Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Główne pomieszczenie
AutorWiadomość
Główne pomieszczenie [odnośnik]16.01.20 11:32
First topic message reminder :

Serce domu

Tu coś będzie

Tutaj łóżko a tam szafa,
tutaj dzieje się zabawa
Kilka słów i zdanek kilka
i opisu jest linijka
nie bądź gałgan dodaj opis,
Daj nam wyobraźni popis


[bylobrzydkobedzieladnie]


My blood is a flood of rubies, precious stones
it keeps my veins hot, the fire
found a home in me




Ostatnio zmieniony przez Francesca Borgia dnia 07.03.20 17:18, w całości zmieniany 2 razy
Francesca Borgia
Zawód : handlarz, jubiler
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I was born to run
I don't belong to anyone
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7918-francesca-federica-borgia#227478 https://www.morsmordre.net/t7977-desiderio#228059 https://www.morsmordre.net/t7976-franka-skakanka#228053 https://www.morsmordre.net/f107-aldermanbury-12-14 https://www.morsmordre.net/t7979-skrytka-bankowa-nr-1881#228094 https://www.morsmordre.net/t7978-f-f-borgia#228091

Re: Główne pomieszczenie [odnośnik]31.07.20 14:28
- To całkiem słodkie ale nie musisz się martwić - złego licho nie bierze - rozłożyłem ręce w prezentującym siebie samego geście. Parsknąłem na koniec śmiechem. Może bardziej pasowałoby powiedzieć, że bardziej jak zły to byłem jak karaluch? Każdy chciał mnie rozdeptać, lecz jednocześnie nie było za wielu chętnych chcących brudzić sobie podeszwy. Cała sprawa z Bertim zdawała się zaś nie mieć na mnie specjalnego wpływu. Wychodziło na to, że Bottów było wystarczająco dużo, a my żyliśmy w skrajnie różnych światach by nas od tak ze sobą powiązać. Miałem nadzieję, że tak też już zostanie.
- Ooooch... - mruknąłem zniżając głos w przyjemnie odkrywczym geście - a więc ktoś jeszcze o mnie potrafi pomyśleć. Ten świat ma jeszcze szansę na odkupienie - zgrywam się podążając za jej osobą oczami. Wciąż stałem za kanapą, jednak teraz splecione ramiona opierały się na jej oparciu. Tak pochylony patrzyłem jej przez ramię na lekko lądujące na stoliku szklanki wina. Rozumiałem co miała na myśli, a przynajmniej tak mi się wydawało. Rzeczywistość i mnie nie rozpieszczała, lecz najgorsze w tym wszystkim było to, że musiałem radzić sobie przeważnie z własnymi problemami. Rodzina, przyjaciele, znajomi - zbyt wiele głosów wokół mnie zamilkło. Cholerna samotność - zaraza gorsza od sinicy.
Z ponurego zasępienia wyrwało mnie pytanie. Z ożywieniem wlepiłem w nią spojrzenie przez chwilę udając walkę z samym sobą by ostatecznie ulec pokusie. Poniekąd czułem, że tak się to skończy i w zasadzie wcale mi to nie przeszkadzało. Ściągnąłem wierzchnią szatę, zeskrobałem z pięt buty i przerzuciłem się przez oparcie moszcząc się obok niej z bananem na twarzy. Co ja z tobą mam.
- Zmieszamy. Zanim wejdzie zjazd to ładnie się to splecie z zamułką po alkoholu. Chociaż to zależy ile tego wina trzymasz w szafkach. W każdym razie, będziesz spała jak bejbik. Gwarantuję - roztaczam przed nią wizję tego, jak to będzie wyglądało. Z kieszeni wyciągnąłem nieco pogniecioną papierośnicę. Wyciągnąłem z niej bibułkę - Jak się miewam... jak to ja, jakoś płynę na przód, co mi pozostaje - wzruszyłem ramionami psując jednego papierosa ostrożnie mieszając tytoń i diable ziele na bibułce - Trochę się szwendałem to tu, to tam. Port, Nokturn, a nawet niemagiczny Londyn - kręciłem się wszędzie. Dzięki temu udało mi się dorwać super okazję ale za cienki jeszcze wtedy byłem w uszach i wpadłem na rok. Po za bardzo się nie wychylałem ale mi odeszło od tyłka i wróciłem na stare śmieci. Trochę robiłem dla Burke'a, trochę sobie sam ogarniałem interesu, przez chwilę robiłem w rezerwacie smoków, na legalu, czaisz? - zaśmiałem się zlepiając skręta, którego przekazałem w jej łapki - Teraz zacząłem robić więcej dla Bruna. Głównie w porcie, ale coraz częściej wychylamy się ze współpracą w stronę centrum... - nie wiedziałem co z tego wyniknie. Płynąłem z prądem - A co u ciebie. Słyszałem, że i tobie podwinął się pantofelek - było to już jakiś czas temu ale chętnie posłuchałbym szczegółów. Z czystej ciekawości


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Główne pomieszczenie [odnośnik]13.08.20 9:18
Trudno było się nie zgodzić z Matthewem – złego licho nie brało i ona była tego dobrym przykładem. Wykonując pracę dość męską, momentami niebezpieczną i wielokrotnie wykazując się zaskakującą lekkomyślnością już dawno powinna zginąć, lub co najmniej skończyć źle, a tymczasem los dalej zdawał się jej sprzyjać i z nią współpracować. Nie skomentowała jednak wypowiedzi Botta niczym więcej, niż porozumiewawczym uśmiechem, bo swoją uwagę poświęciła następnym słowom chłopaka. Chociaż jej intencje w dużej mierze były szczere i rzeczywiście zastanawiała się co działo się z kimś, kto wciągał nosem makaron niemal się przy tym zabijając, a diable ziele było jedynie pretekstem, ściągnięcie go do siebie nie było znowu aż tak bezinteresowne. Miała propozycję wprost nie do odrzucenia, potrzebowała do tego kogoś, kogo znała i mu ufała, co w dalszym ciągu uważała za niezwykły gest ze swojej strony, choć najpierw musiała sprawdzić, czy się nie pomyliła.
Nie uwierzę, że szkolny lowelas dalej nie znalazł wybranki serca – stwierdziła krótko nie wiedząc, że tym samym wkraczała na bardzo grząski grunt. Wprawdzie kojarzyła, że za czasów Hogwartu była istota, która wpadła mu w oko, lecz nie podejrzewała, że historia ta miała ciąg dalszy, taki, który był zbyt emocjonalny nawet jak na Botta. Dostrzegła krótkotrwałą zmianę nastroju, ale nie skupiła się na niej bardziej niż to konieczne; w dzisiejszych czasach trudno było o kogoś, kto był w stu procentach normalny i pogodny.
Już dawno nie spałam jak dziecko – przyznała – teraz mieszkanie w centrum ma o wiele więcej minusów, niż jakiś czas temu – uważnie obserwowała jak zwinne palce Matthewa uporały się ze zrobieniem skręta, a potem przejęła od niego drogocenne zawiniątko. Nie czekając, odpaliła je końcem różdżki i zaciągnęła się nieśpiesznie, czując jak po pierwszym podrażnieniu gardła następuje minimalne rozluźnienie. – Akurat do rezerwatu smoków pasujesz najmniej... co tam robiłeś, sprzątałeś smocze łajno? – parsknęła i po drugim zaciągnięciu się, przekazała skręta chłopakowi – mój pantofelek podwinął się dawno temu i to nie raz – i chociaż nie była pewna, o którym razie mówili, domyślała się, że chodziło o początki pracy w handlu – nieprzemyślany partner do biznesu, który chciał okazać się bardziej sprawiedliwy od samego ministra – wzruszyła ramionami – ostatecznie nic mu to nie przyniosło, poza kłopotami... czy naprawdę musimy sobie psuć humor? – o ile to wspomnienie nie robiło już na niej wrażenia, nie chciała szczególnie rozmawiać na ten temat – powiedz mi lepiej czym się zajmujesz u Bruna – to nie tak, że byli swoją konkurencją... ot, czysta ciekawość.


My blood is a flood of rubies, precious stones
it keeps my veins hot, the fire
found a home in me


Francesca Borgia
Zawód : handlarz, jubiler
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I was born to run
I don't belong to anyone
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7918-francesca-federica-borgia#227478 https://www.morsmordre.net/t7977-desiderio#228059 https://www.morsmordre.net/t7976-franka-skakanka#228053 https://www.morsmordre.net/f107-aldermanbury-12-14 https://www.morsmordre.net/t7979-skrytka-bankowa-nr-1881#228094 https://www.morsmordre.net/t7978-f-f-borgia#228091
Re: Główne pomieszczenie [odnośnik]13.08.20 23:57
- Jakim byłbym człowiekiem gdybym zdecydował się uszczęśliwić wyłącznie jedną kobietę - wzruszyłem ramionami rozkładając je w prezentującym swoją wspaniałomyślność geście. Od stóp po głowę - A szczęśliwie się też składa, że moje serce ma wyjątkowo dużą powierzchnię. Jakbyś chciała nająć kawałek z widokiem na moją wątrobę to się nie krepuj. Coś wynajdę - na twarzy zagościł firmowy uśmiech łobuza numer dwa. Nie mogłem do tego całego tematu nie podejść z nutą żartobliwości. W końcu strzelałem, że sama podejmowała temat co najwyżej dla podtrzymania niezobowiązującej rozmowy. Prawda zaś była taka, że nie należałem do nikogo innego prócz siebie samego zaś moje sercowe perypetie... Nie należałem do osób które opowiadały na poważnie o sobie, swoich rozterkach, przeżyciach - tych istotnych, znaczących od tak. Nawet jeżeli postrzegałem ją jako przyjaciółkę to te karty na ten moment miały pozostać zasłonięte. Zbyt dużo czasu uleciało, zbyt wiele się pozmieniało - musialem mieć pewność, że dziś jest tą samą Franca jaką znałem. Lawirowałem więc w odpowiedziach tak jak było to wygodne dla mnie i dla charakteru całej tej otoczki, atmosfery która się wokół nas wiła przyjemną, dymną smugą ziela.
- Nie myślałaś o tym by się przenieść...? Kogo jak kogo, taką obrotna kobietę powinno stać na mieszkanie lub dwa w dowolnej okolicy. Zresztą co cie tu trzyma, hm? - poruszyłem brwiami w zaintrygowaniu - Jakiś John spod piątki? Widok na rozciągane po ulicach zwłoki? Tanie bułki w piekarni z naprzeciwka...? - no hej, nie mogło to być nic skomplikowanego - Tylko nie mów, że pieniądze. Je można robić z każdego miejsca - Kto inny jak nie ja zdawał sobie z tego sprawę najlepiej? Chyba tylko z wiewiórkami w lesie nie dobijałem jeszcze targu. Ale kto wie - może po skręcie, dwóch i jakichś grzybkach szybko bym to nadrobił...? Podałem jej skręta i opowiedziałem w bardzo skrótowym skrócie o swoich przygodach.
- Wiesz, to całkiem niemiłe - mruknąłem z udawaną urazą by zaraz parsknąć pod nosem. Gdyby tylko wiedziała, że więcej mnie ostatnimi czasy łączyło z magicznymi stworzeniami niż ludźmi to pewnie by zmieniła zdanie - Ale nie. Na farcie zaciągnąłem się pod komendę jakiegoś smoczego łowcy i na takiego też miałem być przyuczany, a do tego czasu miałem pomagać przy organizowaniu zagranicznych wypadów. Wiesz, ogarnianie zaopatrzenia czy transportu - to akurat coś w czym się nawet lekko poruszam. Koniec końców znów jestem wolnym ptakiem. Stabilizacja najwyraźniej nie jest mi pisana. Pewnie jako osiemdziesięciolatek będę dalej łapał okazje by uciułać na ognistą - na to się zapowiadało i tak właściwie wcale mnie to nie przerażało. gdyby nie tacy ludzie jak ja to innym zabrakłoby przykładów do nienaśladowania.
Zaciągałem się uwitym skrętem słuchając skąpych wieści na temat wtopy, o której co nieco słyszałem, lecz tak szczerzy to chętnie bym posłuchał pikantnych szczegółów od samej bohaterki wydarzeń. Najwyraźniej nie miało to nastąpić dziś. Nie zamierzałem naciskać. Kiwnąłem niemo głową. Czaję. pomyślałem i nie drążyłem unosząc brwi na wspomnienie o Brunie.
- Obrotny się zrobił, skurczybyk, nie? - pokazałem zęby strzepując do ręki popiół - Czasem robię za chłopca na posyłki. Coś komuś przekażę, coś czasem za niego załatwię, kiedy on nie może - wzruszyłem ramionami - Nie chcę się angażować w te interesy, Ces. Czas jest nieodpowiedni, a i choć tak właściwie trochę minęło od kiedy się sparzyłem to nie bardzo mi pasuje to powtórzyć. Tym bardziej że moje nazwisko nie najlepiej się ostatnio kojarzy - mówiłem na poważnie, a ona musiała zdawać sobie z tego sprawę - Jeżeli masz do niego jakiś interes to mogę mu coś szepnąć o tobie, lecz cokolwiek robi to ja nie mam na nic bezpośredniego wpływu. - wykładam wprost kawę na ławę.


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Główne pomieszczenie [odnośnik]14.08.20 10:29
Odkąd pamiętała, ceniła w Matthewie najbardziej dwie cechy charakteru – poczucie humoru i dziwną bezpośredniość, która czasami była niepożądana, a czasami paradoksalnie potrafiła rozładować napięcie. Chociaż nabierała pewności, że w kwestiach tekstów na podryw dalej się nie podszkolił i w dalszym ciągu przypominał pana pijaka spod knajpy w porcie, musiała przyznać, że się za nimi stęskniła. Poza tym najistotniejszym faktem było to, że nie utożsamiała go z problemami, czy błędami z przeszłości a przyjemnymi wspomnieniami, do których wielokrotnie powracała w gorszych chwilach życia.
Na pytanie Botta z początku wzruszyła ramionami. Pomysł przeprowadzenia się poza centrum miasta chodził jej po głowie już od dłuższego czasu w związku z tym, że w ostatnich miesiącach coraz więcej dni spędzała na lądzie, niż w podróży. Chociaż nie podobał się jej ten stan rzeczy, przynajmniej nie narzekała na brak pracy – pomimo wcześniejszego kryzysu i zwątpienia, coraz lepiej odnajdywała się w wojennych zawirowaniach i potrzebach, a te okazywały się stanowić czasami dlań wyzwanie.
Właściwie nic – westchnęła – to mieszkanie było mi potrzebne na te dni, kiedy wracałam do kraju, ale teraz od dłuższego czasu jestem tutaj na stałe, co niekoniecznie mi się podoba – rozlała schłodzone, półwytrawne wino do szklaneczek i podsunęła jedną z nich w kierunku towarzysza – na początku ta lokalizacja była idealna, ale odkąd przeniosłam się do portu w Cromer – nie do końca z własnej woli, pomyślała, próbując nie dać po sobie poznać, że coś było nie tak – przemieszczanie się pomiędzy nim a mieszkaniem jest męczące... zresztą wolałabym się wynieść z Wysp na stałe, ale to akurat nie jest możliwe – zmarszczyła czoło. Może rzeczywiście najlepszym rozwiązaniem byłoby zostawić to wszystko i przenieść się na względnie spokojne obrzeża? Szybko jednak porzuciła rozważania na ten temat, skupiając się na opowieści Botta. Chociaż zażartowała, nie podejrzewała go o umiejętność obchodzenia się z magicznymi stworzeniami, tym bardziej tymi uważanymi za jedne z groźniejszych. Być może pomyliła się, nie doceniała go i w czasie, gdy się nie widzieli wziął życie w swoje ręce... ale i z tego błędu również ekspresowo została wyprowadzona.
I co poszło nie tak? – spytała. Coś w końcu musiało skoro był tu, parał się pracą dorywczą w porcie, zamiast tańczyć ze smokami w rezerwacie a w zwykłe tak wyszło zwyczajnie nie wierzyła. Za takimi planami zawsze stał jakiś powód. – Powinieneś zostać marynarzem, bardziej wolnych ludzi nie widziałam – teoretycznie. Z uśmiechem przejęła z powrotem ziele i zatrzymała je przy sobie na dłuższą chwilę. Jeśli miała odpocząć, to w stu procentach, a nie po łebkach. – Do niego nie mam, po prostu sprawdzałam w co cię wpakował – odparła zgodnie z prawdą, wahając się jeszcze, czy powinna podejmować temat współpracy teraz, czy może powinna jednak jeszcze chwilę zaczekać. – Chyba nie urządza cię tak niestała praca? – diable ziele zaczynało działać, a przynajmniej tak sądziła po dziwnej lekkości, która wstąpiła w jej umysł i ciało.


My blood is a flood of rubies, precious stones
it keeps my veins hot, the fire
found a home in me


Francesca Borgia
Zawód : handlarz, jubiler
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I was born to run
I don't belong to anyone
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7918-francesca-federica-borgia#227478 https://www.morsmordre.net/t7977-desiderio#228059 https://www.morsmordre.net/t7976-franka-skakanka#228053 https://www.morsmordre.net/f107-aldermanbury-12-14 https://www.morsmordre.net/t7979-skrytka-bankowa-nr-1881#228094 https://www.morsmordre.net/t7978-f-f-borgia#228091
Re: Główne pomieszczenie [odnośnik]14.08.20 13:55
Przejąłem szklankę wina. Nie byłem jakimś znawcą owocowych wyrobów alkoholowych dlatego nie cudując siorbnąłem cobie porządnego łyka. Cmoknąłem w geście uznania, kwalifikując napitek jako gładziutki, lecz pewnie zdradliwy soczek. Wracając jednak....
- To nie maco się zastanawiać - mruknąłem zachęcająco. Jeżeli potrzebowała impulsu do zmiany to ja siedziałem tuż obok. Dosłownie - Jak chcesz mogę popytać się i znaleźć ci jakiś fajny kącik po przyjemnej cenie. Za Londynem gdzie jak człowiek mogłabyś się teleportować lub nawet w samym Cromer. Musiałabyś mi tylko wyszczebiotać, jak sobie te cztery ściany wyobrażasz - ciepła woda, kominek do grzania stópek, jakaś ulubiona makaronowa restauracja w okolicy...? - troszkę sobie szydziłem, lecz tak niewinnie po przyjacielsku. Inaczej czując odprężające działanie diablego ziela dziś już raczej nie umiałem. Rozleniwione ciało mocniej wtopiło się w obicie kanapy, a poruszane tematy zdawały się wartko przepływać między nami. Było miło. Tak po prostu.
- To był rezerwat greengrasów, a moim szefem był ten poszukiwany zdrajca. Odszedłem jak tylko to wypłynęło. Nie chcę zostać wmieszany przypadkiem w całe to gówno - wzruszyłem ramionami nie czując wyrzutów sumienia, czy też rozżalenia z powodu podjętej decyzji. Nie znałem Percivala tak dobrze by nastawiać dla niego karku. Zresztą tu po raz kolejny wychodziło, że nie lubiłem się uwiązywać, angażować bo przed tą samą odpowiedzialnością uciekałem współpracowałem z Brunem choć doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że byłby szczęśliwy gdybym stał się jego wspólnikiem. Dlatego czy nie urządzała mnie niestała praca...? Leniwie pokiwałem przecząco głową - Nie, wręcz przeciwnie - pasuje. Dobrze jest być odpowiednim człowiekiem w odpowiednim miejscu i czasie. To całkiem, hmm...satysfakcjonujące, wiesz - zerknąłem na nią. Znała to uczucie, wiedziała o co mi chodzi...? Przejąłem przy tym skręta. Nim się zaciągnąłem patrzyłem na niego wyceniając kontynuując podjęty temat - A gdy się wszystko wali, sypie to się za tobą nie ciągnie - żadne zobowiązania, czy coś. Często stoisz na stałym gruncie kiedy jakiś tam luksusowy statek tonie i idziesz po prostu dalej. Może faktycznie jest to wolność i ja nie umiem jej wypuścić - mruknąłem ostatecznie zaciągając się zawiniątkiem by spojrzeć na nią uważniej wiedząc, że w to pytanie podszyte było sugestią - Jeżeli chciałabyś mnie na pokładzie to powiedz mi kiedy. Pomogę ci - mówię szczerze wtapiając się w jej zielone oczy, podając jej końcówkę papierosa z nieprzypadkową pieszczotą jej dłoni. Bez względu czy potrzebowała uzupełnienia do załogi, czy towarzystwa w podróży, kogoś do walki z samotnością, tęsknotą za czymś lub za kimś. Nie miało to dla mnie znaczenia. W końcu lubiłem być odpowiednim człowiekiem w odpowiednim miejscu i czasie. Uśmiechnąłem się miękko nie czując skrępowania. Byliśmy dorośli, a ja nie słyszałem w mieszkaniu dziecięcego kwilenia lub obecności innego mężczyzny - Jeżeli potrzebujesz odskoczni, wakacji to ja chętnie cię porwę Ces. Chociaż może bardziej dam się porwać bo żadnej łodzi nie posiadam - żachnąłem żartobliwie - Nie musisz ze mnie robić marynarza na swoich usługach jeżeli ucieczka na jakiś czas od tego miejsca z kimś znajomym jest ci potrzebna. Przecież się znamy - byliśmy przyjaciółmi, prawda...? Nie potrzebowałem za to pieniędzy.


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Główne pomieszczenie [odnośnik]14.08.20 22:27
Propozycja była niezwykle kusząca, zwłaszcza, że sama nie do końca wiedziała gdzie mogłaby zamieszkać i która okolica była do tego najlepsza, jednak na wspomnienie Cromer pokręciła stanowczo głową.
Byle nie tam – odparła – jak już, to obrzeża Londynu wydają się być optymalne; po prostu nie opuszczę stolicy, to niemożliwe ze względu na moje interesy – wzruszyła ramionami, uznając, że rzeczywiście jednym zleceniem mogło być zrzucenie odpowiedzialności w tej kwestii na Botta. W pewnych kwestiach lubiła przychodzić na gotowe. – Możemy zrobić tak, że w wolnym czasie się rozejrzysz za mieszkaniem w dobrym miejscu a ja ci zapłacę za przysługę – zaproponowała, patrząc spod przymrużonych powiek na swojego towarzysza. Nawet przy wysługiwaniu się innymi w rzeczach, które powinna załatwiać sama, pamiętała o ich czasie, a ten utożsamiała z kolei z pieniędzmi i w tym przypadku nie lubiła wykorzystywać przyjacielskich przysług. Kto jak kto, jednak sądziła, że Bott powinien sobie z tego zdawać sprawę lub przynajmniej pamiętać, że należała do tych najbardziej uczciwych zleceniodawców, zawsze sprawy stawiając jasno, z korzyścią dla obu stron. Zazwyczaj.
Cudowne rozluźnienie było odczuwalne coraz mocniej i nie potrzebowała pomieszania ziela z alkoholem, by je odczuć. Wystawiony na próbę w ostatnich miesiącach organizm, któremu nie pozwalała – wbrew sobie – choćby na chwilowy odpoczynek, zareagowało na narkotyk o wiele szybciej, niż zwykle. Dlatego już po chwili zsunęła się nieco, do pozycji półleżącej, pozwalając, by jej twarz ozdobił pełen łagodności i spokoju uśmiech, tak rzadko spotykany. Chociaż częściowo odpływała, starała się wciąż słuchać Matthewa ze zrozumieniem.
Z pewnością nie narzekasz na nudę i rutynę – parsknęła rozbawiona, nie podejmując tematu o zdrajcach krwi. Trzymała się od tych tematów z daleka, uznając, że wystarczająco zamieszano ją w wojenne zbrodnie dzięki mordom niemal pod samymi oknami. – Jeśli chcesz, mogę cię zabrać w podróż. Odpłatnie, za wykonywanie swoich obowiązków, o ile nie przeszkadza ci włoskojęzyczna załoga i specyficzne kulinaria – ale jakie pyszne! – a jeśli wpadnie mi coś innego, to się zastanowię, zazwyczaj część zleceń i wypraw odbywam sama – i wielokrotnie z tych samotnych zleceń ratował ją Cillian, gdy była o włos od wpakowania się w kłopoty. Samo zresztą wspomnienie Macnaira spowodowało, że zmarszczyła czoło w niewielkim niezadowoleniu, bo przecież jeszcze nie tak dawno, jak kilka dni temu, próbował ją utopić. Na ziemię sprowadziły ją jednak na szczęście słowa chłopaka, na którego ponownie spojrzała. Przez chwilę milczała, wyraźnie zastanawiając się nad jego następną propozycją a potem w końcu sięgnęła po szklaneczkę z winem.
Gdzie chciałbyś uciec najbardziej? – mogła się przecież przemieszczać bezproblemowo pomiędzy krajami, jeśli tego chciała, ale nie wiedziała dlaczego od niemal dwóch miesięcy usilnie wmawiała sobie, że jest związana z Londynem niewidzialną pępowiną.


My blood is a flood of rubies, precious stones
it keeps my veins hot, the fire
found a home in me


Francesca Borgia
Zawód : handlarz, jubiler
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I was born to run
I don't belong to anyone
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7918-francesca-federica-borgia#227478 https://www.morsmordre.net/t7977-desiderio#228059 https://www.morsmordre.net/t7976-franka-skakanka#228053 https://www.morsmordre.net/f107-aldermanbury-12-14 https://www.morsmordre.net/t7979-skrytka-bankowa-nr-1881#228094 https://www.morsmordre.net/t7978-f-f-borgia#228091
Re: Główne pomieszczenie [odnośnik]15.08.20 16:31
- Haha, za duże przeciągi w tym Cromer, czy jak...? - żartuję sobie poszturchując ją ramieniem i czekając na więcej szczegółów tej niechęci, lecz równie dobrze szykowałem się też na to, że nie usłyszę nic. Kiwnąłem za to głową raz i drugi słuchając o tym, że chętnie skusiłaby się na mój rekonesans. W porządku. Nie był to dla mnie kłopot wypić piwo czy trzy z jednym lub kilkoma znajomymi coby dowiedzieć się czy znają namiary na jakąś fajną lokalizację. Nie musiała mi za to płacić tak właściwie, lecz jeżeli czuła potrzebę - nie zamierzałem ją przekonywać. Kumałem, że pieniądze tworzyły bardzo przyjemną barierę dystansu i akceptowałem to, że czuła się z nią wygodniej. Zresztą - nie ona jedna - To mi przypomina, że właściwie za tą drobną przysługę to wolałbym zamiast pieniędzy byś sprowadziła dla mnie zaklętą w butelkę zjawę lub wskazała mi zaufane źródło - bąknąłem myśląc o Bertim, o tym, że taki artefakt mógłby mu się przydać w samoobronie.
Przelałem zaraz jednak swoją uwagę na nią wymieniając skręta na szklankę alkoholu nie mogąc nie przyznać jej racji - nie nudziłem się - Całe moje życie to cyrk, nie będę się bawił w cudzym - wzruszyłem ramionami bez żalu wypuszczenia takiej okazji z ręki. Nie potrzebowałem tego do szczęścia. Nie podzielałem zresztą pasji i oddania większości pracujących tam czarodziei. Nie pasowałem tam. Prędzej czy później zaczęłoby to stwarzać problemy. Może i dobrze że nadarzyła się okazja by to skończyć.
- Czemu nie - wzruszyłem ramionami - mało co mi przeszkadza więc jak będzie ci brakowało kogoś do kompletu to ja chętnie. Nie pamiętam jednak kiedy ostatnio dorabiałem na statku. Z sześć, siedem lat temu...? - zamyśliłem się zastanawiając się czy w ogóle pamiętałem w jaki sposób składać żagle czy wiązać liny w bezpieczne węzły, lecz w głowie kołysała mi się przyjemnie zabawna pustka. Tak w ogóle to chętniej od pracy na statku spędziłbym na tym czas w odpowiednim towarzystwie. Może odwiedził jakiś zakątek świata. Zostawił na jakiś czas Anglię za plecami. Może ja sam potrzebowałem wakacji i towarzystwa, bliskości dlatego też zaczynałem się doszukiwać tego samego w niej samej, przekonywać, snuć beztroskie wizje...? - Reeeeeety, trudny wybór. Nigdy nie byłem poza wyspą tak właściwie - mruknąłem opierając coraz to bardziej ciążącą mi głowę o zagłówek kanapy - Może i zobaczyłbym te twoje Włochy lub pobiegał z majtkami z trawy na Cyprze - zaśmiałem się bo te wyspy kojarzyły mi się trochę z tymi tropikalnymi choć nie miały tak w zasadzie ze sobą nic wspólnego w tej materii. Słaby byłem jednak z geografii i świata nie widziałem za dużo - Wszędzie będzie okej. Byle tobie było wygodnie bo ja i pod mostem umiem się bawić więc nie wiem czy to mądry pomysł bym decydował - parsknąłem w rozbawieniu pozwalając by ten wieczór tak właśnie mijał. Na lekkiej rozmowie, mniej lub bardziej zobowiązujących pomysłach, winie i diablim zielu.

|zt x2


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Główne pomieszczenie [odnośnik]08.09.20 20:02
| stąd

Obie były kobietami zajętymi; kobietami, które doskonale wiedziały, czego pragną i dążyły, by te pragnienia zaspokoić, cele osiągać i zagarniać do siebie to, co należało do nich. Mężczyźni, jak widać, nie byli im zupełnie potrzebni, być może nawet wydawali się przeszkadzać w codziennym życiu. Wystarczyło, że w drodze na szczyt spotykało się przychylne czarownice, które dodawały animuszu, w przyjaźni pomagały przetrwać każdy upadek.
Nie tęsknisz za tym w Anglii? W kraju, w którym do domu jest ci w stanie wejść byle parszywy mugol i zrobić z niego prawdziwy burdel? – palcem przesunęła po ciemnym, wypolerowanym blacie komody. Ona tęskniła. Tęskniła za niewielkim domkiem postawionym na wzgórzu, za wiatrem hulającym między okiennicami późną jesienią, za przejmującą ciszą, bo przecież w promieniu przynajmniej kilku kilometrów nikt tam nie mieszkał. Ojciec dbał o swoją prywatność. Swoją, nie swojej rodziny. Jej brwi drgnęły, kącik ust uniósł się spazmatycznie, jakby właśnie usiłowała zamaskować irytację. Obkładał swoją sylwetką większość jej dziecięcych i młodzieńczych wspomnień, i nawet, gdyby chciała, nie mogłaby pozbyć się go ze swojej głowy. Uniosła wzrok na przyjaciółkę, by zaraz przenieść go na niewielką kasetkę, we wnętrzu której lśniły kamienie. Irytacja minęła, zastąpiło ją dziewczęce zauroczenie błyskotkami. Lekko pochwyciła suknię i przysiadła się do stołu. Rozejrzała się uważnie po nich, opuszkami palców tknęła, musnęła, czując rosnące podekscytowanie. Uśmiechnęła się opierając policzek na dłoni. – Brakuje? Sądziłam, że będzie najbardziej dostępny… Więc gdzie mogę go dostać? – westchnęła cicho, nieco z rezygnacją, która prędko przepłoszyła pozytywne odczucia związane z błyskami wieczornego światła odbijającego się w nierównych ściankach kamieni. Podążyła wzrokiem za ruchami Francie i zdecydowała się w końcu odsunąć na bok kamienie, by oddać swoją uwagę kolacji. – Wybacz. Przynajmniej nie pytając zobaczyłaś, co najwyraźniej brakuje mnie… – wywróciła oczami na własną słabość. Nie potrzebowała mężczyzny samego w sobie, ale też miała swoje potrzeby, dostrzegała je i niestety samej nie potrafiła rozwiązać ich problemu. – Sama nie wiem – bo naprawdę nie wiedziała, czy powinna żałować, że spotkała Ramseya, czy jednak cieszyć się, że jej rodzina wciąż żyła. Nie liczyła nigdy ojca. Wypierała go ze swojego umysłu codziennie na nowo. – Jest… inny. Słowo „przystojny” pasuje do mężczyzny, który uśmiechnie się do ciebie tajemniczo, obdarzy spojrzeniem, rozumiesz… te wszystkie romantyczne bzdury. On taki nie jest. Jest twardy. Surowy. – łagodnie zmarszczyła brwi wyciągając z dna swojej pamięci jego sylwetkę. – Jego oczy, Franc, gdybyś ty je widziała… jak topiące się srebro. A kiedy na ciebie patrzy, wypala ci w duszy czarną dziurę. Właśnie taki jest. Czy będzie wrzodem na tyłku? Okaże się. Podejrzewam, że tak – wzruszyła na koniec ramionami. Nie udało jej się nie zerknąć w stronę drogich kamieni raz jeszcze. Mogła je w końcu pochwycić, zadbać o to, by napełniły się mocą. Potrzebowała jeszcze tylko lustra. Mimowolnie uśmiechnęła się czując przybierający na intensywności aromat podawanego dania. Gdy maleńkie pierożki zostały wrzucone na jej talerz, przyjrzała im się krytycznie. – A ty? Jakie przywozisz opowieści zza morza? – ujęła widelec do dłoni, nabiła jedno z tajemniczych romboidalnych tworów i wsunęła je sobie do ust. Delikatny smak rozlał się po języku tak, że nawet nie miała ochoty panować nad swoim zachwytem. Zamruczała głęboko rozpływając się nad kęsem. Naprawdę dawno nie jadła, co pomogło jej w odebraniu niemal wszystkich bodźców. – Nie zapraszaj, bo jeszcze będziesz mnie widzieć przynajmniej trzy razy dziennie – na każdym śniadaniu, obiedzie i kolacji. I na czwartym – podwieczornej lampce wina. – uśmiechnęła się do przyjaciółki, choć ten gest delikatnie stopniał, gdy zapytała o przeprowadzkę. – Nie mogę. Mam… zobowiązania wobec… kogoś. Nie pytaj, to ktoś znacznie potężniejszy ode mnie i ciebie. Od większości czarodziejów zamieszkujących Anglię. Ale dzięki niemu jestem przynajmniej bezpieczna.
Była. Pozornie.


we're all killers
we've all killed parts of ourselves

to survive

Yana Dolohov
Zawód : badaczka, numerolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
ty mi ciągle
z dna pamięci
wypływasz jak

t o p i e l e c

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7237-yana-dolohov#194477 https://www.morsmordre.net/t7240-hieronim https://www.morsmordre.net/t7239-kiedys-o-mnie-uslysza#194529 https://www.morsmordre.net/f274-smiertelny-nokturn-2 https://www.morsmordre.net/t7794-skrytka-bankowa-nr-1773#217747 https://www.morsmordre.net/t7714-yana-dolohov
Re: Główne pomieszczenie [odnośnik]26.09.20 20:50
Niema odpowiedź, wyrażona w porozumiewawczym spojrzeniu rzuconym ku Yanie, mówiła więcej, niż tysiąc słów. Oczywiście, że tęskniła, choć wprawdzie urodziła się na angielskich ziemiach i tu spędziła ponad pół życia. Wakacje spędzane u dziadków we Włoszech, czy w późniejszym czasie podróże zawodowe chociaż zaspokajały jej tęsknotę za śródziemnomorskim klimatem, nie robiły tego na długo. Brakowało jej pogody, leniwego słońca i równie sielankowej atmosfery, jedzenia i ludzi, świętego spokoju, z daleka od wojennych zawirowań, pomimo tego, że pośród wielu plusów mogła równie dobrze wymienić wiele minusów. Gdyby rodzice obu sióstr pozostali w mieścinie, z której pochodzili, najprawdopodobniej nie osiągnęliby niczego, a co za tym szło – również ona z Giovanną nie doszłaby do niczego w życiu. Nie podróżowałaby, nie prowadziłaby własnych interesów, rozwijając się i łechtając niezaspokojoną ambicję na rzecz usługiwania w rodzinnym sklepie a potem mężowi, który byłby nikim więcej jak chłopcem z dobrego małomiasteczkowego domu.
Spójrz na to z drugiej strony – zagaiła – gdybyśmy zostały tam, skąd pochodzimy, nie poznałybyśmy się i nie piłybyśmy teraz tego cudownego wina – nie była ani optymistką, ani pesymistką, bardziej realistką, która wolała myśleć o plusach, niźli zadręczać się czarnymi wizjami, tym, co by było gdyby, bo życie było na to za krótkie. Dlatego cieszyła się, że równie szybko przeszły do przyjemniejszych tematów. Przesunąwszy spojrzeniem po mieniących się w świetle kamieniach, wzruszyła ramionami na pytanie przyjaciółki z zawadiackim uśmiechem.
Cóż, postanowiłam cię nieco zaangażować w zdobywanie kamieni... wiesz, takie pokazanie z czym wiąże się moja praca i te wszystkie trudy – odparła siląc się na powagę, ba, dla efektu wyprostowała się nawet na swoim miejscu – zakładam, że potrzebujesz nieoszlifowane bursztyny a tych stacjonarnie teraz nie dostaniesz, za to wiem, gdzie je można znaleźć i los nam sprzyja, przechodzi właśnie sztorm, który wyrzuci je na plażę – czy tylko ona czuła to podekscytowanie? I złośliwość, ku uciesze której nie będzie musiała samotnie brodzić w lodowatej wodzie? – Będziemy musiały wstać wcześnie i się tam jakoś dostać – dodała szybko, nie chcąc wymieniać reszty minusów, do których Yana raczej nie była przyzwyczajona, jeśli nigdy samodzielnie nie łaziła po wodzie o piątej rano.
Gdyby tylko wiedziała, że bratem przyjaciółki był nikt inny, jak Mulciber – a może wiedziała, lecz zapomniała jak o wielu innych rzeczach? – zrozumiałaby o co Yanie chodziło. Gdyby tylko wiedziała, dalej utrzymywałaby swoje zdanie, że nawet w tej dziwnej surowości miał w sobie coś dziwnie przyciągającego, ale nie było tajemnicą, że po prostu w takich mężczyznach się lubowała. Nie inaczej sytuacja wyglądała choćby z byłym–niedoszłym mężczyzną życia, który w pewnym momencie i tak pozwolił sobie wejść na głowę.
W opowieściach zza morza uchodziłby za samego diabła, który wodzi cię na pokuszenie, byś zgrzeszyła i wreszcie ci tę duszę odbierze – przebywanie w nadmorskich pubach nigdy jej nie zawiodło, jeśli chodziło o wszelkiego rodzaju historie, legendy i opowiastki. Części z nich wprawdzie już nie pamiętała, ale to, co powiedziała jak najbardziej pasowało do opisu brata Dolohov. Tyle, że wtedy w pubie opowiadali o syrenach a przystojny wrzód raczej do syren nie pasował. Szybko jednak odrzuciła rozmyślanie i wyobrażanie sobie jej brata, pochwały jedzeniowe i nawet samo pytanie, które zadano. Zmarszczyła za to czoło i zaprzestała rozgrzebywania ciastka.
Brzmisz już co najmniej tak, jakbyś tę duszę zaprzedała – nie zamierzała dopytywać o co chodziło, choć mogła się jedynie domyślać – czyż nie w podobny sposób swego czasu myślała o lordzie Traversie? – Masz kłopoty, Yana? – spytała wprost bez cienia śmiechu czającego się do tej pory w ciemnych tęczówkach. Coś mogła poradzić, gdyby zasugerowała, że tak. Niewiele, ale zawsze. Na każdego bowiem był sposób. A Dolohov bynajmniej nie brzmiała jak osoba bezpieczna.

ztx2


My blood is a flood of rubies, precious stones
it keeps my veins hot, the fire
found a home in me


Francesca Borgia
Zawód : handlarz, jubiler
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I was born to run
I don't belong to anyone
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7918-francesca-federica-borgia#227478 https://www.morsmordre.net/t7977-desiderio#228059 https://www.morsmordre.net/t7976-franka-skakanka#228053 https://www.morsmordre.net/f107-aldermanbury-12-14 https://www.morsmordre.net/t7979-skrytka-bankowa-nr-1881#228094 https://www.morsmordre.net/t7978-f-f-borgia#228091
Re: Główne pomieszczenie [odnośnik]24.02.21 12:03
6 X 1957


W szorstką codzienność zaczął wpełzać jakiś dziwny twór; po raz pierwszy podczas swojego pobytu w Anglii na bok zeszła jej bezustanna złośliwość, rozeźlone nastawienie, nader często ukrywane za idealną postawą, słodkim uśmiechem i ładnymi ubraniami. Jesień na dobre zagościła na ulicach; wyludnionych, wciąż dziwacznie zasmrodzonych, jak gdyby szlam na dobre osiadł na chodnikach, murach i domostwach, pozornie wypleniony i zapomniany. Jesień niosła kolejne deszcze, kolejny nijaki chłód, kolejne wydarzenia, które nakazywały ostrożność. Nawet komuś takiemu jak ona.
Beztroska uciekała jej przez palce, a codzienna wesołość oparta na aspektach wątpliwie radosnych przykryta została przez zwyczajną podejrzliwość; być może miała w sobie jeszcze resztki instynktu samozachowawczego, i potrafiła ocenić, kiedy sytuacja zaczynała robić się niespokojna.
Bo Anglia była niespokojna, mimo tego, że jedyna słuszna racja zagarniała coraz więcej terenów, osiągała coraz szersze wpływy, coraz śmielej sięgała po to, co należało do nich.
Być może gdyby sama nie dała się wciągać w wojenną zawieruchę, nic by się nie zmieniło. Wciąż miałaby to wszystko głęboko w poważaniu.
A jednak.
Deszcz oszczędził wieczór, ale mieszkańcy i tak zaszyli się w swoich kamienicach; dziś już mało kto decydował się na wieczorny spacer, a wychodzenie z domu ograniczał do zwyczajnych konieczności. O ile była taka możliwość; zamknięte wzdłuż i wszerz lokale, sklepy i instytucje utrudniały żywot zwyczajnych, szarych ludzi. I choć ona do nich nie należała, coraz intensywniej myślała o planach swojego wyjazdu.
Wakacje naznaczone obowiązkiem, sentyment ubrany w powinność – może tylko desperacko szukała celu, może rozglądała się za własnym miejscem, a może wcale nie miała takiej kontroli, jakiej była niemal pewna.
Wyludnione centrum było widokiem, do którego człowiek mógł się przyzwyczaić; nawykowy gest odwracania się przez ramię jednak nie zniknął, nawet w momencie, w którym dotarła pod wyznaczony adres, niedługo później pukając w drewniane drzwi.
Powietrze było czyste, ale i tak czuła dziwaczne drapanie w nozdrzach. Gardło nienaznaczone żadną z używek, a mimo to wciąż boleśnie upominające się o znajomy posmak tytoniu. Magiczne laudanum spoczywające w niedużej torbie stanowiło jedyne pocieszenie dla niej, i zapewne nie tylko dla niej.



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Główne pomieszczenie
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach