Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 10 grudnia 1956

Go down 
AutorWiadomość
Shelta Vane
Shelta Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6786-nathalie-dluga-budowa#177379 https://www.morsmordre.net/t7019-fiu#184686 https://www.morsmordre.net/t7020-shelta-vane#184691 https://www.morsmordre.net/f255-lancashire-stara-latarnia-morska-w-fleetwood https://www.morsmordre.net/t7030-skrytka-bankowa-1707#184954 https://www.morsmordre.net/t7029-shelta-vane
Zawód : Naukowiec
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 19
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
 https://i.pinimg.com/originals/a8/4a/37/a84a37cf278a89bc1624516ff1f8d801.gif

10 grudnia 1956 Empty
PisanieTemat: 10 grudnia 1956   10 grudnia 1956 I_icon_minitime28.09.19 3:51

10 grudnia 1956 Bcbb246dcaf76fc4e2ee9387dfecc0d0

Było już trochę po północy, kiedy to siedziała na kanapie z podkulonymi pod siebie nogami. Jasna koszula nocna śmiało wchodziła w kontrast z czernią lejącego się w dłoniach materiału szlafroka. To było jednak za mało by można było mówić o jakimkolwiek cieple. Vane poprawiła więc okrywający uda koc tak by ani myślał się zsunąć kiedy to na moment odłożyła pióro, jak i sprawdzany projekt na niskim stoliku po to by obłapić kubek przeparzonego, przesłodzonego erl grey'a z wkładką z ciemnego rumu. Początkowo trzymała go oburącz pozwalając zesztywniałym od chłodu palcom się ogrzać, a parnie unoszącemu się mgiełką aromatowi chuchnąć sobie po kilkakroć w twarz nim ostatecznie zmąciła powierzchnię trunku ustami. Zmęczone, lecz nie senne spojrzenie utkwiła w tlącym się w salonowym kominku ogniu wyłapując w chwiejnie poruszających się pomarańczowych płomieniach coś przyjemnie hipnotyzującego (a może zwyczajnie ciepłego i jasnego...?).
Zastanawiało ją... czy wciąż można było mówić dziś o jakimkolwiek cyklu dnia i nocy - od ponad miesiąca próżnym trudem było poszukiwanie na niebie księżyca, gwiazd, a co dopiero słońca. Każdy poranek zdawał się być zmierzchem poszarzanym przez wzmagające się śnieżne zawieje przeplatane plejadą powyginanych błyskawic. Wieczory niosły za sobą zaś coś dużo gorszego niż tylko nieodgadniony mrok, coś co sprawiało, że niechętnie przenosiła spojrzenie ciemnych źrenic w stronę okna w obawie, że coś co grasuje po jego drugiej stronie ją dostrzeże. Na samą myśl przeszedł ją dreszcz - śliski, nieprzyjemny, ciągnący się wzdłuż kręgosłupa, ocierający o kark. Pokiwała głową chcąc wytrząsnąć z niej ponure myśli. Odłożyła herbatę i ponownie podciągnęła pod nos notatki chowając się za nimi, jakby były nieprzenikalną tarczą i tak właściwie w pewnym sensie faktycznie nią były - zajmowały, porwały w świat w który znała, który potrafiła kreować, naprawiać. I kiedy odnajdywała równowagę usłyszała dobiegający z parteru dźwięk teleportacji, a po przeciągającej się chwili ciszy - skrzypienie drewnianych stopni pod znanym dobrze jej ciężarem.
- Dzisiejsza noc jest chłodniejsza od poprzednich..? - mruknęła nie odrywając nawet spojrzenia od zapisywanego liczbowego ciągu. Zaskoczył ją jej własny chód, a może nawet jakiegoś rodzaju żal, którym podszyła pytanie. Minęło tyle dni od kiedy ostatni raz się przed nią pojawił; dał znak, że gdzieś istnieje. Czyżby jego własne łoże dziś okazało się za zimne, za puste...? Bo to raczej nie kwestia tego, że ostatnimi czasy milczała będąc, na jego własny wzór, skąpą w swoją obecność. Odnosiła wrażenie, że w przeciągu minionych tygodni nie wywierało to na nim specjalnego wrażenia (a może nie chciał jej tego pokazać...?). Zdawał się traktować to, jak naturalną (a może wygodną...?) kolej rzeczy. To było przykre i odczucie te odbijało się smutnym echem w jej spojrzeniu, które ostatecznie utkwiła w nim. Uśmiechnęła się blado.





you need chaos in your soul to give birth to a dancing star
Powrót do góry Go down
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : auror
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec

chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść

ja też
OPCM : 20
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
10 grudnia 1956 Ebde439cada73dc1df7fe2255fd11bf1

10 grudnia 1956 Empty
PisanieTemat: Re: 10 grudnia 1956   10 grudnia 1956 I_icon_minitime06.11.19 19:32

Moje świeżo wypastowane buty dotknęły posadzki na parterze starej latarni morskiej. Pewnie powinienem był zapukać, ale wiedziony przyzwyczajeniem z ostatnich odwiedzin u panny Vane  bez zastanowienia wspiąłem się po schodach odnajdując jej komnaty. Naprawdę cieszyłem się na to spotkanie i po otworzeniu drzwi spodziewałem się czegoś innego.
Dziwne, chłodne słowa powitania, którymi padły z ust Shelty wprawiły mnie w lekką konsternację. Milczałem dłuższy moment. Uważnym spojrzeniem badałem jej profil, bo nawet nie podniosła wzroku z nad pergaminu.
Stała się właśnie po stokroć zimniejsza – odpowiedziałem po chwili namysłu.
Przypuszczałem, że mogła się na mnie pogniewać. Minęło wiele dni i nocy (choć naprawdę trudno było teraz odróżnić jedno od drugiego) od naszego ostatniego spotkania, uświadomiłem to sobie dopiero dzisiaj, nie zauważałem upływu czasu. Przez ostatnie miesiące przeciekał mi przez palce. Miałem dużo pracy, więcej niż zazwyczaj brali na swoje barki inni pracownicy Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów i więcej niż życzyłby sobie tego nowy rząd lorda Cronusa Malfoya, ale nie zamierzałem potulnie spuszczać głowy i udawać, że jestem ślepy i głuchy na to co się działo.
Skłamałbym jednak, gdybym zaczął jej tłumaczyć, że brakowało mi czasu. Nie czułem zresztą potrzeby usprawiedliwiania się przed nią. No właśnie. Czasami wydawało mi się, że tego by chciała. Abym poczuł to zobowiązanie wobec niej i to nakazało mi się odsunąć, zwiększyć dystans. Działałem instynktownie, to nie było nawet w pełni zależne od mojej woli, podświadomie wynajdywałem kolejne zajęcia, lecz pragnienie jej słodkich ust i potrzeba ciepła drugiego ciała gdzieś obok mnie zwyciężyła nad próbą wykazania się rozsądkiem. Zatęskniłem za bystrym spojrzeniem pani sumerolog. Nieprzewrotnym uśmiechem i kołysaniem bioder, którym przyciągnęła mnie do siebie, gdy ujrzałem ją tańczącą w portowej kantynie w Lancashire.
Czułem chęć, by się do niej zbliżyć i wpleść dłoń w miękkość ciemnych włosów, ale coś podpowiadało mi, abym jeszcze się wstrzymał. Oparłem się więc o stół, dłonie wcisnąłem częściowo w kieszenie szaty, nie spuszczając wzroku z panny Vane. Odwzajemniłem blady uśmiech, gdy zdecydowała się wreszcie na mnie spojrzeć. Inaczej niż zazwyczaj.
Dajesz sobie jakoś radę? – spytałem z nieudawaną troską.
Na język cisnęło się zwyczajowe „czy wszystko w porządku?”, ale w chwili obecnej brzmiało to naprawdę głupio. Wiedziałem, że Shelta, jako twórca świstoklików, ma mnóstwo roboty, która paliła się w jej rękach i domyślałem się, że czuła się przemęczona. Nawet teraz, niemal w środku nocy, siedziała nad ciągiem cyfr, co zdołałem dostrzec w blasku świec, gdy spojrzałem na pergamin przelotnie. Niewiele bym z niego zrozumiał.




World needs bad men.
We keep the other bad men from the door.


Powrót do góry Go down
 

10 grudnia 1956

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19