Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Beauxbatons, wrzesień 1953 roku

Go down 
AutorWiadomość
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : Malarka
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 12
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Zwierzęcousty

Beauxbatons, wrzesień 1953 roku Empty
PisanieTemat: Beauxbatons, wrzesień 1953 roku   Beauxbatons, wrzesień 1953 roku I_icon_minitime27.12.19 14:42

| Początek września 1953

Najmłodsza córka Leandera Flinta powróciła do Beauxbatons samotnie, już bez towarzystwa starszej siostry. Chociaż na tym etapie swojej nauki była już przyzwyczajona do tej szkoły, a także nie miała problemów z posługiwaniem się francuskim, co doskwierało jej na pierwszym roku, bez siostry czuła pewną pustkę. Owszem, kiedyś ich relacje były trudne, i nawet do tej pory Cressie często czuła się zazdrosna o tą lepszą i doskonalszą starszą siostrę będącą pupilką ich surowego pana ojca, ale na obczyźnie jej obecność była niezwykle cenna. A teraz już jej tutaj nie było, korzystała już z życia dorosłej lady i poznawała adoratorów, których jej na pewno nie brakowało. Jej siostra była pięknością pozbawioną przywar w postaci rudych włosów i piegów, które z trójki rodzeństwa spadły tylko na Cressidę.
Młódka była osóbką skrytą, nieśmiałą i zahukaną, przywiązaną do rodziny, a tymczasem była jedynym Flintem w tym przybytku nauki, bo jej siostra już szkołę skończyła, zaś większość jej kuzynostwa uczyła się w Hogwarcie. Choć Cressida z biegiem czasu szczerze polubiła Beauxbatons i jego artystyczną duszę, brakowało jej tu jednego – rodziny, pozostawionej w Anglii, z którą mogła co najwyżej kontaktować się listownie i zobaczy ich dopiero w grudniu, gdy nadejdzie przerwa świąteczna.
Jej grono szkolnych znajomych nie było liczne. Starała się trzymać blisko innych brytyjskich lady wysłanych tu na nauki, a raczej w ich cieniu. Nie było takich dziewcząt bardzo wiele, więc czasem zdarzało się nawiązać interakcje z dziewczętami z czystokrwistych rodzin francuskich. Tych o krwi nieczystej, a zwłaszcza mugolskiej unikała. Nawet tak daleko od domu lękała się zrobienia czegokolwiek, co mogłoby zdenerwować jej konserwatywnego pana ojca i również na obczyźnie trzymała się wpojonych jej zasad. Żadnych nieodpowiednich znajomości, co tyczyło się nie tylko krwi, ale też relacji z chłopcami. Nikt zresztą nie próbował się do niej zalecać na poważnie, a co najwyżej w żartach, kpiąc sobie z zahukanej i chorobliwie wręcz niepewnej siebie lady Flint. Ona sama wiedziała zaś, że nie wolno jej myśleć o chłopcach, ponieważ to pan ojciec wybierze jej męża. Skupiała się zatem na nauce tych przedmiotów, które lubiła. Zielarstwo i opieka nad magicznymi stworzeniami sprawiały jej przyjemność, podobnie jak transmutacja i oczywiście zajęcia artystyczne, a także spotkania kółka jeździeckiego. Cressie na grzbiecie ateonana czuła się cudownie wolna i już czekała na pierwsze w tym roku szkolnym spotkanie koła, chociaż jej przyjaciółka Cynthia, z którą jeździła najwięcej, także szkołę skończyła.
Ostatnia lekcja dzisiejszego dnia dobiegała końca, a były to zajęcia muzyczne. Chociaż Cressida przynależała do domu Harpii i uczęszczała głównie na zajęcia związane z malarstwem, mogła wybrać też zajęcia powiązane z inną dziedziną sztuki. W którymś roku były to zajęcia z literatury, potem zdecydowała się na muzykę, i to właśnie w Beauxbatons poznała podstawy gry na fortepianie oraz śpiewu.
Ale nie była w tym tak dobra, jak w malowaniu. Poza tym śpiewanie przy wszystkich bardzo ją peszyło, więc w którymś momencie zwyczajnie zapomniała słów i umilkła, a obecne w sali dziewczęta zaczęły złośliwie chichotać. Cressida spłonęła intensywnym rumieńcem, ale uratował ją koniec lekcji. Czym prędzej porwała swoją torebeczkę i umknęła z sali, czując, jak jej policzki wciąż płoną, a poły błękitnej, jedwabnej szkolnej szaty kłócącej się z ciemnorudą barwą włosów omiatają jej szczupłe kostki. Zdążyła jeszcze dosłyszeć komentarz jakiejś lady pochodzącej z rodu niezbyt przepadającego za Flintami coś o dzikości i wychowaniu wśród centaurów, inna, będąca z Francji i posiadająca nieskazitelną, alabastrową cerę skomentowała złośliwie jej rumieńce wykwitające pod piegami.
Chociaż Cressida przywykła do pewnych złośliwości ze strony niektórych wrednych dziewcząt, a także zaczepek chłopców lubiących wpędzać ją w zakłopotanie, tego typu zajścia często uderzały w jej kompleksy. A teraz była na to wyjątkowo podatna, gdyż przeżywała wciąż świeżą rozłąkę z rodziną i to, że jej siostra w tym roku już nie wróciła do szkoły z nią i czuła się osamotniona. A i Cressidę za niecałe dziesięć miesięcy czekało to samo – skończenie szkoły i debiut. Jak sobie wtedy poradzi, skoro nawet zaśpiewanie piosenki przy klasie sprawiło jej taki problem? Niby całe życie była przygotowywana do roli lady i uczona wszystkiego, co niezbędne, by zadebiutować i znaleźć męża, ale nagle zdała sobie sprawę, że to coraz bliżej. Że gdy tylko ukończy ten, już ostatni swój rok szkolny, zostanie damą i nie będzie mogła przynieść panu ojcu wstydu.
Na myśl o tym ogarnął ją strach. Panicznie bała się zawiedzenia swego pana ojca, który tyle wysiłku włożył w jej wychowanie, nawet jeśli nigdy nie poświęcał jej tyle uwagi i czasu, co jej starszemu rodzeństwu. Kochał ją najmniej, czuła to, ale to nie zwalniało jej z obowiązku zadowolenia go, zwłaszcza że tak pragnęła zasłużyć na jego uwagę i miłość.
Niby to były tylko niewinne śmiechy koleżanek, ale Cressida była dziewczątkiem bardzo wrażliwym, w dodatku cała sytuacja, choć z pozoru nieszkodliwa i zwyczajna, pchnęła jej myśli na inny tor, przywołując towarzyszący od niedawna lęk przed tym, czy poradzi sobie z oczekiwaniami rodziny, gdy już wkrótce ukończy szkołę.
Zatrzymała się przy jednym z okien na uboczu korytarza, a na jej policzkach, które powoli znowu jaśniały, zamigotało parę łez. Pociągnęła nakrapianym noskiem i starła je wierzchem drobnej dłoni, nie chcąc, by ktoś zobaczył, że płakała. Mimo samotności musiała być silna i nie przejmować się złośliwostkami. Ani nie myśleć zbyt wiele o tym, co dopiero miało nadejść.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Blanche Flume
Blanche Flume

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7923-blanche-adaline-flume#225452 https://www.morsmordre.net/t8235-lettres-d-amour#237698 https://www.morsmordre.net/t7943-sois-mon-bien-aime#226674 https://www.morsmordre.net/f106-fleet-street-47-2 https://www.morsmordre.net/t7944-skrytka-bankowa-nr-1919#226691 https://www.morsmordre.net/t7945-b-flume#226692
Zawód : gra, śpiewa i trochę dramatyzuje
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
jestem kobietą
wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie
wolna jak rzeka, nigdy nie poddam się

jestem kobietą
jestem wodą, jestem ogniem,
j a w ą i s n e m

OPCM : 10
UROKI : 9
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Beauxbatons, wrzesień 1953 roku Empty
PisanieTemat: Re: Beauxbatons, wrzesień 1953 roku   Beauxbatons, wrzesień 1953 roku I_icon_minitime28.12.19 19:00

Najmłodsza z całego grona pedagogicznego. Niedoświadczona, zapewne tak samo rozkapryszona jak te parę lat temu, kiedy to otrzymywała dyplom, opuszczając mury tej szkoły. Wróciła, już z innym nazwiskiem i stanem konta; odziana w eleganckie suknie, nadające się swoim gabarytem na galę lub inny recital, brylowała, tak lekko, tak zwiewnie i z wigorem, po korytarzach, w zupełności nie przypominając pomarszczonych już profesorek. Budziła zainteresowanie, w końcu wyróżniała się tak znacząco samym swoim bytem; niektórzy odejmowali jej autorytetu, swą ignorancję uzasadniając młodym wiekiem Blanche. Inni natomiast, ciekaw nowej nauczycielskiej figury, w ciszy wysłuchiwali jej wykładów, uważnie notując sugerowane przez nią rady. Bez względu na sposób traktowania, Flume robiła swoje, nauczając profesjonalnie, nie skupiwszy się wcale na braku akceptacji ze strony kilku uczniów czy wykładowców. Nie frasowała się również zbytnio tym, by podjąć próby przypodobania się komukolwiek; zachowała tę swoją wyniosłą i zdystansowaną postawę, choć przed studentami otwierała się trochę bardziej, prezentując się ze zgoła innej strony. Pozwalała sobie na niewinne dowcipy i zboczenie z drogi ustalonych konwenansów; swoich podopiecznych traktowała indywidualnie oraz wyrozumiale, choć nie stroniła od surowości. Uważała, że bez dyscypliny nie ma szans na osiągnięcie sukcesu - porządek był jego kluczowym, znamiennym wręcz elementem. Stąd też nie przesadzała zbytnio z tym wyluzowanym tonem - jej główną rolą było przecież skuteczne przekazanie wiedzy. Pomimo  kompetentnego podejścia, czuła się tutaj w zupełności wyobcowana. Na zapewniane warunki nie narzekała, choć standard znacząco różnił się od tego w jej nowym domu - rezydencji urządzonej w klasycznym stylu, którą dzieliła wraz ze świeżo upieczonym mężem. Szkopuł tkwił bowiem w tej cholernej potrzebie bycia lubianą i podziwianą. Dokuczał jej przede wszystkim brak zrozumienia ze strony profesorskiego grona; być może dlatego też ta alienacja i wyjątkowość na tle pozostałych nie pozwoliły Blanche odnaleźć się w otaczającej ją rzeczywistości. A może tą kwestią przykrą była nieobecność męża Nicolasa, od którego pragnęła się przecież uwolnić? Nie, Flume tej opcji pod uwagę nie brała, zważywszy na to, że w związek małżeński wstąpiła z powodu innego niż miłość do Nica. Po prostu nie mogła za nim tęsknić, ot co.
Siedząc za drewnianym stelażem pianina usłyszała dzwonek oznajmiający o zakończeniu zajęć. Zgarnęła loki, które opadły jej mimowolnie na ramiona; wstała ze stołka przy instrumencie, zbliżając się biurka, na którym leżała jej torba i teczka. Sądząc, że pozostała w sali sama, szybkim ruchem schowała nuty do segregatora, torbę przewieszając na zgięciu swojej lewej ręki. Dopiero teraz jej oczom ukazał się wyższy od niej chłopak. Flume kojarzyła go z twarzy, był z ostatniej klasy, choć na jej lekcjach nie miał jeszcze okazji popisać się posiadaną wiedzą. Nie odezwała się ani słowem, spuściwszy jedynie wzrok; nie onieśmielał jej, przecież był jakimś niedojrzałym nastolatkiem, dalece odległym aparycją (i inteligencją zapewne też!) od jej wizji idealnego mężczyzny. Zapytał o dodatkowe materiały, dzięki którym mógłby poćwiczyć omawiany przez nią wówczas temat. Zapewniła go tylko, że coś dla niego przygotuje na następne zajęcia, prześlizgując się obok jego ramienia. Zniknął za drzwiami klasy zanim się zorientowała.
Korytarz był prawie opustoszały. Prawie, bowiem przy jednym z okien dostrzegła jakąś uczennicę. Już miała ją minąć bez słowa, już myślała o tym, jak dzisiejszy wieczór spędzi na ocenianiu referatów, kiedy usłyszała odgłos pociągania nosem. Podeszła do dziewczyny, słusznie przekonując się o łzach na jej policzku. Nie była w stanie powstrzymać empatycznego toku słów, które nasunęły jej się na język:
- Hej, co się dzieje? - spytała, stając tuż obok uczennicy. - Mogę ci jakoś pomóc? - dodała od razu, spoglądając na jej zaczerwienione i wilgotne policzki.




nie obie­cu­ję ci wie­le
bo tyle co pra­wie nic
naj­wy­żej wio­sen­ną zie­leń
i po­god­ne dni
naj­wy­żej uśmiech na twa­rzy
i dłoń w po­trze­bie
nie obie­cu­ję ci wie­le
bo tyl­ko po pro­stu sie­bie.

Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : Malarka
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 12
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Zwierzęcousty

Beauxbatons, wrzesień 1953 roku Empty
PisanieTemat: Re: Beauxbatons, wrzesień 1953 roku   Beauxbatons, wrzesień 1953 roku I_icon_minitime29.12.19 21:26

Stała przy oknie, starając się powstrzymać łzy nieuchronnie grożące spłynięciem na policzki. Obraz przed oczami nieznacznie się zamazywał, przez co nie widziała błoni za oknem zbyt wyraźnie, ale nabrała ochoty, by tam pójść, przejść się na świeżym powietrzu i odszukać jakieś ptaki, z którymi mogłaby porozmawiać. Kiedy nie układało jej się z rówieśnikami, to często szukała towarzystwa ptactwa, szczególnie na pierwszym roku nauki, choć i później jej się to zdarzało. Zawsze jednak starała się z tym ukrywać, bo nie chciała, żeby wszyscy wiedzieli o jej odmienności i mieli kolejny powód do wyśmiewania się z niej. I tak często czuła się dziwolągiem i odmieńcem. W szkole tylko kilka jej najbliższych przyjaciółek wiedziało o jej zdolnościach. No i rodzina, ale rodziny tu nie było. Była sama na obczyźnie, choć po siedmiu latach nauki przynajmniej trochę sobie tę rzeczywistość oswoiła. Jej starsza siostra przybywając tu samotnie na pierwszy rok nauki miała na pewno dużo trudniej, niż Cressida osamotniona dopiero na tym ostatnim.
Zanim jednak zrealizowała postanowienie poszukania spokoju na błoniach, usłyszała za sobą kobiecy głos. Odwróciła się, przez pozlepiane łzami rzęsy dostrzegając sylwetkę tej nowej, młodej nauczycielki. Nawet mimo łez (które szybko otarła) mogła dostrzec, że kobieta była naprawdę piękna, o jasnych puklach i alabastrowej cerze. Gdyby była lady, z takim wyglądem na pewno cieszyłaby się powodzeniem na brytyjskich salonach. I nie mogła być dużo starsza od niej, na pewno nie miała jeszcze trzydziestu lat. Niziutka, piegowata Cressida przy niej jednak wyglądała jak dziecko, na pewno nie jak siedemnastolatka, którą od niedawna była.
I choć kobieta zachowywała się życzliwie, może nawet ze swego rodzaju troską, nieśmiałe dziewczątko po nakryciu na płaczu speszyło się. Pan ojciec zawsze się złościł, gdy płakała i uważał to za oznakę słabości. Płakanie przy obcych było zaś publicznym obnażaniem tej słabości i Cressie wystraszyła się, co ta kobieta sobie o niej myśli.
- Nic się nie stało – powiedziała szybko, ale było jasne, że kłamała. Nie potrafiła kłamać, jej emocje były czytelne jak na dłoni, tym bardziej, że wstydliwie spuściła wzrok, bo podtrzymywanie kontaktu wzrokowego zawsze sprawiało jej problem, zwłaszcza z nieznajomymi. Mogłoby się wydawać, że kłamstwo i manipulacja powinny być wpisane w jej szlachetną krew, ale w przypadku prostolinijnej Cressidy to tak nie działało, co było kolejnym powodem drwin niektórych dziewcząt. – Ja tylko... – przygryzła niespokojnie pełne usteczka, wpatrując się w czubki swoich bucików. Dopiero po chwili zdobyła się na odwagę, by znowu spojrzeć na kobietę. – Dziękuję za troskę. To jedynie... typowe szkolne problemy i może trochę tęsknoty za domem i siostrą, która już skończyła szkołę – dodała cichutko, postanawiając zdradzić jedynie część prawdy, licząc że to sprawi, że kobieta nie będzie drążyć. Ale przyczyny leżały dużo głębiej, i drwiny paru dziewcząt nie były tym, czym przejmowała się najmocniej. Od nich się zaczęło, to prawda, i było jej przykro, że się z niej śmiano, ale wyzwoliły w niej myśli o tym, że tylko ten jeden rok szkolny dzielił ją od dorosłości i debiutu. Ale czy kobieta nieszlachetnego urodzenia potrafiłaby zrozumieć jej paniczny strach przed rozczarowaniem pana ojca i całej rodziny? Kobiety z normalnych rodzin nie musiały znosić tak silnej presji, tak jej się przynajmniej wydawało. Nie musiały usilnie wpasowywać się w odgórnie narzucone schematy i spełniać oczekiwań rodu.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Blanche Flume
Blanche Flume

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7923-blanche-adaline-flume#225452 https://www.morsmordre.net/t8235-lettres-d-amour#237698 https://www.morsmordre.net/t7943-sois-mon-bien-aime#226674 https://www.morsmordre.net/f106-fleet-street-47-2 https://www.morsmordre.net/t7944-skrytka-bankowa-nr-1919#226691 https://www.morsmordre.net/t7945-b-flume#226692
Zawód : gra, śpiewa i trochę dramatyzuje
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
jestem kobietą
wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie
wolna jak rzeka, nigdy nie poddam się

jestem kobietą
jestem wodą, jestem ogniem,
j a w ą i s n e m

OPCM : 10
UROKI : 9
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Beauxbatons, wrzesień 1953 roku Empty
PisanieTemat: Re: Beauxbatons, wrzesień 1953 roku   Beauxbatons, wrzesień 1953 roku I_icon_minitime15.02.20 22:37

Podeszła do niej, bo obudził się w niej ten instynkt matki, którą nigdy przecież nie była. Pojawił się ten napływ empatii i kobiecej ciekawości, których nie potrafiła powstrzymać. Przed oczami mignął jej też obraz tej pomocnej nauczycielki, pani profesor, która jest w stanie zrozumieć każdą sytuację. Tak cholernie pragnęła tego uznania i zaufania ze strony uczniów; nie chciała czuć dłużej na sobie tych wątpliwych spojrzeń i wysłuchiwać szeptów o cierpkiej treści. Nie zignorowała uczennicy z wielu powodów, a za najważniejszy wcale nie uznała pragnienia wytworzenia jakiejś fałszywej kreacji wśród szkolnej społeczności. Chęć pomocy była silniejsza, dodatkowo wzmocniona przez własne szkolne przeżycia. Te również miały miejsce pośród murów tej szkoły, jeszcze za czasów, kiedy Blanche była egoistką; tą zamkniętą w sobie introwertyczką, pozbawioną czyjegokolwiek uznania; tą dzikuską i samotniczką, nieświadomą obowiązujących konwenansów, ambiwalentnie nieśmiałą, z przerośniętym ego, niedojrzałą nastolatką. Istna sierota, której brak było manier i samoświadomości; we współczesnym świetle wizja ta zdaje się być zupełnie surrealistycznym obrazem. A jednak jest to czysta, nieskalana kłamstwem, prawda, która niekiedy brutalnie nawiedza Flume w snach. Jej pewność siebie i dotychczasowa seksualna swawola zdawały się być jej sposobem na nadrobienie swoich młodzieńczych błędów oraz braków.
Ze skrajności w skrajność.
Ona nie sądziła, żeby łzy były oznaką jakiejkolwiek słabości. Kobiety winny być przecież z natury stworzeniami wrażliwymi, łagodnymi i delikatnymi - stąd też bardziej od mężczyzn podatnymi na płacz. Smutek, jak każdy z wymaganych uśmiechów, jest jedną z towarzyszących na co dzień człowiekowi emocji. Łkanie to rzecz naturalna, żaden manifest niepoprawności.
- Po tych łzach wnioskuję zgoła inaczej - stwierdziła ciepłym, choć nieco bardziej zdystansowanym tonem głosu. Panna Flint w sposób ewidentny w tejże kwestii kłamała, jednak Blanche nie chciała naciskać. Być może przyczyna tkwiła w sprawie, która nie powinna ujrzeć światła dziennego; być może dotyczyła kwestii zbyt prywatnych, by móc zwierzyć się z nich nauczycielce; albo uczennica po prostu nie miała w zwyczaju opowiadać o swoich kłopotach nikomu obcemu, dusząc te problemy w sobie. Flume nie zdecydowała się jednak odejść, stojąc wciąż blisko szlochającej Cressidy. Usłyszawszy jej rzekomy zlepek wytłumaczenia, spytała:
- Jakie szkolne problemy? - Nie była natrętna ani natarczywa, a po prostu ciekawska. Pragnęła być zaradną, a jednak na tęsknotę nic poradzić nie mogła. Zdolna byłaby interweniować, o ile poznałaby nieco szczegółów na temat tych typowych szkolnych problemów.

przepraszam, że tak długo musiałaś czekać!




nie obie­cu­ję ci wie­le
bo tyle co pra­wie nic
naj­wy­żej wio­sen­ną zie­leń
i po­god­ne dni
naj­wy­żej uśmiech na twa­rzy
i dłoń w po­trze­bie
nie obie­cu­ję ci wie­le
bo tyl­ko po pro­stu sie­bie.

Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : Malarka
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 12
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Zwierzęcousty

Beauxbatons, wrzesień 1953 roku Empty
PisanieTemat: Re: Beauxbatons, wrzesień 1953 roku   Beauxbatons, wrzesień 1953 roku I_icon_minitime21.02.20 20:53

Nie spodziewała się tego, że ktokolwiek się zainteresuje, i to ktoś z dorosłych. W pewnym sensie zaczęła się przyzwyczajać do osamotnienia, choć niechętnie. Bardzo brakowało jej siostry. Miała co prawda koleżanki, ale nie każdej mogła zwierzyć się ze wszystkich bolączek. Wiele dziewcząt z angielskich rodów nawet w szkole zdawało się uczestniczyć w salonowej grze pozorów, a Cressie nie chciała, by jej słabości zostały wykorzystane przeciwko niej, jak czasem już w przeszłości bywało. Starała się być mniej naiwna, mniej odsłaniać się przed niektórymi dziewczętami, ale i tak nie potrafiła kłamać, więc jej emocje często były widoczne jak na dłoni.
Nie znała tej kobiety zbyt dobrze, nie znała zatem jej przeszłości ani pobudek, jednak, mimo zakłopotania i zawstydzenia, jakie poczuła, w pewnym sensie było jej miło, że ktoś zwrócił na nią uwagę. Choć z drugiej strony, to stwarzało problem innego rodzaju – jak miała wytłumaczyć powody swego płaczu? To nie było takie proste, zwłaszcza dla kogoś, kto nie potrafił dobrze kłamać, a więc powiedzenie, że chodziło tylko o jakiś problem z rówieśnikami, było wyczuwalną półprawdą, tylko częścią problemu, a nie głównym sednem. Z kolei wytłumaczenie, że martwiła się swoją przyszłością... czy ktoś z nieszlachetnej rodziny potrafiłby pojąć, z jak wielką presją zmagały się młode lady czekające na swój debiut, a także zaręczyny i zamążpójście? Zwłaszcza takie, które wyrosły w poczuciu swej niedoskonałości i wybrakowania i nade wszystko pragnęły zadowolić rodzinę, szczególnie pana ojca, który zawsze stawiał jej bardzo wysoką poprzeczkę, zbyt wysoką, by potrafiła do niej doskoczyć. Nie czułaby się swobodnie, mówiąc o panu ojcu, bała się, że ktoś mógłby pomyśleć o nim w sposób negatywny – a to ją przerażało, zupełnie jakby ojciec mógł na taką odległość przejrzeć jej myśli i dowiedzieć się, że zszargała w ten sposób jego dobre imię, pozwalając komuś źle o nim pomyśleć.
Czuła się pogubiona, gdy tak zerkała na nauczycielkę, nie wiedząc, co powiedzieć. Czy dalej próbować nieudolnie kłamać? Nie była pewna, jak ubrać w słowa swoje myśli. Spuściła wzrok na czubki swoich bucików wystających spod długiej, błękitnej szaty.
- Chodzi o to... że czuję się samotna bez siostry tutaj, w obcym kraju. Poza nią nie miałam tu w szkole innej rodziny – odparła w końcu, znów zdradzając tylko część prawdy. – A inne dziewczęta... Cóż, chyba trochę od nich... odstaję. Czasem bywają nieco przykre, ale to... naprawdę nic takiego. Nie pierwszy raz śmieją się z mojej nieśmiałości czy rumieńców.
Była nietypowa jak na lady. Bardzo nieśmiała, zahukana i niepewna siebie. W dodatku, o czym jednak wiedzieli nieliczni, rozmawiająca z ptactwem. I z obrazami, ale to była wiedza powszechniejsza. Niektórym dziewczętom to nie przeszkadzało, ale były takie, które lubiły drwić z delikatnej, wrażliwej i dziwacznej (w ich mniemaniu) Cressidy, wiedząc, że przykre słowa padną na podatny grunt i zachwieją i tak bardzo wątłą pewnością siebie dziewczątka.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Blanche Flume
Blanche Flume

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7923-blanche-adaline-flume#225452 https://www.morsmordre.net/t8235-lettres-d-amour#237698 https://www.morsmordre.net/t7943-sois-mon-bien-aime#226674 https://www.morsmordre.net/f106-fleet-street-47-2 https://www.morsmordre.net/t7944-skrytka-bankowa-nr-1919#226691 https://www.morsmordre.net/t7945-b-flume#226692
Zawód : gra, śpiewa i trochę dramatyzuje
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
jestem kobietą
wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie
wolna jak rzeka, nigdy nie poddam się

jestem kobietą
jestem wodą, jestem ogniem,
j a w ą i s n e m

OPCM : 10
UROKI : 9
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Beauxbatons, wrzesień 1953 roku Empty
PisanieTemat: Re: Beauxbatons, wrzesień 1953 roku   Beauxbatons, wrzesień 1953 roku I_icon_minitime24.03.20 22:00

Duszenie problemów w sobie było jej specjalnością. Umiejętnością, którą posiadła wraz z faktem introwertycznego jestestwa. Nie była w tym wszystkim uzależnioną od nikogo, nie tkwiła w żadnej formie koegzystencji, wszak po prostu istniała: stabilnie, jako odrębna jednostka w pozbawionej schematów rzeczywistości, niezależna i bezkompromisowa. Stąd też nie spotykała się z tym dziwacznym poczuciem osamotnienia, kiedy to nikt w pobliżu nie był godzien wysłuchać jej żałości; Blanche nauczyła się funkcjonować w zamknięciu, bez konieczności otwarcia się na relacje. Nie wiedziała też nic o siostrzanym wsparciu czy miłości - jako jedynaczka zdana była na siebie, w szkole, i w życiu tak w ogóle. Właściwie to niewiele wiedziała o jakichkolwiek bliskich relacjach z kobietami - nawet ta, która łączyła ją z własną matką nie była dokładnie zdefiniowana; odbiegała od modelowego wzorca, nie kryła w sobie żadnych sekretów ani zawiłości, opierając się tylko na dystansie, bynajmniej niepozbawionym czułości. Na przyjaciółki czy koleżanki nie mogła liczyć - te, wiecznie zazdrosne o talent czy urodę, nie pozostawały lojalnymi. W dorosłym życiu jej życie towarzyskie opierało się na różnorakich relacjach z mężczyznami; większość z nich nie obejmowała jednak długoletniego stażu czy emocjonalnego przywiązania, skupiwszy się na wzajemnym gaszeniu entuzjazmu. Pomimo tej pozornej nieudolności, w życiu towarzyskim odnajdywała się dobrze. Nijak dawała odkryć swoje słabości. Była silna, a przynajmniej próbowała taką być.
Nie pragnęła wnikać w przyczyny zaistniałej sytuacji, nienajlepszy też był z niej doradca, stąd też słuchała dziewczyny ze skupieniem. Nie przerywała, nie dopytywała - bynajmniej dopóki ta nie skończyła mówić; stała tam twardo, choć twarz miała miękki wyraz, daleki od stanowczej pozy, którą przyjmowała w salach lekcyjnych. Patrzyła uważnie, myślała niecierpliwie; w głowie kołatały się empatyczne frazy, których nie potrafiła teraz z siebie wydusić. Ambiwalentne wnioski wzięły górę, a ona, jako zwykle obojętna na los innych osoba, nie była w stanie ich powstrzymać czy zmienić. Z jednej strony myślała o niej jak o biednej i nieśmiałej dziewczynie; z drugiej przypominała sobie o jej wieku i szlacheckim pochodzeniu. Nie mogła znać tych wszystkich rozterek, stąd też postrzegała ją jako rozpieszczone, choć zagubione dziewczę. Nie winna przecież wydawać tak pochopnych ocen, jako nauczycielka musiała wykazać się zrozumieniem i empatią, nawet jeśli jej myśli nie były z tym zgodne.
- Musisz sobie jakoś radzić... - Błyskotliwa uwaga. Jedyna, która przyszła jej teraz na język i jakkolwiek przeczyła tym radykalnym opiniom. - Rozumiem, że jest ci ciężko... ale spróbuj po prostu o tym wszystkim nie myśleć. A inne dziewczęta po prostu zignoruj - dodała po chwili, patrząc uczennicy w oczy. - Ja też jestem tutaj samotna. Obca, niechciana i wyśmiewana, choć nie chodzi wcale o nieśmiałość czy rumieńce. Jeśli będziesz chciała kiedyś o czymś porozmawiać... albo teraz wyrzucić z siebie wszystkie troski, zawsze możesz do mnie przyjść.




nie obie­cu­ję ci wie­le
bo tyle co pra­wie nic
naj­wy­żej wio­sen­ną zie­leń
i po­god­ne dni
naj­wy­żej uśmiech na twa­rzy
i dłoń w po­trze­bie
nie obie­cu­ję ci wie­le
bo tyl­ko po pro­stu sie­bie.

Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : Malarka
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 12
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Zwierzęcousty

Beauxbatons, wrzesień 1953 roku Empty
PisanieTemat: Re: Beauxbatons, wrzesień 1953 roku   Beauxbatons, wrzesień 1953 roku I_icon_minitime31.03.20 23:46

Cressida z jednej strony miała naturę introwertyka, ale z drugiej nadmiar samotności przytłaczał ją i męczył. Czasami lubiła towarzystwo – w rozsądnej ilości i najchętniej osób dobrze sobie znanych, bo obcy ją onieśmielali. Z tego powodu zawieranie głębszych relacji było w jej przypadku procesem długotrwałym i powolnym, bo musiały minąć lata, by uznała kogoś za naprawdę bliskiego. Z tego powodu bliskie przyjaciółki mogłaby policzyć na palcach. Atutem, za sprawą którego mogła dopuścić do siebie kogoś łatwiej, było pokrewieństwo; wspólna krew Flintów wiele ułatwiała, tym bardziej że swoich krewnych znała przecież od dziecka. Poza tym od zawsze uczono ją, że rodzina jest najważniejsza. Mimo dorastania w poczuciu bycia gorszą była bardzo zżyta z Flintami i szczerze kochała rodziców i rodzeństwo, miała też dobre relacje z większością kuzynostwa. Ale prawie wszyscy uczyli się w Hogwarcie, więc w Beauxbatons pozostawało jej towarzystwo siostry, a teraz straciła nawet ją i była tu bardzo osamotniona.
Jeśli chodzi o jej relacje z mężczyznami, to jedyni jacy byli w jej życiu obecni, to pan ojciec, brat, kuzynostwo i inni krewni, a także rówieśnicy płci męskiej, z którymi stykała się na lekcjach. Żadna z tych relacji z kolegami ze szkoły nie była jednak zabarwiona w sposób romantyczny, i to nie tylko dlatego, że Cressie nawet na obczyźnie ściśle trzymała się wytycznych ojca i dbała o swoją reputację, świadoma tego, że narzeczonego, a potem męża (obowiązkowo szlachetnej krwi) wybierze dla niej rodzina, więc jakakolwiek inicjatywa z jej strony była całkowicie zbędną stratą czasu i energii. Drugim powodem, oprócz ograniczeń nałożonych przez rodzinę i status społeczny, była jej własna nieumiejętność nawiązywania takich relacji. Kompletnie nie znała się na mężczyznach, nie potrafiła uwodzić ani kokietować, były jej to aspekty całkowicie obce, leżące daleko poza jej prostolinijną, łagodną i nieśmiałą naturą. Nie miała pojęcia, w jaki sposób sprawiać, by mężczyźni się nią interesowali. Nie chciała się tego uczyć, nawet gdyby potrafiła wziąć przykład z innych dziewcząt. Ale dla niej było to niepojęte, zwłaszcza że była pełna kompleksów i miała bardzo niską samoocenę. Dlaczego jakikolwiek mężczyzna miałby się nią zainteresować? W swoim mniemaniu była wybrakowana i jedyną szansą było dla niej to, że panu ojcu uda się znaleźć kogoś dostatecznie pragnącego relacji z Flintami, by przygarnąć tą gorszą z córek Leandera. Gdyby tak w kwestii zamążpójścia była zdana jedynie na siebie, a nie na ród, niechybnie zostałaby starą panną.
Prawdopodobnie więc pod pewnymi względami była przeciwieństwem pięknej nauczycielki, choć nie mogła tego wiedzieć, gdyż nie znała tej kobiety na gruncie prywatnym, a jedynie jako jedną z tych, którzy przekazywali uczniom Beauxbatons wiedzę. Odzywała się cicho i nieśmiało, z wyraźnym zawstydzeniem. Brakowało jej pewności siebie, jaką cechowały się inne młode lady. Nie była też tak rozpieszczona jak większość z nich, bowiem pan ojciec wychowywał ją surowo, nie szczędząc wymagań i słów krytyki. Nawet jeśli dorastała w bogactwie nieznanym nieszlachetnym dziewczętom, pozostawała osóbką dość skromną i stonowaną. Flintowie byli wszak bliscy naturze, i to nie salonowy blichtr i obwieszanie się błyskotkami było najważniejsze, jak miało to miejsce w rodach bardziej nastawionych na brylowanie na salonach.
Gdyby tak łatwo było sobie radzić samej w obcym miejscu, w odcięciu od rodziny! Ale Cressie lepiej się czuła właśnie przy bliskich, i z dala od nich było jej źle – a przecież kiedyś, gdy wyjdzie za mąż, też będzie musiała przetrwać życie oddzielnie, nawet jeśli wtedy będzie w Anglii i będzie mogła odwiedzać bliskich.
- Trudno nie myśleć o samotności i tęsknocie za najbliższymi – odezwała się cichutko. – Ale mój pan ojciec z pewnością chciałby, żebym była silna w tym ostatnim, jakże ważnym roku mojej nauki w szkole. – Leander Flint uważał Beauxbatons za niezbyt życiową szkołę, bowiem jego wrażliwość na sztukę była niezwykle niska i zwyczajnie nie rozumiał malarstwa, muzyki ani innych tego typu spraw, uważając je za dziedziny typowo kobiece, a więc, mimo swego niechętnego stosunku do nich, nigdy nie bronił Cressidzie artystycznych ciągotek. I choć pielęgnował w niej uległość wobec patriarchalnych zasad, chciał też wyplenić z niej przesadną miękkość nie pasującą do Flintówny.
- Naprawdę? – zdziwiła się nieśmiało na słowa nauczycielki, bo mogłoby się wydawać, że taka piękność, mimo nieszlachetnej krwi, mogła mieć cały świat u stóp i być uwielbiana przez mężczyzn. I aż dziwiło, że kobieta o takiej urodzie tkwiła w szkole, skoro mogłaby swym talentem muzycznym raczyć nawet dość wysublimowane grono odbiorców. Wysoko urodzeni lubili zdolnych artystów, pod warunkiem że ci nie byli mugolakami. A mężczyźni lubili piękne kobiety, zaś Cressida nie wliczała siebie w to grono, bo była ruda i piegowata. I myślała, że wyobcowanie i bycie wyśmiewaną były doświadczeniami przeżywanymi tylko przez te mniej atrakcyjne dziewczęta. Ciekawe jednak, czy kobieta mówiła prawdę, czy tylko próbowała zyskać zaufanie dziewczątka?
- Ja... eee... nie pomyślałabym, że... – urwała i zawahała się, nie wiedząc, jak ładnie ująć w słowa swoje myśli i zdumienie tym, że kobieta tak ładna jak Blanche Flume mogłaby mieć jakiekolwiek nieprzyjemności za sobą. Nigdy nie miała w sobie wielkiego daru do pięknych mów. Spuściła wzrok na czubki swoich bucików i znowu umilkła, wahając się. – Szkolne konflikty przeminą i niedługo przestaną mieć znaczenie, ale potem czeka mnie powrót do kraju, do domu... Tęsknię za nim, ale z drugiej strony... – znowu się zawahała, przygryzając usta. Nie dokończyła myśli. – Chciałabym tylko... żeby moja rodzina mogła być ze mnie dumna. – A bała się, że nie będzie. I stąd całe jej przygnębienie, bo mimo wielkiej tęsknoty za domem bała się powrotu do niego w czerwcu, bo wtedy czekał ją debiut i konieczność spełnienia jeszcze większych oczekiwań niż kiedykolwiek wcześniej. Ale trudno jej było się przełamać, by o tym mówić, tym bardziej że nie była pewna, czy ktoś spoza wyższych sfer zrozumie, z jakimi bolączkami się zmagała. Życie szlachcianek nie było tylko pasmem bali i przyjemności, wymagało też wielu poświęceń, wyrzeczeń oraz spełniania niezliczonych oczekiwań otoczenia i wpasowania się w wąskie ramy wytyczone dla niej przez rodzinę. Może w ogóle nie powinna była nic mówić, tylko podziękować kobiecie, pożegnać się i iść. Zawstydziła się tym, że może powiedziała za dużo, że tak łatwo dała się ponieść emocjom i te słowa popłynęły z jej ust.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Blanche Flume
Blanche Flume

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7923-blanche-adaline-flume#225452 https://www.morsmordre.net/t8235-lettres-d-amour#237698 https://www.morsmordre.net/t7943-sois-mon-bien-aime#226674 https://www.morsmordre.net/f106-fleet-street-47-2 https://www.morsmordre.net/t7944-skrytka-bankowa-nr-1919#226691 https://www.morsmordre.net/t7945-b-flume#226692
Zawód : gra, śpiewa i trochę dramatyzuje
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
jestem kobietą
wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie
wolna jak rzeka, nigdy nie poddam się

jestem kobietą
jestem wodą, jestem ogniem,
j a w ą i s n e m

OPCM : 10
UROKI : 9
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Beauxbatons, wrzesień 1953 roku Empty
PisanieTemat: Re: Beauxbatons, wrzesień 1953 roku   Beauxbatons, wrzesień 1953 roku I_icon_minitime02.05.20 20:45

Chłodne podejście do trosk wykształciło w jej umyśle niekiedy nieobiektywny pragmatyzm, czasem tylko podburzany przez nagłości histerycznej duszy. Analityczny rozum, choć w teorii bezstronnie logiczny, bywał zawodny. Szczególnie w przypadku takim jak ten, zaistniałym w sytuacji, gdzie jej niesprawiedliwe opiniowanie nie winno mieć miejsca; wszak stała przed nią uczennica, podopieczna, której należało się wsparcie, nie pokraczne osądy. Miała uczyć gry na fortepianie, wskazywała błędy w śpiewie, ale poza muzycznym wykształceniem chodziło też o pedagogiczne podejście. Być może w swoim narcystycznym świecie, przez lata odizolowanym od cudzych rzeczywistości, nie była w stanie zrozumieć zakłopotanych myśli dziewczyny; niemniej jednak do zbioru jej nauczycielskich obowiązków należała również ta neutralna akceptacja, w której nie posługiwała się skalą wieku czy dojrzałości. Stąd też usilnie dążyła do rozpracowania tychże atypowych dla niej szkopułów; z zaangażowaniem próbowała wcielić się w inną rolę, oswoić dziewczęcą duszę, znaleźć punkt odniesienia. Na wizerunkowej zmianie znała się przecież jak mało kto - wszakże sylwetka tej atrakcyjnej kobiety, tej niewybrednej, acz wzbudzającej instynktowne pożądanie lalki była jedynie personą. Odległą od nieco wygórowanego ego, wyprutą z człowieczej wrażliwości i przywiązania, znanej z wyrachowanego jestestwa dalekiego uczuciowości innej niż ta zmysłowa. Nic zdążył już poznać oblicze faktyczne, Blanche w wizji wyjątkowego indywiduum, bynajmniej niepozbawionego umiejętności kochania. Uciekała od jego dojrzałej postawy, jednocześnie nie czując presji potrzeby swoistej wolności - majątkowej dowolności, na której zbudowany był ten związek. Jeszcze nie rozumiała, że ślubna przysięga oznaczała w ich względzie coś więcej, aniżeli materialistyczną transakcję. Jeszcze nie dostrzegała istotności jego obecności, jeszcze nie tęskniła za porannymi pobudkami w jego ramionach; a może - wbrew jej nieodgadnionym sugestiom - tak naprawdę w podświadomości wzdychała z utęsknienia? W przypadku kryzysu, bezwstydnie zakańczała ulotne miłostki; tymczasem tu tkwiła w małżeńskiej złożoności, wciąż daleka od rozwodowego wniosku. Chwilowa rozłąka miała tylko o tym przeświadczyć, nawet jeśli na drodze czystości miał stanąć grzeszny występek. Enigmatyczny młodzieniec działał w imię tajemniczej celowości, a ona miała się jej poddać. Na razie prosił jedynie o szkolne materiały, lecz czy następna chwila samotności nie podsyci go do innych bezpośredniości? Nie mogła tego wiedzieć, nie tego również dotyczyły kołatające się w głowie myśli. Przyjmowała rolę nastoletniej lady, dodając do jej charakteru więcej surowości, aniżeli uprzednio zarzucanego rozpieszczenia. Niechętnie odjęła też barw szlacheckiemu pochodzeniu, a takowy byt nakreśliła grubą kreską trudności. A przynajmniej próbowała.
- On na pewno będzie z ciebie dumny - zapewniła, nie mając co do tego stuprocentowej pewności. Ale przecież o to właśnie chodziło w całym tym nauczycielskim doradztwie. Miejscami mogła zmieniać realia, dodając im optymistycznego charakteru. Nie liczyła na jej naiwność, a zwykłe rozchmurzenie. Wszakże co innego mogła zrobić? Nie dla zaufania napomknęła też o sobie; częściowo wynikało to z egotycznej potrzeby serca, acz ważniejszym była możliwość porównania. Dla zwiększenia świadomości o nie jednostkowości udręczeń, a być może w imię przedstawienia gorzkiej wizji świata. Nie wstydziła się swojej odrębności, nie była wstydliwie udręczona brakiem sympatii. Wciąż przecież stała tam dumna, nawet po tym, kiedy głośno wyraziła swą słabość.
- Tak, nikt by o tym nie pomyślał. Ale pozory mylą - stwierdziła chłodno, uciekając wzrokiem w bok. - Pamiętaj tylko, że jeśli ktoś nie akceptuje cię taką jaką jesteś, nie ma prawa niczego od ciebie żądać. Nie ma prawa oczekiwać, nie ma prawa cię zmieniać - dodała po chwili, pozostawiwszy własne wyznanie bez innych komentarzy. - Nie rób tego dla rodziny, a dla siebie. O ile sama będziesz odczuwała, że jesteś z siebie zadowolona, oni nie mają powodu do tego, by nie być z ciebie dumni. Docenią cię, tylko najpierw musisz zrobić to ty sama. - Wierzyła w te motywujące słowa, znała też siłę samodoskonalenia i związanej z nią satysfakcji. Miała tylko nadzieję, że to pozwoli dziewczynie przezwyciężyć napotkane trudności wymagań i może pozytywnie wpłynie na pewność siebie. Bo tylko tyle mogła zrobić pośród murów akademii, tylko tak mogła pomóc nieznanej jej siódmoklasistce.




nie obie­cu­ję ci wie­le
bo tyle co pra­wie nic
naj­wy­żej wio­sen­ną zie­leń
i po­god­ne dni
naj­wy­żej uśmiech na twa­rzy
i dłoń w po­trze­bie
nie obie­cu­ję ci wie­le
bo tyl­ko po pro­stu sie­bie.

Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : Malarka
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 12
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Zwierzęcousty

Beauxbatons, wrzesień 1953 roku Empty
PisanieTemat: Re: Beauxbatons, wrzesień 1953 roku   Beauxbatons, wrzesień 1953 roku I_icon_minitime08.05.20 23:26

Cressida, co prawdopodobnie było niezwykłe u lady, była osóbką bardzo prostolinijną, o łagodnym i miłym charakterze. Była grzeczna i nie kaprysiła jak niektóre jej koleżanki, co nie znaczyło, że nie była przywiązana do wygodnego życia – bo była. Oczywiście, że lubiła otulać ciało miękkimi materiałami, że miłowała piękno w swoim otoczeniu, a także wysoką sztukę. Była też przywiązana do rodowych wartości, nawet jeśli w głębi duszy nigdy nie czuła nienawiści do ludzi gorszej krwi – ale wiedziała, że jej obowiązkiem jest podążać za rodem, który wydał ją na świat i wychował, więc nawet jeśli z czymś nie do końca się zgadzała, milczała, respektując autorytet pana ojca i ostateczność jego słów. Dlatego nawet we Francji uważała na to, z kim się przyjaźniła i nie szukała koleżanek wśród dziewcząt o mieszanej lub mugolskiej krwi. Nigdy nie miała nawet najmniejszych ciągotek do szukania zakazanych owoców, była z natury uległa, tak ją przecież wychowano. Na przyszłą żonę męża i matkę jego dzieci – tylko czy nie była zbyt wybrakowana, by dobrze wypełnić te role? Panicznie bała się ewentualności, że okaże się niewystarczająco dobra by wypełniać przeznaczenie lady, że przyniesie panu ojcu hańbę zamiast dumy i że nikt nie zechce jej poślubić. Staropanieństwo wydawało się straszliwym losem, czymś przypisanym kobietom niedoskonałym, wadliwym, takim, których nikt nie chciał. A ich świat akceptował w pełni tylko te, które dobrze wpisywały się w schematy, więc Cressida też pragnęła się w nie wpisać, by nie zostać odrzucona i wzgardzona. Do zakończenia szkoły pozostało niewiele czasu, więc musiała szybko wziąć się za siebie, by nie zepsuć swojego debiutu.
- Chciałabym, żeby tak było – powiedziała, ale wiedziała, że jej pan ojciec był niezwykle wymagający i trudno było go zadowolić, choć jej bratu i siostrze jakoś się to udawało. Tylko ona nie słuchała z jego ust pochwał; wyrazem aprobaty było co najwyżej milczenie i brak krytyki.
Czuła też, że nauczycielka mówi tak, bo po prostu wypada, że jej zawód wymusza na niej pewną uprzejmość, może nawet pobłażliwość wobec uczniów. Bo choć w hierarchii społecznej to Cressie stała wyżej, w szkole to nauczyciele znajdowali się ponad uczniami, nieważne jak wysoko urodzonymi. Nie każdy z wielkich rodów to respektował, ale Cressie starała się dostosować i uszanować pozycję nauczycieli w szkolnych murach, nie należała nigdy do tych buntujących się, robiących na złość uczniów.
- Jestem lady, muszę dostosować się do woli mego rodu oraz pana ojca – powiedziała cichutko; to nie było takie proste w jej przypadku, musiała się dostosowywać, a pan ojciec miał pełne prawo wymagać od niej odpowiednich zachowań. Decydował o większości aspektów jej życia. Ale było w słowach kobiety coś na swój sposób pięknego mimo jawienia jej się jako abstrakcja. Ciekawe, jak by to było, gdyby pan ojciec był z niej dumny takiej, jaka była? Albo gdyby potrafiła wierzyć w siebie i swoją wartość i nie porównywałaby się wiecznie do siostry? Może problem rzeczywiście leżał w niej samej i w tym, że nie potrafiła przełamać pewnego schematu postrzegania siebie?
Nie mogła też być w pełni szczera, i tak ujawniła zbyt wiele myśli, co wpędzało ją w narastające zakłopotanie. Reszta musiała pozostać sekretem, nic co wychodziło z jej ust nie mogło zabrzmieć dla nikogo jako krytyka umiłowanego pana ojca. Nie chciała, by ktokolwiek pomyślał źle o jej rodzinie, poza tym dziwnie byłoby jej odsłaniać się ze skrytymi myślami, dlatego postanowiła się wycofać z powrotem do swojej ochronnej skorupki i pożegnać.
- Ja… dziękuję za rozmowę – odezwała się nagle, próbując się nieśmiało uśmiechnąć. Mimo niezręczności, jaką czuła, była kobiecie wdzięczna już za sam fakt zainteresowania, jakie jej okazała. – Ale… chyba wrócę do pokoju wspólnego. Jeszcze raz dziękuję, do widzenia, pani profesor – pożegnała się uprzejmie, po czym oddaliła się w kierunku kwater Harpii, choć nie była pewna, czy to tam się zaszyje, czy może uda się na błonia, by porozmawiać z ptakami.

| zt. dla Cressie




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
 

Beauxbatons, wrzesień 1953 roku

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20