Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Część z asortymentem do quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Część z asortymentem do quidditcha Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Część z asortymentem do quidditcha Empty
PisanieTemat: Część z asortymentem do quidditcha   Część z asortymentem do quidditcha I_icon_minitime25.09.19 20:19

Część z asortymentem do quidditcha

Druga część sklepu, wyraźnie mniejsza i ciaśniejsza, prezentuje wszelkiego rodzaju akcesoria do quidditcha: od kafli i pałki po złote znicze. Wiele z nich jest nowych, choć trudno odnaleźć tu prawdziwe perły w swojej klasie. Za niewysoką cenę można nabyć podstawowy pakiet do gry w drewnianej skrzyni, ochraniacze z drugiej ręki i kaski. Fani najpopularniejszej czarodziejskiej gry mogą się tu zaopatrzyć także w plakaty z ulubionymi drużynami, szaty i dodatki w barwach najpopularniejszych grup.


Powrót do góry Go down
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gołębia nie zaduszę,
me czary są bezkrwawe
w czarodziejską potrawę
wrzucę mą własną duszę..
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Część z asortymentem do quidditcha Empty
PisanieTemat: Re: Część z asortymentem do quidditcha   Część z asortymentem do quidditcha I_icon_minitime14.11.19 21:55

8 stycznia

Mogła podejrzewać, że od samego rana będzie to wyczerpujący i długi dzień. Jeszcze przed otwarciem sklepu, tuż o świcie, jeden z zaprzyjaźnionych dostawców,  bardzo miły i sympatyczny pan Ronald zapukał do drzwi, dostarczając jej drucików wiązałkowych, które z powodu pogody i tak dotarły z opóźnieniem. Nie miała mu tego za złe, kilka jeszcze jej zostało — na tyle, by w razie jakiejś nagłej awarii i katastrofy naprawić zniszczoną miotłę. Odebrała od niego skrzynkę, zapłaciła mu należną sumę i pożyczyła miłego dnia. Słońce tego dnia nie jakby nie wstało. Ciemność zmieniła się w szarówkę, która z godziny na godzinę jaśniała, ale wcale się nie przerzedzała, nie odsłaniając ani skrawka nieba. W pracowni od rana paliły się świece, kiedy zajmowała się porządkowaniem najpotrzebniejszych materiałów i robieniem zwyczajowego spisu rzeczy, które później mogły przysłużyć jej do analizy zużytych w danym miesiącu materiałów. Dzięki takim zapiskom udawało jej się zamawiać wszystkiego tyle, by starczyło. Dziadek, któremu nigdy się nie przelewało nauczył ją nie marnować nawet kilkucalowych odpadów. Choć wymagało to znacznie więcej pracy i znacząco wydłużało czas produkcji każdej miotły, czy samej jej naprawy, nic nie mogło się zmarnować. Musiała oszczędzać — a teraz szczególnie, kiedy po spotkaniu w starej chacie miała jeszcze większą świadomość, że zgromadzone na inwestycje, a także spłatę długu środki będzie musiała przekazać na budowę oazy. Chciała to uczynić. Świadoma tego, jak bardzo odwleka w czasie spełnianie marzeń i planów, jak groźne staje się wiszące nad nią widmo spłaty długu, którego termin upłynął już jakiś czas temu. Ale nie przejmowała się tym teraz. Pewne sprawy nie mogły czekać, inne mogły liczyć na lepszy czas, który — jak miała nadzieję — kiedyś nadejdzie.
Ruch w sklepie był tego dnia wielki. Z subtelnym uśmiechem obserwowała ludzi, którzy czasem sprawiali wrażenie, jakby wchodzili do niej tylko po to, aby się ogrzać lub porozmawiać z przyjazną duszą. Do sakwy nie wpadło bowiem więcej niż kilkanaście knutów. Powinna się martwić, ale zdawała sobie sprawę, że okres poświąteczny i posylwestrowy jest martwym okresem w handlu. Ludzie potrzebowali czasu, by zgromadzić złoto, a później znów je wydać. Mimo to, większość czasu spędziła na lawirowaniu między regałami i rozmowach mało związanych z miotłami, czy quidditchem.
Ostatnimi klientami w ciągu dnia okazała się rodzina z kilkuletnim chłopcem, młodym, rezolutnym czarodziejem i wielkim, zagorzałym fanem Zjednoczonych. Miała już zamykać — była umówiona z Percivalem na załatwienie spraw dla Zakon i spodziewała się, ze uda jej się zamknąć sklep punktualnie, aby przygotować się do tej wędrówki. Nie wiedziała, co może się zdążyć; czy będą potrzebne jej kanapki, czy termos z ciepłą herbatą, czy załatwią to sprawnie i bez problemów. Widząc twarz chłopca nie mogła jednak go nie zaprosić do środka, a na pytanie, czy jeszcze otwarte, odpowiedziała, że tak, oczywiście z szerokim i szczerym uśmiechem. Swobodnym gestem zaprosiła młodego fana do środka, od razu wskazując mu pożądany kierunek z asortymentem i gadżetami do gry w quidditcha. Jego radosny głos rozbrzmiewał we wnętrzu sklepu, przełamując ciszę, w której rodzice z pełnym miłości uśmiechami wymieniali się między sobą spojrzeniami. Podeszła, kiedy już malec ochłonął z wrażenia, oferując wsparcie i pomoc.
— Nasz syn uparł się, żeby wejść. Szukamy dla niego dziecięcej miotły — wyjaśnił ojciec chłopca. Na oko był niewiele starszy od Hannah, ale jego policzki wydawały się nieco zapadnięte, a oczy, choć ciepłe, wypełnione pewnego rodzaju zmieszaniem, jakby wejście do sklepu miało okazać się pewnym nietaktem, którego ona sama nie pojęła.
— Dziecięce miotełki mam akurat tam, przyniosę za chwilę coś odpowiedniego — zaproponowała, po czym ruszyła do drugiej części sklepu po dwa egzemplarze, tańszy i bardziej prosty, a także ten ze średniej półki, ładniejszy, choć wcale niewiele lepszy od pierwszego. Zaaferowany tym widokiem chłopak, obwieszony już szalikiem zjednoczonych, z opadającą na czoło, zdecydowanie za dużą tiarą w kolorze granatu z herbem drużyny na środku doskoczył do leżących miotełek. Wsiadł na jedną z nich, ale przytrzymany przez ojca nie mógł pomknąć z nią nigdzie.
— Stan, wystarczy już — skrytykował go ojciec, spoglądając niepewnie na Wright.
— Ależ proszę. Ta tutaj wykonana jest z dębowego drewna, jest bardzo solidna, a przy tym lekka. Ma piękne wykonanie i została wyprodukowana przez renomowaną markę dziecięcych...
Nie skończyła, bo mężczyzna pokręcił głową.
— A ta jest nieco zwyklejsza, ale niczego jej nie brakuje, poza zmyślnymi zdobieniami i lakierem, który tej pierwszej z pewnością nadaje ciekawszego wyglądu. Szukają Państwo czegoś konkretnego?— Nie była pewna, skąd wycofanie ze strony mężczyzny, ale w milczeniu jego małżonki, która powoli zaczęła rozbierać chłopca z gadżetów zrozumiała, że wcale nie przyszli po zakupy.
— Mnie się ta podoba... — Wskazał pierwszą, spoglądając błagalnie na ojca, ale uchwyciwszy jego spojrzenie spuścił wzrok. Było w nim coś dojrzałego, mądrego. Pewnego rodzaju zrozumienie, którego nie pojęła w pierwszej chwili. Możliwe, że nie chodziło o finanse, druga z mioteł nie była wcale droga i właściwie dostępna na każdą kieszeń, ale nie zamierzała pytać o powody odmowy. Skinęła tylko głową.
— Proszę się rozejrzeć, śmiało, mamy mnóstwo czasu — zaproponowała więc, próbując się wycofać z niezręcznej przestrzeni. Nie odeszła zbyt daleko, chcąc być właściwie pod ręką w każdej chwili. Kątem oka obserwowała, jak mężczyzna kuca przed chłopcem, by coś mu wytłumaczyć, a matka gładzi go dłonią po głowie, odgarniając blond włoski z czoła. Pokiwał głową. Był smutny i z takim samym smutkiem spoglądał zarówno na leżące przed nim miotły, jak i kufle z herbem zjednoczonych. Młody kibic przeszedł się po sklepie jeszcze, dotykając różnych przedmiotów — zatrzymując się przy skrzyni z kaflami, dotykając ich niemalże z namaszczeniem. Przekładając z półki na półkę asortyment, tylko po to, by go obserwować kątem oka, westchnęła cicho. Minął stroje dla graczy, podchodząc do niewielkiej gablotki ze zniczami, a później plakatami, które pod wpływem dotyku samoistnie rozwijały się, prezentując znane drużyny.
W końcu nie wytrzymała. Zdecydowała się podejść do niego, kiedy rodzice pozostawali kilka kroków za nim i kucnęła przed nim.
— Widzę, że jesteś małym fanem Zjednoczonych. Byłeś kiedyś na jakimś meczu?— spytała, próbując wyłapać jego spojrzenie.
— Prawdziwym meczu? Byłem! Dziadek kiedyś mnie zabrał. Ale teraz dziadek nie żyje. Nie mam z kim chodzić. Mama mówi, że jest niebezpiecznie. A teraz chyba się przeprowadzimy...
— Dość już czasu pani zająłeś, może wrócimy do domu? — Dotarła do nich kobieta, która posłała Wright przepraszający uśmiech i ujęła rączkę chłopca.
— Nic nie szkodzi. Posłuchaj. Jeśli chcesz, mogę załatwić ci taki plakat ze wszystkimi autografami członków Zjednoczonych. Nie bedzie to łatwe, ale chyba uda mi się to dla ciebie zrobić. Co ty na to?— spytała podstępnie, a chłopiec spojrzał na nią wielkimi jak galeony oczami.
— Naprawdę?
— Naprawdę. Jeśli będziesz cierpliwy, to za kilka dni będę go mieć już tutaj. Jeśli oczywiście mama i tata znajdą chwilkę, żeby tu przyjść.— Zerknęła na rodziców pytająco. Nie wiedziała, co było powodem odmowy i z czego wynikała ich niepewność i dystans, ale to było coś, co mogła dla niego zrobić w tej sytuacji i niewiele ją to kosztowało. Chociaż chciała ofiarować mu tę miotełkę bez zapłaty, nie mogła sobie na to pozwolić. Potrzebowała środków — na przeżycie, utrzymanie sklepu, a także na budowę oazy. — Gdyby zmienili państwo zdanie, co do miotełki to proszę dać znać. Mogę też przygotować jakąś, jeśli sobie państwo życzą.— Chciała brzmieć niezobowiązująco. WYprostowała się i uśmiechnęła do nich ze zrozumieniem, jednocześnie chcąc dać im znać, że mogłaby się spróbować dostosować do ich potrzeb i możliwości. Zmierzwiła chłopcu włosy, nim odszedł z rodzicami. Zdawało jej się, że kiedy opuszczał sklep, poza dziwną dojrzałością, w jego oczach dostrzegła też nadzieję i wdzięczność. Wiedziała, że plakat to nic, niewiele zmieni w jego życiu, ale jeśli miał dać mu chociaż odrobinę radości, którą powinno nosić w sobie każde dziecko, to było to tego warte. Przeczuwała, że może liczyć na Josepha i nie będzie to dla niego żadne wyzwanie, zebrać wszystkie podpisy kolegów z drużyny. A dla takiego uśmiechu, musiał wierzyć, było warto.
n
| zt




Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić

Miejmy odwagę, nadzieję, pogardę

Powrót do góry Go down
 

Część z asortymentem do quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna :: Sklepy, restauracje i lokale :: Sklep z miotłami i sprzętem do quidditcha-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19