Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 prawa młodości

Go down 
AutorWiadomość
Nobby Leach
Nobby Leach

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7451-nobby-leach#203929 https://www.morsmordre.net/t7765-jerzy-iii#215577 https://www.morsmordre.net/t7764-marzenia-scietej-glowy#215566 https://www.morsmordre.net/f185-richmond-kew-foot-road-57-1
Zawód : znawca prawa
Wiek : 47
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Żonaty
Krzyk dusznej dojrzałości
zwalił mnie na kolana
ja jestem białym śniegiem
który do morza spada
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

prawa młodości Empty
PisanieTemat: prawa młodości   prawa młodości I_icon_minitime17.09.19 18:02

golden hour, czerwiec 1937

Do pokoju wdarły się zmierzchowe promienie słońca. Cisza była nieznośna. Była tą po burzy, którą poetycko powinno uważać się za ulgową, jednak ta nijak taka nie była. Zakończyła się piorunem - mocnym trzaśnięciem drzwiami, silnym i agresywnym, tak, że aż abażur poruszył się niespokojnie przez same konsekwencje uderzenia. Atmosferę dało się kroić nożem, nawet gdy pokój dzienny wypełniła już całkiem spokojna konwersacja dwóch mężczyzn. Jeden z nich był uczestnikiem całej sytuacji, drugi zaś - przybył zupełnie niedawno siecią Fiuu. Zupełnie jakby zwęszył kłopoty od wejścia i porzucił wszystko co robił tylko po to, by być tutaj wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebny.
Rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. Leach po spokojnym dniu w pracy, zapisując kolejne zeznania czasami wystraszonych złodziejaszków, czasami pyskatych przemytników z paskudnymi bliznami. Dzień jak co dzień, nieraz zapominał nawet poprawić samopiszące pióro, by zaczęło pisać na kolejnej kartce tylko z samej fascynacji zeznaniami, które prowadzili mężczyźni. Czy mówili prawdę? A może to było tylko ciche kłamstwo. Nigdy nie rozumiał dlaczego dla dobra ogółu nie mogli po prostu użyć na nich Veritaserum. Rozwiązałoby to wszystkie problemy. A gdy zasugerował to jakiemuś czarodziejowi w niezobowiązującej konwersacji, usłyszał niesamowite oburzenie.
On naprawdę nigdy nie zrozumie tego świata to końca. Czemu wszystko u niemagicznych wydawało mu się o wiele prostsze?
Na to spotkanie był umówiony. Po owocnym dniu w pracy, jak każdy szanujący się mężczyzna, wrócił do domu, by ucałować ukochaną w policzek, napić się przygotowanej przez nią kawy, zjeść obiad, napisać synowi list, ponieważ zbliżały się egzaminy i trzeba było dać poczuć chłopakowi, że interesuje się jego wynikami w nauce. Dopiero późnym popołudniem przybył do domu Rineheart'ów i zastał bardzo ciężką atmosferę, wymagającą zakropienia odrobiną whisky lub koniaku.
Chciał poznać sytuację z obu stron. Kieran wydawał się być kłębkiem nerwów, choć nie pozwalał sobie tego pokazać, jak zwykle z resztą. W pewnym momencie więc rozległo się pukanie do drzwi chłopaka i nie czekający na jego odpowiedź mężczyzna wszedł do środka. Nastawienie miał zupełnie neutralne. Spokojne oczy trzydziestoparolatka objęły sylwetkę chłopaka. Pewnie był nieszczęśliwy. Zawsze wydawał się dosyć emocjonalnym dzieciakiem. - Hej, młody. - Podjął. Dłoń wsunął w kieszeń eleganckich spodni. Wyglądał na pewno na rozluźnionego z rozpiętą od góry koszulą, dodatkowo w dłoni trzymając whisky z lodem. - Pogadamy?


Powrót do góry Go down
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : łamacz klątw, pośrednik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Na taki widok zawsze
opuszcza mnie pewność, że
to co ważne, ważniejsze
jest od nieważnego
OPCM : 12
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

prawa młodości Empty
PisanieTemat: Re: prawa młodości   prawa młodości I_icon_minitime30.09.19 0:30

Piekło - właśnie tak odbierał sytuacje, które od jakiegoś czasu miały miejsce w domu rodzinnym. Gorąca, gęsta atmosfera, wzmocniona przez intensywne promienie wczesnego, letniego słońca. Rozedrgana materia ciężkich wyrazów, wisiała w powietrzu nie mogąc rozpłynąć się na dobre. Metaforyczna ciemność zaślepiała umysł, a przede wszystkim gorejące serce. Negatywne emocje towarzyszyły mętnej codzienności, zabierając upragnione, radosne chwile. Po środku wszystkiego stał on – rosłe wcielenie okrutnego diabła; prowodyr, zarządca władający rozpalonym królestwem. Kreujący własny światopogląd tak różny od magicznych wyobrażeń najstarszego dziedzica znamienitej rodziny. Przełomowy moment w życiu każdego, młodego czarodzieja zbliżał się nieubłaganie. Zintensyfikowane rozmowy o przyszłości nabierały poważnego, istotnego wydźwięku. Coraz częściej i intensywniej wysłuchiwał drogocennych porad, które z ust szatana od zawsze wybrzmiewały jak ostre, nieodparte nakazy. Przytaczał historie, które jednogłośnie nakierowywały na wybór najwłaściwszej drogi. Opowiadał o honorowych, odważnych poczynaniach, których dopuszczał się za kamiennymi murami szkoły. Z przekonaniem nakreślał codzienny grafik początkującego aurora, informując o wymaganej wiedzy, którą trzeba nabywać. Twierdził, że dzięki tak zaplanowanym działaniom, uświęci nieodparte tradycje rodzinne; zainicjuje poczucie, w którym to zmarła matka będzie dumna z oczywistych wyborów syna. Stanie się zaprogramowanym potomkiem, o którym opowie z nieodpartą i upragnioną pochwałą. Przekraczał granice.
Nie!
Głośny sprzeciw odbił się od cienkich ścian trafiając w samo sedno. Nieplanowana, intensywna reakcja, była odpowiedzą na kolejne, nieprzyjemne wyrzuty, roszczenia, restrykcje. Książka, którą trzymał w ręku, upadła na ziemię, gdy z nagromadzoną siłą trzasną drewnianymi, pomalowanymi na biało drzwiami. Szybkim krokiem udał się do swojego pokoju, siadając w samym rogu dokładnie zaścielonego łóżka. Objął kolana wąskimi ramionami, umieszczając wzrok w martwym punkcie znajdującym się naprzeciwko. Z trudem hamował napływające, rozgrzane łzy; uspokajał nieregularny oddech i  buzującą krew. Tak bardzo cieszył się, że ciotka Sara zabrała siostrę na popołudniowy spacer. Nie chciał, aby dziewczynka wsłuchiwała się w podniesiony ton, wywołujący nieuniknioną histerię. Twierdził, że to on ponosi całkowitą odpowiedzialność, aby odciągnąć od złego. Uspokajał nagromadzone reakcje, najczęściej odpowiadając niewypowiedzianą obojętnością. Mimo fizycznego podobieństwa, różnica temperamentu wykazywała pierwszoplanową niezgodność. Młodzieniec należał do osób spokojnych, łagodnych, melancholijnych w swoim działaniu. Z ogromną ambicją poddawał powszedniość w ręce fabularnych historii, czy specjalistycznych ksiąg. Nie lubił przemocy, nadmiernego eksponowania swej osoby; stronił od typowych atrakcji, które zajmowały chłopców w jego wieku. Odmieniony po śmierci ukochanej osoby, toczył codzienną, wymagającą walkę z trudnym rodzicielem. Niezadowolonym, głośnym, zagubionym. Nie potrafiącym zaakceptować i uszanować jego odmienności. Było ciężko, bardzo ciężko.
Po pewnym czasie, w mieszkaniu, w którym pozostałość po niedawnej kłótni była wyczuwalna zbyt intensywnie, salon ponownie rozbrzmiał głębokimi, męskimi głosami. Chłopak zainteresował się nieznacznie, próbując przypasować tembr do właściwej, znanej osoby. Wujek. Poczuł mimowolną ulgę, gdyż wiedział, że Pan Leach, będzie w stanie choć na chwilę zająć uwagę zdenerwowanego ojca. Gdy myśli ponownie skierowały się w jego stronę, poczuł napływającą irytację, niemoc i bezradność. Nienawidził gdy wychowawca zabierał pracę do domu. Rzadkie zjawisko, zawsze powodowało najgorsze, burzliwe spięcia. Skrzypnięcie podłogi ponownie zwróciło jego uwagę. Ciężkie kroki zbliżały się do jego pokoju, akompaniując stukotowi kostek lodu. Chłopak obrócił głowę w stronę okna, aby złagodzić skwaszoną minę i ukryć zapuchnięte oczy. Osobistość wsunęła się do niewielkiego pokoju, wypowiadając powitanie. – Cześć wujku. – opowiedział posępnie, niechętnie nie odwracając spojrzenia ku nowo przybyłemu. Nie wiedział dokładnie w jakim celu przychodził, wiedział jednak, że mężczyzna nie pierwszy raz okazywał się fantastycznym powiernikiem dziecięcych rozterek. Służył radą, opowiadał niesamowite historie, rozganiał grafitowe chmury, które w tym momencie wisiały tuż nad kolorowym posłaniem. Gdy gość,  odezwał się po raz kolejny, młody powolnie odwrócił się w jego stronę, aby natychmiastowo opuścić głowę i skierować wzrok na postaci ozdabiające miękką pościel. Wypowiedział krótkie: - Chyba tak. – czekał na rozwój sytuacji. Nie miał ochoty odzywać się jako pierwszy. To wszystko było za świeże; nadal rozrywało zszargane wnętrzności. Bolało.


Powrót do góry Go down
Nobby Leach
Nobby Leach

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7451-nobby-leach#203929 https://www.morsmordre.net/t7765-jerzy-iii#215577 https://www.morsmordre.net/t7764-marzenia-scietej-glowy#215566 https://www.morsmordre.net/f185-richmond-kew-foot-road-57-1
Zawód : znawca prawa
Wiek : 47
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Żonaty
Krzyk dusznej dojrzałości
zwalił mnie na kolana
ja jestem białym śniegiem
który do morza spada
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

prawa młodości Empty
PisanieTemat: Re: prawa młodości   prawa młodości I_icon_minitime07.10.19 17:28

W głowie kłębiły się masy pytań - głównym było jak? Nobby bowiem miał uśmiech rozganiający ciemność, przepełniony dziwną mądrością, której siłą rzeczy tak naprawdę nie posiadał, w rzeczywistości będącym tylko cieniem charyzmy, która niezaprzeczalnie siedziała w rozluźnionej drogim alkoholem sylwetce. Nie przypominał niczym dobrego wujaszka, który opowiada śmieszne historie, przynosi prezenty i dla zadowolenia swojej żony nosi udziergane w pocie czoła swetry. Nigdy w życiu nie włożyłby nieudolnie udzierganego swetra. Jednak jego aura była postawna, wzbudzała respekt, niewywołany żadnym strachem - kto miałby się w ogóle go bać, skoro uśmiechał się często jak głupi, śmiał się głośno jakby przesadził z whisky i uwielbiał, jak się go słuchało. I o dziwo, ludzie go słuchali. Całkiem często i czasami nawet bezrefleksyjnie. Mógłby czuć się pijany taką władzą nad ludzkimi uczuciami, ale przez ciągłe zagrożenie raczej walczył - walczył z pomówieniami, z uprzedzeniami i z każde gorzkie słowo przeradzał w żart. Tak jak gorzki smak whisky przeradza się w ostateczny stan słodkiego upojenia.
To nie tak, że nadużywał alkoholu.
Dlaczego więc ten charyzmatyczny, zabawny facet trzymał tak blisko przyjaciela, którego wielu nazywało zgorzkniałym, despotycznym i ciężkim? Jak to jest możliwe? Może swoimi głupimi komentarzami po prostu wywoływał salwy śmiechu, może po prostu miał w sobie dosyć samozaparcia, by nie opuszczać osoby, która, pomimo swojego uporu w nieprzyznawaniu tego faktu, właśnie teraz najbardziej potrzebowała u boku przyjaciela. Nobby, przez jego znajomość ludzkiej natury, dostrzegał prawdziwy ból w ludzkich oczach, ból, który potrafił odnieść do siebie, do swoich uczynków często niecnych i zupełnie niemoralnych, a jednak, jakoś mu przechodziły. Przypomniało mu to moment, kiedy pierwszy raz złamał kobiecie serce, a ona prawie złamała mu nos. Ból za ból? To cena pewnego gustu. Chłodne w obejściu i uparte damy podobały mu się niesamowicie! Gdyby Vincent lepiej poznał Prudence wtedy wiedziałby, o co w tym wszystkim chodzi.
Wyciągnął różdżkę i machnął nią w stronę drzwi, niewerbalnie pozwalając sobie użyć zaklęcia Colloportus. Tak, by ktoś, kto przypadkiem chciałby im przeszkodzić miałby chociaż odrobinkę trudności z tym, by dostać się do pokoju i przerwać im w najgorszym momencie. Miało to na celu jedynie ośmielić chłopaka do opowiadania o swoich niepewnościach, bólach i smutkach. Podobnie jak jego ojciec - potrzebował przyjaciela, ale jednocześnie również drogowskazu. Ten wiek jest taki trudny - nikt nie powinien być dla kogoś w tym wieku mistrzem marionetek, drogę takiego człowieka należy dopiero wskazać. I sam powinien móc ją sobie uformować.
Powinien przejść do wszystkich tych elementów tatusiowych rozmów w stylu wiesz, wcale nie musimy gadać, jeśli nie chcesz. Ale on chciał i tych słów Nobby nawet nie musiał używać. Powolnym krokiem mężczyzna skierował się ku chłopakowi i usiadł na krawędzi jego łóżka, jednak nie na tyle blisko, by chłopak czuł się obecnością przytłoczony. Było to raczej łagodne oswajanie - nawet niespecjalnie patrzył w jego stronę. Rozglądał się po ścianach. Nie wywoływał myśli z głowy. Niech one popłyną same. - Kieran to uparty pryk, co? - Zagaił, nawet cicho się z tego śmiejąc. Szanował Rinehearta z całego serca i uważał jego umiejętności za niepodważalne. Przynajmniej te niesocjalne. - Opowiadałem Ci może o moim ojcu, młody? - spytał w końcu. W sumie nie mówił wiele o swojej rodzinie, nawet jeśli nie wstydził się jej w ogóle. Po prostu lata w Ministerstwie nauczyły go ostrożności.


Powrót do góry Go down
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : łamacz klątw, pośrednik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Na taki widok zawsze
opuszcza mnie pewność, że
to co ważne, ważniejsze
jest od nieważnego
OPCM : 12
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

prawa młodości Empty
PisanieTemat: Re: prawa młodości   prawa młodości I_icon_minitime11.10.19 11:36


Wszystko zmieniło się odkąd odeszła. To ona spajała domowe indywidualności, prezentując odpowiednie podejście. Umiała ujarzmić, przekonać i odpowiednio podjeść upartego ojca. Zrozumieć melancholijną, łagodną duszę pierworodnego syna. Otulić i uspokoić najmłodszą latorośl, aby przez całą noc spała spokojnie. Była mediatorką, gdy pierwsze kłótnie przecinały codzienność. Pracowała niezwykle ciężko, wykonywała matczyne obowiązki z najwyższą starannością – często przejmując męskie sprawunki. Ojca nie było. Przynajmniej takie wspomnienia generowała chłonna podświadomość. Ogrom zleceń, misji, które wykonywał, całkowicie pochłaniały jego uwagę. Nie uczestniczył w istotnych momentach. Nie współtowarzyszył w sensacyjnych rozmowach, niesamowitych odkryciach – nie widział pierwszego, magicznego objawienia. Nie wszystko rozumiał; usilnie przekonywał do swoich racji, nie szanując odmiennego odczucia. A ona odeszła. Mimo zawziętych i wyszukanych starań, które miały utrzymać przy życiu jak najdłużej. Los, nieubłaganie zadrwił z bezpodstawnych poczynań; rzucił na głęboką wodę, tworząc niepokonane wyrzuty sumienia. Cierpieli – zatracali we własnej, osobistej żałobie.
Niezwykle często, zamknięty w czterech ścianach niewielkiego pokoju, próbując odpłynąć w życiodajny sen, snuł odmienne scenariusze. Wyobrażał sobie całą, szczęśliwą rodzinę, która potrafiła spędzać wspólny czas. Obserwował uśmiechnięte twarze, radosne westchnienia, pierwsze pochwały, gdy z gracją utrzymywał się na małej, dziecinnej miotełce. Cieszyły go niewinne gesty, subtelne pytania, zainteresowanie obszarem, który zgłębiał każdego, wolnego popołudnia. Lecz sielankowa wizja zazwyczaj trwała krótko; przeradzała się w połowiczny koszmar, w którym to świat odwraca się w przeciwną stronę. W odmienionej wersji byli sami; bez głowy rodu, który wspomagał, utrzymywał, zarządzał. Odszedł. Zapanował upragniony spokój – życie toczyło się innym, harmonijnym rytmem. Nienawidził siebie, gdy paskudne myśli nawiedzały jego głowę. Nie rozumiał dlaczego pojawiały się w tak młodym wieku. Wstydził się i karcił za każdym razem. Łzy spływały po policzkach wydłużając proces zaśnięcia. Bał się, że ktoś się o tym dowie i uzna za złego, niegodziwego człowieka.
Przez krótką chwilę przyglądał się mężczyźnie z pewną rozwagą i powściągliwością. Błękitne tęczówki skupiały się na drobnych detalach; przyjaznej aparycji, którą zazwyczaj prezentował. Niesamowite, że tak znamienity czarodziej, różnił się od posępnego domownika. Wzbudzał szacunek i uznanie. Lubił na niego patrzeć. Zwracać uwagę na charakterystyczny chód, zadbane i eleganckie ubranie; słuchać, lub podsłuchiwać historie, które opowiadał siedząc w ich małym, lekko zagraconym salonie. Był dla niego pewnym autorytetem, człowiekiem sukcesu, zmagającym z ciężkimi codziennymi obowiązkami. Potrafił oddzielać sferę prywatną od zawodowej. Kulturalny, ułożony, wyrozumiały, przybywający o właściwej porze dnia. Wyczuwający problemy, którym potrafił zaradzić. Wywierał bardzo dobry wpływ na starego Rinehearta, który zazwyczaj uspokajał się aż do końca dnia. Słuchał. A teraz siedział w jego pokoju, gotowy przyjąć rozterki targające młodocianym organizmem. Postanowił poznać obie wersje wydarzeń. Obserwował jego poczynania; rzucone zaklęcie, nieśmiałe kroki, poznawanie osobistej przestrzeni. Jeszcze silniej przyciskał kolana do brody, zastanawiając się czy powinien coś powiedzieć. Zagubiony, zdezorientowany walczył z samym sobą. Na pierwsze pytanie, ponownie odwrócił wzrok w stronę okna, wzdychając ciężko. – Nigdy, nic nie rozumie. – rzucił gniewnie z wyraźnym niezadowoleniem. – Zawsze tylko krzyczy i wymaga. – nie pozwala dojść do słowa i nie można go przekonać. Konfrontacja kończy się siarczystymi kłótniami, których częstotliwość w ciągu ostatnich tygodni zwiększyła się o połowę. - Nie słucha. - dodał zrezygnowany. Starał się ważyć słowa i uważać na emocje – nie wiedział do końca na jak wiele może sobie pozwolić. Co jeśli powie wszystko ojcu? Choć zaufanie wobec niespodziewanego gościa wydawało się silne, pozostawał ostrożny. Gdy Pan Leach zadał kolejne pytanie, ciemnowłosy szybko się obrócił wyraźnie zainteresowany zaproponowanym tematem. – Nie, nigdy nic nie mówiłeś wujku. – zaczął z lekką ekscytacją w głosie. – Opowiesz mi kim był? - jaki był, czy miałeś z nim jakieś problemy? Jaka była wasza relacja, czy czułeś się zrozumiany? Kłóciliście się? Akceptował Twoje decyzje, wybory? Był ciekawy, ale obawiał, lecz obawiał się rozczarowania.



Powrót do góry Go down
Nobby Leach
Nobby Leach

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7451-nobby-leach#203929 https://www.morsmordre.net/t7765-jerzy-iii#215577 https://www.morsmordre.net/t7764-marzenia-scietej-glowy#215566 https://www.morsmordre.net/f185-richmond-kew-foot-road-57-1
Zawód : znawca prawa
Wiek : 47
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Żonaty
Krzyk dusznej dojrzałości
zwalił mnie na kolana
ja jestem białym śniegiem
który do morza spada
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

prawa młodości Empty
PisanieTemat: Re: prawa młodości   prawa młodości I_icon_minitime03.12.19 1:31

Nigdy nie był choćby podobny do młodego chłopaka, siedzącego tuż obok niego. Zgrabnymi słowami urabiał również swoich rodziców. Jego talent jest bardzo niebezpieczny i trzeba mieć bardzo dużo złej woli, żeby nie ulec czarowi miłych słów. W dodatku rósł w oczach innych z wiekiem, dbał o to, by jego postawa, sylwetka, ubrania, nawet ton głosu nadal pasował do naturalnego talentu w przegadywaniu wszystkich wokół. Dlatego nie miał problemu z tak radykalnymi reakcjami swoich rodziców na jego działania. Ale rozumiał.
Jego ojciec również nigdy go nie rozumiał.
Bo dzieciństwo pachniało miodowym ciastem matki, rozbrzmiewało jej ostrym głosem, wyglądało jak jej pewne siebie i harde spojrzenie. Emmeline Leach w oczach syna była zawsze niesamowita. Miała cięty język, poważne spojrzenie, poczucie humoru i opiekuńczość, którego w dzieciństwie szukał w jej ramionach. Jednocześnie nigdy nie dawała sobie wejść na głowę swojemu mężowi i oboje zawsze potrafili dojść do porozumienia. Choć nigdy nie pracowała, pisała felietony i wiersze, była aktywistką i wzorem do naśladowania dla młodego chłopaka. Ojciec zaś - nieobecny. Utalentowany przedsiębiorca, który wykorzystywał swoje słowne możliwości wszędzie, ale nie w domu. Jedyną osobą, która potrafiła się z nim targować była jego ukochana żona. Tworzyli parę, która zawsze uzupełniała się nawzajem - spełniali swoje oczekiwania w klasycznym rodzinnym gronie, a po wyjściu z terenu małżeńskich gierek, przychodził czas na spełnienie ich samych.
Obserwował każdy ruch chłopaka, widząc, jak wiele tkwi w nim z powodu wszystkich kłótni i jaki ból sprawia mu zachowanie kogoś tak bliskiego, kto powinien stanowić największą podporę, a teraz pchał ku nieuniknionej ścianie wyborów. Jednak ludzie również potrafią gryź, gdy zostają przyparci do muru. - Zauważyłem. - Nie chciał mówić więcej. Mała, łagodna, nieco drocząca się zaczepka mogłaby wyjść z jego ust w stronę przyjaciela, jednak nigdy nie chciał obrażać go ze względu na jego metody wychowawcze. Choć dzieciaki dawno już traktowały go jak część swojej rodziny, tak naprawdę przecież nie był jej częścią - mógł służyć radą, jednak wciskanie się na siłę między dwie strony konfliktu byłoby wysoce nietaktowne. Jednak sam fakt, że był teraz w tym pomieszczeniu świadczył o tym, że jest człowiekiem wysoce nietaktownym.
Leach uśmiechnął się łagodnie, gdy usłyszał prośbę o rozmowie o swoim ojcu. Choć zazwyczaj niechętny był do rozmawiania o nim, dzisiaj czuł się swobodnie. Rozmowy o rodzinie w tym świecie były jak stąpanie po cienkim lodzie - w najlepszym przypadku spotykały się z niezrozumieniem zjawisk rządzących ludzkim światem, a rozwój czarodziejów był już zupełnie inny. Może ta rozmowa poukłada i w jego głowie pewne myśli. - Jest niesamowitym człowiekiem. - Przyznał. Nie mógłby nazwać go inaczej - w jego oczach ojciec naprawdę nie miał sobie równych w każdym przypadku. - Mój dziadek wiele lat temu założył giełdę zabytków. Mój ojciec ją odziedziczył i wprowadził w złote czasy. Mojej rodzinie nigdy niczego nie brakowało dzięki temu, a mam jeszcze czterech młodszych braci. - Właśnie dlatego, że byli młodsi, oczekiwania wobec Norberta były najwyższe z całej gromady. Jednak jak na złość rodzicom, tylko on okazał się czarodziejem. Tylko on był tym specjalnym. Być może wywoływał tym w braciach zazdrość. Nigdy nie był z nimi specjalnie blisko, utrzymywał tylko sporadyczny kontakt, zapewniając, że w złych czasach zawsze im pomoże. Reakcja rodziny na jego talent była mieszana - ojciec z czasem przestał być neutralny tej wiadomości i zaczął coraz mocniej krytykować dziwną zabawę. - Kiedy skończyłem Hogwart, chciał, żebym poszedł na studia, jednak wybrałem pracę w Ministerstwie Magii, gdzie z resztą poznałem Kierana. Trudno było nie widzieć, że jest przez to na mnie wściekły. Na pierworodnym w końcu zawsze spoczywa największa odpowiedzialność. Nie był jednak człowiekiem krzyku, tylko argumentów. Jakoś zawsze udawało mi się mieć w dyskusjach ostatnie słowo. Bardzo dużo czasu zajęło, nim znalazł kilka odpowiednich, żeby mnie zatrzymać. Znalazł mi narzeczoną! - powiedział rozbawiony mężczyzna. - Spryciarz, wiedział, że gdy ulegnę tej panience, będę musiał porzucić magiczny świat. I była całkiem niczego sobie - zaczął wpadać powoli w sferę delikatnych marzeń. W głowie miał zapach fiołków i trawy, ciepły śmiech kobiety z długim, brązowym warkoczem.
To nie tak, że był kobieciarzem. Przynajmniej nie teraz.
- Prawie jej się udało. Propozycja dobrej pracy na giełdzie ojca i małżeństwa z fajną dziewczyną była kusząca - do końca życia żyłbym jak pączek w maśle. Tylko... Nigdy nie lubiłem prostych rozwiązań. Postawił mnie na rozwidleniu dróg i w pewnym momencie ta jego wydawała się najlepsza z możliwych. Oświadczyłem się nawet, pewien, że niedługo będę musiał zwinąć manatki ze świata czarodziejów. Ale... Nie potrafiłem. A jak już poznałem ciocię Prue! - Machnął ręką energicznie. Rzeczywiście spotkanie żony było dla niego punktem zwrotnym w życiu. - Gdybym wcześniej wiedział, że czarodzieje mają takie kobiety, to bym się nawet nie zastanawiał. - Skomentował to jeszcze łagodnym śmiechem. - Porzuciłem życie wśród ludzi, żeby nadal zajmować się czarodziejami. Fascynowali mnie i fascynują do dzisiaj. Fiona prawie mnie zabiła jak jej powiedziałem, że już dawno interesuję się inną. - Chciał trochę rozluźnić atmosferę pokazując, że popełnił w życiu dużo błędów. Głupich błędów, bo o narzeczonej właściwie zapomniał jak poznał Prudence. - Serio, jakbym się nie uchylił to pewnie dzisiaj chodziłbym z przepaską na oko jak pirat... Jasne, że ojciec nie był zadowolony, ale wiesz... Spełnianie jego oczekiwań nie było ani zabawne ani ciekawe. Było komfortowe. - Takie życie kompletnie go nie interesowało. Świat czarodziejów pełen był przygód, a on ich pragnął. I w końcu zdobył.


Powrót do góry Go down
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : łamacz klątw, pośrednik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Na taki widok zawsze
opuszcza mnie pewność, że
to co ważne, ważniejsze
jest od nieważnego
OPCM : 12
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

prawa młodości Empty
PisanieTemat: Re: prawa młodości   prawa młodości I_icon_minitime05.12.19 15:26

Był raczej oszczędny w słowach. Odkąd udało mu się nabyć cenne umiejętności czytania i pisania zdecydowanie częściej przelewał je na pożółkłe pergaminy. Układał w dźwięczne kondygnacje, tworzące namiastki osobistej poezji. To tam skrywały się najgłębsze bolączki, arsenał emocji i odczuć, których nie potrafił poprawnie wydobyć na światło dzienne. To właśnie na tych stronicach rysował bezwzględny obraz najbliższych, nakreślonych pod postacią głównych bohaterów czy wymownych epitafiów. Ciało, a także umysł nabierały delikatnej wrażliwości, tak ciężko przyswajalnej przez zaborczego i stanowczego ojca. Nie był w stanie w pełni przeciwstawić się oprawcy. Skołatane myśli utknęły w podświadomości, a nieelegancka postawa wyrażała bojowość, oburzenie, a przede wszystkim niezrozumienie. Ścierali się ze sobą na każdym, możliwym kroku. Sprawne umiejętności lawirowania, czarowania i dobierania odpowiednich wypowiedzi wydawały się przegrywać z upartymi przekonaniami rodziciela. A może to jego umiejętności wydawały się zbyt nikłe i znikome? Tylko jedna osoba potrafiła skutecznie wpłynąć na zmienne humory aurora. Sprawnie kontrolowała jego wybuchy, koiła odpowiednim słowem oraz gestem. Spajała domowe indywidualności wyciągając drobiazgowe wytyczne. Była na każde zawołanie, wyczuwała wszelkie rozterki. Tak jak w przypadku przodków polityka; tworzyli parę, która uzupełniała się wzajemnie, łącząc odpowiednie cechy. Gdy nagle i niespodziewanie jedna ze stron rozsypała się na mikroskopijne, szklane kawałeczki, druga zgubiła się w plugawym ogromie świata doczesnego. Przestała dostrzegać równowagę, wyzwalając ciężką i okrutną dominację. Chłopak miał nadzieję, że to chwilowe. Że ojciec nie był po prostu sobą.
Wydawało mu się, że czas zatrzymał się na dobre. Powolne wskazówki pokojowego zegarka nie przesuwały się ani o minutę. Pomieszczenie wydawało się tonąć w blasku zachodzącego słońca; niesforne promienie bezkarnie rozświetlały bladą skórę konwersujących towarzyszy. Chłopak odwrócił głowę w drugą stronę, próbując uniknąć rażącego, intensywnego światła. Marszczył powieki ukrywając pojedyncze, słone krople. Miał już dość. Kiedy Pan Leach potwierdził wysypisko krótkich stwierdzeń, opuścił głowę i utkwił wzrok w kolorowych wzorach starannie złożonej pościeli. Czy był dla niego jakikolwiek ratunek? Czy do końca życia będzie zdany na podobne sytuacje? Czy koniecznym stanie się przyporządkowanie woli tyrana? – Nie wiem już co mam robić. – dodał spokojnie, smutnym i wyciszonym głosem. Była to swego rodzaju prowokacja; może wspólnie ustalą sposób działania, walki i konfrontacji. Zdawał sobie sprawę jak bliskie relacje łączą dorosłych mężczyzn. Wiedział, że przedstawiciel Ministerstwa nie będzie chciał wtrącać się w wewnętrze, osobiste, rodzinne sprawy łowcy czarnoksiężników. Owszem, zasugeruje rozwiązanie, ale czy rosły przedstawiciel zechce jakkolwiek się do nich ustosunkować? Pomożesz mi wujku, prawda? Bez zastanowienia poprosił o historię na temat wychowawcy rozmówcy. Chciał skonfrontować dwie odległe historie, znaleźć różnice i upragnione podobieństwa. Czy nie jest tak, że mimo wszystko lubimy gdy ktoś ma tak samo jak my? Chłopak zmienił pozycję układając się nieco wygodniej. Marszczył brwi w głębokim skupieniu, wyłapując poszczególne stwierdzenia. – Giełdę zabytków? – przerwał zdumiony tak nietypowym zawodem. – To znaczy, że trafiały do niego zabytki z całego świata? – jego głos zmienił się w drżącą fascynację. Krzyżując nogi podsunął się bliżej wlepiając błękitne tęczówki w statyczną sylwetkę. Na moment udało mu się odwieść go od negatywnych doznań, lecz ból ulokowany w okolicach serca zaciskał ostre, nierozerwalne szpony. – Jakie to były zabytki? – dodał nie mogąc powstrzymać dziecięcej ciekawości. Opowieść wydawała się tak odległa, fascynująca i niezrozumiała – przecież świat wygląda teraz zupełnie inaczej! Ciemnowłosy słuchał intensywnie, ozdabiając twarz rozciągniętymi emocjami, niewypowiedzianymi reakcjami. Chciał umiejscowić w tej historii siebie – porównać do młodej wersji zaoferowanego wujka. Na dźwięk znajomego imienia, wyraz twarzy zmienił się na moment, lecz postanowił nie psuć intensywności doznań. – Cooo? Znalazł ci narzeczoną? – wyrzucił zaintrygowany. – To tak można? Nie jest tak, że wybiera się ją samemu? – dodał niepewnie. – To się jakoś przecież nazywa… Zakochanie? – nie minęła chwila, aby kolejna reakcja wstrząsnęła ciałem Vincenta. – Oświadczyłeś? – czy on też taki będzie? Niesforny, szalony, stawiany prze tyloma wyzwaniami. Wydawało mu się, że życie współtowarzysza było nadzwyczaj intrygujące, pełne przygód i nieokreślonych sytuacji. Jak do tego doprowadzić? Czy on też będzie mógł żyć jak ulubieni bohaterowie przeczytanych powieści? Analizował to, co właśnie trafiło w samo sedno. Rozkładał pojedyncze stwierdzenia wyłapując te najważniejsze. Zaprzestał żywego komentowania, gdyż ostatnie sylaby zdawały się utkwić najmocniej. Tak samo jak zdarzenia, które uświadamiały mu, że ślepe podążanie za rozkazami nie prowadzi do niczego dobrego. – I co się później stało? – kontynuował gdy Nobby na chwilę zatrzymał swoją opowieść. – Jak zareagował na to, że nie wykonasz jego poleceń? Jak zareagował na ciocię? Jak zareagowała ciocia? – tyle pytań, tak mało odpowiedzi. Tak dużo nowych doświadczeń, tak mało czasu na ich przetrawienie. Tak wiele myśli kłębiących się w młodocianej głowie. Nie musisz być taki jak On, nie musisz robić tego co On.


Powrót do góry Go down
 

prawa młodości

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19