Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Baza wypadowa

Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Baza wypadowa Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Baza wypadowa Empty
PisanieTemat: Baza wypadowa   Baza wypadowa I_icon_minitime13.01.20 20:03

Baza wypadowa

Oprócz roztaczania opieki nad żyjącymi w rezerwacie smokami, Peak District organizuje również wyprawy w teren: wyłapując wałęsające się na wolności okazy lub odratowując te, które próbowano nielegalnie przemycić przez brytyjską granicę. A ponieważ przywiezienie żywego smoka wprost do siedziby administracji mogłoby wywołać popłoch wśród pracowników, to bazę wypadową dla grupy smoczych łowców umiejscowiono właśnie tutaj: w kamiennym budynku oddalonym nieco od głównych zabudowań, otoczonym przez owalne ogrodzenie i zestaw zaklęć ochronnych. We wnętrzu, magicznie powiększonym i zabezpieczonym, składowany jest potrzebny na wyjazdach ekwipunek, można tu więc znaleźć dosłownie wszystko: od czarodziejskich namiotów, przez specjalne klatki dla smoków, wzmocnione uprzęże, sprzęt wspinaczkowy, aż po eliksiry i podstawowe środki magomedyczne.
Można by się spodziewać, że poza okresami wypraw budynek stoi opuszczony, ale nic bardziej mylnego; wygodne umiejscowienie z dala od oczu kierownictwa i przepiękna, roztaczająca się ze wzniesienia panorama, sprawiają, że za kamiennym murem na co dzień kwitnie życie towarzyskie. Pracownicy rezerwatu lubią spotykać się tutaj na przysłowiowym papierosie i jeść drugie śniadanie na świeżym powietrzu, a chociaż hazard jest oficjalnie zakazany, to przy stole konferencyjnym stojącym na środku głównego pomieszczenia smoczy opiekunowie gromadzą się regularnie, żeby wśród sprzeczek i przechwałek rozegrać partię pokera.


Powrót do góry Go down
Percival Blake
Percival Blake

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 33
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?

OPCM : 34
UROKI : 42
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 15*
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Baza wypadowa Empty
PisanieTemat: Re: Baza wypadowa   Baza wypadowa I_icon_minitime24.04.20 15:41

| 7 kwietnia

Miał nadzieję, że wojna tutaj nie dotrze. Peak District, oddalone od Londynu o setki kilometrów, teoretycznie powinno pozostawać poza jej zasięgiem, chronione przed coraz śmielszymi działaniami władzy nie tylko zestawem zaklęć ochronnych, ale też odważną postawą Greengrassów; wierzył, że tak będzie – że mury rezerwatu oprą się nadciągającej od strony stolicy fali – ale kiedy początkiem kwietnia pojawił się w pracy, zrozumiał, że chociaż po kamienistych ścieżkach nie zaczęła (jeszcze?) maszerować magiczna policja, to nawet na nich trudno będzie zapomnieć o tym, jak aktualnie wyglądał ich świat.  
Było ich mniej. Trójka smokologów i dwóch pracowników części administracyjnej, pewnego dnia po prostu nie pojawiła się w rezerwacie, a chociaż oficjalnie uznawano ich za zaginionych, to niełatwo było nie podejrzewać najgorszego. Pozostali, pogrążeni w poczuciu niewiadomej znajomi i przyjaciele, nie wypowiadali tych przypuszczeń na głos, a kolejne dni pozornie po prostu toczyły się dalej, ciężka atmosfera była jednak wyczuwalna; śmiech i rozmowy towarzyszące popołudniowej kawie wydawały się jakby za głośne, nie do końca szczere; drobne sprzeczki i nieporozumienia wybuchały częściej, ostatnia – zaledwie wczoraj, gdy padło polecenie przejęcia obowiązków po nieobecnych i nagle okazało się, że wszyscy chcą to zrobić; zupełnie jakby czuli, że w ten sposób wyświadczają im przysługę i przyczyniają się do szybszego powrotu do normalności. Jeżeli chodziło o Percivala, to nie wiedział już, czym była owa mityczna normalność, starał się jednak nie myśleć o tym zbyt wiele, zamiast tego zwyczajnie robiąc swoje – w Oazie, na ulicach Londynu i tutaj, nie protestując, gdy przydzielono mu nowe obowiązki, materializujące się pewnego dnia gdzieś na wysokości jego łokcia pod postacią kipiącej entuzjazmem kursantki, która przedstawiła mu się jako Annie, potrząsając przy tym jego dłonią tak energicznie, że prawie rozlał trzymaną w drugiej ręce kawę.
Nie miał pojęcia, dlaczego tak często kierowano do niego stażystów. To znaczy – kierowano ich do większości pracujących w rezerwacie smokologów, w teorii nie było więc w tym nic dziwnego, Percival nie potrafił jednak oprzeć się wrażeniu, że on sam dostawał ich pod opiekę znacznie częściej niż pozostali. Co w jego ocenie nie miało sensu – bo ani o to nie prosił, ani nie pracował w Peak District tak długo, jak inni; być może przegrał jakiś tajemniczy zakład, lub nieświadomie wyciągnął kiedyś krótką słomkę, w każdym razie – od jakiegoś czasu trudno było mu ruszyć się gdziekolwiek bez towarzystwa któregoś z młodszych pracowników. Co samo w sobie mu nie przeszkadzało; przyzwyczaił się już do tego, że ktoś nieustannie patrzył mu na ręce i zadawał pytania zahaczające o kwestie dla niego samego oczywiste, stopniowo odkrywał też w sobie coraz to nowsze pokłady cierpliwości. Zdarzały się jednak dni – i ten konkretny do takich właśnie należał – kiedy zwyczajnie wolałby być sam, mogąc pozwolić sobie na luksus pilnowania wyłącznie własnych działań.
Cóż, nic z tego.
Wiadomość o powrocie na teren rezerwatu grupy łowców, która kilka dni temu wybrała się na szkocką granicę w celu zabrania stamtąd nielegalnie przewożonego walijskiego zielonego (smok wybudził się zbyt wcześnie spod działania eliksirów usypiających, którymi nafaszerował go samozwańczy handlarz, powalił (byłego już) właściciela na ziemię ogonem, po czym spróbował przypiec niczego niespodziewających się mieszkańców pobliskiej wioski) dotarła do niego, kiedy akurat szykował się do wyjścia. Annie pojawiła się w pokoju smoczych opiekunów niecałą minutę później – musiał jej przyznać, że biegała naprawdę szybko – walcząc z widoczną zadyszką i pytając, czy może do bazy wypadowej wybrać się razem z nim. Powstrzymanie się od przewrócenia oczami kosztowało go więcej silniej woli niż powinno, ostatecznie skinął jednak głową, każąc jej się przygotować i wrócić za dziesięć minut. Była z powrotem po trzech, już w pełnym rynsztunku, co mgliście kazało się zastanowić Percivalowi nad tym, czy odpornego na ogień kombinezonu nie nosiła przypadkiem pod resztą ubrań. – To nie będzie nam potrzebne – odezwał się do niej tylko, wskazując głową na przypięte do skórzanego paska brzękadło. Mieli co prawda dosyć solidne podejrzenia, że młody walijski zielony, którego udało im się odzyskać, od samego początku wychowywał się w niewoli, Percival nie lubił jednak uciekać się do tanich, prostackich sztuczek, które na porządku dziennym wykorzystywali przemytnicy.
Krótkie idziemy nie zdążyło jeszcze do końca spłynąć z niego ust, a kursantka już była na zewnątrz; nie przebierała co prawda nogami w miejscu, Percival był jednak w stanie bez problemu wyobrazić sobie, że właśnie to robi. – Zanim cokolwiek zrobisz, zaczekaj na moje polecenie – zaznaczył zawczasu, spoglądając na nią z ukosa i wyprzedzając ją o pół kroku na prowadzącej do bazy ścieżce; kiwnęła głową, ale już się nie odezwała, zwyczajnie za nim podążając. Szedł szybko, prośba o pomoc wydała mu się nagląca – a biorąc pod uwagę, że w ogóle nadeszła, coś po drodze musiało pójść nie tak – i jeszcze nim dotarł na miejsce, zorientował się, co: po zboczu wzgórza, na które się wspinali, poniósł się poirytowany ryk, a zaraz po nim w górę wzbiła się chmara wystraszonych ptaków. Zaklął cicho pod nosem. – Eliksiry musiały przestać działać – rzucił, nie kierując tych słów do nikogo konkretnego, a w myślach zadając sobie pytanie: po raz drugi? Do tej pory zakładał, że wypadek, który miał miejsce na granicy, wynikał z niekompetencji zajmujących się smokiem czarodziejów; pracownicy rezerwatu nie zajmowali się jednak bestiami od dzisiaj – i Percival byłby gotów założyć się o swoją rękę wiodącą, że doskonale wiedzieli, co robili, podając smokowi eliksiry. Dlaczego więc ten wybudził się z nich tak szybko? To była zdecydowanie kwestia warta zbadania, póki co istotniejszą wydawało się jednak okiełznanie samego smoka; przyspieszył kroku, gdy po okolicy przetoczyło się kolejne ryknięcie, zadzierając głowę do góry. Szukał jakichkolwiek oznak, że bestia zaatakowała również ogniem, płomieni, smug dymu – ale niebo, na szczęście, było czyste.
Kiedy przed nimi zamajaczyła bryła budynku, puścili się już biegiem, z daleka dostrzegając problem: smok, wydostawszy się z klatki, w której go przewożono (wyglądało na to, ze opuścił ją siłą, łamiąc wzmacniane pręty i w chaosie się o nie raniąc; Percival dostrzegł przynajmniej dwa miejsca, w których na jego ciele brakowało łusek), spróbował wyrwać się na wolność – zatrzymały go jednak otaczające bazę zaklęcia; to najwidoczniej niezbyt mu się z kolei spodobało, bo zaczął miotać się bezładnie dookoła, szukając drogi wyjścia – i przy okazji powalając ogonem próbujących go obezwładnić łowców (przynajmniej trzech leżało na ziemi w chwili, w której razem z Annie tam dotarli). – Trzymaj się z tyłu – rzucił do młodej czarownicy, ta jednak trzymała już różdżkę w pogotowiu, a zaciśnięte w determinacji wargi wskazywały na to, że nie miała zamiaru go posłuchać. Otworzył usta, mając zamiar powiedzieć coś na ten temat, ale w tym samym momencie smok obrócił się gwałtownie i pochylił głowę, posyłając w przestrzeń pierwszą kulę ognia; śmiercionośny pocisk przemknął jakieś dwa metry od nich, uderzając z hukiem w ziemię. To nie był dobry czas na sprzeczki. – Dobra – widzisz te miejsca na jej ciele, gdzie zdarła sobie łuski? Celuj tam, w ten sposób pancerz nie odbije zaklęć – powiedział, wskazując wspomniane miejsce i upewniając się, że jego słowa dotarły do Annie. Spojrzała w punkt, który jej pokazywał, ale jej ciemne brwi zbiegły się do środka. – Na kursie nam mówiono, że najsłabsze miejsce jest pod szyją – zaprotestowała. Percival stłumił chęć teatralnego westchnięcia. – Tak, bo nie ma tam pancerza. Ale w tej chwili – w które miejsce pozbawione łusek będzie ci trafić łatwiej? – zapytał, unosząc brew; spojrzała na niego, w jej oczach błysnęło zrozumienie – i w kiwnęła głową. – Idź od drugiej strony – powiedział jeszcze do niej, po czym sam przeciął ostatni, dzielący go od ogrodzenia dystans i przeskoczył przez nie jednym susem.
Dopiero teraz widać było pełnię zniszczeń: część kamieni leżała na ziemi odłupanych, najwidoczniej – przez uderzający we wszystko dookoła ogon; uszkodzona była też część dachu, a jeden z łowców leżał nieprzytomny (oby tylko tyle), pozostali jednak podnosili się właśnie z powrotem na nogi, skinięciami głową i porozumiewawczymi spojrzeniami rejestrując pojawienie się Percivala. Zaczął ich rozstawiać, używając do tego niemych gestów, pamiętając o tym, że krzyk mógłby dodatkowo rozjuszyć smoka; otoczyli go w półokrąg, z różdżkami wyciągniętymi ku bestii. Nie trzeba było mówić, że jedyną możliwością było w tej chwili jej oszołomienie.
Kiedy wszyscy znaleźli się na swoich miejscach, Percival przeniósł pełnię uwagi na smoka. Musieli rzucić zaklęcie oszałamiające jednocześnie, w innym wypadku promienie okażą się zbyt słabe, a walijski zielony w odwecie usmaży kogoś kolejną kulą ognia. Choć więc zaciskające się na różdżce palce drżały nerwowo, czekał – obserwując, jak smok obraca się, po czym staje na tylnych łapach, szykując się do kolejnego ataku; nie pozwolił mu jednak na jego wykonanie – kiedy zaczął zniżać łeb, krzyknął: – Teraz!
Pół tuzina głosów krzyknęło w tej samej sekundzie Conjunctivitis; pół tuzina jasnych wiązek pomknęło w stronę bestii – i tyle samo trafiło; wiedział o tym, zanim jeszcze smok zatrzymał się, jakby unieruchomiony – bo żadne z zaklęć nie poleciało na bok, odbite rykoszetem od silnego pancerza. Percival pozwolił sobie na wypuszczenie powietrza z płuc – ale jeszcze nie opuszczał różdżki, patrząc z napięciem i uwagą, jak potężne ciało chwieje się, para ślepi wywraca się do tyłu, do wnętrza czaszki – a wreszcie ziemia pod jego stopami drży, poruszona opadającym na nią ciężarem.
Odetchnął z ulgą, opuszczając różdżkę.

| zt





as my story came to a close I realized
I was the villain all along
Powrót do góry Go down
 

Baza wypadowa

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Derbyshire, Peak District :: Rezerwat Trójogonów Edalskich-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20