon_minitime17.05.20 18:04

The member 'Marcella Figg' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 88


Powrót do góry Go down
William Moore
William Moore

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f181-oaza-chata-nr-27 https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Zawód : szukający na wygnaniu
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 25
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 25
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Ołtarz światła - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Ołtarz światła   Ołtarz światła - Page 3 I_icon_minitime31.05.20 15:53

Wciąż trudno było mu uwierzyć, że Oaza w ogóle istniała; jeszcze trudniej – że powstała na gruzach Azkabanu, miejsca zbudowanego z ludzkich porażek, o którym w przeszłości niejednokrotnie słyszał, choć nigdy nie potrafił sobie do końca wyobrazić okropieństw, czających się na zamieszkałej przez dementorów wyspie. Dzisiaj przechadzał się pomiędzy pozbawionymi ścian szkieletami powstających dopiero budynków, i więzienie było ostatnim skojarzeniem, które przychodziło mu na myśl, gdy obserwował grupy nieznanych mu ludzi pracujących zgodnie ramię w ramię, żeby przekształcić otaczające ich pustkowie w miasteczko. Choć wiedział, że niektórzy z nich nie mieli innego wyjścia, zmuszeni do ucieczki przed przetaczającą się przez Wielką Brytanię wojenną zawieruchą, to w drżącym od dobrej energii powietrzu nie wyczuwał wcale poczucia bezsilności; widział za to nadzieję – bo skoro miejsce na wskroś przesiąknięte złem można było zamienić w bezpieczną przystań, to być może dało się w ten sposób naprawić też całą resztę.
Uparty krok po upartym kroku.
W okolice ołtarza trafił przez przypadek; mimo że przez ostatnie dni niemal nie opuszczał Oazy, pomagając wszędzie tam, gdzie tylko mógł się przydać (i powoli zaczynając rozważać przeprowadzkę do jednej z wybudowanych ostatnio chat), to wyspa wciąż pozostawała dla niego w większości nieodkryta, a on sam gubił się wśród jej licznych grot i krętych ścieżek. Na tej prowadzącej do pokrytego runami głazu, w pobliżu którego podobno znajdował się prowadzący do Irlandii portal, był do tej pory tylko raz, dlatego nie rozpoznał jej natychmiast, przez kilka minut schodząc w dół, w mglistą dolinę. Cichą i chłodną; zorientował się, że prawdopodobnie nogi zaniosły go zupełnie gdzieś indziej dopiero, gdy szmer głosów pracujących ludzi ucichł zupełnie, a jego samego otuliła cisza – przerywana jedynie odgłosem jego własnych kroków. Zatrzymał się wreszcie, ostatecznie decydując się zawrócić – ale zanim zdążyłby to zrobić, jego spojrzenie zahaczyło o samotną, oddaloną zaledwie o kilka metrów sylwetkę, i tam już pozostało, podczas gdy jego usta rozchyliły się lekko w wyrazie zaskoczenia – przemieszanego z mozaiką setki innych emocji.
To nie tak, że nie spodziewał się jej tutaj spotkać. Chociaż był w Anglii dopiero od paru tygodni, to nie spędził tego czasu ukryty pod kamieniem; wiedział już, czym Zakon Feniksa zajmował się przez ostatnie miesiące, i zdawał sobie sprawę z faktu, że Marcella zasiliła jego szeregi, żeby walczyć o słuszną sprawę. Przez chwilę sprzeczał się nawet sam ze sobą, zastanawiając się, czy nie powinien się do niej odezwać, napisać – wciąż miał w pamięci krótki i przeraźliwie niezręczny list, który wysłał po śmierci jej ojca, i nie podobało mu się, że była to ostatnia rzecz, jaką od niego usłyszała – ale od momentu, w którym ich ścieżki się rozeszły, wydarzyło się tak wiele, że nie miał już pojęcia, którędy powinien przekroczyć ziejącą między nimi wyrwę. Teraz żałował, że jednak nie spróbował.
Wyciągnął dłonie z kieszeni. – Marcy – odezwał się cicho, milknąc zaraz potem; tak, jakby czekał na przytaknięcie – mimo żę przecież wiedział, że to była ona; nie zmieniła się tak bardzo – choć miał wrażenie, że odrobinę inaczej nosiła włosy, a jej rysy były jakby ostrzejsze; a może była to jedynie gra błękitnawego, padającego z boku światła. Obudzone echem przeszłości emocje zakotłowały się gdzieś za jego mostkiem, ale chwilowo je zignorował, uśmiechając się – szczerze, bez przymusu – przede wszystkim ciesząc się, że ją widział. Całą, zdrową. – D-d-dobrze cię widzieć – przyznał, robiąc kilka kroków do przodu, przekraczając dzielący ich dystans – choć jedynie ten fizyczny – przez moment gorączkowo rozważając, czy mógł objąć ją na powitanie; od kłopotliwego dylematu uwolnił go jednak inny widok – niezwykły, pojawiający się tuż ponad jej ramieniem. Uniósł wyżej brwi, odrywając spojrzenie od twarzy Marcelli i zamiast tego zatrzymując je na najprawdziwszym feniksie, który postanowił przysiąść na żerdzi za jej plecami. Przystanął, nie chcąc go spłoszyć, choć ten wcale nie wydawał się ich bać. – Spójrz – powiedział, głową wskazując przed siebie. To pewnie obecność feniksa sprawiła, że jakoś niespokojniej zabiło mu serce.




kill me if you must
but I shall not bow to a king
who wears a crown
studded with the jewels
of every life he has ended


Powrót do góry Go down
Marcella Figg
Marcella Figg

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Zawód : by walczyć i chronić
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wszyscy śnimy swój sen
o wzbiciu się w
niebo
OPCM : 35
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Ołtarz światła - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Ołtarz światła   Ołtarz światła - Page 3 I_icon_minitime01.06.20 23:20

To trzeba było zobaczyć na własne oczy. Miała tę przyjemność, by naprawdę doświadczyć tej mocy, która obmyła wyspę Azkabanu z jej strasznego dziedzictwa. Nigdy nie doświadczyła wcześniej czegoś równie... elektryzującego. Pamiętała jak mały, błyszczący błękitem rudzik rozmył się w kumulację białej magii. Nigdy wcześniej nie zasypiała, mając przed oczami tylko przenikającą światłem biel. Straszne i wspaniałe. Zmieniło to miejsce w najbardziej unikatowe jakie dotąd znała. Bezpieczne schronienie dla tych, którzy go potrzebowali. I choć nocą z kwietnia na marzec przybyło tu wielu nowych czarodziejów, szukających namiastki bezpieczeństwa w tych trudnych czasach, nadal spodziewali się więcej osób. Ona miała w rękach to, co najlepiej nadawało się do rozbudowy tego miejsca. Galeony, zdobyte w sposób dosyć dyskusyjny, ale czy w tych czasach nie było tak, że cel uświęca środki.
Chciała, by to miejsce nabierało kolorów. By było pełne ludzi, którzy mogli się schronić. Ostatnie wydarzenia pokazywały jej tylko, że naprawdę było to potrzebne - więc pracowała ciężej, dłużej, trudniej niż kiedykolwiek wcześniej, uzupełniając pustkę czasu, którą pozostawiła po sobie dawna kariera. Zawsze była człowiekiem czynu - więdła, gdy nie wiedziała co robić. Więc robiła.
Spodziewała się, że w końcu ktoś tu zawita. Nowi osadnicy ciągle eksplorowali nieodkryte miejsca. Niektórzy mieli zadania, by poszukiwać nowych terenów pod przyszłe chaty. Na razie każde, które nadawało się choć trochę było odpowiednie. Nie mieli jak narzekać. Było to naprawę niepotrzebne. Zignorowała kroki, sądząc, że zarówno ona, jak i nowa osoba, kręcąca się w okolicy, po prostu zajmą się swoimi sprawami. Aż do momentu wypowiedzianego słowa, które zawisło gdzieś za nią, powodując nagłą serię łaskoczących w okolicy kręgosłupa dreszczy. Tak znajomy głos, przez chwilę wywołał mrowienie w palcach, gdy już przewędrował przez całe ciało. Czy to mogła być prawda? Czy naprawdę tak ponownie się spotkają?
Pamiętała list, który dostała. Wylądował w najgłębszej szufladzie starej komody. W tamtym momencie był zbyt bolesny, by o nim wspominać, a na koniec został ponuro zapomniany. Udekorowało go kilka zaschniętych łez, rozmywających błękitny atrament. Odległe wspomnienia nadal wywoływały ból. Nadal sprawiały, że czuła się jak dziecko, którego ręka została przedwcześnie opuszczona przez rodzica. Odwróciła się w końcu, spoglądając wprost na jego twarz. Nie powinna być zaskoczona. Wiedziała jak głęboką przyjaźń miał z niektórymi osobami, które nadal były częścią Zakonu Feniksa. Mimo to, nadal wolałaby, by ten moment był bardziej kontrolowany - gdyby tak było, pewnie pod piersią serce nie zatrzepotałoby tak mocno, gdy wyłapała to morskie spojrzenie, które spoglądało na nią z dawnym ciepłem. - Billy... - Słowa jakoś dziwnie ugrzęzły w gardle. Nie oddała uśmiechu, jej oczy były pełne zmartwienia i cichego bólu. Uderzyły ją wspomnienia dawnego szczęścia. Przypomniały, że są tylko odległymi wspomnieniami. Nie zmienił się ani trochę, mogła mu tego pozazdrościć. Wciąż wyglądał jakby ledwo opuścił Hogwart, choć wiedziała, że w sercu ich obojga wiele się zmieniła.
Odwróciła się, marszcząc lekko brwi. Trochę oślepiło ją słońce, bijące między pobliskimi drzewami, jednak nawet w jego blask zanikł za dostojnym ciałem skąpanego w szkarłacie ptaka. Znajome pióra, łagodne uczucie gdzieś w żołądku. - Witaj, przyjacielu. - powiedziała, zaraz po wykonaniu kilku spokojnych kroków w stronę feniksa. Ten wydawał się jej bardzo przychylny - może pamiętał, jak z pomocą fletu przywołała jego pieśń. Gdy pochyli głowę miała wrażenie, że się jej ukłonił - wtedy pozwoliła sobie, by przesunąć palcami po szorstkich piórach. I wystarczył ten delikatny kontakt. Serce uspokoiło się, w głowie nie szumiało emocjami. Wzięła oddech tak, jakby był jej pierwszym w życiu. To wydarzenie na chwilę zupełnie ją pochłonęło, jakby zapomniała, że nie jest tutaj sama. I chwilę później ptak rozłożył swe skrzydła i uniósł się w powietrze - tuż nad jej głową, unosząc niesforną grzywkę na wietrze.
I skupiła się w końcu na nowym-starym rozmówcy. Chowając stare emocje w kieszeń, podobnie jak swoje dłonie. Pozwoliła chwili ciszy speszyć ich ponownie. Słońce grzało twarze delikatnie, gdzieś niedaleko można było usłyszeć szum morza. - Powinnam się spodziewać, że w końcu się tu spotkamy. To nie sprawia, że jest mniej... nerwowo.





You don’t have to be a hero to save the world.
You don’t have to know what to say, or what to think.
Powrót do góry Go down
William Moore
William Moore

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f181-oaza-chata-nr-27 https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Zawód : szukający na wygnaniu
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 25
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 25
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Ołtarz światła - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Ołtarz światła   Ołtarz światła - Page 3 I_icon_minitime17.10.20 21:49

Nie chciał, żeby tak to wyglądało – by towarzysząca ich spotkaniom (temu i kolejnym, miało ich przecież być wiele; walczyli o tę samą sprawę) atmosfera utkana była z urywanych spojrzeń, milczącej niezręczności i niewypowiedzianych słów – choć skłamałby mówiąc, że się tego nie spodziewał. Ich rozstanie nie należało w końcu do tych spokojnych, łagodnych, przepełnionych wzajemnym zrozumieniem, stanowiąc raczej przykry finał długich miesięcy sprzeczek i stopniowego oddalania się od siebie – po którym rany zagoiły się brzydko, nierówno, pozostawiając blizny wciąż wrażliwe, od czasu do czasu odzywające się rwącym, fantomowym bólem.
Być może właśnie to on sprawiał, że stąpali wokół siebie ostrożnie; że Marcella nie przywitała go uśmiechem, ani tym odmalowującym się na ustach, ani sięgającym oczu – i że odwróciła się od niego zaraz potem, na dłuższą chwilę skupiając uwagę na feniksie. Przyglądał się jej w milczeniu, gdy wyciągała dłoń, żeby go pogłaskać – w międzyczasie zastanawiając się gorączkowo nad słowami, które powinny rozbrzmieć jako następne. Przepraszam? Czy tego od niego oczekiwała? Uniósł spojrzenie, nie potrafiąc nie podążyć wzrokiem za rozpościerającym skrzydła ptakiem, podrywającym się do lotu, żeby następnie poszybować nad ich głowami i zniknąć – pozostawiając po sobie jakiś nieokreślony spokój, ale i również sentyment, wkradający się podstępnie pod jego skórę. Wydawało mu się, że byłoby mu znacznie łatwiej, gdyby ta rozmowa odbyła się lata temu – kiedy wspomnienia wciąż były jeszcze świeże, a ich krawędzi nie załagodził czas, odbierając ostrość detalom i emocjom. W tamtej chwili, gdy stał na krawędzi polany, nie potrafił przypomnieć sobie głównie tych negatywnych; choć wiedział, że istniał więcej niż jeden powód, dla którego to, co budowali razem z Marcellą, ostatecznie się rozpadło, to tamten żal i tamta gorycz gdzieś mu umknęły, wysunęły się spomiędzy palców, wydając się dziwnie błahymi – być może wobec upływających miesięcy, a może ze względu na wszystko to, co nastąpiło później.
Wypuścił powoli powietrze z płuc, kiedy wreszcie się odezwała, ogarnięty dosyć niespodziewanym zakłopotaniem; do tej pory miał wrażenie, że nie czuł zdenerwowania, ale gdy Marcy o nim wspomniała, zorientował się nagle, że nie ma co zrobić z rękami. – Mógłbym ci p-p-pomóc? – zapytał, zamiast wepchnąć dłoń do kieszeni wykonując nią bliżej nieokreślony gest, wskazujący na teren dookoła nich; nie miał pojęcia, czym właściwie była zajęta, kiedy się tu pojawił, ale podejrzewał, że pracowała – w Oazie aktualnie trudno było spotkać ludzi, którzy tego nie robili, snując się bezczynnie. Zbyt wiele pozostawało do zrobienia, a zbyt mało było rąk do pracy; choć obecnie mieli środek lata, to tak daleko na północy na ogół trwało ono krótko – lada moment mogąc się przekształcić w chłodną jesień i jeszcze surowszą zimę, kiedy to trudno będzie wyobrazić sobie wzniesienie nowej chaty, czy nawet dłuższe przebywanie na zewnątrz. Do tego czasu wszystkie schronienia powinny mieć dachy i działające kominki; i powinno być ich jak najwięcej. – Wytyczałaś teren pod n-n-nowe chaty? – odezwał się po chwili, gdy jego wzrok natrafił na jeden z wystających z ziemi, drewnianych kołków; podszedł do niego prawie odruchowo, chcąc zająć się czymkolwiek, co uratowałoby ich przed spędzeniem kolejnej minuty na wpatrywaniu się w siebie w przesiąkniętej niezręcznością ciszy; nie mógł tego znieść – nie tylko dlatego, że zwyczajnie sobie z tym nie radził; nigdy nie sądził, że to właśnie oni znajdą się w tym miejscu, w punkcie, gdzie trudno im było choćby ze sobą porozmawiać.
Przykucnął przy najbliższym z kołków, wyciągając w jego stronę rękę i sprawdzając, czy dobrze trzymał się w skalistym podłożu – choć był w stanie już na oko stwierdzić, że tak właśnie było. – Denerwujesz się na m-m-mnie, czy przeze mnie? – zapytał, pozornie bez związku, choć w rzeczywistości odnosił się do jej wcześniejszych słów – w pierwszym momencie zignorowanych, ale nie zapomnianych; zwyczajnie zawieszonych w powietrzu przez dłuższą chwilę, której potrzebował do odnalezienia własnych.




kill me if you must
but I shall not bow to a king
who wears a crown
studded with the jewels
of every life he has ended


Powrót do góry Go down
 

Ołtarz światła

Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Mniejsze wyspy :: Oaza Harolda-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20