Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Baliey Burroughs @budowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
poszukując nazwy
poszukując nazwy

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t86-wzor-karty-postaci https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : świeża asystentka w Ministerstwie, kelnerka w Pasażerze
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
każdy bohater potrzebuje przeciwnika
tylko co jeśli sam sobie jesteś jednym i drugim
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarownica

Baliey Burroughs @budowa Empty
PisanieTemat: Baliey Burroughs @budowa   Baliey Burroughs @budowa I_icon_minitime13.09.19 18:31


Baliey Burroughs

Data urodzenia: 5 IV '35
Nazwisko matki: Boyle
Miejsce zamieszkania: piętą w rodzinnym domostwie, palcami w pokojach „Parszywego Pasażera”
Czystość krwi: półkrwi
Status majątkowy: uboga
Zawód: asystentka Niewymownego, kelnerka w „Parszywym Pasażerze”
Wzrost: 168⅗
Waga: 62
Kolor włosów: kruczoczarne
Kolor oczu: żółtozielone
Znaki szczególne: wysokie czoło uwydatniające mocne rysy pociągłej twarzy o delikatnej urodzie, którą wydłuża prosty, lekko zakrzywiony, bardzo płaski nos


Zawsze była tą najniższą. Czy było to zrządzenie losu, czy też zwyczajne sprostowanie skąd pochodzi i gdzie należy? Nikt nigdy nie był w stanie jej na to odpowiedzieć. Zazwyczaj szamotała się pomiędzy ameboidalnymi umysłowo rówieśnikami, a głośnym rodzeństwem, w którego kłótniach zawsze brała udział. Przykre odzywki i przytyki były naturalnym stanem rzeczy, jednakże fizyczna przewaga nie pozwalała jej wystarczająco rozwinąć skrzydeł. Dość szybko nauczyła się milczeć, być cieniem samej siebie, posiadać zdanie, które nie musi być od razu rzucone na pierwszy plan chcąc cokolwiek udowodnić. Jej świat był czysto fizyczny, bez odpowiednich atrybutów giniesz. Starała się nie uskarżać na ciężki los, bo też nie wiedziała co to oznaczało.
Cieszyła się z możliwości pomocy, a sama świadomość, że ktoś docenia jej umiejętności i zdolności dokładała nutę zachwytu przy każdej pochwale! Chęć sprawienia szerszych uśmiechów matki sprawiła, że zanim jeszcze zdążyła odpowiednio wyrosnąć, łapała się za kuchenne łapki, które zakrywały jej ręce, aż po same łokcie! Fartuszek zazwyczaj plątał się gdzieś pod nogami, nieraz powodując polowania na zające, a nawet złamania nosa, ale żadna z tych rzeczy nie była w tamtym momencie tak istotna. Przecież posiadając potrzebę akceptacji i poklasku szukasz jej w każdy możliwy sposób.
Z czasem, kiedy jeden z potężnych dwunogów rodziny wyparował, dziewczynka zaczęła odczuwać ogromną pustkę. Widziała wodę spływającą po policzkach mamy, jej snujące się ciało, które bezkreśnie wypatrywało czegoś zza firan okien, a nawet noce, gdy głaskała nieruchome zdjęcia. Baliey w przeciwieństwie do matki starała się wyciągnąć ją z przytłaczającego marazmu codzienności. Dopiero pojawienie się wuja spowodowało nagłe zachłyśnięcie się marzeniami, które niemalże zawsze były sprowadzane do parteru. Istna magia, która nie wykluczała pojawienia się rosłego mężczyzny marudzącego na brak podobieństwa do siebie! Wszystko było na pstryknięcie palca, które niestety nie dawało takich samych efektów przy jej próbach. Chciała poznać te tajniki nagłych pojawień brata uradowanej matki.


