Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Lyall Lupin
AutorWiadomość

Lyall Castus Lupin

Data urodzenia: 12 XII 1926
Nazwisko matki: Potter
Miejsce zamieszkania: Somerset, Dolina Godryka
Czystość krwi: półkrwi
Status majątkowy: średniozamożny
Zawód: brygadzista
Wzrost: 1.95 m
Waga: 88 kg
Kolor włosów: jasny brąz
Kolor oczu: niebieski
Znaki szczególne: zmartwiony wyraz twarzy, prawa ręka na całej długości pokryta bliznami po pazurach, wysoki wzrost, tatuaż przedstawiający głowę byka na lewym ramieniu, gęsty zarost, blizna na klatce piersiowej po czarnomagicznym oparzeniu



Lubił opowieści o tym, jak wygląda świat poza rodzinną farmą. Poza rozległymi polami i grzbietami wielkich krów, których chyba było więcej niż trawiastych rozlewisk. Zastanawiał się, marzył, dumał, lecz wcale nie pragnął się tam znaleźć. Nie tak naprawdę. Bo dobrze było mu właśnie tam, gdzie był. Gdzie znajdowała się jego rodzina i gdzie czuł się bezpiecznie. Nie interesowały go podboje przestworzy na dziecięcej miotełce ani nauka o kolejnych rodzajach magicznego zboża, które uprawiał ojciec. Wolał pływać w pobliskim jeziorze i wymyślać imiona wszystkim zwierzętom na gospodarstwie, które z jakiegoś powodu reagowały tylko na jego głos. Tak jak on reagował na matczyne słowa, które układały się w piękne opowieści poruszające wybujałą, dziecięcą wyobraźnią. Zawsze był tym bardziej zamkniętym w sobie dzieckiem, ale przy matce się to zmieniało — otwierał się, chciał poznawać, eksplorować, doświadczać światów, o których opowiadała mu i Randallowi. Dwójka braci, nierozłączny duet, który nie miał sobie równych w znajdowaniu kłopotów, ale też się wyplątywaniu z nich. To właśnie starszy z bliźniąt był przewodnikiem i równocześnie silnikiem napędzającym wspólne działania. Przy Randym Lyall nabierał odwagi — jako pierwszy był świadkiem daru metamorfomagii brata i nie przeraziło go to w żaden sposób. Niczym oczarowany wpatrywał się w zmieniające rysy twarzy, włosy, nawet zęby. To go fascynowało, bo sam tak nie potrafił i na ujawnienie się magii musiał czekać o wiele dłużej od brata; rodzice patrzyli z niepokojem na małego Lyalla, nie wiedząc, co zrobić. Nie chcieli, żeby okazał się czarną owcą, ale nie mieli nad tym panowania. Dlatego grudniowa noc przed szóstymi urodzinami Lupinów okazała się zarówno koszmarem, ale również i wyczekiwanym przełomem. Tego wieczora mama opowiadała swoim synom o watasze wilków, która chroniła dzieci pozostawione w lesie i gdy tylko wyszła z pokoju, z książki zaczęły wydostawać się przypominające cienie zwierzęta. Początkowo rozbłyskujące ciepłym światłem i otulające leżących pod kołdrami chłopców tańczyły pośrodku pomieszczenia, nie czyniąc im żadnej krzywdy. Lyall nie wiedział kiedy przyjaźni strażnicy przeobrazili się w złowieszcze, ciemne stwory z ostrymi zębiskami, które nie zamierzały już zajmować się małymi czarodziejami. Wyobrażenia z baśni zmieniły się w koszmarne widma i tylko szybka reakcja rodziców rozgoniła straszliwe cienie — do teraz młodszy z bliźniaków pamiętał otwartą paszczę przed swoją twarzą, tuż zanim tata rozświetlił pokój zaklęciem. Właśnie wtedy po raz pierwszy podświadomość Lyalla zakodowała sobie postać wilkołaka jako potwora, jako nieprzyjaciela, jako zło. To tamtego dnia coś w nim pękło. Gdy wyobraźnia okazała się złudna i również umiejąca zranić. A przecież nie chciał, żeby cokolwiek przytrafiło się Randallowi czy komukolwiek kto mieszkał pod dachem lupinowego domostwa. Zanim obaj bracia wyjechali do Hogwartu, na świecie pojawiły się jeszcze dwie siostry, jednak to Bettina okazała się tą bliższą sercu Lyalla. Głównie przez wiek, ale również pokrewne dusze — oboje lubili spokój, matczyną opiekę i bujanie w obłokach. To właśnie Betty nazwała największego z byków na farmie imieniem brata, tłumacząc, że Lyall przewyższał ich wszystkich wzrostem i pilnował przed złem. Wtedy wydawało się to takie proste — chronić swoich bliskich i wierzyć, że wystarczyła tylko silna wola, by to osiągnąć.


Droga do Hogwartu była dokładnie taka, jak ją sobie wyobrażał. Czytał książki rozprawiające o historii tego miejsca i rytuał przyjęcia pierwszorocznych również się tam znajdował z dość konkretnymi elementami. Zresztą miał obok siebie Randalla — nie mieli się czego ani kogo bać. We dwójkę przewyższali pozostałe dzieci wzrostem i parę osób pytało, czy nie należą przypadkiem do trzeciej klasy. Lyallowi podobała się wspólna wyprawa do zamku, bo podczas podróży w nowym pociągu mieli okazję poznać całkiem sporo dzieci i zderzyć się też z pewną niechęcią niektórych do obecnych tam mugoli czy chociażby takich jak oni — półkrwi. Lupin tego nie pojmował, bo przecież magia obudziła się w każdym z nich, wybrała ich bez względu na pochodzenie. Dlaczego więc mieliby robić z siebie wrogów? To był jednak dopiero początek i nieświadomy tego chłopiec nie znał jeszcze odpowiedzi na pytanie, czym była nierówność. Zaaferowany sprawami bardziej aktualnymi odsunął niechęć na dalszy plan i podziwiał jak Randy jako pierwszy przyjął czerwoną tarczę na czarnej dotychczas szafie. Gryffindor okazał się jednak domem ich obu, chociaż Lyall podejrzewał, że Tiara Przydziału wykrzyknie dla niego miejsce wśród Puchonów. Tak się jednak nie stało i chociaż pozostawiło w młodszym bliźniaku dziwne zaskoczenie, nie smucił się. W końcu mógł być z bratem, podtrzymywać go, pilnować, chronić. Jak robił to od lat, będąc cieniem i stróżem. Szedł tam, gdzie on, przez co kręcili się w tym samym towarzystwie, jednak to Randall był tym bardziej wygadanym, wesołym, tym, który przyciągał uwagę, a Lyall był po prostu tym drugim Lupinem, jednak nie miał o to żalu. Odpowiadała mu rola skrzydłowego, zawsze uważniejszego i ostrożniejszego, wycofanego. Nie lubił zbytecznego nadmuchania, jednak dzielnie stawał u boku brata, gdy musieli się bić — pojedynki między uczniami szybko jednak zostawały uśmierzone, a kolejne szlabany stawały się już codziennością. Być może właśnie dlatego Lyall nigdy nie został prefektem, chociaż patrzono na niego z wielkim oczekiwaniem. Gdyby jednak nie ten Randall... Jeśli miał jednak wybierać między tarczą a bratem, bez wahania wybrałby Randyego. Jednak było coś, czego bliźniak nie mógł mu dać, a co zapewnił Hogwart — pewność zostania brygadzistą. Być może to dziecięce wspomnienie wilkołaka naprowadziło go na tę drogę, a każda późniejsza zasłyszana informacja o atakach jedynie upewniła, że należało walczyć z dziećmi luny. Cokolwiek to było, Gryfon poświęcał się obronie przed czarną magią i urokom, chcąc być jak najlepszy, jak najwytrwalszy. Chciał umieć walczyć z tym, czego sam się bał. Nie interesowała go historia magii, mugoloznastwo czy eliksiry — być może, jeśli miałby czas, żeby się im przyglądać, byłoby inaczej, jednak Lyall każdą wolną chwilę przeznaczał na doskonalenie dwóch podstawowych kierunków wraz z poszerzaniem wiedzy z opieki nad magicznymi stworzeniami. Być może wtedy odsunął się lekko od Randalla, poświęcając się skupieniu na egzaminach, ale nie zapomniał o braterskiej więzi. Drugi z Lupinów nie wiedział do końca, czego tak naprawdę chciał od życia i próbował ciągnąć to, co Lyall. Bo przecież wszystko robili razem — dlaczego nie mieliby też wspólnie podbijać towarzystwa brygadzistów? Ramię w ramię. Niepowstrzymani. Tak się jednak nie stało i bracia rozeszli się w dwóch różnych kierunkach.


Świetne wyniki z końcowych egzaminów zapewniły młodemu czarodziejowi przejście pierwszego etapu — był kandydatem jak wielu innych i musiał się wykazać, żeby przejść szkolenie. Zakończyć je, a później zostać zatrudnionym, bo brano w teren tylko najlepszych. A Lyall zamierzał właśnie być wśród czołówki i to nie ze średnimi wynikami. To było ciężkie półtora roku, jednak cierpliwość i wytrwałość były zdecydowanie bardziej istotnymi czynnikami wpływającymi na powodzenie niż muskulatura czy zdolności. Bo nic nie wskórał ten, kto szarpał się z jedną pułapką lub był nieostrożny podczas testów tropienia. Lupin szedł wolno acz do celu, nie raz będąc wyraźnie na końcu szeregu, szczególnie w początkowych stadiach treningowych. To właśnie wtedy zainteresował go silniej boks, który pozwolił na rozwinięcie nie tylko siły, ale również i sprawności. Nie spodziewał się, że sport tak agresywny zdoła przyciągnąć jego uwagę, ale dzięki temu rozładowywał wszystkie napięcia oraz długie dni treningów pod okiem opiekunów. Rozwój młodego, dorastającego mężczyzny po pierwszym półroczu wpłynął jednak pozytywnie na nieustępliwego Lyalla i wracając po świątecznej przerwie, czuł w twardych mięśniach pokłady energii i siły, której wcześniej w sobie nie odkrył. Ból już nie rozrywał mu ciała, ciężary nie stanowiły dla niego większego problemu, a umiejętności w terenie dorównały w końcu wiedzy teoretycznej, którą miał w małym palcu. Łańcuchy oraz sieci odnajdywały się z łatwością w dłoniach młodego czarodzieja, który nie obawiał się już porażki. Czuł się pewniejszy swoich ruchów, zaklęć oraz współpracy z innymi kandydatami, bo to w zespole tkwił największy sukces. Nie miał problemów z egzystencją w grupie, w końcu całe swoje życie wspierał brata, a Randall nie dawał mu pod tym względem wytchnienia. Zupełnie jakby zapewnienie rozgrywki młodszemu bliźniakowi było jego obowiązkiem… To właśnie wtedy dwójka czarodziejów oddaliła się od siebie, chociaż nie zdarzyło się nic takiego, co powinno wywołać między nimi konflikt. Patrząc na poczynania swojej drugiej połówki, Lyall wiedział jednak, co leżało za buntem starszego bliźniaka i podjął decyzję o pozostawieniu buzującej, męskiej dumy samoistnemu procesowi zrozumienia. Wciąż słał do brata listy, jednak skupił się bardziej na więzi z siostrami, które zaniedbał w drodze po prywatne zwycięstwo. Ponownie mógł siedzieć na ogrodzeniu z Betty u boku i wpatrywać się w wielkie byki, mógł twż obserwować dorastającą Lunę. Właśnie wtedy spędzał na farmie znacznie więcej czasu niż przez ostatnie lata, na nowo odkrywając rodzinny dom. W pewnym sensie było to powrotem do przeszłości, która dawała mu poczucie spełnienia i zrozumienia, za co walczył, dla kogo. Nie wyobrażał sobie sytuacji, w której miałby utracić kogoś ze swoich bliskich, a ochrona ich przed koszmarem z dzieciństwa, niesamowicie realnym i bliskim była jego drogą do spełnienia tych warunków. Zakończył pierwszy jej etap z wyróżnieniem, nie mając problemu z dostaniem się do Brygady Ścigania Wilkołaków w Ministerstwie Magii. Chociaż doskonale wyszkoleni, brygadziści wciąż pozostawali w mniejszości, dlatego nie kręcono nosem na chętnych, szczególnie z najwyższymi stopniami i ocenami. Przydzielono świeżego Lupina do starszego czarodzieja, któremu miał asystować i dowieść, że był gotowy na samotne, odpowiedzialne misje. Pan Skamander był burkliwym mężczyzną, szorstkim w obejściu i surowym w swoich wymaganiach, jednak jeśli Lyall miał się nauczyć fachu w zaawansowany sposób, to tylko przy nim. Chodził za nim wszędzie, nieczęsto odbębniając brudną robotę lub tkwiąc pod domem mentora i czekając, aż ten łaskawie powie, co młody brygadzista miał zrobić. To właśnie wtedy poznał Laurel, córkę swojego opiekuna, która jedynie ze współczuciem obserwowała posłusznego ucznia swojego ojca. Obserwowała, uśmiechała się, w końcu wymiany grzeczności stały się dłuższe, aż przerodziły się w rozmowy, które nie zadowalały pochmurnego rodzica. Ten próbował przeszkodzić dwójce młodych czarodziejów w poznawaniu się, jednak poniósł klęskę — Lyall wbrew jemu wykorzystywał każdą okazję, by spotkać się z ciemnowłosą pięknością o modrych oczach i ciepłym uśmiechu. Nie potrafił się powstrzymać. Nie wiedział jednak, że ten cudowny rok miał mieć okrutne zakończenie. Spotkanie ze starym, niezwykle zdziczałym osobnikiem jego mentor przypłacił życiem, a on władzą w prawej ręce. Zakrwawionego Lyalla niosącego dogorywującego Skamandera znaleźli mieszkańcy okolicznej wioski, jednak było już za późno. Młody brygadzista obiecał zająć się osamotnionymi kobietami, które jego nauczyciel pozostawił bez opieki.


Nie miał pojęcia, ile miesięcy minęło odkąd trumna nauczyciela spoczęła pod ziemią, a on nie potrafił się otrząsnąć. Setki razy wałkował wydarzenie w myślodsiewni, zastanawiając się, czy było cokolwiek, co mogłoby w jakiś sposób zapobiec tragedii. Czy nie zrobił czegoś, co mogłoby uratować starszego czarodzieja? W międzyczasie jego ramię zostało wyleczone, jednak blizny miały pozostać tam już na zawsze. Gdy tylko wyzdrowiał, wrócił do treningów bokserskich, odnajdując w nich na nowo sposób na oczyszczenie myśli. Spędzał długie godziny na doprowadzania się na skraj wyczerpania, równocześnie stając się coraz bieglejszym w tej sztuce. Boks służył mu nie tylko jako odskocznia, ale również podporę w pracy brygadzisty. Nienawiść do wilkołaków była jego motorem do mocniejszych wysiłków. Lyall wciąż jednak zamierzał spełnić obietnicę, którą złożył umierającemu. Nie był też w stanie zresztą trzymać się z daleka wraz ze swoimi uczuciami — Laurel mu ufała, przysięgała, że nie miała mu za złe śmierci ojca, koiła. Po następnym, udanym polowaniu nie mieli już czekać, a wyraźnie zarysowujący się pierścionek zaręczynowy na palcu czarownicy, oznaczał tylko jedno. Nie wiedzieli tylko, że dni zmienią się w tygodnie, a tygodnie w przedłużające miesiące wyczerpujących poszukiwań. Koniec końców łowcy osiągnęli sukces, wypełniając zadanie, ale nie wiedząc, że tuż przed matczynym miastem miało ich czekać jeszcze jedno wyzwanie. Wracając do domu, natknęli się na ślady kolejnego osobnika — młody wilkołak znajdował się bardzo blisko i wytropienie go nie mogło stanowić problemu dla grupy zgranych brygadzistów. Faktycznie pokryty grubym puchem śniegu grunt wyręczał ich w większej części zadania, chociaż czerwone ślady krwi układające się w określoną ścieżkę wykręcały ohydnie żołądek — czy było to tylko zwierzę, czy ludzka ofiara? W końcu znaleźli ukrytego w jaskini wilkołaka zbyt agresywnego, by dał się omotać zaklęciami, a w ostatecznym rozrachunku to Lyall zadał ostateczny cios, niszcząc sklepienie i zakopując stwora w kamiennym grobowcu. Nie mógł wtedy wiedzieć, że uwięził na zawsze Laurel, którą podczas jego nieobecności zaatakowało dziecko luny, przenosząc na nią przekleństwo. W domu czarownicy Lyall znalazł list, w którym kobieta wyjaśniła, co się wydarzyło, równocześnie wskazując miejsce, w którym miała się schronić podczas następnej pełni. Jaskinia okazała się tym miejscem. Zdając sobie sprawę z tego, co zrobił, złamał się już całkowicie, odsuwając się od rodziny i obierając sobie zupełnie nowy cel — zamierzał znaleźć odpowiedzialnego za ten koszmar. Trop kręcił się po Wielkiej Brytanii aż nie przeniósł się do Europy, gdzie Lyall spędził ostatni rok, szamocząc się w dziwnym amoku i nie widząc reszty świata. Bywał dosłownie wszędzie, ale najczęściej w jaskiniach, gdzie poszukiwany szukał schronienia. Nauka poruszania się w ciemnych, klaustrofobicznych labiryntach nie była łatwa, ale Lupin był nieustępliwy. To właśnie tam za namową jednego z czarodziejów zdobył tatuaż byka, mający zamknąć w sobie najlepsze ze wspomnień i wzmocnić działanie nie tylko zaklęcia patronusa, lecz również pamięci o najbliższych. Obarczony niewypowiedzianą winą Lupin poświęcił się podążaniu śmierdzącym śladem znienawidzonego wilkołaka — gdyby ten na powrót nie znalazł się na Wyspach, brygadzista wciąż tkwiłby z daleka od domu, starając się go znaleźć. Tam jednak zamiast uśmiechniętych twarzy napotkał żałobę; kolejną już w swoim życiu, zupełnie jakby miał w niej tkwić już do końca świata. Nie miał już jednak łez, by opłakiwać zmarłą Betty, ale obiecał jej, że znajdzie tego, który to zrobił. Z Randallem znów u boku mieli podjąć się tego zadania i nic nie miało stanąć na przeszkodzie zjednoczonych ponownie braci. Polityka się nie liczyła, podobnie jak wojna między stronami konfliktu tak obojętnymi Lyallowi jak jeszcze nigdy. Nie obchodziły go dopiero co uspokojone anomalie, zmieniający się rząd i chociaż pracował jako członek Ministerstwa Magii, nie czuł się jego częścią. Zdziczał, odsunął się od najbliższych, nakładając między nimi a siebie barierę dystansu nie do przejścia. Mniej rozjuszony był tylko przy swoim bracie, jednak i ta relacja się zmieniła. Jak wszystko inne.



Patronus: Byk to symbol siły i potęgi, jakiej ciężko przeciwstawić się nawet bardzo silnemu człowiekowi. W tym kontekście ma także znaczenie bezpieczeństwa, a z drugiej strony — śmierci. Od zawsze powiązany jest z pierwiastkiem męskim w pierwotnym, instynktownym znaczeniu — brutalna siła, agresja i męska seksualność. Jak każdy mężczyzna  byk ukrywa drugie oblicze — odwagi, harmonii i wewnętrznej równowagi. Oznacza on również człowieka „elastycznego”, który zdolny jest odnaleźć się w każdych, nawet silnie niesprzyjających warunkach. Lyall nigdy nie uznawał się za przywódcę, kogoś silnego i niepowstrzymanego. Zawsze podążał ustaloną ścieżką pokoju oraz zrozumienia. Dopiero kolejne lata życia uświadomiły mu, że potrafił rozbudzić w sobie pierwotne instynkty i ukazać wyjątkowo brutalną stronę. Nienawiść do wilkołaków jedynie wzmacniały w nim siłę i łaknienie zemsty, czyniąc z niego kogoś trudnego do zatrzymania. Pomimo wielu nieszczęść, które go spotkały, Lyall wciąż pamięta ciepły wieczór na farmie, gdzie dokoła ogniska siedział z całą swoją rodziną i Laurel. Byli wtedy tacy szczęśliwi, pełni i szczerzy.

Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 155 (różdżka)
Zaklęcia i uroki:21+1 (pazur gryfa)
Czarna magia:00
Magia lecznicza:00
Transmutacja:00
Eliksiry:00
Sprawność:136 (waga)
Zwinność:5Brak
JęzykWartośćWydane punkty
AngielskiII0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AstronomiaI2
ONMSIII25
SpostrzegawczośćII10
Ukrywanie sięII10
ZastraszanieI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Wytrzymałość PsychicznaII10
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
RozpoznawalnośćI0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Gra na trąbceI0.5
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI0.5
LekkoatletykaI0.5
BoksII7
GrotołaztwoI0.5
PływanieI0.5
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Reszta: 10,5

[bylobrzydkobedzieladnie]


i’ll tell you a secret. the really bad monsters never look like monsters.
ALL DARK, ALL BLOODY,
MY HEART.


Ostatnio zmieniony przez Lyall Lupin dnia 04.08.19 22:53, w całości zmieniany 2 razy
Lyall Lupin
Lyall Lupin
Zawód : Brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Way deep down
Leaving me in a run around
Wanna care but
I don’t do Whats right
I won’t Wanna be found
Lettin loose the inner animal
OPCM : 15
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7715-lyall-lupin#213633 https://www.morsmordre.net/t7739-lyallowa-poczta#214472 https://www.morsmordre.net/t7728-the-dark-side-of-the-moon#214133 https://www.morsmordre.net/f144-dolina-godryka-old-place-91 https://www.morsmordre.net/t7727-skrytka-bankowa-nr-1851#214132 https://www.morsmordre.net/t7738-lyall-lupin#214470

Powrót do góry Go down

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Sinica.
Psychiczne
Osobowość dyssocjalna.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzał: Ramsey Mulciber
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Lyall Lupin Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down



KOMPONENTYKolec smoka, popiół feniksa, róg garboroga, żądło mantykory

[27.02.20] Ingrediencje (styczeń-marzec)
[29.06.20] Ingrediencje (kwiecień-czerwiec)
[18.08.20] Kryształ (lipiec/wrzesień)

BIEGŁOŚCI
[28.11.19] Wsiąkiewka (styczeń-marzec): +0,5 PB
[17.02.20] Rozwój biegłości: Zastraszanie z 0 na I, -2 PB z reszty
[29.06.20] Wsiąkiewka (kwiecień-czerwiec): +2 PB
[18.08.20] 10 PS do Wytrzymałości fizycznej na IV poziomie
[08.08.21] Wsiąkiekwa (październik-grudzień): +0,5 PB

HISTORIA ROZWOJU[03.08.19] Karta postaci, 0 PD
[16.11.19] [G] Płynne srebro, wabik na wilkołaki, srebrny łańcuch, -60 PM
[28.11.19] Wsiąkiewka styczeń-marzec: +30 PD, +0,5 PB
[19.03.20] Rejestracja różdżki
[15.05.20] [G] pies x2 -200 PM
[18.05.20] Osiągnięcie (Do wyboru, do koloru): +30 PD
[29.06.20] Wsiąkiewka (kwiecień-czerwiec): +90 PD
[05.08.20] Wydarzenie: Na kogo wypadnie, na tego bęc; +60 PD
[05.08.20] Osiągnięcie (Złoty myśliciel, Weteran): +130 PD
[18.08.20] Rozwój postaci: zakup 6 PS i 2 PB, -460 PD
[28.11.20] Osiągnięcie (Genealog): +60 PD
[22.01.21] Aktualizacja postaci; -80 PD
[30.05.21] Zdobycie osiągnięcia: Syn marnotrawny; +5 PD
[11.06.21] Zdobycie pazura gryfa zatopionego w bursztynie
[08.08.21] Wsiąkiewka (październik-grudzień): +30 PD
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Lyall Lupin Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Lyall Lupin

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach