Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Salon
AutorWiadomość
Salon [odnośnik]29.07.19 20:25

Salon

Niewielki, lecz bardzo przytulny salon. Jest w nim kominek i kilka wygodnych foteli przy stole, na ziemi zaś wypraną czerwienią odznacza się dywan. Oświetlenie w pomieszczeniu zapewnia kilka zawieszonych pod sufitem świeczek osłoniętych kloszami.


Oh my darling ClementineYou were lost and gone forever
Dreadful sorrow, Clementine

Clementine Thorne
Zawód : ~ Czekoladniczka ~
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Do you ever feel like a misfit?
Everything inside you is
Dark and twisted
Oh, but it's okay to be different
'Cause baby, so am I
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Salon Cc393f0d121afc37a102a60f503e5d7c
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7407-clementine-thorne https://www.morsmordre.net/t7474-truman https://www.morsmordre.net/t7475-there-was-a-girl https://www.morsmordre.net/f284-sevenoaks-riverhill-road-13 https://www.morsmordre.net/t7477-skrytka-bankowa-nr-1812 https://www.morsmordre.net/t7476-clementine-thorne
Re: Salon [odnośnik]03.10.19 1:03
[Stąd]

Mamo, przyprowadziłam gości! – oznajmiła głośno, pewna że rodzicielka czai się gdzieś w zakamarkach niedużego domu.
Kiedy jednak nie napotkała dłuższą chwilę żadnej odpowiedzi, zaniepokoiła się trochę. Czyżby wyszła? A może… Coś jej się stało? Clementine musiała to sprawdzić.
Rozbierzcie się z wszystkich płaszczy i czego tam jeszcze macie. Pójdę powiedzieć mamie, że jesteście w domu. – powiedziała do obu, wskazując na wieszak z płaszczami w przedpokoju, po czym skierowała kroki w stronę salonu.
Dotarłszy tam, nie napotkała jednak nikogo. Ani mamy, ani braci. Jej twarz wykrzywił grymas strachu. Nie, nie, nie. To się nie mogło powtórzyć. Sytuacja sprzed wielu lat odcisnęła na niej stanowczo za duże piętno, bo już oczami wyobraźni widziała wilkołaka pochylającego się nad jej matką.
Poszła z garnkiem za plecami do kuchni tak cicho, jak mogła. Wychylając się jednak zza framugi, dostrzegła, że na nic był jej ten garnek. Włamywacza ani nikogo takiego nie było. Ani żywego ducha.
Rany, gdzie żeście się wszyscy podziali… – jęknęła. Dopiero po chwili zauważyła na stole kartkę.
Odstawiła garnek na miejsce i po nią sięgnęła. Zwięzłym kobiecym pismem notka nosiła treść:
„Clementine,
Poszłam z twoimi braćmi na targ, wrócimy pewnie za jakąś godzinę. Pozbieraliśmy wszystko ze stołu, przetrzyj go jeszcze w wolnym czasie. Wygląda na to, że twoi kuzyni nie zjawią się aż do następnego tygodnia.
Nie przetrąć całego domu, gdy mnie nie będzie,
Mama”

Miała ochotę paść na ten stół i nigdy nie wstać. Czemu zawsze uważano, że powoduje kłopoty? Była przekonana, że jeżeli kiedykolwiek wyjdzie za mąż, jej małżonek będzie mieć do niej zaufania niż jej własna matka.
Swoją drogą, wyobrażała sobie złość pani Thorne, gdy ta dowiaduje się, że rodzina jednak zmienia zdanie co do przyjazdu… Nawet jeżeli nie zawarła gniewu w swojej wiadomości, to Clem była pewna, że jest bardzo niezadowolona. Przygotowali już wszystko, dom dla krewnych niemal stanął na głowie, a tu co? Zrezygnowali. Młoda Thorne nawet poniekąd rozumiała uczucia matki, ale nigdy nie potrafiła się długo złościć na bliskich o takie głupotki. Jeżeli nie przyjadą teraz, to przyjadą za tydzień. Nie było, o co tak naprawdę się gniewać.
Wychyliła się zza kuchni, spoglądając na dwóch gości. W domu byli tylko w trójkę, ale co tam, Clem umiała sobie poradzić w prowadzeniu domu. Była pani Sheridan po prostu przesadzała.
Wiem, którą herbatę chce Heath, a ty Tony? O, i chcecie może ciastka? – zapytała, kontrolując kątem oka stan kuchni. – Przy okazji, Tony, mógłbyś rozpalić ogień? Byłabym wdzięczna, w lesie o tej porze roku bywa naprawdę zimno. – poprosiła z zakłopotanym uśmiechem. Prowadzenie domu w pojedynkę było trudniejsze niż się zdawało… Ale nie było to nic, z czym Clem by sobie nie poradziła!


Oh my darling ClementineYou were lost and gone forever
Dreadful sorrow, Clementine

Clementine Thorne
Zawód : ~ Czekoladniczka ~
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Do you ever feel like a misfit?
Everything inside you is
Dark and twisted
Oh, but it's okay to be different
'Cause baby, so am I
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Salon Cc393f0d121afc37a102a60f503e5d7c
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7407-clementine-thorne https://www.morsmordre.net/t7474-truman https://www.morsmordre.net/t7475-there-was-a-girl https://www.morsmordre.net/f284-sevenoaks-riverhill-road-13 https://www.morsmordre.net/t7477-skrytka-bankowa-nr-1812 https://www.morsmordre.net/t7476-clementine-thorne
Re: Salon [odnośnik]02.11.19 0:26
Czy każdy by to zrobił? Wątpił – choć może był to przejaw jego chorej paranoi. Tej, która pozostała mu po rzuconym w jego stronę zaklęciem niewybaczalnym i po tym wszystkim, czym się zadręczał. Kiwnął jednak, mimo wszystko, na jej słowa i delikatnie się uśmiechnął, choć niezbyt przekonująco. Naprawdę chciał wierzyć w jej słowa, ale mimo wszystko nie był tak samo pewien jak panna Thorne. Dla niego świat nie był tak dobry i przekonał się o tym stosunkowo wcześnie, choć przez długi okres próbował żyć wbrew wszystkiego w przekonaniu, że może jednak tak nie jest.
Jej uwaga wprawiła go w drobne zmieszanie. Nie zwracał się do niej po nazwisku, żeby podkreślić jej wiek (bo przecież była młodą damą), ale po to, żeby zachować się odpowiednio i uszanować ją jako osobę i kobietę. To był dla niego podstawowy element kultury, wpojonej od strony lady Macmillan. Przemilczał jednak tę kwestię, podtrzymując delikatny uśmiech. Był jednak przekonany, że była od niego młodsza o co najmniej cztery lub pięć lat. Najwyraźniej nowa moda Anglii zmierzała w podobną stronę co w niektórych miejscach na Wschodzie, a to było trochę niepokojące.
Zaśmiał się kiedy Heatha wyraźnie się rozpromienił na wizję herbaty. Poklepał go po ramieniu. Nie spodziewał się takiej reakcji, ale najwyraźniej młodszy Macmillan dobrze spędził tę odrobinę czasu, kiedy to teleportował się jak oszalały z miejsca na miejsce. Podziękował pannie Thorne za zaproszenie do jej domu i przeszedł próg, delikatnie popychając swojego podopiecznego. Na dźwięk słowa „mama” jednak odrobinę się przeraził. Miał nadzieję, że pani Thorne nie zamierzała schodzić lub wygląd kto doszedł, a jeżeli już nawet – to, że nie zamierzała go rozpoznać. Nie chciał wprowadzać paniki w obcym domu. Nie usłyszał jednak żadnej odpowiedzi zza jakiejkolwiek ściany. Nie był świadomy jej obaw związanych z matką, stąd jego odczucia były zupełnie odmienne od Clementine. Ściągnął płaszcz Heathowi, następnie swój.
Pamiętaj, żeby zachowywać się grzecznie – powtórzył młodszemu i poczochrał go po włosach, choć szybko poprawił jego fryzurę. W tym czasie czarownica pojawiła się w drzwiach kuchni, jak mu się zdawało (i o ile dobrze widział przestrzeć za jej plecami). – Jakakolwiek się znajdzie, może być czarna, chętnie – odpowiedział na jej pytania dotyczące herbaty i ciastek. Gdy usłyszał prośbę, wydał się trochę zaskoczony. To nie tak, że nie znał rozpalić ogień. Był jednak w cudzym domu i czuł się jak gdyby zbyt szybko przeszedł z poziomu gościa do kogoś bliższego, a to wprawiało go w zakłopotanie. Mimo wszystko skierował się w stronę salonu razem z Heathem, podszedł bliżej do kominka, a następnie skierował różdżkę w stronę drewna: – Incendio.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Salon 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Salon [odnośnik]02.11.19 0:26
The member 'Anthony Macmillan' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 80
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Salon [odnośnik]15.02.20 8:50
Heath na szczęście miał dopiero pięć lat i nie był zdolny do takich przemyśleń jakie miewał Anthony. Mały Macmillan był szczęśliwy i może nieco podekscytowany, że mógł spotkać ponownie tę miłą czarownicę, która mu pomogła, gdy dopadła go czkawka teleportacyjna. Miał wiele szczęścia z anomaliami ledwie parę razy miał prawdziwe kłopoty z ich powodu, ale zawsze trafiał na życzliwych czarodziejów, którzy byli skłonni mu pomóc. Chłopiec nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, ile miał szczęścia. Wystarczyła odrobina pecha by znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie i mógłby trafić w łapy… mniej przyjemnych typów. No ale na szczęście tak się nie stało i nie było co się zamartwiać na zapas.
Anthony nie musiał go specjalnie zachęcać. Heath śmiało przekroczył próg domu panny Thorne i rozejrzał się z ciekawością po wnętrzu. Ostatnio był zbyt zmęczony i zmarznięty by przypatrzyć się wystrojowi domku, w którym mieszkała Clementine.
-Jasne- uśmiechnął się szeroko i odpowiedział wujkowi dając ściągnąć z siebie płaszcz oraz poczochrać po włosach. Zresztą zawsze dawał taką odpowiedź na zastrzeżenie, że miał być grzeczny. Życie natomiast zazwyczaj weryfikowało tę śmiałą obietnicę.
-Ciastka! Takie z kawałkami czekolady w środku? Albo cytrynowe!- oczka mu się zaświeciły na samą myśl o smakołykach. Może dobrze, że był tak ruchliwy. Nie było zagrożenia, że kiedyś zamieni się w okrągłą pyzatą kulkę. Tak naprawdę Clementine wcale nie musiała się przejmować zachciankami Heatha. Jakiekolwieć ciasteczka miała na stanie to byłby zadowolony. No chyba, że owsiane. Wtedy trochę mniej.
Mały Macmillan ruszył za Anthonym, ale nie podchodził bliżej kominka. Od momentu, gdy jedna z anomalii potraktowała go ogniem wolał trzymać się z daleka od tego żywiołu. Sam nie chciał się do tego przyznać, ale trochę się bał. Żeby skupić się na czymś innym zaczął przyglądać się tytułom książek jakie stały na półkach w salonie i małym bibelotom.
-Wujek… myślisz, że jest tutaj coś o quidditchu?- porwał w swoje łapki pierwszy lepszy tom i zaczął go kartkować w poszukiwaniu jakiś obrazków, które mogłyby uchylić nieco rąbka tajemnicy, jaką była treść książki, nie czytał jeszcze bardzo płynnie i nie chciał się męczyć z dukaniem sylab. Nic ciekawego jednak nie znalazł, więc wziął kolejny z brzegu i powtórzył procedurę. Był ciekaw czy znajdzie coś interesującego.

//Rzucam na kość emocji, ciekawość
Heath Macmillan
Zawód : n/d
Wiek : 7
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6203-heath-macmillan#151883 https://www.morsmordre.net/t6876-listy-do-heatha#179597 https://www.morsmordre.net/t6233-bo-jak-nie-my-to-kto https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6237-heath-macmillan#216112
Re: Salon [odnośnik]15.02.20 8:50
The member 'Heath Macmillan' has done the following action : Rzut kością


'k10' : 9
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Salon [odnośnik]17.02.20 23:06
Kiedy wreszcie pojawiła się w progu salonu, niosła ze sobą na tacy filiżanki z herbatą i talerz z ciastkami – z czekoladowymi kawałkami, ma się rozumieć. Miała wrażenie, że dzięki temu przypomina swoją matkę, tak ją właśnie pamiętała: uśmiechniętą, gościnną i życzliwą. Nawet teraz gdy jej twarz przyozdabiały zmarszczki i cień niepokoju, Clementine w taki sposób ciągle ją widziała.
Proszę, trzy razy herbata i stos ciastek! – oznajmiła wesoło, jakby była kelnerką. To nawet nie takie trudne, gdyby wykupiła kiedyś cukiernię, chętnie by sobie tak dorabiała!
Położyła ostrożnie tacę na stoliku, rozdzieliła herbaty i zajęła pobliskie krzesło. Zauważyła, że ogień w kominku już ładnie się palił. Wujek Heatha była równie miły jak sam Heath, musiała to przyznać.
Widzę, że sobie poradziliście – zagaiła, nie chcąc wykluczać chłopca z pomocy, tylko dlatego że był dzieckiem. Jako dziecko sama nie lubiła, gdy dorośli to robili. – Wiem, że to trochę dziwne tak zlecać coś gościom, nie musicie mówić. Mama musiała na chwilę wyjść i po prostu mam wrażenie, że sama bym sobie tu z wszystkim nie poradziła – tłumaczyła się nędznie, śmiejąc się nerwowo. Lubiła ich, więc miała nadzieję, że zrozumieją, co miała na myśli. Dom Thorne'ów pomimo starości był całkiem spory i wymagał opieki więcej niż jednej osoby.
Przełknęła ślinę, czując się nieswojo. Wiedziała, że nie miała do zaoferowania zbyt wiele. Im pewnie wiodło się znacznie lepiej, więc takie ugoszczenie w ubogim stylu trochę ich mierziło.
Przepraszam, że nie ma nic innego. Ostatnio raczej kiepsko nam się powodzi – wyjąkała speszona. – Ale jak wypijecie herbatę to mam niespodziankę dla każdego z osobna. – Uśmiechnęła się słodko.
Spostrzegła, jak chłopiec trzyma w rękach książkę. Nie zamierzała go za to ganić. Ciekawość u dzieci była normalną rzeczą.
Co tam czytasz, Heath? – spytała, odstawiając opróżnioną filiżankę na stolik. Czyżby wpadł na jakieś rodzinne albumy? A może stare zapisy z nutami, gdy jej ojciec grywał jeszcze na pianinie? W tym domu wszystko budziło wspomnienia i przypominało jej o najlepszym, a także najgorszym, co ją w życiu spotkało.


Oh my darling ClementineYou were lost and gone forever
Dreadful sorrow, Clementine

Clementine Thorne
Zawód : ~ Czekoladniczka ~
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Do you ever feel like a misfit?
Everything inside you is
Dark and twisted
Oh, but it's okay to be different
'Cause baby, so am I
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Salon Cc393f0d121afc37a102a60f503e5d7c
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7407-clementine-thorne https://www.morsmordre.net/t7474-truman https://www.morsmordre.net/t7475-there-was-a-girl https://www.morsmordre.net/f284-sevenoaks-riverhill-road-13 https://www.morsmordre.net/t7477-skrytka-bankowa-nr-1812 https://www.morsmordre.net/t7476-clementine-thorne
Re: Salon [odnośnik]23.02.20 17:54
Przyglądał się uważnie skromnemu salonowi państwa Thorne. Pokoje tego typu zawsze budziły w nim ciekawość. Przywyknął do nich w trakcie swojej wieloletniej podróży. Budziły w nim jednak ciągłą nieśmiałość, bo przecież na co dzień mieszkał jednak rezydencji, gdzie wszystko było przepełnione wielkimi obrazami i ornamentami. Nie miał tyle odwagi co Heath, żeby dosłownie przeglądać każdą napotkaną rzecz. Anthony, zbyt skupiony na rozpaleniu kominka, na chwilę spuścił małoletniego Macmillana z oczu i okazało się, że to wystarczający czas, żeby ten zaczął czuć się jak gdyby był gospodarzem, a nie gościem. Dopiero po rzuceniu Incendio rozejrzał się za małym nicponiem. Pierwsze co zrobił starszy czarodziej to spojrzenie w stronę syna swojego kuzyna, a dopiero potem na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie i jeszcze większy wstyd.
Heath, nie jesteśmy u siebie, tylko w gościach – szepnął w jego stronę, chcąc mu przypomnieć o tym, żeby zachowywał się bardziej odpowiednie do zaistniałej sytuacji. Zaraz jednak podszedł do chłopca i rozejrzał się po półce z książkami. – Nie widzę nic o Quidditchu – dodał równie cicho.
Pech chciał, że w tym czasie panna Thorne wróciła z herbatą i ciastkami. Anthony niemal podskoczył na dźwięk jej głosu, bo czuł się jak gdyby robił coś złego. Właściwie, jak gdyby został przyłapany na najgorszym z możliwych przestępstwie. W głosie gospodyni nie było jednak cienia złości, a przynajmniej Anthony jej nie wyczuł. Naprawdę nie miała im za złe, że tak naprawdę Heath zaczął przeszukiwać jej salon, a on tak właściwie do niego dołączył? Zastanawiające! Uwaga kobiety jednak trochę go zawstydziła. Może jednak była zła i to była subtelna uwaga, żeby usiedli na miejscu? Może zwyczajnie źle zinterpretował jej pierwszą reakcję? Zaraz jednak wszystko się wyjaśniło. Macmillan odetchnął (niezauważalnie) ulgą na jej wyjaśnienie dotyczące tego, że tak właściwie potrzebowała męskiej ręki. On z kolei nigdy nie sprzeciwiał się przy pomaganiu kobietom.
Nic się nie stało – odpowiedział jedynie z wyraźnie przyjaznym uśmiechem na twarzy. A miał szczerą nadzieję, że kobieta jeszcze go nie rozpoznała z gazet. Chwycił także za filiżankę. Chciał się odrobinę ogrzać, bo niedługo czekała ich ponowna droga do domu. Nie sięgnął jednak po nic ze słodyczy. – Niespodzianki nie będą potrzebne, panno Thorne. Chcieliśmy tylko podziękować za pomoc udzieloną Heathowi – zaprotestował natychmiast, wyraźnie zaskoczony jej (jak podejrzewał) dobrymi chęciami. Nie chciał przyjmować podarków od kogoś, kto może potrzebował ich bardziej niż on sam. – Nie chcemy też przeszkadzać, właściwie zaraz idziemy. Mamy długą drogę przed sobą – wyjaśnił natychmiast. Chciał naprawdę wyjątkowo grzecznie podziękować za niespodziankę.
Sam zresztą wypił swoją herbatę, za którą podziękował, by następnie zaraz pogonić Heatha. Miał nadzieję, że mały Macmillan nie miał mu tego za złe. Rozumiał, że ten był ciekawski i lubił każdą nieznajomą osobę, ale nie powinni zajmować tak wiele czasu pannie Thorne. W Londynie przecież nie byli tak bardzo bezpieczni jak kiedyś. Wszystko teraz było znacznie bardziej mroczne i niebezpieczne.
Dziękujemy jeszcze raz za gościnę i za dobrą herbatę – ponowił raz jeszcze tuż przy drzwiach wyjściowych. – Mam nadzieję, że nie będziemy już pani kłopotać – dodał, czując się wyjątkowo niezręcznie.
Po tym jedynie zaczekał na Heatha i wyszedł, ostatni raz kłaniając się młodej czarownicy.

|zt


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Salon 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Salon [odnośnik]26.02.20 22:40
Heath spojrzał nieco zaskoczony na swojego wujka. -No… wiem, że jesteśmy- zdziwił się nieco nie wiedząc za bardzo do czego zmierza Anthony. W swoim odczuciu przecież wcale się nie zachowywał nieodpowiednio. -Szkoda…- odpowiedział równie cicho Anthony’emu.
No a potem jego uwagę zaprzątnęły ciastka i herbata do tego stopnia, że nie zorientował się, że dalej ma w rękach książkę, którą oglądał jako ostatnia. Odłożył ją bezwiednie na stół i zabrał się za pochłanianie ciasteczek. Takich jakie sobie wymarzył. Super!
- Ta herbata jest najlepsza!- stwierdził zadowolony. Może to kwestia konfitury… pewnie jakiejś rodzinnej receptury, ale napój bardzo przypadł chłopcu do gustu.
-To chyba coś… o roślinach… wygląda trochę jak taka encyklopedia, gdzie jest wszystko napisane, wiesz- odpowiedział na pytanie Clementine. No a przynajmniej tak mu się wydawało, że to jakiś atlas roślin po obejrzeniu kilku obrazków zamieszczonych w książce. Mógł się jednak mylić.
-Niespodzianka!?- od razu się zaciekawił. Niestety Anthony postanowił inaczej. Heath był jeszcze zbyt mały by zrozumieć, dlaczego wujek odmówił, dlatego miał nieco zawiedzioną minę. Jeszcze bardziej był niepocieszony, gdy zorientował się, że wujek zamierza już wracać do Puddlemere. Wcale mu się to nie podobało. Blondynek ociągał się jak mógł, powoli sączył herbatę, z namaszczeniem jadł ciastko, ale w końcu napój się skończył, a ciastko zostało skonsumowane. Chcąc nie chcąc powlókł się za swoim wujkiem w stronę wyjścia. Szkoda, że musieli już iść, ale coś mu podpowiadało, że wujek wcale nie da się namówić na przedłużenie wizyty.
-Uhm… i ciasteczka!- wyszczerzył się szeroko w uśmiechu. [/b]-Do zobaczenia! –[/b] mały Macmillan był zdecydowanie bardziej wylewny niż jego wujek, bo na pożegnanie postanowił się przytulić do czarownicy. - Może kiedyś się wybierzemy na sanki?- zaproponował jeszcze, no a potem nie miał wyjścia, musiał pójść za Tonym. Pomachał jej jeszcze z pewnej odległości na do widzenia, a potem dzielnie dreptał przy swoim opiekunie. Miał trochę krótsze nogi od swojego towarzysza i musiał nimi nieco szybciej przebierać, żeby w ogóle nadążyć.

| zt
Heath Macmillan
Zawód : n/d
Wiek : 7
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6203-heath-macmillan#151883 https://www.morsmordre.net/t6876-listy-do-heatha#179597 https://www.morsmordre.net/t6233-bo-jak-nie-my-to-kto https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6237-heath-macmillan#216112
Re: Salon [odnośnik]04.03.20 0:38
Czemu wszystko zadziało się tak szybko? Przyszli, rozebrali się… Zanim zdążyła się jednak zorientować, już ich nie było. Dlaczego tak się stało?
Zamrugała, stojąc w miejscu ze wzrokiem utkwionym w drzwiach. W kapciach, z filiżankami i talerzykiem na tacce. Nie umiała nawet się ruszyć. Tak jakby znikąd ktoś odebrał jej władzę nad ciałem.
Nie zdążyli nawet porządnie porozmawiać. Była ciekawa, czym zajmuje się Anthony i jak konkretnie sprawuje się Heath. Tymczasem… Wszystko potoczyło się tak, jakby była tylko przechodniem w swoim życiu. Drugoplanowym bohaterem. Jakby przewinęła się, nic nie robiąc. Nigdy nie miała takiego wrażenia.
Zawsze uważała, że tak długo jak będzie w stanie ochronić siebie i bliskich, jest ważna. Dlatego tak bardzo kuła wszelkie eliksiry i obronę przed czarną magią – nie chodziło jej wcale o dobre zdanie egzaminów w szkole, której i tak nie lubiła. Pragnęła, żeby każdy w zasięgu jej wzroku czuł się ważny i bezpieczny. Ale, sądząc po aktualnym stanie majątkowym jej rodziny, niezbyt jej się to udało.
Oblizała spierzchnięte usta i odniosła wszystko do kuchni. Wzięła się powoli za mycie, choć była nieobecna myślami.
Zastanawiała się, czy to właśnie przez to jak mieszkali, Macmillanowie opuścili tak szybko Thorne’owie progi. Może i widzieli trochę podczas pierwszej wizyty stan domu… Ale teraz mieli rzeczywiście największy pogląd na to, w jaki sposób krewni Clementine i ona sama żyli. A nie był on najlepszy.
Na poddaszu zawsze kapała woda, bo mało kiedy jej bracia, nieustannie pracując, mieli czas załatać w dachu dziurę. Salon pełen był podstarzałych mebli, a kuchnia rozlatujących się drewnianych półek. Okna na drugim piętrze nierzadko miały powybijane szyby albo były nieszczelne. Jeden pokój, który był kiedyś małym kątem jej ojca dla spraw cukierni, dalej stał pusty i zniszczony.
Coś zakłuło ją w oczach i wiedziała już, że płacze. Nie to jednak zwróciło jej uwagę… Poczuła, jak wrząca krew spływa jej po rękach.

[z/t]


Oh my darling ClementineYou were lost and gone forever
Dreadful sorrow, Clementine

Clementine Thorne
Zawód : ~ Czekoladniczka ~
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Do you ever feel like a misfit?
Everything inside you is
Dark and twisted
Oh, but it's okay to be different
'Cause baby, so am I
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Salon Cc393f0d121afc37a102a60f503e5d7c
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7407-clementine-thorne https://www.morsmordre.net/t7474-truman https://www.morsmordre.net/t7475-there-was-a-girl https://www.morsmordre.net/f284-sevenoaks-riverhill-road-13 https://www.morsmordre.net/t7477-skrytka-bankowa-nr-1812 https://www.morsmordre.net/t7476-clementine-thorne
Salon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach