Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Toalety

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Toalety - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Toalety - Page 2 Empty
PisanieTemat: Toalety [odnośnikToalety - Page 2 I_icon_minitime17.09.19 18:21

First topic message reminder :

Toalety

Za zakrętem dyskretnie chowają się cuchnące drzwiczki do tego świętego zakątka. Rzadko ktokolwiek zwraca uwagę na wyżłobione w drewnie oznaczenia dla płci. Trzaskane wrota największej prywaty wzburzają falą śmierdzącego powiewu. Po tych wilgotnych ścianach spływało już wszystko. Dotykane nieustannie, wygłaskane zasuwki wciąż się psują – nie ma mowy o chwili beztroskiej intymności. Między resztką ubłoconego papieru a wilgotnym śladem buta rozliczne są tajemnicze transakcje. Przez cienkie ściany przenika gwar rozentuzjazmowanej sali. Zbyt często pękają deski, zbyt rzadko obsługa sięga po szorstką szczotę. To nie jest przyjemne miejsce, ale jak mus to mus. Zaleca się jednak uważać na zawsze śliską podłogę i powstrzymać od pijaczych baletów – do obowiązków obsługi nie należy sklejanie połamanych kości. Ciasne zakątki nie sprzyjają również grupowym manewrom, ale mimo tego za drewnianymi drzwiami często znika więcej niż jedna osoba.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Philippa Moss
Philippa Moss

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?

Toalety - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Toalety [odnośnikToalety - Page 2 I_icon_minitime26.04.20 19:30

Zawadzały. One dwie rozkładające się mimowolnie na ich drodze, jak kłody dokuczające wprawionym w rytm nogom. Rozmazujące się sensy i melodie sumienia nie potrafiły powstrzymać iskrzącego się duszyska, prymitywnej bestii uwięzionej w mocy rozgrzanej pięści. Philippa nawet wątpiła, by jakkolwiek przemyśleli swoje działania. Włazili pod obcy dach, korzystali z dobrej gościny, a w podzięce atakowali tych, którzy służyli im dolewką i serdecznym głosem. Łamały się ściany, przelewała krew, a z któregoś syreniego lica błysnęła jej w oczy malarska łza. Wstrętne to było działanie, pełne samczego gniewu i nagiej głupoty. Bo oni wcale nie próbowali sprawy tuszować, w tejże chwili stawali się bogami w tym korytarzyku – między kiblem a ogrodem nawadniających się morskich wilków. Kobieta nie miała wartości ani mocy, która była w stanie im zagrozić. Przeszkadzała, to z pewnością, dlatego tak chętnie rozpychali się ramionami, by poszerzyć wąskie przestrzenie i poprzestawiać blokujące ich oczy. Choćby przy tym krew miałaby zmoczyć starawe deski podłogowe i poprzelewać się strumykami w szparach. Teatrzyk chłopa miał trwać, póki ten nie powrócił na ląd lub póki nie zatonął. Nieustannie czuli wiatr w żaglach, nieustannie dmuchało im przychylne słońce, choć każdy bezgłośny element przestrzeni zdawał się należeć do Philippy, nie do nich.
Wciąż niezaschłe na dłoniach i twarzy smugi czerwieni zbladły pod mocą kruszących się sufitów. Poczuła łaskotanie w nosie, ale zignorowała je, zostało wyparte przez spływające powoli uczucie ulgi. Widok powalonego psidwaczego syna na nowo wypełniał ją energią. Dwóch zablokowanych, dwóch najgorszych. Jeszcze chwilę temu przeczuwała, że zadepczą ją zaraz jak byle śmiecia zagubionego na portowych chodnikach.
Znikąd przybył sojusznik, w spódnicy, odmawiający obojętnego zerknięcia na dynamiczną scenkę. Jej obecność dała siłę. Pomogła otrząsnąć się z mglistego pojęcia, z tej skamieniałej pozy, która na złocistej tacy podawała im zbyt łatwe zwycięstwo. Przecież nie można zezwolić, by przeprowadzali w Parszywym własną wojnę. Nie w ten sposób. Niejedna burda wybuchała między łbami łatwymi do podgotowania, niejeden kielich pękał pod ciężkim butem i niejedno krzesło haratało czyjąś paszczę, ale zwykle po kilku warknięciach poddawali się i wracali do wysuszających się szybko szklanek. Podgłośniona morska ballada, widok powabnych tancerek na scenie albo świeże jadło wydostające się płynnie z kuchennych wrót potrafiły szybko przerwać niejedną zadymę. Prawie tak szybko jak tradycyjne interwencje barmanek, które stawały w roli trochę mamek piastujących w bidulu rozpasane maluchy. Tym razem problem wydawał się większy i najwyraźniej wymagał zastosowania specjalnych środków.
Różdżki nie próżnowały, łeb za łbem wykładał się na szorstkich podłogach, kiedy one podnosiły się, porzucając udręki. Złapana w sieć ryba szamotała się, powarkując złowrogo, jakby pasmo wyzwisk było na tyle ostre, aby tylko poprzecinać upierdliwe sznury na paszczy. Wokół nóg plątał się futerkowy zwierz, popiskując tajemniczym alfabetem, ale żaden z towarzyszy nie okazał mu zainteresowania. Pozostała dwójka spoglądała głupkowato, trochę podśmiewując się z bojowej odezwy poranionej barmanki. Opatrzona śladami ich agresji już nie wyglądała tak pięknie. Wewnątrz gromadziła jednak siły, które chyba lekceważyli. Dryblas w sieci stał się rybą i upadł, by tym razem swoimi błonami posuwać się po zbyt suchych przestrzeniach. Nie mógł zwiać, został pojmany przez dwie drobne kobiety, uwięziony tak samo jak fretka. Zjadły pierwsze i drugie danie, choć z początku wydawało się zbyt gorące i duże, aby dało się je tak po prostu przełknąć. Mocą niezbyt szerokiego ramienia podciągnęła kobietę do góry, posyłając jej strzępek usatysfakcjonowanego spojrzenia. Usta chętnie zatriumfowałyby.
- Nie takie spóźnione, tamta dwójka wciąż chce się bawić – powiedziała do nieznajomej, lekko brodą wskazując na pozostałych członków szczęśliwej ekipy, którzy chyba wreszcie otrzeźwieli. Zmierzali na nie, jakby to mogło jakkolwiek ich uratować. Podrapaną dłoń uniosła, ściskając przy tym różdżkę jeszcze mocniej. Odezwa rdzawych zawiasów w drzwiach wskazała, że goście nadciągają, a prawie w tej samej chwili z ust jednego z oprawców padły pierwsze sylaby okrutnego, czarnomagicznego zaklęcia. Nie wiedziała, co oznaczało, ale urokiem nie było na pewno. Wypowiedzieć inkantacji jednak nie zdążył, bo oto dopadło go stado gorylich głów, które wleciało głośno do wąskiego korytarzyka. Paru natychmiast wzięło za fraki gagatków i wyrzuciło ich na zbity pysk. Kolejny wdepnął we fretkę, a ta pisnęła przeraźliwie, demolując ich uszy głośną kakofonią. Ktoś się zajął zbójem zaplątanym w sieć, ktoś inny rozejrzał się i przeklął kilka razy, by później spojrzeć kontrolnie na dwie wybawione już z opresji damy. Bracia w porcie nie lubili, kiedy podnoszono rękę na ich kobiety i ich tawernę.
– To koniec –
mruknęła, znów z ulgą opierając się o ścianę. Oddychała przez chwilę w ciszy, odkrywając suchość w wargach. – Jakby ktoś nas wyjął z wojennego obrazka, nie? Piękne i tragiczne – skomentowała ich wygląd z nutą ironii. Stały w potrzaskanym otoczeniu, lepkie, ranne, połamane. Piekącymi ustami uśmiechnęła się do niej. – Chłopcy nie pozostawią na nich suchej nitki. Ich kara będzie gorsza od paru nocy w celi. Pożałują tego, że kiedykolwiek ośmielili się nas tknąć  – oznajmiała bojowo, choć prostowała plecy z wyraźnym trudem. Odruchowo przyłożyła dłoń pod biust, czując boleśnie przeskakujące wnętrze. – A ty wyruszyłaś mi na pomoc. To odważne. Dziękuję. Niewiele kobiet wskakuje do morza, wiedząc, że w środku pływają potwory – przyznała, robiąc tym razem dwa ostrożne kroki. – Po czymś takim przydałaby się szklanka rumu, albo dwie – Uniosła lekko brew i popatrzyła na nią zachęcająco. – Ale najpierw, powiedz, jesteś cała? Powinnyśmy coś z tym zrobić – Pogłaskała się lekko po pośladku, jakby chciała sprawdzić, czy wszystko tam pozostało na swoim miejscu. Później rozłożyła ramiona i popatrzyła po sobie, a potem na poturbowaną towarzyszkę.
Tak naprawdę ledwo stała na nogach i każde z wypowiedzianych słów bolało. Chyba nie było mowy o powrocie do pracy...


Powrót do góry Go down
Veronica Findlay
Veronica Findlay

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8274-veronica-findlay#240381 https://www.morsmordre.net/t8327-verito#240939 https://www.morsmordre.net/t8325-wiedzmie-sprawy#240935 https://www.morsmordre.net/f161-dolina-godryka-17 https://www.morsmordre.net/t8330-skrytka-bankowa-1990#241107 https://www.morsmordre.net/t8326-veronica-findlay#240930
Zawód : Szuka informacji
Wiek : 38
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Potrzeba wielkiego talentu i umiejętności, by ukryć swój talent i umiejętności
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Toalety - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Toalety [odnośnikToalety - Page 2 I_icon_minitime04.05.20 21:41

Swój status musiały wypracować. One - kobiety. Nadane im z góry role, wcale nie musiały być nieprzyjemne. Była matką, zajmowała się domem i upatrywała w tym dobro, którego nie zamieniłaby na nic w świecie. Kochała syna, odnajdowała się w perspektywie żony i z równą przyjemnością przyjmowała naturalne powinności. Ale. Było bardzo znaczące "ale". Nie umiała znieść skrajności. Spychania obowiązków na szczebel jedynej, możliwej wizji, jaka przysługiwać miała kobiecie. Była przecież czarownicą. Obdarzona mocną w równie intensywnym znamieniu, co mężczyźni. Nie była gorsza, ani lepsza, chociaż różna. I potrafiła pokazać, jak silna być potrafiła, chociaż siłą - znowu - różną, od tej męskiej. Wykorzystywała to, co uznawane za słabość. Nie musiała być głośna, nie potrzebowała bić się w pierwszej linii. Nie chciała nawet. Działała z całym dobrodziejstwem kobiecej natury. A widok kogoś, kto ów wizję wprowadzał w rzeczywistość był równie krzepiący.
Nie znała zbyt dobrze swej towarzyszki, a na tych kilka chwil, gdzie zostały rzucone pod nogi brutalnej siły. Dwie kukiełki, szarpane przez pulchne pięści i targane podłogową wilgocią i szkłem. Alkohol, niby piekąca w ranach oprawa, dodawał zdarzeniu nie tylko symbolicznej wyrazistości. Otoczone przez zgraję w zamierzeniu, skazane były na sromotną porażkę. Uległe przeważającej sile, słabe, upadłe. Ale żadna z nich nie chciała przyjąć wepchniętej siłą wizji. Miały własne. Może w pierwszych chwilach zamroczone, mniej skuteczne i fizycznie - słabsze. Nie zmieniało to prawdy. Ale - zmieniało rzeczywistość.
Nie miała zapamiętać parszywych pysków, które wykrzywiały się najpierw w szyderczym śmiechu, potem diametralnie zmieniając wyraz. To ból skrzeczał w stłumionym jęku, to niedowierzanie trzaskało w zaciskanych gniewnie zębach. Ślepia przestały je ścigać, zajęte próbą zrozumienia, dlaczego fortuna zakpiła sobie z ich pewności. Rozdanie kart, mimo parszywych kart, to dla dwóch drobnych kobiet miały być łaskawe. A gra toczyła się o wysoka stawkę. Straciły wystarczająco wiele, by postawić wszystko na kilka, ostatnich kart.
Nie mogła być naiwna. Dokowa rzeczywistość wcale nie była naiwna. Nie tak mroczna jak marginalne zakątki Nokturnu, ale wciąż stanowiło siedliszcze nielegalnych rozrywek, zbieranego brudu i niepisanego prawa - nie daj się zabić. Zaufanie było towarem luksusowym, ale jeśli już istniało, stanowiło niezbywalną zasadę. Tego - doświadczała w Parszywym i to ta strona, marynarskiej braci sprawiała, że czuła się w ich towarzystwie pewniej. Nie była obca. I przede wszystkim - znalazła się w zasięgu kobiecej dłoni, której stanowisko znaczyło w "parszywych" kręgach więcej.
Gdyby miała możliwość obejrzenia rozgrywającej się sceny, uznałaby całość za groteskę. Z jednej strony obleczona komiczną desperacją, z drugiej tragedią, która - miała przecież szansę zakończenia dramatem. Bardzo dla nich bolesnym. Ot - jedna z opowiadanych ku kobiecej przestrodze historii, a nawet szyderczo zwycięskiej w roli trofeów męskich opowieści. Miało jednak stać się inaczej. A piszczące, wciąż wiercące się na mokrej podłodze stworzenie, wierzgający pod siecią osiłek i półprzytomni towarzysze, kreślili stronice zupełnie nieoczekiwanej perspektywy.
Coś gorącego rozlało się w piersi Findlay, gdy usłyszała paskudnie brzmiącą inkantację. Czarna magia była jej obca na wielu płaszczyznach. I nie chciała z nią mieć do czynienia nigdy. Brzydziła się jej dźwiękiem, jakby sama werbalizacja miała ją naznaczyć spaczeniem. Palce drgnęły, zaciskając się mocniej na dłoni towarzyszki, ale ciemność nie zmiotła ich z nóg - Większość rozrywki przypadła nam w udziale - odpowiedziała czując, jak w głos wkradło się drżenie. Zmełła na jeżyku gorycz, kryjąc pulsującą w sercu emocję. I chociaż sama, ukryła prawdę błąkającą się jeszcze w źrenicach, to ciało drgnęło. Adrenalina jeszcze pompowała siłę, gdy z siłą bielących knykci ściskała różdżkę. I to nie wpadający ratunek oddał jej wstrzymany dech, a słowa tuż obok.
To koniec.
Nie opuściła różdżki, nadal kurczowo przytrzymywanej przez palce, ale plecy wsparła o trzeszczącą ścianę. Tętniąca doi tej pory adrenalina, zwolniła swój bieg i [pierwsze skrzypce, zaczął na powrót grać piekący ból i postępująca słabość. Wciągnęła mdłe powietrze przez usta, czując problemy z oddechem. Kapiącą krew jakoś bezwolnie oblizała z ust, kaszląc przy tym i jednocześnie próbując się krzywo uśmiechnąć - Zdecydowanie - przytaknęła - chociaż wolałabym, żeby mnie teraz nikt nie malował - podążyła za ironią, przymykając z namysłem powieki, jakby chciała ów obraz samej zapamiętać. Albo zapomnieć - Idealnie. Chyba dziś już nie byłabym chętna na powtórkę z takiej rozrywki - podniosła dłoń z różdżką i przetarła delikatnie piekące wargi. Spojrzenie zatrzymała na kobiecie poważniej - nie lubię chamskich potworów i lubię pływać - zamrugała i spróbowała się uśmiechnąć - Poza tym, w towarzystwie pływa się raźniej - sama nie miała szans. Ani jedna, ani druga - Czuję, że byłabym pijana po pierwszym łyku - przekręciła rękę i zsunęła ją na udo, nie dotykając jednak rozdarcia i przyklejonego do ciała materiału. Zerknęła w dół. Dopóki przynajmniej częściowo się nie zaleczy, nie miała szansy na powrót w animagicznej postaci, a ta była zdecydowanie dla niej bezpieczniejsza - Nie pogardzę pomocą. Obu nam się przyda. Macie tutaj kogoś biegłego?... - zawiesiła głos i chociaż nie miało to większego teraz sensu, założyła za ucho sklejone kosmki włosów. Bolała ją rozbita głowa, a upływ krwi i coraz liczniej piekące rany nie zachęcały do większego wysiłku. Ani myślenia.




As a child you would wait
And watch from far away
But you always knew that you'd be the one
That work while they all play

Powrót do góry Go down
Philippa Moss
Philippa Moss

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?

Toalety - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Toalety [odnośnikToalety - Page 2 I_icon_minitime14.05.20 11:20

Rozgrzane odpowiednią emocją ciało zaczynało gubić dotąd wyraźnie oznaczone ograniczenia. Były namaszczone. Namaszczone przerysowanymi słabościami, w obcych oczach mocno określone i niemądre. Czas pozwolił wypracować pewne zasady, oswoić, nauczyć, że czysta siła wcale nie jest potęgą, jeśli osamotniona krąży po sprytnym świecie. To nie mięśni należało się bać najbardziej – to pierwsza zasada, którą trzeba zapamiętać. Tym razem nie miała ochoty na długie, żarliwe tłumaczenie zakutym pałom, co takiego robią źle. Myśleli, że są panami sytuacji, że płeć warunkuje zwycięstwo. Czy właśnie tak? Chociaż przeciwnik to przeciwnik. Starcia z kobietami przeżyła również, te okazały się nawet bardziej ekscytujące, bo wymagały wybrania sposobu, dopasowania narzędzia i języka. Źródła agresji pozostawały jednak bliskie. Demoniczne oczy rwały się do przodu, zakładając jedynie pomyślny scenariusz dla furiackich działań. One dwie, wpędzone w sam środek wichury, ubijały wroga jednostka po jednostce, bez planu, w jakimś zabawnym tańcu, bez połączonej pokrewieństwem dusz myśli – w rodzącym się nagle porozumieniu. Ono działo. Przełamywały niewygodny, ból i obtłuczenia pokrzywdzonych kończyn. Znajdowały się w miejscu, które stało po ich stronie. Philippa wiedziała, jak trzeba postąpić, choć cały spektakl przypominał opowiastkę dla nieznośnych smyków. Tego we fretkę, ten się poślizgnie, a tamten wpadnie jak ryba w sieć. Powinni być bardziej czujni, kobiety z doków znały morskie sztuczki. Nie były tylko popychadłami, usłużnymi gospodyniami w kiecce poplamionej tłuszczem. Nigdy nie lubiła tych łat. Ohydnie przyczepiano jej takie do ramion, a przecież czuła, że właśnie skojarzenie z żonką jest jej najbardziej odległe. Nigdy w życiu. Ale rozważania tutejszych bywały bardzo proste, płynęły wąskim korytem, śmierdziały fizjologicznym smrodem, a w końcu wpadały do Tamizy. I taki los zaraz miał spotkać ich.
Naprawdę próbowali jeszcze chojraczyć na jej terenie? Jeszcze chwila, a zgniecie ich łapa własnej głupoty. Nie wrócą tu więcej, a kiedy kurtyna opadnie, kiedy zatrzyma się ostatnia noga tancerki, oni poczują jeszcze głębiej oddech tej porażki, cuchnący, wstydliwy i nie do wytrzymania. Fantazjowała już o ich chwalebnym odejściu, o widokach, w których banda durnych łapserdaków zostaje wyrzucona brutalnie na zabłoconą uliczkę. Ciekawe czy wiedzieli, jakie cholerstwa błądzą dziś między kamienicami. Popatrzyłaby z przyjemnością, jak zbudzony złą magią inferius dziwki, którą miesiąc temu bałamucili, pożera ich ze smakiem. Jeszcze chwila, a zaleje ich morze hańbiących fal. Upokorzeni wpełzną znów do swoich nor i może odechce im się powrotów. Chociaż akurat na to nie liczyła. Oni byli jak szczury. Powracali szybko, z chwilą, gdy kieszenie przestawały brzęczeć monetami, a intryga dogasała w brudnym kominie. Nie zamierzała koronować tych łbów, oznaczać ich jako tych najpodlejszych. W końcu i tak się doigrają. Nie byli pierwsi i z pewnością wielu po nich spróbuje przyczepić się do jej nóg. Po ostatnim refrenie przyszedł czas na nowy utwór.
Zawiedli. Zapach alkoholu z ich ubrań się ulotni, głaskanie szkła się zagoi. Szczerbate uśmiechy podstarzałych rekinów angielskich zaczną wiwatować. Te, które miały wyjść upodlone, staną się bohaterkami. Philippa strzegła tego miejsca jak lwica, ale lubiła nosić diadem, przyjemny triumf rozlewał się po jej ustach. Rozpędzone jak maszyna serce pozostawało jeszcze długo czujne. Ból nie docierał, uczucia spychały go na drugi plan, przestawał mieć znaczenie. Wróg zawinięty w kajdany przyjaciół znikał z oczu. Nie musiały się już niczego obawiać. Na języku wciąż gościł krwisty posmak, ale deszcz powodzenia zmywał go dość skutecznie. Po wszystkim. Tawerna mogła znów wrócić do śpiewnego porządku dnia. Z kuchni wypłynie gęsty zapach smażonej ryby, a szuranie krzeseł obije się o ich uszy. Ustanie łomot tamtego dramatu.
– Mogłabyś być bohaterką – stwierdziła, zatrzymując spojrzenie na którymś obrazie. – Tutaj lubi się kobiety na obrazach. Kobiety syreny, kobiety opiekujące się zagubionymi statkami, kobiety jako te, do których zawsze się wraca. Ale pogromczyni piratów? Niech się boją i nigdy więcej nie wracają – mruknęła na koniec z jadem. – Trzeba przyznać, że ta akcja wyszła nam całkiem nieźle – podsumowała rozbawiona, choć wcale nie było im do śmiechu, kiedy walczyły z groźbą kilku wielkich krakenów. – Pływanie to dobra umiejętność, ale oni chyba powinni poćwiczyć – rzuciła, podążając wzrokiem do drzwi, a potem tylko westchnęła pod nosem, bo widok tego pobojowiska wcale nie zachęcał. Gorzej już bywało, ale nie pamiętała, kiedy ostatnim razem oberwała aż tak. Gdzie, na sto tysięcy psidwaków, był Fred? Czuła, że musi włożyć jeszcze więcej energii w kolejne treningi. Nie tylko te magiczne. Taka akcja nie mogła się więcej powtórzyć. Ze złością patrzyła na ich dwa poharatane ciała. Szkoda. – Nie dowiesz się, jak nie spróbujesz. Kiedy ja nalewam, to bardzo prawdopodobne… – dorzuciła, uśmiechając się raczej niecnie. Jedyni dostawali szlam pachnący wódką, a inni wódkę, w której próżno szukać czegoś więcej.
– Nasz człowiek zniknął, ale wiem, gdzie szukać innego – odparła, odbijając się od tych ścian. Kroki były powolne, trochę niezgrane, ale udało jej się zaprowadzić gościa do bardziej… intymnego zakątka. – Poślę po odpowiednią osobę. Chyba nie chciałabym, by ktokolwiek więcej ujrzał mnie w tym stanie. Zapłaciłyśmy za nieustępliwość, ale przynajmniej zniknęli stąd szybko. Jak ci na imię? – podpytała, pozwalając się rozsiąść się gdzieś w suchym kącie zaplecza. Chciałaby wiedzieć, kim jest kobieta, która potrafi machać różdżką i nie płoszy się na widok wielkiej małpy. Wystarczyło imię, zewsząd napływali różni ludzie, targając często okrutne historie. Nie zamierzała dowiadywać się, gdzie leży źródło tej waleczności, skąd zapas odwagi i przemyślane działanie.


Powrót do góry Go down
Veronica Findlay
Veronica Findlay

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8274-veronica-findlay#240381 https://www.morsmordre.net/t8327-verito#240939 https://www.morsmordre.net/t8325-wiedzmie-sprawy#240935 https://www.morsmordre.net/f161-dolina-godryka-17 https://www.morsmordre.net/t8330-skrytka-bankowa-1990#241107 https://www.morsmordre.net/t8326-veronica-findlay#240930
Zawód : Szuka informacji
Wiek : 38
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Potrzeba wielkiego talentu i umiejętności, by ukryć swój talent i umiejętności
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Toalety - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Toalety [odnośnikToalety - Page 2 I_icon_minitime06.06.20 0:22

Nie miała żadnego, utkanego misternie planu. Działała pod wpływem impulsu w prozaice bólu, korzystając z chwili, która rzuciła jej w twarz uderzeniem. A to, wytrącało z głowy wszelkie głębsze przemyślenia, czy próby wymyślenia czegoś bardziej skomplikowanego ponad naturalne odruchy. Instynktownie chwytając możliwości, jakie - w tak ograniczonych okolicznościach manewru - otrzymała. A dokładniej - otrzymały, bo oto stała się nieoczekiwaną towarzyszką w wyrządzonej krzywdzie. A działanie wcale nie było proste, ani oczywiste.
Nie było bajki, ani magicznego zatrzymania czasu, dając chwalebny moment tym krzywdzonym. Nie było niczego takiego, a jedyne co miały, to własną determinację i kilka sztuczek, których zadaniem nie było pokonanie wroga, a wyrwanie się z brutalnego kręgu, niby klatki, w jakiej kilku dokowych osiłków próbowało je zagnać. Czy to przypadkiem miały stać się ich trofeum - nieważne. Żadna z nich takim być nie chciała, a oślinione piwem mordy i rechotliwe głosy wznoszące się ponad lepką od parującego alkoholu podłogę, wzbudzały tylko złość. I zakamuflowany dudniącą pod skórą adrenaliną - strach. Nie było w tym chwały. Nawet bohaterstwa, a próba przetrwania i to walczyła Findlay. Na szali stało coś więcej niż dwa życia, chociaż znając realia rzeczywistości, nie trudno byłoby się domyślić, gdzie wylądowałyby dwie pobite kobiety. I coś gorszego, co oferował im nie tylko dokowy rynsztok, a upodlona rządzą, męska natura.
Walka, jeśli tak można było nazwać toczone w toaletowych oparach stracie, dobiegała końca. Nie było ringu i nokautów. Rozgrzani bitką marynarze nie grali uczciwie, nie było zasad, których ktokolwiek chciał przestrzegać. To odsiecz, która wdarła się z sali, dzielnie taranując wejście do kibli. I to silne pięści ochroniarzy powaliły rządnych zdobyczy osiłków. Ale Findlay nie obchodziły już rozpaczliwe piski mięśniowego tłuściocha, którego forma wracała do ludzkiej. Nie chciała patrzyć na wijące się w pół-rybiej postaci cielsko, wplątane w sieci. Trzeszcząca pod naporem kroków podłoga wydawała się nawet mniej lepka i śliska, chociaż alkoholowa woń dodawała wrażeń. Liczył się płytki oddech, bielące się knykcie dłoni zaciśniętej na różdżce i wdzierający się w nozdrza zapach krwi. Veronica zawsze spodziewała się niespodziewanego, ale sytuacja wymknęła się spod kontroli, całkowicie ignorując założenia wieczoru. A tym - miała być prosta informacja, kilka brzęczących monet suniętych po blacie stolika i powrót do mieszkania. A nic podobnego nie ziściło się w planowanym scenariuszu wieczoru.
Nie narzekała jednak. W zamian otrzymała coś innego być może - bardziej wartościowego i rokującego na przyszłość profitami. Bynajmniej nie pieniężnymi.
Skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie czuła satysfakcji, gdy wyniesiono cielska marynarzy. Oparta o ścianę, potrafiła jednak podążyć za głosem towarzyszki - Nie sądzę - usta wykrzywiły się lekko, początkowo w uśmiechu, ale piekący ból i posmak szkarłatu na języku, zmienił grymas w mniej wesoły - będziesz się lepiej prezentować na tych obrazach i w opowieściach - oblizała wargi, przecierając delikatnie kącik. W myślach pojawiła się nawet wizja, by oprawcy bardziej zapamiętali lekcję, ale odrzuciła ją równie szybko. Bawienie się w dokowego mściciela było bezcelowe. Na miejsce jednych znajdą się kolejni chętni na nieczyste rozgrywki. A ci ostatni - wystarczająco dosadne ostrzeżenie otrzymali od Parszywych ochroniarzy - zgodzę się. Tym bardziej, że zdziałane bez żadnego planu - improwizacja podobno była bardzo kobiecą dziedziną. Kiwnęła niemo głową, nie kontynuując już odpowiedzi. Czuła się paskudnie zmęczona i tylko siłą woli utrzymywała nogi przed drżeniem - Zapamiętam sobie - dodała, odbierając spojrzenie czarownicy z podobnym wyrazem. Co prawda Findlay nie kłamała co do upojenia, miała raczej słabą głowę, ale było coś w uśmiechu kobiety, że chciał się sprawdzić jej możliwości. Może nie na sobie, ale kilku kandydatów by znalazła.
- Dobrze - zgodziła się, podążając za czarownicą w równie powolnym kroku. Zachowała czujność przechodząc przez kolejne przestrzenie by z większa ulgą zająć oferowane miejsce - Ja też, a na pewno nie wędrując ulicą - ranny czarodziej, w dodatku kobieta, to wręcz oferta (ofiara) dla ciemniejszej strony doków. Nie była pewna, czy zdążyłaby choćby kichnąć, nim ktoś nie potraktowałby jej rynsztokiem, lub stojącą wodą w dokach - Miło mi poznać, Vivianne - dygnęła nawet lekko, odrobinę prześmiewczo i właściwie nawet nie skłamała. Było to jej drugie imię, niby przyklejona tożsamość i to pod nim znało ją większość znanego jej światka. Traktowała je zamiennie wg potrzeb. I nawet brat Philippy - chociaż o pokrewieństwie nie miała pojęcia - znał ją pod podanym imieniem - a Ty? - zakończyła gładko, nieco wnikliwej przyglądając się zmęczonej twarzy, chociaż o bardzo urokliwej urodzie. Nie każda była w stanie podjąć się walki. Tym bardziej w przewadze mięsistych pięści.




As a child you would wait
And watch from far away
But you always knew that you'd be the one
That work while they all play

Powrót do góry Go down
Philippa Moss
Philippa Moss

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?

Toalety - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Toalety [odnośnikToalety - Page 2 I_icon_minitime11.06.20 20:58

Podlotki, cwane szczury, trzeciorzędne łajdaki, które nie zasługiwały na nazywanie ich marynarzami. Tyle do powiedzenia miała Philippa. Już jakiś czas temu oduczyła się rozróżniać tanich spryciarzy od chłopców niesionych duchem prawdziwej morskiej fali. Kombinatorów to tutaj nie brakowało, palcem mogłaby pokazywać cielska, które miały swoje za uszami, ale nawet wielcy brutale przestrzegali pewnych parszywych zasad. Tamci niszczyli dom, który im sprzyjał, bezwstydnie deptali niepisane świętości. Więcej już nie potrzebowała wiedzieć. Ani ona ani potok ciekawskich paszczy, który szybko przelał się przez szparę. Tamtego dnia miały szczęście. Rany nie przestawały piec, kiedy nieprzyjacielskie oko porzuciło misję wściekłego podglądania, ale to nic. Nad nimi można było zapanować. Opadły tumany kurzu, korniki zaczynały liczyć swoje ofiary, próbowały wyławiać braci ze strumieni wódki i krwi, a morskie stwory z obrazów wyjrzały śmielej zza wraku wielkiej łajby. Po wszystkim. Na nowo zaczynała odczuwać zaduch, obrzydliwe opary z kibla, chropowatość drewnianych ścian i podłóg w niezbyt szerokim przesmyku. Dzień jak co dzień, prawda? A właśnie, że nie, bo zadymy rzadko kiedy kończyły się dla niej aż tak krwawo. Wyjątkowo niesmaczna była ta myśl. Właśnie dlatego należało szybko stąd zniknąć, zagoić podrapane kończyny i zaraz znów pośpiewać z chłopcami morskie przeboje. Albo wyjść stąd i mieć gdzieś cały ten parszywy burdel, cuchnące doki i zawszonych marynarzyków od siedmiu boleści. Chyba mimo wszystko lubiła za bardzo – ten klimat, ten syf i tych szczerbatych bohaterów. Poznała nieliczne rzeczywistości, ale jedne z najbardziej brutalnych. Przez to mało krzywych spraw potrafiło faktycznie zrobić na niej wrażenie, poruszyć, skrzywdzić, wstrząsnąć. Nie minęło pięć minut, a ona już myślała o rumie i obrazach, choć ból nie mijał. Nie zmniejszył go powiew ulgi, uczucie ekscytującego triumfu.
Zaśmiała się, choć zaraz pożałowała. Poruszona klatka piersiowa nagle przypomniała sobie, że jest poobijana. Cholera. – Ja? Mnie mają na co dzień, mnie już nie chcą oglądać. Ile można? No, prawie – stwierdziła rozbawiona. – Ale ty to co innego. Odmiana, silna i tajemnicza. Niejeden by się skusił, niejeden wspomniałoby o tej legendzie – kontynuowała wizję, w której waleczna podobizna kobiety zdobiła niezbyt eleganckie ściany pewnej tawerny. – Szczególnie tu, szczególnie teraz ludzie wolą opowiadać sobie takie historie. Łatwo rozbudzić ich fantazję, łatwo dać im nadzieję. Niektórzy przyłażą z historiami o wiele gorszymi od scenki sprzed paru minut – mówiła z namiastką jakiejś takiej nostalgii. Polewała alkohol setkom ludzkich koszmarów, wycierała morza łez, podnosiła udręczone tyłki ze stołków i wyrzucała z lokalu, gdy nadeszła pora, by pozwolić im odejść. Zanim rum zwiąże zbyt trwale z miejscem niekończącej się fontanny zapomnienia, zanim wypali resztki trzeźwości i zanim wykradnie moce, dzięki którym człowiek jeszcze mógł przetrwać.
- Nie pozwoliłabym, byś wyszła stąd w tak marnym stanie – oświadczyła, kiedy mogły już odetchnąć w pracowniczym pomieszczeniu. Wyglądało tak nędznie jak pozostałe części tego lokalu, ale przynajmniej nie waliło starym moczem i nie wołało pijanym piratem. Dość cicho, jedynie te stłumione fale zabawy z najdłuższej ławy, ledwie pojedyncze trzaski pokryw od wielkich garów z kuchni. Może pachniało przypalonym tłuszczem. Tu jednak otrzymały cenną chwilę dla siebie, dla odkopania się z zasychających powłok krwi i przylepionych do ramion brudów. – Vivianne… nieźle, spodobałoby się chłopcom – skwitowała cmoknięciem, jakby właśnie odkryła jej arystokratyczny przydomek. Komentarz jednak nie miał tyle polotu co sam ton już mniej pokaleczonego głosu. Podeszła do zlewu i zmoczyła lodowatą wodą kawałek nie takiej czarnej ściery. Podała jej szmatę, wyobrażając sobie, jak bardzo chciała się teraz pozbyć z ciała tego cholerstwa. – Philippa – odpowiedziała, charakterystycznie pieszcząc każdą głoskę. Nie bawiła się w kamuflaże i fałszywe nazwiska. Tutaj się nie bała, choć może powinna w końcu zacząć się bać, zamknąć buzię i nabrać pokory, bo w dokach, w Londynie coraz trudniej było przetrwać. Zdecydowanie bardziej wolała jednak bunt od grzecznego potakiwania.
Wyszorowała lodowatą wodą ręce i naskrobała szybki liścik. Przekazała go dość wytarganej przez los sowie. Zwierzę nie wyglądało na pewnego posłańca, ale Moss wiedziała, że ten druh nie zawiedzie. Sowa Keata tylko czasem błądziła gdzieś na szlaku. Ptaszysko zostało wysłane do pewnej czarownicy, która mogła, choć wcale nie musiała pomóc. Oby jednak zgodziła się uleczyć rany dwóch śmiesznych bohaterek. Odwróciła się do Vivianne, przeszła parę kroków, wręczając jej przy okazji szklankę wody. Cokolwiek miała teraz w ustach, chciała to na pewno wypłukać. – Co właściwie tutaj robiłaś? Wpadłaś na herbatkę? – podpytała zaciekawiona, przysiadając na stołku niedaleko niej. Wygięte ciało zabolało znów. Syknęła, ale nie chciała płakać jak byle… sierota.
W dość brutalnych okolicznościach przyszło jej poznać niezwykle silną kobietę, która wyciągnęła dłoń do Pasażerowej rodziny. Philippa czuła, że powinna się nią zaopiekować. Nawet jeśli miały sie już nigdy więcej nie zobaczyć...

zt


Powrót do góry Go down
Veronica Findlay
Veronica Findlay

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8274-veronica-findlay#240381 https://www.morsmordre.net/t8327-verito#240939 https://www.morsmordre.net/t8325-wiedzmie-sprawy#240935 https://www.morsmordre.net/f161-dolina-godryka-17 https://www.morsmordre.net/t8330-skrytka-bankowa-1990#241107 https://www.morsmordre.net/t8326-veronica-findlay#240930
Zawód : Szuka informacji
Wiek : 38
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Potrzeba wielkiego talentu i umiejętności, by ukryć swój talent i umiejętności
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Toalety - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Toalety [odnośnikToalety - Page 2 I_icon_minitime23.07.20 20:45

Nie należała do tych, które bez potrzeby prowokowały los do interwencji. Kalkulowała możliwe konsekwencje, skupiając się na osiągnięciu celu, nie potrzebując do tego bezpośredniej konfrontacji. Zbyt wiele lat pracowała w cieniu, nie tylko tych ulicznych korytarzy, ale symbolicznie, działając z ukrycia. Znała swoje mocne strony, wykorzystując i słabości, właściwie - w razie konieczności, korzystając z każdej możliwości na przechylenie szali na swoja korzyść. Czasem wymagało to cierpliwości i patrzenia czysto perspektywicznego, i chociaż wielokrotnie emocja burzyła jej krew, lata pracy pozwoliły ukryć je pod maską pozorów. Czasem jednak, los sam zaglądał w jej sprawy, przesuwając pionki na zaplanowanej przez nią tablicy. Zmuszając do reakcji bardziej bezpośredniej, nie pozwalając zasnuć się cieniem. I aktualny wieczór, początkowo zapowiadający zwykłą wymianę informacji, przerodził się w walkę w najczystszą, bo bezpośrednią walkę.
Fizycznie nie nadawała się do długotrwałej potyczki, dlatego taktyka w w wypadku drobnej kobiety, było jak najszybsze zakończenie starcia. A mając u boku równie filigranową istotę, nieoczekiwaną sojuszniczkę, stanęła przez prawdziwym wyzwaniem. Mocno siłowym z przewagą, zdecydowanie nie na swoją korzyść. A mimo to, przeciwnicy podzielili los styranej czasem podłogi, a ona, wraz z towarzyszką, chociaż ranne, stały na chwiejnych nogach. Zwycięsko. Niewiele było w tym chwały, ale drżące od opadających emocji i smaku krwi - usta, na moment drgnęły w uśmiechu. Okupione paskudnym bólem i wracającym do zmysłów, skumulowanych wrażeń. Mdłe zapachy, skręcały żołądek i chwilami Veronica miała wrażenie, że wystarczy bardziej gwałtowny ruch, a zwróci zawartość żołądka. Miała zapamiętać na długo dokowa lekcję, która otrzymała. Niezależnie od umiejętności, doświadczenia i znajomości - zawsze znajdzie się chojrak, który wystawi jej szczęście na próbę. I nawet nie myślała, ze własnie te słowa, będą się w przyszłości spełniać jeszcze wyraźniej.
Przetarła skroń i wolno oblizała wargi, smakując na nowo krzepnącego szkarłatu. Zazwyczaj, przyzwyczajona była do pracy bez wsparcia. Tam, gdzie potrzebna była cicha infiltracja, grupa nie nadawała się do wykorzystania. Ale obecność nieznajomej była w jakiś sposób mocno krzepiąca, niezależnie od źródeł zakończonej bójki - bo tym ostatecznie ich starcie było - Tyle we mnie tajemnicy, ile wyobraźni w pijanych głowach - zakpiła i zawtórowała rozbawieniem, zakończonym grymasem bólu. Nie widziała siebie, jako bohaterki opowieści, nie ze względu na fałszywą skromność, chociaż tak mogłaby brzmieć. Wolała nie przyciągać niepotrzebnie i tak nadszarpniętej uwagi. A pijackie wizje pokonanych osiłków, prawdopodobnie i tak zepchną porażkę w cień zamglonych umysłów. Jeśli już miała zostać zapamiętana, lepiej by pozostała nienazwanym cieniem. Nieco dłużej przytrzymała spojrzenie spod półprzymkniętych powiek, gdy Philippa mówiła dalej. Chciałaby powiedzieć, że nadzieja, matką głupców, ale jakoś sama nie potrafiła z czystym sumieniem zgodzić się z tym stwierdzeniem - Niech mówią co chcą, ale nie lubię być w centrum - skwitowała, nadając tonowi chwilowej powagi. Chwile potem, uwagę skierowała gdzieś na podłogę, rysując niewidzialne ślady potyczki. Zdecydowanie powinna wyciągnąć lekcję, przygotować się na przyszłość w skutecznym pokonywaniu wypływających nieoczekiwanie komplikacji.
- Jestem wdzięczna - zajęła wskazane miejsce ostrożnie, gdy w końcu znalazły się daleko poza ciekawskimi spojrzeniami - tym bardziej, że nie każdy by się na to pokusił - nie była naiwna. Częściej spotykała się z jawną obojętnością, a właściwie - strachem, który kazał trzymać się z dala kłopotów. Ona - była dziś ich swoistym synonimem. Niezależnie od kontekstu - Wystarczy Viv - rozpogodziła oblicze, rozluźniając spięte mięśnie i nadając krótkiemu przedstawieniu bardziej słyszalnego, francuskiego akcentu. Niemal przyzwyczaiła się do drugiej tożsamości oraz imienia, którym posługiwała się równie często, co prawdziwym. Przychodziło jej naturalnie opowiadanie o kimś, kim nie była, ale wbrew pozorom, nie chciała towarzyszce mieszać w głowie. Być może jeszcze miały się spotkać.
Przejęła wodę z niemym skinieniem, rzeczywiście mocząc wargi i wlewając na język płyn, który był w stanie wypłukać chociaż część metalicznego posmaku krwi i mdłego zapachu... czegoś zupełnie innego. Podniosła wzrok na czarownicę, gdy padło proste pytanie - Nikt by nie uwierzył, że przyszłam na herbatkę - zaśmiała się, tym razem dając swej towarzyszce  - Szukałam informacji - i w tym wypadku, nie skłamała. To, że informator ją wystawił, było zupełnie inna kwestią. Niedokończoną, którą zająć się miała w niedługim czasie. Na dziś, miała już zupełnie inne plany.

| zt




As a child you would wait
And watch from far away
But you always knew that you'd be the one
That work while they all play

Powrót do góry Go down
 

Toalety

Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Doki :: Parszywy Pasażer-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20