Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Broken wand

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Kieran Rineheart
Kieran Rineheart

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Zawód : szef biura aurorów
Wiek : 52
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 41
UROKI : 17
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Broken wand SZkQsQ6

Broken wand Empty
PisanieTemat: Broken wand   Broken wand I_icon_minitime05.09.19 0:30

4 XII 1956, noc

Pukanie do drzwi wejściowych rozbudziło go z marazmu, gdy przed snem próbował na nowo przypomnieć sobie wszystkie szczegóły wczorajszej walki. Doskonale pamiętał wymianę zaklęć i fakt, że sami odgrodzili się murem od dwóch szumowin, które po nich zjawiły się na miejscu anomalii. Agresorzy skorzystali z okazji i uciekli, ale byli niebezpieczni, to wiedział na pewno. Udało mu się jednak odrzucić te dogłębne analizy i z własnej sypialni zawędrował prosto do drzwi, do których ktoś się dobijał. Nie zapomniał o różdżce, o szlafroku z kolei nie pomyślał wcale, przemierzając korytarz na boso i w piżamie. Usłyszał jeszcze skrzypnięcie drzwi prowadzących do jednej z sypialni. Łobuz. Jackie znów miała nocną zmianę, Justine też musiała gdzieś wyjść. Zerknął na chłopaka nieufnie, próbując widzieć w nim przede wszystkim dziecko z traumą niż zło wcielone. – Wracaj do łóżka. Wszystko jest w porządku.
Chłopiec szybko spełnił jego polecenie i zamknął za sobą drzwi. Kieran nie był pewien, czy przypadkiem go nie okłamał, ale liczył na to, że różdżka trzymana w pogotowiu pozwoli mu uniknąć kłopotów, jakie mogą czaić się za drzwiami.
W końcu je otworzył. Nie spodziewał się, że ujrzy właśnie ją. Oczekiwał jakiekolwiek twarzy znanej mu z Zakonu, aurora w pracy proszącego o szybkie stawienie się w jakimś miejscu, zaaferowanego dziwnymi odgłosami sąsiada. Każdy byłby bardziej spodziewany, ona z kolei stanowiła zaskoczenie i rozbudziła w nim niepokój. Na jej ustach nie gościł uśmiech, który od kilku lat wydawał się być jej najlepiej dopracowaną maską. To nim najczęściej zwodziła klientelę w Parszywym Pasażerze, zmiękczając dużą część rozpitych marynarzy. Szkoda, że nie wszystkich, jednak trudno mu było myśleć o dawnych popchnięciach i zniewagach wyrzuconych pijackim bełkotem, kiedy stała u jego drzwi wyraźnie zagubiona. Również nie dostrzegał na jej twarzy krzywego grymasu świadczącego o irytacji, jaki był mu znajomy. Stała przed nim drżąca – z chłodu czy może ze złości?
Wchodź – powiedział mocno spięty, oczekując już, że wydarzy się wszystko, co najgorsze, skoro tu była, a miała na taki krok zdecydować się w ostateczności. Nie był nawet do tej pory pewien tego, czy zachowała zgiętą w pół karteczkę z jego adresem, którą przekazał jej konspiracyjnie pod prawie opróżnionym kuflem. Chciał ją jakoś zabezpieczyć po wprowadzeniu stanu wojennego, dać jej chociaż namiastkę w to, że będzie miała gdzie uciec, kiedy w dokach zrobi się jeszcze bardziej nieciekawie. Kierowała nim dziwna troska, której nigdy nie potrafił w pełni wykształcić nawet wobec własnych dzieci. Philippa była w wieku jego córki, a ich pierwsze spotkanie zbyt mocno utkwiło mu w pamięci. Drugie też nie wyblakło nawet pod wpływem czasu, gdy ujrzał ją ponownie w Parszywym Pasażerze w starej sukience Jackie, ale nie zniszczonej, wszak nigdy jej nie nosiła, kreacja jedynie zajmowała miejsce w szafie.
Zabrakło mu cierpliwości do tego, aby czekać na to, aż sama ruszy się z miejsca i posłusznie przekroczy próg jego domostwa. Szybko złapał ją za ramię i wciągnął do środka, przed zamknięciem drzwi rozglądając się pobieżnie po okolicy. Nie wyglądało na to, aby ktoś za nią szedł, jednak zbyt dobrze wiedział, że łatwo jest ukryć swą obecność z pomocą zaklęć lub eliksirów. Wyciągnął różdżkę i wymierzył ją w drzwi, jeszcze przez chwilę spodziewając się, że jakiś silny urok po prostu je rozsadzi w drobny mak, a drzazgi wyrzucone na wszystkie strony z wielką siłą ranią również ich ciała. To nie były bezpodstawne obawy w obliczu ostatnich niepokojących zdarzeń, które miały miejsce. Korzystanie z magii dalej niosło ze sobą różne niebezpieczeństwa, lecz musiał zaryzykować, jeśli chciał się upewnić, że nic jej nie grozi. – Carpiene – wyrzucił z siebie lekko ochrypłym głosem, w tej samej chwili zerkając na postać młodej kobiety, która stała obok niego, której ramię wciąż uparcie trzymał w solidnym uścisku. Nie wyczuł niczyjej obecności na zewnątrz, żadnej pułapki, była tylko osoba w domu obok i ona, dziwnie przygaszona, zmoknięta, ze śniegiem przyklejonym do jej płaszcza i włosów. Bił od niej chłód; zbyt mocno nim przesiąkła. Błąkała się po londyńskich ulicach? Dlaczego? Co do diabła strzeliło jej do głowy, aby w taką pogodę kręcić się po ulicach? Czasy były niespokojne, anomalie wciąż siały spustoszenie.
Puścił ją w końcu i wycofał się, aby podzielić się nią przestrzenią wąskiego korytarza. Miał do niej wiele pytań, ale nie mógł jej po prostu nimi zasypać. Czujne spojrzenie niebieskich oczu nie odkryło na jej ciele żadnych obrażeń. Nie było krwi, ani zadrapań i sińców na odsłoniętych fragmentach skóry.
W salonie jest kominek, w kuchni palenisko – wyrzucił z siebie sucho, ale zabrakło w jego głosie zwyczajowej surowości. Tylko na takie zaproszenie było go stać, ale wierzył, że Moss zdołała już przywyknąć do tego, że nie należy do ludzi o ciepłym usposobieniu. Ale pomyślał o tym, że jest jej zimno i powinna się ogrzać. Dał jej chwilę na uspokojenie się i pozbieranie myśli, aby sama mogła zadecydować o tym, co mu powiedzieć.




When one must fight, he had to do it without hesitation, according to his own nature
Powrót do góry Go down
Philippa Moss
Philippa Moss

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", trochę szpieg
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?

Broken wand Empty
PisanieTemat: Re: Broken wand   Broken wand I_icon_minitime07.09.19 0:45

To nie różdżka pękła. To nie jad śmierciotuli rozpuszczał się gdzieś na dnie Tamizy. Wydarzyło się coś więcej. Ciężkie krople deszczu tańczyły w nocnym wietrze, przedzierając się pod poszarpane poły płaszcza, pod skórę – głębiej niż kiedykolwiek. Tylko ich dźwięk, tylko wygrywana na burych chodnikach melodia pełna żalu zagłuszała ciszę tej nocy. Mknęła spłoszona, niewypierająca z siebie uczucia serca dudniącego zbyt mocno i tego nagiego lęku. Zbyt często odwracała głowę, poszukując za sobą długiego płaszcza, obcych kroków podążających za nią stopa w stopę. Jak tamten. Ulica mogłaby ją połknąć, porwać w siebie i zadusić, nim ktokolwiek usłyszałby ten krzyk.
Wydawało jej się, że tamten mężczyzna nigdzie nie zniknął, że wciąż obserwował każdy jej ruch, że śmiał się z jej żałosnych prób obrony, z zaklęć przywoływanych na usta nie wiadomo skąd i nie wiadomo po co. Tak to było. Kobieca sylwetka przyciskającego potężnego gościa do mostowych barierek, wbijająca koniec różdżki mocno między żebra. Zawsze sobie radziła, zawsze trwała jak ta dzielna strażniczka swojego losu. Szła przed siebie, bez żadnej rozsądnej myśli, bez pewnych kierunków. Przemokła. Niedawna transmutacja pozostawiała dziwne uczucie na ciele. Pragnęła o tym zapomnieć, skryć się gdzieś między ciasnymi zakamarkami swojej nory i zasnąć. Powrót do domu oznaczałby jednak, że zwariowała do reszty. Obawiała się, że on gdzieś tam był, może któremuś pijakowi obiecała o jeden uśmiech za dużo, a może mknął uwiedziony odsłoniętymi nogami. Teraz pozaciągane rajstopy nie mogły już nikogo czarować. Groza deptała jej po piętach, gdy mijała kolejną ulicę, wędrując w te mniej znane dzielnice Londynu. Makijaż rozpływał się na jej twarzy, a pod ciemnymi smugami chowało się zmęczenie stłumione przez nagłe wysoki adrenaliny. Dwanaście godzin w Pasażerze, pozalewane mordy, pozalewane stoliki, a później pieprzony most. Kpiła z samej siebie, błądziła w tym obcym sobie uczuciu całkowitej porażki. To ono przywiodło ją do miejsca, w którym być może nigdy nie powinna się pojawiać. Przywykła jednak już do tego, że od dłuższego czasu działa w dziwnym bezsensie, że potykała się o własne przeszkody.
Gdyby skręciła wcześniej, mogłaby poszukać pomocy u zaufanych ludzi. Gdyby cofnęła się do Pasażera, zabarykadowałaby się tam, wiedząc, że w tym miejscu nikt nie ośmieliłby się jej tknąć. Wybrała jednak inaczej. Ne miała prawa tam iść, zaburzać jego porządku, wyciągać z sennych ramion. W drzwi waliła za mocno, ale skostniała pięść stała się dziwnie niewrażliwa na możliwy ból. Spodziewała się, że na to wezwanie nie odpowie osoba, którą potrzebowała ujrzeć. Między uderzeniami chciała się nawet wycofać, ale została. Nie odnalazła siły, która pozwoliłaby jej uciec. Mógłby jej nie poznać. Stała przecież w poszarpanych ubraniach, mokra i przerażona – jak ofiara. Najtrudniejsze jednak było zaakceptowanie tej nędznej myśli, że przecież nie wydarzyło się nic wielkiego. Poddała się łatwo jakiejś niemocy. Trwała dobita błahostką, ale nie potrafiła przyznać się do tego głośno. Mierzyła się z boleśniejszymi sprawami, niejednokrotnie demonstrowała swoje stanowisko wobec ludzkich podłości. Pasażer ją zahartował, ale widocznie nie do końca. Wstyd żałośnie lepił się do jej pleców.
Więc był. Nim zdążyła wziąć ostatni burzowy wdech, wciągał ją na swój ciepły korytarz. Nic nie mówiła, kiedy wyciągnął różdżkę i wypowiedział zaklęcie, którego nawet nie znała. Woda spływała po jej płaszczu, zapewne mocząc podłogę, ale nie popatrzyła w dół, obserwowała jego skupioną sylwetkę i gromadziła odpowiednie słowa. Pomyślała nawet, że gdyby nie wprowadził jej od razu do środka, być może spróbowałaby zwiać, jak ten podlotek, który dał się złapać aurorowi. Znów ją taką widział – w obliczu niewiadomego kataklizm i obdartą z pewności siebie. Przeciągnęła mokrym rękawem po niemniej mokrej twarzy. Czy w ogóle jakkolwiek mogła wybrnąć z tej sytuacji, nie tracąc siły, jaką zdołała zgromadzić w sobie przez te lata? Pewnie nie.
Po jego słowach zsunęła buty, zdjęła płaszcz, uważając, by nie złapać własnego obrazu w jakimś lustrze. Niezbyt wiele uwagi poświęcała jednak pomieszczeniom. Wciąż drżała, ale otulające ją ciepło okazało się kojące.
– Ktoś mnie śledził.. – wydusiła najpierw, zapewne gdy już znaleźli się w salonie. Odtwarzanie tamtej sprawy wcale nie było przyjemne. Ostatni raz czuła się tak słaba, gdy… Ścisnęła usta, nie wiedząc, czy powinna mówić więcej. – Zaatakowałam go. Wydawało mi się, że potrafię. Nie wiem, co się stało – mówiła jak Ania. Jakże nie znosiła siebie w tym momencie! – I nie mam już różdżki – dodała beznamiętnie. – Mógł iść za mną znów. Dlatego nie wróciłam do domu. Nie wiedziałam, dokąd pójść... – kontynuowała, tłumiąc emocje, ale szło jej to raczej marnie. Pozbawiona mocy stawała się tylko szczeniakiem głośno wznoszącym swój głos. Bezbronnym. Tylko mocniej otuliła się własnymi ramionami, nie mogąc jeszcze powiedzieć tego wszystkiego, co powinna. Ani przeprosić ani się przyznać do własnych słabości. Jeszcze nie dopłynęła do niej fala ostatecznej złości, a przez mokre oczy nie przebijała się żadna odważna iskra. Palce wciskały się mocno w skórę, zamykając Philippę w klatce własnego ciała.


Powrót do góry Go down
Kieran Rineheart
Kieran Rineheart

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Zawód : szef biura aurorów
Wiek : 52
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 41
UROKI : 17
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Broken wand SZkQsQ6

Broken wand Empty
PisanieTemat: Re: Broken wand   Broken wand I_icon_minitime07.09.19 20:02

Makijażu nie rozmazał zacinający ostro śnieg. A przynajmniej nie tylko on, bo mógł mieć w tym jednak swój udział. Wydawało mu się, że rozpoznaje ślady łez na jej twarzy, choć płacz nie pasował w żaden sposób do jej osoby. Nigdy nie widział, żeby płakała, ale równie dobrze mogła czynić to, gdy nikt nie patrzył, zbyt mocno niechętna do okazania słabości. Od zawsze postrzegał ją przez pryzmat ich pierwszego spotkania, szukając w niej zarówno zagubienia, jak i uporu, woli walki, chęci życia – to wszystko, co ujrzał tamtego dnia, kiedy przyłapał ją nie tylko na kradzieży, ale przede wszystkim na walce o przetrwanie. Więc może wymyślił sobie te łzy? Doszukiwał się jej słabości, przygotowywał na chwilę załamania i w końcu jej doczekał?
Przyglądał się jej uważnie, rozmyślając nad tym, czy ta nikła chęć zadbania o nią była poprawna. Tak wiele strapionych dusz spotkał na swojej drodze, ale tylko wobec niej jednej rozwinął w sobie troskę. Z początku myślał, że to wszystko przez jej młody wiek i wyjątkową barwę oczu, dzięki którym znów z łatwością powrócił do wspomnień o ukochanej żonie. Sądził, że to z czasem minie. Na swój sposób minęło, bo rzadziej jednak wracał do przeszłości, ale zaczął za to częściej myśleć o samej barmance w Parszywego Pasażera, dostrzegając w niej istotę z krwi i kości, myślącą i czującą. Ciekaw był tego, co mogła czuć, gdy przez ostatni lata sam czuł niewiele, nieustannie to samo. Jego codziennością była złość, żal i upór. Pomimo szerzącego się zła wciąż wierzył, że jeszcze można coś zmienić, aby nastały lepsze czasy. Dalej walczył, ale nie stawał się młodszy; przeciwnie, przybywało mu lat i doświadczeń, więcej tych przykrych niż podnoszących na duchu.
W chwili zagrożenia przyszła właśnie do niego. Subtelnie nakierował ją prosto do salonu, gdy swoje pierwsze kroki stawiała ledwo przytomnie, ewidentnie bardziej skupiona na swoich wewnętrznych przeżyciach niż otoczeniu. Pierwszy raz gościła w tym domu, a jednak czuła się tu bezpiecznie. Tak kojąco musiało działać na nią zamknięte w tych ścianach ciepło. Ruszył do kominka, aby dołożyć trochę drwa, kiedy zaczęła pozbywać się okrycia. Na jednej z kanap odnalazł koc, który rozłożył i zaraz zarzucił na jej ramiona, aby i w miękkim materiale odnalazła źródło ciepła. Jej obecność przestała być zaskakująca, ale nieco go krępowała i chyba był to widoczne w jego zachowaniu. Była tutaj, w jego domu. Czy rzeczywiście stał się za nią w niewielkiej części odpowiedzialny, bo okazał względem niej odrobinę człowieczeństwa?
Zaczęła składać wyjaśnienia a Kieran próbował wyłuskać najważniejsze informacje z trudnej relacji. Wielu ludzi mogło ją śledzić. Rozpity marynarz, zazdrosna o stałego klienta żona, jakiś zwyrodnialec, a nawet czarnoksiężnik. Ale Philippa wiedziała kto to jest, bo wystąpiła przeciw niemu, atak uznając za najlepszą obronę. I straciła różdżkę. To ona była źródłem jej siły, pomogła jej lepiej przetrwać, gdy musiała żyć na ulicy. Powoli zaczynał rozumieć jej ogromne roztrzęsienie. Bez magii miała prawo czuć się bezbronna.
Na ulicy nikogo nie ma – podzielił się z nią tym niezaprzeczalnym faktem, aby mogła w końcu odetchnąć i zaznać spokoju. Rzucone przez niego wcześniej zaklęcie nie wykazało żadnej podejrzanej obecności, mimo to dalej nie pozwalał sobie na utracenie czujności. Przeczuwał jednak, że prawdziwy wróg nie zwlekałby nadal z atakiem, choć nie mógł znać planów potencjalnych agresorów. – Nikt cię już nie śledzi i nikt tu nie wejdzie – zapewnił ją, nie uciekając się do kłamstw, mówił szczerą prawdę. – Dobrze zrobiłaśże przyszłaś właśnie do mnie.
Nie chciał się nad nią pastwić, dlatego zdecydował się nie zadawać jej żadnych pytań. Teraz to nie było ważne, musiała odpocząć. Szczegóły pozna za chwilę, najpierw jednak o nią zadba. Pozna szczegóły, ale teraz czarownica musi odpocząć.
Powinnaś coś zjeść – zaproponował w końcu. – Albo chociaż wypić coś ciepłego.
Spojrzał na nią jeszcze raz, po czym sam skierował się do kuchni, aby podgrzać przygotowany już wcześniej miodowy grzaniec. Garnek z nim ustawił na kaflowym piecu, w którym rozbudził płomień dzięki wymruczanemu pod nosem Incendio. Choć nie posiadał zdolności kucharskich, to jednak po kuchni poruszał się sprawnie, z przygotowaniem grzańca radząc sobie całkiem dobrze. Jackie nigdy nie narzekała na ten napitek. Podgrzany trunek nalał do dużego kubka i poniósł go do salonu, podając ostrożnie Phils. Znad naczynia unosił się zapach cynamonu i goździków. – Uważaj, bo gorące.




When one must fight, he had to do it without hesitation, according to his own nature
Powrót do góry Go down
Philippa Moss
Philippa Moss

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", trochę szpieg
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?

Broken wand Empty
PisanieTemat: Re: Broken wand   Broken wand I_icon_minitime07.09.19 23:18

Nie płakała. Ostatni ślad tej wilgoci pamiętały chłodne ściany wspólnego pokoiku w sierocińcu. Ania płakała przez wiele długich lat, wylewała oceany bezradnych kropli może właśnie po to, aby dziś Philippa nie mogła uronić już żadnej. Łatwo było uwierzyć, mając na wyciągnięcie ręki zaróżowiony, umazany biedą policzek. Czający się w oczach ból dopełniał ten obraz, a ona teraz nie robiła niczego, co mogłoby rozmyć podejrzenie Kierana. Prezentowała widok mu nieobcy, ale dla niej samej będący czymś nie do zniesienia. Ta splugawiona nocą przemocą postać zasługiwała tylko na pogardę. Czy jednak można przekląć samą siebie? Nawet na klątwach się nie znała. Nie umiała niczego. Potrafiła tylko głośno pyskować, rozlewać piwo i udawać dziwkę. Łatwy cel.
Myślała o nim w tych upiornych chwilach, gdy widziała w lustrze bezradne kreatury z przeszłości. Wołał ją do siebie i tej nocy, ale nie miał prawa nigdy się o tym dowiedzieć. To niezrozumiałe i chyba brakowało jej sił, aby się powstrzymać, aby nie ulec dziwacznym impulsom. Przy nim przecież nic jej nie groziło. Potrafił się obronić i bez trudu zacisnąłby gardło temu, kto ośmieliłby się zburzyć jego prywatny mur. Philippa jednak nie była nim, nie była żadnym pieprzonym aurorem, ale mimo to stąpała po twardych chodnikach jak ta przeklęta królewna. To ją zgubiło. Najwyraźniej nie wystarczyło być jedynie dzielną panną Moss, by zetrzeć z powierzchni ziemi każdego parszywego wroga. Rineheart pamiętał ją jednak taką, jakiej nigdy nie widzieli wszyscy portowi przyjaciele. Być może właśnie to było odpowiedzią, wyjaśnieniem kierunku obranego tej nocy. Przecież i tak to widział, nie dało się wymazać wspomnień, nie jemu. Do dziś znała tylko trzy osoby mogące rozpoznać w niej ślady dawnej ofiary. Stał najdalej, nieczęste spotkania i jego wyraźny brak w jej chaotycznie uporządkowanym życiu. Wybrała go sobie i przyjął to z zaskakującym spokojem.
Ciało chętnie wchłaniało ciepło napływające z kominka. Pozwoliła, by zarzucił na nią koc. Obserwowała go, szukając śladów wskazujących na to, jak wielkim błędem było uderzenie właśnie w te drzwi. Nie pozwolił, by cokolwiek odnalazła. Zamiast tego wyłapywała trudno do rozpoznania mieszankę emocji. Nie widywali się często i nigdy nie zdążyła go poznać na tyle, by wiedzieć, co teraz myślał. Mogła jedynie podejrzewać go znów o powielony akt litości, maskowaną pogardę dla tego beznadziejnego oblicza, ale to były jej odczucia, nie jego. Tak teraz myślała o sobie. Ania robiła to samo, rzucała się na starsze dzieciaki w szale niekontrolowanej złości, bez planu i najmniejszych szans. Potem obrywała i znów siedziała cicho. Odwróciła spojrzenie, popatrzyła chyba gdzieś w dół, na własne ciało owinięte podarowanym materiałem.
Wcale nie odetchnęła wraz z tą informacją. Teraz już nie mierzyła się z typkiem z mostu, ale z Kieranem i samą sobą. Dopiero gdy uciekła przed śniegiem i chłodem nocy, gdy uzyskała namiastkę komfortu, zaczęła sobie uświadamiać, w jakim miejscu i przy jakiej osobie się znalazła. Jednak dał jej ten azyl. Wyplątała z koca jedną dłoń i odgarnęła z twarzy przemoczone włosy, dzięki którym do tej pory mogła się chować. Już chyba nie musiała.
– Obudziłam cię – stwierdziła, zatrzymując wzrok na szlafroku. Odruchowo też popatrzyła gdzieś na dalsze zakątki jego domu, jak gdyby bała się, że naruszyła nie tylko jego spokój. A co jeśli za kilka godzin wskazówki na zegarze ułożą się w godzinę pobudki? Nie powinna tu być, a jednak zgodził się z jej wyborem. Czekała na wzburzony głos, nie podobał jej się ten spokój. Nie karał jej, ale z całą pewnością powinien. Może to przez to, że wciąż nie znał całej historii. – Wiem, że nie pozwoliłbyś nikomu wejść – wydusiła. Przecież był silny. Nie bez powodu przyszła właśnie tutaj. – Dziękuję, że mnie wpuściłeś – powiedziała wreszcie. – Nie powinnam… Pójdę niedługo, za chwilę – zaczęła się chyba plątać, wciąż myśląc o tym, że przecież nie byli przyjaciółmi, nie był też jej ojcem, by mogła niepokoić go w środku nocy. Kuliła się jak sierota, niewielu bywalców Pasażera dałoby radę ujrzeć w niej postać odważnej barmanki. Obrzydzenie do samej siebie nie mijało nawet teraz, gdy odciągał od niej nieznośne wyrzuty sumienia. Propozycję posiłku przyjęła bezgłośnym zaprzeczeniem, pokręciła głową, nie chcąc jeszcze bardziej mieszać. Nie lubiła być zależna od kogokolwiek, nie przywykła do takich sytuacji. Chciał ją karmić. Znów.
Nie musiał się nad nią postawić. Wystarczyło, że sama pastwiła się nad sobą, choć nie liczyła, że Kieran odpuści. Gdy zniknął, wzięła głębszy wdech, pozwalając sobie na rozejrzenie się po salonie. W świetle ognia wciąż niektóre kąty pozostawały tajemnicą, ale nie próbowała jej zgłębiać. To teraz nie miało żadnego sensu. Zastanawiała się, czy nie posłuchał i znów chciał decydować za nią. Przyszła do niego jak to pogubione dziecko. Korzystając z chwili samotności, popatrzyła na umęczone ubranie. Do sukienki lepiły się resztki zwierzęcych kłaków. Przesunęła lekko po nich palcami i zaraz znów zakryła ubranie. Później obejmowała dłońmi kubek, nie do końca wierząc, że to się dzieje naprawdę. Między wstęgami pary spoglądała na starszego mężczyznę z jakimś śladem podejrzenia. Była wdzięczna i nie do końca oswojona z objawem takiej dobroci. – Może powinieneś rzucić bycie aurorem i zatrudnić się w Parszywym? – spytała, gdy już usta zdążyły ogrzać się smakowitym trunkiem. Całkiem smaczny. Zmiana tematu pomagała jej się uspokoić, chociaż wcale nie załatwiała sprawy. Dlatego po chwili mógł zauważyć nieco połamane spojrzenie, z który wciąż starała się walczyć. – Nigdy więcej nie chcę się tak czuć – palnęła, poruszając lekko głową, a przy tym o mało nie zanurzyła włosów w grzańcu. Nie była świadoma, że wypowiadane słowa niebezpiecznie wzruszają i ciałem.


Powrót do góry Go down
Kieran Rineheart
Kieran Rineheart

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Zawód : szef biura aurorów
Wiek : 52
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 41
UROKI : 17
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Broken wand SZkQsQ6

Broken wand Empty
PisanieTemat: Re: Broken wand   Broken wand I_icon_minitime14.09.19 0:15

Dokładnie widział ponure cienie przemykające przez jej twarzy, gdy najwidoczniej prześladowały ją równie mroczne myśli. Walczyła z samą sobą, w jakiś sposób stawiając opór również jemu, choć tak naprawdę nie zdążył jeszcze nic zrobić, aby zasłużyć sobie na przybranie takiej postawy wobec jego osoby. Ale sam przecież stale się wahał względem jej osoby. Nigdy nie powierzyłby swego losu w jej ręce. Obciążanie kogoś w taki sposób byłoby najgorszym okrucieństwem. Gotów był za to brać odpowiedzialność za innych; za nią również. Postawił przed nią miskę ciepłej zupy, podarował sukienkę i buty.  Skłamałby, gdyby powiedział, że to nie ma żadnego znaczenia.
Sen nie jest dla mnie – odpowiedział na jej przypuszczenie odnośnie zbudzenia go tą nocną wizytą. Wcale nie wyrwała go z objęć snu, jedynie poderwała z łóżka, które nie potrafiło ofiarować mu wystarczającego wytchnienia, aby mógł uciec od własnych myśli w niebyt. – Zostaniesz – oznajmił jej spokojnie, wciąż głosem stanowczym, a jednak pozbawionym autorytarnej nuty. Był zbyt przyzwyczajony do wydawania rozkazów, ale te w żaden sposób jej nie obowiązywały, bo nie byli sobie bliscy. Wcale nie była od niego zależna, choć pozostawała na wyciągnięcie ręki, skulona w próbie ogrzania jak najszybciej ciała. Nie chciał jednak niczego od niej żądać, a jedynie uciszyć wątpliwości. W tym domu była mile widziana, nawet jeśli nie chciała w to wierzyć. – Tyle, ile będziesz chciała – dodał ciszej, ochrypłym szeptem, nie mając zamiaru przytaczać żadnych argumentów czy też prezentować długich uzasadnień dla swojej postawy. Wierzył, że drogę do jego domu odnalazła nie bez przyczyny, choć oboje mogli jej jeszcze nie znać. Mógł się tylko domyślać, dlaczego to jemu zdecydowała się najbardziej zaufać w trudnej dla siebie chwili. On również jej zaufał, kiedy zdecydował się pozostawić ją bez nadzoru w salonie. Przecież mogła kłamać, że nie ma różdżki. Do opłakanego stanu mogła się doprowadzić sama, aby wypaść przed nim wiarygodnie. Mogła mieć przy sobie truciznę, zaklęty przedmiot, nóż. A jednak wszystkie te mroczne scenariusze z góry odrzucił, różdżkę trzymając przy sobie na wszelki wypadek, gdyby zagrożenie miało nadejść z zewnątrz.
Wrócił do niej niezbyt pospiesznie z kubkiem wypełnionym grzańcem jego własnej roboty, aby znów przyglądać się jej uważnie. Wydawać by się mogło, że odzyskiwała już równowagę, skoro mogła wyrzucać z siebie żartobliwe słowa, na które nawet nie zamierzał odpowiedzieć, gdy były tylko zasłoną dymną. Spojrzenie, które mu posłała, zdradzało jej największy lęk – strach przed własną słabością. Zaraz jednak znów chciała swoje obawy zatrzymać tylko dla siebie, więc spuściła wzrok i znów zadrżała. Już wiele podobnych upadków ducha widział w swoim życiu. Na całe szczęście uniknęła najgorszego – nie odebrano jej szansy na to, aby mogła się znów podnieść.
Czyli jak?
Zapewne nie spodziewała się, że takie pytanie może wypaść z jego ust. Również był nim przez ułamek sekundy zaskoczony. Nie było ono do końca zgodne z jego naturą. Surowe wychowanie, jakiemu został poddany, wykształciło w nim bardzo specyficzne przejawy troski. Choć wiedział, że uczucia stanowią stały element życia, to jednak nie starał się dogłębnie zrozumieć tych cudzych, aby nie zaburzyć własnego postrzegania rzeczywistości. Starał się za to na każdym kroku, aby samopoczucie innych nigdy nie warunkowało jego zachowania. Tylko w przypadku osób pokrzywdzonych było inaczej; w trakcie dochodzeń robił wszystko, aby nie zamęczać ofiar, lecz nie próbował rozmawiać o emocjach, jakie mogły im towarzyszyć. Teraz jednak był zmartwiony i nie wiedział, jak powinien patrzeć na czarownicę, która azylu szukała w jego domu. Przybyła tu z poczuciem krzywdy, wystraszona i zziębnięta. Czy cokolwiek w takim momencie było prawidłowe? Nie była dla niego całkowicie obca, ale też nie łączyła ich żadna trwała więź. Kogo w niej widział? Gdy patrzył w jej piwne oczy, już nie odzywało się uśpione w nim głęboko echo przeszłości. Te wyjątkowe oczy należały już tylko do niej.
Co właściwie się wydarzyło? – spytał wreszcie, nie chcąc w nieskończoność krążyć wokół sedna problemu. Zamierzał poznać wszystkie szczegóły, aby jego pomoc była jak najbardziej adekwatna. Może znaleźć delikwenta, który ją zaatakował, to nie było przecież niemożliwe, ale łatwe też pewnie nie będzie. Nie musiała wnosić oficjalnej skargi, całą sprawę załatwiłby nieformalnie, wymierzając zuchwalcowi odpowiednią karę. Do niektórych docierały tylko bolesne ostrzeżenia. Im bardziej bolesne, tym szybciej wchodziły do głowy.




When one must fight, he had to do it without hesitation, according to his own nature
Powrót do góry Go down
Philippa Moss
Philippa Moss

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", trochę szpieg
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?

Broken wand Empty
PisanieTemat: Re: Broken wand   Broken wand I_icon_minitime17.09.19 16:50

Zgłębienie tej zagadki, logiczne wyjaśnienie tamtych wydarzeń mimo długich lat pozostawało wciąż nieosiągalne dla Philippy, ale nauczyła się, że pewnych momentów nie dało się w żaden sposób wyjaśnić. Tak jak tego, że ze wszystkich osób, do których mogła się udać, padło właśnie na starszego aurora. Długa praca w zapyziałej tawernie pozwoliła jej zbudować szeroką i nawet wykluczającą się wzajemnie sieć kontaktów. On nie był jedyną możliwą drogą ucieczki, jedynym potencjalnym azylem mogącym wybawić ją od uczucia niewidzialnych palców naciskających zaczepnie na jej zmokłe ramiona, od tych oczu odbierających jej resztki pozornego bezpieczeństwa. Pewnym faktom jednak nie dało się zaprzeczyć i jeśli tylko próbował jej wmówić, że naprawdę niczego nie przerwała, to niestety nie osiągnął zamierzonego efektu. Po tym kiepskim tłumaczeniu jeszcze raz popatrzyła na piżamę. Swoją drogą nie widywała mężczyzn w piżamach. To dziwne wrażenie. Może nawet w niewielkim ułamku sekundy błysnął uśmiech na jej ustach, ale mógł go nawet nie dostrzec. Sen jest dla słabych, prawda? Nabrała ochoty na nieładne parsknięcie, ale darowała sobie, upominając w duchu rozbawioną Filipę, że to słaby moment na takie gierki. W suchym i ciepłym miejscu zbyt szybko wracał dobry nastrój, choć wymazanie niewidzialnych blizn, powstałych w wyniku tego gównianego zderzenia dwóch nieustępliwych jednostek, nie okaże się łatwe.
W tej irytującej skorupie przestraszonego dziewczątka dusiła się, a jednocześnie nie potrafiła wciąż jej przebić. Tak maleńka nagle się stała w ramionach ciepłego okrycia, na tej suchej kanapie i pod czyimś czujnym spojrzeniem. Czasami ściskała za mocno kryjący się w dłoniach materiał, czasami uciekała spojrzeniem, widząc jego nienaruszalne, choć niekłujące oblicze. Zachęcona tymi słowami odkrywała, że nigdzie nie chciała iść, że mogłaby znieść dyskomfort związany z tym wyborem, z nim i zbliżającym się nieubłaganie czasem wylewnych tłumaczeń, opowieści, z których nie mogła być dumna, które odbierały jej plakietkę dziarskiej portowej bohaterki. Przecież taką ją widział ten świat, tak sama siebie chciała nazywać. Ostre strzały wypływające ze słodkich ust to zbyt mało, aby stać się prawdziwie niezniszczalną. Jakże okrutnie nie dawał się nabrać na jej uniki, na próby prześlizgiwania się tymi wygodnymi szczelinami, które zwykle działały. Teraz nie chciały się przed nią otworzyć. Czekał.
– Tak nędznie, tak słaba, tak nieznośnie nieporadna. Tak jak ona. Nie jestem nią mówiła, jakby próbowała odczarować ten zły urok, jakby to wydarzenie na moście miało przywołać Annie i odesłać Philippę daleko stąd – albo zatopić razem z różdżką. Tak się czuła właśnie. Jakby ograbiono ją nagle z całej mocy gromadzonej przez siedem lat, mogącej ją wznieść ponad nieprzyjemność każdej sytuacji, wyciągającej na szczyt. Zabawiła się, zbyt mocno weszła w rolę bezwzględnego cwaniaczka i zgaszono ją, nim zdążyła rozniecić w sobie pożar niepowstrzymany, chętnie trawiący płaszcz tamtego typa. A gdy tylko mówiła lub pomyślała o niej, czuła smak obrzydzenia na języku, czuła, jej zimny dotyk głaszczący uparcie mokre włosy. Nie chciała jej. Pogrzebała ją dawno temu, porozrywała każde jej wspomnienie, przepaliła jej słodką niewinność. Ania umarła, jej powrót bolał na tyle, że Filipa znalazła się blisko tej rozpadającej się wieży, zbyt daleko od siebie, od tej syreniej zadziorności. Choć mało było tych przyjemnych kart przeszłości, to jednak panienka Scott nie mogła wzbudzić już żadnego dobrego wspomnienia. Tylko te złe, samotne, upiorne i brudne. O dziwo, świat Philippy Moss wiele się nie różnił, ale jej duch wzbijał się ponad te nędzne sieroce sadzawki wstydu. Tak jej się zdawało. Siedząc pod Kieranowym dachem, nie była pewna już niczego. Nie spodziewała się, że mógłby zrozumieć to, co się zagnieździło między jej myślami. Choć nie znała jego dawnych szlaków, choć nigdy nie interesowała się jego uczuciami, to i tak założyła, że to się mieściło gdzieś daleko od jego wyobraźni. Albo nawet zdawało jej się, że ktoś tak jak on, nigdy nie doznał tak żałosnego uczucia upadku. – Szedł za mną przez cały port. Na moście nie wytrzymałam. Wbiłam mu w żebra różdżkę i zażądałam prawdy. Śledził mnie, to jasne. Nędznie próbował się bronić, zarzekał, że to przypadek. Umiem rozpoznać kłamstwo. Był zimny, surowy. Kawał gnoja. Miałam zamiar zamienić go w futrzaka i wrzucić do Tamizy. Żeby wiedział, żeby boleśnie przekonał się, co to znaczy… – zadzierać z Philippą Moss. Ale nie chciało jej to przejść przez gardło w chwili, gdy czuła na karku oddech porażki. – Nie lubię łatwych rozwiązań. Może to błąd. Zaklęcie nie zadziałało. Sama obrosłam futrem, a magia rozerwała różdżkę na dwa spalone kawałki. Później… – Tu znów urwała, biorąc głęboki wdech, wchłaniając zapachy obcego pomieszczenia. Obcego domu. Obcego człowieka. Rozmywał się portowy smród. Nie wiedziała, czy powinna kontynuować. Jeśli jeszcze jej nie wyśmiał, to zaraz to zrobi. Nikt nie celował w nią mrocznym zaklęciem, nikt nie zaatakował jej pięścią. To ona rzuciła się z różdżką, zarzucając typa ostrymi oskarżeniami. Była jednak pewna, że tamten gościu ją śledził. – Nie znoszę tego uczucia, tej wstrętnej niemocy. Ona nie jest moja – dodała, grzejąc dłonie ciepłym naczyniem. Napiła się znów, czując przyjemne dreszcze przemykające chętnie do brzucha.
Wciąż nie mówiła wszystkiego. Tej nocy bardziej niż kiedykolwiek pragnęła siły.


Powrót do góry Go down
 

Broken wand

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19