Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Antykwariat

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Antykwariat   10.03.12 23:22

First topic message reminder :

Antykwariat

W bliskim sąsiedztwie kamienicy Atramentowej umiejscowiony jest obszerny, lecz niemalże nierzucający się w oczy antykwariat należący do starego, posępnego starca, zawsze nieobecnego wzrokiem i sprawiającego wrażenie schorowanego, jednak umiejętnie prowadzącego swój interes. Pomieszczenie to znajduje się tutaj już od przeszło osiemdziesięciu lat, pamiętając wiele wydarzeń w historii Londynu - zarówno tych wesołych, jak i smutnych.
Ściśnięty między apteką a warsztatem krawieckim, z odrapaną tabliczką nad wysłużonymi drzwiami raczej nie zachęca swym wyglądem, lecz wszelcy stali bywalcy tegoż przybytku zdają się nie zrażać panującą w nim atmosferą, doskonale zdając sobie sprawę z ogromu skarbów, jakie można odnaleźć na dziesiątkach półek i półeczek. Wszystkie ściany dookoła przysłonięte są zakurzonymi regałami, po brzegi wypełnionymi najróżniejszymi przedmiotami, mniej lub bardziej wiekowymi. Mała, duże, ciężkie, lekkie, zniszczone, w dobrym stanie, książki, rzeźby, ceramika, biżuteria, ubrania, mebelki, obrazy, właściwie można tutaj znaleźć wszystko. W powietrzu unosi się słodki zapach kurzu, który pokrywa niemal każdy cal antykwariatu; z kąta pomieszczenia słychać przytłumione dźwięki starego radia.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Antykwariat   08.07.16 18:10

The member 'Cecilie Morgan' has done the following action : rzut kością


'k100' : 68


Powrót do góry Go down
Bleach Pistone
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t2179-bleach-pistone#33158 https://www.morsmordre.net/t3081-karton-blicz https://www.morsmordre.net/t3082-masz-cos-dla-mnie https://www.morsmordre.net/t3163-blicz
Wagabunda
27
Charłak
Panna
Nic mnie nie dręczy, niczego nie żałuję. Bez przeszłości, bez jutra. Wystarcza mi teraźniejszość. Dzień po dniu. Dzień dzisiejszy! Le bel aujourd'hui!
0
0
0
0
0
0
0
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Antykwariat   08.07.16 20:26

Widzę to wszystko w zwolnionym tempie. Jakbym miała na nosie omnikulary i powtórzyła akcję, chcąc rozkoszować się upadkiem nieznajomej jak najdłużej. Zwracam uwagi na szczegóły: na drewniane klocki ulatujące spod jej stóp, na wysuwające się ze sterty rupieci stare numery Proroka Codziennego, na kurz wzbijający się w powietrze i powoli osiadający na jej włosach. W ułamku sekundy wrażenie owego rozleniwienia jednak mija i bardziej słyszę niż widzę (jakby chwila zaburzonej percepcji siadła mi na wzrok), że dziewczyna upada na podłogę. Z głuchym tąpnięciem, ciężkim łupnięciem, nieprzyjemnym chrupnięciem, zgrzytliwym trzaskiem oraz całą serią równie nieprzyjemnych dźwięków, zwykle towarzyszących uszkodzeniu jakiejś części ciała bądź przynajmniej obiciem sobie kości ogonowej. Wprawdzie nie życzę jej aż tak źle - cóż, ze złamaną nogą jakoś by sobie poradziła, z urazem tej części ciała, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, niestety, jest gorzej. Nie mogłaby siadać przez co najmniej tydzień... czego nie życzę nikomu, nawet największemu wrogowi. Chociaż może, temu, którego nienawidzę bardziej, niż kogokolwiek na świecie... tak czy siak, mam drobne wyrzuty sumienia i dlatego przepycham się przez tłumik, odpycham z bara wrzeszczącego, plującego śliną i czerwonego ze złości antykwariusza, aby sprawdzić wielkodusznie, czy aby ofierze kradzieży i mojego ataku nic się nie stało.
Chyba martwię się niepotrzebnie; języka na pewno sobie nie odgryzła, bo do mych uszu dobiega wiązanka uroczych słów, powszechnie uznawanych za niecenzuralne. Podobnymi posługuję się często i zaczynam czuć jakąś więź porozumienia z leżącą na podłodze kobietą, która klnie i... usiłuje chwycić mnie za włosy. Szlag by to, myślę sobie, gdy obłapia mnie za ręce i przyciąga do siebie. Muszę jakoś nad nią zapanować, żeby mi czegoś nie wyrwała, bo obie wyjdziemy stad niepełnosprawne, okaleczone i niezbyt atrakcyjne. Nie wiem, czy często zdarzają się w Anglii kobiece bójki, ale tym razem specjalnie nie mam ochoty w takiej uczestniczyć. Wpadam na pomysł, zbliżam się do leżącej dzierlatki nieoczekiwanie, uderzając ją dłonią w głowę, tak, by nikt niczego nie zauważył
-Chyba zemdlała - mówię zatrważająco i zanim ktokolwiek mnie powstrzymuje, zaczynam wykonywać resuscytację. Nie powinno się jej robić na przytomnym człowieku, ale tylko miarkuję odpowiednie ruchy na klatce piersiowej, zasłaniając dziewczynę ciałem, by nikt nie widział wyrazu jej twarzy. Gdy otwiera usta, żeby coś powiedzieć (albo krzyknąć, czy wrzasnąć), zatykam je swoimi, wpychając język do gardła. Ci wszyscy ludzie tutaj na szczęście myślą, że bawię się w ratowanie ludzkiego życia.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Antykwariat   08.07.16 20:26

The member 'Bleach Pistone' has done the following action : rzut kością


'k100' : 42


Powrót do góry Go down
Cecilie Morgan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1737-cecilie-morgan https://www.morsmordre.net/t2856-poczta-cecilie
Bezrobotna
28
Czysta
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
5
13
0
0
0
7
0
0
Czarodziej
Łubudubu

PisanieTemat: Re: Antykwariat   09.07.16 15:45

Dlaczego zawsze wszystko musi się roztrzaskać na drobny mak? Moje spokojne życie zaburzone idiotyczną decyzją ojca o moim zamążpójściu, moje świetne plany na przyszłość w Londynie, niezaburzoną żadnymi niepotrzebnymi narzeczonymi, w końcu moje biedne kości, których trzask wciąż brzmiał mi w uszach, mimo że miałam szczerą, naprawdę szczerą nadzieję na to, że były to jednak fragmenty jakiegoś mebla. Wciąż brakowało mi oddechu, jakby uderzenie o ziemię wypchnęło ze mnie najmniejszą cząstkę powietrza i odżywczego tlenu, a w dodatku moje szlachetne siedzisko bolało tak przeraźliwie, że nagle ból w biodrze okazał się jedynie delikatną igraszką. Jeśli wierzyć magomedykom, dla kobiety uderzenie w kość ogonową było porównywalne z bólem mężczyzny kopniętego w swoje rodowe klejnoty. W każdym jednak razie zaciskając zęby z bólu wiedziałam, że nawet największej męskiej kreaturze nie życzyłabym podobnego doświadczenia. No, w sumie to była jedna osoba, którą widziałabym z twarzą wykrzywioną bólem.
Zacisnęłam powieki i zagryzłam zęby, próbując opanować kolejne przekleństwa cisnące mi się na usta; moja dłoń na szczęście trafiła tym razem idealnie i po chwili trzymałam między palcami białe loki nieznajomej. Mogła się uważać za szczęściarę, że nie wyrwałam ich jej na dzień dobry i że moje spojrzenie nie mogło zabijać, bo w przeciwnym razie leżałaby już martwa i kompletnie łysa. Rekompensuję sobie więc tę małą niedogodność mocniejszym pociągnięciem tychże włosów, ale zamiast delektować się jej krzykiem bólu, sama otrzymuję cios  w głowę. Niezbyt mocny i na pewno nie taki, który pozbawiłby mnie przytomności, aby wystarczający do tego, aby znów wprawić mnie w oszołomienie, dezorientację i następującą po nich wściekłość. Wykrzywiłam usta w gniewnym grymasie i już miałam jej się odgryźć, mocniej ciągnąć za włosy, kiedy nastąpiło coś, czego się kompletnie nie spodziewałam.
W ogóle, ani trochę, w nawet najgorszych koszmarach by nie przyszłość na myśl coś takiego. Jeśli do tej pory sądziłam, że byłam w szoku, to teraz musiałam diametralnie zmienić swoje zdanie, na chwilę kompletnie tracąc jakiekolwiek rozeznanie w sytuacji. Zamiast jasnego i klarownego obrazu, mam przed oczami białą plamę, a zamiast sensownego myślenia, setki dziwnych skojarzeń i myśli. Nie wiem, jak długo trwał ten stan, ale kiedy w końcu udało mi się wrócić do stanu względnej normalności, moje dłonie znalazły się na klatce piersiowej złodziejki i silnie ją odepchnęły, a spojrzenie wbijało się w jej oczy z palącym gniewem. No teraz to już kompletnie przesadziła! Jęcząc z bólu przeniosłam ciężar ciała na lewą stronę i podparłam się na łokciu, wciąż mierząc dziewczynę pełnym złości wzrokiem; ledwie nad sobą panując, aby nie zrobić z niej białego szaszłyka.


Powrót do góry Go down
Bleach Pistone
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t2179-bleach-pistone#33158 https://www.morsmordre.net/t3081-karton-blicz https://www.morsmordre.net/t3082-masz-cos-dla-mnie https://www.morsmordre.net/t3163-blicz
Wagabunda
27
Charłak
Panna
Nic mnie nie dręczy, niczego nie żałuję. Bez przeszłości, bez jutra. Wystarcza mi teraźniejszość. Dzień po dniu. Dzień dzisiejszy! Le bel aujourd'hui!
0
0
0
0
0
0
0
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Antykwariat   09.07.16 17:24

Umiem okazać wdzięczność, gdy jest ona konieczna (rzadko, nigdy?), ale dziewczyna leżąca na podłodze chyba nigdy czegoś takiego nie słyszała. Przecież zawdzięcza mi życie - a mogłam poczekać, aż wespnie się troszeczkę, ociupinkę wyżej i dopiero wtedy spróbować numeru z rozwaleniem piramidy z mebli. Jestem jednak dobrym człowiekiem (i po śmierci wyląduję w niebie wśród aniołków) i nie zrobiłam tego. Czyli innymi słowy, ta brązoworuda lisiczka ma u mnie dług. Bez dwóch zdań. A jako, że tuż przed chwilą ją okradłam, jestem skłonna anulować swoje roszczenia, proponując, byśmy rozstały się w pokoju. Wiem jednak, że z negocjacji raczej nici; dostrzegam nadętą, naburmuszoną, urażoną twarz, słyszę kolejne przekleństwa i przyznaję, jest dobra. Nawet ja, wychowana byle gdzie, puszczana samopas na ulicę, bawiąca się z dziećmi, których przodkowie byli niewolnikami, nie znam tylu wulgaryzmów, stworzonych za pomocą przedrostków oraz słowa zwyczajowo oznaczające rytmiczny ruch biodrami.
Boleśnie ciągnie mnie za włosy, na co również odpowiadam obelgami. Obie nie przebieramy w słowach, jakbyśmy chciały się nawzajem przestraszyć elokwencją. Pragnie zmierzenia możliwości? Proszę bardzo, nie mam absolutnie żadnych obiekcji przed żadnym starciem. Oby tylko nie wzywała policji, bo wtedy skończy się to dla mnie krucho. Wiem jednak, że mój pocałunek ją rozproszył, dlatego korzystam z tego i czym prędzej się odsuwam, z triumfującym "żyje". Stłoczeni ludzie rozsuwają się, tracąc zainteresowanie, podobnie antykwariusz - który chyba pomimo poniesionych strat cieszy się, że pod jego dachem, w jego sklepie nie znaleziono trupa. Śmierć w miejscu pracy to raczej słaba reklama dla zakładu, chyba, że się na tym nie znam. To możliwe, w końcu mam tyle wspólnego z robotą, ile z gumochłonem. Choć z nim jednak coś tam wspólnego mam - na przykład oboje jesteśmy ssakami, więc to chyba nie do końca trafne porównanie. Mniejsza; nie zważając na wściekłe spojrzenie dziewczyny, przypominające wzrok rozjuszonej kotki (kontrolnie sprawdzam długość jej paznokci, zastanawiając się, czy są na tyle długie, by wydłubać mi oko albo rozorać twarz), chwytam ją w pasie i pomagam przejść kilka metrów, tak, że nikt nas nie widzi, a przez powstały w sklepie szum, zapewne i nie może usłyszeć.
-Cieszę się, że nic ci nie jest - mówię bezczelnie, ale z uśmiechem i cofam się powoli, tyłem do kierunku tego milimetrowego dreptania w stronę drzwi. Oby nie zauważyła mego przygotowania się do ucieczki, liczę, że pomimo drobnego nieporozumienia podziękuje mi w pierwszej kolejności za uratowanie życia.


Powrót do góry Go down
Cecilie Morgan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1737-cecilie-morgan https://www.morsmordre.net/t2856-poczta-cecilie
Bezrobotna
28
Czysta
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
5
13
0
0
0
7
0
0
Czarodziej
Łubudubu

PisanieTemat: Re: Antykwariat   10.07.16 23:14

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że wzbudzamy sensację, tanią i niezdrową, że szepty wokół nas nabierają na sile, a jakaś starszawa kobieta nawet zatkała sobie usta w przerażeniu, najpewniej stawiając już na mnie krzyżyk i zastanawiając się, jak będę wyglądała w trumnie. Swoją drogą, czy ojciec zatroszczyłby się, aby w ostatnią podróż wyprawić mnie w jakiejś eleganckiej sukni, czy raczej pogrążony w bezgranicznym żalu odda wszystko w ręce skrzatów, licząc na ich dobry gust i poczucie smaku? Na samą myśl o tym wzdrygnęłam się z obrzydzeniem; nie darzyłam tych stworzeń przesadnym szacunkiem, a już na pewno nie dopuściłabym ich do swojej trumny, no chyba że po to, aby przytrzasnęły sobie wiekiem te swoje śmieszne uszy.
Pozwalam się (niechętnie) podnieść, wciąż mierząc dziewczynę podejrzliwym, wściekłym spojrzeniem; najchętniej przygniotłabym ją do ziemi i dosadnie pokazała, co sądzę o takich złodziejkach jak ona, ale musiałam przyznać, że wzbudzanie większego zainteresowania zebranych osób jest mi zupełnie niepotrzebne. W dodatku chciałam również uniknąć zbędnego tłumaczenia się antykwariuszowi, który w swoim rozjuszeniu mógłby faktycznie zażądać pokrycia wszelkich szkód. Dlatego wykrzywiając twarz w grymasie bólu, ani trochę zresztą nieprzesadzonym, krok po kroku kieruję się za dziewczyną, opadając na jej ramię całym ciężarem ciała i ani trochę nie ułatwiając jej zadania. Bardziej wyczuwam, niż widzę, że chce mi uciec; że w swoich krokach staje się coraz bardziej asekuracyjna i że jej spojrzenie coraz częściej wędruje dookoła, zamiast skupiać się mnie. Łapię ją więc mocniej za ubranie, przyciągając swoją twarz do tej złodziejskiej facjaty, a wolną ręką wyciągając różdżkę i boleśnie wbijając ją w jej żebra. Że też wcześniej o tym nie pomyślałam!
- Cieszę się, że jednak będę miała okazję się z tobą policzyć - syczę jej do ucha, starając się jednocześnie, aby dla zebranego tłumu wyglądało to jak uprzejme podziękowania wyszeptane mojej dwulicowej wybawicielce. Zacisnęłam dłonie na szorstkim materiale jej ubrania dając jej wyraźny znak, aby dalej cofała się powoli w stronę drzwi. - Spróbuj mi jeszcze raz uciec, a zamienię cię w jakiegoś paskudnego robala. I może nawet przypadkowo rozdepczę - warknęłam jeszcze, tłumiąc jęk bólu, gdy prawe biodro znów mnie zabolało, kiedy źle stanęłam na podłodze zawalonej jakimiś klamotami.


Powrót do góry Go down
Bleach Pistone
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t2179-bleach-pistone#33158 https://www.morsmordre.net/t3081-karton-blicz https://www.morsmordre.net/t3082-masz-cos-dla-mnie https://www.morsmordre.net/t3163-blicz
Wagabunda
27
Charłak
Panna
Nic mnie nie dręczy, niczego nie żałuję. Bez przeszłości, bez jutra. Wystarcza mi teraźniejszość. Dzień po dniu. Dzień dzisiejszy! Le bel aujourd'hui!
0
0
0
0
0
0
0
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Antykwariat   12.07.16 11:27

Groźby nigdy na mnie nie działały, wręcz przeciwnie, wywołując efekt odwrotny od zamierzonego. Staję się wówczas jeszcze bardziej zuchwała i harda, ponieważ nie znoszę, gdy ktokolwiek narusza moje poczucie bezpieczeństwa i niezależności. Jeśli już, wolę, gdy robi się to fizycznie - takie ataki jestem w stanie przetrzymać, a nawet je powstrzymać. Zwerbalizowane myśli mają to do siebie, że jedynie mnie wkurzają. To zresztą i tak za mało powiedziane. Dlatego zamiast wykazywać się ostrożnością, stroszę się jak zezłoszczony kocur, wpatrując się w dziewczynę zmrużonymi oczami. Czekam na jeden jej ruch, który pozwoli mi ją odepchnąć i odejść, zamiast przysłuchiwać się głupiutkim i niemądrym groźbom nadąsanej, naburmuszonej dziewczynki. Nie boję się jej zupełnie, choć na twarzy ma wymalowane zacięcie oraz złość, zmieniającą delikatne rysy twarzy w ostre, stężałe, czyniące ją nieco odpychającą, mimo ogólnej urody. Stękam, gdy uwiesza mi się na ramieniu całym ciężarem swego ciała. Mam wrażenie, że dźwigam bezwładną flądrę, ale zaciskam zęby i targam ją dalej, w końcu wyszarpując rękę z uścisku. Dług spłacony, niech dalej radzi sobie sama, w końcu nie mam nic wspólnego z jej urazem. Gdyby kózka nie skakała, to by nóżki nie złamała; myślę, uśmiechając się z satysfakcją. Dokładnie wtedy, gdy znowu zaczyna bluzgać i złorzeczyć. Wzdycham ciężko, wpychając ręce do kieszeni, żeby przypadkiem nie przyłożyć jej w tą śliczną (choć wykrzywioną złością) buźkę, kładąc kres maratonowi pogróżek. Muszę to zrobić, na wszelki wypadek, bo nie zamierzam mieć przez tę lasię większych problemów. I tak sytuacja nie prezentuje się za kolorowo. Jedyną szansą na ucieczkę jest nokaut albo przynajmniej nadszarpnięcie jej bolącego biodra - to chyba je stłukła sobie najboleśniej, więc tam też zamierzam zaatakować, by wydostać się ze żmijowatego uścisku.
-Złap mnie, jeśli potrafisz - syczę, po czym dźgam ją w samy środek biodra. Mocno, boleśnie, bo pozbyłam się już wszelkich skrupułów. Groziła mi, więc nie zasługuje na żadną litość z mej strony. Gotowa byłam zawrzeć rozejm, bo mimo wszystko dziewczyna zdaje mi się dość męska, a zatem godna szacunku. Temperamentnych przedstawicielek mojej płci ze świecą szukać, także mimo rosnącej niechęci, wraz z nią pojawia się we mnie coś na kształt podziwu dla kobietki. Nie wzywa ani pomocy, ani właściciela, ani ratunku, dzięki czemu mogę spokojnie wybiec ze sklepu, gdy ona jeszcze krzywi się z bólu. Nasze oczy spotykają się jednak przez sklepową witrynę i wtedy już wiem, że między nami nic nie jest do końca rozstrzygnięte.

|zt


Powrót do góry Go down
Tilda Fancourt
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3972-tilda-fancourt https://www.morsmordre.net/t3987-arachne https://www.morsmordre.net/t3985-porozmawiajmy-o-pajakach https://www.morsmordre.net/f149-redwood-avenue-17-3
hodowca pająków
26
Czysta
Panna
can you remember who you were before the world told you who you should be?
2
11
10
0
3
0
0
1
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Antykwariat   06.02.17 21:14

20 kwietnia

Uwielbiała wszystko, co było stare.
Stary papier, wygładzony przez dziesiątki dłoni i niekiedy pokryty drobnym szlakiem ołówka, pachniał dla niej jak najpiękniejsze perfumy. W starych fotografiach o podniszczonych brzegach i licznych zagięciach ktoś utrwalił wiecznie szerokie uśmiechy na wiecznie młodych twarzach. Stare filiżanki niegdyś po brzegi wypełniała parująca, mocna herbata, a stara biżuteria, nawet pokryta cienką warstwą kurzu, wciąż błyskała zagadkowym blaskiem, znanym tylko jej poprzednim właścicielom. Uwielbiała każdy jeden z tych przedmiotów i każdą historię, jaka się za nim kryła. Choć nie zawsze mogła ją poznać, była przekonana, że trafiały tu jedynie obiekty z duszą; niepowtarzalne, często niedoceniane, latami spoczywające na licznych półkach w oczekiwaniu na nowego właściciela. Było coś niezwykłego w tych stosach skarbów, które piętrzyły się w obszernej, antykwariatowej przestrzeni - każdy z nich zdawał się toczyć bezgłośną walkę o skrawek przestrzeni, a przede wszystkim o uwagę zaglądających tu klientów. Stare i starsze przedmioty chwiały się na skraju półek, niemal bliskie upadku na zakurzoną podłogę, a wysunięte - jak na przekór - szuflady wiekowych mebli tylko czekały, aż ktoś zainteresuje się ich zawartością.
Nie sposób było zatrzymać wzroku na tylko jednej rzeczy, kiedy druga natychmiast domagała się uwagi.
Dlatego Tilda darzyła to miejsce wyjątkową sympatią i zaglądała tu, gdy tylko pozwalał jej na to czas. Ta część Londynu była znacznie spokojniejsza od ruchliwego centrum, ale nie zmieniało to faktu, że zagłębiając się gąszcz kamienic, kilka razy zdarzyło jej się spojrzeć za siebie. Nie chciała jednak nazywać tego niepokojem; wolała myśleć, że była to po prostu najzwyklejsza przezorność.
Teraz, gdy świat zewnętrzny pozostał za szybami antykwariatu, mogła w pełni oddać się wędrówce pomiędzy regałami. Ich labirynt otaczał ją szczelnie ze wszystkich stron, a oczy Tildy błądziły po pnących się ku sufitowi półkach, nieco bezskutecznie próbując znaleźć na nich jakąkolwiek wskazówkę - którą alejkę powinna wybrać? Którą wybrała ostatnim razem? Jak zwykle skusiły ją jednak lekko wyblakłe, złote litery układające się w tytuły zapomnianych przez świat książek, które spoczywały na kilku regałach w samym kącie pomieszczenia. Ruszyła ku nim nieśpiesznie, zatrzymując się co chwilę, by zerknąć w głąb półek i przyjrzeć się uważnie wypełniającym je przedmiotom. Gdyby mogła, podniosłaby każdy z nich - najpewniej wywołując przy tym niemałą lawinę - ale w takim tempie nie pokonałaby zbyt szybko tych kilku kroków, które dzieliły ją od regałów z książkami.
Gdy się przy nich znalazła, ze szczerym zachwytem powiodła wzrokiem po równych rzędach. Nie było tu już miejsca na choćby najcieńszą książkę; wiele woluminów właściciel ułożył na podłodze w niewysokich stosach, a jeszcze inne zapewne z ledwością umieścił na samym szczycie regałów. Przestudiowanie całej ich zawartości zajęłoby Tildzie niezliczone godziny, ale gdy tak stała, wpatrując się w potężny księgozbiór, ten pomysł wydał jej się całkiem ekscytujący.




she turns her mind
to countless things
then back again
where it begins

this restless urge
and all it brings
to be someone
to do
something



Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
29
20
0
1
0
0
6
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Antykwariat   08.02.17 13:38

Wbrew pozorom Sophia również potrzebowała w swoim życiu spokoju i zwyczajności. Tych spokojnych, niemalże sennych dni, kiedy mogła usiąść przy kominku z dobrą książką i kubkiem wypełnionym po brzegi herbatą lub czekoladą, kiedy mogła spacerować po (zazwyczaj deszczowym) Londynie i nie myśleć o tym, jakie jeszcze nieprzyjemne sprawy czekają na nią w pracy. Takich dni nie było wiele, nie w ostatnim czasie, który wymagał od niej wiele i nieczęsto pozwalał na chwile spokoju. Tym bardziej zmuszało ją to do docenienia każdego dnia, kiedy nie musiała odwiedzać kolejnych miejsc zdarzenia, znajdować kolejnych ofiar, do których aurorzy w wielu przypadkach docierali za późno. Pamiętała sprawy tajemniczych zgonów z marca oraz śledztwo, gdzie dziwnym zbiegiem okoliczności musiała współpracować z własnym bratem. Lubiła swoją pracę i uważała ją za potrzebną, ale czasami wolałaby, żeby aurorzy tak naprawdę nie musieli być potrzebni. Marzyła o świecie bez destrukcyjnej mocy czarnej magii, co niestety chyba było nierealne.
Szła jednym z londyńskich chodników, przelotnie zerkając w wystawowe szyby, w których odbijała się jej blada twarz otoczona nieco potarganymi, rudymi włosami i ubiór stylizowany na mugolski, żeby nie rzucać się w oczy po niemagicznej stronie miasta. Ostatnio bywała tu rzadko, chyba że coś interesującego Biuro Aurorów działo się akurat w świecie mugoli. To smutne, ale coraz bardziej zapominała o czasach, kiedy takie spacery były codziennością.
Przechodząc obok antykwariatu, nie mogła uniknąć pokusy zajrzenia tam choćby na chwilę. Zawsze lubiła czytać zarówno książki magiczne, jak i mugolskie. Tych drugich nie było w Hogwarcie, więc zawsze z wakacji zabierała w swoim kufrze przynajmniej kilka ciekawych pozycji, które mogła czytać w chwilach wolnych od nauki, nie bacząc na zdziwione spojrzenia innych uczniów, chociaż w pokoju wspólnym Hufflepuffu z reguły panowała zaskakująca i jakże pozytywna tolerancja. Sophię ciekawiło to, jak mugole widzieli świat. Nawet oni lubili wyobrażać sobie magię i tworzyli własne zaczarowane światy.
Wsunęła się do niewielkiego sklepiku przesyconego wonią starych ksiąg. Może znajdzie tu dzisiaj coś dla siebie? Nie wiadomo, kiedy będzie jej dane usiąść na dłużej nad lekturą, ale nie przejmowała się tym, póki co skupiając się na wędrowaniu wzdłuż regałów. Przelotnie musnęła palcami sfatygowane brzegi okładek. Niektóre z pewnością niejedno przeszły, ale w takich miejscach jak to można było napotkać prawdziwe perełki, których próżno szukać w księgarniach z nowymi książkami.
Skręciła za następny regał, tak zapatrując się w książki, że dosłownie w ostatniej chwili zreflektowała się, że na jej drodze ktoś stał i zatrzymała się, unikając wpadnięcia na tę osobę. Dopiero po chwili zauważyła krótkie włosy barwy słomy i twarz, która nawet po latach budziła pewne wspomnienia. Wydawało jej się, że wie, kim może być ta osóbka.
- Tilda? To ty? – zapytała cicho. Może to tylko zaskakująca zbieżność. W końcu Tilda, którą pamiętała z Hogwartu, mogła dawno gdzieś wyjechać i ułożyć sobie życie z dala od Londynu. Prawdę powiedziawszy, Sophia nie wiedziała, co działo się z nią, gdy skończyła Hogwart, bo sama miała przed sobą jeszcze dwa lata szkoły, potem wyjechała do Ameryki, a po powrocie oddała się trudom kursu aurorskiego.





Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Tilda Fancourt
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3972-tilda-fancourt https://www.morsmordre.net/t3987-arachne https://www.morsmordre.net/t3985-porozmawiajmy-o-pajakach https://www.morsmordre.net/f149-redwood-avenue-17-3
hodowca pająków
26
Czysta
Panna
can you remember who you were before the world told you who you should be?
2
11
10
0
3
0
0
1
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Antykwariat   10.02.17 21:06

Nawet nie usłyszała kroków. Zapatrzona w setki książek, układała z liter tytuły, próbując odgadnąć, jakie historie kryły się za tymi tajemniczymi, często lakonicznymi zbitkami słów, które zdobiły ciężkie grzbiety i podniszczone okładki. Niektóre były zupełnie proste, zdradzające niewiele więcej niż tytuł oraz nazwisko autora, a inne przypominały raczej niewielkie dzieła sztuki, jakich wręcz nie wypadało dotykać - każda jednak podobała się Tildzie i każda budziła w niej nieodpartą pokusę, by przekartkować któreś dzieło, uwalniając je przy okazji od ciężaru kurzu. W tym miejscu zapach starego papieru jeszcze silniej przesycał nieco duszne powietrze, przywołując w Tildzie odległe i wyblakłe niczym fotografia wspomnienie biblioteki w Hogwarcie, gdzie regularnie stawała przed podobnym dylematem - którą książkę wybrać najpierw? Na pierwszy rzut oka kilka regałów w antykwariacie w niemagicznej części miasta nie miało wiele wspólnego z imponującym księgozbiorem hogwarckiej biblioteki, jednak Tilda nie potrafiła stłumić znajomej ekscytacji, która zdawała się łączyć te dwa tak różne od siebie miejsca. Niemal chwiała się na palcach, bliska sięgnięcia po którąś z książek ulokowanych na wyższych półkach, ale w pewnym momencie zdała sobie sprawę z tego, że nie była tu sama - i dopiero cichy głos, który rozległ się tuż obok niej, przywrócił ją do rzeczywistości.
Usłyszawszy swoje imię, odwróciła szybko głowę, dostrzegając jakąś kobietę - ale tylko przez moment jakąś. Wpatrzone w nią złotawe oczy wydały się Tildzie dziwnie znajome, podobnie jak blada twarz otoczona lekko zwichrzonymi, rudymi włosami. Samo pytanie kobiety utwierdziło Tildę w przekonaniu, że musiały się znać, ale wystarczyła zaledwie chwila, aby przywołała w myślach właściwie imię. Sophia.
Poczuła, jak jej policzki pokrył blady, ledwo zauważalny odcień czerwieni. Ile lat minęło, odkąd straciła z nią kontakt? I czemu - choć powiedziała przeszłości żegnaj już tyle razy - tak doskonale pamiętała wstyd, który czuła, gdy zrozumiała, że Sophia miała rację co do wszystkich przyjaźni Tildy? Choć starała się zapomnieć o wielu rzeczach, utrwaliła w pamięci również wdzięczność wobec Puchonki, kiedy ta jako pierwsza wyciągnęła ku niej rękę.
Wciąż zaskoczona, milczała jednak dobrą chwilę, wpatrując się w Sophię - oczywiście starszą niż ją zapamiętała, ale bez wątpienia tę samą Sophię, z którą tyle razy dzieliła się swoimi marzeniami i planami. Co działo się z nią przez te wszystkie lata? Co robiła teraz? Chciała zadać tyle pytań, jednak najpierw  - najzwyczajniej w świecie - uśmiechnęła się lekko, choć ze szczerą sympatią. Mimo wszystko naprawdę cieszyła się, że niespodziewanie na siebie wpadły.
- Zdaje się, że to ja - odpowiedziała w końcu, podtrzymując uśmiech. - Dobrze cię widzieć, Sophio.
Musiała przyznać, że do tej pory rzadko o niej myślała. Nie mogła nawet napisać do Sophii, ale gdyby miała jej adres, zapewne spędziłaby połowę dnia, plamiąc papier licznymi kleksami, skreślając kolejne linijki tekstu i próbując zastąpić je innymi, lepiej brzmiącymi - o ile odważyłaby się chociaż na ten krok.
- Chyba mamy sporo do nadrobienia - odezwała się, po czym umilkła na chwilę. - Co się z tobą działo przez cały ten czas? - dodała, powtarzając pytanie, które wciąż rozbrzmiewało w jej głowie.




she turns her mind
to countless things
then back again
where it begins

this restless urge
and all it brings
to be someone
to do
something



Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
29
20
0
1
0
0
6
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Antykwariat   11.02.17 21:10

Sophia również pamiętała te czasy w Hogwarcie. Chociaż często, szczególnie w młodszych latach, była osóbką w gorącej wodzie kąpaną, biblioteka jawiła jej się jako zupełnie inny świat. Miejsce, w którym należało zwolnić tempo i ucichnąć, by nie naruszać odwiecznego spokoju tego miejsca, który wydawał się emanować z każdego zakamarka. Nawet Sophia potrafiła docenić urok tego miejsca, gdzie niemal dosłownie można było przenieść się w zupełnie inny świat, i wbrew pozorom można ją było tak znaleźć całkiem często. Jej życie szkolne nie składało się przecież tylko z eksplorowania zakamarków zamku, meczów quidditcha czy zwad ze Ślizgonami.
Jedną z osób, które poznała w ten sposób, była właśnie Tilda. Dwa lata starsza Krukonka, która nie miała szczęścia do przyjaciół. Sophia wciąż ją pamiętała, nawet jeśli ich znajomość nie zawsze była łatwa. Sophia działała jednak kierowana dobrymi pobudkami, w kwestii przyjaźni Tildy widziała więcej niż ona sama. Widziała, jak jej rzekomi przyjaciele wyśmiewają ją za plecami, by potem uśmiechać się obłudnie i pozwalać jej wierzyć, że miała dla nich jakiekolwiek znaczenie. Tak naprawdę tylko perfidnie wykorzystywali jej dobroć i naiwność, a potem odwrócili się od niej. Sophia czuła wcześniej, że to się tak skończy i próbowała ostrzec Tildę, chociaż ta nie chciała jej wierzyć, dopóki sama nie przekonała się o fałszu otaczających ją ludzi. Mimo to Sophia została przy niej. Sama nigdy nie łudziła się, że ze strony tych podobno lepszych może ją spotkać coś więcej niż fałsz i perfidia. Oczywiście, poznała też kilkoro całkiem w porządku Ślizgonów, ale dla sporej części z nich była skreślona już na starcie za bycie Puchonką nieczystej krwi, w dodatku zainteresowaną mugolami i nie potrafiącą przechodzić obojętnie obok ludzi odrzuconych przez otoczenie. Nigdy też nie szukała ich przyjaźni, mając ich wystarczająco w gronie uczniów innych domów, nie pozwalała też łatwo sobą pomiatać. Czasami budziły się w niej gryfońskie cechy, gdy zamiast uciec z podkulonym ogonem potrafiła wyzwać oponenta na nielegalny pojedynek na opuszczonym korytarzu lub w nieużywanej sali. Była kiepskim materiałem na ofiarę, bo nie tak łatwo było ją zastraszyć i wpędzić w popłoch, ale Tilda była bardziej wrażliwa, chociaż Sophia nie wiedziała, jak wielki to wszystko miało wpływ na jej życie w tak decydującym okresie końca Hogwartu.
Potem kontakt się urwał. Po opuszczeniu szkoły przez Tildę wysłały może do siebie jeszcze trochę listów, ale potem i to dobiegło końca. Sophia rozumiała, że może dawną znajomą pochłonęło życie. Sama zresztą na dwa lata niemal całkowicie oderwała się od pozostawionych w kraju znajomości, gdy dołączyła do swojego brata w Ameryce i tak niewiele brakowało, żeby to tam ułożyła swoje życie.
Ale teraz, gdy tylko dostrzegła czuprynę barwy słomy i znajomą twarz, przeczuwała, z kim może mieć do czynienia. Był to niezwykły i zaskakujący zbieg okoliczności, że w tak wielkim mieście jak Londyn obie w tym samym czasie postanowiły odwiedzić ten sam antykwariat.
- Ciebie też – powiedziała, odwzajemniając uśmiech. – Minęło wiele czasu, odkąd widziałam cię po raz ostatni i z pewnością nie spodziewałam się tego spotkania.
Przez chwilę obawiała się, że Tilda na widok sylwetki z przeszłości postanowi się wycofać, ale tak się nie stało.
- Sporo się zmieniło. Nie wszystko potoczyło się dokładnie tak, jak planowałam w szkole, ale taki już chyba urok dorosłości, weryfikuje nasze śmiałe, dziecinne plany i często wskazuje nam inną ścieżkę. Lub sprawia, że coś każe nam zawrócić na drogę, którą porzuciliśmy dużo wcześniej – powiedziała po chwili, odpowiadając na zadane pytanie. W Hogwarcie zapewne opowiadała Tildzie o planach zostania aurorem, które później, po skończeniu szkoły i wyjeździe zarzuciła, by wrócić do nich po tragicznej śmierci ukochanego spowodowanej przez czarnomagiczne zaklęcie. – Jeśli tylko masz czas, mogę ci opowiedzieć i chętnie wysłucham również twojej historii.
Jak za dawnych, dobrych lat, kiedy siadały razem w bibliotece, z dala od fałszywych przyjaciół Tildy, i mogły porozmawiać o tak wielu rzeczach. Pytanie tylko, czy i Tilda miała ochotę nadrobić stracone lata i spróbować odbudować kontakt, czy może tylko na tym jednym, przypadkowym spotkaniu się skończy?





Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Tilda Fancourt
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3972-tilda-fancourt https://www.morsmordre.net/t3987-arachne https://www.morsmordre.net/t3985-porozmawiajmy-o-pajakach https://www.morsmordre.net/f149-redwood-avenue-17-3
hodowca pająków
26
Czysta
Panna
can you remember who you were before the world told you who you should be?
2
11
10
0
3
0
0
1
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Antykwariat   14.02.17 13:49

Czuła, że nigdy tak naprawdę nie podziękowała Sophii.
Wcale nie musiała być przy Tildzie, gdy jej ostatnie miesiące nauki w Hogwarcie przerodziły się w koszmar. Mogła pójść w ślady innych i odwrócić się od niej, a Tilda nie miałaby prawa jej za to winić. Aż za dobrze pamiętała, że ani przez chwilę nie chciała słuchać Sophii, gdy ta próbowała uświadomić jej, kogo tak naprawdę nazywała przyjaciółmi i komu nawinie ufała, nie dostrzegając fałszywych intencji. Nie oczekiwała więc, że otrzyma od niej choć jedno ciepłe słowo - znów byłaby naiwna, gdyby w to wierzyła - a jednak Sophia okazała się dla niej wsparciem, na jakie wcale nie zasłużyła. Dlatego powinna była podziękować jej już wiele lat temu, kiedy wciąż jeszcze mogły wymykać się razem do biblioteki i snuć plany na przyszłość, która zbyt szybko je rozdzieliła.
Może we właściwym momencie po prostu zabrakło jej odwagi. Może odczuwała zbyt głęboki wstyd, a może była zbyt dumna, chociaż to określenie nigdy do niej nie pasowało. Wiedziała jednak, że szczera, milcząca wdzięczność kosztowała ją o wiele mniej niż wypowiedziane na głos słowa - nawet ułożone w najkrótsze zdanie, zawsze sprawiały jej trudność i pociągały za sobą kolejne słowa. Co jeśli któreś z nich okazałoby się niewłaściwe? Milczenie natomiast przychodziło jej znacznie łatwiej, tylko pozornie nie wyrządzało krzywdy, a poza tym nie wymagało od Tildy przyznania się do błędu, o którym wciąż próbowała przecież zapomnieć.
Potrzebowała czasu, by zrozumieć, że milcząc, również popełniała błąd, a mimo to nadal bała się słów - nawet teraz, gdy nie powinna była się przed nimi wstrzymywać. Naprawdę ciekawiło ją, jak ułożyło się życie Sophii w ciągu wszystkich tych lat, gdy nie miały ze sobą kontaktu, jednak nie była pewna, czy chciała mówić o własnym życiu –  tak różnym od tego, które sobie wymarzyła i które pragnęła osiągnąć. Zdążyła je co prawda zaakceptować, a może nawet polubić, ale w chwilach takich jak ta mimowolnie znów myślała o przeszłości, przypominając sobie wszystkie dawno porzucone plany, o których opowiadała kiedyś Sophii.
- Ani ja – powiedziała, lekko poważniejąc, a w jej spojrzenie wkradł się cień niepewności. - Prawdę mówiąc, nie sądziłam, że jeszcze kiedyś cię zobaczę.
Sophia była jedną z wielu osób, z którymi Tilda straciła kontakt, gdy opuściła mury Hogwartu. Część tych znajomości z trudem zdołała odnowić, jednak inne pozostały dla niej już tylko wspomnieniami, które z biegiem lat zatarły się, czasem znikając zupełnie. Nie potrafiła już przypomnieć sobie wszystkich uśmiechów, wszystkich chwil i wszystkich imion, jakie kiedyś wydawały jej się ważne, dlatego cieszyła się, że to jedno nadal pamiętała.
Kolejne słowa Sophii sprawiły, że westchnęła cicho. Miała rację –  dorosłość bezlitośnie  pozbawiała dziecięcych marzeń, zastępując je gorzką i niezmienną rzeczywistością. W świecie, który pozostał za szybami antykwariatu, brakowało miejsca dla marzycieli i tylko naiwność pozwalała ludziom sądzić, że było inaczej. Dla Tildy wiara we wzniosłe plany stanowiła jedynie ślepą uliczkę; złośliwą pułapkę od losu, w którą prędzej czy później wpadał każdy marzyciel. Rzeczywistość – podobnie jak nieszczęsne milczenie – na swój sposób była po prostu łatwiejsza.
- Nie tylko ty musiałaś zmienić plany – odpowiedziała po chwili. Nadal nie potrafiła pozbyć się poważnej nuty, która zadźwięczała w jej głosie. - Ale myślę, że każda ścieżka jest dobra, jeśli gdzieś prowadzi. Tylko może nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę.
W końcu uniosła lekko kąciki ust ku górze, z powrotem przywołując na twarz uśmiech.
- Jak mogłabym teraz powiedzieć, że nie mam dla ciebie czasu? – rzuciła, udając oburzenie. Ich spotkanie było kwestią przypadku, jednak Tilda nie miała zamiaru zmarnować szansy, by znów porozmawiać z Sophią, nawet jeśli chwilowy powrót do przeszłości mógł się dla niej okazać trudny. - Jeśli chodzi o mnie… cóż, tak jak mówiłam, musiałam zmienić plany. Kurs alchemiczny nieco przerósł moje możliwości i po Hogwarcie wróciłam na trochę do domu, ale od kilku lat mieszkam w Londynie i hoduję pająki. Jeśli kiedyś do mnie wpadniesz, nie zaplątaj się w pajęczyny przy drzwiach – rzuciła dla żartu, by nie myśleć o tym, w jak wielkim skrócie ujęła swoją historię. - A ty? Czym się teraz zajmujesz? – zapytała szybko.




she turns her mind
to countless things
then back again
where it begins

this restless urge
and all it brings
to be someone
to do
something



Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
29
20
0
1
0
0
6
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Antykwariat   18.02.17 21:21

Sophia nie miała żadnego powodu, żeby się odwracać. Nie była jak ci Ślizgoni, którzy od samego początku chcieli tylko wykorzystać Tildę, a potem odwrócili się od niej przy pierwszej lepszej okazji. Zawsze zresztą coś ciągnęło ją do ludzi odrzuconych i niezrozumianych przez innych, uważała ich za lepsze towarzystwo niż tych rzekomo elitarnych. Sophia, jak na Puchonkę przystało, zawsze miała w sobie dużo sympatii dla każdego, kto był w porządku wobec niej.
To, że wiele znajomości rozpadało się po ukończeniu szkoły, było rzeczą normalną. Sophia po ukończeniu Hogwartu straciła kontakt z większością dawnych znajomych i podejrzewała, że wielu z nich już nie spotka lub spotka dopiero po latach, przez zupełny przypadek. Na odległość trudno było utrzymywać bliskie relacje, a po dwuletnim pobycie w Ameryce wróciła odmieniona i pełna determinacji... ale i nie mająca głowy do starannego odbudowywania wszystkich straconych znajomości. Nie, kiedy kurs aurorski wymagał od niej tyle wysiłku i wyrzeczeń, kiedy wracała do domu tak wykończona, że czasami nie miała nawet siły na czytanie książek, a co dopiero na spotkania, i od razu rzucała się do łóżka, by zregenerować zmęczone ciało. To nie sprzyjało ani przyjaźniom, ani szukaniu nowych związków, więc od czasu śmierci Jamesa wciąż była sama. Samotnie mierzyła się z rzeczywistością, z dorosłym życiem, a kilka miesięcy temu została całkiem sama, kiedy zginęli jej rodzice. To definitywnie zakończyło etap beztroskiej młodości, sprawiło, że wspomnienia były już tylko wspomnieniami i nic już nie będzie dokładnie takie jak dawniej.
Ucieszyła się, kiedy Tilda powiedziała, że ma czas na rozmowę. Szkoda byłoby zmarnować taką okazję do nadrobienia minionego czasu, w którym się nie widziały. W końcu kto wie, kiedy będzie następne spotkanie?
- Chyba niewiele osób może powiedzieć, że zrealizowało wszystkie swoje zamierzenia snute w czasie szkoły – powiedziała. – Mi co prawda udało się zostać aurorem, ale poszłam na kurs znacznie później niż zamierzałam. Po skończeniu szkoły najpierw postanowiłam odwiedzić mojego brata w Ameryce i nawet nie zauważyłam, gdy planowane dwa miesiące zmieniły się w dwa lata... Kurs musiał poczekać, chociaż w międzyczasie zmieniłam trochę swoje plany, a potem, po pewnych... wydarzeniach, postanowiłam do nich wrócić. – To wszystko było skomplikowane. Gdyby James nie umarł, pewnie zostałaby w Ameryce, może mimo porażki przy próbie dostania się na kurs uzdrowicielski spróbowałaby ponownie, i dziś pracowaliby razem? Tego już nigdy się nie dowie, ale widocznie tak miało być. Nie miała pozostać w Ameryce ani szukać spełnienia w zawodzie uzdrowiciela wzorem Jamesa, którego pokochała jak nikogo innego przedtem. Los chciał, żeby wróciła do Anglii i spróbowała spełnić swoje marzenie z lat szkolnych. A może chciał dać jej szansę, aby mogła pożegnać się z rodzicami, zanim i ich utraci tak samo, jak Jamesa?
- Skończyłam kurs latem ubiegłego roku i od tego czasu pracuję. To bywa męczące... Ale wiem, jak ważna to praca – powiedziała jeszcze. Szkoda tylko, że nie wszystkiemu dało się zapobiec.
Znowu spojrzała na dawną znajomą.
- Więc hodujesz pająki? – zapytała z zaciekawieniem. Nie uważała tego za przerażające czy obrzydliwe. Na świecie były znacznie straszniejsze rzeczy niż pająki, których nigdy się jakoś szczególnie nie bała, może jedynie akromantul, które były wielkie i niebezpieczne, ale podejrzewała, że Tilda nie trzymała takich okazów w swoim mieszkaniu. – Chętnie kiedyś wpadnę obejrzeć twoją gromadkę. To bardzo ciekawe i nietypowe hobby.
Większość dziewcząt, które znała Sophia, na widok pająków piszczało ze strachu, więc tak, zdecydowanie było to coś nietypowego.





Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Tilda Fancourt
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3972-tilda-fancourt https://www.morsmordre.net/t3987-arachne https://www.morsmordre.net/t3985-porozmawiajmy-o-pajakach https://www.morsmordre.net/f149-redwood-avenue-17-3
hodowca pająków
26
Czysta
Panna
can you remember who you were before the world told you who you should be?
2
11
10
0
3
0
0
1
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Antykwariat   20.02.17 13:06

Uśmiechnęła się szeroko, słysząc, że Sophii udało się zostać aurorem. Mogła jedynie domyślać się, jak trudna droga czekała wszystkich, którzy pragnęli czuwać nad czarodziejskim światem, dlatego cieszyła się, że Sophia zdołała ją pokonać - mimo wszystkich przeciwności losu, jakie ją spotkały. To było jedno z marzeń wymienianych półgłosem w bibliotecznej ciszy; jeden z planów, które snuły razem niczym pająki swoją sieć. Różnica polegała jednak na tym, że marzenie Sophii okazało się silniejsze, a marzenie Tildy rozpadło się tak łatwo jak jedna z wielu delikatnych, srebrzystych pajęczyn, które rozrywał silniejszy podmuch wiatru. Może gdyby miała w sobie tyle odwagi i tyle wytrwałości co Sophia, zdołałaby na nowo utkać swoją wątłą sieć marzeń, ale wiedziała, że przecież nie mogła - pewnych drzwi nie dało się z powrotem otworzyć. Jej uśmiech raz jeszcze przybrał nieco smutniejszy wyraz, a Tilda poczuła w sercu drobne ukłucie. Nie była to jednak zazdrość - tej wyzbyła się już dawno, zastępując ją chłodną obojętnością. Była pogodzona z losem; zupełnie świadoma, że nikt nie potrafił cofnąć czasu i przywrócić lat spędzonych w Hogwarcie. Nie przyszło jej to łatwo, ale teraz nie miała już powodu, by znów zadawać sobie wciąż to samo pytanie - co by było gdyby? Otoczona rzeczywistością, w której zdołała już odnaleźć skrawek własnego miejsca, nie planowała zamienić jej na żadną inną - a tym bardziej marzyć o takiej.
A jednak nie potrafiła tak łatwo zapomnieć, że przecież kiedyś marzyła.
- Zasłużyłaś na to, by zostać aurorem - odpowiedziała, ale zaraz umilkła, ostrożnie dobierając w myślach kolejne słowa. Nie do końca wiedziała, co sądzić o krótkiej pauzie, która pojawiła się pomiędzy kolejnymi słowami Sophii. Znów uświadomiła sobie, ile szkód przyniósł czas, jaki dzielił je od ich ostatniego spotkania i ostatnich nakreślonych na papierze zdań. Nie miała już nawet pewności, o co mogła zapytać Sophię, a których tematów nie powinna była poruszać. - I to dobrze, że ostatecznie powróciłaś do swoich planów. Mimo wszystko szkoda byłoby z nich zrezygnować - och, czy na pewno wierzyła w to, co mówiła? - Wspomniałaś o Ameryce, tak? I jak tam jest?
Zaciekawiły ją słowa Sophii - sama chyba nie zdobyłaby się na to, by opuścić Wielką Brytanię i udać się w tak dalekie strony; za bardzo zżyła się z deszczową, pochmurną aurą oraz samym Londynem, ginącym w morzu mgły.
- Nie przypuszczałam, że tak się stanie, ale owszem, mam ich całkiem sporo w swoim mieszkaniu. Na brak klientów na szczęście też nie narzekam - powiedziała, nieco rozpromieniona. Zawsze czuła się lepiej, kiedy mogła mówić o pająkach, które wnosiły w jej życie namiastkę nieuchwytnego szczęścia. - Koniecznie do mnie wpadnij, jeśli tylko znajdziesz wolną chwilę. Mieszkam na Redwood Avenue, 17/3. To centrum Londynu.
Uśmiechnęła się nieco szerzej na myśl o tym, że Sophia mogłaby ją odwiedzić. Za rzadko miewała u siebie gości, którzy nie byliby klientami, a z drugiej strony wiedziała, że jej mieszkanie miało swoją specyfikę - nie wszystkich zachwycał widok pająków spacerujących po dosłownie każdej, względnie wolnej powierzchni.
- Od zawsze kochałam pająki, chociaż nie lubiłam o tym mówić w Hogwarcie. Mało kto za nimi przepada - powiedziała, krzywiąc się nieznacznie. Dla niej samej pająki były fascynującymi i pełnymi gracji stworzeniami, które znała lepiej niż ktokolwiek inny, posługując się ich szeptanym, ulotnym językiem. Nie była w stanie - i nawet nie chciała - widzieć w nich odrażających istot, jakie kryły się w lepkich sieciach, choć zdawała sobie sprawę z tego, że w oczach innych ludzi pająki tak właśnie wyglądały.




she turns her mind
to countless things
then back again
where it begins

this restless urge
and all it brings
to be someone
to do
something



Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
29
20
0
1
0
0
6
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Antykwariat   22.02.17 19:29

Marzenia były piękną sprawą, ale Sophia zdążyła się już nauczyć, że rzeczywistość nie zawsze im sprzyjała. W dorosłym życiu przychodził taki moment, kiedy marzenia przestawały uskrzydlać, powoli spychane na bok, aż w końcu zastępowała je szara codzienność, realizm i trzeźwe myślenie o tym, że to już czas przestać gonić za nierealnymi mrzonkami i zająć się prawdziwym życiem.
Praca aurora okazała się różnić od tego, co wyobrażała sobie, mając piętnaście lat i będąc taką, jak spora część nastolatków pragnących zaistnieć i osiągnąć konkretny cel. Ale nie było tak pięknie i doskonale, jak myślała. Nie było wyłącznie blasku i sukcesów, a także cienie, porażki i świadomość, że czasami było za późno. Już kurs przyniósł pierwsze wątpliwości, mimo to wytrwała.
Uśmiechnęła się lekko do Tildy. Była ciekawa, jak kobieta odnajduje się w obecnym życiu, skoro, jak wspomniała, nie udało jej się zrealizować dawnych planów. Czy zaakceptowała nowe życie? Czy była w nim szczęśliwa, czy może wciąż nieśmiało snuła marzenia o tym, co mogło być, a nie jest?
- W Ameryce było... inaczej niż tutaj – przyznała po chwili. Miała do tego kraju pewien sentyment, historia jej rodziny była z nim powiązana. – Mniej sztywno, czarodzieje wydawali się bardziej przyjaźni i tolerancyjni... – mówiąc to, ściszyła nieznacznie głos, bo mogło to zabrzmieć jak krytyka obecnego porządku, a nie było rozsądnym robić tego głośno. – Mój brat wyjechał tam po skończeniu Hogwartu, a gdy ja skończyłam swoją naukę, chciałam go odwiedzić, bo bardzo dużo mi pisał o swoim życiu tam i chciałam go posmakować, a także odwiedzić miejsca ważne dla naszej rodziny. To naprawdę duży, piękny kraj, pełen miejsc, których w Anglii nie ma. To nie tylko wielkie, tętniące życiem miasta, które pewnie w pierwszej chwili nasuwają się na myśl, ale też mnóstwo wolnych przestrzeni i cudów natury, których nigdy wcześniej nie widziałam inaczej niż na zdjęciach.
To były bardzo przyjemne dwa lata, podobało jej się życie, które wiodła za oceanem, chociaż często tęskniła za pozostawionymi w kraju rodzicami, innymi krewnymi czy przyjaciółmi. Podejrzewała jednak, że jeszcze kiedyś tam pojedzie. Nie na stałe, ale na wakacje – bardzo chętnie, tym bardziej, że podczas swojego pobytu i tam znalazła przyjaciół.
- Zapamiętam – rzekła, gdy Tilda powiedziała jej, gdzie teraz można ją znaleźć. – Obiecuję, że wpadnę, gdy tylko trafi się jakiś spokojny dzień.
Miała zamiar dotrzymać słowa, chociaż nie wiedziała, kiedy nastąpi kolejny taki dzień sprzyjający odbudowywaniu dawnych znajomości.
- Ludzie często nie rozumieją tego, czego nie znają lub co jest po prostu inne – zauważyła. Często się z tym spotykała i niestety musiała przyznać, że osoby, które w jakikolwiek sposób odbiegały od przyjętych norm, były postrzegane jako dziwacy. – Ale nie ma nic złego w byciu innym, jeśli to, co robimy, sprawia nam satysfakcję i nikomu nie szkodzi.
Sama po poznaniu Tildy także zaczęła patrzeć trochę inaczej na te stworzenia, którym wcześniej nie poświęcała zbyt wiele uwagi. Szanowała jednak ludzi z pasją oraz tych, którzy szli za głosem własnego sumienia, nie poddając się biernie ogółowi.





Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
 

Antykwariat

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Enfield-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18