Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Główny korytarz
AutorWiadomość
Główny korytarz [odnośnik]13.01.20 0:51
First topic message reminder :

Główny korytarz

Korytarz prowadzący między innymi do gabinetu Ministra Magii przepełniony jest bogactwem. Czerwony dywan, rzeźby i obrazy wiszące na ścianach sprawiają, że miejsce to przypomina raczej galerię sztuki, niż siedzibę magicznego rządu. Przed rozmawiające obrazy w korytarzu panuje nieustający szum. Przy ścianach korytarza stoją liczne kanapy, na których można odpocząć i porozmawiać, choć w praktyce mało kto sobie na to pozwala. W końcu nikt nie chce, aby Minister przyłapał go na lenistwie! Pracownicy wyższego rzędu często nie mają jednak świadomości, że za niektórymi obrazami kryją się przejścia, prowadzące do bardzo biednych, wąskich i brudnych korytarzy, w których znajdują się pomieszczenia personelu technicznego.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Główny korytarz - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Główny korytarz [odnośnik]22.06.20 23:21
Jak mógł myśleć o czymkolwiek, gdy stała przed nim taka nadzwyczajna piękność? Zaokrąglony, ciążowy brzuch zdawał się tylko dodawać jej uroku. Jednocześnie jednak boleśnie przypominał, że nie mogła być samotna. Dziecko musi przecież wszak mieć ojca, czyż nie? Chyba że była młodą wdową? Albo… albo ją zostawił! Tylko wtedy przecież nie wyglądałaby tak promiennie w trakcie odwiedzin w Ministerstwie. Poza tym czemu miałaby chcieć być z kimś takim jak on? Tak piękna kobieta, z malutkim dzieckiem… Och, na pewno nie pragnęłaby związania z pobocznym pracownikiem Ministerstwa. Dlatego musiał awansować. Jak najszybciej. Praca na tego typu stanowiskach podcinała mu skrzydła. Ale od czegoś trzeba było zacząć. Nie każdy rodził się jako syn ministra, chociaż Sheridan czuł, że lord Malfoy mógłby być jego ojcem. Tak, tak, zdecydowanie mógłby.
Eee… yyy… tak, tak, ciężki – powiedział – U mnie w domu eee… obrazy też na to chorują, czasem nie pamiętają, że eee… nie jestem ich synem – wydukał, po chwili zastanawiając się, czemu w ogóle właściwie to powiedział. Cóż tak wspaniałą kobietę obchodzą malunki powieszone na ścianach jego mieszkania? Może i było całkiem przestronne i Sheridan naprawdę je lubił, ale tak czy siak było tylko mieszkaniem. Żadną rezydencją. Wstyd byłoby zapraszać taką personę pod tak skromny dach.
Pokręcił głową.
Chyba nie bardzo, szanowna pani – powiedział, drapiąc się po głowie. To on powinien pomagać damie, nie ona jemu! – T… tak, ten pan tu z obrazu został przewieszony po nim na korytarz, cudem go uratowali i chyba… eee… poprzewracało mu się w głowie trochę…
Szanowny młodzieńcze! Mi się w głowie nie poprzewracało! Chyba, że spojrzę na tę wspaniałą lady Selwyn… och, te oczy… mógłby pan zapisać dla niej liścik i przeczytać w moim imieniu? – Obraz spoglądał na Sheridana pełnym błagania spojrzeniem.
Dudley machnął jednak tylko ręką. Jak on nienawidził obrazów. Naprawdę. A jeszcze musiał się z nimi użerać w pracy, gdy ta wspaniała kobieta mogła potrzebować jego pomocy!
W bibliotece pewnie będą mieli, owszem, tylko… tu o wspomnienia chodzi. Muszę pozbierać informacje do archiwów. I znaleźć coś nowego. Praca badawcza, rozumie pani – wyjaśnił, starając się brzmieć jak najspokojniej i jak najpoważniej.
Obraz wysłuchał grzecznie słów lady Yaxley, wzdychając donośnie.
Nie jest zainteresowana, bo ten młodzieniec nie chce mi pomóc z listem miłosnym! Ten mój los! Nikt mi nie domalował nawet kawałka, a ja przecież poetą byłem! Amatorem, to prawda, ale jednak!
Dudley zmarszczył brwi, słysząc tę rewelację.
Niech go pani nie słucha, to nie był żaden poeta. Ten pan zajmował się matematyką astronomiczną i nawet listy pisał z błędami. Ale za życia ponoć pamięć miał dobrą – dodał, wydychając. – Tylko ten pożar chyba uszkodził zaklęcia transmutacyjne nałożone na obraz. Ale ja się nie znam na transmutacji.


.. kiedy idę popływać, nie lubię się torturować, wchodząc do zimnej wody stopniowo. Nurkuję od razu i jest to paskudny skok, ale po nim cała reszta to pestka.

Dudley Sheridan
Zawód : Młodszy archiwista i genealog ds. rejestracji w MM
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Nie masz obowiązków wobec nikogo z wyjątkiem siebie.
OPCM : 15
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Główny korytarz - Page 2 EdI3Em4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7817-dudley-sheridan-w-budowie https://www.morsmordre.net/t7936-barberus#226451 https://www.morsmordre.net/t7939-ja-tu-tylko-sprzatam#226459 https://www.morsmordre.net/f103-pokatna-87-4 https://www.morsmordre.net/t7938-skrytka-nr-1880#226453 https://www.morsmordre.net/t7937-dudley-sheridan#226452
Re: Główny korytarz [odnośnik]19.07.20 21:58
Zazwyczaj pierwsze objawy amnezji obrazowej leczone były od razu przez wyspecjalizowanych w tym fachu czarodziejów. Dzięki temu mogłam rozmawiać z postaciami namalowanymi na płótnie o wydarzeniach, jakie mały miejsce w przeszłości. Nie tylko w Yaxley’s Hall, na ścianach mojej rezydencji wisiały obrazy również z innych części kraju, a nawet świata. Zawsze lubiłam ich słuchać, co prawda niektórzy z nich byli ciężcy w obyciu i widać było, że starość obrazu im nie służy, ale pozostali, kiedy akurat byli w swoim obrazie, dostarczali wielu godzin rozrywki. Historia zawsze była moim konikiem.
- Oh, rozumiem. Niestety chyba bez ingerencji czarodzieja od naprawy obrazów się nie obejdzie – skwitowałam.
Byłam w stanie przytaknąć, że czarodziejowi z obrazu poprzewracało się w głowie, bo w obecności innej damy nie powinien się z tak maślanymi oczami wpatrywać w inną czarownicę. Była pewna, że owa lady Selwyn ma już go zdecydowanie dość i nauczyła się już go w odpowiedni sposób ignorować. Współczułam jej, gdybym miała przez cały okres swojej farby wisieć w okolicy takiego jegomościa, to i mnie zachwalanie i sypanie kwiatów pod nogi by w końcu znudziło. Przecież ile można! A pan czarodziej nawet nie był przystojny, nie to co mój mąż.
- To bardzo poważna praca – zauważyłam. – Faktycznie, z książek nie dowie się Pan nic nowego. A czy nie ma jakiegoś innego obrazu, który mógłby Panu pomóc? Obawiam się, że bez przeniesienia w inne miejsce, bez lady, nic nie uda się Panu zdziałać. Jest tak wpatrzony w tamten obraz, że realnego świata poza nim nie widzi.
Oj ciężki przypadek. Ale z pewnością bardziej interesujący niż powód dla którego tu dzisiaj przybyłam. Co prawda mogłam już dawno być w gabinecie, do którego zmierzałam, ale musiałam przyznać, że czarodziejskie obrazy i postacie w nich umiejscowione zdecydowanie były bardzo zajmujące. Wystarczyła mi chwila rozmowy, aby czuć pragnienie dowiedzenia się więcej i więcej. Przecież takie obrazy, dobrze namalowane i w dobrym stanie, stanowiły tak potężne źródło wiedzy i mądrości. Oczywiście w dużej mierze zależało to od prawdziwego czarodzieja, którego podobizna została uwieczniona na płótnie i od artysty, który musiał być wybitnym artystą, aby w pełni utrwalić wszystkie cechy charakteru danej osoby. Jeżeli tylko zostało to spełnione, to można było godzinami stać przed obrazem i rozmawiać, chłonąć wiedzę. Przynajmniej ja tak miałam i nie było to dla mnie absolutnie niczym dziwnym, że mężczyzna szukał tej wiedzy w obrazie.
- Powinien Pan to zdecydowanie zgłosić. Już dawno powinni naprawić mu wszystkie zaklęcia, nie może tak być, aby w ministerstwie wisiały popsute obrazy. A przynajmniej ja tak uważam. No i zdecydowanie towarzystwo lady Selwyn mu nie służy. Niestety wydaje mi się, co prawda na naprawianiu obrazów również się nie znam, że dopóki tych zaklęć nie poprawią, to nic pan nie zdziała – zacisnęłam usta w prostą linię. – Jeśli można wiedzieć, czego próbuje się Pan dowiedzieć?
Zawsze byłam osobą niezwykle ciekawską. Wiele rzeczy, nawet takie które nie powinny mnie specjalnie interesować, wzbudzały moje zainteresowanie. Mogłam być chyba w tej kwestii trochę uciążliwa, ale z pewnością nadrabiałam to swoimi innymi licznymi zaletami.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : 2
UROKI : 15
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila
Główny korytarz - Page 2 DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Główny korytarz [odnośnik]29.07.20 14:14
Być może przypadkiem, ale jednak – trafił. Obrazowa amnezja najwyraźniej była faktem, a nie nagłym wytworem umysłu Sheridana. A może jednak dama po prostu nie chciała przyznać się do niewiedzy? Trudno było stwierdzić, choć nie wyglądała, jakby kłamała. Mógł więc chyba swobodnie uznać, że jakimś cudem zdiagnozował obraz, wyciągając z otchłani pamięci zlepek słów, który usłyszał kiedyś przypadkiem. Właściwie nie było w tym nic dziwnego. Doskonale wiedział przecież, że jest wybitnym młodzieńcem. Wiedza zawsze bez problemu trzymała się jego umysłu… jeśli tylko temat go ciekawił.
Tak, tak, będę musiał kogoś wezwać – powiedział, wzdychając i kątem oka zerkając na obraz. Namalowany mężczyzna spoglądał na nich niezbyt przychylnym wzrokiem, ale wyraźnie widać było, że znajdująca się nieopodal, namalowana lady, coraz bardziej zajmuje jego uwagę.
W książkach znajdowało się wiele, ale niestety, nie wszystko. Nie bez powodu matka Dudley’a badała artefakty i podróżowała. W końcu ktoś ostatecznie te książki musiał przecież pisać i tworzyć: ona zaś była jedną z takich jednostek. Sheridanowi jak na razie jednak nie w głowie były odległe podróże. Wolał skupić się na pracy w Ministerstwie, na próbie szybkiego awansowania oraz na uroczej Frances. W obecności Rosalie nie mógł się jednak wyzbyć myśli, że stojąca przed nim kobieta naprawdę przewyższa jego uroczą wybrankę we wszystkim… Poz faktem, że była już zamężna, rzecz jasna.
Nie, niestety. – Pokręcił głowa. – Wiele spłonęło w trakcie pożaru i tylko ten pan widział to, czego potrzebujemy. Widzi pani, on wisiał w gabinecie, w którym pracował kiedyś  urzędnik. On… on wynalazł takie okulary, które pomagają widzieć oszustów, przydatna sprawa dla departamentu przestrzegania prawa… Ale dokumenty z nimi związane zaginęły, czary i opisy konstrukcji, rozumie pani. I… i… on na dokumentach zawsze wyraźnie opisywał daty… po których moglibyśmy dojść do dalszych archiwów. Poza tym on z tym panem rozmawiał, ale chyba nic z tego nie pamięta, a te wspomnienia również byłyby cenne – powiedział, a gdy skończył wziął głęboki oddech. Wyrzucał z siebie słowa zdecydowanie zbyt szybko.
Pokiwał głowa.
Tak, absolutnie to zgłoszę, rozumie się! – zapewnił. – Owszem, tak, tak, ma pani racje! Ministerstwo powinno świecić przykładem, ale mamy za mało pracowników, zwłaszcza w ostatnim czasie. Ale to też dobrze, musimy posprzątać w społeczeństwie, jeśli ma zakwitnąć, prawda?– Podrapał się po głowie, po czym dodał: – No ale ja właściwie tylko zajmuje pani czas! Szuka pani jakiegoś miejsca? – zreflektował się. Ciężarna dama na pewno miała ważniejsze sprawunki od rozmowy z nim, skoro w takim stanie przyszła do Ministerstwa, zamiast bezpiecznie odpoczywać w domu. Co do tego nie było wątpliwości.


.. kiedy idę popływać, nie lubię się torturować, wchodząc do zimnej wody stopniowo. Nurkuję od razu i jest to paskudny skok, ale po nim cała reszta to pestka.

Dudley Sheridan
Zawód : Młodszy archiwista i genealog ds. rejestracji w MM
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Nie masz obowiązków wobec nikogo z wyjątkiem siebie.
OPCM : 15
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Główny korytarz - Page 2 EdI3Em4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7817-dudley-sheridan-w-budowie https://www.morsmordre.net/t7936-barberus#226451 https://www.morsmordre.net/t7939-ja-tu-tylko-sprzatam#226459 https://www.morsmordre.net/f103-pokatna-87-4 https://www.morsmordre.net/t7938-skrytka-nr-1880#226453 https://www.morsmordre.net/t7937-dudley-sheridan#226452
Re: Główny korytarz [odnośnik]08.08.20 21:44
Gdybym wiedziała, że młodzieniec przede mną ma tak duże mniemanie o sobie to z pewnością sprowadziłabym go do stanu faktycznego. Zawsze zastanawiało mnie jakim cudem czarodzieje, którzy nie posiadali szlachetnie czystej krwi uważali się za wie Merlin kogo. We wszystkich przypadkach byli po prostu mierni i nie dorastali nam do pięt. Ale ważniejsze było to, aby dama uchodziła za dobre wychowaną niż by miała każdemu z osobna pokazywać gdzie jego miejsce. Od tego byli mężczyźni. A mężczyzna stojący naprzeciwko mnie wydawał się wystarczająco miły, na tyle bym mogła spędzić z nim chwilę na niezobowiązującej rozmowie. Bo rozmowa o obrazach i historii właśnie taka była. Wszyscy w mojej rodzinie znali moje zamiłowanie do przeszłości, do dawnych dziejów, do książek opowiadających do wydarzeniach z minionych epok. Wielkich walk czarodziejów, dziejów średniowiecznej Anglii i panujących w tym okresie czarodziejów. Nawet ostatnio miałam okazję sięgnąć do książki opowiadającej o dziejach średniowiecznej Europy i w jaki sposób czarodzieje sterowali ówczesnymi władcami tamtych ziem. Niezwykle ciekawe. Ale wracając do obrazu i jego amnezji, to faktycznie był ciężki przypadek i nie dziwię się mężczyźnie, że z taką ciężkością westchnął na samo wspomnienie o sprowadzeniu kogoś bardziej doświadczonego w tej kwestii. Takie naprawianie mogło się wszakże nie udać. I co wtedy? Wydaje mi się, że taki obraz mógł stracić pamięć całkowicie, a wtedy już kaplica, nic się nie uda z niego wyciągnąć. To byłaby wielka szkoda.
Z ogromnym zainteresowaniem słuchałam o tych okularach. Wizyta w Ministerstwie była chyba bardzo dobrym pomysłem. Przynajmniej mogłam dowiedzieć się, że kiedyś coś takiego istniało i mają zamiar stworzyć to i wykorzystywać ponownie. Faktycznie, takie okulary byłyby niezwykle przydatne w Ministerstwie, na przykład, aby wyłapać czarodziejów, którzy próbują skłamać w sprawie swojej czystości krwi i podają się jako czystokrwiści a nie półkrwi, na przykład. Słyszałam o tym ostatnio, że dużo czarodziejów próbuje tak kłamać podczas rejestrowania swoich różdżek. Co za głupcy. Po takie ciekawe informacje tym bardziej trzeba było zadbać o to, aby wezwać kogoś o odpowiednich umiejętnościach, dzięki któremu pamięć mężczyźnie z obrazu wróci i będzie mógł zdradzić te daty, informacje, czy co tam było potrzebne do znalezienia notatek z zaklęciem do tych okularów.
Miło połechtało moje ego gdy mężczyzna się tak ze mną zgodził. Bardzo lubiłam gdy moje zdanie było brane pod uwagę, gdy faktycznie ktoś się nim przejął, a mój rozmówca zdecydowanie wyglądał na osobę, która przejęła się moją opinią. Oprócz tego nadal był wpatrzony we mnie jak w obrazek. Trochę jak mężczyzna na obrazie w lady Salwyn. Ciekawe, czy kiedyś zasłynę czymś na tyle, że i mnie uwiecznią na obrazie? To było by bardzo ciekawe, trochę jakby życie po śmierci. Będę musiała chyba kiedyś zagadać do któregoś z obrazów w Yaxley’s Hall i dowiedzieć się jak oni czują się z tym życiem w obrazie. Czy w ogóle traktują to jako życie? Chyba nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale nie wiem czy jak urodzę to będę miała czas i głowę na takie rozmyślania.
- Ah, aż tak to pan mi tego czasu nie zajmuje – machnęłam dłonią. - Właściwie, to tak. Kieruję się do gabinetu lorda Chroucha. Czy kieruję się w dobrym kierunku? Miałam wrażenie, że winda zatrzymała się na nieodpowiednim piętrze i, w sumie to nie jestem pewna czy mi się tylko wydawało, czy faktycznie.
Bardzo liczyłam na to, że jednak idę w dobrym kierunku, a jeśli nie, to że mężczyzna dobrze doradzi mi w jaki sposób najszybszą drogą dotrę do lorda Croucha. W końcu po spotkaniu z nim miałam umówione jeszcze jedno spotkanie i za żadne skarby w skrytce u Gringotta nie miałam zamiaru się spóźnić.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : 2
UROKI : 15
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila
Główny korytarz - Page 2 DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Główny korytarz [odnośnik]09.10.20 20:05
Dudley uważał się za człowieka skromnego, ale znającego swoją wartość. W żadnym razie nie był lepszy od arystokracji, co to, to nie! Ich rola w magicznym świecie była kluczowa wręcz, co doskonale pokazywała historia magii, w której przecież się specjalizował. Miał jednak liczne talenty i zdawał sobie z nich sprawę i głęboko wierzył w to, że stanowisko Ministra to brzemię, które było mu pisane od dnia narodzin. To los tak zadecydował, rozdając talenty. Nie on sam! A kimże był, aby sprzeczać się z losem? Nie śmiałby dyskutować z potężnymi silami, które rządziły tym światem!
Nie było to jednak teraz szczególnie istotne, jako że stojąca przed nim piękna kobieta była w wyraźnej potrzebie. Należało jej natychmiast pomoc. Wszak był orędownikiem niewiast, które potrzebowały wsparcia, nie inaczej. Nie ważne, czy potrzebowały jego różdżki, szabli czy bardziej zwyczajnego, codziennego wsparcia. On zawsze był gotowy, aby nieść dla nich światło w ciemności.
Zamyślił się na chwile, słysząc pytanie lady.
Hmm… lord Chrouch miał kiedyś gabinet na tym piętrze, owszem. – Pokiwał głową: – Ale w zeszłym miesiącu przeniósł się na piętro szóste, do biura głównego Sieci Fiuu. Mogę tam zaprowadzić, jest trochę… ukryte – obiecał z entuzjazmem. – Proszę za mną, przy mnie windy zwykle działaj nienagannie!
Ruszył z miejsca. Doskonale wiedział, gdzie znajduje się ten gabinet. Jako były pracownik techniczny znal Ministerstwo lepiej, niż większość urzędników. A tego mężczyznę doskonale kojarzył. Miał tendencje do bałaganienia i sprzątanie po nim w biurze zawsze sprawiało, ze Dudley musiał zostawać po godzinach. Coz, taka praca. Na szczęście teraz miał inną. Lepszą. Znacznie lepszą!
W Ministerstwie jest teraz dużo pracy – zaczął wyjaśniać. – Stąd niektóre… roszady nie są podawane od razu do wiadomości publicznej. Ale rozumie lady, ta rejestracja różdżek i pozbawienie aurorów, na cale szczęście, mieli za dużo władzy, posad, wprawiło całą naszą urzędniczą machinę w mały chaos. Ale proszę się nie obawiać! Jeszcze tydzień, dwa – albo trzy bądź cztery miesiące – i wszystko znów będzie działać jak sprawna, naoliwiona maszyna.
W końcu potęga i mądrość ministra nie znały granic. Och, on będzie w przyszłości jak lord Malfoy, albo i lepszy! Na pewno.


.. kiedy idę popływać, nie lubię się torturować, wchodząc do zimnej wody stopniowo. Nurkuję od razu i jest to paskudny skok, ale po nim cała reszta to pestka.

Dudley Sheridan
Zawód : Młodszy archiwista i genealog ds. rejestracji w MM
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Nie masz obowiązków wobec nikogo z wyjątkiem siebie.
OPCM : 15
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Główny korytarz - Page 2 EdI3Em4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7817-dudley-sheridan-w-budowie https://www.morsmordre.net/t7936-barberus#226451 https://www.morsmordre.net/t7939-ja-tu-tylko-sprzatam#226459 https://www.morsmordre.net/f103-pokatna-87-4 https://www.morsmordre.net/t7938-skrytka-nr-1880#226453 https://www.morsmordre.net/t7937-dudley-sheridan#226452
Re: Główny korytarz [odnośnik]11.10.20 19:24
Zacisnęłam usta w prostą linię. Czyli faktycznie na złym piętrze wysiadłam. No cóż za niefart, a myślałam, że trafię prosto do niego, załatwię sprawę i już niedługo udam się na kolejne spotkanie. A tu się okazało, że będę musiała się jeszcze trochę po przemieszczać po Ministerstwie. A w moim stanie wcale nie było to takie łatwe.
- Oh, czyli faktycznie złe piętro! – westchnęłam ciężko. – Naprawdę wszystko rozumiem, ale informacje w recepcji powinny być najświeższe.
Tym bardziej gdy pyta lady Yaxley chciałam jeszcze dodać, ale ugryzłam się lekko w język. Nie chciałam wyjść na niegrzeczną, w towarzystwie przecież nie wypadało. W domu do swoich służek i skrzatów będę mogła mówić co chcę, ale jak się nie ma do kogoś zaufania, to lepiej nie mówić zbyt wiele.
- Gdyby był pan tak miły i mógł mnie zaprowadzić, to byłabym bardzo wdzięczna – przytaknęłam ruszając powoli z powrotem w stronę windy. – Po spotkaniu z panem Crouchem mam jeszcze jedno umówione spotkanie i to byłoby nieodpowiednie spóźnić się na nie.
Oczywiście nie chciałam przekazywać temu miłemu mężczyźnie, że zajął mi zbyt dużo czasu, w końcu dosłownie przed chwilą powiedziałam zupełnie coś innego. Rozmowa z nim i obcowanie z zepsutym obrazem było bardzo ciekawe i trochę oderwało mnie od rzeczywistości. Ale skoro już odeszliśmy od zepsutego obrazu z utratą pamięci i zmieniliśmy temat naszej rozmowy, to nie oznaczało, że mam teraz poświęcać resztę swojego dnia na krążenie bez sensu po Ministerstwie, bo ktoś nie potrafił mi dobrze określić gdzie swój gabinet ma lord Crouch. Byłam trochę zła, chociaż mój towarzysz próbował mi to wyjaśnić i trochę wziąć w obronę Ministerstwo i oczywiście starałam się to zrozumieć, no ale miałam swoje prawa i swoje przywileje i chciałam ich doświadczać.
- Również uważam, że pod rządami nowego Ministra wszystko szybko wróci do normy. Nie można ukrywać, że jego obecność na tej posadzie nie jest przypadkowa i pokładana jest w nim ogromna nadzieja. Ale ród Malfoy’ów jest stworzony do tego by pełnić tak znaczące stanowiska, jestem pewna, że sobie poradzi – stwierdziłam.
Zawsze bardzo interesowała mnie historia, od deski do deski czytałam opisy rodów szlacheckich, dobrze wiedziałam więc co jest mocną stroną jakiego rodu i jakie posady obejmowali najczęściej. Byłam spokojna o Ministerstwo, było w dobrych rękach dopóki panował Malfoy.
Gdy wsiedliśmy do windy i został wciśnięty odpowiedni guzik z zainteresowaniem obserwowałam z jaką prędkością poruszaliśmy się pomiędzy piętrami. Wszakże windy Ministerstwa nie były zwykłymi windami, to było bardzo ciekawym doświadczeniem i chociaż w moim aktualnym stanie nie było to najprzyjemniejsze i z lekkim oddechem ulgi postawiłam stopę na szóstym piętrze, to w sumie lubiłam ten środek komunikacji. Potem jeszcze czeka mnie powrót, ale już chyba sobie z tym bardzo dobrze poradzę.
- Dziękuję Panu bardzo za pomoc – powiedziałam gdy tylko pojawiliśmy się po gabinetem lorda. Faktycznie było dość ukryte, trochę nie rozumiałam dlaczego gabinet lorda Croucha przenieśli akurat tutaj, ale jak już zdążyłam zauważyć, nie wszystko w Ministerstwie działało jak w zegarku. Ale może to tylko tymczasowo? – Życzę Panu powodzenia z obrazem i z szukaniem informacji. Jestem pewna, że gdy skorzysta się z pomocy wykwalifikowanego czarodzieja, który będzie umiał naprawić obraz, to już pójdzie Panu łatwo.
Odprowadziłam go uprzejmym uśmiechem, następnie poprawiłam włosy i sukienkę, wzięłam głębszy wdech i zapukałam do drzwi. A gdy usłyszałam zaproszenie zniknęłam w gabinecie lorda Croucha.

zt <3


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : 2
UROKI : 15
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila
Główny korytarz - Page 2 DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Główny korytarz [odnośnik]13.10.20 19:28
Pokiwał energicznie głową.
Oczywiście, oczywiście! Widzę, że lady jest bardzo zapracowana, zaiste! Choć to pan Crouch powinien chyba zabiegać o spotkanie, a nie lady o jego. W jakich czasach przyszło nam żyć, aby niewiasta nosząca pod sercem dziecko musiała odpowiedniego piętra szukać po całym ministerstwie. – Pokręcił głową.
Gdy on będzie miał już żonę i dziecko w drodze (a że tak będzie był pewny) to na pewno nie pozwoli, aby jego małżonka musiała samodzielnie, w ostatnich miesiącach tego niezwykłego stanu, chadzać na takie spotkania. Powinna w domu leżeć, w ciepłej i delikatnej pościeli, ze skrzatem domowym na własne usługi. Choćby wypożyczonym! Nie po to mężczyźni tak się starali o ten świat, aby kobiety musiały męczyć się w tak trudnym dla siebie okresie. To znaczy chyba trudnym, bo Dudley w sumie wiele o ciąży nie wiedział. Ale nawet brzmiała jakoś tak… trudno. Ciężko właśnie.  
Ród Malofy jest jednym z najstarszych rodów wszakże! I jednym z najdoskonalszych. Nie bez powodu jego członkowie mają często tak jasne włosy, symbol czystości, rozumie lady. – Pokiwał głową. To na pewno siła wyższa zadecydowała o tym, aby obdarzyć tak zacnie Malfoy’ów. Przynajmniej dla Dudley’a: miało to sens.
Zaprowadził lady Yaxley pod drzwi, nieco zasmucony tym, że przyjdzie mu pożegnać tak piękną kobietę. Czy jeszcze kiedyś ją ujrzy? Kto wie, świat czarodziejów był mały. Mimo tego obawiał się, że nie nastąpi to w najbliższym czasie. Kobietę czekał poród, a potem – wychowanie dzieci. Zajmujące i trudne zadanie, któremu tylko rodzic pięknej płci był w stanie podołać.
To ja dziękuje, szanowna pani, za możliwość pomocy tak pięknej damie! – powiedział, kłaniając się nieco zbyt mocno i gwałtownie. – Tak, tak, jak trochę poczytam to na pewno sobie z nim poradzę, proszę się nie martwić! Jestem detektywem historii, nie takie zagadki za mną i przede mną! Zauroczony obraz nie jest zaś czymś, czego jakikolwiek dorosły mężczyzna winien się lękać – powiedział, powoli odchodząc do własnych zajęć.
Dobrze, ze Rosalie nie widziała, jak odchodząc potknął się o własne rozwiązane sznurówki.

| zt


.. kiedy idę popływać, nie lubię się torturować, wchodząc do zimnej wody stopniowo. Nurkuję od razu i jest to paskudny skok, ale po nim cała reszta to pestka.

Dudley Sheridan
Zawód : Młodszy archiwista i genealog ds. rejestracji w MM
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Nie masz obowiązków wobec nikogo z wyjątkiem siebie.
OPCM : 15
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Główny korytarz - Page 2 EdI3Em4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7817-dudley-sheridan-w-budowie https://www.morsmordre.net/t7936-barberus#226451 https://www.morsmordre.net/t7939-ja-tu-tylko-sprzatam#226459 https://www.morsmordre.net/f103-pokatna-87-4 https://www.morsmordre.net/t7938-skrytka-nr-1880#226453 https://www.morsmordre.net/t7937-dudley-sheridan#226452
Re: Główny korytarz [odnośnik]27.03.21 17:42

7 listopada 1957

Cholera jasna. Zastukała paznokciami o blat ministerialnego biurka i skrzywiła się, przeklinając w myślach fakt, że płacono jej za przebywanie na terenie Ministerstwa, gdzie właśnie w takich chwilach, jak ta, dowolny, wyżej postawiony urzędnik, mógł ściągnąć ją do swojego biura. Odsunęła się od biurka i spojrzała na demimoza, który wesoło bawił się drewnianymi klockami w kącie pokoju. Jak dobrze, że miała, chociaż tutaj swój azyl, lecz przecież nie będzie zabierała ze sobą Rumianka na piętro samego Ministra Magii. – Posiedzisz chwilkę sam, dobrze? – rzuciła w kierunku stworzenia, a demimoz przyjrzał się jej podejrzliwie, zaraz potem biorąc rozbieg i wskakując na ręce swojej właścicielki. Zaśmiała się cicho pod nosem, kołysząc z maluchem, aż wreszcie po kilku chwilach odstawiła go przy jego budowli z klocków. – Nie rozrabiaj – pokiwała palcem i skierowała się do drzwi, wraz z kartką w dłoni. Zamknęła zamek na klucz, który wrzuciła do kieszeni marynarki, a potem odnalazła dłonią niewielką fiolkę z eliksirem, który przez ostatnie tygodnie stanowił jej nierozłączną część.
Chcąc odroczyć spotkanie z wujem, wybrała schody – zdawała sobie sprawę, że wspinaczka zajmie jej trochę czasu, lecz wolała dać sobie czas na uspokojenie. Przecież chciał się z nią skonsultować w kwestii magicznych stworzeń, nie będzie jej przecież wchodził do głowy. Niebezpieczny pingwin – podrzuciły jej myśli, a ona pokręciła głową do samej siebie, podnosząc nieco spódnicę, aby wygodniej i pewniej stawiać buciki na stopniach. Właściwie to dlaczego nie mógł on zejść do niej, skoro potrzebował konsultacji magizoologicznej? Chciał ją upokorzyć i pokazać, że to on jest ważniejszy? Byli z ojcem siebie warci, tego była pewna, szczególnie po pogrzebie Blacka.  
Najpierw zapukała, a gdy tylko usłyszała głos wuja, weszła do środka. Przymknęła drzwi powoli, aby nie robić zbyt wiele hałasu – no tak, biuro Sallowa było znacznie bogatsze od tej klitki, którą miała ona – a przecież byli też tacy, którzy nawet własnego biura nie mieli. Badawczym spojrzeniem prześledziła sylwetkę wuja, zaś zaraz potem dygnęła należycie, pochylając lekko głowę. – Dzień dobry, wuju – przywitała się, kierując swe kroki do krzesła stojącego przed biurkiem Corneliusa. Przemknęła spojrzeniem po papierach nań leżących, lecz nawet nie była w stanie rozczytać cóż tam leżało do góry nogami względem niej. Starała się uspokoić oddech, a gdy przysiadła, zaczęła wygładzać materiał spódnicy, aby jednocześnie wytrzeć spocone z lekka dłonie. Przecież nie wezwał mnie, żeby wchodzić mi do głowy... Samej legilimencji się nie bała, był to ból, jak każdy inny – obawiała się tego co mógł zobaczyć Sallow i chyba stąd jej panika, na myśl o wizycie w gabinecie wuja. Wbiła spojrzenie w Corneliusa, czekając, aż to on zacznie temat – może i kazał jej się fatygować do niego, lecz z notki niewiele wiedziała, jeśli miała mu jakkolwiek pomóc, to musiał jej wytłumaczyć, po co ją tu ściągał.

| ekwipunek (tak na wszelki wypadek): różdżka, wężowe usta


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Główny korytarz [odnośnik]19.04.21 17:32
7.11

Zabębnił palcami w biurko, niecierpliwie oczekując przybycia siostrzenicy. Czy ona zawsze tak ze wszystkim zwlekała, jeśli akurat nie musiała wychodzić z klatki w ZOO? Nic dziwnego, że Faustus zawsze miał taką minę, ilekroć o niej mówił.
Wizyta na dziedzińcu Tower kilka dni temu nieco nim wstrząsnęła. Nie głowy nabite na pale, choć to też. Jeszcze niedawno mówił przecież Marceliusowi, że nie popiera przemocy. Najgorsze były jednak dementory i ich lodowata aura i nastrój, który wywołały w Sallowie. Był potem przybity jeszcze przez kilka godzin, a przecież ulotnił się z dziedzińca jak najszybciej, gdy tylko odprowadził więźniów wzrokiem i pożegnał się z Arnoldem.
W typowy dla siebie sposób, postanowił przekuć tamtą słabość w czyn, w interes. Przecież obywatele Londynu mijali dementory na ulicach częściej niż... wcześniej, a społeczne niezadowolenie nie sprzyjało obecnej władzy. Sallow nie usunie w żaden sposób posępnej aury tych stworzeń, ale najwyższy czas przekonać obywateli, że dementory to konieczne wyrzeczenie. Mniejsze zło. Że nie atakują niewinnych, bo nie atakują... prawda? Tak, to musiała być prawda, nigdy nie miał nieprzyjemności poruszając się po ulicach miasta. Dopiero w więzieniu poczuł się dziwnie, to wszystko.
Siedział nad rozłożonymi notatkami i pisał zażarcie, aż osiągnął pisać. Z niezadowoleniem musiał przyznać, że nawet on sam nie był w stanie odmalować dementorów w pozytywnym świetle. Mógłby podesłać pomysł na artykuł redakcji "Walczącego Maga", ale wolał przekazać im gotowy tekst. Skoro on sobie nie radził, to oni też to schrzanią, a to ważny temat.
W końcu uświadomił sobie, że w pisaniu przeszkadza mu własny brak wiedzy o magicznych stworzeniach. Istotach. Dementory to stworzenia...? Szlag by to trafił. Powinien wezwać jakiegoś prawdziwego specjalistę, ale trochę wstydził się własnej niewiedzy, więc wybór padł ostatecznie na młodziutką siostrzenicę. Była trochę głupiutka, ale chyba znała się na rzeczy - no i widziała go jako pingwina, gorzej nie będzie.
-Forsythio. Potrzebuję twojej ekspertyzy, a raczej odpowiedzi, jakie pragnę usłyszeć, ujętych w fachowy sposób. - wypalił gdy tylko pojawiła się w drzwiach, ledwo unosząc wzrok znad notatek. -Dementory. Wyjaśnij mi, dlaczego nie atakują niewinnych obywateli i dlaczego nie powinniśmy się ich bać. Z perspektywy magizoologa, czy coś. Potrzebuję tego do artykułu. - machnął ręką, bo ani perspektywa ani prawda się nie liczyły. Tworzył tutaj przecież propagandę.
Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Główny korytarz - Page 2 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Główny korytarz [odnośnik]19.04.21 22:40
Z każdym jego słowem czuła, jak potężny kamień opuszcza zestresowane serce, a potem trzewia. Rozluźnione mięśnie twarzy, lekko drgnęły w leciutkim uśmiechu, a zmrużone oczy nadały jej możliwe, że nawet wyraźnie uradowany charakter.
Wiedza na temat dementorów była tym, czego od niej chciał i było to coś, co mogła mu oferować nawet z lekką przyjemnością, jeśli pominąć fakt zatrważających informacji o tych przedziwnych stworzenia zrodzonych ze smutku. – Mhm, rozumiem – kiwnęła głową, poprawiając się na krześle, a zaraz potem przysunęła krzesło bliżej. – Nie atakują, gdyż taki mają rozkaz – ucięła krótko, pierwszą zagwozdkę. Nic dodać, nic ująć. Zerknęła w kierunku samonotującego pióra, upewniając się, że będzie nadążało za potokiem jej słów. – Powiada się, że to jedne z najbardziej plugawych i przerażających ze stworzeń, które w niejednej osobie budzą najgorsze lęki, obawy i smutki. Rzecz jasna nie bez przyczyny – podjęła kolejny temat, wbijając spojrzenie w wuja, jak gdyby w jej słowach istniał nóż o cienkim ostrzu, przebijającym się przez kołnierz koszuli, aż do gardzieli Sallowa. Oczy zaiskrzyły, badawczo wędrując od oka do oka starszego czarodzieja, zdradzając wymowną niechęć do bohaterów opowieści. Lecz czy określenia wciąż tyczyły się dementorów? A może w pewnym sensie panna Crabbe, tak właśnie widziała własnego wuja – wszak ojca z pewnością. – Gdy się pojawiają, znika szczęście z powietrza, a chłód ich charczącego oddechu oplata przestrzeń. Rodzą się z ciemności, z brudnych miejsc pozbawionych radości, nadziei i marzeń. Bezpłciowe istoty, tworzone z mroku, bez miłości, bez związków, bez jakiegokolwiek współżycia – wyjaśniła, wciąż wpatrując się przeszywającym spojrzeniem w Corneliusa, jakby chciała dostrzec coś w jego spojrzeniu. – Kochałeś kiedyś wuju? – zapytała nagle, wciąż skupiona na nim. Po dłuższej ciszy odchyliła się na oparcie, zjeżdżając spojrzeniem na usta, a potem podbródek Sallowa, wzdychając lekko. – Ja na przykład kochałam mojego brata, kochałam matkę… Rodzinę się kocha, nawet jeśli tylko dlatego, bo tak wypada. Dementory nie znają tych uczuć, nawet poczucia przynależności do rodziny, z prostej przyczyny - nie mają jej. Obca im radość z narodzonego dziecka – wzniosła ponownie ciemne, nocne oczy na zieleń wypłowiałych łąk Sallowa. – Obca im matczyna miłość, obce wszystko, co my znamy, co jest dla nas szczęściem, co jest naturalne – mruknęła smutno. Czy naprawdę oni znali rodzinne uczucie? – Mam ci, szanowny wuju, wyjaśnić, dlaczego nie powinniśmy się ich bać? Chciałabym… Chciałabym mieć w sobie odwagę, aby podać ci tę odpowiedź na tacy, lecz jak nie bać się czegoś, co chce wyrwać z ciebie wszystko, co dobre w twym życiu, gdyż samo nigdy tego nie doświadczyło? – jej oddech przyspieszył, a jakiejkolwiek resztki uśmiechu spełzły z malinowych ust, gdy spojrzała na notatki wuja. Westchnęła wyjątkowo ciężko, poprawiając się na krześle, a jej noga niechcący zahaczyła o stopę Corneliusa pod biurkiem. – Wybacz – mruknęła pospiesznie w kurtuazyjnym geście. – Sęk w tym, że powinniśmy się ich bać – zaczęła, wędrując spojrzeniem na notatnik. – A przede wszystkim powinni bać się ich wszyscy, którzy są winni – cierpko brzmiące ostatnie słowo, skłoniło Forsythię do ponownego spojrzenia na wuja. Kto był tak naprawdę winny w tym wszystkim? Na pewno każde z nich, siedząc po dwóch stronach biurka, miało inną definicję winy oraz tych, którzy powinni zostać ukarani. – Słyszałeś, drogi wuju, o Pocałunku Dementora? – rzuciła retorycznie, nim zaczęła swój kolejny monolog.   
 
| Rzut na Spostrzegawczość – gdy patrzę sobie na wujka i analizuję jego mowę ciała, mimikę, spojrzenie.
+ Kłamstwo II


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Główny korytarz [odnośnik]19.04.21 22:40
The member 'Forsythia Crabbe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 66
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Główny korytarz - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Główny korytarz [odnośnik]22.06.21 23:07
-Wiem, że mają taki rozkaz. - przewrócił lekko oczyma, niecierpliwie. Nie chciał, by wyjaśniała to jemu, tylko przeciętnemu obywatelowi. -Weź głęboki wdech, Forsythio. Rozumiem, że twoja praca jest... - chwilę szukał odpowiedniego słowa, był w końcu dyplomatą i nie chciał zupełnie stłamsić swojej siostrzenicy. Potrzebował dzisiaj jej intelektu i kreatywności - wbrew temu, co mówił o niej Faustus, Cornelius był gotów dać jej szansę i widział w niej pewien zdławiony (i marnowany na jakieś dojenie magicznych krów, czy cokolwiek robili magizoolodzy) potencjał. Czasem było mu jej nawet żal, ale szybko dusił w sobie te myśli. To nie jego córka, by miał ją doceniać albo wychowywać, a kuzyn Faustus na pewno znał ją lepiej i Cornelius nie miał powodów, by otwarcie nie wierzyć jego słowom.
-...prostolinijna. - dokończył miłosiernie. Dojenie magicznych krów (o ile takie w ogóle istnieją, magiczne stworzenia interesowały Corneliusa równie mocno, jak mugolskie sporty) w istocie nie wymagało wielkiego wyrafinowania, ale samo słowo było na tyle neutralne, że tylko w ustach Rzecznika Ministra Magii zabrzmiało jak krytyka. Crabbe'owie nie powinni być prostolinijni, Forsythio. - chciałby dodać, ale nie wątpił, że Faustus już jej to kiedyś uświadomił. -Ale wyobraź sobie, że przeciętny obywatel może wcale nie poczuć się uspokojony stwierdzeniem "mają takie rozkazy", nie uwierzyć w nie na słowo. Dlaczego spełniają rozkazy, są inteligentne? Nie musisz mi mówić prawdy, wiem, że to tajemnicze istoty, ale powiedz mi coś, w co uwierzy gorzej od nas wykształcony mieszkaniec Yorku. - wytłumaczył uprzejmie siostrzenicy na czym polega propaganda, dumny z własnej łagodnej cierpliwości.
Gdyby miał córkę, byłby wspaniałym ojcem.
Forsythia mówiła dalej, fachowo, ale Cornelius jedynie uniósł wyżej brwi. Współżycia?
-Nie interesują mnie metody rozmnażania się dementorów. Lub ich brak. - przerwał. -Musimy uspokoić przeciętnych czarodziejów, pokazać im, że nie są zagrożeniem, nie dla nich. Tylko dla buntowników, mugoli, wichrzycieli. - "spełniać rozkazy" to za mało, potrzebowali wiarygodnej opowieści, przekonującej narracji. Potrafił ją stworzyć, utkać przekonującą odpowiedź z malowniczych kłamstw, ale te musiały bazować na faktach. Monolog Forsythii był pełen faktów, lecz tych przerażających.
Drgnął lekko, zacisnął mocniej usta. Kochałeś kiedyś, wuju? Pytanie było nie na miejscu. Byłoby nie na miejscu w każdej sytuacji, ale zwłaszcza tutaj. Nie byli na rodzinnym obiedzie, a na piętrze podlegającym samemu Ministrowi Magii, nie miał zamiaru rozpamiętywać w pracy dawnych miłostek. Ani, tym bardziej, zwierzać się własnej siostrzenicy.
Zmroził Forsythię wzrokiem.
-Oczywiście, że kocham naszą rodzinę, moja droga, ale wezwałem cię tu jako profesjonalistkę. Nie jestem dziś twoim wujem, a Rzecznikiem Ministra Magii, a ty - jesteś młodą i utalentowaną magizoolog. - wycedził. Łudził się, że Forsythia to doceni, że zechce się wykazać, ale może się mylił? -Trzymajmy się tematu, chyba nie chcesz być oskarżona o nepotyzm. A jeśli ktoś inny w twoim departamencie zna się na dementorach lepiej, nie sposób wszak specjalizować się we wszystkim - przyślij proszę do mnie tą osobę. - zabębnił palcami w biurko.
Na szczęście, jego napomnienie odniosło chyba sukces - albowiem Forsythia nie dość, że przeprosiła, to jeszcze wreszcie powiedziała mu coś użytecznego.
Uśmiechnął się chytrze, a jego oczy rozbłysły w mimowolnym szacunku.
-Przede wszystkim powinni bać się ich wszyscy, którzy są winni... - powtórzył za nią, odchylając się na krześle i chwytając za własne pióro. Skreślił coś w swoich notatkach, na moment pogrążony we własnym świecie, aż spojrzał wreszcie na siostrzenicę.
-Może, zamiast utkać opowieść o tym, by się ich nie bać, utkamy opowieść o tym, dlaczego to winni powinni się ich bać. Ciekawy - doskonały -pomysł, Forsythio. Opowiedz mi zatem więcej o Pocałunku i o tym, co przyciąga dementorów do winnych. Rodzina, miłość, to wszystko jest nudne. Musimy pokazać Anglii, że potworne dementory pozbywają się... jeszcze gorszych potworów.
Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Główny korytarz - Page 2 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Główny korytarz [odnośnik]16.07.21 19:49
Prostolinijna. Uniosła lekko brew i wpatrywała się dalej w Corneliusa, pozwalając z siebie w pewien sposób szydzić. Dobrze, czuj się panem i władcą, to cię zgubi. Każdego to gubi. Tylko dzięki tej myśli, była w stanie trwać tuż obok, mierzyć się z jego dalszymi słowami.
Drgnięcie i zaciśnięcie ust w jego osobie, było wystarczające. Wewnętrzna pycha chciała go irytować i doprowadzać do zachowania, o które na co dzień by się nie pokusił. Chora satysfakcja, tak znamienna dla jej rodziny.
Jednej rzeczy jednak pojąć nie potrafiła. Chciał, aby myślała za niego? Podała na tacy słowa, które mógł wykorzystać jako własną propagandę? Zaciekawiła ją jego postawa, być może wcale nie był tak wybitnym mówcą i politykiem, czyżby swoją karierę opierał na zdolnościach innych osób? Ile w takim razie umysłów zdołał splądrować z dobra naukowego? Taki słaby, niepotrafiący sięgnąć samemu po to, jak chociażby jej ojciec, który, jakby nie było, gdy szedł po trupach do celu, to własnymi siłami, zaledwie wijąc się w kłamstwie niczym puszystej wygodniej pościeli, która nie stanowiła głównej atrakcji. – Wybacz wuju, sądziłam, że zależy ci na faktycznym poznaniu tych stworzeń. Meten is weten, bez dokładnego poznania ciężko coś stworzyć, to jak dłubać w nicości – zauważyła, powołując się na rodzinne powiedzenie Crabbe’ów w języku flamandzkim. – Tak powtarza ojciec – dodała, chociaż mijało się to nieco z prawdą, zastanawiając się czy nie była zbyt perfidna, wyrzekając te słowa chwilę po monologu o nepotyzmie. Nieme pytanie widniało na jej twarzy, lecz czy był w stanie je dostrzec? Jak chcesz kreować kłamstwa, nie znając prawdy? Podobno był krukonem, dlaczego więc czuła od niego tę oślizgłość charakterystyczną dla wychowanków Salazara. Wiedza była władzą, a on wykazywał się co najmniej lenistwem i głupotą, sądząc, że dotrze do chociażby ludzi takich, jak ona, którzy znali się dosyć dobrze na charakterystyce magicznych stworzeń.
Nie sądziła, że jej słowa zostaną w ten sposób odebrane, ale jeśli... Spuściła wzrok na biurko, analizując rachunek sumienia. Pełzła w tym samym bagnie, robiła te same kroki, nawet jeśli miała swoje przekonania, nienawiść wzbierająca w żyłach popychała ku dziwnym peryferiom, w jakie przez lata nie chciała zaglądać.
Rodzina, miłość, to wszystko jest nudne.
Zatrzymała spojrzenie gdzieś w okolicy jego oczu, wiodąc nim po linii dolnych rzęs, potem zahaczając o zmarszczki na starej skórze, wpadając przez kącik oka, aż do białka, które już dawno straciło swój śnieżny blask na przestrzeni lat. Zbierała myśli, szukała słów, rozważała zbyt wiele płaszczyzn własnych domysłów, aby od razu wypowiedzieć to, czego żądał od niej Sallow. – Pocałunek Dementora... hm… Po nim życie to istnienie bez duszy. Ciało działa, funkcjonuje, lecz jest pozbawione świadomości, wspomnień… zostaje muszla, a dusza jest stracona na zawsze. Pustka i nicość. To los gorszy od  śmierci. Aby tego dokonać, dementor musi ściągnąć swój kaptur, zasłaniający obrzydliwą twarz, bez oczu i nozdrzy, zaledwie z paskudnymi… ustami grzecznie to ujmując, bo wcale nie są to wargi, jak przy prawdziwym pocałunku, tym pełnym ciepła. W jednej z naukowych prac czytałam, jakoby oddech dementora miał nie tylko być lodowaty, lecz również podobno przeraźliwie cuchnie gdy jest wystarczająco blisko, tym samym przywodząc najgorsze obraz z życia, czyniąc je niebywale realnymi. Nie ma w nich nic, co mogłoby sprawić, aby stały się mniej potworne.
Odchrząknęła, czując pieczenie w gardle, za dużo już mówiła. Zerknęła raptownie w bok, zatrzymując się na dzbanku z wodą na pobliskim stoliku. – Przepraszam, zaschło mi w gardle. Chcesz również wody, wuju? – zapytała, chociaż nie poczekała na zgodę, po prostu wstała, powoli roznosząc stukot własnych obcasów po biurze. Delikatnie wzięła dwie szklanki, po czym nalała do nich wody i wróciła do biurka, lecz nie siadała. Ustawiła jedno ze szkieł przy Corneliusie, zaś z drugiego wzięła łyk i odstawiła dopiero po dłuższej chwili przypatrywania się mężczyźnie. Postąpiła kilka kroków, stając za fotelem rzecznika ministra. Mogłaby go teraz zabić, wyciągnąć różdżkę i wypowiedzieć jakiekolwiek zaklęcie, przed którym nie mógłby się obronić. – Zamknij oczy i wyobraź sobie, że stoisz pośrodku pustki, a wokół ciebie pałętają się jedynie te istoty. Po co pierwsze, chciałbyś sięgnąć? Jaki czar zastosować, nie mając możliwości zatrzymania tych bytów? Jedyną obroną może być Patronus. Przewagą tych, stojących naprzeciwnie powiem nam, bo nie jesteśmy razem.Jest ich magia. Wielu ze ściganych to potężni czarodzieje, aurorzy, wybitnie znający się na kreśleniu arkanów magii defensywnej. Niezależnie co napiszesz, ludzie stojących po ich stronie będą wierzyć, że są chronieni dzięki tej magii – mówiła, przypominając sobie swoje chwile spędzone ze znanym jej aurorem i to jak pomagał jej w trenowaniu przywoływania magicznego opiekuna. Stojąc tak blisko fotela, nie pozwalała w ten sposób wujowi odsunąć się od biurka. Przecież chyba nie chciałby stosować na niej jakiejkolwiek siły? Nie był jej ojcem.
Pochyliła się nad wujem, tuż przy jego uchu, nadal mówiąc, zupełnie jak za dawnych lat, gdy była jeszcze małym dzieckiem i lubiła zaglądać mu w ten sposób przez ramię. Tak straszliwie ciekawska, żywe srebro domu rodzinnego. – Miałeś kłaki futra na marynarce. Kocisko siada ci na odzieniu, wuju? – uniosła brew do góry, chcąc strzepać kłak futra, jaki rozpoznała z ramienia Corneliusa – doskonale też wiedziała, że miał przecież kuguchara. Nie mogłaby go pomylić z niczym innym, przecież za dobrze się na zwierzętach znała. Czy naprawdę wuj nie dbał o swoje ciuchy? A może był to przypadkowy kłak, jaki zaplątał się gdy wychodził z domu? Cóż, tak czy inaczej, cieszyło ją, chociaż, że Sallow pozwalał sobie na zwierzęta w domu. Splotła dłonie z przodu i uśmiechnęła się delikatnie. – Z mojego doświadczenia z kugucharami wiem, że olejek z eukaliptusa, cytryny i pomarańczy, zmieszany z wodą powinien pomóc, skutecznie odstrasza kotowate. Nie do końca pamiętam, jak powinno się go przygotowywać oraz jakie winny być proporcje, ale mogę to zlecić pani Wroński, to dobrze znana mi alchemiczka, na pewno pomoże – fałszywa uprzejmość zalśniła w ciemnych oczach, a czarownica, splatając dłonie przed sobą, lewa na prawej, wróciła na krzesło.
W każdym razie, uważam, że jeśli chcesz wzbudzić strach w tych, którzy powinni czuć się winni, należy osłabić wiarę w magię płynącą ze strony buntowników. Wiarę w szczęśliwe wspomnienia, a samych rebeliantów z plakatów nie złamiesz. Bo mieli nadzieję. Miłość. Wiarę. I wielkie, waleczne serca. Poczuła się gorzej, sama ze sobą, a jednak była tak pewna swoich słów. Co złamałoby ją? Co powiodło w zwątpienie? Przecież była idealnym materiałem badawczym, potrafiąc spojrzeć z tej drugiej perspektywy. Pot zrosił skórę na plecach, a biała koszula wydawała się niemożebnie lepić, zupełnie jak gdyby nagle ktoś postanowił zmienić klimat na sam środek lata, a to były zaledwie wewnętrzne, kotłujące się uczucia.
Jeszcze gorsze potwory - jak sam to ująłeś - niszczą szczęście, wysysają je, nie pozwalają upleść tego, co powinno bronić. Niech widzą w nich tych, którzy odbierają radość i szczęście, tych, przez których niewinni mogą zostać narażeni na atak dementorów. To nie dementor ponosi tu winę, a ludzie, którzy zmuszają te stworzenia do ataku – uniosła brodę nieco wyżej, ściskając ze sobą dłonie. Czy naprawdę w to wierzyła? Gdzie kończyła się obłudna maska, a jej własne zdanie? I gdzie słowa miały dążyć? Kto tak naprawdę popychał dementory do ataku? Ona wiedziała. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Płynęła między prawdą a kłamstwem, próbując dojrzeć ląd, jaki zezwoli jej od niego odejść. – I nie uspokajaj obywateli przed dementorami. Jeśli wojna się skończy wówczas oprychy, złodzieje i niegodziwcy wciąż powinni się ich obawiać, niezależnie jaką politykę popierają. Dementor może sprowadzić na człowieka najgorszy los, a świadomość tego daje... kontrolę – skończyła swój przydługi monolog, stając się niemal nieruchoma niczym posąg, wpatrując się w swojego wuja. Czy tego od niej oczekiwał? Nie wiedziała, może już nie chciała nawet wiedzieć. Poczuła się zbrukana i zgwałcona psychicznie, chociaż… zrobiła to sama sobie. Dlaczego nie mogła po prostu wyjść? Grała w jego grę, bo nie potrafiła przestać. Nie potrafiła odpuścić i porzucić, póki nie zrobiło się dostatecznie niebezpiecznie. Pieprzony temperament.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Główny korytarz [odnośnik]27.07.21 0:24
Już chciał coś odpowiedzieć Forsythii, z niezadowoleniem słysząc ślady arogancji w jej słowach, ale tak mawia ojciec skutecznie zatkało mu usta.
Mógł się sprzeczać z siostrzenicą, ale nie z metodami wychowawczymi Faustusa. W sumie, to zaskoczenie, że jednak je pamiętała. Aż uśmiechnął się samymi kącikami ust, zaskoczony.
-Wyślij mi tą pracę naukową. - wtrącił się, słuchając dalej o dementorach. -A właściwie, nie samą pracę... - nie miał czasu jej czytać ani zrozumieć, był zajętym człowiekiem. Od streszczania sobie takich rzeczy miał Forsythię. -...a nazwisko naukowca. Żyje jeszcze? - Jeśli tak, to jak przeżył spotkanie z dementorem na tyle bliskie, by wyczuć jego zapach, zobaczyć pocałunek i wejść z tego cało? Właściwie, sam ten fakt mógł być namacalnym dowodem na to, że Ministerstwo jest w stanie utrzymać dementory w ryzach i administrować pocałunki jedynie przestępcom błąkającym się po ulicach Anglii. A sama historia naukowca byłaby fascynującą lekturą, zdolną porwać serca publiki. -Jeśli tak, zlecę Magowi przeprowadzenie z nim wywiadu. Albo od razu Horyzontom - czytasz dział o magizoologii wnikliwiej niż ja, publikował coś ostatnio? - zagaił, chwytając się tego tropu i z pozoru nie reagując na makabryczny opis. Nawet jeśli przeszedł go lekki dreszcz (a przeszedł), nie zamierzał okazywać emocji przed siostrzenicą.
Podobnie, jak nie zamierzał okazywać rodzinnej czułości czy nawet troski o stan garderoby, nie tutaj. Forsythia nie była już małą dziewczynką, którą na swój sposób kochał - dorosła, a to wiązało się z licznymi obowiązkami młodej damy, poza tym słowa jej ojca na jej temat zdążyły już zatruć Corneliusowi serce i opinię o dziewczynie. Dlatego, gdy spróbowała przejść za jego krzesło i zbliżyć się do niego, obrócił się lekko i odsunął instynktownie. Nie zamknął w końcu oczu, gdy o to prosiła - nie miał zamiaru zostać sam na sam z dementorami i swoimi demonami.
Chciał widzieć i się odizolować. W końcu te potwory nie zagrażały jemu. Nie zamierzał pozwolić, by i słowa Forsythii psuły mu humor.
-Forsythio, pamiętaj, że jesteśmy w pracy. Nie każdy wie, że jestem twoim wujem. - skarcił ją lekko, nie pozwalając by się do niego zbliżyła. Bywała tak naiwna, biedne dziewczę, jeszcze ktoś nakryłby ich tutaj razem i rozpuścił nieodpowiednie plotki. Nie zamierzał narażać reputacji Forsythii, a tym bardziej własnej. Wysłuchał za to z przyzwyczajenia wykładu o kugucharach, najpierw znudzony (wiedział jak zajmować się własnym kotem, a pani Sallow wiedziała, że za ocieranie się o jego ubrania spotka ją kara - był pedantem, nie bez powodu, a jej biała sierść szpeciła), samemu strzepując niewidzialne pyłki z płaszcza i biorąc ostrożnie nitkę białego włosa w palce, ale w końcu podniósł wzrok na Forsythię. -Pani Wroński. - rzadkie nazwisko, choć czystokrwiste. Obce. -Zaopatrujesz się u cudzoziemek? Co możesz mi o niej powiedzieć, że mógłbym ją uznać za godną polecenia? - zagaił, ciekawość błysnęła na moment w zielonych tęczówkach.
-Osłabić wiarę w magię, w patronusy... to masz na myśli? Interesujący pomysł. - stwierdził sucho, "interesujący" nie było w jego ustach ani pochwałą ani obelgą. -Co do tego musiałbym się pewnie skonsultować z numerologiem, ale faktycznie, istoty zrodzone z dobra nie powinny służyć przestępcom i rebeliantom. Trzeba będzie się tym zająć, ale najpierw - dementory. Myślisz zbyt... idealistycznie, moja droga, nie ma co skupiać się na przyszłości. Liczy się teraźniejszość i uspokojenie obywateli przed dementorami teraz, zaakceptowanie ich obecności na ulicach Londynu. Dlatego doradź mi jeszcze trochę w tym konkretnym celu, a hipotezy o ściganiu przestępców po wojnie zostaw na później. - na nigdy. Cornelius domyślał się już, co zrobią wtedy z przestępcami, ale to zbyt drastyczne dla jego wrażliwej siostrzenicy.
Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Główny korytarz - Page 2 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Główny korytarz [odnośnik]27.07.21 3:41
Wiedziała, że skuteczne będzie wspomnienie ojcowskiego autorytetu. W jakiś sposób poczuła do siebie wstręt, bo przecież wykorzystywała karty, po które sięgać absolutnie nie chciała. Wycierała sobie twarz znajomościami i rodziną, dokładnie, jak cała reszta parszywego społeczeństwa, handlując i żonglując koneksjami. Jak łatwiejsze wszystko się wydawało gdy mawiano „mym wujem jest Cornelius Sallow”, „mym ojcem jest Faustus Crabbe”, „moim wujkiem jest Pollux Black”. To było tak proste, łatwe, można nawet rzec, że przyjemne – nie kosztowało tyle bólu przeciwności losu, jedynie własna ambicja, ego i poczucie godności zostało poddawane torturze, krzycząc i piszcząc o zaprzestanie. Życie w bólu – ciągłym, chociaż na różnorakich płaszczyznach, tak obecnym, najwyraźniej wrosło w jej jestestwo. Czy umiałaby bez tego żyć? A może instynktownie lgnęła już tylko do tego, bo tak nauczyła się funkcjonować, a bez tej podstawy traciła grunt pod nogami? Uzależnienie od męczennictwa, uzależnienie od rodziny, uzależnienie od uważania się za wyjątkową jednostkę pośród tłumu? Inna, lepsza, wrażliwsza, patrząca inaczej. Żałosna. Dokładnie tak samo żałosna jak odbicie jej krwi w Corneliusie. Krew z krwi, z tych samych korzeni. Wzdrygnęła się nieznacznie, czując ten niewygodny dreszcz biegnący po plecach. A czym byłaby bez tego? Czy w ogóle potrafiłaby funkcjonować bez piętna? Chciała być ważna, ale chciała być ważna nie przez to, kogo ma wokół siebie, a przez to co sama czyniła. – Oczywiście – kiwnęła głową, chociaż odnalezienie samej pracy mogło być ewidentnie czasochłonne, nim jednak rozważania pobiegły dalej, wuj zdążył już zmienić zdanie. – Nazwiska naukowców – wyjaśniła dokładniej, albowiem twórców było wielu. – Magizoologów, nie jestem pewna, ilu z nich jeszcze żyje, był to zbiór. Postaram się do wieczora przesłać listę nazwisk – to była w stanie zrobić i to znacznie szybciej niż do wieczora, jednak miała jeszcze po drodze swoje własne aktywności. Słuchała jego dalszych słów, kiwają głową i nie wtrącając się za wiele w monolog wuja, aż wreszcie padło pytanie. – W kwestii dementorów niewiele, a jak mniemam, reszta cię w tej chwili nie interesuje – stwierdziła, chociaż można również było odebrać to jako pytanie. Dział magizoologiczny wprawnie czytała z każdym nowym wydaniem, studiując dokładnie najnowsze nowinki. Chciała znać się na zwierzętach najlepiej, jak tylko była w stanie… chociaż… czy ostatnio ludzie nie byli bardziej interesujący?
Słowa Corneliusa w kwestii rodziny odbiły się od niej, odrobinę, jak od ściany. Wedle jej znajomości, raczej wszyscy zdawali sobie dokładnie sprawę z jej pochodzenia i krwi, szczególnie gdy spędzała czas w towarzystwie dam – lady Burke, Rosier czy kochanej kuzynki Black. Na szczęście ona damą nie była.
- Och, Frances nie jest cudzoziemką, po prostu wyszła za mąż – wyjaśniła wujowi, sama otrzepując swoje ubrania i upewniając się, czy na jej odzieniu nie zostały żadne kłaki demimoza lub pióra puchowe kruka. Zaraz jednak poczuła dziwny ścisk w żołądku, niebezpiecznie zbliżając się do rejonu jej zamążpójścia, które stanęło pod znakiem zapytania, odkąd jej narzeczony został zabity przez… ojca. Przełknęła nieco głośniej ślinę i westchnęła. – Przede wszystkim znam ją ze szkoły, drogi wuju. Wykazywała się ponadprzeciętnym talentem do alchemii już wtedy, pracowała długo w św. Mungu to ona… cóż, to ona poleciła mi odpowiedniego magipsychiatrę po śmierci Perseusa – wyrzekła poważnie, nawet samej będąc w szoku, z jaką łatwością przeszło jej to wszystko przez gardło. Kochany brat… – Obecnie jest asystentką jednego z bardziej znanych profesorów alchemii – dodała przy okazji, przenosząc wzrok na tęczówki Corneliusa. – I współpracuje z rodem Burke.
Ciężkie serce załkało nad słowami wypowiedzianymi przez wuja. – Tak, dokładnie o to mi chodzi – potwierdziła jego tezę. Gdzieś w trzewiach poczuła ścisk nerwów, wiedziała, jak bardzo złamałoby to ją, gdyby przeczytała o czymś takim. Dobrze jednak było móc uczyć się tego wszystkiego, poznawać manipulację prawdą od podszewki, by nigdy nie dać się jej omotać.
Sięgnęła po szklankę z wodą i upiła łyk kolejny raz, stukając długimi paznokciami o szkło. Owszem, była idealistką. Chciała idealnej Anglii, takiej, która funkcjonowałaby w odpowiedni sposób – równej i poprawnie ułożonej. Zmarszczyła brwi po dłuższej chwili. – Rozumiem twój punkt widzenia, jednak… – oblizała wargi. Będzie żałować. Zdradzała każdy ideał, każdą sylwetkę, każdą osobę. Była dzieckiem własnego ojca, dbającym zaledwie o sobie. – „Aby życie było mądre, najważniejsza jest dobrze pojęta troska, po części o naszą teraźniejszość, po części o naszą przyszłość, tak aby jedno nie było przeszkodą dla drugiego”, Schopenhauer – wypowiedziała, sugerując cytat, jako odpowiedź, na jego mowę o przyszłości i teraźniejszości. – Dementor nie jest człowiekiem, nie przystroisz go w modną szatę, nie rzucisz na niego fae feli, nie pozbawisz go okrutnego chłodu, który wokół siebie roztacza. Nie spryskasz wokół nich powietrza, by przestało śmierdzieć śmiercią, nie zawiążesz kokardek na mrocznej opończy. To istoty rozpaczy. Przerażające potwory, których obecność przeraża, a to… jest ich atutem – powtórzyła, wzdychając ciężko nad tym, jak bardzo wuj nie potrafił pojąć prostych zależności natury. – Nie zrobisz z dementora potulnej maskotki tak samo, jak nie zrobisz z mugola czarodzieja. Szlama pozostanie szlamą, a dementor potworem – wycedziła w „ich” języku. Zasępiła się na chwilę, a potem zerknęła na szklankę z wodą dla wuja. O ile łatwiej byłoby wlać mu tam jakąś truciznę, licząc, że się zadławi. Byłoby to naprawdę prostsze, niż nauczenie go podstawowych zasad harmonii natury. – Ale jeśli chcesz ich akceptacji pośród społeczeństwa… – odezwała się wreszcie. – Stoją w mroku, abyśmy mogli stać w świetle? Może uczynić z tych stworzeń swego rodzaju „bohaterów”? Nie wiem, to nie ja jestem od wymyślania propag... artykułów – uniosła brew, wpatrując się w wuja, jakby szukała w nim jakiejkolwiek nici współpracy. Dlaczego zostawiał ją samą? Dlaczego miała mu podawać wszystko na tacy? – Może… Może porównać je do czegoś? Pokrewnym gatunkiem dementorów są śmierciotule – objaśniła, widocznie naprawdę szukając już prawdziwych argumentów. – Również odstraszają je patronusy, jednak śmierciotule… wedle obecnie znanych mi publikacji nie są w stanie być kontrolowane i są znacznie bardziej mordercze od dementorów – wyjaśniła, rzeczowo starając się przedstawić ogląd na magiczne stworzenia. – Atakują w nocy, gdy czarodzieje śpią, zabijają ich we własnych łóżkach. Dementor obwieszcza swoją obecność, słucha się, a śmierciotula… cóż, grzecznie mówiąc – jest niepokorna i nienasycona, wędruje od ofiary do ofiary, nie dając szans na żadną obronę. Dementory i ich… rytuał odbierania życia jest długi, wysysają życie, radość, miłe wspomnienia… Śmierciotula po prostu zabija. Jednak śmierciotule to głównie problem tropików w naszym klimacie praktycznie ich nie ma na wolności – wyjaśniła, wypruwając się wręcz ze swojej wiedzy, chociaż z drugiej strony zastanawiała się, jak wyglądałoby prowadzenie wówczas wykładów dla uczniów tudzież studentów, może nawet wolnych słuchaczy. Skupiając się na samych faktach i mówiąc z pasją o magicznych stworzeniach, wydawała się jakaś inna, żywsza – bardziej rozluźniona, jakby na chwilę zapomniała, że siedzi przed wujem, a raczej przed kimś, kogo naprawdę mógłby zainteresować ten temat.   


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Główny korytarz
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach