Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Gabinet Francisa Lestrange
AutorWiadomość
Gabinet Francisa Lestrange [odnośnik]11.01.20 8:46
First topic message reminder :

Gabinet Francisa Lestrange

★★★★
Jedna z najbardziej stonowanych komnat w całym Wenus, choć niemniej urządzana ze wykwintnie i ze smakiem. Umeblowanie jak na gabinet jest dość nietypowe, pomieszczenie bowiem bardziej przypomina elegancki salonik niż miejsce pracy. Kanapy z miękkim obiciem, wygodne podnóżki, wysiedziane fotele aż proszą się, aby na nich legnąć i zażyć chwili ożywczego odpoczynku. Jest tak nie bez powodu - Francis w istocie rzadko tu pracuje, petentów przeważnie przyjmuje w którejś z głównych sal, a gabinet wykorzystuje do celów relaksacyjnych i regeneracji straconej energii.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:49, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Francisa Lestrange - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Gabinet Francisa Lestrange [odnośnik]17.03.20 18:14
Oczywiście, że był w jego oczach człowiekiem bez honoru. Był szwagrem Rosiera, pewnie miał na przedramieniu Mroczny Znak i po nocach grupowo gwałcił dziewice i zabijał jednorożce. To znaczy, z daleka wydawał się całkiem spoko gościem, ale przy osobistej rozmowie tracił cały swój brokatowy urok i robił się jakiś taki groźny.
-P..pan lord serio z tą kanapą? - wybąkał, spoglądając na kanapę, na okno, a potem znowu na kanapę, a potem na okno...
-N..no dobrze! - westchnął, przygryzając lekko wargę aby bardziej przekonująco udać niechęć. Powoli wstał i pchnął kanapę w kierunku okna, a że nie był raczej sprawny fizycznie (tylko intelektualnie, nie można mieć wszystkiego! Czy ktokolwiek słyszał kiedyś o artystach lub kujonach dobrych z gimnastyki? Ba, pewnie sam Lestrange nie był atletą, no chyba że w łóżku) to szło mu dość opornie. Ojej, chyba zwinął dywan. Rozprostował go stopą, a potem pchał dalej, powoli, cal po calu. Aż się spocił ze stresu, bo jednak troszeczkę szanował historię i nigdy nie dotykał żadnego mebla Ludwika XIV.
-Teraz...będzie...można...siedzieć...w świetle... - wydyszał, przyznając Francisowi rację. Ciekawe, jak wysoko jest to okno? Cholera, wysoko.
Ocierając pod z czoła, opadł na przepchaną pod ścianę kanapę i spojrzał z nadzieją w stronę Francisa. Uśmiechnął się, może łyknął tą biznesową bajeczkę...
...a nie, jednak nie. Kolejna nadzieja Steffena na wyjście stąd cało uleciała wraz z pogardliwym tonem Lestrange. Okno jest za wysoko, pieniądze go nie interesowały i... jejku, on nadal grozi mu tym ochroniarzem?
Usta Steffena zadrżały bezradnie, w powstrzymywanym strachu. Nie zamierzał narażać się na darmo, nie dla "Czarownicy"! Swoją nietykalność cielesną narażał tylko dla Zakonu. Wlepił w Lestrange'a przerażone spojrzenie, zastanawiając się, co mogłoby do niego dotrzeć i choć trochę go rozbawić - na tyle, by przestawał uznawać Cattermole'a za intruza i zagrożenie. Biznesy nie, Ministerstwo nie, czyli... hm, może pycha? Był w końcu autorytetem w dziedzinie seksu, nie?
-D..dobrze, rozumiem, musi pan dbać o reputację biznesu i... - dajesz, Steffen, dasz radę. Wyobraził sobie Isabellę w objęciach Mathieu i bęc, na zawołanie uronił kilka łez. Wygiął usta w podkówkę dla lepszego efektu.
-...I to prymitywny pomysł, przyznaję, dziękuję za radę, bo... - otarł łzę, na wypadek gdyby Lestrange był krótkowidzem i nie widział beków ze swojego fotela.
-...bo pan jest prawdziwym autorytetem, no, w tej kwestii tego co się robi w Wenus, a moja dziewczyna właśnie rzuciła mnie dla kogoś z większym smo...portfelem, i teraz czeka mnie celibat i moje życie się skończyło, no i pomyślałem że przed upokarzającym powrotem na wieś do mamy to postaram się chociaż zobaczyć jak prezentują się sławni i bogaci i przystojni i dlatego pana śledziłem, PRZEPRASZAM - wychlipał. -Po prostu jestem...jedynakiem i mój tata uciekł jak byłem mały i nikt nigdy nie dawał mi porad sercowych i przez to jestem przegrywem, a pan jest idolem Czaro...pism kobiecych i w ogóle. - jęknął, prezentując się w roli zrozpaczonego fana.




kłamstwo II, ale w sumie nie kłamię tears


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 30 +4
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 35 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Gabinet Francisa Lestrange [odnośnik]17.03.20 20:48
Nie muszę nawet liczyć do trzech, a chłopak już bierze się do pracy. Krycie rozbawienia jest bezcelowe, więc chichoczę sobie pod nosem, podczas gdy młokos urządza mi pokaz faktycznie godny podziwu. Prężą się pięknie te wiotkie mięśnie, a cherlak konkretnie sapie pod nosem. Tworzy to ładny wizualny obrazek, gdyby wpuścić tu jeszcze jakąś lady Robinson, stworzyłbym idealną okazję do amorów. Fizyczna praca popłaca, eksponuje to, czego wcześniej u bruneta nie dostrzegam, ma smukłą sylwetkę i zacięcie, szkoda, że tak się zaaferował, że zapomniał pomyśleć.
-Synku - zwracam się do niego, kiedy już jest po wszystkim, a kanapa stoi dokładnie w tym miejscu, o którym myślałem. Światło pada lepiej, niż gdy znajdowała się w kącie, ale przecież estetyka musi iść w parze z funkcjonalnością, prawda? - zmieniłem zdanie. Teraz przestrzeń się zagęściła, jest jakby ciaśniej. Przesuń ją z powrotem - nakazuję, celowo igrając moim żartem lotów nie najwyższych. Znęcam się nad nim - nie będę owijać w bawełnę i choć trochę mi wstyd, idę za ciosem. Jak się spoci, zmęczy i odrobinę ukorzy, może głupie pomysły wywietrzeją mu z tej wielkiej łepetyny? I wcale nie potrzeba do tego wielkich łapsk Dymitrija, bo ja te swoja słowa to na wiatr rzucam i tak sobie gadam trzy po trzy, korzystając z groźnego nazwiska i mocno skrzywionych ust. Jak chcę, to wyglądam na ładnie wkurwionego, niewyregulowane brwi i nieco niechlujny zarost, tyle, więcej nie trzeba, po prostu odrobinę owłosienia na twarzy, co to z zasady powinna być gładka i piękna. Przegryzam winogrono, machając nogami które zwisają zza krawędzi biurka, czym burzę ten pierwszy wizerunek ociężałego brutala. Jak tak dalej pójdzie, przyprawię mojego gościa o zawroty głowy i zacznie podejrzewać mnie o co najmniej łagodne objawy rozdwojenia jaźni.
Wydaje mi się, że sytuację mam pod kontrolą, jeden nerwowy wypłosz, takich zwykle zjadam na śniadanie, no ale oczywiście, coś musi się schrzanić. Wypłosz zaczyna wyć. No dosłownie mi tu w histerię wpada, łzy mu płyną po twarzy, cały się czerwieni, jąka i opowiada mi historię swojego życia. Momentalnie ja blednę i cofam się pod ścianę, jakbym mógł się od niego czymś zarazić. Radzę sobie z różnymi rzeczami, mogę udźwignąć sporo, ale w starciu z płaczem jestem do niczego. Totalny nokaut a do siebie za prędko nie dojdę.
-Uspokój się chłopcze - mówię tonem, który po mnie zdradza nerwówkę - uspokój się, oddychaj i przestań ryczeć na Merlina - moje polecenie na sam koniec przeradza się w niemal błagalny jęk. Co się robi z płaczącymi mężczyznami? Chłopcami?
-Wydaje mi się, że nie jestem kompetentny do przeprowadzenia z tobą takiej rozmowy - ten kit łykam już jak pelikan, choć moja reputacja wcale nie zostaje wyniesiona na pogardzany świecznik - nigdy nie miałem dziewczyny - mówię mu, niech się odczepi, wyjdzie i nie wraca - zupełnie się na tym nie znam. Ale skoro zostawiła cię dla kasy, to nie ma za czym płakać - podsumowuję kulawo, wyższe sfery obowiązują w tej kwestii nieco inne reguły. Co prawda Crouchowie nigdy nie wydadzą swojej córki za mąż za Weasleya, ale tam wchodzą w grę kryteria także poza majątkowe.
-Tym razem ci się upiekło. Spływaj stąd - niedbale macham ręką w kierunku wyjścia. Stojąc do niego tyłem, przesuwam dłońmi po policzkach, boleśnie obciągając skórę w dół, jakbym mógł się tym oczyścić. Przeprawa ciężka, jeden wyjec na mojej drodze a ja już leżę poskładany.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Gabinet Francisa Lestrange - Page 3 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Gabinet Francisa Lestrange [odnośnik]18.03.20 22:31
Świetnie, po prostu świetnie. Chciał sobie skrycie podszpiegować, a tymczasem się zmęczył, spocił i został rozrywką dla jakiegoś perwersyjnego lorda. Już nigdy nic go nie podkusi, by śledzić ludzi w ludzkiej postaci! Może i szczury były delikatniejsze, ale trudniej je złapać.
Zasapany, spojzał na Francisa z niedowierzaniem, ale potem - bo co miał robić? - posłusznie i smętnie zaczął pchać kanapę z powrotem na swoje miejsce. Już on go obsmaruje w "Czarownicy", zobaczymy, kto się będzie śmiał ostatni!
Gdy dotarł na miejsce, to już nawet nie musiał się specjalnie wysilać aby płakać, ból rozgrzanych mięśni jedynie napędzał jego szloch. I oto stał się cud, bo pan lord Lestrange po raz pierwszy zrzucił tą dekadencką maskę i zaczął wyglądać na nie lada... przestraszonego? No proszę, proszę!
Steffena korciło, aby podejść bliżej i obsmarkać mu koszulę, ale nadal bał się trochę Dmitrija, więc postanowił zachować swój dystans. Dla lepszego efektu, pozwolił glutowi z nosa spłynąć wzdłuż brody, a potem teatralnie otarł smarka i łzy swoim rękawem. I oparł ów rękaw na pięknej kanapie Ludwika XIV, Francis nie siądzie już tam bez myślenia o rozhisteryzowanym szczurze.
Niby posłusznie, wziął kilka urywanych oddechów i... rozszlochał się jeszcze bardziej.
-Nie mogę, nie mogę być spokojny, gdy tamten bogacz robi jej... to co robią w tych hinduskich książkach o miłości. - pociągnął nosem, zastanawiając się czy pan Lestrange czytuje te książki. Na szczęście dla siebie nie myślał już o Isabelli, a hipotetycznej innej dziewczynie innego Steffena - zapłakanego jedynaka. A gdzieś pod morzem łez, zwoje mózgowe pracowały ciężko, usiłując zapamiętać jak najwięcej informacji dla "Czarownicy". Lestrange był teraz jakiś bezradny, może wymsknie mu się coś ciekawego...?
...OOOO!
Rozdziawił usta, na moment zapominając, że ma ryczeć. Dopiero, gdy kąciki ostrzegawczo drgnęły mu do góry, opanował dziką radość i uronił jeszcze kilka łez - szczęścia.
-Pan lord nigdy nie miał dziewczyny? - pisnął, ze zbolałym niedowierzaniem, podczas gdy jego serce wykonało kilka radosnych fikołków. NACZELNA PADNIE JAK JEJ TO POWIE!!!
Przez moment wpatrywał się we Francisa jakby inteligentniej, a nawet nieco złowieszczo, bowiem właśnie wyobraził sobie kilka ekscytujących nagłówków. Zemsta za kanapę będzie słodka. A potem znów przybrał zbolały wyraz twarzy, pośpiesznie wycofując się pod drzwi.
-Więc... wie lord jak to jest....łączę się w bólu, rozumiem... i...dziękuję, lord ma złote serce, naprawdę. - mamrotał, żeby paplać cokolwiek i ulotnić się czym prędzej. Może i Lestragne faktycznie miał złote serce, ale kiepski zmysł do interesów - mógł zostać właścicielem "Lestrange-boya", a zostanie tytułem kolejnego artykułu u szlachcicach do wzięcia.
-Do widzenia... i może jeszcze los się do pana lorda uśmiechnie! - zasalutował, uśmiechnął się nagle - a może to tylko przebłysk szaleństwa, może Francisowi tylko się zdawało, że widzi triumf na tej zasmarkanej twarzy? - i zwiał. Ledwo wypadł z restauracji, zmienił się w szczura przy śmietniku, żeby żaden Dmitrij już więcej go nie znalazł. Au-revoir, frajerzy!!!

/zt charming


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 30 +4
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 35 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Gabinet Francisa Lestrange [odnośnik]25.03.20 21:12
7 maja

Krew na ulicach nie jest moją sprawą. Ktoś ją przelewa, ktoś nią płaci, ktoś inny ją sprząta. Ja nie podpadam pod żadne z tych kryteriów, więc siłą rzeczy, nie będę sobie głowy tym zaprzątać.
Taa. Jasne.
Po prostu udaję, że jej nie widzę, odwracam wzrok i patrzę przez moje różowe okulary na drzewa, które powinny pachnieć lepką żywicą i klejącymi rączkami dzieci, a czuć tylko zaniedbanie i zbyt wysoką trawę. Mało kto zachodzi do parku, nikt nie kręci się po nim bez celu i właśnie ten brak psuje mój pejzaż. Mimo dwóch lewych - a w moim przypadku, prawych - rąk do rysunku, udaje mi się stworzyć pi razy oko szkic idealny, na którym urządzam sobie piknik, a dookoła mnie hasają bąble i inne zwierzaki. Paść się na trawce w oderwaniu od szmeru rozmów, świstu frisbee, szczekania psów i śmiechu niepodobna, więc cierpię głęboko, choć po cichu. Bo komu niby się przyznam? Jeszcze mnie zjedzą.
Zajmuję się tym, czym nie powinienem. Dbam o interesy, a przy okazji myśli uciekających gdzieś hen daleko, wpadam na głupie pomysły. To działa, bo prowadzi do tysiąca hardych pojedynków między jedną a drugą wersją mnie, a to zajmuje sporo czasu. Nie jestem jednak taki tępy, jak czasami o sobie myślę i argumenty znajduję niezgorsze - niełatwo znaleźć na nie satysfakcjonującą ripostę. Sam spieram się ze sobą, czy tak, czy nie, czy lewo, czy prawo, czy jechać teraz po dziewczynę z Albanii, czy może się wstrzymać, bo zamkną nam granice... Umysłowe bitwy a rany po nich jakie ciężkie; leczę się winem, co najmniej butelka na dzień, jak zalecił mój ulubiony doktor Ojboli. No dobra, każe pić kieliszek, na dobry sen, a że mam na stanie tak wielkie, jak moja głowa, mieszczące spokojnie te 750 mililitrów, to nie dopytuję o szczegóły. To mnie znieczula, lula i ogólnie łagodzi obejście. Czekam więc na Drew już nieco (kompletnie) rozweselony (wstawiony) i podekscytowany. Muszę się czymś zająć, więc zaczynam kręcić. Z woreczka na biurko, stamtąd do młynka, a kiedy już skruszyłem, prosto na bibułkę. Dodaję jeszcze ciutkę zwykłego tytoniu, poprawiam, żeby się równo ułożyło, zwilżam papierek i już. Jeden gotowy, a Macnaira ani widu, ani słychu. Zegar mówi, że się nie spóźnia, tylko ja jestem w gorącej wodzie kąpany. Skręcę pewnie z dziesięć, zanim Drew się tu dowlecze, ale przynajmniej mam robotę. Przerywam po trzecim i dzwonię na dziewczyny, żeby były gotowe za kwadrans. Wyjątkowo mi zależy, aby mój gość pozostał kontent po tej wizycie. Kameralne progi mego gabinetu nie taką rozpustę widziały, lecz targu wolę dobić tutaj niż w gwarze bawialni - choć tam niewątpliwie widoki również byłyby przednie.
Do drzwi ktoś puka, krótko, stanowczo i otwierają się, nim zdążę zaprosić.
-Masz? - pytam zamiast powitania, obrzucając Drew spojrzeniem, jakim dzieci traktują bożonarodzeniowe drzewko w pierwszy dzień świąt. Nie dostrzegam jednak w jego rękach nic, co ma predyspozycje bycia moim wymarzonym cackiem. O co tu biega? Że najpierw kasa?
-Zapraszam, siadaj - mówię, wskazując mu miejsce na kanapie, a samemu sadowię się na przeciw. Przyda nam się dużo miejsca, oto wchodzą moje panienki. Iris, May i Ulla, wszystkie idealnie uśmiechnięte i w strojach, które, choć skąpe, jednak pozostawiają męskiej wyobraźni pole do popisu. May i Ulla odpowiednio pouczone sadowią się po obu stronach Drew, a Iris hojnie nalewa nam alkoholu i podaje nam szklanki z przednią whisky - najpierw mi - mam ochotę zganić ją, że nie okazała należytego szacunku naszemu gościowi, lecz mała cholera działa przemyślanie. Gdy wraca z drinkiem dla Drew, podawszy mu szklankę od razu opuszcza się w dół i sadowi się u jego stóp.
Uśmiecham się do Macnaira.
-Twoje zdrowie - mówię, przechylając szklankę, nie ulegając jeszcze urokowi widoku.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Gabinet Francisa Lestrange - Page 3 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Gabinet Francisa Lestrange [odnośnik]03.04.20 20:40
7 maja 57'
Dawno już nie przyszło mu dostać równie nietypowego zlecenia, dlatego czytając list od Francisa zmrużył oczy początkowo sądząc, że to kiepski żart. Po jaką cholerę było mu ów przedmiot? Nigdy w podobne pytania się nie zagłębiał, nie szukał na nie odpowiedzi, jednakże wówczas nasunęło się ono samo. Może wysłał mu sowę na totalnym haju? To byłoby całkiem w jego stylu, bowiem Lestrange nigdy nie stronił od mniej tudzież mocniej działających środków i chętnie wzmacniał ich działanie zacnym alkoholem. Mieszanka iście wybuchowa, ale jak widać nie zabójcza.
Mimo względnych obaw zgodził się ruszyć swe kontakty i dowiedzieć się kto mógłby posiadać pożądane przez szlachcica cacko. Najbardziej prawdopodobną opcją było, iż nikt, lecz nie stanowiło to większego problemu, albowiem Macnair mógł zapłacić odpowiednim ludziom, aby Ci specjalnie dla niego – drogą morską – przemycili swego rodzaju artefakt. On sam już od dłuższego czasu nie wybierał się na wyprawy i też nie było większego sensu, aby do kraju gdzie jest on legalny udać się w podróż tylko po to, żeby go osobiście przywieźć. Nie cechował się nader dobrą pamięcią, jednakże co do dłużników w kwestii przysług miał ją wyśmienitą i właśnie wtem zamierzał ów dług odebrać.
Odwiedzając w dokach jednego ze swych usługobiorców, a mianowicie kapitana niewielkiej łajby, napomknął o dotychczas nieopłaconej klątwie i opowiedział o swej nowej potrzebie. Gość był znacznie wyższy oraz tęższy od niego, śmierdział rybami, wytarzanym na statku tanim rumem i papierosami, które jeden za drugim wciskał między swe wargi. Nigdy nie przyszło mu zobaczyć go niepoobijanego, niespuchniętego i z twarzą bez ani jednej szramy z zaschniętą dookoła krwią, dlatego też nie zdziwił się nader bardzo, gdy w podobnym stanie ugościł go w swej kajucie. Był do niej na tyle przywiązany, iż nawet przebywając na lądzie spał w tej zatęchłej dziurze. Jakakolwiek panienka dałaby się namówić na spotkanie w tym miejscu? Wątpił, ale to nie był jego interes.
Przedstawiwszy swe żądania mężczyzna nie ukrywał zdziwienia, lecz nie podjął debaty odnośnie dodatkowych kilku galeonów za unikalność przedmiotu. Wbrew pozorom sprawiał wrażenie honorowego, choć może była to doza inteligencji, iż nie należało robić do własnego gniazda i szukać sobie wrogów w ludziach, z którymi ubijało się interesy? Bez zagłębiania się w szczegóły postępowania przemytnika Drew po prawie dwóch tygodniach otrzymał sowę, a wraz z nią zaproszenie po odbiór towaru i z takowym pod ręką udał się wprost do siedliska Lestrange’a.
Najpierw zapłata, potem przedmiot umowy. Zasada była prosta i szatyn nie lubił się z niej wyłamywać nawet w przypadku osób, które śmiało można było nazwać jego stałymi klientami. Z Francisem nie żył jedynie na stopie biznesowej, ale przede wszystkim koleżeńskiej, bowiem niezliczoną ilość razy upijali się do nieprzytomności w rytmie bujających  bioder jego zacnego haremu. Lokal miał całkiem interesujący – tego nie mógł mu odmówić.
Nim przekroczył progi Wenus ukrył za pomocą zaklęcia pomniejszającego pożądaną przez Lestrange’a rzecz, a następie pchnął drzwi i bez cienia zawahania wszedł do środka. W jego nozdrza momentalnie uderzył ten charakterystyczny słodki zapach, którego nie do końca potrafił zdefiniować. Uśmiechnąwszy się pod nosem ruszył wąskim korytarzem wprost do gabinetu towarzysza nie chcąc rozpraszać swojej uwagi kobiecymi wdziękami działającymi niczym przynęta na każdego faceta. Zastukał lekko w drzwi, lecz nim zdążył usłyszeć zaproszenie sam otworzył wejście i przekroczył jego progi. -Może jakieś dzień dobry.- uniósł brew zerkając z góry na szlachcica. Już dawno odpuścił sobie „lordowanie” w jego kierunku – właściwie rzadko w ogóle używał tytułów. -Czy kiedyś nie miałem?- rzucił retorycznie, po czym usadowił się wygodnie na środku kanapy, która tylko przez moment miała być jego swoistą oazą, albowiem po sekundzie zaszczyciły ich swym towarzystwem trzy zgrabne panienki. Przypadek? Nie sądził.
-Widzę nic się nie zmieniło.- pokręcił głową nieco rozbawiony sytuacją, której właściwie mógł się po Francisie spodziewać. Skubany miał podejście do interesów. Mając już te zacne lolitki po swoich dwóch stronach otulił jedną z nich ramieniem, a drugą dłoń zacisnął na dumnie eksponowanej szklaneczce i upił z niej sporego łyka w geście zdrowia. -Liczysz na rabat, czy przygotowałeś dla mnie tak wyborny komitet powitalny, bo po prostu się stęskniłeś?- spytał unosząc kpiąco kącik ust. Wpierw biznes, potem przyjemności i liczył, że panienka klękająca u jego stóp znała ów zasadę.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend


Ostatnio zmieniony przez Drew Macnair dnia 18.08.20 0:00, w całości zmieniany 1 raz
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Gabinet Francisa Lestrange [odnośnik]03.04.20 23:20
W moim gabinecie niejeden już sadzał swój tyłek. Przyjmuję tu arystokratów i cieciów z rynsztoka, bo w pracy jestem profesjonalistą. Jeśli daje tu glonami, to chyba tylko przy mnie, bo po pierwsze, często tu wietrzę (z wiadomych względów), po drugie, to bujda, po trzecie, mam większy potencjał do wydzielania tego zapachu niż najbardziej szlamowata szlama. Podpisuję tu umowy i organizuję małe przyjęcia. Nie imprezy, a kameralne posiadówki.
Prywatne orgie, jeżeli tak wolisz.
Wizja splątanych ciał w różnych konfiguracjach jest dla mnie niezwykle ożywcza i inspirująca. Splecione członki, nagość, skóra w całej palecie barw i o drastycznie innym stopniu zużycia, oto moje żywe obrazy. Nie potrzebuję obwieszać Wenus pornograficznymi rysunkami, bo erotyczny wymiar się tu zagęszcza i paraliżuje wszystko, nawet czas - zdawałoby się, że nieuchwytny. Tutaj batutę dzierży głód i namiętność. Co to rozsądek? Brzmi jak słowo z języka obcego, starożytnego, bajanie dawno pogrzebanych poetów. Powtarzam: tu rządzi żądza, żarliwie i niestrudzenie, popuszcza cugle, szarpie za gorsety i wypuszcza lejce. Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba. A ja przecież nie robię nic innego, jak sprowadzam to niebo na ziemię.
Cierpię jednak na kompleks pierdolonego Mesjasza, choć sądziłem, że z powodzeniem mnie to ominie. Nie noszę żadnych znamion bohatera, nie mówiąc już o długich włosach i brodzie - mama pilnuje moich wizyt u fryzjera - a tu proszę, między wiersze wkrada mi się zbawicielska metaforyka. Świata przecież nie ratuję, co najwyżej kilka małżeństw i moje drogie dziewczęta przed losem panienek, co swoje usługi świadczą pod latarnią. Dobrze, że nazbyt łapczywy nie jestem i tyle starczy, bym nasycił swoje męskie ego, nakarmił je właściwie do oporu. Testosteronu mam w sam raz, biodra są wąskie, głos odpowiednio niski, zarost mi rośnie. Wszystko na swoim miejscu. Jesteśmy w domu.
Poczuwam się do tej roli gospodarza, co wita swych znajomków u progu chlebem i solą lub po prostu stosownym ich ekwiwalentem, w zależności, od tego, co kto lubi. Raczej się tu sypie i pieprzy, pozostając w temacie kulinariów, ale czym chata bogata. Klientów lubię żegnać zadowolonych, a przyjaciół - takimi widzieć. Przygotowuję się więc pieczołowicie: mam smakołyki różnych rodzajów, mam panienki i mam czas. Recepta na udane świętowanie umowy nigdy nie podpisanej - ustne według prawa są wiążące - i wracającej pamięcią do handlu wymiennego. On coś mi, ja coś jemu. Bo ciężka sakiewka to raczej dobry bonus do atrakcji, jakie czekają Drew w moich skromnych progach. Złoto zapewni mu byt, cóż poza tym? W moim mniemaniu są rzeczy cenniejsze i ważniejsze od napełnienia brzucha - na przykład wspomnienia pięknych chwil, ulotnych i właśnie do pochwycenia trudnych. Zmierzymy się z tym razem, Drew?
Wiem, że tak. Mogę na niego liczyć, nie raz spełniał moje kaprysy i zwoził mi gruszki na wierzbie z krajów, o jakich nawet nie miałem pojęcia, że istnieją. Z geografii nadal orłem nie jestem i kraje Afryki mylę z tymi Ameryki Południowej, ale oto człowiek, który zawalczy tym za mnie. Układ zadowalający nas oboje, tak myślę, oto idea friends with benefits realizowana ze szczerym sercem.
-A może byś tak poczekał, aż cię zaproszę? - odpowiadam, jego śladem unosząc brew. Patrzę na niego z miną, jakby moje odbicie w lustrze nagle stało się paskudne - to jeszcze raz, możesz wyjść, zapukać, ja powiem proszę i wtedy cię przywitam, jeśli rzeczywiście chcesz to zrobić, jak należy - proponuję właściwą wersję etykiety z pominięciem rozdziału o zwrotach do adresata urodzonego jako X. Moszczę się wygodniej na fotelu, spoglądając na mężczyznę, gdy ten sadowi się na kanapie, lecz, ku mej rozpaczy - nie widzę nic. Żadnego obiecującego wybrzuszenia, w rękach nadal ta sama pustka. Wydymam usta, choć Macnair zapewnia, że moją zabawkę posiada. Czemu jeszcze jej nie trzymam?
-A więc? Gdzie to jest? - pytam niecierpliwie, gotów zatupać nóżką z bezsilności. Nie w smak mi spokój Macnaira, bo przeczuwam, że ten przeciągnie moją - a zatem i swoją przyjemność do bezczelnego skraju mej dobrej woli.
-Mogę je odesłać, jeśli ci nie odpowiadają - odpowiadam, wzruszając ramionami - jeden gest i już ich nie ma - zapowiadam, bo dziewczęta są bardzo grzeczne i dobrze wychowane. Posłuszne, choć nie bezrozumnie uległe. Ulla pierwsza łapie, w czym rzecz i zaczyna leciutko muskać jego szyję, żuchwę i znaczyć linię szczęki zwinnymi palcami, jakby pragnęła bardzo mu udowodnić, że potrafi wprawić męskie działo w drżenie dotykiem tak niepozornym.
-Zapłacę ci tyle, na ile się umówiliśmy. A to... - wypuszczam powietrze z usta i rozkładam lekko ramiona - jestem człowiekiem wielkiego serca - mówię mu, wyciągając nogi przed siebie, na obity perkalem podnóżek. Iris u stóp Drew kładzie policzek na jego udzie i przymila się doń, jeszcze nienachalnie, raczej jak dziecko lub zwierzak, łaszący się do swego pana, niż jak dziweczka, która zaraz obrobi mu gałę. Popijam whisky, a May, usadowiona z drugiej strony Drew wplata mu palce we włosy przeczesuje je z jakąś nabożną wręcz czcią, jakby do czynienia miała ze swym osobistym bogiem. Jedno słowo Drew, są do twojej dyspozycji, czego na głos nie powiem. Chcę być w końcu dżentelmenem.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Gabinet Francisa Lestrange - Page 3 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Gabinet Francisa Lestrange [odnośnik]11.04.20 23:26
El Franciso, bo tak przywykł go nazywać, żył w swojej własnej utopii, świecie pełnym kobiet, orgazmów i diablego ziela, którego wypalał ponad miarę. Nie chciał wierzyć w te bujdy, iż owe już dawno wyjarały mu resztę mózgu, bowiem wbrew pozorom czasem naprawdę potrafił powiedzieć coś mądrego, a nawet zarzucić dobry biznes i finalnie wcielić go w życie. Szanował tego bogatego świra, cholernego alfonsa, który zapewne gdyby zamiast stóp miał biodra szybciej by biegał. Nigdy nie wnikał w jego wolny czas, nie analizował też tego spędzonego w pracy, bowiem nie miał w zwyczaju wciskać nosa w nie swoje sprawy. Doszły go słuchy, iż właśnie za to wielu go szanowało – Macnair był ostatnim w kolejce do zadawania pytań. Gdzie, po co i dlaczego? Po cholerę mu to było wiedzieć? Skoro zgadzały się galeony to zgadzało się wszystko, a reszta pozostawała w woli klienta, który mógł zawalić sprawę, albo wykorzystać świeżutkie cacko najlepiej jak potrafił. Dla Francisa szmuglował, dla innych nakładał klątwy, lecz nigdy nie robił transakcji powiązanych, a konkretniej mówiąc zwrotnych. Jeśli coś sprzedał to nie odkupił, jeśli coś przeklął to nie podjął się zdjęcia. Taki stary nawyk, któremu nie zamierzał się przeciwstawić nawet jeśli na stole leżały spore pokłady gotówki. Lestrange o tym wiedział i szatyn liczył, że wciąż pamiętał.
Dla faceta, który od dzieciaka miał górę forsy, nie miały znaczenia pełne sakwy złota, jednakże dla gnojka, zmuszonego do zapracowania sobie na wszystko samemu, już owszem. Odkąd powrócił do Londynu zmienił swe podejście i zmobilizował się do skrupulatniejszego pilnowania swego budżetu, co finalnie pozwoliło mu otworzyć własny lokal. Mieścił się on w paskudnej dzielnicy i do tego był na spółkę, ale i tak dla Drew był to cholerny sukces – wybicie się z paskudnej biedy. Od tego chciał zacząć, ponownie zaoszczędzić i zdobyć papiery własnościowe czegoś lepszego, znacznie bardziej dochodowego. Może Francis będzie chciał poszerzyć horyzonty i grosza da Macnairowi, by zarabiać bez konieczności sprawowania pieczy nad interesem?
Spojrzał na niego z kpiącym uśmiechem, po czym wolno pokiwał głową zatrzymując się przy tym w miejscu. -Oczywiście lordzie, na Twój rozkaz.- rzucił nie ukrywając szyderczej nuty. Obrócił się przez ramię i zaczął zbliżać do drzwi, o które po chwili oparł się jedną z dłoni. Zapukawszy cicho, lecz znacznie dłużej niżeli wcześniej zerknął w kierunku swego kolegi. -Pierdol się.- zwieńczył krótki teatrzyk nie zamierzając bawić się w jego gierki. Był równym gościem, ale równie irytującym co on sam – może dlatego naprawdę dobrze się dogadywali?
Spodziewał się, że od razu przyatakuje go o swą zachciankę, lecz nie zamierzał mu jej od razu oddać. Chyba nigdzie się nie spieszył? Całe dnie i tak spędzał w tym swoim kurwidołku, więc mieli naprawdę wiele czasu, żeby dobić targu i zalać porządnie ryło ze szczęścia – każdy miał ku temu powód.
-Jak będziesz grzeczny to Ci powiem.- rzucił upijając sporej ilości whisky ze szkła, które chwile wcześniej uzupełniła laleczka coraz odważniej ocierająca się o jego nogę. Ta też nie rozumiała po angielsku? Później, to znaczy później, nie zamierzał pajacować przy interesach. -Nie przeszkadzają mi, są grzeczne.- póki co, odparł zgodnie z prawdą, albowiem faktycznie nie stanowiły dla niego żadnej przeszkody, a nawet tworzyły całkiem ciekawy obraz, na który aż chciało się patrzeć i finalnie pożreć – bez cienia zawahania.
-Zawsze musisz mi przypominać, że je masz?- rozłożył szeroko ramiona i westchnął przeciągle. Dobrze, że jeszcze nie wzięło go na wrażliwość, bo obawiałby się, iż mogło być to zaraźliwe.
Czując na swych wargach usta dziewczyny zerknął w jej kierunku i wolno pokiwał przecząco głową. -Kwiatuszku, mężczyźni rozmawiają.- rzucił pouczająco, choć aby nie sprawić jej zbytniej przykrości – choć wiedział, że miała to gdzieś – zarzucił ramię na jej barki i uniósł kącik ust.
-Zatem ile jesteś gotów zapłacić?- spytał zaciekawiony odpowiedzią. Niebyło to byle co, na pokątnej popukaliby się mu w czoło za samo pytanie.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Gabinet Francisa Lestrange [odnośnik]12.04.20 15:07
Rodzice raczej nie pochwalali - nie pochwalają, nadal - mojego towarzystwa.
Za kamratów wybieram tych, przed którymi matki przestrzegają i załamują ręce, a ojcowie grożą, że jeśli ich raz jeszcze ze mną zobaczą, to obojgu porachują kości. Jak byłem szczylem, pogróżki starego jeszcze brzmiały realnie, więc po prostu funkcjonowałem w luźnej grupie, gdzie pojawiały się nazwiska wyjęte wprost z kart skorowidzu Nottów, a pozostałe pomijało się w sprawozdaniach. Wycinanie z kontekstu się sprawdza, ale kłamstwa mają to do siebie, że prędzej czy później wychodzą na jaw. U mnie: później, lecz nie zmieniło to wyklinania przez rodzicieli i wakacyjnego zesłania na dwór Malfoyów, gdzie miałem nabrać manier i obycia.
Nie udało się.
Ale teraz nic już im do moich wyborów, palcem nawet nie pogrożą - no błagam, jak by to wyglądało? Wstyd dla mnie, faceta z trzydziestką na karku, czy dla nich? Ja nie radzę sobie z dorosłością, czy oni nie poradzili sobie ze mną, gdy dorastałem?
Myślę, że jednak wyszedłem na ludzi, mimo złowróżebnych słów starego i rąk nade mną załamywanych. Łajza, łachmyta, też człowiek, a mi, choć odzianego w eleganckie ciuszki i urodzonego po jasnej stronie księżyca, wcale do nich nie daleko. Margines społeczny po prostu przerysowuje się okropnie: bratam się w końcu z nimi nie od dziś i wiem swoje. Dziadom na górze to by się nie spodobało, więc wyjątkowo trzymam gębę na kłódkę, a klucz wyjebałem gdzieś w pole, just in case. Ostatnie słowo nie musi należeć do mnie; erotyczny eurobiznes natycha mnie z lekka empatią i uczy postępowania, znaczy, ustępowania. Ładniej nazywa się to negocjacjami lub czymś podobnym: sztuka kompromisu w wersji jednoosobowej, składanie broni po cichu i niezauważenie.
Zabawne, że naciskają na nas, byśmy władali słowem niczym szablą, a nasze riposty były ostre, jak cięcia w policzek, tłoczą nam do głowy wyjątkowość, ale zapominają wspomnieć, że racja jest jedna. I że czasami faktycznie lepiej spasować, mimo że karty mamy pewne. Następna kolejka może się przecież okazać jeszcze bardziej obiecująca.
Miliony monet wydałem, zanim to do mnie dotarło, a złoto wróciło do obrotu. Nie muzyka, a hazard złagodził obyczaje, Drew koniecznie powinien spróbować. Jego nieokrzesanie prawie mnie zatyka, ale nie mam mu tego za złe. Proszę się, więc dostaję. Po nim nie spodziewam się ukłonu z dziesiątej strony podręcznika dobrych manier.
-Sądziłem, że oczekujesz, najpierw że dobijemy targu. Czy jednak przyjemności ponad obowiązki? Nie masz pojęcia, jak bardzo rajcował mnie deser przed daniem głównym. Kiedyś - odpowiadam, nie obruszając się ani odrobinę, ani nie kierując ku niemu podobnych życzeń. Niech zostanie i się gości, a mi pozwoli na chwilę umknąć w przeszłość, w której każda ucieczka powinnościom była drobnym świętem. Nadal kąpię się w gorącej wodzie, ale lepiej u mnie z cierpliwością i zdaję sobie sprawę, że ta zostaje nagradzana. Hojnie. Muszę więc połknąć swój własny język i posmakować tej rady. Zwolnimy więc oboje, wydaje mi się to satysfakcjonujące.
-Drew, darling, jeśli chcesz kogoś musztrować, to zajmij się nimi - sugeruję mu, mrucząc jak kot. Chętnie popatrzę, jak się do tego zabierasz - jak zabierasz się za nie. Pochwalę je później, może zjemy we czwórkę jakąś miłą kolację, bo zachowują się idealnie powściągliwie. Żadna nie zwraca uwagi na tą naszą uszczypliwą wymianę zdań, za to są wiernie zainteresowane Macnairem, guzikami jego koszuli, kłującym zarostem i włosami odrastającymi po ostatniej wizycie u barbera - na moje oko, gdzieś z dwa miesiące temu - wolisz, jak nie szczekają? - pytam lekko, wulgarnie, tak samo jak przechylam szklaneczkę z whisky. Na hejnał - czasem trzeba je zachęcić. Albo sprowokować - zdradzam szczegóły tresury moich suczek, no jazda, Macnair, zabaw się z nimi, nie graj świętoszka. I tak zaraz pękniesz, a Iris nie może już się doczekać, aż dobierze ci się do rozporka. Akurat to lubi i wcale nie musi udawać. Kiwam na nią, by dolała nam alkoholu, Drew również rozpracował swojego drinka. Dziewczyna zgrabnie wstaje z kolan, wspierając się przy tym o udo Macnaira, tak naturalnie, że ten nie ma prawa jej posądzić o manipulację, gdyby nie delikatny i nadzwyczaj pokorny uśmiech, jakim go obdarza. Podaje nam alkohol i z powrotem lokuje się u stóp mężczyzny.
-Pamiętaj, że pazerność nie popłaca - przestrzegam Drew, rzucając mu ciężką sakiewkę pełną galeonów. Złoto wesoło dźwięczy, niech Macnair zważy je w dłoniach i przekona się, czy cena go zadowala. Węża w kieszeni nie noszę, lubię sowicie wynagradzać tych, którzy na to zasługują. May i Ulla  w tym samym czasie dość brzydko potraktowane przez Drew zajmują się sobą tuż nad jego karkiem, dając mi widowisko przyjemniejsze, niż przeliczanie pieniędzy, więc daję im znak, by kontynuowały. Iris na dole sięga do paska Macnaira.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Gabinet Francisa Lestrange - Page 3 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Gabinet Francisa Lestrange [odnośnik]18.04.20 1:39
W żaden sposób nie negował interesu druha; robił i wydawał forsę na co tylko chciał, podobnie jak tylko jego decyzją było kogo zamierzał gościć w swej sypialni. Macnair nie ingerował w czyjeś wybory, nawet jeśli niekoniecznie szły one w parze z jego własnymi, albowiem ustawianie osób trzecich do pionu nie było jego rolą. Każdy był jednostką, miał swój własny rozum i cele, więc nie widział sensu w podważaniu takowych zważywszy, że sam niezwykle cenił swój indywidualizm. Nim wkroczył w szeregi Rycerzy Walpurgii nie liczyło się dla niego nic więcej poza własnymi korzyściami i biznesem, a więc przywykł nie wciskać nosa w nie swoje sprawy, jeżeli te nie kolidowały z jego.
Lestrange poszedł własną drogą i szatyn nie widział w tym nic złego, że mężczyzna nieco odbiegał od typowych szlachciców. Być może niewiele wiedział o zwyczajach, priorytetach i obowiązkach błękitnokrwistych, lecz dla niego kompletnie niezrozumiałe było bezgraniczne poddanie woli drugiego człowieka, nawet jeśli w grę wchodziły korzenia. Zapewne byli tego uczeni od dziecka, bowiem w końcu ktoś musiał przejąć rodzinne interesy, jednakże jeśli jednostka patrzyła nieco dalej, próbowała sięgać własnych „marzeń”, to co było w tym złego? Rzecz jasna nie sądził, aby prowadzenie burdelu było najwyżej uplasowanym celem Francisa – choć mógł się mylić – ale skoro chciał, to nie widział ku temu żadnych przeszkód. Z jednej strony był rad, że nie przyszło mu mierzyć się z ów światem, bowiem był przekonany, iż by się w nim nie odnalazł. Zgrywanie dżentelmena okraszonego dobrym wychowaniem, zakazy, umiejętność dostosowania się do tego co przystoi, a co nie, znacznie odbiegało od jego stylu. Być może gdyby od najmłodszych lat ktoś rozsądnie go poprowadził jego myślenie zmieniłoby swe tory, jednakże na ten moment nie potrafił sobie tego wyobrazić.
Hazard… do mściwych na portfelach gierek potrzebne były fundusze, którymi szatyn nie operował równie szczodrze, co towarzysz. Na palcach jednej ręki mógł zliczyć ile razy był klientem kasyna, a jeśli już miał okazję tam się znaleźć to nie obstawiał ponad miarę. Częściej zdarzało mu się zakładać tudzież brać do ręki karty i wtem rzucać niewielkie kwoty, co było bardziej dodatkiem do alkoholu niżeli odwrotnie. Wówczas wszedł w posiadanie znacznie większej gotówki i być może udałoby się go przekonać na małe wyjście. -Nie śmiem w to wątpić, ale w przeciwieństwie do Ciebie nie miałbym ochoty być tego świadkiem.- pokręcił głową udając zrezygnowanie co do jego krnąbrnych pragnień. -Obawiam się jaka aspiracja kryje się za daniem głównym.- rzucił nieco retorycznie, po czym wykrzywił wargi w kpiącym wyrazie. Nie zamierzał wchodzić w podobne szczegóły, bowiem wtem z pewnością nie skończyli by ów tematu przed świtem.
Starał się ignorować panienki Francisa, bo choć miały czym zająć męską uwagę, to nie zamierzał zmieniać priorytetów spotkania. Przyszedł tu w konkretnym celu i póki co nie wyobrażał sobie takowego zmienić nawet jeśli padały coraz silniejsze argumenty. Panienki niewątpliwie wiedziały jak rozproszyć uwagę i skupić takową na sobie. Dobrze je wytresował. -Myślę, że wystarczająco je zaszczułeś.- zaśmiał się pod nosem, po czym chwycił podbródek dziewczyny coraz odważniej operującej przy jego rozporku i zadarł go do góry. Nie powiedział nic, a jedynie pokręcił przecząco głową z wymownym wyrazem twarzy. Nie teraz, znaczy nie teraz.
-Ale bogactwo owszem.- uniósł kącik ust na widok pełnej sakwy. Nie sięgnął po nią, nie był idiotą. Szanował swych usługodawców i musiał wykazywać choć szczątki biznesowego zaufania, którym przecież zmuszeni był obdarować jego. W interesach chodziło tylko o korzyści – finansowe lub osobiste – więc nie było nic dziwnego w tym, iż każdy oczekiwał swej części.
Sięgnąwszy do kieszeni wyciągnął z niej malutki przedmiot i ułożył na blacie stolika tuż przed towarzyszem. Zapewne nie był zdziwiony, że pozwolił sobie skorzystać z magii – w innym przypadku z pewnością zwróciłby na siebie uwagę innych osób. -Tradycyjne zaklęcie, jest Twój.- rzucił wysuwając w jego kierunku dłoń, której palce zaciskały szkło. Mogli się napić, każdy był zadowolony.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Gabinet Francisa Lestrange [odnośnik]18.04.20 11:06
Odrobinę zazdroszczę Drew jego wolności, z tym że to ta dobra zazdrość. Ta, która nie powoduje bezsenności, nie każe mi knuć zbrodniczych planów, ćwiczyć morderczych zaklęć czy ostrzyć sztyletu. Ja dźwigam na plecach wyobcowanie, on wyczołguje się spod piramidy finansowej. Fair enough, każdy pełza sobie z jakąś łatką, z którą radzi sobie lepiej lub gorzej. W przypadku Macnaira: zdecydowanie lepiej. Spoglądam na niego z umiarkowaną ciekawością, ale to wystarczy, by zauważyć kilka tropów przemawiających za jego powodzeniem.
Po pierwsze, wciąż żyje.
Moje podróże w nieznane to wciąż prawie wakacje, eksploruję przeważnie Europę, a on, chadza tam, gdzie poniosą go - nie, nie nogi - pieniądze. Zastanawiam się, co takiego już widział. I czy to bardzo go zmieniło.
Po drugie, ma się dobrze. W każdym sensie, nie brakuje mu ani kawałka ucha, nos wciąż cały, dwoje oczy, para rąk i nóg. Fizycznie liczby się zgadzają, poza tym gada składnie, gramatycznie, a jego listy są bardziej reprezentacyjne od moich. Może zaczyna kiepsko, może jego dorastanie było niczym wejście na pohybel, może napocił się przy tym jak Syzyf, ale rezultaty rokują naprawdę przyzwoicie.
W moim przypadku jest na odwrót. Drogę na szczyt mam usłaną różami a przede mną jeszcze biegnie co najmniej tuzin pachołków, żeby się upewnić, że szlak jest przetarty należycie. Żadnych przeszkód, cierni, kolców, dzikich zwierząt, strażników, czy wymagających prób. Mam jedno proste zadanie.
I daję ciała, tak po całości.
Jest już za późno, by próbować cokolwiek naprawić, więc po prostu sobie trwam i tuszuję to, co innym może się nie podobać. Jak trzeba upchnę się w elegancką szatę, uczeszę włosy, puszczę parę komplementów za bezcen, damie zaoferuję ramię, a lordowi cygaro. Wynudzę się pośród starych pierników, zagadam kuzyna o stado bachorzątek. Leci, jakoś. Mam swoją alternatywę, a teraz - przysięgam, zamienię się w pieprzonego księcia innej nacji i urządzę taki raut, jakiego jeszcze tu nie było. Świta mi pewien pomysł, Macnair jeszcze się przyda. I to będzie moja dla niego przysługa: narobić się nie narobi, a do zgarnięcia będzie słuszna nagroda. Hojny procent, gdybyśmy używali banknotów zamiast monet, mógłbym się nimi podcierać i większej różnicy by mi to nie zrobiło. Dopiero ich brak nasunąłby mi pewne wnioski i, zapewne, pomnożył starania. Odbijanie się z dna w moich oczach ma wiele plusów. Między innymi wzmożoną staranność.
-Będę mieć dla ciebie jeszcze jedną fuchę. Łatwiejszą. Przyjemniejsza. I jak sądzę, opłacalną - odpowiadam, porzucając kontekst restauracyjny. Jesteśmy partnerami, chociaż przychodzi mi traktować Macnaira jak gościa. Bardzo wyjątkowego zresztą, dlatego ma do dyspozycji całą kanapę, najlepsze whisky z mojego prywatnego barku i aż trzy dziewczęta, gotowe zrobić wszystko, o cokolwiek poprosi. Martwi mnie za to jego zainteresowanie, tudzież jego minimalizm. Mi do szczęścia wystarczy obrazek oblizywania ust i sięgania po krągłe piersi, Ulla i May robią to dobrze, odpowiednio głęboko, lecz nie napastliwie. Bawią się swoimi ciałami, pieszczą się, wyglądają na odprężone. Kutas nieznacznie mi podskakuje, gdy widzę pajęczynkę śliny przerywaną między kolejnymi pocałunkami.
-Zaszczułem? Traktuję je jak należy, powiedzcie mu, kochane - nakazuję, niekoniecznie przejęty tym oskarżeniem. Każdą piękność obdarzam odpowiednią dozą czułość i choć staje mi na ich widok, stosunek mam do nich dość... ojcowski. Kobiety oczywiście milczą, jak wspominałem - nie są głupie, by nam przerywać i piać pochwalne peany na moją cześć. Ulla za to wymyka się z objęć May i skrada się do mnie, zachęcona moim spojrzeniem, sadowi się na moich kolanach, nogi przerzucając na jedną stronę. Odsłania szyję, profil, rozcięcie peniuaru daje mi wgląd na gładką skórę brzucha, chociaż nie mogę dostrzec piersi.
-Wstydzisz się Drew? Masz takiego małego, że się boisz, że Iris go nie zauważy? - kpię, chcąc ratować honor biednej Iris, odtrąconej dwukrotnie. Nie wyrywa się z żelaznego uścisku Macnaira, patrzy mu prosto w oczu z mieszaniną prowokacji, ale też pokory, po czym opuszcza głowę i po prostu opiera ją na jego udzie. Przykry widok, ale póki jej nie odwołam, tam jest jej miejsce. A mimo wszystko, chcę, żeby Drew wyszedł stąd zaspokojony.
-Nie przepierdol na głupoty - odpowiadam wulgarnie, w obrocie ma sporą sumę, więcej niż rozsądną. Starczy na kilka miesięcy hulaszczego życia lub jakąś miłą inwestycję - masz wizję, czy po prostu uzupełnisz swoją piwniczkę? - pytam, bo a nuż będę mógł trącić jakąś strunę i wyświadczyć mu jakąś przysługę. Przyjacielską, bo, na (nie?)szczęście Drew, serce mam. I zaczyna ono trzepotać niecierpliwie na widok skurczonego ajtemu, po który od razu sięgam, prawie zapominając o Ulli siedzącej mi na kolanach. Zamykam go w rękach i jakby bojąc się, że ktoś mi go skradnie, pośpiesznie chowam go za pazuchą. Umieram z niecierpliwości, kiedy go przetestuję, ale - rozsądnie - przekładam to do rana.
-Spisałaś się, kochanie - szepczę miękko, wsuwając dłoń we włosy Ulli i bezmyślnie bawiąc się puklami. Ona wierci się chwilę na mych kolanach i niewątpliwie czuje, jak rosnę, beztroski, już nieco rozkołysany wypitą whisky. Kończę drinka i lekko całuję jej wąskie usta, pozostawiając na nim posmak alkoholu. Żal mi pozostałych dziewcząt, cierpiących z braku należytej atencji.
-Może powinienem posłać po któregoś z moich chłopców? - pytam ironicznie, żarty z pedałów to ostateczność, ale Drew łamie święte prawo gościnności. To tak, jakbym poczęstował go posiłkiem, a on nawet by go nie tknął. Prawdziwa potwarz.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Gabinet Francisa Lestrange - Page 3 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Gabinet Francisa Lestrange [odnośnik]04.05.20 22:34
Jeśli Francis dobrze czuł się w swoim interesie, a codzienność nie spędzała mu snu z powiek – rzecz jasna kiedy nie był na haju – to nie było powód do zmartwień. Być może przyjął w rodzinie rolę „czarnej owcy” i zamiast opływać w komplementy pozostawał w cieniu swych decyzji, lecz jeżeli tego właśnie pragnął to nic nie mogło stanąć na przeszkodzie. Miał wszystko co chciał, robił to co mu się żywnie podobało i Macnair nawet przez moment nie pomyślałby, iż cokolwiek mu wadziło. Utrzymanie burdelu w ryzach było wbrew pozorom niemałym wyzwaniem, bowiem nie brakowało ludzi pragnących przejąć równie dochodowy biznes. Czy przyszło mu się spotkać z otwartą ofensywą?
Nie dało się ukryć, iż miał ogromne szczęście w kwestii fizycznych blizn wojennych. Wszystkie ukryte były pod szatą, zatem na pierwszy rzut oka mogło wydawać się, iż nie przyszło mu jeszcze stanąć na niezwykle wąskiej granicy życia i śmierci. Prawda była zupełnie inna , szczególnie w ostatnim czasie, kiedy to sprawy wyższej rangi zaprowadzały go wprost w łaski uzdrowicieli, którzy tylko dzięki swym umiejętnością potrafili postawić go na nogi. Wybuchy anomalii, pojedynki, nieudane klątwy – mógłby siedzieć i wyliczać, choć zapewne, i tak nie podałby prawidłowej liczby. Nie żałował żadnej ze swych decyzji, każda rana umacniała w nim hart ducha i pewność co do obranej drogi, ale zachowywał przy tym chłodny umysł, bowiem kiedyś musiał nadjeść dzień, w którym wyczerpie swój szczęśliwy limit.
Nigdy nie jest za późno by coś zmienić. Każdy nawet beznadziejny przypadek mógł znaleźć światełko w tunelu i zrobić wszystko, aby dosięgnąć nowego celu. Nierzadko wiązało się to z niezwykle wyboistą ścieżką, licznymi niepowodzeniami, roztargnieniem, zniechęceniem, a nawet żalem czy smutkiem, jednakże finalnie wszystko miało zostać wynagrodzone. Macnair odkąd pamiętał uważał, że nie ważne było jak się zaczyna, ale jak się kończy i tylko czyny, nie słowa, były tego dowodem. Nie przypuszczałby, że Francesowi w ogóle przeszło przez myśl, aby musieć cokolwiek tuszować. Czyżby wbrew pozorom pewne aspekty irytowały go ponad miarę? Może świat w jakim się zamknął nie do końca mu odpowiadał, ale zdążył się już do takiego stanu rzeczy przyzwyczaić?
Szatyn uniósł nieznacznie brew, gdy Lestrange wspomniał o kolejnej robocie – takowej nigdy nie było zbyt wiele, dlatego nie ukrywał swego zainteresowania. -Nie trzymaj mnie dłużej w niepewności.- odparł nie odrywając od niego spojrzenia, nawet gdy trzy małpki pajacowały nad jego głową. Zajmowały się sobą, więc nie mogły narzekać na nudę. Macnair przyszedł w gości i był wdzięczny towarzyszowi za jego wielkie serce oraz gest, jednakże nim skorzysta z przyjemności wolałby zamknąć temat interesów. Ponadto w jego życiu nigdy nie brakowało kobiet, dlatego nie pocił się na sam ich widok i tym samym nie brał ich za priorytet.
-Nie chciałem wspominać o wytresowaniu, ale zmusiłeś mnie do tego.- zaśmiał się pod nosem zamaczając wargi w trunku. Dziewczyny nie powiedziały nic, właściwie sprawiały wrażenie, jakoby żadne pytanie nie padło, co miało swoją dobrą i złą stronę; nie przeszkadzały im w rozmowie, ale z pewnością rejestrowały cały jej przebieg. Niejednokrotnie spotkał się już z sytuacją, kiedy to prostytutki były lepszym źródłem informacji niżeli lokali dilerzy, zatem cała nadzieja we Francisie i jego umiejętnościach perswazji lub stosownej zapłaty. Nikt nie lubi srać do własnego gniazda, więc jeśli dziewczyny zarabiały odpowiednie kwoty, to i potrafiły trzymać gębę na kłódkę. Lestrange wydawał się wyluzowany, więc pozostawało szatynowi wierzyć, iż rzeczywiście zadbał o to wykonując odpowiednie ruchy.
-Myślę, że jak Twojego znalazła to i z moim sobie poradzi.- uśmiechnął się kpiąco licząc, że towarzysz w końcu opowie mu o nowej robocie, a nie będzie namawiać do ściągnięcia spodni. Wstyd był mu obcy, zapomniał o nim jeszcze za murami Hogwartu wyplewiając wszelkie korzenia, więc to nie on grał pierwsze skrzypce w określonej granicy. Nie prowadząc równie hulaszczego życia miał nieco inny pogląd na interesy, a przede wszystkim ich załatwianie, dlatego liczył, że Frances w końcu to zrozumie.
-Możesz mieć pewność, że w mojej kieszeni szybko się rozmnożą.- rzucił, po czym upił ognistej ze szklaneczki. Nie miał jeszcze pomysłu na ten zastrzyk gotówki, choć pewnie szybko przyjdzie mu ją zainwestować w Mantykorę, co wielu uważało za finansowe samobójstwo. Szatyn miał jednak plany i nie zamierzał z nich rezygnować – jeśli przyjdzie mu się sparzyć będzie mógł mieć pretensje jedynie do siebie.
Westchnął słysząc kolejną uwagę kolegi. Naprawdę gość miał fart, że szatyn go lubił. -Twoje fantazje zaczynają mnie przerażać. Panienki Ci się znudziły to postanowiłeś ściągnąć sobie paru chłopców do zabawy?- spytał wędrując wzrokiem do dziewczyny, która nieustannie siedziała pomiędzy jego nogami. -Wiesz coś o tym? Twój szef zmienił preferencje?- spytał wyginając wargi w złośliwym wyrazie. Czuł, że dziewczyna nie odpowie, ale nie mógł pozostawić jego kolejnego komentarza bez odpowiedzi.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Gabinet Francisa Lestrange [odnośnik]06.05.20 22:21
Po prawie dziesięciu latach prowadzenia seks biznesu, dalej nie mam na siebie innego pomysłu. Wenus rodzi się pod wpływem chwili, dokładnie jak jej grecka imienniczka oraz bogini. Szast-prast, jedna wyrasta z morskiej piany, a druga z cegły i innych marmurów, moszcząc się wygodnie pomiędzy dwiema niepozornymi kamienicami. Chciałem przykrywki, odciągnięcia uwagi ojca od mojej skromnej osoby i wyszło, cóż, znacznie lepiej niż się spodziewałem.
No bo czuję się w swojej roli, a matematyka wcale nie jest taka straszna, jak to wyglądało po przełożeniu jej na numerologię. Rachunki i arytmetyka zresztą wcale nie zaprzątają mojej głowy, ponownie sylwetka Lestrange'a służy jedynie reprezentacyjnie, a ja mam w swojej pracy dużo luzu. Przynajmniej teoretycznie, jako właściciel generalnie mógłbym mieć ten burdel głęboko w dupie i ograniczyć się do trzepania złota (niezbyt lotne żarty natury seksualnej niestety wchodzą w krew), lecz wkręciłem się na tyle, że nie umiem spokojnie usiedzieć i lubię mieć ten wkład inny, niż tylko decyzyjny. Jakiś bug systemu, bo polegiwania całe dnie na kanapie też bym raczej nie odmówił i nadal, te dni, w które śpię do dziewiątej uważam za najszczęśliwsze, zwłaszcza, że weekend nie robi mi żadnej różnicy. Podobnie jak sumy przechodzące przez moje ręce. Cieszę się z zysków, bo niosą za sobą nowe inwestycje, wyzwania i tak dalej. Ilość galeonów trafiająca do mojej skrytki to sprawa pewnie z piątorzędna - to straszne, ale kompletnie nie kontroluję rachunku bankowego - liczą się te, które z powodzeniem topię w Wenus, przystrajając je w pawie piórka. Od jakiegoś czasu rozmyślam intensywnie nad rozwojem tego biznesu, ale wisząca w powietrzu wojna trochę mi te plany krzyżuję. No, chyba że wezmę nogi za pas, zwinę manatki i razem z dziewczynami spierdolimy za granicę. Włoski klimat jest dla mnie korzystny, nie będę tego ukrywać. I nie chodzi mi tylko o Giovannę.
Póki co zostaję tam, gdzie jestem, ze względów różnych. Niby biega o rodzinę, a tak naprawdę na myśli mam Evandrę - no, w sumie, też łapie się w tych widełkach - bo martwię się o nią. Gdzieś tam po drodze zawsze zaczepię o jakieś jej wspomnienie i tak towarzyszy mi zarówno podczas ciskania kartami w wyszorowany stolik, jak i podczas uroczego sam na sam z Drew i paniami. Wiem, że Tristan skrzywdzić jej nie pozwoli, ale coraz wyraźniej czuję, że to on będzie tym, który ją zrani. Przeczesuję palcami włosy, jakbym chciał wypleść z nich te natrętne myśli, wyrzucić je, przegonić, niby upartego owada - i wracam do Drew. Wypadłem z obiegu, ale udaje mi się jeszcze schwycić ulotny projekt.
-Chciałbym wziąć się poważniej za hazard. Przyjmowanie zakładów cię urządzi? - pytam, bo w głowie mam co najmniej kilka scenariuszy, od nielegalnych wyścigów, po te ciekawsze wizualnie. Zabawa w kto pierwszy dojdzie cieszy się sporym zainteresowaniem, a to wierzchołek góry lodowej. Mając do dyspozycji ciała ogranicza mnie jedynie wyobraźnia, a w dodatku nie moja, a potencjalnych graczy.
-Drew, zdaje się, że nie do końca rozumiesz tutejsze zasady - stwierdzam, obracając w zamyśleniu szklankę, w której wiruje resztka whisky - nie obrazisz ich więcej - podsumowuję, spoglądając przeciągle na Macniara, rozwalonego niedbale na kanapie. Iris dalej klęczy u jego stóp, ale wystarczyłoby jej kilka sekund, by ten skulił się w pół i płakał nad losem swoich jąder. Nie chcemy tego. Ja nie chcę. Ani zwady z Macnairem, ani żadnej innej przepychanki. W magicznym starciu pewnie bym mu nie dorównał - mierny ze mnie czarodziej i się z tym nie kryję - ale słownie mogę go grzecznie przestrzec, by nie przeginał pały.
-O ile ci stanie - zauważam trzeźwo, bo wiem, co alkohol robi z mężczyznami. Dla nas to wstyd, dla tutek, ileż mniej pracy. Starczy takiego delikwenta pięknie ululać i otoczyć ramieniem, szeptać do uszka, że nic się nie stało. Czy Drew próbuje zatuszować swoją impotencję?
-Trzymam kciuki. To nie najlepszy czas na wchodzenie na rynek z czymkolwiek. Chyba że z amuletami i talizmanami. Naiwniacy kupią wszystko, nawet przerośnięty czosnek wyhodowany w ogródku, jeśli wciśnie im się dobry hit. Planujesz naciągać kmiotków? - pytam, szczerze zainteresowany. Pewność Drew nie jest może zaskakująca, lecz pozwala mi sądzić, że nie plecie trzy po trzy, a faktycznie trzyma asa w rękawie. A przynajmniej kilka znaczonych kart. Ulla zgrabnie wyswobadza się z moich objęć i zasiada na kanapie, przerzucając swoje nogi na me kolana. Przez ułamek sekundy widzę jej bieliznę - choć ten pokaz jest dla Drew, ja też się uśmiecham i zaczynam masować jej łydki.
-Pieniądze nie śmierdzą - zauważam spokojnie, nie przerywając masowania Ulli. Ona chichocze - chyba wiem, co jej się przypomniało - ale poza tym, nie wybijamy się z rytmu - jestem po prostu elastyczny i nie zadaję pytań. Nie godzę się tylko na dzieci, zwłoki, zwierzęta i hybrydy. Kiedyś był tu taki jeden, co prosił o centaura - aż się wzdrygam na to wspomnienie, wspaniałomyślnie nie zauważając, że sam wpadam w te międzygatunkowe sidła. Śliczne syrenki a wielgaśny pół koń pół mężczyzna, to jednak spora różnica. Dosłownie.
Iris tymczasem lekko podnosi się na piętach i obejmuje Drew za szyję, skłaniając go, by się do niej nachylił. Palcami dotyka jego zarośniętych policzków, w zamyśleniu bawi się włosami i pręży się, dając mu wyśmienity widok na swe piersi, opięte miękkim materiałem.
-A chciałbyś zabawić się we trójkę? - szepcze prowokująco, bezczelnie, mocno przesuwając dłońmi po jego udach. Diablica ma tupet.
Podoba mi się, niech Macniar teraz to naprostuje. O ile zdoła.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Gabinet Francisa Lestrange - Page 3 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Gabinet Francisa Lestrange [odnośnik]25.05.20 23:29
Zastanawiało go co kłębiło się w głowie Francisa w kwestii nowego interesu. Nie brakowało mu galeonów, tego był pewien skoro gotów był wydawać fortunę na iście mało przydatne, choć niespotykane przedmioty. Czyżby chodziło o nowy zastrzyk adrenaliny? Chciał sprawdzić swój biznesowy instynkt, a może po prostu przełożyć doświadczenie – jeśli tak można było to nazwać – na nową gałąź i tym samym podwoić posiadany majątek? Nie sądził, aby obawiał się obecnych porządków, albowiem jego rodzina jasno opowiadała się za sprawą i co do zasady nic mu nie groziło. Poglądy pozostawiali – o dziwo – gdzieś za sobą i nie przywykli o nich debatować, lecz Macnair daleki był od jakichkolwiek oskarżeń związanych z trzymaniem sztamy ze szlamami. Nigdy o podobnym nie słyszał, nie był też świadkiem, dlatego jeśli rzeczywiście Lestrange przeniósłby swój biznes za granicę byłby zdziwiony. Może i wojna nieco psuła mu szyki, ale zakładał, że nie miała ona większego wpływu na dochody, albowiem nie zmieniała pewnych priorytetów. Korzystający z jego usług wciąż byli w mieście, a z uwagi na jeszcze większe, niżeli zwykle, napięcie z pewnością przekraczali progi Wenus znacznie częściej.
Uniósł wymownie brew, kiedy w końcu zdradził zalążek pomysłu, po czym sięgnął po kolejnego już Stibbonsa i odpalił go. -Mów dalej.- rzucił chcąc usłyszeć dalszą część planu. Nie zamierzał przyjmować zakładów od napalonych gachów, którzy będą zakładać się o rekordy wytrzymałości z obecnymi panienkami, dlatego liczył, że nieco rozwinie swą myśl. Hazard był pojęciem szerokim, występował wszem i wobec – czy to w dokach na lokalnych bijatykach, czy w pubach, gdzie grało się w darta o piwo lub dwa. Wiedział zbyt mało, aby polecieć w ciemno.
Pokręcił głową z cichym westchnieniem, po czym zaciągnął się papierosem nie ściągając wzroku z towarzysza. -Sam mnie do tego zmusiłeś. Jestem pewien, że nie obrażą się nader bardzo.- uniósł kącik ust i sięgnął dłonią do alkoholu, którego ponownie skosztował. Nie skomentował tekstu Francisa, właściwie był przyzwyczajony do jego zboczonej natury, więc nie robiło to na nim większego wrażenia. Mogli przepychać się tekstami o swoich doświadczeniach i wytrzymałości, jednakże nie to był cel ich spotkania. Wpierw liczył dobić targu, wówczas czekał na szczegóły odnośnie nowego źródła dochodu, a niezmiennie przyjemności pragnął zachować na sam koniec. Towarzysz mógł mieć pewność, że godziwie nagrodzi oczekujące Panie, bowiem mimo swego rodzaju prezentu, nie zamierzał wyjść na totalnego buca. Był przekonany, że ten dobrze je opłaca, jednak nie dało się ukryć, że były tutaj tylko i wyłącznie dla pieniędzy. No chyba, że Lestrange faktycznie tak dobrze je wytresował i najstarszy zawód świata połączyły z szeroko rozumianą pasją.
-Jak dla mnie to czas idealny. Wierz lub nie, ale nie pamiętam lepszego okresu w moim fachu. Poszukiwanie artefaktów, podobnie jak ich szmuglowanie zeszły na drugi plan, bowiem nader dobrze dzieje się na miejscu. Londyn w końcu odetchnął, odrodził się na nowo bez tego całego szlamu i brudu.- rzucił pewnym tonem jasno wyrażając swoje poglądy na obecną sytuację. Rad był, że w końcu nastał długo oczekiwany ład, a ludzie przejrzeli na oczy. Rzecz jasna wojna trwała, wróg był w ofensywie, jednakże wypchnięty z granic stolicy miał o wiele mniejsze wpływy i możliwości. Szatyn zdawał sobie sprawę, że czeka ich jeszcze wiele ciężkich walk, ale byli coraz bliżej upragnionego celu.
-To fakt.- skinął głową, choć nie patrzył już na swego kompana. Jego wzrok powędrował wprost na kobietę, która wyraźnie chciała pokazać coś więcej i tym samym zachęcić panów do szybszego skończenia obrad. Skrzywił się na jego kolejne słowa i porzucając wyśmienity widok powrócił wzrokiem do Francisa. -Nie wiem czy chce wiedzieć o co Cię tutaj jeszcze pytali.- wzdrygnął się na samą myśl, po czym upił opróżnił szklaneczkę z trunku. Wspinająca się coraz wyżej dziewczyna nie dawała za wygraną i zamiast odpowiedzieć na jego pytanie postanowiła rzucić wyzwanie. Macnair nachylił się ku jej wargom, choć nieszczególnie się na nich skupiał, bowiem miał o wiele lepsze widoki. -Z Twoim szefem? Zapomnij.- odpowiedział bez cienia zawahania. -Ale z Twoją koleżanką jak najbardziej.- dodał właściwie od razu, po czym ponownie oparł się o miękkie oparcie kanapy. -Z tego co widzę na mnie już czas.- rzucił zamierzając skonsumować swój prezent nim uda się do wyjścia. Na nieszczęście Francisa nie zamierzał bawić się w jego gabinecie.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Gabinet Francisa Lestrange [odnośnik]26.05.20 12:14
Buty biznesmena już trochę mnie cisną, więc nogi wykładam na podnóżek, choć w ten sposób dając odpocząć stopom. Widziałem kilka razy, jak młodziutkie (i starsze!) lady na sabatach zdejmują szalone szpilki - mimo że starają się robić to dyskretnie, to ja po prostu mam wyczucie chwili - i doskonale wiem, jak olbrzymią ulgę przynosi moment takiego wytchnienia. Drew zaś spija ze mnie energię jak pieprzony wampir, twardo upierając się formalizowaniu transakcji. Nie kryję, że liczyłem na coś innego i że tylko dlatego towarzyszą nam trzy piękne Gracje; muszę aż ziewnąć, nieco zmęczony tymi podchodami. Z tej roboty się nie wychodzi, po prostu nie. Każdy może zwrócić się do mnie z uprzejmą prośbą, a nawet i przysługi po znajomości to biznesowa formalność. Sztywna, zbyt sztywna, jak na mój gust, chyba leją mu za mało alkoholu. Kiwam na Iris, żeby uzupełniła mu szklankę, byle szybko, a dziewczyna bezbłędnie odczytuje mój gest. Jest bystra, całe szczęście.
-Myślę o tym na razie jako o nieregularnym projekcie. Raz na jakiś czas organizowałbym u siebie tematyczne wieczorki. Ruszamy już z tym w pełnym wymiarze, nowa promocja, ale przydałoby się też coś, co ożywiłoby dżentelmenów inaczej, niż seksualnie - oświadczam, wciąż nie zdradzając szczegółów. Rzecz dopiero kiełkuje - siedziałbyś za stołem, przyjmował złoto i wydawał pokwitowania. I przy okazji pilnował porządku - matactwa są na porządku dziennym, wielu lordów jest wszak potwornie zadłużonych. Toną po uszu w zobowiązaniach wobec goblinów, własnych teściów, drobnomieszczańskich lichwiarzy. Hazard to niby łatwa kasa, więc i o burdę nie trudno. Chociaż i takie sytuacje można by wykorzystać. Ustawić. Może jednak wypiję zdrowie Macnaira, jego obecność nakręca mnie intelektualnie na dobre tory. Powinienem częściej go prosić? Ulla bawi się moimi włosami, a ja wplatam dłoń w jej rozpuszczone loki, by dotrzymać dziewczynie kroku w tej czułej zabawie. Niewinnej, ona doskonale wie, że mój penis nie jest dla niej. Iris i May popatrują zazdrośnie, pewnie im chłodno, a Drew ani myśli coś zrobić.
-Zapytaj je - sugeruję - a gwarantuję, że odpowiedzą tak, że pójdzie ci w pięty - odpowiadam, a moje spojrzenie z rozleniwionego, niezbyt skupionego na detalach robi się w pełni surowe. Nie podoba mi się takie pogrywanie - co z tego, że to Macnair. Trzeba mu wybaczyć? Bynajmniej, kpiny z moich dziewcząt to zazwyczaj pierwszy sygnał alarmowy. A na więcej zazwyczaj nie pozwalam, lecz póki co, macham na to ręką. Włos im z głowy nie spadnie, a w sypialni zawsze mogą go dojechać. Tak, żeby jednocześnie poczuł się usatysfakcjonowany, ten dysonans znakomicie się sprawdza i nie pozostawia żalu. A więc?
-I co jest zatem tak intratne pośród nowego porządku? - pytam, bo wszędzie, jak okiem sięgnąć, mamy kryzys. Nawet ja go czuję, choć jako minimalny przeciąg, ale, jeśli już - u innych wygląda to dużo, dużo gorzej - na stałe w stolicy? - upewniam się, ot, kolejna informacja do kompletu. Coś musi go tu trzymać, siedzenie na dupie, gdy przywykło się do różnorodności krajobrazu nie należy do łatwych zmian. Ani zmian przyjemnych. Sam naturalnie powstrzymuję się przed politycznym komentarzem, całe szczęście: mówić nie muszę. Stanowisko mojej rodziny jest jasne, przez co często chowam się pod tą zgrabną parasolką. Bo czy mogę mieć inne zdanie?
No mogę, tylko wychylać się z nim, to już nie bardzo.
-Nie chcesz - odpowiadam, gładząc ramię Ulli. Jej szlafrok opadł, skórę pokrywają dreszcze -trzeba mieć mocne nerwy - mnie już ciężko zaskoczyć, choć i po tylu latach zdarzają się ewenementy, dzięki którym moja szczęka ląduje na podłodze. Ale o czym mówimy, skoro Drew pierzcha przed samym pomysłem zobaczenia gołego faceta.
-Będę wiedzieć, czy się spisałeś - odpowiadam, wstając i dłonią wskazując im drzwi. Odprowadzam ich, jak przystaje na gospodarza, żegnając Drew krzepkim uściskiem, a każdą z moich dam ojcowskim pocałunkiem w czoło - bawcie się dobrze - to jest dla nich, niech sobie nie żałują, niech faktycznie sobie użyją. Inny rodzaj gościa, nie muszą się krępować, wychodzić ze skóry. Oni się zabawią i ja również. Sam ze sobą i moją nową zabawką, na jaką łypię łakomie.

ztx2


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Gabinet Francisa Lestrange - Page 3 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Gabinet Francisa Lestrange [odnośnik]08.09.20 10:06
9 września, godzina 19.37

Na biurku stoi tabliczka z moim błyszczącym nazwiskiem. Zawsze taką chciałem, więc mam. To pierwsza rzecz, którą ustawiłem w tym gabinecie i jedyna, która od tej dekady nie zmieniła swojego miejsca. Lubię ją, czasami nawet sam wycieram ją z kurzu. Robi za ozdobę i przycisk do papieru. Wiecie, cenię sobie wielofunkcyjność. W każdym razie, ja patrzę na Trish, a ona zezuje właśnie na tą tabliczkę. Nad drzwiami wisi zegar, więc mogę dokładnie obliczyć, ile trwa ta nasza konwersacja, a właściwie mój monolog i jej milczenie. Potrafi czytać, więc z łaski swojej, powinna po prostu spojrzeć mi w twarz i przyznać, że spieprzyła.
-Ja przez was wszystkie osiwieję - mamroczę pod nosem i choć teoretycznie staram się nie pić w pracy, do wysokiego kieliszka leję sobie wina. Tylko trochę. Odrobinkę. Tak tyci-tyci. Skoro tak mało, to śmiało piję na hejnał, po czym wycieram usta mankietem koszuli, bo gdzieś zapodziałem chustkę. Wino jest białe, więc plamy nie widać, przynajmniej nie w tym świetle - czy to prawda, że to zrobiłaś? - ponawiam pytanie, czując nieodpartą pokusę, by skierować biurową lampkę tak, by zaświeciła dziewczynie prosto w oczy. Nie jestem specjalistą w braniu ludzi na dywanik, u mnie to zawsze wygląda filmowo, ale Ginnie gdzieś wcięło, więc, cóż, samo się nie zrobi - kurwa mać, przecież doskonale wiesz, że Yaxley ma uczulenie na orzechy. Macie, kurwa, rozpiskę z alergenami każdego stałego gościa, a on przychodzi do ciebie od miesięcy! Nie drugi raz, on tu jest, dwa razy w tygodniu od jebanych dziewięciu miesięcy - podnoszę głos i wydzieram się na biedną, zahukaną Trish. Nie chcę, ale muszę, ponoszę koszta utrzymania dyscypliny - chce się z nami procesować! Grozi, że posądzi nas o usiłowanie zabójstwa. Uzdrowiciele mówią, że takiego wstrząsu anafilaktycznego jeszcze na oczy nie widzieli - wyrzucam z siebie słowa w szalonym tempie i chyba widzę, jak ślina pryska mi z ust i ląduje na dekolcie kobiety - dobra, nieważne - prycham w końcu, bo dziewczyna ewidentnie się przestraszyła - weź sobie wolne do końca tygodnia. Lepiej, żeby trochę ochłonął, to może za tobą zatęskni. Zgłoś się do Giovanny i powiedz, że kazałem, żeby wypłaciła ci zadatek za przyszły miesiąc. Popłacz trochę najlepiej, rozmaż se makijaż, nagadaj, że cię opierdoliłem. Okej? No, już dobrze - miękka faja ze mnie, ale kurwa, Trish ma dwójkę małych dzieci, czwórkę rodzeństwa, a jej starzy to penerstwo w najgorszej postaci. Postraszyć muszę, ale jak przychodzi co do czego, no to...
Wskazuję jej drzwi, sam zaś wgapiam się w stosik nieotwartej korespondencji. Spory, powinienem nadrobić te wszystkie listy. Ziewam, dolewam sobie wina, wyciągam kopyta na biurko, a w tym momencie drzwi się otwierają, a z Trish mija się niezapowiedziany gość.
-Tristan? - dziwię się, ale kiwam mu głową - ej, Trish, czekaj no. Przygotuj nam proszę trochę szuru-buru - wołam za nią. Darowanemu ćpaniu nie zagląda się w zęby cnie.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Gabinet Francisa Lestrange - Page 3 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange

Strona 3 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Gabinet Francisa Lestrange
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach