Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Letnie, włoskie przesilenie.

Go down 
AutorWiadomość
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : łamacz klątw, pośrednik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Na taki widok zawsze
opuszcza mnie pewność, że
to co ważne, ważniejsze
jest od nieważnego
OPCM : 12
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Letnie, włoskie przesilenie.  Empty
PisanieTemat: Letnie, włoskie przesilenie.    Letnie, włoskie przesilenie.  I_icon_minitime05.11.19 13:26

Włochy, Civita di Bagnoregio, 17 lipca 1950 roku

Świat nie jest doskonały. Mimo ukazywania codziennych obiektów doprowadzających do niewymownego, paraliżującego zachwytu, często odbierał przyjemność rujnując efemeryczny eksponat. Jednym tchnieniem, pojedynczym, niespotykanym zjawiskiem pogrążającym większość cywilizacji. A ludność tego regionu była przecież wyjątkowa. Wieloletnia, burzliwa historia wzbudzała entuzjazm wśród nieświadomych przyjezdnych. Ogrom osiągnięć, świadomość potęgi i waleczności narodu napawała widocznym szacunkiem i uznaniem. Na próżno było doszukiwać się nieskładności – krajobraz, architektura, a nawet regionalna kuchnia, zahaczała o doskonałość. Dzisiejszego dnia słońce rozpieszczało przejmującym ciepłem. Chyba nigdy nie widzieli tak upalnego, a za razem przyjemnego lata. Powietrze choć ciężkie i lekko wilgotne roztaczało uspokajającą aurę. Zapach rozgrzanej długimi promieniami ziemi wnikał w nozdrza pobudzając do działania; oświetlał majestatyczne budowle, których kolor wydawał się tak wyraźny i wyjaskrawiony. Roślinność rozbujana delikatnym wiatrem, wyśpiewywała nieznane melodie. Soczyste owoce porastały pojedyncze drzewa wprost na wyciągnięcie ręki. Niebo bezchmurne, spokojnie, okrywało otoczenie rozległym błękitem. Było błogo, sielankowo i rozkosznie. Młody mężczyzna w cienkiej, lnianej, lecz znoszonej koszuli opierał się o zimny kamień zdewastowanych budowli. Ciemne włosy zakrywały oczy, kiedy sprytne pióro przesuwało się po pogniecionym pergaminie. Zapisywał luźne przemyślenia, układane w wolne wersy amatorskiej poezji. Atmosfera sprzyjała twórczości, choć ogrom obowiązków skutecznie zaprzątał głowę na większość zapracowanego dnia. Civita di Bagnoregio uznawane za miasto całkowicie umarłe przyjmowało gości z największą łaskawością. Dziwne były jego losy, gdy z zaciekawieniem poznawał dawne dzieje. Podobno wszystkiemu winne było niefortunne położenie geograficzne, ale czy uczeni przodkowie nie potrafili zaradzić sytuacji? Czy zjawiska atmosferyczne uderzające w miasto okazały się zbyt zaskakujące i niepokonane? Ogrom pytań nawiedzał chłonny umysł, gdy ze zmarszczonymi brwiami poszukiwał idealnego synonimu. Śnieżnobiała sowa pohukiwała dźwięcznie zajmując miejsce tuż nad lewym ramieniem zajętego towarzysza. Gwarne rozmowy dochodziły gdzieś z boku; męskie donośne głosy pogrążone w wymownej dyskusji. Chłopak uniósł głowę z zaciekawieniem przyglądając się każdej, interesującej sylwetce. Był uczestnikiem misji. Początkujący Łamacz zaciągnięty do jednego z pierwszych, wymagających zadań. Nie bez powodu trafili do tak wyjątkowego miejsca. Jego niespotykane dzieje nie mogły być kwestią przypadku. Podobno strużki czarnomagicznej energii wyczuwano podczas swobodnego spaceru. Przypadek wymagał ściągnięcia dużej ilości specjalistów, a także osób o potencjalnie wysokim talencie do wykonywanych czynności. Miał nadzieję, że tak go postrzegano – jako młodego, ambitnego czarodzieja, który swoją wiedzą wykraczał ponad wszelkie standardy.
Starał się, dążył do doskonałości. Codziennie zgłębiał podstawową, teoretyczną wiedzę. Powtarzał elementy zasłyszane i poznane podczas edukacji w Hogwarcie. Kto by pomyślał, że tak odległa wiedza przyda się przy nowym wyzwaniach? Praktyka okazała się o wiele bardziej uciążliwa. Odkąd wyjechał z Bułgarii wraz z nowo napotkanym mentorem życie przestało być tak przypadkowe. Stary czarodziej nakładał piorunujące tempo – wymagał, zlecał, trenował. Nie pozwalał na chwile wytchnienia, nie akceptował bolesnych pojękiwań, skarg, czy zmęczenia. Określał poziom, nadawał rytm, pragnął perfekcji w każdej wypowiedzianej inkantacji, ruchach niepewnych dłoni, niezgrabnie poruszających głogową różdżkę. To dzięki niemu tu był. Dostał szansę, której nie mógł zmarnować. Najbardziej zintensyfikowaną uwagę przykuł jeden z mężczyzn, którego poznał wczoraj. Zasłyszane nazwisko  dawało wiele do myślenia – kojarzyło się z jednym wyjątkowym miejscem z angielskiego, magicznego półświatka. Nie był pewny czy znali się ze szkoły – był starszy o kilka lat. Wydawał się profesjonalnym zawodowcem skupiającym się na swoim zadaniu. Posiadał umiejętności, o których mógł jedynie pomarzyć. Od pierwszego poznania nosił się z zamiarem, aby poprosić o rozmowę. Przez większość czasu trzymał się na bezpiecznym pograniczu, nie byłby zdziwiony, gdyby potraktowali go jako nieśmiałego odludka. Czekał na właściwy moment, gdy gwarne grono rozejdzie się w swoje strony. Nie trwało to długo – wypatrywany towarzysz opuścił okrąg udając się do rozłożonego namiotu. Chłopak momentalnie poderwał się do góry, upuszczając skórzany notatnik. Podnosząc go pospiesznie ruszył biegiem za rosłą sylwetką krzycząc: - Panie Burke! – szybko skarcił się za te wymuszone uprzejmości i kontynuował: - Edgarze! – dobiegł do celu, dysząc ciężko i przecinając jego drogę. – Mogę zająć chwilę? – zaryzykował. Ale czy ryzyko nie było kluczem do sukcesu?


Powrót do góry Go down
Edgar Burke
Edgar Burke

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Zawód : łamacz klątw, B&B
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 30
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 25
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Letnie, włoskie przesilenie.  Empty
PisanieTemat: Re: Letnie, włoskie przesilenie.    Letnie, włoskie przesilenie.  I_icon_minitime06.11.19 0:19

Panował chaos. Edgar od rana pilnował miejscowych pracowników, żeby solidnie wypełnili powierzone im zadania, ale ci skutecznie testowali jego cierpliwość. Każdy z nich wymyślał wątpliwą wymówkę, byle tylko przesunąć wykonywanie swoich obowiązków na później, a to znacząco krzyżowało plany wyprawy. Mieli napięty harmonogram i mnóstwo pracy do wykonania – Edgar chciał, by już następnego dnia wybrali się do zapomnianej świątyni, ale nie mogli tego zrobić bez odpowiedniego przygotowania. Mieli już rozstawioną część namiotów, jednak wciąż pozostało parę kufrów do rozpakowania, by uznać obóz za gotowy. W dodatku cały czas brakowało jednego z łamaczy, co też pomału wyprowadzało Edgara z równowagi, bo nienawidził takiego braku profesjonalizmu. Wysłał tylko jeden list z pytaniem o powód tej nieobecności, chociaż i tak postanowił, że już nie przyjmie tej osoby do pracy. Był zdenerwowany, że tak wiele rzeczy mu dzisiaj nie wychodzi, i choć nie był przesądny, miał nadzieję, że to tylko złe dobrego początki. Cała reszta wydawała się być w porządku; Włochy jak zwykle zachwycały swoją urodą, a pogoda rozpieszczała. Żar lał się z nieba, ale właśnie taki klimat Edgar lubił najbardziej. Męczyła go angielska szarość i nieprzyjazny deszcz, chociaż większość życia spędził w ponurym hrabstwie Durham, gdzie chłód był nieodłączną częścią egzystencji. A jednak wystarczyła zaledwie jedna podróż do ciepłych krajów, by zrozumiał, że to właśnie tam czuje się najlepiej. Nie przeszkadzało mu ciężkie duszne powietrze ani pot spływający z czoła. Przy takiej pogodzie czuł się swobodnie, miał dużo energii, był bardziej zaangażowany. Podczas wypraw do północnych krajów częściej można go było spotkać w namiocie przy piecyku – teraz wszędzie było go pełno, kiedy poganiał leniwych Włochów do pracy. Zbliżała się pora obiadowa; miał nadzieję, że uda się do tego czasu rozłożyć obozowisko. Powtórzył to dosadnie kilku pracownikom zanim odłączył się od grupy, czując potrzebę spędzenia chwili w ciszy i samotności. To prawda, że na wyjazdach zachowywał się inaczej niż w ponurej Wielkiej Brytanii, jednak parę cech jego osobowości pozostawało niezmiennych. Przede wszystkim cenił moment odosobnienia, tłumy i hałas go męczyły, nie pozwalały mu się na niczym skupić. Ruszył w stronę namiotu z zamiarem przejrzenia notatek, które przygotował jeszcze przed wyjazdem do Włoch, lecz najwyraźniej spokój nie był mu pisany. Ledwie odszedł od reszty, a już usłyszał za plecami swoje nazwisko. Zatrzymał się niezadowolony, że znowu ktoś coś od niego chce, w dodatku akurat teraz, kiedy tak potrzebował chwili odpoczynku. - Lordzie Burke. Nie przypominam sobie, żebyśmy przeszli na ty - odpowiedział, lustrując mężczyznę wzrokiem. Kojarzył tę twarz; możliwe, że widział ją już wcześniej, ale nie skupił na niej szczególnej uwagi. Nie dziwiło go to – od wczoraj przewinęło się tutaj mnóstwo ludzi, nie był w stanie zapamiętać ich wszystkich. Miał odmówić wysłuchania mężczyzny, ale ostatecznie ciekawość zwyciężyła. Przeklął siebie za to w myślach, kiedyś pójdzie za to do piekła. - Chwilę, tak - zgodził się, krzyżując dłonie na piersi. Ostatecznie aż tak nie śpieszyło mu się do tego namiotu.




We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Powrót do góry Go down
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : łamacz klątw, pośrednik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Na taki widok zawsze
opuszcza mnie pewność, że
to co ważne, ważniejsze
jest od nieważnego
OPCM : 12
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Letnie, włoskie przesilenie.  Empty
PisanieTemat: Re: Letnie, włoskie przesilenie.    Letnie, włoskie przesilenie.  I_icon_minitime06.11.19 15:09

Po raz pierwszy uczestniczył w wyprawie tego pokroju. Z zapartym tchem obserwował skomplikowany proces organizacji. Od samego rana obóz badawczy pracował na najwyższych obrotach. Osoby zarządzające biegały pomiędzy namiotami wydając głośne, zrozumiałe polecenia. Dostrzegał pewne opóźnienia, niedyspozycję i bunt pracowników. Tempo jakie zostało narzucone wykraczało ponad przyjęte standardy. Przyjemna, letnia atmosfera nie sprzyjała mobilizacji. Każda jednostka pragnęła jak najdłużej korzystać z rozgrzewających promieni. To one w nieświadomy sposób rozleniwiały człowieka do granic możliwości. Młody mężczyzna kręcił się pomiędzy namiotami w poszukiwaniu odpowiedniego zadania. Jako jeden z nielicznych przygotowywał się do misji o wiele wcześniej niż termin w planowanym harmonogramie. Zjadł szybkie, lecz treściwe śniadanie. Spakował i przygotował ekwipunek; oczekiwał poleceń, które pozwolą na wyładowanie wewnętrznego entuzjazmu i nieopisanej determinacji. – Przepraszam, czy mogę w czymś pomóc? – zaczynał zaczepiając znamienite, nieznane osobistości. – Może ja to zrobię? - mimo ewidentnych problemów chciał zaoferować swoją pomoc, skromne usługi, zbyt duże zaangażowanie. Niestety, słysząc kolejną, rozgniewaną odmowę, odszedł zrezygnowany. Przeszkadzał. Plątał się pod nogami, gdy atmosfera wokół robiła się zbyt gęsta. Przez dłuższy czas stał nieopodal głównego namiotu, lecz sytuacja nie ulegała zmianie. Posyłając wydłużone, nieco gniewne spojrzenie, postanowił odejść; powtórzyć i przypomnieć najtrudniejsze ryciny starożytnych run. Nie miał pewności, czy dobrze odzwierciedla ich pokręcone i skomplikowane kształty. Z niezadowoleniem, zmarszczonymi brwiami. powolnie udał się do zacienionego azylu. Większość wolnych chwil spędzał pod rozłożystym drzewem pomarańczowym, kuszącym aromatycznym zapachem, obszernością korony i błogim spokojem. Rozsiadł się wygodnie, aby przepaść na kolejne, wydłużone godziny. Co jakiś czas zerkał na centralny plac, starając się nie przegapić najistotniejszych faktów. Złocista kula rozgrzewała wystające kończyny wywołując namiastki prawdziwego raju. Niesamowite, że czuł się tutaj dość wyjątkowo, a przede wszystkim swobodnie.
Już dawno zapomniał jak ponurą atmosferę wprowadzała typowo angielska pogoda. Przyzwyczajony do codziennej szarugi, nie zdawał sobie sprawy jak ogrom różnorodnych walorów serwuje niedaleka obczyzna. W zaledwie cztery lata zdążył zwiedzić i mieszkać w kilu, barwnych, rozmaitych krajach. Poznać tradycje, pasjonującą kulturę. Ujrzeć urzekające piękno krajobrazu, rozrywające przenikliwą zielenią, wyjątkowością gatunków roślin, rozległymi pasmami lasów, łąk, wysokich gór. Przejrzystą wodą, ciepłą, rozpalającą aurą wprowadzającą w mięśnie prawdziwą chęć życia. Towarzysząc najlepszemu przyjacielowi mógł przyczynić się do rozwoju, kształcenia. Poznawania i zdobywania doświadczenia w najprawdziwszej praktyce. Namacalnie, mechanicznie, skutecznie. Tak właśnie się czuł. Odmieniony, zmotywowany. Porzucił melancholijne usposobienie na rzecz ambitnego, dążącego do celu młodzieńca. Każdego dnia uczył się obcowania z specyficznymi sylwetkami, pokonując wrodzony dystans, nieśmiałość i wycofanie. Bez większych problemów angażował rozmowę, zadawał pytania, prosił o wyjaśnienia. Zaprzestał asymilacji. Całkowicie zapomniał o przeszłości zachłyśnięty ogromem możliwości. Nie pragnął powrotu, odnowienia kontaktu, krótkich odwiedzin. Dążył do perfekcji i nikt nie mógł mu w tym przeszkodzić. Przynajmniej taką miał nadzieję.
Od kilku minut wyczekiwał dogodnego momentu. Dokładnie, bacznie obserwował każdy ruch głośnej grupy. Wąskie strużki pojedynczych słów docierały do kryjówki, gdy uporczywie walczył z pierwszymi odgłosami przenikliwego głodu. Krążąc po obozowisku usłyszał niekorzystne wieści. Podobno jeden z wiodących Łamaczy nie stawił się na miejsce pracy. Nieznane mu były przyczyny niedostępności, lecz plan na wykorzystanie sytuacji narodził się niemalże momentalnie. A gdyby tak, mógł go zastąpić? Jak na razie nie zajmował się niczym szczególnym – rozpakowywał kufry, przekazywał informacje, pomagał w sprawnej organizacji wymagającej wyprawy. Przez większą część dnia sam wyszukiwał pojedyncze zajęcia prosząc o nieco bardziej absorbujące czynności. Miał wrażenie zmarnowanego, źle spożytkowanego czasu. A nie o to tu przecież chodziło, prawda? Stojąc naprzeciwko poważnego mężczyzny, natychmiast poprawił swoją postawę. Wyprostował się nieznacznie chcąc nadać swojemu spojrzeniu wyraźny i błyskotliwy blask. Nieprzyjemna uwaga wypełniła wnętrze niechcianymi emocjami – niepewnością, lekkim strachem, wycofaniem. Jedyne co zrobił to odchrząknął ciężko mówiąc lekko ściszonym głosem:  - Poznawaliśmy się chyba… - zatrzymał. Skoro nie kojarzył go od początku, czy informacja o terminie poznania była tak istotna? – Vincent Rineheart. – odrzucił pospiesznie, wyciągając dłoń ku bezwzględnemu przeciwnikowi. Wycofał gest tak szybko jak lustrujący wzrok, ponownie przeszył jego sylwetkę. Co ty najlepszego wyrabiasz? To nie był dobry znak. Okrutna panika nadciągała, lecz nie dawał za wygraną. Jeszcze raz rozpoczął rozmowę powoli, dokładnie dobierając słowa: - Doszły mnie słuchy, że nie ma dziś z nami jednego z Łamaczy. – nie chciał niepotrzebnie denerwować zarządzającego. Zapewne ta niefortunna sytuacja kosztowała go wiele nerwów, opóźnień i rozbieżności w planie. Dlatego też postanowił zaoferować siebie. Przecież znał się na rzeczy, nieprawdaż? – Pomyślałem, że… – zatrzymał na chwilę przenosząc wzrok na piaszczyste podłoże. – Stwierdziłem, że dobrym pomysłem byłoby, gdybym go zastąpił. – zabrzmiało zbyt samolubnie. – W sensie, chciałbym się zaoferować. – odetchnął ciężko gdy słowa wydobyły się na powierzchnie. Miał nadzieję, że wyraził się zrozumiale choć stres wnikał w drobne kanaliki. Postanowił walczyć o swoje i dość gwałtownie korzystać z nadchodzących okazji. Nie proszę o wiele. O jedną, kluczową szansę.


Powrót do góry Go down
Edgar Burke
Edgar Burke

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Zawód : łamacz klątw, B&B
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 30
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 25
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Letnie, włoskie przesilenie.  Empty
PisanieTemat: Re: Letnie, włoskie przesilenie.    Letnie, włoskie przesilenie.  I_icon_minitime04.12.19 23:04

Ta wyprawa nie mogła rozpocząć się gorzej. Nieobecność łamacza okazała się brakującym klockiem domina, co z kolei spowodowało znaczne przestoje i opóźnienie pracy. Edgar zastanawiał się jak rozwikłać ten problem, ale na razie żadne sensowne rozwiązanie nie przychodziło mu do głowy. Co prawda znał kilku miejscowych specjalistów, ale nigdy do końca im nie ufał. Wolał przyjechać ze sprawdzonym człowiekiem, który na pewno nie spróbuje go oszukać. Z kolei miejscowi czarodzieje sprawiali wrażenie jakby tylko czekali na okazję. Artefakt, który był celem ich przyjazdu, musiał trafić w ręce Edgara. Obiecał sobie, że bez niego stąd nie wyjedzie, choćby miał siedzieć w tym przeklętym kraju do końca roku aż jego córki zapomną jak wygląda. Zaskakująco często wracał myślami do zamku w Durham. Wydawało mu się, że po ślubie niewiele się zmieni w jego życiu, ale teraz widział jak bardzo był wówczas naiwny. Zmieniło się naprawdę dużo, o ile nie wszystko. Nawet wyjazdy sprawiały wrażenie innych, choć przecież jeździł na nie sam. Czuł, że będzie musiał je wkrótce ograniczyć, a to tylko potęgowało zdenerwowanie wynikające z każdego potknięcia. Cholerny łamacz, jeszcze popamięta tę swoją niesubordynację.
Zważając na okoliczności, ostatnie na co miał ochotę to rozmowa z nieznajomym. A jednak zgodził się go wysłuchać, zaskakując tym nawet samego siebie, chociaż całą swoją postawą dawał mężczyźnie jasno do zrozumienia, że nic z tego nie wyjdzie, o cokolwiek miał zamiar go poprosić. To była dobra decyzja, bo każde kolejne słowa coraz bardziej denerwowały Edgara, chociaż z natury był niezwykle spokojnym człowiekiem. Czyli wieść o ich problemach już się rozniosła. Przez krótką chwilę miał zamiar naskoczyć na nieznajomego mężczyznę i wrócić do (oby już rozstawionego) namiotu, ale na szczęście w porę się opamiętał. Rysy twarzy mu zelżały, chociaż wciąż przyglądał mu się krytycznie. - Zastąpił - powtórzył głucho, i pewnie zaśmiałby się gdyby tylko miał to w zwyczaju. Nieznajomy chyba nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji, ale Edgar postanowił wszystko mu wyjaśnić. - Panie Rineheart, nigdy o panu nie słyszałem - zaczął, wzdychając przy tym cicho. Czy jeszcze nikt mu nie tłumaczył jak wygląda ta praca? -To prawda, że jeden z łamaczy nie przyjechał, ale nie rzucę się przez to na pierwszego lepszego specjalistę - dodał, chociaż nie lubił stwierdzać oczywistych faktów, zazwyczaj był oszczędny w słowach. Zamilkł na chwilę, przyglądając się mężczyźnie. Sprawiał wrażenie zestresowanego, a mimo wszystko podszedł i zaoferował swoją osobę do pracy. Jako jedyny wykorzystał szansę, o której prawdopodobnie wiedział każdy, ale bał się głośno mówić. To dobrze o nim świadczyło, więc ostatecznie postanowił zostawić mu otwartą furtkę. Poza tym faktycznie przydałaby mu się pomoc, ale do tego absolutnie nie miał zamiaru się przyznawać. - Jakie ma pan doświadczenie? - Zapytał, a rysy twarzy nieznacznie mu zelżały. - Wie pan cokolwiek o naszej wyprawie? - Każdy uczestnik jego zespołu przygotowywał się do tego wyjazdu tygodniami. Nie miał zamiaru zatrudniać laika, który tylko będzie im się plątał pod nogami. Zbyt wiele mieli do stracenia żeby pozwolić sobie na taki brak profesjonalizmu. Przynajmniej tak sobie powtarzał, spoglądając na człowieka, który mimo wszystko trochę go sobą zainteresował.




We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Powrót do góry Go down
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : łamacz klątw, pośrednik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Na taki widok zawsze
opuszcza mnie pewność, że
to co ważne, ważniejsze
jest od nieważnego
OPCM : 12
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Letnie, włoskie przesilenie.  Empty
PisanieTemat: Re: Letnie, włoskie przesilenie.    Letnie, włoskie przesilenie.  I_icon_minitimeToday at 14:54

Przygotowanie wymagającej misji nie należało do najłatwiejszych zadań. Każdy uczestnik, a przede wszystkim zarządca powinien sporządzić plan awaryjny. Niestabilna profesja wymagała skupienia, wyrzeczeń, a przede wszystkim właściwej organizacji oraz dyscypliny. Jednakże sytuacje losowe potrafią zaskoczyć najdokładniejszych profesjonalistów. Właśnie takie informacje od samego rana krążyły po zapracowanym obozie – kilka wersji usprawiedliwiających nieobecność łamacza. Podobno ciężko zachorował i nie mógł stawić się na czas. Dostał lepszą ofertę i bez słowa zrezygnował z dotychczasowej pracy. Dotknęła go czkawka teleportacyjna i właśnie w tym momencie znajduje się gdzieś w okolicach południowej Anglii. A może ogarnęło go błogie lenistwo i paraliżująca niemoc? Żartobliwa wymiana zdań towarzyszyła skomplikowanej organizacji. Atmosfera panująca w bocznych namiotach wydawała się rozluźniona i humorystyczna. Sprzyjająca aura tutejszych terenów odciągała skupienie i rozpraszała uwagę. Młody mężczyzna, stojąc na uboczu obserwował zadziwiający widok konsumując sycący posiłek. Nie do końca zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji, a przede wszystkim istotności powodzenia obecnego zlecenia. Posiadając zdawkowe przesłanki, kompletnie nie przypuszczał, że najpoważniejsza batalia, rozgrywa się o zainfekowany artefakt. Niewidoczna rywalizacja spędza sen z powiek zdenerwowanym dowodzącym. Przez większość dnia zastanawiał się w jaki sposób oferować swój angaż i przy okazji przyczynić się do bezwzględnej wygranej. Chwytanie ulotnych okazji, okazało się jednym z bardziej unikatowych talentów. I co Vincencie, myślisz, że się uda?
Wysoka temperatura rozgrzewała wystające członki, przyklejając lniane koszule do mokrych pleców. Mimo ukrycia w nikłych strzępkach cienia, konwersujący mężczyźni odczuwali niedogodne, wyniszczające warunki. Skronie pulsowały delikatnie, zużywając ogromną siłę do całkowitego skupienia. On sam wyczuwał niechęć bijącą od towarzysza, któremu zabrał kilka cennych i ulotnych chwil. Postawa, ton głosu, a także nieprzychylne spojrzenie wyrażały pewne niezadowolenie, zrezygnowanie, a może coś na pograniczu zażenowania? Ciemnowłosy zastanawiał się z jakim entuzjazmem przyjął wiadomość o nieobecności wiodącego Łamacza, czy udało mu się wyładować najwyższy poziom furii? A może przeciwnie – dusił go w głębokiej podświadomości czekając na właściwy moment. Twarz Lorda Burke pozostawała nieugięta – pewność siebie powoli ulatywała w rozgrzane przestworza. Mężczyzna zrobił drobny, nieplanowany krok kierując niepewne spojrzenie w stronę przeciwnej sylwetki. Gdy kolejne słowa wyswobodziły się z jego ust, Rineheart poczuł jak wszystkie wnętrzności wykręcają się w niemym tańcu. Uczucie zażenowania, rezygnacji i niepowodzenia napłynęła w najdrobniejsze kanaliki, a kreatywny umysł posyłał siatkę siarczystych przekleństw skierowanych wprost w cyniczny profil dowodzącego. Co w tym dziwnego? Był zaangażowany, zaoferowany i ambitny. Chętnie podejmował się nowych zadań wychodząc z własną inicjatywą. Był odpowiedzialny, nie przychodził z propozycją, której nie był pewny. Odchrząknął wymownie. Ręce zaplótł z tyłu, aby wyeksponować dobrze zbudowaną sylwetkę. Wydawać się mogło, że w jakiś sposób uprzedził myśli niepewnego Lorda mówiąc: - Zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji i jakie konsekwencje mogą mnie czekać gdy nie podołam. – pewność i świadomość wypowiedzi wydawała się odpowiednio przekonująca. Spojrzenie błękitnych tęczówek zatrzymało się na trudnej aparycji, chcąc wdrożyć całą pewność. Dobrze wiedział na czym polega ta praca i w końcu chciał dostać szansę. – Zdaję sobie również sprawę, że nie darzy mnie P… – zatrzymał wymownie, aby po chwili kontynuować: - Lord odpowiednim zaufaniem. Chciałem tylko nadmienić, że od początku angażuję się w każdą, nawet dodatkową pracę, która pojawia się w obozie. – młodzieniec nienagannie wykonywał swoje obowiązki, ciągle żądając kolejnych. Przyjechał tu z ogromnym entuzjazmem, chcąc wykorzystać go w pełni. – Jestem podopiecznym Pana Vegarda. Od niecałego roku kształcę się pod jego skrzydłami. Wcześniej zgłębiałem całą teorię, lecz teraz z największym poświęceniem trenuje też praktykę. – subtelny uśmiech rozświetlił jego twarz, czując, że były to właściwe argumenty. – To dzięki niemu znalazłem się na tej wymagającej wyprawie. Wiem też z jakiej rangi zadaniem przyszło nam się zmagać. – w tym momencie prześlizgnął wzrokiem po sylwetce współtowarzysza wyczuwając zmienne zainteresowanie. Przyciszył ton głosu, który w tym momencie brzmiał jak wyzwanie, rozniecenie: – Wydaje mi się, że może Lordowi na nim bardzo zależeć. – kuszący artefakt, prawda? Obiekt pożądania i najwyższej nagrody. Pomogę ci go zdobyć, jeśli dopuścisz mnie do misji; pozwolisz spróbować. – Jestem przekonany, że nie odstaje umiejętnościami od pozostałych Łamaczy. – zapewnił czekając na reakcje. Był samolubny- walczył o swoje. Zacisnął zęby, aby zahamować zawziętość. Nie był nieprzygotowany, od samego początku śledził funkcjonowanie całego obozu. Mógł odbierać go w różny sposób, lecz musiał pamiętać, że nie odpuści. Innym razem będzie miał go na sumieniu.


Powrót do góry Go down
 

Letnie, włoskie przesilenie.

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19