Dzień być może nie był wielce nadzwyczajny jeśli chodzi o warunki atmosferyczne, jednakże wręcz przełomowy jeśli chodzi o Baliey. W wieku sześciu lat świat przestawił się o 180’, otwierając przed nią ogrom niesamowitych możliwości i dziwów, o których dziecko wychowywane w sposób mugolski może jedynie cichutko wyśnić w nocy. Z początku była zafascynowana, nie tylko różnicami pojawiającymi się na ulicy, gdzie widywała latające zwierzęta w rolach listonoszy, ale również statki, które dobijając do doków w magiczny sposób przywiązywały do kei liny cumownicze! Dopiero z czasem, kiedy to zaczęła wychodzić z matką na zakupy, zaczęła zauważać różnice nie tylko w architekturze, ubraniach, ale również i samym otoczeniu. Obrzydliwie szare, brudne i niepokojące okolice doków zmieniły się z istnego raju w najpaskudniejsze miejsce na ziemi. Widok zakrwawionego, starszego o rok braciszka, który wracał do domu ze swoimi idiotycznymi wyjaśnieniami, coraz bardziej wpasowywał go do obrazka powykrzywianych obdartusów z nieprzyjemnego otoczenia. W żadnym stopniu nie była przygotowywana do rangi damy, których setki obserwowała przy każdej nadarzającej się okazji. Same okolice, które zamieszkiwali nie pozwoliły na chociaż skromną myśl o nieco przyjemniejszej etykiecie codziennego języka. Otoczona przez robotniczą masę, której moda i dość prostolinijne podejście odrzucały ją na mile, była zmuszona zostać w domostwie. Mieszkając naprzeciw niezbyt chwalebnego przybytku wuja znanego pod nazwą „Parszywy Pasażer”, była przerażona jednoliniowością gości będącymi w jej oczach identyczną względem siebie masą, która nie wyglądała ani trochę ujmująco, w przeciwieństwie do wspaniale wystrojonych kobiet, a nawet samych ekspozycji na Pokątnej, które była w stanie obserwować dzień i noc. Każdy ruch, zmiana stanu, czy też zwyczajne zrywy zaczarowanych przedmiotów, wprawiały Baliey w ogromne zdumienie, zakrawające o fascynację na widok zjawisk, a tym bardziej ich pierwotnej natury i deformacji, które przechodziły.


Pomimo roku stacjonowania w czarodziejskim Londynie przy dokach, dziewczynka nie wykazywała żadnych magicznych zdolności, do jednego z pamiętnych dni, kiedy brat po raz kolejny wrócił z krwawymi śladami na zmaltretowanej twarzy. Baliey nie rozumiała, czym różnił się efekt uderzenia pięścią od rezultatu pięści lądującej na twarzy, czy też brzuchu przeciwnika, jednakże jedno było dla niej bardzo proste – krew i brud oznaczały przemieszczanie się po bocznych uliczkach, gdzie jedynie można było napytać sobie biedy. W takim właśnie świetle widziała najstarszego z rodzeństwa, który winien być przykładem dla reszty, stał się kompletnym przeciwieństwem. Tego dnia nie było żadnego rozgrzeszenia przed kolejnymi kłopotami, które na siebie ściągnął. Dziewczynka była przekonana, że pewnego dnia byłby w stanie przenieść te machlojstwa na resztę rodziny, a kolejne łkania matki nie wchodziły w grę na kuchennej straży siedmiolatki. Pomagając matce w ugniataniu ciasta, kątem oka zauważyła znajomy cień, który przemknął do drugiego pokoju. Grzeczną wymówką wywinęła się na moment z pomieszczenia, by przyłapać lekko zakrwawionego i zabrudzonego brata. Wściekłość, która kotłowała się w jej małym ciele finalnie znalazła ujście, ponieważ w sekundzie, gdy ten otworzył usta, dziewczynka tupnęła nóżką, momentalnie zmieniając go w szczurka. Przerażenie, które zawładnęło jej umysłem było wręcz obezwładniające, nawet w efektach zewnętrznych, ponieważ całe otoczenie oszalało wraz z nią. Strach przed obrzydliwym zwierzęciem, faktem, że nie wiadomo jak jej brat nagle wyparował i przede wszystkim to, że zwierzątko poruszało się w bardzo nienaturalny sposób, podchodząc do niej. Sofa i krzesła zaczęły latać dookoła dwójki, rozbijając się na ścianach, strącając z komód całą zawartość i co najgorsze robiąc multum hałasu. Dopiero wejście matki ocuciło dziewczynkę, która stanęła niczym wryta w podłogę, przeczuwając nadchodzący sztorm ze strony gospodyni, jednak ten nie nadszedł - przynajmniej nie tak szybko jak się tego spodziewała. Pomieszczenie zostało odratowane niemalże w trymiga, choć fakt przemiany brata – dodatkowo zakrwawionego i pobitego, w szczurka, został przyjęty z ogromną naganą i tradycyjnie skończył się obrazą na cały świat, a szczególnie najstarszego z rodzeństwa, który ją sprowokował samym przyjściem w opłakanym stanie! Baliey nie chciała widzieć płaczącej mamy, niestety tak kończyły się Keatowskie powroty z ulicznych szarpanin. Wszystko zdawało się dla niej tak logiczne, kiedy płakała nocą w pierzastą poduszkę, która jak zwykle była najlepszym kompanem w nocnych żalach.


Wraz z mijającymi latami zaczęła widywać różnicę w ubraniach i makijażu matki, która wraz z pracą w wujowskim przybytku stroiła się jak nigdy! Jej myśli spowijały dość nieprzyjazne demony, które tylko przypominały o chęci wydostania się z tej dziury i całego społeczeństwa, które wewnątrz tworzy własną hierarchię. Doki nie były przyjazne dla jej wspaniałych wizji i marzeń o dostatecznym życiu, które było nader kolorowe i wspaniale oprawione w pełne zieleni domostwo. W rzeczywistości nigdy nie miała okazji zobaczyć czarodziejskiego dworku, jednakże nie oznaczało to, że nie widywała architektury ze świata mugolskiego, gdzie budynki były prawdziwie zapierające dech w piersi! Idealna wizja zazwyczaj stawała się odległym obrazem, który tracił na kolorycie, a tym bardziej jakimkolwiek kształcie z coraz to większą cyferką na torcie urodzinowym. Powoli sama przestawała w to wierzyć, oddając się zajęciom bardziej adekwatnym do okolicy, a mowa tutaj o przenikaniu niezauważalnie z ulicy na ulicę. Nie była się żadną ulicznicą, co to, to nie, jednakże w pewien niewytłumaczalny sposób synonimizowała ojca i dziecięce marzenia z wodą, która była nieopodal. W taki właśnie sposób spędzała wolne dni, obserwując mężnych i silnie zbudowanych ochotników, którzy wyruszali lub wracali zza dalekich wód. Patrząc na błękit, a czasem nawet i szarość tafli (zważywszy na specyfikę okolicy, która wszystko sprowadzała do jednego odcienia), nie skupiała się na odległościach statków, które były nad nią, a wszystkim, co działo się pod. Była wręcz chorobliwie zainteresowana tym, co kryło się poza zmysłami, które posiadała, chciała dotknąć, zobaczyć, sprawdzić coś, czego nikt nie był w stanie jej wtedy opowiedzieć. Narastająca potrzeba zbadania czegokolwiek nieznajomego chorobliwie zaszczepiła się w dziecięcej główce, która z każdym miesiącem myślała o odkrywaniu coraz poważniej. Niestety, a może i na szczęście, Baliey nigdy nie należała do osób pławiących się w laurach własnej odwagi, czy też heroizmu. Ostawała na racjonalnych argumentach i podstawach, które kojarzyła i rozumiała, innymi słowy zwyczajnie się bała. Być może brak tychże cech spowodował, że rozstanie ze starszym bratem, który otrzymał zaproszenie do Hogwartu był jedynie formalnością, którą odbębniła bez żadnych większych odczuć? W pewnym sensie wręcz cieszyła się braku jego toksycznej dla matki obecności. Dopiero po świątecznej przerwie zorientowała się, że brak jednego miejsca, którego nie trzeba było zastawiać do stołu, daje o sobie znać…była przerażona faktem, iż za rok to ona zostanie postacią przenoszącą się do magicznego świata, o którym tak entuzjastycznie wypowiadał się Keaton. Mimo koligacji rodzinnych nie potrafiła obdarzyć jego opowieści zaufaniem, w prawdzie zachowywała postawę dość oziębłą, już wtedy kalkulując pełne za i przeciw uczęszczania do Magicznej Szkoły. Była bardzo ciekawa możliwości pogłębienia wiedzy o sytuacjach, które w domu zdarzały się dość niespodziewanie i niewytłumaczalnie, ponieważ trójka rodzeństwa dziewczyny miała równie specjalne zdolności, jak i ona, jednakże kurczowo trzymała się ogromnego fartuszka mamy, która zawsze potrafiła zrozumieć jej obawy i docenić chęć niesienia pomocy dziewczynki.
W rok po wyjeździe brata, Baliey otrzymała zaproszenie do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, przez które miała wielce mieszane uczucia. Przekonana przez matkę zaczęła coraz bardziej entuzjazmować się poszczególnymi elementami, które momentalnie utworzyły miliony pytań w głowie dziewczynki.
Wizyta u Ollivandera zrobiła na niej największe wrażenie, choć słowa mężczyzny o różnicy widocznej między nią, a jej bratem zrobiła w jej głowie potężny mętlik, mężczyzna nawet nie wiedział, jak bardzo jego słowa trafiły w sedno zmartwień ciemnowłosej jedenastolatki. Odjeżdżając z dość osobliwego peronu zrozumiała, jak istotnym jest trzymanie się razem, W dość oficjalny sposób przedstawiła bratu swoje niezależne stanowisko, które ten miał uszanować schodząc z jej drogi do wagonu. Pozostawiając ją samej ze sobą, odszedł do innego przedziału. Dziewczyna dość szybki sposób odnalazła wolne miejsce, rozpoczynając samotną podróż z książką traktującą o transmutacji dla pierwszorocznych. Widok niezniszczonej, wręcz bez śladów użytkowania książki po bracie uradował jej serce, w pewien sposób łącząc jej los z przedmiotem, który jak później się okazało, był jego achillesową piętą zaś jej wodnym konikiem.


Lata mijały, a ona z dość dużym opóźnieniem zaczęła orientować się o sytuacjach, które miały miejsce w czarodziejskim Londynie. W rzeczywistości nigdy nawet nie przykładała wagi do wszystkiego, co działo się za murami, które stały się dla niej tym magicznym, przepięknym domem pozbawionym jedynie odcieniów szarości. Marzenia kiełkujące się w jej głowie po raz kolejny zaczynały nabierać pewnego kolorytu i kształtu, stąd słuchanie o tragediach nie było na liście priorytetów Baliey. Tym razem była to nauka, której błękit porwał ją do kresów rzeczywistych i tych wymyślonych. Każdego roku kończąc szkołę, już na początku wakacji, zaczynała od studiowania przyszłorocznych podręczników, a nawet samych notatek, które pozwalały jej oderwać się od nieciekawych rozmów i dywagacji w domostwie. Agresywne tony i nieprzyjazne słowa wprawiała ją w pewien stan nerwowości, niczym słuchanie muchy przerywającej przyjemną ciszę, która była najlepszym dźwiękiem przy jakiejkolwiek lekturze. Jej źródła wiedzy nie były jedynie suchymi dywagacjami naukowymi, dziewczyna czerpała równie dużą przyjemność z lektury o modzie, którą nieraz podebrała z lady w Pasażerze, naturalnie oddając ją niemalże natychmiast po przeczytaniu. Nieprzyjemni rówieśnicy niestety nie pozwalali jej oderwać się z okowów formalnego ubioru i obrazu ubogiej dziewczyny, zazwyczaj komentując jej coraz to bardziej specyficzną twarz. Jedynym pozytywnym aspektem, który jest dziś w stanie sobie przypomnieć, jest wzrost, ponieważ wracając z Hogwartu czuła się nie tylko mądrzejsza, ale również trudniejsza do tknięcia.
Odchodząc od wykwintnych marzeń samej siebie namalowanej na innym płótnie i w odmiennym ubiorze w końcu oddała się nauce. Badania pochłaniały ją do szpiku kości, w pewnym momencie tworząc z tego obsesję, która na szczęście została przyjęta ze strony kadry nauczycielskiej w dość pozytywny sposób. W rok uzyskania odznaczenia jako roli prefekta, została również obdarzona największym prezentem, na jaki kiedykolwiek tak ciężko pracowała, a było to pisemne zezwolenie na półroczny wstęp do działu ksiąg zakazanych, dzięki którym miała możliwość przejścia do nieco bardziej zaawansowanych form naukowych, które starała się podjąć wraz z rówieśnikami. Jako prefekt swojego domu została obdarzona ogromem zaufania, które aż kusiło o naciągnięcie kilku obietnic złożonych opiekunowi badań. Niestety ogrom materiału podstawowego, a także pojedyncze pomoce, które zaoferowała co poniektórym młodziakom, wciągnęły ją na tyle, by zostawić studia działu zakazanego na inny termin, co również odnosiło się do przyłożenia do własnej nauki na egzaminy. Wraz z podejściem do egzaminów i dość słabym wynikiem z numerologii, przedmiotu, który wybrała na jedną ze swoich dziedzin dodatkowych, zostawiła myśli o jakichkolwiek nowych próbach edukacji w innych kierunkach. Nie potrafiąc znieść myśli, że coś wybranego przez nią samą zadało jej bezpośredni rykoszet, porzuciła wszelakie pomoce młodszym od siebie, skupiając na wpojeniu i wykuciu wszelakiej wiedzy z działu numerologi. Po raz kolejny rozproszenie, które złapało ją tuż przed końcowymi egzaminami, powtórzyło średnie wyniki z większości przedmiotów, tym razem nie zawodząc z przepiękną oceną z numerologii. Niestety nie był to wystarczający wynik, przynajmniej na tyle by mogła obrać ścieżkę sponsorowanego badacza, czy też wyspecjalizowanego numerologa. Winiąc zmianę dyrektorstwa, która w jej mniemaniu nieco przewróciła wartości i spokój w Hogwarcie, wróciła do jedynego znanego sobie bezpiecznego miejsca, którym było domostwo naprzeciw przybytku wuja.
Wracając do znienawidzonego miejsca czuła wewnętrzny spokój, w pewien sposób nawet ciesząc się z takiego obrotu sprawy. Przez całą ścieżkę edukacyjną w jej głowie kiełkowały się same problemy dotyczące odejścia od domostwa, którego funkcjonowanie brała częściowo na swoje barki. Chciała odciążyć ciężko pracującą matkę będącą coraz to wierniejszą kopią kanonu kobiety z doków. Baliey brzydziła się, jednocześnie rozumiejąc taki obrót sprawy i własne ręce związane z tyłu tułowia. Nie chciała pozwolić młodszemu rodzeństwu na podobny los, miała na nich nadzieję, potrafiła porzucić własne ambicje, tym bardziej, że był to najlogiczniejszy układ jaki była w stanie sobie wyobrazić.
Pomimo niejednokrotnej propozycji zarobku w sposób niezbyt legalny, nie ugięła się, trzymając własne zasady ponad potrzebę zarobku dla rodziny. Nieraz to zimne, kalkulujące spojrzenie, które krytycznie oceniało wszelakie machlojki, które tylko wyczuła, spowodowało pewien rozłam w relacji z najstarszym z rodzeństwa widywanym się przelotnie na ulicy. Unikali się.
W niespełna miesiąc pracowała już jako kelnerka, po godzinach trudniąc się jako pani sprzątająca, czy to prywatnych domostw, czy też publicznych przybytków. Było jej ze sobą źle, jednakże nie była wystarczająco odważna, by sięgnąć po cokolwiek ‘godnego’ jej intelektu i zdolności. Z jednej strony logicznie tłumaczyła własną chęć pomocy matce, z drugiej jednak cierpiała na ambicje, które w snach objawiały się pośród książek, kociołków oraz nieznanych jej miejsc. W rzeczywistości od początku swojej edukacji w Hogwarcie miała wrażenie, że każdy powrót do domostwa na święta było jak kolejny wymierzony policzek, a wszystko to winą obowiązku, którego nie potrafiła wypełnić na odległość. Zwyczajnie była nieobecna, co teraz mogła naprawić. Niestety mantra tłuczona we własnej głowie przestawała działać.


Trzy lata spędziła na ciągłym marazmie, który był niekończącym się pasmem porażek osobistych, naukowych, czy też społecznych. Szorując stoły słyszała o śmierci Horacego Slughorna, którego pamiętała jeszcze z opasłych ksiąg czytanych nocami, które pomimo wysiłku, nie dawały wystarczających efektów przy ważeniu eliksirów. Napomknięto również o Sami-Wiecie-Kim, który pomimo swoich czynów zdawał się być bardzo zdolnym czarodziejem. Natomiast pełnoprawną akceptację własnego wytłumaczenia, odnoszącego się do ostatniego roku edukacji i wyników egzaminów kończących, zdobyła dopiero przy wieści o morderstwach Grindelwalda, którego zawsze w pewien sposób uznawała za niebezpieczeństwo. Zasłuchując się w coraz to większe dziwy, które obejmowały pierwszomajowe noce, decyzje o wyjściu z MKCz, możliwości rzucania zaklęcia skracającego męki co poniektórych żywotów oraz sam wybuch w Ministerstwie Magii, pozostawała w tym samym miejscu czując się wyjątkowo małą. Czując nadchodzące fale rozpaczy, które towarzyszyły jej za czasów, kiedy fizyczność górowała nad logiką i psychiką uciekła w najlepiej znane sobie miejsce, mianowicie naukę.
Imając się ze świeżym tematem chciała spróbować zakląć przedmiot, co też skończyło się sporym fiaskiem i zdemolowaniem jednego z pokoi w przybytku wuja. Mężczyzna rozumiejąc przez co przechodzi młoda czarownica postanowił znaleźć jej odpowiednie miejsce, w którym nie posiadałaby wolnego czasu, który mogłaby wykorzystać na takie 'bzdury'. Dzięki dość niecodziennym znajomościom brata matki, dostała ofertę pracy jako asystentka w Ministerstwie Magii. Słysząc niejedno o tym skorumpowanym miejscu, a tym bardziej pamiętając ostatnie wydarzenia, które kojarzyły jej się jedynie ze zniszczeniem, była wręcz obrzydzona. Niestety opłacalność tej oferty była zbyt duża, by odmówić tak ogromnej szansie i milowemu krokowi wprzód. Z drugiej strony, świadoma swojego pochodzenia, przerwie w nauce i rozwoju oraz głównej przepaści, jaką jest brak znajomości etykiety szlacheckiej, która jest podstawą w świecie Ministerstwa Magii czuła jeszcze większą panikę od robaka, który widzi zgniatającego go buta. Lepiej gdyby wuj opłaci jej nagrobek z góry...


Patronus: nie potrafi wystarczająco skupić się na wspomnieniach by w jakikolwiek sposób przywołać choćby mgłę

Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 00
Zaklęcia i uroki:152 (rożdżka)
Czarna magia:53 (rożdżka)
Magia lecznicza:00
Transmutacja:150
Eliksiry:00
Sprawność:1Brak
Zwinność:5Brak
JęzykWartośćWydane punkty
angielskiII0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
KłamstwoI2
NumerologiaIII25
Starożytne RunyI2
Ukrywanie sięII10
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
SzczęścieIII30
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
NeutralnyNeutralny
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
AktywnośćWartośćWydane punkty
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Reszta: 1


Powrót do góry Go down
 

Baliey Burroughs @budowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19