Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Tajemnicza klatka schodowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Tajemnicza klatka schodowa   10.03.12 23:22

First topic message reminder :

Tajemnicza klatka schodowa

Za jednymi z dziesiątek kamienicznych drzwi znajduje się tajemnicza klatka schodowa. Jest to miejsce iście czarodziejskie, specyficzne, przez wielu nieznane, choć na pozór niewyróżniające się niczym szczególnym, wyglądające jak każde inne. Niewielkie i betonowe, przywodzące na myśl znajdującą się piętro niżej piwnicę. Pod jedną z lodowatych, pokrytych pajęczynami ścian ustawiono metalową szafkę, zapewne przeznaczoną na przesyłki pocztowe - przez długi czas nieużywana zarosła grubą warstwą brudu i kurzu. Rzadko kiedy można tu kogoś spotkać. W zasadzie wygląda na to, jakoby zapominali o nim nawet sami mieszkańcy. Malutki i bardzo wąski korytarz posiada tylko jedne drzwi wejściowe, po których przejściu, za sprawą starych drewnianych schodów można dostać się na wyższe kondygnacje kamienicy. Tuż za nimi znajduje się portret śpiącego psa. Gdy zaś stuknie się różdżką w płótno, rozpływa się w powietrzu, odsłaniając tajemne przejście prowadzące do... No właśnie, gdzie? Tego, niestety, nigdy nie wiadomo. Sekretna klatka schodowa rządzi się swoimi prawami.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i just want to live while i'm alive
OPCM : 12
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tajemnicza klatka schodowa   17.08.16 10:14

Magia była wspaniała, a z dobrodziejstw jakie daje czarodziejom nie dało się nie korzystać. Lucinda czasami biegła myślami do mugoli i ich czasami naprawdę ciężkim życiu. Nie wyobrażała sobie, że mogłaby teraz nagle stać się mugolem i przyzwyczaić się do niemagicznego świata. Pewnie prędzej by zwariowała próbując użyć zaklęć, których tak dobrze znać. Pomimo faktu, że magia jest prawdziwie wspaniałym darem bywa także przewrotna i zawodna. Nie powinien w takim razie zdziwić ją fakt, że nagle numer na drzwiach się pojawił. Przekaz ciotuni był jasny. Miała znaleźć rudowłosego mężczyznę, który w pewien sposób miał jej pomóc znaleźć paczkę. Wszystko się zgadzało. Uśmiechnęła się patrząc na poruszający się na drzwiach numerek. Prawdopodobne były, że numerki po prostu się zmieniały, a jej wyczulony zmysł nie podsunął jej tak oczywistego rozwiązania. - Magia czasami zaskakuje nawet nas czarodziejów. - powiedziała wyraźnie się uśmiechając. Zeszła kilka schodków tak by dobrze widzieć mężczyznę i ładnie mu podziękować. - Oczywiście. Już sobie poradzę. Dziękuje serdecznie, że zechciał Pan mi towarzyszyć. W końcu nie codziennie spotyka się damę w opresji i to jeszcze w takim miejscu. - dodała posyłając w jego stronę uśmiech. Obejrzała się na drzwi by się upewnić, że one nadal tam są, a kiedy nie zmieniły swojego położenia znowu przeniosła wzrok na mężczyznę. - Paczka jest bezpieczna w moich rękach, może być Pan pewny. - powiedziała zgodnie z prawdą. Akurat przenoszenie cennych rzeczy miała wpisane w obowiązki dotyczące jej pracy. Wiedziała jak się po nie zatroszczyć. - Proszę na siebie uważać Panie Weasley i życzę miłej reszty dnia. Kto wie może wkrótce będę potrzebowała pomocy w odnalezieniu kolejnej paczki? - odparła kłaniając się mężczyźnie i kierując swoje kroki w stronę mieszkania z numerem trzydzieści sześć. Posłała uśmiech w stronę mężczyzny by po chwili zniknąć za drzwiami mieszkania.

z.t

/ nic się nie dzieje <3




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t2785-skrytka-bankowa-nr-122#44963 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
Zawód : auror
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
OPCM : 41
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tajemnicza klatka schodowa   18.08.16 9:29

Uśmiechnął się po raz ostatni, lekkim uniesieniem kącików ust niemo przyznając Lucindzie rację - rzeczywiście, magia stanowiła dar równie niezwykły, co niespodziewany, wprawiający w zaskoczenie także tych, co z jej dobrodziejstwem stykali się już od dnia narodzin. Stanowiła potęgę, której wszystkich tajników najpewniej nigdy nie zdoła zgłębić żaden, nawet najmądrzejszy czarodziej.
- Na przyszłość też służę pomocą - odparł nieco żartobliwie, choć mimo wszystko mówił szczerze; ułatwianie życia innym często nie kosztowało wiele, a wdzięczność, którą otrzymywał w zamian, była mu wystarczającą, w pełni satysfakcjonującą nagrodą.
Sięgnął po kolejnego papierosa, w milczeniu postanawiając, że odczeka jeszcze chwilę przed ostatecznym powrotem do domu - po tak niespodziewanych atrakcjach ponowne zniknięcie w kłębie nikotynowego dymu stanowiłoby miłą odskocznię, a w tym czasie mógłby raz jeszcze upewnić się, czy nikt w pobliżu nie potrzebuje jego natychmiastowej pomocy.
W jakiś sposób uszczęśliwiało go czynienie małych przysług.
- Kto wie - powtórzył słowa kobiety, by na koniec skinąć jej głową na pożegnanie. Pokonał dwa lub trzy schodki w dół, lecz raz jeszcze spojrzał kontrolnie w stronę Lucindy - drzwi jej jednak najwyraźniej nie połknęły, nie usłyszał zduszonego okrzyku rozpaczy, więc uznał to za znak, że może z czystym sumieniem opuścić budynek.
Gdy przekraczał próg kamienicy, zapalił papierosa. Wciąż kąsał chłodny, zimowy wiatr, a płatki śniegu wirowały w powietrzu; było coraz bliżej do nocy, a Garrett dopiero teraz poczuł, jak bardzo był zmęczony. Wypalił do końca papierosa, obserwując ludzi przechodzących pospiesznie przez zatłoczone ulice, a potem skrył się za którymś z zakrętów, by bez jakichkolwiek obaw przeteleportować się do domu.
Bo wciąż marzył o ciepłej herbacie i swoim własnym łóżku.

| zt <3




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback https://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 https://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 https://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 https://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
Zawód : hodowca i treser chartów angielskich
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
OPCM : 19
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Tajemnicza klatka schodowa   31.01.17 15:33

/data?

Kolejny z tych dni, które lepiej byłoby zostawić za sobą. Kwiecień. Miesiąc wywołujący we mnie przyjemne dreszcze jak i myśli pełne mroku oraz obaw. Wiele emocji mieszało się wtedy, kiedy szłam na spotkanie. Zwykłe, niepodszyte żadnymi intencjami. Towarzyskie. Niewiele było takich w moim życiu odkąd Sylvain po prostu zniknął. Rozpłynął się w powietrzu nie dając znaku życia. Martwiłam się, choć gdybym tylko wiedziała czym jest, z premedytacją posłałabym go w piekielną otchłań. Czy na pewno? Zresztą, jakiego trzeba mieć pecha, by jedyna z bliskich osób okazała się być z gatunku tych, przez których rozpadła się cała moja rodzina, pozbawiając szans na zwyczajne życie? Czasem dobrze było żyć w nieświadomości. W świecie bez dostępu do szerszej, krzywdzącej informacji. Zaszyć się w najgłębszej dziurze, udawać, że własne istnienie jest tylko zwykłą fatamorganą. Tak właśnie do tej pory żyłam.
Teraz miało się to wszystko odmienić. Miałam przymierzać suknie ślubne, wybierać odpowiednie buty, umawiać się na próbne czesanie… a ja chodziłam. Po nieznanych mi dzielnicach, miejscach, o których Merlin chyba zapomniał. Każda jedna uliczka wydawała się być bardziej podejrzana od drugiej. Co to za dziwaczne miejsce na spotkanie? Im dalej szłam, tym mniej rozumiałam. I tym więcej strachu oraz wątpliwości czułam. Czy ktoś mnie zwabił w pułapkę? Jaki miałby mieć w tym cel wysyłając list oraz podszywając się pod dobrego znajomego? Nie potrafiłam tego zrozumieć.
Panikujesz, Greyback.
Tak. Może po prostu nie mógł się spotkać gdzieś indziej. To miejsce wydaje się być dosyć dyskretne. Jeden, obmierzły, obdrapany blok, o oddali jakieś inne. Dookoła drzewa, betonowy plac, zarośnięty tunel, szeroka ulica. Nic ciekawego. Tylko ta niecodzienna cisza, spokój… stanęłam przy budynku obok wejścia do klatki schodowej, by mieć całe otoczenie w zasięgu wzroku. Niespokojnie rozejrzałam się wokół postanawiając zapalić papierosa. Który to już w tym miesiącu?





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl dorgi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 25
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Tajemnicza klatka schodowa   07.02.17 17:40

| 11.04 późnym wieczorem?

Przypadkowe spotkania z przypadkowymi ludźmi zwykle kończyły się w ten sam, całkiem przypadkowy sposób, potwierdzając jedynie teorię o tym, że przypadków nie było, a wszystko miało miejsce za sprawą właściwego przeznaczenia. Czasem niosło ze sobą kwaśny zapach problemów, z którymi nie chciało mu się użerać. Ale pewne spotkania były ciekawsze od innych i właśnie takie wrażenie odniósł, kiedy spotkał. Nie była ani szczególnie intrygująca, ani zniewalająco piękna, ale jej spojrzenie zwracało uwagę. Przyglądała mu się długo, w milczeniu, z dziwną prowokacją. Zostawiła na jego stoliku księgę, obiecując, że po nią wróci, lecz oczywiście nigdy tak się nie stało, a on jej powodu musiał się niepotrzebnie tłumaczyć jakimś typom.
Aż któregoś dnia minął ją w Londynie. Wyglądała inaczej, a mimo to był pewien, że spotkał tą samą osobę. Przypomniała mu o tamtym spotkaniu i pewnej niezałatwionej sprawie, którą powinni sobie wyjaśnić. Dowiedział się kim jest i wytropił ją, jak zwierzynę, której nie zamierzał pozwolić uciec. Tego wieczora wyjątkowo nie miał niczyjej krwi na dłoniach. Tylko jedną, małą klątwę rzuconą na pracownika ministerstwa. Potrzebował rozrywki, potrzebował zajęcia, które pozwoliłoby mu się oderwać od rzeczy od dłuższego czasu zaprzątających mu głowę.
Szedł za nią od dłuższej chwili, leniwie paląc papierosa. Trzymał go głównie między wargami, bo ciepło i zimno wciąż drażniły jego skórę, więc ograniczał się do wkładania go między palce, by strzepać popiół. W powietrzu wraz z nim unosił się kwaśny zapach landrynek i ostry czarodziejskich papierosów, które umilały mu spacer, póki się nie zatrzymała. On jednak nie zwolnił. Zamierzał wykorzystać chwilę, w której stanęła, rozglądając się jak mała, zagubiona owieczka. Zastawił jej drogę.
— Kiepska pora na samotny spacer — zaczął, gdy palcami wyciągał papierosa. — Jeśli się zgubiłaś, odprowadzę cię.
Oczywiście, przecież mogła jej się stać krzywda, gdyby postanowiła sama pałętać się tymi ulicami o tej porze. Utkwił w niej wzrok, ale nie mógł się pozbyć wrażenia, że się pomylił. Nie mylił się przecież nigdy, a ona była taka sama.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback https://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 https://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 https://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 https://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
Zawód : hodowca i treser chartów angielskich
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
OPCM : 19
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Tajemnicza klatka schodowa   15.02.17 11:53

/OK :D

Kolejne chwile mijały. Nie zauważyłam wcześniej nikogo plączącego się w pobliżu. Stąd wysnułam wniosek, że przyjdzie mi jeszcze trochę poczekać na swojego znajomego, który coś długo nie przychodził. Zaczęłam mieć poważne obawy co do sensowności dzisiejszego wyjścia. Bez Jowisza czułam się jeszcze bardziej nieswojo niż zazwyczaj. Nawet przy wypatrywaniu byle jakiego kundla musiałam stwierdzić, że naprawdę nie ma żywej duszy w okolicy. Świadomość celowego postawienia siebie samej w tak niekomfortowej sytuacji wywołała we mnie ciarki. Czułam fizycznie jak włosy stają mi dęba, a mnie samą ogarnia niezidentyfikowany chłód. Zadrżałam pod jego wpływem, niespokojnie obracając głową na wszystkie strony. Papieros mógł się okazać moim zbawieniem w ukojeniu nadszarpniętych nerwów. W jednej dłoni spoczywała różdżka, w drugiej fajka, której magiczne właściwości stopniowo odpuszczały nagromadzony w ciele lęk. Jeszcze nie wiedziałam, że najgorsze miało dopiero nadejść.
Pomiędzy lejącą się ciemnością zamajaczył ludzki kształt. Zmrużyłam oczy chcąc rozpoznać w nim umówionego znajomego. Nie miałam zegarka, nie potrafiłam dokładnie oszacować czasu jego przybycia, ale z pewnością się spóźnił. Prychnęłam pod nosem zirytowana wypuszczając z pomiędzy warg tytoniowy dym. Cierpliwie czekałam, aż się zbliży… nie spodziewając się ujrzeć zupełnie nieznaną mi sylwetkę. Otworzyłam szerzej oczy ze zdumienia; zamrugałam kilkakrotnie. Czy to jakiś żart? Czy moje absurdalne teorie spiskowe miały okazać się prawdziwe? Nawet nie zauważyłam kiedy stanął tuż przede mną. Jego głos, którego nie potrafiłam dopasować do żadnej znanej mi osoby, wybudził mnie z dziwnego letargu. Potrząsnęłam głową.
- Pora jak każda inna – odparłam neutralnie, ale na mojej twarzy nadal widniało zaskoczenie całą tą sytuacją. Dlaczego w ogóle wdawałam się z nim w dyskusję? – Dziękuję, poradzę sobie – dodałam jeszcze, mocniej zaciskając dłoń na różdżce. Ręka swobodnie wisiała wzdłuż tułowia. Nie byłam kimś, kto ufa nieznajomym. Nie byłam kimś, kto ufa znajomym. Dlatego z marszu się najeżyłam uznając mężczyznę za swojego wroga, pomimo nieokazywania mi złych zamiarów. Dobrze wiedziałam, że niektórzy ludzie są znakomitymi aktorami.
Planowałam właśnie ruszyć się z miejsca opuszczając tereny wątpliwej renomy placu, kiedy zza pleców życzliwego wynurzyły się trzy barczyste sylwetki, dość prędko idące właśnie na nas. Czym prędzej wyjęłam papierosa z ust rzucając go na ziemię. Naprędce nadepnęłam na w połowie zmarnowanego peta, po czym z przestrachem obejrzałam się jeszcze przed siebie.
- Ej, wy! Macie pożyczyć trochę pieniędzy? – krzyknął jeden z kolejnych, nieznanych mi mężczyzn. Strach towarzyszący bolesnym wspomnieniom wywołał we mnie uderzenie gorąca oraz wzrost adrenaliny wtłaczanej w żyły. – Radzę wyskakiwać z galeonów lub spieprzać – rzuciłam jeszcze życzliwie w ramach spłaty nieistniejącego długu, po czym nerwowo pociągnęłam za klamkę drzwi wpadając do środka klatki schodowej. Nie byłam żadnym bohaterem gotowym mierzyć się z trzema osiłkami na zaklęcia. Zresztą, kto wie, czy to nie byli kumple tego pierwszego? Mogli go nie poznać przy tym wątłym oświetleniu, a z czterema na pewno nie dałabym sobie rady.
Tylko gdzie teraz niby powinnam iść?





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl dorgi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 25
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Tajemnicza klatka schodowa   19.02.17 22:00

Wydawała się inna, choć wyglądała tak samo. Patrzyła na niego i nie wyglądała tak, jakby miała rozpoznać jego twarz, choć zostawiła przed nim swoją własność, która musiała być stosunkowo cenna, skoro dwóch wątpliwej reputacji typów było gotowych dla niej zaatakować obcego czarodzieja. Miał wtedy wrażenie, że rozpoczął się wątek, który prędzej czy później zasłuży na kontynuację, tymczasem jej oczy nie błyszczały w ten sam sposób, uśmiech nie wyginał się w lekkich, fałszywym wyrazie, więc dopadły go wątpliwości, co do słuszności wcześniejszych przeczuć. Była wycofana, ostrożna i wyczuł od niej strach — choć uzasadniony — tak inny od wyobrażenia, które miał w głowie.
Nie mógł pozbyć się wrażenia, że coś mu umykało.
Chciał jej powiedzieć, że jest mu winna, ale gdzieś z boku rozbrzmiały głosy i kroki nieproszonych typów. Obrócił się przez ramię, aby ich ocenić, przeanalizować, choć niezależnie od tego, czy miał do czynienia z czarownikami spod ciemnej gwiazdy, czy mugolami jego reakcja zapewne pozostałaby taka sama. Powoli sięgnął po różdżkę, nie zamierzając wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. Liczył na to, że do starcia nie dojdzie, bo zmarnuje tylko swój czas, podczas, gdy dziewczyna ucieknie i straci ją z oczu ponownie; zostawi go z zagadką, której nie był w stanie rozwiązać. Treść księgi i szyfry, które znał nie dawały żadnych odpowiedzi, a jednak zawierała w sobie coś wzbudzającego pożądanie. I był w posiadaniu tejże rzeczy, choć nie pojmował jej znaczenia.
Sytuacja wydawała mu się dość ironiczna. Kiedy wszedł w posiadanie niezwykłej księgi sprowadziła na niego towarzystwo, o które wcale się nie prosił, zupełnie jak tego wieczora, a przecież zapowiadało się na spokojną noc. Jej głos dotarł do jego uszu, więc skierował stalowe spojrzenie w jej kierunku, marszcząc przy tym brwi, ale ona zamierzała uciec. Wiedział to jeszcze zanim cofnęła się o krok. Nie mógł do tego dopuścić. Nie mógł jej pozwolić na zostawienie go bez odpowiedzi po raz kolejny, a zniknęła w jednej krótkiej chwili. Drzwi kamienicy trzasnęły z hukiem.
— Serpensortia — wyszeptał, wyciągając różdżkę spod pzauchy płaszcza i celując nią w kierunku opryszków. Wąż, który pojawił się na brukowanej ulicy zasyczał i unósł się, ostrzegając przybyszów przed zagrożeniem. Nie zamierzał spędzać z nimi całego wieczora i odbywać śmieszną, nieuczciwą walkę, plamiąc krwią ulicę. Nie miał z tego widowiska nic, a uciekający czas działał na korzyść dziewczyny, która zniknęła za drzwiami.
Podążył jej śladem, wpadając na ciemną, ponurą i śmierdzącą klatkę schodową. Zapach w środku był dla niego nieznośny, skrzywił się od razu, machinalnie, rozglądając się za źródłem smrodu. Wolnym krokiem skierował się w stronę jedynych drzwi, które przeszedł, wsłuchując się w panujące wewnątrz odgłosy. jej kroki rozniosły się echem.
— Dlaczego uciekasz? Przecież cię nie skrzywdzę— Spoglądając w górę, gdy chwycił się balustrady schodów prowadzących wyżej. Stąd była jedna droga i wiedział, dokąd uciekła, dlatego niespiesznie ruszył za nią, w dłoni trzymając różdżkę. Właściwie nie kłamał. Oczekiwał od niej jedynie wyjaśnień, ale jakby na złość mu, uciekała. — Nie pamiętasz mnie, lecz ja pamiętam ciebie — krzyknął za nią, wchodząc ostrożnie po stopniach. — Mam coś, co należy do ciebie.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback https://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 https://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 https://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 https://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
Zawód : hodowca i treser chartów angielskich
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
OPCM : 19
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Tajemnicza klatka schodowa   27.02.17 9:50

Nie mogłam zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Dlaczego zamiast znajomego pojawia się ktoś, kogo w ogóle nie znałam, a który wydawał się rozpoznawać mnie? Czy to on napisał do mnie ten list? A może był moim kolejnym, życiowym przypadkiem? Przygryzłam wargę nie chcąc dłużej uczestniczyć w tej groteskowej historii. To znów ja byłam na straconej pozycji, to mnie los ponownie miał kopnąć w tyłek, na co nie mogłam się godzić. Ani teraz ani już nigdy. Musiałam więc uciec z tego pobojowiska pełnego zagrożenia. Od mężczyzn, których nie znałam i którym nie ufałam, słusznie zresztą. Ucieczka była jedynym rozwiązaniem w mojej obecnej sytuacji. Nie do pozazdroszczenia. Czułam tłukące w piersi serce, adrenalinę każącą mi uciekać ponad własne siły oraz wyobrażenia o dalszych losach mojej osoby. Scenariusz wydawał się być oczywisty, wręcz przykry, zwiastujący ból i nieszczęście. Nie tym razem. Już nigdy nie będę ofiarą.
Pędziłam ile tchu w stronę drzwi, a następnie schodów. Nie widziałam wyczarowanego węża, który zaatakował jednego z opryszków; dwaj pozostali pobiegli za nami. Z początku słyszałam jedynie odgłos własnych, ciężkich kroków oraz przyspieszonego oddechu, dopiero później dołączył do nich następne skrzypnięcie drzwi oraz odgłos pospiesznego chodu. Nie zatrzymywałam się, ściskając mocno różdżkę, czyli jedyną formę obrony. Nie mogłam jej puścić, zapomnieć o niej przynajmniej na chwilę.
Słowa nieznajomego dotarły do mnie z opóźnieniem, mieszając się z innymi dźwiękami. Wciąż pędząc do góry, ale nieco zwalniając, zaczęłam się nad tym zastanawiać. Czy to była pułapka? Blef? A może mnie z kimś pomylił? Nie spotykałam się ze zbyt wieloma osobami wiedząc, że to droga donikąd. Nie potrafiłam przecież normalnie żyć, komunikować się z ludźmi, co sprawiało, że ich unikałam. Tak jak tylko było to możliwe. Tak więc albo kłamał, albo mnie z kimś mylił. Czy to możliwe, że z moją własną siostrą?
- Nie możesz mieć niczego, co należy do mnie, bo nigdy cię nie widziałam – odparłam dość chaotycznie, nadal wspinając się po schodach. Zaraz potem usłyszałam kolejne trzaśnięcie drzwiami i kroki; bez wątpienia należące do dwóch osób.
- Co to za sztuczki? Przecież prosiliśmy grzecznie – zawołał jeden z nich. – Glacius – powiedział drugi, kierując różdżkę na schody, które teraz stały się śliskie oraz zimne, włącznie z barierkami. Syknęłam z powodu przeraźliwego chłodu odczuwalnego w prawej dłoni, nienależącego do gatunku z tych przyjemnych. Zawahałam się; w kilka sekund postanawiając jednak wychylić się ku dołowi i spróbować przynajmniej jednego z nich spowolnić. – Obscuro – powiedziałam celując w jednego z nich, ale nie wiem nawet czy mi się udało. W końcu byłam już całkiem wysoko, a wszystko działo się zbyt szybko. Zaraz zaniechałam dalszych prób chcąc dostać się na górę. Nie do końca mając plan na dalszą część tego dziwacznego spotkania.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl dorgi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 25
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Tajemnicza klatka schodowa   23.03.17 15:00

Zmysł wzroku bywał zawodny, choć niedowiarki zawsze zasłaniały się właśnie nim, jakby stanowił jakikolwiek dowód w świecie czarodziejów. Ale wzrok można było łatwo oszukać i nie trzeba było być metamorfomagiem lub specjalistą od eliksiru wielosokowego. Mądrzy ludzie znali wiele pułapek, a ci, których życie zmusiło do ciągłego ukrywania się i ucieczki mieli opanowaną tę sztukę do perfekcji. Dlatego właśnie nie ufał wyłącznie temu, co widział, a każdy kolejny krok stawiał z coraz większą niepewnością. Kobieta, którą wtedy spotkał miała w sobie pewny siebie błysk w oku, który od razu wzbudzał zainteresowanie i świadomość, że to, co mu zostawia posiada jakąś wartość. I tego błysku w oku brakowało uciekającej przed nim dziewczynie. Była przestraszona, a jej głosie, który rozbrzmiewał echem po klatce schodowej, kiedy odpowiadała na jego zarzuty zdradzał potworny lęk i zupełny brak pomysłu na to, z kim może mieć do czynienia. Wyglądała jednak znajomo, dlatego był pewien, że się nie pomylił, co do twarzy, ale mylił się wobec osoby, którą była. Prawdopodobnie ktoś go oszukał, podszywając się pod Merlinowi gacie winną dziewczynę. Terroryzowanie jej i zmuszanie do mówienia mijało się z celem. Czy był choćby cień szansy na to, że kłamała lepiej niż on i nie potrafił tego rozpoznać?
W połowie drogi przystanął, patrząc za nią w górę, kiedy uciekała przed nim, przed gachami, którzy wtargnęli przez drewniane drzwi na klatkę. Zacisnął zęby, a linia szczęki zaostrzyła się, uwypuklając mięśnie na policzkach. Skrzypienie schodów u podnóży nie odwróciło jego uwagi. Wodził za nią wzrokiem, przykuty obiema rękami do barierki, czując, że ta myśl o łudzącym podobieństwie nie da mu spokoju, póki nie otrzyma odpowiedzi, póki nie zrozumie z kim w ogóle miał do czynienia .
Otrzeźwiło go dopiero rzucone przez obcych zaklęcie. Balustrada zmroziła jego dłonie, więc odsunął się od niej szybko, a stopnie stały się śliskie i zdradliwe.  Zachwiał się, lecz nim zdołał stracić równowagę i runąć na schody, zmienił się w kłąb czarnego dymu, wznosząc się w górę. Błyskawicznie minął puste piętra, trafiając na sam szczyt schodów, gdzie zmaterializował się na stabilnym gruncie tuż pod ścianą. Miał ją przed sobą, kiedy rzucała w ich kierunku inkantację. Nieco na oślep, nieco chaotycznie, z przestrachem i nadzieją, że uda jej się ich choćby powstrzymać na chwilę. Nie patrzyła w jego stronę, prawdopodobnie nawet go nie zauważyła, więc cofnął się w cień, zbliżając do wielkiego obrazu z psem. Trafił tu kiedyś przez przypadek, wiele lat temu, szukając drogi ucieczki przed aurorem, który deptał mu po piętach. Przypadek sprawił, że tuż po tym jak zastukał różdżką w obraz wszystko się rozmyło, a on trafił w dziwne, nieznane mu miejsce, szczęśliwie unikając śledzącego go czarodzieja. Dlatego kiedy uniosła głowę, a ich wzrok skrzyżował się ze sobą — uczynił to samo. Stuknął w obraz dwukrotnie, nie odrywając spojrzenia od dziewczyny. Nie zamierzał jej atakować. Chciał jedynie wyjaśnień, a w tej chwili musiała wybierać, czy skonfrontować się tylko z nim, czy dwójką agresywnych czarodziejów.
A czas uciekał.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback https://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 https://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 https://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 https://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
Zawód : hodowca i treser chartów angielskich
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
OPCM : 19
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Tajemnicza klatka schodowa   28.03.17 13:02

Nie spodziewałam się… nie mogłam się spodziewać? Że ktokolwiek pomyli mnie z siostrą bliźniaczką? Odkąd ją poznałam, miewałam chwile zawahania dotyczące naszej dalszej egzystencji. Najpierw martwiłam się o znajomych, by potem z całym przekonaniem uznać, że ja nie mam żadnych znajomych. Większość tych należących do Sal żyła we Francji. Prawdopodobieństwo pomyłki, niespodziewanego zwrotu akcji była więc niewielka. I zdarzyła się, właśnie dzisiejszego wieczora. Doprowadziła do szaleńczej ucieczki przed nieznajomej maści bandytami mającymi chyba chrapkę na nasze galeony. Kilka z nich spoczywało w mojej kieszeni, ale naprawdę wątpiłam, by ich równowartość była osłodą biegu za nami. By opłacało im się rzucać w nas zaklęciami tylko dla tych marnych, kilku monet. Może jednak od życia wymagałam zbyt wiele, może to by im wystarczyło na paczkę magicznych papierosów, a świat na nowo stałby się tym piękniejszym. Prawdopodobnie rozpłynęłabym się w rozmyślaniach nad tym, jak to miło, że potrafią cieszyć się w swoim istnieniu takimi drobiazgami gdyby nie desperackie próby umknięcia napastnikom. Mój mózg całkowicie wdarł się na najwyższe obroty krążące wokół pomysłu na dalszą ewakuację. Byłam zbyt wystraszona na teleportację, ale przecież zostało jeszcze kilka innych opcji, które zamierzałam rozważyć po dotarciu na sam szczyt schodów. O ile mi się to uda nie ślizgając się na zlodowaciałych stopniach. Syknęłam cicho widząc, że czar się udał… połowicznie. W biegu źle skierowałam różdżkę, przez to jeden z mężczyzn miał zaklejone jedno oko. I chyba bardzo mu się to nie podobało.
- Solis – wychrypiał, celując swoją różdżką gdzieś w górę. Zmrużyłam oczy, które momentalnie zaczęły łzawić pod wpływem tak silnego światła. Odwróciłam szybko wzrok znów stając na środku schodów. Tak, czas uciekał. – Abesio! – powiedziałam szybko, marząc o tym, by znaleźć się już na górze. Przymknęłam oczy, a kiedy otworzyłam je ponownie, faktycznie znalazłam się u celu swojej podróży. Co dziwne, był tam już jeden z mężczyzn, którego niekoniecznie chciałam widzieć. Nie mniej cała ta sytuacja trochę mnie zdziwiła. – Jak…? – wyrwało mi się z gardła zanim przemyślałam swoje pytanie. Potrząsnęłam głową; było przecież kilka opcji, a ja skorzystałam z jednej z nich.
Wszystko działo się w ekstremalnie szybkim tempie. Zerknęłam to na niego, to na w dół schodów. Słyszałam, że tamci właśnie przymierzali się do powtórzenia mojego manewru. Nabrałam powietrza w płuca wymijając nieznajomego oraz udając się jako pierwsza w zimny, zakurzony tunel. Mylnie uważając, że był on mniej groźny od tamtych dwóch typków. Tylko skąd mogłam wiedzieć, że jest wprost odwrotnie?





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl dorgi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 25
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Tajemnicza klatka schodowa   29.04.17 23:35

Ani przez moment nie myślał o tym, że dziewczyna, którą próbował dorwać, zatrzymać, z którą planował zamienić kilka znaczących słów, skoro już zadał sobie tyle trudu; ma siostrę bliźniaczkę, z którą ją niefortunnie pomylił. Jego brat był zupełnie inny, obcy, niepodobny. Łączyło ich ledwie to samo spojrzenie, błysk w oku, dzieliło znacznie więcej, by brać ich za braci urodzonych jeden po drugim. Z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej tracił pewność, że ma do czynienia z tą samą osobą, choć wzrok go nie mylił wcale. Te same pukle okalały jej blade lica, ten sam kolor oczu błyszczał w ciemności, gdy spozierała na niego z przestrachem.
Nie zważał na to, co działo się w dole, a przyjemniej gdzieś pod nimi, za nią, kilka metrów, wystarczająco daleko, by przestać się irytować obecnością oprychów. Denerwowali go od samego początku utrudniając mu chwycenie jej za przedramię i wypytanie o tajemniczą księgę, która budziła takie emocje w obcych, a której znaczenia wciąż nie mógł pojąć. Czekał na nią na górze, mrużąc powieki, osłaniając oczy ręką przed intensywnym światłem. Odprowadził ją wzrokiem do tunelu za obrazem, obojętnym, lecz skupionym wzrokiem, zaciskając palce na różdżce, którą po chwili wycelował w chwiejącą się na schodach ludzką główkę. Wyglądała śmiesznie, kolebiąc się w prawo i lewo, gdy biegł w górę, ledwie łapiąc oddech; jak trzymająca się na ostatnim włosku głowa szmacianej lalki, którą nerwowe dziecko ukręcało sukcesywnie w sadystycznych odreagowaniach. Obrócił się w końcu w jego kierunku, ich spojrzenia spotkały gdzieś w połowie. Świst zaklęcia przeszył przestrzeń, ale wiązka roztrzaskała się na ścianie obok, więc nim zdecydował się powtórzyć i uskutecznić swe zamiary, on sam skierował różdżkę wprost na niego i twardo wymówił:
— Crepito.
Wybuch gałki ocznej przypominał plask roztrzaskanego o ziemię jaja. Zaraz za uroczym dźwiękiem klatkę schodową przeszył głośny ryk, roznoszący się echem po chłodnych, wilgotnych murach. Nie patrzył już, czy krew zalała mu twarz, czy towarzysz zdecydował sie udzielić mu pomocy. Słabo usłyszał wypowiadaną kolejną inkantację, ale był już w tunelu; przed nim ktoś otworzył drzwi. Jasne światło na moment go oślepiło, szybko jednak się przyzwyczaił. Był to ledwie blask świeżo rozpalonej świecy w jakimś eleganckim, bogato urządzonym pomieszczeniu. Znaleźli się na czyimś dworze? Brakowało tu motywu przewodniego, kolorów, które przywodziłyby na myśl któryś ze znanych mu rodów. Ciężkie zasłony zdobiły długą na co najmniej osiem jardów ścianę, nieopodal stało wielkie, drewniane biurko. Było puste, krzesło za nim dosunięte, jakby nikt od dawna w tym miejscu nie pisał żadnych listów, nie zatwierdzał zamaszystym podpisem dokumentów. Nie rozglądał się dalej, gdyż jego wzrok szybko padł na dziewczynę. Opuścił nieco różdżkę i uśmiechnął się lekko, choć nie było w tym ani krzty sympatii. Patrzył na nią w sposób, w jaki drapieżnik przygląda się swej ofierze tuż przed atakiem.
Wygląda na to, że w końcu się udało.
—Na czym stanęliśmy?

| Przenosimy się tu.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
 

Tajemnicza klatka schodowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Klatka schodowa
» Tajemniczy rytuał [lokacja eventowa]
» Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta.
» Alexander Everill

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Enfield-
Styl: Caelan + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18