Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Prudence Abbott (budowa)

Go down 
AutorWiadomość
Prudence Abbott
Prudence Abbott

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t86-wzor-karty-postaci https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : alchemik w rezerwacie smoków w Peak District
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarodziej

Prudence Abbott (budowa) Empty
PisanieTemat: Prudence Abbott (budowa)   Prudence Abbott (budowa) I_icon_minitime23.11.19 18:06


Prudence Henley Abbott

Data urodzenia: 21 luty 1928
Nazwisko matki: Slughorn
Miejsce zamieszkania: Dolina Godryka
Czystość krwi: Czysta szlachetna
Status majątkowy: Bogaty
Zawód: alchemik w rezerwacie smoków w Peak District
Wzrost: 158 cm
Waga: 61 kg
Kolor włosów: ciemny brąz
Kolor oczu: piwne
Znaki szczególne: piegi, towarzyszący jej stale zapach ziół, dość kobiece kształty

"Gołębia nie zaduszę,
me czary są bezkrwawe,
w czarodziejską potrawą
wrzucę mą własną duszę."


Pojawia się na świecie pod koniec lutego jako najmłodsze dziecko lorda Greengrass. Przyszła na świat z krzykiem na ustach, po wielu godzinach męczarni swej matki, z padającym na jej policzki jaskrawo pomarańczowym blaskiem zachodzącego słońca i z sosnową wonią wokół. Była marudnym i nieznośnym dzieckiem. Fakt bycia jedyną córką lorda Greengrass, co przekładało się również na posiadanie dwóch starszych braci również nie pomagał, gdyż była rozpieszczana na każdym możliwym kroku. I o zgrozo, wszędzie było jej pełno, przez co zapewne przyprawiała niektórych członków swej rodziny oraz guwernantkę o niejedne siwe włosy. Złośliwi powiedzieliby, że niewiele się zmieniła od czasu swych dziecięcych lat. Ale tylko ślepiec by nie zauważył leżącego w tym ziarenka prawdy.
Nie mogła w żaden sposób narzekać na swe dzieciństwo. Tym bardziej, gdy będąc już starszą zrozumiała jak bardzo różniło się ono od większości jej szlachetnie urodzonych rówieśników. Choć w jej domu stawiano na etykietę i wykształcenie, rodzice nie byli dla nich nazbyt surowi, a zasady restrykcyjne. Mogli więc cieszyć się swobodą, której inni mogli jedynie pozazdrościć. Swobodą, która miała różne oblicza. Osobiście doceniała zawsze swoją relację z rodzicami. Nie była ona sztywna i chłodna. Greengrassowie otoczyli swe dzieci troską i wyrozumiałością. Gdy w pierwszych latach swego życia wszędzie podążała za swymi braćmi, tak wraz z wiekiem coraz bardziej trzymała się na uboczu, często spędzając godziny w rodzinnym ogrodzie. W domu przykładano szczególną uwagę do nauczenia ich etykiety, aby mogli ze swobodą obracać się w szerszym i dostojnym towarzystwie,które mieli oczarować swą błyskotliwością. Postawiono więc również na nauczenie ich historii magii oraz sztuki, gdzie ich guwernantka usilnie starała się, a już przede wszystkim w przypadku Prudence, odnaleźć w nich wrodzone talenty. I o ile historią magii dziewczyna naprawdę się zainteresowała, z malarstwem i muzyką było już nieco gorzej. Jej obrazy w żaden sposób nie były wybitne, wszystkie instrumenty zaś które brała do dłoni cierpiały istną katuszę. Okazała się być jednak posiadaczką całkiem przyjemnego dla uszu głosu, a i w tańcu nie była najgorsza.
Swe zdolności magiczne objawiła dość wcześnie, tak jak zresztą powinno mieć to miejsce. Nie pamięta niestety tego momentu, ale wierząc opowiastką rodziny podpaliła włosy swemu bratu, gdy ten starał się ją przedrzeźniać. Można więc śmiało stwierdzić, że była żywiołowa od samego początku. Ktoś mógłby pomyśleć, że była nieśmiałą osobą, skoro tak wiele czasu spędzała na uboczu w otoczeniu roślin i sielankowego spokoju posiadłości Greengrassów. Nic bardziej mylnego. Swą śmiałością i swobodą wyrażania swego zdania przebijała swych braci o głowę. Wieść o jej chorobie uderzyła jej rodziców bardzo mocno. Gdy zaalarmowani przybiegli w nocy do jej sypialni gdy ta nie mogła złapać wdechu najedli się prawdziwego strachu. Kłątwa Odyny okazała się być dla dziewczyny prawdziwym przekleństwem. Zalecono jej wykonywanie jak najmniejszej ilości aktywności oraz rutynową inhalację ziołową. Nie mogła się również narażać na żaden stres, ale na to niestety nie miała już większego wpływu.



Nie za chętnie podchodziła do swego nieuniknionego wyjazdu do Hogwartu. Od zawsze nie lubiła zmian, a szczególnie już tych nad którymi nie miała większej kontroli. Szkoła była jednak rzeczą nieuniknioną, więc musiała pogodzić się ze swym marnym losem. Nie okazał się on jednak być aż tak złym. Co prawda bracia zostawili ją w tyle, przez co ich drogi rozdzieliły się już na peronie. Prudence jednak była szczęśliwą posiadaczką dość sporego kuzynostwa niewiele młodszego, jak i w jej wieku, które okazało się być niezwykłą podporą w nowym otoczeniu pełnym nieznajomych. Nie miała szczególnym wymagań co do jej przydziału. Każdy z domów miał wspaniałą historię i godnych reprezentantów, więc z dumą była gotowa nosić kolory każdego z nich. Tiara zdecydowała ostatecznie, że jej miejsce jest jednak wśród Krukonów.
Choć potrzebowała dość często czasu wyłącznie dla siebie, miała dość sporą rzeszę znajomych, a nawet bliskich przyjaciół. Nie była jednak typem osoby, która kwapiłaby się jednak do nawiązywania nowych znajomości, bardziej to te znajdowały ją. W szkole nauczyła się odpowiedzialności i sumienności, które były jej niezbędne do uzyskiwania jak najlepszych wyników w nauce. Nie chciała w końcu zawieść swych rodziców, chciała znaleźć dobrą pracę, a i o zgrozo – po prostu lubiła się uczyć. Nie wszystkiego oczywiście, ale chyba śmiało mógłby się ktoś pokusić o nazwanie jej kujonkom. W końcu zaproszono ją do Klubu Ślimaka nie bez powodu. Zaproszenie przyjęła, ale na drugim i następnych spotkaniach już się nie zjawiła. Nie za bardzo przypadło jej do gustu w większości dość zadufane towarzystwo zawsze skłonne do wytykania czyiś błędów i  wynoszenia siebie samych na piedestały.
W szkole nauczyła się również empatii. Wcześniej raczej tej cechy jej nie brakowało, ale to właśnie w Hogwarcie mogła się nią naprawdę wykazać. Mądrze starała się nie wtrącać w konflikty. Szczególnie, że nie chciała wpaść w żadne kłopoty. Zdarzyło jej się jednak więcej niż jeden raz wstawić się w czyjejś obronie broniąc się sarkazmem, czy trafnymi ripostami. W tym i mugolaków, znajomości z którymi nie unikała. Jej lata w Hogwarcie były wypełnione jednak nauką. Uwielbiała Zielarstwo i ONMS. Astronomia i historia magii również znalazły miejsce w jej sercu jako rzeczy, których uczyła się już w domu. Upodobała również sobie zajęcia z Obrony Magii. Żaden z tych przedmiotów nie mógł równać się jednak z Eliksirami. To w Hogwarcie po raz pierwszy spotkała się z warzeniem eliksirów, które pokochała od swych pierwszych zajęć. Bez większych problemów udawało jej się przygotowywać wywary na zajęciach, a z czasem odkrywała coraz więcej tajników tejże dziedziny. Narodziła się w niej prawdziwa pasja, która później przemieniła się w chęć spełnienia. Gdy koniec nauki w murach Hogwartu był już bliski wybór kolejnej w jej życiu ścieżek okazał się być banalnie prosty.



Cóż za wspaniałym połączeniem wydało jej się rozwijanie swych pasji i niesienie pomocy innym. Jej ojciec nie miał nic przeciwko. Zawsze chciał, aby jego dzieci rozwijały się, a praca z eliksirami, czy w Mungu nie godził aż tak mocno w godność arystokratki. Prudence nie byłaby sobą, gdyby do osiągnięcia swego celu wybrała najłatwiejszą z dróg. Nie wybrała się więc od razu do Munga, czy na Ministerski kurs. Odbyła ona trzyletni kurs w katedrze alchemii i uzdrowicielstwa przy Klinice Magicznych Chorób i Urazów Świętego Munga, po którym mogła cieszyć się tytułem w pełni wykwalifikowanego alchemika, co od czasów szkolnych było nigdy niewypowiedzianym na głos marzeniem. Zdecydowanie alchemia nie była najłatwiejszą profesją. Wymaga ona nie tylko niezbędnej wiedzy, ale również ogromnych pokładów cierpliwości i gotowości poświęcenia wielu godzin swego czasu. Nikt nie powiedział w końcu, że będzie łatwo. Cieszyła się jednak tym póki mogła, bo choć jej ojciec nigdy nie był oschły, czy nawet surowy, wciąż był arystokratą. Wciąż podlegał on starszyźnie, nestorowi i tradycją, od których nie było ucieczki. O swym obowiązku poinformowana została zaraz, gdy jako młoda dziewczyna była w stanie zrozumieć jego wagę. W końcu godziny spędzone na naukach z guwernantką znalazły wytłumaczenie. Prudence nie miała być dumą swej rodziny bazując na swych osiągnięciach. Miała stać się elementem zaciskającym więzi jej i innego rodu poprzez małżeństwo w jakie miałaby być uwikłana. Wiedziała co musi zrobić, to oczywiste. Nigdy nie zawiodłaby swojej rodziny, choć bycie uwiązaną na całe życie i posłuszną mężczyźnie było jej najgorszym koszmarem. Bała się, że wraz z jej zamążpójściem stanie się więźniem w złotej klatce ubranym w jedwabie, wyglądającym przez okno dworu, nucąc smutną melodię. A nie tego przecież chciała dla siebie. Pragnęła kariery alchemika, wynaleźć lek na wszelkie choroby, uhonorować swym bytem imię jej rodu. Co miała jednak zrobić? Tupnąć nogą? Płakać nad swym okrutnym losem? Jedyne co jej pozostało to błagać ojca by ten znalazł jej jak najlepszego kandydata.
Sabaty, spotkania towarzyskie, podwieczorki stanowiły dla Prudence taką samą codzienność jak warzenie eliksirów. Tylko tą mniej przyjemną. W porównaniu do swych rówieśniczek zaskakująco długo mogła cieszyć się swym panieńskim statusem. Niestety, koniec sielanki miał nastąpić prędzej, czy później.
O niczym innym nie mogła marzyć jak o obraniu roli substytutu. Oczywiście było jej przykro z powodu wszystkim arystokratom znanej tragedii lady Longbottom. Samą postać Lucana Abbotta kojarzyła dużo wcześniej, ale to właśnie w tamtym okresie jego imię niejednokrotnie padało z ust arystokratów podczas ich cichych rozmów. Nie miała w tedy jednak choćby krzty przeczucia, że w przyszłości tenże mężczyzna odegra tak olbrzymią rolę w jej życiu. Myślała, że była mądrzejsza, przecież sama niejednokrotnie odtwarzała wszystkie możliwe scenariusze przez lata w swoim umyśle. Jednak gdy powaga sytuacji naprawdę do niej doszła coś w Prudence pękło. Błagała ojca, aby nie wydawał jej za mąż. Nie za mężczyznę, którego ona sama nie wybrała, nie za mężczyznę, którego nawet nie znała. Krzyki, ani płacz jednak nie pomagały. Postanowiła więc unieść głowę najwyżej jak tyko potrafiła i stawić czoła swemu największemu demonowi. Nie wyobrażała sobie tego w żaden, aniżeli w najgorszy sposób. Czym miała być dla tego mężczyzny? Dekoracją? Zastępstwem? Przekleństwem?






Z czasem i dużą dozą cierpliwości z obu stron, między nią, a jej mężem pojawiło się przyjaźń, zaufanie, troska, które okazały się być idealnymi fundamentami do narodzenia się między nimi uczucia, którego zapewne oboje się nie spodziewali. Kłótnie ucichły, a przynajmniej było ich znacznie mniej. Ciche dni minęły, a przynajmniej zredukowały się do godzin. Oziębłość w ich stosunkach jednak całkowicie zniknęła, a obcy sobie ludzie stali się sobie tymi najbliższymi. Przypieczętowaniem ich uczuć okazała się wiadomość o ciąży Prudence. W życiu nie spodziewałaby się, że macierzyństwo, którego początkowo tak bardzo się obawiała, przyniesie jej tyle szczęścia. Dzień narodzin jej syna był tym najwspanialszym w kartach jej życia. Nic nie równało się z uczuciem trzymania w objęciach po raz pierwszy swego dziecka. Jej życie nabrało zupełnie innych kolorów. Ich sielanka co róż przerywana była jednak coraz to gorszymi wieściami o wydarzeniach w świecie czarodziejów. Atmosfera robiła się coraz gęstsza. Zauważyła też zmianę w Lucanu. Początkowo myślała, że to z powodu bezradności i strachu o to co przyniesie jutro, ale to coś więcej, prawda? Na dodatek nie przyjdzie im się martwić jedynie o ich czwórkę, gdyż pod sercem lady Abbott rozkwita kolejne życie.




Patronus: Lis to zwierzę inteligentne i sprytne. Jest ciekawski i potrafi wysuwać wnioski. Symbolizują prawość, lojalność i odwagę oraz umiejętność radzenia sobie z problemami. Wszystko to w większym, bądź mniejszym stopniu odzwierciedla osobowość Prudence. Nie była w stanie przywołać patronusa bardzo długo, gdyż udało jej się dokonać to dopiero po narodzinach jej syna. To właśnie ten dzień, moment gdy po raz pierwszy trzymała go w swoich ramionach, jest wspomnieniem, które przywołuję podczas rzucania zaklęcia.

Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 10+2 różdżka
Zaklęcia i uroki:00
Czarna magia:00
Magia lecznicza:00
Transmutacja:00
Eliksiry:25+3 różdżka
Sprawność:1Brak
Zwinność:5Brak
JęzykWartośćWydane punkty
język ojczysty: angielskiII0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaI2
AstronomiaIII25
Historia MagiiI2
ONMSII10
RetorykaII10
SpostrzegawczośćI2
Ukrywanie sięI2
ZielarstwoII10
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Szlachecka EtykietaI0
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
NeutralnyNeutralny
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I0.5
Malarstwo (tworzenie)I0.5
Malarstwo (wiedza)I0.5
Muzyka (śpiew)I0.5
Muzyka (wiedza)I0.5
AktywnośćWartośćWydane punkty
PływanieI0.5
Taniec balowyI0.5
Jazda konnaI0.5
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Reszta: 3



Powrót do góry Go down
 

Prudence Abbott (budowa)

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20