Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Pracownia
AutorWiadomość

Pracownia

Mała ostoja, miejsce, gdzie nie liczy się nic poza ważonymi akurat eliksirami lub tworzonymi obrazami. W tym miejscu powstają wszelkie, dzieła malowane przez Belvinę na dwóch sztalugach stojących na środku pomieszczenia. Pod ścianą znajduje się długi stół, który służy do przygotowywania eliksirów i na nim stoi również kociołek. Drugi bliźniaczy blat po drugiej stronie, zajęty jest w całości przez składniki alchemiczne, zwoje z zapiskami i księgi, które trafiły do pracowni przypadkiem. Swoje miejsce, znalazła tu również przeszklona witryna z wieloma rzeczami; głównie drobnymi pierdółkami, które kobieta wykorzystuje do kompozycji uwiecznianych na obrazach. Nie zabrakło też sofy w odcieniu granatu, która barwą gryzie się ze wszystkim innym, ale jest niezaprzeczalnie wygodna i umożliwia odpoczęcie od zajęć, które zatrzymują Bel w pracowni.

[bylobrzydkobedzieladnie]



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.



Ostatnio zmieniony przez Belvina Blythe dnia 10.10.19 0:08, w całości zmieniany 2 razy
Belvina Blythe
Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel rodu Black
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f152-grimmauld-place-5-8 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

[2.01]

Pod względem pogody Nowy rok zapowiadał się niemalże idealnie - co prawda Anglię pokrywała niemal przez cały czas kilkucentymetrowa warstwa śniegu, co zdarzało się niezwykle rzadko, próżno było szukać jakichś groźniejszych anomalii. Z jednej strony był to plus. Czarodzieje nie musieli się już obawiać tego, że różdżki zaczną im wybuchać w rękach przy próbach czarowania. Teleportacja także powoli znów wkradała się do łask, chociaż Burke wciąż podchodził do niej z pewnym dystansem i - o ile to było możliwe - korzystał raczej z dobrze znanego sobie, dostępnego tylko nielicznym sposobu przemieszczania się. Dziś zaś był jeden z takich dni. Pora również była idealna - ciemna, gęsta mgła była niemal niewidoczna na tle czarnego, bezgwieździstego nieba.
Wiedział, że tu była. Oczywiście, że wiedział, sama mu przecież powiedziała, że kilka pierwszych dni nowego roku spędzi w domu, a nie w szpitalu. Więc przyszedł aby z nią świętować. Jej obecność nie była mile widziana na sabacie, czego do pewnego stopnia żałował. Tegoroczna zabawa pozwalała na bardzo wiele. Fakt, że szlachcice pozakładali na twarze maski, utrudniające rozpoznanie konkretnej osoby był niemalże zaproszeniem do wszelakiej maści mezaliansów, wybuchów zazdrości, wojen o względy czy nawet pospolitych zdrad. Odpowiednie przebranie pozwoliłoby nawet Belvinie wtopić się w tłum gości i świetnie bawić z całą resztą - przy odrobinie szczęścia nikt by nie odkrył, że towarzyszka lorda Burke nie należała do szlachty.
Teraz jednak było to już tylko gdybanie i jego domysły. Sabat z resztą minął, jedyne więc, co Craig mógł zrobić, to przynieść jego namiastkę tutaj, do niewielkiego mieszkania, które zajmowała Blythe. Gdy zjawił się na progu, miał na sobie dokładnie to samo ubranie, które przywdział na bal maskowy u lady Nott. Brakowało jedynie maski, którą zamierzał założyć za parę chwil. Drzwi od mieszkania były otwarte - trochę nieostrożnie, ale Burke domyślił się, że gospodyni może się go po prostu spodziewać. Nawet jeśli jednak tak było, nigdzie w mieszkaniu nie zauważył dowodów na to. Ba, miał nawet chwilową trudność w znalezieniu samej Blythe. Swoje kroki skierował jednak w końcu ku pracowni - miejscu będącym swoistym azylem, ostoją. Nim wkroczył do pomieszczenia, założył maskę. Jasne oczy lśniące przez dziury w starannie dopasowanej ozdobie od razu odnalazły kobietę stojącą przy sztaludze. Stojąca tyłem do wejścia, nawet jeśli zauważyła jego wtargnięcie, nie dała mu o tym znać. Nie czekał więc dłużej, powoli podchodząc do Belviny i odgarniając ciemne włosy z jej smukłej szyi. Przywarł ustami do jej delikatnej skóry, kładąc obie dłonie na jej talii. Przymknął na chwilę oczy, czując jak z jego własnego ciała uchodzi napięcie. Ostatnich kilka dni - wliczając nawet sabat - było bardzo stresujących.
- Szczęśliwego nowego roku - ciche słowa, które wypadły z jego ust, wywołały także lekką wesołość. Formalności z głowy, można było rozpocząć świętowanie.


His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Craig Burke
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine

OPCM : 8
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823

Powrót do góry Go down

W tym roku zrezygnowała z sylwestrowych zabaw, woląc spędzić ten czas w domu mając za towarzysza jedynie wiernego Senu, który pohukując ciągle wcale nie był cichszy od ludzi i Belvina zachodziła w głowę skąd ta jego nagła gadatliwość, aż po prostu zaczęła go ignorować. Koniec starego roku i początek nowego zastały ją przy sztaludze, pochłoniętą malowaniem tego co widziała za odsłoniętym oknem. Rzadko uwieczniała na płótnie to, co ją otaczało na co dzień, uważając zwykłą rzeczywistość dnia codziennego za zbyt ponurą i niepotrzebną w formie obrazu. Tym razem jednak śnieg pokrywający miasto nadawał ulicy pewnego uroku, któremu uległa, gdy spojrzała za okno pod odpowiednim kątem. W ostatnim czasie odnalazła znów czystą przyjemność w malowaniu, woni farb i tym jak łatwo stracić poczucie czasu. Paleta do farb leżała w dłoni idealnie, jakby nigdy jej nie odłożyła, tak samo było z pędzlem. To było po prostu jej miejsce i zajęcie, któremu może dawniej byłaby skłonna oddać się całkiem i nigdy nie zostać uzdrowicielką. Los potoczył się inaczej, a to, co mogło być jej pracą pozostało jedynie pasją, obecnie prawie całkiem ukrytą przed wzrokiem innych. Ledwie kilka osób mogło podziwiać jej prace, które osobiście uważała nadal za jeszcze zbyt słabe, aby gdziekolwiek je przedstawić.
Drugi dzień roku okazał się nie różnić wiele od poprzedniego, a jedyną zmianą było nowe, czyste płótno, które stopniowo pokrywały kolory. Idąc za tym, co wiele lat temu powiedziała jej matka, każdego roku stawała przed sztalugą i malowała to, co przyśniło jej się w nocy z pierwszego na drugiego stycznia. Daniela Blythe wierzyła, że ten pierwszy sen wiele mówi o całym roku i jest swoistą zapowiedzią wydarzeń. Belvina co prawda nigdy nie pokładała w tym wiary, ale stało się to pewną tradycją, od której nie odstępowała, a w tym momencie miało to bardziej sentymentalny wydźwięk.
Starała się nie myśleć, jak ponury wydaje się obraz, który tworzy, a dominujące w nim szarości i jedynie jeden mocniej pastelowy odcień, nie napawają optymizmem. W głowie ciągle żywe wydawało się to, co widziała śniąc, a lekki niepokój jak dokładnie zapamiętała szczegóły, nie ustępował.
Może dlatego skupiona na tym co robi, nie usłyszała, że ktoś wszedł do mieszkania. Co prawda spodziewała się gości, a może jednego konkretnego najbardziej, ale zwykle wychodziła naprzeciw każdemu, kto przychodził, aby nie musiał jej szukać po pomieszczeniach. Tym razem tego nie zrobiła, a o czyimś towarzystwie dowiedziała się, dopiero gdy skrzypnęły drzwi pracowni. Zatrzymała na moment dłoń, pozostawiając większą, niż zamierzała białą plamę farby na tle ciemnego nieba. Zwalczyła odruch, aby się odwrócić, pozwalając sobie jedynie na lekkie uniesienie kącików ust. Nabrała pewności, kto stoi w drzwiach, w duchu licząc, że nie pożałuje tego zaraz.
Czując nagle palce ostrożnie odgarniające jej włosy i chwilę później usta na szyi, mimowolnie uśmiechnęła się mocniej. Zdecydowanie nie pomyliła się. Przechyliła nieco głowę, odsłaniając bardziej szyję i w tym czasie odkładając trzymane w dłoniach przedmioty. Szybko wytarła ręce w szmatkę, aby nie ubrudzić go.
Położyła jedną dłoń na jego, która nadal znajdowała się na jej talii.
- Szczęśliwego nowego roku – powtórzyła po mężczyźnie, splatając lekko palce ich rąk. Odwróciła się powoli, chcąc powiedzieć coś jeszcze, ale widząc strój Craiga, zabrakło jej nagle słów. Zaśmiała się cicho, nie mogąc w pierwszej chwili powstrzymać takiej reakcji.
- Czyżby sabat się przedłużył i postanowiłeś z niego uciec? – spytała wyraźnie rozbawiona, przyglądając mu się nadal z taką samą uwagą. Wyglądał bez wątpienia ciekawie, przywodząc jej na myśl tylko jedno, ale nie powiedziała na głos, z czym kojarzy jej się ten strój. Podziwiała przez moment, jak drobiazgowo zdobiony był materiał i maska. Poczuła lekki dyskomfort, mając na sobie ciemnoniebieską, sięgającą lekko za kolano i dość zwiewną sukienkę, obecnie przybrudzoną farbami, które zdążyły wyschnąć na materiale. Nic innego nie chciała poświęcić, gdy malowała, ale również niekoniecznie chciała się tak prezentować.
Zbliżyła się ponownie do mężczyzny, by stając na palcach zmniejszyć różnice wzrostu i pocałować go krótko w usta, już bardziej na powitanie. Cofnęła się o krok, zerkając krótko w stronę sztalugi z lekkim niezadowoleniem. Nie lubiła zostawiać niedokończonych obrazów, ale tym razem najpewniej nie miała wyboru. Poza tym bardziej niegrzecznym byłoby zignorować gościa na rzecz obrazu, zwłaszcza gdy tym gościem był Craig.
Belvina Blythe
Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel rodu Black
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f152-grimmauld-place-5-8 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

Nie minęło wcale tak wiele dni od chwili, kiedy był tu po raz ostatni - jednak w międzyczasie wydarzyło się kilka rzeczy, które sprawiły, że Burke tym mocniej tęsknił za delikatnym dotykiem kobiecej dłoni. Czuł się wyczerpany, zestresowany, a jego zdenerwowanie jeszcze wzrosło, gdy w Anglii znów zapanował spokój. Brzmiało to irracjonalnie, bo przecież anomalie były dla całego społeczeństwa niesamowitym utrapieniem. Dla niego również, niejednokrotnie przecież cierpiał w wyniku zbuntowanej, nieokiełznanej magii. A jednak ten spokój, który wielu dał wytchnienie, jemu zaczął spędzać sen z powiek. Sabat, na który zaproszona została niemalże cała szlachta oraz rzesza pomniejszego, czystokrwistego tałatajstwa, na parę godzin dał radę odciągnąć jego myśli od niewesołych tematów. Zapewne dlatego ilość alkoholu, którą wypił podczas przyjęcia, wcale nie należała do najmniejszych. Stąd też następnego dnia dopadły go pewne dolegliwości - choć to i tak było lepsze niż ciągłe rozmyślanie o anomaliach. Pierwszy stycznia poświęcił więc na odpoczynek i dojście do siebie. Potem jednak miał już tylko jeden cel i nie ulegało wątpliwości, że kiedy tylko nadarzy się sposobność, uda się właśnie w to miejsce. Pragnął zobaczyć Belvinę. Ogrzać swoje dłonie w jej uścisku, przylgnąć do jej ciała, móc na chwilę zapomnieć. Gdy zamykały się za nim drzwi tego konkretnego mieszkania, nie musiał przejmować się rodem, sztywną etykietą, ani nawet rycerzami walpurgii. Był po prostu sobą. Choć jego dzisiejsza wizyta na początku miała zrobić na Blythe wrażenie - to stąd strój, który na siebie założył. Później mógł to wszystko odrzucić, lecz pragnął przynieść jej tu odrobinkę sabatu oraz niezwykłej atmosfery, którą dało się wyczuć na balu Hampton Court. Nie mógł jej co prawda sprezentować takiej samej muzyki ani też wielkiej, ozdobionej kryształowymi żyrandolami sali balowej. Zjawił się jednak on, chowający tożsamość za maską, chociaż ona i tak bez trudu go rozpoznała. Wiedział, że prawdopodobnie zastanie Blythe ubraną w sposób zupełnie przeciwny niż on sam - w coś prostego, domowego. Nawet mu się spodobał ten kontrast, ta swoista przepaść. Jej prosta, upaprana farbą sukienka miała w sobie mimo wszystko coś urzekającego. Książę i biedaczka.
- Urządzimy sobie mały sabat tutaj - mruknął cicho, z zadowoleniem, przyjmując ten pocałunek, nawet jeśli było to zaledwie muśnięcie na powitanie. Miał dziś w planach skraść ich wiele, choć nie potrzebował się z tym spieszyć. Musiał jednak zareagować, widząc to swoiste zawahanie w działaniach Bel. Niezależnie od tego, czy była skłonna zostawić dzieło w niedokończonej formie czy też nie, on domagał się uwagi. Jeśli nie zamierzała sama mu jej dać, był zmuszony sam ją sobie wziąć. Stąd też nie minęła dłuższa chwila, nim Burke zdecydowanym gestem przyciągnął Belvinę do siebie. Przytrzymał ją mocno w pasie, tym razem samemu nachylając się nad nią, by wymusić na niej pocałunek - zdecydowanie bardziej namiętny i gwałtowniejszy niż poprzednie cmoknięcie. Za każdym razem na nowo zaskakiwał się, odkrywszy jak słodko smakowała. A przecież znał ten smak już od tylu lat. Stale niezmienny.
- Tak się dla ciebie odstawiłem i dostaję ledwie marnego buziaka na powitanie? - mruknął z wyraźnym niezadowoleniem. Wbił wzrok w jej oczy, spoglądając na nią wyczekująco. Czułby się zdecydowanie mocno urażony, gdyby przegrał walkę o uwagę Bel z jakimś obrazem. Nawet gdyby wiedział, że jest to obraz ze snów.


His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Craig Burke
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine

OPCM : 8
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823

Powrót do góry Go down

Gdy kilka lat temu spotkała lorda Burke pierwszy raz, nie przypuszczała nawet, że ten dość interesujący mężczyzna zagości w jej życiu na dłużej niż parę niezobowiązujących spotkań i kilka ciekawszych rozmów. Wiedziała przecież, że arystokraci to czarodzieje, z którymi ktoś z jej pochodzeniem oraz podejściem do życia, nie miał nic wspólnego. Dlatego, kiedy przedstawiono ich sobie we Francji, nie była pod takim wrażeniem jak jej przyjaciółki, z którymi bawiła się tamtego wieczoru. To one chichotały i szeptały, gdy ona z lekkim uśmiechem i oceniającym spojrzeniem, próbowała ulotnić się jak najszybciej. Wolała towarzystwo zgoła innych osób, prostszych i łatwiejszych w rozgryzieniu. Koniec końców nic nie poszło zgodnie z jej planem, a finalnie doprowadziło ją do obecnej chwili, gdy Craig przekraczał próg jej mieszkania w sposób może zbyt swobodny i częsty. Teraz już nie przeszkadzało jej towarzystwo mężczyzny, gdy po prostu przyzwyczaiła się do niego. Nawet jeśli niejednokrotnie działali sobie na nerwy, czasami z błahych powodów.
Widząc go obecnie w stroju, który mocno odbiegał od normalnego nawet dla niego, nie mogła powstrzymać rozbawienia. Doceniała takie gesty z jego strony, te próby pokazania trochę innego świata, do którego nie miała wstępu i nigdy nie chciałaby mieć. To było zawsze coś ciekawego, innego i nowego.
- Twoja pomysłowość pewnie jeszcze nie raz zaskoczy mnie – przyznała, gdy tylko usłyszała o małym sabacie tutaj. Przesunęła powoli dłonią wzdłuż zdobień na jego szacie, które z bliskiej odległości stawały się bardziej dostrzegalne.
Obejrzenie się na sztalugę, było wręcz odruchem, chociaż powinna się spodziewać reakcji. Przecież wiedziała dobrze, że Burke nie przyjmie dobrze faktu, stracenia nim zainteresowania na rzecz jej pasji. Nie zdziwiło ją kompletnie, gdy została mocniej przyciągnięta, by w następnej chwili poczuć na ustach mocny pocałunek. Nie mając zbyt wielkiego pola manewru, odwzajemniła, obejmując lekko mężczyznę za szyję. Przesunęła palcami po jego karku, gdy przerwali na rzecz powietrza, które w trakcie uciekło z płuc.
- Czasami zapominam, jak wymagający potrafisz być – westchnęła lekko, próbując ukryć wesołość w głosie i spoglądając mu pewnie w oczy. Sięgnęła do maski, którą nadal miał nałożoną i zdjęła mu ją.- Nie mniej, doceniam i to bardzo, że się tak wystroiłeś – dodała. Pociągnęła go lekko za ramię, zmuszając, aby pochylił się jeszcze raz. Tak było łatwiej, niż gdyby miała stawać na palcach. Pocałowała go ponownie, tym razem już z większym zaangażowaniem niż przy tamtym cmoknięciu na powitanie. Drugi raz pewnie by jej tego nie wybaczył, a ostatnie czego chciała dziś to jego gwałtowność w zbyt dużej dawce. Zwłaszcza gdy już nie jeden raz poznała jego charakterek i dziś nie miała na to ochoty.
- Ile dam uległo twoim gładkim słowom i jasnym ślepiom? – spytała nagle nieco zaczepnie, wymykając się z jego objęć. Kiedyś będąc jeszcze naiwną dziewczynką, bywała wręcz zazdrosna, ale na szczęście dorosła już do tego, aby wiedzieć, że ich spotkania kiedyś się skończą. W tej znajomości nie mogło być szczęśliwego zakończenia, bo było to wręcz nierealne.
Odwróciła się jednak do sztalugi, ale tylko po to, aby ogarnąć miejsce pracy. Nie lubiła bałaganu.
Zaraz znów swą uwagę skupiła na mężczyźnie i zmierzyła go wzrokiem. Chętnie przeniosłaby go takiego na płótno, ale nawet nie łudziła się, że Craig usiedzi parę godzin na miejscu. Jeśli jednak uda jej się zapamiętać dość szczegółów mogła obyć się bez modela. Zamrugała, łapiąc się na tym, że chyba za bardzo uciekła myślami.
- Hmm, odpowiednie powitanie chyba mamy już za sobą, więc co planujesz dalej na tym małym sabacie? - spytała ciekawa jego pomysłowości. Od dłuższego czasu zastanawiała się, jak on to robi, że potrafi pochłonąć całą jej uwagę i oderwać od wszelkich ponurych myśli. Co w tym mężczyźnie było takiego.
Belvina Blythe
Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel rodu Black
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f152-grimmauld-place-5-8 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

To było znacznie ciekawsze - polowanie na kobietę, która wcale nie jest tobą zainteresowana. Kiedyś, za dzieciaka, Burke traktował to jako swego rodzaju grę. Ile czasu zajmie mu zdobycie uwagi niewiasty, która najchętniej uciekłaby jak najdalej od zgromadzonego na balu towarzystwa? Bardzo łatwo było je wyłowić spojrzeniem z tłumu. Robiły wszystko, byle tylko nie dać się wciągnąć w jakąś dłuższą rozmowę lub zaprosić na parkiet; chowały w cieniu kolumn, ukrywały na tarasach z lampką wina w ręce, przemykały z kąta w kąt. Ta gra, niezależnie od wyniku, kończyła się już pierwszego wieczora. Dlatego gdyby ktoś zapytał Burke'a, czy spodziewał się, że jedna z takich znajomości będzie się ciągnąć przez tyle lat, prawdopodobnie roześmiałby się w głos. Ale w sumie kto powiedział, że nie mógł łamać zasad, które sam stworzył?
- Na to liczę - nie mógł przecież pozwolić, by było zbyt nudno. Dziś to nie była już tylko gra, Belvina uosabiała sobą coś znacznie więcej niż tylko trofeum myśliwskie.
- Potraktuję to jako komplement - skomentował jej uwagę o byciu wymagającym. Grzecznie dał sobie zdjąć maskę - dość chętnie się jej w sumie pozbył. Chociaż starannie wykonana, znacząco zawężała mu pole widzenia. Teraz mógł podziwiać Belvinę bez żadnych przeszkód. Obdarzył więc kobietę delikatnym uśmiechem, kryjącym się bardziej w głębi tęczówek niż uniesieniu warg. Wiedziała, jak go obłaskawić. Dostał to, czego chciał. To był najprostszy sposób. Zgarnął ją więc bliżej do siebie, wplatając palce w jej włosy. Pozwolił sobie na tę odrobinę władczości, nie wypuszczając jej, póki i jemu nie zabrakło tchu - tak jak przy wcześniejszym pocałunku, który już zdążył na niej wymusić. Póki co był ukontentowany.
- Na pewno chcesz znać odpowiedź na to pytanie? - przekrzywił lekko głowę, doskonale wiedząc, że nie. Miał wiele przywar i jeszcze więcej sekretów, czego Belvina z pewnością była świadoma. W jego świecie to było na porządku dziennym. Jeśli jakikolwiek szlachcic próbował głośno twierdzić, że jest dobrym i prawym człowiekiem, było bardziej niż pewne, że to zakłamana kanalia. Burke potrafił grać, by ukryć swoje wady - ale ci, którzy znali go lepiej, doskonale wiedzieli, czego się można po nim spodziewać. Miał wiele twarzy. Belvina miała to szczęście - lub nieszczęście, zależy oczywiście jak na to spojrzeć - że zobaczyła już wiele z jego cech. Nie ukrywał przed nią swojej gwałtowności, zachłanności, pożądania i zaborczości. Ale Blythe miała naprawdę wiele czasu, aby nauczyć się właściwie postępować z Burke'm.
Pozwolił jej oddalić się jeszcze raz - na tych kilka chwil, aby mogła uprzątnąć z grubsza swoje miejsce pracy. Kolejną z jego wad była niecierpliwość, milczał jednak, w skupieniu obserwując ruchy kobiety. Zaciskał powoli i rozluźniał dłoń. Miał w planach dziś chłonąć ciepło jej ciała bez przeszkód. Durham było cudownym miejscem, domem, ale miało jedną zasadniczą wadę - jego mury były chłodne nie tylko pod względem aranżacji wnętrza.
- Najchętniej porwałbym cię do tańca, ale wiem, że nie mam na co liczyć, że się zgodzisz - za długo ją już znał, by nie wiedzieć, że to nie były jej klimaty. Trochę żałował, przyjemnie byłoby powirować z nią w tańcu - nawet teraz, gdy miała na sobie zaledwie prostą sukienkę, upaćkaną tu i ówdzie farbą. Nie oczekiwał jednak od niej, że się zgodzi. Zamiast tego sięgnął do wewnętrznej kieszeni swojej ozdobnej szaty. Była magicznie powiększana, dlatego bez większego trudu zmieścił tam całą butelkę wina - jednego z najlepszych trunków, które można było znaleźć w piwnicach Durham.
- Więc najpierw cię upiję. A potem nie dam ci zmrużyć oka aż do rana.


His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Craig Burke
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine

OPCM : 8
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823

Powrót do góry Go down

Mogła się domyślać jaką grą była dla lorda Burke ta znajomość i jak minimalne były wtedy szanse, aby spotkali się poza murami, w których gościli. Kiedyś ciekawiło ją, jak wypadała na tle innych młodych kobiet, przypuszczając również, że nie była tak prostą zdobyczą, na jaką mogła wyglądać. Do tej pory pamiętała, jak usilnie próbowała go spławić i jak duże było zirytowanie, gdy nie dawał za wygraną, kiedy już była pewna, że dość skutecznie zniechęciła Craiga. Na przestrzeni lat nie raz bawiło ją, że mężczyźni, widząc kobietę, która wpisywała się w ich gust, zaczynali swoje polowanie. Kilka razy miała okazję obserwować takie sytuacje i naprawdę nie różniło się to od łowów zwierząt, chociaż oczywiście nie było krwawe.
Uśmiechnęła się nieco oszczędnie, bo nie wątpiła, że Craig faktycznie uzna za komplement jej słowa. Taki w końcu był, łatwo było połechtać jego ego. Nie mniej inaczej nie potrafiła go określić, był jednym z najbardziej wymagających mężczyzn w egzystowaniu obok, jakich miała okazję poznać. Na całe szczęście udało jej się zrozumieć jak działać przy nim, aby obie strony były zadowolone i o dziwo nie było to bardzo skomplikowane; co udowodniła już po chwili. Prosta zasada, aby dać mu to, co chce, ale pozostawić niedosyt, którego początkowo nie zauważy.
Czując palce zamykające się z wyczuciem na jej włosach, zmrużyła tylko oczy, licząc, że to jedyny przejaw jego potrzeby panowania nad sytuacją. Lubiła pewne jego cechy, pozwalając mu na wiele z czystej ciekawości i dla własnej zabawy, ale przy tym nie obawiała się stawiać granic, nawet jeśli wtedy się denerwował.
Spoglądała na niego z większą uwagą, gdy odpowiedział pytaniem na pytanie. Poczuła cień rozczarowania, że to było jedyne, na co się zdobył.
- Następnym razem kłam – odparła, a w jej głosie dało się przez chwilę usłyszeć nutę złości. Nie łudziła się, że jest inny niż pozostali szlachcice, zwłaszcza znając jego charakter i sposób bycia. Miała świadomość, że ten mężczyzna kryje sporo sekretów, ale nigdy nie chciała poznać ich wszystkich, obawiając się, jak wtedy zmieniłaby się ta znajomość. O pewnych rzeczach słuchała, gdy rzadko, bo rzadko, ale chciał mówić. Czasami pytała zaciekawiona pewnymi kwestiami, ostrożnie poruszając się po temacie, aby wyciągnąć jak najwięcej. Były jednak pewne sprawy, które musiały zostać przemilczane i nic nie miało się zmienić w tej kwestii.
Kiedy sprzątała farby i pędzle, czuła na sobie jego wzrok. Była pewna, że się niecierpliwił, nawet jeśli stała plecami do niego. Minimalnie uśmiechnęła się pod nosem, bo może w innej sytuacji podroczyłaby się z nim bardziej. Dziś jednak była bardziej litościwa dla lorda Burke, głównie przez to, że pojawił się tak szybko, aby po świętować z nią nowy rok i ubrał się tak niecodziennie. Ujął ją tym, tak po prostu.
Skupiając ponownie uwagę na nim, minimalnie skrzywiła się, gdy zdradził, że chciałby z nią zatańczyć. Nie raz poruszali tę kwestię, ale Bel była nieprzejednana w tym przypadku, wiedząc, jak kiepsko by to poszło oraz nie chcąc się upokarzać.
- Cieszę się, że jesteś tego świadom – stwierdziła, faktycznie zadowolona, że tym razem nie próbował jej namówić. Może ostatni sprzeciw, ostrzejszy niż poprzednie, bardziej dotarł do Craiga. Musiała to zapamiętać.
Widząc, jak wyciąga butelkę wina, a później słysząc jego słowa, zaśmiała się dźwięcznie. Szczerze rozbawił ją swoimi planami, które mogły być całkiem możliwe do osiągnięcia przez tego przebiegłego lorda.
- Upijanie i wykorzystywanie kobiety… takie zachowanie ci przystoi, lordzie Burke? – rzuciła z lekką zaczepką. Zdecydowanie rzadko używała w stosunku do Craiga, tytułu lorda, ale w takim momencie jak teraz to po prostu samo się nasuwało.
Podeszła do jedynej w pomieszczeniu przeszklonej szafy, by wyciągnąć ze środka dwie lampki do wina. Wykorzystywanych głównie, gdy malowała martwą naturę i chciała elementu szkła na obrazie, ale przy tym zawsze nieskazitelnie czystych, bo naprawdę nienawidziła, gdy światło zdradzało jakieś zabrudzenie na powierzchni i niszczyło to estetykę. Była surowa w tej kwestii.
Znajdując się ponownie obok mężczyzny, złapała go lekko za dłoń i pociągnęła w kierunku sofy stojącej nieco dalej. Odkąd mebel pojawił się tutaj, doceniała go wielokrotnie, mogąc odpocząć, gdy fizycznie nie dawała już rady przy sztalugach bądź warząc eliksiry.
Usiadła wygodnie, obserwując mężczyznę, gdy ten otwierał butelkę i nalewał wino. Wodziła powoli wzrokiem za każdym jego ruchem, nieświadomie uciekając myślami, gdzieś poza własne mieszkanie.
Belvina Blythe
Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel rodu Black
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f152-grimmauld-place-5-8 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

Życie byłoby nudne, gdyby wszystko od razu szło jak z płatka. On na pewno w końcu znudziłby się jej osobą, gdyby była na każde jego skinienie, gdyby spełniała każdą prośbę natychmiast. O to chodziło przecież w początkowej grze, by wybrać z tłumu taką zdobycz, która nie chciała zostać upolowana. Kokietki, które potrafiły się mu przypodobać za wszelką cenę uważał za nudne. Nie miały w jego oczach wielkiej wartości - głupie lalki, które nie nauczono, że posiadają swoją wartość. Belvina była inna.
- Inteligentne kobiety nie lubią, gdy je okłamywać - odbił piłeczkę z pewnym przekąsem, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jakim był w tym momencie hipokrytą. Okłamywał ją w końcu w wielu sprawach, a ona o tym dobrze wiedziała. Mimo wszystko nie mógł jej całkiem słodzić. Gdy się denerwowała, była równie pociągająca.
Jeszcze kiedyś miał zamiar z nią zatańczyć. Niekoniecznie pragnął ją jednak o tym dziś informować.Choćby się sprzeciwiała ze wszystkich sił, miał nadejść taki dzień postawi na swoim. Nauczy ją kilku podstawowych kroków, wybierze dla niej jakąś suknię, a następnie porwie na parkiet. Nie musiał to być wielki bal, żadna uroczystość czy sabat. W tych wszystkich miejscach raczej krzywo by patrzyli, gdyby lord Burke poprosił do tańca czarownicę taką jak Belvina. Choć odrobinkę żałował, że nie udało mu się jej jakoś przeszmuglować na sabat. Tam nikt by jej nie rozpoznał, biorąc ją za jedną ze szlachcianek. Musiałaby się tylko odpowiednio ubrać, tak samo jak on, przywdziać maskę, udawać kogoś, kim nie była... i mógłby ją adorować cały wieczór, bez posyłanych ku nim krzywych spojrzeń. Bo nikt by nie wiedział.
- To jaki wzniesiemy toast? - zapytał, gdy już oboje dzierżyli w dłoniach po kieliszku wina. Sam miał w głowie kilka pomysłów, mało który jednak nadawał się na wypowiedzenie go głośno. Były częścią tych tajemnic, o których Belvina nie musiała wiedzieć. Dla niej przeznaczone były inne słowa, inne życzenia. Te słodsze i powabniejsze. - Abyś nadchodzący rok pomógł ci jeszcze bardziej rozkwitnąć i byś czarowała mnie nadal, tak jak czyniłaś do to tej pory. - wyrzekł uroczyście, wyciągając ku niej swój własny kieliszek, aby mogli się delikatnie stuknąć naczyniami. Nie usiadł od razu na kanapie. Po wzięciu pierwszego łyku wina przysunął się bliżej ku jej osobie, kładąc delikatnie dłoń na jej policzku. - Nie przystoi. Co innego jednak jeśli kobieta sama się na to zgodzi - uśmiechnął się lekko. A mimo wszystko nie spodziewał się protestów. Nie dzisiaj. Dlatego gdy w końcu spoczął obok niej, bez żadnego zawahania położył jedną z dłoni na jej kolanie, ukrytym pod materiałem sukienki.
Dłuższa chwila, która minęła od ich ostatniego spotkania, sprawiła, że zwyczajnie się stęsknił. I to zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Minione dni były szalone - wystarczy wspomnieć średnio udany zamach na Pokątnej, którego sam dokonał i w wyniku którego odniósł poważne obrażenia no i wielkie przygotowania do sabatu. Czuł znużenie, które odpuszczało, gdy tylko spoglądał na osobę Belviny. Nie mówił jej często tego, jak ją cenił - zapewne uznałaby to za kolejne kłamstwa. Za jej zadziorny charakter, za cierpliwość, za to, że nie bała się sięgać po to, co chciała. Nie dało się jednak ukryć, że tak samo jak charakter, pociągało go także jej ciało - dlatego nie wstrzymywał się przed ulokowaniem swoich ust na jej długiej, łabędziej szyi. Był spragniony, ale wino nie mogło mu pomóc.


His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou


Ostatnio zmieniony przez Craig Burke dnia 19.01.20 23:57, w całości zmieniany 1 raz
Craig Burke
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine

OPCM : 8
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823

Powrót do góry Go down

W kwestii znudzenia drugą osobą, bez wątpienia od zawsze się uzupełniali i rozumieli. Ona również odkąd przekonała się do niego, cały czas oczekiwała, że nie znudzi się jego towarzystwem. Fakt, że mimo długoletniej znajomości nadal potrafił ją zaskoczyć, a jego obecność w mieszkaniu nie budziła poczucia rutyny, działały tylko na korzyść mężczyzny. Dodatkowo świadomość wad i zalet oraz proste zasady, jakie obowiązywały od dawna między nimi, wykluczały śmieszne oczekiwania wobec drugiej strony. Tylko na początku nie było tak prosto, głównie z jej strony, gdy mając naście lat, wbrew sobie i zdecydowanie zbyt łatwo z zauroczenia przeszła do zakochania się. Na szczęście nie straciła wtedy na charakterze i otrząsnęła się w porę. Z perspektywy lat była rozbawiona tamtym czasem, ale nie dziwiła się sobie, przypuszczalnie każda młoda dziewczyna na jej miejscu dałaby się w końcu przechytrzyć własnym uczuciom, gdyby mogła liczyć na uwagę człowieka pozornie nieosiągalnego.
Teraz za to miała przed sobą mężczyznę, który potrafił jak nikt inny zadziałać jej na nerwy, ale pomimo takich chwil, częściej wywoływał uśmiech na jej twarzy. Nawet jeśli w obecnej chwili, nie było tak kolorowo.
- O wiele bardziej nie lubią hipokrytów – odparła, jasno dając mu do zrozumienia, że wszedł na niepewny grunt i był bliski obejrzenia drzwi frontowych od strony korytarza. Czasami żałowała poruszania pewnych tematów z Nim, pytania o cokolwiek, gdy tak łatwo potrafił ją wkurzyć tym, co zaraz wypowiadał.
Nigdy nie była zbyt chętna do godzenia się na jego pomysły, gdy często po prostu jej nie odpowiadały z różnych powodów. Do wielu przekonywała się po długich namowach, lecz nie ugięta pozostała wobec tańczenia z nim. Na to nie zamierzała się zgodzić i nadal unikała tego, mimo że temat powracał uparcie przy różnych okazjach. Nie znała żadnego z tańców balowych, nie potrafiła podstawowych kroków i uparcie nie zamierzała tego stanu zmieniać. Za każdym razem ostro gasiła jego nadzieje, że tym razem może się uda. Jeśli planował Ją zaskoczyć, mógł od razu odhaczyć kolejną porażkę na tym polu.
Słyszą pytanie, zastanowiła się chwilę, podnosząc na te kilka chwil z sofy. Nie często miała okazję do wznoszenia toastów, a już zdecydowanie w towarzystwie arystokraty. Uśmiechnęła się delikatnie, gdy sam odezwał się ponownie.
To lekkie wygięcie warg, stało się tylko wyraźniejsze, kiedy słuchała go.
- Abyś w nadchodzącym roku osiągnął wszystko, czego skrycie pragniesz i niczego nie żałował – te słowa wydawały jej się najbardziej odpowiednie. Im dłużej go obserwowała oraz im więcej czasu z nim przebywała, tym bardziej zauważała, że właśnie tego potrzebował; osiągnąć to, czego nie wypowiadał nigdy na głos. Nie wnikała co, to mogłoby być, nie musiała wiedzieć i może nie powinna, jeśli miało mu się to spełnić.- Egoistycznie mogę jeszcze poprosić, byś nie zmieniał się wobec mnie, bo będzie mi przykro – dodała nieco zaczepnie, dopiero teraz wyciągając dłoń z kieliszkiem. Delikatny dźwięk uderzającego o siebie szkła, przez chwilę wisiał w powietrzu.
Uchyliła mały łyk wina, ciesząc się w duchu, że nie jest zbyt mocne ani ciężkie. Uniosła wzrok na jego twarzy, gdy poczuła dotyk na policzku.
- Mmm, sądzisz, że znajdziesz gdzieś taką desperatkę, która da się upić i wykorzystać? – spytała miękko. Była to typowa pułapka i liczyła, że Craig nie da się na to złapać. Ostatnie co chciała usłyszeć to, że właśnie takie ma o niej zdanie.
Wróciła na swoje miejsce, zerkając na niego, gdy zajął miejsce obok. Położyła dłoń na dłoni mężczyzny, ale zdecydowanie nie miała na celu powstrzymanie go. Nie przeszkadzał jej jego dotyk, był w końcu przyjemny i wystarczająco znajomy, aby go łaknąć. Uśmiechnęła się nieznacznie, gdy znów poczuła usta na szyi, ale nie przerwała mu, sycąc się tym przyjemnym odczuciem. Przesunęła dłonią po karku mężczyzny w górę, by wsunąć palce w krótkie włosy.
- Aż tak mnie pragniesz? – spytała cicho, dopiero teraz odsuwając się od niego. Chciała to usłyszeć, dla własnej satysfakcji, bo mimo że minęło tak mało czas od ostatniego spotkania, to wyraźnie nie potrafił wstrzymać się. Zamierzała pograć mu trochę na nerwach, świadoma jak łatwo można zdenerwować Craiga w tej chwili. Zaraz spoglądając na niego, zrezygnowała z takiej zabawy i przysunęła się z powrotem, jednak nie planowała umożliwić mu powrotu do przerwanego zajęcia. Upiła łyk wina, zerkając przy tym na mężczyznę, a w kącikach jej ust majaczył zadziorny uśmieszek. Sięgnęła lewą dłonią do drobnych guzików z przodu sukienki, niespiesznie rozpinając je. Ostatni znajdował się tuż pod biustem, dlatego, kiedy go rozpięła, mężczyzna mógł zobaczyć lekko stonowaną krwistoczerwoną koronkę. Spodziewając się Go dziś, postanowiła nałożyć coś, co powinno mu się spodobać.
Belvina Blythe
Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel rodu Black
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f152-grimmauld-place-5-8 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

- Zapewne masz rację - nie mógł się powstrzymać przed lekkim, odrobinę wrednym uśmiechem, kiedy wyłapał tę nutę złości w jej głosie. Tak samo jak ona poznała już w dużej mierze jego, tak samo on dobrze znał ją. Choć była na swój sposób wyjątkowa i choć miała pewność, że ich relacja nigdy nie będzie miała prawdziwie szczęśliwego zakończenia, wciąż była kobietą. Lubiła, by traktować ją jako tę jedyną, jako tę wyjątkową. Nawet jeśli aby osiągnąć ten cel, trzeba było kłamać jej w żywe oczy. A Craig często to robił. Zapewne gdyby ktoś obserwował ich z boku, miałby całkiem niezły ubaw, wiedząc, że oboje karmią się słodkimi kłamstewkami i doskonale zdając sobie sprawę, że mało co w ich związku było prawdziwe. Nie drążył już jednak tematu. Nie zamierzał zaprzeczać temu, że był hipokrytą. Oboje wiedzieli jaka jest prawda.
Uśmiechnął się w duchu, słysząc część toastu Belviny. Jej słowa mogły brzmieć dość banalnie, Burke jednak i tak je doceniał. Doceniał, bo wiedział, jak wiele pracy czekało go w tym roku. Jego oraz rycerzy walpurgii. Byłoby świetnie, gdyby wszystko to, co zaplanował udało się śpiewająco. Niestety podejrzewał, że nie mógł na to liczyć. Na pewno jednak mógł spełnić tę część życzeń Blythe, która tyczyła się jej osoby. Nie zamierzał się zmieniać. Nie był pewny, czy odnalazłby jeszcze gdzieś drugą tak nietypową, pociągającą go kobietę. Jeśli więc tego właśnie pragnęła, mogła spać spokojnie.
- Nie jestem pewny. A ty jak uważasz? Znajdę? - oh, doskonale zdawał sobie sprawę, że nieodpowiednie słowa wypowiedziane w tym momencie mogłyby się zakończyć dla niego bardzo szybkim opuszczeniem mieszkania Belviny. Były dwie rzeczy, których kobiety bardzo nie lubiły: słuchania o innych kobietach i słuchania nieprzyjemnych rzeczy na własny temat. Ta konwersacja zaliczała się do drugiej kategorii, musiał więc rozegrać to w mądrzejszy sposób - pozwolić kobiecie, by sama określiła swoje zdanie w tej sprawie.
Oczywiście, że gdy tylko Blythe uciekła od dotyku jego ust, wydał z siebie niezadowolone mruknięcie. Dlaczego kobiety naprawdę potrzebowały aż tylu słownych zapewnień. Przecież gdyby jej nie pragnął, nie przyszedłby tu - do tego mieszkania, do niej, wystrojony w swoją wymyślną, sabatową kreację. Nie droczyłby się z nią, nie zasypywał bladej skóry pocałunkami, nie okazywałby niezadowolenia, gdy z początku powitała go ledwie cmoknięciem. Uwielbiał ich gierki oraz wzajemne droczenie się, teraz jednak wolałby, by spomiędzy jej warg nie ulatywały kolejne słowa - może ewentualnie za wyjątkiem jego imienia. Chciał ją całą, pragnął delikatnie pieścić ramiona i gładkie plecy. Poczuć ciepło jej dłoni, jej ust i ud. Badać ciało, które choć już mu dobrze znane, cały czas kryło w sobie nutę tajemniczości. Męczyć całą noc - tak jak jej to obiecał.
Z uwagą obserwował, jak kobieta znów zaczyna testować jego cierpliwość. Śledził jej powolne ruchy, a jakże. Gdy jej smukłe palce powoli zaczynały odpinać guziki jej skromnej, błękitnej sukienki, Burke w ciszy patrzył. Gotował się cały, ale jednak patrzył grzecznie. Zwykle im piękniej i im szczelniej zapakowany był prezent, tym większą przyjemność sprawiało mężczyźnie odpakowywanie go. Lecz choć Belvina miała na sobie tylko jedną, łatwą do zerwania sukienkę, mężczyzna i tak przyglądał się uważnie. Każdy odpinany guzik był krokiem do celu. Na widok koronki Burke nie mógł się nie uśmiechnąć. Wydawało mu się, że się go nie spodziewała - o tym świadczyło chociażby zajęcie, które wybrała dla siebie tego dnia, a więc i ten skromny, upaprany farbą strój. Ale pod spodem kryło się coś znacznie, znacznie ciekawszego. Obietnica - tym razem złożona przez nią. Burke pochylił się do przodu, niemal sięgając ust Belviny, zatrzymał się jednak milimetry od jej warg. Chciała jego potwierdzenia? Mógł jej dać potwierdzenie.
- Może będzie prościej jeśli ci pokażę? - odpowiedział na wcześniej zadane przez nią pytanie, nie czekając jednak na jej słowa. I, choć kosztowało go to odrobinę wysiłku przy próbie złapania równowagi, porwał ją na ręce, podnosząc się jednocześnie z kanapy. Sofa ustawiona w pracowni była bardzo praktycznym meblem, pozwalającym na odpoczynek w trakcie pracy, nie zamierzał się z tym kłócić. Oni jednak potrzebowali odrobinę więcej miejsca - i zdecydowanie bardziej komfortowego mebla.


His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Craig Burke
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine

OPCM : 8
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823

Powrót do góry Go down

Bez wątpienia, gdyby ktoś poobserwował ich z boku, szybko wyciągnąłby wniosek, jak absurdalne jest to co dzieje się między nimi. Kłamiąc sobie prosto w oczy, osiągali nić porozumienia, wyciągając specyficzną prawdę z każdego wypowiedzianego słowa. Nie raz zastanawiała się, czy to nie jest ten niepojęty dla niektórych sposób na związek, gdzie miłość nie jest na pierwszym miejscu. Nie potrzeba było wielkich uczuć, a jedynie zrozumienia drugiej osoby. Co prawda nigdy w słowach nie nazwałaby związkiem tego, co było między Nią a Craigiem. Nie pozwalała sobie nawet na taką formę przywiązania, zbyt mocno lubiąc swoją niezależność.
Kiedy ponownie uniknął konkretnej odpowiedzi, mimowolnie uśmiechnęła się ledwo widocznie, co dla nieznającej jej osoby mogło wyglądać na grymas.
Widać pakowanie go w słowne pułapki, dało w końcu efekt, gdy umiejętnie unikał ich i to w sposób, który szczerze ją bawił mimo złości, jaką wzbudził wcześniej.
- Tak wyjątkowo zdesperowanej, najpewniej nie, a przynajmniej nie tutaj – odparła tylko, skupiając na nim uważne spojrzenie.
Usłyszała to niezadowolone mruknięcie, które wyrwało się mężczyźnie. Planowała jednak coś, co najpewniej przypadnie mu do gustu, więc chwilę musiał się podenerwować dla zachowania równowagi. Zrozumiała już dawno i wprowadziła w życie dość drastycznie to fakt, że Craig nie mógł dostawać wszystkiego na tacy od razu. Belvina nie była jedną z tych głupiutkich dziewczyn wzdychających na jego widok i musiał o tym wiedzieć od początku ich znajomości. Dlatego wypadało tylko od czasu do czasu przypomnieć mu, że przekraczając próg jej mieszkania, nie wszystko musi iść łatwo, a tytuł lorda to śmieszny dodatek, który tutaj nie ma żadnego znaczenia. Nie była jednak na tyle okrutna względem niego, aby w żaden sposób nie wynagradzać mu takich sytuacji.
Zaskoczyła ją cierpliwością mężczyzny, gdy jedynie obserwował co robi, a nie próbował czegokolwiek sam. Takie opanowanie było prawie niepodobne do niego, a przynajmniej mocno gryzło się z jego zachłannością sprzed kilku minut.
Zareagowała podobnym do niego uśmiechem, kiedy tylko zauważyła reakcję na widok koronki. Miło było wiedzieć, że widok mu się spodobał, a była to tylko zachęta przed całą nocą, jaką mieli dla siebie.
- Zdecydowanie będzie prościej – szepnęła, gdy prawie czuła jego usta na swoich. Zdziwiło ją, że zatrzymał się w takim momencie, ale szybko dostała odpowiedź dlaczego. Kiedy podniósł ją z sofy, objęła go lekko za szyję, chociaż nie bała się, że ją upuści... na tyle mu ufała. Łatwo było odgadnąć, co planuje przyspieszyć Craig, a Bel całkowicie go w tym popierała, gdy ruszył w stronę wyjścia z pracowni. Sofa w tej sytuacji mogłaby być zdecydowanie niewygodna.

| zt x2



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel rodu Black
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f152-grimmauld-place-5-8 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

20 VI ‘57

Jej doświadczenia ze wszelkimi badaniami były w ostatnim czasie znikome, gdy zwyczajnie nie potrafiła wygospodarować więcej czasu, aby jakiekolwiek przeprowadzić od początku do końca. Miała jednak w tym dość doświadczenia, pracując nad wieloma projektami wraz ze swoim mentorem w okresie stażu w szpitalu. Mężczyzna zadbał o to, aby w przyszłości mogła się rozwijać i miała ku temu solidne podstawy, których, póki co nie wykorzystywała z różnych powodów. Teraz miała okazję, dlatego na prośbę Frances przystała bez zawahania, chcąc jej pomóc w czymś, co może okaże się szansą również dla niej samej. Korzystając z kilku wolnych dni, postanowiła w końcu pochylić się nad planem, który stworzyła alchemiczka i rozłożyć to na części pierwsze. Obiecała jej, że zajmie się ową nurtującą kwestią najszybciej, jak się da i miała idealną okazję. Zamykając za sobą drzwi do pracowni, spodziewała się spokoju przez kilka najbliższych godzin i nie wątpiła, że jej kuzynka uszanuje ten fakt.
Odłożyła na jeden z długich blatów trzy księgi, z których planowała zaczerpnąć więcej, dokładniejszej wiedzy, licząc, że uporządkuje również tą, którą posiadała już. Zajęła miejsce, wiedząc, że spędzi tu dużo czasu i nie zamierzała go marnować. Wspomagając się parującym kubkiem mocnej kawy, zaczęła wertować pierwszą z ksiąg, spisując co ważniejsze informacje. Chwilowo jedynie w postaci notatek własnych, które później miały zmienić się w bardziej precyzyjne i czytelniejsze dla panny Burroughs. Z ulgą zauważyła, że wiedza, którą zdobyła na przestrzeni lat pozostała z nią, nie ulotniła się całkowicie, nadal dając poczucie, że są to kwestie dość oczywiste. Wpływ magii na organizm zdawał się interesującym zagadnieniem, a wraz z zagłębianiem się w temat, kartka papieru zapełniała się treścią, coraz częściej zapisywaną własnymi spostrzeżeniami, które miała nadzieję pomogą zrozumieć ów kwestię, bo jednak dla osoby niezgłębiającej tego zakresu mogło być to problematyczne. Nie zauważała upływu godzin, zajęta analizowaniem kolejnych informacji, które wraz z upływem czasu budziły więcej pytań i możliwości rozwoju w sposób, którego wcześniej nie dostrzegała. Upijając kolejny łyk kawy, zapisała następny punkt, sięgając po jeszcze jedną kartkę.
W końcu pióro zatrzymało się nad papierem, gdy zawahała się, spoglądając na ostatnie zapisane słowa. Nie były one błędne, lecz doprowadzały do konkretnych wniosków, które sprawiły, że zastanowiła się nad tym dłużej. Nie tego się spodziewała, ale najwyraźniej anatomia miała jeszcze wiele do odkrycia, nawet takim przypadkiem. Dopisując ów wniosek, postanowiła skończyć na dziś i powrócić do zajęcia za kilka godzin.

| Analiza wpływu magii na organizm czarodzieja, anatomia III, bonus +60

zt



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel rodu Black
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f152-grimmauld-place-5-8 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

The member 'Belvina Blythe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 54
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pracownia Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

21 VI '57

Wnioski wysnute poprzedniego dnia pozostawały z nią przez większość kolejnego. Myśli nieznośnie błądziły wokół owego tematu, odrywając ją od większości czynności, dlatego w końcu poddała się i przekroczyła ponownie próg pracowni z równie dobrym nastawieniem co wcześniej. Nie zostało jej wiele, dwie księgi, które zalegały na blacie były nieporównywalnie cieńsze w porównaniu do pierwszej, której treść pochłonęła. Pierwsze strony przerzuciła bez zainteresowania, nie dostrzegając niczego, co mogło pomóc rozwinąć nurtujące ją kwestie i wykluczyć najmniejsze pomyłki względem reakcji organizmu na magię. Chociaż każdy czarodziej od najmłodszych lat miał z nią do czynienia, zaskakująco rozwlekle opisywano ów zagadnienie, podając wiele przypadków, które zaskakiwały i nie były tak powszechnie spotykane. Nie mogła jednak spodziewać się niczego innego, skoro sięgnęła po wiedzę spisaną przez najwybitniejszych w dziedzinie anatomii.
Kolejną stronę, rozpoczętą wczoraj, zaczęła zapisywać starając się powoli coraz mniej rozpisywać. To, czego nie uwieczniał atrament, pozostawało w głowie, podlegając ciągłej analizie i stopniowo wyjaśniając wszystko, co powinna wiedzieć oraz przekazać. Delikatnie zmarszczyła brwi, gdy smukłe palce natrafiły na ostatnią stronę księgi, poczuła odrobinę rozczarowania, że w tym tomiszczu większość okazała się nieprzydatna wobec tego, czego poszukiwała. Sięgając po ostatnią księgę, zaczęła powtarzać cały proces, docierając i tym razem do końca, by dopiero teraz ponownie zauważyć nieprzychylny jej upływ godzin. Zbyt łatwo pogrążała się w pracy, pozwalając na ucieczkę czasu.
Odłożyła pióro, prostując się na chwilę w imitacji, krótkiej przerwy i spojrzała na swoje zapiski. Musiała jeszcze to przetworzyć, dodać pewne szczegóły i spostrzeżenia, które dotąd pozostawały przemyśleniami, a będą bez wątpienia przydatne dla młodej alchemiczki, która poprosiła ją o pomoc.
Upewniając się, że posiada już wszystko, co potrzebuje, rozpoczęła przepisywanie, uzupełniając konkretne fragmenty, dopisując komentarze opisujące trochę prościej bardziej skomplikowane części. W takich chwilach pojmowała, jak ciężko jest czasami przełożyć posiadaną wiedzę na prostszy język i tym razem cieszyła się, że z jej notatkami zapozna się osoba, która ma pewne pojęcie o anatomii. Finalnie zebrała plik kartek, sprawdzając wszystko po raz ostatni, by później odłożyć na blat. Jutro po to wróci, dziś znów musiała przerwać, aby nie stracić całej noc.

| Analiza wpływu magii na organizm czarodzieja, anatomia III, bonus +60

zt



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel rodu Black
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f152-grimmauld-place-5-8 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Powrót do góry Go down

The member 'Belvina Blythe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 33
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pracownia Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Pracownia

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach