Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Angelique Blythe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Angelique Blythe
Angelique Blythe

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Przyjdzie dzień
Nie tak odległy dzień
Że dawny głos podpowie ci
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Półwila
Może warto mi poświęcić chociaż jedną myśl

Angelique Blythe Empty
PisanieTemat: Angelique Blythe   Angelique Blythe I_icon_minitime06.09.19 17:49


Angelique "Angelica" Amandine Blythe

Data urodzenia: 14.02.1935
Nazwisko matki: Delacour
Miejsce zamieszkania: Obrzeża Londynu
Czystość krwi: Czysta ze skazą
Status majątkowy: Średniozamożny
Zawód: Śpiewaczka operowa
Wzrost: 168 cm
Waga: 68 kg
Kolor włosów: Ciepły blond
Kolor oczu: Niebieskie
Znaki szczególne: Gęste włosy, które wolne sięgają długością podłogi



Szkoda, że Cię nie ma ze mną tu
Szkoda, że Cię nie ma już

Widząc, jak lśniący obiekt znika za linią horyzontu, wyobrażała sobie, że to zmarły ojciec zsyła jej spadającą gwiazdę. Mając niewiele lat, mogła z pewnością w to uwierzyć. Była tej nocy tak zapłakana, że nie miała nawet innego wyjścia. Życie z ojczymem, matką i szóstką braci potrafiło być naprawdę wyczerpujące.
Nie znała swojego ojca, choć w takich chwilach bardzo jej go brakowało. Umarł jeszcze przed jej narodzinami. Wychowaniem dziewczynki zajęła się głównie matka i córka była jej za to niezmiernie wdzięczna. To ona nauczyła ją patrzeć na gwiazdy z takim wyczekiwaniem. Miały spełniać życzenia, trzeba było tylko zaczekać, aż spadną.
Dlatego siedmioletnia wówczas Angelique wzięła głęboki wdech i w akcie gniewu na jednego z przyrodnich braci, postanowiła wypowiedzieć także swoje.
Życzę sobie, by wszyscy mnie pokochali.



Czuję, że gdy dam wiarę w sny
Wejdziesz tu wprost ze snu

Lata mijały, a dziewczynka rosła jak na drożdżach. Im większa się stawała, tym dłuższe były jej złociste włosy. Nie chciała ich ścinać, uwielbiała je bardziej niż najlepsze ostrygi czy sery, których uwielbienie prawdopodobnie odziedziczyła po francuskiej matce. Ilekroć brała lekcje etykiety czy śpiewu, wiele guwernantek chwaliło to, jak piękne są koafiury ich nieśmiałej, chociaż dość kapryśnej uczennicy.
Kiedy uczono ją odpowiedniego wysławiania się, dziejów magii, tańców balowych i baletu i wielu innych sztuk, również zawsze widywano ją z rozkosznym uśmiechem na ustach zdolnym nagiąć wolę każdego, nawet najbardziej oschłego dorosłego. Angelique sądziła, że tak długo jak się uśmiecha, jej bliscy będą szczęśliwi. Ilekroć taką ją widzieli, sami również nie mogli powstrzymać uśmiechu, więc starała się robić to jak najczęściej. Co innego mogło być lepszego niż oglądanie całej rodziny uśmiechniętej? Szkoda jedynie że gdy podrosła, coś w głębi duszy mówiło jej, że to nie jej uśmiech wszystko zmieniał.
W wieku dziesięciu lat, gdy już opanowała podstawy muzyki i śpiewu, w końcu postanowiono ją wysłać do szkoły Beauxbatons. Nie miała większych problemów z obecnym tam francuskim – umiała zrozumieć, co się do niej mówi. Jej matka sama w sobie pochodziła z Francji i często mówiła coś w swoim ojczystym języku, więc młoda Blythe nie do końca świadomie wyniosła z domu wiele obcych słów.
W szkole jednak pomimo wielu umiejętności – również kłamania i manipulowania mężczyznami wpojonego przez matkę – nie umiała zaprzyjaźnić się z rzeszą uczniów. Była smokiem, ale nie umiała do końca tego wykorzystać. Ilekroć wchodziła w tłumy, czuła się przytłoczona. Nie wiedziała, z kim najlepiej rozmawiać. Ale inni i tak do niej przychodzili, czy to po radę, czy po prostu pochwalić jej zdolności, choć sama tego nie rozumiała, zdając sobie jednak sprawę z własnych genów. Nigdy nie widziała w sobie nic specjalnego, była dla siebie tylko „Angelique”, a nawet bardziej „Angelicą”. Pomimo sporej liczby francuskich i półfrancuskich znajomych, byli przecież także i tacy, którzy kaleczyli jej pierwotne imię. Wtedy wychodziła ze swojej strefy komfortu i sama się odzywała, mówiąc, że wystarczy samo „Angelica”. Jej uszy dzięki temu zdawały się mniej cierpieć.
Pomimo utwierdzania jej, że jej głos jest dobry i wystarczający, by mogła występować na przedzie, nigdy nie wychodziła przed szereg. W chórze zawsze stawała z tyłu, by nikt jej nie widział. W grupie teatralnej wolała być niemal niewidocznym tłem niż grać pierwsze skrzypce. Z łatwością przekonywała do tych racji nauczycieli, nawet jeśli budzić miało to niezadowolenie matki.
Wkrótce jednak ta bariera znikła. Gdy zaczęła dorastać, coś zaczęło pękać, zmieniać się. Angelica nie czuła się już dłużej sobą. Przypomniała sobie wtedy, jak matka mówiła, że gwałtowna zmiana nastrojów to typowa cecha u potomkiń kobiety z rodu Delacour. „Wili”. Zdaje się, że tak ją nazwała. Powiedziała, że im więcej przybędzie Angelice lat, tym trudniej będzie jej to wszystko okiełznać. Powinna jednak starać się to kontrolować, inaczej narazi się na niebezpieczeństwo ze strony nielegalnych handlarzy. Słyszała, że wystarczy im jedna okazja, by złapać takową i już nie wypuścić.
Stąd pomimo narastającego dziwnego dla niej zachowania, próbowała je utrzymać na wodzy. Zauważała, że coraz częściej zwraca samą obecnością uwagę otoczenia. Zmienił się też sposób, w jaki patrzeli na nią chłopcy. Doszła do wniosku, że powinna mniej pokazywać się na korytarzach, żeby nie kusić losu, więc pozostały wolny czas przeznaczyła na zajmowanie trybun Klubu Pojedynków. Nie było tam dużo uczniów, większość jej roku wolała coś związanego z muzyką bądź teatrem. Przez jakiś czas mogła tam w spokoju zbierać myśli, odrabiać lekcje, a kilka razy nawet zainteresowała się ruchami zaprezentowanymi przez walczących, by sporządzić notatki. Dzięki byciu spostrzegawczą, uchwyciła niektóre zaklęcia, by umieścić je w starannie zdobionym notatniku.
Niestety, odpoczynek nie trwał długo. Kolejny rok oznaczał kolejny wysyp uczniów i większą potencjalną gawiedź. Musiała zrezygnować z przychodzenia, choć zdążyła już wytypować wśród dzielnych wojowników swoich ulubieńców. Nie mogła znieść całego wpatrzonego w nią motłochu. Byli dla niej jak muchy – natrętni i irytujący.
Z tego powodu też – tym razem w finalnym roku – zaczęła przychodzić coraz mniej, a w końcu wypisała się, wymawiając się chęcią skupienia się na nauce, z chóru i grupy teatralnej, którą mimo wszystko przez pewien czas lubiła. Nie mogła znieść tego, jak wszyscy – zwłaszcza płeć męska – napływają do niej, jakby im coś oferowała. Przecież nic się przez tyle lat w niej nie zmieniło. Nie licząc tego, że przybrała więcej kształtu w specyficznych miejscach i jej sylwetka przypominała teraz bardziej gruszkę niż klepsydrę, wciąż była sobą. Już wcześniej słabo szło jej znoszenie niechcianego towarzystwa, ale im bliżej było do zakończenia szkoły, tym ciężej jej było nad sobą panować. To jak wszyscy nagle chcieli jej w głupi sposób imponować, nawet kiedy potrzebowała się pouczyć, było co najmniej działające na nerwy.
Szkołę jednak ukończyła z bardzo dobrymi wynikami w dziedzinie podstawowych zaklęć i uroków oraz w klasycznym śpiewie. Według wielu miała talent, którego nie dostrzegała i który marnowała. „Powinna być odważniejsza” tak często mówiono. Ale trudno być odważnym, gdy nawet domowy nauczyciel patrzy na ciebie łakomym wzrokiem, a szóstka pozostałych braci również może się okazać dla ciebie zagrożeniem.
Nie powiedziała nikomu ani jednym, ani o drugim. Nie było ojca, w którego ramię mogłaby się wypłakać, a matce i ojczymowi po prostu się bała. Mieli być jedną wielką szczęśliwą rodziną, nie chciała otwarcie mówić, że starsi chłopcy dziwnie na nią patrzą. Zniszczyłaby to, do czego razem doszli.
Poza tym miała osiemnaście lat, wiedziała, że była już dużą dziewczynką. Powinna już nad tym wszystkim panować. Ale nie panowała.
Nigdy wcześniej nie brakowało jej tak bardzo ojca. Mogła jednak tylko patrzeć przez okno i próbować jak najwięcej siedzieć w pokoju. Byle nie pogarszać spraw, które były już wystarczająco rozdzierające.



Szkoda, że już zamilkł bliski głos
Że go nie usłyszę znów

Jej słodka bezczynność nie trwała jednak długo. Gdy przyjechała do domu, okazało się, że jej matka nie żyje. Rodzina nie chciała jej martwić podczas nauki. Zostawiono ją pod opieką ojczyma, nie chcąc rozdzielać Angelici od niespokrewnionych z nią bliskich, skoro dorastała z nimi od dziecka. Bolała ją śmierć kobiety, która dała jej życie, ale nie to jednak przelało czarę goryczy.
Wydano na nią wyrok. Dowiedziała się, że jak na dziedziczkę rodu Blythe przystało, musi wyjść za zdatnego kandydata na męża. Wybrano na tę rolę wielu pretendentów. Poczuła się tak urażona, tak zirytowana, że jej choleryczność wzięła po prostu górę. Nigdy dotąd nie była aż tak wściekła.
Chciała się zemścić za to, jak przedmiotowo została potraktowana. Była niemal przekonana, że w słowniku moralności jej traktowanie mężczyzn podchodziło niemal wówczas pod „dwulicowość”. Jak inaczej można było nazwać kuszenie ich, a potem sprowadzanie ich na manowce, żeby z ostentacyjnym prychnięciem ostatecznie zrezygnowali? W ten sposób odrzuciła – jak dotychczas sądziła – wszystkich. Kupiła sobie tym trochę czasu, jednak co bardziej ją niepokoiło to, że ten gniew nie znikał. Był elementarnym członem jej natury tak jak wrodzona nieśmiałość. Z jednej strony lubiła wycofanie i nie odzywała się bez powodu, z drugiej szybko się denerwowała, była bardzo marudna i wymagająca. Nie umiała zrozumieć, jak obie natury mogły się jakoś łączyć, ale były ze sobą nierozerwalne.
Ród Blythe’ów nie powiedział jednak ostatniego słowa, a Angelica wciąż o tym pamiętała. Dlatego obmyślała plan, jak pozbyć się kolejnego kandydata.



Brak mi twych rad
Słów twoich brak

Jako wila zawsze uchodziła za obłędnie piękną. Mogła z łatwością przekonać mężczyznę do tego, by zrobił, co sobie życzyła, budząc niezadowolenie pobliskich kobiet. Inna sprawa że prócz przypadków potencjalnych narzeczonych, prawie z tego nie korzystała. Nie widziała w tym sensu.
Zresztą, nie zamierzała zwracać na siebie więcej uwagi niż było to konieczne. Obdarzona darem swojej matki wolała nie narażać się podejrzanym handlarzom, z drugiej strony wiedziała, że wielu domyśla się po jej wyglądzie, kim jest i do czego jest zdolna. To nie tak, że miała szczególne szanse to ukryć – wile za każdym razem otaczała charakterystyczna intensywna aura, której nie sposób było się oprzeć.
Wyjątkiem okazała się pewna sytuacja z najstarszym bratem. Często ją lekceważył. Był oschły i szanował tylko tych, którzy wykazywali się ciężką pracą. Nigdy za bardzo się nie lubili.
Niechęć ta osiągnęła apogeum, gdy kolejny raz nie chciała wyjść z pokoju. Wówczas powiedział, że jest próżna i leniwa, dlatego tylko marnuje swój talent. W tamtym momencie po prostu przekroczył jej granice.
Dostałaby prawdziwej furii, gdyby w porę nie zorientowała się, że to nic nie da. Nie przemówi mu do rozsądku kulą ognia, którą rzuciła w ramach pierwszych czarów w dzieciństwie. Musiała mu udowodnić, że jest cokolwiek warta. Frustrowało ją to, bo najchętniej siedziałaby jedynie w domu, czasem tylko występując w operze i śpiewając. Nie mogła jednak odmówić prowokatorowi.



Ile już lat patrzę jak świat
Gdzieś ginie mi przez łzy

Wtedy – być może zupełnie przypadkowo – zauważyła różnicę w życiu, jakie dotychczas wiodła. Coś się w niej zmieniło, nie potrafiła jednak powiedzieć, czy na dobre. Zmiany na przestrzeni lat za mocno dały jej się we znaki.
Z początku wbrew własnej woli zaczęła mu pomagać przy pacjentach, chciała zademonstrować mu, że coś potrafi. Później jednak przestała na to narzekać. Domyślała się, że nawet jeśli nie ratuje czyjegoś życia, to robi coś ważnego... nawet jeśli majaczący kaleka próbuje dotknąć z bólu rąbka jej spódnicy.
Kiedy nielubiany brat uczył ją o anatomii tak starannie, jak ona skupiała się na ariach, ciężko było jej powiedzieć, że to nieodpowiednie czy odstręczające. Nieraz i nie dwa śmiał się w jej towarzystwie – śmiał! – gdy jako amatorka myliła eliksiry. Musiał zostawiać listy z ingredienacjami wszędzie, gdzie się dało, żeby umiała tyle co teraz.
O gwiazdach stanowczo wiedział więcej niż jej ukochana matka. Musiała mu to przyznać. Nie były dla niego tylko istotami niosącymi spełnienie życzeń.
Mówił tyle cennych słów o swoich pasjach i starał się przekazywać jej tę wiedzę, było to dla niej oczywiste. Pytanie tylko, czy... Czy dla lady takiej jak ona było to w porządku? Było jej pisane wyjść za lorda, wątpiła, czy ktokolwiek by ją taką zechciał. Liczyła się jej uroda, wrodzone przymioty. Nie ona sama.



Szkoda, że Cię nie ma ze mną tu
Szkoda, że tak miało być

Mijał dzień po dniu, a ona spędzała każdy na wspólnych przechadzkach po ogrodzie. Zaczęła dostrzegać krocie roślin, o których dotąd nie miała najmniejszego pojęcia. Zastanawiała się, czy to faktycznie była chęć nauki, czy może... miłość? Szybko jednak wyrzuciła tę myśl z głowy. Nie słyszała, by ktokolwiek dobrze na tym wyszedł. Ci, którzy pałali miłością, wszak nazbyt często chcieli ją kalać.
Jednak im więcej czasu spędzała ze starszym bratem, tym więcej wychodziła na zewnątrz. Coraz częściej występowała w operze, już mniej obawiając się krytyków, co bardzo ucieszyło całą jej rodzinę. W pewnym momencie zaczęła nawet wyjeżdżać czasem do Francji w ramach gościnnych występów. Żywiła nadzieję, że gdyby jej matka dalej żyła, byłaby z niej dumna.
Tak Angelica stała się odważniejsza. Przynajmniej na chwilę.



Przeszłość to cień,
Zrzucić go chcę

Miała wrażenie, że jej miniaturowy ogród właśnie się rozsypał. Świat czarodziei podzielił się wtedy wyraźnie na stronnictwo anty- i promugolskie. Zbiegało się to również z datą oficjalnego objawienia się na Stonehenge domniemanego „Lorda Voldemorta”. Choć Angelice nie wypadało – jak to damie – interesować się polityką, domyślała się, że pojawienie się tak ważnej osobistości zwiastuje coś poważnego, czyli problemy. Nie była w błędzie – doszło do zmiany ministra, a co za tym podążało, również władzy.
Magiczny świat nie był już tak liberalny jak ród jej matki. Znacznie bardziej zaczęła się liczyć czysta i szlachetna krew. Angelica jednak nie zajmowała się dylematami moralnymi. Wojnę czarodziejów spędziła w końcu prawie całą w szkole, dodatkowo była zajęta bardziej przyziemnymi dla jej wieku sprawami. Po wydarzeniach w Stonehenge, które odbiło się głośnym echem po gazetach, martwiła się raczej właśnie o zmianę polityki. Oznaczało to zmianę frontu, z kim lepiej było się trzymać. Wiedziała, że od tego momentu jest się przeciwko systemowi albo z systemem.
Stanowczo preferowała jednak to drugie, więc nie oponowała przeciwko wszelkim działaniom mającym na celu pozbycie się brudnej krwi z Anglii. Było to korzystniejsze ekonomicznie, politycznie jak i ogólnie. Jeżeli czegoś nauczyła ją rodzina ojca to właśnie tego – tak długo jak nie łamie się zasad dobrych obyczajów, można wziąć, co się należy. Krew Blythe’ów była w młodej dziewczynie zbyt silna, żeby pozwolić jej na stanie się biedną, zdaną na siebie i dobroć obcych rewolucjonistką.
Dlatego też pewnej nocy, gdy zauważyła, że jej brat potajemnie transportuje komuś ingrediencje, była w rozterce. Nie miała wątpliwości, że udostępnia je komuś, komu nie powinien. W innym wypadku po prostu by jej powiedział.
Nie wiedziała jednak, jak postąpić. Powinna to komuś zgłosić, a może mu pomóc? Nie chciała kalać imienia – choć nie biologicznej to własnej – rodziny ani trafić do więzienia za podobne przewinienia. Wydawało jej się to po prostu niegodne. Ród jej brata także o niczym nie wiedział, nie miała zatem kogo spytać o radę…
Którejś wyjątkowo jasnej nocy zauważyła jednak, że wymknął się z domu. Wydało jej się to nadzwyczaj dziwnie, więc – starając się nie budzić domowników – cichcem ruszyła za nim. Szum drzew i pohukiwania sowy zagłuszały ich kroki. Wiedziona niepokojem i chęcią ochrony poszła za nim daleko, aż do urwiska. Całe leśne towarzystwo nagle zamilkło, a ona nastąpiła przypadkowo na gałązkę.
Widziała, jak się odwraca. Otworzył usta i myślała przez chwilę, że chce jej coś powiedzieć, wszystko wyjaśnić, więc naiwnie podeszła bliżej. Po uniesionej różdżce była już niemalże pewna, że zamierza wypowiedzieć co innego.
Nie dokończył "Petrificusa Totalusa", gdy z braku lepszego sposobu na samoobronę, użyła willego uroku. "Zrobiłam to pod wpływem emocji" – to była jej wymówka. Powtarzała ją wielokrotnie w myślach. Nie zmieniało to jednak faktu, że mężczyzna rzucił się z urwiska, a jej udało się zbiec.



Dość tak wielu łez
Dość już żalu jest

Serce biło jej jak oszalałe, gdy zmierzała na przesłuchanie. Miało być rutynowe, ale i tak się bała. Jeżeli dopadłby ją nagły przypływ szczerości, mogłaby przecież powiedzieć całą prawdę. Prawdę że zamordowała własnego brata.
Nie chciała tego. Ale wtedy, kiedy stracił jej zaufanie i ją naraził... Nie mogła zrobić inaczej.
Angelique cierpliwie odpowiadała na pytania, starając się odsunąć od siebie wszelkie podejrzenia. Nie było to trudne, w końcu miała alibi potwierdzone przez jednego z braci. Po jej powrocie do łóżka, przyszedł sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku. W pokoju nie dostrzegł żadnych zmian, więc utrzymywał, że całą noc spędziła na spaniu, w końcu sam to widział.
Służby zresztą okazały się na tyle leniwe lub głupie, by nie dociekać zanadto. Sprawa przeszła bez echa, wezwana spostrzegła jednak, jak jeden z mężczyzn zapisuje jej obecność na przesłuchaniu. Niby nic, ale odrobinę ją to niepokoiło.
Po pogrzebie widziano ją rozpaczającą nad śmiercią brata zamkniętą w pokoju. Wkrótce potem wyjechała do Francji. Chciała odciąć się od zbędnej przeszłości, choć domyślała się, że nie będzie to takie proste. Dla siebie dalej pozostawała wszak morderczynią. Tłumaczyła sobie, że całą zbrodnię popełniła pod wpływem słabości. Usprawiedliwiała się, że nigdy by czegoś takiego nie zrobiła. Że nie zdradziłaby własnej rodziny. Lękała się jednak, że prawda była zupełnie inna.
Dziadkom nie spodobała się jej decyzja, ale też nie protestowali. Rozumieli, że takie zajście musi być dla niej traumatyczne i datę kolejnych konkurów odroczyli w czasie. Ojczym zdawał się jednak ją rozumieć, w końcu sam namówił ją do zmiany otoczenia. Nie wiedział za to, że zamierzała tam pojechać z powodu innego niż przewidywał. Chciała to zrobić, by zagłuszyć wyrzuty sumienia.



Dość liczenia strat
I straconych lat

Dopiero niedawno Angelique wróciła do Londynu. Anomalie ustały, sytuacja polityczna przynajmniej z punktu widzenia zwykłego przechodnia się uspokoiła. Blythe zajęła się swoją porzuconą karierą, chociaż osobiście nigdy by jej tak nie nazwała. Pozostawała nadal skromna.
Cieszyła się, że to już koniec. Że może zacząć od nowa.
Wróciła do domu swojego ojczyma i szóstki... nie, piątki braci, do swojego pokoju – dawnej samotni. Lata zmian ukształtowały ją na dystyngowaną, choć nieco sarkastyczną i marudną damę w stosunku do tych, którzy byli na równi lub poniżej jej pozycji. Jednak do niższych statusem oraz najbliższych nie potrafiła zachować kamiennej twarzy. Kaprysiła, była szczera do bólu i nie bała się czarnego humoru. W najgorszych momentach ta fasada spadała, pokazując obraz kobiety lękliwej i wątpiącej w swoje umiejętności.
Obecnie dwudziestoletniodwuletnia dama sama zadaje sobie pytanie, jak jej bliscy mogą ją znosić. Od dzieciństwa jak to kobieta boi się myszy, choć nie przypomina sobie żadnego związanego z nimi traumatycznego wspomnienia, do tego miewa wybuchy złości, jest strasznie pedantyczna i chyba codziennie niezadowolona…Więc po prostu ich nie rozumie. Wie jednak jedno – dawno oddała im całe serce.



Czas pożegnać się
Czas pożegnać się


Patronus: Angelica pomimo wielu starań nie potrafi wyczarować Patronusa.

Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 30
Zaklęcia i uroki:115 (rożdżka)
Czarna magia:00
Magia lecznicza:100
Transmutacja:00
Eliksiry:100
Sprawność:2Brak
Zwinność:5Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język angielskiII0
Język francuskiII2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaII10
AstronomiaI2
Historia MagiiI2
KłamstwoI2
RetorykaI2
SpostrzegawczośćI2
ZielarstwoI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Szlachecka EtykietaI15
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
NeutralnyNeutralny
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Muzyka (śpiew operowy)III25
Muzyka (wiedza)I0.5
AktywnośćWartośćWydane punkty
Taniec balowyI0.5
Taniec klasycznyI0.5
GenetykaWartośćWydane punkty
Półwila-5 (+10)
Reszta: 0.5

Wyposażenie

Pustułka zwyczajna



[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Angelique Blythe dnia 19.09.19 1:17, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Angelique Blythe
Angelique Blythe

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Przyjdzie dzień
Nie tak odległy dzień
Że dawny głos podpowie ci
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Półwila
Może warto mi poświęcić chociaż jedną myśl

Angelique Blythe Empty
PisanieTemat: Re: Angelique Blythe   Angelique Blythe I_icon_minitime09.09.19 21:05

Podbiję, bo chyba skończone shame


Powrót do góry Go down
 

Angelique Blythe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19