Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Zaplecze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zaplecze Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Zaplecze Empty
PisanieTemat: Zaplecze   Zaplecze I_icon_minitime25.09.19 20:09

Zaplecze

Za drzwiami w głównej sali sklepu, prócz pracowni, mieści się część magazynowa — jest to otwarta przestrzeń, wypełniona po brzegi siedemdziesięciocalowymi belkami drewna, wśród których można odnaleźć zarówno dąb, jak i brzozę, sosnę, sekwoję, czy buk, pojedynczo również drewno egzotyczne. W kącie, w starej, popękanej beczce składowane są nieobrobione gałązki, które w późniejszej obróbce wykorzystywane są jako witki, a na półkach wszelakiego rodzaju maści, pasty i lakiery służące do impregnowania, konserwacji i czyszczenia rozmaitych typów drewna. Zaplecze kończy się drzwiami, wychodzącymi na niezbyt okazałe tyły kamienicy, wąską aleję równoległą do Pokątnej — zwykle jednak pozostają zamknięte.


Powrót do góry Go down
Michael Tonks
Michael Tonks

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Zawód : Auror
Wiek : 34
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chcąc zmienić świat, zacznij od siebie.
OPCM : 21
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/8
SPRAWNOŚĆ : 7/9
Genetyka : Wilkołak
Zaplecze 1yGOSmf

Zaplecze Empty
PisanieTemat: Re: Zaplecze   Zaplecze I_icon_minitime11.11.19 1:40

6.01

Michael wyszedł z pracy trochę wcześniej, ale nie na tyle wcześniej, by musieć się komukolwiek tłumaczyć (zwłaszcza samemu sobie). Chciał zdążyć przed zamknięciem sklepu i kupić dobry rum. Dzisiaj miał dyżur w biurze i archiwum, więc zamiast wygodnego swetra i przetartych spodni, mógł ubrać starannie wyprasowaną, białą koszulę (wybraną ze stosu bylejakich ubrań zupełnie przypadkiem) i narzucić na nią błękitny płaszcz, w którym bawił się na Sylwestrze. Myśl, że wygląda nieco niestosownie do okazji, dopadła go dopiero w drodze do sklepu, a wtedy było już za późno.
Wszedł w boczną uliczkę, równoległą do Pokątnej, aby wejść do sklepu od tylłu Drzwi były zamknięte (a przynajmniej miał nadzieję, że są, w końcu kilka dni temu uczulał pannę Wright na kwestie bezpieczeństwa!), więc zapukał głośno i zdecydowanie.
Tego wejścia używali tylko dostawcy oraz on, ktoś pomiędzy przyjacielem, klientem i pomocnikiem. O tej porze Hannah nie powinna spodziewać się żadnej dostawy, mogła natomiast spodziewać się gościa, zaproszonego na leczniczą herbatę z rumem. Michael trzymał przed sobą butelkę obiecanego alkoholu i złapał odbicie własnej twarzy w szkle butelki. Był dzisiaj starannie ogolony, wyspany, nie miał już czerwonego nosa, a chrypka prawie zniknęła. Przyszło mu do głowy, że nie wygląda jak ktoś, potrzebujący kuracji. W ciągu ostatnich kilku dni zdążył w końcu wyleczyć się z poważnego kryzysu zdrowotnego zwanego przeziębieniem, a hulanki na Sylwestrze wcale nie pogorszyły jego stanu. Może nie powinien nagabywać zapracowanej Hani, która na pewno miała lepsze rzeczy do roboty, niż przejmowanie się już-nie-chorymi znajomymi? Wyczekiwał jednak tego spotkania z dziwną niecierpliwością, w końcu podczas Sylwestra tyle słów pozostało niewypowiedzianych. Zdawał sobie sprawę, że sam nadal jest zobowiązany do milczenia, że na temat Zakonu może rozmawiać tylko z Kieranem i własnym rodzeństwem. Liczył jednak, że wieści niosą się szybko na linii Just-Hannah (byle tylko nie wieści o pewnym wolnym tańcu i czyimś braku wyczucia rytmu!).
Po drodze, kupiwszy rum, wstąpił jeszcze do mugolskiej piekarni po jakieś francuskie ciasto zwane galette de rois. Zgodnie z instrukcjami sprzedawczyni, ukrył w nim knuta i postanowił opowiedzieć Hani o mugolskiej tradycji jedzenia dziwnych ciastek z pieniędzmi. Pamiętał, że jego koledzy obchodzili jakieś święto szóstego stycznia, ale rodzina Tonksów nie była po mugolsku religijna, więc nie znał detali wierzeń - tylko zabawne obyczaje. Na tyle zabawne, że może Hannah się chociaż uśmiechnie - bo wracając myślami do Sylwestra, z ukłuciem w sercu wspominał zaroskanie i przerażenie w jej czekoladowych oczach.
A może to idiotyczne, częstować czarodziejkę mugolskimi słodyczami? Mogłem wstąpić do Botta po więcej zniczy...




You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Powrót do góry Go down
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gołębia nie zaduszę,
me czary są bezkrwawe
w czarodziejską potrawę
wrzucę mą własną duszę..
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zaplecze Empty
PisanieTemat: Re: Zaplecze   Zaplecze I_icon_minitime14.11.19 19:53

Pogoda za oknem nie rozpieszczała, a jednak z uśmiechem wyglądała przez sklepową witrynę na spowitą białym puchem Pokątną, po której raz po raz spacerowali czarodzieje. Dawno nie było takiej zimy. Zarazem tak białej, jak i mroźnej, dlatego nie chciała narzekać na tak przyjemną zimową aurę, a jednak cała atmosfera nie przypominała bajkowego czasu, w trakcie którego dzieci ochoczo biegały po ulicach obrzucając się śnieżkami. Zdarzało się to, ale większość pociech krocząca w towarzystwie rodziców szybko była doprowadzana do porządku, jakby nie było czasu na beztroskę i zabawę, wszyscy się dokądś spieszyli. Część czarodziejów unikała rozglądania się, przemykała szybko, jakby liczyli, że nie zostaną zauważeni. Część zaś kroczyła dumnie — to ta grupa wyraźnie zadowolona z działań obecnej władzy, nie obawiająca się przechadzania ulicami Londynu, dumnego manifestowania zadowolenia z aktualnej sytuacji. Ruch w sklepie był niewielki, więc większość dnia spędziła w pracowni, polerując trzonki i konserwując miotły, które wisiały dotąd na wystawie. Nie pomyślała o tym, by założyć dziś ładniejszą bluzkę, czy nowszy sweter, by podkreślić biodra odpowiednią spódnicą, ułożyć włosy, czy nawet pomalować oko. Ubrana była więc, jak zwykle, w grubą, flanelową koszulę w kratę rozpiętą pod szyją aż do dekoltu z powodu ciepła panującego w sklepie, z podwiniętymi aż po łokcie (dla wygody) rękawami, wpuszczoną w karmazynową spódnicę przepasaną brązowym paskiem, a także opadającym na biodra pasem na narzędzia, z którymi w sklepie prawie się nie rozstawała. Gęste i ciężkie włosy co rusz wypadały z luźnego, niedbałego upięcia na karku, przez co musiała zaczesywać je za ucho, a grzywkę odgarniać na boki, kiedy przeszkadzała jej w pracy. Nie mogła polegać na intuicji — pomimo, że była kobietą, ta jakoś szwankowała, nie działała zbyt dobrze. Dowodem na to mogłoby być zaskoczenie z jego wizyty. Możliwe, że gdyby wiedziała, że się zjawi, zarzuciłaby na siebie coś ładniejszego, może przynajmniej przetarłaby muśnięty pastą Fleetwooda policzek w porę — a może nie zrobiłaby zupełnie nic, udając, że to wcale nie ma wielkiego znaczenia. Sama nie wiedziała nawet, czy miało. Jego towarzystwo zawsze przyjmowała z uśmiechem, dotąd czuła się w jego obecności swobodnie, dobrze, nie musiała starać się o nic więcej. A jednak, kiedy otwarła drzwi na zapleczu i zobaczyła go tak eleganckiego i schludnie ubranego, poczuła się zaniedbana, nieatrakcyjna i nieco zakłopotana brakiem przygotowania. Mimo to powitała go z uśmiechem — szczerym i szerokim, ciesząc się z powodu jego zapowiedzianej przecież, choć nie dokładnie określonej  czasie wizyty.
— Michael— powitała go, otwierając drzwi szerzej i zaczesując niesforny kosmyk włosów za ucho. Mimowolnie zmierzyła go wzrokiem, zauważając dziwną zmianę w nim samym — a może tylko jej się zdawało. Czyżby nie dostrzegała tego wcześniej z jakiegoś powodu? Dobrze ubrany, starannie ogolony, uczesany, nie prezentował się raczej jak ktoś po ciężkim dniu pracy. Policzki jej się lekko zarumieniły, spuściła wzrok. — Wybacz, ale ja właśnie... — Wskazała na swój strój codzienny, roboczy i bez dalszych wyjaśnień wycofała się do środka, głębiej. — Herbaty?




Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić

Miejmy odwagę, nadzieję, pogardę

Powrót do góry Go down
Michael Tonks
Michael Tonks

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Zawód : Auror
Wiek : 34
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chcąc zmienić świat, zacznij od siebie.
OPCM : 21
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/8
SPRAWNOŚĆ : 7/9
Genetyka : Wilkołak
Zaplecze 1yGOSmf

Zaplecze Empty
PisanieTemat: Re: Zaplecze   Zaplecze I_icon_minitime14.11.19 20:48

Zanim przestąpił próg, strzepnął śnieg z kołnierza płaszcza. Odwzajemnił szeroki uśmiech Hannah i od razu zrobiło mu się cieplej - pewnie dlatego, że właśnie wchodził od przytulnego pomieszczenia, ale też jakoś cieplej na sercu. Wyglądała promiennie, a jako mężczyzna nie wychwycił wcale jej speszenia ani onieśmielenia. Czuł tylko, że ktoś się cieszy na jego widok. Miłe uczucie, skłaniające do machania ogonem... zaraz, co? Co do rumieńców, do w Sylwestra Hannah rumieniła się przy nim nieco dziwnie i zdecydowanie za często, więc założył, że po prostu tak jej zostało. Może jest jedną z tych osób, którym w zimie marzną policzki.
-Hannah. Przeszkodziłem ci w pracy? Jak coś, to herbata może poczekać. - bo wybacz, ale co właśnie? Nie sądził, że przepraszała za roboczy strój, była w końcu w swojej pracowni. I chociaż jego najpoważniejsze życiowe zauroczenie dotyczyło wytwornej szlachcianki, to jego najpoważniejszy prawdziwy związek był romansem z norweską aurorką, okraszonym pocałunkami i nie tylko po akcjach, po których nie prezentowali się zbyt świeżo ani elegancko. Dodawszy do tego całe życie z dwoma aktywnymi siostrami, które sam chętnie wrzucał w śnieg albo do wody, nauczył się nie oceniać kobiet po ich wdziankach.
Zanim odwiesił płaszcz, wręczył gospodyni butelkę i tackę z ciastem.
-Mam obiecany rum i... hm, nie wiem czy kiedykolwiek tego kosztowałaś, to takie francuskie ciasto, które mugole jedzą na szczęście, szóstego stycznia. - w mugolskim świecie wszystko było takie łatwe. Wejdź do kościoła, zjedz ciasto, a nie spotka cię nic złego. Michael uwielbiał ciasta i zwiedził w życiu kilka mugolskich świątyń, ale pech i tak się go imał.
Ściągnął płaszcz, wytarł starannie buty i odruchowo podwinął rękawy koszuli, myśląc, że Hannah potrzebuje jego pomocy w pracy. Chyba wyrwał ją wprost znad jakiejś miotły, bo na policzku nadal miała ciemną smugę.
-Czekaj, masz tu... - instynktownie podniósł rękę i wierzchem dłoni starł ciemną maź z policzka Hani, tak jak uczyniłby to dla zabrudzonej Just albo drugiej siostry. Tyle, że policzek panny Wright był miękki i przyjemnie ciepły, czego Mike jakoś nie rejestrował w stosunku do Tonksiąt. -...pastę. - dokończył, nie cofając dłoni.




You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Powrót do góry Go down
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gołębia nie zaduszę,
me czary są bezkrwawe
w czarodziejską potrawę
wrzucę mą własną duszę..
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zaplecze Empty
PisanieTemat: Re: Zaplecze   Zaplecze I_icon_minitime14.11.19 22:24

Uniosła brwi, zdumiona jego pytaniem.
— Co? Nie, skąd, daj spokój — burknęła odruchowo, wygładzając spódnicę. Rzeczywiście pracowała i nie potrafiła kompletnie kłamać, ale przecież wcale w niczym jej nie przeszkodził. Nigdy nie przeszkadzał, ani teraz, ani wcześniej, kiedy zjawiał się wracając z pracy. Uśmiechnęła się, przechylając głowę, jakby chciała go w ten sposób skrytykować za to, że śmiał w ogóle prawić takie głupoty w jej obecności. — Umówiliśmy się na herbatę wzmacniającą.— Co prawda wyglądał już znacznie lepiej, niż podczas sylwestra; musiała przyznać w duchu, że nawet jeśli był chociaż jeszcze odrobinę chory, prezentował się nienagannie i doskonale. Udała więc, że nie dostrzega jego wyśmienitej formy, a tym bardziej, nie doszukiwała się w tym niczego podejrzanego. — Więc powinniśmy zadbać o zdrowie, tak? — Powiedziawszy to odebrała od niego butelkę rumu, a także ciasto, w drugą rękę. Nie miała już kolejnej, aby wziąć jego płaszcz, ale wierzyła, że czuł się tu na tyle swobodnie, że mógł się sam obsłużyć. Nie musiała też przepraszać za warunki — nie był tu po raz pierwszy. Panujący na zapleczu półmrok, słabo oświetlony przez kaganek znajdujący się w bezpiecznej odległości od drewnianych desek i zapasów, zachowywał atmosferę intymności. Tu nikt nie mógł ich zobaczyć, wścibskie oczy nie sięgały tu zza sklepowej szyby. Możliwe, że dlatego było to też dobre miejsce swobodnych rozmów i spotkań. Mało pretensjonalne, ciepłe, na swój sposób ciasne, przytłoczone materiałami, z których na co dzień korzystała. — Na szczęście? Nie brzmi to zbyt abstrakcyjne, zawsze wiedziałam, że wszystko, co słodkie kojarzy się ze szczęściem, ale... pachnie czymś nowym. To ma jakąś nazwę?— Spojrzała na niego podejrzliwie, pochylając się nad odebranym pakunkiem ze wspomnianym francuskim ciastem. — Co to za święto? — Jej wiedza o tym świecie była znikoma — dawniej, kiedy mieszkała w rodzinnym domu była znacznie większa. Wszystko, co powinna wiedzieć przekazała jej matka, nie raz inie dwa opowiadając niezwykłe historie o tym drugim świecie, do którego częściowo przynależeli, ale to wszystko jakoś naturalnie wsiąkło w czarodziejską rzeczywistość, tak samo jak mama. Spojrzała jak zdejmuje płaszcz i podwija rękawy białej, starannie wykrochmalonej koszuli, łapiąc się na tym znów, że prezentował się bardzo elegancko. — Wracasz z pracy?— Uniosła brew, wskazując brodą na jego koszulę. Zawsze jej się wydawało, że praca aurorów należy raczej do brudnej roboty. Pytaniu towarzyszył łobuzerski uśmiech, jakby próbowała go w ten sposób przyłapać na kłamstwie, ale nie była pewna, czy mogłaby w jego twarzy, czy oczach odkryć kłamstwo, nawet gdyby przyglądała się jeszcze uważniej.
— Och, to... — mruknęła, próbując się od razu zreflektować, ale brakło jej ręki, by wytrzeć policzek. Uczynił to jednak za nią, ku jej chwilowemu zdziwieniu. Było w tym coś czułego i coś znajomego. Ben często to robił, kiedy była brudna, ale on nie wkładał w to tyle delikatności. Raczej szorstkim, szerokim palcem wycierał jej buzię, jak małego kocmołucha. To, co uczynił Michael było zaskakująco miłe i przyjemne, ale jednocześnie peszące, chociaż nie miała pojęcia dlaczego. Przywykła przecież do towarzystwa braci, ich kolegów, braci swoich koleżanek i nie było w tym nic nienaturalnego. — Dzięki — mruknęła, spuszczając w końcu głowę  i poprawiając po nim — choć zupełnie niepotrzebnie — ramieniem, wytarcie w policzek. Odłożyła ciasto na deski, wolną ręką wyciągnęła różdżkę, dzięki której już po chwili obok pojawiły się dwa kubki. Czym prędzej zabrała się za przygotowywanie herbat. — Jest coś o czym chciałabym ci powiedzieć...— zaczęła, kiedy po machnięciu różdżką czajnik powieszony na stelarzu przy drobnym, wyłożonym cegłami palenisku zaczął wyrzucać z siebie kłęby pary.




Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić

Miejmy odwagę, nadzieję, pogardę

Powrót do góry Go down
Michael Tonks
Michael Tonks

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Zawód : Auror
Wiek : 34
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chcąc zmienić świat, zacznij od siebie.
OPCM : 21
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/8
SPRAWNOŚĆ : 7/9
Genetyka : Wilkołak
Zaplecze 1yGOSmf

Zaplecze Empty
PisanieTemat: Re: Zaplecze   Zaplecze I_icon_minitime15.11.19 19:41

Odkąd został wilkołakiem, a właściwie odkąd wyszedł z po-ugryzieniowej depresji, miał wrażenie, że życie wszystkich nabrało rozpędu i ruszyło do przodu. Bez niego. Gabriel realizował się jako auror, Justine była zajęta kursem, starzy przyjaciele dostali awanse lub założyli rodziny. Dlatego lubił przebywać w sklepie Hannah. Chociaż panna Wright też ruszyła do przodu, prężnie rozwijając swój biznes, to jej przynajmniej nie przeszkadzał, a nawet mógł pomóc.
Roześmiał się - lekko, spontanicznie, tak jak często śmiał się w jej obecności.
-Odkąd zgodnie z Twoją radą zacząłem częściej pić herbatę, to już mi lepiej. A co dopiero, jak dodasz rumu! - faktycznie, od Sylwestra zaczął ubierać się cieplej i odżywiać nieco lepiej, a przeziębienie minęło.
Odchrząknął nieco nerwowo, bo Hannah miała talent do zadawania mu pytań, które stawiały go w zabawnym świetle:
-Uhm, nazywa się galette des rois - odparł, zdając sobie sprawę, że jego francuski akcent jest żenujący. -Ciasto Królów. - pochwalił się strzępkiem informacji, którego udzieliła mu sprzedawczyni w cukierni. Sam nie potrafiłby tego przecież przetłumaczyć.
Wiedział o mugolskim świecie więcej od Hani, w końcu spędził w nim jedenaście lat życia. Nadal słuchał zresztą o mugolskich sportach, ilekroć spotykał się z ojcem. Zanim dzieci odkryły w sobie zdolności magiczne, mama zadbała o to, aby wszyscy stali się częścią świata taty. Gdyby nie wrodzone talenty, pozostaliby mugolami... i może tak byłoby dla wszystkich bezpieczniej?
Nie obchodzili jednak takich świąt jak Trzech Króli, chociaż w ich domu stała choinka. Mike podsłuchiwał za to, jak o różnych tradycjach opowiadali sobie koledzy z klasy, których świętowanie wydawało się jakieś... pełniejsze niż w ich rodzinie. Pomimo dobrej asymilacji do mugolskiego świata, Tonksowie pozostali przecież czarodziejami, a Hogwart zaszczepił w nich dystans wobec mugolskich "przesądów".
-To Święto na cześć królów, którzy złożyli jakieś dary po mugolskich Świętach. - wyjaśnił, nie do końca pamiętając detale, ale Hania chyba się domyśli, o co chodzi. -Ale zamiast dawać sobie wtedy upominki... - co miałoby sens, ale może nikogo nie było na to stać zaraz po dawaniu sobie prezentów pod choinkę -...mugole po prostu piszą na drzwiach domu jakieś runy kredą, żeby mieć dobry rok. - to fascynujące, że oni też mieli swój rodzaj run i wierzyli w ich dobrą moc! -A francuscy mugole jedzą właśnie to ciasto i wierzą, że kto znajdzie w nim monetę, ten będzie miał szczęście w Nowym Roku. - mrugnął porozumiewawczo do Hani, mając nadzieję, że schowany w cieście knut przyniesie jej powodzenie w biznesie a nie nadkruszonego zęba.
-To takie dziwne, mugole nie znają magii, ale ich wiara w przesądy, które ochronią ich od złego jest silniejsza od naszej... - zadumał się z nutą zazdrości. Czy ich świat był prostszy, mniej skomplikowany?
Przyłapawszy Hanię na przyglądaniu się jego koszuli, uśmiechnął się równie łobuzersko i wzruszył lekko ramionami.
-Dzień w biurze i archiwum, zasypiam na stojąco. - wyjaśnił, choć gdyby udał się dzisiaj na wyczerpującą akcję w terenie, to może zmieniłby sweter na świeżą koszulę w ministerialnej szatni. Nie tylko kobiety miały swoje wyjściowe triki!
Położył ciasto na blacie, rozglądając się za nożem. Może i był tu gościem, ale chciał pomóc, jak zwykle. Nie odgadł jednak jeszcze logiki przechowywania sztućców na sklepowym zapleczu, więc patrzył, jak Hannah robi herbatę. W jej gestach było coś eleganckiego, choć chyba tylko szaleniec określiłby przygotowywanie herbaty fascynującym. Ale w domu rodzinnym mama Tonks używała do gotowania mugolskich sposobów, a z kolegami i dziewczynami Mike nie spotykał się na herbatę. Przyłapał się na myśli, że miło ogląda się Hanię przy takich domowych czynnościach i że jej policzki są dziwnie gorące (może to ona potrzebuje zadbać o zdrowie, czy nie przepracowywała się w tym sklepie?). Zdezorientowany tą dziwną tęsknotą za domem, czym prędzej skupił się na słowach dziewczyny.
-Słucham. - zachęcił łagodnie, bo przyszedł tutaj właśnie z postanowieniem słuchania. Ostatnio niepotrzebnie wkroczył w tańcu na tematy polityczne, tym razem zamierzał pozostawić inicjatywę swojej gospodyni i poczekać tylko na te tematy, które sama była gotowa poruszyć.


jeśli ukroisz ciasto, rzucamy k3 - trójka znajduje knuta!




You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Powrót do góry Go down
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gołębia nie zaduszę,
me czary są bezkrwawe
w czarodziejską potrawę
wrzucę mą własną duszę..
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zaplecze Empty
PisanieTemat: Re: Zaplecze   Zaplecze I_icon_minitimeYesterday at 10:42

Nie pamiętała, jak to wszystko się zaczęło, ani kiedy, ale nie musiała wybiegać pamięcią w poszukiwaniu celu, czy sensu podobnych spotkań. Był tu mile widziany, niezależnie od pory dnia, czy fazy księżyca. Nie było w tym nic nienaturalnego, dziwnego, czy wymagającego podejrzeń, tym bardziej jeśli sam Michael bywał tu z przyjemnością. Wiedziała o tym jak trudny czas miał za sobą, o tym, jak ciężko musiało mu być powrócić do normalności i poradzić sobie z przypadłością, której się nie obawiała nawet przez chwilę. Była bezpieczna, on też, w ciemnych zakamarkach jej sklepu mógł czuć się bezpieczny.
— Wyglądasz też znacznie lepiej — przyznała, przestając mu się w końcu przyglądać. Robiła to zdecydowanie zbyt długo, na czym się złapała w końcu, uświadamiając jak bardzo niegrzeczne musiało to być z jej strony. Wyglądał dobrze, prezentował się doskonale, a jeśli jeszcze choć trochę gnębiło go przeziębienie, doskonale potrafił to zamaskować szczerym i szerokim uśmiechem. Francuska nazwa ciasta nie mówiła jej zupełnie nic, nie znała języków obcych, mógłby powiedzieć cokolwiek, a ona i tak przyjęłaby to za pewnik. Pokiwała głową w geście zrozumienia — choć nie rozumiała, a intrygująca nazwa zmusiła ją do tego, by lepiej przyjrzeć się ciastu. Woda na herbatę zaczynała powoli wrzeć, lewitujący kociołek z wodą zalał dwa kubki z herbatą, kiedy ona rozpakowywała francuskie, wytrawnie brzmiące ciasto, słuchając przy tym jego historii.
— Mhm — mruknęła, dając mu znać, że wie o czym mówi. Nóż błysnął w powietrzu a później zabrał się za porcjowanie wypieku. — Nigdy wcześniej tego nie słyszałam. — Runy na drzwiach brzmiały znajomo. Czarodzieje robili przecież podobnie, zabezpieczając swoje domostwa zaklęciami ochronnymi, mającymi na celu strzec ich przed niebezpieczeństwem. Zawsze wiedziała, że te dwa światy są ze sobą nierozerwalnie związane; że jeden czerpał inspiracje z drugiego, dawno, dawno temu. Ludzie atakowali to, czego się bali, ale oni nie byli wcale inni. Po prostu mieli lepsze sposoby na to, by skutecznie się bronić przed tym, co spędzało im sen z powiek. — Chcesz powiedzieć, że gdzieś tu możemy trafić na monetę? Ostrzegam, jeśli połkniesz knuta nie będę mogła ci pomóc, nie znam się na anatomii — dodała z lekkim uśmiechem, spoglądając na niego z ukosa i po chwili już rozkładając ciasto na skrzynce, razem z herbatami, które zaparzone już doprawiła odpowiednią, wcale nie małą, dawką przyniesionego przez Tonks rumu. — Mogę spróbować cię jedynie ocucić wiadrem zimnej wody.— Wzruszyła ramionami, a dłonie uniosła w geście kapitulacji. Nie mógł liczyć na bardziej subtelne, a już na pewno nie profesjonalne metody ratowania życia. W grę wchodziła jeszcze przemoc fizyczna, ale tym postanowiła się nie reklamować, dla dobra tego spotkania. — Może to nie są byle jakie przesądy. Może oni mają swoją magię, która też działa, tylko inaczej.— Była pewna, że jeśli ktoś wierzył w coś naprawdę mocno, miał wyjątkową moc, która potrafiła urzeczywistniać nawet najbardziej abstrakcyjne marzenia i potrzeby. Nie wiedziała, jak to działa — w jej przypadku to się nie sprawdzało, ale może dlatego, że nie była mugolem. Może to właśnie oni, pozbawieni magii w tym naturalnym rozumieniu, nauczyli się radzić sobie inaczej, co wciąż dla takich jak oni pozostawało wyjątkową tajemnicą.
— Powinnam poszukać ci poduszki i koca, żebyś mógł się tu zdrzemnąć?— spytała, unosząc brew. Może nie byłoby to wcale takie dziwne. Sięgnęła do kawałka ciasta i ugryzła go ostrożnie. — Ale jeśli będziesz przysypiał będę zmuszona do zastosowania radykalnych środków pobudzenia — ostrzegła go z całkiem poważną miną, wcale przy tym nie żartując.
Usiadła na deskach i sięgnęła dłońmi po kubek z gorącą herbatą, opatulając go szczelnie palcami. Gorąca para unosiła się, a do nosa docierał słodkawy aromat herbaty, goździków, cynamonu, a na samym końcu dopiero ostrzejszy akcent alkoholu.
— Wiem, że pomagasz Zakonowi Feniksa — mruknęła niepewnie, unosząc na niego wzrok. — Justine mi powiedziała. Nie byłam z tobą do końca szczera, wtedy, podczas sylwestra... — Głos jej się zniżył, a nieco zawstydzone i pokorne spojrzenie uciekło od jego twarzy do kubka herbaty.




Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić

Miejmy odwagę, nadzieję, pogardę

Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zaplecze Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Zaplecze Empty
PisanieTemat: Re: Zaplecze   Zaplecze I_icon_minitimeYesterday at 10:42

The member 'Hannah Wright' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 2


Powrót do góry Go down
 

Zaplecze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna :: Sklepy, restauracje i lokale :: Sklep z miotłami i sprzętem do quidditcha-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19