Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 [SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię...

Go down 
AutorWiadomość
Alexander Farley
Alexander Farley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel w św. Mungu
Wiek : 21
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

now we're too young to recognize
that nothing
stays the same

OPCM : 40
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
[SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię... VIhlSyT

[SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię... Empty
PisanieTemat: [SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię...   [SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię... I_icon_minitime17.11.19 23:37


Śniłem o tobie: byliśmy starsi i inni...


Alexander pewnym krokiem opuścił swój gabinet - była punktualnie osiemnasta trzydzieści, a jego dzisiejszy dyżur właśnie dobiegł końca. Minęły ledwie dwa lata odkąd ukończył specjalizację z magipsychiatrii, a już teraz był najbardziej renomowanym uzdrowicielem na trzecim piętrze w szpitalu świętego Munga. Szedł wyprostowany, uderzeniami obcasów bardzo drogich butów z najdelikatniejszej koźlęcej skóry znacząc swój pewny krok. Uzdrowiciel Selwyn nie miał już na sobie limonkowozielonej szaty: wysoka i dostojna sylwetka lorda prezentowała się wręcz onieśmielająco w niezwykle eleganckiej, ale i prostej czarnej szacie, której pomarańczowe i czerwone wykończenie jasno wskazywało, który ród reprezentował ten czarodziej.
Bez chwili zwłoki udał się w kierunku dyżurki pielęgniarek: zatrzymał się w drzwiach z tym zabójczym uśmiechem, który zjednywał mu właściwie każde niewieście serce w budynku.
- Dorothy, pamiętaj, żeby raporty z nocnego dyżuru dotarły na moje biurko w poniedziałek nie później niż o szóstej rano - zwrócił się do niskiej, filigranowej wręcz czarnowłosej kobiety, która skrzętnie uzupełniała dokumentację. Widział, jak na niego patrzyła; wszystkie tak na niego patrzyły. Każda czystokrwista czarownica miała nadzieję, że to właśnie jej uda się w końcu uwieść najbardziej pożądanego kawalera wśród arystokracji. Kilka ostatnich lat wyjątkowo mu się przysłużyło, bowiem z chłopięcia wyrósł na mężczyznę, któremu wystarczyło tylko wejść do pomieszczenia, aby cała uwaga skupiła się tylko na nim.
Dorothy zapewniła go niezwykle prędko i z niesamowitym oddaniem, że wszystko będzie gotowe już o trzeciej lub czwartej. Alexandrowi nie pozostało nic innego jak uśmiechnąć się i podziękować, uśmiechem powodując u swojej rozmówczyni wyraźny dreszcz przebiegający po kręgosłupie. Nie miał jednak czasu na gierki - czekał na niego ktoś o wiele ważniejszy niż podobna do wszystkich innych średnio interesująca czarownica z klasy średniej. Pożegnał się jednak niezwykle uprzejmie i obrócił się jednym płynnym ruchem, ruszając następnie w kierunku schodów, a dalej - wyjścia ze szpitala. Zarzucił na siebie czarny jak noc płaszcz nim nie wyszedł w alejkę, z której mógł teleportować się do Beaulieu. Essex było niezwykle piękne o tej porze roku, kiedy natura budziła się do życia po zimowym letargu. Alexander również czuł się niezwykle ożywiony, ekscytacja pełzała w jego żyłach podsycając krążący w nich ogień. Miał plany na dziś. Bardzo ważne plany.
Wrota rezydencji otwarły się przed nim, a Alexander już w progu ściągnął płaszcz i rzucił go w kierunku skrzata, który za pstryknięciem palców wylewitował odzienie z głównego holu. Miał nadzieję, że nie będzie rozkojarzona dzisiejszą gazetą i zyska jej uwagę w pełni. W Walczącym Magu znów pisali o rebeliantach nazywających się Zakonem Feniksa, którzy próbowali walczyć z Czarnym Panem i Ministrem - Alexander jednak nie martwił się tym wiedząc zbyt dobrze już, jak się takie zamieszki kończyły. Może i nie był zachwycony tym, że na szczycie w Stonehenge przed prawie czterema laty Morgana otwarcie poparła Lorda Voldemorta, jednak zapewniało to jego rodzinie bezpieczeństwo, więc siedział cicho, milcząco akceptując nowy porządek. A ród był najważniejszym, o co młody Selwyn dbał.
Pokonywał kolejne stopnie i korytarze, aż nie dotarł do najdalszych pokojów w zachodnim skrzydle. To było jego królestwo, oaza, sanktuarium. A w nim, w jego pracowni przy pokrytym anatomicznymi księgami stole czekała ona. Zaczytana nie zauważyła jego przybycia, dlatego mógł przez chwilę poprzyglądać się jej, pogrążonej w lekturze, tak zawziętej w osiągnięciu swojego celu.
- Dzień dobry, moja droga. Stęskniłaś się? - odezwał się, kiedy w końcu nakarmił spojrzenie jej widokiem. Zbliżył się do stołu, z zadowolonym uśmiechem na twarzy obserwując jej radość.




nikogo nie uzdrawiam
                                   umiem psuć ale nic nie naprawiam

zostawiam za sobą bałagan
                                           komu ja pomagam?

stoję. w ciele wznieca się ogień
                                                  nie swój strój płonie.

Powrót do góry Go down
Isabella Selwyn
Isabella Selwyn

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Zawód : dama i płomień
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 2
UROKI : 3
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
[SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię... Tumblr_inline_ot6h6xyOv21rifr4k_540

[SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię... Empty
PisanieTemat: Re: [SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię...   [SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię... I_icon_minitime18.11.19 21:13

Wieści napływające z dzisiejszej prasy nie dotarły do niej. Nim słońce zdominowało poranne niebo, zakradła się do cieplarni, by móc, jeszcze przed śniadaniem, uwarzyć eliksir, którego do tej pory nie odważyła się przygotować. Trudny wywar, dość zbędny w jej sytuacji, ale dziwnym trafem błąkał się po dziewczęcych myślach już od wielu dni. Formuła lecznicza, dość specyficzna, ale byłoby cudownie móc podarować ją którejś kuzynce. Nad tym parującym kociołkiem nie stała wcale wspaniała, urokliwa dama. Roztargana i w dość pomiętym stroju nie mogła sobie pozwolić na rozmyślne przygotowania. Potrzeba była nagła, a Isabella wciąż nie potrafiła nauczyć się panowania nad nieposłusznymi iskrami pomykającymi w ulubione kierunki. Gdy jednak dawała się im skusić, wybuchał płomień. Pożar nie do ujarzmienia i chyba tylko Morgana mogłaby wytargać ją spomiędzy tych zielonych alejek prosto do wypełnionej ciasnymi gorsetami klatki. Nikt tu za nią zwykle nie chodził. Przyjemne chwilę samotności pozwalały skupić się na sztuce, która nigdy nie miała stać się bliska jej sercu. Trwała pośród roślin, pomiędzy setkami malutkich słoiczków wypełnionych skrawkami tak różnorodnej natury. Pod głodnymi płomykami rozgrzewała się magia.  W tych nieczęstych momentach nie czuła się arystokratką, wyobrażała sobie, że ma misję. Musiała ją mieć, bo z tygodnia na tydzień coraz mocniej uświadamiała sobie, że najpewniej podzieli los Lucindy i tak pozostanie starą panną. Przynajmniej żaden mąż nie zabroni jej gmerać w kotle, sklejać własnych ran i tańczyć w ogniu. Tak się pocieszała, bo istniały też mniej radosne myśli podsycane przez rozczarowaną matkę. Nikt jej nie pragnął.
Zwiędłaby jednak, spędzając całe dnie na kąpielach w tej melancholii. Rodzinny ogień nie przestawał jej otulać i wyobrażała sobie, że będzie przy niej już zawsze. Ten zaplanowany świat nie udawał się, ale dni upływały i przepadłaby uduszona smutkiem, gdyby tylko jej jedynym szczęściem i marzeniem stałoby się wyjście za mąż. Miała pasje, które rozpalały jej serce emocjami niemożliwymi do opisania. Poświęcała się im, wcale nie czując upiornego dotyku porażki na ramionach. Uśmiechała się tak naprawdę, doceniając opiekę rodziny i piękno otoczenia – niewidoczne dla tak wielu. Alchemiczne spełnienia owocowały przegapionym posiłkiem, ale wkrótce znów z porannej szkarady przemieniała się w uroczą damę dumnie wędrującą korytarzami pełnymi spojrzeń ukochanych przodków. Spokojny krok był jej jednak obcy – tak samo jak popołudniowe haftowanie w towarzystwie szlachetnych panienek. Nie było jej tam, wolała porzucić tę niewdzięczną sztukę na rzecz nigdy niezaspokojonego pragnienia wiedzy. Tak dotarła do Alexandrowych zakamarków, tak wtulała się w jego fotel i tak przesuwała kolejne karty mądrych ksiąg. Drobne place sunęły po szczegółowych rysunkach. Dotykała ich z dziwnym namaszczeniem – bo tylko takich wymalowanych skrawków ludzkiego ciała dotykać mogła. To jednak przez te lata wcale nie zdołało jej zniechęcić, choć zazdrościła mężczyznom. Chciałaby znaleźć się na miejscu Alexa, na miejscu lorda Shafiqa, którzy godzić mogli swoje uzdrowicielskie obowiązki z wielmożnymi tradycjami. Jej misją było zakładanie ładnych sukienek i dyskutowanie przy herbatce o sztuce. Nawet nie o tej, którą tak mocno chciałaby poznać! Dziś czuła, jak bardzo jest to żałosne u boku wspaniałych zajęć męskich. Mogła jednak wędrować. Nigdy nie odmawiała sobie niby przypadkowego zagubienia się w swoich londyńskich podróżach.
I nigdy też nie przestawała wzdychać do tych rycin odsłaniających widoki niestosowne dla damy. Nie bała się krwi, a jednak nieustannie ktoś ten lęk jej wmawiał. To nie były niepojęte ohydztwa, to ciało, o którym mimo znanych na pamięć trudnych formuł wciąż niewiele widziała. To uczucie ją zamęczało. Nie przestawała jednak, wierząc, że któregoś dnia jej się uda. Tym razem studiowała układ mięśniowy, a wyobraźnia próbowała rzucić niewerbalne zaklęcie na jej zmysły, pozwolić poczuć pod opuszkami twardości, których tak naprawdę nie było. Serce zabiło mocniej, gdy ten głos w moment rozniecił skupione promienie ognia. – Alexandrze – powiedziała najpierw, zatrzaskując wielką księgę. Natychmiast rozpogodziła się, rejestrując obecność kuzyna. – Tęskniłabym, gdybyś mi pozwolił tęsknić, gdybyś długo nie wracał – oświadczyła ciepło, trochę żartobliwie. Zagadkowa nieobecność kuzyna mogłaby jednak łatwo z tęsknoty przemienić się w ból. – Opowiedz mi, co dzisiaj zrobiłeś – poprosiła, nie tłumiąc wcale zaklętej w głosie namiętności. Chciałaby usłyszeć o wszystkim. O szpitalu, pacjentach i o Alexandrze.





Looks like a girl, but she's a flame
So bright, she can burn your eyes
Powrót do góry Go down
Alexander Farley
Alexander Farley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel w św. Mungu
Wiek : 21
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

now we're too young to recognize
that nothing
stays the same

OPCM : 40
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
[SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię... VIhlSyT

[SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię... Empty
PisanieTemat: Re: [SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię...   [SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię... I_icon_minitime22.11.19 1:55

Widział, co przeglądała. Był z niej dumny - tak naprawdę i zupełnie. Wciąż szkoliła się w magii leczniczej i anatomii, nawet wiedząc, że najprawdopodobniej nigdy nie będzie mogła wykorzystać jej w praktyce, w sensie stricte zawodowym. Żałował tego, ponieważ był zdania, że byłaby doskonałym medykiem. Była kimś więcej niż kolejną lady zrodzoną aby nosić piękne sukienki i dogadzać mężowi. Posiadała wszystkie potrzebne cechy, aby zajmować się uzdrowicielstwem: inteligencję, zdolność do prędkiego podejmowania decyzji, niepohamowaną ciekawość, brak lęku przed próbowaniem. Widział, jak marnuje się ogromny potencjał i nie mógł tego znieść. Miał jednak pewien pomysł, plan, nad którym pracował już od dawien dawna.
Nie potrafił się nie uśmiechać widząc ją taką: bezpieczną i radosną, nawet jeżeli jeszcze chwilę temu jej czoło było nieco zmarszczone, a usta lekko ściśnięte, wyraźnie trzymane w uścisku przez zgryzotę. Coś ją dręczyło, tyle że Alex nie był w tym momencie stwierdzić, która z bolączek wróciła do głowy Isabelli. Niemniej jednak, cokolwiek by to nie było, Alexander szybko się tego pozbędzie. - Opowiem - odparł, podchodząc jeszcze bliżej, aż ostatecznie przysiadł na podłokietniku fotela, w którym się kuliła. - Pod warunkiem, że coś ze mną przekąsisz - powiedział, po czym w ogóle nie czekając na odpowiedź pstryknął palcami. W mgnieniu oka w powietrzu rozległ się trzask, a przed nimi w  ukłonach giął się skrzat domowy. - Dzwoneczku, przynieś nam proszę paterę owoców i odpowiednie wino - powiedział bardzo uprzejmym tonem i z lekkim uśmiechem. Miał do tego skrzata wyjątkową słabość i traktował ją z wyjątkowym faworyzowaniem: kiedyś bowiem Dzwoneczek należała do jego matki. Skrzatka skłoniła się i zniknęła prędko. - Dziś było naprawdę spokojnie - Alexander zaczął opowiadać, opierając się wygodnie o wysokie oparcie fotela. - Na oddziale nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego nocą, rano zaczęliśmy od podania wszystkich potrzebnych eliksirów. Porozmawiałem chwilę z pacjentami i poszedłem spisać raport z obchodu - relacjonował, wpierw wbijając wzrok gdzieś w przestrzeń wypełnioną stylowymi meblami w rodowych barwach, ostatecznie przenosząc go na kuzynkę. - Po raporcie przyszedł czas na... - zaczął kolejne zdanie, jednak przerwał im kolejny trzask aportacji. Dzwoneczek pojawiła się znów w pomieszczeniu i jednym ruchem dłoni uprzątnęła zastawiony księgami stół, następnie lewitując na niego tacę z elegancko pokrojonymi w kosteczkę różnorakimi owocami, całymi truskawkami i winogronami, kawałkami serów oraz słodkości, a także dwa kieliszki i samouzupełniającą się karafkę białego wermutu. - Dziękuję ci, Dzwoneczku, na razie nie będziemy cię potrzebować - uśmiechnął się do skrzatki, a ta z radością skłoniła im głowę i zniknęła z kolejnym trzaskiem. - O czym to ja... - mruknął Alex, sztucznie zastanawiając się, gdzie zakończył wątek. Sięgnął przy tym po kawałek truskawki, z ukosa zerkając na Isę. Na ustach tańczył mu półsenny uśmiech, kiedy na powrót opadł na oparcie. Siedząc wciąż na podłokietniku po prawicy lady wgryzł się w truskawkę: doskonale dojrzałą i soczystą, tak perfekcyjną, że z piersi Alexandra wydobyło się pełne zachwytu westchnięcie. Przymknął na moment powieki, rozkoszując się nie tylko smakiem owocu rozpływającego się na języku, ale również trwającą właśnie chwilą. Kiedy znów otworzył oczy, błyszczały w nich ożywione ogniki.
- Po raporcie przyszedł czas na wizyty, jednak nie było ich zbyt wiele - przyznał, na moment zabłądziwszy wzrokiem w oczy Isabelli. Trwało to tylko krótką chwilę: wystarczająco jednak długą, by coś w niej tym intensywnym spojrzeniem poruszyć. - Później błądziłem znów po oddziale na obchodzie, na przerwie odwiedzając Archibalda. Niestety nie miał dla mnie zbyt wiele czasu - wyznał z nutą żalu w głosie. Odkąd Prewettowie i Selwynowie obrali zupełnie inny kierunek, relacja Alexandra ze starszym kuzynem zmieniła się z lekka. Archibald miał na głowie obowiązki nestora i ordynatora, jednak starał się jak mógł aby od czasu do czasu porozmawiać z Selwynem. - Na koniec miałem jeszcze parę wizyt i akt do uzupełnienia, ale zaraz po tym wróciłem do domu - zakończył. Sięgnął po jeden z kieliszków i upił łyk wina: dokładnie takiego, jakie lubił najbardziej, z korzenną, ciepłą nutą. - A ty? - zapytał, spojrzeniem znów odnajdując Isabellę. Pod wpływem impulsu sięgnął lewą dłonią ku jej twarzy i założył kosmyk jej złotych włosów za ucho. Mógłby godzinami patrzeć na to, jak tańczy w nich światło. - Co takiego porabiała lady Selwyn, kiedy nikt nie patrzył? - zadał pytanie, a jego palce musnęły odsłoniętą skórę na szyi czarownicy.
Mógłby przysiąc, że poczuł przeskakującą między nimi iskrę.




nikogo nie uzdrawiam
                                   umiem psuć ale nic nie naprawiam

zostawiam za sobą bałagan
                                           komu ja pomagam?

stoję. w ciele wznieca się ogień
                                                  nie swój strój płonie.

Powrót do góry Go down
Isabella Selwyn
Isabella Selwyn

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Zawód : dama i płomień
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 2
UROKI : 3
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
[SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię... Tumblr_inline_ot6h6xyOv21rifr4k_540

[SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię... Empty
PisanieTemat: Re: [SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię...   [SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię... I_icon_minitime24.11.19 15:09

Nikt nie śmiałby kwestionować tego, że Isa i Alexander byli jak dwa płomienie łączące się we wspólnych rzekach ognia. Rzekach, które przetrwały mimo nieprzychylnych burzowych anomalii i mroków niegodzących się na żadną dobra iskrę. Istniały jednak różnice, które dalej nie pozwalały stać się im jednością w pełni rozumiejącą się, całkowicie jednogłośną. Mogłaby zarzekać się, że to nic, ale przecież nie można było zaprzeczyć pewnym podziałom wynikającym z odmiennych płci, jakże odmiennych misji będących ich przeznaczeniem. Byli kobietą i mężczyzną, pewne sekrety nigdy nie powinny zostać odsłonięte, pewne nastroje całkiem pojęte. Kuzyn miał wolność i swobodę, o której ona mogła jedynie marzyć. Nawet jeśli nie mówiłaby o tym głośno, to on i tak wiedział. Tego spodziewałaby się po tak pokrewnej duszy. Podobało jej się to, że wiele kwestii nie potrzebowało głośnego, jasnego nazwania, aby druga strona umiała je dostrzec. Od lat uczyła się, jak wyciskać z życia jak najwięcej, jak dostrzegać dobro, radość i niezwykłość w życiu, jakie jej podarowano, do którego została stworzona i które tak mocno odbiega od śmiałych snów pełnych przygód. Niemniej pewnych tematów i lęków nie śmiałaby odsłonić nawet przed Alexandrem, choć przez te lata, kiedy był świadkiem wybuchów niepoprawnych dla damy emocji, bliska była wyrzucenia z siebie wielu wątków. Ufała mu jednak mocno. Chciałaby zadbać o niego tak, jak on umiał zadbać o nią. Nie miała jednak tak wielkich mocy. Tak przynajmniej jej się zdawało.
– Dobrze – zgodziła się, wygładzając materiał spódnicy. Gdy tylko usiadł na oparciu, poczuła jego zapach dolatujący do niej leniwie, choć coraz intensywniej. Mimowolnie wzięła głębszy wdech, przy okazji rozmyślając o tym, czy jest głodna. – Wyobrażam sobie, jaki jesteś głodny. Powiedz mi, Alexandrze, że nie zapominasz o jedzeniu między kolejnymi pacjentami – wyraziła nadzieję, gdy tylko skrzatka zniknęła, by przygotować im posiłek, lekki, smakowity, ale z pewnością potrzebny wymęczonemu po zmianie uzdrowicielowi. Tym baczniej Isa przyjrzała się kuzynowi, poszukując śladów ewentualnego wycieńczenia. Dbał o innych, ale czy umiał zadbać o siebie? – W innym wypadku zacznę cię częściej odwiedzać. I wcale nie żartuję! – oświadczyła bojowo, widząc w takim rozwiązaniu mnóstwo zalet. Oczywiście najważniejsze było zdrowie Alexandra. O nią tutaj dbało mnóstwo ludzi, ale tam, w szpitalu znajdował się daleko od dworskiej obsługi.
Rozproszyła jednak te odważne ogniki, gdy tylko zaczął snuć opowieść. Prosta, przewidywalna, niezbyt obfita w zwroty akcji i, zdawałoby się, mogąca uśpić każdą damę. Nie Isabellę, która tak bardzo pragnęła przywdziać odpowiedni strój i stanąć między poplątanymi korytarzykami szpitala. Jako medyk, nie pacjentka. Nie przerywała mu. Ponowne zjawienie się Dzwoneczka zaowocowało jednak pauzą w tej relacji. Pominęła widok wspaniałej tacy i soczystych kawałków owoców. Zamiast tego patrzyła na usłużną skrzatkę z dziwnym rozmarzeniem malującym się na twarzy. Gdy ta zniknęła, popatrzyła na lorda kuzyna. – Czy myślisz, że ona naprawdę jest dumna ze swej służby? Że chce być przy nas? – spytała nagle, dzieląc się na głos swoimi wątpliwościami. Nie otrzymywał niczego o nich. Niczego prócz słów wdzięczności, ciepłego kąta przy gorących kominkach Selwynów.  Pokręciła lekko głową, łapiąc się na nietypowych rozważaniach. Ostatni raz popatrzyła w miejsce, w którym stworzenie jeszcze chwilę temu stało.
Później jednak przed oczami stanął jej znów podglądy nieco z dołu widok rozkoszującego się soczystymi smakami owocu kuzyna. Niegrzecznie było tak przyglądać się, gdy ktoś się zajadał, ale chyba w tej chwili żadne z nich nie przejmowało się ryzykiem pojawienia się starej, marudzącej ciotki. Nikt nie mógł ich tutaj skarcić. Nikt poza nimi samymi, ale to się nie miało prawda przydarzyć. – Musi być przepyszna – zauważyła rozbawiona, reagując na te rozanielone pomruki. Wilgotne, zapewne i słodkie usta Selwyna mogłyby z powodzeniem w pojedynkę poradzić sobie z całą porcją smakołyków. Jednak musiała spojrzeć gdzieś indziej, gdy tylko złapała się na zbyt śmiałym wpatrywaniem się w ten obrazek. A może to ich krzyżujące się spojrzenia nakazały jej odwrócić wzrok? – Mów dalej, Alexandrze. Opowiedz mi o nowych przypadkach, chciałabym wiedzieć jak najwięcej. Czy coś cię dzisiaj zaskoczyło? – zapytała, dobrze wiedząc, że mimo obszernej wiedzy uzdrowiciela, ten leczniczy świat zmagał się z wieloma niespodziankami. Rozpromieniła się na wspomnienie kuzyna nestora. – Powinniśmy go któregoś dnia odwiedzić. Chciałabym zajrzeć do ich cieplarni, jestem pewna, że nigdy nie uda mi się wyhodować samej tak wspaniałych paproci – przerwała mu, a w głosie dało się zauważyć ślad tęsknoty. Jeśli miałaby zdobyć kilka kwiatów paproci, to tylko od Prewettów. Wciąż jednak była zbyt niedoświadczonym alchemikiem, aby rzucić się na te potężne eliksiry. Zwieńczenie relacji Alexa przyjęła z wyczuwalnym nienasyceniem. Kilka wyraźnych punktów nie mogło przecież oddać prawdziwego uczucia, ożywić ilustracji. Ujęła kieliszek z winem, wciąż słuchając uważnie. Zmoczyła jednak usta, ciesząc się znakomitym smakiem. Pod dachami Beaulieu wszystko wydawało się tak wykwintne i pyszne. Poza nim bywało różnie, choć Isabella przedkładała towarzystwo ponad ulubione posiłki.
Wrócił do domu. Znów byli razem, choć teraz nie będzie umiała skupić się już na studiowaniu mądrych woluminów. – A ja… – zaczęła powoli, choć nie zdołała dokończyć, gdy przerwał jej ten drobny gest czułości. Jego palce parzyły przyjemnym ciepłem, nie umykała przed nimi, choć muśnięte ucho drgnęło jakby. Przez to na moment zapomniała, o czym właściwie miała mówić. Nie pomagał ślad dotyku płomienia na szyi. Chyba zamarła nieco oczarowana. Utkwiła w nim zamyślone spojrzenie. – Czy jesteś pewien, że chciałbyś wiedzieć? – odpowiedziała więc pytaniem, nabierając nagle ochoty na przekomarzanki. Ostatecznie mógłby osiwieć nagle, gdyby tylko odkrył część rzeczy, którymi w cieniach cieplarni zajmowała się Isabella. – Nim schowałam się tutaj z księgami, warzyłam eliksir brzemienności. Mogłabym go podarować którejś przyjaciółce. Może lady Fawley? Ostatnio słyszałam, że znów spodziewa się potomstwa… – zaczęła głośno rozmyślać, próbując skupić się jak najbardziej na obrazie przyjaciółki. By nie dopuścić do głosu pewnych myśli, by nie dać się im zwieść. Przecież nie była sama. Skaczące między nimi iskry nie były żadnym złudzeniem. Również to czuła.





Looks like a girl, but she's a flame
So bright, she can burn your eyes
Powrót do góry Go down
Alexander Farley
Alexander Farley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel w św. Mungu
Wiek : 21
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

now we're too young to recognize
that nothing
stays the same

OPCM : 40
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
[SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię... VIhlSyT

[SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię... Empty
PisanieTemat: Re: [SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię...   [SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię... I_icon_minitime01.12.19 2:09

Przypatrywanie się jej, kiedy siedziała umoszczona w fotelu było czystą przyjemnością. Alexander od samego przebywania w jej towarzystwie czuł się lepiej, mając wrażenie, że wygrał tym los na loterii życia. Miał wszystko, czego można by chcieć: dobre nazwisko, świetną pracę w której się spełniał, pieniądze, wygląd, rząd kandydatek na żony; marzenie właściwie każdego mężczyzny, a przynajmniej tak mu się wydawało. Był szczęściarzem i starał się nie marnować tego uśmiechu od losu.
- Oczywiście, że nie zapominam. A na pewno nie codziennie - poprawił się prędko, uświadamiając sobie, że to niby niewinne kłamstwo w ogóle by nie przeszło z Isabellą. Za dobrze go znała. - Jedak dzisiaj zjadłem obiad w czasie przerwy, nie przyjmowałem nikogo nad program jak ostatnio - zarzekał się z uśmiechem dziecka przyłapanego na podkradaniu cukierków przyklejonym do twarzy. Budziło to w nim ekscytację: fakt, że znała go tak dobrze, że potrafiła przejrzeć przez jego maski i zasłony dymne, odróżnić fałsz od prawdy. Nigdy nie poszedł w politykę, jednak wiedział, że jakby kiedykolwiek miała być jego oponentem na mównicy to poległby sromotnie, rozpracowany na pierwsze części już na samym początku swojego wystąpienia. To poczucie zagrożenia, ten dreszcz sprawiał, że żar w Alexandrze buchał nieposkromionym płomieniem. Jej groźba sprawiła jednak, że ogniki pojawiły się i w jego oczach. - To może w takim razie w ogóle przestanę jeść w pracy i będziesz musiała być tam ze mną cały czas? - powiedział przyciszonym, głębokim głosem, takim jakim posługiwał by się szatan wiodąc Ewę na pokuszenie. Wystawiał ja tym samym na próbę, będąc ciekawym, jak daleko była skłonna przesunąć linię tej rozmowy, czy też raczej jak mogliby stwierdzić postronni, flirtu.
Opowieść o jego dniu pracy w takim zestawieniu wydawała się albo powrotem do zmysłów, albo ciszą przed burzą. Historia sama w sobie naprawdę nie była porywająca, wielu by też nie ciekawiła - Isabella jednak nie wpisywała się w te same kategorie, co większość ludzi. Chłonęła każde jego słowo, skupiając na nim całą swoją uwagę. Alexander potrzebował tego, jego niezwykle prymitywne części ego wymagały wręcz, aby skupiać na sobie cudzą uwagę. A jeżeli była to uwaga jego drogiej kuzynki... to niczego więcej ie było mu już trzeba. Przerwał mu powrót skrzatki, przebijając bańkę niezmąconego zachwytu nad tym, jak bardzo na wyłączność posiadała się w tej chwili dwójka czarodziejów. Istota prędko jednak zniknęła, jednak jej pojawienie się pojawiło wyraźnie wyczuwalny ślad w atmosferze.
- Sądzisz, że nie chciałaby nam służyć? - zdziwił się Alexander, uważnie przyglądając się Isie z truskawką w smukłych palcach. - Dla skrzatów domowych praca jest sensem istnienia. Nie potrafią bez niej żyć, moja droga. A ośmielę się stwierdzić, że w Beaulieu wszystkie skrzaty mają najlepsze z możliwych warunków - zapewnił żarliwie, uśmiechając się przy tym ciepło do czarownicy. To, jak wielką sympatią darzyła wszelkie żywe istnienie sprawiało, że Selwyn był bliski szaleństwa. Wgryzł się w truskawkę, aby powstrzymać cisnące się na usta słowa, lecz nie potrafił zachować ciszy. Uniósł rozleniwione powieki, ciemniejące spojrzenie kładąc na licu Isy. - Chcesz skosztować? - zapytał z uniesioną w ciekawości brwią, wyginając usta w podstępny uśmiech i wyciągając ku niej połówkę truskawki. Och, jakie to było nieodpowiednie, a jakie ekscytujące. Wiedział, że chciała. Wiedział też, że jak chciał to potrafił być bardzo przekonujący.
Język przemknął po ustach zanim uzdrowiciel kontynuował.
- Cóż, nie mogę zdradzić ci wszystkiego, wiesz dobrze, że obowiązuje mnie tajemnica uzdrowicielska - powiedział, dla zabawy trącając Isabellę palcem w czubek nosa. - Miałem dzisiaj jeden interesujący przypadek. Kobietę, która twierdziła, że dzieli ciało z dwoma innymi osobami. Po wprowadzeniu w hipnozę faktycznie potrafiła mówić jako trzy różne osoby, których wydarzenia z życia była zdolna przywołać w najmniejszych detalach - powiedział energicznie, widocznie pasjonując się tematem. - Zatrzymaliśmy ją na oddziale w izolatce, znajduje się pod dokładną obserwacją. To jeden z najciekawszych przypadków osobowości mnogiej, o jakiej słyszałem - roziskrzone oczy skierował ponownie na kuzynkę, szukając w jej emocjach takiej samej lub podobnej ekscytacji, która ogarniała teraz i jego. W porównaniu z tym tematem rozmowa o Archibaldzie wydała się nagle wręcz nudna i zbyt nostalgiczna, aby ją ciągnąć, dlatego Alexander tylko zapewnił Isabellę z całego serca, że w najbliższy weekend wybiorą się w odwiedziny do rodowej rezydencji Prewettów i wypytają kuzyna o wszelkie tajemnice związane z hodowlą paproci. Alex był w stanie zrobić dla Isabelli dosłownie wszystko, nawet zamęczyć pytaniami swojego ulubionego lorda nestora.
Zamienił się w słuch, kiedy Isa zaczęła odpowiadać na jego pytanie, jednak nie mógł się powstrzymać przed niewielkim gestem czułości, który na moment przeszkodził lady w składaniu słów. Sam Alexander złapał się we własną pułapkę, nie mogąc dostatecznie rozkoszować się dotykiem jej skóry. Była wspaniała, była idealna, a on - on miał absurdalne wrażenie, że całkowicie nie zasługiwał na to, aby gościła w jego życiu. To jakby miał wszystko i jeszcze więcej, łamiąc wszelkie ludzkie i boskie prawa. - Zawsze - zapewnił półszeptem, ponownie zakładając niesforny kosmyk za jej ucho. Powoli zaczynał się jednak niecierpliwić, dlatego ruch był zdecydowanie szybszy niż wcześniej. Palce zamarły jednak, kiedy w końcu mu powiedziała. Nie, nie był zły, że zajmowała się eliksirami. Nie zmroziło go to, że lady Selwyn miała ambicje, ponieważ te gorąco popierał i karmił w każdy możliwy sposób. To co innego zwróciło jego uwagę. Dłoń mężczyzny przesunęła się po linii żuchwy, ledwo muskając ją dotykiem. Ujął czarownicę pod brodę, zmuszając do tego, aby na niego spojrzała.
- Dlaczego zdaje mi się, że choć twoje słowa opowiadają o radości to przemawia przez ciebie smutek? - zapytał, a jego srebrne oczy odnalazły jej zielone.




nikogo nie uzdrawiam
                                   umiem psuć ale nic nie naprawiam

zostawiam za sobą bałagan
                                           komu ja pomagam?

stoję. w ciele wznieca się ogień
                                                  nie swój strój płonie.

Powrót do góry Go down
Isabella Selwyn
Isabella Selwyn

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Zawód : dama i płomień
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 2
UROKI : 3
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
[SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię... Tumblr_inline_ot6h6xyOv21rifr4k_540

[SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię... Empty
PisanieTemat: Re: [SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię...   [SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię... I_icon_minitime04.12.19 22:55

Zamierzała rzucać groźbami tak długo, aż nie poczułaby, że Alexander w końcu podporządkował się jej woli. Zamierzała te groźby realizować. Choć czy zamartwianie się o takie błahostki nie powinno należeć do ulubionego zajęcia starych ciotek? Nie chciała utracić swej młodości, popadając w tak przeiskrzone skrajności, a jednak te coraz mocniej zaczepiały się o jej pięty. W zwierciadłach dopatrywała się już znamion śmierci, choć raczej w żarcie niż w szczerej powadze. Na szlacheckich salonach uchodziła już jednak za starą pannę i niejedna życzliwa przyjaciółka ośmieliła się jej to wypomnieć. Czuła gdzieś tam, że jeszcze płonie. Zawiodłaby Wendelinę, przyniosłaby jej wstyd, gdyby tylko pozwoliła się utopić w rozpaczy. Gdy jednak chodziło o Alexandra, nie umiała przestać, nie umiała powstrzymać języka i przytakiwać grzecznie, trwać jak podręcznikowa marionetka, jak człowiecza atrapa zakleszczona w gorsetowej klatce. Szczególnie gdy wiedziała aż za dobrze, że przyjąłby to jak coś bardzo dla niej nienaturalnego. Od zawsze ją akceptował, dawno temu zrozumiała, że żaden inny Selwyn nie potrafiłby pojąć jej namiętności, rozniecać w niej pasji tak jak on. Musiała o niego dbać, dopóki tylko obce nazwisko nie wyrwało jej z murów Beaulieu, dopóki mogła cieszyć się przedłużającymi się pożarami.
Dawała się uwodzić, dawała się kusić, gdy ściszał głos i rzucał przedłużające się spojrzenia, gdy między wierszami składał obietnice, które tak mocno pragnęła usłyszeć. Tak szeptem odpowiedziała na szept, nieco machinalnie, jakby w oczarowaniu. Głoska po głosce, wolno i z nadzieją. Jakby to miało być zaklęcie. Otrząsnęła się jednak, a uśmiech przerwał przedziwne zapatrzenie. Nie wiedziała, czym była ta próba, nie umiałaby nazwać tego flirtem. Nic, co robił i mówił, nie mogło być przecież dla niej niedobre. Ufała mu. Jednak ten ciepły ślad maznął delikatną buzię, niedoświadczona dusza przeżywała, choć nie wiedziała, co przeżywa. Czy to możliwe? – Naprawdę będę, przez cały czas, chociaż…. Choć nie obiecuję powstrzymać się przed podglądaniem uzdrowicieli – oświadczyła nawet bez skrępowania. Mogłaby zaplanować jakąś małą intrygę, wykraść czyjś fartuch i trochę poobserwować, jak żył szpital, jak pracował prawdziwy medyk przy prawdziwym przypadku. Książkowe opisy nijak się miały do widoku prawdziwie rozdartych wnętrzności. Jak bardzo była zła, pragnąć właśnie takich doświadczeń?
Oczywiście, że ofiarowywała mu wielki entuzjazm. Zagarniał dla siebie świat, w którym jedynie w wyobraźni wolno jej było się stawiać. Płonęła w zazdrości, chociaż nie umiałaby złośliwie kąsać kuzyna tylko dlatego, że urodził się mężczyzną, że mógł, że było mu wolno. Zdążyła to zaakceptować, nauczyć się przeżywać jego pracę, jego medyczną karierę tak, jakby był jej dumą, jej spełniającym się uzdrowicielskim sercem. Cieszyła się, że rozkwitał. Poniekąd jego doświadczenia stawały się jej. To nieodpowiednie myślenie, ale dzięki temu łatwiej godziła się z własnym przeznaczeniem.  Szczęście Alexandra stawało się jej ciepłem. Wierzyła, że to wystarczyło. – Chciałabym, aby tak było. Skoro mamy leczyć, nie rańmy nikogo – przytaknęła, nieświadomie używając liczby mnogiej. Nie wyobrażała sobie jednak rozdzierać jakiegoś istnienia. Szczególnie że skrzatka pozostawała dla nich dobra, pogodna. – Jeśli tylko masz rację, jesteśmy jej domem, jej troską – dopełniła, mimowolnie jednak przywołując obrazy przykrego zachowania innych dam wobec skrzaciej służby. Nie chciała zgorzknieć tak jak one. W każdych oczach przecież chowało się światło. Najwyraźniej chwilowa wątpliwość Isabelli rozproszyła się dzięki jego zapewnieniom.
– Poproszę – odpowiedziała, chyba jeszcze nie spodziewając się, że propozycja ta uwzględniała podarowanie jej ustom truskawki prosto z męskich palców. Prąd, wyraźne, choć niezbyt silne napięcie dotarło do niej, kiedy palec musnął wargę, gdy pozwolił jej poczuć słodycz, której wcześniej sam się oddawał. Niespodziewanie zamknęła oczy i domknęła usta, trochę zaczarowana przyjemnym smakiem, trochę znów odurzona nowym doznaniem. To nic, to przecież nic. Gdy byli mali i nikt nie patrzył, wykradali smakołyki z ogrodu i wtedy to ona dzieliła się z nim. Jednak naznaczona elektryzującym naciskiem skóra piekła, wilgotna, pachnąca owocowym spełnieniem. Zdawało jej się, że to nie na smaku teraz skupiła się najmocniej, że to parzenie podobało jej się o wiele bardziej. Jej nie musiał przekonywać. Wiec co takiego robił?
– Myślałeś kiedyś o tym, co byłoby, gdyby i w twoim ciele chowałoby się kilka dusz? Czy musiałabym wydobywać tego mojego Alexandra? Kim byliby pozostali? Jak mogłabym zawołać właściwego? Och, to jest taki intrygujący przypadek. Czy ta kobieta dzieliła się na skrajnie różne osobowości, tak odmienne historie? – Nie zawodziła go brakiem entuzjazmu. Obudził swoją opowieścią lawinę pytań, które potrzebowały odpowiedzi. Balansowała między nauką a fantazją, choć wiedziała, że te nie zwykły chodzić w parze. Tak łatwo jednak umiała sobie wyobrazić, że w sobie samej chowa różne dusze, niepojęte oblicza. To niepoprawne, choć snucie tych rozważań wydało jej się nagle wielce potrzebne. – Opiekuj się nią dobrze – dodała na koniec, nieco jednak speszona własnym zrywem.
Mówiła, mówiła dzielnie, choć dłoń kuzyna, pełna determinacji, najwyraźniej zapragnęła namalować rozproszenie na dziewczęcej buzi. Drobne muskanie, układanie i tak już poukładanych kosmyków, które tylko chyba udawały niesforne wariacje. A może na jego niewerbalne prośby? Opowiadała dzielnie, choć potrafił sprawić, że zatrzymały się w niej słowa, a wewnątrz coś rozpaliło się zbyt mocno, by mogła równie płynnie kontynuować. Wiedziała, że słuchał, choć sprawiał wrażenie mniej skupionego. Zawsze czuła się przy nim kochana, rozumiana tak po prostu, rozumiana nawet jeśli nie wpisywała się w wymagane schematy zachowania. Reagowała na niego, chociaż starała się cierpliwie znosić te zaczepki. Bo czym innym mogła być coraz częstsza bliskość kuzynowego ciepła? A gdy skończyła, powrócił dotyk. Tym razem pewny, kontrolowany przez niego dobrze i walczący o jej uległość. Uległa więc, pozwalając, by mógł obtoczyć ją tym ogniem. Z pewnością przeczuwał, że nie umiałaby przed nim umknąć, że nawet nie chciała. Spostrzegawcze oko rozbierało ją z masek, domagając się odpowiedzi. Własna dłonią otoczyła jego palce sklejone z jej skórą. Nienachalnie i czule. Stłumiła westchnienie będące pierwszym objawem romantycznej rozpaczy. Nie wydarzyło się jednak nic na tyle ckliwego, by mogła być obdarowana przez los właśnie taką historią. – Czy myślisz, że moją rolą jest wieczne pozostanie w Beaulieu? Czy widziałbyś mnie w innym miejscu, u boku innych… ludzi? Czy każdy mój dzień już zawsze ma wyglądać tak samo? Nic się nie zmienia, a ja tak bardzo czuję, że powinno – wyznała wreszcie. Nagromadzone emocje wyrwały ją z miękkich ramion fotela, z opiekuńczych dłoni Alexa. Przeszła przez pokój, a potem znów obróciła się do niego. Jakże naiwnie uwierzyła, że on posiadł potrzebne jej proroctwa.
Mgliste spojrzenie popatrzyło na niego smutno.





Looks like a girl, but she's a flame
So bright, she can burn your eyes
Powrót do góry Go down
 

[SEN] Jesteś taka lekka, kiedy cię...

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19