Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Persephone Flint

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Persephone Flint
Persephone Flint

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7740-persephone-flint https://www.morsmordre.net/t7757-pyxis#215502 https://www.morsmordre.net/t7762-persephone https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7763-persephone-flint#215556
Zawód : magibotanik, wytwórca perfum
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i feel numb in this kingdom
OPCM : 8
UROKI : 12
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Persephone Flint Empty
PisanieTemat: Persephone Flint   Persephone Flint I_icon_minitime08.08.19 0:20


Persephone Anat Flint

Data urodzenia: 21.03.1935
Nazwisko matki: Ollivander
Miejsce zamieszkania: rodowa posiadłość w Charnwood
Czystość krwi: czysta szlachetna
Status majątkowy: bogaty
Zawód: magibotanik, wytwórca perfum
Wzrost: 162 cm
Waga: 51 kg
Kolor włosów: czarne
Kolor oczu: orzechowe
Znaki szczególne: alabastrowa cera, długie kruczoczarne włosy, perfumy o zapachu bzu, dołeczki w policzkach ozdabiają jej promienny uśmiech


Jesionowa podłoga zaskrzypiała cicho pod naporem ciężkich kroków. Zza  drzwi wysunęła się odziana w prostą suknię postać służki, by nieść nowinę o narodzinach kolejnego członka rodu Flint, potomkini lorda Leandra i lady Portii z domu Ollivander. Choć przyroda przywitała drobną dziewczynkę chłodnym, marcowym porankiem, od pierwszych chwil nie brakowało jej ciepła ze strony najbliższej rodziny. Lady Portia spełniła wszak już swoją powinność i wydała na świat dziedzica, przyszłego spadkobiercę rodu. Wieść o narodzinach córki, lord Flint przyjął zatem z niemal równym rozentuzjazmowaniem i nadał jej imiona Persephone Anat, jakoby jej pojawienie się zwiastować miało nadejście długo wyczekiwanej wiosny.


Ze śmiechem potrząsa białą puszystą kulą dmuchawca patrząc, jak z wiatrem ulatuje w dal, sypie kwietne płatki na swe warkocze, plecie wieniec z liliowej skabiozy.

U końca cienistej alei chronionej przed promieniami słońca przez rozłożyste korony drzew, leżał olbrzymi kamień, obrosły brunatnym mchem. Smukłe dłonie kilkuletniej dziewczynki z największą starannością zaplatały łodygi świeżo zerwanych kwiatów w kolorowy wianek. Zapach kwitnącej trawy oraz woń jaskrów i niebieskich dzwonków otaczał młode dziewczę skryte w zagajniku. Schowana przed wzrokiem postronnych, nie reagowała na nawoływania guwernantki, w wyrazie dziecięcego buntu. W beztroskich zabawach na rodzinnych włościach towarzyszyła jej rudowłosa dziewczynka, Cressida, najmłodsza córka lorda Leandra i lady Portii. Pomimo wielu różnic pomiędzy młodymi szlachciankami, obie zdawały się cenić sobie bardziej nauki zielarstwa oraz wyprawy w las, niż długie godziny spędzane na nauce historii magii. Młoda arystokratka z niechęcią podchodziła do stosów grubych ksiąg, które w jej dziecięcym umyśle zdawały się być zupełnie zbyteczne odkąd guwernantka wyraźnie zakazała używania ich jako podnóżka. Kilkuletnia czarownica z niechęcią podchodziła także do nauki wróżbiarstwa i z trudem powstrzymywała się od tupania nóżką, gdy po raz kolejny kazano jej odczytywać, wyglądające jej zdaniem zupełnie tak samo, starożytne runy. Od najmłodszych lat jednak, kłopotu nie sprawiało jej rozpoznanie i nazwanie nawet tych rzadszych z roślin - rodzice dziewczynki i jej nauczycielka, mieli zatem powody by sądzić, że problemy w nauce nie były powodowane brakiem bystrego umysłu i predyspozycji, a nieco buńczucznym nastawieniem małej lady. Te akurat zmieniło się z czasem, lecz jej niechęć pozostawała niezmienna i objawiła się ponownie w czasach szkolnych.
Persephone od dziecka najlepiej czuła się na łonie natury, gdzie z zafascynowaniem odkrywała kolejne zakamarki lasów Charnwood pod czujnym okiem ojca. Z utęsknieniem wyczekiwała chwil, w których przyjdzie jej ponownie spotkać się z wspaniałymi centaurami i z dziecięcym podziwem spoglądała na ich baśniowe postaci. Ród Flintów od pokoleń dbał o dobre stosunki ze stworzeniami zamieszkującymi pobliskie lasy, i ich dzieci już od maleńkości uczyły się obcowania wśród centaurów, by móc w przyszłości podtrzymać rodową tradycję. Choć początkowo z trudem przychodziło jej poskromienie rozpierającej ją dziecięcej energii, z czasem nauczyła się odpowiedniego zachowania, nie tylko względem magicznych stworzeń, ale także manier, jakimi odznaczać się miała arystokratka w jej wieku.

Pokryte zielonymi liśćmi gałęzie smagały jej gładką twarz, gdy z trudem próbowała utrzymać się w siodle. Długie, kruczoczarne włosy splotła w warkocz, ale kilka niesfornych kosmyków i tak wydostało się z luźnego splotu, by teraz móc swobodnie powiewać na wietrze. Choć jazda wśród drzew lasów Charnwood okazała się wymagająca, na swym wierzchowcu prezentowała się dumnie, z postawą godną szlachcianki. Nie wiedziała jeszcze, że to jedna z ostatnich konnych wypraw w głąb lasu, w której przyszło jej uczestniczyć ani, że jako dorosła czarownica, od konnych przejażdżek będzie zmuszona zwykle stronić.
Jedno przychylne spojrzenie ojca dodało jej otuchy i spróbowała się zrównać z lordem Flint, przewodniczącemu wyprawie. Pomimo tego, że to młodsza zaledwie o rok Cressida, zdawała się lepiej radzić sobie w siodle, to właśnie w starszej córce lordowi udało się zaszczepić pasję do polowań. Persephone, choć wrażliwa na piękno natury, nie obawiała się naciągnąć cięciwy łuku i z niemałym zafascynowaniem obserwowała, jak wypuszczona przez nią strzała mknie w stronę zwierzyny łownej, jeszcze przed momentem skrytej za bujnymi krzewami leszczyny. Swój pierwszy łuk zachowała do dziś - wytworzony specjalnie z myślą o jej drobnej sylwetce i nikłej sile fizycznej, nie ważył zbyt wiele i idealnie leżał w jej gładkich dłoniach. Łucznictwo nauczyło ją koncentracji i wyćwiczyło oko, a także stopniowo pozwalało jej zyskać większą świadomość własnego ciała i samokontrolę. Czarownica szczególną wagę przykładała do kontrolowania swego oddechu i mentalnego wyciszenia, by osiągnąć skupienie potrzebne do wypuszczenia strzały tak, by ta trafiła prosto w cel. Z czasem, osiągnięty spokój i opanowanie nauczyła się przekładać na codzienne życie, w którym tak istotne było dla niej unikanie stresu. Choć podstaw posługiwania się łukiem uczyła się pod okiem znamienitych nauczycieli, tak jak i jeźdźcem, nigdy nie została wyborowym łucznikiem. Brak mistrzowskiej formy nie był jednak powodem do ani mniejszej dumy, jaką odczuwał lord Flint, patrząc na dojrzewającą córkę. Zmagająca się z chorobą młoda czarownica, zwykła zyskiwać uznanie ojca nawet wtedy, gdy to młodsza z sióstr przodowała w danej dziedzinie. Uczyła się wolniej, w środowisku, nad którym sprawowano nieustanny nadzór, by w razie zagrożenia, móc jej zapewnić opiekę, której potrzebowała. Minęły tygodnie, nim udało jej się dogonić Cressidę, która mimo swego młodszego wieku, na długo przed Persephone zdołała samodzielnie utrzymać się w siodle. Determinacji, by udowodnić, że może, by nie odstawać od reszty i korzystać z tych samych uroków życia w pobliżu rozległych, lesistych terenów Charnwood, nigdy jej nie brakowało. Jej drobne, walczące z chorobą ciało, czasami jednak stanowiło przeszkodę trudną do pokonania. Persephone, nauki udzielane przez ojca przyjmowała z niemałą radością, nic zatem dziwnego, że szczególną miłością zapałała do zielarstwa, a w latach szkolnych także do eliksirów. Słowa pochwały, jakie otrzymała w dniu, w którym z sukcesem uwarzyła swój pierwszy eliksir, wyryły się w jej pamięci, jak jej się wtedy zdawało, już na zawsze i ukształtowały jej przyszłość zanim jeszcze ukończyła szkołę.


Zrywa czerwone maki, błękitne dzwonki i jaskry o złotych oczach.

Jedwabne błękitne szaty otulały jej filigranową sylwetkę, gdy po raz pierwszy przekraczała mur Akademii Magii Beauxbatons. Pałacowe wnętrza, choć piękne i miłe dla oka, roztaczały dziwnie przytłaczającą aurę i jasne stało się to, że Persephone tęskni za bliskimi i rodową posiadłością w Charnwood. Decyzję o wysłaniu córek poza granice kraju, Portia podejmuje pod wpływem wieści o otworzeniu Komnaty Tajemnic w Hogwarcie, do której w końcu przekonuje także męża. Stojąc u progu wielkich dębowych drzwi, Persephone zwykła nasłuchiwać rozmów rodziców, rozprawiających zaciekle o przyszłości ich syna oraz córek. Kilkuletnia czarownica nie pojmowała wtedy jeszcze, czym jest Tajemnicza Komnata. Jej dziecięcy umysł nie potrafił zrozumieć, czemu jakiś pokój miałby przeszkodzić jej w nauce w wymarzonej Szkole Magii i Czarodziejstwa, ale była na tyle bystra, by wiedzieć już, że wszelki sprzeciw z jej strony byłby nadaremny. Choć na młodzieńczej buźce malował się widoczny smutek, gdy przyszło jej opuszczać rodowe włości, zapłakała dopiero, gdy znalazła się poza zasięgiem wzroku matki i młodszej siostry.
Beauxbatons stało się znacznie przyjaźniejszym miejscem, gdy rok później u jej boku znalazła się Cressida. Dziewcząt nie łączyła jak dotąd prawdziwa siostrzana przyjaźń. Od maleńkiego bowiem ich relację napędzała niezdrowa nuta rywalizacji, świadomie bądź też nie, podżegana przez ojca faworyzującego starszą z córek. Na obczyźnie jednak trzymały się razem, a dystans, jaki wytworzył się między nimi w latach dziecięcych zmalał, by ostatecznie mogły stać się sobie naprawdę bliskie.
Jak na Flintównę przystało, żyjącej do tej pory w odosobnieniu, z dala od cywilizacji, Persephone nieprędko nawiązuje kontakty z rówieśnikami, a wręcz od nich stroni. Bynajmniej nie dlatego jednak, że brak jej charyzmy lub śmiałości - uważnie dobiera swoich towarzyszy, otaczając się niewielką, acz zaufaną grupką młodych czarownic i czarodziejów. Unika zażyłości z uczniami pochodzenia mugolskiego, ale zgodnie z zasadami dobrego wychowania wpojonymi jej przez matkę, nie wyraża głośno swej niechęci.
Czas z dala od domu jest tym, w którym Persephone dojrzewa, zarówno jako kobieta, jak i czarownica. Wiedzę o magicznych zwierzętach, eliksirach i zielarstwie chłonie jak gąbka. Wykazuje się także talentem w rzucaniu uroków, ale raczej nie przoduje na zajęciach, pola do popisu ustępując bardziej utalentowanym czarodziejom i czarownicom. Gdy była jeszcze podlotkiem, w opanowywaniu najprostszych zaklęć wspierał ją starszy brat. Jako starsza czarownica, mając na uwadze to, jak ważne jest opanowanie zaklęć, starała się wygospodarować czas na ich naukę, rzadko jednak kosztem eliksirów czy zielarstwa. Gdyby było inaczej, być może dziś specjalizowałaby się w rzucaniu uroków bardziej niż w tworzeniu eliksirów - ich nauka przychodziła jej z pewną naturalnością, której mniej utalentowani uczniowie Akademii Magii mogli jej pozazdrościć.  Nauka uroków szybko stała się także dziedziną na tyle pasjonującą, a jednocześnie akceptowalnie bezpieczną i nie tyle wymagającą fizycznie, co choćby jeździectwo, by mogła się w niej doskonalić mimo swych problemów zdrowotnych. Nieco gorzej, ale wciąż na zadowalającym poziomie opanowywała zaklęcia obronne - do nauki tychże zwykle skłaniała ją matka, która wierzyła, że młoda czarownica w obecnych czasach, nie może się bez nich obejść. Wszak od zawsze zależało jej na bezpieczeństwu swoich dzieci. W latach szkolnych, Persephone ochoczo korzystała z wiedzy utalentowanych w magii obronnej rówieśników, którym z kolei w zamian chętnie pomagała przy zagadnieniach związanych z zielarstwem. Na zajęciach z obrony przed czarną magią, rzucanie prostych tarcz i zaklęć zabezpieczających zwykło nie sprawiać jej dużych problemów, co przełożyło się także na pozytywny wynik egzaminów końcowych. Inaczej sprawa miała się z zaklęciami transmutacyjnymi, których opanowanie Persephone przychodziło z niemałym trudem. Zmiana przeciwnika w gęś wydawała jej się zawsze poniżej godności, być może po części dlatego, że jako lady nigdy nie przyszło jej stoczyć prawdziwego pojedynku.
To w latach szkolnych budzi się także jej talent muzyczny - wszak nie bez powodu w Beauxbatons zasiliła szeregi niezwykle muzykalnych Gryfów.


(...) i w progu zjawiła się Kora-Persefona z wiankiem narcyzów na czole i pękiem maków w dłoni, piękniejsza niż kiedykolwiek.

Palce smukłej dłoni ułożyła na smyczku, z precyzją, jakiej tylko można było oczekiwać od kilkunastoletniej dziewczyny. Już po chwili główny salon w rodowym dworze Flint wypełnił dźwięk altówki. Persephone po raz pierwszy prezentowała umiejętności, jakie udoskonaliła podczas pobytu w francuskiej akademii magii przed rodzinnym gronem publiczności. Smutna melodia niosąca się echem po całej posiadłości, wykonana została co najmniej poprawnie i najpewniej wynagrodzona zostałaby ciepłymi pochwałami, gdyby nie nagła słabość, która zawładnęła stojącym w centrum salonu dziewczęciem. Pozwoliła, by fałszywa nuta wybrzmiała spod jej palców, a chwilę później melodia ustała całkiem, i młoda szlachcianka pospiesznie opuściła pomieszczenie. Płuca jakby odmówiły jej posłuszeństwa, gdy z coraz większą rozpaczą próbowała złapać oddech. Zwykle jej się to nie zdarzało. Cały dzień spędzony u boku ojca na polowaniu, zbierał jednak swoje żniwo i Persephone niemal czuła, jak niewidzialna siła zaciska dłoń wokół jej gardła, uniemożliwiając swobodne oddychanie. Rosnący niepokój nie polepszał sytuacji, w jakiej się znalazła, ale kojący dotyk matczynych dłoni na jej ramieniu, pozwolił jej wyrwać się z pierwotnego oszołomienia. Lady Portia zadbała o to, by jej córka wyrosła na opanowaną młodą kobietę, nieulegającej emocjom zbyt łatwo, nawet wtedy, gdy z trudem miało jej przyjść złapać każdy kolejny oddech. Zwłaszcza wtedy. Choć stojąca u jej boku kobieta nie przemówiła, Persephone niemal słyszała w głowie jej łagodny głos, wygłaszający tę samą, wyuczoną już najpewniej, formułkę o codziennych inhalacjach i oszczędzaniu sił. Z matką nigdy nie łączyła jej silna więź, a przynajmniej nie tak silna, jak zażyła była jej relacja z ojcem. Kobieta lękająca się o zdrowie, cierpiącej na klątwę Ondyny, córki, bywała bowiem w swej trosce dość uciążliwa, szczególnie dla tak młodej szlachcianki, pragnącej w stu procentach uczestniczyć we wszystkich aktywnościach podejmowanych na rodowych włościach.


(...) patrzą na nią oczy Narcyza, najpiękniejszego z myśliwców, w którym kochały się wszystkie nimfy strumieni i drzew.

Mienił się kolorami w jasnym świetle słońca, gdy znalazł się na jej serdecznym palcu. Już niedługo miała wypełnić swą powinność i wyjść za dostojnego szlachcica o szmaragdowych oczach, który umieścił na jej palcu zaręczynowy pierścień. Niewiele czasu minęło od jej debiutu na salonach, nim znalazł się pierwszy młodzieniec ubiegający się o jej rękę. Leander Flint nie był jednak skłonny oddać ręki swojej ukochanej córki byle paniczowi i choć między młodymi wytworzyła się pewna nić porozumienia, pierwszy z kandydatów został odprawiony z kwitkiem.
To z nim wirowała pamiętnego wieczoru w tańcu, z uwagą i szczególną dbałością o technikę, stawiając każdy kolejny krok - tak, by przed towarzyską śmietanką arystokracji zaprezentować się od jak najlepszej strony. Choć nie znała żadnych zaawansowanych figur, te, które wystąpiły w tańcu tej nocy, powtarzała swego czasu do znużenia. Z wyuczonym uśmiechem sunęła po parkiecie, mając nadzieję, że to, ile czasu zajęło jej opanowanie podstawowych kroków do perfekcji pozostanie tylko jej tajemnicą; że nikt z obecnych tu arystokratów nie odgadnie ile razy podczas ćwiczeń zabrakło jej tchu - ani, że swego dzisiejszego popisu nie przypłaci żadnym omdleniem. Treningi od dawna dawkowano jej tak, by nie przeforsować jej kruchego ciała, co znacząco wydłużało okres nauki. Persephone, znała jednak już próg swojej wytrzymałości na tyle, by móc rozpoznać pierwsze objawy zbliżającego się ataku i choć pierwszy sabat był dla każdej arystokratki wydarzeniem szczególnym, a co za tym idzie, z pewnością stresogennym, udało jej się przetrwać noc bez utraty tchu. Nie zliczyłaby teraz ilości faux pas, które popełniła tamtego wieczoru, ale wszystkie zostały jej wybaczone, najpewniej z uwagi na młody wiek. Podobnych błędów nie popełniła na kolejnym sabacie, a zdobyte doświadczenie z każdym kolejnym rokiem dodawało jej pewności siebie, gdy brylowała na salonach.
Młodzieniec o szmaragdowych oczach nie uległ jednak jej urokowi podczas jednego z sabatów. Szlachcic, któremu została oddana, zjawił się na dworze w Charnwood po raz pierwszy niewiele dni wcześniej, nim obie rodziny zawarły porozumienie w sprawie ich zaręczyn. Arystokracie nie brak było manier czy uroku, lecz kontynuowanie życia u boku nieznajomego mężczyzny przerażało młodą szlachciankę, która z trudem przyjęła decyzję o tak wczesnym zamążpójściu. Choć zasygnalizowała ojcu swe obawy związane z tak wczesnym porzuceniem życia w stanie panieńskim, nie śmiałaby się sprzeciwić jego woli. Nader wszystko ceniła jednak sobie szczerość, szczególnie w kontaktach z ojcem, któremu wiele zawdzięczała. Wsparcie matki okazało się w tym okresie niezbędne, która jako kobieta z szanowanego rodu, przed laty podobnie tak jak i Persephone, została obiecana młodemu lordowi.

Szykowała już ślubną suknię i żegnała się powoli z rodzinnym dworem, każdą wolną chwilę poświęcając na kultywowanie rodowych pasji, które przecież sama podzielała. Ze smutkiem myślała o kwitnących na gajowych wzgórzach przytuliach i bylinach; o dniach spędzanych w głębi lasu w towarzystwie centaurów, oraz o jej ulubionym fotelu w głównym salonie, mieszczącym się tuż obok wielkiego okna, z którego rozciągał się widok na rodowe włości.
Gotowa do zamążpójścia, na tyle, na ile tylko mogła być młoda czarownica w jej wieku, odliczała dni do momentu, w którym stanie na ślubnym kobiercu. Wieść o podupadającym stanie zdrowia jej przyszłego małżonka, spadła na nią niespodziewanie. Cierpiący na smoczą ospę szlachcic długo zmagał się z chorobą, nim ostatecznie jego osłabione ciało poddało się i mężczyzna wyzionął ducha. Choć nigdy nie wyklarowało się między nimi uczucie, Persephone zdążyła obdarzyć poczciwego lorda cieniem sympatii i ze smutkiem przyjęła nowinę o jego przedwczesnym odejściu. Nie było zatem ślubu ani wystawnego przyjęcia. Nie było kwiatów, spoglądających z zazdrością na ślubną suknię dwórek, białych bucików ani gratulacji i nowego, przyjętego po mężu, nazwiska.


Otchłań zawarła się z powrotem, a na kwietnej łące znów unosiła się cudowna woń narcyzów i dzwoniła skowrończa pieśń.

Zapach leśnej żywicy i kwiatów lawendy wypełnił pracownię, gdy ze skupieniem równym temu, jakie towarzyszyło jej przy warzeniu bardziej skomplikowanych eliksirów, próbowała stworzyć pierwszy flakonik perfum. Odpowiednia nuta głębi oraz odrobina najprawdziwszej magii, miały pozwolić na stworzenie kompozycji zapachowej, która zmienia się wraz z nastrojem osoby, do której należał flakonik czarodziejskich perfum. Próba, choć nieudana, stanowiła początek jej pasji do tworzenia wyszukanych aranżacji zapachowych, w której to zatraciła się całkowicie po stracie narzeczonego. Dodatkowe miesiące młodości spędzonej u boku rodziny w Charnwood zwykła traktować jako dar od losu, choć ze względu na szacunek do zmarłego narzeczonego, nie śmiała wypowiedzieć tego głośno. Serce rwało się jednak do innego życia, w którym w całości mogłaby się poświęcić zielarstwie i być może, także wyrobnictwie perfum we własnym warsztacie. Taki żywot nie przystoi jednak pannie wysokiego urodzenia, i posiadająca świadomość swej roli w otaczającym ją świecie, Persephone, zmuszona była zdusić te pragnienia w zarodku. Wychowana w dobrobycie, nie byłaby w stanie zrezygnować z salonów i dostatniego życia.
Zamążpójście jej młodszej siostry w maju 1955 roku oznaczało, że jej beztroski czas bez męża u boku również zbliża się ku końcowi. Choć po ostatnim fiasku, udało jej się wybłagać ojca o odroczenie ponownej próby wydania ją za mąż, sojusz między Fawleyami i Flintami zrodzony z małżeństwa Cressidy i Williama sprawił, że nad Persephone znów zaczęło ciążyć widmo rychłego ślubu.
Podczas gdy młodsza ledwie o rok Cressida wyfrunęła z rodzinnego gniazda i zamieszkała w posiadłości Fawleyów, na Flintów pozostałych w Charnwood spadły kolejne nieszczęścia. Nestor rodu został zamordowany podczas noworocznego sabatu, a jego brak dotkliwie odczuli Filntowie zamieszkujący rodowy dwór, spowity przygnębiającą atmosferą przez kilka kolejnych tygodni. Anomalie, które pojawiły się w maju, a także w listopadzie tegoż samego roku, swoją niszczycielską siłą dosięgły także lasów Charnwood, i lęk zawitał na Flintowskich włościach. W obliczu niesprzyjających okoliczności, młodej szlachciance przyszło się cieszyć kolejnymi miesiącami panieństwa, ale korzystanie z uroków życia w czasach zawirowań politycznych, narastającej niechęci i niebezpiecznych anomalii nie raz okazało się dla panienki Flint trudne.


Patronus: Srebrzysto-biały obłok wystrzelił z jej różdżki i poszybował w górę, przyjmując postać drobnego jerzyka. Choć w pełnej formie objawił się jej jedynie raz, ta udana próba wystarczyła, by Persephone poznała kształt swojego patronusa.
Swoim niskim lotem nad zieloną polaną, niewielkie ptaszęta o ciemno ubarwionych skrzydłach, zwykły zwiastować nadchodzące opady deszczu oraz nawałnice, dając Persephone czas na schronienie się w dworskich komnatach, jeszcze nim niebo zdołały przysłonić gęste chmury. Tak jak i szybujące jerzyki kojarzyły jej się z ciepłem domowego ogniska, tak również wspomnienia, które przywołuje, by wyczarować swojego patronusa, skupiają się wokół rodowych włości, beztroskich chwil spędzonych w magicznych lasach Charnwood i przepełnionych dumą i ojcowską miłością spojrzeń lorda Flinta, gdy odkrywała swoje talenty do zielarstwa.













Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 8 +3 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 12 +2 (różdżka)
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 15 Brak
Sprawność: 1 Brak
Zwinność: 5Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
francuskiII2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AstronomiaI2
Historia MagiiI2
ONMSII10
RetorykaI2
SpostrzegawczośćI2
ZielarstwoIII25
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Nazwa  biegłościzależnezależne
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I½
Muzyka (wiedza)I½
Muzyka (gra na altówce)II7
Muzyka (gra na fortepianie)I½
Wyrobnictwo perfumII7
AktywnośćWartośćWydane punkty
Taniec balowyII7
ŁucznictwoI½
JeździectwoI½
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka (jasnowidz, półwila, wilkołak lub brak)-0
Reszta: 1,5

Wyposażenie

sowa, różdżka





Ostatnio zmieniony przez Persephone Flint dnia 13.08.19 21:32, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
 

Persephone Flint

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19