Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Kuchnia
AutorWiadomość
Kuchnia [odnośnik]02.11.19 14:51
First topic message reminder :

Kuchnia

Macmillanowska kuchnia, głównie oblegana przez skrzaty domowe, które krzątają się i pichcą cały dzień. Akurat to pomieszczenie nie musiało być urządzane z przepychem - jest proste i funkcjonalne, domowe. Meble są głównie z surowego, litego drewna, porządne i ciężkie. Pomimo iż nie jest to pomieszczenie do codziennego użytku dla lordów i lady Puddlemere, to właściciele tego miejsca często tu zaglądają. Choćby po to, żeby podkraść kilka miodowych ciasteczek, z których słynie Skrzatka Quilly - co najczęściej uskuteczniają młodsze latorośle kornwalijskie. Do samej kuchni przylegają dwie spiżarki, z półkami uginającymi się od dobroci.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Kuchnia [odnośnik]19.10.21 22:06
16.01.1958
przyszliśmy stąd

Macmillan ostatnio nie wyjeżdżała specjalnie daleko. Nawet w Londynie już się nie pojawiała po swojej ostatniej wizycie tam. Wiedziała, że jest to zbyt ryzykowne, pomimo tego, że raczej się nie przejmowała takimi rzeczami. Zbyt wiele jednak ostatnio widziała, aby nie zacząć myśleć o tym, co może ją spotkać, kiedy spotka kogoś, kto by ją rozpoznał. Nie było jej łatwo wtapiać się w tłumie, większość rzeczy, które miała w swojej szafie zdecydowanie należała do tych lepszej jakości. Każdy mógł rozpoznać, że pochodzi z dobrego domu, choćby chciała zaprzeczyć.
Macmillan była nauczona tego, żeby cenić każdego, kto stanie na jej drodze. Nie pozwoliłaby, aby młody chłopak, jak ten marnował swoje umiejętności jedynie na pracę fizyczną, zresztą miał przed sobą swoje życie, miał jeszcze czas, aby zobaczyć w czym jest dobry, być może jest szansa, że czymś go zainspiruje. To byłby dla niej powód do dumy. Zauważyła jego zaskoczenie, ucieszyło ją, pewnie wcześniej niezbyt wiele razy się zdarzyło, aby ktoś mu proponował coś takiego. - Tak, inne umiejętności. Cieszą mnie Twoje słowa, bo ja bardzo chętnie przekażę Ci moją wiedzę, w końcu szkoda, żeby się marnowała, a tak to ktoś może jeszcze na tym skorzystać. Miałam okazję uczyć się od różnych specjalistów na całym świecie, dobrze by było się z kimś podzielić tym, czego się dowiedziałam.- czy nadawała się na nauczyciela? To się zapewne dopiero okaże, nie widziała jednak żadnych przeciwwskazań, aby nie spróbować. W końcu, co mogła stracić?
- Artysta z Ciebie! To wspaniale, będziesz mógł nam czasem umilić czas, jeśli oczywiście nie miałbyś nic przeciwko. Tutaj kręci się wiele dzieciaków, na pewno byłyby zachwycone. Czasem również podczas moich wizyt w okolicznych wioskach przydałby się ktoś taki, kto miałby chęci pozbawiać nieco dzieciaki, im też należy się coś od życia, a nie ciągły strach. - mógł zauważyć, że Prudence faktycznie przejmuje się losem dosłownie wszystkich.
- Byłeś tam aż trzy razy?- spojrzała na tego, jakby się wydawało beztroskiego chłopca. Nie spodziewała się, że jest stałym gościem w Tower.. w sumie trochę ją to zmartwiło, że tyle złego przeżył. - Tak, będzie to najlepsza nauczka dla władzy, jednak musisz pamiętać, że nie możesz z nikim się dzielić tą informacją. Jeśli dowiedzą się, że dla nas pracujesz.. może być z Tobą źle, ale również mogą chcieć wypytać Cię o wszystko, co widziałeś i słyszałeś, nie możesz nic powiedzieć. Wtedy my będziemy mieć problem.- jej głos zrobił się poważniejszy, a uśmiech jakby na moment zniknął z twarzy. Może i chciała pomóc wszystkim wokół, jednak to jej rodzina była dla niej najważniejsza.
Szli powoli przed siebie, zaczęli zbliżać się do dworu. Spacer był całkiem przyjemny, Macmillan uwielbiała spędzać czas na świeżym powietrzu. - Pracuję, badam je, od dzieciaka wykazywałam ogromne zainteresowanie wodą. Rodzina na początku nie do końca to akceptowała, zauważyli jednak jak silna jest to pasja, w sumie nie mięli wyjścia, musieli wyrazić zgodę na to, że będę prowadzić badania. Nie do końca jest to praca dla zarobków, bardziej pasja i rozwijanie swoich umiejętności.- rzekła zgodnie z prawdą. - Inne szlachcianki nie mogą pracować, niezbyt wiele jest takich jak ja.- mówiła spokojnie, chciała wytłumaczyć mu jak najlepiej, jak to wszystko wygląda. Miała świadomość, że normalnemu człowiekowi ciężko było się odnaleźć w ich szlacheckim świecie.
- Łatwo się mówi odpowiednio ubrać, mam nieco ograniczone możliwości, jednak wiem o czym mówisz..- doszli do dworu. Macmillan zaprosiła Thomasa do środka. - Wchodź, rozejrzyj się po wnętrzu, jesteś głodny, chodźmy do kuchni, po takim spacerze dobrze nam zrobi jakaś herbata, czy masz może ochotę na coś innego?- rzekła, po czym skierowała się do kuchni.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 3 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Kuchnia [odnośnik]26.10.21 19:13
Słuchał kobiety, idąc spokojnie za nią. Wciąż, nawet jak na siebie, był nieco speszony. W końcu rzadko kiedy dawał się onieśmielić. Zwyczajnie w świecie nie bał się mówić głośno, śmiać i cieszyć, ale ostatnie wydarzenia… nie był aż tak ufny, chcąc po prostu zapewnić byt rodzinie.
- To żaden problem, często tak zarabiam. W sensie, opowiadając bajki, grając na harmonijce. Po prostu zabawiając tłum- wyjaśnił kobiecie. Lubił grać, lubił być w centrum uwagi, a od zawsze łatwo łapał kontakt z innymi osobami, niezależnie od wieku. Po prostu zachowywał się jak dureń, rozbawiając tym wszystkich dookoła przy okazji.
- Nic nie powiem. Wiem… wiem, że będą chcieli wypytywać, ale… oni nie mają informatorów. Nie mają świadomości, które informacje są, a które nie są prawdziwe. Łatwo jest ich okłamać… No i nie mam zamiaru się dać złapać. Za każdym razem miało to miejsce w Londynie, a jeśli nie muszę nie mam zamiaru się tam kręcić - zapewnił kobietę, chociaż wiedział doskonale skąd jej obawy się brały. Czy pierwszym razem… gdyby nie wspomniał o ojcu pracującym na rozlewni, czy nie skończyłby aż tak źle? Może byłoby mu dużo łatwiej wtedy.
Jednak nie przestawał się uśmiechać. Rzadko kiedy pokazywał, żeby coś go gnębiło - nie był tego typu osobom. Musiał się uśmiechać, bo jeśli on się nie będzie uśmiechał to kto to będzie robił? Nie chciał znów zawieść rodziny, czy znajomych, przyjaciół - nikogo kto był mu bliski. Marcel się naraził jak idiota, oczywiście ze musiał się nim zająć i jakoś mu pomóc wrócić do poprzedniego stanu… ale czy to w ogóle było możliwe? Żeby wrócił do poprzedniego stanu?
Chociaż jego myśli prędko skupiły się na na dworze, który jeszcze bardziej go onieśmielił. Już dom Jaydena, kiedy u niego nocowali z bratem, wydawał się być ogromny - a na to miejsce nawet nie miał słów! Tym bardziej, że sam mieszkał z rodziną w wozach, znowu. Chociaż było to niewiele, stanowczo za tym tęsknił bardziej niż powinien. Kiedyś marzył o własnym małym domku z Jeanie, ale teraz to jak żyli mu odpowiadało w pełni. Czuł się czasem jakby nie doceniał życia w taborze - a przecież tak nie było! Onieśmielały go miejsca ogromne, czasem nawet przerażała wizja mieszkania całego życia w jednym miejscu. Okradanie takich miejsc to zupełnie co innego niż mieszkanie w nich przecież.
- Tak, trochę… rozmawiałem na ten temat. W sensie… No Hogwarcie czasem na roczniku była szlachta, no wiesz - albo rocznik wyżej, albo rocznik niżej. A że Tomek nigdy nie miał problemów z zagadywaniem do obcych, raczej chętnie korzystał z takich opcji. Co prawda nie byli w stanie zawsze się dobrze porozumieć, ale jednak się zdarzało, że mógł rozmawiać z tymi osobami. A później ta możliwość, te znajomości po prostu znikały.
Przekraczając próg dworu, nie wiedział nawet na czym powinien powiesić wzrok. Gdyby się wkradł do podobnego miejsca z Jamesem, nie miałby pojęcia, od czego miałby zacząć jego rozkradanie. Co pakować, co było cenne i w jaki sposób? Nie miał pojęcia, nie byłby pewny. I to nie tak, że nie słuchał Prudence, po prostu… za bardzo chciał się wszystkiemu przyjrzeć na już. I jednocześnie pamiętać o tym, żeby podążać za kobietą, żeby przypadkiem się nie zgubić. Jeszcze tego by brakowało, żeby się wpakował w jakieś kłopoty!
- Moja siostra jest krawcową. Może coś uszyć… Albo… no mogę transmutować coś w coś podobnego jak nosi moja siostra, albo moja bratowa… - zaproponował, nigdy tak naprawdę nie zastanawiając się nad tym, że ludzie ze sfer takich jak Macmillanówna mogą zwyczajnie w świecie nie mieć takich ubrań jak ludzie mu podobni. Wytartych, znoszonych, często już mających lata świetności za sobą. Pamiętał pierwsze nowe ubrania - szaty do Hogwartu. Był nimi zachwycony! Nie wyobrażał sobie nie mieć czegoś podobnego…
- Chętnie, cokolwiek zjem. I napiję się - powiedział, nieco podekscytowany, tym bardziej wprowadzony do kuchni. Ogromnej, tak przestronnej… Nawet jeśli nie wydawała się być tak zdobiona jak korytarze, na Thomasie wciąż wywierała ogromne wrażenie. Spiżarnia Castora nie umywała się do tego miejsca.
- Mogę zagrać tak właściwie, w sensie na harmonijce. Mam ze sobą - dodał też, zaraz wyciągając z kieszeni swój instrument, który raczej zawsze miał przy sobie.


Kuchnia - Page 3 EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 3 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Kuchnia [odnośnik]26.10.21 22:50
Prue robiła wszystko, co tylko mogła, aby Thomas czuł się w jej towarzystwie dobrze, miała nadzieję, że wystarczy chwila, aby się do niej przekonał i do tego miejsca. Wiedziała zresztą, jak to jest, pojawiać się w obcej przestrzeni, do tego miała świadomość, że dwór przy pierwszym spotkaniu mógł nieco przerażać. Wydawał się być wielki, ona może tego nie odczuwała, wszak mieszkała tu od zawsze, zauważyła jednak, że goście często byli przytłoczeni.
- Dobrze, że się do tego przyznałeś. Na pewno kiedyś, o ile się oczywiście zgodzisz wykorzystam te Twoje talenty.- jaki asystent jej się trafił! Człowiek orkiestra, coraz bardziej się upewniała w tym, że pomysł, aby zatrudnić Doe był naprawdę wyśmienity, a to dopiero pierwsze chwile współpracy!
- W Londynie nie jest bezpiecznie. Sama byłam tam ostatni raz na początku października, dosyć lekkomyślnie postąpiłam. Udało mi się odejść niezauważoną, chociaż po tym, co widziałam stwierdziłam, że nie ma sensu ryzykować. Mogą się przyczepić o byle szczegół. Zdaję sobie sprawę, że nie masz zamiaru dać się złapać, czyż jednak ostatnio chciałeś, aby to zrobili?- spojrzała na niego swoimi błękitnymi oczami. - Chcieć, to nie zawsze znaczy móc. Mi zależy na tym, aby moja rodzina była bezpieczna, muszę mieć pewność, że mogę Ci w pełni zaufać. Nie będę od Ciebie wymagać, abyś nie pojawiał się w Londynie, ale proszę o ostrożność. Mam nadzieję, że to rozumiesz.- wolała ponownie o tym wspomnieć, nie zamierzała zresztą ukrywać, że aktualnie nie było w jej życiu nic istotniejszego od bezpieczeństwa rodziny.
Prudence nieco spoważniała, zazwyczaj jednak była bardziej beztroska. Tutaj chciała pokazać, na czym naprawdę jej zależało. Mogłoby się wydawać, że jest osobą, która się niczym nie przejmuje, jednak wcale tak nie było. - Ach, w Hogwarcie! Musiałeś tam być pewnie jak go kończyłam, a może już mnie w nim nie było. Uwielbiałam to miejsce właśnie ze względu na różnorodność osób, jakie można było tam spotkać. Zresztą tam poznałam moje najukochańsze przyjaciółki z którymi spotykam się do dzisiaj, a wcale nie pochodzą ze szlachetnych rodów. Gdyby nie szkoła, zapewne nigdy nie miałabym możliwości ich poznać.- Szlachta żyła w swoim świecie, Macmillan dopóki nie poszła do Hogwartu nie znała zbyt wielu normalnych ludzi, jedynie arystokrację, jednak w niczym jej to nie przeszkadzało. Ona od zawsze uwielbiała nawiązywać nowe znajomości i była otwarta dosłownie na wszystkich.
No i weszli do środka. Prue prowadziła Thomasa za sobą, odwracając się, co chwila, aby go przypadkiem gdzieś nie gubić, nie wybaczyłaby sobie, jakby zagubiła swojego asystenta podczas jego pierwszego dnia pracy. - Myślisz, że Twoja siostra zechciałaby coś dla mnie uszyć?- przystanęła na moment, bo spodobała jej się ta propozycja. - Musiałabym kupić materiały, jeśli jest krawcową to może miałaby również ochotę zajmować się moją codzienną garderobą?- pomyślała, że skoro już pomaga Thomasowi, to może jego siostra również miałaby ochotę sobie nieco u niej dorobić. Macmillan była dobroduszna i gdy tylko mogła wyciągała rękę do wszystkich, którzy pojawiali się na jej drodze.
- W takim wypadku już robię herbatę.- rzekła, po czym rozejrzała się po pomieszczeniu, wszak akurat w kuchni nie była raczej zbyt częstym gościem. Dostrzega na blacie jakieś ciasto, nachyliła się więc, aby zobaczyć, co to za wypiek. Poczuła na twarzy powiew ciepła, musiało więc chwilę wcześniej opuścić piec. - Jest i świeża szarlotka!- ukroiła dwa kawałki ciasta i położyła je na talerzykach, które znalazła po tym, jak szukała ich dłuższą chwilę, w między czasie zaparzyła wodę na herbatę i zalała wrzątkiem dwa kubki, do których wcześniej wsypała, to co znalazła. Najprawdopodobniej była to suszona lipa. - Proszę, częstuj się.- postawiła przed Thomasem talerz z ciastem i kubek z herbatą, sama zaś zajęła miejsce gdzieś obok.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 3 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Kuchnia [odnośnik]01.11.21 8:49
Ciężko było mu się zaklimatyzować czy poczuć pewniej. Zauważył, że ostatnio… chyba nieco bardziej się wycofał? A może to była kwestia po prostu zakopywanie trupów? Wciąż mu to siedziało w głowie… Bo wiedział, że nie powinien. Nie mógł pozwolić rodzeństwu dowiedzieć się, co się wtedy działo - tak samo jak w sylwestrową noc. Coraz bardziej czuł poczucie winy za to wszystko. Powinni rzeczywiście wrócić do swojej kultury…
A jednak szedł właśnie do pracy do gadziny, do stałej pracy. Ale co miał zrobić innego? Nie mógł odmówić, wiedział że musiał mieć pracę. A ta była lepsza niż żadna.
Pokiwał głową na słowa kobiety.
- Też mam rodzinę, i… no nie jesteśmy poszukiwani ani nic. Ale też nie chcę ich narażać - odpowiedział spokojnie. Wiedział, że musiał być ostrożniejszy. Dla siebie, dla rodzeństwa, dla Eve… Dla Kerry. Bo przecież była mugolką! Nie mógł o niej za bardzo wspominać, nie powinien jej zapraszać poza półwysep kornwalijski.
- W 1947 zacząłem Hogwart - wyjaśnił spokojnie, czując się wywołanym do odpowiedzi pod tym względem. Cóż, łatwo było obliczyć, że miał ledwo dwadzieścia lat. Praktycznie skończył szkołę, rok i… zderzył się z wojenną rzeczywistością. Chociaż przez ostatnie dwa lata miał ogromne szczęście, że zdążył zatrzymać się w Szkocji zanim wszystko eksplodowało mu w twarz.
Przystanął przy dziewczynie, chwilę się zastanawiając.
- Muszę jej zapytać, ale… pracowała dla czarownicy, w zakładzie krawieckim pod Londynem. Dobrze sobie radzi z szyciem, no jeszcze babcia ją uczyła szycia. Może też przeszyć stroje, które już masz… Jeśli wyglądają zbyt dobrze… znaczy, zbyt bogato, mogę jej pomóc i transmutować materiały - zaproponował, zastanawiając się nad tym czy jego siostra w ogóle będzie chciała przyjąć podobne zlecenie. Potrzebowali i pieniędzy, i pracy. To mógł nie być taki znowu zły pomysł.
- Zapytam jej w domu i wyślę sowę - stwierdził w końcu.
Zajął zaraz miejsce, wciąż zerkając na wszystko dookoła niepewnie. W końcu nie często miewał okazje do przebywania w takich miejscach! Ogromne, nawet jeśli ta kuchnia była nieco skromniejsza, nawet jeśli nie wiało w niej takim przepychem jak na korytarzu to nie przystawała do tego co widział o Sproutów, u Jaydena - u żadnego z nich!
- Dziękuję! - powiedział zaraz, nawet nie oponując przed zabraniem się do jedzenia z apetytem. Tyle mu chyba wystarczyło, żeby zostać nakarmionym i jakby wątpliwości czy powinien tutaj zostać absolutnie znikały. Bo przecież praca była pracą, jak każda inna, prawda? Czy dla lady, czy dla kogoś innego.
- Jest takie zaklęcie, do zmiany fryzury. Może się przydać na wyjściach. W sensie… no zmienić trochę wygląd. I kolor, i fryzurę zmienia. Tak poza strojem… - powiedział gdzieś między jednym, a drugim kęsem ciasta. Zastanawiał się też, co innego mógł zaproponować… Ah, no tak, te różnice były drobne, ale były widoczne dla ludzi biednych. Dłonie wolne od pracy, skóra wolna od kurzu. Wszystko mogło zwrócić uwagę, jeśli lady Macmillan chciała wychodzić do portów, do miasteczek i do zwykłych ludzi. Ludzie, nawet ci biedni, przecież nie byli głupi! Byli w stanie zauważyć takie granice.


Kuchnia - Page 3 EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 3 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Kuchnia [odnośnik]07.11.21 22:11
- Myślę więc, że rozumiesz o co mi chodzi. Mniejsza o moje bezpieczeństwo, nie chcę, żeby reszta miała jakiekolwiek problemy.- ona się wyliże, zawsze jakoś sobie radzi, niczym kot spada na cztery łapy i ma kilka żyć, kiedyś przyjdzie ostatnie, jednak to jeszcze nie ten moment, kiedy indziej się będzie tym martwić.
- Nie pamiętam Cię ze szkoły, zapewne dlatego, że byłam kilka lat wyżej..- Musiała być wtedy jakoś na szóstym roku. W Hogwarcie sporo czasu poświęcała nauce, więc nie ma się jej co dziwić, że nie kojarzyła wszystkich twarzy. Był młodszy od niej, czy powinna pozwolić mu ryzykować pracując u ich rodziny? Z drugiej strony, przecież dzięki temu będzie miał szansę na rozwój, uzyska środki, by godnie żyć. Wiadomo, że wojenna rzeczywistość dotykała każdego, jednak skoro mogła mu pomóc, dlaczego miałaby tego nie robić.
- Jest to wyśmienity pomysł, chętnie skorzystam z jej usług, nie posiadam swojej krawcowej, a i przydałaby mi się osoba, która pomogłaby mi się upodobnić do prostych ludzi. Moja rodzina nie musi wiedzieć o wszystkim, tak mogłabym to robić poza nimi, może być to całkiem niezły plan.- mogłaby dzięki temu wtapiać się w tłum, nie rzucać w oczy, co pomogłoby jej panoszyć się po okolicy.
- Oczywiście, będę zobowiązana, mam nadzieję, że nie będzie miała nic przeciwko.- rzekła zadowolona. Może będzie miała szansę pomóc kolejnej osobie. Chociaż raz pieniądze jej rodu mogą się na coś przydać.
Dostrzegła, że Thomas rozglądał się po pomieszczeniu, musiał przywyknąć do miejsca, w którym będzie pracował. Dla niej nie było to nic specjalnego, widziała w swoim życiu bardziej zachwycające wnętrza, jednak miała świadomość, że na kimś spoza arystokracji może to powodować dyskomfort. Mieszkali w wielkim dworze, a niektórzy, dzielili niewielkie pomieszczenia ze swoim rodzeństwem, miała tego świadomość.
- Jest to również dobre rozwiązanie, przynajmniej na pierwszy rzut oka mogę wyglądać inaczej. Naprawdę świetny pomysł!- wcześniej jakoś nie zastanawiała się nad tym, że może dać się łatwo rozpoznać. Doe zwrócił na to jej uwagę, może faktycznie powinna przed każdym wyjściem zadbać o to, by wyglądać choć trochę inaczej. Dzięki temu może trudniej będzie przypisać jej twarz do arystokracji. Mniejsze ryzyko dla rodziny.
- Mam nadzieję, że szarlotka smakuje? Nie będę Cię dzisiaj zbyt długo tutaj trzymać, masz jeszcze jakieś pytania, czy jest coś, czym chciałbyś się jakoś bardziej zajmować? Powiedz o swoich oczekiwaniach.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 3 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Kuchnia [odnośnik]28.11.21 20:26
- Do Hogwartu... Ja byłem w 47, w sensie na pierwszym roku - wyjaśnił spokojnie, samemu najczęściej biegając do niemalże każdego młodszego rocznika. Może jako pierwszoroczniak rzadko miał okazję do zagadywania do tych szósto- i siódmoklasistów, ale z pewnością był osobom głośną i wesołą. Bo tego zawsze chciał, kiedy żył jeszcze w Birmingham, a później też z taborem - towarzystwa, i ludzi. Różnych ludzi. Czuł się jak ryba w wodzie, kiedy był nimi otoczony, a szczególnie kiedy był w centrum uwagi - dokładnie tak jak podczas rynku, kiedy dawał swoje przedstawienie z zupą i trupem, i zębami...
Czuł się dobrze w takich warunkach. Udając, zabawiając tłumy.
- Oh, jasne! Poproszę ją o to, ale pewnie będzie musiała no, zdjąć miarę... Chociaż nie jest wcale wyższa wiele od ciebie, znaczy, to chyba wzrost się głównie mierzyło chyba? Nie wiem, nie znam się do końca na tym... No, ale poproszę ją o to - zapewnił z uśmiechem, mając nadzieję, ze chociaż odrobinę odciągnie to myśli Sheili od tego wszystkiego co miało miejsce. Wiedział, że się przejmowała, dlatego starał się przy niej uśmiechać. Nawet pomimo koszmarów, nawet pomimo niedospania. Nawet pomimo... pomimo tego wszystkiego co miało miejsce teraz złego. Co z Jamesem? Wciaż nie wiedział, wciąż nie był pewny, chociaż starał się wysyłać do niego listy, ten idiota... Co on sobie w ogóle myślał, żeby ich tak zostawić?! Chcieć ich zostawić tak jak on sam w listopadzie...
Nie mógł przecież mu na to pozwolić! Jakby miał to wyjaśnić Eve? Jakby miał to wyjaśnić Paprotce?
Zajadał się szarlotką, nigdy nie odmawiając jedzenia. Tak naprawde dało się zauważyć jak bardzo uspokoił się w kilku chwilach, kiedy ciasto znikało z talerza ruch za ruchem - bo właśnie tak działał jego umysł, tak działał podświadomie. Jeśli ktoś dawał jedzenie wiązało się to z bezpieczeństwem. Mógł być spokojny, mógł odetchnąć, mógł... po prostu być tu i teraz, spokojny, nieco się rozluźnić. Przecież ludzie nie karmili cię po to, aby zaraz zaatakować! Nie miałoby to najmniejszego sensu!
- Tak, smakuje, jest pyszna! A co do... Oczekiwania... Em... No... Znaczy, no potrzebuję po prostu pracy. Nie mam żadnych. Nie przeszkadza mi czy coś jest ryzykowane, czy nie, czy potrzeba się wysilić. Pracowałem już z bratem jak mieliśmy po kilka lat, więc no... no nie ma pracy, której się boję - powiedział, lekko wzruszając ramionami. - Tyle mi wystarczy. Jeśli będę w stanie przynieść coś do domu, do rodziny - przyznał, kiwając głową lekko. Bo o to chodziło, tego potrzebowali. Jakiejś ułudy stabilności.
Dokończył ciasto z zadowoleniem i tak naprawdę nie spędził zbyt wiele więcej czasu na dworze, ustalając z Prudence, że kiedy będzie potrzeba, aby jej towarzyszył - dostanie po prostu list z datą i konkretami, bo też i tak było im łatwiej wszystkim się zająć.

Zt x2


Kuchnia - Page 3 EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 3 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Kuchnia [odnośnik]23.07.22 16:53
17 kwietnia 1958
Dni mijały jak zawsze pędem – odkąd zawitała na stały ląd, miała wrażenie, że czas ucieka jej przez palce niemiłosiernie. Może to kwestia tego, że spędzając tak wiele czasu na statku przyzwyczajona była do długich godzin rozmyślań, nauki, czy też wątpliwości, w tym wypadku raczej mając zawsze coś do zrobienia i mając zawsze ludzi, którym starała się pomóc. Tak jak teraz, kiedy na nowo zorganizowała wyprawę do ziem lorda Macmillana, zgodnie z wcześniejszą obietnicą starając się pomóc. Niestety, wiedziała że było jeszcze wiele innych miejsc które potrzebowały pomocy, dlatego nie mogła obiecać, że w tym wypadku uda się jeszcze dostarczyć coś w tym miesiącu. Chciała bardzo szczerze powiedzieć, że tak właśnie będzie, ale sama nie wiedziała. Dostarczone ostatnio zapasy do leśnej lecznicy w Dolinie były raczej skromnie, a teraz, dostarczając coś dla samego dworku, czuła pewne wyrzuty sumienia. Wiele z tych rzeczy można było spokojnie oddać biedniejszym i nawet jeżeli zgrzytała zębami, wiedziała, że nie ma nawet co liczyć na to, że bogaci będą patrzeć na to inaczej.
Nie mówiła jednak o tym głośno, zdając sobie sprawę jak bardzo narzekała dla samego narzekania. Nawet po wojnie nic się nie zmieni, niezależnie kto wygra, bo bogaci będą bogaci a biedni będą biednymi. Zresztą…lord Macmillan starał się jakoś dbać o ludzi, którymi przypadło mu się opiekować i to zdecydowanie było na plus. Dlatego też nie mówiła nic, pomagając ustawiać skrzynie wieczorową porą – było już chyba po kolacji, bo mało kto kręcił się po kuchni za wyjątkiem dwóch czy trzech osób, dlatego mogła sobie pracować bez przerwy, albo bez czyjegoś wzroku nad swoim ramieniu. W takich sytuacjach często czuła się, jakby patrzyli jej specjalnie na ręce, gotowi do oskarżenia ją o kradzież w każdej chwili.
Ustawiła niemal wszystko, kiedy sięgała po ostatnią ze skrzyń, unosząc ostatnią, kiedy krawędzie wyślizgnęły się z je dłoni, rozcinając jej wnętrze – zaklęła głośno, puszczając wszystko, chociaż na całe szczęście nic nie uszkadzając z ładunku; kto wie, pewnie by jej to później jeszcze policzyli. Warknęła cicho do samej siebie, rozglądając się, czy nikt nie zwrócił uwagi na nią i jej niezręczność w tym momencie.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Kuchnia [odnośnik]28.07.22 13:29
Czas rzeczywiście mijał szybko, być może i zbyt szybko. Zauważył to, kiedy wrócił do domu po krótkiej nieobecności, a trójka dzieci z wyjątkowo drobnych niemowlaków zamieniła się w pulchne bobasy. I brakowało mu tego, że nie był w stanie obserwować tej transformacji każdego dnia. Obowiązki wymagały jednak poświęceń. Przyjdzie czas, kiedy będzie mógł się cieszyć swoimi dziećmi i widzieć je codziennie.
Nie zapomniał o swoich powinnościach względem hrabstwa. Miał nadzieję, że i inni o nich pamiętali… i nie mylił się. Skrzat nagle pojawił się w jego gabinecie, informując o przybyciu Thalii i skrzyniach, które z sobą przyniosła. Szybko więc schował część przeglądanych w tym czasie papierów do biurka i ruszył szybkim krokiem w stronę kuchni. Po drodze zaczepiło go kilka kuzynów, którzy chcieli zamienić słowo w związku z destylarnią, ale szybko ich zbył, mówiąc że porozmawiają o tym jutro. Whisky mogło zaczekać jeden dzień, panna Wellers nie, bo zapewne miała napięty grafik i wiele do roboty.
Do pomieszczenia wpadł tak, jakby chciał za wszelką cenę zatrzymać Thalię choćby na pięć minut. Wiedział, że mogła zniknąć w każdej chwili i że mógł się o niewiele spóźnić. Potrzebował zamienić z nią kilka zdań, a przede wszystkim zapytać czy wciąż odpowiadało jej to co robiła dla Kornwalii i pozostałych hrabstw. Nie chciał tracić osób, które mogłyby pomóc biednym i potrzebującym. Nie zdążył powiedzieć czegokolwiek, bo oko okazało się szybsze od ust. Zobaczył jak skrzynia pada, następnie usłyszał przekleństwo, żeby na końcu (choć z dużym opóźnieniem) dojrzeć to, co stało się z dłonią. Nie był magimedykiem, żeby zareagować bardziej profesjonalnie niż mówiąc:
Wszystko w porządku? Trzeba to jakoś opatrzyć – jakoś, bo w sumie nie miał pojęcia jak. To jest, najlepiej byłoby polać to czystą wódką (tak mu się przynajmniej zdawało), ale tej nie miał w pobliżu. Więc co innego mógł zrobić? Sięgnął po czysty ręcznik i podał go pannie Wellers, w nadziei że ta tak właściwie będzie wiedziała co zrobić i jak zatamować krwawienie. – Szczęście, że zdążyłem cię złapać, póki jesteś w rezydencji. Jak statek i kapitan? – Zapytał, zaczynając pogawędkę od standardowych pytań. – I jak się ty miewasz?


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 3 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Kuchnia [odnośnik]31.07.22 1:46
Nie planowała dzisiaj spotykać się z Anthonym – bardzo dobrze wiedziała, że większość lordów właśnie tego potrzebowała, aby ludzie dla nich sprawy załatwiali szybko i po cichu. Służba nie miała być widoczna, miała istnieć i robić to, co robią. Dlatego też, kiedy Anthony wparował do kuchni tak jakby właśnie miał się na kogoś rzucać, w pierwszej chwili drgnęła, zastygając z dłonią wyciągniętą przed siebie. Dopiero po chwili cicho wypuściła powietrze, wpatrując się w niego spoglądając na zranienie. Róg skrzyni przeciął skórę, ale nie wydawało się, aby było to większe bądź poważniejsze zranienie – Yvette więc mogła na spokojnie wyleczyć je kiedy wróci do domu. Thalia, nie Yvette. Za to skinęła głową, łapiąc od razu podany jej ręcznik, którym nieco niesprawnie owinęła własną dłoń.
- Dziękuję, ale obawiam się, że moim sposobem na radzenie sobie z takimi rzeczami byłoby polanie tego alkoholem i czekanie na specjalistę. – Odetchnęła nieco głębiej, pozwalając sobie na zajęcie miejsca na najbliższym stołku, przyglądając się prowizorycznemu opatrunkowi, starając się robić co mogła aby nie dawać po sobie znać, że bolało jakkolwiek. Jeżeli inni zobaczą, że jest słaba, jeżeli inni zobaczą, że nie daje rady, przestanie być przydatna. A jeżeli przestanie być przydatna, straci wszystko.
- Statek? Ludzie są nieco poirytowani, że kanał La Manche jest wrzodem na tyłku, przez co wypraw jest mniej. Aczkolwiek ostatnia wyprawa na Islandię i sprzedanie zapasów tam z pewnym zyskiem na pewno pana ucieszy, o czym poinformuje pana kapitan. Ale o to nie trzeba się martwić, naprawdę. Wszyscy póki co cali i zdrowi. – Westchnęła lekko, spoglądając ze smutnym uśmiechem na swoje palce. Przez lata na morzu straciły na delikatności, przypominając raczej dłonie mężczyzny. Czy taki miał być już los? Miała być niczym mężczyzna, w ciele kobiety, więc nie zadowalając tak naprawdę nikogo? Jeszcze mogła wyjechać i zacząć nowe życie, udając kogoś kim nie była. To wychodziło jej w końcu najlepiej.
- Ja…nie zamierzam lorda zajmować problemami. Mogę w czymś konkretnie pomóc? – Na pewno nie chciał rozmawiać o niej, nie liczyła na to. Coś innego musiało być na rzeczy.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Kuchnia [odnośnik]02.08.22 9:45
Tak samo jak Thalia nie planowała się z nim spotkać, tak i on nie planował z Thalią. Musiał jednak wykorzystać ten moment i upewnić się, że wszystko było w porządku i że nic jej nie brakowało, a przede wszystkim, że nie brakowało jej i załodze dalszych chęci.
Miał się już uśmiechnąć, kiedy ujrzał pannę Wellers, ale sytuacja sprawiła, że bardziej zajął się przejmowaniem jej ręką niż miłym powitaniem. Uważnie obserwował, kiedy owijała dłoń ręcznikiem i dopiero kiedy wszystko było gotowe jego wyraz twarzy z przejętego zmienił się w serdeczny. Teraz mógł być choć trochę spokojny, że nic złego się nie stało… a i miał nadzieję, że jego nagłe wejście nie było prowodyrem zranienia.
I to da się załatwić – mruknął nalewając whisky z domowej beczki do szklaneczki i wręczając go Thalii. – Zawsze mogę wezwać jakiegoś magimedyka – bo Merlin wiedział jedynie czy ta rana była poważna, czy nie.
Gdy kobieta zajęła miejsce na stołku, on mógł oprzeć się o szafkę i uważnie obserwować oraz słuchać swojego niespodziewanego gościa. Miał nadzieję, że nie miała mu za złe kilku miesięcy ciszy, ale musiał je poświęcić na znalezienie własnego spokoju i drogi. Zaśmiał się słysząc uwagę o Kanale Angielskim (choć z grzeczności zamierzał przemilczeć tę kwestię).
Tak to już jest z tymi wielkimi wodami – skomentował krótko. – Cieszę się, że wyprawa była udana, to bardzo dobra wiadomość – dodał z uśmiechem na twarzy. – Chociaż dlaczego akurat Islandia? – Zapytał nie rozumiejąc dlaczego akurat ją obrali sobie za cel.
Takie wieści zawsze go radowały. Zysk był potrzebny, a przy tym jeszcze trzeba było wykarmić naród. Jeżeli przy tym wszystkim załoga była cała i zdrowa – to była to lepsza od najlepszej wieści jaką mógł dzisiaj usłyszeć.
Nie, nie. Nie zajmujesz, sam spytałem – odpowiedział od razu słysząc jej wytłumaczenie. – I owszem, możesz. Chciałem zapytać czy nasza umowa wciąż obowiązuje i wypytać o nastroje na statku… oraz o samego kapitana, to jest jak on widzi naszą dotychczasową współpracę – wyjaśnił szczerze. Nie chciał owijać w bawełnę kogoś, kto zapewne potrafił zapewne całkiem dobrze czytać ludzkie intencje. – Nie miałem ostatnio czasu wezwać ani ciebie, ani kapitana do rezydencji, więc byłoby miło, gdybyście się pojawili ponownie, żebyśmy mogli na spokojnie porozmawiać o naszej współpracy – a właściwie o tym jak oni ją widzą i czy są zadowoleni.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 3 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Kuchnia [odnośnik]06.08.22 18:40
Nie mogła powiedzieć ze zmartwiła ją obecność Macmillana, odruchowo jednak spodziewała się tego co najgorsze – z pierwszego wrażenia myślała, że zrobiła coś nie tak i w tym momencie spodziewała się nagany. Gdyby nie zranienie, na pewno obserwowałby jak w tej chwili Thalia przyjmuje postawę obronną. Mimo to, wydawało się, że dziś nie miał nastąpić dzień w którym ktoś będzie zdenerwowany ale jednak się uspokoi i to miała być ona. W tym momencie też spoglądała na Anthony’ego, unosząc delikatnie dłoń do góry po tym, jak była już niejako zabandażowana, zaraz też spoglądając na lorda który chyba sam do końca nie wiedział jak zacząć tę rozmowę. Nikt w końcu nie musiał być sprawny w takich rozmowach, zwłaszcza że w swoim zachowaniu mało kiedy mieli szansę na wzajemne kontakty.
- Dziękuje, ale na taką okazję kiepsko marnować trunek taki jak whisky na rany. – Uśmiechnęła się, wznosząc toast i nie wstydząc się upicia całkiem sporego łyku. – Nie ma co, każdemu należy się odpoczynek i wystarczy że potem ktoś na to spojrzy. Mimo to dziękuję. – Nie chciała pokazywać, że gardzi jego pomocą, ale teraz odrywanie kogoś od pracy na pewno nie było miłe. Albo mogli po prostu pójść spać i nie kłopotać się wstawaniem do jakiejś rany, która mogła być czyimś problemem.
- Jeżeli ma lord konkretne miejsca w których chce sprzedać swoje towary to niech lord też powie. Natomiast Islandia jest stosunkowo potrzebującym towarów państwem, bez większości rzeczy których przez klimat nie zrobią sami, dlatego można tam z zyskiem sprzedać towary. Nie ma też zagrożenia okupacyjnego i to również dobre miejsce zbycia towarów. – Spojrzała na Macmillana, nie wiedząc, czy zaspokoiło to jego głód na informacje, ale chyba tyle miała mu do powiedzenia jeżeli chodziło o wyprawy. W końcu nie ona decydowała.
- U kapitana…nie wiem, wszystko w porządku. Załoga… - naprawdę, jak miała o tym rozmawiać z Anthonym bez wyrzucania wszystkich swoich problemów i bolączek? Jak miała mu tłumaczyć, że nie chciała rozmawiać o załodze skoro nie musiała tego robić w konieczności? - ..też jest w porządku, póki co przynajmniej. – Odetchnęła, spoglądając jeszcze na niego kiedy uniosła szklankę aby po raz kolejny upić nieco whisky. – Ja…jakoś się trzymam. Wydaje mi się, że póki co jest wszystko w porządku? – Nie brzmiała dość pewnie, ale chciała zrozumieć co ten ma na myśli.
- Czy jakoś mogę coś powiedzieć, porozmawiać? Może to pan ma jakieś pytania poza tym? – Ciekawa była czy do czegoś dążył, a na ofertę pojawienia się go tutaj nieco zarumieniła się, spuszczając jeszcze głowę. – Kapitan na pewno przyjdzie, proszę tylko powiedzieć, jaka data panu pasuje a ja przekażę. Co do mnie…naprawdę, jeżeli coś potrzeba wystarczy omówić to teraz. – Nie chciała przychodzić tu oficjalnie, bojąc się jak to może zostać odebrane przez resztę kiedy przyjdzie tu w oficjalnej wizycie prawie jak pierwszy oficer.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Kuchnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach