Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Sypialnia
AutorWiadomość
Sypialnia [odnośnik]10.08.19 1:05

Sypialnia

Całkiem duża i nieco chłodniejsza kolorystycznie od innych pomieszczeń w domu. Poza kilkoma cieplejszymi elementami dominują tu raczej szarości i biele. Centralną część zajmuje duże dwuosobowe łóżko, zawsze starannie zaścielone, a po jego bokach stoją dwie szafki nocne. Pod ścianą znajduje się mała komoda oraz fotel, którego od dawna właścicielka zamierza się stąd pozbyć. Na oknach zasłony, ograniczające nieco wpadające do środka światło. Tylko tutaj nie uraczy się niczego, co wiąże się z zainteresowaniami panny Blythe.
Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Sypialnia [odnośnik]20.01.21 21:39
26 sierpnia 57'
Ostre promienie słońca przedarły się przez niezaciągniętą kotarę i skupiły wprost na twarzy szatyna, który mruknął pod nosem z irytacji. Powiedzieć, że był to długi poranek stanowiło istne niedomówienie, bowiem dopiero przeszło godzinę temu udało mu się zasnąć. Obróciwszy się z boku na plecy przesunął dłońmi wzdłuż zmęczonej twarzy, a następnie uniósł nieznacznie na łokciach licząc, że to był to jedynie sen i znajdował się we własnym mieszkaniu na Śmiertelnym Nokturnie. Próżne były jego nadzieje; biel mieszana z szarością, zdobione meble, duże łóżko, a także stojące nieopodal szafeczki były niepodważalnym dowodem na to, że pozostawał w mieszkaniu Belviny. Opadłszy z powrotem na łopatki przeciągnął się i ułożył dłonie na brzuchu. Cichy, spokojny oddech doszedł jego uszu, więc wolno obrócił głowę w kierunku pogrążonej we śnie dziewczyny i uśmiechnął się pod nosem. Z pewnością każdy kto przekroczyłby wówczas progi sypialni wysunąłby jeden wniosek, lecz wbrew pozorom nie był on w żaden sposób zgodny z rzeczywistością. Pozbył się koszulki dla własnej wygody, zaś dziewczyna – mimo że w samej bieliźnie – pozostawała szczelnie zakryta jedną z kołder, zatem po dłuższym przyjrzeniu się można by odrzucić niektóre z dwuznaczności.
Dawno nie widział nikogo w podobnym stanie. Podczas pierwszego spotkania mieli okazję przechylić sporą ilość kieliszków, lecz finalnie nie wyglądała nawet w połowie źle tak jak ostatniej nocy. Przypuszczał, że musiało się kryć za tym coś więcej; nieprzyjemna sytuacja, komplikacje na tle zawodowym, inne substancje? Szczegółów nie znał, nie chciała o nich dyskutować, kiedy już pozostali sami, a nawet jeśli miała taki zamiar to z każdą chwilą coraz ciężej było zrozumieć istny bełkot. Przez moment nawet zastanowił się co by z nią było, gdyby nie zdecydował się na odwiedziny i znajomi rozeszliby się do domu, lecz szybko odrzucił od siebie podobne analizy. Miała po prostu szczęście, bowiem po przeszło miesiącu od ich ostatniego spotkania wybrał akurat ten wieczór.
-Śpiąca królewna w końcu się obudziła- rzucił z wyraźną ironią widząc, że wolno otwiera powieki. Nie wątpił, że promienie słoneczne padające wprost na twarz były istną torturą – w szczególności, kiedy miało się potwornego kaca – jednakże nie miał siły, aby wstać i zasłonić kotarę tudzież sięgnąć po różdżkę. Ciekaw był ile pamiętała z ostatnich godzin, była w ogóle świadoma jego przyjścia?




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend


Ostatnio zmieniony przez Drew Macnair dnia 23.01.21 19:03, w całości zmieniany 1 raz
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Sypialnia [odnośnik]20.01.21 23:14
Dzień PO zawsze był taki sam. Czasami bywało gorzej, czasami lepiej, ale finalnie pierwsze otwarcie oczu przynosiło ze sobą nieznośny dyskomfort i masę dodatkowych objawów, które trzeba było przetrwać. Z tego powodu wolała spać do oporu, najchętniej budzić się już po zmroku, eliminując tym mierzenie się z dokuczliwym światłem dnia, które potęgowało bolesne bodźce. Tym razem niestety coś poszło nie tak, cały wieczór i noc, aż do samego rana, były trochę nie tak jak powinny. Wiedziała, że mieszanie alkoholi było głupotą, a mieszanie używek zahaczało o idiotyzm, któremu uległa wiedziona mieszanką emocji, z którymi nie radziła sobie tak jak zawsze. Pomimo tej świadomości, zaryzykowała i obecnie musiała zmierzyć się z konsekwencjami w postaci kaca, gorszego niż przeciętny, niż te, które zapamiętała dotychczas, a które powinny być przestrogą przed kolejnymi, jakie miały nadejść. Pobudka była straszna, zwłaszcza gdy po minimalnym uchyleniu powiek, poczuła rozchodzący się po czaszce tępy ból gdzieś za oczami, skłaniający ją szybko do ponownego utonięcia w ciemności, gdy zacisnęła powieki. Miała pewność, że to będzie ciężki dzień, który najpewniej spędzi zakopana w pościeli, wyjątkowo nie próbując sięgać po zaklęcia, które sprytnie rzucone mogły dać ukojenie. Brak skupienia mógł okazać się zgubny przy próbie szukania ratunku w magii leczniczej, a ostatnie czego chciała to zaszkodzić samej sobie. Dlatego leżała w bezruchu, skulona odrobinę, wsłuchując się we własny oddech, tak pozornie spokojny, jakby wszystko było w całkowitym porządku i poranek nie różnił się w żaden sposób od innych. Prawda była zgoła inna. Z każdą minutą coraz bardziej docierało do niej, jak daleko sięga złe samopoczucie. Potrzebowała jeszcze snu, ale jak na złość ten nie nadchodził i najpewniej nic nie miało się zmienić w tej materii. Doprowadziła się do tego stanu na własne życzenie. Odetchnęła cicho, ponawiając próbę otwarcia oczu z nadzieją, że będzie lepiej, a upływające sekundy cokolwiek zmieniły. Przez uchylone lekko powieki zauważyła sylwetkę obok, lecz nie przejęła się tym, był tu przecież stałym gościem. Jedynie nieco zaniepokoiło ją, że nie pamiętała, żeby przychodził, ale małe luki w pamięci nie były czymś, co mogło ją zaskoczyć. Przesunęła się powoli, chcąc jak zawsze przytulić się do niego, ukryć twarz w zagłębieniu męskiej szyi, aby nie musieć znosić promieni słońca wpadających do środka. Zamarła gdzieś w połowie ruchu, gdy tylko usłyszała głos, barwę, która zdecydowanie nie należała do Niego. Poczuła, jak przyspiesza jej tętno, adrenalina rozlewa się po ciele, a w myślach na chwilę zapanowuje chaos, bo ów głos był równie znajomy. Wzdrygnęła się, cofając gwałtownie i siadając na łóżku, by skupić na nim spojrzenie.
Co On tu robił? Czy On… czy Oni? Na Merlina, nie. Przynajmniej nie w ten sposób.
W zamieszaniu zignorowała, gdy kołdra zsunęła się z jej ciała, otulając delikatnie biodra, lecz odsłaniając smukłe ciało. Pierwszy szok minął, a kac przypomniał o sobie. Dlatego skrzywiła się i pochyliła delikatnie głowę, tak, aby ciemne fale włosów przysłoniły twarz, przywracając pewną ulgę wrażliwym zmysłom. Zakryła się dopiero teraz, wtulając w kołdrę, którą przyciągnęła do siebie, jakby miało to pomóc. Nie była wstydliwa, nie zamierzała nagle zgrywać cnotki, ale pozwalało to zyskać trochę komfortu, gdy kurczowo zaciskała palce na materiale.- Co Ty tu robisz? Czy My… – spytała w końcu, odrobinę niepewnie i urywając, nim kolejne pytanie wybrzmiało do końca. Nie wierzyła, że właśnie doszło do tak kuriozalnej sytuacji, kiedy budziła się z kimś i nie wiedziała, co miało miejsce wcześniej.- Zasłoń okna.- dodała, tonem żądania odzyskując rezon, bo najwyraźniej miał się lepiej niż ona.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Sypialnia [odnośnik]23.01.21 19:06
Miewał większe i mniejsze kace nierzadko zmuszające go do spędzenia całego dnia w domowym zaciszu, ale wtem zwykle leczył się dodatkową dawką ognistej, która koiła paskudny ból głowy i już w małych dawkach zapewniała stan z poprzedniej nocy. Nie był pewien, czy akurat ten sposób był dla dziewczyny najodpowiedniejszy, bowiem nie wyglądała dobrze – właściwie wyglądała fatalnie, ale nie zamierzał jej tego powiedzieć, przynajmniej nie teraz. Obserwując jak zbliżała się do niego nie drgnął ani o cal, choć w głowie pojawiło się mnóstwo pytań. Czyżby robiła to w ramach podziękowania? Rekompensaty za całe przedstawienie? Liczyła, że weźmie go pod włos jak podczas ostatniego spotkania? Nic bardziej mylnego, bowiem gdy tylko odezwał się, a ona skupiła na nim swój wzrok wzdrygnęła i odskoczyła jak poparzona ukazując swe kobiece wdzięki w pełnej okazałości. Nie powstrzymał się przed kpiącym uśmiechem, a także wywróceniem oczu – najwyraźniej pamiętała o wiele mniej niż powinna. Cóż, miał ją w garści. -Teraz? Leżę- mruknął wsuwając dłonie pod głowę chcąc znacznie wygodniej ułożyć się na chłodnej pościeli.
-Nagle się zawstydziłaś? Widziałem już wszystko, więc ta kołdra niewiele Ci pomoże- zaśmiał się pod nosem nie odwracając wzroku od jej twarzy. Malowało się na niej wiele skrajnych emocji; od zdziwienia po zmęczenie i swego rodzaju zagubienie. -No chyba, że Ci zimno- dodał nie zaprzestając małej farsy. Naważyła sobie piwa i teraz musiała go wypić. -Nagle przeszkadza Ci mój widok? W nocy mówiłaś coś zupełnie innego- nie odpowiedział na jej niedokończone pytanie, które rzecz jasna zrozumiał, lecz zamierzał kierować się dwuznacznymi podtekstami, aby sama wysunęła wniosek i finalnie – w chwili poznania prawdy – nie mogła oskarżyć go o kłamstwo. Rzecz jasna nie spali ze sobą, ani ona nie była w stanie, ani on by nie chciał skorzystać z podobnej sytuacji. Ich relacja była już nader skomplikowana, aby dodatkowo wtrącać w nią aspekty spowodowane tylko i wyłącznie skrajnym upojeniem. -Jak widzę Twój facet będzie miał powody do zazdrości- uniósł brew na moment odwracając wzrok od jej twarzy. Wysunąwszy jedną dłoń spod głowy sięgnął nią po butelkę stojącą na szafce nocnej i uniósł się, aby z niej upić. Zaczynała i go boleć głowa, choć prawdopodobnie nie z ilości wypitego alkoholu, ale braku snu. -Każ swojemu dżentelmenowi to zrobić księżniczko- odpowiedział nie zamierzając wykonywać jej rozkazów, bo tylko w taki sposób można było odebrać jej słowa. Nie poczuł zazdrości, w końcu liczył się z tym, że równie piękna kobieta miała u swego boku mężczyznę, lecz nie rozumiał po co zbliżyła się do niego podczas ostatniego spotkania i prawiła jednoznaczne farmazony tej nocy. Była głodna przygód?




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Sypialnia [odnośnik]23.01.21 21:17
Już nie raz znajdowała się w dziwnych sytuacjach, czasami budziła w sypialniach nienależących do niej lub tak jak teraz z towarzystwem, którego nie oczekiwała. Miała swoje epizody w życiu, gdy bawiła się lepiej i mniej grzecznie, spychając na dalszy plan każdy gram rozsądku, lecz od kilku miesięcy nie zdarzało jej się to z taką częstotliwością jak dawniej oraz nie było tak poważnie, aby nie potrafiła ogarnąć, dlaczego w łóżku leży ktoś, kogo zdecydowanie nie powinno tu być. Teraz za to miała wrażenie, że jedną nocą z przyjaciółkami nadrobiła cały okres bycia względnie poukładaną i do bólu porządną. Czemu tylko teraz w tym wszystkim główną rolę musiał grać Drew? Naprawdę ze wszystkich mężczyzn w Londynie nie mogła trafić na czarodzieja mniej skomplikowanego, który najpewniej zniknąłby z jej mieszkania, zanim zdążyłaby się obudzić i zarejestrować jego obecność? Bądź w najgorszym razie zaoferował kilka słów spisanych na pergaminie, a który miał trafić do kosza bez zapoznania się z treścią?
Może, gdyby nie czuła się tak skołowana oraz nie cierpiała chwilowo, byłaby w stanie odgryźć się, podjąć grę, którą prowadzili przy każdej rozmowie. Chwilowo jednak czuła się zbyt mocno źle i mogła jedynie liczyć, że za kilka minut organizm zacznie jakkolwiek radzić sobie z obecnym stanem.
- Wiem, że najpewniej widziałeś, co chciałeś.- odparła cicho. Nie wątpiła w to, ale nie miała pretensji, skorzystał z okazji… co zobaczył to jego.- To nie wstyd.- dodała, ledwo słyszalnie. Naprawdę się nie wstydziła. Wiedziała, że nie miała czego i nie było to wybujałe ego, a jedynie świadomość własnego ciała. Coś, co zdecydowanie nabierało się z czasem oraz doświadczeniem, a Ona miała do tego sporo okazji.
Skupiła na nim spojrzenie, próbując rozgryźć na ile to, co mówił jest prawdą, a na ile to po prostu jego przeklęty charakterek, który dawał jej już poznać parokrotnie. W tym momencie nie miała pewności, póki myśli nie składały się w spójność, a jedyne co sobie przypomniała to fakt, że przyszedł w pewnym momencie. Nadal jednak brakowało jej wyjaśnienia, co robił Jej w łóżku.
- Niby co? – potrzebowała informacji, sprostowania co się działo, a czego nie mogła sobie przypomnieć. Miała przeczucie, że poleganie na nim, iż wyjaśni jej cokolwiek to błąd i najśmieszniejsza naiwność, jaką mogła przejawiać, gdy wyraźnie bawił się dobrze w przeciwieństwie do niej. Coraz częściej zaczynała zastanawiać się za co Go w ogóle polubiła.
- Porzuceni mężczyźni, raczej nie przejawiają zazdrości, tylko urazę.- mogła sobie to darować, nie musiała mu się przecież tłumaczyć z prywatnych spraw. Mimo to słowa popłynęły dość swobodnie, bo temat nie był już tak ciężki, zwłaszcza że został przegadany w dobrym towarzystwie. Mimowolnie przypomniała sobie o tym, co powiedziała babskiemu towarzystwu o Macnairze i skrzywiła się lekko. Musiało ją wczoraj coś zaćmić, zwłaszcza kiedy teraz spoglądała na niego i wręcz nie wierzyła w swoje słowa, a tym bardziej w to, co usłyszała od Moss. Zakochana? Chyba wolałaby utopić się w Tamizie, niż zakochać w człowieku jego pokroju. Mógł zostać jednonocną przygodą i tyle, a jeśli dobrze łączyła fakty, właśnie dziś wyczerpał swój limit. Nie miała jedynie pewności czy na pewno.
Podążyła spojrzeniem za jego ręką, by lekko zmrużyć oczy, gdy zauważyła Znak, który już widziała na męskim przedramieniu, ale nie powiedziała ani słowa w tej kwestii.- Jak widać, nie działa to na niego.- zahaczyła lekko o kpinę, próbując ukryć za słowami nadal skrajne emocje, które dominowały. Przetarła delikatnie oczy, jakby miało to pomóc w walce z drażniącym światłem i kompletnym brakiem sił, aby wstać z łóżka. Uspokajając się odrobinę, położyła się z powrotem. Zdecydowanie w poziomie było lepiej, wygodniej i ogólnie znośniej. Potrzebowała trochę czasu, jeszcze chwili wylegiwania, która miała nadzieję, pomoże pozbierać się jakkolwiek w sobie.- Dlaczego tu jesteś? - spytała, podejmując jeszcze jedną próbę.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Sypialnia [odnośnik]26.01.21 22:33
Nie należał do grona mężczyzn, którzy pozostawali w łóżkach swych kochanek tudzież jednonocnych przygód, lecz dzisiejszego dnia zrobił nie lada wyjątek. Widząc stan Belviny nie chciał, aby stało się jej coś złego, tym bardziej że sama wielokrotnie już wyprowadzała jego samopoczucie na prostą. Tłumaczył sobie to rekompensatą, odwdzięczeniem się za wielokrotnie poświęcony czas, choć nie miał pewności, czy doszedłby do podobnych wniosków po głębszej analizie. Nie lubił mieć niespłaconych, niepisanych długów, a przecież mogła właśnie jako takowego zaciągnięcie traktować wezwanie do Karczmy Pod Mantykorą lub zbieranie go z wycieraczki, kiedy ostatnimi siłami zapukał w drzwi.
Ściągnął brwi na jej słowa posyłając spojrzenie przepełnione złością mieszaną ze zdziwieniem. Naprawdę uważała, że byłby w stanie celowo zerkać tam gdzie nie powinien wykorzystując przy tym jej stan? -Nie sądziłem, że masz mnie za takiego gnoja- pokręcił głową prychając cicho pod nosem. -Rzeczywiście sama nie byłaś w stanie pozbyć się ubrudzonych łachów, ale wierz mi, że nie ruszałbym ich gdybyś nie ubrudziła ich wczorajszym obiadem- odparł odkrywając nieco karty odnośnie jej stanu. -No chyba, że lubisz spać w podobnym smrodzie- dodał właściwie od razu, po czym dźwignął się do pozycji siedzącej i ponownie upił łyk ognistej. -Z tego co było na podłodze mogłaś wyszukać ingrediencje i uwarzyć eliksir- jego głos nie był już równie poważny co wcześniej, choć wciąż dało się w nim wyczuć bardziej poirytowanie jak kpinę. Każdemu zdarzało się odpaść po dużej dawce alkoholu czy mieszance innych substancji, dlatego też nie zamierzał z niej żartować, ani tym bardziej tego wypominać, lecz sama go do tego zmusiła paskudnym tekstem. Najwyraźniej to on wyszedł na głupka, że postanowił zostać i zadbać, żeby nic gorszego jej się nie stało.
-Porzucający raczej nie wychodzi z założenia, że odrzucona osoba leży obok- zaśmiał się ironicznie pod nosem nie do końca dając wiarę jej słowom, bowiem w pewien sposób sama sobie przeczyła. Nie interesowało go jej życie uczuciowe – zapewne tylko w tej chwili – dlatego też nie wziął do siebie ewentualności innej relacji. Jeśli ktoś miał niedługo zapukać do drzwi to był to tylko i wyłącznie jej problem; on sam nie miał sobie nic do zarzucenia.
-Mówiłaś, że nie możesz przestać o mnie myśleć, ale na ten moment jestem skory przypuszczać, że wzięłaś mnie za tego porzuconego- uniósł kącik ust ponownie przenosząc spojrzenie na jej twarz. Nie żywił urazy, nie był osobą, która zbytnio się angażowała, czy lokowała gdzieś własne emocje. Stronił od uczuć, wydawać by się mogło, że już dawno odgrodził je od siebie perfekcyjnie utkanym murem, choć jednokrotnie przyszło mu się przekonać, iż nawet pewna doskonałość może mieć swoje wady i luki.
-Nie martw się, wiedziałem że gadasz od rzeczy- rzucił pragnąc uspokoić jej temperament, który zapewne po tej rewelacji zrzuciłby na niego kubeł zimnej wody. Sięgnąwszy dłonią do podłogi chwycił swą koszulkę, którą włożył na siebie, a następnie wstał z łóżka i już po czystej złości zaciągnął kotarę. -Jak widać źle go wychowałaś- skwitował obracając się w jej kierunku na skutek zasłyszanego pytania. -Pomogłaś mi, więc spłaciłem swój dług- nie była to do końca prawda i z tyły głowy coraz bardziej zdawał sobie z tego sprawę, lecz nie zamierzał karmić jej ego. Kątem oka zerknął na trzymaną butelkę i już bez większych skrupułów wyciągnął ją w jej kierunku. -Łyknij sobie, bo na kacu jesteś nieznośna- nie mógł odpuścić sobie szelmowskiego uśmiechu.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Sypialnia [odnośnik]26.01.21 23:42
Gdyby wiedziała jaki wyjątek zrobił oraz co nim kierowało, gdy pozostawał w jej mieszkaniu, najpewniej poczułaby się trochę pewniej. Może reagowałaby spokojniej, wyciszając, chociaż część emocji, które obecnie powodowały, że nie do końca wiedziała co myśleć o obecnej sytuacji. Miała dziwne wrażenie, że gdyby obudziła się z kimś innym w łóżku, przyjęłaby to spokojniej, jakoś lżej. W końcu byłby to tylko ktoś, kto za kilka minut zniknie z jej mieszkania i najpewniej więcej tu nie wróci, a więc miałby małą wartość jako osoba. Niestety, był to Drew, który za każdym razem zjawiając się obok, pozostawiał ją z chaosem w głowie. Ostatnie spotkanie przebiło jednak wszystko, powodując, że jego obecność teraz odbierała pewność siebie i tworzyła masę pytań, na które najwyraźniej nie chciał odpowiadać wprost… ewentualnie to ona sama nie potrafiła zadać ich w sposób jasny, aby dowiedzieć się czegokolwiek w co byłaby skora uwierzyć.
Zmarszczyła lekko brwi, słysząc jego odpowiedź.
- Nie uważam Cię za gnoja. To nie była pretensja ani przytyk.- odparła szczerze.- Jednakże uważałabym za głupca, gdybyś tego nie zrobił. Wykorzystywanie nadążających okazji, nie robi z nas tych złych. Ponoć.- dodała ciszej, spoglądając na niego uważniej. Podobne słowa z jej ust brzmiały nieco obco, lecz zważywszy na obecne samopoczucie, były bardziej szczere niż cokolwiek, co mógłby usłyszeć od niej. Słysząc dalszą część jego wypowiedzi, poczuła wręcz, jak robi jej się zimno. To niemożliwe. Nie mogła doprowadzić się do takiego stanu, nigdy jej się to nie zdarzyło. Czekała chwilę, mając nadzieję, że mężczyzna zaraz zacznie się śmiać i kpić, że dała się nabrać. Mimowolnie skuliła się nieco, obserwując go z większą nieufnością.- Nie wierzę ci.- szepnęła. Niepokoiła ją taka perspektywa, ale jeśli mówił prawdę, dopiero teraz mogła odczuć zawstydzenie i niepewność.
Skrzywiła się minimalnie, gdy podtrzymał temat o którym w sumie nie miał pojęcia, bardziej niż ponad to, co powiedziała i zrobiła zaraz po przebudzeniu. Nie chciała o tym rozmawiać, Macnair nie był osobą, której miałaby ochotę się zwierzyć z czegoś, co uważała za przeszłość.
- Nigdy nie dałeś się ponieść wyrobionym przez lata nawykom wobec drugiej osoby? – spytała, minimalnie wyjaśniając skąd założenie, kto mógł leżeć obok, ale miało to również swoje drugie dno, wycelowane typowo w Drew. Ciemne tęczówki na moment skupiły się na nim z większą uwagą, gdy dotarło do niej, co właśnie powiedział. Przytłumiony snem i kacem umysł, nie stworzył żadnej błyskotliwej myśli, żadnej ciętej odpowiedzi. Cokolwiek miałaby odpowiedzieć, było skazane na przegraną i była tego świadoma, a mimo to jej usta opuściło jedno, jedyne słowo.- Może.- nie była to żadna odpowiedź, ale chyba nie powinien wymagać od niej niczego konkretniejszego. Wystarczyło, że stopniowo oswajała się z myślą, iż najwyraźniej nie przespała się z Macnairem po pijaku, tyle dobrego. Nie miała jedynie do końca pewności czy cieszyło ją to z perspektywy niepopełnienia takowego błędu, czy faktu, że nie pamiętałaby tego?
Kiedy w sypialni zapanował półmrok, dzięki zasłonięciu okna, przyjęła to z cichym westchnięciem. Tak było zdecydowanie lepiej, gdy odchodził jeden drażniący bodziec. Powiodła spojrzeniem za mężczyzną, przekręcając się na drugi bok, aby mieć go w zasięgu wzroku.- Nie wymagałam spłaty długu, nie uważałam nawet, żebyś jakikolwiek zaciągnął.- ich znajomość była jej na rękę, podobnie jak stan, do którego się doprowadzał… nawet jeśli brzmiało to źle. Kolejne nowe obrażenia, z jakimi przychodził dawały jej możliwość sięgania po wiedze, którą posiadała i sprawdzania zaklęć, których nie używała aż tak często. Po każdej wizycie była minimalnie na plus. Widząc wyciągniętą w jej stronę butelkę, skrzywiła się minimalnie.- Nie, dzięki. Zapijanie kaca to najgorsze co mogę zrobić.- wyjaśniła nieco łagodniejąc. Zmierzyła go wzrokiem, milcząc przez dłuższą chwilę.
- Wolałam poprzednią, mniejszą dysproporcję w ubiorze.- podjęła, by w chwili wypowiadania tych słów, zrozumieć jak bardzo impulsywne były, ale nie próbowała tego wytłumaczyć i obrócić w żart. Po kilkunastu długich minutach, podniosła się w końcu z łóżka, czując, że musi się ogarnąć. Dlatego właśnie opuściła na chwilę sypialnię, by zahaczyć o kuchnię i łazienkę, a później wrócić do pomieszczenia, w którym najpewniej spędzi cały dzień. W między czasie tylko zarzuciła na siebie cieniutki, satynowy szlafrok w kolorze głębokiej czerni, aby nie paradować w samej bieliźnie ku uciesze towarzysza. Najpewniej, gdyby była sama nie kłopotałaby się tym, ale teraz mimo wszystko, dla komfortu wolała narzucić coś na siebie. Wbrew początkowemu zamiarowi, rzucone w międzyczasie Decephalgo i Paxo, pozwoliły na pewien czas załagodzić część dolegliwości oraz przypomnieć jak cudowna jest codzienność bez kaca. Zajmując znów miejsce w pościeli, skupiła bardziej uważne spojrzenie na Drew. Krótka przechadzka po mieszkaniu dała jej pogląd na posprzątany salon w którym nie było ani śladu po całonocnej zabawie. Czyżby Macnair ogarnął mieszkanie po imprezie? Czy jednak zrobiła to sama, ale ten fakt, również póki co zdawał się popaść w niepamięć. Raczej nie spodziewała się tego po nim, ale jeśli tak właśnie było na podziękowanie przyjdzie jeszcze pora.- Mógłbyś powiedzieć mi dokładnie, co się działo? Kiedy w ogóle przyszedłeś? Tylko bez ściemniania.- poprosiła, aby pozbyć się wrażenia, że coś jej umknęło.- I dlaczego wyglądasz na takiego zmęczonego.- dodała, bo ten fakt nie umknął jej, nawet jeśli nie przywiązywała do tego przesadnej uwagi wcześniej.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Sypialnia [odnośnik]07.02.21 12:06
Nie planował podobnego przebiegu spotkania, kiedy zjawił się u progu jej drzwi. Chciał jedynie porozmawiać o ostatniej sytuacji, bowiem po raz kolejny zapadła – niezręczna tudzież wręcz przeciwnie – cisza, którą jego zdaniem należało zażegnać. Być może byli wiedzeni impulsem, chwilową chęcią zbliżenia, a może i dziewczyną wtem kierował strach, który w dość skuteczny sposób ukryła szukając względnego bezpieczeństwa w jego ramionach. Rozproszony chaos nie dawał odpowiedzi tylko mnożył pytania, do jakich trudno było się w jakikolwiek sposób ustosunkować. Nie pokładał w niczym nadziei, chciał po prostu wyprowadzić wszystko na prostą i zyskać dzięki temu klarowność relacji, którą na własne życzenie skomplikowali. Skłamałby mówiąc, że była mu obojętna, podobnie jak minąłby się z prawdą sądząc, iż podejmowane próby zrozumienia pewnych aspektów były w jego przypadku czymś zwyczajnym.
-Nawet jeśli spojrzymy na to pod kątem okazji, to uznaj że nie w takiej sytuacji nie byłem tym zainteresowany- odparł wzruszając ramionami. Pozbywając się jej odzieży nie wlepiał wzroku w jej wdzięki – choć nie dało się ich w żaden sposób nie spostrzec – bowiem miał w sobie odrobinę przyzwoitości. Zdecydowanie dłużej skupił na nich swój wzrok kilka chwil temu, kiedy to opadająca pościel nie spowodowała u niej powszechnego zawstydzenia. Była pewna siebie i wcale się temu nie dziwił.
Nowe fakty ewidentnie ją wstrząsnęły, co wyczytał z wyrazu jej twarzy. Nie emanowała już złością oraz wrogością, a niedowierzaniem i zapewne pragnieniem, aby ktoś czym prędzej obudził ją z tego koszmaru. Być może nigdy wcześniej jej się to nie zdarzyło lub po prostu wolała uniknąć wtem osób trzecich, jednakże mleko się wylało i musiała pogodzić się z małym wybrykiem. Nie było to nic złego; znajdowała się w swoim mieszkaniu, nikomu ani sobie nie zrobiła krzywdy, nie uleciało z jej ust też wiele przekleństw czy obelg. Przeholowała, zmieszała co się dało i efekt nasunął się sam – bez możliwości jakiejkolwiek jego zmiany. -Nie musisz- odparł, a w jego głosie na próżno było szukać kpiny. Nie pomógł jej dlatego, że czegoś oczekiwał, czy szukał pretekstu do szeroko pojętego szantażu. Pokwapił się na ludzki gest tłumacząc go sobie jako spłatę rzekomego długu, choć gdzieś z tyłu głowy coś powtarzało mu, że po prostu nie potrafił zostawić jej samej.
-Świeża sprawa?- spytał, gdy wspomniała o pomyłce. Dla niego zamknięte rozdziały pozostawały przeszłością; nie myli się, nie łudził i nie szukał na takowe wytłumaczenia. Ponadto zwykle to on znikał pod osłoną nocy, kiedy paleta możliwości kończyła swą przydatność. Obecnie coraz częściej łapał się na zupełnie innych przesłankach, nieco głębiej ukrytych celach powierzchowność zostawiając daleko za sobą. Być może była to kwestia własnego rozwoju, nabycia umiejętności, których wielu nie potrafiło mu zapewnić, a może nawet bieg lat zmienił sposób jego myślenia. Nie potrzebował już przystanków korzyści, nie musiał martwić się o codzienność, pełną butelkę ognistej, czy kolejne podróże. Nowe priorytety fundamentalnie wpłynęły na sposób postrzegania i nie widział w tym nic co pragnąłby na nowo zweryfikować i finalnie zmienić.
-Tak było- rozłożył ramiona kiwając wolno głową. Kilkukrotnie pomogła mu bezinteresownie i tylko raz pokwapiła się o zwrócenie do niego z problemem. Dla niej nie był to dług, ale on podchodził do tego zupełnie inaczej – oczywiście jeśli sprawy nie tyczyły się organizacji – zważywszy na fakt, że byli po prostu znajomymi. Nie lubił robić z siebie naciągacza, osoby która czerpie jedynie korzyści nie dając nic z siebie, bowiem zwykle po kilku przysługach jednostronna współpraca dobiegała końca, a tego pragnął uniknąć.
Skinął głową, kiedy odmówiła nie zamierzając jej do niczego namawiać. Sama najlepiej wiedziała, co pomagało przetrwać jej ten paskudny dzień. -Gdybyś wiedziała co ja wolałem. Dobrze, że to nie koncert życzeń- wygiął kąciki ust w kpiącym wyrazie, choć nie miał nic złego na myśli. Bardziej nasunęło mu się wspomnienie ich ostatniej rozmowy i tamtego podejścia jak chwilowej wrogości, z którą musiał się dziś zmierzyć. Nie ubodło go to, ale nawet nie przypuszczał, że mogła go w podobny sposób przywitać.
Przez moment chciał się ulotnić, choć wtem z pewnością wszystko jeszcze bardziej by się skomplikowało i co gorsza zawisło w próżni. Oczekiwał odpowiedzi, ale też nie było to na tyle naglące, żeby zmuszać się do robienia czegoś wbrew sobie. Po krótkim namyśle postanowił jednak zostać, dlatego ponownie rozsiadł się na łóżku opierając plecami o drewniane obicie.
Próbował, choć nie mógł odwrócić od niej wzroku, kiedy przemierzyła drogę od drzwi do pościeli, którą nieznacznie okryła się. Uśmiechnął się mimowolnie, po czym upił trunku chcąc zmyć z twarzy ten idiotyczny wyraz.
-Przyszedłem, posiedzieliśmy chwilę, zaczęłaś odjeżdżać, więc chciałem wrócić do siebie, ale prosiłaś żebym został, bo musimy porozmawiać, po czym nim zdążyliśmy przejść do sedna dosłownie padłaś- opowiedział pokrótce nie widząc sensu we wchodzeniu w szczegóły.
-Przyniosłem cię do łóżka, sprzątnąłem nieco bajzel i usnąłem na chwilę- dodał zerkając na nią z ukosa. Nawet nie miał siły na jakąkolwiek kpinę czy żarty.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Sypialnia [odnośnik]10.02.21 1:29
Miała wrażenie, że doprowadzenie ich relacji do klarowności zdawało się niemożliwe, gdy stopniowo powodowali większy chaos, każdym kolejnym spotkaniem, lawirując po skali skomplikowania. W każdym innym przypadku wycofałaby się już dawno, nie bawiąc się w znajomości, które uprzykrzały życie, ale tutaj pomimo wszystko brnęła dalej. Wychodziło na to, że nie była w tym sama, skoro obudziła się obok niego, niewiele pamiętając, ale stopniowo składając poprzednie godziny w całość.
Kąciki jej ust uniosły się odrobinę, chyba po raz pierwszy od nieprzyjemnej pobudki, gdy usłyszała jego sprostowanie. Drew Macnair i takie pokłady przyzwoitości? W sumie nie znała go od tej strony, ale mając pogląd na całokształt, który już przedstawił, czuła delikatne, acz stłumione rozbawienie. Zdawał jej się osobą korzystającą z okazji, lecz może faktycznie w sytuacji sprzed paru godzin nie było czego szukać.- Doceniam.- mruknęła tylko, aby już nie ciągnąć tego tematu. Nie było potrzeby, skoro ten aspekt stał się jasny.
Zdecydowanie to, co słyszała wstrząsnęło nią. Nie lubiła łatki grzecznej i rozsądnej, często rozmijając się z takim sposobem bycia, lecz mimo wszystko pewne granice zachowywała. Mogła szaleć, korzystać z życia w chwilach, gdy pozwalała sobie na beztroskę, ale to miało swój umiar. Doprowadzanie do sytuacji co najmniej kompromitujących i upokarzających, było czymś czego unikała jak ognia, dbając o to, jak widzieli ją inni. Pewna opinia, jaką wyrobiła sobie latami, była swoistą barierą między nią, a innymi i nie powinna jej zaburzać. Tylko najbliżsi wiedzieli jaka była, a dla otoczenia miała pozostawać nieskazitelna. Najwyraźniej jednak coś tym razem mocno poszło nie tak i nie mogła już nic na to poradzić. Poza tym Drew na całe szczęście mówiąc, co się wydarzyło, nie zdawał się przejawiać chęć wypominania tego później i cicho liczyła, że tak już pozostanie. Pytanie, które padło wyrwało ją z zamyślenia.- Trochę tak.- nie konkretyzowała, nie zdradzała, że zakończenie pewnego etapu nastąpiło ledwie kilkanaście dni po ich ostatnim spotkaniu. Wiedziała dobrze, jakby to zabrzmiało i nie zamierzała do tego dopuścić. Spotkanie z nim było jedynie impulsem, ale całość piętrzyła się już od zbyt długiego czasu i w końcu musiała przestać oglądać się za siebie. Nikt nie młodniał, nikt nie stał w miejscu, czas leciał dalej i sielanka musiała się skończyć, a Ona nie zamierzała kończyć tego z poczuciem porzucenia… wolała zrobić to pierwsza. Jedyna relacja, w którą zaangażowała się jakkolwiek, stała się przeszłością i wcale nie było jej z tym źle.
Nie sprzeczała się w kwestii spłacania długów, chyba szanując jego podejście, bo miał do tego prawo. Osobiście, rzadko upominała się o przysługi w zamian za usługi uzdrowiciela, które oferowała. Ewentualnie przypominała sobie o takowych w krytycznych sytuacjach, gdy na własną rękę nie mogła już zdziałać za wiele. Do tego dochodziła kwestia sympatii względem danej jednostki, pomaganie drugiej osobie poza szpitalem, przychodziło jej łatwiej, gdy znajomość nie była całkowicie neutralna.
Przechyliła lekko głowę, zainteresowana jego słowami. Wystarczyło pociągnąć go za język, aby usłyszeć najpewniej coś całkiem ciekawego. Zignorowała jego kpinę, udając chyba pierwszy raz, że wcale nie załapała ów humoru.- Słucham? Więc zróbmy sobie mały koncert życzeń w takim razie.- odparła, mając nadzieję, że ten temat pozwoli jej skupić uwagę na czymś innym niż ostatnie wydarzenia i wszystko, co odczuwała teraz w sposób, w jaki zdecydowanie nie chciała.
Mimo iż zdziwiło ją, że został, mogła podzielić jego zdanie. Ponowna cisza z obu stron niczego by nie wyjaśniła, niczego nie naprawiła, a jedynie znów namnożyłaby niewiadomych do kolejnego spotkania, które mogłoby nie mieć wcale lepszego przebiegu. Przesunęła się na łóżku tak, aby barkiem oprzeć się o drewniany, zdobiony lekko zagłówek i tym samym siedzieć przodem do mężczyzny. Korzystała z chwili, gdy zaklęcia spełniały swe zadanie, osłabiając kaca, a przyjemny półmrok w sypialni dodatkowo poprawiał samopoczucie. Pociągnęła kołdrę jedynie na nogi, bardziej z odruchu niż z zimna, jakie mogła odczuć. Pora roku zdecydowanie nie sprawiała, że w pomieszczeniu było nawet odrobinę chłodno. Kiedy nakreślił dokładniej, co się działo, w duchu ucieszyła się, że tak właśnie się wszystko się potoczyło, że odcięło ją nim zdążyła chlapnąć coś głupiego, bo pamiętając, co mówiła dziewczynom… najpewniej nic mądrego nie powiedziałaby Drew.
- Dziękuję, za ogarnięcie mnie i wszystkiego. Nie musiałeś tego robić.- stwierdziła, czując się nagle nieco skrępowaną. Mimo to przechyliła się do przodu, składając delikatny pocałunek na jego policzku, by za chwilę odchylić się z powrotem.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Sypialnia [odnośnik]20.02.21 20:54
Zwykle korzystał z okazji, dlatego nie dziwił się, że mogła dojść do podobnego wniosku, lecz jak zapewne zdążyła zauważyć ich spotkania nie zakończyły się na przypadkowym drinkowaniu w dniu urodzin. Darzył ją szacunkiem, podziwiał umiejętności, których z pewnością nigdy sam nie będzie w stanie posiąść, dlatego nie wyobrażał sobie być równie perfidnym. Skreśliłby wtem nawiązane konszachty, a przecież nie o to mu chodziło.
-Martwi Cię ta sytuacja?- spytał w końcu dokładnie obserwując zamiany mimiki jej twarzy. Czuł, że nie podchodziła do zdania osób trzeci w równie nonszalancki sposób co on. -Powiedzmy, że będzie to nasza mała tajemnica- wygiął wargi w ironicznym wyrazie, choć nie było w tych słowach krzty fałszu. Nie zamierzał opowiadać o feralnej nocy na prawo i lewo, z resztą wyjątkowo rzadko poruszał prywatne kwestie nawet w towarzystwie lojalnych sobie ludzi. Wypełnione alkoholem konwersacje z Caelanem czy Mulciberem odbiegały od podobnych tematów i właściwie gdyby dłużej się nad tym zastanowić to nie miał zielonego pojęcia o ich relacjach z kobietami. Nie czuli konieczności wnikania w te aspekty mając wiele innych, znacznie bardziej nurtujących dyskusji.
Nie chciał wywierać na niej żadnej presji, ani tym bardziej ciągnąć za język. Sam nie lubił podobnej wścibskości, więc kiedy krótko skwitowała jego pytanie skinął lekko głową i uniósł butelkę w geście toastu. -Żeby przeszłość nie ciągnęła się za nami jak smród na Nokturnie- rzucił z szelmowskim uśmiechem, po czym upił kilka łyków czując jak trunek przyjemnie zapiekł go w gardle. -Na pewno nie chcesz?- spytał nieco retorycznie, bowiem już wcześniej wyraźnie przekreśliła możliwość małej powtórki z rozrywki. Z pewnością nie skończyłaby się ona równie źle – jako, że mieli przed sobą jedynie ognistą, a nie mieszankę innych środków – ale rozumiał decyzję i nie zamierzał się z nią spierać. Być może gdyby sam miał możliwość powstrzymania bólu głowy magią, to oduczyłby się pić zaraz po pierwszym ukłuciu w skroniach.
-Tak? W takim razie panno- zmrużył na moment oczy biorąc pod uwagę ostatnie doniesienia -chyba panno Blythe- poprawił się nie mogąc powstrzymać drobnej zgryźliwości. -Pozwolę Ci na ustalenie zasad koncertu- uniósł brew kiwając wolno głową. -Zaskocz mnie- dodał z wyraźnym zainteresowaniem w głosie. Skoro już względnie uporała się z kacem – choć akurat tutaj oszukiwała wspomagając się zaklęciami – mogła przejąć pałeczkę i odgryźć się za liczne serdeczności z jego strony.
Dostrzegł wyraźną ulgę na jej twarzy, co mogło zaowocować nieco lepszym nastrojem. Zdecydowanie bardziej pasowała mu jej wredna i złośliwa natura, niżeli przepełniony złością ton, który nie miał nic wspólnego z szeroko pojętą ironią. Zdążył przywyknąć do uciekania z mieszkania, kiedy panna wstawała lewą nogą, lecz tym razem nawet nie miał do tego okazji, albowiem w chwili wymiany zdań padło już nader wiele słów. -Nie musiałem- przyznał jej rację. Zrobił mały wyjątek, zwykły ludzki gest, o którego wielu nawet by go nie posądziło. Czasem bawiło go jak nisko klasyfikowały jego osobę, utworzone przez nikogo innego jak społeczeństwo, stereotypy, aczkolwiek widział w tym same pozytywne strony. Nieprzewidywalność zawsze działała na korzyść, podobnie jak element zaskoczenia.
Drobny pocałunek wywołał na jego twarzy szelmowski uśmiech. W chwili, gdy postanowiła powrócić do wcześniejszej pozycji, chwycił ją za dłoń i uniósł wzrok na wysokość brązowych tęczówek.
-Zdecydowanie bardziej wolałbym być niewyspany z innego powodu- dodał nie kryjąc dwuznaczności, choć bardziej zahaczała ona o żartobliwy ton, jak perfidność. -Powiesz mi zatem o czym chciałaś ze mną porozmawiać?- spytał z wyraźnym zaciekawieniem w głosie, po czym delikatnie pociągnął ją w swoją stronę wyciągając drugie ramię wzdłuż drewnianego oparcia.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Sypialnia [odnośnik]22.02.21 20:27
Zgodnie z tym, co powiedziała chwilę wcześniej, doceniała ów fakt. Drew powoli zyskiwał w jej oczach, okazując się interesujący oraz zaskakująco inny od tego, co sądziła o nim po pierwszym spotkaniu oraz paru kolejnych. Co prawda napomknęła mu o tym już podczas nieplanowanej rozmowy w Alejce nad brzegiem Tamizy, ale teraz cały czas korygowała opinię, jaką miała o nim. Szybkie szufladkowanie poszczególnych osób przychodziło jej łatwo, najczęściej również nie myliła się w pierwszych wnioskach, ale tym razem być może było inaczej.
- Trochę.- przyznała, nie kryjąc tego. Jakby nie patrzeć mężczyźni mogli pozwolić sobie na lepszą bądź gorszą opinię w otoczeniu, tak kobietą zwykle złe zdanie innych nie wychodziło na dobre. W tym przypadku chodziło również o coś więcej, ale tego wolała nie poruszać w rozmowie. Jeszcze nie.- Nasza mała tajemnica.- powtórzyła, delikatnie unosząc brew, ale na jej ustach pojawił się cień uśmiechu.- Brzmi dobrze.- dodała. Nie spodziewała się, aby rozpowiadał o tym, jej życie oraz wybryki nie były dość interesujące, aby mówić o tym komukolwiek, ale chciała, aby zapomnieli o tym oboje. Żeby nigdy nie wyszło to już w rozmowie, bo sama będzie uparcie próbowała wyprzeć te fakty z pamięci.
Specyficzny toast przyjęła z lekkim rozbawieniem, ale tylko pokiwała głową, zgadzając się z tym. Chciała jak najszybciej odciąć się od przeszłości, zostawić ją za sobą za zamkniętymi drzwiami, aby nie roztrząsać i nie zastanawiać się nad tym, czego analizowanie nie miało obecnie sensu. Dlatego też doceniała, że nie dociekał, ograniczył pytania o szczegóły do jednego, które najpewniej nie dało mu za wiele. Wygodne w jego towarzystwie było to, że najwyraźniej szanował, iż pewne tematy trzeba zakończyć, zanim zostaną na dobre rozpoczęte.
- Chyba czas na pewien okres odstawić alkohol.- odparła, gdy padło pytanie. Była pewna, że wcale nie musiała odpowiadać, że wcześniejsze słowa były dość jasne, ale jednak skusiła się na krótką odpowiedź. Zerknęła na butelkę, z której popijał co chwilę.- Wymieniłeś swą wierną i ukochaną piersiówkę na butelkę? Łatwo porzucasz cenne Ci rzeczy.- podjęła żartem, nieświadoma jak blisko straty piersiówki był Macnair. Skupiła na nim ciemne tęczówki, gdy zwrócił się do niej zdecydowanie inaczej niż zwykle.
- Naprawdę potrzebujesz zasad? – udała bardziej zdziwioną, niż była.- Psucie takiej szansy regułami czy jakimikolwiek ograniczeniami, to coś, czego nie spodziewałam się po tobie. Czuję się lekko zawiedziona.- dodała, powoli jej głos znów pobrzmiewał rozbawieniem, nutami lżejszymi i dalekimi od złości. Mogła dużo ryzykować, pozostawiając wolną rękę jemu i sobie, ale była gotowa podjąć się tego. Liczyła na obustronny rozsądek, nawet jeśli mogło to być naiwne. Cień zaufania jednak istniał, odrobinę nadszarpywany pewnymi sytuacjami, ale naprawiany kolejnymi.
Podczas ostatniego spotkania, skrycie obawiała się konsekwencji tamtego pocałunku, samego przekraczania granic w towarzystwie Macnaira, lecz teraz pochylając się w jego stronę z pewnym zamiarem, znów miała poczucie, że wie co robi. Nie miała pojęcia skąd obecna pewność decyzji, gdy otoczenie było całkowicie inne, takie, którego nie spodziewała się za szybko. Spojrzała na jego dłoń, gdy złapał ją za rękę, ale nie próbowała pozbyć się dotyku. Uniosła wzrok, łapiąc z nim kontakt wzrokowy. Znów to samo… chociaż teraz nie wymuszał tego, a sama odruchowo szukała ciemnych tęczówek mężczyzny.
- Doprawdy? Szkoda, że nie jestem już w stanie nic na to poradzić.- podjęła, jakoś nie mogąc zbyć tego milczeniem. Chciała dopowiedzieć coś jeszcze, ale zrezygnowała, zamierzając jeszcze trochę zgrywać niewiniątko. Przesunęła się, gdy pociągnął ją bliżej, rzucając mu tylko uważniejsze spojrzenie.
- Dobre pytanie, ale nie mam pojęcia. Jak sam zauważyłeś, byłam w niezbyt ciekawym stanie i nie pamiętam- oh, domyślała się, jaki był tego powód, ale pod wpływem pewnie łatwiej byłoby przejść przez rozmowę niż obecnie, dlatego też chwilowo nie zamierzała tego robić.- Mówiłeś, że przyszedłeś… tak po prostu? Dlaczego? Po co? – spytała, gdy tylko przypomniała sobie o tym.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Sypialnia [odnośnik]28.02.21 16:19
Dobrze, że nie mógł poznawać jej myśli na bieżąco, bowiem bardzo szybko zbłądziłby w istnym labiryncie targających nią emocji. Pierwszym wrażeniem po obudzeniu się było istne odsunięcie od siebie wrażenia, że był kimś wartościowszym niżeli na pozór mogłoby się wydawać, zaś później ponownie powrócił obraz pozostawiony po ostatnim ze spotkań. Szybko pojął, iż zrozumienie jej nie będzie prostym wyzwaniem, jednakże nie sądził, że poziom trudności będzie równie wysoki.
-Nie masz czym, naprawdę- odparł zerkając wprost w jej brązowe tęczówki. -Będzie chociaż o czym opowiadać na kolejnych damskich schadzkach, a i ja skorzystam na pokaźnej puli nienagannych żartów oraz przytyków- zaśmiał się pod nosem nie kryjąc żartobliwego tonu. Nie mógł obiecać, że sam zapomni o tej nocy i nigdy więcej nie powróci do niej w ironicznym wyrazie, lecz mogła mieć pewność, iż nikt więcej nie dowie się o przebiegu wydarzeń. -Fakt, że posprzątałem Ci salon też zachowasz dla siebie prawda?- dodał w ramach małego rewanżu. W istocie nie widział w tym nic złego tudzież uderzającego w ego, ale czuł iż drobna tajemnica mogła poprawić nieco podupadłe samopoczucie. Nie miała powodów do wyrzutów sumienia, właściwie gdzieś z tyłu głowy czuł, że gdyby role się odwróciły postąpiłaby podobnie. Marna była na taki scenariusz szansa, bowiem stronił od środków wykraczających poza procenty, jednakże gorszy stan nie musiał być uzależniony jedynie od chaosu w głowie.
-Daj spokój. Mówisz jakbym naprawdę miał Cię zagarnąć wpół przytomną z portowego zaułku- uniósł brew wymownie, a jego warga zadrżała w lekkim uśmiechu. -Z resztą nie do końca chce mi się wierzyć, że wina leży tylko i wyłącznie po stronie alkoholu. Pamiętam jak nie wylewałaś za kołnierz w Mantykorze i jeszcze o własnych siłach dotarłaś do domu- przynajmniej tak to wspominał – w końcu nie dała się odprowadzić pod samo mieszkanie, a jedynie do ulic łączących Nokturn z Pokątną. Nie puściłby jej samej w środku nocy tą szemraną dzielnicą, bowiem istniało dość duże prawdopodobieństwo, że nie mieliby sposobności spotkać się po raz kolejny.
-Niestety jest już pusta- odparł z cichym, teatralnym westchnieniem. Ulubiona piersiówka też miała dno i choć rzadko je widział, to wówczas spędził nader wiele czasu poza domem, aby mogła pozostać wypełniona ognistą. Nie wyobrażał sobie się z nią rozstać – czego podczas wydarzeń na placu było bardzo blisko – gdyż skryta była w wewnętrznej kieszeni jego szaty od przeszło dekady.
-W takim razie- zaczął sięgając palcami do krańców swojej koszulki, aby ją ściągnąć -ja swoje pierwsze zdanie wykonałem. Pamiętał w końcu od czego zaczął się temat życzeń. -Skoro nadeszła moja, wyczekana kolej chciałbym dowiedzieć się, czy prawdą było stwierdzenie, że panienka nie może przestać o mnie myśleć- rzucił spoglądając w jej brązowe tęczówki z rozbawieniem, przez które przebijała się ciekawość. Gdzieś z tyłu głowy zdawał sobie sprawę, że mówiła od rzeczy, choć od ich ostatniego spotkania wiele zmieniło się i być może było w tym ziarnko prawdy.
-A chciałabyś móc poradzić?- nie przestawał zarzucać ją pytaniami, ale nie czuł z tego powodu dyskomfortu. Milknąc na moment, aby mogła zebrać myśli, zakreślił kciukiem koło na wierzchu jej dłoni i powędrował w tamtym kierunku wzrokiem. Nie odsuwała się, nie obawiała spojrzenia prosto w oczy, na skutek czego nasuwała mu się kolejna już wątpliwość, której jeszcze nie zamierzał wyjawiać. -Nie wierzę Ci- odparł w podobnym tonie, co dziewczyna kilkanaście minut wcześniej, kiedy opowiedział jej co się działo w salonie. -Ciągle odpowiadasz pytaniem na pytanie- stwierdził kręcąc lekko głową. -W ten sposób do niczego nie dojdziemy- dodał opierając butelkę o drewniane oparcie łóżka, aby móc wolną już dłonią powędrować w okolice jej brody, którą delikatnie uniósł ku górze. Chciał widzieć jej tęczówki.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Sypialnia [odnośnik]05.03.21 17:19
Niestety, nigdy nie była prosta do zrozumienia czy rozszyfrowania. Skrywała wiele emocji, jeszcze więcej myśli, nauczona tego jeszcze w rodzinnym domu, a co doszlifowała przez czas spędzony w mieszanym towarzystwie. Nigdy nie mogła obiecać, że dotarcie do niej będzie łatwe oraz szybkie, gdy nawet stopniowo odsłaniając karty, coś pozostawiała w niedopowiedzeniach. Uśmiechnęła się lekko w reakcji na jego słowa.- Bez wątpienia.- opowiadanie o tym to ostatnie czego chciała, chociaż w towarzystwie przyjaciółek może i przyzna się do największej porażki, jaka przytrafiła jej się od bardzo dawna. Dziwne sytuacje się zdarzały, ale coś takiego jednak przebijało wszystko.
Nie wątpiła, że ten temat jeszcze kiedyś wróci, nawet gdyby ją zapewnił. Takie sytuacje zachęcały, aby o nich wspomnieć w najbardziej nie odpowiednich momentach, ale cóż mogła to przeżyć i powoli coraz mniej ubolewała nad tym faktem.- Zdecydowanie. Nie rozpowiem, że w wolnych chwilach robisz za pomoc domową. Przypuszczam, że znalazłoby się sporo zainteresowanych.- zaśmiała się cicho, spoglądając na niego. Gdyby sytuacja się odwróciła, bez wątpienia zrobiłaby identycznie z czystego odruchu, ale i świadomości, że nie mogłaby zostawić go tak.
Skrzywiła się minimalnie, nawet nie wyobrażając sobie, jak upokarzające byłoby, gdyby do takiego stanu doprowadziła się poza własnym mieszkaniem.
- Gdybyś zgarnął, najpewniej już nigdy nie ruszyłabym alkoholu, skoro skończyłoby się w taki sposób.- stwierdziła szczerze. Bez wątpienia nigdy więcej nie sięgnęłaby po nic wysokoprocentowego, obawiając się powtórki. Teraz jedynie wolała przystopować, bo konsekwencje ów pofolgowania nie były aż tak dotkliwe, jak pewnie mogłyby być.- Uwierz, że do tej pory zastanawiam się jakim cudem trzymałam się tak dobrze, dotrzymując ci kroku w każdym wychylonym kieliszku.- to pozostawało swoistą tajemnicą, której nie mogła rozgryźć. Nie miała aż tak mocnej głowy, przynajmniej wtedy, bo obecnie częściej miała okazję przysiąść z kimś i butelką słabszego, bądź mocniejszego alkoholu.- I masz rację, wina nie leży tylko po stronie procentów.- dodała, przytakując mu, że popełniła ten durny błąd mieszania używek.
Kąciki jej ust zadrżały lekko, gdy obserwowała teatralność, z jaką skomentował brak piersiówki.- Tragedia.- szepnęła jedynie, nie kryjąc rozbawienia. Nie skupiła się na ów temacie na dłużej, bo podjął kolejny bardziej interesujący. Obserwowała z uwagą, gdy sięgnął do krawędzi koszulki i pozbył się jej chwilę później. Bez skrępowania przesunęła wzrokiem po jego sylwetce, unosząc delikatnie brew, gdy powróciła spojrzeniem na jego twarz. Słysząc jego życzenie, zawahała się na krótki moment, ale cóż sama doprowadziła do podobnej sytuacji, dając mu szansę na wyciągniecie szczerej odpowiedzi w ramach rewanżu. Uśmiech powrócił na jej usta, aby ukryć naruszoną pewność siebie.- W pewnym sensie tak, ale chyba nie powinno cię to zaskoczyć – ostatnie spotkanie nie miało standardowego przebiegu od samego początku do końca, wszystko, co się stało sprawiało, że mężczyzna musiał pozostać na dłużej w myślach, zaczynając od zwykłego chłodnego analizowania, dlaczego do tego doszło. Korzystając z faktu, że nie określona została ilość życzeń, postanowiła jeszcze to wykorzystać, chociaż chwilowo jej uwaga została lekko odwrócona.
- Być może.- odparła spokojnie. Naprawdę potrzebowali kolejnych komplikacji? Zdawało się, że już było wystarczająco ciężko, a jednak każda kolejna chwila, wcale nie poprawiała sytuacji, tak jak i delikatny dotyk nie ułatwiał zebrania myśli. Kącik jej ust uniósł się w reakcji na identyczne słowa, które wypowiedziała wcześniej.- Wiem - jej odpowiedź była słaba, ale nie zdobyła się na nic innego.
Przymknęła na moment powieki, gdy złapał ją za podbródek i skłonił do uniesienia głowy. Dopiero po chwili otworzyła znów oczy, aby dać mu to, czego chciał. Naprawdę zastanawiała się, dlaczego mu na to pozwala, co takiego miał w sobie, że bunt, jaki był wpisany w jej charakter, ustępował w takich momentach.- Niech ci będzie, przestanę.- wzruszyła lekko ramionami. Uniosła wolną dłoń, aby złapać go za rękę przetrzymującą jej podbródek i odsunąć od siebie. Spojrzała na jego przedramię, zrywając kontakt wzrokowy.- Widziałam już ten wzór na męskim przedramieniu… i zastanawiam się, na ile powinno mnie niepokoić, że również go masz.- szepnęła, przesuwając palcem przy samej krawędzi znaku, lecz finalnie nie dotykając czerni.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Sypialnia [odnośnik]14.03.21 14:31
-Zdążyłem zauważyć- uniósł dość wymownie brwi na samo wspomnienie wczorajszego wieczora. Nie potrzebował tych wszystkich sztucznych grzeczności, przebiegłych uśmieszków i teatralnych gestów. Sam również stronił od podobnego zachowania, był po prostu chamskim, złośliwym sobą i nie zamierzał w żaden sposób tego zmieniać – tym bardziej na pokaz. -Ja Ci dam pomoc domową- zmrużył oczy piorunując ją spojrzeniem. -Nim się obejrzysz sama będziesz robić za skrzata- dodał żartobliwe wiedząc, że wypowiadała się w podobnym tonie.
-Nigdy nie mów nigdy- wtrącił nie wyobrażając sobie podobnej abstynencji. Rozumiał, że dla dziewczyny mogło być to utrapieniem, a nawet solidną lekcją, jednakże on sam nie podchodziły do tego z podobnymi wyrzutami. Czasami puszczały hamulce; stres, przepracowanie, nadmierne emocje i finalnie poranek był paskudny, a pamięć zbyt zamglona, aby być świadom przebiegu wieczora.
-Sam jestem dziw, że wytrzymałaś bez wzdrygnięcia się nawet Pięść Hagrida- wygiął wargi w kpiącym wyrazie pamiętając jak wyciągał kolejne trunki, aż w końcu przyszło im spróbować tego najmocniejszego. Jeśli tylko na nim skupiało się uwagę to istniała możliwość przechylenia kilku głębszych, lecz kiedy wcześniej wypiło się istną mieszankę to wspomniany trunek był zabójstwem.
Wspomnienie o zażyciu innych środków potwierdziło jego przypuszczenia. Westchnął pod nosem spoglądając na nią nieco spod byka, bo choć nie potępiał ludzi za ich branie, to nie chciał nawet myśleć, że przez nie mogła narazić swoje zdrowie. -Liczę, że tylko w mieszkaniu przychodzą Ci takie pomysły do głowy- stwierdził, choć zabrzmiało to bardziej jak pytanie, bez cienia kpiny na twarzy tudzież w głosie. Wielokrotnie był świadkiem jak czarodziejom odejmowało zdrowy rozsądek, jak krzątali się bezcelowo od ściany do ściany na Śmiertelnym Nokturnie i stawali obiektem przemocy lokalnych rabusiów. Momentalnie jednak wygiął wargi w szelmowskim uśmiechu, jakoby nie chciał dać po sobie poznać, że ta informacja nieco go zmartwiła; w końcu rzadko troszczył się o kogokolwiek, a tego przejawu nie chciał do siebie dopuścić.
-Żebyś wiedziała- odparł w kwestii piersiówki. Zaraz po zrzuceniu materiału skupił spojrzenie na jej twarzy widząc jak mierzyła go bezceremonialnie wzrokiem, a podobno to panowie mieli w sobie zbyt mało pokładów samokontroli. Nie miał nic przeciwko, sam również nie mógł zdusić w sobie chęci podziwiania jej wdzięków – co właściwie trwało do tej pory – i od czasu do czasu zapędzał się tam gdzie nie powinien. -Dlaczego?- spytał zainteresowany jej odpowiedzią. Domyślał się, że trapiło ją ich ostatnie spotkanie, lecz skoro tak było, to dlaczego nie postanowiła napisać listu? Milczała tak samo jak po wydarzeniach w piwnicy, kiedy to nie wszystko poszło zgodnie z jej wyobrażeniem, być może planem. Sądził jednak, iż zdołali sobie pewne kwestie wyjaśnić, naprostować, a mimo to wciąż unikała kontaktu i tym samym udowadniała mu, że woli zatrzymać relację na biznesowej stopie. Wówczas jednak ponownie wszystko wywróciło się do góry nogami; słowa, gesty, spojrzenia nie przejawiały tego, co podpowiadał rozum.
Kącik jego ust zadrżał, w chwili gdy nie zaprzeczyła na małą dwuznaczność – do braku sprecyzowanej odpowiedzi najwyraźniej zaczął się już przyzwyczajać. -No więc wyrzuć to z siebie- nie obawiał się pytań, bowiem domyślał się, że takowych miała wiele, nie stronił też od wysłuchania wątpliwości. Ciekaw był, co ją trapiło.
Gdy odsunęła jego dłoń nie powrócił nią do butelki, tylko ułożył na delikatnej skórze szyi i wolno przesunął wzdłuż niej palcami, aż do samego ramienia, które odkrył spode cieniutkiego materiału. Słyszał jej pytanie, uśmiechnął się na nie, lecz nie odpowiedział od razu badając wzrokiem drobne ciało. -Nie masz się czym niepokoić- odparł wiedząc, że znak był coraz bardziej rozpoznawalny. Budził grozę i strach; ludzie widzieli w nim potęgę Lorda Voldemorta. -U kogo go widziałaś i kiedy?- spytał kalkulując w głowie, który ze Śmierciożerców był jej bliski, bowiem zwykle – szczególnie wcześniej – skrywali go pod rękawem koszuli. Zdziwiło go nieznacznie owe wyznanie, jednakże nie zamierzał tego po sobie pokazywać – jeszcze nie.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Sypialnia [odnośnik]16.03.21 21:17
Odpowiedziała mu jedynie lekkim uśmiechem, bo cóż mogła więcej zrobić. Zaraz zaśmiała się cicho, gdy wyraźnie nie spodobało mu się określenie pomoc domowa.
- To udowadnia, że jesteś wszechstronnie uzdolniony, mój drogi.- nie koniecznie zależało jej na łagodzeniu sytuacji, bo domyślała się, że wcale nie jest to konieczne.- Zobaczymy.- dodała, utrzymując rozbawienie.
W takim przypadku nie pozostałoby za wiele opcji, gdy problem z trunkami okazałby się realny. Dlatego nie szukałaby rozwiązań pośrednich, a wyeliminowała to, co doprowadziłoby do upokarzającego zdarzenia. Czasami wolała działania na zasadzie zero jedynkowym.
- Ta kwestia chyba pozostanie tajemnicą nie do rozwiązania.- stwierdziła z rozbawieniem, bo jakim cudem przetrwała wszystko i utrzymała się w pionie to coś na co nie potrafiła odpowiedzieć.
Zdziwiło ją spojrzenie, które jej rzucił i wyraźne niezadowolenie malujące się na jego twarzy. Nie spodziewała się takiej reakcji, prędzej sądziła, że padnie jakaś kpiąca uwaga i temat się urwie, skoro nie wymagał większych wyjaśnień. Zrobiła głupotę i przyjdzie jej jeszcze pocierpieć, gdy zaklęcia przestaną działać.- To była jednorazowa sytuacja.- odparła, poddając się dziwnej potrzebie, aby wytłumaczyć się z tego i jakkolwiek wybronić. Poczuła lekkie zdezorientowanie, gdy tylko wypowiedziała ów słowa, bo zwykle zbywała osoby, które próbowały ją strofować.
Wiedziała, że jest obserwowana, ale nie miała z tym problemu, nawet kiedy ciemne tęczówki wędrowały po męskim torsie. Robiąc coś świadomie, nie czuła się skrępowana, gdy była na takowym przyłapana. Poza tym oczywiste było, dlaczego jej drobne życzenie prowadziło właśnie do tego, więc co najmniej dziwne byłoby, gdyby obecnie wzbraniała się przed lekko oceniającym spojrzeniem. Zauważyła, że jego wzrok również uciekał co pewien czas, ale ignorowała ten fakt. Nie miała nic przeciwko temu, skoro sama postępowała podobnie. Kiedy zadał pytanie, skupiła większą uwagę na nim. Powinna to przewidzieć, mieć ułożone już jakieś ładne kłamstewko, które zatrzymałoby temat w miejscu i pozwoliło uniknąć brnięcia dalej. Nie zrobiła tego jednak, skąd zapadła chwila ciszy.- Naprawdę pytasz? – kupowanie sobie jeszcze paru sekund, zaczynało wychodzić jej coraz lepiej, zwłaszcza, gdy nie była pewna odpowiedzi.- Nie jesteś osobą, którą można łatwo wyprzeć z pamięci, gdy nie widzi się jej na oczy.- stwierdziła, nieco poważniejąc.- A ostatnie spotkanie, dodatkowo nie ułatwia tego.- dodała z cieniem niechęci w głosie, chociaż ciężko było określić w kogo wycelowana jest ów niechęć. W myślach ciągle pobrzmiewały jej słowa przyjaciółek, opinia jaką wydały, gdy szczątkowo zwierzyła się z tego, co się działo. Jak na złość, to nie mogło ulecieć dzięki procentom. Nie zamierzała brnąć w bardziej skomplikowane relacje, miała już nauczkę z poprzedniej próby. Z tego powodu próbowała spoglądać na wszystko z dystansem, odpychać przeszkadzające emocje, aby pozwoliły zwodzić i bawić się towarzystwem, lecz nie utrudniały niczego. Chciała dodać coś jeszcze, lecz zrezygnowała, rozproszona dotykiem. Spoglądała na niego z cieniem uśmiechu, czując palce wędrujące po skórze i pokonujące przeszkodę w postaci cienkiej satyny osłaniającej ciało. Przygryzła delikatnie wargę, przechylając minimalnie głowę i próbując powstrzymać cisnący się na usta uśmieszek. - I powinnam ci zaufać? – spytała cicho, chociaż co zaskakujące, naprawdę była skora uwierzyć mu w to, mimo że rozsądek podpowiadał inaczej. Słysząc pytanie, uniosła nieco wyraźniej kąciki ust i w pierwszej chwili chciała wypowiedzieć nazwisko tego u którego zobaczyła ów znak. Zrezygnowała jednak, może nie miało to sensu, lecz chciała pozostać przy tym, co pielęgnowane było przez lata.- Uznajmy, że to moja mała tajemnica. Jestem pewna, że w końcu sam na to wpadniesz...- odparła, przysuwając się jeszcze bliżej, aby znaleźć sobie wygodniejsze miejsce na męskich udach. Zignorowała fakt, że wąski pasek, który utrzymywał poły szlafroka razem, poluzował się na tyle, aby odsłonić więcej ciała.- Kiedy? Pierwszy raz czy ostatni? – uniosła lekko brew, dając mu do zrozumienia, że nie było to przypadkowe zauważenie, kiedy rękaw koszuli podwinął się z powodu nieostrożności. Nim zdążyła usłyszeć odpowiedź, pochyliła się niwelując dystans całkowicie i objęła lekko Drew za szyję, by pocałować go z czystej chęci, aby właśnie teraz to zrobić. Daleko było temu do pocałunku z alejki, wtedy krótkiemu i zadziornemu, ograniczonego świadomością, gdzie się znajdowali. Tutaj nie istniała groźba niespodziewanego towarzystwa, dlatego przesunęła czubkiem języka po jego ustach, prowokując i zachęcając.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Sypialnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach