Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 [sen] Szkoła Magii i Czarodziejstwa

Go down 
AutorWiadomość
Lysandra Vablatsky
Lysandra Vablatsky

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t5781-lysandra-vablatsky#136398 https://www.morsmordre.net/t5783-zwierzeta-ze-smiertelnego-nokturnu https://www.morsmordre.net/f94-smiertelny-nokturn-17 https://www.morsmordre.net/t7704-lysandra-vablatsky#213293
Zawód : Szepciuszka
Wiek : 8
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
ktoś musi pilnować nocy
musi wziąć na siebie
wiarę w strachy, moce
zmory
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

[sen] Szkoła Magii i Czarodziejstwa Empty
PisanieTemat: [sen] Szkoła Magii i Czarodziejstwa   [sen] Szkoła Magii i Czarodziejstwa I_icon_minitime14.09.19 23:50



Czarne włosy płynęły w powietrzu, gdy drobna, szczupła dziewczyna biegła przez surowy korytarz Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Herbaciane fusy pięły się za nią mocnym, charakterystycznym aromatem, silnie wsiąknęły w szkolne szaty, nieco słabiej w ciemną sukienkę, którą ciągnęła za sobą, pędząc, ile sił tylko miała w nogach. W biegu upewniła się tylko, czy drewno sandałowe wciąż tkwi w kieszeni spódnicy, wciąż wrastał w ciepły, zimowy materiał. Przez to, że zamknęła oczy przy pokonywaniu zakrętu, by dobrze wyczuć pod palcami sztywne włókna swojej pierwszej różdżki, wpadła na wysoką postać, która najwyraźniej zmierzała w kierunku, z którego ona wracała. Huk zderzenia zabrzmiał ponurym dźwiękiem wśród wysokich, piaskowych ścian. Lysa jednak nie miała czasu na podobne wygłupy, dlatego szybko zaczęła się zbierać, chwytając najważniejszy fragment tego zimnego, zaśnieżonego dnia – pozwolenie od matki na wyprawę do Hogsmeade.
Panie profesorze! Panie profesorze Dolohov, proszę mi wybaczyć, spieszyłam się, głupia sprawa – powiedziała na jednym wydechu, gdy zobaczyła, na kogo wpadła. Była całkiem dobra z eliksirów, nie chciała zaprzepaścić szansy na Wybitne na SUMach, zależało jej na tym jak na niczym innym. Przestraszyła się, że kiedy profesor Valerij zbierze się z kamiennej posadzki, pozna jej twarz i Krukoni znów stracą przez nią punkty. Dlatego uciekła, nawet nie podając mu dłoni. Zrobiło jej się gorąco, kiedy znów poderwała się do biegu jak tchórz, jak uciekinier, którym przecież nie była. – Szlagszlagszlagszlag, nie dostanę pozwolenia za rok, niech to SZLAG! – pisnęła do siebie w szepcie, gdy dłoń zacisnęła na łączeniu ścian, zaraz zbiegając po schodach na główny dziedziniec. Płaszcz na tyle dobrze izolował ją od temperatury na zewnątrz, że nie uleciała z jej ciała ani jedna kropla ciepła – wszystkie przekształciły się w pot; czuła go skraplającego się jak rosa na karku. Dyszała, gdy rozejrzała się w panice po pustym podwórzu, starej agorze, na której przedwieczni uczniowie Hogwartu zbierali się, by walczyć, dywagować i zawzięcie pobierać nauki z postrzępionych ksiąg. – No szlag, Aldora mnie zabije! – jęknęła, jak dziecko we mgle szukając wśród pustej przestrzeni znajomych sylwetek. I nagle je dostrzegła. Zwłaszcza tę jedną, za którą ciemna, nauczycielska szata ciągnęła się jak żałobny tren. Czerwone, upstrzone białymi kropkami plamy wciąż tkwiły na jej bladych policzkach. Ciężkie, lśniące powieki odkrywały w strachu szmaragdowe tęczówki, które gdy tylko dostrzegły, w jakim tempie szare i kolorowe plamy oddalają się z błoni, wysłały kolejny sygnał do nóg, zmuszając je do wysiłku. Zaczęła machać papierem, znów gnając przed siebie jak trzepoczące nierówno skrzydłami pisklę. – PANIE PROFESORZE! – był jej dziadkiem, sylwetką nieobecną w czasach dzieciństwa, ale za to ostro zakreślającą łuki zaklęć już w latach nastoletnich. – Panie profesorze! – zawołała jeszcze raz, dobiegając w końcu do celu, pergamin był już lekko naderwany, ale gdy tylko wystawiła mu go przed nos, mógł dostrzec podpis Cassandry Vablatsky. – Pozwolenie do Hogsmeade, profesorze Mulciber – głos, wypowiadając to nazwisko, obniżył się delikatnie, stał się poważniejszy, choć marszczące się brwi i otwarte usta zdradzały zmęczenie. – Mogę dołączyć do reszty?
Chciała kupić tylko dwie tabliczki czekolady z Miodowego Królestwa, a tymczasem kosztowało ją to ogrom wyrzeczeń. Zaraz wypluje płuca i dopiero będzie. A musiała stać przed dziad… profesorem twarda jak głaz. Zaciśnięte w pięści dłonie doskonale to pokazywały.






mógłbyś przysiąc, że widziałeś wczoraj
skrzydła jej
jak je chowała pod sukienką
Powrót do góry Go down
 

[sen] Szkoła Magii i Czarodziejstwa

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19