Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Salon

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
Autor toWiadomość
Belvina Blythe
Belvina Blythe

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f152-grimmauld-place-5-8 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Salon - Page 4 Empty
PisanieTemat: Salon [odnośnikSalon - Page 4 I_icon_minitime10.08.19 1:03

First topic message reminder :

Salon

Duży i jasny salon, w którym dominują odcienie brązów oraz bieli, urządzony tak, aby sprawiał wrażenie przytulnego. Wszystkie ozdoby dobrane są przemyślanie, aby pasowały do siebie i tworzyły całość. Jest to pomieszczenie, do którego trafia się bezpośrednio po wejściu do mieszkania. Po przekroczeniu progu w oczy rzuca się kominek oraz stojące przed nim dwie nieduże kanapy oraz fotel, które oddziela mała ława. Najczęściej to właśnie na niej leżą książki i zwoje z dziedziny alchemii lub magomedycyny, chociaż właścicielka stara się, aby wszystkie znajdowały się na regale znajdującym się pod jedną ze ścian, a który niestety już dawno okazał się za mały na taką ilość ksiąg.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Wren Chang
Wren Chang

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
tell her i wasn't scared.
OPCM : 9
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Salon - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Salon [odnośnikSalon - Page 4 I_icon_minitime23.10.20 23:25

Raz po raz kiwała głową, wsłuchując się w obszerną odpowiedź Philippy. W rzeczywistości mało interesowała ją natura alkoholu, jego nazwa, nawet smak - jeśli tylko był w stanie odegnać czarne myśli uparcie wiszące nad głową, obejmujące nieistniejącymi dłońmi każdą z rozbudzających się w niej emocji. Musiała odpocząć. Od zgiełku ostatnich wydarzeń, od ataków choroby, od dokuczającego co rusz bólu w plecach uśmierzanego odpowiednimi eliksirami; żyła w ciągłym stresie, oczekując uderzenia. Musiało nadejść. Od ostatniego incydentu minął miesiąc, a ona czuła, że los miał wobec niej rozpisane na co kilka tygodni plany - im była starsza, tym rozrost odzywał się częściej. Liczyła na lekkie jego złagodzenie regularnymi treningami i rozciąganiem się, prostowała plecy i dbała o to, by nie garbić się przesadnie, jednak żadne staranie nie oddalało od niej perspektywy nawracającego piekła jednoczącego ją z matką.
- Eleganckie? To słabi z nich szpiedzy, jeśli pojawiają się w dokach w wystawnych szatach i kapeluszach - mruknęła z rozbawieniem, zaraz po tym delikatnie trącając Rain w ramię bosą stopą, gdy ta wyraziła kapryśne, udawane niezadowolenie na obraną przez nie obie pozycje. Rzeczywiście - na kanapie rozkład sił nie był równomierny, lecz Huxley powinna być już do tego przyzwyczajona. W swobodnym towarzystwie Wren zwykła często zachowywać się jak zakochany w egoizmie kot, dla którego nic nie liczyło się bardziej - poza własną wygodą. - Mogłoby być lepiej. Masz kościste kolana - odpowiedziała zatem ze zbójeckim błyskiem w oku i wilczym uśmiechem, a potem dłonią machnęła do Belviny, tym samym zgadzając się niewerbalnie ze słowami Moss kierowanymi pod adresem jej rozwijającej się kariery. Przyjdzie samo. Świat o wiele wolniej doceniał kobiety, jednak finalnie to robił, gdy rozumiał, że na ich miejsce nie znajdzie lepszego ekwiwalentu. I temat chętnie mogłaby kontynuować, wychodząc z założenia, że praca w życiu była jednym z elementów najważniejszych, jednak w porę jej uwagę odwróciły smakołyki prezentowane przez Rain.
Przez moment tylko przyglądała się mnogości dobroci; tęgoskóra wspominała ze zrozumiałym obrzydzeniem, jednak narkotyki Huxley zapowiadały o wiele mniej turbulencyjne doznania. Szczególnie, że dziś była w doborowym, wytrawnym wręcz towarzystwie. Miała przy swym boku utalentowaną Belvinę, zaprawioną w alkoholowym boju Philippę i wszechstronnie rozwiązłą Rain, co złego mogło jej grozić? Azjatka uniosła palec wskazujący do ust i przycisnęła go doń, kontemplując wybór. W porównaniu do pozostałych - ona nie zamierzała kapitulować już na starcie.
- Niech będzie to diable ziele - zdecydowała w końcu i bez bezpośredniego pozwolenia sięgnęła w kierunku skręconego specyfiku. Huxley pytała o możliwość zapalenia, pozostawiła zatem jej tę powinność i w ciszy sięgnęła po swoją różdżkę spoczywającą w głębokiej kieszeni sukienki, trochę nieelegancko unosząc się na kanapie, by ją zeń wyciągnąć - i finalnie odpalić niewerbalnym zaklęciem kraniec narkotyku, którym zaciągnęła się bez większego oporu. Spokojnie. Powoli. Smakowała nowego dobrodziejstwa ostrożnie, świadoma, że zbyt prędkie mieszanie go z alkoholem może mieć różnoraki skutek. Z tego też tytułu odłożyła swoją szklankę na pobliski blat i w podziękowaniu wyswobodziła nogę spod ułożonej na nich obu poduszki, palcem u stopy muskając policzek Rain. Czarne oczy skrzyły się rozbawieniem. Może było to obrzydliwe, ale czy każda z nich nie doświadczała na co dzień rzeczy o wiele obrzydliwszych? - Belvino? - spojrzała na nią, ciekawa, czy ta również będzie reflektować na smakołyki ciemnowłosej, a zaraz potem dodała, - Normalnie wybrałabym to trzecie, ale ktoś mógłby robić mi potem wymówki - wzruszyła beztrosko ramionami, jednocześnie uchylając im rąbka tajemnicy. Istniał ktoś. Tak jak i u Moss.
Słuchała jej z nieukrywanym zainteresowaniem. Temat dominujących, silnych i władczych mężczyzn był jej ostatnio tak bliski, a i niedawne miesiące ujawniły bezlitośnie jaki typ preferować w płci przeciwnej mogła Azjatka, wbrew własnym przekonaniom, że przecież było inaczej; swoją opowieścią Philippa nieświadomie wpisywała się zatem we wszelkie jej rozbudzone ochoty i pragnienia. Znów zaciągnęła się skrętem, wypuszczając z ust kłąb szarego dymu, i uśmiechnęła się do Moss zadziornie.
- A on chce ciebie? - spytała, przechyliwszy głowę lekko do boku. - Moralność zawsze można złamać. Kto potrafi tego dokonać, jeśli nie ty? - wzruszyła jednym ramieniem. Nie zdawała sobie sprawy z zazdrości budzącej się w Rain, zbyt pochłonięta perspektywą tego tajemniczego jegomościa. - Jeśli go chcesz, weź go. To najwyższy czas żeby się ustatkować, mieć kogoś tylko dla siebie. Nie będziesz już młodsza, on też nie. A kłótnie... - prychnęła lekceważąco, obracając się nieco na kanapie by lepiej móc spojrzeć na przyjaciółkę. Była śliczna, dobra, a przy tym zasługiwała na równie szalonego co ona mężczyznę, który potraktowałby ją poważnie. Który dałby jej ogień, którego potrzebowała. Który spłonąłby z nią na stosie zakazanych namiętności. - Są po to, by się po nich godzić. - Nie była już pewna, czy mówiła to ona, czy opętujące jej umysł diable ziele.




if there is one thing i still demand, it's that i don't want to see their reason for opposing me be simply the fact that i am a woman.

Powrót do góry Go down
Belvina Blythe
Belvina Blythe

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f152-grimmauld-place-5-8 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Salon - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Salon [odnośnikSalon - Page 4 I_icon_minitime24.10.20 22:26

Nie mogła się z nimi nie zgodzić, kobiety były spychane na bok, gdy próbowały piąć się po szczeblach kariery. Świat nie doceniał ich inteligencji, a mężczyźni na ogół nie przyjmowali dobrze faktu, że kobieta może być od nich mądrzejsza lub o zgrozo być na wyższym stanowisku niż oni. Męska duma cierpiała wtenczas, wzbudzała szowinistyczne podejście i Belvina nie jeden raz już zetknęła się z tym, lecz zwykle reagowała pogardliwym spojrzeniem, pozostawiając jedynie komentarz dla siebie. Pewnych przeszkód nie dawało się przeskoczyć, dlatego nauczyła się obchodzić je. Teraz jednak uśmiechnęła się tylko w odpowiedzi na słowa przyjaciółki i wyraźną zgodę kolejnej. Słowa tego typu, czasami ją krępowały, budziły delikatne zmieszanie wraz ze świadomością, że ktoś wierzył tak bardzo w jej umiejętności. Na całe szczęście bądź nie, było to weryfikowane praktyką, która nie jeden raz uświadamiała, że potrafiła zdecydowanie za mało i musiała ciągle uczyć się, rozwijać w tym, czemu poświęciła dużą część życia. Świadoma, że na moment uciekła za mocno w zamyślenie, odgoniła od siebie myśli o pracy i wszystkim, co z nimi związane. Chciała skupić się na tym, co teraz, a zwłaszcza towarzystwie, jakie miała na około, przynajmniej dopóki trzeźwe spojrzenie pozwalało na to, później niech dzieje się co chce. W ciemnych tęczówkach błysnęło rozbawienie i swoiste zadowolenie, gdy dostała potwierdzenie, jakie używki znalazły się na stole. Słuchała wyjaśnienia względem działania wszystkich, nawet jeśli sposób zażywania dwóch znała, tak trzecia substancja była całkowicie obca i warto było dowiedzieć się więcej. Obserwowała z większym zainteresowanie Rain, ciekawa jej osoby. Nie znała kobiety, ale coraz bardziej wydawała się swoja, nieodbiegająca w żaden sposób od żadnej z zebranych tutaj starych panien.
- Śmiało. To mieszkanie przeżyło już nie jedno. Trochę dymu z diablego, który pozostanie na poduszkach, nie doprowadzi do katastrofy.- odparła lekko, nie wchodząc jednak w szczegóły, co tutaj musiało się dziać. Takie rzeczy miały pozostać tajemnicą, chociaż sama Moss, pewnie pamiętała nie jedną zabawę, która z podrzędnych barów przenosiła się właśnie tutaj, aby trwać do rana lub dłużej. Tylko ostatni rok jakoś ograniczył takie sytuacje, ale można było to jeszcze zmienić, przywrócić na niewłaściwy tor. Nie była pewna czy mieszanie alkoholu i nawet najsłabszego narkotyku to dobry pomysł, ale odepchnęła od siebie rozsądek. Dzisiejsza noc miała być tą, gdy nie przejmowała się niczym. Rzuciła przeciągłe spojrzenie Wren, nim pochyliła się ponownie, aby sięgnąć po skręta, którego umieściła między wargami i odpaliła, zaciągając się dymem, który miał przynieść ze sobą przyjemne skutki. Może dzięki temu pozbędzie się do końca łatki poukładanej, byłoby miło.
- Odstajesz, Moss.- rzuciła cicho i zdecydowanie zaczepnie, rozsiadając się wygodniej. Domyślała się, że kiedy Philippa zdecyduje się rzucić pożogą, to nie będzie byle co i wcale się nie pomyliła. Słuchała jej, odrobinę mrużąc ciemne tęczówki, gdy gdzieś na skraju świadomości pojawił się dzień zawodu, że dotąd nie miała o niczym pojęcia. Gdyby nie spotkały się dziś, nadal o niczym by nie wiedziała? W sumie nie powinna być zła, sama ukrywała wiele, ale zamierzała zdradzić to z czym mierzyła się od paru lat oraz miesięcy. Może jednak była bardziej winna? To, co mówiła Moss, działo się krótko, a w jej przypadku sięgało większego okresu czasu.
- Nigdy nie sądziłam, że usłyszę, jak opowiadasz w taki sposób o jakimkolwiek mężczyźnie. Jesteś zakochana Philippo Moss.- rzuciła bardziej wyrokująco niż reszta, ale na jej ustach pojawił się uśmiech, bo mimo wszystko cieszył ją taki obrót sytuacji.- Nie powinnaś? Niby dlaczego? Jeśli tak cię kręci to go bierz i nie zastanawiaj się.- dodała, nie rozumiejąc, co niespodziewanie powstrzymuje przyjaciółkę przed wzięciem sobie kogoś kto jej się podoba. To było do niej niepodobne.
Przeniosła spojrzenie na Chang, gdy słowa dziewczyny przykuły jej uwagę. Kłótnie są po to, by się po nich godzić. Mimowolnie przypomniała sobie kłótnie, którą sama przeszła ostatnio, ale w tej konkretnej nie było już miejsca na godzenie się, a przynajmniej nie w taki sam sposób jak miało to miejsce za każdym razem. Nieświadomie skrzywiła się minimalnie, szukając ratunku w diablim, którym ponownie zaciągnęła się, licząc, że odprężenie pojawi się szybciej. Decyzja, którą podjęła, zmieniała wszystko, ale nie była pewna czy to tak naprawdę trafiło do mężczyzny, który zbyt długo był obecny w jej życiu.
- Niechętnie, ale chyba jestem w stanie przebić twoją pożogę.- mruknęła cicho, jakby cała pewność siebie umknęła jej właśnie i nic nie mogło tego powstrzymać. Wbiła wzrok w skręta, którego trzymała w dłoni, skupiła się na delikatnej smudze dymu, która unosiła się w powietrzu.- Niedawno rzuciłam faceta, z którym byłam kilka lat. Zaczęliśmy się spotykać świeżo po tym, jak ukończyłam szkołę i tak jakoś trzymało się to przez cały ten czas.- podjęła nieco spokojniej, pewniej. Uniosła spojrzenie na swe towarzyszki.- I zanim usłyszę ochrzan, nie mówiłam o tym, bo to naprawdę skomplikowane. Jest brytyjskim arystokratom, nieistotne kim dokładnie. Myślałam, że ta znajomość urwie się szybko, że skończę jak jedna z wielu panienek, która poleciała na kogoś z nie jej pułapu.- dziwnie było o tym mówić, ale miała wrażenie, że dziewczynom należało się wyjaśnienie, nawet jeśli nieskładne i niepewnie wypowiadane.- Ale to trwało. Kiedy spotykaliśmy się przy kimś, był całkowicie inny niż gdy widzieliśmy się w cztery oczy. Bez wątpienia nie jedna panna oddałaby wszystko, aby mieć takiego mężczyznę przy sobie. Dawał wszystko, czego można było chcieć, był wsparciem, gdy potrzebowałam. Ostatnio jednak stwierdziłam, że czas to zakończyć, że ten związek nie ma przyszłości, a im dłużej będzie trwał, tym ciężej będzie zrezygnować, bo emocje i uczucia robią swoje.- podczas całej wypowiedzi jej spojrzenie było utkwione gdzieś ponad ramieniem Rain, bo jakoś łatwiej było mówić, kierując te słowa w stronę kobiety.
- Jakby jednak nie było już zbyt skomplikowanie, poznałam kogoś. W sumie poznałam go parę miesięcy temu, ale ostatnie tygodnie sprawiły, że ta znajomość wywróciła wiele rzeczy do góry nogami.- mogła to pominąć, ale może warto było wspomnieć? Może usłyszy, aby dała sobie z nim spokój, bo znów pakuje się w coś w co nie powinna.- Najgorsze, że naprawdę nie wiem co o nim myśleć. Pewnie powinnam odwrócić się na pięcie i nie oglądać nawet za siebie, ale to nie takie proste. Jest skomplikowanym człowiekiem, nawet jeśli początkowo wydawał się po prostu aroganckim dupkiem i kobieciarzem.- miała wrażenie, że byłoby zbyt łatwo, gdyby taki faktycznie był.- Ale niedawno przekonałam się, że wcale nie jest takim prostym typem i potrafi być inny, mniej odpychający. Sprawy nie ułatwia fakt, że jest cholernie przystojny i niemożliwie intrygujący.- ostatnie słowa, opuściły jej usta pod wpływem chwili, ewentualnie diablego ziela, które miała wrażenie, że działa coraz mocniej. W duchu ją to cieszyło, bo łatwiej było mówić.




Pozwala ci być obok
A nie ma lepszego miejsca, niż obok
Powrót do góry Go down
Philippa Moss
Philippa Moss

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?

Salon - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Salon [odnośnikSalon - Page 4 I_icon_minitime31.10.20 20:57

Nie istniała żadna dobra odpowiedź na pytanie Rain. Nastrój Philippy był pozornie niezmącony, bo przecież nie zatrzymywała się, nie popadała w dołujące dyskusje z samą sobą, nie płakała po kątach. Ale powody ku temu z pewnością miała. Dawno już przestała się mazać i tonąć w kałużach własnej niemocy. Teraz przecież obiecała sobie już zawsze być silną – nawet jak bliskie osoby znikały bez śladu, nawet jak ten ktoś mieszał jej w głowie, nawet jak nie wiedziała, czy następna wędrówka przez doki nie skończy się dla niej w rowie. Od wielu lat się nie łamała, od wielu lat czuła się w swojej przestrzeni jak królowa. Tego lata wszystko jednak było nie tak. Dlatego też cieszyła się z obecności przyjaciółek. – Chyba nie. Nie palę, odstaję… Cholera, to starość czy ta durna wojna? – mruknęła sama do siebie. Tak naprawdę one mogły dziś zdiagnozować ją trafniej niż ona sama. Bywała zbyt uparta, zbyt rozpędzona, by tak po prostu przyznać się do pewnych rzeczy. Niepokoje męczyły i wyjadały ważne kawałek całości. Dziś Philippa była tak niepełna. – Zaraz z wami zapalę – wspomniała jeszcze, wyłapując spojrzenie Belviny. W odmowach nie było nic osobistego. Nie chodziło przecież o nie. Po prostu wolała nie tracić kontroli. Zwyczajowa beztroska poszła się chować gdzieś w ciemnych kątach. Próbowała ją przywołać na nowo. Kontrolę i wolność w samej sobie. – I, wiecie, ktoś musi tutaj czuwać nad tą zgrają – dodała jeszcze, przemierzając spojrzeniem po całej gromadzie. Oczywiście, że nie potrzebowały opiekuńczego oka. Wspomniała o tym dla drobnego błysku rozbawienia, który zaraz potem rozmazał się na jej ustach. Smakował ulgą i troską. Stawała się ostatnio nadwrażliwa, jeśli chodziło o drogie jej osoby.
Pożoga nadeszła z trudem. Pożoga ją zmęczyła. Pożoga wypalała i rozpalała jednocześnie. Stała się nagłą, niebezpieczną falą, która niewidzialnie rosła przez wiele lat, czekając na ten wielki moment. Tylko dlaczego akurat teraz? Jasna cholera.
Zmarszczyła czoło, słysząc ciekawskie pytanie Huxley. No tak. Przecież tu nie było miejsca na żadne tajemnice. I ostatnie, co można było Philippie przypisać, to cnotliwość i wstydliwość. Nie zamierzała zresztą rumienić się jak pensjonarka. – W łożku był całkiem spokojny. Niepewny. Prowadziłam go, pozwalałam się rozwinąć. Zupełnie jakby nie robił tego od wieków. Albo jakby wciąż nie wierzył, że to się dzieje. W sumie mu się nie dziwię. To było takie… czułe, ale i dość nagłe. Chcę o wszystkim wiedzieć, chcę zobaczyć, co w sobie ukrywa. Jeśli zdarzy nam się to znów, to może być już zupełnie inaczej – przyznała otwarcie. Prowadziła właściwie głośne rozważania, którym one niezwykle pomagały. – Co? Nie, nie… Jestem ostatnia w kolejce do ustatkowania się. To brzmi absurdalnie. Już widzę siebie nad garami, z ferajną bachorów. W życiu! Nie jestem jak te słodkie damulki. Nie jestem stworzona do bycia żoną. Mogę być kobietą, kochanką, ale nie żoną! – mówiła rozemocjonowana. – Jeśli mam mieć przy sobie kogokolwiek, to kogoś, kto stanie równo ze mną, kto będzie potrafił mnie opanować… a on, ech, chyba mu się to udaje. Chyba lgnę do niego za bardzo. Chcę. zakończyła z dziwną mocą. Myśli turlały się w niej chaotycznie, czuła drżenie w klatce piersiowej, obrazy wyobraźni dwoiły się i troiły. Przed sobą widziała coś tak niemożliwego. On był niemożliwy, choć ostatnio piekielnie realny. Młodsza nie będzie? On młodszy nie będzie? Parsknęła głośno i potrząsnęła głową. Gdyby wiedziały… Gdyby ona, Philippa, wiedziała, co tak naprawdę Kieran o niej myślał, jak widział ją, jej wiek, te uczucia, które przed nim odsłaniała już dawno poza kontrolą. Mimowolnie sięgnęła po szklankę. Musiała wypić jeszcze więcej. – Nie wiem, czy chcę być zakochana – przyznała ciszej. – Ale jesteście coś za bardzo zgodne. To aż podejrzane – przyznała, znów ślizgając się po nich łapczywym spojrzeniem. Intryga? A może po prostu prawda, która nie chciała przejść jej ani przez gardło, ani nawet przez myśli. Już po niej. Wren miała rację, mówiąc, że istniały genialne sposoby na załatwianie sporów. – Więc muszę się z nim pokłócić jak najszybciej, bo nie zamierzam odpuszczać. – Łydka rozkołysana lekko uderzyła w nogę stolika. Moss pomyślała sobie, że nigdy nie podejmowała takich prawdziwych prób obrony poza potokiem słów, z których nic i tak nie wynikało. Wystarczyło, że był blisko, a ona już rozpalała kolejną prowokację. Chciała, aby pękł i to się wreszcie stało.
Pożar, który rozpętała Blythe, zasługiwał jednak na jeszcze więcej uwagi. Lata milczenia, królewicz, kłamstwa i nowina ścigająca się z nowiną. Otworzyła szeroko oczy, nie spuszczając z niej oka ani na moment. Co to miało znaczyć? Tajniaczyła się przez tak długi czas? – Belvino – zaczęła, gromiąc ją spojrzeniem. Rozmiękło ono jednak prawie natychmiast. – Powinnam się faktycznie oburzać, że kryłaś się z taką rewelacją tak długo, ale właściwie rozumiem, uwierz. Cholera, widzisz! Upolowałaś bogatego typa z pozycją. Ale masz rację, oni nie są dla nas. Nawet jakby cię chciał, to i tak gówno może. Rodzinka decyduje za niego. Znam jednego takiego…eee, szlachcica, który też prędzej czy później zostanie zmuszony do wzięcia kobiety, której nie chce. Niby faceci, niby wolno im więcej. A ta szlachta to jakiś złoty cyrk z pięknymi marionetkami. Żadna wolność. Dobrze, że zostawiłaś go za sobą. Byłoby ci dobrze na salonach, ale tutaj możesz robić, co chcesz, Bel. Tam byłabyś popychadłem – przyznała otwarcie, nie bawiąc się w opowiadanie bajek. Belvina zresztą świetnie o tym wszystkim wiedziała. Philippa czułaby żal i smutek, gdyby tylko jakiś ród ważniaków wziąłby ją jako swoją własną niewolnicę do rodzenia dzieci. Bo tylko tym by była. A tak, proszę! Mogła błyszczeć i bez diademu.
Druga wiadomość podobała się już Philippie o wiele bardziej. Z uwagą i pewną nadzieją słuchała o nowym nabytku w gablocie męskich serc. Uśmiechnęła się pod nosem, wyłapując dziwnie podobne, dziwnie jasne skrawki wypowiedzi. – Wygląda na to, że i ty się zakochałaś, Bel. A już na pewno ktoś cię tu zdrowo kręci. Dranie i amanci są zawsze ciekawsi od królewiczów, mówię ci. Wystarczy, że nauczysz się ich obsługiwać, że będziesz wiedziała, co zrobić i powiedzieć, by ich… obudzić – stwierdziła, dobrze znając ten typ faceta. O tak, przy takich zdecydowanie trudno o nudę. Jej osobisty auror nie pasował do opisu Belviny, ale to nic. Zwykle kręcimy się wokół tych, którzy nijak nie wpisują się w nasz gust, prawda? – Niedawno ci zaimponował, niedawno ujrzałaś w nim jakąś nową wartość. Brnij w to dalej, Bel. Kim on w ogóle jest? Znam go? Jesteś taka tajemnicza… I wciąż nie wylądowałaś z nim w łóżku – wydedukowała, bacznie jej się przyglądając. – Na co czekasz?
A może już zależało jej za bardzo?


Powrót do góry Go down
Rain Huxley
Rain Huxley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Salon - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Salon [odnośnikSalon - Page 4 I_icon_minitime21.11.20 20:48

Słuchała ich uważnie i wyciągała wnioski. W życiu kobiet z którymi tu przebywała zdawało się dziać bardzo dużo pod względem uczuciowym. Philippa właśnie zdradziła, że w jej życiu był mężczyzna, który rozpalał ją od środka. Co prawda nie zdradziła jego imienia, ale prędzej czy później padnie ono z jej ust. I Huxley już o to zadba, aby taką informację od przyjaciółki uzyskać. Albo prędzej czy później Moss sama się zapomni, w końcu jak długo można nazywać go kimś, mężczyzną, kochankiem… Wren również uchyliła rąbka tajemnicy, ktoś mógłby robić jej wyrzuty. Rain spojrzała na nią unosząc lekko kącik ust ku górze. Nie mogła się doczekać, aż Azjatka przystąpi do swojej pożogi. Poczęstowała ją diablim zielem, wiedziała, że kobieta na pewno nie będzie tego żałować. I pani gospodarz również zresztą też nie. Jeszcze trochę tego ziela jej zostało, jeżeli Philippa będzie miała ochotę to również może po niego sięgnąć. A Hux uważała, że będzie chciała. Po tym co im przed chwilą opowiedziała, jakie emocje nią teraz targały i jak wiele musiało kosztować ją podzielenie się takimi informacjami, ukojenie i zrelaksowanie jakie przyniesie jej narkotyk zdecydowanie jej się przyda.
- Na Merlina, Philippo, mam nadzieję, że nie wprowadziłaś sobie do łóżka prawiczka… - powiedziała z przejęciem i pewną powagą, ale po chwili roześmiała się ciepło. – Również nie widzę cię jako żony. Więc mam nadzieję, że twój mężczyzna takiej nie szuka. Mówisz, że chcesz być z nim na równi, a zaraz, że potrzebujesz mężczyzny, który cię opanuje. To się chyba wyklucza, Moss. Albo ja nie rozumiem o co ci chodzi…
Upiła solidny łyk alkoholu by zaraz poprawić to pociągnięciem z papierosa. Nie była do końca pewna, czy jej się podobało to co mówiła jej przyjaciółka. Chciała by miała osobę, którą mogłaby kochać, dzielić się wszystkim. Z drugiej strony obawiała się, że Philippa tak bardzo pragnie tego mężczyzny, że da się zdominować, chociaż mówi zupełnie co innego. Rain uwielbiała jej niezależność, nie chciała by to straciła. Z drugiej strony jej przyjaciółka miała na tyle silny charakter, że teoretycznie nie powinna się tego obawiać.
- Ja się chyba nigdy nie zakochałam – przyznała szczerze i z zastanowieniem. Żadnego z mężczyzn, z którym łączyło ją coś więcej, chyba nigdy nie kochała. Zresztą, co ona mogła wiedzieć o miłości. – Co w tym złego, że nie chcesz?
Ciekawiło ją to. Idąc tutaj dzisiejszego wieczoru nie spodziewała się, że zejdą na takie tematy. Że te rozmowy będą na poziomie. Że tyle się dowie.
- O, przebijesz to? – zapytała z zaintrygowaniem. Poprawiła się w kanapie z zainteresowaniem skupiając swój wzrok na kobiecie.
Słuchała uważnie jej opowieści. Brzmiało jak historia z taniej książki romantycznej. Oczywiście nie chciała tutaj Belviny urazić, dlatego nie powiedziała tego na głos. Ale takie miała wrażenie. Długoletni romans z arystokratą. Rain zagwizdała pod nosem sięgając ponownie po szklankę alkoholu. Powoli robiła się pusta.
- Nie powiedziałabym, że takie nieistotne – wtrąciła się mrucząc pod nosem. Chętnie by się dowiedziała, który to z panów lordów zawrócił kobiecie w głowie. – Tacy są najgorsi. – dodała pod koniec, gdy Belvina skończyła już mówić. – Potrafią nieźle zamieszać w głowie i chyba temu akurat się to udało.
Kiwała głową słuchając swój Philippy. Miała rację, że świat arystokratów nie był dla nich. Rain ich zresztą nawet nie lubiła, wtrącali się w nie swoje sprawy, próbowali rządzić wszystkim i wszystkimi, ponieważ uważali, że im wolno. Bo są bogaci, to mogą wszystko. Aż Huxley się cała gotowała na myśl o tych szlacheckich pustakach. Wypijając resztkę alkoholu ze szklanki podała ją w stronę Wren.
- Nie mogę się przez kogoś ruszyć, to chociaż mi dolej trochę – powiedziała do niej uśmiechając się szeroko. – Swoją drogą, Wren… Ty też dzisiaj masz zamiar rzucać pożogą?




There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Powrót do góry Go down
Wren Chang
Wren Chang

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
tell her i wasn't scared.
OPCM : 9
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Salon - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Salon [odnośnikSalon - Page 4 I_icon_minitime21.11.20 22:45

Pożoga za pożogą. Jedna goniła drugą, oplatała nieistniejącymi łapskami, pragnęła pożreć, dorównać, przewyższyć - podczas gdy Azjatkę zalewała błoga, nieświadoma ulga. Wylegiwała się na kanapie leniwie, raz po raz podnosząc skręta do ust i zaciągając się nim z uśmiechem, podczas wypuszczania kłębu szarości wpatrzona w sufit. Potem jej wzrok wodził dokoła. Przyglądała się twarzy Rain, twarzy Philippy, twarzy Belviny, obserwowała rumieniące się od emocji policzki, wsłuchiwała w dźwięk ich opowieści, poniekąd rozczarowana, że temat mężczyzn był dziś hymnem przewodnim. Istniało tyle ważniejszych kwestii, piękniejszych kwestii - lecz one tkwiły w kalejdoskopie romansu, rozgrzanych serc, spragnione wypowiedzenia na głos tego, co kłębiło się w ich myślach. Musiały to usłyszeć, ale nie od siebie - tylko od innej przyjaciółki, głodne potwierdzenia, przypieczętowania przeznaczenia. Ona natomiast po prostu tam była. Stała się egzotycznym, orientalnym elementem skąpanym w ciszy, harmonią pośród burz, jakie ściągały nad swoje głowy, wchłaniająca w siebie narkotyk oferujący wszystko to, czego pragnęła. Beztroskę. Absolutną, kompletną, rozluźniającą każdy mięsień w dotychczas spiętym, zmartwionym ciele. Było jej tak dobrze... Niemal zapomniała o tym, że w spotkaniu wypadało jednak uczestniczyć - jakkolwiek, nawet pomrukiem zrozumienia, zgody, niezgody, rozważania. Zamiast tego uniosła szklankę do ust, przechyliwszy ją w poszukiwaniu kilku łyków ciężkiego, niekoniecznie ulubionego alkoholu.
- Tak tylko gada. Na równi, opanuje, bzdury - chce tego jednego, tylko nie umie się do tego przyznać. Nie tak naprawdę - wymamrotała w odpowiedzi Rain, w niewinnym, pozbawionym sensu geście wodząc obleczoną w rajstopy stopą po jej ramieniu. Czuła, że ten abstrakcyjny nieznajomy byłby w stanie zniewolić Philippę, sprawić, by ta stanęła w kuchni nad rzeczonymi garami, pokochała rodzinne życie, sielankę, którą mogliby razem stworzyć. Nauczyłby ją tego - a ona nauczyłaby go swojej dzikości, równoważącej miłe, leniwe popołudnia w zaciszu uwitego gniazdka. Westchnęła ciężko, długo, zanim sięgnęła po kolejny wdech diablego ziela. - Pokłócisz. I pogodzisz. Zwierzę wypuszczone z klatki po tylu latach będzie szaleć, zobaczysz - pozwoliła sobie na szalenie imponującą w jej mniemaniu metaforę; seks był dla niego niepewnością, lecz Moss niechybnie rozbudziła w nim to pragnienie na nowo, wznieciła głód, ciekawość. Historia z Friedrichem rozpoczęła się podobnie - od cielesności, od nienawistnej żądzy oferującej spełnienie, emocje natomiast przyszły później. Nadeszło przywiązanie, pewna lojalność, w końcu również zaangażowanie. Na tyle kuriozalne, by przypieczętowali je pierścionkiem zaręczynowym. Niemądrzy, nierozsądni, zaledwie po kilku miesiącach gotowi na zobowiązania, do których wielu docierało latami; dlaczego właściwie przyjęła te oświadczyny? Nie miała pojęcia. Nie wracała myślami do tej decyzji, akceptowała ją. Niektórych kwestii lepiej nie rozważać.
Philippę prześcigała Belvina, na złotej tacy serwowała im rewelacje mezaliansu, odkrywała karty romansu, który teraz zawrócił jej w głowie. Kolejna - zakochana, rozdarta, szczęśliwa i nieszczęśliwa zarazem. Odrobinę w tym wszystkim nieobecna Wren zajęta była wypuszczaniem dymu z ust, próbowała stworzyć z niego idealny okrąg, jednocześnie wsłuchując się w piękną melodię miłości fałszywej i raczkującej.
- Na salonach zawsze byłabyś trędowata - wtrąciła miękko, jej głos brzmiał odlegle, jakby dochodził z zupełnie innej krainy - krainy diablego ziela otaczającego ją ciepłem. Przesunęła się na kanapie, mocniej opierając o podłokietnik, nieprzejęta faktem, że grafitowa sukienka podjechała odrobinę za wysoko, odsłaniając uda i skromne, ledwo dostrzegalne zdobienia florystyczne na cielistym materiale rajstop. - Nawet jeśli opanowałabyś etykietę do perfekcji, miała idealną garderobę, retorykę: jesteś nasza, nie ich - westchnęła później, odrobinę rozmarzona. W snach widziała siebie jako arystokratkę wylegującą się w luksusie jedwabiu i pereł, tęskniła do tej wizji, niemożliwej jednak do spełnienia. Zazdrościła. Bo Belvina była tego bliżej, nawet jeśli teraz spadła z piedestału, zauroczona kimś z poprawnej już kasty.
- Doleję ci więcej niż trochę, poprawiłaś mi humor - parsknęła cicho, odebrała szklankę od Rain i w dziwnym wygięciu ciała sięgnęła po butelkę, ponownie napełniając szkło ciemnym alkoholem. - Chciałabym, Hux, chciałabym, ale nie mam żadnej pożogi. Zamknięty w sobie ukochany Philippy i podwójna miłostka Belviny tak zakręciły mi w głowie, na Merlina, że na nic teraz nie wpadnę - mruknęła swobodnie, ujmująco, lekko też uśmiechnięta. Przy tym wszystkim jej związek ze Schmidtem bladł, byli normalni, w pewien sposób siebie pewni, a przynajmniej taką miała nadzieję. Czym zatem miała je rozbawić, czym zająć? Samym jego istnieniem, o którym nie wiedziały? - Lepiej ty coś opowiedz. Na pewno złapałaś ostatnio jakichś adoratorów. Albo adoratorki - zachęciła ciemnowłosą i znów stopą, zaczepnie, dotknęła jej ramienia.




if there is one thing i still demand, it's that i don't want to see their reason for opposing me be simply the fact that i am a woman.

Powrót do góry Go down
Belvina Blythe
Belvina Blythe

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f152-grimmauld-place-5-8 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Salon - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Salon [odnośnikSalon - Page 4 I_icon_minitime29.11.20 15:20

Kiedy Moss zapewniła, że zaraz dołączy do nich, odpuściła temat. Chwilowo bardziej zainteresowana co musiało dziać się w myślach przyjaciółki, że przez te kilka minut jeszcze, chciała zachować pełną przejrzystość, zmąconą jedynie pierwszą dawką alkoholu, który przyjął organizm. Słuchała z uwagą, jak wszystkie, rozkładając każde zdanie na części pierwsze. W kącikach ust krył się uśmiech, któremu nie pozwoliła wypełznąć na usta bardziej. Najwyraźniej Philippa trafiła na mężczyznę, który chcąc nie chcąc stał się dla niej wyzwaniem, ale i swoistym oparciem, odbiegając od tych, z którymi miała do czynienia zwykle. Powiodła wzrokiem po pozostałych dziewczynach, gdy zaczęły komentować, sama przez dłuższą chwilę pozostawała cicho. Czyżby zaczynały dorastać do momentu, kiedy mimowolnie poszukiwały i chciały czegoś pewniejszego niż dotychczas? Brzmiało co najmniej nie realnie, ale cóż, może naprawdę tak było. Zerknęła na diable, które tliło się powoli, zganiając na nie winę za podobne przypuszczenia. Uniosła ponownie spojrzenie na Moss, wyłapując kwestię, która wzbudziła odrobinę więcej ciekawości.- Od wieków? Ile On ma lat? – uniosła lekko brew, przyglądając się przyjaciółce. Łapanie za słówka, było czasami niezdrowym i irytującym przyzwyczajeniem, ale w tej chwili pozwalało jej złapać podobne sformułowanie.- Stał się wyzwaniem, co? – uśmiechnęła się nieco oszczędnie. Nigdy nie słyszała, aby Moss chciała poznać jakiegoś mężczyznę, aż tak, jak ów nieznajomego. Ciekawiło ją kto to, ale nie dopytywała o konkret, skoro sama Philippa poza nakreśleniem znajomości i bardziej szczegółowych odczuć, nie zagłębiła się w jego tożsamość.- Nie chcesz być żoną i matką, ale jednak gdyby cię o to poprosił? Gdyby właśnie On zaproponował ci wspólne życie, ustatkowanie się, może bez dzieci u boku? – sama nie była chętna do myślenia o przyszłości jako żona i matka, stroniąc od mężczyzn, którzy coś podobnego mogli zaoferować, ale chyba nie wszystkie aspekty tego były tak samo złe.
Ponownie zamilkła, rozumiejąc, że zakochanie się w jakimkolwiek mężczyźnie nie było łatwą kwestią, ani też mile widzianą, gdy brakowało pewności czy się tego chce. Z doświadczenia wiedziała, jak bardzo potrafi to naruszyć codzienność i postrzeganie ów człowieka, gdy zaczyna się egzystować bardziej dla drugiej osoby niż dla samej siebie. Uczucia uczuciami, ale niosło to za sobą pewne konsekwencje. Przeniosła spojrzenie na Rain, gdy zdradziła, że chyba nigdy nie była zakochana. Prawie jej tego zazdrościła, chociaż najpewniej nie powinna.
Kiedy skupiła na sobie uwagę, miała wrażenie, że kobiece spojrzenia odbierają jej stopniowo pewność siebie, a wzbudzają nieprzyjemne poczucie, że może jednak powinna zachować ów informacje dla siebie. Mimo to mówiła dalej, bo skoro zaczęła, to nie wypadało niespodziewanie ucichnąć i udawać, iż nic nie miało miejsca. Pokiwała powoli głową, potwierdzając rzucone w przestrzeń pytanie Huxley. Dopiero później przemknęła ciemnymi tęczówkami po pozostałych kobietach, które stały się słuchaczami, powierniczkami sekretów. Miały rację w każdym słowie, jakie wypowiadały, a z nieusłyszaną opinią o tanim romansidle, zgodziłaby się całkowicie. Przecież tak właśnie to brzmiało, nierealnie i wręcz tandetnie, ale o zgrozo miało miejsce, było jak najbardziej realne i trwało latami, aby mieć iście smutne zakończenie.
- Błyskotliwie na sam koniec, zdradził, że chciał, abym była jego żoną. Nadal brzmi to okropnie w pewnym stopniu.- mogłaby spędzić z nim, robiąc to tylko dla niego, ale gdzie w tym wszystkim byłaby ona sama? – Piękna złota klatka to nadal klatka, w której nie chciałabym trwać.- dodała, precyzując wcześniejsze słowa. Rodzina Blythe miała na swoim koncie osiągnięcie w postaci kilku panien wydanych za lordów, ale ona nie nadawała się do tego. Może wychowana inaczej byłaby idealna do tej roli, ale szansa zniknęła dawno temu. Uśmiechnęła się delikatnie na słowa Wren, jesteś nasza, nie ich, racja, całkowita racja. Należała do świata zdecydowanie prostszego, którego nigdy nie byłaby skora wyprzeć się całkowicie.- Poza tym nie mogłabym zostawić Was.- cień rozbawienia zabrzmiał w głosie, gdy skrywała inne emocje. Kiedy podjęły i drugą część jej wypowiedzi, zastanowiła się przez chwilę.
- Nie, nie jestem zakochana. Nie chcę, przynajmniej nie teraz i chyba nie w Nim.- odparła, bardziej pewna swoich słów. Dranie i amanci, zdawało się idealnym określeniem, gdy tego typu mężczyźni zwykle częściej pojawiali się w jej życiu. Byli pewniejsi, bo grzali miejsce krótko, by później ku obustronnej uldze zniknąć bezpowrotnie. Paradoksalnie tym razem miała wrażenie, że nie chce, aby tak było… a przynajmniej nie równie szybko.- Nie da się ukryć, że namieszał mocno.- na jej ustach pojawił się grymas niezadowolenia, gdy miała świadomość, iż tak właśnie jest. Mieszał i najpewniej zrobi to jeszcze bardziej jak przy każdym spotkaniu.
- Powoli, Phili.- zaśmiała się cicho, kiedy przyjaciółka zasypała ją pytaniami.- Nie wiem, czy go znasz, chociaż znając Ciebie, jest na to spora szansa.- nie chciała jej urazić, ale wiedziała dobrze, w jakich okolicach kręci się Moss, a te same jakoś pasowały do Macnaira.- Ale bądźmy sprawiedliwe, ty nie zdradziłaś, kim jest twój amant, więc pozostawmy w tajemnicy, również tego, który wywraca moje życie do góry nogami.- odparła zadziornie, chcąc odsunąć nieco uwagę od swoich problemów z facetami, ale również zachęcić Moss do zdradzenia dodatkowych szczegółów. Zawahała się nad odpowiedzią, gdy padł wniosek, że nie wylądowała z nim w łóżku.- No nie. I nie wiem, na co. Może na pewność, że nie popełnię tym błędu? To chyba ostatnia granica, jaka pozostała. Tym razem, nie chciałam do tego dążyć.- kiedy ostatnie słowa padły z jej ust, uniosła dłoń z dzierżoną szklaneczką alkoholu, by wychylić pozostałą zawartością i przechylić się do przodu, aby skorzystać również, gdy dziewczyny zaczęły rozlewać kolejną kolejkę procentów do szkła. Chciała, żeby już zeszły z jej tematu i ku zadowoleniu tak też było. Przyjrzała się Wren i Rain, gdy nie mogły się zdecydować, która teraz ma zdradzić co nieco.
- Daj spokój, Wren. Nie wierzę, że w twoim życiu nie wydarzyło się nic wartego podzielenia w takim gronie.- zagadnęła ją. Dała Rain jeszcze czas, bo chociaż była już bardzo swoja to mogła mieć jeszcze trochę taryfy ulgowej.




Pozwala ci być obok
A nie ma lepszego miejsca, niż obok
Powrót do góry Go down
 

Salon

Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Dalsze dzielnice :: Grimmauld Place 5/8-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20