Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Sypialnia
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Sypialnia

Całkiem duża i nieco chłodniejsza kolorystycznie od innych pomieszczeń w domu. Poza kilkoma cieplejszymi elementami dominują tu raczej szarości i biele. Centralną część zajmuje duże dwuosobowe łóżko, zawsze starannie zaścielone, a po jego bokach stoją dwie szafki nocne. Pod ścianą znajduje się mała komoda oraz fotel, którego od dawna właścicielka zamierza się stąd pozbyć. Na oknach zasłony, ograniczające nieco wpadające do środka światło. Tylko tutaj nie uraczy się niczego, co wiąże się z zainteresowaniami panny Blythe.
Belvina Blythe
Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel rodu Black
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f152-grimmauld-place-5-8 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down


Westchnął wiedząc, że zdecydowanie bardziej wolał być uzdolniony w innych aspektach jak sprzątanie mieszkania, choć życie w samotności zmusiło go do oswojenia się z kilkoma przydatnymi zaklęciami. Nie lubił brudu, ciężko mu się było wtem skupić na pracy czy studiowaniu run, dlatego zwykle utrzymywał ład na miarę możliwości własnego mieszkania. Było one dalekiego od luksusów posiadanych przez Belvinę, lecz póki co nie zamierzał trwonić gotówki na wygodę. Inwestując w Mantykorę zaryzykował, ale w końcu zaczęła się zwracać i to skłoniło go do decyzji, że nie zamierzał tylko na niej poprzestać.
-Nie wiem czy powinienem za ten komplement podziękować, czy wręcz przeciwnie. Nie mniej jednak nie przyzwyczajaj się, aż nadto- wygiął wargi w kpiącym wyrazie. -Liczę na rewanż w tej kwestii- dodał właściwie od razu, po czym skupił się na znacznie ciekawszym temacie. Skoro sama nie wiedziała jakim cudem udało się jej utrzymać na nogach i samodzielnie wrócić do mieszkania, to tym bardziej on nie był w stanie znaleźć stosownej odpowiedzi. Pozostało mu zgadywać. -Pewnie wzmocniłaś się jakimiś miksturami lub zaklęciami- zażartował wiedząc, że w międzyczasie nie miała kiedy tego zrobić, w końcu ciągle była z nim. Wątpił, iż przed samotnym wyjściem do baru brała pod uwagę dalszą jego cześć i założyła perspektywę istnej mieszanki trunków. Jeśli tak było – cóż pozostało mu ściągnąć czapkę z głowy i powinszować, bowiem on sam nawet o tym nie pomyślał.
-Nie musisz mi się tłumaczyć, jesteś dorosła- cień uśmiechu zagościł na jego twarzy, choć daleki był od ironicznego. Unikał innych środków jak alkohol, nie kręciło go to, nie budziło ciekawości, czy pragnienia spróbowania wszystkiego. Dobry odlot mógł mieć po kilku szybkich pięćdziesiątkach, zachowując przy tym resztki rozumu, zaś substancje odurzające kompletnie go wyłączały i skazywały na konieczność poddania się ich mocy. Wielokrotnie był w towarzystwie osób, które mieszały różne używki – nie miał tutaj na myśli diablego ziela, bowiem je sam lubił zapalić uznając za mało szkodliwe w rozsądnych ilościach – i na jakiś czas kompletnie odłączały się od rzeczywistości, by finalnie dochodzić do siebie trzy kolejne dni. W zaciszu domowym mógł jeszcze zrozumieć, dlatego nie zbeształ nader bardzo jej decyzji, ale jak ktoś miał głupią odwagę robić to w miejscu publicznym, to nie potrafił się tym idiotyzmem nadziwić. Abstrahując od jego podejścia nie wyobrażał sobie krytykować jej postawy; rzadko kogokolwiek pouczał nie czując się odpowiednią osobą do strofowania, a ponadto była już dużą dziewczyną.
Skupił spojrzenie na jej tęczówkach, kiedy postanowiła – ku jego zdziwieniu – odpowiedzieć na pytanie. Wygiął wargi w lekkim uśmiechu, a brew mimowolnie powędrowała ku górze, gdy dość otwarcie przyznała się o powodzie zajmowania myśli. -Ostatnie spotkanie- pokiwał wolno głową podzielając jej słowa, bowiem on także powracał do tego znacznie częściej niżeli powinien.
-Trochę wychodzi na to, że tęskniłaś- rzucił bez cienia skrupułów; wiedział, że tak było, a chwilowa niechęć nie była wycelowana w niego, a niezrozumienie mimowolnie rozwijającej się relacji. Nie wiedział o jej rozmowie z przyjaciółkami, nie miał też pojęcia co wtem mówiła ona oraz przede wszystkim panie, bowiem znały ją znacznie lepiej niżeli on i łatwiej im było pewne aspekty wywnioskować.
-A, co? Martwisz się o mnie?- uniósł brew pytająco, kiedy zwątpiła w jego odpowiedź odnośnie Mrocznego Znaku. -Jest to dość wąskie grono i obawiam się, że nie będzie to trudne- zachował pewność w głosie zdając sobie sprawę, że jedno spotkanie z Ramseyem upewni go w tej kwestii. Nie zamierzał jednak drążyć, nie teraz kiedy palcami badał jej skórę, kiedy przysunęła się znacznie bliżej zwodząc go spojrzeniem. Skupił się na jej brązowych tęczówkach pozwalając sobie na przesunięcie dłoni na drugie ramię, aby w zupełności pozbyć się satynowego materiału. Wyprzedziła go o ułamek sekundy; poczuł jej cieple wargi zatopione w namiętnym, pozbawionym wszelkich skrupułów pocałunku. Oddał go, był nim pochłonięty, chciał to uczynić już wcześniej. Myśli skupiły się tylko i wyłącznie na niej, i tej chwili niepohamowanego pożądania, które w nim rozbudziła. Nie przestając smakować jej ust przesunął rękę na smukłe plecy pozbywając się kolejnej, zbędnej części garderoby, a następnie powoli uniósł ją i ułożył na plecach. Sam wsparł się na łokciach pozostając tuż nad drobnym, pozbawionym skazy ciele. Chciał mieć ją tylko dla siebie.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

No cóż, nie można było mieć wszystkiego i być uzdolnionym w każdej dziedzinie, a już zwłaszcza w tej, która była najbardziej oczekiwana, takie przecież musiały dostarczać najwięcej problemów. Osobiście cieszyło ją, że ogarnął bałagan, jaki się zrobił i ten jeden raz miała to z głowy, a po tak specyficznej pobudce najpewniej nie zabrałaby się do tego od razu. Dlatego jakby nie patrzeć, dostrzegała same plusy owej sytuacji.
- Nie będę Cię namawiała, abyś dziękował.- odparła z łagodnym uśmiechem, który nieco osłabł po chwili.- Czyli już nie zjawisz się w drzwiach tak spontanicznie? – ciemne spojrzenie zdradzało rozbawienie, które próbowała ukryć w mimice i tonie głosu.- Zobaczymy.- dodała ciszej. Liczyła, że nigdy nie przyjdzie jej znaleźć się na jego miejscu w identycznej sytuacji. Zwłaszcza, że miała o wiele mniej powodów, aby odwiedzać Nokturn o jakiejkolwiek porze dnia czy nocy.
Zdecydowanie nie wpadła na to, aby wzmocnić się w jakikolwiek sposób, spodziewając się tamtego wieczora wypić parę drinków i wrócić do domu w spokoju. Później natomiast poczeka, aż pewien jegomość postanowi odwiedzić ją i zająć resztę pozostałego czasu. Nic jednak nie poszło tak, jak zamierzała, stąd raczej cwane przygotowanie się na przyjęcie większej dawki procentów, nie wchodziło w grę. Nie był to jednak zły pomysł, a raczej dość interesujący… może kiedyś będzie miała okazję sprawdzić, czy i jakie zaklęcia lub eliksiry pomogą przeżyć szaloną noc. Obecnie zbyła to jedynie tajemniczym uśmieszkiem, nie wypowiadając ani słowa.
- Wiem, ale jednak wywołujesz wrażenie, jakbym musiała.- nie rozumiała skąd poczucie, aby wyjaśnić mu błąd, jaki popełniła i uświadomić, że raczej nie był to obowiązkowy punkt każdego damskiego spotkania. Skrajnie rzadko tłumaczyła się ze swoich decyzji i wszystkiego co robiła, zwykle decydując się na to, tylko kiedy była już przyparta do muru, a więc nie mając innego wyjścia. Teraz coś poszło nie tak jak zwykle. Większe doświadczenia z wszelakimi używkami, skończyły się wraz z opuszczeniem Francji i wejściem w poważniejsze oraz samodzielne życie. Zdarzało się jednak tak jak teraz, że sięgała po diable, lecz nie potrafiła przypomnieć sobie ostatniego razu, poprzedzającego ten wczorajszy. Pracując w szpitalu potrzebowała trzeźwego i czystego spojrzenia na wszystko, stąd nie było mowy o nadużywaniu czegokolwiek co przyćmiewałoby zdolność chłodnej analizy.
Nie spodziewała się takiej reakcji, specyficznego potwierdzenia, że nie tylko jej myśli wracały do tamtego spotkania. Nie miała pewności czy dobrze zrozumiała, ale nie próbowała nawet dopytywać, czując, że wejdzie na grząski grunt z którego nie będzie potrafiła uciec. Mimo wszystko nie żałowała tego, co się stało, chociaż komplikowało to ich znajomość w jakimś niedużym stopniu i odkąd pozostała sama w alejce planowała puścić ów moment w niepamięć. Koniec końców wychodziło jej to słabo i była tego świadoma.
Prychnęła cicho w reakcji na to, co usłyszała.
- Daleko mi do tęsknoty.- wywróciła oczami, nie biorąc tego nawet pod uwagę. To byłby już krok za daleko, moment w którym najpewniej zrobiłaby szybki odwrót. Starczyło, że natarczywie powracał w myślach i najczęściej w mało odpowiednich sytuacjach, lecz jakimś sposobem sprawiających, że łączyła je z nim. Pokręciła lekko głowa, zamierzając w pierwszej chwili ograniczyć się z odpowiedzią do owego gestu, aby zaraz zrezygnować.- Nie wydajesz się kimś o kogo trzeba się martwić.- skoro przeżył trzydzieści lat ze swoim specyficznym charakterem, to najpewniej musiał umieć sobie radzić.- Ale... mimo wszystko, uważaj na siebie. - szepnęła, odwracając od niego wzrok. Nie powiedziała nic na wieść, że grono osób noszący ów znak jest wąskie.
Kiedy cienki materiał został zsunięty również z drugiego ramienia, uśmiechnęła się nikle, wyplątując ręce z satyny, aby już nie przeszkadzała, gdy granatowa koronka bielizny śmiało i zauważalnie odcinała się od jasnej skóry. Wiedziała, że tym, co robią nie uporządkują napiętej relacji, ale nie interesowało jej to w obecnej chwili, gdy bez wahania wytyczyła ścieżkę namiętności, na której mężczyzna dotrzymywał jej kroku. Czując, jak kolejna przeszkoda zostaje usunięta przez zdecydowane męskie dłonie, ponownie objęła go lekko za szyję, nie przerywając pocałunku ani na moment. Miała pewność, czego chce i zamierzała do tego dążyć, nie dostrzegając ani grama sprzeciwu ze strony Drew. Zmrużyła odrobinę oczy, kiedy pod plecami poczuła miękką pościel. Powędrowała dłońmi w dół po ciele Macnaira, opuszkami palców wyczuwając bliznę, podobne skazy tworzyły swoistą historię, lecz nie zamierzała dziś poświęcać im czasu. Zwinne palce, rozpięły spodnie, by na ślepo zsunąć je odrobinę z bioder mężczyzny. Mimo to nie spieszyła się przesadnie, gdy nie było ku temu powodów, jak również brakowało miejsca na niepewność czy wahanie, odkąd napierające na siebie usta, jasno uświadamiały, że żadne się nie cofnie. Mogła smakować chwilę, sycić się nim w każdy sposób i na każdej płaszczyźnie, która przychodziła do głowy, a pomysłów miała wiele.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel rodu Black
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f152-grimmauld-place-5-8 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

Lubił niezapowiedziane wizyty, więc pewnie jeszcze niejednokrotnie przyjdzie jej zmierzyć się z jego widokiem późną porą. Nie miał ku temu większych skrupułów, nie dzierżył w sobie cech szlacheckiego wychowania, które w pewnym stopniu zobowiązywały do zachowania podstawowych zasad w relacjach damsko-męskich tudzież czysto towarzyskich. Rzadko też porywał się na posłanie sowy, chociaż skłamałby twierdząc, że nigdy tego nie robił. -Powiedzmy, iż zjawię się w najmniej oczekiwanym momencie- wygiął wargi w ironicznym wyrazie mając świadomość, że dzisiejsza noc właśnie do takowych należała.
Nie liczył na wyjaśnienia, tłumaczenie się przed nim było ostatnim czego oczekiwał. Po prostu nie chciał, aby wpadła w tarapaty równie nieodpowiedzialnym zachowaniem poza ścianami własnego mieszkania. Tu była względnie bezpieczna; rzecz jasna w grę wchodziło jeszcze towarzystwo, przy którym pozwalała sobie nieco spuścić z tonu i hamulców, jednakże liczył, że potrafiła dobierać przyjaciół od kieliszka w rozsądny sposób. Prawdopodobnie przez osoby trzecie zostałby bardzo szybko uznany, za tego niewłaściwego, ale nie miał złych zamiarów, co prawdopodobnie zdążył już udowodnić. -Nie musisz, po prostu na siebie uważaj- odparł z lekkim uśmiechem, po czym zerknął jej w oczy. -Ostatnie czego bym chciał to sprzątać po Tobie nie tylko bałagan, ale i winowajców- dodał z powagą w głosie, która daleka była od powszechnego w jego ustach żartu. Gdyby coś jej się stało, a on nie zdążyłby w czas zareagować to z pewnością szukałby sprawiedliwości i zarazem zemsty do skutku. W Londynie mimo wyplewienia szlamu wciąż nie brakowało oprychów, którzy tylko czekali na okazję i choć powszechnie za ich miejsce pobytu uznaje się Śmiertelny Nokturn oraz doki to wiedział, że znacznie bardziej poszerzyli granice swej plugawej działalności.
-Ani trochę?- uniósł brew pytająco, po czym zawędrował dłonią do jej smukłej talii, na której wolnym ruchem zatoczył kciukiem koło. -Szkoda, ale z drugiej stronie jest to klarowną odpowiedzią na pytanie, dlaczego tyle czasu była między nami jedynie cisza- odparł bez cienia smutku w glosie, bowiem wyjątkowo rzadko towarzyszyła mu owa emocja. Przywiązywanie się do ludzi pozostawiał daleko za utkanym murem; był przyzwyczajony do indywidualizmu oraz szeroko pojętej samotności. -Zatem o czym myślałaś? O pocałunku czy pozostawieniu Ciebie samej?- kontynuował chcąc poznać powód, dla którego nie mogła go wyprzeć z pamięci. Żywiła żal? Traktowała to jako niewielki występek? Kierowała się wtem strachem z powodu niegroźnego ataku? Był kiepski w zgadywaniu. Mimo to nie pomagał jej się skupić, a przynajmniej taki miał zamiar. Wodził palcami wzdłuż aksamitnej skóry, badał jej fakturę, rozkoszował słodką wonią. Dotyk stawał się z każdą chwilą coraz odważniejszy, spragniony bliskości i przepełniony pożądaniem, jakie bez większego wysiłku mogła dostrzec w jego błyszczących oczach. -Znów nie wiem, czy martwić się z tego powodu, czy wręcz przeciwnie- dodał nieco stłumionym głosem woląc skupić się na jej słodkich, ciepłych wargach. Każdy pocałunek, każde kolejne mętne, rozmarzone spojrzenie tylko wzniecały w nim pragnienie przekroczenia granicy intymności. Chciał ją mieć tylko dla siebie; drobną, niezwykle piękną i tajemniczą, zamkniętą w męskich ramionach. Być może nie prowadziło ich uczucie, nie paliło od środka, lecz coś pchało ku sobie wzniecając trudny do pohamowania żar. Wkrótce nie dzieliło ich już nic, żaden materiał, żadne centymetry. Zatracili się w bliskości, we własnych oddechach, czułych gestach i przyjemności.

/zt




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

Już dawno przywykła do niespodziewanych gości o różnych porach dnia i nocy, którzy przekraczali próg jej mieszkania z różnorakich powodów. Czasami budzili zirytowanie błahością sprawy, częściej jednak potrzebowali konkretnej pomocy uzdrowiciela, rzadziej po prostu Jej. Nie mniej, nie miała z tym problemu, skoro oferowała takową najbliższemu gronu lub osobą, które w jakiś sposób nawet po pierwszym spotkaniu wykupowali się w łaski, a takowy przypadek właśnie teraz zajmował miejsce w jej łóżku. Istotne, że takie sytuacje nie były jednak rutyną.- To musisz się postarać, aby był faktycznie najmniej oczekiwanym.- kąciki jej ust drgnęły, gdy starała się powstrzymać uśmiech. Powoli kończyły mu się opcję, gdy mógł ją zaskoczyć pojawieniem.
Spoglądała na niego z uwagą, gdy zapewnił, że nie musi mu się tłumaczyć, a tym samym zdradził dziwną troskę? Nie przywykła do tego, będąc zwykle niezależną i polegając na sobie, rzadko spotykając się z szeroko pojętymi przejawami troski ze strony drugiej osoby. Na swój sposób zdawało jej się to specyficznie urocze i odrobinę bawiło. Zwłaszcza że urocze mogły być małe pisdwaki lub kuguchary, ale nie Drew Macnair. Miał sporo innych cech, o czym już zdążyła się przekonać kilkukrotnie i w różnych sytuacjach, lecz nie, tej konkretnej w tak prostym pojęciu.
- Spokojnie, zawsze... przeważnie uważam na siebie.- odparła z lekkim wzruszeniem ramion. Ten jeden raz trochę pofolgowała, jednak miała dobre wytłumaczenie i równie dobrze mogła zrzucić winę na Niego, ale wyjątkowo naprawdę nie chciała tego zrobić. To były jej emocje, jej chaos w myślach i niezdecydowanie czego w sumie chce. Nie znajdując innego rozwiązania, sięgnęła po używki, a mieszanie ich ze sobą, było jednym z wielu błędów, jakie popełniła i tyle. W ciemnych tęczówkach błyszczało zaciekawienie, kolejnymi słowami, ale postanowiła ich nie komentować, nie teraz. Nie sądziła, że przejąłby się jakkolwiek, gdyby coś jej się stało.
Kiedy nadal drążył temat, zawahała się przed potwierdzeniem tego, co wypowiedziała chwilę wcześniej. Tęskniła? Nie, chyba nie. Z jednej strony nie miała czasu, aby zatęsknić, zaś z drugiej nie chciała. Dobrze wiedziała, jak to się kończy, jakie emocje grają wtedy pierwsze skrzypce i naprawdę wolała tego uniknąć. Czując jego dłoń na talii, sięgnęła w dół, by zamknąć ją na chwilę w uścisku smukłych palców. Nie robiła, tego chcąc go zatrzymać, ale w dziwnym odruchu, który zaraz ustąpił, gdy cofnęła rękę, pozostawiając mu pole manewru.- Nie, nie tęsknie tak łatwo za nikim.- szepnęła z delikatną zaczepnością. Musiała przyznać, że miał nagle tendencje do ciężkich pytań, im bardziej rozpraszał ją wędrując dłońmi po jej ciele.- Chyba o tym, że cię nie rozumiem. Na początku wydawałeś się wkurzony, a później jednak sam naruszyłeś dystans i ten pocałunek.- miała coraz mniejszą ochotę rozmawiać o poprzednim spotkaniu, gdy obecne schodziło na wyjątkowo interesujący tor. Wiedziała dobrze, co kryje się w każdym odważniejszym geście, każdym spojrzeniu złapanym na krótko i nie wątpiła, że sama zdradza identyczne pragnienia, czyste pożądanie wobec mężczyzny, którego miała tuż przy sobie. Słysząc jego słowa, zaśmiała się krótko, urywając ów śmiech, gdy męskie dłonie mocniej zaznaczyły swoją obecność.- Więc przestań się nad tym zastanawiać.- szepnęła, całując go znów. Naprawdę nie miał teraz, właśnie teraz lepszych rzeczy do roboty? Miała wrażenie, że żar, który otoczył ich szczelnie, okazywał się gorszy niż jakiekolwiek płomienne uczucia, bo nad nimi dało się w jakimkolwiek stopniu zapanować. Tutaj nie było już ani grama kontroli, jedynie dwa ciała, stające się jednym, gdy wszelkie granice zostały zatarte. W tej być może krótkiej chwili On był jej, a Ona jego, by za kilka godzin bez żalu mogli powrócić do rzeczywistości wraz z zamknięciem drzwi. Czy nie miał być kolejnym, który swą szczególną wartość utraci, gdy będzie po wszystkim?

| zt



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel rodu Black
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f152-grimmauld-place-5-8 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Sypialnia

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach