Wydarzenia


Ekipa forum
Biblioteka i archiwum
AutorWiadomość
Biblioteka i archiwum [odnośnik]13.01.20 20:05
First topic message reminder :

Biblioteka i archiwum

Biblioteka należąca do rezerwatu znajduje się w bocznym skrzydle Gniazda i przylega bezpośrednio do części administracyjnej. Przestronna, dwupoziomowa sala mieści w sobie setki dzieł traktujących głównie o smokach, choć nie tylko: wśród zbiorów można odnaleźć też księgi alchemiczne czy botaniczne, z których chętnie korzystają zarówno stali pracownicy Peak District, jak i odwiedzający czytelnię goście. Wydzieloną część biblioteki przeznaczono na archiwum, w którym zgromadzono szeroką historię rezerwatu i jego podopiecznych, od momentu pojawienia się w Peak District pierwszych smoków do czasów obecnych. Od głównego pomieszczenia można przejść do sal bocznych, wykorzystywanych na co dzień przez uczących się rezerwacie stażystów. Czasami odbywają się w nich też wykłady i prezentacje, prowadzone przez smokologów dla czarodziejów przybywających do rezerwatu w ramach zorganizowanych wizyt.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka i archiwum - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Biblioteka i archiwum [odnośnik]25.04.21 12:28
5 XII 1957

Ciężki marszowy krok stal się bardziej dynamiczny, gdy w powietrzu wyczuł krew. To nic dziwnego, że podobny odór wylatywał wprost z pomieszczenia zagospodarowanego na punkt medyczny, lecz właśnie on zatrzymał go przed drzwiami, nakazując czekać. Gdzieś pomiędzy opatrunkami, wlewaniem nieszczęśnikowi w gardło kolejnych eliksirów leczniczych i po kilku inkantacjach do Kierana dotarło hasło, że powinien poczekać w rezerwatowej bibliotece. W swoim życiu widział gorsze rany, na jego oczach przelano hektolitry krwi i przewalono tony martwych ciał, ale to nie o jego komfort się rozchodziło. Nie mógł nic zdziałać, więc skazany był na czekanie, choć umówione spotkanie mogło nawet nie dojść do skutku. Tym razem także zapowiedział wcześniej swoją wizytę, już w pełni gotowy zwierzyć się z bardziej głębokich myśli, od których podczas ostatniej rozmowy konsekwentnie stronił. Wstydził się porażki, również bał się przyznać do strachu przed samotnością, jakże przecież dziecinnego w jego wieku i przy jego profesji. Często w te gorsze dni powtarzał w zaciszu umysłu jak mantrę, że jest aurorem, a w chwilach największego zwątpienia pomiędzy czterema ścianami łapczywie łykał eliksir uspokajający, choć ulga wcale nie otulała jego umysłu i ciała od razu po zażyciu mikstury. Kiedy kolejny raz złapał się na tym, że potrzebuje rozmowy, z pewnością nie lekkiej i powierzchownej, instynktownie za najlepszą dla siebie powierniczkę uznał pannę Fancourt. Jeden z jego przyjaciół także znał się na rzeczy, składał do kupy najbardziej rozbite umysły, jednak przed nim Kieran jeszcze bardziej nie chciał snuć opowieści o swoich ostatnich trudnościach, bojąc się zostać surowo osądzonym przez osobę bliską. Utrata życzliwości Ronji nie wydawała mu się aż tak drastycznym ciosem, ale przede wszystkim zdawała się mniej realna. Ich znajomość trwała kilka lat – nie kilkadziesiąt jak w przypadku Duncana – zatem łatwiej było o nabranie odpowiedniego dystansu na potrzeby jednej rozmowy. Nie oczekiwał też po niej trafy ulgowej, nie chciał litości, jaką mógłby mu choćby przypadkiem oferować stary druh.
Szlag, kiedy wszystko zaczęło się pieprzyć, która z miliona decyzji doprowadziła go do takiego stanu? W ciszy skupiał się na stawianych przez siebie krokach, na miarowym oddechu i na myśli, że prawdopodobnie pomiędzy ogromnym księgozbiorem będzie sam. I rzeczywiście po przekroczeniu progu wystawnego wnętrza pozostawał osamotniony pomiędzy monumentalnymi regałami. Z nieco większą ostrożnością wszedł w głąb bibliotecznej przestrzeni, zbliżając się do największego spośród ustawionych w jednym rzędzie globusów, odnajdując na nim Wielką Brytanię. Czy wojna zatrzyma się na angielskich ziemiach? Jak długo? Rozpełznie się na Walię, Szkocję, Irlandię? Kiedy?
Opadło ciężko na jedno z drewnianych krzeseł przy dębowym stole, którego nogi uformowane zostały na kształt poskręcanych smoczych sylwetek. Ułożył prawą dłoń na blacie i zaczął wystukiwać palcami leniwy rytm, zgodnie z podświadomością poddając próbie sprawność prawej dłoni, a wierzchu której gościła szeroka i poszarpana blizna po głębokiej ranie. Ale nawet w takim miejscu nie tracił czujności. Być może już wcześniej ktoś znajdował się tutaj, skryty pomiędzy regałami, bo Kieran poczuł na sobie spojrzenie. Wyprostował się na krześle, odwrócił i ujrzał obserwatora w postaci młodej kobiety. Nic nie mógł poradzić na to, że jego pierwszą myślą była ta, iż wygląda podobnie do Ronnie – ciemne włosy, ciemne oczy, jasna skóra i, przede wszystkim, azjatycka uroda. Być może to czyniło z niego ignoranta, może nawet po części rasistę, ale przynajmniej nie uznał z góry, że muszą być ze sobą spokrewnione.
Słucham – rzucił w jej stronę gardłowym głosem, brzmiąc przy tym oschle, ale już od dawna nie potrafił sprawić, aby jego ton brzmiał łagodnie sympatycznie. Może gdyby bardzo chciał, udałaby mu się ta sztuka uderzanie w odpowiednie nuty, ale to z pewnością nie była sytuacja, która skłaniałby do takowego wysiłku. – Masz mi może coś do powiedzenia? – to z pewnością uzasadniałoby całą specyfikę obecnej sytuacji. Być może chciała mu przekazać, że ma nie czekać dłużej, bo uzdrowicielka ma obecnie zbyt wiele na głowie i nie będzie w stanie się z nim spotkać. Nawet zrozumiałby jej podejrzliwe spojrzenie i przedłużające się milczenie, jego aparycja nie budziła zaufania, a sama twarz była dobrze znana, skoro uwieczniona została na listach gończych.



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Biblioteka i archiwum [odnośnik]31.03.22 23:29
31 marca
Szczerze był zaskoczony, że przekonanie brata żony do pojawienia się w rezerwacie było łatwiejsze niż początkowo mu się mogło zdawać. Nie kłamał w kwestiach cieplarni i roślin, znając przecież zamiłowania rodziny Mare. Nie był do końca pewny, jakie rośliny znajdywały się w szklarniach Prewettów, ani tym bardziej czy w rezerwacie posiadali gatunki, które różniły się w dużym stopniu, ale nie to liczyło się w tym spotkaniu. Już dawno z Archibaldem nie rozmawiali prywatnie, a teraz jeszcze bardziej niż wcześniej mogli tego potrzebować. Nie wątpił, że lord nestor jako jeden z poszukiwanych listem gończym, mógł mu doradzić w kwestii wojennych ścieżek, na które sam wkraczał bardziej zdecydowany niż kiedykolwiek. Jeszcze w ubiegłym roku się wahał - był nieco bardziej ostrożny, bardziej wstrzemięźliwy, ale kara i nauczka za podobną opierzchłość była bolesną. Staffordshire, ich ludzie i ziemie ucierpieli. Na wojennej mapie byli błękitną wyspą, która musiała walczyć o przetrwanie - wraz z Ollivanderami próbować radzić sobie z napływającymi uciekinierami z hrabstw znajdujących się dookoła. Nie mogli jednak budować twierdzy i próbować się obronić - musieli przystąpić do ataku, pokazać że nie są słabi i nie będą uciekać. W końcu jak długo można było się chować i uciekać? Musieli stanąć naprzeciwko swym wrogom i lękom.
A może dla lorda nestora Prewettów również był to dzień, w którym powinien pokonać własne strachy?
- Dobrze cię widzieć, Archibaldzie. Mam nadzieję, że droga nie przysporzyła ci problemów dzisiaj? Nie martw się, budynek administracyjny jest z daleka od smoków, niewiele z nich się zapuszcza tak blisko głównej siedziby. Udamy się do biblioteki, poproszę o przyniesienie nam herbaty, mamy na miejscu wiele książek z roślinami i o roślinach - zapewnił szwagra, wpuszczając go do głównego korytarza budynku administracyjnego, a po tym kierując kroki w kierunku archiwów i biblioteki, wcześniej jeszcze ściskając mu dłoń na powitanie. Skrzętnie pomijał, że przez okna w oddali można było z pewnością dostrzec smoki, tym bardziej że dzisiejszego dnia pogoda wyraźnie sprzyjała do obserwacji, kiedy niebo było pozbawione chmur. Sam Elroy zdążył już zająć się porannym obejściem zagród i obserwacją, wykonując swoje obowiązki z przyjemnością. To miejsce zawsze było dla niego niczym drugi dom.
Wiedział jednak, że dla dzisiejszego gościa, przebywanie w Peak District nie wiązało się z ekscytacją czy ciekawością, ale z lękiem i obawą, że za moment zjawi się tutaj bestia mogąca go pożreć czy połknąć w całości na raz. Absurdalne. W końcu smoki nie przylatywały do siedzib ludzkich ot tak sobie, a na pewno nie ich trójogony edalskie. Potrafili nad nimi pracować! W przeciwieństwie do Rosierów i ich smoków, które wyraźnie przepadały za ucieczkami z wyznaczonych ich ziem. To pokazywało ich nie profesjonalizm, świadczyło o zaniedbywaniu obowiązków przez pracowników, ale i zarząd, który bagatelizował podobne ucieczki.
- Jak czuje się twoja córka? Mam nadzieję, że jej nowy przyjaciel nie sprawia zbyt wielu kłopotów, nauczyłem go kilku podstawowych słów oraz imion. Gdyby pojawiły się jakieś problemy behawioralne, proszę, przyślij do nas sowę. Postaram się zjawić i naprostować jego zachowanie lub wysłać magizoologa, który ma lepsze doświadczenie z ptactwem - zapewnił, nie dostając w końcu jeszcze informacji odnośnie tego co też Archibald myślał na temat papugi, która na jego widok skrzeczała Fluvius - choć ptak momentami wciąż wypowiadał słowa niewyraźnie. Może Prewett się nie zorientował jak stworzenie go nazywało?
Prowadził jednak lorda korytarzami do głównej części biblioteki, pewnie stawiając kroki na posadzce swojego królestwa. Nie było zakamarku, którego by nie znał w rezerwacie, odwiedzając to miejsce od najmłodszych lat, chociaż nie zawsze był wpuszczany w każde możliwe miejsce. Przecież rozumiał, że smoki były niebezpiecznymi stworzeniami - ale nie mordowały same dla własnej wygody, a raczej nie robiły tego kiedy obchodzono się z nimi odpowiednio i pilnowano, kiedy rzeczywiście to specjaliści sprawowali nad nimi pieczę.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Biblioteka i archiwum [odnośnik]01.04.22 11:51
Dla Archibalda pojawienie się w rezerwacie nigdy nie było proste. Od dziecka panicznie bał się smoków i żaden logiczny argument nie był w stanie tego zmienić. Nastrajał się do tej wizyty odkąd pogratulował szwagrowi kolejnego dziecka, doskonale wiedząc, że musi w końcu pojawić się w Derbyshire. Wstał odrobinę wcześniej niż zazwyczaj i ubrał przygotowany przez służbę strój: tweedowy trzyczęściowy garnitur w odcieniach brązu i ciemnozielony krawat. Wygładził włosy i stał tak przez chwilę przed lustrem, wpatrując się w swoje odbicie. Czasem z zaskoczeniem odkrywał, że wciąż wygląda młodo. Że jego twarz nie jest pozaznaczana wieloma zmarszczkami, a włosy wciąż są płomiennie rude. Za to mentalnie odnosił wrażenie, że przez ostatni rok postarzał się co najmniej dwukrotnie.
Dziękuję, podróż minęła szybko – powiedział, idąc obok Elroya przez długi korytarz. Cały był spięty i nawet nie próbował wyglądać przez okno, obawiając się, że zobaczy tam pysk bestii. Nie do końca ufał szwagrowi w jego osądach na temat smoków, za bardzo kochał te stworzenia, by patrzeć na nie racjonalnie. – Niewiele? – Powtórzył z przekąsem, bo dla niego problem stanowił nawet jeden zagubiony osobnik, ale zaraz doprowadził się do porządku. – Cieszę się – dodał po chwili, przypominając sobie, że Elroy na pewno chciał dobrze.
Wszedł do środka przestronnego pomieszczenia, rozglądając się z podziwem po jego wnętrzu. Już miał okazję odwiedzić to miejsce, ale i tak był pod wrażeniem bogatego księgozbioru Greengrassów. Pamiętał, że jeszcze przed wojną lordowie Derbyshire próbowali go zaprosić na wykłady otwarte, ale zawsze znalazł skrzętną wymówkę, by jednak się tu nie pojawiać.
Molly czuje się bardzo dobrze, od urodzin nie miała żadnego ataku – powiedział z ulgą w głosie, choć nie była to do końca prawda – objawy choroby towarzyszyły jej niemal każdego dnia, ale Archibald zwykł mówić o atakach, kiedy były naprawdę poważne. – Jej nowy przyjaciel ostatnio załatwił swoje potrzeby na antycznej wazie, ale poza tym ma się doskonale – odparł nad wyraz uprzejmie, choć uśmiech na jego twarzy nie sięgał oczu. Z trudem powstrzymywał się przed wyrzuceniem Elroy'owi jak bardzo idiotyczny to był pomysł, żeby podarować jego córce papugę. Spośród całego świata zwierząt właśnie głośną papugę. Uważał to za osobisty atak i nie chciał mu dać tej satysfakcji z jego nadmiernego wybuchu emocji, bo dobrze wiedział, że normalnie właśnie tak by zareagował. Dlatego wstrzymał się z wysłaniem do niego listu, choć kilka wersji napisał, ale każdą zgniótł i wyrzucił do kosza. – Tak, tak, imion też zna całkiem sporo. Czy ma może jakiś limit słów, których jest w stanie się nauczyć? – Podpytał, przystając przy jednym z wysokich regałów. Pochylił się nad nim nieznacznie, przyglądając się z bliska stojącym tam księgom. Historia Trójogonów Edalskich, Morfologia smoczych łusek, Rozprawa o smoczej krwi... Wyprostował się, przenosząc wzrok ponownie na Elroya. – A jak wy się czujecie? Co u Saorise? Jej wybuchy magii już się trochę uspokoiły czy jeszcze psoci? – Dobrze pamiętał jak to wyglądało parę lat temu u Edwina. Magia po przebudzeniu nie dawała mu spokoju niemalże przez miesiąc, ciągle zaskakując ich czymś nowym. Zazwyczaj były to drobiazgi, ale trudne do zignorowania. Zamilkł na chwilę, podchodząc do regału obok. Tam od razu dostrzegł pozycję, poświęconą diabelskim sidłom. Wyjął ją spomiędzy innych tomiszczy, zaglądając do spisu treści. – Z wielką chęcią obejrzę wasze zbiory w cieplarni, ale dobrze wiemy, że to nie jest najważniejsza część mojej wizyty w Derby. O czym jeszcze chciałeś ze mną porozmawiać? – Zapytał, pijąc do jego listu sprzed kilku dni, w którym zaskakująco dużo miejsca pozostawił dla Roratio. Czuł jednak, że i to nie koniec tematów na dzisiaj.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 7 +3
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 29 +6
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Biblioteka i archiwum [odnośnik]01.04.22 14:28
Eksponaty łusek, ryciny smoków, modele w pomniejszeniu, a niektóre i powiększeniu, które mogły być widoczne w bibliotece i archiwach z pewnością nie były wystrojem, który zapraszał do siebie Prewettów - a jednak pełniący przed wojną rezerwat funkcję również badawczą, miał spore zasoby wiedzy i badań, dostępnych dla uprawionych lub zaprzyjaźnionych, nie tylko z zakresu smoków i magicznych stworzeń. Można było spędzić godziny w bibliotece, czytając różne pozycje związane z naukami przyrodniczymi, a i on wraz z Earleen uwielbiał odbierać nauki przed Hogwartem właśnie w tej bibliotece. Ogromne okna na jednej ze ścian, przy której były ustawione fotele i kanapy, wraz ze stołami pozwalającymi oddawać się lekturze, dla jego dziecięcej ciekawości były wspaniałym urozmaiceniem wnętrza, szczególnie gdy mógł dostrzec gdzieś w oddali smoki.
Jednak dzisiaj nie prowadził Archibalda w stronę tego okna, kierując swoje kroki między regałami - do części, do której on sam wcale nie zaglądał zbyt często, bowiem była poświęcona właśnie magicznym roślinom.
- Budynki są zabezpieczone silnymi zaklęciami, smoki można obserwować jedynie z daleka przez okna, nie próbują się wedrzeć do wnętrz - zapewnił, bo choć możliwe, że niektóre z młodszych okazów czasem próbowały zaglądnąć do wnętrz przez okna, nie musiał budzić paranoi szwagra na ten temat, że zjawi się tutaj bestia. A nawet gdyby podobny młody podopieczny znalazł się w tym miejscu, Elroy byłby w stanie sobie z nim poradzić - mogło się zdawać, że wręcz był przygotowany na podobny rozwój wydarzeń, będąc ubranym w swój skórzany, wzmocniony smoczymi włóknami strój, w którym wykonywał obowiązki. Nie był on dostojny czy elegancki - acz pasował do miejsca, w którym dzisiaj się znajdywali.
- Nie miała? To dobre wieści - przyznał z łagodnym uśmiechem, bo nie mógł nawet wyobrazić sobie jak ogromnym lękiem jest dla ojca myśl o tym, że własne dziecko będzie zmagało się z podobnymi chorobami do końca życia. Może dlatego uważnie starał się obserwować Saoirse, nawet jeśli nie znał się na medycynie i objawach, które Archibald mógłby wyłapać o wiele szybciej, a które sugerowałyby, że coś się działo. Z drugiej strony, było z pewnością ulgą wiedzieć, że było się w stanie pomóc własnemu dziecku, kiedy jego stan się pogorszy. On sam obawiał się tego, że kiedyś nie będzie potrafił odpowiednio zadziałać - że nie będzie Mare w pobliżu, aby to ona mogła udzielić pomocy ich córce. Ta myśl go mroziła.
- Oh, to nie problem behawioralny. Jestem pewny, że chłoszczyść czy skrzat prędko sobie z tym poradzili - powiedział, równie miło się uśmiechając do mężczyzny. Cóż, znał doskonale niechęć Prewettów do zwierząt - ale jak mogli odmawiać dziecku, które w tak żywy i radosny sposób zareagowała na papugę? - Nie martw się, Archibaldzie. Barwinki zwykły być bardzo przyjacielskie, ale nie potrafią aż tak dobrze się komunikować. Rozważałem inny gatunek, jednak większość papug o wiele lepiej czuje się będąc wśród swoich, a kilka papug na raz z pewnością byłoby bardziej obciążających dla młodej lady. Barwinka za to może być doskonałym przyjacielem, ptaki są w stanie bardzo mocno przywiązać się ludzi i być jeszcze wierniejsze niż psidwaki - wyjaśnił spokojnie, może tylko czerpiąc minimum przyjemności z sugestii, że mógł sprezentować lady Molly jeszcze więcej ptactwa. Był w stanie to zrobić przecież... ale wszystko małymi krokami.
Tym bardziej, że podczas ostatniej wizyty Roratio zachęcił go do buntowania się względem swojego nestora.
- Poświęciłem jej o wiele więcej uwagi, kiedy powróciła do Derby i zdaje się, że jej magia nieco się uspokoiła, choć już kilkukrotnie pokazała ich przejaw. Ale tylko mnie to cieszy, kiedy tak żywo pokazuje swoje zdanie i niezadowolenie, wręcz nie ukrywam, że liczę, że nie minie to z wiekiem - przyznał, bo kimże był Greengrass, który bał się wyrażać głośno swoje zdanie.
Przystanął jednak przy jednym regale, słysząc jego zapytanie. Problemy na ziemiach były ogromne, jedynie się nasilały z dnia na dzień. Co czekało na nich za kilka miesięcy? Poważna zima dopiero co odpuszczała, ale jeśli w ciągu zimy zwierzęta nie miały czego jeść, na co wskazywały problemy z garborogami w Lancashire, również i ludzie będą mieli problem z żywnością - już mieli. Widmo głodu wisiało nad hrabstwami, nie tylko nad Staffordshire i Derbyshire.
- Mógłbym rozmawiać godzinami o naszych córkach, ale nie ukrywam, że chciałbym poprosić cię o pomoc. Z pewnością na roślinach znasz się o wiele lepiej ode mnie, ale również masz większe doświadczenie w związku z panującą wojną. Nie wiem, czy dotarły do ciebie informacje na ten temat, jednak w lutym w Lancashire pojawiły się problemy z garborogami, magiczne stworzenia, które głodne stanowią dość duży problem... Są silne i duże, a w poszukiwaniu pożywienia zaczęły również naruszać ludzkie siedziby. Żywią się głównie jeżynami i owocami, małymi owadami.. Obawiam się, że również mogą się pojawić problemy z uprawami ludzkimi. Jednak nie mam wiedzy, jak temu zaradzić - wyjaśnił, stanowczo przez lata będąc osobą, która podejmowała się działania praktycznego - wyprawy, walka, pomoc w terenie. Również, kiedy zderzyli się z wojennymi problemami, nie stronił od osobistego rozwiązywania problemów.
- Nie ukrywam również, że chętnie usłyszę twoje myśli na temat piętnowania wydania mugoli i czarodziejów mugolskiego pochodzenia zwolennikom Czarnego Pana i Cronusa Malfoya. Do tego, co miało miejsce w Staffordshire, również przyczynili się zwykli ludzie - zaczął, wbijając wzrok nie w Archibalda, a w jedną z pozycji na półce, która miała tłoczone, złote litery. Nie skupił się na układających w tytuł literach, ale na złości, która w głębi go ogarnęła. Zacisnął dłoń w pięści, ściągając brwi w zawahaniu. Jak ktoś mógł zrobić coś tak obrzydliwego ludziom, wśród których dorastał? - Sąsiad wydawał sąsiada, na śmierć i dla pieniędzy. Wojna stanowczo sprawiła, że ludzie stracili poczucie wspólnoty. Chcę to odbudować, i wiem, że nie będzie to łatwe zadanie w Staffordshire i Derbyshire po tym, co miało miejsce - powiedział, uznając że również i kwestia najmłodszego z rodzeństwa Prewettów powinna być w tym momencie poruszona. Przeniósł wzrok na nestora.
- I chciałbym, abyś dał szansę Roratio na dołączenie do mnie podczas stabilizacji sytuacji w na moich ziemiach.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Biblioteka i archiwum [odnośnik]15.04.22 0:23
Archibald nie zamierzał wdawać się w dyskusję na temat zabezpieczeń. Żadne słowa szwagra nie były w stanie go uspokoić – przez całe spotkanie miał być spięty i czujny, tak jak zawsze podczas odwiedzin w rezerwacie. Racjonalne argumenty nie przemawiały mu do rozsądku, bo też rozsądek nie miał z tym lękiem nic wspólnego, a trauma poniesiona w dzieciństwie. Panicznie bał się smoków i prawdopodobnie tak miał już zostać. Kiwnął więc tylko głową, przyjmując jego słowa do wiadomości.
Jedna papuga w zupełności jej wystarczy – zauważył, unosząc wzrok znad książki. Był pełen podziwu dla własnej cierpliwości względem szwagra, ponieważ w normalnych okolicznościach nie omieszkałby się zwrócić mu uwagi za ten idiotyczny prezent. Pa-pu-da. Wciąż nie rozumiał jak można sprezentować coś takiego małemu dziecku, w dodatku bez żadnej konsultacji z współmieszkańcami. Wielkość pałacu w Weymouth nie robiła żadnej różnicy. – I może nie zakładaj u nas zoo, co? – Dodał z przekąsem, odkładając książkę o smoczych łuskach z powrotem na półkę. Papugę w jakimś stopniu zaakceptował, ale wolał ostudzić entuzjazm Elroya zanim sprowadzi im tam jeszcze pół sklepu magizoologicznego.
Och, akurat o to bym się nie martwił, biorąc pod uwagę charaktery jej rodziców – odparł, sięgając po księgę poświęconą odżywianiu smoków. Na lekko zakurzonym grzbiecie odbiły się opuszki jego palców. Przejrzał na szybko spis treści i otworzył ją na rozdziale o bulwach. Zaraz jednak przerwał pobieżną lekturę, słysząc o problemach w Lancashire.
Nie słyszałem o tym – przyznał. Ostatnimi czasy był zbyt skupiony na sobie samym i na sprawach Dorset, by jeszcze orientować się w problemach towarzyszy. Teraz jednak, kiedy sytuacja w rodzinnym hrabstwie była mniej więcej unormowana, stwierdził, że powinien poznać problemy sąsiadów – żeby im pomóc, ale też by się przed nimi ustrzec.
Musiałbym najpierw poczytać trochę o tych garborogach. Jakie dokładnie jagody jedzą? Jakie zboże? Ile potrzebują, żeby się najeść? Czy jedzą tylko w dzień czy w nocy... Widzisz, pytania można mnożyć – westchnął, odkładając książkę na półkę. Skrzyżował dłonie na piersi, zawieszając wzrok na Elroyu. – Najlepiej byłoby zapewnić im pożywienie gdzie indziej, żeby nie musiały atakować ludzkich siedlisk. Ale to może być trudne, nie da się wyhodować tylu roślin w przeciągu kilku dni. Można więc zabezpieczyć przed nimi uprawy, ale garborogi wciąż będą głodne, wiec to nie jest żadne wyjście z sytuacji – mówił dalej, bardziej myśląc na głos niż faktycznie dzieląc się z Elroyem gotowymi pomysłami. – Pozwolisz, że zastanowię się nad tym po powrocie do Weymouth? Teraz na szybko nie przychodzi mi nic sensownego do głowy – przyznał niechętnie, ale nie chciał też dawać Elroyowi mało przydatnej rady. – Pytanie czy problem sam się nie rozwiąże w najbliższych tygodniach, skoro wcześniej się nie pojawiał. Zaraz wszystko zacznie kwitnąć, natura wróci do życia. Chyba że populacja garborogów się zwiększyła i zasoby lasu nie są już wystarczające – dodał, ale ponownie bez konkretów. Chciałby bardziej pomóc, ale nie wiedział o garborogach nic poza tym, że ich rogi wykorzystuje się do ważenia antidotum na niepowszechne trucizny.
Co o tym myślę? – Westchnął, spuszczając dłonie wzdłuż ciała. – Ja... Myślę, że kiedyś to byłoby dla mnie oczywiste. Nie byłbym w stanie zrozumieć jak można tak postąpić – bo jeszcze nie tak dawno temu wszystko było dla niego czarne albo białe, dobre albo złe, a jego wyobraźnia nie zapuszczała się tak daleko, szczególnie w stosunku do własnych poczynań. Ostatnio jednak zaczęło się to zmieniać, rola nestora i zajmowanie się problemami mieszkańców rozszerzyło jego horyzonty, pomogło nieco lepiej zrozumieć ślad poza swoją bańką. Przynajmniej tak mu się wydawało. – Ale... Ludzie są zmęczeni i przestraszeni, ta wojna ciągnie się bez końca. Musieli usłyszeć obietnice, że im się to opłaci, że dostaną w zamian coś cennego... Nie wiem, Elroyu, nie każdemu szlachetność przychodzi z łatwością – westchnął. – Zresztą sam widziałeś co się ostatnio działo w Portland. Przez jednych ludzi głodowali inni – przypomniał o historii z własnego podwórka. – Ale da się odbudować to zaufanie, tę wspólnotę. I wierzę, że akurat wam to się uda – dodał pokrzepiająco, ale całkiem szczerze. Wiedział, że komu jak komu, ale szwagrowi nie zabraknie zapału. Mina jednak mu zrzedła, kiedy usłyszał kolejne słowa Elroya. Prychnął pod nosem, bo dopiero teraz zrozumiał, że wcześniejsza rozmowa musiała być preludium do tego tematu. Doprawdy, dlaczego wszyscy ostatnio się na to uparli? Rory naprawdę dobrze sprawdzał się w obowiązkach nie wymagających machania różdżką w śmiertelnie groźnym pojedynku. Zwlekał chwilę z odpowiedzią, choć wiedział, że nie może udzielić innej – nie po jego rozmowie z Roratio po urodzinach. Powiedział wtedy, że da mu szansę, a to była pierwsza okazja, by te słowa przekuć w czyny. Archibald wciąż minę miał nietęgą, a ciało jakby jeszcze bardziej spięte niż kilka minut wcześniej, ale w końcu powiedział to, czego powiedzieć bardzo nie chciał. – Dam – trochę ciszej, z nutką rezygnacji w głosie. – Dam, niech się sprawdzi, skoro tak mu na tym zależy – dodał, ale miał nadzieję, że Rory go nie oszukał i faktycznie podchodził do sprawy z należytą uwagą. – A na czym dokładnie miałoby to polegać? Masz już jakiś plan? – Zapytał z ciekawością.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 7 +3
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 29 +6
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Biblioteka i archiwum [odnośnik]07.05.22 0:02
- Zacznie zaraz? Po przymrozkach, po tym że nie ma komu pracować na polu? - zapytał marszcząc brwi. Głód panował nie tylko na półwyspie, ale w innych regionach Anglii. Roślinności nie wystarczało - zima była niezwykle sroga tego roku, nie tylko dla garborogów, ale i dla społeczności czarodziejów i mugoli. Wszyscy cierpieli na tym co sprowadziła matka natura, a on sam chociaż chciałby wierzyć w to, że wszystko będzie w porządku, coraz mniej chciał polegać na tej płonnej nadziei. Słowa nic nie znaczyły, a jeśli chcieli uzyskać efekty, powinni sami zacząć działać. Nie mogli czegoś w żadnej z kwestii. - Nie oczekuję odpowiedzi na ten problem natychmiastowo, użyczę ci ksiąg na temat garborogów z biblioteki, kilka pozycji w atlasach powinniśmy mieć na ich temat, to powinno pomóc lepiej nakreślić ci ich zwyczaje i rodzaje jeżyn, którymi się żywią. Martwię się, musząc znów czekać i obserwować czy sytuacja sama się nie rozwiąże. Wojna sama się nie rozwiązuje, więc i problemy, które z nią idą, z pewnością będą niechętne do tego. - W połączeniu z tak ciężką zimą, wojna była jeszcze gorszą, szczególnie biorąc pod uwagę styczniowe wydarzenia. Dopiero się podnosili po całym uderzeniu.
Zastanowił się po słowach szwagra. On sam miał tak wiele wątpliwości - wtedy w nocy, kiedy wchodzili do domu Felixa z Percivalem, Foxem z policjantką, aby pojmać człowieka, który przyczynił się do skazania niewinnych mugoli; przyczynił się do ich śmierci w męczarniach i do tortur najbliższych, do stanu w jakim zastali Lavedale i w którym znajdywała się Anglia.
Złość w nim wzburzała na samą myśl. Zacisnął szczękę mocniej. Oczywiście, że nie godził się na taki stan rzeczy - oczywiście, że złościła go jego bezsilność na przelewaną krew. Nie mogli zrobić wiele, kiedy sąsiad na sąsiada spoglądał wilkiem i szukał jak mu zaszkodzić, a jednocześnie nie mógł znieść tej bezsilności, która go ogarniała. Obowiązki, ale i zasady którymi się kierował, nigdy wcześniej nie ciążyły mu bardziej niż od stycznia - zawsze był człowiekiem, który trzymał tych niepisanych zasad, dbając o dobro tych znajdujących się wokół niego, ale czy teraz to wszystko go nie przerastało? A jednak nie mógł się ugiąć pod naporem i ciężarem - bo jeśli on się ugnie, jak ci, których to wszystko dotykało najbardziej, mieli przetrwać?
- Widziałem... Ale nie można tego tak zostawić - odpowiedział, kręcąc głową. Nie chciał, nie mógłby pozwolić na to, żeby ludzie tak zostali i trwali w tej niepewności. - Muszą zacząć na sobie znów polegać, widzieć w siebie sprzymierzeńców, a nie wrogów! - uniósł się nieco, czując jak cały gniew w nim buzuje. Nieco przyśpieszył kroki, ostatecznie znajdując się przy dwóch sofach, między którymi znajdywał się zastawiony kwiatową herbatą, cukiernicą i herbatnikami stolik. Elroy usiadł niechętnie na miejscu, czując jak cała złość dalej w nim buzuje. Tyle lat był spokojny i nauczony jak panować nad swoimi emocjami, a od początku stycznia to wszystko zdawało się runąć.
- Musi się im przestać to opłacać... Kary? Powinniśmy wprowadzić dekret? Jasno ludziom postawić, że działając we wspólnocie będzie bezpieczeństwo, a karać i tępić tych, którzy kolaborują z tą farsą zwaną ministerstwem Cronusa! Jeśli oni tępią naszych, dlaczego nie powinniśmy karać tych współpracujących z nimi? - dodał poruszony. To nie do Dorset w styczniu weszli Rycerze Walpurgii - to nie nad niebem nadmorskiego hrabstwa zabłysnął Mroczny Znak. To wydarzyło się kilkadziesiąt mil dalej nad niebem Staffordshire, które nie zaznało spokoju od tamtej pory.
Odetchnął jednak nieco, kiedy nestor Prewett zgodził się na udział Roratio w wojnie - na jego działanie w terenie, a nie wyłącznie za biurkiem.
- Chcę udać się do miast Staffordshire i Derbyshire wraz z aurorami, wprowadzić porządek i pokazać ludziom, że Greengrassi są obecni na swoich ziemiach i nie dopuszczą ponownego ataku, i że jesteśmy przeciwni temu, co miało miejsce - wyjaśnił, obawiając się wciąż jednej rzeczy. W innych czasach, podczas wszystkich wizyt i wprowadzania zmian, powinna towarzyszyć im pieśń - pieśń, która wtedy w Stoke-on-Trent została zhańbiona i utożsamiona z rzezią. - Nasz wizerunek podupadł, wtedy podczas całopaleń puszczali Greensleeves, jakby chcieli oszukać ludzi, że popieramy ich poczynania! Zieleń jest naszym kolorem, a z pewnością wielu za nasze banery wzięło te ministerialne... Mogą myśleć, że to popieramy - podzielił się, wbijając wzrok w stół na którym w dzbanku stała herbata. Był niemalże pewny, że Mare już dzieliła się tymi kwestiami z bratem, ale jego to wciąż dzieliło. - Złapaliśmy jednego zdrajcę. Zastanawiam się nad... systemem? Jakimś sposobem, aby lista czarodziejów donoszących na mugoli była jawna. Trzeba pokazać i przekonać ludzi, że to nie jest wojna między tymi którzy posługują się magią i tymi, którym brak tego talentu... Powinniśmy pokazać, że oni nie dbają o to, czy ktoś talenty magiczne posiada, czy nie - dodał, podnosząc wzrok na Archibalda. - Mogą wywiązać się walki czy zamieszki, po drodze lub w miastach, dlatego nie chcę, aby towarzyszyła nam Mare. Nie... nie w momencie, w którym teraz się znajduje. Jej bezpieczeństwo jest najważniejsze. Ale dla Roratio może to być szansa na naukę, również bezpośrednio od aurorów.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Biblioteka i archiwum [odnośnik]13.05.22 23:18
Zdziwiłbyś się jak rośliny szybko potrafią reagować na poprawę pogody – powiedział, uśmiechając się przy tym nieznacznie. Wiedział, że dla wielu osób świat roślin wydawał się nudny, bo nie reagowały na otoczenie tak samo jak ludzie i zwierzęta. Za to Archibald właśnie w tym specyficznym świecie ulokował swoje zainteresowania i choć przez lata dojrzał i spoważniał, wciąż witał wiosnę z uśmiechem na ustach, a pierwsze pąki na drzewach wywoływały u niego rok rocznie tę samą radość. Siła walki u tych delikatnych stworzeń była ogromna, dlatego Archibald nie wątpił, że znajdą sposób na zakwitnięcie. Może nie w tym samym miejscu, może z nieznacznym opóźnieniem, może nie dokładnie te gatunki jakie by wszyscy sobie życzyli, ale coś na pewno się pojawi. A garborogi nie brzmiały jak szczególnie wymagające stworzenia. – Dobrze, zabiorę je ze sobą do Weymouth i jeszcze dzisiaj postaram się na to spojrzeć – Uspokoił szwagra, bo ten temat wyraźnie go poruszył. Przeszedł do następnego regału, zaplatając dłonie za plecami. Musiał zwrócić Elroy'owi honor, niektóre pozycje faktycznie brzmiały ciekawie. Zapisywał sobie w głowie co poniektóre tytuły, by kiedyś je wypożyczyć. Obiecał sobie, że w tym wirze obowiązków znajdzie czas na dawne pasje. Świat nie powinien się zawalić od wieczora spędzonego nad kociołkiem czy porządnym opracowaniem zielarskim.
Obserwował jak Elroy zmierza w stronę kanap, w końcu spokojnym krokiem podążając za nim. Nie usiadł jednak, a oparł się dłońmi o oparcie jednej z nich. Pozwolił szwagrowi wyrzucić z siebie wszelkie wątpliwości, słysząc w nich tę samą rezygnację, która i jemu nie dawała spokoju od dłuższego czasu. Bywał jeszcze bardziej emocjonalny, kiedy zderzał się z tą bezsilnością – ale tutaj w rezerwacie trzymał fason. – Nie ma na to prostego ani uniwersalnego rozwiązania – stwierdził, wzdychając cicho. Mimo wszystko musiał przyznać, że w Dorset bardzo rzadko mierzył się z tym problemem – ludność zdawała się solidarnie stanąć po jego stronie, w żaden sposób nie kolaborując z wrogiem. Być może to kwestia położenia Dorset, sąsiedztwa wspierającego Devon i Somerset. Derbyshire i Staffordshire miały zdecydowanie gorszą sytuację chociażby pod tym względem, zewsząd otoczone przez wrogą propagandę. – Ale to niegłupie, Elroy'u. To znaczy... Wiem, że stosowanie kar i wprowadzanie dekretów brzmi nieco opresyjnie, ale trwa wojna, to oczywiste, że musimy podejmować konkretne działania – myśli od razu powędrowały do ostatniej rozmowy z Tonksem na temat Tyneham. Wciąż czuł podskórnie, że spraszanie wilkołaków do Dorset to błąd, ale nie potrafił już się z tego wycofać. – Skoro ludzie w Derby i Stafford są podzieleni, trzeba im wskazać drogę, którą powinni podążać – dodał, choć wygodnie było się wymądrzać z jego perspektywy.
Chyba nigdy nie widział Elroy'a w takim stanie, tak zdenerwowanego na otaczającą go rzeczywistość. Nie dziwił się jednak temu wyrzutowi emocji – ataki na Derby i Stafford były straszne i niespodziewane, nakazały reszcie promugolskich hrabstw stanąć na baczność. Archibald obszedł kanapę, w końcu na niej siadając. – To rozsądny plan, żeby zrobić kontrę do ich poczynań. Przypomnieć ludziom kto tak naprawdę dba o ich dobrobyt. Z banerami i pieśnią, żeby nie pozwolić Ministerstwu sobie ich przywłaszczyć – zgodził się ze szwagrem, nalewając im do filiżanek trochę gorącej herbaty. – Roratio na pewno wam się tam przyda, to bystry chłopak – wypowiadał te słowa chyba bardziej dla własnego spokoju ducha niż Elroy'a. – Tylko też trzeba znaleźć złoty środek z tymi listami donosicieli, żeby swoimi metodami za bardzo nie przypominać Ministerstwa. A jeżeli przypadkowo trafi na nią zła osoba? Ciężko będzie to potem odkręcić – myślał na głos. Upił łyk herbaty, czując jak przyjemne ciepło rozchodzi mu się po ciele. Wzrok odruchowo powędrował w stronę okna, ale szybko się upomniał, że znajduje się w smoczym rezerwacie i ostatnie co powinien robić to wyglądać na zewnątrz. – Kto by pomyślał. Ty smokolog, ja uzdrowiciel, a przyszło nam się bawić w politykę – westchnął nieco zrezygnowany, mimo wszystko przywołując na twarz blady uśmiech.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 7 +3
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 29 +6
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Biblioteka i archiwum [odnośnik]14.05.22 9:51
Nie znał go - całego świata roślin, w którym zdawało się że zarówno jego żona i jej brat odnajdywali się jak w domu. Co mógł zrobić innego niż zawierzyć im, że świat roślin był równie żywy co świat magicznych stworzeń?
Byli opiekunkami swoich ziem - różny ród w inny sposób zdobył swoją pozycję, budując ją latami, ale oni, otrzymując ziemie po Alesgoodach, wciąż nie mieli tak dobrze ugruntowanej pozycji jak inne rody, choć nigdy nie przypuszczał, że było z nią aż tak źle. Wszystko zdawało mu się wymykać między palcami, wszystko co budowali pokoleniami teraz zdawało się rozsypywać w pył.
- Za długo zwlekaliśmy, żeby teraz zastanawiać się tygodniami nad tym czy podjęcie działania jest słuszne - powiedział, mając na myśli sytuację w jakiej znaleźli się Greengrassowie i co doprowadziło ich do momentu, w którym teraz się znajdywali. Brak działania, brak podjętej decyzji. - Alesgoodowie powierzyli nam te ziemie, a wyjątkowe stany wymagają wyjątkowych rozwiązań, a jednak również mam opory, żeby nie zatracić sprawiedliwości w osądach - przyznał, odczuwając ten ciężar na własnych ramionach. Wiedział, że potrzebne były działania, a jednak podejmując je, musiał wziąć pełną odpowiedzialność. Czy był na to gotowy, aby podjąć się tego? Czy był odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu?
Poczuł w kieszeni lusterko, które połączone było z tym przy Mare. Nie mógł zawieść jej, swojego przyszłego dziecka czy Saoirse. Nie mógł zawieść innych Greengrassów - rodzeństwa, tego żyjącego ale i tego już zmarłego, ani tym bardziej ich krewnych i przodków. Wiedział, że ich tytuły wiązały się nie tylko z przywilejami, ale i z obowiązkami.
- Frederick, Michael, Samuel - zastanowił się na głos. - Jeśli wprowadzimy dekrety z aurorami u naszego boku, pod sztandarem nie tylko Greengrassów, ale i Zakonu Feniksa, wiadomość będzie jeszcze dobitniejsza - przyznał, unosząc wzrok na zajmującego miejsce na kanapie Archibalda. Wiedział, że to do Rhennarda potrzebował zwrócić się o pomoc w uformowaniu dekretów, a jednak potrzebował i opinii nestora, który zmagał się z wojną na własnych ziemiach - potrzebował opinii człowieka, który miał inne doświadczenie i inne podejście. Poznać inny kąt widzenia, z miejsca gdzie było względne bezpieczeństwo. Nie mógł przecież wypisywać do wuja Ofera, aby zastanowić się nad swoim działaniem - chciał pokazać i przedstawić mu stanowcze działanie.
- Roratio może zyskać wiele na obserwacji aurorów przy pracy. Musiało zaboleć go, kiedy nie dostał się na kurs - przyznał, również sięgając do dzbanka i częstując się herbatą. Uniósł filiżankę do ust.
Sam nie doznał tego upadku za młodu - sam zrezygnował wtedy z kursu, mimo że podjęcie się go kosztowało go wiele pracy, ale i przekonywań lordów Greengrass, że była to dla niego odpowiednia ścieżka. Aurorzy kiedyś byli szanowani, a dzisiaj byli traktowani na równi z najgorszymi przestępcami. Dlatego miał do nich jeszcze większy szacunek - dokonali wyboru, którego część z nich nie musiała, tak jak ich ród czy ród Prewett, Macmillan, Abbott, Longbottom, Ollivander. Wszyscy podjęli decyzję nie korzystną, a słuszną - i wszyscy mieli przy niej wytrwać.
- Porozmawiam z Rhennardem, choć zajmuje się w głównej mierze prawami zwierząt, powinnien móc doradzić mi w tworzeniu dekretów i zabezpieczeniu się na wypadek popełnienia błędów - przyznał, lekko się uśmiechając na słowa szwagra. Upił łyk herbaty.
- Podczas wypraw zawsze byliśmy zaopatrzeni w ludzi, którzy znali politykę i kulturę kraju, który odwiedzaliśmy, aby nie martwić się właśnie politykom... Chociaż czy nasz tytuł nie sugeruje, że prędzej czy później będziemy musieli zejść po szyję w to grząskie mokradło?
Poczucie obowiązku nigdy nie było w nim silniejsze - i nigdy wcześniej jeszcze mocniej mu nie ciążyło. Musiał postępować słusznie, ale słuszne postępowanie nie zawsze oznaczało, że nikt nie zostanie pokrzywdzony. Musieli ponosić ofiary dla większego dobra, ale gdzie zacierała się ta granica między dobrem, a złem? Morderstwo było uczynkiem złym - nie bez powodu zaklęcia torturujące i zabijające były tymi niewybaczalnymi. Czy dało się je wybaczyć w obronie niewinnych? Czy wyrządzanie krzywdy mniej fortunnym było powodem do poniesienia najgorszej z kar?
- Polityka polityką, ale kto by przypuszczał, że przyjdzie nam patrzeć na wojnę... - westchnął, kręcąc głową z dezaprobatą. Było tak wiele kwestii, które musiał jeszcze poruszyć, a zdawało mu się, że czas wyłącznie uciekał przez jego palce. Kiedy ostatni raz miał szansę gościć kogoś w rezerwacie bez pośpiechu przy filiżance herbaty? Nie pamiętał - te czasy zdawały się być snem w obliczu wydarzeń w Staffordshire. - Myślisz, że tak jak wyzywają do odpowiedzi naszych, my powinniśmy wywołać zbrodniarzy wojennych z rodów wspierających politykę Cronusa i Czarnego Pana? Wywołać tych, którzy przymykają oko na majacy miejsce na ich ziemiach mord niewinnych? - zapytał, wbijając wzrok w tacę znajdującą się na stoliku między nimi. Jeśli nazywają aurorów zbrodniarzami i zdrajcami, co z tymi znajdującymi się po drugiej stronie? Powinni mówić głośno o tym, czego uzurpatorski rząd Malfoya się dopuszcza - nie pozostawiać tego plotkom i domysłom.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Biblioteka i archiwum [odnośnik]26.05.22 21:51
Archibald borykał się z wieloma problemami, które go przerastały. Nigdy nie aspirował do bycia politykiem, dlatego nie zawsze wiedział z której strony podejść do kolejnej palącej kwestii, żeby jak najefektywniej sobie z nią poradzić. Uczył się; ciągle zbierał doświadczenie i z każdym dniem czuł się coraz pewniej w nowej roli, ale wciąż niewystarczająco, żeby uważać się za autorytet. Nie wiedział co dokładnie polecić Elroy’owi. To, co zadziałało w Dorset, niekoniecznie musiało się udać w hrabstwach Greengrassów. – W ilu miejscach chcesz to zrobić? Tylko w Derby i Stafford? – Dopytał, bo nie był przekonany czy wykonanie tego planu jedynie w największych miastach będzie skuteczne. – To jest najrozsądniejsze wyjście z sytuacji. Ludzie muszą poznać zdanie drugiej strony, a tak najłatwiej do nich dotrzesz, szczególnie osobiście. Pytanie tylko czy efektywniejsza będzie metoda kija czy marchewki, osobiście wolę wybierać tę drugą, ale czegokolwiek nie postanowisz, na pewno będzie to decyzja podparta solidnymi argumentami – dodał, wierząc w ambicje swojego szwagra. Derbyshire i Staffordshire znalazło się we władaniu odpowiednich ludzi. Archibald nie chciał do siebie dopuszczać myśli, że ktokolwiek mógłby je odbić.
Zabolało – przyznał Elroy’owi rację, upijając łyk herbaty. – Myślę, że nawet przez głowę mu nie przeszło, że może się nie dostać – to była jego pierwsza poważna porażka, która na pewno ostudziła jego młodzieńczy zapał. Niektórzy w Weymouth sądzili, że to była potrzebna nauka życia poza bezpiecznymi murami posiadłości, ale Archibald nie do końca się z tym zgadzał. Przykro było patrzeć na brata z tym zawodem w oczach. – Ale masz rację, taka praktyka mu się przyda – zgodził się ze szwagrem, choć wciąż wolałby, żeby Roratio ulokował swoje zainteresowania w nieco bezpieczniejszej dziedzinie. Nie wiedział skąd się u niego wzięła ta pasja do bitki – chyba po rodzinie matki.
Zaśmiał się na spostrzeżenie Elroy’a. To prawda, od dziecka uczył się historii magii, skomplikowanych rodowych koligacji czy podstaw władania słowem, by kiedyś wspomóc funkcjonowanie rodzimych ziem. Czym innym było jednak myśleć o tym jak o teoretycznej przyszłości, a czym innym faktyczne objęcie tej roli. – Sugeruje, ale nie sądziłem, że ten dzień nadejdzie tak szybko i od razu tak intensywnie – przyznał, bo jeżeli ktoś kilka lat temu by mu powiedział, że w wieku trzydziestu lat zostanie nestorem swojego rodu, roześmiałby mu się w twarz. Nigdy nie wyobrażał sobie siebie w tej roli, a już na pewno nie przed siedemdziesiątką.
Prawda? W dodatku to tak długo się ciągnie… Już zaczynam zapominać jak było wcześniej – westchnął, dopijając swoją herbatę, by odstawić filiżankę z powrotem na stolik. – Nie oszczędzasz mnie dzisiaj tymi trudnymi pytaniami, Elroy’u – uśmiechnął się kątem ust. – W jaki sposób wyzwać do odpowiedzialności? Też rozwiesić za nimi listy gończe? Nie wiem czy nie rozsądniej byłoby najpierw odbudować do was zaufanie, dopiero potem szukać winnych. Teraz ludzie mogą poczuć się skołowani, kiedy z każdej strony zostaną zarzuceni jakimiś nazwiskami – zastanowił się, marszcząc lekko czoło. – Ale… Wiesz, nie jestem z tego dumny, ale też czasem się zastanawiam czy nasze działania nie są… zbyt bezpieczne? Nie tak dosadne? Nie chciałbym, żebyśmy popadli w taką skrajność jak ludzie Malfoya, wizerunkowo to działa na naszą korzyść, że nie mordujemy ludzi na prawo i lewo, ale czy oni kiedykolwiek faktycznie poczuli się przez nas zagrożeni? – Wyrzucił z siebie coś, co od jakiegoś czasu leżało mu na żołądku. – Nieważne, głośno myślę – machnął ręką, odruchowo spoglądając na okno, a przecież tak długo się pilnował, żeby tego nie robić. Zesztywniał nieco, kiedy zauważył coś w krzakach, ale zaraz wyszedł zza nich jakiś czarodziej – bujna wyobraźnia Archibalda już podsuwała mu najgorsze. – Całkiem ładną macie tę bibliotekę – skwitował, jednak skupiając wzrok na drugiej stronie pomieszczenia.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 7 +3
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 29 +6
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Biblioteka i archiwum [odnośnik]21.06.22 13:52
- Nie jestem zwolennikiem karania, choć konsekwencji nie można ignorować. Ma to miejsce już zbyt długo - westchnął, wiedząc że granica między dobrem, a złem nie była odznaczona silną linią - a była płynnym gradientem. Każda decyzja i każda sytuacja, każda podjęta akcja przynosiły określone skutki - i będą oceniane w zależności od posiadanej wiedzy i zasobów. Wiedział o tym jak delikatna była to granica. - Myślałem początkowo o największych miastach - przyznał, bo w końcu gdzieś potrzebowali rozpocząć swoje działania.
Pokiwał jednak głową na słowa szwagra o Roratio - widział to przecież, młodzieńcze uniesienie się dumą i złość. Potrzebował czasu i wsparcia, bo nawet jeśli nie dostał się na kurs, były rzeczy którymi mógł się przyczynić.
- Może lepiej się zdarzyło, że ma to miejsce teraz, kiedy jest jeszcze młody? Porażki bolą, ale równie mocno uczą - przyznał z kwaśnym uśmiechem. Porażka, lęk - to wszystko ich kreowało. Jak bardzo ukształtował go lęk o własną rodzinę? Przestrach w styczniową noc, że to wszystko może się skończyć dla wszystkich? Dla Greengrassów, dla mugoli i niewinnych czarodziejów? Dla wszystkich, którzy sprzeciwiliby się Czarnemu Pani?
- Wielkie przywileje idą z odpowiedzialnością - westchnął, sięgając po filiżankę z herbatą aby upić nieco. Byli ludzie, którzy nie mieli herbaty - nie mieli kawy, soków, nie mieli nawet jedzenia, a co dopiero ciepłego naparu. Ukrywali się zmarznięci i głodni, podejmowali decyzje, które były okrutne i złe, ale nie widzieli innej szansy. - Tak nam powtarzano, jak byliśmy dziećmi. Lady Lisette, kiedy jeszcze żyła, bardzo się starała dla nas wszystkich - wspomniał starszą siostrę z nieco smutniejszym uśmiechem. Zawsze o nich dbała - z pewnością serce by jej pękło, gdyby zobaczyła w jakim chaosie pogrążyła się Anglia. Może śmierć niektórych czasem była szczęśliwą tragedią? Wiedział, że niemoc gnębiłaby ją jeszcze bardziej niż jego.
Posiadał podobne rozterki. W którym momencie kończyła się bezpieczna granica między ekstremizmem, a powinnością? Gdzie leżała sprawiedliwość i czy kiedykolwiek można było ją osiągnąć?
- Masz rację, przede wszystkim musimy nauczyć ludzi, że Zakon Feniksa jest ich przyjaciółmi. Może zamiast zarzucić ich nazwiskami, powinniśmy wyjść bardziej do ludzi? - zasugerował, zastanawiając się czy chociażby działania Weasleyów nie były tymi, w których powinni iść ślad? Pokazać się ludziom, dać im znać że znajdywali się tutaj przy nich. Jadłodajnie otwarte dla wszystkich, wiedział że Mare o nich wspominała. Brała pod uwagę to jak ludzie cierpieli, jak zapewnić im komfort. - Chociaż trudno znaleźć na to czas, tym bardziej kiedy ktoś jest potrzebny również w walce. - W końcu praca charytatywna nie była wszystkim. Blizny na jego przedramionach po czarnomagicznym zaklęciu były jasnym przypomnieniem, że ktoś musiał stanąć z różdżką w dłoni w obronie tych, którzy nie potrafili walczyć - w obronie tych, którzy zwyczajnie w świecie się bali.
Ale on również się bał - o swoją rodzinę, o ich bezpieczeństwo. O to, że któregoś dnia mógłby nie wrócić do domu, tym bardziej w momencie, w którym Mare ponownie była przy nadziei. Cieszył się na myśl o kolejnym potomku, nawet teraz od razu delikatniej się uśmiechnął. A jednocześnie martwiło go to, jaki świat zapewniają swoim dzieciom. Wszystkim dzieciom. - Nie poczuli. Możemy się bronić, możemy bronić ludzi, ale jak wiele mamy sił i zasobów na samą obronę? Co zdziałamy samą obroną jeśli nie przystąpimy do ataku? - zapytał, wzdychając ciężko. Pokręcił delikatnie głową, samemu nie znając odpowiedzi. Chciałby wierzyć, że nie potrzebowali atakować - chciałby, aby wszystko rozwiązało się poprzez rozmowę i dobre chęci, przy kawałku ciasta i filiżance herbaty.
Ale to nie było możliwe. Za słowami musiały iść czyny - musiał iść również atak. Trwała wojna, która pożerała życia i plony, wioski i miasta, całą nadzieję na lepsze jutro. Zalewała niczym plugastwo Anglię, niszcząc wszystko co przez wiele lat było tworzone i na co ludzie ciężko pracowali.
- Archibaldzie... - powiedział spokojnie, widząc gdzie szwagier spogląda. - Nie patrz w niebo - doradził, wiedząc że ich trójogony są często widzialne na niebie z biblioteki. - Czuj się gościem, kiedy tylko będziesz potrzebował. Nasi pracownicy zajmujący się zbiorami również będą w stanie odpowiedzieć listownie na pytanie czy mamy na stanie pozycję, która mogłaby cię zainteresować - powiedział, odkładając filiżankę. Wciąż było więcej pytań niż dostępnych odpowiedzi. Nie było prostych rozwiązań, podobne były tylko złudzeniem, któremu nie mogli się oddać. Ich wrogowie się jemu poddali - znaleźli najprostsze i najbardziej absurdalne rozwiązanie, które zaczęli wprowadzać w życie. A oni musieli to ukrócić.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Biblioteka i archiwum
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach