Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Kącik prasowy
AutorWiadomość
Kącik prasowy [odnośnik]11.09.19 19:42

Kącik prasowy

Ogólnodostępny dla każdego pracownika Departamentu Przestrzegania Prawa kącik prasowy w którym to każdego dnia można znaleźć najświeższe wydania rozmaitych gazet poruszających mniej lub bardziej istotne wątki ze świata czarodziejów. Nie tylko tych związanych z polityką, choć niezaprzeczalnie te są najbardziej pożądane przez odwiedzających ten niewielki pokoik, którą lwią część stanowią przeważnie pracownicy Wiedźmiej Straży.
Można tu rozsiąść się w jednym z kilku niewygodnych krzeseł, skorzystać z zawsze idealnego do czytania oświetlenia, posłuchać audycji radiowej z magicznego radia i starać się być na bieżąco ze światem. Przynajmniej wypadałoby jako pracownika tego departamentu.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kącik prasowy Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kącik prasowy [odnośnik]26.02.20 23:54
marzec 1957

Dostrzegała zmiany, jakim poddawane było właściwie wszystko od czasu, kiedy Ministra Longbottoma zmienił na stanowisku Malfoy. Średnio jej się to podobało, a jeśli być szczerym nie podobało się to właściwie w ogóle. Jak mogło, skoro do całego zdarzenia doszło własnie w taki sposób a nie inny. Nastroje też się zmieniły, widziała to w ludziach i po tym, jak wielu zdawało się zamilknąć nagle i mniej mówić. Brakowało... czegoś co wcześniej pozwalało innym brać oddech. A Tangie sama czuła się po prostu zagubiona. Nie wiedziała dokładnie co myśleć. Wydarzenia z Palcu w Dolinie Godryka wracały do niej, ale nadal nie potrafiła zrozumieć, dlaczego zaatakowano ludzi, którzy nie zrobili nic złego. Codziennie zastanawiała się, czy nie powinna napisać do kogoś, ale myśli te rozbijały się o to, że nie bardzo potrafiła zdecydować się na to, do kogo. I dzisiaj zawęziła już trochę listę osób w której niezmiennie na wierzch wysuwał się poznany niedawno auror. Zdawał jej się, wiedzieć co robić, a Hagrid właśnie bardzo nie wiedziała, co powinna robić. Ani jak. Znała Ministerstwo, nigdy nie pracowała dla kogoś, czegoś innego. Zastanawiała się, co będzie dalej, ale tego, co miało nadejść nie spodziewała się w ogóle.
Końcówka marca właściwie nie różniła się od innych dni. Spędzała dnie w Katedrze Zaklęć i Uroków rzucając opracowane inkantacje z dziedziny w której była najlepsze - czyli Obrony Przed Czarną Magią - sprawdzając, czy zaklęcia działają tak, jak powinny. Zdarzało się, że nie raz czy dwa dochodziło do wypadków, kiedy coś nie zadziałało tak, jak powinno. Dzisiaj w pomieszczeniu wiązka zamiast stworzyć pole ochronne, podpaliła kawałek ziemi. Badacze patrzyli wydmając usta, a ona gasiła ogień, by później usłyszeć, że na ten moment muszą popracować jeszcze nad zaklęciem i jego inkantacją. Dobrze się złożyło, po ledwie chwilę później pojawił się przed nią list wzywający do Biura. Miała dostać kolejną interwencję. Poinformowała tylko przełożonego, że wyrusza w teren, po czym wsiadając do windy pomknęła na odpowiednie piętro, by chwilę później znaleźć się obok kobiety, od której zazwyczaj dostawała już rozpisane zlecenia.
- Jestem, Kendra. - zaanonsowała się, jakby nie była widoczna zza niewielkiego biurka, przy którym siedziała. Kendra miała około czterdziestu lat, zielone jak szmaragd spojrzenie i ciemne, bujne loki hebanowych włosów.
- Już, już kochanieńka. - powiedziała jej, dyktując coś jeszcze do samopiszącego pióra, które zanotowało jej słowa. Wstała by przechodząc do jednej ze stert papierów wziąć świstek. Przeczytała go wydymając usta i wzdychając lekko. - To przyszło od pracowników Wydziału Duchów. - powiedziała spoglądając na Tangwystyl. Pokręciła lekko głową wzdychając. - Pod Londynem znajduje się katedra w którą uderzył piorun podczas wybuchu magii w maju. Wydział Duchów potwierdził wysoką aktywność duchów w tamtym miejscu. Jednak kiedy dzisiaj jeden z pracowników tego wydział wybrał się tam, żeby porozmawiać z nimi. Delikwent zarzeka się, że kiedy wszedł do Katedry ta w stanęła cała w ogniu, a on ledwie z życiem uszedł. Problem taki jest, że tam też mugole przychodzą. - relacjonowała, co jakiś czas zerkając na karteczkę którą trzymała. Tangwystl w tym czasie zmarszczyła lekko brwi zastanawiając się, nad wypowiedzianymi przed nią słowami. Prawdopodobnie, jeśli się nie myliła mieli do czynienia z klątwą miejsca. Trudno było powiedzieć, po co ktoś miałby nakładać na zniszczone miejsce klątwę. Chociaż informacja o odwiedzających miejsce mugolach, mogła jasno świadczyć o tym, kto dokładnie był celem nakładacza klątwy. Uniosła dłoń i potarła kark.
- To brzmi jak Klątwa Stosu, albo Pożogi. Muszę zobaczyć runy z których została złożona, żeby powiedzieć coś więcej. - odpowiedziała kobiecie opuszczając dłoń i wkładając ją do kieszeni zielonego płaszcza. Kendra popatrzyła na nim i pokiwała głową, jakby miała pojęcie o tym co mówi - nie miała, ale udawanie, wychodziło jej całkiem nieźle.
- Zajmiesz się tym kochanie? - zapytała uprzejmie, chociaż obie zdawały sobie sprawę z tego, że należało to do jej obowiązków. Więc to co przekazywała jej Kendra było bardziej poleceniem służbowym niźli prośbą. Jednak za każdym razem odbywało się w tej formie i w jakiś sposób Hagrid lubiła kobietę.
- Oczywiście. Spokojna twoja głowa, Kendra. - potwierdziła posyłając kobiecie uśmiech, jak robiła to za każdym razem odbierając od niej świstoklik, który prowadził niedaleko miejsca. Zanim go złpała uniosła jej jeszcze dłoń na pożegnanie. Szarpnęło ją w okolicy pępka, krajobraz się rozmył a chwilę później znajdowała się przed zniszczoną katedrą. Zrobiła krok w stronę miejsca, ale po chwili na jej ramieniu zacisnęła się ręka. Obejrzała się dostrzegając jednego ze znajomych aurorów.
- Dylan. - przywitała się z mężczyzną który ani jej ziębił, ani parzył, jednak zdawało jej się, że on jej wybitnie nie lubił. Możliwe dlatego, że potrafiła coś, czego nie potrafił on.
- Byle szybko, Hagrid. - powiedział do niej tak, jak zwracał się zawsze na co - jak zawsze - ona westchnęła wywracając lekko oczami.
- Sądziłam, że to miejsce bardziej dla Wydziału Duchów niż aurorów. - zauważyła, mając na uwadze to, co powiedziała jej Kendra. Dylan zniecierpliwiony przestąpił z nogi na nogę.
- To nie powinno cię interesować. Zajmij się tą klątwą. Chcę wejść do środka. - polecił, na co ona uniosła dłonie i skinęła głową wyswobadzając swoją rękę z jego uścisku. Ruszyła w stronę katedry, unosząc różdżkę. Hexa Revelio sprawiło, że powietrze stało się cięższe, drżące i nabrało mlecznobiałego koloru. Najmocniej zabieliło się wokół wokół budynku potwierdzając jej przypuszczenia. A im głębiej wchodziła tym mocniej wyczuwała ognistą naturę klątwy. Jej przypuszczenia były odpowiednie. Wędrowała dalej, powoli, okół niej samej w końcu dostrzegając rozłożone wokół runy. Krzaczaste brwi pozostawały zmarszczone kiedy dodawała jeden do dwóch i składała w całość. Kiedy zrobiła już całe kółko wokół ustawiła się przed głównym wejściem. Wzięła wdech i ponownie uniosła różdżkę skupiając się na zdobytych informacjach. Na przeciwdziałaniach, które powinna podjąć zaraz po tym, jak upora się z klątwą. Uniosła obie dłonie, by wywinąć nadgarstkiem i pomyśleć Finite Incantatem.
Samo ściągniecie klątwy, było tylko jednym z kroków. Gdyby runista który nakłada klątwy postanowił użyć znaków które pozostawiłaby nienaruszone, klątwa zyskałaby na nowo na mocy. Dlatego zaczęła obchód raz jeszcze. Niektóre miejsce przypalając lekko strumieniem, inne żłobiąc, by zmienić ich znaczenie - a właściwie całkowicie użyteczność. Kreślenie run było ważne, najważniejsze było odpowiednie ich nakreślenie, jedna linia wyglądająca nie tak, mogła zmienić charakter klątwy, samej runy czy wpłynąć na działanie klątwy. Nie śpieszyła się, nie chcąc pominąć żadnego ze znaków, mimo że widziała, jak Dylan nerwowo tupie nogą. Ta, posiadała więcej niż sądziła znaków, odnajdując jeden ukryty. W końcu skończyła, schodząc w kierunku Dylana który - jak stwierdziła - zdawał się wiecznie zły. Schodząc wywinęła różdżką rzucając jeszcze raz Hexa Revelio. Ale tym razem nie wykazało ono żadnej klątwy jednocześnie informując o tym, że Tangie wykonała swoje zadanie.
- Już? - zapytał, na co potwierdziła skinieniem głowy jedynie. On spojrzał na nią z powątpiewaniem a później na katedrę. - Jesteś pewna? - dopytał na co Hagrid przytaknęła jeszcze raz głową. - Idziemy, straciliśmy już dość czasu. - mruknął do swojego partnera wymijając ją bez słowa czy prostego dziękuję. Ale nie oczekiwała go, łamanie klątw dla Ministerstwa było jej obowiązkiem. Wsadzając dłonie w kieszenie obserwowała jak dwójka mężczyzn prężnym krokiem rusza w kierunku katedry. Dylan zatrzymał się przed wejściem i zauważyła jak spogląda w górę, a później bierze wdech, jakby bojąc się, że budynek za chwilę ponownie stanie w ogniu. Gamoń - pomyślała marszcząc lekko brwi. Znała się na swojej robocie i była pewna tego zrobiła. Jeśli mówiła, że żadna klątwa nie ciężyła już na miejscu było to prawdą.
- Trochę zaufania, Dylan. - mruknęła do siebie, wiedząc, że ten nie jest w stanie jej usłyszeć. Mężczyźni zniknęli w środku. A kiedy budynek nie stanął w ogniu, a żaden z nich nie wybiegł paląc się ruszyła w kierunku ulicy, na której machnęła na Błędnego Rycerza. Musiała wrócić do Biura i dać znać Kendrze, że zajęła się sprawą. Może pozwolą jej wrócić do domu, powoli i tak zbliżał się koniec zmiany.

| zt
Tangwystl Hagrid
Zawód : Łamacz Klątw, tester nowych zaklęć
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And it's to cold outside
for angels to fly
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6463-tangwystl-hagrid https://www.morsmordre.net/t6471-ansuz#165284 https://www.morsmordre.net/t6474-o-cholibka-chwytliwa-nazwa#165288 https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6472-skrytka-bankowa-nr-1634#165285 https://www.morsmordre.net/t6837-tangie-hagrid
Re: Kącik prasowy [odnośnik]19.08.20 23:54
| początek maja

Wszystko zmieniło się okropnie. Widziała to dokładnie. Wychodziła w teren coraz rzadziej, by w końcu w kwietniu, nie być na interwencji nawet raz. Spędzała więc dnie w Katedrze Zaklęć i Uroków, robiąc to, co robiła kiedy nie wzywano jej do interwencji. Pracowała rzucając zaklęcia. Jedno po drugim. Owszem, czasem zdarzało się, że zaklęcia nie wychodziły, była tylko człowiekiem, ale dzięki praktyce i latom spędzonym na praktykowaniu obrony przed czarną magią, jej skuteczność była większa. Czuła się pewnie w białej magii, nie miała tak, jeśli chodziło o inne dziedziny. Te szły jej dość… opornie. Dlatego szybko zrezygnowała z Klubu Pojedynków. To nie było dla niej. Całkowicie nie. Stać i rzucać w siebie zaklęć i po co? No bo to nie było też tak, że temu przyświecał jakiś cel większy. Tam po prostu sprawdzało się, kto był lepszy. A ona wiedziała, że nie jest lepsze bo może i obronić się umiała, ale znów, zadać komuś jakieś obrażenia już mniej. I po co tak kogoś ranić dla zabawy? Nie wiedziała, pamiętała jak bolało ją wszystko jeszcze kilka dni później. Lubiła nawet swoje obowiązki w Katedrze Zaklęć i Uroków, ale nawet tutaj nie mogła zauważyć zmian, jakie zaszły po tym, jak Malfoy ukradł stołek Ministra Magii. Niektórych znajomych twarzy już nie było. W tym Lindy, która zawsze się uśmiechała i znała numerologię prawie tak dobrze jak Shelta. To ona ostatnio stworzyła jedno zaklęcia nowe, całkiem ciekawe, które rzucała, ale zniknęła nim zakończyła się faza testów i od tego czasu to właściwie nikt nie wiedział, co dalej z tym zrobić. Bo tylko ona wiedziała, jak magię pozmieniać, jak inkantacje dostosować i to całe inne magiczno-naukowe bamboo jambo, którego Tangie nie ogarniał w większości, chyba, że szło o Runy. Te rozumiała bardzo dobrze, znała ich znaczenia, wiedziała, jakie mogą mieć ze soba koniunkcje i których nie należy łączyć. Rzucała więc inne zaklęcie. Trvora, ale to działało jakoś nie tak jak chciał. Bo z różdżki albo wydobywały się iskry, albo całkowite nic. Jej nastrój ostatnio podupadł i pilnowała się strasznie od dnia w którym jej nowy Szef - Amadeus Borgin, nakazał przynieść jej wszystkie raporty z interwencji, których dokonała dla Ministerstwa. Wszystkich, od samego początku. Do tego dochodził też fakt, że przez pewną miotłę i pewnego chłopaka, dokumenty te rozsypały się. Hagrid miała nadzieję, że udało jej się je ułożyć w miarę sensownie, ale nie miała co do tego pewności. Robiła to na szybkości, jakieś błędy mogły się przecież wkraść. A to nie była Bones, która chociaż czasem ostra, mimo wszystko zdawała jej się miła. I chyba przez ten stres i to wszystko jedyne, czego się spodziewała i na co czekała cały ostatni miesiąc, to wezwanie do szefa u którego nadal nie była na dywaniku. Oczywiście, że mogło się okazać, że jej interwencje są bez zarzutów, ale im więcej czasu o tym myślała, tym coraz mocniej w to wątpiła. I w końcu doczekała się, a może wykrakała sama sobie to wezwanie. Ze ściśniętym gardłem szła w stronę wcześniejszego gabinetu Szefa Aurorów. Po drodze mijając miejsce Kendry, które ta nadal zajmowała, zmieniła się jednak jej funkcja. Bardziej teraz pracowała jako asystentka Borgina umawiając spotkania i wołając do niego ludzi, czy wysyłając sowy, niż zarządzała oddelegowywaniem do zgłoszeń, które potrzebowały Łamacza Klątw.
- Już jestem, Kednra. - zaanonsowała się, mimo, że ta widziała ją już z dalka. Posłała jej uśmiech, jednak był on jakiś mniejszy niż ten, który zazwyczaj pamiętała. Jakby straciła radość i chyba brakowało jej rozmów. Bo Kendra nie tylko delegowała ją na zadania, ale wysyłała też grupy aurorów, czy policajntów tam, gdzie zaszła taka natychmiastowa konieczność. Wiedziała też, że wielu pracowników stawało z nią porozmawiać, bo była naprawdę miłą i troskliwą kobietą.
- Czeka na ciebie, Tangie. - powiedziała do niej tylko, głową wskazując drzwi. Tabliczka na drzwiach wyryte miała imię i nazwisko i tytuł. Zacisnęła dłonie w pięści, a później zapukała w drewno.
- Wejść! - usłyszała zza nich i nie mogąc się już wycofać, nacisnęła na klamkę, biorąc jeszcze w płuca wdech na odwagę. Dwa kroki później była już w gabinecie Amadeusa Borgina, a drzwi za nią były zamknięte, wskazał jej krzesło, a ona zajęła czując jak jej serce wali jak oszalałe.
- Przejrzałem panny raporty. - powiedział, stukając dłonią w stos teczek. Zerknęła na nie, a później wróciła wzrokiem do niego, nie bardzo wiedząc, co więcej mogłaby powiedzieć. - Pracowała panna ściśle i głównie z Biurem Aurorów, czy nadal utrzymuje pani kontakt z aurorami? - padło pierwsze pytanie.
- Nie. - odpowiedziała i nawet nie musiała za bardzo kłamać. Bo przecież, nie było już żadnych aurorów, prawda? Skamander nim już nie był. Całe biuro właściwie nie istniało. Borgin patrzył na nią, a ona patrzyła na niego, bez zmian na twarzy. Uniósł dłoń, żeby poprawić ulizane blond włosy.
- Z raportów wynika również, że głównie ściągała pani klątwy. Uważam jednak, że winna panna wiedzieć też jak klątwy nakładać. Obecnie samo ich ściągnie nie przyniesie Ministerstwu zbyt wielu korzyści. - zadecydował patrząc na nią uważnie, ale wcale to nie sprawiało, że Tangwystl przeczytała co proponował jej między wierszy i o czym mówił. Pokaźnych rozmiarów brwi zmarszczyły się.
- Panie Borgin, ja ino w teorii wiem jak je nakładać, bo no ten, jakbym nie wiedziała jak inni je nakładają, no to siłą rzeczy, nawet jakbym się jak aetoan uparła, to bym ich wziąć i ściągnąć nie mogła.  - odpowiedziała prostolinijnie na jego pytanie, sądząc że o samą wiedzie chodzić mu może i właśnie dlatego o to pyta. Uśmiech na jego twarzy, trochę brzydki i nieprzyjemny sprawił, że tylko ta myśl potwierdzona została. Odetchnęła trochę w duchu, nerwowo zaplatając dłonie na kolanach.
- To zmienia postać rzeczy, bo okazuje się, że może panna być jeszcze przydatna. - otworzył szufladę po swojej prawej stronie i z niej wyciągnął niewielkie drewniane pudełko, które otworzył i popchnął w jej stronę. Zerknęła do środka dostrzegając w niej broszkę. - Chciałbym, żebyś nałożyła dla mnie na ten przedmiot klątwę. - jej brwi zeszły się ze sobą, bo kompletnie nie rozumiała, jak to się właściwie stało, uniosła nierozumiejące spojrzenie na mężczyznę a później pokręciła lekko głową.
- Ale panie szefie, ja zrobić tego w stanie nie jestem. - teraz zaczęła się już naprawdę denerwować. Ona nakładająca klątwy? Przełknęła ślinę. - Taki przedmiot żeby przekląć, to czarną magię znać trzeba, inaczej to tylko przedmiot się zepsuje, a kto wie, czy i nie gorzej. - wytłumaczyła się ze spokojem, mówiąc prawdę i tylko prawdę. Ale to chyba nie miało pomóc, bo Amadeus wykrzywił usta w nieprzyjemnym geście, zabierając energicznie pudełko i chowając je na powrót do szafki. Nawet ona wiedziała, że jest niezadowolony. Splótł dłonie przed sobą i oparł je na biurku mierząc ją wzrokiem.
- To może, panno Hagrid, czas najwyższy ją poznać. Zamiast rzucać zaklęcia z obrony, przesunę panią do dziedziny, którą ewidentnie powinna panna podszlifować. - jej brwi ponownie się zmarszczyły, bo nie widziała w tym wszystkim sensu. Jak to, podszlifować, skoro ona jej nie znała wcale, a żeby szlifować coś można było, to musiało być co.
- A to sens w tym jest jakiś? Bo ten, panie szefie, mnie to się wydaje logiki nie mieć. Bo ja tych zaklęć rzucać dobrze nie będę, więc to testowanie będzie w sumie niewielkie, jeśli w ogóle żadne. - stwierdziła i obserwowała, jak jej szef czerwienieje, a złość wykrzywia jej twarz. A ona właściwie nie miała pojęcia co to spowodowało, bo przecież zdawało jej się, że z sensem wszystko mówiła i logiką.
- Pieprzony mieszańcu, znaj swoje miejsce. - wydobyło się z jego usta, a Tangwystl w tym momencie, prawdziwie zaczęła się obawiać, mrugała, nie rozumiejąc co się takiego dzieje. - Jak nie umiesz nakładać klątw, to twoja wartość jest żadna. Żadna. - powtórzył dobitnie. A ona siedziała, kompletnie spetryfikowana, nie potrafiąc wykonać żadnego ruchu. - Wynoś się Hagrid. Znikaj mi z oczu. Już! - podniósł głos, a ona nie zamierzała czekać, aż się rozmyśli, albo od razu wyrzuci ją z pracy. - A jak z ciebie taka specjalistka jest co nic nie potrafi, to ja się zastanowię, czy ty mi w ogóle do czegoś potrzebna jesteś. A jak takich zaklęć nie umiesz, to może sprawdzimy, czy obronić się przed nimi potrafisz. - zagroził, ale słowa te docierały już do niej przez drzwi, które zamykała od drugiej strony. Oddychała ciężko, a stojąca niedaleko Kendra patrzyła się na nią ze strachem, prawdopodobnie słysząc całą końcówkę wywodu ich szefa. Spojrzała na nią, uśmiechając się krzywo i nie bardzo wiedząc, co dalej ze sobą zrobić. Kednra jednak nie pytała, tylko podchodząc objęła ją krótko, w między czasie szepcząc jej w ucho. - Będzie jeszcze dobrze, Hagrid. - później puściła już, ale nie wiedzieć czemu, ten krótki gest choć odrobinę podniósł ją na duchu. Skinęła jej w podziękowaniu głową i zniknęła, tak na wszelki wypadek, gdyby drzwi miały się otworzyć, a Amadeus miał chęć jej jeszcze coś dokrzyczeć.
Tangwystl Hagrid
Zawód : Łamacz Klątw, tester nowych zaklęć
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And it's to cold outside
for angels to fly
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6463-tangwystl-hagrid https://www.morsmordre.net/t6471-ansuz#165284 https://www.morsmordre.net/t6474-o-cholibka-chwytliwa-nazwa#165288 https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6472-skrytka-bankowa-nr-1634#165285 https://www.morsmordre.net/t6837-tangie-hagrid
Re: Kącik prasowy [odnośnik]29.05.21 16:46

30 X 1957

Naprawdę myślała, że wszystko idzie dobrze i zdziwiła się mocno, gdy naiwność zderzyła się z rzeczywistością. Nie miała pojęcia, jak można zgubić wniosek o rejestrację, pokonując kilka metrów tylko z dokumentami oraz różdżką. Przecież ten urzędnik nie miał zrobić nic ponad swoje umiejętności, prawda? Możliwe było, aby ktoś pracujący w Ministerstwie Magii był, aż tak niekompetentny? Czy zwyczajnie odezwał się pech, który był wiernym towarzyszem od przeszło dwóch lat?
Westchnęła cicho, ale szybko wypisała ponownie formularz. Jeszcze raz potwierdziła wszystko, całość informacji, jakie podała, uważnie już śledząc każdy ruch czarodzieja, aby przypadkiem znów coś nie uciekło mu z rąk. Uśmiech powoli spełzł z dziewczęcych ust, gdy po raz kolejny przeczytane zostało na głos nazwisko i kiedy za pierwszym razem poszło dobrze, tak drugim razem zabrzmiało inaczej. Próbowała być miła, kiedy wyprowadzała mężczyznę z błędu, kąciki ust ponownie unosiły się łagodnie, nadając jej nadal grzecznego wyglądu. Istny aniołek. Nie wiedziała w sumie po co poprawiała go. Przecież nie zależało jej, aby w dokumentach widniała taka, a nie inna wersja. Nauczyłaby się tego, wykuła na pamięć dane, aby nawet w środku nocy wyrecytować je, jakby naprawdę były jej od zawsze. Z perspektywy czasu żałowała, że nie ugryzła się w język i nie machnęła na to ręką. Może miałaby to już za sobą. Próbowała ukryć podenerwowanie, przygryzając pozornie delikatnie policzki od wewnątrz, aż poczuła w ustach krew. Całe opanowanie zaczynało zanikać, aż prawie pękło całkowicie, gdy w końcu oddano jej różdżkę… tylko nienależącą do niej. Nie wiedziała, co tu się wyrabiało. Ciemne oczy skupiły się na sylwetce urzędasa, gdy jeszcze liczyła, iż to jakiś słaby żart, którego nie załapała. Wyczekujące spojrzenie, które dostała w kontrze, wyprowadziło z błędu. Wypuściła powoli powietrze z płuc.
- To nie jest moja różdżka.- głos miała cichy, chociaż nie potrafiła pozbyć się wrażenia, że zaraz wybuchnie. Przegoniona, aby nie blokować kolejki, nie dawała za wygraną, nie mogła odejść z nieswoją różdżką. Nie miała problemu z tym, aby przytulić cudze rzeczy, lecz pod warunkiem, że sama niczego nie traciła. W takim przypadku zdecydowanie nie pasował jej rozwój sytuacji. Była uparta, wędrując od urzędnika do urzędnika, pytając i prosząc o pomoc, usłyszała w końcu konkret. Imię i nazwisko kobiety, która podobnie została w tej sytuacji poszkodowana. Rita Runcorn. Na całe szczęście nie musiała poszukiwać jej daleko, nawet opuszczać budynku czy zmieniać piętra. Czarodziej, który zlitował się w końcu, zapewnił również, że zaraz poszuka owej kobiety. Miała poczekać w kąciku prasowym, co też zrobiła. Rozejrzała się po niedużej i całkowicie pustej przestrzeni. Nikt najwyraźniej nie miał czasu, aby usiąść i przejrzeć najświeższe wiadomości. Podeszła do niedużego stolika, by spojrzeć na pierwszą stronę najnowszego wydania Walczącego Maga. Nie chciała oceniać, nie chciała wyciągać wniosków z tego, co działo się na około. Wolała odwrócić głowę, umknąć przed wszelkimi kłopotami, nawet jeśli te same ją odnajdywały… nawet w Ministerstwie.
Uniosła wzrok na wejście do pomieszczenia, gdy usłyszała szybki krok, który jasno wskazywał, że ktoś zbliżał się. Miała nadzieję, że to pani Runcorn.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Kącik prasowy 89145bba4c57f02203074fc256742436
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Kącik prasowy [odnośnik]29.05.21 20:20
Byłam wściekła. Dosłownie na chwilę... Dosłownie na pieprzoną chwilę odwróciłam wzrok, odeszłam od biurka urzędniczki... Szalonej Cathy, która wciąż przytłaczała mnie swoimi różowymi włosami i grubymi oprawkami okularów. Wyglądała jak szaleniec, wiec tak też na nią mówili. Była jednak czystokrwistą czarownicą i jedną z najbardziej szczerych osób w tym całym Ministerstwie Magii. Nie każdy wiedział, gdzie pracowałam, nie każdy musiał. Na szczęście cały Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów zajmował jedno piętro, więc gdy na nie wchodziłam, nikt nie wiedział, czy jestem policjantką, sędziną Wizengamotu, a może parzę kawę szefowi biura i w międzyczasie robię mu dobrze pod biurkiem. W papierach widniał Wizengamot, starszy specjalista do spraw podróży służbowych. Zawód nudny jak flaki z olejem, ale to i tak była tylko przykrywka. W końcu byliśmy na tym samym piętrze.
Szalona Cathy dzisiaj mnie zawiodła. Musiałam odejść, zamienić 3 słowa ze znajomym mi policjantem, który dostarczyć miał jeden dowód, niezwykle ważny bym mogła mu się przyjrzeć (choć sam twierdził, że to tylko kawałek pokruszonego pergaminu). Gdy wróciłam i różowo włosa miała sprezentować mi różdżkę... dostałam kawałek drewna, którego w życiu nie widziałam na oczy. Nie miałam zamiaru robić tam afery, więc wypomniałam jej tylko, że ma natychmiast zwrócić mi moją własność. Nie wiedziała, gdzie jest... Zgubiła ją! Szalona czworo oka Cathy zgubiła moją różdżkę. Chwilę potem przyszedł Bran, jeden ze starszych specjalistów, albo nawet i kierowników tamtejszej zmiany (nie jestem pewna, zwykle mnie to nie obchodzi) i obiecał, że zaraz ją namierzą i zrobią wszystko, aby ją znaleźć. Sfrustrowana pojechałam na swoje piętro, na poziom II i usiadłam przy biurku, wpatrując się w patyk, który trzymałam w rękach. Wtem przyszedł Bran. Zjawił się tam o wiele szybciej, niż myślałam, że się zjawi. Wspomniał, że w kąciku prasowym posadził czarodziejkę, która ma moją różdżkę. Jakąś Eveline Mulciber. Znałam to nazwisko, nawet dobrze. Mnie łączyło dużo z Cassandrą, a Cassandrę z nimi jeszcze więcej. Mogła to być jedynie zbieżność nazwisk. Wspólny prapraprapradziad, którego już nikt nie pamięta. Wyszłam do kącika, a tam faktycznie siedziała kobieta i ostatnie, o co bym ją podejrzewała to rosyjskie pochodzenie. Nie miałam zamiaru jednak pytać. - Ma pani moją różdżkę - powiedziałam sucho podchodząc bliżej. Nie sądziłam, że chciała ją ukraść od Szalonej Cathy, prędzej zwaliłam to na nierozgarnięcie tej kobiety. - Co za dzień, prawda...? - powiedziałam w ramach małej pogawędki, bo tak wypadało. Chyba... - Rita Runcorn - przywitałam się i wyciągnęłam przed siebie dłoń, jednak nie do uścisku, a po to, by zabrać moją własność. - Czarowała nią pani? To pani własność? - przy drugim zdaniu uniosłam wyżej patyk, który dostałam, a który z pewnością nie należał do mnie. Oby ten łańcuszek zakończył się na naszej dwójce.


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Kącik prasowy [odnośnik]30.05.21 14:37
Naprawdę wierzyła, że załatwi to szybko i wróci do Doliny, gdzie czuła się lepiej, a co najważniejsze bezpieczniej. Czas jednak mijał, a ją paradoksalnie pocieszało, że nie była jedyną poszkodowaną w tej sytuacji. Kobieta, której różdżkę trzymała akurat w dłoniach, musiała ścierpieć tak samo błędy pracowników Ministerstwa. Chociaż z drugiej strony, może patrzyła na to inaczej i z większą wyrozumiałością? Z tego, co zdawkowo powiedział pomocny urzędnik, musiała pracować w tym budynku, mało tego na tym piętrze. Była ciekawa, kogo przyjdzie jej spotkać, jednak nie przewidywała możliwych kłopotów. Przecież miały jedynie odzyskać swą własność i najpewniej nigdy więcej nie spotkać się nawet na ulicy. Ta krótka rozmowa, nie miała być wstępem do znajomości, a przynajmniej tak to widziała, póki była tu sama. Wiele osób spotykała podczas podróży po Anglii, lecz unikała utrzymywania kontaktów z przypadkowymi osobami. Pech, jaki ciągnął się za nią od przeszło dwóch lat, był wystarczający i bez jednostek, które nie wzbudzały ani grama zaufania.
Zdążyła przewrócić z dwie strony gazety, nim odgłos kroków w końcu umilkł, a w pomieszczeniu znalazła się Ona. Uniosła przenikliwe spojrzenie na nieznajomą, nie wiedząc nawet, czy to właśnie ta na którą czekała. Pierwsze słowa rozwiały jednak wątpliwości, upewniły, że faktycznie była to Rita Runcorn. Podeszła bliżej o dwa kroki przystając, kiedy i ona zbliżyła się, chcąc najwyraźniej odzyskać swą własność. Nie dziwiła się temu, sama obecnie o niczym innym nie marzyła.
- Tak, a pani moją ponoć.- odparła, zdecydowanie milszym głosem niż suchy ton rozmówczyni.- Zaskakujący. Chciałam załatwić to szybko, a zamiast tego straciłam parę godzin.- westchnęła cicho, marszcząc lekko nos z niezadowoleniem. Nie przedstawiła się, pomijając tą część. Miała dziwna pewność, że mężczyzna, który odnalazł Ritę, zdążył powiedzieć, kim niby jest.
- Figowiec i sierść mantykory, zgadza się.- odparła, gdy kobieta uniosła wyżej jej różdżkę. W podobnym geście podała Runcorn tą należącą do niej.- Ciekawa jestem, jak często dochodzi do podobnych pomyłek.- słowa padły lekko, jakby były częścią wcześniej podjętej pogadanki.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Kącik prasowy 89145bba4c57f02203074fc256742436
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Kącik prasowy [odnośnik]01.06.21 1:44
Kiwnęłam głową na jej widok. Mała dziewczyna, już na pierwszy rzut oka było widać, że jest bardzo młoda. Uroda kojarzyła mi się z bardziej latynoską. Ciemniejsza skóra powinna już blednąć w październiku, a jednak ta była śniada, nie pozostawiając mi złudzeń, że panienka, która przede mną stała, tak naprawdę niewiele miała z Ramseyem, Grahamem czy Ignotusem wspólnego. Mulciberowie pochodzili z Rosji, a w Anglii nie było ich wielu. Zmrużyłam oczy, gdy kobieta się nie przedstawiła. Nie chciało mi się wierzyć, że była niekulturalna, czy źle wychowana. Miałam właściwie wrażenie, że nie chce się chwalić nazwiskiem. To ciekawe... W ostatnich czasach stanowiło podporę dla wartości, które wyznawali. Kiwnęłam ponownie głową, gdy ta nie odpowiedziała mi na pytanie, czy używała mojej różdżki. Wciąż trzymałam jej różdżkę w dłoni. Figowiec i sierść mantykory... I tak nic mi to nie mówiło. Nie znałam się ani na zielarstwie, ani tym bardziej na różdżkarstwie. Nie byłam cholernym Ollivanderem. - Mhm... - wymamrotałam tylko, obijając sobie jej różdżkę o palce. - Rzadko, specjaliści robią wszystko, co w ich mocy - powiedziałam w końcu, bo krytyka Ministerstwa Magii była ostatnim, na co mogłabym sobie pozwolić, stojąc w jego gmachu, chociaż znając Szaloną Cathy, zapewne do takich pomyłek dochodziło non stop. - Jak się pani nazywa? - powiedziałam sucho. Nie miałam najmniejszej ochoty na przekomarzanki, ani zabawy w kotka i myszkę. - Rozumie pani, nie powinnam oddawać cudzej własności obcej osobie bez potwierdzenia danych - głos nie był zachęcający do pogawędek, ale nie był głosem niemiłym. Prostym, adekwatnym do sytuacji i wyraźnie zbyt służbowy. Poprawiłam jeszcze spódnicę i szeroką bluzkę, która chowała chudą sylwetkę pomiędzy warstwami materiału. Dziewczyna miała prosty wybór, przedstawić się i wyjść stąd ze swoją różdżką, albo dalej brnąć w przemilczenie odpowiedzi na pytania. - Czy czarowała pani moją różdżką? - nie zamierzałam odpuszczać, ale zanim odpowiedziała na pytanie, dodałam nieco cieplej i milej: - Zrobię pani kawy, dobrze? - głos był nieco bardziej miękki niż przed chwilą. Mnie też zresztą przydałaby się filiżanka gorącego naparu, najlepiej wzmocniona łyżeczką lub dwiema cukru, ale tego w cukierniczce były już zwykle resztki. Kobiecie wskazałam jedną z bocznych ławek, a sama wypowiedziałam do Amandy: - Zrób nam kawy, proszę - chętnie dowiem się więcej, co młoda kobieta miała do powiedzenia na temat obsługi w Ministerstwie. Obok przeszła Rosalie, która przemknęła do części czarodziejskiej policji, z nosem wsadzonym w stertę papierów, którą niosła.


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Kącik prasowy [odnośnik]03.06.21 23:10
Widziała, jak oceniające spojrzenie zatrzymuje się na niej, lecz nie czuła się speszona ani zdenerwowana. Poczucie, że ma wszystko pod kontrolą nie uciekało, mimo że sytuacja rozwijała się w sposób, którego nie mogła przewidzieć. Domyślała się, że aparycją musiała się wyróżniać na tle przeciętnego Anglika, chociaż przecież urodziła się w Wielkiej Brytanii i jej rodzice również. Uroda romska miała jednak to do siebie, że czasami innym wydawała się obca, egzotyczna. Przywykła już do tego, jednak nie przewidziała, że w zestawieniu z nazwiskiem, którego użyła… tym bardziej nie pasuje.
Dostrzegła reakcję kobiety, kiedy zrezygnowała z przedstawienia się. Naprawdę tego wymagała? Przecież musiała wiedzieć z kim ma do czynienia. Naturalnym wydawało się, że czarodziej, który zaoferował pomoc, poinformował pannę Runcorn, do kogo trafiła jej własność. Mogła się mylić? Zwątpiła odrobinę, gotowa naprawić swój błąd.
- Ufam, że tak jest.- odparła, nadal z uśmiechem. Również nie zależało jej na krytykowaniu Ministerstwa, nawet jeśli pierwsze wrażenie, nie było najlepsze i straciła zbyt wiele godzin na kręceniu się po korytarzach. Wolała nie myśleć, co byłoby, gdyby musiała jeszcze wędrować między piętrami. Słysząc pytanie, nie zawahała się, jednak wysłuchała dalszej części.- Oczywiście, rozumiem. Eve… Eveline Mulciber.- wypowiedziała miękko, mimowolnie zacinając się nieco na imieniu. Zmarszczyła delikatnie brwi z lekkim niezadowoleniem, zanim na nowo dziewczęce oblicze pojaśniało.- Bardzo rzadko używam pełnej formy imienia. Czasami zapominam, jak faktycznie brzmi.- dodała z lekkim wzruszeniem ramion, jakby nie było to nic wielkiego. W tej kwestii nie mijała się z prawdą, nie widziała w tym sensu w obecnej sytuacji.- Nie, dlaczego miałabym? Skoro nie należy do mnie, ryzykownie byłoby próbować.- nie bardzo rozumiała, po co kobieta drąży ten temat. Kiedyś usłyszała, jak nierozsądnym jest rzucanie zaklęć różdżką, która należała do kogoś innego. Ostatnie czego chciała to wyrządzić krzywdę sobie albo komuś.
Pokręciła powoli głową, słysząc propozycję.
- Dziękuję, ale muszę odmówić. Spędziłam tutaj o kilka godzin za dużo, dlatego chciałabym już odzyskać swoją różdżkę, wrócić do domu i zając się swoimi sprawami.- nie miała ochoty na kawę, herbatę czy cokolwiek innego najpewniej za chwilę usłyszy w propozycji. Poczuła cień irytacji, że marnowała tu czas.- Mogłaby Pani oddać mi różdżkę? – spytała, mając dość odpowiadania na pytania. Naprawdę marzyła tylko o tym, aby wrócić do domu. Czarownica, która przyjęła ją pod dach, musiała zacząć się martwić.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Kącik prasowy 89145bba4c57f02203074fc256742436
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Kącik prasowy [odnośnik]06.06.21 23:50
Naprawdę nie obchodziło mnie, skąd dokładnie pochodzi ta dziewczyna. Jak dla mnie mogła urodzić się nawet pod kamieniem na wyspach kanaryjskich. Nie widziałam w niej typowego dla przesłuchiwanych strachu, co najwyżej pewną niepewność, a i tak niewielką. Uśmiechnęłam się delikatnie gdy potwierdziła mi swoje nazwisko. Kłamała, przecież widziałam, jak kłamie. To było jasne, to było ewidentne, to było wręcz zatrważające, ale... Była w tym dobra. Gdyby nie okoliczności, mogłabym nigdy się nie zorientować. Dziewczyna miała jednak pecha, a Ramsey nie byłby pocieszony, gdybym teraz zaprosiła go na nasze piętro. Przecież pracował w Departamencie Tajemnic, nie miał daleko... Zaledwie wjechanie windą, kilka stopni, kilka kroków do przodu, otwarcie drzwi i...
Uśmiechnęłam się do kobiety, wyjątkowo szczerze i delikatne. Pokazując jej widoczną na mojej twarzy ulgę, gdy się przedstawiła i przyznała, że nie używała mojej różdżki. To można by było sprawdzić, ale wierzyłam, że tak było, nie widziałam w jej ustach kłamstwa w tej sprawie. Coś jednak kusiło mnie, abym nie oddała jej własności aż tak szybko. Obróciłam ją jeszcze w palcach. Słodka dziewczyno, po co kłamiesz...? - Oczywiście - kolejny uśmiech i kiwnięcie głową, ale Amanda i tak powędrowała do kącika kuchennego, przygotować dwie filiżanki kawy, które chwile potem przyniosła do nas, stawiając je na stoliku obok. - Proszę - powiedziałam wręczając kobiecie jej własność, odsłaniając zęby i grając najbardziej milutką kobietkę z asysty Wizengamotu, jaką tylko mogłam. Sama chciałam odebrać swoją różdżkę. Najwyższa była na to pora. Postawiony obok cukier kusił swoim bogactwem i przejebanych czasach, w jakich przyszło nam żyć, jednak ja nie skorzystałam ani z łyżeczki. Życie było gorzkie, a kobieta siedząca naprzeciwko mnie miała się o tym przekonać. Głęboki wdech i wydech, źródło kofeiny przytykane do ust korciło, aby skosztować kolejnego łyka. Poranek był dobry, a ja wstałam za wcześnie. Ile jeszcze czasu musi minąć, aby w końcu się nauczyli. Spostrzegłam jej wyraz twarzy. - Wspaniała czystokrwista rodzina - powiedziałam spokojnie, rzucając tylko okiem na jej dłoń, czy ma obrączkę. Nie miała. - Z takim nazwiskiem na pewno nie miała pani problemu przy rejestracji. Dobrze, że udało nam się wyjaśnić tę nieprawidłowość. Rzadko kiedy są problemy, komisja działa sprawnie. Świetnie odsiewa kłamców. Wie pani na pewno, co grozi za kłamstwo przy rejestracji... - na łyżeczkę nabrałam cukier i wsypałam go do kawy, która stała przed kobietą, po czym zamieszałam w niej trzy razy, wyciągnęłam srebro z filiżanki i oblizałam. Chcesz się bawić, ptaszyno? Masz jeszcze szanse.

test sporny na kłamstwo Rita, testy sporny na kłamstwo Eve


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Kącik prasowy [odnośnik]07.06.21 0:52
Zbyt często słyszała pytania, dociekliwe czy oskarżycielskie, aby teraz odczuwać strach. Nauczyła się kłamać, utrzymywać słodki uśmiech na ustach, nawet jeśli kolejne słowa coraz mocniej rozmijały się z prawdą, a ona czuła oddech konsekwencji na karku. Teraz jednak nie ryzykowała przesadnie, sytuacja nie pozwalała snuć zmyślonych historii bez ograniczeń. Dopiero co okłamała pracownika Ministerstwa Magii i nadal znajdowała się w budynku, gdzie pomyłka mogła być opłakana w skutkach. Czy panna Runcorn jej wierzyła? Chyba tak. Wszystko wskazywało na to, że najwyraźniej nie znalazła ani jednej fałszywej nuty. To dobrze wróżyło. Miała nadzieję, że zaraz pożegnają się i rozejdą w spokoju, powracając do swych zajęć oraz nudnej codzienności. Zerknęła na różdżkę, którą w dłoniach trzymała kobieta, powoli obracając ją, jakby sama nie wiedziała co zrobić. Nie chciała jej pospieszać, chociaż wewnętrznie czuła narastający stres. Czułaby się zdecydowanie lepiej i pewniej, mając w dłoniach figowiec.
Spojrzała przelotnie na nieznajomą, której polecono przygotowanie kawy. Czy naprawdę nie ominie jej to? Powstrzymała cisnący się na usta grymas, będący zbyt wyraźnym znakiem niezadowolenia i usiadła grzecznie na wskazanym miejscu.- Dziękuję.- wypowiedziała miękko, lekko. Ze spokojem wyciągnęła dłoń po różdżkę, chwilę później oddając również tą nienależącą do niej.- Proszę.- szepnęła zaraz. Tak było lepiej, łatwiej, poprawniej. Nerwy zaczynały opadać, dlatego przez krótką chwilę rozważała, czy jednak nie skusić się na łyk przygotowanej kawy.
- Nie da się ukryć.- odparła grzecznie, ale nie próbowała zachwalać nazwiska rodziny, której nie znała dobrze. Wiedziała trochę, kilka faktów do jakich dało się dotrzeć, bez zwracania na siebie uwagi. Tego przecież unikała jak ognia, cudzego zainteresowania. Zauważyła to spojrzenie na swoją dłoń, przez krótką chwilę tylko nie pojmując, czego szukała Runcorn. Później przyszło olśnienie, oczywistość.- Zgadza się, rejestracja pomimo drobnych komplikacji ze zgubionym przez urzędnika dokumentem oraz oddaną złą różdżką… przebiegła świetnie.- uśmiech, który teraz pojawił się na jej ustach, był już mniej miły, bardziej ironiczny. Co innego miała powiedzieć? Zgubili formularz, pomylili różdżkę, naprawdę miała chwalić?- Wierzę, że zwykle jest lepiej.- dodała zaraz. Przechyliła delikatnie głowę, pozornie zainteresowana słowami Rity, a ciemne tęczówki śledziły każdy gest i to oblizanie łyżeczki.- Przypuszczam, że same nieprzyjemności? Pobyt w Tower? – spytała, jakby nie do końca wiedziała. To byłoby raczej oczywiste.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Kącik prasowy 89145bba4c57f02203074fc256742436
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Kącik prasowy [odnośnik]07.06.21 2:20
Czekam, a skrzypek w mojej duszy wygrywa powoli melodię zniecierpliwienia. Wzloty i upadki, meno mosso, panowie... Meno mosso. Wymieniamy się więc różdżkami, jak gdyby nigdy nic. Dwie silne kobiety, dwie doświadczone kłamczuchy, z tym, że jedna właśnie sięgała po pióro, aby podpisać na siebie wyrok, a druga moczyła usta w filiżance kawy, obserwując reakcje panny Eveliny. Smakowała gorzko i pięknie, niczym pocałunek. Perfidna dziewuszka, brnęła dalej we własne historie. Jaki miała jednak wybór, postawiona pod ścianą w kąciku prasowym Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów? Mogła co najwyżej stukać palcami w stolik, przeglądając najnowsze numery Walczącego Maga. Nagłówki wystarczyły, aby rozeznać się w sytuacji w tym kraju. Kim mogła być ta panienka? Córką buntownika? Biedną dziewuszką półkrwi, której matka puściła się z mugolem, a może wariatką, której życie było niemiłe? Równie dobrze mogła być po prostu skończoną idiotką, niemającą żadnej wiedzy na temat nazwiska Mulciber. W takim wypadku to nie był jednak mój problem, ja przygotowywałam się do własnych kłamstw, a już na pewno zrobiłabym to, gdybym miała swoje kroki skierować do Komisji Rejestracji Różdżek, która może odpowiedzieć, że mój rychły koniec wolności. Lepiej być w kajdanach z ukochanymi ludźmi, niż cieszyć się wolnością w samotności. Czyż nie? Była grzeczna, a ja mogłam się założyć, że to smaku wolności pragnęła najbardziej, a stres życia w tym mieście musiał ją dobijać, stres życia w tym kraju. Czy dlatego zdecydowała się kłamać? Dlatego brnęła w to dalej...? Miałaś szansę, ptaszyno. - Tak... - powiedziałam spokojnie, wpatrując się w jej oczy, bez najmniejszego mrugnięcia. Nie odrywałam wzroku, ale kątem oka obserwowałam jeszcze pomieszczenie, po którym kręcili się ludzie. Ktoś mi kiwnął, kolega z zespołu mrugnął, najmłodszy asystent sądowy przemknął, udając cień, a ja odczekałam, aż będziemy same w tej części pomieszczenia, aż nikt nie będzie słyszał moich słów. - Więc co zrobisz, dziecko, aby nie trafić do brudnego Tower za nieudolne kłamstwo? - spytałam w końcu, nachylając się nad stołem, z tym samym łagodnym i szczerym uśmiechem co przed chwilą. Nie zdziwiłabym się gdyby w jej sercu rozpętała się teraz gonitwa. Różdżka, którą mi oddała, spoczywała na stole, nie trzymałam jej w dłoni, bo nie musiałam. Otoczona była osobami, które wydały by ją za poklepanie po pleckach od szefa departamentu. Ja lubiłam się bawić. Byłam przecież szybsza, byłam sprytniejsza. Gdzie widzisz swoją przyszłość, Eveline Mulciber?


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Kącik prasowy [odnośnik]07.06.21 18:19
Czasami tak właśnie było, docierało się do ślepego zaułka, momentu, gdy nie można było się cofnąć. Znała to ryzyko, poznała jego smak przez dwa lata życia jako nikt i rok dla nikogo. Kłamała tak często, że już nie jeden raz zapominała gdzie leży prawda, ale dzięki temu, dzięki powoli zbieranemu doświadczeniu, nie bała się już brnąć w najgorsze. Nie była może mistrzem w snuciu swych wersji prawdy, ale to, co potrafiła wystarczyło przynajmniej dotąd. Nawet teraz wydawało się dość umiejętne, gdy kilka godzin temu potwierdzała swe imię, nazwisko i adres, kiedy grzecznie przytakiwała na status krwi i czystą kartotekę. Wtedy się udało, teraz właśnie miała okazję się przekonać, jak bardzo zapędziła się we własnej pewności siebie. Jednak nadal nie pozwalała sobie na strach, chociaż nerwy znów szarpnęły od środka, zęby ponownie zacisnęły się na wewnętrznej stronie policzków, raniąc do krwi, kiedy na ustach tkwił grzeczny uśmiech. Ile ryzykowała? W sumie niewiele, była jak inni, była nikim. Dla wielu cyganka, złodziejka, tancerka… piękna ptaszyna, której nie da się podciąć skrzydeł na długo. Nie uciekała spojrzeniem, kontrolując swoje reakcje do pewnego stopnia. Mimo to czuła jak adrenalina płynie żyłami, rozchodzi się po ciele, budząc najbardziej pierwotny odruch. Walcz lub uciekaj. Słyszała za plecami ruch, więcej osób, które znalazły się blisko, lecz po kilku minutach zapadła znów cisza. Wszyscy poszli w swoją stronę, a Ona coraz mocniej pragnęła iść ich śladem. Zniknąć stąd, wrócić w bezpieczne miejsce, wrócić do domu.
Kącik ust drgnął, załamując na ułamek chwili, przyjazne oblicze, kiedy usłyszała to, czego skrycie obawiała się od początku. Czy był sens brnąć dalej albo wyrwać się do ucieczki w panice? Starała się szacować własne szanse, określić ile jeszcze może, aż dotrze do ściany i momentu bez odwrotu. Mogła próbować wyuczonej przez lata zdolności, która w ostatnim czasie zaczęła jej sprzyjać, lecz nie miała pewności, jak emocje zadziałają. Zmniejszą czy zwiększą szansę, by na jej miejscu znalazła się pospolita sroka. Cisza z jej strony stawała się zbyt wymowna, zbyt oczywista. Musiała się poddać, skapitulować, nawet jeśli było to ostatnie czego chciała. Pochyliła się lekko, naruszając mocniej dystans zmniejszony już przez kobietę. Oparła przedramiona na blacie, by smukłymi palcami objąć stojącą przed nią filiżankę z kawą. Prawie wygrałaś, tylko tyle zdawało się mówić spojrzenie ciemnych oczu, które mimo wszystko nie traciły swej łagodności.
- Nic.- padło w końcu cicho, gdy w ostatnim zrywie postanowiła nie odpuszczać.- Nie kłamię. Zarejestrowałam różdżkę, urzędnik nie miał mi nic do zarzucenia. Nie zamierzam więc bronić się bez powodu ani zapewniać o tym, że zrobię wszystko… gdy nie mam zamiaru.- dodała z chłodnym spokojem, jakiego wcale nie czuła.- Podważa, pani, kompetencje pracowników Ministerstwa, kiedy chwilę temu zapewniała, że są w stanie wyłapać kłamców? - grymas niezadowolenia znów zagościł na dziewczęcych ustach. Podniosła się powoli z miejsca, rezygnując ze skosztowania kawy, nawet z czystej grzeczności.- Pójdę już, straciłam tutaj zbyt dużo czasu.- dodała, chociaż wcale nie czekała na jej reakcję. Odwróciła się, aby opuścić pomieszczenie i równie spokojnym krokiem dotrzeć do wyjścia z budynku. Marzyła o tym, żeby zamknęły się już za nią drzwi Ministerstwa, by przeciągający się koszmar skończył się. Niestety miała przed sobą długi korytarz, windę i kolejne metry korytarzy, nim dotrze do drzwi… zbyt daleko.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Kącik prasowy 89145bba4c57f02203074fc256742436
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Kącik prasowy [odnośnik]08.06.21 0:07
Błogi uśmiech spływał na moją twarz z każdym słowem wypowiedzianym przez młodą dziewczynę. Eveline Mulciber dzisiaj podpisała wiecznym piórem jednostronną umowę. Wystarczyłby mi moment, aby zaprosić tu do nas jej drogiego kuzyna, który to zapewne rozprawiłby się w sekundę z kobietą, która śmie podszywać się pod jego krewną. Słuchałam tych sylab wypływających z jej ślicznych miękkich ust. Pyskowała, była zbyt butna, aby ukorzyć się, schylić głowę dziękując za pojedynek. Brnęła dalej w swoje oszukańcze gry i liczyła na to, że cokolwiek to zmieni, że walka jeszcze się nie skończyła, a ona dalej ma szanse. Tymczasem ja triumfowałam, siedząc spokojnie i wpatrując się turkusowymi oczami w jej brązowe. Nie było tu słońca, a jednak błyszczały niczym onyks. Obserwowałam, jak wstaje od stolika, jak porzuca filiżankę przepysznej arabskiej kawy (której termin ważności zapewne minął miesiąc temu) i opuszcza mnie. Taka szkoda... Przecież rozmawiało nam się wyjątkowo przyjemnie, a tymczasem porzuciła mnie. Mogłabym teraz zmarszczyć nosek niczym odrzucona trzpiotka, ale żal było mi pozbawiać się rozrywki na ten wspaniały dzień pracujący, zwłaszcza gdy tyle już było ich od samego poranka. W dłoni dzierżyłam swoją różdżkę. Nie miała dokąd uciec, wystarczyłoby wszcząć alarm, głośno obwieszczając, że ta dziewka to zwykła kłamczucha. Wystarczyłoby poinformować szefa komisji, a ten bez wahania wtrąciłby ją do Tower, gdzie zapewne poznałaby więcej przyjaciół, niż tutaj, na poziomie II nowego Ministerstwa Magii. - Oczywiście - powiedziałam głośniej, gdy ta zbliżała się do wyjścia. Różdżką machnęłam tylko w stronę drzwi, a w głowie wypowiedziałam Mihiado, po czym od razu wstałam, wpatrując się w kobietę. - Komisja działa bez zarzutu. Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów dba o każdego obywatela, dlatego - gdy stałam już tuż obok niej, kąciki ust wykrzywiły się do góry. - byłoby niefortunnie, gdyby dotarła do nich informacja ściągająca nad pani głowę dodatkowe śledztwo. Chyba że ma pani pomysł, w jaki sposób mogłabym o tym... zapomnieć? -  powiedziałam wyjątkowo oficjalnie, ale spokojnym głosem, obracając swoją różdżkę w dłoni, a drugą opierając o framugę drzwi. Zmierzyłam ją spojrzeniem. Ładna dziewczyna. No chodź, pobaw się ze mną. Nie chcesz przecież, abym za fraki wyprowadziła cię do komisji, albo prosto w ręce zaprzyjaźnionego policjanta, albo do Ramseya Mulcibera. Spodobasz mu się. No chodź, pobaw się ze mną. Ostatni raz proszę.

Mihiado niewerbalne na zatrzaśnięcie drzwi przed nosem Eve (45 + 15(niewerbalne) - 25(U) = 35)


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Kącik prasowy [odnośnik]08.06.21 0:07
The member 'Rita Runcorn' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 53
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kącik prasowy Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kącik prasowy [odnośnik]08.06.21 18:53
Dlaczego jeszcze miała nadzieję? Po co łudziła się, że ma szansę wygrać tę rozmowę? Runcorn już od kilku minut dawała jej do zrozumienia, że przejrzała kłamstwo, że była bystrzejsza niż urzędnik, który nie dociekał wystarczająco, aby wyłapać fałsz. Na własne nieszczęście, nie wiedziała również, jak blisko był czarodziej, którego nazwisko pewnie wpisała w dokumenty. Nie miała pojęcia, że dzieliły ich tylko piętra, bo z tą wiedzą, nie ryzykowałaby aż tak. Miała dość rozsądku, a przynajmniej w to wierzyła.
Zostawiając kobietę za plecami, miała już tylko jeden cel, którym były otwarte drzwi i kilka kroków, jakie dzieliły ją od nich. Poczuła cień satysfakcji, powracającą pewność siebie, odrobinę naruszoną przez rozmowę. Prawie wyciągnęła dłoń ku klamce, by wychodząc grzecznie zamknąć za sobą, ale parę minimetrów od drewnianej powierzchni, drzwi uciekły przed jej dłonią. Zamarła w pół kroku, zdumiona tym, co właśnie się stało. Nie usłyszała przecież inkantacji, niczego, co wywołałoby podobny efekt. Nie wątpiła jednak, że to sprawka Runcorn. Ciche przekleństwo wyrwało się z jej ust, lecz nie rozeszło po pomieszczeniu. Kobieta najwyraźniej dobrze się bawiła i może w innej sytuacji schlebiałoby jej, że ktoś tak łaknie towarzystwa, ale nie dziś i nie tu. Nie odwróciła się od razu, mimo wszystko opierając dłoń na drzwiach, by palcami wybić delikatny rytm, pozornego zniecierpliwienia. Słuchała z uwagą, skupiając w końcu ciemne spojrzenie na kobiecie. Oparła się plecami o powierzchnię, cienki kawałek drewna dzielący ją od wolności. Zawsze lepiej tak, niż miały ją dzielić kraty.
- Mogę się z tym nie zgodzić? – spytała z uroczym uśmieszkiem, nadal dość butnie. Uniosła nieco głowę, różnica wzrostu nie była duża, ale zawsze to kilka centymetrów, gdzie musiała spojrzeć wyżej, by złapać kontakt wzrokowy.- Racja, wyjątkowo niefortunna sytuacja. Patrząc na kolejki, z którymi muszą się uporać, przykro byłoby dokładać pracy komisji.- słowa mimo słodkiego tonu, nie padały łatwo. To, co odsuwała w czasie, właśnie miało miejsce. Poddała się, przestając grać na własnych zasadach, a zaczynała na Jej. Milczała przez chwilę, nie do końca wiedząc, co kryło się pod słowami Rity. Czego mogła chcieć? Co kryło się w myślach kobiety? Przez dwa lata poznała wiele osób, pojęła jak różne są żądania każdej jednostki. Od najbardziej błahych do najpoważniejszych, nie było wcale tak daleko.- Możliwe, że mam. Pytanie jednak, czego zażądałaby, pani, w zamian za zapomnienie o tej sytuacji? – wolała zwlekać z propozycjami, wybadać nieznajomą.- Nie chciałabym urazić, pani, jakąś śmieszną propozycją.- dodała zaraz.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Kącik prasowy 89145bba4c57f02203074fc256742436
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Kącik prasowy
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach